wtorek, 19 kwietnia 2016

W ostatniej chwili 9



Ula na urodziny Marka dotarła jako  pierwsza. Co prawda umówiła się z Karoliną, że razem przyjdą, ale koleżanka utknęła w korku i na szybkie rozładowanie ulicy nie było szansy. Pogoda również nie dopisywała i wolała wsiąść w autobus i pojechać niż czekać na przystanku i marznąć. Dom Marka odnalazła bez trudu i wkrótce z lekkim biciem serca zadzwoniła do drzwi.
-To, co Ula może na dobry początek pokażę ci mój dom?- zaproponował, gdy Ula rozebrała się już z płaszcza.
-Na dobry początek to chciałam złożyć ci życzenia- rzekła z lekką tremą, ale i uśmiechem.   Marek z okazji urodzin życzę ci dużo szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, uśmiechu i żebyś kiedyś mógł zaznać prawdziwej miłości.   I mam nadzieję, że w spełnieniu tego wszystkiego pomoże ci to- dodała wręczając kolorową małą torebkę.    Wiem, że miałam nic ci nie kupować i że to, co kupiłam jest dziecinne i oklepane, ale gdy zobaczyłam go to nie mogłam się oprzeć- tłumaczyła się w czasie, gdy Marek rozpakowywał prezent.
- Słonik na szczęście – zaśmiał się radośnie chwilę później oglądając porcelanową figurkę ozdobioną ametystem.  – Podniesiona trąba jak dobrze pamiętam przynosi szczęście.
-Dokładnie tak- uśmiechnęła się. – Ale w tym przypadku to nie tylko to ma przynieść ci szczęście. Te fioletowe kamyczki i podnóże to ametyst, szczęśliwy kamień dla zodiakalnych strzelców. Przynosi szczęście w życiu, wzbudza uczucia miłości, zmienia los na lepsze i ma wiele innych pozytywnych cechy. 
-Nie wiedziałem-zadziwił się. –  Tym bardziej dziękuję Ula, że sprawdziłaś i kupiłaś- dodał cmokając w policzki.  – Czuje, że przyniesie mi szczęście.

Dom Marka był parterowy i dużo oglądania nie było, ale i tak była ciekawa jak mieszka. Korytarz dobrego wrażenia na niej nie zrobił. Był ponury i jak dla niej niefunkcjonalny.  Z przedpokoju Marek zaprowadził ją do kuchni. Miała torbę z obiecanymi sałatkami, dodatkowo ciasto czekoladowo-migdałowe i chciała bezpiecznie to gdzieś położyć.  Kuchnia podobnie jak przedpokój dobrego wrażenia na niej nie zrobiła. Pomijając, że była bardzo nowoczesna to przede wszystkim brakował jej kolorów i dodatków, które mogły ją rozweselić.  Pomalowane na biało ściany aż prosiły się o kolorową tapetę, a świecące pustkami blaty o zapełnienie kuchennymi akcesoriami.  Nie spodziewała się zobaczyć na parapetach w doniczkach przypraw, ale nie myślała, że będzie aż tak pusto. Do lodówki nawet nie próbowała zaglądać. Nic nie wskazywało również na to, że za niecałą godzinę ma odbyć się przyjęcie.
-Rzadko korzystam z kuchni-tłumaczył się, wyczuwając jej reakcję.  – Głównie przygotowuję sobie tylko kolacje, bo śniadań zazwyczaj nie jadam a na obiad idę do restauracji, knajpki albo do rodziców. Paulina również nie gotuje, zresztą nie ma jej teraz i dlatego kuchnia nie jest jeszcze do końca urządzona i wyposażona.  
-Rozumiem, bo myślałam, że ta kawalerska kuchnia to tak na stałe.
 -Nie, nie Ula to przejściowy stan-zapewniał. - To, co Ula może pokażę ci teraz resztę domu a do kuchni wrócimy później? Proponuję od salonu zacząć.
Salon dla odmiany, choć urządzony był nowocześnie to zaskoczył ją pozytywnie i miała, co oglądać.  Na półkach i za witryną stała cała masa figurek z brązu i porcelany, ikona, kilka książek i albumów, wazony, miniaturki, zdjęcia w ozdobnych ramkach i inne drobiazgi.
 Mój zwykły porcelanowy słonik ni jak tu pasuje- pomyślała oglądając stare porcelanowe figurki.  Dawanie go było jednak głupie.
-I jak Ula? Podoba ci się?
- Tak- wyznała szczerze. – Myślałam, że będzie całkiem inny. Bardziej nowoczesny i antyków nie spodziewałam się zobaczyć.
- Tak myślałem- zaśmiał się. – Większa część z tych rzeczy to pamiątki po rodzicach Pauliny- zaczął wyjaśniać jej.  – Czasami dokupuje coś w Desie albo na aukcjach staroci.  Postanowiła inwestować w antyki-dodał na koniec chyba dla popsucia wizerunku Pauliny.  
Ze salonu przeszli do sypialni i w przeciwieństwie do salonu nie spodobała się jej. Choć była duża i z dużym oknem to ciepła w niej nie odczuła i zdecydowanie nie była w jej guście. Wszystko jak dla nie było za duże. Łóżko, stoliki nocne i toaletka. Nawet dwa zdjęcia-portrety były za duże.  Pierwsze przedstawiało uśmiechniętego Marka a drugie poważną Paulinę. Poznała ją, bo już prędzej sprawdziła w Internecie jak wygląda sławna panna Febo. Sypialnia mogłaby również uchodzić za nieużywaną gdyby nie lekki bałagan w postaci niezasłanego łóżka z jednej strony i leżących na nim koszuli, krawata i swetra. Największą jej uwagę i zachwyt przykuła makieta z żołnierzykami, armatami i czołgami.
-To takie moje hobby z czasów dzieciństwa- wyjaśnił jej. – Już dwadzieścia lat zbieram te militaria.  Drugą i większą makietę mam w pracy.  Jest z drzewami, domkami, okopami-mówił z błyskiem w oczach.  – Najwięcej radości sprawiają mi te machiny, które sam sklejałem. Gotowe repliki już mniej.  Mam tego kilkanaście modeli. Samoloty, samochody, czołgi- mówił z coraz większa pasją. –  Od najdawniejszych modeli do współczesnych. Może wpadniesz kiedyś do mnie do firmy to pokażę ci całą kolekcję?-zaproponował ze swoim popisowym uśmiechem.
-Czemu nie- odparła z uśmiechem. A za tymi drzwiami jest garderoba?
-Tak-odparł rozsuwając małe przeszklone drzwi.
  -Rozumiem, że to kiedyś będzie pokój dla dziecka? –zagadnęła rozglądając się.
-Nie – odparł zdziwiony. – Dlaczego tak myślisz?
- B0 jest przy waszej sypialni i nadawałby się na pokój dla noworodka-tłumaczyła swoje racje. - W sypialni miejsca na łóżeczko nie ma, a tu jest nawet okno, aby dziecko mogło mieć trochę słońca.
-Ula- zastanowił się. –  Fantazjujesz.
Po przeciwnej stronie korytarza znajdowała się natomiast łazienka i była drugim pomieszczeniem, które spodobało się jej. Utrzymana była w tonacji jasnego brązu i beżu z ozdobnymi paskami na płytkach.  Najwięcej miejsca zajmowała narożna wanna z hydromasażem i jacuzzi. Całości dopełniała umywalka i szafki.
- Ładna prawda Ula – rzekł czytając w jej myślach. –  Cała terakota pozostała po poprzednich właścicielach.  Spodobała mi się i szkoda było mi skuwać ją i kłaść nowe płytki. Wymieniłem tylko sanitaria i dokupiłem szafki, a ekipa remontowa dopasował wszystko tak żeby nie było śladu po przeróbkach i poprawiła fugę.  Wyszło lepiej niż myślałem.
- I tu nasuwa się powiedzenie- rzekła racjonalnie. –  Po co zmieniać coś na nowe skoro stare jest dobre.
- To prawda- odparł zadowolony.  – To, co Ula pokaże ci ostatni pokój. Jest na końcu korytarza.
- To tu będzie pokój dziecinny?- zapytała żartobliwie chwilę później rozglądając się po kolejnym katalogowym wystroju.  – Trochę daleko od waszej sypialni.
-Nie Ula-rzekł lekko zirytowany.  To pokój gościnny i druga sypialnia.  Co ty masz z tym pokojem dziecinnym?-  Dopiero za rok mam brać ślub i na planowanie gdzie ma spać dziecko jest chyba za wcześni.
-Nic nie mam z pokojem dziecinnym- wzruszyła ramionami. –  Ja jestem po prostu przewidująca i kupując dom pomyślałabym też o dzieciach.
Temat dzieci przerwał dzwonek do drzwi i nadejście Sebastiana. Wkrótce dołączyła do nich również Karolina. Przywiozła kolejną sałatkę, koreczki oraz sernik. Natomiast resztę jedzenia i tort Marek zamówił, ale i tak trzeba było to jakoś estetycznie wyłożyć na talerzyki.  Porozkładały również sztućce, szklanki, talerzyki, serwetki i soki.  Marek z Sebastianem natomiast zajęli się barkiem.
Tuż przed osiemnastą wszystko było gotowe i pierwsi goście zaczęli się schodzić. Byli to głównie koledzy Marka z klubu i pracy. Marek od razu przedstawiał wszystkim Ulę, bo była jedną z nielicznych osób nieznających się.  Poznała też rodziców Marka. Do tej pory urodziny syna świętowali uroczystym obiadem w restauracji albo w ich własnej posiadłości wraz z Pauliną, ale ze względu, że nie było jej skorzystali z zaproszenia i pojawili się na przyjęciu.  Ula miała nawet okazję porozmawiać z panem Krzysztofem na interesujące go sprawy bankowe. Dobrzański był pod wielkim wrażeniem jej wiedzy i wróżył jej karierę.  Z matką Marka natomiast rozmawiała głównie grzecznościowo i takiego dobrego wrażenia jak jej mąż na niej nie zrobiła. Wyglądała zdecydowanie mniej przystępnie niż ojciec Marka.
Zabawa rozkręcała się z godziny na godzinę a Ula czuła się coraz swobodniej i bawiła się świetnie.  Szybko stała się też oficjalną partnerką Karoliny.  To Wioletta rozpowiadała o ich związku, a one nie wyprowadzały nikogo z błędu.  Zwłaszcza, że spędzały ze sobą najwięcej czasu, rozmawiając i krążąc pomiędzy kuchnią a salonem. Czasami dołączała do nich Wioletta, ale bardziej z wścibstwa niż z chęci pomocy. Chodziła za nimi i wypytywała je o sprawy łóżkowe, podział ról i inne aspekty życia w związku lesbijskim. Do tej pory Karolina uchodziła za lesbijkę- singielkę, ale teraz, gdy pojawiła się Ula życie Karoliny zaczęło być dla niej interesujące. Obie ze spokojem tłumaczyły jej, że muszą być pewne swoich uczuć i wszystko to, o co je pyta jest przed nimi. Pozostała część gości na szczęście nachalna nie była i o nic nie pytali. Byli też tolerancyjni i nikt ich nie krytykował, nie przypatrywał się im z uśmiechem, ani nie unikał.  Tylko Pshemko nie uwierzył w tę mistyfikację i ucieszył się z kolejnego spotkania z Ulą.
- Nie wiem, dlaczego osoba Wioletta chodzi i rozpuszcza te pogłoski 0 Urszuli i Karolinie – rzekł patrząc z daleka z naganą na Wiolettę.   I nie będę wnikał, bo to nie moja sprawa.  Mogę jedynie domyślać się, że chodzi o Paulinę i jej wybuchy zazdrości. Dobrze myślę, prawda Urszulo- rzekł tak życzliwie, że zdecydowała zaufać mu i powiedzieć prawdę.
- Tak. Sebastian powiedział Wioli, że jestem jej dobrą znajomą, co jest poniekąd prawdą, a ona dopowiedziała sobie całą resztę.
- Całkiem sprytnie to wymyślił –pochwalił Olszańskiego.  – Możesz być pewna, że zachowam to dla siebie Urszulo.  Muszę jednak uprzedzić cię, żebyś uważała na Marka, bo to pożeracz niewieścich serc i do końca nie można mu nie wierzyć- dodał spoglądając na nią przyjaźnie.  – Łamie kobiece serca jak wiatr młode drzewka. A później jest płacz i rwanie włosów. Nie chcę żeby Urszula przechodziła przez to.   
-Wiem Pshemko- uśmiechnęła się na słowa mistrza.  – Karolina już mnie uprzedziła i nie raz mówiła jak prowadzi się Marek i żebym uważała na niego. Ale, dzięki że martwisz się o mnie.  Zwłaszcza, że widzimy się dopiero drugi raz.
-Cała Karola- rozczulił się.  – Serce ma ze złota- dodał odciągając ją na bok na małą pogawędkę. 

Urodziny Marka udały się znakomicie, trwały do późnych godzin nocnych a ostatni goście wyszli przed północą. Została tylko Ula z Karoliną i Sebastian, aby pomóc w sprzątaniu.  We czwórkę poznosili naczynia, resztki jedzenia i pozbierali śmieci.  Niespełna pół godziny później wszystko było już uprzątnięte, pochowane do szafek i lodówki a naczynia w zmywarce.  Dziewczyny wkrótce pożegnały się i wyszły.  Przed wyjściem Ula umówiła się jeszcze z Markiem na wtorek na zwiedzanie F&D.  Marek z Sebastianem natomiast zajęli się jeszcze porządkowaniem i oglądaniem prezentów, a dokładnie przeglądaniem trunków.
-Zobacz, co dostałem od Mateusza- rzekł Marek pokazując Sebastianowi jedną z butelek Whisky.
-Nie- nieźle zająknął się. –  Jak będziesz 0twierał butelkę to nie zapomnij o swoim przy- przyjacielu.  A ten słowik to od Uli?- sklepił całe zdanie. 
-Słonik jak już- odparł uśmiechając się.  – Tak od Uli a ten kamień to ametyst mój szczęśliwy kamyk. Ma mi przynieść ponoć szczęście w miłości i otwiera serca na miłość.  
-To musiałaby kupić ci chyba całą kopalnię, a nie dać tylko mały od-odłamek- zakpił.   Ale pomysł bar- bardzo ciekawy. Nie to, co Paulina, która daje ci na prze-przemian koszule, krawat albo sweter- dodał dopijając drinka.   – Wiesz Marek z Uli to w sumie całkiem fajna dziewczyna. Szkoda, że urodą nie grzeszy, bo mo-mogłaby być z was całkiem udana para.
-Seba nie pij więcej, bo nie tylko bełkoczesz, ale zaczynasz bredzić –przerwał mu.
-Nic nie bre, bredzę tylko widziałem jak świetnie czuliście się w swoim to-towarzystwie- tłumaczył mu.  – Dajecie na tych samych fa-lach.
-To za mało-rzekł sarkastycznie. –   Ja i Ula żyjemy w całkiem innych światach.  I nie chodzi mi o to, że ja jestem bogaty a ona biedna, ale mamy inne poglądy na życie.  Ona szuka domatora kogoś, z kim mogłaby mieć gromadkę dzieci i domek z ogródkiem.  A ja się na kogoś takiego kompletnie nie nadaję. Chociaż muszę przyznać, że czasami, gdy tak pięknie mówiła o swoim przyszłym życiu, to pozazdrościć temu komuś, kto z nią będzie. 
-A, a wi-dzisz- wybełkotał.
 - Nic nie widzę –odparł opryskliwie. –  Z Ulą byłoby gorzej niż z Pauliną. Ona przynajmniej o gromadce dzieci nie marzy.
- G0-gorzej niż z Pauliną to już nie, nie może być Marek- zaśmiał się.  – To jest po prostu nie-mo-żli-we – przesylabizował.
-Seba powtarzasz się- upomniał go.  Idź już lepiej spać.
-Ma-rek moja babcia zawsze mówiła, że prezenty da-wane szczerz są najpiękniejsze i najcenniejsze, a życzenia się spelniają. I wiesz, co- rzekł uwieszając się na nim. – Wierze, że w twoim przy-przypadku  tak będzie i ot-odtworzy ci to oczy na prawdziwą miłość.
Sebastian został u niego nie tylko noc, ale i na całą sobotę i razem leczyli kaca.  Do rozmowy o Uli i o ewentualnym związku z nią nie wracali. Marek uznał, że rozmowa ta była skutkiem wypitego alkoholu. Olszański natomiast przez noc wyszedł z założenia, że może to nie jest taki głupi pomysł i może warto spróbować i wprowadzić to w życie.  Musi tylko jakoś delikatnie to przeprowadzić, aby Paulina znowu nie zaczęła węszyć a Marek nie zorientował się. Zastanawiał się nawet, czy w swoje plany nie wtajemniczyć Karoliny. Po namyśle stwierdził, jednak że to koleżanka Uli i nie będzie chciała widzieć ją w ramionach Marka.

 Ula tak jak obiecywała we firmie zjawiła się we wtorek przed dwunastą. Marek uprzedził już prędzej ochronę, że on i Karolina będą mieli gościa i mają ją wpuścić, ale i tak wolała zadzwoniła do Dobrzańskiego, aby mógł zejść do niej.  Tuż po wejściu stwierdziła, że firma tętni życiem i w przeciwieństwie do banku gdzie ruch jest tylko na parterze w obsłudze klienta a na jej trzecim piętrze jest spokój tu panował gwar zarówno w holu jak i na piętrach. Idąc za nim oglądała wiszące na ścianach fotografie właścicieli, niektórych pracowników i co sławniejszych modelek.  Były też dyplom dla firmy roku w branży odzieżowej i za inne osiągnięcia oraz podziękowania za wsparcie różnych fundacji charytatywnych.  
Wystój biura Marka zaskoczył ją i był przeciwieństwem domu.  Na półkach oprócz segregatorów widniały wspomniane militaria, pamiątki z podróży, nagrody dla firmy i inne gadżety.  Na parapecie stały nawet storczyki i anturium a na dużym specjalnym stoliku makieta wojny.  Był też jej słonik. Nie mogła mieć pewności czy zawsze będzie stał przy Statule Wolności albo w innym widocznym miejscu czy jest tylko tak dzisiaj, aby zrobić jej przyjemność.
-Bardzo tu ładnie- odezwała się w końcu. Tak przytulnie.
-Gabinet odziedziczyłem po ojcu i praktycznie nic nie zmieniałem z wystroju- odparł opierając się o biurko i zakładając ręce. Mój dom do końca ci się nie spodobał. Prawda Ula.
-Nie żeby mi się nie podobał- próbowała coś powiedzieć, bo zaskoczył ją tym pytaniem. Po prostu część z niego jest nie moim guście.
-Tak myślałem- odparł niezrażony.  – Siadaj Ula- rzekł wskazując obszerną kanapę.  Napijemy się teraz kawy, a później pokażę ci resztę firmy. Pshemko obraziłby się gdyby dowiedział się, że byłaś a do niego nie zaszłaś.
Przez kolejne minuty razem z Karoliną pili kawę i wspominali urodziny. Na chwilę z papierami do podpisania wpadł również Sebastian. Widok Uli ucieszył go.
-Mam zarezerwowany stolik w restauracji ”Kwinto” na trzynastą – oznajmił spoglądając na cała rójkę. –  Miałem iść z Patką, ale zawalony jestem robotą na wczoraj i nie dam rady wyrwać się. Jakby ktoś był zainteresowany to śmiało może korzystać.
-Ja i Karolina nie bardzo możemy -odezwał się Marek za ich oboje. – Po trzynastej mamy z Pshemko omawiać kosztorys wiosennej kolekcji. Przełożyliśmy to z wczoraj i już wczoraj był zły. 
-„Kwinto”?- zastanowiła się chwilę Ula. –  To nie jest ta nowa restauracja dwie ulice stąd. Słyszałam, że jest zaaranżowana na czasy międzyw0jenne.
- Dokładnie ta- odparł jej Sebastian.– Jeśli jesteś chętna to możesz iść.
- Chętnie Seba, ale samej to trochę głupio- mówiła spoglądając z nadzieją na przyjaciółkę.
-Marek-zadecydowała Karolina.  – Ty idź z Ulą, a ja z Pshemkiem zajmiemy się kosztorysem. Mam go praktycznie w głowie i zaczniemy bez ciebie a ty dołączysz do nas później.
-To dobry pomysł-podchwycił Sebastian. – Pshemko lubi Ulę to zły może nie będzie, że ciebie nie będzie. I nie będziesz musiał wysłuchiwać jego marudzenia a marudzić na pewno będzie- przekonywał przyjaciela jak mógł.
- Może macie rację- odparł po chwili zastanowienia.    Chyba, że moje towarzystwo ci nie odpowiada?-zapytał jeszcze Ulę.
-Nie Marek-zaprzeczyła kręcąc głowa. – Pasuje mi.
Sebastian z biura Marka wyszedł zadowolony, bo całkiem przypadkiem udało mu się wysłać ich na lunch i w dodatku pomogła mu w tym nic nieświadoma Karolina.
Zanim wyszli na obiad odwiedzili pracownię mistrza. Na dobry moment nie trafili, bo miał jeden ze swoich ataków histerii i swoją furię wyładowywał na modelce, fotografie i asystencie. Uspokoiło go nadejście Uli i Marka.  Ucieszył się z wizyty dziewczyny i nie był nawet zły na Marka, że nie będzie go na ich spotkaniu. Wziął Ulę pod rękę i sam oprowadził po swoich włościach. Pokazał jej salę pokazową, swoją pracownię, główną szwalnię oraz magazyn z projektami.  Podarował jej również jedną z swoich sukienek.
-Ula chyba zatrudnię cię we firmie- rzekł Marek po wyjściu z pracowni mistrza. –  Działasz cuda z Pshemko. Już dawno nie był w takim dobrym humorze.
-Na stanowisko pocieszyciela?-zagadnęła żartobliwie.
-Nie głupie Ula, ale jest to chyba poniżej twoich kwalifikacji.
-To możemy zacząć negocjacje z moim kwalifikacjami, a etat pocieszyciela czy raczej uspokajacza  będzie na czarno- rzekła bardzo poważnie. – Pensja minimum taka jak w banku, stanowisko nie gorsze niż asystentki oraz możliwości rozwoju i awansu.
-Duże wymagania to nie są-odparł po namyśle.  – Mogłaś równie dobrze zażądać stanowiska dyrektora, własnego gabinetu i pensji prezesa.
-Aha, mile widziane byłyby jeszcze szkolenia zagranicą.
-To akurat w naszej firmie nie jest praktykowane. Kursy w Polsce to tak, ale zagranica to nie. A skąd ten warunek? Wyjeżdżasz gdzieś?-zapytał spoglądając na nią.
 - Tak- pochwaliła się. –  Na początku marca na dziesięć tygodni lecę do Anglii. Pan Jarecki ciągle powtarza, że marnuję się, jako jego sekretarka i zaproponował bankowi moją kandydaturę na bezpłatne szkolenie.  Mogę zdobyci Europejski Certyfikat Bankowca a później ubiegać się o kwalifikacje Corporate Finance.  To duża szansa dla mnie, bo nie tylko ustabilizuje pozycję zawodową, ale przede wszystkim ułatwi znalezienie pracy w bankowości we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Nie mogłam przecież takiej okazji przegapić.
- To prawda Ula i głupi by nie skorzystał- odparł będąc pod wrażeniem planów Uli.   To, co Ula na chwilę zajrzymy do mojego biura i idziemy na obiad. Daleko nie jest to pójdziemy pieszo. O której musisz być w banku?
-Nie muszę. Mam dzisiaj wolne na pozałatwianie swoich spraw.

-Rzeczywiście sceneria i atmosfera jak z przed wielu lat- zachwycała się parę minut później rozglądając po sali.    Tylko, że bardziej pasuje na randkę, a nie na spotkanie koleżeńskie- pomyślała, gdy podeszła do nich kelnerka ubrana w biały fartuszek z falbankami. Randka z Markiem musiałaby być cudna.
-Od piątku do niedzieli wieczorami gra tu prawdziwa orkiestra a nie szafa grająca.  I to same międzywojenne szlagiery. To, co jest teraz to jest tylko namiastka tamtej atmosfery. Warto tu kiedyś przyjść w te dni. A na razie mogę polecić ci kaczkę w sosie śliwkowym. Na deser natomiast owoce pod kruszonką albo herbatniki z kremem malinowym i bitą śmietaną.
- Kaczka w sosie śliwkowym, powiadasz?-zastanawiała się przeglądając kartę dań.    Brzmi smakowicie i nigdy jeszcze nie jadłam kaczki w takiej wersji.  Zdam się, więc na ciebie i zamówię z ryżem i warzywami.  A na deser niech będą te owoce z kruszonką.
- Nie powiedziałaś mi jeszcze, co sądzisz o mojej firmie-zagadnął po odejściu kelnerki. Podobała ci się?
- Tak-uśmiechnęła się szczerze. –  I to pod względem wystroju jak i atmosfery tam panującej. Widać, że świetnie idzie ci kierowanie nią.
-Dzięki i przekażę Karolinie- rzekł  .  – To ona jest praktycznie głową i szyją całej firmy. Bystra z niej dziewczyna- dodał z błyskiem w oczach.   Szkoda, że taka świetna, ładna i mądra dziewczyna jest innej orientacji. Sam byłem zainteresowany nią na początku naszej znajomości i nie mogłem przeboleć, że nic z tego nie będzie.
-Nie ty pierwszy- odparła lekko zazdrosna. – Kilka chłopaków ze studiów miało to samo i też nie mogli przeboleć, że woli dziewczyny.  Słyszała nawet głupie żarty na swój temat, ale zaczęła udzielać się w komitecie studenckim i społecznie i dowcipnisie dali jej spokój. Ja poszłam w jej ślady i również od pierwszego roku jak najwięcej czasu poświęcałam się pracy na rzecz uczelni. Czuć się odrzucony miłe nie jest a jak tak właśnie się czułam. Brakowało mi urody, ładnych ubrań.
- Na pewno miłe nie jest-odparł zmieszany jej wyznaniem.  – Choć nigdy tego nie odczułem na własnej skórze. Ula, co robisz jutro po pracy?-spytał nieoczekiwanie. 
 -Ja?- zdziwiła się.  Nic szczególnego. Ale skoro pytasz to musisz mieć jakąś propozycję.
- Tak Ula. Chciałby żebyś poszła ze mną w pewne miejsce- dodał tajemniczo.
Wyjść razem? Chyba nie na randkę? - przeleciało jej przez myśl, gdy podeszła do nich kelnerka przynosząc sok.  Do tej pory pytał mnie, co byś powiedziała na lunch, kawę a nie pytał o wolny czas? Nie Ula, gdyby to była randka to powiedziałby zaprosić a nie żebym z nim gdzieś poszła? O czym ty w ogóle myślisz?-zganiła się w myślach. Dlaczego miałby zapraszać mnie na randkę?  I dlaczego mnie zaprasza a nie Karolinę? To ona podoba mu się a nie ja. Chyba, że mu przeszkadza to, że Karolina jest lesbijką i wstydzi się pokazywania z nią.
- Tak dla dodania otuchy-dodał po chwili przerywając jej myśli.
Chyba nie chce iść do dentysty a ja nie będę trzymać go za rękę.

czwartek, 7 kwietnia 2016

W ostatniej chwili 7 i 8


Po odejściu Marka, zmyciu makijażu i szybkim prysznicu z przyjemnością wskoczyła w ciepłą piżamę, położyła się do łóżka i próbowała zasnąć. Mimo zamkniętych oczu i zmęczenia sen jednak nie nadchodził. Cały czas analizowała to, co się wydarzyło i co powiedział jej Marek o Paulinie.  Zmęczenie w końcu wzięło górę i zasnęła spokojnym snem. O dziewiątej włączył się alarm w jej telefonie oznaczający pobudkę. Torbę miała już spakowaną, wypiła tylko pobudzającą kawę, przemyła twarz, ubrała się i poszła na przystanek. W drodze do Rysiowa wróciła wspomnieniami do zabawy i rozważań z rana.  Może jednak zakończyć tą znajomości z Markiem? Albo ograniczyć z nim kontakty i unikać wyjść publicznych.  Mam rodzinę i nie mogę przecież ryzykować, żeby spotkało mnie coś przykrego.  We środę spotkam się z Karoliną to wypytam ją dokładniej o tą Paulinę. Marek mógł mi całej prawdy nie powiedzieć.  A swoja drogą jak oni mogą być ze sobą.   To się nie może udać.  On jej nie kocha a ona jego i chcą brać ślub? Dziwni ludzie. Chociaż znając poglądy Matka na temat miłości i rodziny to nie powinnam się dziwić.

Niespełna godzinę później była w Rysiowie i wspomnienia i myśli odeszły na dalszy plan.       W domu ze względu, że nazajutrz przypadało Święto Niepodległości spędziła dwa miłe dni.  Betti, jak zwykle miała do niej mnóstwo pytań dotyczących głównie zabawy i przygotowując obiad opowiadała rodzinie o balu.  Później, gdy już wszystko sprzątnęła odwiedziła Maćka.
- Opowiadaj Ula- zachęcał Szymczyk.  Jak zabawa? Dobrze mnie zastąpił ten cały Marek?
-Tak. Było ok-odparła bez zdenerwowania. Tu masz zdjęcia- dodała podając swój telefon.  Zrobił dobre wrażenie na pracownikach.
-A na tobie? –spytał patrząc na nią uważnie. Karolina mówiła, że to niezły podrywacz.  Ula nie chciałbym żebyś znowu cierpiała z powodu faceta.
-Spokojnie Maciuś – odparła. On ma narzeczoną i w przyszłym roku biorą ślub. Zresztą jest niebotycznie bogaty i nie byłby zainteresowany byciem za mną z powodów finansowych tak jak Bartek albo Paweł.  A z powodów urody to już w ogóle. Marek jest moim kumplem i nic więcej.
-Mam zacząć być zazdrosny?-spytał patrząc na nią ukradkowo.   
-Nie masz powodu- odparła śmiejąc się. Na zawsze pozostaniesz moim najlepszym przyjacielem i nic i nikt tego nie zmieni.   Zastanawiała się czy powiedzieć mu o Paulinie, ale stwierdziła, że lepiej nie, bo znała przyjaciela i wiedziała, że będzie się martwić.  –A jak ty się czujesz?
-Lepiej. W kościach już mnie łamie i temperatura spadła.

Marek w przeciwieństwie do Uli pospał dłużej i wstał dopiero o trzynastej.  Bez pośpiechu wziął odświeżający prysznic, w spokoju wypił wzmacniającą kawę, zamówił taksówkę i pojechał po swój samochód.  Stamtąd od razu skierował się w stronę knajpki „U Ryśka” na spotkanie z Sebastianem. Olszański jeszcze wczoraj późnym wieczorem wysłał mu sms-a z zaproszeniem na obiad i adnotacją, że muszą pogadać i nie jest to rozmowa na telefon.  Gdy dotarł tam przyjaciel był już i zamawiał dla nich ich ulubione steki wołowe z ziemniaczkami, sosem i surówką.
- Opowiadaj Marek i jak było na zabawie-zagadnął tuż po odejściu kelnerki.  Udana?
-Nawet bardzo.  Od dawno nie byłem na takiej zwykłej zabawie i wybawiłem się za wszystkie czasy.  Dobre jedzenie a nie tylko chipsy, orzeszki i piwo. Świetna muzyka a nie głośne nie wiem, co i migające światła.  I miłe towarzystwo a nie niedojrzałe panienki. Muszę zorganizować taką zabawę dla pracowników FD. Wyjazdy integracyjne na Mazury zaczynają się już wszystkim nudzić.
-To znaczy, że nie było, na kim oczu zawiesić?-stwierdził z zawiedzeniem Olszański.
-Seba ja tak nie poszedłem, żeby sobie na kimś oko zawieszać. Ale skoro pytasz to była tam taka jedna Oliwi.  Wypisz wymaluj Wioletta.  Może z tym wyjątkiem, że przysłów nie używała, ale za to co drugie zdanie miała zwyczaj kończyć stwierdzeniem, co nie.  W dodatku cały wieczór próbowała zwrócić na mnie swoją uwagę.
- Nic dziwnego jesteś w końcu tym Dobrzańskim- stwierdził z akcentem na słowo tym.
-A jak było w klubie?  Dostałeś autograf? Mirabela to w końcu ta sławna modelka-odgryzł się lekko poirytowany jego słowami.
- Bardzo śmieszne Marek- odparł złośliwie. Ja tylko stwierdziłem fakt i nie miałem na myśli nic ironicznego.  Zgadnij, kogo spotkałem w klubie?
-Kogo- spytał nie mając ochoty na zgadywanie.
-Wiolettę. Okazało się, że jest stałą bywalczynią Klubu 69. Obsługa i ochroniarze dobrze ją znają.  I właśnie o Wioli i Paulinie chciałem pogadać.  Wygląda na to, że Paulina zaczęła działać. Wiolka wypytywała o ciebie i Ule.
 - Długo nie zwlekała- odparł krzywiąc usta w grymas złości.  I, co jej powiedziałeś?
-Prawdę.
- Seba. Jak to powiedziałeś prawdę? Jaką prawdę?- pytał wyraźnie zdenerwowany.
-Spokojnie Marek- uśmiechnął się tajemniczo.  Podkoloryzowaną prawdę. Dałem jej do zrozumienia, że to Karolina poznała cię z Ulą i są w mocnej zażyłości.  Chyba łyknęła, bo spytała mnie serio Sebastian i zaśmiała się złośliwie.  A na pewno już zadzwoniła do Pauliny. Wyszła od razu jak jej to powiedziałem.  Stwierdziła, że musi iść tam gdzie królowa nie jeździ autem. Nie minęło półgodziny i znowu wyszła do toalety, ale zostawiła telefon. Sprawdziłem ostatnie połączenie i było do Pauliny.  O ciebie też pytała.  Powiedziałem jej tak jak było umówione, że jesteś na maraton filmowym o Bondzie.
- To dobrze i dzięki, że mnie kryłeś- odparł z wdzięcznością i nieco uspokojony. Zobaczymy, co Paulina teraz zrobi i powie na te rewelacje. Dzwoniła wczoraj rano i miła nie była.
- Nic nowego- stwierdził od niechcenia. Słuchaj Marek, a może Ula naprawdę jest –zagadnął prowokująco.
- Seba jak ty coś palniesz to głowa boli. Posądzać ją o coś takiego jak nieustannie mówi o dzieciach, mężu i swoim wymarzonym przyszłym życiu. 
-Przecież żartowałem- odparł zadowolony, że udało mu się nabrać przyjaciela. Tylko zastanawiam się, co Ula powie na to, że zrobiłem z niej lesbijkę? Może się jej to nie spodobać. Marek musisz porozmawiać z nią i wytłumaczyć, że to dla jej dobra.  I jakby, co biorę całą winę na siebie-mówił z całą stanowczością wzięcia na siebie ewentualnych konsekwencji.  -Ulka pomogła mi z tym kredytem to pomyślałem, że wypada odwdzięczyć się dziewczynie.  Z Karoliną też powinieneś pogadać. Tak na wszelki wypadek, żeby nie wygadała się przed Wiolettą.
-Wiem i zajmę się tym najszybciej jak się da-odparł.   To, z kim w końcu poszedłeś do klubu. Z Patrycją?
- Nie. Patka nie zdążyła dojechać i poszedłem sam, a później to już z Wiolką byłem- odparł trochę niepewnie, bo nie wiedział jak zareaguje na to przyjaciel. Nie jest taka zła jak się nam wydaje. Ma kilka atutów.
-Chyba wiem, jakich-zakpił. Bo na pewno nie intelekt. Gdyby nie to, że ma kredyt do spłacenia, to dawno już bym ją zwolnił.
-Ale przyjacielowi tego nie zrobisz?  I co się tak patrzysz? –spytał widząc zdziwioną twarz przyjaciela. Ty interesujesz się Ulą to mi wolno Wiolettą.

Półgodziny później podążając do samochodu zastanawiał się czy ma od razu zadzwonić do Uli i powiedzieć jej o całej sprawie, czy poczekać. Stwierdził jednak, że jest teraz w domu z rodziną, może odsypia zabawę i nie będzie jej przeszkadzał. Popołudnie i wieczór spędził z rodzicami.  Zjadł z nimi smaczny podwieczorek i kolację, porozmawiał, obejrzał telewizję i zagrał z ojcem w szachy.  Pomógł także matce w wyborze nowego telefonu, bo jej małżonek nie znał się na tym i preferował klasyczne telefony a jego rodzicielka chciała coś nowszego. O dziesiątej pożegnał rodziców i poszedł do swojego dawnego pokoju. Kładł się już spać, gdy zadzwoniła Paulina. Miał nadzieję, że dzisiaj uniknie rozmowy z nią, bo popołudnie i wieczór miała spędzić w operze.  Odebrał, chociaż zadowolony nie był i nie chciał denerwować się przed snem. Ale wolał też porozmawiają z nią teraz niż później wysłuchiwać jej pretensji, że nie odbiera i pytań gdzie jest.    

Z Ulą spotkał się we wtorek rano.  Znał już jej rozkład dnia i wiedział, że o ósmej przyjeżdża do Warszawy. Zaryzykował i nie dzwoniąc do niej podjechał pod jej przystanek i czekał na przyjazd autobusu. Z autobusu wyszła zamyślona i nie zauważyła czekającego na nią Marka.
-Cześć-usłyszała chwilę później tuż przy uchu.
-O Boże-wzdrygnęła się. Ale mnie przestraszyłeś.
-Przepraszam nie chciałem-odparł wdzięcząc się. Co byś powiedziała na kawę w ramach przeprosin?
- Ok-zgodziła się natychmiast. Tu za rogiem jest kawiarnia i zawsze, gdy przyjeżdżam idę tam na kawę i sernik.  A stało się coś, że tak od rana spotykasz się ze mną i proponujesz pójście na kawę? To o Paulinę chodzi, prawda. Mam zacząć się bać? - Zasypała go pytaniami.
- O Paulinę, ale nie ma powodu bać się- uspokoił szybko.  Może ci się to tylko nie spodobać, bo jest to dość oryginalne- dodał niepewnie, otwierając przed nią drzwi kawiarni. Sebastian postanowił wziąć sprawy naszej znajomości w swoje ręce i nabrała ona innego i lepszego kształtu.
-Ale jego dziewczyną mam nadzieję, że nie zostałam -wtrąciła spoglądając na niego badawczo.
-Nie, nie zostałaś, ale jesteś blisko-zaśmiał się.  Sebastian dał do zrozumienia Wioletcie, że ciebie i Karolinę łączy coś szczególnego. A ona zadzwoniła od razu z tym do Pauliny.
-Że, co?-rzekła wyraźnie zdziwiona, siadając do stolika.
-Seba ma czasem takie niekonwencjonalne pomysły- usprawiedliwił go.   Ale zrobił to w dobrych intencjach Ula. Chciał pomóc nam i odwdzięczyć ci się za ten kredyt.
- I Paulina tak po prostu uwierzyła mu i odpuści – spytała z niedowierzaniem.  I nie będzie szukać jakiś namacalnych dowodów?
- Dzwoniła do mnie w niedzielę wieczorem i wczoraj i nie wspomniała ani słowem o naszej znajomości. Znam ją i wiem, że oznacza to, że temat jak dla niej jest zamknięty. Jest też za leniwa, żeby dokładnie to sprawdzać i szukać dowodów-odparł pewnie. Zresztą Wiola zawsze możne znaleźć na biurku jakieś małe zdjęcie twoje i Karoliny sugerujące, że tak właśnie jest.  Ula na prawdę nie ma sensu dłużej zadręczać się Pauliną i mówić o niej.
 - No nie wiem- mówiła bez wiary. A, co na to Karolina? Nie jest zła.
 - Nie wiem.  Ma dzisiaj wolne i jeszcze z nią nie rozmawiałem.  Zresztą znając ją to przypuszczam, że będzie całą tą sytuacją rozbawiona. Martwiła się o ciebie to teraz nie będzie chciał zaszkodzić.   A jak minął ci weekend?-zmienił gładko temat.  Mam nadzieję, że wypoczęłaś, bo ja tak.  W niedzielę spałem do południa, a wczoraj cały dzień spędziłem u rodziców i byczyłem się-obwieścił w zabawny sposób.
-Ja się, co prawda w domu nie byczyłam, ale również wypoczęłam- odparła nie złośliwie.  Nalepiłam górę pierogów, uprasowałam stos ubrań i na zgrabiałam stertę liści z podwórka. Poza tym odpowiedziałam Betti na mnóstwo pytań, poprzeglądałam rachunki i zrobiłam porządek w skrytce kuchennej.
-Ula te byczenie do końca prawdą nie było- zaczął usprawiedliwiać się nerwowo, gdy Ula skończył mówić. To taka przenośnia i nie leżałem cały dzień na kanapie na kanapie, kiedy ty pracowałaś.  Po prostu mama zawsze rozpieszcza mnie, gdy jestem u nich i nazywam to byczeniem.   A tak naprawdę to wczoraj we trójkę przez całe popołudnie przeglądaliśmy szafy na strychu i segregowaliśmy rzeczy te niepotrzebne, przydatne, do wyrzucenia czy oddania.
- Spokojnie Marek –zaśmiała się na jego mało składne tłumaczenie. Oprócz obowiązków i pracy miałam też czas dla siebie i wylegiwanie się. Relaksująca kąpiel, książka, nocny spokój i własne łóżko. To są cztery rzeczy, oprócz rodziny, za którymi tęsknię będąc we Warszawie.
-Ja mam w ostatnim czasie podobne zapatrywania-odparł zamyślony. Coraz chętniej spędzam czas u rodziców i zostaję tam na noc. Sam nie wiem czy wspomnienia mnie tam ciągną, czy starość albo samotność mnie dopada, czy zaczynam być rodzinny i sentymentalny. Na strychu znalazłem kilka moich zabawek i mama stwierdziła, że czas  je oddać, ale mi jakoś trudno było rozstawać się z nimi. Spakowałem je i zabrałem do siebie i schowałem na samej górze w pawlaczu. Paulina akurat tam nie zagląda to mi nie wyrzuci. Wiesz, Ula może kiedyś  nasze dzieci będą chciały bawić się nimi-wytłumaczył się.  Nasze dzieci- pomyślała Ula. Zabrzmiało to tak jakby były to nasze dzieci a nie Marka i Pauliny. Znalazłem nawet strój strażaka na zabawę karnawałową z czasów wczesnej podstawówki – kontynuował tymczasem Marek nie mając pojęcia ze swoich słów. A właśnie Ula a pro po zabawy, to mam ze sobą aparat i jeśli chcesz to możesz obejrzeć zdjęcia i wybrać te, które mam ci wywołać.
-Pewnie, że obejrzę-odparła przysuwając się bliżej Marka.
Nie jest z nim tak źle jak myślałam, jeśli chodzi o poglądy na rodzinę-pomyślała przeglądając kolejne zdjęcia.  Może będą z niego jeszcze ludzie.

 Co do Karoliny Marek miał rację.  Pomysł Sebastiana nie tylko rozbawił ją, ale i uznała, że jest to dobre rozwiązanie na uniknięcie problemów przez Ulę. Nazajutrz po pracy obie dziewczyny spotkały się w galerii na zakupach.  
- Muszę przyznać, że Sebastian nieźle to wymyślił i załatwił Paulinę. Będziesz mieć z nią spokój -rzekła wyraźnie zadowolona.
- Zobaczymy- odparła asekuracyjne.  Marek mówił, że jeśli chodzi o niego to jest bardzo zawistna.
-Delikatnie ujmując zawistna- stwierdziła z przekąsem. Ciągle robi Markowi awantury o kobiety. Do tego jest wyniosła, zarozumiała, mściwa i ma tendencję do obraża innych.  Obraża nawet jak kogoś nie zna.  
 -Teraz to już kompletnie nie rozumiem Marka- rzekła kręcąc z niedowierzaniem głową.  Nie kocha jej, ma wredny charakter, a chce się z nią żenić.  
-Kochana nikt go nie rozumie.   Tłumaczymy mu z Sebastianem, żeby rzucił ją i związać się z kimś innym, ale nie słucha nas. Zmądrzeje jak już będzie za późno i tylko do siebie będzie mógł mieć pretensje. Jesteśmy przyzwyczajeni do siebie, dobrze się znamy i to nam wystarcza- zacytowała Uli częste słowa Marka.
- To samo powiedział mi na zabawie-odparła sceptycznie.  Ciągle zastanawiam się jak można mieć takie poglądy na życie.
- Jak widać można.  A jak było na balu? –pociągnęła wspomniany przez Ulę temat. Marek mówił, że Oliwia na okrągło go podrywała.   
-Fakt-odparła wesoło. Pech chciał, że siedziała z nami przy stole i od razu zainteresowała się nim.  Zresztą pojawienie się Marka w moim towarzystwie było dla wszystkich zaskoczeniem. I nie ukrywam, ale miło było widzieć te wszystkie zazdrosne spojrzenia. Marek świetnie tańczy, więc kolejka chętnych pań do zatańczenia była długa. Był też duszą towarzystwa, miły dla wszystkich i nieustannie wszystkich i wszystko komplementował.   Karola myślisz, że jest mi w tych okularach nie do twarzy- spytała ni stąd ni zowąd.
- Ula naprawdę nie ma sensu przejmować się tym, co mówi Paulina-odparła szybko.
- A co ma Paulina do moich okularów?- zdziwiła się.
- To Marek ci nic nie mówił- rzekła wiedząc, że właśnie wygadała się niechcący.
-A, o czym miałby mi mówić, czy tam nie mówić?
-O niczym. Tak mi się powiedziało-odparła wymijająco.
-Karola nie rób ze mnie idiotki-rzekła stanowczo. Mów, co ma Paulina wspólnego z moimi okularami.
- Ok. Tylko się nie obraź- poprosiła. Byłam przy tym, gdy Paulina zadzwoniła do Marka i określiła cię zwykłą okularnicą.
-Zwykła okularnica-powtórzyła do siebie cicho. Przecież ona mnie na oczy nie widziała. Chodź Karola-dodała zawracając w stronę wind.  Na dole jest optyk to pomożesz wybrać mi nowe okulary albo nawet kupię sobie szkła kontaktowe. Zobaczymy jeszcze, czy będę zwykłą okularnicą.
Pięć minut później siedziała przed lustrem a przed nią leżało kilkanaście oprawek. Karolina razem z panią optyk dobierały dla niej odpowiednie oprawki. Po długim zastanowieniu zdecydowała się na te najmodniejsze, choć kosztowały majątek. Obiecała sobie, że tuż po świętach  i premii zainwestuje również w szkła kontaktowe.
-Powinnaś teraz włosy przyciemnić-zaproponowała Karolina po wyjściu od optyka. I końcówki lekko wyrównać.
-Tak myślisz?-spytała przeglądając się w jednej z witryn.
-Tak Ula. Jak zmiana to zmiana- rzekła zdecydowanie.
- Pomyślę o tym-obiecała uśmiechając się do swojego odbicia. Może na święta zrobię sobie taki mały prezent pod choinkę.
- Mądra decyzja Ula- poparła ją klepiąc po ramieniu dla dodania otuchy.  -Chciałabym zobaczyć minę Pauliny, gdyby cię zobaczyła i okazało się, że zwykłą okularnicą jednak nie jesteś.
-Tylko, że ja jakoś ochoty na zapoznanie się z nią nie mam-odparła z lekką pogardą.
Zastanawiała się natomiast, co powie Marek na ten nowy element jej wyglądu.

Marka miała okazję zobaczyć dopiero po paru dniach.  We czwartek razem z Pshemkiem wyjechał na targi mody zimowej do Berlina i wrócili dopiero w poniedziałek. Dzień później zadzwonił do Uli i zaprosił na popołudniową kawę mówiąc, że ma coś dla niej. Umówili się, że spotkają w parku.
Do parku Marek daleko nie miał i pojawił się tam chwilę po Uli. Stała na mostku, zamyślona i rzucała w zarośla kawałki bułki dla kaczek. Zastanawiała się nad tym, co Marek może mieć dla niej. Przypuszczała, że są to zdjęcia z zabawy albo może jakiś drobiazg z Berlina.
-Zmieniłaś okulary- usłyszała na przywitanie zamiast część. Bardzo gustowne i jest ci w nich do twarzy–dodał szczerze.
- Karolina pomogła mi wybierać- odparła uśmiechając się a na policzkach pojawił się lekki rumieniec.
-Ula, ale wtedy chyba nie obraziłem cię?–spytał nerwowo.
-Nie obraziłeś- wtrąciła pośpiesznie pomijając fakt, że główny powód zmiany to jego narzeczona.  - Nie mówmy dłużej o tym. Mówiłeś, że masz coś dla mnie. Zdjęcia- spytała widząc dużą kopertę z nadrukiem Kodak.
-To też, ale głównie to chciałem zaprosić cię na moje urodziny.  W piątek dwudziestego dziewiątego listopada o osiemnastej u mnie w domu.
-Ale, dlaczego mnie?-zdziwiła się. Znamy się dopiero niecałe dwa miesiące.
-Bo jesteś moją kumpelą i lubię cię-odparł uśmiechając się promiennie.  Karolina z Sebastianem też będą, więc nie bój się, że będziesz czuła się osamotniona.   Ula nie odmawiaj mi- poprosił tak czarująco, że trudno było oprzeć się. 
-Ok.  Przyjdę z przyjemnością.  A co chowasz w tej kopercie. Zdjęcia wywołałeś?
-Tak.  Właśnie je odebrałem. To, co idziemy na kawę i pooglądamy.



Część 8
Na spotkanie z Ulą, Marek nie zamierzał jednak czekać dziesięciu dni do swoich urodzin i zadzwonił do niej w poniedziałek rano z zaproszeniem na popołudniową kawę.  Chciał zadzwonić do niej i umówić się już przed weekendem, ale stwierdził, że może źle odebrać te ich częste spotkania i odczekał parę dni.  Wiedział, że w poniedziałki Ula chodzi na wpół do siódmą na kurs francuskiego i między pracą a kursem do domu nie wraca, idzie tylko na zakupy i coś zjeść. Postanowił, więc wykorzystać okienko w zajęciach Uli i zaprosić na szybszą kolację.  Ze względu, że pracę kończył godzinę prędzej niż Ula to pojechał do niej do pracy.  Pierwszą rzeczą, która po wejściu do sekretariatu rzuciła mu się w oczy, to bukiet świeżych kwiatów w koszu.
-Piękne kwiaty Ula- zagadnął po przywitaniu.  –Wyglądają na świeże a leżą…
-To śmieci-przerwała mu ostro.   – A miejscem śmieci jest właśnie kosz- odparła akcentując słowo kosz.
-Ula spokojnie – rzekł łagodnie, siadając na biurko.  – Ja tylko spytałem.
-To teraz już wiesz-dodała wrzucając nerwowo papiery do niszczarki.
 Nie pytał o nic więcej, bo widział, że temat kwiatów zdenerwował ją.  Gdy chwilę później zniknęła zza drzwiami szefa zajrzał do leżącego na wierzchu bileciku.

Ula.
Przepraszam, że tak Cię potraktowałem.
Teraz wiem, że tak naprawdę
to Cię kochałem i kocham.
Bardzo serdecznie Cię przepraszam
i mam nadzieje, że mi wybaczysz. Bartek.

 Ciekawy jestem, kim jest ten cały Bartek i o co im poszło? Musiał ją mocno skrzywdzić, skoro wysłał jej kwiaty z przeprosinami, a ona je wyrzuciła.
Ula wkrótce wróciła, ale tematu kwiatów nie drążył i zmienił go na sprawy służbowe.  O siedemnastej wyszli z banku i za namową Uli poszli do pobliskiej naleśnikarni. Przed wyjściem z biura wyciągnęła jeszcze kwiaty z kosza i wyrzuciła je do zsypu.

- Ula przy tobie odkrywam smaki dzieciństwa-rozmarzył się przy pierwszym kęsie.   – A ty nie boisz się, że utyjesz po tej bombie kalorycznej?- zapytał na widok trzech zamówionych przez Ulę naleśników z musem bananowym i polanych czekoladą. 
-Nie-zaśmiała się.   – Zresztą jeden kilogram więcej, czy mniej różnicy dla mnie nie robi.
-Zadziwiasz mnie-odparł.   Do tej pory spotykałem głównie kobiety, które ciągle były na diecie i liczyły kalorie przy każdym posiłku. 
- Ala nie ja- zapewniła.  – Diety, odchudzanie, kalorie to zdecydowanie nie dla mnie.  Lubię siebie taką, jaka jestem. Zresztą nie mam tak silnej woli i nie umiem odmówić sobie czegoś, na co mam ochotę.  Ale chyba nie myślisz, że jestem za gruba?- zapytała spoglądając na niego podejrzliwie.
-Nie, absolutnie nie-zaprzeczył. – Powiem nawet więcej- dodał taksując ją wzrokiem zza stolika. W porównaniu z innymi kobietami jesteś w sam raz. 
-To kobiety 90-60-90 przestały cię interesować?-zagadnęła udając zdziwienie.
-Powiedzmy, że znudziły-wyznał szczerze.  – Wszystkie były takie same. Puste i mało rozgarnięte. Czasami miałem wrażenie, że w głowie miały tylko modę, plotki i dietę. Przeliczyć ilość kalorii w porcji czegoś tam to potrafiły, ale gdybym je spytał ile jest sześć razy siedem albo osiem razy dziewięć to by pewnie połowa nie wiedziała.
-Ale właśnie takie kobiety mają największe wzięcie-stwierdziła z wyrzutami.  - Zgrabne i ładne.  A to, co ma się w głowie to się na ogół nie liczy albo jest na dalszej pozycji.  I nie mów mi, że tak nie jest.
- Nie zamierzam zaprzeczać- odparł uśmiechając się ironicznie. – Powiem nawet więcej. Im jest naiwniejsza i ma mniej w głowie tym lepiej, bo jest łatwiejsza w obsłudze- dodał, chociaż widział, że na jego słowa Ula zareagowała wrogo.
-Typowe myślenie facetów- mruknęła obrzucając go kpiącym spojrzeniem.  – Tylko jedno macie w głowie. Jak uwieść dziewczynę, wykorzystać i porzucić. To, co ona czuje to się dla was w ogóle nie liczy. Nie liczy się, że cierpi, płacze, rozpacza.  Liczy się natomiast tylko własne zaspokojenie albo korzyści, jakie można czerpać ze związku. Umiecie tylko okłamywać, oszukiwać, omamiać i krzywdzić.
-Jesteś dzisiaj bardzo cięta na nas – rzekł nerwowo. Ma to jakiś związek z kwiatami?
Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo odezwała się jej komórka. Leżała na stoliku i kątem oka dostrzegł, że na wyświetlaczu widnieje imię Bartek. Jego uwadze nie uszło również zdenerwowanie Uli i to, że nerwowo odrzuciła połączenia.
 -Ula przepraszam, że tak mówiłem o tych dziewczynach- próbował rozładować napiętą sytuację. –  Powiedziałem to bezmyślnie.   
- To ja przepraszam-wtrąciła unikając jego wzroku. –  Nie powinnam tak na ciebie naskakiwać, obwiniać i ochrzaniać za winy innych. Znalazłeś się w po prostu w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
- Nie Ula – tym razem to on przerwał.  – Należało mi się. Jeśli nie za ciebie to za inne dziewczyny.  Mówienie o ich naiwności było głupie.  Powiesz mi, o co chodzi z tymi kwiatami? - zagadnął delikatnie. –  Czasami dobrze jest się zwierzyć, wygadać.  
-Ten od kwiatów to Bartek mój dawny chłopak- zaczęła swoja opowieść.   –To znaczy ja myślałam, że nim jest, bo on poważnie mnie nie traktował i był ze mną ze względów finansowych.  Był moją pierwszą, młodzieńczą i skrytą miłością. Wszystkie dziewczyny z ulicy uganiały się za nim i ze wszystkimi flirtował. W końcu pod koniec liceum zwrócił i na mnie uwagę.  Szybko okazało się jednak, że nic dla niego nie znaczyłam i był ze mną, bo miałam stypendium i mogłam płacić za nas rachunki. W dodatku zdradzał mnie z podobną dziewczyną z innej dzielnicy. Spotykał się z nami, bo byłyśmy dla niego przypływem gotówki- mówiła ze złością na samą siebie.  – Któregoś dnia narozrabiał i wyjechał na dwa lata do Niemiec.  Przez ten czas rzadko przyjeżdżał i nie widywałam go i tylko czasami, gdy jego matka przychodziła do nas to wspominała o nim.  Na stałe wrócił dopiero parę dni temu i dowiedział się, że mam dobrą pracę i co się z tym wiąże zarobki. Zauważył w tym szansę dla siebie i próbuje ponownie zbliżyć się do mnie. 
 -Chcesz powiedzieć, że to jakiś Kalibabka i szuka bogatej dziewczyny do urobienia? –  zdziwił się.  
- C0ś w tym rodzaju-odparła bawiąc się papierową serwetką.  – Zawsze taki był.  Interesowało go tylko łatwe, beztroskie życie.  I jak widać nic się nie zmienił.  – Myśli, że kwiatami załatwi wszystko i dam się drugi raz złapać na jego czułe słówka i urok.  I jeszcze ten żenujący wierszyk-dodała z ironią.
-Teraz rozumiem, dlaczego wyrzuciłaś kwiaty- pokręcił z dezaprobatą głową.  Facet ma niezły tupet. Oszukał cię i ma czelność wrócić.   Chociaż nie mi go osądzać, bo lepszy nie byłem i sam zwodziłem i nic nie robiłem sobie z uczuć kobiet-przyznał się szczerze.   – Ale nigdy nie postąpiłbym w ten sposób i nie naciągał dziewczyn na pieniądze. Nawet jakbym nie był bogaty.  
-Bartek to nie ty- rzekła cicho.
- Ula głowa do góry- próbował podnieść ją na duchu.   – Bartek to już przeszłość i nie ma sensu przejmować się tym gogusiem.  To, że oszukiwał cię nie znaczy, że każdy jest taki i że zawsze już tak będzie.
- Tak tylko, że ja trafiałam do tej pory na takich właśnie typków- rzekła smutno.
Nie wiedział, co ma jej powiedzieć, jak pocieszyć. Na jednego absztyfikanta miał słowa otuchy, ale na kolejnego albo kolejnych już nie.
- Ula, jeśli chcesz się wygadać to chętnie posłucham-zaproponował nieśmiało.  
Długo się nie zastanawiała nad sugestią Marka.  Stwierdziła, że skoro już zaczęła opowiadać mu swoje życie to powie i resztę.  Tym bardziej, że Marek opowiedział jej o swoim.
- Był jeszcze Paweł, kolega ze studiów-zaczęła swoją drugą opowieść.  Na początku trzeciego roku zaczął interesować się mną i zaczęliśmy ze sobą chodzić.  Byliśmy ze sobą pół roku, ale wkrótce okazało się, że bardziej interesowało go to, że miałam dostać stypendium i wyjechać na rok do Anglii niż ja sama. Wymyślił sobie, że weźmie urlop dziekański i wyjedzie razem ze mną.  A, gdy powiedziałam mu, że zrezygnuję z wyjazdu to mnie rzucił- dodała po chwili milczenia.  - Nawet nie miał odwagi przyznać się, że zależało mu wyłącznie na wyjeździe tylko stwierdził, że nie pasujemy do siebie. Dałam podejść się im jak nastolatka, która myli zakochanie z miłością- wyraźnie się zezłościła się. – Z tą różnicą, że ja pomyliłam miłość z mojej strony z cwaniactwem i wyrachowaniem z ich strony. Mówili, że kochają a tak naprawdę nie kochali i oszukiwali.  
-Ula grunt, że pomimo tych przykrych doświadczeń nie załamałaś się i ciągle wierzysz w tą swoją prawdziwą i jedyną miłość-rzekł z optymizmem po niezręcznej i przedłużającej się ciszy.  – Wiara w coś to połowa sukcesu.   
- Masz rację- odparła pewnie.  – Świat przecież nie może składać się z samych Bartków i Pawłów i musi gdzieś być ktoś porządny, przeznaczony dla mnie, który pokocha mnie szczerze i prawdziwie.
-I tego się trzymaj-dodał z uśmiechem.
- Nigdzie nie jest też napisane, że miłość to sama słodycz jak te naleśniki-stwierdziła nadziewając duży kawałek na widelec.  – Czasami też gorzko smakuje, rozczarowuje nas i kosztuje dużo łez i cierpienia.
- A ja myślałem, że miłość nic nie kosztuje-zagadnął podchwytliwie.
-Bo tak jest- odparła bardzo poważnie. Nie da się jej kupić ani sprzedać.  Można ją tylko ofiarować. Z tym kupnem to była taka metafora.
-Wiem przecież-zaśmiał się wesoło. –  Wszystko dokładnie pamiętam, co mówiłaś mi na temat miłość. Jest to bezcenne i piękne uczucie dwóch kochających się osób, które polega na bezgranicznym zaufaniu, troszczeniu się o drugą osobę, gdzie jest szacunek i zrozumienie, co uszczęśliwia człowieka i za żadne pieniądze się jej nie kupi-zacytował jednym tchem niedawne słowa Uli.
-Teoria na szóstkę- pochwaliła go. Zobaczymy jak będzie z praktyką.
-Z praktyki to ja zawsze tróje miałem- odparł z zwątpieniem.  – Ale będę starał się poprawić, chociaż na czwórkę- zapewnił ją. – Z twoją pomocą i tego mojego sympozjum może mi się nawet udać.  W ostatni czwartek mieliśmy właśnie pogawędkę na temat miłości i bogactwa i co, na jakim miejscu znajduje się w naszym życiu.
-No i- dopytywała się.  Wyniosłeś z tego jakieś wnioski.
-Tak- uśmiechnął się dumnie.  Trzeba zwolnić tempo życia, nie ganiać za pieniędzmi i dobrami materialnymi, bo na tym życie nie polega, szczęścia nie daje, a tylko powoduje, że miłość i rodzina schodzą na dalszy plan.  
 -Marek to jest prawda stara jak świat i nie trzeba chodzić na jakieś wykłady, żeby to wiedzieć –rzekła wzruszając ramionami.   – To znaczy ja byłam wychowana w przekonaniu, że pieniądze i dobra materialne to nie wszystko i jest to dla mnie oczywiste- szybko wytłumaczyła mu się, bo zdała sobie sprawę, że jej słowa zabrzmiały złośliwie.  – I przepraszam cię nie chciałam cię obrazić.
-Spokojnie Ula- uśmiechnął się na jej nerwowe tłumaczenie. –  Wiem, że nie chciałaś i że nie jesteś złośliwa.  Powiem nawet więcej- rzekł tajemniczo. Jesteś bardzo mądrą kobietą i mówisz czasami tak samo jak ci studenci. Byłabyś równie dobra, jako pani psycholog, co ekonomistka.
-To uważaj, bo zacznę brać od ciebie pieniądze za rozmowy ze mną- rzekła uskrzydlona komplementem Marka.
- A ktoś tu mówił, że pieniądze i sprawy materialne nie są najważniejsze-wypomniał jej nie niezłośliwie.
-Fakt mówiłam tak- przyznała się.  – A pro po rzeczy materialnych Marek to, co byś chciał dostać na urodziny?  Pytam, bo nie znam cię jeszcze na tyle dobrze, żeby trafić z prezentem. Nie musisz mi mówić konkretnie, co tylko mała wskazówka wystarczy.
-Nic mi nie musisz kupować- zapewnił. Wystarczy, że przyjdziesz.
-Nie Marek-zaprzeczyła kręcąc głową.   – Tak z pustymi rękoma nie wypada przychodzić. Może zrobię jakąś sałatkę? Chyba, że nie planujesz nic do jedzenia?
- Planuje Szwedzki Stół, więc sałatka jak najbardziej może być- ucieszył się na propozycję Uli.   – Karola ma też coś zrobić, a resztę jedzenia zamówię. To, co Ula może podrzucę cię na ten kurs? – zaproponował spoglądając na zegarek.    Jest już osiemnasta.
-Jakbyś mógł- odparła wstając od stolika.  – Przy szkole są delikatesy a chcę zrobić jeszcze małe zakupy przed lekcją. Po zajęciach mam tylko dziesięć minut do odjazdu autobusu i na pewno nie zdążyłbym nic kupić.  A wracając do twoich urodzin to zadzwonię do Karoliny i umówię się z nią, żeby się nie dublować w sałatkach.  Mam takie dwie ulubione. Jedna z ananasem i kurczakiem a druga z serem feta. Mam nadzieję, że lubisz ananasa i ser feta.
- Nawet bardzo-zapewnił.  Zresztą lubię wszystko i lubię jeść.   Może z wyjątkiem cukierków anyżkowych, które dawała mi w dzieciństwie jedna z ciotek, niedoprawionego szpinaku, wodnistego kisielu i oczywiście zupy pomidorowej z ryżem- wyliczał z grymasem na twarzy.
-Chyba wiem, o czym mówisz-zaśmiała się. U nas w szkole zdania, co do zup były podzielone. Jedna grupy obstawała, że brukselkowa jest najgorsza, a druga, że pomidorowa.
- U mnie brukselka szału też nie robiła-również zaśmiał się. –  Ani w zupie ani do mięs. Tak jak makaron z serem. Ula jak to możliwe, że jak w domu robiłem sobie sam, to całkiem inaczej smakował niż ten w szkole?- zapytał ze zdziwieniem.
-Bo, co innego jest gotować dla siebie czy paru osób, a co innego dla stu, czy dwustu-wytłumaczyła mu a przez resztę drogi wspominali czasy dzieciństwa.