poniedziałek, 12 września 2016

Wakacje. Cykl miniaturek



Ciąg dalszy miniaturki 12, 9 , 11.
 Takie małe, co nieco wakacyjno- sielankowe.

Dla przypomnienia. Ula i Marek mają już ponad czteroletnią córkę Emilkę i trzymiesięcznego syna Tomka. Wiola i Sebastian mają równolatkę Emilki, Natalkę a Wiola jest teraz w szóstym miesiącu ciąży.

-Tatusiu chcę iść na plażę- usłyszał Marek cichy głos swojej córki i poczuł potrząsanie za ramię. Z ociąganiem otworzył oczy i spojrzał na stojącą przy łóżku z wiaderkiem Emilkę.
-Chcę iść na plażę budować zamek-powtórzyła się.
-Kotku, ale jest wcześnie-rzekł i sięgnął po telefon chcąc sprawdzić godzinę.– Jest dopiero dwadzieścia po siódmej. Tomek w nocy płakał i chciałbym jeszcze pospać. Ty też powinnaś jeszcze spać. Wczoraj cały dzień prawie byliśmy w podróży i późno poszłaś spać.
- Ale jest już jasno, a Natalka też idzie- trochę skłamała, bo jej koleżanka robiła dokładnie to samo w sypialni swoich rodziców.
Chcą nie chcąc Marek wstał narzucił szlafrok i wyprowadził córeczkę ze sypialni. Przed wyjściem rzucił jeszcze okiem na żonę i syna. Oboje smacznie spali. Na korytarzu spotkał równie zaspanego Sebastiana ze swoją córeczką.
-Poranna pobudka, co Seba- zagadnął Marek.
-No-odparł Olszański.  Wszystko, przez Emi. Natka powiedziała, że Emilka idzie na dwór i ona też chce.
-Ja usłyszałem dokładnie to samo- rzekł z ciągle zaspanym głosem i drapiąc nieogoloną brodę.  — Z tą różnicą, że to Natalka idzie i ona też chce.
-Cwaniary małe- westchnął Olszański.
 Za te ich małe kłamstewka nie mogli się jednak gniewać. Bądź, co bądź obie były córeczkami tatusia. Musieli też docenić to, że dziewczynki same ubrały się. Chociaż Emilka miała ubraną bluzeczką na lewą stronę, a Natalka nie do pary skarpetki i niezapięte sandałki.
Po szybkiej toalecie Marek wziął się za smażenie jajecznicy dla wszystkich a Sebastian poszedł do sklepu po bułki.  Dziewczynki natomiast oglądały bajki. Pół godziny później śniadanie było gotowe i obie rodziny mogły zasiąść do stołu. Ula i Wiola zwabione zapachem śniadania również wstały.  
Do Stegny przyjechali wczorajszego popołudnia i mieli spędzić tutaj trzy tygodnie. Dobrzańscy wspólnie z Olszańskimi wynajęli dla siebie nieduży domek. Na dole mieścił się salon z wyjściem na taras i na mały skwer z drzewem, kuchnia i łazienka.  Na piętrze natomiast mieściły się trzy sypialnie. Dla każdego małżeństwa osobna i jedna wspólna dla Emilki i Natalki. Choć był już początek września to ciągle było ciepło i woda w morzu również była w miarę ciepła, aby dziewczynki mogły, chociaż zamoczyć nóżki a oni wziąć krótką kąpiel.  Specjalnie wybrali tak późny termin wakacji, aby było już po sezonie i mniej tłoczno.  Ponadto Tomek prędzej był za mały na taki wyjazd a teraz miał już prawie trzy miesiące i ten najgorszy okres za sobą. Przez ten czas ku uciesze rodziców i dziadków rósł zdrowo. Był też grzecznym niemowlakiem i rzadko płakał. Nawet podróż minęła bez płaczu. Marek z Sebastianem starannie przygotowali się do wyjazdu. Wybrali miejscowość w miarę blisko Warszawy, zaplanowali trasę i postoje. Nawet to, aby ich córeczki jechały razem, samochodem Sebastiana i nie marudziły. Ula tym sposobem mogła mieć też dla siebie i synka całe tylne siedzenie ich auta.



Po śniadaniu Marek z Sebastianem poszli na plażę ze swoimi córeczkami, a Ula i Wioletta zostały w domku z Tomkiem.
-Piękny widok, prawda Ula-westchnęła Wiola patrząc na morze w oddali.  —Chciałabym również wyjść, ale upał za duży jak dla mnie i Sary- dodała gładząc już mocno zaokrąglony brzuszek.
-Spokojnie Wiola i my pójdziemy na plaże- uśmiechnęła się na myśli o wieczornych planach.  – Marek i Sebastian obiecali nam, że wieczorem wyjdziemy na spacer.
-Jeśli będę się dobrze czuła- rzekła bez wiary. —  Gdy byłam w ciąży z Natalką to czułam się lepiej i taka gruba nie byłam.
-Każda ciąża jest inna- odparła sensownie.
 –Wiem, ale Sebastian teraz tylko Natalkę widzi.  Nawet mu się nie dziwię, bo wyglądam jak ten Hipcio z bajki Natalki.
-Wiola głupot nie gadaj- oburzyła się na słowa przyjaciółki.   Podobasz się Sebastian tak samo mocno jak za czasów, gdy byłaś szczupła. I zrobiłby dla ciebie wiele. Zapomniałaś już jak zjechał pół miasta w poszukiwaniu dla ciebie sukienki ciążowej w kolorze szmaragdowym?  Albo jak w drodze tutaj na postojach masował ci stopy?
-Nie zapomniałam – odparła, ale bez przekonania.  — Mam tylko nadzieję, że po porodzie szybko wrócę do formy i figury jak ty.
-Uważasz, że mam ładną figurę?-zapytała wyraźnie zadowolona z komplementu.
-Pewnie Ulka- odparła bardzo przekonująco. — Nawet niepomalowanym okiem to widać. Marek tak samo patrzy na ciebie jak za czasów początku waszego małżeństwa. Gdy pokażesz mu się w tym stroju kąpielowym który kupiłaś to... .  O Boże Ula-urwała nagle.
-Co się stało- zapytała Ula zrywając się z leżaka.  – Coś z ciążą.
- Nie. Oni są na plaży, a co jest na plaży?
-Piasek, plażowicze, upał-zaczęła wyliczać.
-Plażowiczki Ula- sprecyzowała.  — Skąpo ubrane, opalone i gorące. Przecież to dla nich raj.
-Nie, Wiola –rzekła z niedowierzaniem. –  Marek i Seba zmienili się. Przecież sama mówiłaś, że Marek patrzy na mnie zakochanym wzrokiem.
-Może i mówiłam, ale oni są tak jakby wyposzczeni i nie wiadomo, co może im do głowy strzelić. Nie wiem jak ty, ale ja Cebulka sprawdzę czy nie ma śladów pomadki albo perfum.
-Wiola jak sprawdzisz, jak są nad morzem pójdą wykąpać się i ślad zmyją się?
-Fakt-zasępiła się. – Nic im nawet nie udowodnimy.
-Zapytamy Emilkę i Natalkę, co robili-odparła nieco nakręcona przez Wiolę.  – Dziecko zazwyczaj prawdę mówi. Ja spytam Emi a ty Natalkę. Osobno na wszelki wypadek.
Czarny scenariusz Wioli sprawdził się, bo obie dziewczynki po przyjściu, gdy zostały same ze swoimi mamusiami zgodnie stwierdziły, że na plaży tatuś i wujek rozmawiali z panią Julią i Basią.  Panie leżały obok i były bardzo ładne i miłe, bo częstowały ich cukierkami i winogronem, a na koniec tatuś i wujek umówili się z nimi na jutro. Ula wszystkie te rewelacje przyjęła nader spokojnie i próbowała nie wierzyć, choć fakty mówiły, co innego. W przeciwieństwie do Wioli, która zrobiła Sebastianowi awanturę, chociaż nie powiedziała mu, za co, a on to wziął za jej zmienny nastrój związany z ciążą. Zamierzała też nakryć męża na gorącym uczynku.
-A nie mówiłam Ula-rzekła do Uli, gdy tylko mogły chwilę same porozmawiać. – Jeden dzień na urlopie i już znaleźli sobie kogoś. Żeby, chociaż byli sami, ale my tu też jesteśmy.
-Wiola, ale to nie możliwe – mówiła bez przekonania. —  Marek nie mógłby.
-Seba też nie, a Natalka mówiła, że tej całej Basi telefon naprawiał i jadł ciasteczka czekoladowe. On za ciasteczka czekoladowe dałby się pokroić i posiekać w drobny mak.
-Marek tak samo- odparła zasmucona.
-Jutro pójdziemy za nimi i nakryjemy ich na gorącym uczynku-zadecydowała.  –To wojna Ula. Albo my, albo one.

Następnego dnia przed dziesiątą obaj panowie wraz z córeczkami wyszli na plażę, a Ula z Wiolettą i Tomkiem chwilę po nich. Wiedzieli gdzie ich szukać, bo poprzedniego dnia popołudniem byli tam na spacerze. Już z daleka dostrzegli ich w towarzystwie dwóch blond piękności w obcisłych szortach dżinsowych i podkoszulkach równie dopasowanych. Ich córeczki natomiast bawiły się przy brzegu morza.  Zanim jednak doszły do mężów obie dziewczyny odeszły kawałek dalej i tam rozłożyły koc. Pojawienie się żon mocno zdziwiło obu mężczyzn.
-I, co –wrzasnęła Wiola na męża.  — Panienek zachciało podrywać się wam.
-Wiola, co za głupoty opowiadasz? – pytał z politowaniem. Jakie podrywanie?
-Natalka i Emilka powiedziały nam wszystko o Basi i Juli i o ciasteczkach.
-Wiola to jakieś nieporozumienie- próbował coś powiedzieć.
-Nieporozumienie to nasz ślub był- nie dała mu szansy na tłumaczenie. – Takie świństwo zrobić mi i Natalce i to tydzień przed rocznicą ślubu.
-Wiola uspokój się – próbował wpłynąć na żonę.   — Patrzą na nas.
-Niech sobie patrzą –wytykała mu. – Do tamtych też pójdę jak trzeba będzie- dodała wskazując na leżące nieopodal kobiety.
Ula tymczasem milczała i czekała, aż powie coś Marek.
-Ula chyba nie myślisz, że mógłbym umówić się z kimś tutaj- rzekł w końcu z wyraźną urazą.
-Lubisz ciasteczka czekoladowe- wyrzuciła mu bezsensownie.
-Lubię i czekoladowe i kokosowe i takie zwykłe z cukrem- mówił z entuzjazmem, chociaż Uli do jego nastroju było daleko. —  Tylko nie rozumiem, co mają ciasteczka do pani Basi i Juli. Możecie nam to wyjaśnić jakoś rozsądnie? -zapytał obie.
-A ty możesz powiedzieć nam, kim one są- odparła Wiola.
-W każdej chwili, bo właśnie idą- oznajmił wskazując palcem zza ich plecy.
Obie wzburzone kobiety obejrzały się. Jedynymi osobami, które podążały w ich kierunku były dwie panie w kapeluszach słomianych, płóciennych jasnych spodniach do kolan i przewiewnych bluzeczkach. Kobiety już z daleka wyglądały na ładne, ale miały jakieś pięćdziesiąt- sześćdziesiąt lat.
-Pani Basia dostała od dzieci telefon dotykowy nie umiała uruchomić aparatu i poprosiła nas o pomoc – zaczął tłumaczyć Marek, gdy obie kobiety zamilkły.   A dzisiaj mają coś przynieść.
-Co?- zapytała Wiola, bo dalej nie ufała mężczyzną.
 - To akurat jest niespodzianka dla ciebie-odparł jej Sebastian. – Na rocznice ślubu.
- Wiola chyba wygłupiłyśmy się –rzekła Ula ze skruchą.
-Nie da się ukryć- odparł jej Marek patrząc wymownie na żonę.
-Przepraszam- rzekła Ula z potulną miną. —  Z tego, co mówiła Emilka to wynikało, że to ktoś, z kim chcieliście się umówić.
-To trzeba było spytać nas a nie dziewczynek- wytknął Sebastian.
-Ale z nimi tam rozmawialiście-rzekła Wiola wskazując blond piękności.
-Same podeszły i spytały czy jesteśmy sami- usprawiedliwiał się Marek.   A jak powiedzieliśmy, że z dziećmi to odeszły. Nie wiem jak mogłyście w ogóle o coś takiego nas osądzać- dodał oskarżycielskim tonem i spoglądając ze smutkiem w oczach na Ule.
 -Bo myślałam, że taka gruba nie podobam się już Sebastianowi- odparła Wiola.  — A Ula tak przy okazji zwątpiła. Za bardzo nakręciłam ją- sumiennie wzięła winę na siebie.
-Porozmawiamy później– odparł Marek, gdy pani Basia i Julia dochodziły do nich.   Ala łatwo mieć nie będziecie.
Kobiety okazały się bardzo miłe i chwilę porozmawiały z całą czwórką.  Ula i Wioletta dowiedziały się, że poprzedniego dnia Marek i Sebastian dużo o nich opowiadali i były to same pozytywne rzeczy. Nie mogły nadziwić się też, że Marek i Sebastian to tacy uczynni i przykładni mężowie i ojcowie i tylko pozazdrościć takich mężów.  Na koniec krótkiego spotkania dziewczynkom dały lizaki w kształcie misiów, a Sebastianowi tajemniczą kopertę. 
-To, co robimy z naszymi agentkami– zapytał żartobliwie Marek, Sebastiana, gdy panie odeszły.
- No nie wiem- zastanawiał się Olszański. – Może szlaban na zakupy?
-Nie –zaprzeczył Marek.   Dla Uli byłaby to nagroda a nie kara. Wiesz jak ona nie lubi zakupów.
-Fakt. To moja Wiolka nie może bez nich żyć- stwierdził racjonalnie.  — Fryzjer, kosmetyczka też nie, bo to dla nas tak ładnie wyglądają- wykluczał kolejne warianty Sebastian.
-To może szlaban na miesiąc na wizyty w tym ich klubie B&B- podsunął pomysł tym razem Marek.
- Odpada –odparł sceptycznie Sebastian. — Wiola ostatnio ma na pieńku z jedną z dziewczyn, to przestała chodzić.
-To nie wiem Seba, co jeszcze możemy wymyślić- rzekł wysilając umysł.
-Przepraszam bardzo, ale my tu jesteśmy- wtrąciła Wioletta.   Jakbyście nie zauważyli.
-Zauważyliśmy Wiolka, zauważyliśmy- odparł mąż nie patrząc nawet na nią.  – To może szlaban na tę telenowele „ Alessandra”. Przynajmniej przez ten czas jak tu jesteśmy.
-To jest pomysł- podchwycił Marek. —  Ula ogląda, Wiola też. Angela właśnie zepchnęła Alessandrę ze schodów a ta uderzyła się w głowę i straciła pamięć, to robi się ciekawe.
-Oglądasz to?- zdziwił się Olszański.
-Seba jak ty coś powiesz- rzekł spoglądając na niego z pobłażaniem.   — Ula wczoraj oglądała w sypialni to stąd wiem.
- Ula słyszysz to-odezwała się ponownie Wiola.  — Traktują nas jak powietrze i kpią- mówiła oburzona chyba bardziej z faktu zakazu oglądania ulubionej telenoweli niż ich gadaniem.
 - Spokojnie- odparła jej Ula. —   Niech sobie nas karzą, jak chcą i mówią, co chcą. Wszystkie odcinki lecą w Internecie i to z wyprzedzeniem.  A nam się należało, bo to było głupie.
-Nawet bardzo głupie- odparł jej Sebastian.
-Kochanie- rzekł czule Marek obejmując żonę.  — Ty, Emilka i Tomek jesteście dla mnie najważniejsi na świecie i nigdy, przenigdy nie mógłbym cię zdradzić, zranić i stracić to wszystko. Do dzisiaj czuję te uczucie, gdy byłaś z Piotrem.  To za bardzo boli Ula. Jest mi po prostu przykro, że mogłaś coś takiego o mnie pomyśleć.
-Dokładnie tak- dodał Olszański.  — Pięć lat wierności, a wy z takim, czymś wyskakujecie.
- Ok- rzekła Ula. — Był to bardzo głupie, niedorzeczne, żałosne, bezsensowne i etcetera,  ale możecie nam to chyba wybaczyć?
-Pod warunkiem, że więcej razy nie będziecie posądzać nas o zdradę-odparł Marek za siebie i przyjaciela.
-Ja na pewno nie- pierwsza odezwała się Ula.
-Ja też nie- poparła ją Wioletta. —   Słowo harcerki.
-To, co Seba?- zapytał przyjaciela, ale patrząc na żonę.   Puszczamy w niepamięć?  W końcu koszule nam prasują, piorą skarpetki, domem zajmują.
-A mamy inne wyjście- odparł mu Sebastian spoglądając na Wiolettę. — Kochamy je ponad wszystko, ze wszystkimi wadami i zaletami.



Oprócz tego małego nieporozumienia reszta czasu na wspólnym urlopie obu rodzinom minęła bardzo przyjemnie. Panowie zgodnie stwierdzili, że Uli i Wioli należy się odpoczynek i to oni przejęli większą częścią obowiązków. Wstawali pierwsi i zajmowali się zakupami, śniadaniem i dziewczynkami. Pilnowali, aby umyły się i jak należy ubrały. Nauczyli się nawet zaplatać warkocza i nie takiego zwykłego, ale i dobieranego.  Po tych wszystkich porannych czynnościach szli całą grupą na plażę, na zwykły spacer do parku, na plac zabaw, wesołego miasteczka albo na zwiedzanie okolicy.  Po powrocie natomiast pomagali przy obiedzie i sprzątaniu. Resztę dnia i wieczory spędzali na kolejnych przechadzkach albo na wypoczywaniu na tarasie. Z wyjazdu najbardziej cieszyły się dziewczynki, bo Olszańscy od miesiąca mieszkali w Pomiechówku i spotykały się rzadziej. Teraz mogły nadrobić czas i być ze sobą przez cały czas i bawić się.  Zwłaszcza podobała się im plaża, muzeum zabawek z Kinder Niespodzianki, Piracka Zatoka i przejazd kolorową kolejką wąskotorową. Oprócz tego mogły cieszyć się z całodziennej obecności swoich tatusiów, bo obie były ukochanymi i rozpieszczonymi córeczkami. Ula i Wioletta z czasem zaczęły być nawet zazdrosne, bo małe nabrały nawyku mówienia, że tata albo wujek robi to albo mówi tamto. Dorośli z wyjazdu również skorzystali, bo oprócz tego, że małżonkowie mogli więcej czasu spędzić ze sobą to i Ula z Wiolettą a Marek z Sebastianem.



 Tydzień po przyjeździe nad morze Wiola i Sebastian obchodzili piątą rocznicę ślubu. Jeszcze przed wyjazdem na wakacje Olszański ustalił z Dobrzańskimi, że zajmą się Natalką a oni będą mieć cały wieczór dla siebie. Zanim wyszli to wspólnie z rodziną Dobrzańskich zjedli uroczysty obiad i obejrzeli prezenty. Natalka z Emilką podarowały im laurki a Ula z Markiem duże kąpielowe ręczniki z wyhaftowanymi imionami i krótkimi miłosnymi wierszykami. Sebastian żonie podarował kubek z jego fotografią, a ona mu breloczek na kluczyki z bursztynem. Wieczorem natomiast poszli na kolację a później na przedstawienie.  Była to ta niespodzianka, którą miał dla Wioletty, Sebastian. Panie spotkane na plaży miały bilety, ale wyjściem na nowoczesne przedstawienie opartego głównie na głośnym śpiewie z efektami świetlnymi zainteresowane nie były i odstąpiły je Sebastianowi. Wiola natomiast takie rozśpiewane widowiska lubiła. Do domu wrócili szczęśliwi i zadowoleni.

Ula z Markiem również mieli jedno popołudnie i wieczór tylko dla siebie. Marek dla Uli wybrał smażalnię ryb, w której można było zjeść również inne dania, kino plenerowe, a na koniec lody i spacer rozświetlonymi uliczkami miasteczka i plaży.
-Jest tak pięknie Marek, że nie mam ochoty wracać ani do domku, ani do Warszawy- rzekła Ula wdychając morskie powietrze.
- Masz rację kochanie-odparł bezspornie. — W domu z tobą i dziećmi jest cudownie, ale takie chwile sam na sam są najwspanialsze.
-Tak dawno nie byliśmy sami na takim zwykłym spacerze czy wyjściu- westchnęła przytulając się bardziej do Marka. —  Ostatnio wchodzimy tylko służbowo i na zakupy a ostatnie takie całkiem prywatne wyjście mieliśmy wiosną po moich urodzinach.
-Obiecuję ci, że jak wrócimy do domu to się to zmieni i będziemy wychodzić przynajmniej dwa razy w miesiącu- zapewniał szeptem. —  Rodzice zawsze powtarzają, że chętnie zajmują się dziećmi, to będziemy zostawiać je z nimi, a my będziemy mieć czas tylko dla siebie. Pójdziemy nad Wisłę, do palmiarni, do parku, na zapiekanki i w inne cudowne miejsca.
 -Brzmi wspaniale-rzekła uśmiechając się. —  Żeby tak jeszcze móc częściej spotykać się z Wiolettą. Od czasu jak wyprowadziła się do Pomiechówka to tylko telefony nam zostały i widziałam ją tylko raz i tylko, dlatego że miała kontrolne badania.
-Ja z Sebastianem widzę się tylko, dlatego że pracujemy razem.  I to głownie w przerwie na obiad, bo od razu po pracy jedzie do domu.  A jeszcze miesiąc temu wychodziliśmy pobiegać, czasami do klubu.
- Mam pomysł Marek- odparła wyraźnie ożywiona.   Może porozmawiamy z nimi i zaproponujemy, żeby przynajmniej raz w miesiącu spotykać się razem na weekend u nas albo u nich.  Możemy też gdzieś wyjeżdżać razem. Co ty na to?
-Dobry pomysł skarbie- rzekł z równym podekscytowaniem. — Na pewno im i dziewczynkom spodoba się.



 Pomysł Uli spodobał się Olszańskim, jak najbardziej, bo im również brakowało dłuższych wspólnych spotkań. Zwłaszcza Wioletcie, która stwierdziła, że ploteczki z Ulą przez telefon to nie to samo, co wi fi. Na razie zamierzali cieszyć się czasem spędzonym tutaj. 

Oprócz wyjść Uli z Markiem i Wioletty z Sebastianem dziewczyny miały swoje babskie wyjście a ich mężowie swoje. Ula i Wioleta jedno przedpołudnie spędziły w SPA. Dobrzańska zafundowała sobie masaż całego ciała i wizytę u kosmetyczki, a jej przyjaciółka ukojenie stóp, basen i również kosmetyczkę. Panowie natomiast jeden z wieczorów spędzili w klubie z kręgielnią.
Czas w Stegnie szybko mijał i w końcu urlop dobiegł do końca i czas było wrócić do domu i zajęć. Do Warszawy powrócili wypoczęci, zrelaksowani, szczęśliwi i z postanowieniami do zrealizowania.

*Kolejny wpis ok. 25 września.
* Miniaturka do końca nie sprawdzona, ale dodaję, bo jutro praca, pakowanie i wyjazd nocny

sobota, 10 września 2016

Życie na niby 7



Ula w niedzielę, choć spać poszła przed drugą to wstała dość wcześnie. Spać i tak nie mogła, bo ciągle miała przed oczami scenę Marka z Leną. Kobieta leżała na stole a Marek całował jej szyję, usta, dekolt, a ręce błądziły po talii, biodrach i udach. Chociaż wiedziała jak żyje to, co innego dla niej było wiedzieć, a co innego widzieć na własne oczy. Oglądanie takich scen było też dla niej nowością. Tylko we filmach do tej pory coś takiego widywała.  Jej życie damsko-męskie barwne też nie było. Miała tylko jednego chłopaka Bartka, ale tak namiętnie jej nie całował.   Chłopak był również jej największą pomyłką życiową, bo okazało się, że przez cały okres związku okłamywał ją. Uwodził ją, bo miała stypendium i mógł liczyć na dofinansowanie do wspólnych rachunków albo swoich potrzeb. Wyciągała go także z kłopotów i załatwiała różne sprawy. Pomimo tego, że chłopak był w klasie o rok wyżej to ona za niego pisała referaty, wypracowania, odrabiała inne lekcje. Tuż po swoich osiemnastych urodzinach i parę tygodni przed śmiercią mamy przespała się z nim. Szybko tego pożałowała, bo wkrótce skończył szkołę, rzucił ją i wyjechał do Niemiec.
Marek również myślał o tym, co zaszło w garderobie. Z Sebastianem zgadali się, że Ula po północy szukała go i odesłał ją na zaplecze. Choć był zajęty Leną to wydawało mu się, że słyszał kroki i czyjś głos.  Po tym, co powiedział mu przyjaciel, to pewien był, że to Ula przyłapała go na igraszkach z Leną i zadowolony nie był. Nie wiedział też za bardzo jak ma się zachować wobec dziewczyny.  Z telefonem do niej zwlekał do wieczora. Miał na to nawet usprawiedliwienie.  Rano nie chciał dzwonić z obawy, że śpi a później wiedział, że ma rodzinny obiad i nie chciał jej przeszkadzać. Sam również spał do południa a przez resztę dnia zajmował się rodziną.  Babcią Basią, Wiolettą i kuzynem Szymkiem. Całą trojkę bardzo lubił, cieszył się z ich odwiedzin i że pobędą u niego trochę.  Babcia, choć była po siedemdziesiątce, to jak na swój wiek trzymała się całkiem dobrze.  Zawsze była też pełna humoru, życzliwości i uśmiechnięta. Jedyne, co mógł jej zarzucić to, to że nieustannie dopytywała się o jego życie osobiste i chciała zobaczyć go na ślubnym kobiercu, ale niekoniecznie z Pauliną. Marzyła też o tym, aby doczekać prawnuka. Oczywiście musiał babci i reszcie rodziny dokładnie wytłumaczyć całe te zamieszanie wokół Beatki. Wioletta należała do kategorii tych osób, które czytały brukowce i innego tego typu rzeczy w Internecie i zdążyła rodzinie wszystko opowiedzieć. Musiał prosić ją też na ewentualne spotkanie z Pauliną na pokazie i wypytywanie o Beatkę o dyskrecje. Wiola, jak i cała rodzina, za dziewczyną Marka nie przepadała i udawanie, że o żadnym dziecku ona i jej rodzina nie wie nie był to dla niej żaden problem.  Dopiero po kolacji poszedł do swojej sypialni i zadzwonił do Uli. Dziewczyna odebrała już po drugim sygnale. Przez cały dzień zastanawiała się też czy to zrobi i kiedy.
  -Cześć Ula- zaczął swobodnym tonem.– Nie przeszkadzam- zapytał grzecznościową formułką.
- Nie, nie przeszkadzasz- próbowała mówić równie swobodnie.
 - To dobrze.  Dzwonię, bo chciałem zapytać cię o wrażenia i o samopoczucie po pokazie.  Mam też zdjęcia. Wczoraj wyszłaś tak szybko, że nie zdążyliśmy się nawet pożegnać- podjął i ten temat.
-Tak wiem, ale nie mogłam cię znaleźć-odparła tak, aby brzmiała wiarygodnie. – A samopoczucie bardzo dobre i wspomnienia miłe. Tylko koniec to wszystko popsuł- pomyślała. — Jasiek o niczym innym dzisiaj nie mówi jak o pokazie. Widział już migawki w telewizji. Siebie podobno gdzieś też dojrzał.
- To się cieszę, że się wam podobało- rzekł z ulgą. – Słuchaj Ula może jutro wpadnę do Rysiowa. Musimy się rozliczyć i przywiózłbym przy okazji zdjęcia i nagranie.
- Przy okazji to ja będę jutro u ciebie we firmie- oznajmiła mu tajemniczo.    Mam do załatwienia sprawę we Warszawie i przy okazji, okazji przyprowadzę tę moją znajomą krawcowa. Pshemko na pokazie pytał mnie o nią i obiecałam mu, że będziemy w poniedziałek. Wróciła właśnie z urlopu i idzie do pracy na drugą zmianę to wpadniemy do F &D przed południem.  Ale jeśli chce ci się jechać do Rysiowa to nie zabraniam. Tato, Beatka i Jasiek na pewno ucieszą się. Tylko popołudniu Marek, bo rano nikogo nie będzie w domu.
-Nie, Ula –odparł.  – Skoro będziesz we firmie to wpadnę do Rysiowa, kiedy indziej. Jutro i tak mam trochę zajęć z Wiolettą. Ale dzięki za zaproszenie. To miłe wiedzieć, że jest się mile widzianym- mówił wyraźnie zadowolony.
-U mnie zawsze będziesz mile widziany- rzekła szczerze.  – Możesz być tego pewien. Mam nawet dla ciebie zaproszenie na roczek do Beatki.  Za tydzień w niedzielę o czternastej.  Dzisiaj tak ustnie, a jutro dostaniesz oficjalne zaproszenie.
-Za tydzień to nie bardzo mogę Ula - odparł wymijająco. –  W sobotę mija dziesięć lat od wypadku rodziców i w piątek przyjeżdżają rodzice Wioli na weekend.  Na niedzielę mamy zamówioną też msze, a później rodzinny obiad, to nie bardzo będę mieć okazję wyrwać się.
-Rozumiem Marek- rzekła wyrozumiale.  – Twoje sprawy ważniejsze.
-Ale, jeśli to nie problem to chętnie wpadnę dzień później-zasugerował delikatnie.
-To żaden problem-odparła uśmiechając się do słuchawki.    Tato też jeszcze będzie, bo do sanatorium wyjeżdża dopiero we wtorek to będziecie mogli sobie porozmawiać.
-W takim razie jesteśmy umówieni Ula- rzekł kurtuazyjnie.  – Jutro spotkanie u mnie a za tydzień u ciebie w domu.
Jesteśmy umówieni Ula. Brzmi tak jakbyśmy mieli spotkać się naprawdę, A nie służbowo-towarzysko- przemknęło jej przez myśl.
-Ula jesteś tam? - zapytał, gdy nie usłyszał odpowiedzi.
-Tak- szybko odparła. —  Zamyśliłam się na chwilę. Marek porozmawiamy jutro- postanowiła zakończyć w końcu rozmowę. – Beatka czeka na kąpiel. Zawsze kąpię ją o ósmej.
-Ok. Ula-rzekł bez urazy. – Beatka najważniejsza. Ucałuj ją ode mnie, pozdrów ojca i Jasia i miłej nocy-pożegnał się bardzo uprzejmie.
- Dzięki Marek i nawzajem- odparła i rozłączyła się.

 Krawcowa Iza mocno zdziwiła się, gdy dowiedziała się od koleżanki o propozycji pracy. Zwłaszcza, że padła ona po jednym zdaniu Uli.  Zastanawiała się też, co taka zwykła krawcowa mogłaby robić w sławnej, modowej firmie. Przekonana, jednak przez Ule postanowiła, chociaż pojechać tam i zobaczyć pracownię znanego projektanta.
W poniedziałek po jedenastej Ula razem z koleżanką pojawiła się w F & D a ochroniarz Wojtek powiadomił o ich przyjściu Pshemka i Marka. Mistrz po przywitaniu się i krótkim zapoznaniu, zajął się Izą i poszedł z nią od razu do pracowni.  Marek z Ulą natomiast skierowali się w stronę windy. Ula, choć przywykła już do tego, co widziała i myśli, że to nie jej sprawa to czuła się nieswojo idąc obok niego.  Nie mogę nawet na niego nakrzyczeć i powiedzieć, co myślę i że źle robi, bo zrobił dla nas tyle dobrego-po raz kolejny rozmyślała nad tym.  Spłaciłam dopiero pięćset złotych i nie stać mnie na to, żeby go oskarżać, robić wyrzut, obrażać, czy pouczać. Obrazi się i co będzie.  Muszę być miła i udawać, że nic się nie stało i nic nie widziałam.
Marek miał dokładnie takie same niezręczne odczucie. Ula dzisiaj przywitała się ze mną inaczej niż w ostatnich dniach. Poprzednio uśmiechała się delikatnie a dzisiaj była jakaś zimna, nieszczera i milcząca.  Na bank nakryła mnie z Leną. Tylko, co mogła sobie o mnie pomyśleć? Że jestem erotomanem do tego stopnia, że bez seksu nie mogę wytrzymać paru godzin- odpowiedział sam sobie na własne myśli. A jeśli to był Jasiu albo razem byli? Jasiu mnie tak lubi i nie chciałbym, żeby to popsuło relacje między nami. Zobaczymy jak będzie zachowywał się, gdy spotkam się z nim.
-Mam nadzieję, że Pshemko jej zbytnio nie zdenerwuje- przerwała przedłużającą się ciszę Ula.
-Spokojnie -zaśmiał się. – Może i jest nerwusem, ale zapewniam cię, że kobiety szanuje na swój sposób i twoja koleżanka jest bezpieczna.
-Oby. Iza to ostoja spokoju. Mam dla ciebie zaproszenie- zmieniła temat.  — Wiem, że mówiłeś, że nie możesz w niedzielę przyjechać, ale zaproszenie się należy.
-Dzięki -odparł wyciągając z koperty kolorowy kartonik z narysowaną jedynką. –  Beze mnie i tak pewnie będzie dużo gości?- zapytał spoglądając na nią.
-Tak.  Ponad dwadzieścia osób.
- Właśnie Ula- rzekł głosem lekkiego zniechęcenia. – To, że sam mam gości to jedna strona medalu a druga i chyba ta ważniejsza to taka, że źle bym się czuł przed twoją rodziną. Tylko nie zrozum mnie źle- zaczął szybko wyjaśniać. —   Nie chodzi mi o jakąś pozycję społeczną, ale o operację twojego ojca. Po prostu nie wiem czy wiedzą o mnie, ale jeśli wiedzą i miałbym być wynoszony na piedestał to czułbym się z tym nieswojo.
-To chyba lepiej, że ciebie nie będzie – wyznała szczerze.    Część z gości tylko na to czekałaby. Głównie to takie dwie ciotki i kuzynka.  I doskonale cię rozumiem. Sama nie lubię zbierać takich pochlebstw.
-Dokładnie tak, jak i ja- rzekł, gdy wychodzili z windy.– Pochlebstwa są dla snobów i niedowartościowanych ludzi. A ja nie czuję się ani jednym, ani drugim.
-Wiola, czego nie rozumiesz- usłyszeli znienacka podniesiony głos Adama zza jednych drzwi.
-Szczerze to wszystkiego- odparła dziewczyna z lękiem.
-Adam daje Wioli korepetycje z matematyki- wytłumaczył jej, gdy wchodzili do sali konferencyjnej.  — Ma poprawkę w sierpniu i między innymi po to przyjechała do Warszawy.
-Marek nie musisz wszystkim o tym opowiadać od razu- oburzyła się i spojrzała krytycznie na nich. Na kuzyna głównie za to, że mówi o jej prywatnych sprawach, a na Ule ze względu na strój.  Ula ubrana była, bowiem w brązową błyszczącą sukienkę uszytą z jakiegoś sztucznego materiału w drobne czerwono -żółto – zielone kwiatki, zawiązywaną przy szyi, gumką na lekko bufiastych krótkich rękawach i długością tuż za kolana.  Nie powiedziała jednak nic, bo choć była roztrzepana to miała to do siebie, że nie miała zwyczaju obrażać.   — Wystarczy, że Adam się tak drze, że pół firmy słyszy.
 
 
 
-Od półgodziny tłumaczę jej te zadanie i nic- mówił tymczasem zirytowanym głosem Adam do swojego szefa. — A to jest proste jak drut.
Ula zerknęła na leżącą książkę i sprawę wzięła w swoje ręce.
-Wiola w sklepie jest sukienka i kosztuje pięćset złotych i nie stać cię na nią. Sklepowa mówi ci, że wkrótce będzie przecena o trzydzieści procent. To ile będzie kosztowała sukienka?
Dziewczyna przez chwilę mruczała coś pod nosem i liczyła na palcach.
-Trzysta pięćdziesiąt?- zapytała trochę lękliwie.
-Dokładnie. I to jest pierwsza część zadania.
-To teraz rozumiem –wtrąciła wyraźnie ożywiona. —  Turek nie mówił, że to o sukienkę chodzi tylko o kredyt.
-Pan Turek, jak już- warknął do dziewczyny.
-Po prostu myśli jak mężczyzna i tak cię uczył –usprawiedliwiła go Ula.
-Od razu mówiłem, że się do tego nie nadaję- rzekł też Adam zniechęconym tonem.
-Mówiłeś, ale mimo wszystko poprosiłem cię- odparł mu Marek.
-Ula powinna ją uczyć- zasugerował Turek nie tyle dla dobra Wioli tylko swojego.  — Niedawno skończyła liceum to pamięta jak to jest w szkole-dodał zadowolony ze swojego pomysłu. — Wy się tu będziecie uczyć a ja sobie wrócę do biura i zajmę się ze spokojem podliczaniem wydatków za pokaz- rzucił na koniec i szybko wyszedł z obawy, aby jego szef nie kazał dalej uczyć mu Wioli.
- Właśnie Ula a ty nie mogłabyś dać Wioli kilku korepetycji –podchwycił Marek pomysł swojego asystenta. –  Dobrze zapłacę.
- Kochana zgódź się- poprosiła ją i Wiola. – Parę lekcji, chociaż.
-Czemu nie- odparła, bo z natury była uczynna i miała dług wobec Marka.    Mogę spróbować, chociaż.
- Świetnie- wyraźnie ta wiadomość ucieszyła Marka. —  To, kiedy mogłabyś zacząć?
-Nawet od zaraz.  Mam wolną godzinę.
  –Jeszcze lepiej- odparł z jeszcze większym zadowoleniem.   - A ty Wiola słuchaj się Uli i nie myśl nie wiadomo, o czym- zwrócił się też do kuzynki. – Nie zapomnij, że obiecałaś mamie powtórzyć jeszcze polski.
- Od czasu jak stałeś się wiceprezesem stałeś okropnie czepliwy i nie do zniesienia- odgryzła się Kubasińska.  Ulka pomyśl sobie jeszcze, że ja ze wszystkich przedmiotów mam kłopoty. A dla mnie tylko matematyka to czarna maga. Wolę polski i opowiadania, wiersze i inne legie. Co prawda miałam tróję, ale solidną- zwróciła się do Uli. —  Biologia z motylkami, pantofelkami i innymi czółenkami też nie jest zła. Albo historia i czytać jak kiedyś żyło się, te wszystkie wojny, królewskie dynastie i erekcje, to jest to, co lubię- mówiła z wyraźnie ożywieniem.
 -Wiola elekcje - wtrącił szybko Marek.
- A tak elekcje-odparła mu. – To znaczy, co? –zapytała po chwili. – Ula będzie uczyć mnie elektronicznie?
-Nie Wiola –odparł zirytowany.    Ula będzie cię uczyć normalnie, tak jak Adam.
-Ok. Marek, po co te nerwy- oburzyła się. —  Uczeń pójdzie tylko zrobić siusiu i zaraz wraca. Przerwa między lekcjami się przecież należy.
-Ona tak na poważnie, czy tylko dzisiaj?- zapytała zdezorientowana Ula po wyjściu dziewczyny.
- Dobre pytanie – zaśmiał się. –  Zwłaszcza, że nikt nie zna na nie odpowiedzi oprócz jej samej. Przysłowia przekręca chyba specjalnie a używanie słów, których znaczenia do końca nie zna albo myli pojęcia, to chyba tak różnie. Prędzej mówi niż myśli. Babcia nie raz jej to powtarza. Wiola nie spiesz się z mówieniem. Wiola najpierw pomyśl. Wiola skup się jak mówisz.  Jak pobędziesz z nią trochę to nie raz coś takiego usłyszysz.  A poza tym jest nieszkodliwa.
-Przynajmniej będzie wesoło z nią-po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęła się do niego.
- To prawda- odwzajemnił uśmiech. –  A wracając do lekcji to wolałbym, żebyś przyjeżdżała tutaj albo do mnie do domu. Koszty podroży pokryje oczywiście. Chyba, że nie możesz to będę woził Wiolę do Rysiowa, ale popołudniami. Rano muszę być we firmie.
-Nie, może być we Warszawie- zapewniła. – Robię właśnie prawo jazdy i mam jazdę w najbliższych dwóch tygodniach.
-Brawo Ula- pochwalił ją szczerze.   – Teraz bez prawka ani rusz. Jakbyś potrzebowała pomocy to służę swoją osobą.
-Kto wie? –odparła tak, że rozważy propozycję Marka. – Może skorzystam z nauki parkowanie i cofania.
-W każdej chwili Ula- odparł pewnie.  – Może moim Lexusem będzie ci trudno, ale w domu jest jeszcze Toyota Yaris po mamie. To bardziej kobiecy i elkowy pojazd.
 - Dzięki za samochód, ale w domu mamy Fiata Pandę to z twojego auta nie będę musiała korzystać.
-Ok. Chyba sobie poradzę jakoś z takim maluszkiem- rzekł z wahaniem. – Ostatni raz coś takiego prowadziłem na egzaminie prawa jazdy.
-Spokojnie Marek- rzekła trochę rozbawiona. — Zawsze mogę dać ci lekcje.
-Lekcje za lekcje-zastanowił się. Ciekawe?-dodał i oboje roześmiali się Marek pomyślał jeszcze,  że lody zostały przełamane.
Wiola wkrótce wróciła z toalety i rozpoczęli lekcję, a Marek poszedł do swoich zajęć.

 Lekcja z Wiolettą okazała się nie taka zła. Wszystko to, co się dało to musiała przeliczać na sukienki, inne ciuchy czy kosmetyki. Inne rzeczy Ula tłumaczyła ze spokojem po dwa, trzy razy. Po godzinie nauki zaglądnął do nich Marek. Ula właśnie kończyła lekcje.
-I jak idzie Ula?  Bardzo opornie?- wyraźnie nie wierzył w kuzynkę.
-Chyba nie wierzysz w moją potencje-oburzyła się Wioletta.
- Właśnie Marek- poparła ją bezsprzecznie. – Wioli idzie całkiem dobrze.  Ale na dzisiaj koniec. Za godzinę mam jazdę i muszę zaraz wychodzić. Umówiłyśmy się na jutro na czternastą u ciebie w domu.
-Trzeba pić żelazo póki gorące, prawda- odezwała się Wioletta pełna entuzjazmu.  – Jak się uczyć to się uczyć.
-To prawda Wiola-odparła jej. – I do jutra-dodała wychodząc z sali razem z Markiem.
-Gdy już będziesz u mnie to uważaj na moją babcię- przestrzegł ją, ale żartobliwie. –  Jest bardzo towarzyska i na pewno będzie chciała porozmawiać z tobą o wszystkim. O Beatkę i o nas też będzie zapewne pytać, chociaż już wszystko powiedziałem.
- Nie ma sprawy Marek- uśmiechnęła się. –  Chętnie porozmawiam z twoją babcią. Mógłbyś zaprowadzić mnie jeszcze przed wyjściem do Pshemka? Chcę zobaczyć, co u Izy.

Marek oczywiście mógł zaprowadzić Ule do pracowni Pshemka. To, co zastali zaskoczyło ich oboje. Krawcowa siedziała przy maszynie a mistrz roztaczał nad nią same superlatywy.
-Izabella jak tu zostanie, to będzie tu królową-usłyszeli. –  Taka pewna ręka i prościutki krój. Żadnego strzępienia. Izabella jest idealną krawcową, czuję to. Mogę Izabellę z miejsca zatrudnić.
-Wolałabym przejść okres próbny panie Przemysławie- odparła spokojnie, bo Ula zdążyła jej powiedzieć o wybuchowym charakterze mistrza. – Jest pan mistrzem i być może okaże się, że potrzebuje pan kogoś równie wykształconego i twórczego, a ja jestem tylko po technikum odzieżowym. Poza tym w szwalni jestem kierowniczką zmiany i nie chciałabym zwalniać się póki i ja nie będę pewna, że chce tu pracować. Obiecuję przyjeżdżać przynajmniej przez tydzień rano na cztery godziny i zobaczymy, co będzie dalej- postawiła swoje warunki ku niezadowoleniu ewentualnemu pracodawcy.
-Cztery godziny- marudził pod nosem.  – Ale dobrze –zgodził się po chwili, choć niechętnie. Niech Izabella przyjeżdża.
-Widzę, że Iza przypadła ci do gustu– odezwał się od drzwi Marek.
-Owszem- odparł urażony. – Ale jak widać ja Izabelli nie.
 
CDN PO MINI WAKACJE