środa, 14 grudnia 2016

Podsłuchana rozmowa 2



Ula po wejściu do swojego gabinetu nie zdążyła nawet zebrać myśli, gdy usłyszała pukanie do drzwi a po chwili Marka.
 -Ula udało się. Naprawdę udało się- rzekł od drzwi cały szczęśliwy.
-Tak-odparła cicho.
-Może uczcimy to dzisiaj wspólnym wyjściem na lunch-zapytał siadając na biurko.  — Jeszcze przez jakąś godzinę będę zajęty, ale później jestem do twojej dyspozycji
-Nie bardzo Marek- zaczęła, ale nie zdążyła dokończyć, bo ku jej uldze zadzwonił telefon służbowy a Dorota jej sekretarka poinformowała, że to dyrektor szwalni dzwoni i to po raz trzeci. — Później porozmawiamy Marek- rzekła sugestywnie. — To jest ważne- dodała a Marek wyszedł.
Rozmowa z dyrektorem długo nie trwała i gdy tylko skończyła rozmawiać wróciła myślami do tego, co usłyszała.
Marek to ostatnia kreatura.  Tylko o weksle mu chodziło a ja głupia myślałam, że to co jest między nami jest na prawdę.  Nasza ponad półroczna przyjaźń, wyjścia, rozmowy nic tak naprawdę dla niego nie znaczyły, bo przyjaciele nie okłamują się, są szczerzy a on same kłamstwa mi wmawiał. Może tylko z Pauliną prawdę mówił Ale też nie do końca, bo to nie dla mnie chce ją zostawić tylko, dlatego że chce być wolny i dłużej z nią nie może wytrzymać. Pewnie jak mnie całował również udawał. A nawet na pewno. Całować brzydulę musiało być dla niego coś okropnego. W Berlinie pokazał kunszt aktorstwa do tego stopnia, że chciałam nawet iść z nim do łóżka. Teraz to najchętniej poszłabym tam i...
-Ula musisz wrócić ze mną na zarząd-z myśli wyrwał ją sam Marek. — Aleks dowiedział się o PRO-es, kredytach, kto jest tą tajemniczą inwestorką i to, że mamy wspólne interesy. Oskarża nas też, że działamy na niekorzyść firmy a ojciec chce dokładnych wyjaśnień.
Zanim zdążyła zaprotestować i wszystko to poukładać sobie w głowie to wziął za rękę i pociągnął za sobą w stronę konferencyjnej.  
 -Trudno w to uwierzyć, że wzięła pani te kredyty tak dobrowolnie i bezinteresownie, bo sporo pani ryzykowała-zwrócił się do niej Krzysztof.  — Mogło coś nie wyjść i zostałaby pani z ogromnymi długami. Do końca życia mogłaby pani nie wypłacić się. Tak na piękne oczy Marka pani decydowała się je zaciągnąć?
I jeszcze na dołeczki i uśmiech panie Krzysztofie.
Miała już na końcu języka, aby powiedzieć o zabezpieczeniu w postaci weksli, jakie dostała, ale w ostatniej chwili powstrzymała się, a w jej głowie zrodził się pomysł na małą zemstę.
-Bo mam wobec Marka dług wdzięczność- odparła patrząc na samego zainteresowanego. — Marek zaufał mi i przyjął do pracy a tyle czasu jej szukałam, dał mi brakującą kwotę na operacje ojca, przyjął Elę do pracy. Dużo mogłabym jeszcze mówić ile zrobił dobrego dla mnie i firmy.  Mogę pana zapewnić, że Marek dobrze zarządza firmą i lepszego prezesa nie mogliście wybrać. A co do firmy Pro–es to udostępnię panu całą dokumentację i razem z moim przyjacielem a zarazem prezesem Pro-es może pan zapoznać się z działalności i sam pan oceni czy było to działanie na niekorzyść czy nie. Tak ogólnikowo to firma ta zajmuje się sprzedażą zalegających w magazynach starych kolekcji Pshemka i innych projektantów na aukcjach internetowych.
- Krzysztof to nie ma sensu- Aleks próbował zniechęcić Dobrzańskiego. —  Tak namieszają w papierach, że wszystko będzie wyglądało na legalne i z korzyścią dla firmy.  Jedyne, co teraz powinniśmy zrobić to pozbyć Marka stanowiska prezesa.   
-Spokojnie Aleks- studził zapały Aleksa, Krzysztof. —  Pani Urszula ma rację musimy dokładnie przyjrzeć się wszystkiemu.
-W każdej chwili panie Krzysztofie- wtrąciła Ula. Nawet dzisiaj.
-Przygotuj te dokumenty-rzekł uśmiechając się do niej jak na zaistniałą sytuację życzliwie. — Tak na piętnastą, jeśli można.
-Pójdę i skontaktuję się z Maćkiem-odparła ukłoniła się i wyszła.

Ula od prawie godziny czekała na telefon od Eli. Bufetowa miała, bowiem swój lokal naprzeciwko konferencyjnej i przez przeszklone drzwi widziała, kiedy kto wchodził , czy wychodz z sali i miała zadzwonić do niej od razu, gdy wyjdą. W międzyczasie zadzwoniła do Maćka opowiedziała o wydarzeniach i umówiła go na piętnastą z Krzysztofem. Zastanawiała się też, do czego posunie się Marek, aby odzyskać weksle, jeśli zasieje w nim niepokój. Poprzestanie na pocałunkach czy będzie chciał zaciągnąć mnie  do łóżka-zastanawiała się.  Tuż po telefonie przyjaciółki przystanęła pod drzwiami łączącymi jej gabinet z sekretariatem i czekała, kiedy Marek przyjdzie, bo co do tego nie miała wątpliwości. Dorotę specjalnie wysłała na pocztę i pozwoliła coś zjeść na mieście, aby mogła być sama.
- Maciek tak to rozegrałam, że dalej nie wiedzą, że udziały są w naszych rękach- zaśmiała się głośno do wyciszonego telefonu, gdy usłyszała, że Marek wchodzi.  Odczekała chwilę i kontynuowała. — Ty też wiesz sam, co masz mówić. I po kolejnej chwili. — Spokojnie Maciuś mamy jeszcze dwa tygodnie.  .... Auto nowe nie jest ci potrzebne. Mamy inne wydatki. ... W domu porozmawiamy, a teraz bierz papiery i przyjeżdżaj. ... Pa.
Marek tymczasem cichaczem wyszedł a Ula skończyła swoją „rozmowę”. Wrócił chwilę później pukając do drzwi.
-Ula dziękuję ci-rzekł od drzwi.  —Znów mnie uratowałaś. Który to już raz?
-Czwarty albo piąty-rzekła obojętnie.
- Gdyby dowiedzieli się o wekslach jak nic pozbyliby mnie stanowiska.
-I, dlatego nie mogłam do tego dopuścić. Razem z tobą i ja poleciałabym a potrzebuję pracy. Nie mówiłam ci jeszcze, ale ostatnio coraz częściej myślę, aby usamodzielnić się i kupić małe mieszkanie we Warszawie a to trochę kosztuje.
-Świetny pomysł Ula-rzekł opierając się o biurko obok jej fotela.
-A, co było po moim wyjściu? Bardzo burzliwie-zapytała przerywając swoją prace i patrząc na niego z zainteresowaniem.
-Trochę się działo - odparł zakładając ręce. —  Aleks dalej próbował pozbyć mnie stanowiska za machlojki i niekompetencje to ja bez jakichkolwiek zahamowań dałem ojcu do odsłuchania nagranie Wioletty. Próba przekupstwa podziałała na ojca, to dalej szedłem za ciosem i powiedziałem, że od początku rzucał mi i tobie kłody pod nogi.  Opowiedziałem mu o tych wszystkich dziwnych zbiegach okoliczności.  O jednej i drugiej aferze z Fox Fsion , zatrzymaniu materiałów, donosie na granicę i o podpisie na przekazie dla La Presencja.  Ojciec przypomniał sobie nawet, że ciągle powtarzał wtedy, że jest za późno. Chciałem powiedziałem jeszcze o kradzieży prezentacji, ale na to nie mam żadnych dowodów i mogłoby być przegięciem. A na koniec zerwałem z Pauliną.
-Jak to zerwałeś?-  dziwiła się.
- Był do tego odpowiedni moment Ula. Pokłóciłem się ostro z Aleksem a Paulina jak zwykle stawiła się za Aleksem wytykając mi, że jestem bezduszny.  Tato też odezwał się i stwierdził, że wkrótce będziemy szwagrami i powinniśmy zachowywać się jak należy i dorośli i nie kłócić się, to powiedziałem, że ślubu nie będzie, bo nie mogę ożenić się z kimś, kto na pierwszym miejscu stawia brata a nie narzeczonego.  Do tego ktoś, kto ciągle kontroluje mnie i szpieguje. Doszliśmy nawet do powodów nienawidzenia mnie przez Aleksa-rzekł ku zaskoczeniu Uli. —  Aleks pominął tylko Julię i powiedział o takiej Marzence z liceum, z którą spotykał się i założył się ze mną i że ze mną umówi się. Julia bądź, co bądź to ciągle przyjaciółka Pauliny i nie chciał, aby miedzy nimi coś się popsuło.
Aleks przynajmniej ma jakieś uczucia a nie jak ty- pomyślała.
-To nie trochę się działo a sporo-rzekła żartobliwie. —  A ja zadzwoniłam w tym czasie do Maćka. Dopiero przed chwilą udało mi się z nim porozmawiać, ale o piętnastej będzie tutaj.
- To dobrze. A wracając do naszej poprzedniej rozmowy i wyjścia to co powiedziałabyś na wspólny lunch.
- Nie bardzo, bo mam dużo pracy- rzekła i uśmiechnęła się przepraszająco.  Zaczynam robić kosztorys kolekcji jesiennej uwzględniając materiały i dodatki. Pshemko ma zaraz przyjść i wybrać coś z próbek- dodała i jej wzrok powędrował do laptopa i pracy.
-Jutro możecie się tym zająć- rzekł beztrosko.
-Mam dwa dni wolnego. Zapomniałeś?  Zresztą wiesz, jaki jest Pshemko- rzekła poruszając w charakterystycznym geście brwiami.
-Racja.  To może po pracy dasz się skusić na kawę i spacer?  Obiecałaś pokazać mi te swoje miejsce nad Wisłą.
-Naprawdę nie Marek-mówił przepraszająco.  — Muszę siebie i Beatkę spakować, a jutro przed piątą pobudka- argumentowała.  — W poniedziałek pójdziemy.
-Nie wiem czy dam radę wytrzymać-spojrzał na nią wymownie, ale na Uli to nie zrobiło wrażenia. — To może, chociaż do domu podwiozę cię.
-Dzięki, ale Maciek będzie o piętnastej to z nim zabiorę się. Nie ma sensu żebyś jechał. W poniedziałek możemy spędzić nawet całe popołudnie.
-Same kłody pod nogi-mruknął.  — Ale przyjść pożegnać się mogę.
-Pewnie, że możesz- odpowiedziała wstając po segregator.
-To ostatnie pytanie Ula- rzekł przyciągając ją do siebie i patrząc w oczy. —  Mogę cię pocałować?
-Tyle możesz- rzekła spokojnie, bo nie chciał, aby Marek domyślał się czegoś.
Nie był to krótki pocałunek- cmoknięcie, ale też nie tak żarliwy jak w Berlinie. Całował ją jak niegdyś Paulinę. Muskają delikatnie wargi i było to bardzo przyjemne. Sama nie wiedziała, kiedy westchnęła cicho.
- Teraz już lepiej pójdę Ula-rzekł, kiedy oderwał się od niej.  — Wpadnę przed siedemnastą.
-Tak-odparła oblizując delikatnie usta.

Na obiad Marek wybrał się z Sebastianem. Mieli do omówienia ostatnie cztery godziny wydarzeń to wykorzystali wspólne wyjście do ulubionej knajpki na lunch i rozmowę.


-Stary, co za dzień – westchnął Olszański wychodząc z budynku. — Najpierw masz fart z tym, że Ula kryła cię przed zarządem a później jeszcze nadarzyła ci się okazja zerwania z Pauliną.
-Też się cieszę, że mam to za sobą- rzekł akcentując słowa.  — Było nawet lepiej niż myślałem. Paulina przyjęła to z klasą i nader spokojnie. Nikt nic nie słyszał. Ale znając ją to w domu pokaże, na co ją stać.
- Spokojnie Marek- poklepał przyjaciela po ramieniu. — Tyle razy robiła ci awantury, że tą jedną też jakoś zniesiesz. I popatrz na to z innej strony. Możesz teraz więcej czasu poświęcić Uli.  I to od zaraz. Poświęć sobotnie popołudnie i zaproś ją gdzieś.
-Ula ma dwa dni wolnego i wraca dopiero w poniedziałek-poinformował przyjaciela. 
-To zadzwonisz do niej i powiesz, że tęsknisz- odparł tonem sugerującym, że jej wyjazd to nie problem.
-A pro po telefonów, to podsłuchałem jej rozmowę z Maćkiem- zaczął z niepokojem. — Być może mylę się, ale jest chyba coś nie tak.
-Bo-zainteresował się Olszański.
- Z tego, co zrozumiałem to wynikało jakby coś knuli i umawiali się. Umawiali się, że w domu porozmawiają, Ula mówiła mu, że sam wie co ma mówić, że auto Maćkowi nie jest potrzebne, bo mają inne wydatki, mają na coś dwa tygodnie i chwaliła się, że tak to rozegrała, że nikt się nie zorientował, że udziały są w ich rękach.
-To kiepsko- Olszański wyraźnie przygnębił się.
- Właśnie. W jej głosie było coś, co mnie zaniepokoiło.  A jeszcze chce się usamodzielnić i kupić mieszkanie.
 -To na pewno przez tego Maćka- odparł mu Sebastian pewnym głosem. — Już dawno mówiłem ci, że ten pomywacz to większy cwaniak.  Jak nic manipuluje nią. Marek musisz o nią lepiej zadbać, podbudować trochę, zapewnić,  że między wami coś będzie. Teraz, kiedy zerwałeś z Pauliną powinno być ci łatwiej.
-No nie wiem, czy łatwiej. Oprócz tej rozmowy to była jeszcze jakaś dziwna.
-To znaczy, co?
- Chciałem zaprosić ją na lunch albo kawę to wymigała się pracą. Co prawda była umówiona z Pshemko, ale te półgodziny czy godzinę mogłaby mi poświęcić. Nie chciała nawet spotkać się ze mną po pracy ani, żeby odwiózł ją do domu.  Wymówiła się, że z Maćkiem się zabierze i pakowaniem.  Ale też, gdy ją całowałem to nie protestowała.
-Może pogrywa z tobą i Maćkiem- rzekł lakonicznie Olszański.
-Sam nie wiem już, co mam o tym myśleć- rzekł zamyślony.  — Po raz kolejny nie rozumiem jej.
-Co tu rozumieć i myśleć stary. Bierz jeden z moich niezawodnych prezentów i idź do niej jak tylko wrócimy. Powiesz jej, że to w podzięce za niezdradzenie waszej tajemnicy.
-Seba zrozum, błyskotki ją nie interesują. Jeszcze obrazi się.
-Marek jesteś pod ścianą i musisz zaryzykować.
- Dobra dam jej coś, ale od siebie-odparł kompromisowo.  — Te swoje błyskotki weź i dawaj swoim panienką a ja wracając do firmy wstąpię do jubilera i sam kupię jej coś ładnego.
Godzinę później Marek wracając z lunchu wstąpił do jubilera i starannie wybierał drobiazg dla Uli. Kolczyki już jej kiedyś podarował to skupił się na innej biżuterii. Pierścionek też byłby nie na miejscu to opuścił tę gablotę. Tuż obok dojrzał bransoletki. Jedna z serduszkiem spodobała mu się szczególnie to kupił ją, chociaż tania nie była. Ekspedientka wybrała jeszcze ładne pudełeczko i zadowolony wracał do firmy. Z podarowaniem jej postanowił poczekać do czasu jak pójdzie pożegnać się z Ulą.

Ula sprawy z mistrzem załatwiła błyskawicznie i po półgodzinie poszła na kawę do bufetu. Wiadomość o odwołanym ślubie rozchodziła się po firmie błyskawicznie i w barku Eli był to temat numer jeden. Nikt jednak nie znał powodów zerwania.
-Podobno Marek ma kogoś- oznajmiła im Iza. — Paulina przyszła do pracowni po welon i powiedziała, że to koniec, bo Marek posunął się za daleko.
-Był tu i na zmartwionego nie wyglądał – również Ela miała trochę do powiedzenia. — Wręcz przeciwnie podsłuchałam jego rozmowę z Sebastianem i ewidentnie był zadowolony, a Seba gratulował mu odwagi. Może to on ją rzucił?
- A co miała powiedzieć Paulina-rzekła i Ala. —  Ona nigdy sama na takie pośmiewisko się nie wystawiłaby to wybrała opcję, że to ona rzuca Marka. Lepiej być rzucającą niż porzuconą, prawda dziewczyny.
-A ty Ulka nic nie wiesz?- zapytała bufetowa. — Jest jakaś Kasia, Basia albo inna Asia. Jesteście z Markiem tak blisko siebie.
-Ja?- wzruszyła ramionami. — Skąd miałabym to wiedzieć, niby. Marek nie spowiada mi się.
-Powinien tobą zainteresować się tak na poważnie a nie niby przyjacielsko a coś więcej - stwierdziła Iza.
-Jak więcej?- nieco zająknęła się.
-Przecież wszyscy widzą, że coś między wami jest- odezwała się Ela. — Jakaś niewidzialna nić porozumienia-dodała zanim Ula zdążyła odezwać się.
-Dajcie spokój dziewczyny-odezwała się Ala, bo zauważyła, że Ula zaczyna denerwować się. — Naprawdę chcielibyście takiego losu dla Uli?
-Ala wiadomo, że nie-odparła Iza. — Żartujemy.  Marek a Ula to dwa inne światy.
Po kawie wstąpiła po potrzebne dokumenty do Marka, ale ciągle go nie było.  Tak jak i Wioletty.  Czekać na jego przyjście nie chciała to weszła. Niedawno ona tutaj wszystko segregowała to wiedziała, gdzie ma szukać. Nie mogła oprzeć się, aby nie zajrzeć również do szuflad biurka.  Zwłaszcza do ostatniej, bo z niej Marek wyciągnął dla niej bombonierkę z okazji Walentynek a ostatnio książkę. Pod teczką znalazła trzy ozdobne pudełeczka z biżuterią, flakon z perfumami, kosmetyki i jedną sztukę bielizny.  Po co w ogóle Sebastian dał mu to wszystko?  - pytała samą siebie w myślach i oglądając jubilerskie cacka. To takie żenujące. Bez tego byłoby dobrze a Marek wszystko zepsuł ruchem jednej ręki i w jednej chwili. Rozsypało się jak domek z lodu, jakby powiedziała Wioletta. A przecież nie wymagałam dużo tylko, żeby był a teraz sama już nie wiem czy bardziej gardzę nim, czy kocham. Bo to, że dalej kocham to wiem na pewno.
Wzięła w końcu potrzebne papiery i poszła do siebie.

- Jestem Ula- zawołał od drzwi Marek tuż przed siedemnastą. Chwilę później pocałował w szyję, a przed jej oczami ukazało się też małe ozdobne pudełeczko.
-Proszę to dla ciebie za to, że nie zdradziłaś nas-szeptał do ucha.
-Marek nie musiałeś-wysiliła się na uśmiech otwierając prezent.
-Wiem, że nie musiałem, ale chciałem coś ci dać– mówił wyjmując bransoletkę i zakładając jej na rękę.  — Mam nadzieję, że podoba ci się.
-Tak –odparła, bo podobała się jej, ale powody podarowania to już nie. — Jest bardzo ładna i dziękuję.
-Miałem nadzieję, że spodoba ci się Ula-rzekł składając się do pocałunku w usta.  Ula zanim zdążyła zaprotestować to pieścił delikatnie jej usta tak jak parę godzin wcześniej.
Bransoletki na pewno nie było w jego szufladzie- myślała Ula tymczasem. Były kolczyki, łańcuszek i wisiorek. Ale nie oznacza to też, że kupił. I, nic to nie zmienia, bo dał mi to nie z dobrych intencji, ale dlatego że mam jego weksle.  I, dlaczego on musi tak słodko całować.
-Nie Marek – zaprotestowała ostatkiem sił, gdy poczuła, że Marek kładzie ją na biurko.—  Maciek zaraz przyjdzie i lepiej, żeby nie widział nas. Wiesz, jaką ma na ciebie awersję.
-Ale chciałbym jeszcze cię całować- mówił tuż przy jej ustach.
-W poniedziałek Marek-rzekła zdecydowanie i kładąc mu dłonie na pierś dając znak, aby przystopował. — Obiecałam już ci te popołudnie.
-Niech będzie Ula-odparł niepocieszony. — Pójdę już skoro sobie życzysz.
-Nie tyle życzę, ale Maciek. Tak bym to ujęła.
- W takim razie pójdę, bo Maciek- orzekł uśmiechając się do niej.   — Pa i miłego wypoczynku- dodał i cmoknął w policzek na pożegnanie.
-Pa- odparła mu.
Po wyjściu Marka z niechęcią popatrzyła na swój przegub.  Nie wiedziała jednak, że podarował ją z trzech powodów. Bo chciał, w ramach podziękowań za niezdradzenie tajemnicy przed zarządem, ale i z powodu weksli i namowy Sebastiana.
CDN W STYCZNIU

piątek, 9 grudnia 2016

Podsłuchana rozmowa 1



-Seba kompletnie nie rozumiem Uli-rzekł Marek do przyjaciela w czasie ich wieczornego joggingu.  — Najpierw zaprasza do kina a później jak mamy już wychodzić to sama wychodzi bez słowa. Chyba za bardzo naskoczyłem na nią z tymi oskarżeniami i powinienem ją przeprosić.
-Nie wierzę-  słowa Marka wyraźnie zaskoczyły Olszańskiego.   Wygadała się o waszym wyjściu Ali a ty chcesz ją jeszcze przepraszać?  Ona chyba coś ci do kawy dosypuje.  I wiesz, co ci jeszcze powiem. Ona według mnie lepiej radzi sobie z tobą niż ty z nią. Dokładnie takie jest moje zdanie. Z każdą wychodziło ci tylko nie z Ulą. Już dawno ci to zresztą mówiłem.
- Tak pamiętam –odparł siadając na ławce.   
-Może jeszcze do niej będziesz dzwonić?- zapytał przysiadając obok i widząc, że przyjaciel sięga do kieszeni po telefon.
-Dwa razy dzwoniłem i nie odbiera- stwierdził sprawdzając, czy przypadkiem nie przegapił dzwonka telefonu albo wiadomości.
-Przejdzie jej jak każdej- pocieszał przyjaciel.  — A jak nie to jutro będziemy martwić się, co dalej.
-No nie wiem. Nie jest jednak jak każda inna i trudno przewidzieć jak zareaguje.
-A powinieneś wiedzieć- wytknął mu.  — Urabiasz ją parę tygodni a znasz jeszcze dłużej. A swoją drogą to, co za pech Marek. Do tej pory te twoje uwodzenie przebiegało bez większych komplikacji a teraz, gdy jest na finiszu to problemy się stwarzają. Jeśli nie ustąpi i dalej będzie obrażona to chyba tylko pozostanie ci pójście z nią do łóżka w ramach przeprosin.
-Seba, czy ty słyszysz w ogóle, co mówisz?- wyraźnie słowa przyjaciela wzburzyły go.
Chwilę później dostał sms-a:
Marek przepraszam, że tak uciekłam bez wytłumaczenia. Jutro pogadamy- przeczytał na głos treść wiadomości.
Ok Ula. odpisał
-No widzisz w pewnych sprawach są takie same- rzekł Sebastian klepiąc przyjaciela po ramieniu. — Ulegają twojemu czarowi.  Tylko tak trzymaj dalej a udziały nie przepadną.  Ale, dlaczego tak się uśmiechasz - dodał przyglądając mu się uważnie. —Nie mów mi tylko, że zaczęło kręcić cię kręcenie z Ulą?
-Co ty Seba- szybko zreflektował się.  — Ja i Ula, gdzie, jak- wyraźnie dał przyjacielowi do zrozumienia, że jest to niedorzeczność . —To fajna, inteligentna dziewczyna i nic więcej.   Cieszę się, że pierwsza zmiękła i tyle-dodał, ale w myślach był już na kolejnym ich spotkaniu.
-To dobrze, bo myślałem, że naprawdę cieszysz się na wyjścia z brzydulą.
-Seba- zirytował się. — Tyle razy mówiłem ci Ula a nie brzydula. I wstawaj. Ruchu musimy trochę zażyć.



Następnego dnia, gdy Ula dotarła do pracy to Marek już tam był. Rozmowy nie chciała przekładać na później to od razu zapukała do jego biura. Chwilę później usłyszała miłe proszę i zajrzała niepewnie do jego gabinetu.
-Cześć Marek. Można?
-Pewnie Ula wchodź- zaprosił i sam wstał zza biurka.
- Przepraszam cię za wczoraj-zaczęła oficjalnie. — Uciekać tak bez słowa mądre nie było.
-Nie Ula – odparł stając przed nią.  — To ja przepraszam cię, bo nie powinienem tak od razu naskakiwać na ciebie z oskarżeniami. Zareagowałem tak, bo...
-Wiem Marek, Paulina- weszła mu w słowo.
-Nie Paulina – zaprzeczył. —Z nią poradzę sobie. Chodzi o to, że gdyby ktoś dowiedział się o nas to mógłby dowiedzieć się i o PRO-es, kredytach i wekslach. A tego dla naszego dobra musimy oboje uniknąć. Przynajmniej do zarządu.
-Pamiętam Marek.   I zapewniam cię, że gdyby ktoś niedyskretny coś wiedział o nas to wiedziałaby już cała firma.
-Fakt Ula-odparł prowadząc ją w stronę okna i kanapy.
- A wracając do wczoraj to skąd u ciebie te oskarżenia? -zapytała siadając. Ktoś coś ci powiedział.
- Ktoś coś źle zrozumiał-odparł wymijająco.
-Ktoś to znaczy Sebastian-ni to stwierdziła ni zapytała.
-Sebastian- przytaknął. — Ktoś coś mu napomknął przypadkiem.
-Ktoś to znaczy Alicja?- 
-Alicja- przytaknął.
-To mamy remis- oznajmiła trzeźwo. — Wie o nas tylko Alicja i Sebastian. Licząc nas to jest z nas taki kwadrat smaczkowy, jakby powiedziała Wiola.
-Dokładnie-odparł obejmując ją.
-To sobie bardzo błyskotliwie porozmawialiśmy-rzekła, bo nie wiedziała za bardzo, co ma powiedzieć przez te jego objęcie.
-Tak. Niczym jak w jakimś kabarecie. Ale nie mówmy dłużej o tym.  Co byś powiedziała na kino dzisiaj popołudniu? –zapytał przyglądając się jej z bardzo bliska i bawiąc się jej uchem.
-Nie wiem czy dzisiaj to grają-odparła zażenowana pierwszą tak intymną pieszczotą.
-Grają, grają –wyszeptał w ucho a dłonią gładził delikatnie szyję. — Nie wiem tylko czy zniosę porównania do Don Juana- dodał uśmiechając się łobuzersko do niej, gdy odważyła się spojrzeć na niego.
-Zawsze mogę potrzymać cię za rękę- odparła próbując panować nad głosem.
-Masz piękne oczy Ula-rzekł nieoczekiwanie. —Wiedziałaś o tym?
-Coś tam kiedyś w lustrze dojrzałam-mówiła z wyraźnym ciągłym zażenowaniem.
-Chodź –nagle zerwał się z kanapy i ciągnąc ją za sobą.
-Ale, dokąd?
-Nie marudź tylko, choć Ula.
 Pięć minut później znaleźli się przed zakładem optycznym, który mieścił się tuż obok F&D. Po kolejnych dziesięciu była po badaniu wzroku i miała dobierane szkła kontaktowe oraz bardziej twarzowe okulary.
-Tak zdecydowanie lepiej Ula- stwierdził przyglądając się jej uważnie.  — Wystarczy jeszcze oczy delikatnie podkreślić cieniem i tuszem i będą jeszcze piękniejsze.
-Tak tylko, że ja nigdy nie malowałam się, nie umiem i nawet nie mam cieni ani tuszu.
-Żaden problem. Wstąpimy do drogerii i kupimy- mówił tonem nieuznającym sprzeciwu .  — A nauczeniem cię, robienia makijażu, zajmie się nasza wizażystka pani Kasia. Jeszcze dzisiaj ją poproszę.
-Widzę, że o wszystkim myślisz- uśmiechnęła się do niego. —  Taki szef to skarb.
-Jaka asystentka taki szef Ula- odparł szelmowsko.
Te nieoczekiwane poczynanie Marka, komplementy, czułości i perspektywa randki spowodowały, że nad pracą Uli trudno było się skupić i ciągle spoglądała na zegarek.  Siedemnasta w końcu nadeszła i mogli wyjść. Na korytarzu tuż przed windą spotkali Paulinę.
-Kochanie może wyjdziemy na kolację?- zapytała Febo uśmiechając się i majestatycznie biorąc Marka pod rękę. — Tak dawno razem nie wychodziliśmy.
-Nie Paula-zniweczył jej plany w zalążku. — Jadę z Ulą obejrzeć halę na szwalnię, a później idę na kontrolę do dentysty i do mechanika. Prędzej jak o dwudziestej pierwszej w domu nie będę.
-Zawsze coś wymyślisz- odburknęła. —Ja się staram utrzymać nasz związek na poprawnym poziomie, ale ty skutecznie to uniemożliwiasz.
-Zwłaszcza, gdy masz wybierać między mną a Aleksem albo jak kontrolujesz mnie-odparł bez ceregieli. 
-Wiesz, co jesteś podły i niewdzięczny- rzuciła z widoczną złością, obróciła się i odeszła. Ostatnią rzeczą, jaką jeszcze Ula i Marek zauważyli to kwaśna mina na widok Uli bez okularów i w delikatnym makijażu.
-Obraziła się-rzekła Ula, gdy znaleźli się we windzie.
-Niech się obraziła Ula- odparł błaho przyciskając guzik z napisem parter. —  Ile razy to Aleks był ważniejszy ode mnie?  Zresztą obiecałem ci kino i słowa dotrzymam.
Jestem ważniejsza od Pauliny- pomyślała z małą satysfakcją, gdy zjeżdżali na dół. Chociaż ten jeden raz, ale jestem.
- Myśli, że jest pępkiem świata a nie jest- kontynuował tymczasem Marek. — I wiem, że ci już to mówiłem, ale powiem jeszcze raz.  Już niedługo nie będę z Pauliną. Dłużej nie mogę z nią być.
-Żartujesz?
-Nie Ula.  Nasz związek to pozory i po zarządzie tylko firma będzie nas łączyć.

Małe kino nie było takie małe i pełne zakochanych par. Film okazał się też nie taki męczący jak myślał Marek i były momenty naprawdę śmieszne. Same momenty też były. Marek czasami spoglądał na roześmianą Ulę jedzącą popcorn i pijącą Colę.
Paulina nigdy tak spontanicznie nie zachowałaby się. Ona nawet nie pojawiłaby się nawet na tak zwykłym seansie. Ula to co innego nic nie udaje. Gdy ściągnie aparat będzie mieć kuszący uśmiech.
Ula poczuła, że Marek przygląda się jej tak samo ustawicznie jak rano, gdy siedzieli u niego w gabinecie na kanapie. Obróciła się w jego stronę i nie myliła się. Choć było ciemno to dokładnie widziała Marka patrzącego na nią. Chwilę później doszło do tego nieoczekiwanego pocałunku. Marek delikatnie musnął jej usta.
-Marek, co to miało znaczyć?- wyszeptała.
-Miałem ochotę pocałować cię. Chyba nie jesteś zła?
-Nie. Jestem zła tylko zaskoczona.
Przez resztę seansu trudno było skupić się jej na filmie. Wiedziała jedno i to na sto procent, że poprzednie pocałunki były jakby wymuszone a ten prawdziwy. Po seansie do tematu nie wracali a i do kolejnego pocałunku też nie doszło.  Po filmie wstąpili jeszcze na frytki z kurczakiem i pojechali w stronę Rysiowa. W ramach pożegnania i za mile spędzone popołudnie i wieczór cmoknął ją jeszcze w policzek.

Kolejne dni dla Uli były jak z bajki. Rano witał się z nią pocałunkiem w policzek czasami, gdy byli sami to całował w usta, niekiedy dawał mały upominek, wychodzili gdzieś.  W między czasie, bo dwa dni po kinie zaproponował jej stanowisko dyrektora finansowego. Miała objąć je po Aleksie, który zmuszony był odejść. Propozycję przyjęła po dwóch dniach namysłu, bo chciała pomóc mu, bo kochała go. Chociaż wiedziała też, że wyniki sprzedaży z ich kolekcji nie są zadowalające i będzie musiała raport kwartalny nieco podkoloryzować. Innym powodem było to, że miała tu przyjaciółki i nie chciała, aby straciły pracę, a mogłoby się tak stać, jeśli Aleks za złe wyniki chciałby pozbyć Marka prezesury. Praca nad raportem przebiegała w miarę sprawnie i przerywana była tylko przez Marka i jego czułościami. Nie wiedziała jednak, że pocałunki szefa i inne miłe gesty takie bez przyczyny nie były. Całował ją, bo chciał, ale i dlatego że namówiony został przez Sebastiana na bardziej intensywne działania w celu sfałszowania nieco raportu.
Ukoronowaniem tego wszystkiego był wspólny weekendowy wyjazd do Berlina do pani Kruger z rewizytą. Zaproszeni byli od dawna. Marek z Pauliną oraz ona, jako asystentka Marka i tłumaczka. Febo nie zamierzała jechać, bo na sobotę była umówiona na spotkanie z florystką zajmującą się wystrojem katedry na ślub.  Do Berlina polecieli, więc sami w piątek rano a mieli wrócić w niedzielę wieczorem. Na tę okazję i na osobiste życzenia Marka, Pshemko uszył też dla Uli sukienkę w kolorze jej oczu oraz garsonkę.
W piątek rano wsiedli w samolot i polecieli do Berlina. Po przylocie i zameldowaniu w hotelu zwiedzili firmę a popołudnie i wieczór mieli dla siebie i mogli zwiedzić Berlin. Dla Uli spędzenie tyle czasu w towarzystwie Marka było spełnieniem marzeń. Spacerowali, rozmawiali, kupowali pamiątki a wieczorem poszli na kolację i nad rzekę Sprewę. To tam doszło do pierwszych mocno upojnych pocałunków. Ula potknęła się i znalazła oparcie w ramionach Marka a blask księżyca i rozświetlony Berlin atmosferę podkręcił. Przez chwile wpatrywali się w siebie, ale Marek w końcu odgarnął jej włosy, wziął twarz w swoje dłonie a usta delikatnie muskał. Na długo to nie wystarczyło, bo pragnął bardziej namiętnych pocałunków. Tym bardziej, że już znał smak jej ust i to, jaką przyjemnością było całowanie ich. Rozchylił usta Uli i zachłannie wdarł się w nie. Ona sama nie protestowała to całował równie intensywnie szyję i dekolt. Sama też upajała się jego pocałunkami a jej wnętrze wypełniały uczucia, jakich nie znała. Trwało to by pewnie dłużej gdyby nie to, że obok nich pojawił się głośno szczekający pies a chwilę po nim właściciel. Ukłonił im się a Ula odpowiedziała za ich oboje. 


- Ula-zaczął Marek oblizując usta. —To było takie słodkie, namiętne i pełne żaru.  Nie wiem tylko czy to ty sprawiłaś, czy to przez miejsce. Nigdy jeszcze w takiej scenerii nie całowałem się. Zazwyczaj jest to pokój, samochód, klub albo firma. A tutaj blask księżyca, świateł i neonów. Bardzo romantycznie i pięknie miejsce.
- To prawda –odparła z ciągłym szybkim biciem serca. — We Warszawie też  mam takie swoje ulubione miejsce nad Wisłą i często chodzę tam pomyśleć. Jest tam równie pięknie jak tu.  Jeśli chcesz to kiedyś zaprowadzę cię tam.
- Z chęcią zobaczę Ula.  Teraz lepiej będzie jak wrócimy, bo dochodzi jedenasta a jutro czeka nas długi dzień z dużą ilością wrażeń.
-Tak –przytaknęła, choć chciałaby jeszcze tu zostać.


 Następnego dnia rano również mieli czas dla siebie a popołudniem i wieczorem uczestniczyli w pokazie mody i bankiecie. Na tę okazję Ula ubrała sukienkę uszytą przez Pshemka a pani Kruger zajęła się resztą wyglądu i wraz ze swoimi wizażystkami zajęła się makijażem a z włosów zrobili kok. Efekt był piorunujący i jak najbardziej na Marku zrobił wrażenie.  Oboje przez ten cały czas świetnie bawili się. Tańczyli, spacerowali po parku, zawierali znajomości. Późno w nocy przy pokoju Uli pożegnali się. Marek miał wielką ochotę posłuchać kolejnej dobrej rady Sebastiana i zaproponować jej łóżko, ale opanował się, bo nie chciał, aby Ula była kolejną jego panienką. Za bardzo ją lubił i nie chciał jej skrzywdzić wykorzystując ją w ten sposób. Już samo to co robił było dla niego z jednej strony przyjemne ale i hańbiące.  Ula tymczasem zastanawiała się, co by zrobiła, gdyby jej to zaproponował i stwierdziła, że zgodziłaby się. Niedziela również minęła im na zwiedzaniu a wieczorem wrócili do Warszawy.



Trzy dni po powrocie z Berlinie zebrał się zarząd a Ula miała przedstawić raport. Podkoloryzowała go nieco, chociaż bała się, czy jej poprzednik nie połapie się w tym. Zarząd na szczęście przyjął go jednomyślnie a ona wyszła szczęśliwa. Chwilę po jej wyjściu Marek zrobił piętnastominutową przerwę i wyszedł za nią. Na korytarzu spotkał Sebastiana, a Ula tuż za rogiem, również przystanęła podnosząc swoje papiery z podłogi, które chwilę prędzej wypadły jej z teczki.
-I, co Marek udało się- usłyszała głos Olszańskiego. — Aleks nie dociekał?
- Nie dociekał – rzekł z ulgą. — Raport przyjęty jednogłośnie.
-Ma jednak Ula talent- wyraźnie był słychać w jego głosie zadowolenie.  — Ale ty będziesz musiał się jeszcze pomęczyć się z nią przez te dwa tygodnie do póki nie spłacisz kredytu a weksle nie wrócą do ciebie. Tych drobiazgów na razie też nie będę brał. Mogą ci się jeszcze przydać. I najlepiej będzie jak tydzień przed ślubem wyślesz ją jak najdalej od Mediolanu. Na przykład na Malediwy. Będziesz mieć przynajmniej pewność, że nie wpadnie ci do kościoła i nie zrobi jakiejś draki. Tylko jak ty jej wytłumaczysz, że jednak ślubu nie odwołujesz.
-Nic jej nie będę tłumaczył, ani nigdzie jej nie będę wysyłać- odparł otwarcie cedząc słowa. — I nie zamierzam żenić się-dodał stanowczo.
-Jak to nie zamierzasz?- zapytał wyraźnie zaskoczony. — To wtedy w klubie poważnie mówiłeś?
-Tak -odparł zdecydowanie. — Spróbuj sobie, chociaż wyobrazić małżeństwo z Paulą.
-Fakt trudno, ale nieożenienie się jeszcze trudniej- stwierdził poważnie.  — Marek ona i rodzice zrobią ci taki sajgon, że nie chciałbym być w twojej skórze. Sensacja roku z tego będzie. Jak nie gorzej. Nie wiem czy nie lepiej jest ożenić się z nią przemęczyć parę miesięcy i rozwieść.
- Tak i ciągać się po sądach i wszystkie brudy wyciągać? –odparł sarkastycznie. — Dzięki za radę, ale nie skorzystam.  W sobotę definitywnie kończę związek z Pauliną i znowu będę całkiem wolnym człowiekiem-dodał zdecydowanie i z zadowoleniem.
-Nie do końca- odparł Olszański uśmiechnąwszy się ironicznie. — Będziesz mieć swoja brzydulę. A przynajmniej przez jakiś czas.
-Będę -przytaknął mu z małym rozmarzeniem. —  Idę właśnie podziękować jej za raport.
Dalej Ula nie podsłuchiwała, bo Marek szedł do niej i chciała znaleźć się w swoim biurze przed nim a poza tym słyszała wystarczająco dużo. Był z nią tylko dla weksli.
-Idź i tak dalej trzymaj- słyszała jeszcze słowa Olszańskiego, otwierając drzwi do swojego gabinetu.—  Może zaliczymy dzisiaj jakiś klubik, aby uczcić twoją wolność?- zapytał na koniec Sebastian.
 -Z przyjemnością-odparł i z zadowoleniem odwrócił się i poszedł w stronę biura Uli.