sobota, 4 lutego 2017

Życie na niby 13



- Jak to ma zostać twoim dzieckiem? Marek coś ty wymyślił? To jakaś gra?- zasypała go pytaniami. — Tylko nie mów mi, że chcesz odgrywać samotnego ojca przed jakąś panienką?
- Mogę usiąść?- zapytał odsuwając sobie krzesełko i zanim odpowiedział na pytania Uli.
-Tak- odparła.  — I przepraszam za bałagan, ale robię Beatce naleśniki- dodała robiąc trochę miejsca na stole. — Napijesz się czegoś?
- Może być kompot, jeśli masz i jeśli jest zimny. Nie Ula nie chcę nic odgrywać-dodał odpowiadając na jej poprzednie pytanie. —   Tylko, że w piątek przylatuje pani Peres obejrzeć firmę. To recenzentka świata mody z Madrytu. Do tego wydaje gazetę, ma swój Dom Mody i taki zwyczaj, że co jakiś czas nawiązuje współpracę z innym domem mody.  Wymiana modelek, wspólne pokazy i tak dalej Ula. Teraz postawiła na jakąś firmę z krajów z dawnego bloku wschodniego i zastanawia się nad moją Strefą Mody, Hugo Boss z Węgier i Alize ze Słowacji. Tylko, że zanim podejmie decyzję to chce obejrzeć wszystkie firmy, rozeznać się jak są zarządzane i takie tam sprawy.  I tu właśnie zaczynają się kłopoty Ula, bo dwa tygodnie temu była na jubileuszu trzydziestoleciu istnienia F&D i moja kochana włoska rodzinka, z wyjątkiem Aleksa, dała jej w delikatny i niby w żartobliwy sposób do zrozumienia, że nie zasługuję na takie wyróżnienie.  Wiem o tym, bo asystent pani Peres jest dobrym znajomym Aleksa i opowiedział mu o całej rozmowie, a on mi.  Zresztą zdziwił się, że tak niekorzystnie podsumowują kogoś z tak bliskiego otoczenia. Niby wybiłem się tylko dzięki F&D i akcjami Grubiańscy& Dobrzańscy, które dostałem w spadku, że sprawy F&D już mnie nie interesują i że prowadzę rozrywkowy tryb życia. Ula nie zaprzeczam, że po części mają rację, ale mogli nie mówić o tym. Aleks na szczęście przedstawił mnie w lepszym świetle i wytłumaczył mu, że to ze zwykłej zawiści, bo mam coś swojego, co dobrze prosperuje, że na zarządach moje pomysły są zazwyczaj przegłosowywane i jeszcze z zemsty za porzucenie Pauliny. Później, gdy rozmawiałem z Peres i Aleksem to dołączyła do nas Paulina i jakoś tak zeszło na temat córki Aleksa i powiedziała, że też mam córkę nieco starszą od dziecka Alicji i Aleksa.  Oczywiście nie mogła powstrzymać się i nie powiedzieć też, że nie mam żony. Sam nie wiem, dlaczego to zrobiłem, ale na doczekaniu wymyśliłem historyjkę, że matka mojej córki wybrała innego, ale z dzieckiem i z nią samą mam bardzo dobry kontakt.  Ula nie rób tak zdziwionej miny, bo musiałem coś powiedzieć, bo pani Peres jest tradycjonalistką i niektóre szczegóły są dla niej ważne. Choćby to, że żyję jak żyję.  I tu właśnie potrzebna jest mi Beatka. Żeby pokazać jej, że jestem dobrym ojcem. Wiem, że o to, o co cię proszę może i wydaje ci się dziwne, ale nie prosiłbym cię o pomoc gdyby nie to, że Hugo od dawna jest szczęśliwym ojcem i mężem a jest niewiele starszy ode mnie a Alicja właśnie planuje ślub. Ja zaś nie mam nic.
-Nie wierzę-rzekła z osłupieniem, gdy skończył w końcu mówić. — Chcesz zadrwić sobie z jakiejś tam kobiety?
- Ja nazwałbym to podreperowaniem wizerunku- odparł niezrażony.
-Kłamstwem? Zaraz, zaraz Marek- zreflektowała się. — Jak to Paulina powiedziała, że masz córkę? Ona dalej myśli, że Beatka jest twoim dzieckiem, czy to jakaś jej zemsta?
-Tak jakoś wyszło, że myśli- rzekł jakby przepraszająco.
-Tak jakoś wyszło?- zdenerwowała się. —  Nie mów mi tylko, że przez te pięć lat nie było okazji na wyjaśnienia.
-Była okazja- uśmiechnął się delikatnie.  — Tylko, że na początku Paulina ciągle powtarzała, że to przez Betti rozpadł się nasz związek, a później odnosiła się z niechęcią do niej, to robiłem to na złość.  
-Dziecko jesteś, żeby robić na złość- mówiła z ciągłą pretensją. —  Masz to odkręcić albo sama to zrobię- dodała stanowczo.
- Fakt Ula mądre to nie było i odkręcę przy najbliższej okazji -zapewniał.  — Ale teraz nie jest na to dobry czas. Powiem jak sprawa z panią Peres wyjaśni się. Zresztą Paulina chyba domyśla się czegoś. Dzwonił do mnie Wiktor( przyjaciel Marka i model) i okazało się, że tydzień temu po pokazie Mediolańskie Lato wypytywała go o Beatkę, czy widział ją i jaka jest. Nie wiedział, co ma powiedzieć, to powiedział, że ostatnio jest mało w Polsce i okazji poznania jej nie miał. A jeszcze prędzej, gdy byłem w Mediolanie to mówiła coś o tym, że najwyższy czas spotkać się całą rodziną.
- I wynająć Betti na te niby spotkanie rodzinne też miałbyś w planach?
-Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym. A wracając do Peres to nic złego nie robię.  Zamierzam tylko Paulinę i wuja przechytrzyć i pobić ich własną bronią- argumentował. —  Chcę powiedzieć pani Peres jak wiele zawdzięczam Febo, pokazać, że z prowadzeniem własnej firmy radzę sobie, że jestem dobrym ojcem i że zasługuję na współpracę. A to, co mówią Febo jest kłamstwem.
-Bez Betti możesz to udowodnić- próbowała go przekonać. —  Każdy pracownik zaświadczy, że jesteś dobrym szefem.
- Niby tak, ale z wami lepiej wypadnę.
- Jak to z wami?  To mnie też uwzględniłeś w swoim planie?- pytała z rozdrażnieniem. —  Ciekawe, jako kto? Chyba nie, jako matka albo siostra.
-Jako niania i kuzynka przy okazji. Myślałem jeszcze o tym, żeby zrobić z ciebie moją dziewczynę, ale mogło to być przegięciem.
-Kolejne kłamstwa- mówiła kręcąc głową z niedowierzaniem.    A pomyślałeś, co zrobisz, gdy prawda wyjdzie jednak na jaw?- zapytała logicznie.  — Wyjdziesz przed panią Peres na kłamcę.
- Nie wyjdę, bo we firmie pojawicie się przypadkiem i nie na długo. Przedstawię was, trochę porozmawiamy i tyle.  W ostateczności może mój urok zadziała.
-No nie wiem. Plan perfekcyjny zazwyczaj nawala. 
- Marek- usłyszeli głos Betti zbiegającej ze schodów. — Fajnie, że jesteś. Pobawimy się trochę? Mam nową grę planszową.
-Z przyjemnością zagram. A chciałabyś pobawić się znowu w tatę i córeczkę.
-Pewnie- odparła siadając mu na kolana. 


-Marek to jest nieuczciwe-wtrąciła Ula ostrym głosem.   — Dokładnie wiesz, że Betti zgodzi się na wszystko, o co ją poprosisz.
-Przecież my często się tak bawimy to, dlaczego teraz nie możemy?- pytała dociekliwie siostrę.
-Bo teraz miałabyś udawała jego córkę tak bardziej poważnie a nie dla zabawy.  Podobnie jak w tym filmie „Niesforna Zuzia”
-To znaczy, że mam oszukiwać?- wyraźnie z poważniała i ochota na zabawę przeszła jej. — Pani katechetka mówi, że brzydko jest oszukiwać.
-Zuzia to może nie był dobry przykład - odparła Ula nalewając chochelką ciasto na patelkę. —  Marek ci to wytłumaczy. Prawda Marek- zwróciła się do mężczyzny.
-To prawda Beatko oszukiwać jest brzydko, ale czasami tak trzeba- zaczął swój wykład.  — Pewna pani, która ma przyjechać do mnie do firmy myśli, że jestem zły, a nie jestem prawda –zapytał, na co dziewczynka przytaknęła. — Bo taka inna zła pani nakłamała jej mówiąc, że jestem zły i teraz tą dobrą panią muszę przekonać, że się myli.  Rozumiesz Betti.  To jest kłamstwo w dobrym celu.   Musimy tylko trochę poudawać, że jestem twoim ojcem. Zresztą ta pani po polsku nie mówi to kłamać nie będziesz. A w nagrodę coś ci kupię- dodał na koniec głównie chyba po to, aby Beatka nie drążyła tematu oszukiwania.
-Nic jej nie będziesz kupować- odezwała się Ula z oburzeniem i zanim siostra zdążyła zareagować. — Wystarczy już, że na drogę kłamstwa chcesz ją sprowadzić to jeszcze chcesz nauczyć interesowności.
-Ok. Ula żadnych prezentów- odparł uspokajająco i mrugając do Beatki.
-A ty Betti nic nie mów tacie. Może mu się to nie spodobać.
-To znaczy, że zgadzasz się?- Marek wyraźnie ucieszył się.
-Tak.  A jak to sobie wyobrażasz?   Musimy z Beatką przygotować się, chociaż trochę. Mówiłeś coś o firmie a tam sporo osób kręci się.
 -Tylko, że teraz jest Boże Ciało, długi weekend i w piątek we firmie będę tylko ja, ochroniarz Władek, Pshemko, Wojtek, Iza, twój brat i Magda, jako modele i Adam.  I tak się szczęśliwie składa, że wszyscy oni prawdę o mnie i Beatce znają. A nawet, jeśli ktoś by zaplatał się to i tak łatwo z Peres nie porozmawia. Ula nie ma zagrożenia, że się nie uda. Betti nieraz udawała moją córkę na basenie, czy w sklepie i wychodziło jej znakomicie.
-Oby to nie było pierwszy raz, kiedy nie wyjdzie- odparła stawiając przed nim pierwszą porcję naleśników.
-Ula nie kracz. Zaraz powiem wam jak sobie to wymyśliłem. Ale najpierw zjem naleśnika.
 Ula, pomimo tego, że do pomysłu Marka przekonana nie była to zgodziła się, bo miała wobec niego dług wdzięczności.  Dokładnie pamiętała, że dzięki niemu ojciec mógł być tak szybko operowany. I choć minęło już pięć lat od tego czasu a pieniądze dawno zwrócone to do tej pory nie licząc drobnych przysług, to nie miała okazji odwdzięczyć się tak na prawdę. Teraz jak myślała była na to okazja. 

Plan Marka już nazajutrz zaczął się sypać, bo Paulina zadzwoniła do niego i oświadczyła, że również przyjeżdża.
-Ula musimy jeszcze porozmawiać na temat planu B- rzekł do niej w przerwie na lunch i gdy wyciągnął ją z banku. — Paulina się przyplątała.
-Ale nie było planu B- uzmysłowiła mu.
-To teraz mamy. Kuzynka Pauliny za tydzień ma ślub i organizuje jej w sobotę wieczór panieński a pani Peres ma przywieźć jakiś prezent z Madrytu. A że Paula we Warszawie będzie tylko przelotem to umówiły się we firmie na odbiór paczki.
-A nie lepiej odwołać całą tą szopkę?- zasugerowała.
-Spokojnie Ula. Wszystko da się zrobić. Betti będzie mieć tylko ewentualnie role mówiącą- mówił z opanowaniem.  — Tak jak ustaliliśmy, gdy puszczę ci sygnał to wiedziecie na górę z płytami, które przypadkiem zapomniałem zabrać z domu i przestawię was, ale zostaniecie tylko na chwilę, a nie na dłuższą chwilę to może unikniecie spotkania z Pauliną.  A jeśli już spotkacie się to powiesz, że do kina idziesz z Beatą albo wymyśli się coś innego i czasu na zostanie we firmie nie będzie. A gdyby Paulina jednak o coś pytała to przećwiczymy z Beatką kilka podstawowych kwestii.
-Marek to nie teatr, że nauczysz się roli albo sufler podpowie- sprowadziła go na ziemię.  — Zawsze może coś nie wyjść.
-Wiesz, co Ula-rzekł nagle z ożywieniem.  — Teraz tak sobie pomyślałem, że może i to lepiej, że ma przyjechać Paulina, bo jak coś nie wyjdzie to powiem pani Peres, że cała akcja „córka” była skierowana do Pauliny a nie do niej.
-Marek lepiej już nic nie kombinuj i zostaw tak jak jest- odparła na jego kolejny genialny pomysł.
-Zobaczymy jak to będzie wyglądać w piątek. Może plan C pojawi się-zaczął rozmyślać. —   Ale jakby, co to będę mógł jutro poćwiczyć z Beatką, co ma mówić? 
-Ćwicz jak chcesz- odparł głosem zwątpienia.

W Rysiowie pojawił się nazajutrz w porze obiadu. Cieplakowie już prędzej zaprosili go na świąteczne popołudnie i z zaproszenia skorzystał, bo Wiola tego dnia miała praktyki w wydawnictwie i samemu siedzieć w domu nie chciał.  W czasie posiłku na temat przyjazdu pani Peres nie rozmawiali, bo siedział z nimi Józef i Jasiu i Beatka głównie opowiadała jak sypała kwiatki i o samej procesji. Dopiero później, gdy szli we trójkę na spacer Marek zaczął swoje ćwiczenia.
-Myślę, że już na samo imię Beatka, Paulina zareaguje- snuł plany i przypuszczenia.  — To ja wtedy potwierdzę. Może spytać cię też o mamę, gdzie jest to powiesz, że jest w pracy-zwrócił się do Betti.  — A jeśli będzie dalej o coś pytać to my z Ulą będziemy głównie odpowiadać.
-Tylko, że jak będziemy za Beatkę odpowiadać to od razu pokapuje się, że wszystko jest grubymi nićmi jest szyte- stwierdziła Ula.
-To nie wiem. To pożegnacie się i sprawa sama się rozwiąże.
-Tata i Ulcia mówią, że obcym dużo mówić nie można to mogę tak powiedzieć- Beatka sama podsunęła mu pomysł na rozwiązanie ewentualnej ciekawości Pauliny.
-Bardzo mądrze Betti- rzekł pełen podziwy nad bystrością dziewczynki. —  Czuję, że będzie to mój dobry dzień.

Dzień wizyty pani Peres dobrze się nie rozpoczął, bo lekkie bóle brzucha Adama, które odczuwał od środy okazały się wyrostkiem i Marek musiał radzić sobie bez niego. Pshemko tego dnia dobrego dnia również nie miał, bo rano stał w korku a później jego ulubioną czekoladę dostarczyli z kwadransowym opóźnieniem. W dodatku do pracy przyszły dwie księgowe zrobić zaległe rozliczenia, drugi asystent Marka, Łukasz oraz jeden z informatyków. Na szczęście prawie wszyscy wyszli przed czternastą a Ula z siostrą wedle planu tuż po. Ochroniarz skierował je też od razu na piąte pięto do gabinetu prezesa. Mieli tam we trójkę przećwiczyć swoje role z Pauliną w roli głównej.  Długo jednak to nie trwało, bo zadzwonił Wojtek asystent i syn Pshemka w jednej osobie z informacją, że projektant ma jeden ze swoich humorów i jest potrzebny. 



Trochę go nie było a gdy wróci to w gabinecie oprócz Uli i Beatki zastał panią Peres i jej asystenta. Cała czwórka siedziała na kanapie i oglądała katalogi a obie kobiety szprechały po niemiecku jak rodowite Niemki.


-Marek pani Peres jest trochę prędzej niż było planowane-wyjaśniła, gdy witał się z gośćmi uściskiem dłoni.— Wychodziły jakieś panie to weszła z asystentem. W holu natomiast nikogo nie zastali to odnaleźli twoje nazwisko na tablicy informacyjnej i wjechali na górę.
-Rozumiem.  Możesz przeprosić ją jakoś ładnie, że nie przywitałem się z nią na dole.
-Mówi, że nic się nie stało, bo rozumie, że jest za wcześnie i nie jest królową, aby witać ją z honorami- odparła po chwili.
-To dobrze. A dlaczego mówicie po niemiecku?
-Bo ona angielski kaleczy a ja hiszpańskiego ni w ząb, a jest pół Niemką.
-Aha.  Mówiła coś jeszcze?
-Pytała mnie skąd znamy się i jakim jesteś człowiekiem to powiedziałam całą prawdę o tobie i firmie.
-Ula jak mogłaś- mówił z pretensja w głosie.
-Spokojnie Marek. Jej też wydawało się dziwne, że Febo zachowywali się tak jakby nie chcieli żeby to z tobą współpracowała, to opowiedziałam jej jak poznaliśmy się, że pomogłeś nam z operacją ojca, że byłeś zawsze jak byłeś potrzebny, że może i lubisz bawić się, ale kiedy masz pokaz albo coś ważnego to zajmujesz się firmą. Poza tym, że wiele czasu poświęcasz fundacji zmarłej mamy i dbasz o pracowników.  O Beatce również powiedziałam, że chciałeś wykorzystać ten fakt na poprawienie swojego wizerunku i na złość Pauliny- dodała niepewnie.  — Ale rozbawiła ją ta twoja pomysłowość i zaangażowanie na pokazanie się z jak najlepszej strony. Ogólnie mówiąc jest dobrze Marek.
O powodach, dla których zgodziła się na tą mistyfikację również powiedziała jej, ale Markowi już nie.
-Naprawdę-rzekł uśmiechając się do Peres.
-Opowiadałam Markowi o naszej rozmowie- przetłumaczyła Ula widząc, że Peres patrzy na nią i czeka na wyjaśnienie.  Marek, ale skoro pani Peres już wie to może ciągnięcie dalej tej szopki przed Pauliną nie ma sensu-zwróciła się do Marka.
 -Ma Ula.  Jestem ciekaw jak zareaguje, gdy przedstawię Beatkę, jako moją córkę, a później jak powiem jej, że nią nie jest. Obiecuję, że dzisiaj albo przy najbliższym spotkaniu powiem jej prawdę.
-A jak może zareagować –wzruszyła ramionami. — Wścieknie się, obrazi i jeszcze może zemści. Zobaczysz Marek kłopotów sobie narobisz.
-Ula nie wyolbrzymiaj-bagatelizował jej przestrogi.
-Przepraszam- przerwała im po niemiecku Peres i chwilę mówiła coś w tymże języku do Uli.
- Pani Peres pyta czy może już spotkać się, z Pshemko i zobaczyć jego projekty, bo później ma w planach obejrzenie Starówki- przetłumaczyła Ula.
 -Powiedz, że czeka na nas z pokazem na żywo i medialnym- odparł i wskazał gestem ręki drzwi. —  Przepraszam na chwilę-dodał odbierając telefon.  — Paulina przyjechała- rzekł po chwili do Uli i Beatki.  To, co Beatko gotowa jesteś na bycie moją córeczką? –zapytał biorąc ją za rękę.
-Pewnie- odparła zdecydowanie.

wtorek, 24 stycznia 2017

Życie na niby 12



Czas to podobno najlepsze lekarstwo, ale chyba nie dla mnie- rozmyślała Ula jadąc w środowy październikowy poranek na zajęcia. Minęło już pięćdziesiąt dwa dni jak nie widziałam Marka a ja dalej nie odkochałam się ani nie zapomniałam, ani o ociupinkę. I nie wiem czy kiedyś to nastąpi. Wiem tylko, że łatwo nie będzie. Ale nie mogę też unikać go, bo zorientuje się, że coś się stało. Może to dobrze, że wczoraj zadzwonił i umówił się na dzisiaj i będę mieć te pierwsze spotkanie za sobą? Jeszcze jakieś sześć godzin i zobaczymy się.
Marek zadzwonił do niej wczoraj wieczorem w sprawie Jasia. Fundacja Szczęśliwe dzieciństwo imienia jego mamy w najbliższy weekend organizowała imprezę charytatywną „Weekend na sportowo” w Spale i pomyślał również o zaproszeniu Jasia z kolegą, aby nie czuł się tam całkiem samotnie. Dzisiaj umówił się z nią, aby dowiozła dane chłopców. 
Czas na wykładach minął jej dość szybko. Głównie chyba, dlatego że przez większość czasu myślała o czekającym ją spotkaniu i tym, co wydarzyło się półtora miesiąca temu.  Ciągle żałowała i źle się czuła z tym, że pocałowała Marka, gdy spał.  Przez ten czas oczywiście rozmawiała z nim i to nie raz przez telefon, ale co innego telefon a co innego spotkanie. O jego wizycie w Rysiowie, podczas gdy ona była u Maćka w Niemczech również wiedziała. Tato opowiedział jej to ze szczegółami.
Tuż po czternastej przyszła do małej kawiarenki, przy SGH.  Marek czekał już na nią i od razu zauważył, gdy weszła.


-Cześć-rzekł, gdy podeszła do stolika i wstał. — Kopę dni nie widzieliśmy się jakby to powiedziała Wiola- zażartował.
-Całe siedem tygodni- odparła.  Dwa dni i kilka godzin- dodała w myślała.   I cześć.
-Jak na studiach? –zapytał, gdy już usiedli.
-To dopiero dwa tygodnie Marek-stwierdziła przytomnie.    Ale, odpukać w niemalowane drewno –dodała pukając w takież krzesełko — na razie dobrze.
-To dobrze. Pamiętam, że ja po pierwszych tygodniach studiowania stwierdziłem, że wszystko, co mówią wykładowcy to wiem, jest dziecinne proste i że nie opłaca chodzić mi się na wykłady.
- To tak jak ja-przytaknęła.  — Czuję się jakbym powtarzała rozszerzoną matematykę.
- Pozory Ula-rzekł z małą z przestrogą.  —Schody zaczynają się dopiero później. Tak przed sesją. To uważaj, bo możesz być niemile zaskoczona.
 - Dzięki za radę i na pewno wezmę to pod uwagę-zapewniała wdzięcznie.
-Proszę i polecam się na przyszłość Ula- odparł z uśmiechem. —Co dla ciebie? Kawa i ...?-zapytał, gdy kelnerka pojawiła się przy ich stoliku.
Później rozmawiali o wyjeździe Jasia i jego kolegi do Spały. Okazało się, że Marek również jedzie i obiecał Uli, że będzie mieć obu chłopców na oku. Przy okazji porozmawiali również na temat osiemnastki Wioletty, która miała odbyć się za dwa tygodnie. Dziewczyna już dawno temu zaprosiła ją i zaproszenie ponawiała za każdym razem, gdy rozmawiały telefonicznie. Wiola jej rodzice i sam Marek zorganizowali jej nawet transport do Skierniewic, aby nie miała wymówki, że nie ma jak dojechać i miała jechać i wrócić z Markiem. Według planu Marka mieli wyjechać rano, a razem z nimi Sebastian i kuzynka Wioletty, Kinga od strony jej mamy. Dziewczyna na stałe mieszka w Skierniewicach, ale studiowała we Warszawie i również miała skorzystać z podwózki. Z takiego obrotu sprawy, że sami nie będą podróżować, to ucieszyła się nawet w duchu, bo na samotną jazdę z Markiem nie miała ochoty.
-Pójdę już Marek-rzekła Ula półgodziny później, gdy dopijała swoją kawę i omówiła sprawy wyjazdu jak i opowiedziała, co nowego słychać w Rysiowie. — Za kwadrans mam autobus a kolejny dopiero za piętnaście czwarta i nie chcę tak długo czekać-dodała wstając.
- Oczywiście Ula. Pozwolisz odprowadzić się na przystanek?- zapytał i sam wstał.
-Pozwolę- odparła kurtuazyjnie.  — Tak zastanawiam się, co kupić Wioli- dodała, gdy znaleźli się już na zewnątrz.— Zastanawiam się nad ręcznikiem kąpielowym albo pluszową poduszką typu Jasiek z jakimś zabawnym napisem.
-Jeśli pytasz mnie o zdanie, to kupiłbym poduszkę-zasugerował.  — Wiola lubi takie bibeloty. Ma jedną w kształcie serca z napisem „Wiolett jest wiele, ale tylko jedna Kubasińska”- zaśmiał się wesoło. —Chociaż najchętniej to chciałaby dostać Sebastiana wyskakującego z tortu.
-Ale mówiłeś, że Sebastian jedzie- stwierdziła zdezorientowana.
-Jedzie tylko, że na jego zasadach i tak trochę do mojego towarzystwa. Oprócz rodziny nikogo nie będę tam znać i w dodatku będzie to sama młodzież.  A Wiola obiecała, że nie będzie mu się zbyt narzucać. Ale znając ją to pewnie już rozpowiedziała koleżankom, że Seba jest jej chłopakiem. Od czterech lat kocha się w nim.
 -Wiem- westchnęła lekko za siebie i Wiolę.  — Zwierzyła mi się kiedyś, że Seba uwagi na nią nie zwraca i ciągle traktuje jak zakochaną smarkule.
-I lepiej żeby tak zostało-oznajmił jej tonem dającym do zrozumienia, co sądzi o tym. — Dla wszystkich będzie lepiej jak będą trzymać się z daleka od siebie. Tylko nie zrozum mnie źle Ula- zaczął tłumaczyć się. — Nie chodzi mi tylko o Wiolę, bo wiem jak żyje Sebastian, ale i o niego, bo wiem, jaka jest Wiola.
Biedna Wiola- pomyślała tymczasem Ula dokładnie wiedząc, co czuje. Ona też ma swoją niespełnioną miłość.
-Znasz ich lepiej ode mnie i wiesz lepiej co dla nich najlepsze– odparła wzruszając ramionami, ale życzyła Wioli jak najlepiej.
Chwilę później doszli na przystanek a autobus podjechał i po tradycyjnym cześć i obietnicą spotkania w sobotę, rozstali się.
Nie było tak źle -myślała będąc już autobusie. Trochę porozmawialiśmy pożartowaliśmy, uzgodniliśmy wyjazdy. Może dam radę widywać się z nim. Zwłaszcza, że aż tak często nie będziemy spotykać się.
Marek również zastanawiał się jak to będzie, gdy spotka się z nią. Po tym nieoczekiwanym pocałunku widzieli się tylko raz następnego dnia i wtedy nie był pewny powodów jej czynu i mógł tylko zgadywać.  Dopiero później, gdy gościł w Rysiowie a Uli nie było to jego domysły potwierdziły się. Cieplak wspomniał o dziwny zachowaniu córki i przypuszczeniach, że zakochała się. Dzisiaj widząc jej rozbiegane oczy to wiedział już na pewno, że ciągle coś jest na rzeczy albo było.

 Marek po Jasia i Roberta w Rysiowie pojawił się tak jak obiecał w sobotę rano przed siódmą i zawiózł na punk zbiórki przedwyjazdowej, a w niedzielę wieczorem przywiózł ich z powrotem i został u Cieplaków na kolacji. Obaj chłopcy byli zachwyceni pobytem tam, bo oprócz tego, że aktywnie spędzili czas to poznali kilku sportowców.  Jasiu dodatkowo zadowolony był z tego, że tyle czasu spędził z Markiem i opowiadał jak grali w piłkę, pokazywał im urządzenia na siłowni i kąpał się z nimi na basenie.


 Słuchając brata Ula zastanawiała się nad postępowaniem Marka. Z jednej strony wydawał się odpowiedzialny, dojrzały, rodzinny i lubiący dzieci a z drugiej żył jak żył. Zaliczał kluby, panienki a pracę zwalał na Adama.  Wiadomości o nim miała nie tylko z Internetu i gazet, ale i z pierwszej ręki od Izy koleżanki, która pracowała już we firmie dwa miesiące. To od niej dowiedziała się, że do ciemnowłosej Dominiki i blondynki Klaudii dołączyła kolejna modelka tym razem ciemna blondynka Dagmara zwana pieszczotliwie Dagą a sekretarka Lena i recepcjonistka Hania już nie pracowały.  Na ich miejsce Marek zatrudnił Ewelinę do recepcji a do sekretariatu Łukasza. To Adam zebrał się na odwagę i powiedział szefowi, że ma dość przyuczania kolejnych sekretarek a gdy już coś umiały to były zwalniane i że jest ktoś mu naprawdę potrzebny do pomocy, a kawę sam może parzyć. Zagroził mu też, że odejdzie. Marek zgodził się na zatrudnienie asystenta dla swojego asystenta, bo wiedział też, że Adam jest drugą osobą we firmie, po Pshemko, której nie może zwolnić. Turek nie tylko zajmował się firmą F&D, ale i tą nowo powstałą Strefa Mody M&P, a bez niego wszystko by padło. Sekretarkę również zamierzał zatrudnić w niedługiej przyszłości.
Firmy pod całkowicie męskim zarządem miały się całkiem dobrze i nic nie wskazywało na to, aby miało to ulec zmianie. Kolekcja Familii wylansowana jeszcze pod marką F&D tak jak przewidywano sprzedawała się znakomicie i nawet w Mediolanie cenili ją, a Pshemko wrócił na światowy rynek mody z impetem. Kolejna wiosenna pod nazwą „Delikatna i stylowa Polka ze Strefą mody M&P” była przygotowywana i zainteresowanie nią było równie duże.

Dwa tygodnie po wyjeździe do Spały w sobotni ranek Marek ponownie zawitał do Rysiowa a razem z nim Sebastian i Kinga kuzynka Wioli.  Dziewczyna była miła i rozgadana i godzina jazdy minęła im szybko. Po przyjeździe do Kubasińskich i po krótkim wypoczynku Ula razem z babcią Marka i Wioletty, Sebastianem i samym Markiem poszła na krótką wycieczkę po Skierniewicach. Obejrzała rynek, jeden z parków, pałac prymasowski, dworzec kolejowy i kilka pomników.  Później był tylko czas na przekąszenie czegoś i na przygotowanie się do wyjścia. Ula na tę okazję wybrała sukienkę, którą podarował jej Marek jeszcze w lipcu przed pokazem, w którym wystąpił Jasiu. Pani Kubasińska zajęła się jej włosami i za pomocą lokówki ułożyła w delikatne loki a Wioletta zrobiła równie delikatny makijaż. Wszystko to spowodowało, że prezentowała się całkiem ładnie. Zabawa udała się i to bardzo a Ula bawiła się świetnie.  Głównie to koledzy Wioletty dbali, aby miała, z kim bawić się.  Marek z ulgą patrzył na roześmianą dziewczynę w towarzystwie chłopaków w jej wieku i z nadzieją, że któryś z nich na dłużej wpadnie jej w oko. Ula natomiast myślała, że koledzy Wioletty są może i mili, ale w głowie mieli tylko zabawę i byli dla niej tylko do pogadania i potańczenia a jej wzrok i tak wędrował do innego chłopca, chociaż starszego.
W drodze powrotnej zamiast Kingi towarzyszyła im babci Basia. We wtorek przypadał pierwszy listopada i chciała w ten dzień być na grobie córki i zięcia. Odjechać miała natomiast dopiero po jedenastym listopada, bo chciała pobyć trochę z wnukiem a i Marek lubił gościć babcię. Na ten drugi długi listopadowy weekend przyjechała również Wioletta z rodzicami i bratem.  Ula i Wiola zaplanowały sobie jeszcze w Skierniewicach, że przez piątek i sobotę uczyć będą się matematyki, bo matura panny Kubasińskiej zbliżała się nieuchronnie. Przy okazji korepetycji Ula miała okazję do spotkania się z jej rodziną. Zwłaszcza seniorka darzyła ją sympatią i sentymentem. Umiały też rozmawiać ze sobą i różnicy wieku nie było widać. Taka żona jak Ula marzyła się jej dla wnuka, ale wiedziała też, że szkoda byłoby jej dla Marka i nic nie robiła w tym kierunku.

W kolejnym tygodniu Marek poleciał do Mediolanu na zarząd i z postanowieniem, że powie Paulinie i jej rodzicom prawdę o Beatce.  Dokładnie wiedział, że w nieskończoność nie może tego ukrywać i odkładać. Obiecał to też kiedyś Uli. Najpierw jednak chciał załatwić sprawy służbowe a później prywatne. Jego plany zmieniło jednak wieczorne przyjęcie. To Paulina z czystej złośliwości zaczęła mówić z pogardą o nim i jego nieślubnym dziecku a jeszcze rano przed zarządem razem z matką nie odpuszczały, były dla niego bardzo miłe i wspominały czasy, gdy byli parą.  Tematu dziecka również nie ominęły i pytały go o córeczkę. Paulina zapytała nawet o zdjęcia małej.  Miał w telefonie parę z roczku to pokazał im te gdzie są razem i omijając resztę Cieplaków. Z miejsca też przejrzał ich zainteresowanie Beatką i tą serdeczność i kolejną próbę na zejście się zniweczył w zalążku.  Wszystko to, co działo się rano spowodowało, że wieczorem Paulina zemściła się i wśród znajomych rozpowiadała się tak nienawistnie. Wsparcie znalazł w Aleksie i to on ze względu na to, że byli tam głównie Włosi to bronił go i  komentował zachowanie siostry. Tylko on też znał prawdę o Beatce.  Jednak to wujek okazał się najbardziej cyniczny i ubolewał głównie nad tym, że przez swoje romansiki i głupotę zaprzepaścił szansę na połączenie i rozwój obu firm, stania się kimś u boku jego córki i zrobienia kariery w świecie mody.  Markowi trudno było nawet coś takiego skomentować. Mając w końcu dość zachłanności wuja, dwulicowości Pauliny i ciotki i ciągłego tłumaczenie całej trójce Febo, że jego rozstanie z Pauliną nie ma nic wspólnego z dzieckiem, bo i tak rozstałby się z nią nie dawało żadnych rezultatów, to postanowił ze zwykłej przekory nie mówić im prawdy i Febo przez kolejne lata żyli w przekonaniu, że ma córkę  mówiąc czy myśląc o niej czasami z niechęcią. On tymczasem im bardziej niechęć okazywali  tym bardziej chwalił się nią.  Ula natomiast zapomniała, że miał sprawę Betti wyjaśnić to go i nie pytała.

W Rysiowie pojawił się dopiero w pod koniec listopada a później w dzień wigilii, gdy jechał do Skierniewic na święta. Podrzucił im prezenty i złożył życzenia. Dla Uli miał perfumy, dla Cieplaka koszulę, Jasiu dostał album z motocyklami i modelami do sklejania, a Betti pluszaka zajączka. Ula przewidując jego ruch miała i dla niego mały podarunek. Od całej rodziny dostał podkowę na szczęście oraz ich fotografię. Odbierając swój prezent obiecał, że wpadnie do nich w drugi dzień świąt popołudniu i obietnicy dotrzymał.  Przyjechał przed siedemnastą i spędził z nimi późne popołudnie i wieczór. Był to kolejny raz, kiedy czuł się u nich dobrze. Beatka całą wizytę przesiedziała na jego kolanach raz po raz coś do niego mówiąc i bawiąc się.  Reszta Cieplaków nie była gorsza, równie rozmowna i zajmowała się nim z wielką gościnnością. Marek ponownie odezwał się w Nowy Rok. Zadzwonił do Uli z życzeniami noworocznymi dla całej rodziny, życząc im pomyślności, zdrowia, wiary na dobre dni i równie udanego roku, co miniony.
Ula jeszcze w nocy po Sylwestrze u Szymczyków podsumowała cały miniony rok. Dla niej i jej rodziny był wyjątkowy. Zdała maturę, rozpoczęła studia, ojciec przeszedł pomyślnie operację i wrócił całkiem do zdrowia, Jasiek stał się modelem, a w ich życiu pojawił się Marek. Zwłaszcza to ostatnie było dla niej szczególnie ważne, bo wiązało się z wyzdrowieniem ojca, przygodą Jasia z modą i jej z miłością.



Mijały kolejne dni, tygodnie, miesiące, lata.
Ula będąc już na pierwszym roku studiów wykazywała się zdolnościami i szybko uzyskała stypendium. Kolejne lata były podobne i ukończyła je bez potknięcia i z wyróżnieniem. W międzyczasie zrobiła profesjonalny kurs ekonomiczny z niemieckiego oraz średni rosyjskiego. Na trzecim roku studiów zaczęła również pomagać we fundacji Imienia Heleny Dobrzańskiej. Do tego dalej udzielała korepetycji, zajmowała się rodziną i miała czas na życie osobiste. Przez jej życie przewinęło się czterech chłopaków, ale nie było to nic poważnego ani na dłużej. Wszyscy oni, jak zauważył kiedyś Marek, byli starsi od niej przynajmniej o trzy lata, brunetami z szarymi oczami. Podobieństwo do niego nie było taki przypadkowe, bo Ula szukała dokładnie takich mężczyzn, podobnych do Marka.  Na tym też analogiczność kończyła się, bo byli to ułożeni mężczyźni poważnie patrzący w przyszłość a ona najwidoczniej gustowała w tych lekkoduchach i bawidamkach i dalej kochała się w Marku. Mężczyzna swoich wizyt w Rysiowie nie zaprzestał i przyjeżdżał regularnie przynajmniej raz czy dwa razy w miesiącu albo zjawiał się, gdy był potrzebny. W życiu jej rodziny również pojawiły się zmiany. Obok Józefa pojawiła się kobieta Alicja kadrowa z firmy Marka, którą poznał na festynie.  Z małego Jasia stał się już młodzieniec i wzięty model a Betti ze słodkiego bobasa wyrosła na słodkiego przedszkolaka i już dawno przestała wołać na niego tata. Robiła to tylko czasami dla zabawy, bo wiedział, że gdy była całkiem mała to do Marka mówiła jakiś czas tata.
Marek tymczasem dalej prowadził swoje beztroskie życie oparte na klubach i nowych panienkach a pracy poświęcał znacznie mniej czasu i powierzał ją Adamowi i Łukaszowi.  Filia firmy F&D przestała działać a raczej już całkiem przekształciła się w Strefę Mody M&P i mógł razem z Pshemko samodzielnie podejmować decyzje nie zważając na rodzinę.  Otwarcie jej było strzałem w dziesiątkę, bo z czasem jak rozwijała się przynosiła znacznie więcej zysków Markowi niż F&D, które lata świetności miało za sobą i zaczęło podupadać. Strefa Mody natomiast z biegiem lat stała się coraz sławniejsza i poczytna nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. Z tego też powodu jego relacje z Febo zdecydowanie pogorszyły się i ograniczyły do spraw służbowych. Fransecko z żoną i Pauliną nie mogli tego przeboleć, że udało mu się tyle osiągnąć i tylko z Aleksem tak naprawdę utrzymywał kontakty prywatny. Mężczyzna ożenił się z niechętnie widzianą w rodzinie Alicją, miał dziecko i był właścicielem sieci restauracji a z pracy w rodzinnej firmie zrezygnował.
W przeciwieństwie do przyrodniego brata na ustatkowanie w najbliższym czasie przez Marka nie zanosiło się. Głównie ubolewała nad tym jego babcia, bo chciała zobaczyć w końcu szczęśliwego wnuka w małżeństwie i doczekać się prawnuków. Do tego uważała, że sprowadza na złą drogę i wnuczkę. Wioletta, która po zdaniu matury i cudem egzaminów na dziennikarstwo zamieszkała w domu kuzyna i chodziła z nim do klubu, bo chodził tam i Sebastian. Wiary w to, że Olszański zainteresuje się nią ciągle nie porzuciła.   Mężczyzna natomiast, choć kuzynka Marka podobała mu się to miał obawy na związek z nią, dlatego właśnie, że była kuzynką Marka. Dokładnie wiedział, co przyjaciel sądzi o ich związku. Nie chciał też tak całkiem porzucać swojego imprezowego życia. Na wizyty w klubie Wiola namówiła również Ulę. Już dawno zauważyła, że Marek podoba się Uli i uważała, że jedyna możliwość, aby zwrócić ich uwagę na siebie to stanie się takimi samymi jak oni. Na pomysł koleżanki przystała, ale bez przekonania. Makijaż i ubieranie się jak inne dziewczyny z klubu to nie był jej styl a i klub nie podobał się jej. Po kilku takich wypadach stwierdziła jednak, że to nie ma sensu, bo Marek i tak nie zwróci na nią uwagi, to zrezygnowała.  Wolałaby też, aby Marek zauważył ją taką, jaka jest. W planach miała ukończyć studia, kurs z języka niemieckiego, uzyskać z niego certyfikat, wyjechać do Niemiec i tam spróbować zapomnieć o Marku. On tymczasem pomimo tego, że od czasu jak poznał ją minęło pięć lat i po nie twarzowej grzywce, niemodnych okularach i ubiorach nie było śladu to dalej była dla niego tylko Ulką, jaką znał i dziewczyną z zaprzyjaźnionej rodziny. 

**************************************

W czerwcowe wtorkowe popołudnie Ula wracając do domu, po kolejnym dniu stażu w banku, spoglądała z niepokojem w niebo i w nadciągające ciemne chmury od strony Rysiowa. Tam jak myślała przechodziła właśnie burza. Od pięciu lat tak miała, że gdy była burza to przypominała sobie tę burzę, gdy poznała Marka. Zwłaszcza w te czerwcowe i niedziele burze zbierało się jej na wspomnienia. Tak jak przedwczoraj. W domu była sama to wspominała te niedzielne przedpołudnie, gdy Jasiu przyprowadził gościa i który tak wiele zmienił w ich życiu. Teraz znowu wróciła myślami do tego dnia, ale szybko je odgoniła, bo nie chciała kolejny raz zadręczać się swoją niespełnioną miłością i zaczęła planować popołudnie. Rano planowała zająć się ogródkiem i plewieniem, ale po burzy ziemia byłaby zbyt rozmokła to postanowiła posprzątać pokój siostry. 


 W domu zastała tylko swoje rodzeństwo, a ojciec jak dowiedziała się od brata poszedł do sąsiada na partyjkę szachów. Jasiek również wkrótce wyszedł do kolegi i została sama ze siostrą. Dziewczynka obiecała pomóc jej w sprzątaniu, ale najpierw chciała coś dobrego zjeść na podwieczorek. Ula od dawna wiedziała, że dla Betti coś dobrego na podwieczorek to nic innego jak naleśniki z musem truskawkowym albo serem to postanowiła przygotować je dla niej.  Przesiewała właśnie mąkę do miski, gdy rozległo się głośne pukanie do drzwi. Przekonana była, że to sąsiadka to nawet nie zdejmowała fartuszka tylko oprószona mąką poszła otworzyć drzwi. Przed drzwiami zastała jednak Marka.
-Cześć Ula-rzekł przekraczając próg domu. — Sama jesteś-dodał rozglądając się.
-Nie licząc Beatki to tak- odparła. — A dlaczego pytasz?
-Bo mam sprawę - mówił niespokojnie.    Betti musi zostać moją córeczką na jedno popołudnie. To znaczy dobrze by było gdyby nią została.