wtorek, 11 kwietnia 2017

Życie na niby 15



W poprzednich częściach. Marka we firmie odwiedza pani Peres recenzentka mody z Madrytu, która jest też bardzo tradycyjna. Marek, aby zdobyć jej przychylność prosi Ulę, aby Beatka udawała jego córkę, bo Paulina zdążyła poinformować ją, że ma nieślubne dziecko i chciał udowodnić Peres, że ma dobry kontakt z córką. Ula jednak mówi jej prawdę a pomysłowość i zaangażowanie Dobrzańskiego rozbawia ją.  Paulina, która przyleciała z Włoch na wieczór panieński i ślub  kuzynki, również pojawia się we firmie a Marek w końcu wyznaje jej prawdę, że Betti nie jest jego córką. Na sam koniec w Rysiowie nastąpiła awaria wodociągu i Ula z Betką trafiają pod dach Marka. Najpierw idą jednak na lody a tam ktoś robi im zdjęcia. Na sam koniec późnym wieczorem Ula i Marek całują się.
Ewentualnie trzeba wrócić do 2 ostatnich części.

***************************************

Po tym nieoczekiwanym pocałunku rozeszli się do swoich sypialni, ale zasnąć i tak nie potrafili. Marek leżąc na łóżku próbował wytłumaczyć swoje zachowanie i usprawiedliwić się przed sobą.


I po co ci to było? -pytał sam siebie.  Mało masz chętnych panienek do całowania to jeszcze Ulę musiałeś pocałować? Przecież wtedy, gdy przed laty ona pocałowała mnie to obiecałem sobie, że nic nie zrobię, żeby nie dać jej nadziei na coś.  A teraz nie wiem nawet, co mam jej powiedzieć. Ula to moja natura odezwała się przez tą krótką chwilę-zastanawiał się.  Albo to, dlatego że tyle czasu spędziliśmy dzisiaj razem. Ale i wyglądała uroczo w tej piżamie i potarganych włosach-uśmiechnął się lekko na te wspomnienie.  I co ona ma w sobie, że tak ją lubię? Tato opowiadał mi, że z mamą miał to samo. Miała coś w sobie, że to z nią rozmawiało mu się dobrze. A babcia zawsze powtarza mi, że w uwodzeniu jestem kopią ojca. I co za ironia losu- dumał. Tyle kobiet przewinęło się przez ten dom i nigdy jakoś nie rozwodziłem się nad tym a teraz wszystko rozpamiętuję jak nastolatek, który pierwszy raz całował się.  Ale i już dobre pół roku minęło jak nie całowałem się tutaj, a nawet jak z żadną nie byłem w łóżku. Tylko czy to możliwe, że to z długotrwałego braku kobiety pocałowałem Ulę-zastanawiał się.
Faktycznie od czasu jak Wioletta zamieszkała z nim, czyli od czterech lat to znacznie mniej panienek przewinęło się przez jego własne łóżko.  Nawet żadnej nie próbował zaprosić, gdy była, bo wiedział, że czułby się nieswojo wiedząc, że kuzynka śpi dwa pokoje dalej.   Zostawały mu, więc tylko weekendy, gdy Wiola jechała do domu albo, gdy był pewien, że wychodzi na dłużej.  Do hotelu z przypadkowymi dziewczynami z klubu, modelkami czy sekretarkami na godziny chodzić też nie chciał, bo uważał, że jest to nieprzyzwoite i tak nisko upaść nie chciał. Tak samo jak do ich mieszkań, bo mogło wydarzyć się coś nieprzewidzianego a tego chciał uniknąć. Czasami korzystał z mieszkania Sebastiana, gdy ten użyczał mu na parę godzin swoją sypialnię. Z miłosnych uniesień zostawały mu głównie dobre znajome z własnym mieszkaniem, które chciały zabawić się tak jak i on i na nic nie liczyły.
W końcu przed szóstą nie zaznając ani godziny snu wstał z łóżka, wziął prysznic i poszedł pobiegać. W drodze powrotnej wstąpił po świeże bułeczki, twarożek, rzodkiewki i szczypiorek.

Ula również nie mogła usnąć. Z poduszką na uszach przekręcała się z boku na bok i jeszcze długo po pocałunku czuła szybie bicie serca i analizowała wszystko.


Dlaczego mnie to spotkało i musiałam zakochać się w kimś takim jak Marek- zadawała sobie pytanie. Jest przecież tylu innych facetów na świecie, a moimi uczuciami musiał zawładnąć akurat on. I, dlaczego inny mężczyzna nie może wzbudzić we mnie takich uczuć jak Marek i tak wspaniale całować? Szymek, Kamil, Emil a nawet Kondrat do pięt mu nie dorównywali w całowaniu.( Ula spotykała się z nimi w czasie studiów) Nie wspominając o Bartku-na myśl tego ostatniego a pierwszego w jej życiu chłopaka i jedynego jak do tej pory cielesnego, wzdrygnęła się. I życie byłoby dla mnie znacznie łatwiejsze. A tak cierpię i snuję marzenia. Ja i Marek w kinie, ja i Marek na spacerze, ja i Marek na kolacji.  Chociaż dzisiaj jedno z marzeń spełniło się. I gdybyśmy dalej całowali się to chyba nie umiałabym mu się oprzeć. A iść z nim do łóżka to już w ogóle byłoby... .Nawet nie powinnam myśleć o tym-próbowała przywrócić siebie do rozsądku. Nie jestem taka. Ale problem jest w tym, że co innego mówi rozum, a co innego moje ciało. Pragnę go i nic na to nie poradzę. I jest tak od lat. Marzę o księciu i o tym żeby, choć raz przez chwilę, przez dłuższą chwilę -poprawiła się- być dla niego tą najważniejszą kobietą. Ale nie ma, co się oszukiwać Ula, to marzenie ściętej głowy.
Nad ranem, gdy zaczęło świtać a sen nie nadchodził to najciszej jak tylko dało się wymknęła się z pokoju i poszła do salonu po książkę. Czytanie jej jednak nie ukoiło i dalej rozwodziła się nad myślami. Najbardziej bała się poranka i spotkania z Markiem i tego, że odgadnie po jej nerwowym zachowaniu jak bardzo ten pocałunek zrobił wrażenie na niej.

Marek po powrocie z joggingu zajął się śniadaniem. Zrobił dla całej trójki dziewczyn jajecznicę, grzanki i nakroił ser i pomidory. Zaparzył też kawę i herbatę oraz wycisnął sok z pomarańczy dla Beatki. Śniadanie mijało w całkiem przyjemnej atmosferze a o podtrzymanie rozmowy zatroszczyła się Beatka i Wiola. Ula z Markiem natomiast odpowiadali tylko na pytania i coś tam od siebie wtrącali.
-A ty Ula, co taka markotna-zapytała w końcu Wiola. —Nie wyspałaś się, czy co?
- Dokładnie-odparła wysilając się na uśmiech. — Nigdy nie potrafię zasnąć na nowym miejscu. W przeciwieństwie do Beatki.
-Ale jutro niedziela to odeśpisz- odparła Wiola wierząc w jej słowa.
Po śniadaniu Marek odwiózł ich do domu i znowu okazji porozmawiać nie było, bo Beatka wszystkiemu przysłuchiwałaby się. Dopiero w Rysiowie, gdy wypił już z Cieplakiem kawę i gdy Ula odprowadziła go do samochodu była okazja coś powiedzieć.
-Gniewasz się? -zapytał w końcu.
-Lepiej byłoby gdybyś tego nie robił-odparła nie patrząc na niego.
-To jednak gniewasz się- stwierdził posępnie.
-Nie wiem. To znaczy zaskoczyłeś mnie i nawet nie dałeś pomyśleć.
-To się już nie powtórzy- obiecał, ale Ula pomyślała, że w ogóle nie chce takiego zapewnienia. Bądź, co bądź pocałunek sprawił jej przyjemność. — I przepraszam. Chciałbym tylko, żeby to nie zaważyło to na naszej znajomości.
-Nie zaważy-obiecała, choć pewna do końca tego nie była. —Miłego weekendu Marek- dodała wysilając się na uśmiech i postanawiając pożegnać go szybko i  nie pytając o powody pocałunku.
-Nawzajem Ula-odparł tylko i odjechał.
Weekend Uli dłużył się jak nigdy dotąd i ciągle targały nią rozterki.  Raz była szczęśliwa a za chwilę przygnębiona. Raz rozpamiętywała pocałunek a za chwilę z całej siły chciała zapomnieć o nim. Raz dziękowała, a za niego chwilę przeklinała. Raz kochała, a za chwilę nienawidziła Marka.
Marek tymczasem sobotni wieczór spędził w klubie z przyjacielem. Sebastianowi o zajściu nie powiedział, chociaż do tej pory mówili sobie niemal wszystko. Znał go i wiedział, że może źle to przyjąć. A sam dalej nie wiedział, co nim kierowało, że pocałował Ule. Ale i cieszył się, że Ula nie spytała o powody, bo nie wiedziałby, co powiedzieć.

Poniedziałek dobrze nie rozpoczął się. Sebastian tak jak kiedyś przed laty wpadł do jego biura wymachując gazetą.
-Zobacz Marek- rzekł rzucając mu kolorowe pismo pt. „Z buciorami u sław”. — Wyszarpałem je dziewczynom w bufecie.
-Marek Dobrzański na lodach z tajemniczą kobietą i dzieckiem – przeczytał jeden z nagłówków. Czytałeś? –zapytał szukając odpowiedniej strony i artykułu.
-No-odparł krótko Olszański.
-To, co w nim jest, bo nawet nie chce mi się tego czytać -rzekł spoglądając z niesmakiem na artykuł na pół strony i na dwa zdjęcia, z czego jedno było z przed jego domu.
-Że przed laty już widziano cię z mniej więcej rocznym dzieckiem i że widać było, że łączy was zażyłość. A później to już w stronę Ulki poszło i została twoją dziewczyną- rzekł na koniec irracjonalnie.
-Jak to dziewczyną?- pytał z niedowierzaniem.
-Sam przeczytaj-odparł pokazując mu konkretny fragment.
Od dawna wiadomo, że młody biznesmen zmienia kobiety jak rękawiczki. Jednak do tej pory były to zazwyczaj znane i urodziwe celebrytki a ostatnio widywany był u boku mniej urodziwej kobiety. Z ich zachowania można było jednak wywnioskować, że spotkanie sprawia im radość. Oboje byli uśmiechnięci i wpatrzeni w siebie.  Całej sprawie pikanterii dodaje też to, że po wizycie w lodziarni poszli we trójkę na wspólne zakupy a później pojechali do domu Dobrzańskiego. To czy Marek Dobrzański i nieznajoma są parą to wkrótce okaże się. Na razie możemy tylko przypuszczać, że coś ich łączy i nie są to sprawy służbowe.
-Założę się, że to sprawka Pauliny- stwierdził, gdy skończył czytać. —W takie zbiegi okoliczności nie wierzę. Zawsze te z Buciorami u sław wchodzi mi w drogę. Poprzednim razem było tak samo. To oni sprawę z Beatką rozdmuchali a później chcieli moją pierwszą kolekcję pogrążyć jeszcze przed premierą. Muszę dowiedzieć się czy ona albo wujek nie mają tam jakiegoś znajomego.  Pojutrze przylatuje do mnie Aleks z rodziną to go spytam.
- I zawsze Wiola może załatwi ci artykuł w swojej gazecie – zasugerował Sebastian. Sprostujesz wszystko po swojemu.
-Nie Seba-mówił kręcąc głową. Tylko winny tłumaczy się, jak to mówią.  Za pierwszym razem sprawa ucichła to i teraz może tak będzie. Bardziej boję się reakcji Uli.
-Szczęśliwa nie będzie- odparł Olszański. — Ale na szczęście, że w sobotę był ślub roku i wszyscy paparazzi na tym skupili się a nie na tobie-znalazł coś i optymistycznego w całej sprawie. —Równie dobrze mogli do rana siedzieć przed twoim domem i dotrzeć pod dom Uli.
- Fakt-stwierdził bezspornie. Tylko w Rysiowie ich brakowało. Muszę zadzwonić do Uli i uprzedzić ją zanim ktoś jej powie –dodał wybierając numer jej, ale telefon miała wyłączony.
Chwilę później zadzwoniła pani Peres i sprawa artykułu zeszła na drugi plan. Kobieta podjęła już decyzję i to z Strefą Mody M&P nawiąże współpracę na rok. Oprócz tego, że projekty Pshemka przypadły jej do gustu to duży wpływ na to miała rozmowa z Ulą i zaangażowanie Marka na poprawienie swojego prywatnego wizerunku. Obiecała pojawić się też we Warszawie na podpisanie umowy już w sobotę i liczyła na spotkanie z Ulą i jej tłumaczenie.
Do Uli Marek postanowił już nie dzwonić tylko pójść do banku gdzie miała staż i porozmawiać na temat obu spraw. Ula oczywiście po włączeniu telefonu dostała wiadomość o nieodebranym telefonie, ale na razie oddzwaniać nie chciała, bo i na rozmowę z Markiem nie miała ochoty. Jednak po jego przyjściu do banku i nie chcąc robić zamieszania zgodziła się na wypicie kawy w bufecie.
-To, co sprowadza cię do mnie-zapytała, gdy usiedli i zamówili kawę i sernik.
-Dwie sprawy Ula. Dobra i taka, która nie spodoba ci się. Od której mam zacząć?
-Od drugiej-zadecydowała.
-Proszę przeczytaj sobie i pooglądaj-rzekł podając jej gazetę.
-To ja i Beatka-rzekła spoglądając na zdjęcie i chociaż było mało ostre i z daleka to twarze można było poznać.  Teraz rozumiem też, dlaczego przyglądały mi się dziewczyny z działu kredytów-dodała. —Co znowu Beatka?- spytała po chwili przelotnie spoglądając na Marka.
-Nie tylko ona-mruknął. —Dalej poczytaj.
- Mniej urodziwej, jesteśmy parą, widywana byłam z tobą?- mówiła z niedowierzaniem. —  Ciekawa jestem gdzie nas widywali?
-Nie wiem Ula-rzekł wzruszając ramionami. —Może chodziło im o te spotkania we fundacji mamy przed dniem dziecka.  Wtedy spędziliśmy trochę czasu ze sobą.
O tym, że to najprawdopodobniej zemsta Pauliny nie zamierzał jej na razie mówić, bo przypuszczał jak zareagowałaby i że robiłaby mu wyrzuty w stylu , a nie mówiłam.
-Ale sami rzadko byliśmy-odparła. — I musisz to jakoś poodkręcać i załatwić obie sprawy.
-Ula jedno i drugie poszło w świat i nic się na to nie poradzi- tłumaczył zasadnie.  —W takich sytuacjach najlepsze jest przeczekanie.  Popiszą trochę, powęszą i przestaną. Tak jak było poprzednio z Beatką.  A za jakiś czas jakaś Basia czy Kasia zajdzie w ciążę albo ktoś zaręczy się i sprawy same ucichną.
 -No nie wiem Marek- mówiła bez przekonania. — Ty jesteś do tego przyzwyczajony, ale nie ja a tym bardziej Betti.  A ta druga sprawa?- zapytała zmieniając temat.
- Pani Peres odezwała się i chce współpracować z nami.
-To gratuluję- rzekła szczerze.
- Dzięki Ula. A zgodziła się między innymi dzięki tobie i tym, co jej powiedziałaś.  Przylatuje w sobotę podpisać umowę i gdybyś mogła zostać naszą tłumaczką to byłbym wdzięczny-mówił i spoglądał na nią błagająco.— Sama o to poprosiła.
-Czemu nie mogę zostać- odparła błaho.
-Dzięki Ula.
- Nie ma, za co-odparła kurtuazyjnie.  — Chętnie pomogę, bo to bardzo miła kobieta. Ale teraz muszę wracać już-dodała spoglądając na zegarek i wstając od stolika.  Kwadrans minął. Daj mi tylko znać prędzej, o której mam być to przyjadę.
-Ok. -odparł również wstając. —I dzięki, że poświęciłaś mi trochę czasu.
-Drobnostka-rzekła tuż przy wyjściu. — I cześć.
-Cześć-odparł i skręcił w przeciwną stronę.
Po rozstaniu się Ula pomyślała sobie, że może da radę spotykać się z Markiem.  Zwłaszcza, gdy nie będą sami. Tego też postanowiła się trzymać. Unikać sytuacji bycia sam na sam z Markiem.

Zanim jednak pani Peres pojawiła się we Warszawie to miały miejsce inne wydarzenia.
Tak jak było to  do przewidzenia artykuł bez echa nie przeszedł i nawet w Rysiowie było to temat numer jeden do rozmów sąsiadów i reszty mieszkańców. Życzliwi sąsiedzi, zanim Ula zdążyła dojechać do domu, zdążyli donieść też Cieplakowi o artykule. W to, że Beatka jakoby miała być dzieckiem Marka to było oczywiste, że nikt nie uwierzył, ale w to, że Ulę coś łączy z Dobrzańskim to już tak. Niektórzy nawet zazdrościli, bo już widzieli ją, jako panią Dobrzańską a inni tylko dopytywali czy to prawda. Inne gazety i portale Internetowe efektem domina również sprawą zainteresowały się i lawina domysłów została uruchomiona.


Marek miał za to okazję spotkać się z rodziną Febo. Już w środę w jego domu pojawił się Aleks z żoną Alicją i córeczką i była to wizyta wyczekiwana, bo oprócz uczestniczenia w weselu kuzynki Aleksa mieli zostać u niego na tydzień. Aleks bez problemu dowiedział się też od znajomych swoich i Pauliny o koledze z gimnazjum Pauli a obecnie dziennikarzu mało ambitnego, ale popularnego czasopisma Z buciorami u sław. Mały fortel ze strony Febo spowodował, że ów dziennikarz przyznał się do tego, że ma kontakt z jego siostrą.  Okazało się też, że od lat redaktorem naczelnym pisma jest jego ojciec.
W czwartek natomiast dojechała reszta rodziny, czyli wujek z ciotką.  Marek ochoty spotykać się z nimi nie miał, ale wujek nalegał i wiedział też, że prędzej czy później będzie musiał przez to przejść i wysłuchać jak to zachował się bezczelnie i kpił z nich. Kolacja z Febo w jego domu tak jak przypuszczał do miłych nie należała i jeszcze przed podaniem jej, przez Aleksa i Alicję, miała miejsce. (Aleks teraz prowadzi restauracje i sam gotuje)


-W głowie się nie mieści, że ty tak dobrze wychowany mogłeś tak postąpić-mówił wzburzony Febo senior.
- A mi w to, co zrobiła Paulina –odparł równie poirytowany. —Zemściła się nie tylko na mnie, ale na Uli i Beatce, a one z tym nic wspólnego nie miały.  Zwłaszcza  Beatkę powinna zostawić, bo to dziecko.
- Wybacz Marek, ale mówimy o dwóch różnych rzeczach-wtrąciła ciotka. Co innego kpić z nas a co innego jej kalumnie. A ta dziewczynka też swoje zrobiła.
-Ciociu- mówił cedząc słowa. —Paulina od pierwszej chwili jak tylko zobaczyła ją na moich rękach to miała do niej jakąś awersję.
-A, co?- pytała lekceważąco Febo. — Może miała skakać z radości?
-Nie, ale mogła dać mi wytłumaczyć-odparł.  —A tak, gdy tylko Beatka była wspomniana przez Paulinę to zawsze z niechęcią.  Skoro, więc ona była dla niej kimś nieważnym to ja nie miałem powodu wyprowadzać jej z błędu.  
- I to był ten powód do okłamywania nas? -odezwał się ponownie wujek. —To jest niedorzeczne Marek.
-A jej brudne gierki i nasyłanie na mnie dziennikarzy jest podłością wuju- odparł trochę bezczelnie. — Ona jak mało, kto umie dopiec i zemścić się.
-Paulina ciągle czuje się zraniona –zaczęła usprawiedliwiać córkę Agnieszka Febo. —Miała plany i może teraz bylibyście małżeństwem.
-Ale całe szczęście nie jesteśmy- mruknął z ulgą. —Z jej charakterem to dobre dla nas nie byłoby. Chciał też powiedzieć, że pewnie gdyby została nią i miałbym nieślubne  dziecko to życzliwości od niej nie zyskałoby, ale na swoje szczęście pohamował się.
-Marek przesadzasz- upomniała go ostro ciotka. —Paulinka nie powinna robić na ciebie nagonki, ale ty nie powinieneś posądzać jej o najgorsze.
-Nie powinienem-przyznał się sam, że za dużo powiedział i żeby kłótni nie wszczynać. —Ale wystarczająco już dużo namieszała mi w życiu.
-To, co możemy siadać do stołu-przerwał rozmowę Aleks. —Wszystko już podane. Marek mówiłeś już ojcu o współpracy z Peres-zmienił też gładko temat. —Ta współpraca i dla F&D może opłacić się, jeśli dobrze przeprowadzi się ją.

W sobotę Ula z samego rana pojechała do Warszawy na spotkanie z Markiem, panią Peres i jej asystentem Martinem.  Sprawy związane ze współpracą przebiegły szybko i na koniec rozmów obie strony były zadowolone z umowy. Ula zaoferowała się też być tłumaczką na przyszłość.
-To, co Ula może pójdziesz z nami na obiad-zaproponował Marek, gdy pani Peres wyszła odświeżyć się. —Zamówiłem stolik na cztery osoby.
-No nie wiem, czy to dobry pomysł-wahała się. —Ktoś znowu może nas zobaczyć.
-Ale oprócz nas będzie pani Peres i Martin-argumentował. —Będzie to wyglądać na typowy lunch biznesowy.
-Tylko, że ludzie widzą to, co chcą widzieć albo to, za co im płacą-stwierdziła filozoficznie.
- Zawsze możemy pobić ich własną bronią- zasugerował dyskretnie i figlarnie. —Parę razy zobaczą nas razem, nacieszą się i znudzi im się.
- Marek, jeśli sugerujesz mi abym udawała twoją dziewczynę to mówię nie– zaprotestowała ostro nie odgadując tego, że było to powiedziane z żartu. — Nie jestem i nie zamierzam zostawać twoją dziewczyną. I może zamiast wymyślać kolejne idiotyczne pomysły to żonę sobie znajdź. Przynajmniej dziennikarze nie będą snuć domysłów.
-Ula nie prosiłem cię o radę tylko o przysługę-wytknął.
- Latka lecą Marek-kontynuowała nie zważając na jego odpowiedź. —Trzydziestka ci niedługo stuknie.
- Do małżeństwa to ja się nie nadaję-oznajmił jej wyraziście. —Żona, dzieci nie są mi potrzebne. Lubię swoje życie bez obowiązków rodzicielskich.
-To, po co ci dwie firmy skoro nie planujesz potomstwa i nie będzie, komu przekazać ich-pytała lekceważąco głównie ze względu na jego poglądy. —Nie mówiąc o przedłużeniu rodu Dobrzańskich.
-Na razie nie planuje-odparł z uwydatnieniem. A później zobaczymy. Mam czas Ula.
Dalej niedane im było toczyć rozmowy, bo pani Peres wróciła i mogli wyjść do restauracji.
Obiad przebiegał w miłej atmosferze i bez niespodzianek. Ula z Peres rozmawiały na tematy babskie i trochę o samej Uli, a Marek z Martinem na temat sportu i samochodów. Marek raz po raz wyłapywał coś z rozmowy kobiet albo Ula sama coś mu tłumaczyła. Dowiedział się między innymi tego, że z końcem lipca kończy się Uli staż w banku i że nie ma szans na zatrudnienie i rozsyła już CV po firmach.
 Po obiedzie goście z Hiszpanii pojechali do hotelu, Marek wrócił do firmy a Ula poszła w stronę przystanku. W drodze do domu zastanawiała się, kiedy znowu zobaczy się z Markiem i miała cichą nadzieję, że nie prędko. Ale myliła się, bo Marek w Rysiowie zjawił się niezapowiedziany dzień później.
-Proszę Ula –rzekł podając jej jedną z wizytówek. Dec & Lange- przeczytała Ula. — Markę to pewnie znasz a pan Leszek Dec jest jednym z moim dostawców dodatków. Zresztą jeszcze mój ojciec współpracował z nimi.
-Tak wiem, czym zajmują się-odparła. —Buty, torebki i inne wyroby skórzane. A pani Renia ( obecna prezes fundacji matki Marka) to jego żona.
-Dokładnie-przytaknął.  Wieloletnia sekretarka pana Deca odchodzi właśnie na emeryturę i potrzebuje kogoś kompetentnego i pomyślałem o tobie.
-Ale nie potrzebuje protekcji-zaprotestowała.
-Tak właśnie myślałem, że będziesz marudzić- westchnął. —Ula-zaczął przekonywać.  Pan Leszek sam mnie pytał, czy nie znam jakiejś odpowiedniej osoby do sekretariatu i zarazem do małej pomocy jemu samemu. Kogoś młodego i ambitnego.  I nie myśl o tym w kategorii protekcji.
 -Córeczko Marek ma rację-poparł Cieplak Marka. —To nie protekcja. To przysługa. Teraz bez tego trudno znaleźć pracę.
-Ja sam chętnie zatrudniłbym cię u siebie, ale właśnie wtedy zaczęłoby się gadanie-przekonywał. —Chociaż spróbuj.
-Ok. Spróbuję-odparła ugodowo.

Praca w Dec & Lange szybko Ulę wciągnęła. Pan Dec był w wieku jej ojca i traktował jak córkę. Ale i uczył.  Nie wiedziała tylko, że jego firma i Strefa Mody M&P aż tak ściśle współpracują i kontakty z Markiem będzie mieć o wiele częstsze niż poprzednio. Pan Leszek z racji, że wiedział, że się znają to ją z jakimikolwiek papierami wysyłał do Dobrzańskiego. W połowie sierpnia ich współpraca zawęziła się jeszcze bardziej, bo pan Dec z żoną wyjechali na wczasy i to na Uli i głównym księgowym firmy Dec &Lange spoczęła odpowiedzialność za firmę. Oprócz pracy służbowej Ula i Marek zajęli się też fundacją. Pani Renia zostawiła im wytyczne i realizowali je krok po kroku. Praca z Ulą zadziwiła go, była przyjemnością i szła sprawnie, bo nigdy nie trzeba było powtarzać niczego dwa razy. W przeciwieństwie do jego własnych sekretarek. To, że jest bystra to wiedział zawsze, ale nie myślał, że aż tak.
W jeden wieczór ostatnich dni sierpnia znowu mieli okazję razem pracować i szukać sponsorów na wyprawki szkolne, a na miejsce pracy wybrali dom Marka. Mała nieuwaga spowodowała, że jedna z teczek spadła na podłogę a po teczkę schylili się razem i przez krótką chwilę ich dłonie złączyły się. Gdy już oboje wstali to Marek nieoczekiwanie pogładził ją po policzku i jakby chciał powiedzieć coś, ale zamiast tego przysunął się jeszcze bardziej. 


-Jesteś taka... - rzekł tylko a jego usta były zdecydowanie za blisko.
Ula wiedziała, że jeśli teraz spojrzy na niego to stanie się to, o czym marzyła od prawie dwóch miesięcy. I nie myliła się, bo jak tylko uniosła wzrok Marek delikatnie i bez pośpiechu pocałował ją. Z rozkoszy lekko westchnęła oblizała wargi po pocałunku a jego usta wróciły do jej ust. Tym razem pocałunek był znacznie dłuższy i namiętny i tak jak za pierwszym razem, gdy całowali się ogarnęło ją cudowne uczucie. Instynktownie i aby dać mu znak, że ma nie przerywać to objęła go za szyję. Jej intencje odczytał szybko, bo chwilę później delikatnie położył na biurku i błądził ustami po jej twarzy, docierając także do zagłębienia szyi i dekoltu. Było to zniewalające i przyprawiało ją o coraz większe rozkosze. W ramionach Marka czuła się bezradna i szczęśliwa. Zastanawiała się też czy jak zaprotestuje Marek puści ją, ale fakt był taki, że nie potrafiła zaprotestować, bo usta i pieszczoty Marka były wspaniałe.
-Ula, Marek. Gdzie jesteście?-usłyszeli nagle głos Wioletty. —Wróciłam już z zakupów.
-W gabinecie-odparł Marek z ociąganiem.
Zanim Kubasińska doszła do nich to Ula zdążyła usiąść na kanapie i zająć się piciem soku, a Marek siedział za biurkiem z nosem w ekranie laptopa.
 
CDN PO MINI

Tak tradycyjnie. Jeśli są błędy to przepraszam, ale spieszę się, żeby zdążyć napisać całość zanim całkiem nie stanę się ociężała.

środa, 5 kwietnia 2017

Winda 3/3



Przez kolejny tydzień we Warszawie odbywały się Targi Mody „Jesień –zima 2010” i to praca zdominowała życie Uli i Marka. Rano wpadali do firmy a w południe jechali do Łazienek i spędzali tam czas do wieczora.  Czasami jechali jeszcze na kolacje a później Marek odwoził Ulę do domu.  Miał też okazję poznać rodzinę Uli. Cała trójka bardzo go polubiła i nawet Beatka, która przy obcych czuła się nieswojo tym razem rozmawiała z nim wesoło już pierwszego dnia tuż po poznaniu. Cieplak, jak to ojciec dopatrywał się też czegoś więcej, ale Ula szybko wyprowadziła go z tych marzeń.  Sama natomiast cieszyła się, że tyle czasu spędzają razem. Oprócz tego, że pracowali to dużo ze sobą rozmawiali, śmiali się i żartowali. Jedyny mankamentem było to, że ciągle oglądał się za hostessami i co z niektórymi zawierał znajomości.

 Tydzień mody w końcu minął i Wioletta stwierdziła, że pora na powrót zająć się swataniem. Ula, co prawda przez ten czas wszystko przemyślała i doszła do wniosku, że to nie ma sensu, bo Marek uwagi na nią nie zwróci, bo bardziej traktuje jak przyjaciółkę niż kobietę, którą mógłby zainteresować się, ale wbrew temu Kubasińska postanowiła działać. Urodziny Marka, które przypadały na początek października miały być dobrą okazją, jak myślała na rozpoczęcie tego czegoś.  
 Jedną z sal klub 69 Marek już prędzej zarezerwował i zaprosił rodziców, dalszych krewnych, swoich znajomych i pracowników firmy. W sumie około stu osób.  Oprócz urodzin chciał również uczcić rozstanie z Pauliną. Febo miała oświadczyny z rozmachem, zaręczyny miały być jeszcze bardziej huczne to on postanowił powetować sobie i zorganizować mniej huczne rozstanie. Ze względu, że było to dość nieetyczne to prawie nikt nie wiedział o tym drugim powodzie świętowania. Imprezę połączył też z celem charytatywnym i goście w ramach prezentu, a co w większości okazałoby się alkoholem, to mieli przynosić wyprawki szkolne i zabawki, a które miały być przekazane fundacji jego mamy.   
-Zobacz Seba- rzekła Wiola pokazując tańczącą parę. —Ewelina klei się do Marka jak jakaś guma saudyjska. —Prędzej płaszczyła się przed panią Heleną. Przyszła, gdy razem z Ulą pomagałyśmy jej zapakować zabawki do samochodu. Może pomóc pani, pani Heleno z tymi zeszytami i piórnikami- zaimprowizowała głos dziewczyny. —Jeszcze dobrze pamięć nie zanikła po Paulinie a już chce zająć miejsce kuzynki- kontynuowała wzburzonym tonem. —A pasuje do niego jak wóz do karety.
-No-odparł krótko Olszański. —A tam w kącie Emil ma coś do Uli-dodał pokazując jak chłopak wyraźnie zaczepiał Ulę a ona sobie tego nie życzyła.
-Ja wam się pokleję- mruknęła do siebie Kubasińska idąc w stronę parkietu i brutalnie przerywając taniec Markowi i Ewelinie nowej a zarazem starej modelce F&D. —Ty sobie tu spokojnie tańczysz a tam Ula jest napastowana przez jakiegoś Emila-dodała wskazując odpowiedni kierunek. —To podobno twój kolega.
Markowi dwa razy nie trzeba było powtarzać, bo zostawił na środku parkietu Ewelinę i poszedł na ratunek Uli.
-Ula chodź zatańczymy-zagadnął wciskając się między Ulę a Emila. Nie czekając nawet na jej zgodę pociągnął w stronę parkietu.


-Dzięki Marek. Miałam go dość. Facet nie rozumie, co to znaczy nie. Mówię mu, że nie umówię się z nim, a on swoje.
-Nie ma sprawy Ula.  A z Emilem później porozmawiam-dodał obejmując w pasie i biorąc za jedną rękę. Melodia była cicha i nastrojowa to można było porozmawiać chwilę.
-Ewelina na ciebie czeka-rzekła, choć w ogóle nie chciała tego mówić.
Ona podobnie jak Wioletta zauważyła ich taniec i zastanawiała się, co ich łączy albo łączyło w przeszłości, bo dziewczyna dopiero trzy dni temu wróciła z kontraktu. Wiedziała tylko to, że kuzynka Pauliny i Aleksa w drugim pokoleniu. Ich babcia i dziadek Eweliny byli rodzeństwem i przyprowadzili ją któregoś dnia.  Później wyjechała na rok do Madrytu, ale kontrakt skończył się jej i wróciła na stare śmieci.
-Niech czeka- odparł tymczasem Marek. —Jest dość nachalna i wolę trzymać się od niej z daleka. Jeszcze przed wyjazdem do Madrytu próbowała mnie poderwać i nie wiem, czy sama chciała zrobić takie świństwo kuzynce, czy miała być tą testerką wierności. Chociaż w to ostatnie trudno uwierzyć, bo wiadomo jak żyję. Bądź, co bądź Ula nie byłem, nie jestem i nie będę nią zainteresowany.
-I, kto to mówi-zakpiła.  —Pierwszy Casanova Warszawy.
-Ula bez takich uszczypliwych uwag-odgryzł się. —To są moje urodziny.
-Bardzo przyjemna impreza- zmieniła, więc temat.
-Dzięki. Paulina, kiedyś tam w planach miała połączyć urodziny i zaręczyny w jedną uroczystość, ale szybko wybiłem jej to z głowy. Już to widzę pięćset osób a znam tyko garstkę. A teraz nie stać ją było nawet na telefon z życzeniami. Ula gdyby wszystkie kobiety były takie ja ty to życie byłoby piękniejsze i znośniejsze-nieoczekiwanie rzucił komplementem.
-To znaczy, jakie?- zapytała, bo Marek nie raczył powiedzieć.
-Mądre, dowcipne, dobre.  Takie, z którymi można było pogadać.
-To może ożenisz się z nią-zagadnął tańczący obok mężczyzna a Uli przypomniało się, że widziała go wtedy w mieszkaniu, gdy omyłkowo trafiła pod zły adres.
-Tylko, żeby Ulka mnie, takiego typka zechciała-stwierdził z szelmowskim uśmiechem.
-A pytałeś ją-odparł mężczyzna.
Są pytania, na które nie ma odpowiedzi i takie, na które nie chce odpowiadać się a teraz padło pytanie, które oba te zagadnienia wiązało. W dodatku oboje mężczyźni i tańcząca brunetka z kolegą Marka spojrzeli na nią.
-Słodkie dranie zawsze mają największe wzięcie- odparła wysilając się na swobodę.
-Moja mama ma odmienne zdanie-rzekł sugestywnie. — Ciągle zastanawia się gdzie znajdę taką, która zechciałaby mnie.
-Zawsze możesz wrócić do Pauliny-odparła błaho. —Ona chciała. Nawet bardzo.
-Nie, nie-zaprotestował z miejsca. —Ona to zamknięty rozdział raz na zawsze. I nic więcej oprócz pracy z rodziną Febo nie będzie mnie łączyć. Nawet tą dalszą-dodał spoglądając wymownie w stronę Eweliny.
-Były jeszcze inne-kontynuowała tymczasem Ula.
- Inne też nie- zapewniał.  —Ich też nie kochałem.
-Trudno będzie ci dogodzić –mruknęła pod nosem.  —A tak właściwie jak ty w ogóle wyobrażasz sobie miłość? Ty, który nie wierzysz w nią.
-Jeśli pojawi się jakaś kobieta, przy której nie będę myślał o innych i nie będę zdradzał jej nawet w myślach to znaczy, że zakochałem się i kocham-rzekł logicznie.
Całkiem sensowne-pomyślała, bo właśnie przez to przechodziła. —My kobiety mówimy jeszcze o motylkach w brzuchu, szybkim biciu serca i drżeniu, gdy miłość naszego życia jest w pobliżu-odparła już nie w myślach.
-A jest w twoim życiu jakiś motylek?- znowu zadał pytanie z dziedziny, z której nie chciałoby się usłyszeć. —Pytam, bo nigdy nie słyszałem, żebyś rozmawiała na ten temat z Wiolą a koleżanki mają to do siebie, że plotkują na temat swoich facetów.
-To, że teraz nie ma nie oznacza, że nie było ich- starała się mówić jak najbardziej swobodnie. —Byli różni, którzy podobali mi się i tacy, którzy byli zainteresowani mną.
-Rozumiem-odparł, ale z tonu i wyrazu twarzy było można wywnioskować, że nie wierzy jej, a mówiła prawdę. — I szkoda, bo myślałem, że byłem pierwszy, który całował cię.
-Nie pochlebiaj sobie-odparł antypatycznie.
Miała w swoim życiu parę randek i chłopaków, chociaż do żadnego z nich nie poczuła wystarczająco dużych motylków, aby było coś więcej niż pocałunki. I oczywiście nikt mu nie dorównał w całowaniu. Przez myśl przebiegło jej też to, żeby jakiegoś kolegę poprosić, aby poudawał zainteresowanie nią i udowodnić Markowi, że to nie jest tak, że uwagi mężczyzn nie przyciąga. Myśl tą jednak szybko odpuściła sobie nie wiedząc nawet, jak później okazało, że była bardzo trafiona. Ku uldze Uli piosenka skończyła się a didżej zapowiedział przerwę. Do końca urodzin też tematów damsko-męskich nie podejmowali i jeśli już rozmawiali to zawsze w większym gronie.

Październik mijał im pod znakiem przypadkowych i tych aranżowanych głównie przez Wiolettę wyjść. Były wspólne wyjścia na obiad, po raz drugi do kina, wypad do klubu, zakupy, spacery. Czasami z takich spotkać Wiola wychodziła z Sebastianem prędzej, spóźniała się albo w ogóle nie przychodziła. Mówiła też dużo o zaletach Uli i chwaliła za wszystko, co się dało. Marek, pomimo tego, że był inteligentny to żadnego podstępu nie zauważył i chętnie wychodził z Ulą, bo lubił spędzać z nią czas. Po trzech tygodniach, choć Wioletta dwoiła się i troiła to Ula i Marek dalej byli na etapie szefa i asystentka i nic nie wskazywało na jakieś radykalne zmiany między nimi, a i Ula patrzyła na to coraz bardziej sceptycznie.  
Za to w życiu Wioli sporo zmieniło się, bo została asystentką Kamili Cichosz specjalistki od PR-u. Kobieta miała jakieś pięćdziesiąt lat i była podobnie ekscentryczna jak mistrz Pshemko i zwariowana jak Wioletta. We firmie szybko odnalazła się i jakimś szczęśliwym trafem dla Uli i Marka najlepiej dogadywała się z Wiolettą, która po dwóch tygodniach została jej asystentką. Kubasińska, bowiem marzeń o PR nie porzuciła.  Musiała spełnić tylko jeden warunek i rozpocząć studia. To jednak w żaden sposób nie zatrzymało ją w spełnieniu marzeń i dostała się na rozpoczęty już rok. Miejsce Wioletty natomiast zajęła Karolina piękna brunetka o powabnych kształtach, ale jakimiś niezrozumiałymi dla Marka okolicznościami nie potrafiła zainteresować go, choć sam zatrudnił ją w wiadomym celu.  Była niewiele mądrzejsza od Wioli i wolał, żeby to Ula przychodziła z papierami. Długo też nie popracowała we firmie, bo tylko niespełna  miesiąc. Marek sam zwolnił ją, bo zaczęła denerwować go a powód znalazł się szybko.  Miała tendencję spóźniania się przynajmniej o półgodziny i podobnie jak Wioletta do przeglądania wyprzedaży z ubiorami w Internecie. Wiola natomiast, aby oczyścić pole dla Uli to przekonała Marka, że kolejna sekretarka nie jest im potrzebna, bo bardziej Uli przeszkadza niż pomaga i wie to z własnego doświadczenia.  Z dziewczynami z klubu Marek miał podobny problem jak z Karoliną, bo nie umiały go zainteresować tak jak kiedyś. Brakował im ciętych odpowiedz, a jakie miała Ula na zawołane. Do klubu zaczął też chodzić rzadziej, bo Sebastian piątki a i niekiedy całe weekendy poświęcał Wioli a samemu nie było już to. Nawet Mikołaj i inni koledzy zaczęli być nudni. On potrzebował Uli albo Sebastiana do towarzystwa. Na jego rozterki Olszański doradzał mu, żeby poszedł za powiedzeniem nowe stanowisko nowa kobieta i znalazłby sobie kogoś, kto umilałaby mu wieczory. Tylko, że on chciałby żeby Ula umilała je a nawet zamieszka z nim w sensie przyjacielskim, ale nie mógł jej tego zaproponować. Weekendowe wieczory spędzał, więc najczęściej z rodzicami.  Od tej pamiętnej i szczerej rozmowy miał znacznie lepsze relacje z nimi i częstsze kontakty. Wpadał do nich niemal codziennie i opowiadał ojcu, co we firmie, grał w szachy a i z mamą znalazł temat do rozmowy i spędzania czasu. Rodzice z takiego obrotu sprawy byli jak najbardziej zadowoleni, bo nawet za czasów, gdy był z Pauliną to tak często nie odwiedzał ich i teraz cieszyli się, że odzyskali syna.

Tuż po jedenastym listopada Ula i Marek wybrali się w pierwszą trzydniową służbową podróż. Dla Wioletty miał to być przełomowy moment w ich znajomości.
-Wiola ja nie jadę z Markiem tylko ze szefem do pracy-tłumaczyła po raz kolejny koleżance, że to wyjazd służbowy a nie prywatny i to nie jest okazja do przechodzenia na następny etap. —Ponad miesiące razem wychodzimy we czwórkę albo osobno i nic z tego nie wychodzi, bo dalej jesteśmy przyjaciółmi.   A teraz będziemy przez trzy dni zawierać umowy z ajentami butików a nie coś przechodzić.
-Niejedna chciałaby jechać z szefem do pracy- Wiola dalej nie ustępowała. Pozałatwiacie, co macie pozałatwiać a później, kto wie co może się zdarzyć. Jest listopad długie wieczory. Ula trzy dni i dwie noce to są-dodała podkreślając słowa noce.
-Wiola nic się nie zdarzy i nie fantazjuj- rzeka tracąc do niej cierpliwość.
-Przecież jesteście stworzeni do siebie-mówiła pełnią optymizmu. —Pasujecie do siebie jak te dwie krople deszczu na szybie.
-I rozmywamy się w dwie strony-mruknęła w odpowiedzi Ula. —Tak czy siak Wiola od środy do piątku będziesz mnie zastępować a Marka pan Krzysztof. Zrozumiałaś?
-A, co miałam nie zrozumieć-wzruszyła ramionami.Ty tam a ja tu.

Z Markiem odwiedzili zachodnią Polskę. Poznań, Wrocław i Opole. Wyjechali rano w środę i pojechali do pierwszego celu, czyli Poznania przenocowali tam i rano udali się do Wrocławia znowu przenocowali i rano skierowali się na ostatni przystanek, czyli do Opola. W planach mieli powrót do Warszawy jeszcze tego samego dnia, ale droga była długa a pogoda nie najlepsza to postanowili przenocować i dopiero rano w sobotę wrócić do Warszawy.
Sprawy służbowe starali się załatwiać jak najszybciej, aby popołudnia i wieczory mieć wolne.  Rano jedli wspólnie śniadanie, później służbowy lunch i kolacja znowu była we dwoje.  Ze względu na to, że szybko robiło się ciemno na dworze, to popołudnia spędzali w ten sposób, żeby światło dzienne nie było potrzebne. W Poznaniu poszli do muzeum, we Wrocławiu do palmiarnia a w Opolu największą atrakcją była przeszklona winda wiodąca do restauracji hotelowej na ostatnim piętrze. Ula już nieraz jechała z Markiem windą od czasu tego pocałunku, ale była to zawsze zwykła winda i zazwyczaj stali na przeciw siebie w bezpiecznej odległości a teraz Marek stał tuz za nią i czuła nawet jego oddech na szyi. Miała też dziwne wrażenie, że przez chwilę patrzył na nią rozmarzonym wzrokiem.


-Piękny widok prawda Ula-usłyszała tuż przy uchu.
- Rzeczywiście- westchnęła spoglądając na oddalającą się ziemię. —Nigdy jeszcze nie jechałam taką windą i czuję się jakbym jechała windą do nieba.
-We Warszawie jest kilka takich wind w hotelach między innymi to zabiorę cię kiedyś na kolację i pokażę ci Łazienki, F&D i inne miejsca.
- Brzmi interesująco-odparła spoglądając przelotnie na niego. — A tak na marginesie Marek to nie wiem, jak ja teraz wrócę do codzienności. Trzy dni pod rząd posiłki w restauracjach, duży pokój z dużym łóżkiem i łazienką.  Czuję się taka rozpieszczona.
-To znaczy, że życie w luksusie spodobało ci się- ni to stwierdziła, ni zapytał.
-To znaczy, że czasami dobrze jest oderwać się od rzeczywistości, oddać się szaleństwu, zmienić coś na chwilę -wyjaśniła.
-Coś w tym jest Ula-odparł po chwili. —Od czasu jak rozstałem się z Pauliną i sam sobie gotuję a nie chodzę do restauracji, czy nie zamawiam jedzenia do domu to mi lepiej smakuje.  Nawet jak sam sobie coś sprzątnę a nie dzwonię z byle kurzem do gosposi rodziców to czuję satysfakcję-mówił z wyraźnym zadowoleniem.
-No Marek- pochwaliła go. — Będą z ciebie jeszcze ludzie.
-Przepraszam bardzo Ula, ale czy to znaczy, że teraz masz mi coś do zarzucenia?- pytał lekko oburzony.
-Na każdego przyjdzie paragraf, jakby powiedziała Wioletta- odparła poważnie. A tak serio to odbiegasz od mojego stereotypu faceta- kłamała jak z nut.
-Tak właśnie myślałem, że kiedyś wypomnisz mi mój styl życia, moje inne grzechy- mówił posępnie.
-Ala jeśli poprawisz się to, kto wie i może zdanie zmienię-rzekła asekuracyjnie.
Z wyjazdu Ula wróciła całkiem zadowolona, chociaż dalej była w tym samym miejscu, co przed wyjazdem. Starała się o tym jednak nie myśleć i cieszyć się tym, że mogła tyle czasu spędzić z nim sam na sam. Kokietką nie była i po prostu nie umiała zainteresować mężczyzn. Marek również był zadowolony, bo połączył przyjemne z pożytecznym.  Ula nie tylko świetnie poradziła sobie z umowami, ale i była świetną kumpelą na wyjeździe i odpoczął przy niej. Nie chciał chodzić w wolnym już czasie godzinami po zakupach tylko wolała inne rozrywki. Była też zawsze zadowolona i nawet jak padał deszcz nie marudziła.

 Czas wyjazdu i reszta weekendu szybko minęła i trzeba było wrócić do rzeczywistości i pracy. W poniedziałek rano tuż po przyjściu do firmy przy windzie Ulę dopadła Wioletta.
-No i-dopytywała sugestywnie czekając na dobre wieści.
-No i nic Wiola- odparła z zniechęceniem. Dalej jestem w punkcie wyjścia.
-No nic Ula – mruknęła z równą rezygnacją. —Trzeba uruchomić plan B kochana, czyli nic nie rób.  Taki brak zainteresowania to czasami działa.
-Wiola to nie ma sensu- westchnęła. —Ale masz rację nic nie będę robić. Tylko nie, dlatego żeby uwagę na siebie zwrócić tylko, dlatego że nie ma to najmniejszego sensu.

Kubasińska nie poddawała się jednak i do planu B postanowiła włączyć swój plan C bez wiedzy koleżanki. Musiała wykonać tylko jeden telefon.
-Bartek pamiętasz jak miałeś czternaście lat i przyłapałam cię na paleniu i obiecałeś mi przysługę?(...) — I co z tego, że było to dwanaście lat temu-warknęła do telefonu. —Przysługi są bezterminowe, więc słuchaj. Masz przyjść na moje urodziny sam i udawać zainteresowanie moją koleżanka.(...) Oj tam.  Aśkę byle, czym przeprosisz. Przecież wiem, że to nie na poważnie.(...) Bartuś masz w przyszłości leczyć serca to trzeba teraz zbliżyć dwa inne serca.(...) Jesteś zawsze obtoczony wianuszkiem kobiet to nie mów, że nie potrafisz. Dla ciebie nie będzie to nic trudnego.(...)  W sobotę rano wszystko ci dokładniej wytłumaczę.(...) Pa.
-No –rzekła sama do siebie z zadowoleniem, kiedy rozłączyła się z bratem. —Albo ja albo nie nazywam się Wioletta Kubasińska.

Na urodziny Ula przyjechała razem z Markiem a jubilatka zajęła się nimi od razu przedstawiając ich rodzinie.


-A to jest mój starszy brat Bartek-rzekła pokazując w miarę przystojnego, barczystego mężczyznę. — Bartek to Ula i Marek, o których opowiadałam ci.
-Cześć –odezwał się ciemny blondyn wyciągając rękę do Uli i Marka. Bartek Kubasiński. Nie Bartosz-dodał w stylu Wioletty przez V i dwa T.
-Cześć-odpowiedzieli niemal równocześnie.
-Wiola opowiadała mi o tobie-zagadną do Uli ignorując na ten moment Marka. —Same pozytywne rzeczy.
-Mi też wspominała o tobie-odparła. —Mówiła, że jesteś na medycynie i że kardiologiem chcesz zostać.
-Konkretnie to kardiochirurgiem – sprecyzował.  —Najchętniej dziecięcym, ale konkurencja dużo.
-To bardzo trudną specjalizację wybrałeś sobie- rzekła będąc pod wrażeniem.
- Rodzice to samo mówili. Zresztą już jak zdawałem egzaminy to odradzali mi, a od dziecka chciałem być lekarzem. Biadolili, że nie mamy znajomości i gdzie ci na medycynę. Ale udowodniłem im, że dam radę. To, że ze wsi to nie znaczy, że gorszy prawda Ula.
-Dokładnie. To rozumiem, że żaby w dzieciństwie krajałeś.
-Zdarzało się. A ty lubiłaś cyferki.
-I cyferki i literki i roślinki. Tak ogólnie wszystko i dopiero w liceum zdecydowałam się na SGH.
-A ty Marek zawsze chciałeś pracować we firmie rodziców - zwrócił się w końcu do Dobrzańskiego. — Nie buntowałeś się nigdy? Wiesz jak to jest. Syn prawnika idzie na prawo, bo ojciec nie ma, komu zostawić kancelarii a później jest całe życie zestresowanym prawnikiem niż zadowolonym bankowcem na przykład.
-Nie miałem z tym problemu jakoś- odparł mało uprzejmie, bo z rozmowy wynikał jakby dla nich był lepszy, bo miastowy i sam nic by nie osiągnął. —I robię to, co lubię.
-To dobrze-odparł  równie od niechcenia. —Bo nie ma nic gorszego jak stres w pracy.
Marek przez resztę urodzin obserwował jak rozwija się znajomość Uli i Bartka. Sebastian, który miał okazję poznać go wcześniej to opowiadał mu kiedyś, że kobiety same lgną do niego, wykorzystuje to i flirtuje z nimi i nie chciał, aby Ulę spotkało coś takiego jak rozkochanie i porzucenie. Sam nie wiedział jeszcze, że bardziej chodzi mu o zazdrość niż troskliwość.



Kubasiński w swoją rolę wczuł się aż za dobrze, bo już we wtorek przysłał Uli bukiet kwiatów. Marek i Wioletta byli nawet świadkami, gdy posłaniec wręczał jej kwiaty i gdy czytała bilecik od koga. Sam też pojawił się we firmie z zamiarem wyjścia z nią na lunch. Zanim wyszedł to poszedł jeszcze do Marka zapytać o pozwolenie wyjścia asystentki. Marek zgodził się aczkolwiek niechętnie. Zachowywał się jak pies ogrodnika. Sam nic nie robił i innym zabroniłby również. Po ich wyjściu spojrzał w okno i widział jak Bartek otwiera jej drzwi od swojego Audi i odjeżdżają. Bartek zdecydowanie nie był dla niej, jak rozmyślał. Ona potrzebowała kogoś, kto zaopiekuje się nią, pożartuje, a nie poważnego pana w białym kitlu. Być może ulżyłoby mu gdyby wiedział, że Ula wyszła z nim, bo to brat Wioletty i w przyszłości mógłby być pomocny w chorobie ojca.
Przez kolejny miesiąc Bartek przewijał się przez firmę, a Marek coraz gorzej to znosił i zrozumiał coś. Ula nie była tylko asystentką, kumpela, przyjaciółką tylko kobietą, z którą chciałby związać się na poważnie. Chciał nawet zaprosić ją gdzieś popołudniu i na powrót zainteresować swoją osobą jak to było jeszcze miesiąc temu, gdy razem wychodzili. Z pomysłu szybko jednak rezygnował, bo był Bartek a Ula wyglądała na szczęśliwą. Na wyjeździe powiedziała mu też, że nie jest w jej typie. Z żalu, więc przeszukiwał swój notesik z telefonami do swoich byłych panienek. Miał w nadzieję, że znajdzie jakąś, która dorówna Uli i zastąpi ją w jego głowie i sercu. Ula tymczasem postanowiła spotykać się z Bartkiem, bo szans u Marka nie widziała, a Bartek taki zły nie był. Wiola, co prawda mówiła, że to flirciarz, ale z umiarem, a miłość jak myślała może przyjdzie z czasem. Dla Bartka natomiast to, co miało być tylko uczynnością spodobało się a sama Ula była interesująca i spotykał się z nią z przyjemnością licząc na coś więcej.  Tylko Wioletta była zdezorientowana, bo to nie tak miało wyglądać. Chciała wzbudzić zazdrość w Marku a wyswatała niechcący Ulę z bratem. Wiedziała też dokładnie, że Ula nic nie czuje do Bartka, jest tylko w zastępstwie, a Bartek angażuje się. Cała ta groteskowa sytuacja trwałaby dalej, gdyby nie firmowa wigilia.
-Ula możesz wejść do mnie jeszcze na chwilę-zapytał Marek, kiedy wrócili z poczęstunku. —Mam coś dla ciebie, a nie chciałem dawać przy wszystkich.
-Pewnie-odparła zabierając małą torebeczkę z szuflady biurka. —Ja też mam coś dla ciebie.
-Ula-zaczął Marek. —Jeszcze raz życzę ci wesołych świąt, żeby nadchodzący rok był dla ciebie szczęśliwy, żeby spełniły się twoje marzenia. Nawet te najskrytsze. A to dla ciebie-dodał podając jej swoją torebeczkę z prezentem.
-A ja życzę ci dokładnie tego samego.  I jeszcze żebyś znalazł swoją miłość- rzekła szczerze. —A to może ci pomóc w odnalezieniu jej-dodała podając mu swój prezent dla niego.
- Dzięki. To, co Ula otwieramy?- zapytał zaglądając do wnętrza torebeczki.
-Pewnie.
Otwieranie prezentów długo nie trwało i chwilę później ich oczom ukazały się dwa kamienie.


-Ale, dlaczego ten kamyk-pytała chwilę później śmiejąc się z Markiem z identycznych prezentów.
-Bo to twój szczęśliwy kamyk- odparł. A ty, dlaczego wybrałaś go?
-Bo otwiera serca na miłość i spełnia marzenia- mówiła pełna optymizmu.
- To na pewno przyda się i dzięki– odparł ściskając go w dłoni.  Schylił się też, aby podziękować również krótkim cmoknięciem w policzek. Jednak jeden mały ruch sprawił, że ich usta spotkały się w delikatnym pocałunku. Ula pierwsza oprzytomniała i spojrzała niepewnie na Marka. Chciała uciec nawet, ale Marek nie pozwolił jej.
-Całe szczęście, że na śledzie się nie skusiłem ani na inne ryby- rzekł tylko, przyciągając do siebie i ponownie całując. 


Dalszy ciąg dla Uli był jak z bajki. Marek trzymał ją w ramionach i całował. Bez najmniejszego problemu wślizgnął się w jej usta i dostarczał rozkoszy. Przez całe jej ciało przechodziły motylki, łaskotki i dreszcze.
- Ula na moich urodzinach powiedziałem ci, że jeśli kiedyś będę ciągle myślał o jednej kobiecie to znaczy, że zakochałem się? I teraz tak się stało Ula-wyszeptał pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem. —Nie potrafię wybić cię z mojej głowy. Zakochałem się w tobie. Daj mi szansę. Proszę.
-Też cię kocham. Zakochałam się jeszcze, kiedy pisaliśmy prezentację- wyjaśniła tylko i wrócili do tego, czym byli zajęci prędzej.
W biurze zostali jeszcze trochę, choć inni pracownicy firmy wyszli już. Później Marek odwiózł ją do Rysiowa i pożegnał się z ociąganiem przed jej domem.

Dwa dni świąt miały być czasem odwiedzin i powiedzenia rodzinom o swoim uczuciu. Marek w Rysiowie pojawił się już w pierwsze święto, popołudniu.
-Ja tak czułem panie Marku, że coś między wami jest-zaczął Cieplak po przywitaniu.— Już pierwszego dnia, gdy Ula przyprowadziła pana. Wpatrzona była w pana a pan mówił o niej w samych zaletach. Chociaż Ula mówiła później, że oprócz pracy nic was nie łączy.
-Bo tak było w wtedy z mojej strony.  Ja musiałem dojrzeć do tego. I nie pan tylko Marek panie Józefie.
-To znaczy, że teraz będzie z tobą i Ulcią tak jak z Kingą i Jaskiem i będziecie razem wychodzić i tu przychodzić-zagadnęła Beatka.
-Jeśli tylko Ula zgodzi się i tata to chętnie będę tu wpadał-rzekł biorąc ją na kolana.
-Super!- zawołała uradowana dziewczynka. —Jasiek i Kinga robią czasami razem naleśniki. Wy też będziecie je robić?- zainteresowała się.
-Obawiam się, że nie umiem- odparł ze smutkiem.
-To, co będziecie robić?- dopytywała, bo miłość kojarzyła się z robieniem naleśników.
-Dużo innych rzeczy Betti- Ula postanowiła wyręczyła z odpowiedzi Marka. —Włączając to zabawę z tobą.
-Super – pomysł siostry Beatka podsumowała z entuzjazmem.
Na drugi dzień Ula pojechała do rodziców Marka. Okazję poznać miała ich we firmie i na urodzinach Marka i aż tak bardzo wizyty się nie bała. Zwłaszcza, że Marek powiedział jej, że cieszą się z jego szczęścia i że jego wybranka to mądra i rozsądna dziewczyna.

Kolejne dni i tygodnie były niezapomniane dla nich. Codziennie razem gdzieś wychodzili, trzymali się za ręce, przytulali, całowali.  Ula opowiedziała mu o swoim życiu a on o swoim. Dla pracowników firmy też nie była to zbyt długa tajemnica i nie było we firmie osoby, która nie cieszyła się z ich szczęścia. Najbardziej cieszyła się chyba Wioletta i triumfowała, bo dopięła swojego i wyswatała ich. Zobowiązała się też porozmawiać z bratem.
Z Ulą, Markowi było całkiem inaczej niż z kobietami, z którymi spotykał się dotychczas.  Teraz było tak prawdziwie i przyjemnie. Nawet w tych najintymniejszych sytuacjach. Wszystkie ich pocałunki były szczere przepełnione miłością, czułością, delikatnością a nie tylko pożądaniem jak było dotychczas ze strony Marka. I chcieli coraz więcej tych pieszczot. Jednak te najważniejsze chwile zostawili na walentynki i zaplanowali je wspólnie. Najpierw obiad, prezenty a później dom Marka.  Ula już prędzej powiedziała mu, że nie była z nikim i Marek najdelikatniej jak potrafił przeprowadził ją przez ten najnieprzyjemniejszy moment. Później dawał jej tylko rozkosz, a ona oddawała mu miłość w miarę swoich możliwości. Choć brak doświadczenia Uli można było wyczuć to i tak uważał, że było to najpiękniejsze chwile, jakie przeżył w łóżku a kolejne ich spotkania były tylko dowodem na to. Ula szybko uczyła się i wiedziała jak dać mu tę najwspanialszą rozkosz. Najchętniej też budziłby się i zasypiał przy niej, ale Ula na stałe z nim nie chciała zamieszkać i musiał zadowalać się wydzieloną miłością po pracy i wyjazdami służbowymi. Tego ostatniego nie szczędził sobie, bo było jeszcze kilak umów do zawarcia i regionów Polski do odwiedzenia.
Oświadczyny i zaręczyny były tymi kolejnymi ważnymi wydarzeniami w ich życiu i Marek zorganizował je w tajemnicy przed Ulą w dniu jej urodzin, co przypadało w marcu.  Rano dla niepoznaki koleżanki powinszowały jej i dały prezenty a przyjęcie zaplanowane było na sobotę.  Popołudnie natomiast miało należeć już tylko dla Marka i zabrał ją do ich ulubionej restauracji Ogród smaków, a tam czekała na nich już, najbliższa rodzina oraz przyjaciele.  Choć jeszcze parę miesięcy temu, gdy Paulina jego urodziny chciała połączyć razem z zaręczynami, to uważał ten pomysł za idiotyczny to teraz był to jak najbardziej odpowiedni moment, bo gości było mnie i wszystkich znał.  Marek jak należy najpierw poprosił pana Józefa o rękę córki a później Ulę. Kwiaty i pierścionek miał już przygotowane to pozostało mu tylko ładnie to przeprowadzić.
-Ula kochanie-zaczął klękając przed nią. — Może to za szybko, bo jesteśmy razem dopiero trzy miesiące, ale czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną-pytał otwierając pudełeczko z pierścionkiem z białego złota z błękitnym kamieniem i małymi brylancikami.
Ula na jedną chwilę zaniemówiła, rozczuliła się, a w jej głowie było tysiąc myśli i nie wiedziała, co powiedzieć. 
-Oświadczasz mi się-mówiła z wzruszeniem i napływającymi łzami do oczu. —Nie spodziewałam się. Ale tak wyjdę za ciebie-mówiła a Marek bez pośpiechu wyciągnął pierścionek z pudełeczka i wsunął na palec ukochanej. Później, przy aplauzie gości przyszedł czas na pocałunek a następnie gratulacje i zabawę.
Ula dla Marka również na ten dzień miała niespodziankę, bo w pracy pojawiła się odmieniona. To Wioletta z Pshemkiem i panią Cichosz zajęli się nią poprzedniego dnia. Zmienili, kolor włosów, skrócili je, postarali się o szkła kontaktowe i ładniejsze ubrania. Choć dla Marka zawsze był piękna i przeciętny wygląd nie przeszkadzał mu to teraz jej widok zapierał dech w piersi.
Nazajutrz zaczęli przygotowania do ślubu i zajęło im to ...

Cztery miesięcy później w ostatnią sobotę lipca w mieszkaniu Sebastiana.
-Seba prosił cię ktoś o to-mówił i pokazywał ulotkę z klubu Elitte. —Obiecałem Uli, że żadnych panienek nie będzie.
-Ja też obiecałem Wioli, Kuba swojej żonie, Mikołaj Kasi, Wiktor Natalii - mówił błaho. —Nic się nie stanie jak spojrzysz na nagą kobietę.  Zresztą za późno, bo już jest-dodał słysząc dzwonek do drzwi.
-Dzień dobry-usłyszał w korytarzu głos.... mężczyzny. —Byłem umówiony na dwudziestą pierwszą z panem Olszańskim.
-Seba o, co tu chodzi? – pytał i spoglądał na przyjaciela.
-Nabrałem cię z tą striptizerką. Jerry pokaże nam jak rozbudzić zmysły kobiety tańcem erotycznym. To jest świetny prezent na noc poślubną i przy okazji my skorzystamy-argumentował.
-To, co panowie możemy zaczynać- wtrącił przybyły. —Za godzinę umówiony jestem na wieczór panieński na Lwowskiej w F&D.
-Co? Jak powiedziałeś? – zreflektował się Marek.— W F&D?
-Dokładnie.
-Panna młoda to jego narzeczona-wtrącił Olszański.
-Ups- odparł Jerry.
-Najlepiej jak w ogóle tam nie pójdziesz-odezwał się ponownie Marek. —Zapłacę ci nawet podwójnie, ale zadzwonisz i odwołasz wszystko. Powiesz, że chory jesteś, samochód nawalił.
-Spokojnie Marek- zaśmiał się Olszański. — To żart taki był. Jerry miał cię tylko wkręcić. Chociaż Wiolka jest nieprzewidywalna i mogła coś takiego wymyślić. Ale do firmy by go raczej nie sprowadziła-dodał szybko dla uspokojenia przyjaciela.

Tymczasem w F&D
-O! Sam nasza atrakcja przyszła-rzekła Wiola do reszty dziewczyn zgromadzonych w bufecie firmy, po odebraniu telefonu.
-Wiola nie prosiłam cię o takie atrakcje-odparła zezłoszczona Ula.
-Z tej będziesz zadowolona-rzekła tylko tajemniczo i zeszła na dół. Chwilę później wróciła z dziewczyną.
-Samanta pokaże nam jak przyciągnąć uwagę tańcem erotycznym-wyjaśniła. —To będzie w sam raz na twoją noc poślubną a i my skorzystamy.
-Wiola, ale ja i ...
-Ula nie marudź tylko patrz i ucz się-przerwała jej.  —Jak napatrzą się na nas to inne panienki w ich głowach nie będą siedziały- stwierdziła na koniec przekonująco.
Ula oczywiście zastanawiała się, co się dzieje w mieszkaniu Sebastiana. Marek obiecał jej, że nie będzie panienek, ale co innego Marek a co innego Sebastian. Miała jednak zaufanie do narzeczonego.

Tydzień później w sobotę w Rysiowie.
-Kochani –zaczął Marek swoją mowę. —Rok temu mniej więcej o tej porze poznałem moją żonę. Później byłaby okazja poznać ją, gdy potrzebowałem ekonomistę do napisania projektu, ale te pierwsze wrażenie jest najważniejsze i może gdyby nie ten wieczór z przed roku teraz nie bylibyśmy małżeństwem od czterech godzin. Ula wtargnęła w moje życie niczym burza i przewróciła do góry nogami. Była taka inna.  Do tamtej pory to nawet nie wiedziałem, że takie typy dziewczyn istnieją i chyba, dlatego stała się dla mnie kimś wyjątkowym i zwróciła moją uwagę. Teraz mogę przyznać się też, że już tamtego wieczoru pocałowałem ją w windzie i z mojego powodu trafiła do szpitala. Ale sama pani przyzna, pani Dobrzańska, że było warto-zwrócił się do żony i obracając się w jej stronę.
-To był prawdziwy pocałunek twojej zguby kochanie- odparła a dodatkiem do tego był kolejny małżeński pocałunek. 



Jeśli są błędy to przepraszam, ale nie mam ani siły, ani czasu sprawdzać.