Są
kobiety, które w chwilach rozpaczy robią zakupy, idą na plotki z koleżankami,
do fryzjera, czytają a ja kleję pierogi albo piekę ciasta. I tak od ponad
tygodnia. Tyleż też czasu nie widziałam się ani nie rozmawiałam z Markiem -rozmyślała Ula w kolejny wieczór w czasie pieczenia biszkopta.
Ale
to, że nie miała z nim kontaktu nie oznaczało, że nie myślała o nim albo nie
rozmawiała. To
głównie jej rodzina wypytywała ją o jego zdrowie i co u niego nowego, a ona
odpowiadała, że dobrze. Przed ojcem i
rodzeństwem, bowiem udawała, że nic się nie stało i jest w kontakcie z Markiem.
Wolała na razie kłamać niż odpowiadać na pytania ojca. Wioletta natomiast, choć
była w Londynie to była na bieżąco z ich relacjami. To sam Marek musiał
powiedzieć coś Sebastianowi albo Olszański sam domyślił się, bo Wiola wiedziała
dość dużo.
-No
mów Ula jak na szczerej spowiedzi-zachęcała Kubasińska przez Skype. —Jak to
było z tym moim kuzynem? Sebastian wczoraj był u niego i coś wspominał o kłótni
i przeprowadzce do niego w ramach koleżeństwa, ale nie zrozumiałam go.
-To
prawda zaproponował, żebym wprowadziła się do niego- rzekła markotnie.
-A
to cielę nieumyte – warknęła i zanim Ula rozwinęła myśl. —Żeby zaproponować ci
coś tak jednoznacznego jednoznacznie.
-Nie
Wiola-wtrąciła.— Nie w tym sensie. Chyba nie. Mówił, że lubimy się i to był
jeden z jego argumentów. A drugi to, że chciał ułatwić mi życie, żebym rano nie
musiała wstawać do pracy, później jeździć do niego i wieczorem wracać do domu.
Po prostu stwierdził, że nie opłaca mi się.
-Cały
Marek-parsknęła. — Sposobem chciał cię wziąć a tak naprawdę tylko o sobie
myślał. I teraz o ile znam go, to prawdopodobnie
myśli, że usychasz za nim i czeka, aż ty odezwiesz się albo odwiedzisz go.
-Ale
tak jest Wiola-przyznała się. — Tęsknie za nim.
-Ale
on o tym nie wie- orzekła otwarcie. — I za nic w świecie nie dzwoń do niego.
Nie daj mu tej satysfakcji odezwania się. On był przyzwyczajony, że kobiety z
ręki mu jadły niech, więc wie, że jest jedna, co mu odmówiła. Pobędzie trochę sam to może zrozumie i doceni
to jak było, kiedy towarzyszyłaś mu wieczorami.
-Myślisz
-mówiła bez przekonania.
-Tak
Ulka-odparła pewnie. — Mężczyźni dłużej dorastają i muszą mieć więcej czasu,
żeby zrozumieć pewne sprawy-argumentowała. —A on sam nie wie, że zakochał się w tobie. Cebulek
tak mówi a kto, jak kto ale najlepszy przyjaciel wie najlepiej. Nic, więc nie
rób pierwsza. Choć do pracy, śmiej się, żyj swoim życiem i nie daj poznać po
sobie, że ci zależy. A resztą Sebastian zajmie się i opowie mu jak to nie
tęskno ci za nim. Babcię też przekonam, żeby do niego nie jechała po powrocie z
sanatorium.
-Tylko, czy to coś da?- pytała sceptycznie.
-Ula
zaufaj mi, chociaż raz. Dwa tygodnie i sam odezwie się. Zobaczysz.
Wiola
ma rację. Nie mogę dać mu satysfakcji
i zadzwonić- rozmyślała wieczorem kładąc się spać. Mam swoją dumę. A dzwonić będę ewentualnie
tylko służbowo, jeśli taka konieczność nastąpi. Postawił przecież sprawę jasno,
że nie jest zainteresowany małżeństwem i dziećmi a ja tak. Dowodzi
to temu, że zdecydowanie nie pasujemy do siebie, a czekać aż dorośnie to nie
chcę. Może to trwać latami. Poczekam i zobaczymy czy Wiola ma rację mówiąc, że
kocha, a nie wie o tym. A jeśli nie to mocno wezmę się w garść i wymażę go z
pamięci, z serca i swojego życia.
Marek
tymczasem został sam w domu bez towarzystwa i większą część dnia przeleżał bezczynnie. Po trzech dniach z nudów zamówił
taksówkę i pojechał do firmy. W kolejnych dniach było podobnie. Rano jechał do
firmy i zostawał tam do końca pracy, czyli siedemnastej. Popołudnia i wieczory
dłużyły mu się jednak. W dodatku łatwo mu nie było z obowiązkami domowymi, bo choć
gips zdjęli dzień po ostatniej rozmowie z Ulą to z kulami obchodzić się łatwo
mu nie było. Jedyną osobą, która odwiedziła go przez ten czas był Sebastian.
Przyjaciel ciągle był na zwolnieniu lekarskim, kurował się u rodziców i
widzieli się po raz drugi od wypadku.
-A
gdzie masz Ule?- zapytał Olszański po tym jak rozsiadł się w sypialni i
przyniósł kawę dla siebie i przyjaciela. —Dzisiaj środa, a mówiłeś, że Ulka
wpadała zawsze we środy po pracy.
-Nie
ma – odparł cicho. — Zaproponowałem jej wczoraj, żeby wprowadziła się do mnie i
obraziła się.
- To gratuluję- zaczął, ale po chwili
zorientowała się, że coś tu nie pasuje. — Jak to obraziła? Przecież kocha cię i
jesteś dla niej spełnieniem marzeń.
-Nie
w tym sensie zaproponowałem jej przeprowadzkę do mnie- zaczął wyjaśniać. —Tylkom
w sensie koleżeńskim. Może czasami coś tylko skapnęłoby mi się przed snem-
mówił do zdziwionego Olszańskiego. —W sensie całusa na dobranoc.
-Żartujesz
sobie ze mnie - pytał podejrzliwie i ironicznie.
-
Nie - odparł krótko i pewnie.
-Marek
jak mogłeś zakochanej kobiecie zaproponować coś tak głupiego-mówił z wyrzutami.
— Chyba tabletek
przeciwbólowych nałykałeś się za dużo, albo innego świństwa, bo zaczynasz mówić
i robić rzeczy od rzeczy.
-Nic
nie brałem oprócz tego, co mi przepisali-oburzył się. — A z Ulą byłem
szczery-mówił tak jakby nie widział w swoim zachowaniu nic złego. —Nie
okłamywałem jej a mógł
udawać, że zależy mi na niej.
-Bardzo
szlachetnie-zakpił.
-A
miałem mamić ją-rzucił z uwydatnieniem.
-Nie
Marek, ale sam mówiłeś, że Ula podoba ci się, lubisz ją, całujecie się, nawet
jesteś zazdrosny. To coś znaczy. I nie
znaczy przyjaźni ani koleżeństwa. Nawet ja z Wiolą nie mieliśmy takich uczuć. Tylko
trafiło mnie coś w klubie. I zapewniam cię, że miłość nie boli- tłumaczył. —Wręcz
przeciwnie to cudowne uczucie. Wiem to z własnego doświadczenia.
-A
właśnie chyba nie muszę przypominać ci, że Wiola to moja jedyna kuzynka i masz
zachowywać się grzecznie –odparł nawiązując do rozmowy, jaką odbyli jeszcze w
szpitalu i kiedy to Sebastian powiedział mu, że czuje do Wioletty coś więcej
niż sympatię.
-
Mówiłeś mi to już dwa razy i nie zmieniaj tematu-fuknął mu.
-Lepiej
upewnić się-odparł od niechcenia.
-Marek
jesteś na najłatwiejszej drodze do tego, żeby za rok chodzić z Szymkiem po
klubach i wyrywać panienki w jego wieku- kontynuował Olszański temat uczucia i
jego prowadzenia się. — Ja tego nie chcę i wypisuję się z takiego życia. Czas
dorosnąć i zabrać się za zakładanie rodziny. Nie zamierzam być brany za dziadka
w przedszkolu.
-Mówisz
teraz jak moja babcia- mruknął z rozdrażnieniem. —Ona też dawała mi codziennie wykłady
na ten temat, gdy była u mnie. Wykorzystała perfidnie okazję, że leżałem z gipsem,
nie mogłem wstać z łóżka i musiałem słuchać ją- żalił się cytując słowa babci. — Mareczku
obiecałam twoim rodzicom w dniu ich pogrzebu i nad ich grobem, że wychowam cię
na porządnego człowieka, że kiedyś będziesz szczęśliwy ze swoją rodziną i że ja
twoim dzieciom zastąpię babcię, a wygląda na to, że nic z tego nie wyszło. Masz trzydzieści lat a ustatkowanie ci nie w
głowie i ranisz kobiety. I nie rób takiej miny obrażonej, bo mówię ci prawdę. Inni
w twoim wieku myślą o wiele poważniej i myślą, co będzie za dziesięć,
dwadzieścia, czy czterdzieści lat tylko nie ty. Pieniądze, twój dom, samochody
to tylko szczęście materialne, a to nie wszystko. Człowiekowi potrzebne jest
jeszcze szczęście duchowe do życia, bo inaczej staje się zgorzkniały. A miłość
i szczęście duchowe idą w jednej parze i są potrzebne w każdym wieku, żeby
życie nie było puste i żebyś miał odezwać się do kogoś wieczorem albo na
starość. Te twoje panienki chętne opieką nad staruszkiem na pewno nie będą. Brakowało
żeby zaczęła szukać mi odpowiedniej dziewczyny- dodał z zniechęceniem. —Choć z
podtekstów można było wywnioskować, że Ula jest idealna.
-I ma
rację, bo Ula jest świetną dziewczyną– odparł mu Sebastian nie zważając na
zniechęconą ciągle minę przyjaciela. —I nie wiem, na kogo czekasz i na co.
- Na
nic i na nikogo szczególnego- wzruszył ramionami. —Po prostu chcę mieć jeszcze trochę luzu a
nie obrączki.
-Mów
sobie, co chcesz Marek, ale ja dorosłem i wiem, że w życiu nie jest ważna zabawa,
czy rzeczy, ale rodzina i zamierzam mieć taką z twoją kuzynką i być szczęśliwy.
-A
ja ci i Wioli życzę szczęścia-odparł znużony już tematem rozmowy.
-
Dzięki. A wracając do twojej babci to zauważyłeś, że będzie też i moją babcią-zmienił
nieco temat Sebastian.
- A
twoje dzieci będą mówić mi wujku-dodał Marek.
-Racja-
uśmiechnął się do przyjaciela i na samą tą myśl. — Kto by pomyślał parę lat temu, że będziemy w
rodzinie i że będziemy spotykać się nie tylko, jako kumple, ale i na
spotkaniach rodzinnych- mówił z zadumaniem.
-Dokładnie-
i Markowi udzielił się nastrój Sebastiana, bo uśmiechał się.
-Marek,
ale skoro Wiola jest twoją kuzynką to i my zostaniemy przyszywanymi kuzynami-
odkrył kolejną koligacje Olszański. —Dobrze mówię.
- Powiedziałbym
nawet, że szwagrami- odparł spoglądając na niego. — Bądź, co bądź rodzice Wioli
wychowywali mnie jakiś czas i jest dla mnie jak młodsza siostra.
-Tym
lepiej-mówił z ożywieniem. —Szwagrowie mają ze sobą podobno bardzo dobre
relacje.
-A i
teściów będziesz miał bardzo miłych-zaopiniował swoje wujostwo. —O babci nie wspominając. Szymek też w porządku jest.
-To dobrze
robię wchodząc w tą rodzinę?- zapytał Olszański.
-Bardzo
dobrze -odparł mu pokrzepiająco.
Marek
rewelacje na temat Sebastiana i Wioli przyjął całkiem spokojnie i dał mu nawet
swoje błogosławieństwo. Przestrzegł jednak, że ma pilnować się i żadnych
panienek. Jedyny mankament widział w tym, że przyjaciel już na początku związku
stał się nie do zniesienia i chciał w te miłosne manewry wciągnąć i jego. W
dodatku zaczął mówić jak babcia i miał pomału dość ich gadki na temat swojego
stylu życia. Monologi babci spowodowały nawet to, że jeszcze w czasie jej pobytu zastanawiał się czy jest
sens powrotu babci do niego po jej powrocie ze sanatorium. Miał przecież Ulę, jak
myślał, która opiekowała się nim i dostarczała towarzystwa, a która nie robiła
mu wykładów. Po jej odejściu zmienił, jednak zdanie i przyjazd babci uważał za
niezbędny. Ku jego zdziwieniu babcia nie
zamierzała z nim zostać. Przyjechała, co
prawda na weekend z rodziną, ale i odjechała z nimi zostawiając go ze słowami,
że jest wystarczająco dorosły i na tyle zdrowy, żeby być samym w domu i radzić
sobie. Nie wiedział też, że była w komitywie z Wiolą i Sebastianem i to wnuczka
zadzwoniła do niej i opowiedziała o propozycji, jaką złożył Uli i
odpowiednio nastawiła.
Po
dziesięciu dniach od incydentu z Ulą, leżąc w jedną z bezsennych nocy,
stwierdził, że coraz bardziej brakuje mu jej. Nie zamierzał jednak pierwszy
odezwać się i liczył na to, że prędzej czy później połączą ich sprawy zawodowe
i to Ula przełamie pierwsze lody. Nic takiego jednak nie działo się, dni mijały a on nudził
się coraz bardziej.
Z nudów też zaczął
przeglądać albumy i pamiątki po rodzicach i wspominać ich wspólne obiady,
wyjazdy, spędzanie czasu. Miewał też sny o rodzicach i swoim dzieciństwie.
Najwięcej razy we śnie powtarzała się mu scena, jak mama zbiega ze schodów i
poprawia obrazki wiszące na ścianie tuż przy schodach (miała taką manię a i Ula
ma. Patrz cz. 2). Oprócz tego śniły mu się wydarzenia z ostatnich pięciu lat z
Cieplakami w roli głównej. Czasy pomiędzy śmiertelnym wypadkiem rodziców a
poznaniem Cieplaków natomiast nigdy.
W
międzyczasie we firmie Dec&
Lange pojawił się Adam
Turek. Przyszedł z papierami do podpisu i przy okazji porozmawiać, z Ulą.
-Ula
przepraszam, że cię pytam-zaczął jak to Adam lękliwie. —Ale nie wiesz, co się
dzieje z Markiem. Ostatnio jest jakiś dziwny?
-To
znaczy- delikatnie wypytała odprowadzając do windy.
-Coś
się dzieje z jego psychiką. Nigdy się tak nie zachowywał. Zawala nas robotą,
sam też pracuje jak wół i wszystko chce mieć na już. Lepiej było, jak ja
odwalałem za niego robotę w swoim tempie, a on zabawiał się z panienkami. A do tego stał się nadąsany jakoś i wszystko
go denerwuje. Zwolnił nawet Arlettę, a nic nie zrobiła. On nigdy się tak nie
zachowywał i ma chyba prywatne problemy.
-Ja
nic nie wiem Adam-wymigiwała się od odpowiedzi.
—Mogę jedynie przypuszczać, że wypadek go tak zmienił. Taki wstrząs
zmienia człowieka.
- Innego
wytłumaczenia też nie znajduję- rzekł niepocieszony.
-Ale
może jak całkiem dojdzie do zdrowia fizycznego to mu przejdzie-pocieszała go.
-Albo
i nie-odparł pesymistycznie. —To, co widzimy się za trzy dni u nas we
firmie-dodał, kiedy drzwi windy otwierały się.
-Tak-odparła,
choć wiedziała, że nie musi iść.
Trzy
dni później we firmie Marka miało odbyć się, bowiem małe zebranie z
kontrahentami. Zaplanowane było przynajmniej na trzy godziny to z pójścia na nie
wymigała się pracą nad tłumaczeniem umowy i szef poszedł sam. Pan Dec wrócił
jednak po niespełna godzinie i od razu wyjawił jej powody szybszego powrotu.
Okazało się, że na początku zebrania Marek zasłabł, przyjechało pogotowie i
wzięli go do szpitala. Po tym, co usłyszała nie mogła oprzeć się pokusie, aby
nie pójść do niego od razu. Z wizytą poczekała jednak do przerwy na lunch,
czyli niecałą godzinę. W międzyczasie Marek zadzwonił do niej, ale nie zdążyła
odebrać to zostawił wiadomość.
Ula, pan Leszek pewnie powiedział ci, że zasłabłem i że zabrało
mnie pogotowie do szpitala na Solcu. Teraz
leżę tu sam i myślę. I wiem, że być może proszę cię o zbyt wiele, ale gdybyś
mogła przyjść do mnie. I nie proszę, jako chory tylko, jako Marek Dobrzański
idiota, który zmądrzał i przemyślał wiele spraw.
Niepojawienie
się Uli w jego firmie na zebraniu zdecydowanie zaskoczyło go i rozczarowało.
Miał nadzieję, że rozpocznie rozmowę, spyta o zdrowie, a później wszystko samo
ułoży się i wróci, do jako takiej normy. W dodatku rano zapomniał zabrać leku i
noga go rwała. Nic też nie jadł w domu i wypił tylko kawę, bo taksówka czekała
na niego. Będąc już we firmie chciał zejść do bufetu, ale poszedł do pracowni
Pshemka, bo mistrz miał jeden ze swoich humorów i musiał przed pojawieniem
gości uspokoić go. Później we firmie pojawiła się Klaudia, która dziwnym
zbiegiem okoliczności podobno dopiero teraz dowiedziała się o jego wypadku i
przyjechała chętna do zajęcia się nim. Uporanie się z projektantem i modelką trochę
czasu zajęło mu i kontrahenci zdążyli w tym czasie przyjść, czekali na niego w
konferencyjnej to i on poszedł. Od początku zebrania nie czuł się dobrze i
kręciło się w głowie. Kryzys przyszedł, kiedy gwałtownie wstał i zapomniał o
kulach. Jedynie, co pamiętał to, że runął na ziemię. Po przewiezieniu do
szpitala w pierwszej kolejności zbadał go ortopeda, ale na szczęście z jego
złamaną nogą wszystko było dobrze, to mógł zająć się nim internista. Z
telefonem do Uli trochę zwlekał, ale w końcu po zastanowieniu się, co mógłby powiedzieć jej zadzwonił z nadzieją, że
odbierze.
Z dotarciem do Marka, Ula nie miała problemu,
bo pielęgniarce w rejestracji skłamał, że jest narzeczoną i skierowała ją na
ogólną salę segregacji. Zza jednego z parawanów dobiegał charakterystyczny dźwięk dla aparatu EKG oraz rozmowa Marka i lekarza.
-Praca
serca nic złego na szczęście nie wykazuje-usłyszała głos lekarz.
-Te
zasłabnięcie to z niewyspania i niedojadania panie doktorze-tłumaczył się Marek.
—Ostatnie trzy noce praktycznie nie spałem i żyłem kawą.
-Wiem. Kolega z karetki wspominał mi o tym. I jeszcze, że przywieźli kolejnego młodego biznesmena z zebrania, który
myśli, że w wieku trzydziestu lat nic mu nie grozi. A tak naprawdę jest pan na
najlepszej drodze do zawału i wrzodów- informował go lekarz.
-To samo mówił mi lekarz pogotowia i ortopeda- odparł zapinając piżamę po badaniu.
-To
proszę posłuchać naszej całej trójki i zmienić styl życia. Jest pan za młody na
zawał-argumentował. —A i serce ma pan jedno. Lepiej oddać je kobiecie a nie chorobie-żartował. — Teraz proponuję odpoczywać
i nie wstawać z łóżka-dodał odsłaniając parawan i odchodząc.
-Część
Ula- rzekł jak tylko zauważył ją stojącą tuż za parawanem. —Przyszłaś jednak.
-
Cześć. Jak można trzy noce nie spać? -zbeształa go. —Sam wykańczasz się takim życiem.
- Możliwe, ale zrozumiałe, że moje życie to jedna wielka pomyłka, pustka, impreza i rutyna Ula. I
mógłbym tak długo jeszcze wymieniać-rzekł ku jej zdziwieniu.
CDN PO ROZMOWIE KWAFIFIKACYJNEJ
Będzie jeszcze jedna część. Kiedy to nie wiem? Ale do porodu chyba nie wyrobię się. Chyba,
że bardzo opisowa a później poprawię. Jeszcze później dokończę rozpoczętą
mini. Może prędzej będzie też coś
spóźnionego na 250 000 wejść. Na razie
dziękuję za wszystkie komentarze i wejścia.
:)
I tak tradycyjnie przepraszam za błędy, jeśli są i że jest nie do końca
dopracowana.
Do miłego zobaczenia.









