czwartek, 8 czerwca 2017

Życie na niby 21



+18

Szybko okazało się, że Marek słowami na wiatr nie rzucał i tuż po wyznaniu Uli miłości i chwilach pieszczot zabrał się za planowanie ślubu.
-Co byś powiedziała na drugi dzień świąt-zapytał leżąc z nią na jej łóżku. —Albo tuż po świętach. W sylwestra na przykład. Tak oryginalnie.
-Czy ja wiem-mówiła bez entuzjazmu Marka. —Po co mamy święta albo sylwestra sobie psuć.
-Ula a może tak bez uszczypliwości- odgryzł się.
-Po prostu nie musimy i nie ma powodów, aby spieszyć się i brać ślub w dwóch miesiącach-wytłumaczyła mu.
-Tylko, że ja nie chcę czekać do wiosny czy lata-nalegał. — Śluby zimą mogą być równie urocze, co wiosną, latem albo jesienią-argumentował.
- Nie chodzi o to, że jest zima Marek tylko o to, że możemy nie dać rady z organizacją wszystkiego- postanowiła przedstawić mu swoje zapatrywania. — Jest prawie listopad i zostają nam tylko niecałe dwa miesiące, a takie śluby trzeba planować z wyprzedzeniem. Trudno będzie z salą i jakąś orkiestrą na ten okres-argumentowała.  —A i goście mogą być niezadowoleni z takiego terminu i trzeba wziąć pod uwagę to, że mogą mieć już własne plany na okres świąteczno-noworoczny, a nie nasze wesele. Dochodzi też kwestia tego czy będziesz w pełni zdrowy. Nie chciałabym, żebyś do ślubu szedł o kulach. A i samo wesele może dać ci się we znaki i możesz obciążyć sobie nogę przez taniec. A ja chciałabym zatańczyć z tobą na własnym weselu przynajmniej raz. Inne panie zapewne też. Lepiej będzie jak poczekamy parę tygodni aż całkiem dojdziesz do sprawności-przekonywała.  —Pamiętam, że lekarz jeszcze na początku leczenia mówił ci, że leczenie potrwa do trzech miesięcy to przynajmniej do końca roku powinieneś uważać a później tak od razu też nie powinieneś nadwyrężać nogi.
- Fakt nie pomyślałem o tym wszystkim- odparł przesuwając palcem po kalendarzu w telefonie. — To może luty?- zapytał wchodząc w tenże miesiąc.  Czternastego na przykład. W dzień zakochanych.
-W Walentynki- z tonu głosu i mimiki twarzy można było wywnioskować, że dzień spodobał się jej.
-Dokładnie. Lepszego dnia nie znajdziemy. Nigdy nie obchodziłem go tak na poważnie i czas nadrobić to z gałązką, jak mawiała Wioletta.
-Jak to nie obchodziłeś? -pytała podejrzliwie. —Żartujesz ze mnie.
-Nie-odparł pewnie. — A nie obchodziłem, bo nigdy nie byłem zakochany Ula. I jeśli były jakieś karteczki albo kwiatki to w celach uwiedzenia a nie uczucia.  Teraz to będą prawdziwe Walentynki-dodał całując jej usta. —To, co kochanie czternasty luty?
-Ok-odparła krótko, ale rzeczowo.
 - Świetnie. To teraz skoro mamy ustalony dzień to możemy zająć się resztą.  Listą gości, salą, potrzebnymi dokumentami.
-Ale jak to teraz? Tak od razu chcesz załatwić wszystko? -pytała zdziwiona.
- Ula skoro już zaczęliśmy to nie ma na co czekać- mówił przekonująco. —Punkt pierwszy lista gości. Z moją rodziną będzie łatwo, bo rodziny od ojca nie mam a od mamy liczy tylko pięć osób.  Tylko z Febo nie wiem, co zrobić. Aleksa i Alicję na pewno zaproszę a co do reszta to...
- Wypadałoby zaprosić –wtrąciła, bo Marek wahał się z decyzją.
-To wyślę im zaproszenie i zobaczymy. Do tego jeszcze Pshemko, Sebastian, Decowie i trzech kolegów. A jak z twoją rodziną i znajomymi?
Pół godziny później lista gości była zrobiona i liczyła niewiele ponad sześćdziesiąt osób. Marek zadzwonił też do kolegi, który miał mały zajazd z salą bankietową za Warszawą i poszczęściło mu się, bo termin był wolny. Wieczorem natomiast, gdy cała rodzina Uli wróciła do domu ze swoich wyjść i tak jak obiecał Uli poprosił Cieplaka o rękę córki. Józef nie był nawet tym faktem zdziwiony. Tym bardziej, że nic nie wiedział o ich dwutygodniowym nieporozumieniu i był przekonany, że Ula opiekowała się nim przez pięć ostatnich tygodni a nie tylko przez trzy pierwsze i to poniekąd miało wpływ na decyzję Marka.  Dał im też bez jakichkolwiek wątpliwości swoje błogosławieństwo. Jaśka i Beatkę również ta wiadomość ucieszyła, bo oboje od bardzo dawna byli za Markiem. Bez telefonu do babci i przyjaciela też nie obyło się. Zwłaszcza Kubasińska nie kryła swojego zadowolenia, gdy wnuk powiedział jej, że zamierza ożenić się i pogratulowała im. Ula natomiast zajęła się Wiolettą i do niej zadzwoniła z tą radosną nowiną. Rozmowa z Wiolą zajęła jej zdecydowanie więcej czasu niż obie rozmowy Markowi, bo wszystko trzeba było jej opowiedzieć ze szczegółami.

Nazajutrz po obiedzie Ula odwiozła Marka do domu. Pomogła zrobić też większe zakupy, bo wieczorem na Wszystkich Świętych miała przyjechać do niego babcia z ciotką i wujkiem. Przygotowała również wspólnie z Markiem kolację.  Widok Uli obok Marka rodzinę Kubasińskich jak najbardziej uszczęśliwił.
-Nawet nie wiesz, drogie dziecko jak bardzo się cieszę, że doszłaś z Markiem do porozumienia i że jesteś z nim-zaczęła seniorka tuż po przywitaniu się i gdy usiadła w salonie, aby wypocząć po podróży. —On potrzebuje takiej kobiety jak ty. Opiekuńczej, rodzinnej, która zajmie się nim. Przez ostatnie dwanaście lat nie miał tu prawdziwego domu tylko przechowalnie dla panienek.
-Babciu było minęło i nie ma sensu wspominać tego- odezwał się Marek za Ulę i niezbyt zadowolony z faktu, że babcia wspomina dawne czasy.
-Ula to skarb i powinieneś po rękach całować ją, że dała ci szansę– kontynuowała Kubasińska.
-Ale Marek już przeprosił mnie i podziękował – wtrąciła Ula siadając obok niej na sofie. — A i ja za bardzo go kocham, żeby gniewać się na niego.
- To prawda babciu-poparł słowa Uli. I za to ja między innymi kocham Ulę- dodał patrząc na nią z czułością. —Za to, że nie jest taka pamiętliwa.
- Muszę przyznać, że Marek zaskoczył nas wczoraj swoim telefonem- i ciotka Grażyna włączyła się w rozmowę i zwracając się bezpośrednio do Uli. —W bardzo pozytywnym i niespodziewanym sensie zaskoczył- sprecyzowała.
-Tak jak i mnie- odparła uśmiechając się do ciotki Marka. —Jeszcze trochę a poszedłby do księdza dać na zapowiedzi.
-Cały Marek-westchnęła spoglądając na siostrzeńca męża. —Całe życie zaskakiwał. Raz potrafi zranić a drugi raz kochać i być miłym i słodkim.
- Dla mnie samego uczucie do Uli było zaskoczeniem- oznajmił im nieoczekiwanie. —Którejś nocy śnili mi się rodzice a później Ula i zrozumiałem, że nie jest dla mnie tylko dobrą znajomą, ale kimś ważniejszym. Byłem tylko na tyle głupi, że nie chciałem przyznać się do tego, choć żałowałem tego, co powiedziałem i tęskniłem. Aż do czasu jak nie wylądowałem w szpitalu.
-A mama zawsze powtarzała ci, żebyś pamiętał, że zawsze coś docenimy, gdy stracimy to- odezwał się i wujek.
-I miała całkowitą rację – odparł uśmiechając się na wspomnienie rodziców. 
-Helena i Krzysiu byliby szczęśliwi widząc ciebie szczęśliwego- odezwała się ponownie babcia. —Pamiętam jak na plany Febo patrzyli sceptycznie, śmiali się i mówili pożyjemy, zobaczymy. Ale niestety nie dane im było zobaczyć i pożyć.
-Babciu na pewno widzą to- pocieszał seniorkę.
-I pomyśleć, że gdyby nie burza to prawdopodobnie nie spotkalibyście się- zawyrokowała ciotka.
-Widocznie mieliśmy takie przeznaczenie ciociu.  Jedni zapoznają się w klubie inni na uczelni a jeszcze inni w innych okolicznościach. Chociaż czasami wydaje mi się, że takie przypadkowe to nie było. Rodzice zginęli w czasie burzy, gdy wracali od was i my poznaliśmy się w czasie burzy, gdy wracałem od was.  
-Może i coś w tym jest - rzekła ciotka z namysłem.  —Los bywa przewrotny i nieprzewidywalny.
-To prawda, ale nieważne gdzie i co to było, ale najważniejsze, że poznaliśmy się-odparł wyraziście.
-I babcia jest w końcu szczęśliwa-dodał wujek.  —A sam wiesz jak do tej pory ciągle martwiła się, że jesteś sam i że czeka cię ciężki los.
-Bo tak byłoby – wypowiedziała swój pogląd dosadnie. — A tak przynajmniej przez wypadek rozumu nabrał.  Inaczej to zwodziłby tylko Ulę i nic nie zrozumiał- mówiła bez zahamowań.
- W końcu pewnie zrozumiałby coś - Ula po dłuższym nieodzywaniu się włączyła się ponownie w rozmowę i stając w obronie Marka. —Na ostatnich targach Marek był nawet zazdrosny o wspólnego znajomego.
-Bo nic tak nie działa na mężczyzn jak pojawienie się rywala drogie dziecko- stwierdziła babcia. —Mój mąż zaczął działać, gdy na swaty do moich rodziców przyszedł sąsiad ze znajomym. A później przeżyliśmy szczęśliwie ponad pół wieku. Wiadomo, że były lepsze i gorsze dni, ale potrafiliśmy rozmawiać ze sobą i mieliśmy czas dla siebie.
-I my będziemy się z Markiem tej zasady trzymać się- zapewniała.  —Prawda Marek.
-Prawda. Będę dmuchać i chuchać na nasz związek- mówił spoglądając na Ulę czule.

Przez resztę wieczoru i w czasie kolacji rozmawiali na różne tematy, chociaż temat ich związku i ślubu ciągle przewijał się. Późnym wieczorem natomiast i kiedy Ula odjechała babcia miała dla Marka niespodziankę. Wnuka zastała samego w salonie.
-Proszę to dla ciebie-rzekła podając mu srebrną małą szkatułkę w kształcie serduszka. — Mi przynosił szczęście przez ponad pięćdziesiąt lat to niech tobie i Uli przyniesie.
-Ale to twój pierścionek babciu-odparł, gdy zajrzał do środka.
- I już nie noszę go.  Palce zgrabiałe mam i jeszcze zgubię gdzieś.  A i do grobu nie jest mi też potrzeby.
-Ale masz synową i wnuczkę i....
-Grażynka ma dość pierścionków od męża a Wioletta dostanie od Sebastiana-wtrąciła. —Zresztą to był pierścionek zaręczynowy i niech tak pozostanie. Chyba, że nie podoba ci się i wolisz podarować Uli coś nowego.
-Bardzo podoba i Uli na pewno spodoba się też.  Ale czy jesteś pewna babciu?
- Tak i lepszej osoby niż Ula na noszenie go nie ma- zapewniała.  
-W takim razie dziękuję - rzekł całując ją w policzek.
- Cała przyjemność po mojej stronie kochanie. Teraz dajcie mi tylko szybko prawnuka i będę mogła spokojnie odejść do Antosia.
-Babciu nawet nie myśl o tym- powiedział zdecydowanie, bo słowa babci nie spodobały się mu. —To znaczy o śmierci- poprawił się szybko. —Bo o prawnuka zamierzam postarać się szybko.
-A ja trzymam cię za słowo, jak wy teraz mówicie- rzekła uśmiechając się do niego z miłością.  
Idąc do swojego pokoju Marek uważnie oglądał pierścionek a plan podarowania go Uli miał gotowy.


Przez kolejne dni Ula i Marek spotykali się codziennie po pracy albo w czasie przerwy na lunch. Ula zawoziła go czasami też na rehabilitację, robiła zakupy i pomagała w domu.  W wolnych chwilach oddawali się też czułością, a w niecałe dwa tygodnie po oświadczynach natomiast pojechali do Madrytu.

Pobyt zaczęli od części prywatnej i już pierwszego dnia, choć przylecieli tam w porze wieczornej, wiele się działo i obfitowało w niespodzianki dla Uli. Pierwszą rzeczą był hotel pięciogwiazdkowy i apartament zarezerwowanym przez Marka w tajemnicy przed nią i jak później Ula zorientowała się bardzo drogi. W skład w niego wchodził salonik z widokiem na park, dwie sypialnie i łazienka z dużą wanną i jacuzzi.  Ale wspólne zamieszkanie już dla niej zaskoczeniem nie było i jadąc tam wiedziała, co ją czeka. Po dłuższej kąpieli i po powrocie do salonu zastała Marka również odświeżonego, elegancko ubranego a w pomieszczeniu panował romantyczny półmrok. Z głośników natomiast leciała cicha melodia.  Kolejną niespodzianką była kolacja zamówiona przez Marka do pokoju, a wraz z nią szampan i duży bukiet kwiatów.
 -Ula zanim zaczniemy jeść to chciałbym podarować ci coś szczególnego- rzekł wyciągając coś z wewnętrznej kieszeni marynarki. —To pamiątka rodzinna-mówił klękając przed nią. —Dziadek dał go babci a babcia mi dla ciebie. Kochanie teraz tak jak należy z pierścionkiem- kontynuował uroczyście.  Wyjdziesz za mnie?
-A obiecasz mi, że nie będziesz nadużywał kawy, odżywiał się regularnie, wysypiał i nie szlajał po klubach-stawiała warunki, ale i była zaskoczona całą sytuacją.
-Słowo Dobrzańskiego i na pamięć rodziców- szybko zaregował.
-W takim razie zostanę twoją żoną –odparła podając mu swoją dłoń, a Marek bez pospiechu założył jej pierścionek.
-Jest piękny-rzekła spoglądając na biżuterię przez łzy w oczach.
-Tak myślałem, że spodoba ci się- mówił przyciągając do siebie i delikatnie całując w usta.
-Muszę podziękować twojej babci przy pierwszej okazji-odparła, gdy Marek skończył całować ją.
-Wszystko w swoim czasie- rzekł z zadowoleniem, że niespodzianka udała się. — Ale teraz zajmijmy się tymi specjałami szefa kuchni-dodał odsuwając krzesełko przed nią.
Kolacja zamówiona przez Marka była wyśmienita i delektowali się nią przez dłuższy czas, ale dopiero później przyszedł czas na prawdziwe rozkosze. Po kolacji wyszli na balkon, aby popatrzeć na rozświetlony park, fontannę i miasto.
-Pięknie tu, prawda Ula-mówił stojąc tuż za nią. —Jutro od rana pójdziemy zwiedzać miasto.
-Fakt pięknie- westchnęła. —Neony zachęcają z daleka. Chciałabym pójść do katedry i muzeum Prado
-Co tylko zapragniesz- mówił do ucha. —Nawet mogę chodzić z tobą po sklepach.
-Szkoda czasu- odparła i spojrzała na Marka a on tak jakby tylko czekał na to, bo gdy tylko ich spojrzenia skrzyżowały się zaczął muskać jej usta.
Chwilę później delikatnie obrócił do siebie i całował twarz, szyje, płatki ucha, a Ula bez protestu oddawała się tym pieszczotom. Z każdą kolejną chwilą też Marek pozwalał sobie na coraz to zachłanniejsze pocałunki.  Gdy w końcu odsunęli się od siebie Ulę ogarnęło pragnienie tak wielkie, że nie potrafiła oddychać spokojnie.
-Tak bardzo chciałbym kochać się z tobą już teraz- rzekł z przyklejonym swoim czołem do jej czoła.
-Ja też, ale czy nie zaszkodzi ci to-zapytała mimo to.
-Kochanie nie to miałem uszkodzone- rzekł przewrotnie.   —I zapewniam cię, że jest sprawy, choć nieużywany od paru dobrych miesięcy.
-Wiem, że nie to, ale takie gwałtowne ruchy mogłyby ci zaszkodzić na nogę- tłumaczyła trochę zażenowana. 
-Są inne sposoby skarbie- przekonywał i tego właśnie zapragnął. Zobaczyć ją na sobie.
-Tylko, że ja nie mam w tym doświadczenia- mówiła ciągle skrępowana. — W moim życiu był tylko Bartek i to dawno temu.
-Tym lepiej-mówił tuż przy jej ustach. —I zapewniam cię, że jest to bardzo proste.
Chwilę później położył na łóżku i wdychając jej balsam do ciała bez pośpiechu zaczął grę wstępną. Całował usta, szyję i rozpinając guziczki bluzki schodził coraz niżej. Szybko jego oczom ukazał się biały koronkowy staniczek, który więcej pokazywał niż skrywał. Ula przewidując taki scenariusz wieczoru specjalnie ubrała nowo zakupiony komplecik bielizny i teraz widziała w jego oczach jak rozpalała go ten widok i wydatku nie żałowała. Kolejnym ruchem Marka była spódniczka Uli, która szybko powędrowała do góry odsłaniając jej zgrabne uda i drogę do jej kobiecości.  Ula w tym czasie bierna nie zamierzała pozostać i sama zajęła się jego koszulą. Odpinała guzik po guziku i masowała delikatnie jego kark i ramiona wyczuwając, efekty swoich pieszczot. Swoimi dłońmi doszła do zapięcia spodni, ale tym Marek sam zajął się. Wstał na krótką chwilę zdjął je tak jak spódniczkę Uli i przez chwilę patrzył na jej piękne ciało w samej bieliźnie, które jak myślał za chwilę będzie należało tylko do niego. Ula mogła robić to samo i popatrzeć na Marka w samych bokserkach z napisem Cały Twój i marzyć, że za moment będzie pieścił ją a ona jego. Dłużej Marek nie zamierzał zwlekać i wrócił na łóżko i do pieszczot. Bez pośpiechu całował ją dochodząc do jej piersi i stanika. Z zapięciem poradził sobie bez problemu i rzucił na podłogę. Piersi Uli znał już z tych pierwszych pieszczot w jej pokoju, ale i tak zachwycały go idealnością. Po kilku pieszczotach i pocałunkach dalej całując jej ciało schodził niżej do jej skąpych fig a które szybko podzieliły los stanika, a jego ręka sama powędrowała w najintymniejsze miejsca Uli dając błogą rozkosz. Ula leżała pod nim już całkiem naga i rozpalona. Sama też chciał oddać mu to wszystko i coś zrobić.  Odważyła się i delikatnie masowała jego męskość czując efekty przez bokserki.  Z rozebraniem ich pomógł jej jednak Marek i po uwolnił się od niepotrzebnego i uwierającego kawałka odzieży oddali się już całkiem szaleństwu namiętności. Kolejne minuty mijały na wzajemnym ssaniu, całowaniu i kąsaniu. Gdy Marek stwierdził, że Ula jest gotowa to przewrócił się na plecy i patrząc na nią pożądliwym i uwielbianym wzrokiem ogarniając też każdy kawałek ciała posadził na sobie. Pomógł unieść się jej delikatnie i wejść w jej ciało. Ruchy Uli był na początku delikatne, ale rozkręcała się a on mógł patrzeć na nią i jego niedawne marzenia spełniały się. Pomagał jej też i wkrótce ich ruchy stały się jednością, coraz gwałtowniejsze i dawały coraz większą rozkosz.W końcu szczytowali razem a fale tejże rozkoszy rozchodziły się po ich ciałach i dostarczając niesamowitych doznań cielesnych. Gdy ich ciała i umysły dochodziły do spokoju Ula zmęczona, ale bardzo szczęśliwa opadła w ramiona Marka. 


-Kocham cię Ula, a to, co teraz mi dałaś żadna kobieta nie dała mi prędzej- szeptał jej do ucha chwilę później i głaszcząc plecy. — I dziękuję.
- To ja ci dziękuję, że pozwoliłeś mi na coś takiego-odparła unosząc lekko głowę i spoglądając na niego. — Nie myślałam, że to takie przyjemne, choć trochę wyczerpujące -mówiła lekko sennie.
- Fakt, energii straciłaś trochę- mówił cicho.  —Odpocznij teraz, bo należy ci się –dodał samemu zamykając oczy i myśląc, że w łóżku będzie mu z Ulą fantastycznie i ciesząc się na te chwile oraz na kolejne trzy noce w Madrycie.
Od tego czasu więcej takich chwil mieli. I tu w Madrycie i po powrocie do Polski. Oboje tego chcieli i nie potrafili oprzeć się. Marek czuł się nawet jak tuż po uzyskaniu pełnoletniości, gdy na dobre zaczynał przygodę z seksem, a Ula odkrywała wszystkie tajemnice tegoż procederu.  W końcu nadszedł ten dzień, że została po raz pierwszy na noc u niego. Było to po charytatywnym balu andrzejkowym we fundacji jego mamy.  Rano Marek zajął się nią jak królową i śniadanie, które sam przygotował przyniósł do łóżka a obudził pocałunkiem.  

-Witaj kochanie-rzekł wsuwając się pod ciepłą kołdrę.
- Marek- wymruczała w ramach powitania i przeciągając się.
-Wyspana?
-Tak. A która godzina?
-Po dziesiątej. Proszę śniadanie dla ciebie-dodał sięgając po tacę ze stolika nocnego.
-Kawa, rogaliki, jajko, soczek- mówiła siadając na łóżku.  —Rozpieszczasz mnie. Życie jak w Madrycie. I dziękuję-dodała całując w usta.
-Cała przyjemność po mojej stronie-odparł wpatrując się w nią.  —W nocy byłaś wspaniała-dodał.  —Mam tylko nadzieję, że nie masz siniaków. Nie musiałaś odnosić od razu faktur do gabinetu.
-To ty mogłeś poczekać a nie całować mnie po szyi- sprzeczała się z nim. —Dokładnie wiesz jak wtedy reaguję.
-A ty mogłaś nie oblizywać ust tak zmysłowo- wytknął jej. —Dokładnie wiesz, że wtedy nie panuję nad sobą.
-Już raz całowałeś mnie na tym biurku, pamiętasz?- pytała uśmiechając się do niego.  —Ale Wiola nam wtedy przeszkodziła i teraz dokończyłeś dzieła poniekąd.
-Trudno zapomnieć-odparł uśmiechając się również na wspomnienia z przed paru miesięcy.  —Ula zamieszkajmy razem- nieoczekiwanie dodał. — Moglibyśmy mieć codziennie takie noce i poranki.

Tak tradycyjnie. Przepraszam za błędy i niedociągnięcia. Muszę też po raz kolejny zmienić ilość części. Będzie jeszcze jedna i epilog. Rozpiszę ślub oraz relacje z Febo i sprawy firmy. Może jeszcze coś na +18

niedziela, 28 maja 2017

Życie na niby 20



Samoocena wypowiedziana przez Marka na temat jego dotychczasowego życia zaskoczyła Ulę.  W dwóch zdaniach powiedział to, co i ona chciała powiedzieć mu. Miała odezwać się już, ale Marek ubiegł ją.
- Nic nie powiesz?- zapytał, gdy cisza przedłużała się. —Żadnych uwag.
-Nie wiem, co mogłabym powiedzieć ci-rzekła siadając na krzesełku przy jego łóżku.  —Chyba to, że swoim wyznaniem zaskoczyłeś mnie-dodała zgodnie ze swoimi odczuciami. —Powiedziałeś wszystko w dwóch zdaniach to, co ja miałam ci do powiedzenia i dużo dokładać nie muszę. Mogę dodać jedynie, że czas dorosnąć.
- Sebastian i babcia też tak mówią- odparł bez urazy za jej słowa.  — Zwłaszcza Seba. Od czasu jak jest z Wiolą jest nie do zniesienia.  Ona też zresztą. Kiedyś dzwoniłem do niej z nudów i przyznałem się, że nudzę się to wytknęła mi, że skoro byłem na tyle głupi, żeby powiedzieć coś takiego ci to teraz mam radzić sobie sam albo poprosić którąś z moich panienek, aby zajęła się mną-zacytował mniej więcej słowa kuzynki.
-Nie powinieneś wtedy proponować mi coś takiego- podchwyciła podjęty temat.
-Nie powinienem i przepraszam Ula -wyznał szczerze.  — I dzięki, że pomimo tego, co zrobiłem znalazłaś chwilę, żeby przyjść do mnie-dodał biorąc za rękę.
-Nie mogłam nie przyjść Marek.  A tak naprawdę to jeszcze przed twoim telefonem postanowiłam, że przyjdę. Jak tylko pan Dec powiedział mi, że zemdlałeś na zebraniu-sprecyzowała.
-Cała ty- mówił uśmiechając się do niej, bo wyjawienie, przez Ulę prawdy, że i ona chciała przyjść do niego bez jego namowy sprawiło mu małą satysfakcję.  —Biegniesz na ratunek nawet, jeśli ktoś skrzywdził cię.
-Po prostu stwierdziłam, że jeden twój błąd nie może przekreślić całej naszej znajomości- argumentowała.
-To prawda Ula. Nie może.  To już ponad dwa tygodnie jak nie widzieliśmy się- zmienił nieco temat.
-A mi wydawało się, że znacznie dłużej – odparła cicho, jakby do siebie.
- Brakowało mi ciebie i tęskniłem- dodał nieoczekiwanie. —Ale uparłem się, żeby nie odezwać się do ciebie pierwszy.
-To podobnie jak ja- uczciwie wyznała. Tęskniłam, ale Wiola przekonała mnie, żeby przetrzymać cię i nie dzwonić do ciebie, jako pierwsza, bo sam nie wiesz do końca, czego chcesz. Ale, gdy wysłałeś Adama z papierami to straciłam nadzieję w słowa Wioletty, że odezwiesz się. Nie przypuszczałam tylko, że i ty będziesz myślał tak samo.
-A jednak Ula -rzekł wyraziście.  —Musiało się tylko coś stać, żebym coś zrozumiał, przełamał się i zadzwonił.
-Czyli, że gdybyś nie wylądował dzisiaj w szpitalu to dalej nic byś nie zrobił-ni to stwierdziła ni zapytała.
-Sam nie wiem- odparł z zamyśleniem. —Czasami sięgałem już po telefon, żeby odłożyć go chwilę później. Zwłaszcza w tych ostatnich dniach, gdy spać nie mogłem nachodziły mnie takie momenty.  Ale w końcu przemogłem się i przy okazji zrozumiałem wiele innych spraw.
-I to ci się chwali Marek- rzekła dumna z jego poczynań.  
-Tylko, że trochę trwało, zanim nie zrozumiałem, że żyje się raz, że życie przelatuje mi przez palce w zastraszającym tempie i że nie mogę żyć na niby całe życie.  Jeszcze trochę a naprawdę zacząłbym chodzić z Szymkiem do klubu na podrywy ,bawił się z coraz młodszymi panienkami, z którymi nie miałbym, o czym porozmawiać.  A za parę lat byłbym dobrym wujkiem Markiem rozdającym cukierki dzieciom i wnukom Wioli i Sebastiana może i Szymka i chodzącym z laseczką i z Lordem albo innym Baronem na spacery.   
-To naprawdę musiałeś nie spać te trzy noce, skoro tyle rzeczy przemyślałeś i to na zapas-rzekła z lekkim rozbawieniem na myśl jego planów na starość.
-Kiedy jest się samym to jest masa czasu na to Ula- odparł nieuprzejmym tonem, bo wypowiedź Uli uznał za ironię. —Całymi nocami i dniami myśli się o życiu. Przychodzą wtedy najbardziej irracjonalne myśli. Zapewniam cię, że nadmiar wolnego czasu na dłuższą metę jest nie do zniesienia- mówił dalej niegrzecznie. — Nawet w pracy sprawy osobiste były poniekąd obecne i stałem się wredny. Pshemko to nawet nagadał mi o tym, jaki to stałem się nie do zniesienia i furiantem.
-Tak wiem-wtrąciła.  —Adam wspominał coś o nadgorliwości i czepiania się wszystkiego. I nie chciałam obrazić cię –dodała przepraszająco. — Tylko te twoje plany byciem dobrym wujkiem rozbawiły mnie trochę-tłumaczyła się. 
-Bo takie są- sam przyznał się do trochę zabawnych swoich wymysłów. —W końcu pomyślałem sobie, że zamiast rozmyślać, to rzucę się we wir pracy.  Ale i to źle skończyło się dla mnie, jak wiesz. Organizm mam chyba nieprzyzwyczajony do takich ekstremalnych warunków-zażartował.
-Ale na szczęście nic groźnego nie stało się i szybko wrócisz do sił i do domu-pocieszała go.
- Oby. A między nami może być jeszcze jak dawniej? – zapytał nagle i wprawiając w zakłopotanie. — I będziesz odwiedzać mnie czasami w domu.
-Jeśli chcesz tego, to tak-odparła bez wahania.
- Chcę i dzięki Ula- wyraźnie słowa Uli ucieszyły go. —Za te wszystkie wspólnie spędzone lata z tobą i twoją rodziną też dziękuję.  
-Nie musisz dziękować- zapewniała. —Tyle dla nas zrobiłeś, że było to dla nas oczywiste, że byłeś mile widziany. Zresztą nawet, gdyby sprawa operacji nie wynikła to też byłbyś mile widziany. Było nam po prostu miło gościć cię za każdym razem. Byłeś dla nas odskocznią od codzienności.
- Jest Ula- sprzeczał się z nią. —Czułem się u was jak u rodziny. Zrozumiałem to już tego pierwszego dnia, gdy poznaliśmy się i pozwoliłaś przeczekać mi burzę i ugościłaś, a nie wystawiłaś za drzwi. Powiem nawet więcej. Spotkanie was było najlepsze, co mogło spotkać mnie po śmierci rodziców-dodał na koniec.
-Tak jak dla nas po śmierci mamy- rzekła uśmiechając się do niego i zdając sobie z tego sprawę, że jest to prawda. — I oczywiście dalej możesz liczyć na gościnność-zapewniała.
- A wy na mnie-odparł odwzajemniając uśmiech.
W szpitalu zostać dłużej nie mogła, bo kończyła się jej przerwa obiadowa i musiała wracać do pracy. Poszła jeszcze tylko do szpitalnego sklepiku po wodę i sok do picia oraz pożywne banany i drożdżówkę. W drodze do firmy Dec& Lange oczywiście analizowała całą wizytę. Ciągle nie mogła uwierzyć w to, że Marek poprosił o drugą szansę, tęsknił i tyle jej powiedział. Nie były to jeszcze żadne deklaracje miłosne, ale było to znacznie więcej niż jeszcze dwa tygodnie temu. On tymczasem również rozmyślał. Wiedział już, że kocha Ulę, ale stwierdził, że szpital to nie jest dobre miejsce na takie wyznania i cieszył się, że Ula nie skreśliła go ze swojego życia.

Do szpitala wróciła tak jak obiecała po pracy. W międzyczasie Marek dowiedział się, że będzie mógł wrócić do domu tego samego dnia, ale z zaleceniem kilkudniowego odpoczynku.  Ula postanowiła zaopiekować się nim i zabrać go do siebie na przedłużony weekend.  Był, bowiem czwartek i miał zostać u Cieplaków do poniedziałkowego popołudnia. We wtorek natomiast przypadało Święto Zmarłych i miała przyjechać do niego rodzina. Z dowiezieniem go do Rysiowa problemu nie było, bo do pracy tego dnia Ula przyjechała swoim autem i nie musieli korzystać z taksówki ani autobusu. Podjechali tylko do jego domu po rzeczy, leki, wózek na wypadek dalszej wędrówki , pieska Lorda  i ruszyli w dalszą drogę. Czas u Cieplaków mijał szybko i przyjemnie. W piątek zajął się nim Józef a przez kolejne trzy dni mogła robić to Ula i reszta rodziny. Z Cieplakiem rozmawiał na wszystkie tematy z Jasiem głównie o motocyklach, czyli ulubionym ich tematem i to od ich pierwszego przed laty spotkania. Chłopak był też blisko spełnienia swojego wielkiego marzenia z tamtego czasu i kupna motocykla. Z Beatką natomiast grał w gry planszowe, a Ula zajmowała się jego potrzebami bardziej przyziemnymi i dogadzała, jak mogła. Brakowało jej jednak trochę sam na sam z Markiem, bo nawet na spacerze towarzyszyła im Betti. W niedzielne popołudnie zostali w końcu sami. Józef z Alicją pojechał do jej rodziny na urodziny, Jasiu z dziewczyną Kingą był w kinie, a Beatka z rodzicami koleżanki w cyrku we Warszawie. Oni zaś, choć był koniec października to korzystając z ostatnich promieni słońca poszli na krótki spacer. Był też czas na krótki odpoczynek w ogrodzie i na zabawę z pieskami. Później przenieśli się do pokoju Uli a który tymczasowo zajmował Marek. Ula zrobiła dla nich kawę i przyniosła ciasto i lody.


-Jak ja odwdzięczę się ci się za to wszystko?- pytał rozkoszując się ostatnim kęsem jego ulubionego sernika. — Tyle dla mnie zrobiłaś i dalej robisz.
-Nie musisz odwdzięczać się- mówiła kurtuazyjnie. —Dla mnie to przyjemność.
- I za to między innymi cenię cię Ula-rzekł spoglądając na nią z podziwem.  — Za bezinteresowność.
-To znaczy, że jest jeszcze coś innego, za co mnie cenisz – zagadnęła z zaciekawieniem.
-Jest dużo takich rzeczy-odparł pewnie. —Za dobroć, wrażliwość, życzliwość. Jesteś jeszcze rodzinna, skromna, mądra, wesoła, szlachetna- zaczął wymieniać jej zalety. —Długo mógłbym tak mówić jeszcze.
-To uważaj, bo uwierzę w to wszystko-odparła przekomarzając się.  Pomyślała sobie też, że były to tylko zalety i to takie, które kobiety nie za bardzo chcą słyszeć od ukochanego. Wolałaby usłyszeć też coś z uczuć i w stylu jesteś kochana, czy piękna.
-Zapomniałem o najważniejszych rzeczach- dodał wpatrując się w nią intensywnie i wybijając z myśli. — Jesteś niesamowita, wyjątkowa, niepowtarzalna i kochana.   Byłem tylko głupcem, że prędzej nie dostrzegłem pewnych rzeczy, a raczej nie chciałem widzieć.  Chciałem chyba na siłę trzymać się swoich przekonań i łatwych, pustych dziewczyn, a nie tych bardziej wartościowych. Ale w końcu dotarło do mnie coś. To po tym wspólnym wyjściu do klubu z Szymkiem, kiedy był zachwycony jedną z dziewczyn coś zacząłem zauważać. Spojrzałem na nią z niesmakiem i pomyślałem sobie, że Szymek on dość prosty gust i co najgorsze uświadomiłem sobie, że ja miałem do niedawna taki sam i że nie tego szukam.
-Tak czasami bywa, że zauważamy coś przypadkiem –wtrąciła cicho, gdy zapadła chwila ciszy.  Zdała sobie też sprawę, że jej niedawne myśli stają się jakby realne.
-To prawda- przytaknął trochę kurtuazyjnie. —Ula w moim życiu było wiele kobiet, ale były całkiem inne niż ty i żadna też tak mnie nie inspirowała jak ty-kontynuował swoją poprzednią wypowiedź i biorąc jej dłonie w swoje ręce.  —Już przy poznaniu byłaś inna, bo nie polubiłaś mnie tak od razu, a do czego byłem przyzwyczajony. Później nie potrafiłem oprzeć się pokusie, żeby tej znajomości nie przedłużyć i żeby nie zrobić coś, żebyś polubiła mnie tak jak Betti i Jasiu. W końcu udało mi się i polubiłaś, a nawet bardziej niż polubiłaś.  Mi zajęło to znacznie więcej czasu. Nie wiem nawet dokładnie, kiedy to się stało i jak, ale stałaś się dla mnie bardzo ważna. Nie wiem nawet, czym objawia się miłość, ale jeśli tym, że chce się całować kogoś, ciągle myśli się o kimś, tęskni się, porównuje z innymi, brakuje czegoś, jest się zirytowanym bez powodu, to ja właśnie to wszystko czuję. Zakochałem się w tobie Ula- mówił patrząc w oczy. —Po raz pierwszy i ostatni zakochałem się. Kocham twoje piękne oczy, usta, uśmiech, twój charakter, sposób bycia. Mam tylko nadzieję, że nie spóźniłem się ze swoimi uczuciami- dodał na koniec.
-Tak łatwo nie da się odkochać- odparła spokojnie. — I kocham cię tak...- zaczęła, ale Marek przerwał jej delikatnym pocałunkiem. 
-Kocham cię tak samo mocno jak przed laty- dokończyła zdanie, kiedy na krótką chwilę oderwał się od niej.
-To dobrze-odparł tylko i wrócił do jej ust. Tym razem na znacznie dłużej.  Całował ją jak poprzednimi razami.  Namiętnie i zachłannie wślizgując się w jej usta.
-Pamiętasz jak pytałeś mnie czy Damian lepiej całuje od ciebie? –zapytała, gdy skończyli tą przyjemną czynność.
-Trudno nie pamiętać-mruknął z niezadowoleniem.
-To teraz mogę powiedzieć ci, że nie wiem czy lepie całuje-rzekła tajemniczo.  —Przyszedł wtedy przypomnieć mi o wysłaniu faksu i pożegnać się. Ale mogę powiedzieć ci, że lepiej całujesz od Bartka, Kamila, Emila, Szymka a nawet Konrada – ostatnie imię wypowiedziała z uwydatnieniem.
-Konrada sam usunąłem z twojego życia-wyznał jej nieoczekiwanie. —Znałem go z jednego z klubów i z tej złej strony i uważałem, że może skrzywdzić cię.
-A był moim faworytem- rzekła jakby z wyrzutem.  —To znaczy drugim po tobie-dodała szybko.
-To na moje szczęście nie ma go w twoim życiu- rzekł z ulgą. —A wracając do nas to zamierzam ożenić się z tobą najszybciej jak się da i jeszcze dzisiaj poproszę twojego ojca o twoją rękę. A później chcę mieć z tobą gromadkę dzieci i zapełnić nimi nasz dom.
-Aż tak ci śpieszno do pieluch, zupek i kupek?- pytała z niedowierzaniem. —Nie znałam cię od tej strony.
-Kochanie-zaczął z tym swoim popisowym uśmiechem, a który ona tak bardzo lubiła.  —Ja sam nie znałem się od tej strony, ale wiem, że tak jest. Jeśli dzieci to tylko z tobą-zapewniał tuż przy jej ustach.

 W domu byli sami to mogli pozwolić sobie na dużo więcej niż zwykłe pocałunki i bez pośpiechu oddali się pieszczotom. Zwłaszcza, że bluzeczka Uli trochę odsłaniała i miała to do siebie, że górne guziki same odpinały się dla zachęty, a takiej okazji Marek nie mógł przegapić.   Dla wygody posadził sobie Ulę na kolanach a sam oparł plecami o ścianę. Mógł w ten sposób nie tylko patrzeć w jej twarz, ale i swobodnie całować usta, szyję i dekolt, a ona poddawała się tym pieszczotą z całą rozkoszą i miękła z każdym kolejnym pocałunkiem. Czuła też, szybsze bicie serca Marka i zastanawiała się czy nie zaszkodzą mu te igraszki. Marek tymczasem nie zamierzał nic kończyć i smakował jej usta i skrawki ciała póki mógł.
-Ula za dwa tygodnie w Madrycie jest pierwszy wspólny pokaz z firmą pani Peres- poinformował ją nieoczekiwanie i odrywając usta od zagłębienia w szyi. Pojedziesz ze mną?
-A to ma coś wspólnego z tym, że całujesz mnie teraz?-odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Nie-szybko zaprzeczył, ale pomyślał, że tam na miejscu może mieć i to dużo więcej niż pocałunki. —Po prostu będzie mi miło jak będziesz tam ze mną. Moglibyśmy pojechać na cztery-pięć dni i przy okazji odpocząć i zwiedzić Madryt- nęcił. —Byłaś już w Madrycie?
-Nie i chętnie wybiorę się z tobą- odparła ku jego zadowoleniu.
-Świetnie- odparł i wrócił do tego, czym byli zajęci od paru minut.
Pocałunki i poczytania Marka stawały się coraz śmielsze. Całował coraz bardziej zachłannie i odważniej, bo i Ula nie protestowała.
-Mogę-zapytał trzymając swoje ręce na połach jej bluzki i  mając na myśli pozbawienie jej z niej jak i ze stanika.
-Twoja babcia powiedziała mi kiedyś, że mężczyźnie trzeba dać trochę posmakować siebie, więc...
-Babcia to jednak mądra kobieta- wtrącił i zajął się tym czym miał.
Chwilę później Ula czuła jego dłonie i usta na piersiach i było to zniewalające. Wtuliła się nawet bardziej w jego ramiona, żeby wszystko lepiej czuć. Marek pieścił jej piersi i całował na przemian. Nie zapominał też o ustach. Ula nie chciała być też stratna to pozbyła, więc Marka z koszuli i ona mogła zająć się jego ciałem.
-Jesteś piękna Ula- usłyszała jego głos tuż przy uchu.
-A ty nie odbiegasz od ideału męskości-odparła gładząc jego tors.
Bez pójścia na całość było im przyjemnie, ale i oboje wiedzieli, że następnym razem to im nie wystarczy. Marek wiedział jak działa na Ulę a i ona siedząc mu na kolanach wyczuła to i owo.

Miała to być ostatnia część, ale będzie jeszcze jedna połączona z epilogiem. Kiedy to nie wiem? Tą miałam nadpisaną to mogłam dodać, a kolejną muszę pisać od zera.
Dziękuję, że choć jestem teraz mniej aktywna zaglądacie tu.
Tradycyjnie przepraszam za błędy i niedociągnięcia.