sobota, 16 września 2017

Rozmowa kwalifikacyjna 10



Ula z wyjścia do hotelu wróciła przybita. Choć z Markiem nie łączyło ją nic, to z bliżej nieznanych jej powodów było jej przykro. Opowiedziała też Lidce, co widziała i dała upust swojej złości na niego.  Lidka zdążyła poznać Vanessę z poprzednich jej wizyt w hotelu i to co widziała Ula pasowało jej do zachowania celebrytki. Obsługa hotelowa również miała wiele do opowiadania. Marka, pomimo że nie znała to trudno było jej uwierzyć, żeby zachował się tak głupio. Nie zastanawiając się długo i aby rozwiać swoje wątpliwości czy potwierdzić podejrzenia Uli, postanowiła sprawdzić wydarzenia z hotelowego barku. Uli powiedziała, że ma kolację służbową na mieście i wyszła na godzinę.
-Masz pecha Ula- rzekła po powrocie. — Byłam w hotelu i sprawdziłam monitoring.
-Mówiłam, że Marek to nie jest facet, który myśli poważnie- wtrąciła, przerywając jej wypowiedź. —To że tobie oparł się, to miał pewnie wykalkulowane. Jesteś przecież moją znajomą.
-Bo znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu i czasie- dodała. — Marek długi czas sam siedział przy barku i rozmawiał z barmanem i to nasza Vanessa przez V i dwa S, jak mawia, dosiadła się do niego. Chwilę rozmawiali a później, gdy zaczęła kleić się do niego, to szybko zareagował i odszedł. Ciebie też widziałam. Chwilę przed jego wyjściem ty skręciłaś na prawo do wyjścia, a on na lewo do recepcji. Vanessa zaś znalazła sobie inną ofiarę i z nim wyszła. Mogę zapewnić cię też, że Marek z żadną dziewczyną się nie szlajał przez cały dzień. Mnie nie oszukasz Ula. Gdybyś nie czuła do niego absolutnie nic, to nie byłabyś taka wściekła, że widziałaś go z inną. Powinnaś spotkać się z nim i porozmawiać. Specjalnie do ciebie przyjechał tu i to o czymś świadczy.
-Że chce więcej łóżka- wypaliła. —Powiedział mi, że jestem nieziemska w łóżku i gdyby mógł, to nie wychodziłby z niego. Jeszcze we czwartek przed pojawieniem się Wojtka i po wyjściu z jego mieszkania i szybkim numerku powiedział mi, a raczej zaproponował, żebyśmy wrócili tam po pracy. On jest maniakiem seksualnym.  Czytałam, że niektórzy faceci są z kimś, dopóki bzykanie tego kogoś nie znudzi się i szukają nowej ofiary, bo uważają, że nowa kobieta jest lepsza, a jeśli nie jest lepsza to przynajmniej nowa i można pochwalić się przed kolegami nową zdobyczą. I z nim tak jest. Zmienia panienki, jak rękawiczki.
-Ula nie ktosiuj i nie filozofuj. Marek wysłał ci takiego romantycznego SMS-a o oczach. Trudno uwierzyć, że chodzi mu tylko o łóżko.
-Niby tak, ale też trudno uwierzyć mi w jego takie prawdziwe zainteresowanie.
-Jak z nim nie pogadasz, to się  nie dowiesz się, o co mu chodzi-argumentowała. —Później będziesz chodzić z kąta w kąt i zastanawiać się czy dobrze zrobiłaś, czy nie.
- Ok Lidka. Spotkam się z nim jutro-odparła ugodowo. —Koza umiera raz, jakby powiedziała taka jedna znajoma dziewczyna.
- Mądra decyzja- pochwaliła i poklepała po ramieniu.  A teraz zabieram cię do Klubu Pokład-dodała. —Obiecałam ci wyjście w fajne miejsce. Chodzimy tam z Tomkiem, gdy zawita do portu.
-To tam poznałaś go i są tam najlepsze ciacha- odparła po zastanowieniu.
-Dokładnie. Może i tobie coś się trafi. Pójdę przebrać się i możemy wychodzić.


Przed wyjściem i w czasie, kiedy Lidka zniknęła w pokoju obok, Ula wysłała Markowi SMS-a.
Przyjdę jutro do hotelu.  Możemy spotkać się na śniadaniu ok. 9 w restauracji.  I dzięki za kwiaty Marek.
Chwilę później dostała zwrotną odpowiedź.
Będę czekał, Ula.
Nie zdążyła przypudrować nosa i pomalować ust, gdy jej telefon odezwał się ponownie. Na wiadomość od Marka uśmiechnęła się szczerze.
 Bo tęsknić i czekać to prawie to samo. Pod warunkiem, że czekając się tęskni, a tęskniąc czeka.


Ula w klubie bawiła się całkiem dobrze, ale przypuszczenia Lidki o spotkaniu kogoś interesującego się nie sprawdziły. Pierwszy chłopak, który dosiadł się do nich okazał się nachalny, drugi zarozumiałym szpanerem, a trzeci miał męty wzrok. Żaden z nich urodą nie dorastał również do Marka, choć dwaj pierwsi byli ciemnymi blondynami z niebieskimi oczami i dobrze zbudowani, czyli urody, jaką preferowała u mężczyzn i jaką posiadali jej trzej dotychczasowi chłopacy, z którymi była związana bliżej. Tylko Marek był brunetem i jedynie co zgadzało się w jego wyglądzie z jej upodobaniami to oczy i zabójczy uśmiech. Ale jak myślała i jakby powiedziała Wiola, że tylko świnia trwa przy swoim i Marek podobał się jej i to bardzo, jednak kochać go nie kochała. Po powrocie do domu zasnęła szybko, bo i wypite drinki zrobiły swoje.
Następnego dni natomiast szykując się na spotkanie z Markiem miała czas na zastanowienie się nad swoimi związkami i życiem.
 Facet do szczęścia nie jest mi potrzebny.  A przynajmniej teraz. Do seksu też nie. To znaczy potrzebny jest, ale umiem żyć bez tego. Po rozstaniu z Szymkiem przez ponad dwa lata żyłam przecież niemal w celibacie, nie licząc tych kilku pocałunków z przelotnymi znajomościami. Z Wojtkiem z przyczyn logistycznych często się też nie spotykałam i byłam mu wierna. Dopiero z Markiem mnie poniosło, bo myślałam, że Wojtek zdradził mnie i gdy wiedziałam już, że go nie kocham. A swoją drogą co za ironia losu. Marka nie kocham, a pociągał mnie jak Bartek, Szymek i Wojtek.  Jak nie bardziej. A sama miłość jest przereklamowana. Sama mogę być tego przykładem, bo z trzech moich dotychczasowych i bliższych kontaktów z facetami nic nie wyszło.  Bartek był ze mną tylko, dlatego że dawała mu darmowe korepetycje przed maturą, a po skończeniu szkoły wyjechał do Niemiec i zerwał przez telefon, jak tchórz.  Szymek okazał się jeszcze większym draniem, bo w swoim rodzinnym mieście miał dziewczynę, a ja umilałam mu tylko studenckie życie przez cały rok.  Tylko Wojtek był uczciwy i nic nie zrobił. Oprócz tego, że wyjechał do Szkocji i zmienił się tam i to ja zniszczyłam poniekąd nasz związek, bo zrozumiałam, że przestałam go kochać. Kiedyś tam może zakocham się naprawdę i założę rodzinę. Zawsze przecież chciałam ją mieć. A przynajmniej dziecko. Dzieci z Markiem były piękne- przemknęło jej nieoczekiwanie przez głowę i trochę wbrew swoich myśli. Nie powinnam nawet myśleć o tym. Nie będę egoistyczna i nie zrobię mu tego. To byłoby świństwo. Tak samo jak skorzystanie z banku nasienia, jak zrobiła to Emily. Jeśli dzieci to tylko z kimś kogo pokocham. A jeśli nie zakocham się, to zawsze mogę w ostateczności wyjść za mąż z rozsądku.   Ale to za jakieś siedem- dziesięć lat. A na razie z facetów mam Marka i zaproponuję mu przyjaźń.

Marek ujrzał Ulę, gdy wyszła z windy. Ubrana była w pomarańczową sukienkę w duże koła i wyglądała pięknie.


-Jak zawsze piękna, punktualna i cześć Ula- rzekł, ciągle wpatrując się w nią. —Miło cię widzieć.
-Cześć. Jak zawsze czarujący- odparła, wpatrując się w widoczne jeszcze ślady pobicia. —I przepraszam za Wojtka. Nigdy nie zachowywał się tak gwałtownie.
-To nie twoja wina Ula- rzekł zdecydowanie. —Należało mi się. Uwiodłem jego dziewczynę.
-Ale i tak czuję się współwinna. A o czym chciałeś rozmawiać? Jeśli o powrocie do firmy to raczej nie jestem zainteresowana powrotem. —Nie po tym, co się stało. Nie chcę być tematem docinków.
-Właśnie, że nie Ula- zaprzeczył automatycznie. —Wszyscy myślą, że rozstałaś się z Wojtkiem i związałaś ze mną – dodał, prowadząc do pobliskich drzwi restauracji. —Dlatego dostało mi się od Wojtka. Ktoś usłyszał, że mówię mu, że cię kocham, ktoś inny coś dodał od siebie i cała firma uważa, że jesteśmy parą. Ja sam nie zaprzeczyłem. Kibicują nam nawet.
-A ładnie to tak kpić sobie z ludzi- wytknęła mu.
-Ula, ale ja powiedziałem im prawdę. Podarowałeś mi coś, co nawet trudno było mi pojąć i o istnieniu czego takiego nawet nie wiedziałam. Ja cię naprawdę...
-Nie baw się znów we Wiśniewskiego- wtrąciła, omijając konkretnej odpowiedź na jego wyznane. — To że nie ma teraz mnie we firmie już świadczy, że coś się stało.
- Wszyscy myślą, że masz urlop.  Ula, gdy wrócimy razem to jeszcze bardziej przekonamy ich do wersji w jaką wierzą.  A twoja nagła ucieczka i długa nieobecność mogą ich właśnie zainteresować.
- Fakt mogą- odparła, bo uświadomiła, że ma rację z tą ucieczką.  —A zakładając, że wracam z tobą to co im wszystkim powiemy, kiedy nie będziemy razem? – pytała sensownie. — Rozstanie też urządzisz z pompą?
-To poudajemy trochę, a później pokłócimy się, rozstaniemy i powiemy, że nie wyszło nam- rzekł błaho. 
-Widzę, że na wszystko masz rozwiązanie-wymruczała.  Ale ja nie chcę brać udziału w tej farsie. Lubię i szanuję ludzi pracujących we firmie.
-I oni ciebie- podchwycił argument Uli.  —Ula jesteś potrzebna we firmie i nie przyjąłem twojej rezygnacji. Mieliśmy tyle planów na rozwój firmy. Chciałbym zrealizować je z tobą.  I zawsze możesz pracować w domu. W dobie Internetu to nie problem. Wróć tylko ze mną- błagał.
-No nie wiem Marek-ciągle miała obiekcje, ale mniejsze. 
-Dam ci podwyżkę- zaczął kusić wyczuwając, że Ula ulega namową. —I służbowy samochód, awans, własny gabinet.  Jest nawet miejsce w tym schowku obok ksero. Wystarczająco blisko mojego gabinetu, jaki i daleko.
-Prawo prezes decydowania w sprawach administracyjnych Marek, ale jako twoja asystentka i specjalistka od oszczędności, to na jakiś remonty pomieszczenia mówię, nie.
-Czy to znaczy, że wrócisz? - pytał, pełen nadziei.
-Na razie do Warszawy i zajrzę do firmy wybadać atmosferę- odparła. —  A później zobaczymy-dodała.
Z powrotu Uli ucieszył się bardzo, ale z tego, że nic za bardzo nie odpowiedziała na jego wyznanie mniej. Na razie nie zamierzał tematu kontynuować i nie zrazić Uli do siebie tylko ściągnąć z powrotem do firmy i mieć obok.
Chwilę po zakończeniu rozmowy dosiadła się do nich Lidka i na koszt hotelu i za jej sugestią zamówili dania i zjedli we trójkę śniadanie. Jako menadżer hotelu nie mogła nie skorzystać z okazji i nie zaproponować współpracy. Od Uli wiedziała, że F&D wkrótce będzie lansować kolekcję jesienną nad morzem i przedstawiła im korzystną ofertę noclegową i hotel jako miejsce na zdjęcia.  Propozycja dziewczyny była wystarczająco interesująco, zwłaszcza dla Uli drugiej specjalistki od finansów, aby wejść w nią. Lidka wkrótce opuściła ich i wróciła do swoich zajęć.
-To, co robimy z tak pięknie rozpoczętym dniem-zagadnął, gdy zostali sami. —Pytam, bo pomyślałem, że moglibyśmy pojechać do Malborka. Mówiłaś, że lubisz zamki- dodał, nawiązując do niedawnego wyjazdu do Olsztyna i do zamku Karnity.
-Dzięki Marek, ale byłam już dwa razy Malborku- oznajmiła, przepraszająco. —Ale jeśli to nie problem to chętnie pojechałabym do Gniewna i Kwidzyna-dodała. —Sama chciałam zrobić sobie taką wycieczkę na dniach, a daleko nie jest.
Dla Marka oczywiście problem to nie był i wkrótce ruszyli w drogę. Przed wyjazdem Marek wymeldował się i spakował, a Ula w tym czasie pojechała po swoje rzeczy do Lidki. Do Gdańska bowiem nie opłacało się im wracać.
I na Ulę Cieplak jest sposób- pomyślał z zadowoleniem, gdy pakował się. Skoro nie działa na nią mój Lexus ani uśmiech, dołeczki i cały urok osobisty to przez zamki dotrę do jej serca. Zamki kluczem do jej serca. Proste Marek.
-A skąd znasz Lidkę, jeśli można wiedzieć? -rozpoczął mało ważną rozmowę, gdy ruszyli sprzed hotelu.
-Ze studiów. Była, co prawda dwa roczniki wyżej, ale tak  jakoś skumplowałyśmy się i trwa to do dzisiaj. Głównie to komitet studencki nas złączył i nazwiska. Zawsze, gdy przyszło nam przedstawić się komuś obcemu, to mówiłyśmy Cieplik, Cieplak. Nie było chyba osoby, która nie zareagowała na nasze nazwiska i nie myślała, że żartujemy.
-To na pewno-zaśmiał się i on, a drogę do Gniewna umiliła im rozmowa na temat czasów studiów.


 Czas w Gniewnie i Kwidzynie mijał im miło i szybko.  Dla Marka nawet za szybko. Ula, jak nietrudno było nie zauważyć była oczarowana oboma miejscami i każdą komnatę, alejkę czy eksponat pochłaniała wzrokiem i wsłuchiwała się uważnie w słowa przewodnika. Na taką Ulę, Marek spoglądał z przyjemnością. Widać było, że żyła dziejami i była w świecie, który naprawdę lubiła. Dla niej takie wyjście było niczym innym, jak dla innych jego panienek podarowaną biżuterią. Kilka razy miał ochotę pocałować ją w takich chwilach, ale dokładnie wiedział, że może zrazić tylko Ulę a teraz gdy jechała z nim do Warszawy nie chciał nic tak głupiego zrobić. Pomiędzy jednym i drugim zamkiem mieli czas na obiad w restauracji i na chwilę rozmowy.
-Zaczynam rozumieć twoją fascynację zamkami- rzekł, gdy zamówili dania.
-Bo?- dopytywała.
-Bo można odbić się od codzienności, zrelaksować się, przypomnieć historię, zobaczyć coś nowego. Tylko pozazdrościć tego, jak kiedyś mieszkali i pomarzyć. Ludzie nigdzie się nie spieszyli, nie było rywalizacji,  tylko piękne okolice, spokój, zawsze chętne służki na bliższe poznanie pana- dodał na koniec figlarnie.
-Ja tak do szóstego roku życia zawsze chciałam być taką księżniczka i poznać księcia na zamku-  odparła, nie komentując ostatniego stwierdzenia Marka. —Przypadkiem widziałam jak coś kręcili na zamku i myślałam, że ciągle jest tak jak w bajkach.   Ale nie narzekam, że nie spełniło się moje marzenie, bo mam kogoś tak fajnego jak ty. 
-Tak?-zagadnął z nadzieją.
- Tak. Jesteś dobrym materiałem na przyjaciela- oznajmiła mu rozwiewając jego przeświadczenia. I dziękuję, że jesteś tu ze mną- dodała uśmiechając się do niego. Wojtek nie lubił za bardzo zamków.
-Nie ma za co Ula. I polecam się na przyszłość -odparł, choć przyjacielem nie chciał zostać.  


 Tymczasem Sebastian miał łatwiejsze zadanie z Wiolettą, bo na jego towarzystwo zawsze była chętna. Po wyjściu ze szpitala była na zwolnieniu lekarskim i Sebastian odwiedzał ją w Pomiechówku. Znosił nawet jej pierwsze zachcianki i pomagał w kompletowaniu fachowej prasy i książek na temat ciąży i wychowaniu dziecka i rozmawiał.
-Jeśli będzie chłopie to dam mu na imię Darek – Jakub, a dla dziewczynki Maja - Anna.  Ale ja wolałabym dziewczynkę- oznajmiła mu podczas wtorkowych odwiedzin u siebie w domu.  
-Wiola najważniejsze, żeby było zdrowe- odparł typowym stwierdzeniem używanym w takich wypadkach.
-To prawda, ale córeczka nie odczułaby tak braku ojca- argumentowała.
-Mówiłem już, że zajmę się wami- wtrącił.
-Teraz tak mówisz, ale później możesz spanikować. Niejeden chłopak ucieka od dziewczyny, gdy okazuje się, że zostanie tatusiem. Kupki, papki, czkawki, pieluchy są dla nich nie do pokonania.
-Wiola nie jestem szczeniakiem. Ja nie ucieknę. Jesteś dla mnie zbyt ważna. Ty i dziecko. I chcę tego. Chcę być z wami.
-Po Darku jesteś najlepszym facetem, jakiego miałam okazję poznać- odparła ze wzruszeniem na jego wyznanie. — I najlepszą rzeczą, jaka mogła mnie spotkać po jego śmierci.
-Jeszcze wiele takich rzeczy przed tobą i małą albo małym-zapewniał, biorąc jej dłoń do swojej ręki. —I chcę mieć w tym udział.
-Jak cię tak słucham, panie Olszański, to od razu robi mi się tak lekko na duszy-odparła, uśmiechając się i pozwalając na delikatną pieszczotę. —Jakby miała zaraz wyskoczyć i usiąść na ramieniu. 
-Tak powinnaś zawsze myśleć i czuć się Wiola. W twoim stanie spokój jest najważniejszy-dodał. 

piątek, 8 września 2017

Szczęście syna.



Znowu przyszło mi płakać- zanuciła Ula pierwszy wers swojej ulubionej piosenki i adekwatnej do obecnego nastroju i wydarzeń życiowych. Wyszła właśnie ze szpitala od Marka, ale spotkać się z nim okazji nie miała. Na szpitalnym korytarzu spotkała za to Paulinę i kobieta wyraźnie powiedziała jej, że to do niej Marek zadzwonił i chce, aby dała mu spokój. Ona sama dużo nie obiecywała sobie po wizycie u Marka. Chciała tylko zobaczyć, jak się czuje i przeprosić za wypadek, bo czuła się winna, choć nie znała okoliczności wypadku. Marek pracował z nią całą noc, mógł być przemęczony i spowodować wypadek. Ze szpitala wyszła, więc niepocieszona a czekała ją jeszcze rozmowa i rozstanie z Piotrem. Mężczyzna czekał na nią przed wyjściem ze szpitala i uczciwie powiedziała, że nie kocha go i nie może wyjechać z nim do Bostonu. Teraz siedziała na ławce, płakała i jedynie czego pragnęła to cofnąć czas. 


Paulina tymczasem zjawiła się w sali, w której leżał Marek i zajęła się nim.  Marek przybity niepowodzeniami związanymi z Ulą był obojętny na jej zabiegi. Poddał się nawet jej planom i zgodził się na wspólny wyjazd do Włoch. Wolał wyjechać z byłą narzeczoną i nie patrzeć na szczęście Uli i Piotra.
Po Paulinie w odwiedziny przyszedł Sebastian. To jego wypytał o Ulę, czy wie o wypadku i czy nie chciała przyjechać do niego. Olszański nie wiedząc nic o wizycie Uli, usprawiedliwił ją pracą i pokazem, który miał odbyć się następnego dnia.

Febo po wyjściu ze szpitala natomiast pojechała prosto do Dobrzańskich z dobrymi nowinami. Dobrzańscy siedzieli w salonie i delektowali się popołudniową kawą.
-Mam wspaniałe wiadomości Heleno- zaszczebiotała od drzwi. — Jeszcze nic straconego i może będziemy jeszcze razem z Markiem.  Jutro wieczorem, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to wyjadę z Markiem do Mediolanu na dwa tygodnie, a tam postaram się, żeby zapomniał o tej Cieplak. 
-Nie zapomnij, że jutro jest premiera kolekcji- hamował jej zapał Krzysztof. —Tworzył ją z Ulą i wypadałoby, żeby pojawił się tam.
 -Jest jeszcze Ula. Marek kocha ją-dodała Helena.
-Ona już wybrała tego lekarza i leci z nim do Stanów, a Marek wkrótce wróci do mnie, jak zawsze zresztą. Muszę zrobić tylko zakupy i będziemy mogli lecieć.
-Jesteś bardzo pewna siebie Paulinko- ponownie odezwał się Krzysztof. —Marek zmienił się ostatnio mocno. I to dla tej dziewczyny właśnie. Na dużo nie liczyłbym.
-Zbyt długo żył jak żył, żeby się zmienić-argumentowała. —Jakoś trudno uwierzyć mi w jego ustatkowanie się i w wielką miłość.
-A jednak. On pomagał jej jak została prezesem, a Ula jemu, gdy on był. Dla niego robiła te wszystkie przekręty, bo kochała go.  Sam mi to powiedział. A tego tak łatwo się nie zapomina.
- Po tym, co powiedziałam jej dzisiaj nie będzie szukała, z nim kontaktu-odparła, z satysfakcją. — Spotkałam ją na korytarzu w szpitalu i powiedziałam jej, że Marek nie chce jej widzieć i ma zostawić nas w spokoju. Ona poleci do tego swojego Bostonu za parę dni, a my jutro o osiemnastej do Włoch.
-Czas pokaże, co wyjdzie z tej podróży Paulino-rzekła, Helena.  —Oby udało się wam- dodała obejmując ją.
- Mówiłaś o jakimś szpitalu Paulinko- zagadnął Krzysztof. —Można wiedzieć, kto tam jest.
- Jak to, kto- pytała zdziwiona. —Marek.  
-Marek jest w szpitalu? – tym razem Dobrzańscy zdziwili się. —Miał jakieś badania?
- Nie. Rano miał wypadek. Nie wiedzieliście.
-Jesteś tu od dobrych paru minut i dopiero teraz mówisz nam, że Marek miał wypadek i jest w szpitalu? -  oburzyła się Helena, wstając z kanapy.
-Myślałam, że wiecie-tłumaczyła się.
-Paulino, gdybyśmy wiedzieli to nie siedzielibyśmy teraz tu tak spokojnie, nie gawędzilibyśmy i nie pilibyśmy kawy tylko bylibyśmy w szpitalu albo rozmawiali o jego zdrowiu, a nie o planach wyjazdowych- odparła, Dobrzańska podnosząc głos. —Mogłabyś czasami myśleć.
- I możesz powiedzieć nam, w którym jest szpitalu Marek- dodał Krzysztof.
-Na Miedzianej.

Do szpitala Dobrzańscy dotarli szybko.
-Mogłeś zadzwonić synku-  zaczęła matka od drzwi.
-Nie chciałem martwić was, bo nic mi nie jest tak naprawdę. Mają zrobić mi tylko rezonans i jeśli wszystko będzie dobrze to prawdopodobnie jutro albo pojutrze wypiszą do domu.
-To jakim cudem Paulina chce zabrać cię już jutro w podróż- dopytywała Dobrzańska.  —W dodatku samolotem. Przecież taka podróż może ci zaszkodzić- mówiła oburzona. — Jej chęć odzyskania cię przekracza wszelkie granice i muszę poważnie z nią muszę porozmawiać.
-Mamo sam zgodziłem się na wyjazd- usprawiedliwiał ją.  —Tak będzie najlepiej dla mnie.
- Ale nie jutro. Ja w każdym razie nie pozwolę ci wyjechać. Wprowadzisz się do nas na parę dni a Paulina, jeśli chce to niech sama leci.
-Zaskakujesz mnie mamo. Jeszcze parę tygodni temu byłabyś zadowolona z takiego obrotu sprawy.
-I dalej chciałabym, żebyście byli razem, ale nie zamierzam narażać twojego zdrowia. To już postanowione, nie lecisz nigdzie.
-Mama ma rację Marku-odezwał się ojciec. —To jest nierozsądne. A możesz powiedzieć nam, jak to się w ogóle stało?
-Zrobiłem to, co nie powinienem robić. Rozmawiałem przez telefon i wypadł mi z ręki, a gdy chciałem schylić się, to straciłem panowanie nad kierownicą. Tato mógłbyś pojechać do firmy i zobaczyć, jak daje sobie radę Ula- poprosił. —Jutro jej wielki dzień i chciałby, żeby wszystko udało się.
-Tym się nie martw synu. Odwiozę mamę i pojadę.
Dobrzańscy zostali jeszcze chwilę u syna. Przynieśli wodę, gazety, poczekali na wynik badania i pojechali do domu.

Dobrzańscy do szpitala wrócili nazajutrz rano, a na korytarzu spotkali również Paulinę.  Matka na przywitanie cmoknęła syna w policzek, a gdy to samo chciała uczynić Paulina, to się odsunął.
-A co u Uli? Radzi sobie- zwrócił się do ojca od razu z pytaniem.
-Z nią samą nie rozmawiałam, bo pojechała prędzej do domu, ale Pshemko, Iza i Wojtek mają wszystko pod kontrolą i nie musisz się martwić. Rozmawiałem jeszcze z Alicją i powiedziała, że Ula po twoim wypadku była roztrzęsiona, rozstała się z tym lekarzem i że ciągle cię kocha.
-Naprawdę tak powiedziała? – zapytał z uśmiechem na ustach.
- Mogłeś oszczędzić mówienia tego- wysyczała Febo, zanim Dobrzański odezwał się ponownie.
- Uznaliśmy z matką, że powinieneś to wiedzieć synu-zwrócił się do jedynaka i ignorując Paulinę.
-Ty też jesteś przeciwko mnie- tym razem zarzut Pauliny padł w stronę Heleny.
-Nie przeciwko ciebie tylko wczoraj po powrocie Krzysia z firmy rozmawialiśmy we trójkę trochę o ostatnich tygodniach.  Przyjechał do nas Pshemko i od niego wiemy, jak to było między Ulą i Markiem.  Naprawdę nie ma sensu ciągnąc waszego związku.
-Jak możesz mówić coś takiego Heleno- oburzała się. —Niszczysz nasze plany, a były tak blisko realizowania.
-Najważniejszy jest dla nas Marek i jego szczęście- przerwała jej.  —A tak się składa, że on kocha Ulę a ona jego. Ty nie potrafiłaś uszanować faktu, że jest w szpitalu. Wczoraj Marek miał wypadek, a dzisiaj chciałaś zafundować mu podróż samolotem. To nie było rozsądne Paulino. I ten incydent na szpitalnym korytarzu. To było egoistyczne wobec Uli i Marka. A ty Marek powinieneś jak najszybciej porozmawiać z Ulą i powiedzieć co czujesz- na koniec zwróciła się do syna.
-Zawiodłam się na was -odparła jeszcze Febo i wyszła upokorzona.
-Dzięki mamo – rzekł Marek, gdy drzwi za nią zamknęły się. — Miałem jej serdecznie dość i zgodziłem się wyjechać z nią, aby nie widzieć szczęścia Uli i Piotra. Chciałem uciec przed bólem. Ale nie myślałem, że i ty staniesz po stronie Uli.
-Tak jak powiedziałam ty jesteś dla mnie na pierwszym miejscu synku.
-To skoro masz dzisiaj wyjść, to mógłbyś pojawić się na pokazie taki niezapowiedziany -  zagadnął ojciec. —Zrobisz Uli niespodziankę.
-Będzie to dobry moment na porozmawianie- dodała mama.
-Myślicie? – pytał wątpiąco.
-Dla Uli to ważny dzień i na pewno chciałaby, aby byłeś z nią- przekonywała matka. —Mógłby powiedzieć jej, co czujesz. To bardzo dobry moment i lepszego dnia nie będzie.
-Nikt nie podmienił cię mamo – zażartował. — Coraz bardziej mnie zaskakujesz.
-To zaskoczę cię jeszcze bardziej. Chciałam ci coś dać dla Uli. Mój pierścionek zaręczynowy- sprecyzowała.  —Jest za mały na mnie i od dziesięciu lat leży w szufladzie i czekał na kogoś wartego noszenia.
-Fakt zaskoczyłaś mnie- oznajmił szczerze zadziwiony, przerywając na chwilę wypowiedź mamy.  —I bardzo miło z twojej strony mamo- dodał. —Zwłaszcza że gdy miałem oświadczyć się Paulinie nie zaproponowałaś mi tego.
-Bo była nim rozczarowana- wyjaśniła posępnie na myśl wydarzeń sprzed ponad pół roku. —Pokazałam go, jej przed waszymi zaręczynami myśląc, że później będzie jej miło, gdy dostanie go, ale stwierdziła, że jest mały i w dodatku z cyrkonią i że jej mama miała porządny z brylantem. Trudno było jej wytłumaczyć, że kupowany był ponad trzydzieści lat temu w Polsce, gdzie wyboru nie było, a nie we Włoszech, gdzie roiło się od biżuterii. Ale myślę, że Uli spodoba się tak jak mi i przyniesie wam szczęście.
-Na pewno mamo. Jest podobny to takiego jednego -dodał tajemniczo.



Ula, idąc w białej długiej ślubnej sukni po schodach, co rusz natykała się na zakochaną parę. Ojca i Alę, Maćka z Anią, Wiolettę i Sebastiana, Elę i Władka. Nawet jej brat pogodzony był z Kingą i dziewczyna towarzyszyła mu na pokazie.
Tylko Marka przy mnie nie ma. Teraz jest w drodze na lotnisko- myślała smutno. Odszedł, przepadło, wrócił do Pauliny. Nie pojawi się tu na białym koniu, jak mówiła Wiola.
Pobiegła nawet do budki telefonicznej i zadzwoniła do Marka, ale zamiast usłyszeć jego głos odezwała się poczta głosowa, to się nagrała. Do środka wróciła więc smutna, zamyślona i nie zauważyła, że z boku wyszedł przystojny brunet.
- Ula czekam na ciebie za pięć minut na scenie- usłyszała zza swoich pleców głos Marka.
-Marek? Co tu robisz? Nie wyjechałeś?
- Teraz nie ma czasu na dłuższe wyjaśnienia. Zaraz twoje wyjście.  A jestem tu, bo pokaz to takie nasze drugie dziecko Ula, a dzieci nie opuszcza się w ważnych momentach ich życia. I mogę obiecać ci już teraz, że wszystkie twoje dzieci w przyszłości będą i moje. I kocham je.
-Co? – pytała z niedowierzaniem.
-Jesteś moim szczęściem i miłością Ula. Ale teraz biegnij na tyły wybiegu. Pshemko jeszcze chwila i dostanie histerii, że jeszcze cię nie ma.



-Przywitajmy Ulę oklaskami – usłyszała, chwilę później głos Marka brzmiący z głośników. — To jej debiut w roli modelki- dodał, podając jej dłoń, aby łatwiej jej było wejść po schodach. Później poprowadził po scenie.
- Kochani jestem tu dzięki moim rodzicom- zaczął, po skończonych oklaskach dla mistrza i występujących modelek i modeli.  —To oni namówili mnie, aby pojawić się na premierze, bo ze szpitala wyszedłem dopiero przed trzema godzinami. Ale tu jest moje miejsce i ta najważniejsza kobieta. Zawsze miałem słabość do sekretarek i modelek i teraz mam dwa w jednym. Bo kocham Ulę bardzo, jakby ktoś jeszcze się nie zorientował.  Ale przypuszczam, że dla nikogo tajemnicą już nie jest.  Korzystając, więc z okazji, że jest nas tak wiele i jestem przy głosie, to chciałbym jeszcze coś bardzo ważnego zrealizować, a zaplanowanego na ten wieczór. Ula-zwrócił się do niej klękając. —Wyjdziesz za mnie? Mam nawet pierścionek. To pamiątka rodzinna. Kiedyś tato prosił nim moją mamę o rękę i teraz ja czynię to samo. Ula wyjdziesz za mnie- powtórzył z pierścionkiem w ręku.
-Jestem teraz najszczęśliwszą osobą na ziemi- wyszeptała ze łzami. —Kocham cię i zgadzam się- dodała, a Marek ze spokojem wsunął go na palec i pocałował dłoń. Później po gorzko, gorzko w usta.
-Jest piękny- rzekła, gdy oderwał się od jej ust i zanim tłum ludzi rzucił się na nich z gratulacjami i życzeniami. Wśród nich byli i Dobrzańscy.
-Pięknie razem wyglądacie i szczęście bije od was z daleka- zaczęła Helena. —Już na pierwszy rzut oka widać to, a Marek tak rozpromienionej twarzy nie miał już dawno i kocha cię naprawdę. Zmieniłaś go Ulko. Możemy mówić ci z mężem po imieniu- zapytała, a gdy Ula przytaknęła, kontynuowała. —Kiedyś nie było z niego nawet ciągłe dziecko, tylko etap licealisty i studenta spędzającego czas na zabawach, a teraz spoważniał i na myśl o ślubie i ustatkowaniu się nie myśli w kategoriach zła koniecznego tylko jako coś, w co warto wejść i przeżyć w tobą. Nie ma już nic z Marka Casanovy.
- Ale w takim Marku się zakochałam - odparła, wzruszona tak miły przyjęciem. — I kocham Marka ze wszystkimi jego wadami, proszę pani.
-W to nie wątpię, drogie dziecko. I szczerze gratuluję wam i cieszę się z waszego szczęścia.
-No cóż, kochani- zaczął i Krzysztof z życzliwym uśmiechem. —Żona, jak to kobiety powiedziała prawie wszystko i nie dała mi dojść do głosu. Teraz pozostaje mi tylko dołączyć się do gratulacji i dodać, że Marek wybrał sobie wyjątkową kobietę za żonę i miło będzie powitać cię w naszej rodzinie.
-Dziękuję bardzo- mówiła zażenowana. —Nie myślałam, że zostanę tak miło przyjęta. I jeszcze ten pierścionek, pani Heleno. Jest bardzo piękny i mam nadzieje, że przyniesie mi, to znaczy mi i Markowi szczęście. Głupio mi tylko ze względu na Paulinę, bo to ona miała… - zaczęła.
-Paulina to już przeszłość- wtrącił Marek. —Sama mama ją pogoniła.
-To prawda Uleńko- odparła Dobrzańska. —Szczęście syna jest dla nas najważniejsze. Nie była też taka idealna jak myśleliśmy.