sobota, 13 stycznia 2018

Rozmowa kwalifikacyjna zak. nr. 2 cz. 3

W poprzednich dwóch częściach.
 Ula od pewnego czasu dostaje liściki, wiersze i prezenty od anonimowego wielbiciela.  Wkrótce odkrywa, że list był autorstwa Marka, bo chciał zbliżyć się do niej. To powoduje, że chciała odejść z firmy, ale ostatecznie przenosi się z biura Marka do działu marketingu. Nad Wisłą poznaje też Szymona.  Nie wie jednak, że to jej cichy adorator. Marek tymczasem podczas swojego pobytu w Wałbrzychu, a związanego z kradzieżą jego dokumentów, dowiaduje się o tym. Sebastian również ma swoje wieści. We firmie na miejsce Uli przychodzi Patrycja. Magda Cieplak i Febo tu żyją.
Radzę wrócić jednak do poprzednich dwóch części. Listopad 2017.

********************************
Marek po przyjściu do firmy skierował się prosto do biura Sebastiana, aby pogadać z nim o ostatnich wydarzeniach.


-Seba, nie uwierzysz, czego dowiedziałem się w Wałbrzychu- rzekł od drzwi. —Nie wiem tylko, jak Ula zareaguje i czy już nie wie przypadkiem.
- Wiola też powiedziała mi dzisiaj coś ciekawego rano i też nie wiem, jak Ula to przyjmie i czy powiedzieć- odparł Sebastian. —Wyobraź sobie, że ten jej niby chłopak był tu wczoraj, gdy Ulka poszła do okulisty i zaczął flirtować z Patti. Wiolka wie to od Ani, a Ania wie co mówi- wytłumaczył. —Widziała ich w holu i podobno Patrycja od razu zaczęła mizdrzyć się do niego. Później, gdy nie doczekał się Uli, to wyszedł z Patrycją, a Wioletta widziała, jak razem odjeżdżają spod firmy- zakończył mocnym akcentem.
-To jeszcze nic nie znaczy- odparł trochę rozczarowany. —Może jechali w tą samą stronę.
-Ale zawsze coś. A ty co masz?
-Wyobraź sobie, że jestem na komisariacie w Wałbrzychu, a na korytarzu widzę nikogo innego jak Szymona ściskającego się z jakąś panienką. Chciałem już odezwać się i coś powiedzieć, ale okazało się, że to Artur brat bliźniak Szymona. A to oznacza, że to Szymon był tym bratem, który pomagał w lombardzie, znalazł kartę pamięci z mojego telefonu i wysyłał wiersze Uli. Zresztą później ten Artur powiedział mi, że ma brata w Warszawie i że czasami pomaga w sklepie. Teraz pytanie brzmi czy Ula wie, że Szymon to jej cichy wielbiciel.
-Biorąc na rozum to raczej nie- wnioskował Sebastian. —Skoro była na ciebie zła za ten list to byłaby i na niego.
- Też myślę, że ukrywa, kim jest naprawdę i Ula może czuć się mocno rozczarowana prawdą.  Z drugiej strony to ukrywać przed nią tego, to też nie byłoby w porządku. 
-Za to ty będziesz miał szansę- znalazł coś optymistycznego kadrowy. —Musisz tylko przeprowadzić to ze spokojem.
Ula tymczasem z plikiem dokumentów podążała do biura Olszańskiego. W sekretariacie nikogo nie zastała i chciała już wejść, ale zatrzymały ją słowa Marka zza uchylonych drzwi. 
-Myślisz, że mam jeszcze szansę u Uli po tym, co zrobiłem? - pytał wątpiąco. —Jest cięta na mnie jak osa.
-Małymi kroczkami przestanie być. Musi ci tylko zaufać. Bądź dla niej przyjacielem tak jak ja dla Wioli.
-Ty i Wiola to co innego- mówił bez przekonania. —Wioletta straciła narzeczonego, potrzebowała wsparcia.
-Ula jak się dowie, kim jest tak naprawdę Szymon to, też będzie potrzebowała wsparcia. Musisz przedstawić jej tylko jakieś dowody, że taki romantyczny nie jest, a wtedy sama rzuci ci się w ramiona.
-No nie wiem Seba, czy to jest dobry sposób – ciągle był sceptycznie nastawiony. —Tak po prostu i nagle nie mogę na niego naskoczyć.
Ula dłużej nie podsłuchiwała i cicho odeszła. W drodze do swojego biura analizowała, to co usłyszała. Ewidentnie z ich słów wynikało, że coś knują i chcą skłócić z Szymonem. Jednak też wypowiedź Sebastiana wydawała się jej prawdziwa. W końcu postanowiła zadzwonić do Szymona, umówić się z nim na kawę i dowiedzieć się coś więcej o nim.  Telefon miał niestety, ale wyłączony dłuższy czas.
-Tylko mi nie mów, że nie zamierzasz jej powiedzieć kim on jest- kontynuował Sebastian po jej odejściu.
-Zamierzam, ale w odpowiednim momencie. Nic na szybko.

Wkrótce Ula miała okazję przy windzie spotkać Marka. Oboje jechali na górę i mieli czas na chwilę rozmowy.
-Właśnie do ciebie jadę- rzekła po przywitaniu. —A konkretnie do Wioli po wyliczenia z reklam.
-Leżą na jej biurku- odparł. —Miałem powiedzieć ci na wypadek, gdyby nie zdążyła wrócić od lekarza.
-To dobrze. A jak podróż do Wałbrzycha? – zagadnęła, gdy byli już wewnątrz windy. — Odzyskałeś laptopa?
-Tak.  Poznałem też właścicieli lombardu i wiem, jak się nazywają. To Dulińscy.  A ten twój adorator to Szymon Duliński- mówił z nadzieją, że nazwisko będzie już Uli znane.
-Dobrze wiedzieć- odparła ku jego rozczarowaniu. —Każdego Dulińskiego będę omijać szerokim kołem. Chociaż ostatnio nie daje o sobie znać.
-To chyba dobrze Ula? Choć dziwne. Nie uważasz? Nie chcę, żeby to nie było takie zaplanowane uśpienie.
-To miłe, że się martwisz, ale poradzę sobie- rzekła spoglądając na niego przelotnie.
-Jakby jednak coś się działo to możesz liczyć na mnie- zapewniał wychodząc z nią z windy.

Dwie godziny później w bufecie w porze przerwy na kawę spotkała Wiolettę.  Siedziała przy stoliku samotnie, popijając soczek, to się dosiadała.   W przeciwieństwie do Marka Wiola zamierzała powiedzieć, co widziała.
-Nad czym tak myślisz? – zagadnęła Ula.
-Nad aspektami życia- wymruczała. —Ula co byś powiedziała, gdyby okazało się, że facet, z którym spotyka się moja koleżanka filtrował z inną.
-Powiedziałabym, że nie jest wart jej uwagi i powiedziałabym to koleżance.
-To ci właśnie mówię Ula.
-Ale jak to, kto?
-Jak to, kto Ula? Ze świerku się zerwałaś. Szymon mówi ci to coś. Wczoraj, gdy wyszłaś do okulisty był tu i mizdrzył się z Patrycją, a później wyszli razem i odjechali.
To o to im chodziło- myślała tymczasem Ula. O to, czy powiedzieć mi o Szymonie i Patrycji. To nawet miłe, że się martwili. Zwłaszcza że ja myślałam, że chcą mnie z nim skłócić.  Tylko co Szymon ma wspólnego z Patrycją.
-Patti wyszła na uczelnię, zanim ja wróciłam od lekarza, a sama chciałabym wiedzieć, o co jej chodzi- mówiła Kubasińska, jakby czytała w jej myślach. —Już pierwszego dnia szukała tutaj gacha.
Albo Marek wymyślił to i kazał Wioli tak mówić.
-To Marek kazał ci tak mówić? – zapytała spokojnie ze względu na ciążę Wioli.
- Nie Ula. Przysięgam. Nawet nie rozmawiałam z nim o tym. Tylko z Sebastianem, ale on kazał mi nic nie mówić. A jak mi nie wierzysz, to spytaj Anię z recepcji. Widziała ich w holu, a ja to jak razem odjeżdżają.
-Spokojnie Wiola. Wierzę ci. Sama dzwoniłam wczoraj do niego przed fajrantem i mówiłam, że do firmy już nie wrócę.

Z Anią, Markiem i Sebą nie zamierzała rozmawiać na ten temat, a Szymon ciągle miał wyłączony telefon.  Dodzwoniła się do niego dopiero w czasie wyjścia na lunch, ale zamiast usłyszeć jego głos, to włączyła się poczta głosowa. Cześć tu Szymon Dula Duliński. Jeśli to coś ważnego zostaw wiadomość. Chwilę później jeszcze raz zadzwoniła, aby upewnić się, że się nie przesłyszała. Zrozumiała też prawdziwy sens podsłuchanej rozmowy rano pomiędzy Markiem i Sebastianem.
W drodze do firmy rozmyślała nad tym, co odkryła i zastanawiała się, jak Szymon mógł ją okłamywać tyle czasu. Widywali się bowiem od dwóch tygodni i miał okazję powiedzieć prawdę. Była zła na niego zarówno za to, że ukrywał, to kim jest, jak również, że tyle czasu anonimowo grał jej uczuciami.  Do Marka również miała żal i po dotarciu do firmy skierowała się do jego biura.


- Marek- rzekła od drzwi — Czy Szymon Duliński to ten mój wielbiciel- zapytała dla pewności, choć już prędzej było to praktycznie dla niej wiadome.
-Już wiesz- rzekł, wstając zza biurka i prowadząc na kanapę przy oknie.
-Tak. Zadzwoniłam do niego i odezwała się jego poczta głosowa. Tu Szymon Dula Duliński, a mówiłeś mi, że się tak właśnie nazywał. Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy rano Marek? - pytała z dużymi pretensjami. —Rozmawialiśmy o nim przecież we windzie.
-Chciałem przygotować cię jakoś- tłumaczył się nerwowo.
-To nie matura Marek ani Pierwsza Komunia, żeby się przygotować- rzuciła z ironią.
-A uwierzyłabyś mi, gdybym wyskoczył z czymś takim? - pytał sugestywnie.   
-Gdybyś powiedział mi to co Wioletta, że Szymon ma coś wspólnego z Patrycją, to mogłabym nie uwierzyć, ale na to znalazłyby się dowody. A tak on wszystko popsuł i ty też.
-Przepraszam Ula- rzekł ze skruchą. —Nie chciałem, żeby tak wyszło i nie chcę mieć kolejnego minusa u ciebie.
-Spokojnie Marek- mówiła, uśmiechając się do niego lekko. —Nie masz. Jeden wielki minus ma Szymon. Wszystko zepsuł, zanim rozpoczął.
-Dobrze wiedzieć, że nie jest się samym, tym najgorszym - odparł z nieukrywanym zadowoleniem.
-Nie jesteś-potwierdziła.
- Ula chciałbym, żeby było między nami tak jak kiedyś – rzekł nieoczekiwanie. — Jak z czasów sprzed tego listu. Myślisz, że jest na to szansa?
-Jeśli się postarasz to tak – odparła.

Sprawę z Szymonem, Ula załatwiła jeszcze tego samego dnia, a następnego po małym nakłonieniu przez Wiolettę zdała jej relację.
-I, co Ulka pogoniłaś go, gdzie pieprz z wanilią rośnie- zagadnęła.
-Powiedziałam mu, że wiem o wszystkim i że swoim zachowaniem tylko zniechęcił do siebie.
-Prawidłowo Ulka- przyklasnęła Wiola. —Facet, który na oczach innych kręci z inną nie jest dobrym materiałem na chłopaka. Dobrze mówię?
-Bardzo dobrze- odparła, bo zorientowała się, że koleżanka mówi o Patrycji a ona o całkiem innej sprawie. —Powiedział, że to ona przyssała się do niego, a nie on do niej- dodała, choć na ten temat prawie nie rozmawiali.
-Mówić to on sobie może dużo, prawda Ula- stwierdziła dość sugestywnie.  
- Prawda, ale tak całkiem nie skreśliłam go. Powiedziałam, tylko że na dużo nie może liczyć.
-Do Jasnego Antka (Anielki) - wymruczała pod nosem.  —Ulka nie mów mi, że chcesz dalej spotykać się nim- oburzyła się głośno.
-Nie tyle spotykać, jak nie zrywać znajomości. Na razie wyjeżdża do Londynu na miesiąc, a później zobaczymy.
-A Marek? -pytała. — Przecież on ostatnią koszulę zjadłby dla ciebie. Pasujecie do siebie jak te dwie połówki chleba.
-Z Markiem znowu jesteśmy przyjaciółmi- odparła z uwydatnieniem. —I nic więcej.

Przez kolejne dni między Ulą a Markiem faktycznie układało się całkiem dobrze, a dla Marka najważniejsze było to, że Ula nie unikała go, jak jeszcze całkiem niedawno. Razem zajmowali się zarówno podsumowaniami ostatniego pokazu jak i planowaniem kolejnego. Trafił im się równie wspólny służbowy wyjazd i okazja na nawiązanie współpracy z firmą zagraniczną. To Pshemko odnowił znajomość z projektantem ze Szwecji i wyjechali we trójkę na dwa dni do Sztokholmu. Na samym już miejscu natomiast mistrz nie był ich uczepiony i sporo czasu spędzali sami.
Łączyła ich jednak nie tylko praca, ale i sprawy towarzysko-prywatne. Marek zaprosił ją na coroczny bal TVN-u a zasilający fundację Nie jesteś sam, Ula natomiast na zjazd rodziny Pyrzyk.  (takie nazwisko panieńskie nosiła jej mama). Sama iść nie chciała i po małej intrydze Magdaleny, Dobrzański został zaproszony.
Helena również miała swój udział w zbliżaniu ich do siebie i zaangażowała syna i Ulę do kampanii reklamowej własnej fundacji. Wspólnie znajdywali też sponsorów i zbierali fanty na aukcję charytatywną. Zajmowali się również tą gorszą stroną i chodzili po szpitalach, hospicjach, domach dziecka i zbierali informacje co jest w danej placówce najbardziej potrzebne. Na samych rozmowach wizyty nie kończył się i w każdym z tych miejsc poświęcili sporo czasu przebywającym tam dzieciom. To że Marek ma podejście do maluchów Ula zauważyła już w kontaktach z Betti, ale dopiero teraz uzmysłowiła sobie jak duże. Rozmawiał z nimi, bawił się i żartował.
Po jednej z takich wizyt Marek odwiózł Ulę do Rysiowa.  Podjeżdżając, pod dom zauważyli wychodzącego od nich Maćka. Sąsiad nie czekając aż wyjdą z samochodu i przywitają się, zniknął w bramie swojego domu.
- Coś się stało? - zapytała Ula chwilę później, widząc przygnębionych rodziców siedzących w kuchni.
- Babcia Szymczykowa zmarła dzisiaj- odparła Magda. —Maciek był u nas właśnie powiedzieć.
- Przykre- odparła. —Pamiętam, jak przyjeżdżała tu na wakacje.
-Pogrzeb ma być we wtorek, ale już w poniedziałek jadą całą rodziną do Kalisza- kontynuowała Cieplakowa. —Kiedy wrócą też nie wiadomo. Może dopiero we środę i Maciek nie będzie mógł zawieźć ojca do Nałęczowa, a wszystko jest już opłacone. (Cieplak ma jechać do sanatorium)
-Spokojnie mamo. Zadzwonię i powiem, że przyjedzie parę dni później.
-Może ja mógłbym się przydać? – odezwał się Marek. —Chętnie zawiozę pana.
-Ale to cały dzień zejdzie- mówił Józef z wahaniem.
-Naprawdę to nie problem dla mnie- zapewniał. —W poniedziałek jak sądzę, bo Ula mówiła o wolnym dniu i pewnie chciała jechać z panem.
-Tak w poniedziałek i zapłacę za czas i benzynę.
-To nie będzie konieczne. O której mam być?
-Tak około siódmej planowaliśmy wyjechać z Maćkiem- rzekła Ula. —Ale jeśli to za wcześnie to może…
-To będę po szóstej- wtrącił.
U Cieplaków długo tym razem nie został. Wypił tylko kawę, zjadł kawałek ciasta i pojechał do domu.

W poniedziałek wcześnie rano Marek tak jak obiecał, pojawił się w Rysiowie. Zarówno Ula, jak i Cieplak byli gotowi już na podróż, to po załadowaniu bagaży wyruszyli w drogę. Po ponad trzech godzinach, włączając w to krótką przerwę, dotarli do celu podróży. Miejsce wybrane przez Ulę okazało się urokliwe i całą trójką po zameldowaniu Cieplaka i obejrzeniu jego pokoju poszli na krótką wycieczkę. 


Po wspólnym obiedzie i pożegnaniu się z Józefem, Ula i Marek pojechali jeszcze do Kazimierza Dolnego.  


-Pięknie tu i dziękuję, że zgodziłeś się przyjechać -mówiła, przechadzając się z nim po rynku.
-Nie ma sprawy Ula- rzekł z zadowoleniem, że mógł sprawić jej tę przyjemność. —Sam nigdy nie byłem w Kazimierzu i chętnie zobaczę to i owo. Zapraszam cię też na kawę. Tam jest jakaś kawiarenka ze stolikami na zewnątrz. Ale to później.
-Za to że przywiozłeś tutaj ojca też ci dziękuję- kontynuowała. —Był taki szczęśliwy widząc swój pokój i ośrodek.
- Wybór ośrodka to twoja zasługa Ula – zauważył słusznie. —A jeśli jeszcze raz powiesz coś na temat wdzięczności, to naprawdę coś zażyczę sobie.
-Oby to nie była gwiazdka z nieba, góra złota, lot w kosmos ani bezludna wyspa- z góry uprzedziła.
-Spokojne Ula jestem realistą i wystarczy mi willa z basenem na Karaibach i do tego jacht.
-Nie mówiłeś nigdy, że umiesz żeglować– rzekła, spoglądając na niego ze zdziwieniem. 
-A kto powiedział, że umiem. Po prostu ładnie wygląda i jest się czym pochwalić przed kumplami.
-Mężczyźni- wymruczała. —Tylko zabawki i gadżety macie w głowach.


Kolejnymi miejscami, które zwiedzili był wąwóz korzeniowy, kościół farny, synagoga i góra Trzech Krzyży. Na sam koniec wypadu do Kazimierza poszli zaś nad Wisłę. Od kelnera dowiedzieli się bowiem o najładniejszym miejscu, z którego był widok na ruiny zamku. Miejsce rzeczywiście było godne obejrzenia, zrobieniu kilku zdjęć i dłuższego zatrzymania się nad brzegiem. Zwłaszcza dla Uli były to niezapomniane chwile i tak jak bywało to w poprzednich ich wizytach w zamkach, to i teraz żyła swoim światem i marzeniami. To wszystko spowodowało, natomiast że schodząc po skarpie zachwiała się i wpadła wprost w ramiona Marka, a ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie. On mógł patrzeć w błękitne oczy Uli, a Ula w szaro-stalowe Marka. Poczuła w dodatku niepokojące trzepotanie w sercu i to że się rumieni. Co się z tobą dzieje Ula- myślała, wpatrując się ciągle w jego twarz. To, dlatego że przez ostatnie dnie tyle czasu spędziliśmy razem i tyle zrobił dla taty.
Jest tak blisko mnie – myślał tymczasem Marek. Wystarczy lekko schylić się i… ? Nie lepiej nie ryzykować. Ostatnio jest między nami dobrze i mogę tylko wszystko zepsuć.
Chwila nieuwagi Uli wraz z ich myślami przedłużała się i nikt z nich nie kwapił się, aby odsunąć się, choć na kilka centymetrów. W dodatku wokół nich nastała cisza. Pies przestał szczekać, dziecko krzyczeć, ruch na ulicy zamarł i dopiero dzwon kościelny wyrwał ich z letargu.
-Niezdara ze mnie Marek -odezwała się w końcu drżącym głosem. —I dzięki, że mnie złapałeś.
-Na kłopoty Dobrzański -odparł wesoło. —To co Ula wracamy? Robi się szaro i tak całkiem w nocy nie chcę dotrzeć do Warszawy.
-Tak, jedźmy- odparła spokojnie.  


Daleko jednak nie ujechali, bo tuż za rogatkami miasta natknęli się na wypadek. Jakieś sportowe auto bowiem uderzyło w drzewo, a przednia maska szybko stanęła w ogniu. W ciemnościach dostrzegli też jakąś kobietę, która w panice próbowała otworzyć drzwi od strony kierowcy, ale bezskutecznie. Marek długo nie myśląc, wyskoczył ze swojego auta i pobiegł w tamtą stronę. Choć z trudem to udało mu się otworzyć drzwi i wyciągnąć nieprzytomnego mężczyznę i odciągnąć nieco od zagrożenia.  Chwilę później samochód jednak eksplodował i powalił ich oboje na ziemię.  Ula tymczasem nie zważając na żar bijący od palącego się samochodu podbiegła do nich i z przerażeniem stwierdziła, że obaj są nieprzytomni. Już w czasie, kiedy Marek był tak blisko palącego się auta i tak heroicznie próbował ocalić człowieka poczuła, że kocha go i że teraz nie może go stracić. 


sobota, 6 stycznia 2018

Boże Narodzenie cz. 3 /3 Cykl mini.

Sielanka, sielanka i sielanka.
Część napisana z pomocą siostry.

Dwa dni świąt minęły w iście rodzinnej atmosferze i nikt nie pamiętał o zwadach z poprzednich dni. Były wspólne posiłki, spacery, rozmowy, zabawy z dziećmi. Już pierwszego dnia podczas wspólnego wyjścia mogli posłuchać kapel góralskich, poznać białego misia, zobaczyć grupę górali, którzy przy ognisku odtańczyli gościom taniec zbójnicki i podziwiać ośnieżone szczyty z punktów widokowych. 


Popołudniem natomiast panie z dziećmi wybrały się do kościoła na jasełka, a panowie świętowali w domu przy stole i Żubrówce. Ich żony, choć na początku nie były zachwycone pomysłem spędzenia przez mężów w ten sposób czasu świątecznego, to im ustąpiły. Zwłaszcza że wódki było niewiele, mieli zagryzkę, a picie rozłożone było na całe popołudnie. Wieczorem zaś, Cieplakowie i Dobrzańscy seniorzy poszli na spacer, Betti do domu Zbyszko, a Marek i Sebastian natomiast zostali w domu z żonami i dziećmi. Urzeczeni alkoholem opowiadali zabawne historie, żartowali, śmiali się wesoło, rozrabiali i bawili się ze swoimi pociechami. Na początek obaj usadowili się w pobliżu kominka i składali z klocków Lego kolejkę i małą stacyjkę.
 - Nie chcę nic wam mówić, ale na opakowaniu pisze, że klocki są przewidziane dla dzieci w wieku dwóch-sześciu lat- zwróciła im uwagę Ula.
-Kochanie sama widzisz, że Tomek nie jest nimi zainteresowany- odparł jej mąż. —Woli bawić się z Sarą.
- A tak na marginesie to Tomek będzie kiedyś łamał kobiece serca, jak jego tatuś- rzekł Olszański, patrząc na swoją młodszą córkę i syna przyjaciela. —Wdał się w tatusia nie tylko z urody, ale i charakteru.
-Albo w swojego ojca chrzestnego- rzucił ripostą Marek.  —I to Sara ciągle za nim drepcze, a nie on za nią.
-Chodzi za nią, bo twój  Tomek wziął  Sarze konika- odparł sensownie Olszański.
-To może się kiedyś ożenią- odezwała się Natalka.
- I będziemy prawdziwą rodziną- dodała Emilka z równym entuzjazmem.
- Teraz też jesteśmy jak rodzina kotku- odparł Marek, hamując ich zapędy. — Mama jest chrzestną Sary, a wujek Sebastian chrzestnym Tomka.  Ciągle się spotykamy, bardzo lubimy i to jest najważniejsze. Ślub Sary i Tomka do niczego nie jest potrzebny.
-A mama powiedziała mi, że miałeś kiedyś ożenić się z tą panią Pauliną Febo- rzekła Emilka. —Tylko poznałeś mamę i z nią się ożeniłeś.
- Bo to prawda- rzekł, spoglądając na Ulę z wyrzutem.
-Oglądała stare zdjęcia, widziała was razem i spytała- rzekła usprawiedliwiająco.  I co miałam jej powiedzieć? Że to tylko znajoma? Kiedyś i tak dowiedziałaby się, co was łączyło. —Sałatki kochanie? - dodała.
-Mamusia i tak jest ładniejsza- odezwała się jeszcze Emilka. —Tak ładna i dobra jak Śnieżka.
-Najładniejsza, najważniejsza i najlepsza mama i żona. Jest jeszcze bardzo mądra, dobra i kochająca- odpowiadał z uczuciem córce, ale patrząc na żonę. — I nie zamieniłbym ją na żadną inną mamę na świecie Emilko.
-Marek musiał napić się, żeby coś takiego powiedzieć? – zwróciła się Ula do siedzącej obok Wioli.
-Bez alkoholu też potrafię się wykazać kochanie- odparł mimo to Marek i mając na myśli ostatnią noc i przysiadając obok żony na sofie.
-A ty Cebulku mógłbyś postarać o coś podobnego dla mnie – odezwała się i Wioletta. —Marek potrafi Ulę obsypać komplementami i zaskoczyć.
-Jesteś nieprzewidywalna, szalona, słodka i wybuchowa jak gorący wulkan.  I za to cię kochamy całą czwórką.
-A co to jest gorący wulkan? - zapytała ich córeczka.
-To takie ciasto z czekoladą- odparła Emi, zanim ktokolwiek inny zdążył się odezwać.  —Mama nam robi jest pyszne, słodkie i najlepsze jeszcze ciepłe.
-Dokładnie córeczko- wtrącił Sebastian, potakując głową.
-A pro po ciasteczek to, kto jest chętny na ciasto marchewkowe z lukrem i kolorową posypką– zapytała Olszańska, schylając się nad dziewczynkami.  —Idę po jogurcik dla Sary to przyniosę.
-Ja- odezwały się jednocześnie dwa dziewczęce głosiki.
-Zagramy w Chińczyka albo Reksia? - zapytała Emilka po odejściu cioci.
-Jest nas akurat szejściu tatusiu- dodała Natalka.
-A nie będziecie oszukiwać i mówić, że kostka przypadkiem się potoczyła? – zapytał Olszański.
- Yy-  odparły, kręcąc główkami.
-Na pewno Natuś – podpytywał córeczkę.
-Przysięgam na mojego anioła strusia (autentyk siostry) - odparła sepleniąc, bądź specjalnie, bo już od najmłodszych lat wykazywała zdolności odziedziczone po mamie i albo nieumyślnie coś przekręcała, albo dla zabawy.

-A ty, dlaczego tak mi się przyglądasz? - zagadnęła tymczasem Ula swojego męża, spoglądając na niego z ukosa.
Miłość, miłość w Zakopanemzaczął nucić w odpowiedzi do jej ucha.
Polewamy się szampanem
Rycerzem jestem ja
A ty królową nocy
Miłość żarzy w twoje oczy
Rozpędzona jak motocykl
Hej wypijemy wszyćkie drinki aż do dna.
To na wspomnienie nocy kochanie - dodał zdziwionej Uli z tym swoim popisowym uśmiechem.

W drugi dzień świąt w domu zostali tylko seniorzy z młodszymi dziećmi, a reszta towarzystwa wybrała się za miasto i spędziła tam cały ranek i popołudnie. Marek miał bowiem wykupione bilety na kulig, do gospody na obiad i do mini ZOO.  Dla dziewczynek były to niezapomniane chwile, bo mogły zobaczyć i pogłaskać małe owieczki, kucyka, króliczki, lamy, pawie, papugi i inne zwierzęta.


-Najładniejsze są osioły, pawy i kucyk- opowiadała Emilka, gdy wychodzili z ZOO.
-I jeszcze cielaczek, papużki nierozstajki i króliczki - dodała Natalka.
-Same jesteście jak te osioły- odparła Betti.
- A dlaczego? -  zapyta siostrzenica. 
- Bo mówi się pawie, papużki nierozłączki i osiołki albo osły- poprawiła hurtowo Betka. —Nie zdziwcie się, jak będą chciały mieć tego osła albo owieczkę w domu- dodała do reszty.
-Kucyka, bo jest śliczny- odparła poważnie Emilka za siebie i Natalkę. —Możemy mieć?
-Kotku mieszkamy w centrum miasta i gdzie trzymałabyś go? – pytał ją ojciec. —Kucyk potrzebuje jeszcze siana, trawy, owca.  Trzeba zajmować się nim, wyczesywać, sprzątać po nim, wychodzić z nim. Masa obowiązków jest z takim konikiem.
-My mamy miejsce- wtrąciła Natalka.
-Dokładnie - podchwycił Sebastian.
-Kuc potrzebny nam jest tak jak diabłu kadzidło- przerwała mu zdecydowanie Wioletta.
-To u dziadka w Rysiowie tatusiu jest miejsce – rzekła Emilka, bo choć nie wiedziała co miała na myśli ciocia Wioletta, to wywnioskował, że pomysł męża i córki nie spodobał się jej. —Jest dużo miejsca i trawy i dziadek ma czas.
-To prawda, ale nas tam nie ma, a konik tęskniłby za tobą- zaczął tłumaczyć.
-To będziemy jeździć albo oglądać jak wujka Jaśka przez to coś jak wczoraj- odparła rezolutnie i znajdując i na to rozwiązanie.
-I co teraz Marek? - pytała szwagra Betti. —Ja żadnego kuca nie chcę widzieć w Rysiowie.
-Pójdziemy na kompromis i kupimy małego psa i damy na imię Pony-odparł.
Najwięcej jednak radości przyniósł im kulig i chwile jazdy zarówno w dużych saniach, jak i w małych sankach.  Razem z chętnymi dorosłymi i Beatką piszczały i śmiały się na każdym zakręcie czy wyboju. Po obiedzie był ciąg dalszy atrakcji i organizatorzy kuligu zorganizowali konkurs na śnieżną postać bądź figurę. Chętnych do zabawy było sporo i wkrótce na polance pojawiły się małe bałwany, stonogi, kurczaczki i inne rzeźby. Oni ulepili kotka i mogli cieszyć się z wygranej i kosza smakołyków.


Dzień po świętach Emilka i Natalka rozpoczęły naukę jazdy na nartach i choć na początku nie były zbytnio chętne, to sposób nauki im się spodobał. Poza tym miały okazję poznać inne dzieci. Ubrane w kolorowe kaski i kamizelki najpierw ćwiczyły w miejscu skręty tułowiem, stanie na jednej nodze, przewracanie się, a później dzielnie dreptały za instruktorem na płaskim terenie Oślej Łączki.  Przez kolejne dni trzymając się instruktora bądź linii szkoliły swoje umiejętności poprzez podchodzenie pod górkę.


Marek z Sebastianem również oddali się białemu szaleństwu i sporo czasu spędzali na stoku. Ula i Wioletta, które takich umiejętności nie posiadały, chodziły w tym czasie na spacery z dziećmi i na sanki.  Dla wszystkich był też pobliski basen, sauna, siłownia, a dla dzieci sala zabaw.

Sylwester i Nowy Rok były kolejnymi dniami do świętowania. Dla wszystkich było ognisko, kiełbaski i ciepły żurek u sąsiadów, a później dla Beatki, Olszańskich i Dobrzańskich juniorów wyjście na sylwestra marzeń. Cała czwórka seniorów zaś została w domu z dziećmi przy telewizorze i oknie, aby obejrzeć pokaz fajerwerków.
Noc sylwestrowa pod Giewontem była bardzo udana i od pierwszych taktów muzyki rozgrzewała publiczność. Północ w tak miłej atmosferze też nadeszła szybko i wzniesiono toasty oraz składano sobie życzenia.


-To, co kochani – rzekł Marek do swoich towarzyszy. —Życzę wam, żeby ten rok był lepszy od poprzedniego i żeby szczęście gościło w naszych domach.
-I tak tradycyjnie zdrowia i pieniędzy- dodał Olszański
-A dla uczących się pomyślności w szkole- Ula zwróciła się do siostry bezpośrednio.
-Jeszcze radości i uśmiechu- dołożyła Betti.
-Żeby powodzenie goniło sukces, a sukces biegł ramę w ramę z realizacją marzeń i z ciepłym uśmiechem przekroczyli metę. Żeby słońce nam świeciło, a przykrości poszły w las.  Żeby nas przybywało, a nie ubywało …
-Wioluś – przerwał jej mąż. —Starczy tych życzeń. Północ wybiła i czas na szampana.
Po powrocie do domu i gdy Ula z Markiem znaleźli się we własnej sypialni Marek, miał dla żony oddzielne życzenia.
-Skarbie to był wspaniały rok dla nas i naszej rodzinki i życzę ci i sobie dalej tak udanej rodziny i żebyśmy dalej się tak kochali, jak teraz. Życzę ci jeszcze uśmiechu na twarzy i żeby smutki cię omijały.
- A ja ci życzę, żebyś się nie zmienił, bo kocham cię takim, jakim jesteś i nic więcej do szczęścia oprócz zdrowia nie jest mi potrzebne.
-Ja się na pewno nie zmienię kochanie - odparł i przypieczętował te chwile pocałunkiem. —Jeszcze raz szczęśliwego Nowego Roku kochanie i dziękuję za ten miniony- dodał, gdy oderwali się od siebie.

Po krótkiej przerwie spowodowanej sylwestrem i Nowym Rokiem dziewczynki wróciły do nauki jazdy na nartach. Wracały tam zdecydowanie chętniej niż wtedy, gdy miały iść pierwszy raz, a głównym powodem były oglądane zawody Turnieju Czterech Skoczni.  Po krótkim przypomnieniu tego, co już nauczyły się, przyszedł czas na jazdę pługiem, skręty, hamowanie, jazdę równoległą i na krawędziach oraz zmiany tempa jazdy.   Na koniec szkolenia zaś dostały dyplomy Małego Narciarza.
Dorośli tymczasem postanowili spędzić trochę czasu na słowackiej stronie Tatr i każda z par małżeńskich miała dzień tylko dla siebie.  Wszyscy wybrali też te samo miejsce i miasto Poprad. Z Zakopanego bowiem kursował tam BUS i z dojazdem i powrotem nie było większego problemu.
-W końcu sami kochanie- rzekł Marek, przytulając żonę. —Brakowało mi tego.
-Przecież nocami jesteśmy sami- przypomniała mu.
-Owszem, ale nie o to mi chodziło. Chcę chodzić z tobą przytulony trzymając się za rękę, rozmawiać, patrzeć na ciebie, czuć obok.
-Mówisz, masz- odparła, całując go w policzek. —A tak szczerze to mi też brakowało mieć cię tylko dla siebie i nie dzielić się tobą z Emilką. Wiem, że to głupie, że jestem zazdrosna o córkę, ale z każdym dniem staje się coraz bardziej córeczką tatusia.
-Tak, tak Ula. Te błękitne oczka, rozbrajający uśmiech, słodkie usteczka i powalające dołeczki, robią swoje– mówił z rozmarzeniem.
-Jesteś okropny Marek- zbeształa go. —Najgorsze co może spotkać kobietę, to słuchanie komplementów na temat innej kobiety.  Jakbyś się czuł, gdybym to ja mówiła coś o Tomku.
-Zależy co byś mówiła kochanie-odparł przewrotnie.
W Popradzie zostali do wieczora, bo Marek zaplanował romantyczną kolację w małej przytulnej restauracji. Był grajek, oświetlenie świec, kwiaty, regionalne dania, czerwone wino i truskawki z bitą śmietaną na deser. Na sam koniec wypadu udali się jeszcze raz na rynek, a przechadzając się oświetlonymi uliczkami miasta po raz kolejny czuli świąteczną atmosferę.


Jednym z ostatnich punktów ich pobytu z Zakopanem było obejrzenie orszaku Trzech Króli. Dziewczynki co prawda widziały już coś takiego rok temu, ale niewiele pamiętały i wszystko podobało się im od nowa. Były zwierzęta, dzieci w koronach, mędrcy w długich i kolorowych szatach, duża gwiazda, a do tego gwar i śpiew kolęd. Dla oglądających cały korowód przeznaczone były też cukierki i pamiątki świąteczne. To najmłodsi mieszkańcy Zakopanego ubrani w regionalne stroje biegali wzdłuż trasy i rozdawali łakocie i drobne bibeloty.


Po obiedzie zaś poszli pożegnać się z sąsiadami Tutkami i Chowaniec- Jurga, a południu wszyscy zaczęli się pakować. Podobnie jak przed pakowaniem przed przyjazdem tutaj, to i teraz Marek pilnował w tej czynności córeczkę.
- Dlaczego musimy wracać do domu? - pytała z żalem Emilka swojego ojca. —Tu jest tak bajecznie-  zacytowała słowo Zbyszko. —Moglibyśmy zostać tu na zawsze.  Zbudować dom i zamieszkać.
-Kotku ja i mama chodzimy do pracy w Warszawie a ty do przedszkola. Mamy tam firmę i nie możemy zostawić wszystkiego. Poza tym budujemy dom na Mazurach i dwa domy nam starczą.  I nie wierzę, że nie tęsknisz za swoimi koleżankami, pokoikiem i zabawkami.
- Ale tu jest śnieg a tam nie i nie będzie, gdzie chodzić na narty- odparła, nie przyznając się ojcu, że trochę tęskni.
-Jest śnieg, bo jest zima- tłumaczył. —Zresztą w Warszawie też jest śnieg i są blisko stoki i będziemy chodzić na narty. A tu wrócimy za rok. Albo pojedziemy w inne góry.
-Obiecujesz? – zapytała, bo rok dużo jej nie mówił.
-Obiecuję. Wszystko już spakowałaś? -zapytał jeszcze.
-Wszystko tatusiu. Tylko lalki wezmę do ręki.
Dzień później po śniadaniu przyjechał po nich BUS i udali się w drogę powrotną. Nie wiedzieli jeszcze, że wyjechali w trzynastkę, a wracali w czternastkę.


piątek, 29 grudnia 2017

Boże Narodzenie cz. 2/3 Cykl mini.

+18
Dzień wigilii rozpoczął się nieco lepiej, niż zakończył poprzedni, bo Emilka i Natalka jak to dzieci wstały pogodzone i o wczorajszej kłótni już nie pamiętały. Na śniadanie zeszły razem, trzymając się za rączki i śpiewając piosenkę o choince.
Stała pod śniegiem panna zielona
Nikt prócz zająca nie kochał jej
Nadeszły święta i przyszła do nas
Pachnący gościu, prosimy wejdź!
Po śniadaniu natomiast i aby dziewczynki nie przeszkadzały w kuchni, Beatka poszła z nimi obejrzeć szopkę, a towarzyszył im Zbyszko. Sama Betti z takiego obrotu sprawy była jak najbardziej zadowolona, bo Zbyszko Chowaniec -Jurga jej obiekt kłótni z Ulą i ojcem pojawił się u nich poprzedniego dnia późnym popołudniem i zrobił jak najlepsze wrażenie na wszystkich. Wybierał się na próbę jasełek do kościoła i przyszedł w stroju góralskim i już od progu odezwał się do nich gwarą podhalańską. Przyniósł im również dwa pstrągi gotowe do smażenia.
 Szopka na całej trójce dziewczyn zrobiła ogromne wrażenie, bo zajmowała sporą część przodu kościoła. Były również w zagrodzie owieczki a w klatkach króliki i kury. Zbyszko wraz z inną młodzieżą zajął się oprawą muzyczną i zarówno miejscowym, jak i turystom przyśpiewywał kolędy po góralsku.


 Gorzej było z panami, bo Krzysztof i Józef pobyt w szopie u Staszka Tutki odczuli łamaniem w kościach, bólem głowy i zostali do południa w swoich pokojach i łóżkach. Ich żony, choć były złe na nich to zajęły się nimi. Zwłaszcza że obaj ładnie przeprosili i przyznali się, że siedzenie tam było nierozsądne. Tak jak chowanie Żubrówki i zakłady bukmacherskie.
Marek i Sebastian zaś mieli zajmować się najmłodszymi swoimi pociechami.  Ula i Wioletta wiązały z tym też nadzieję, że się pogodzą, bo powód ich gniewu był błahy. Obie bowiem dowiedziały się, o co im poszło. Jeszcze poprzedniego dnia będąc już we własnych sypialniach, opowiedzieli żonom o wydarzeniach sprzed prawie dwudziestu lat.
(Oni są w osobnych sypialniach)
-Razem z kilkoma kumplami przyjechaliśmy tutaj na miesiąc na obóz- mówił Sebastian swojej żonie. — Ja i Marek wchodziliśmy wtedy w dorosłe życie i były to nasze pierwsze wakacje bez rodziców i opiekunów i chcieliśmy zażyć pierwszej wakacyjnej miłości.  Dzień po przyjeździe na jednej z dyskotek wypatrzyliśmy jedną taką dziewczynę. Była dwa lata starsza od nas i zagraliśmy, o nią rzucając monetą. Zawsze robiliśmy tak, gdy jakaś panienka podobała nam się obu. Ja zawsze obstawiałem orła, a on brał reszkę. Nie wiedziałem tylko, że rano kupił na bazarku monetę z dwiema reszkami. Padło na niego, ale znajomość zaczął od kłamstwa.
-Czasami z Sebastianem zmienialiśmy się imieniem i nazwiskiem i tego dnia ja stałem się Sebastianem Olszańskim a on Makiem Dobrzańskim- mówił tymczasem Marek swojej żonie.   
- Ja nic do niej nie miałem, bo Marek wygrał ją i już wtedy działała u nas zasada, że dziewczyna kumpla to świętość. Chociaż podobała mi się, bo miała rude długie kręcone włosy, zielone oczy i ekstra figurę- opisywał dziewczynę z jakimś sentymentem i ku niezadowoleniu Wioli.
-Spotykaliśmy się przez trzy dni i wszystko układało się dobrze- kontynuował Marek. —Wtedy okazało się, że przyjechała do Zakopanego do rodziny, pomagać przy letnikach, a na stałe mieszka w Łodzi i studiuje w Warszawie. Z jednej strony ucieszyłem się, bo imponowało mi, że ktoś taki zainteresował się mną i myślałem, że pochwalę się przed resztą kumpli, gdy wrócimy do Warszawy. Z drugiej wiedziałem, że kiedyś trzeba będzie powiedzieć jej, kim jestem naprawdę.
- Któregoś wieczoru zgadaliśmy się, że jesteśmy z Warszawy- oznajmił to samo Seba żonie — A dzień później zaczęła dostawiać się do mnie. Przypuszczam, że ktoś powiedział jej o firmie Febo & Dobrzański. Jeśli nie z naszych znajomych to ktoś z Warszawy. Powinienem od razu uciąć to, ale chciałem zobaczyć, jak daleko posunie się w swoim zachowaniu.  Dzień później po dyskotece dała mi wyraźnie do zrozumienia, że jest chętna. Odmówiłem jej i zagroziłem, że powiem prawdę Markowi. Dwa dni później znowu zaczęła dostawiać się do mnie i całować.
-Dzień po tym, jak dowiedziała się skąd przyjechaliśmy, to dowiedziała się też, z których to Dobrzańskich jest Sebastian – rzekł Marek. — Zaczęła się też dziwnie zachowywać i wypytywała o moją to znaczy o Sebastiana firmę, a ja byłem na drugim planie. Niby interesowała ją praca modelki. W końcu parę dni później powiedzieliśmy jej prawdę, że ja to Marek Dobrzański, a Sebastian to Sebastian Olszański.
- Kiedy wyszło na jaw, że zamieniliśmy się tożsamością, to oczywiście przestałem być interesujący dla niej i miałem już pewność, że interesowało ją tylko to że Marek ma forsę. Chciałem powiedzieć Markowi prawdę, ale ta cwaniara uprzedziła mnie.
-Któregoś dnia powiedziała mi, że Seba nie jestem takim przyjacielem, za jakiego uważam go i że dostawiał się do niej- orzekł Marek. —Była w jego typie i nie miałem powodów, aby jej nie wierzyć.
-Z zemsty skłóciła nas i powiedziała Markowi, że robiłem jej jakieś propozycje i obściskiwałem zbytnio w tańcu-  opowiadał kadrowy z wyrzutami. —Marek uwierzył jej, a nie mnie, gdy mówiłem mu, że dostawiała się do mnie i zależy jej tylko na tym, że ma firmę i może załatwić jej pracę modelki.
-W konsekwencji z Sebą nie rozmawiałem ze dwa tygodnie, a z Marcysią rozwijałem znajomość, nie zważając na to, co mówi. W końcu musiałem sam przekonać się, że miał rację.
-Nie mogłem patrzeć, jak owija sobie go wokół palca i wymyśliłem plan. Na dobry początek wysłałem jej duży bukiet z liścikiem, gdy była z Markiem. Bogaty adorator też się znalazł.   Później w tajemnicy ściągnąłem Aleksa z kolegą. Wtedy jeszcze nie było między nimi żadnych nieporozumień, a Paulina już podkochiwała się w nim i Febo nie miał nic przeciwko ich związkowi. Opowiedziałem mu o jej pazerności, jak naciąga Marka na prezenty, chce zrobić przez niego karierę i zgodził się przyjechać.
- Któregoś dnia wybrałem się z kumplami na czeską stronę, a gdy wróciłem, to okazało się, że Marcysia z jakimś Dario urządza sobie sesję zdjęciową i randkę jednocześnie. Nakryłem ich, gdy mizdrzyli się do siebie. Powiedziała mi jeszcze, że zamierza spróbować swoich sił jako modelka we Włoszech i podziękowała za znajomość.
-Wiedziałem, kiedy Marka nie będzie przez większą część dnia i mogliśmy ze spokojem przeprowadzić plan z Aleksem- kończył swoją opowieść i Sebastian. —Było nawet to proste, bo faktycznie jego kolega był fotografem modelek, a Marcysia od początku perspektywą kariery we Włoszech była zachwycona. To była końcówka lat dziewięćdziesiątych i taki wyjazd był szczytem marzeń co ładniejszej dziewczyny. Tak więc ja z Aleksem schowaliśmy się, a Dario robił swoje bez naszej pomocy.
-Byłem zły na nią i chyba to był powód, że później zacząłem sypiać z modelkami i żyć, jak żyłem- tłumaczył Marek.
- Marek przeżył, to bardziej niż myślałem i bałem przyznać się, że to ja i Aleks stoimy za tym. To była jego taka pierwsza miłość w dorosłości i od razu zakończona niepowodzeniem- wyjaśniał też Sebastian.
-Czy ja dobrze myślę Cebulku, że właśnie dzisiaj powiedziałeś mu prawdę? - pytała Wioletta.
-Dokładnie- przytaknął. — I żałuję, że powiedziałem, bo choć przeprosiłem, to dalej ma pretensję, że wtrąciłem się w jego sprawy. Pomijając to, że on od początku nie grał ze mną wtedy czysto i też dopiero teraz przyznał się do tego. Powinien powiedzieć coś, a on  nakrzyczał tylko na mnie. Ostatnio tak zachowywał się siedem lat temu, gdy był zły na mnie za Ulę.
-Sebastian po tym wszystkim pocieszał mnie, mówił, że jest pełno innych panienek, że są ładniejsze i uczciwsze- mówił na koniec Marek, swojej żonie. —Nawet przez myśl mi nie przeszło, że stoi za tym wszystkim. Nie wiedziałem aż do dzisiaj Ula.
-A ty do Sebastiana, o co tak naprawdę masz pretensję? – zapytała, gdy już wszystko, co powiedział mąż, poukładała sobie w głowie. —O to że miał układziki z Aleksem, czy może, dlatego że wymyślił cały ten plan. Albo naprawdę zależało ci na tej kobiecie, skoro tak dobrze pamiętacie ją i macie wzajemne pretensje- ostatnie zdanie wypowiedziała z niepokojem.
-Nie Ula- zapewniał. —Była taką pierwszą moją miłością i dlatego ją pamiętam.  A do Seby mam żal o to, że dopiero dzisiaj powiedział mi o tym. Przyjaciele tak nie postępują Ula.

Dzień później w czasie, gdy Betti zajmowała się Emilką i Natalką, Józef i Krzysztof kurowali się, a Marek i Sebastian opiekowali się Tomkiem i Sarą, to panie zajęły się przygotowaniem wigilii. Zgodnie jednak z powiedzeniem, gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, to praca gładko im nie szła. Każda z nich miała swoje najlepsze sposoby i przepisy na coś. W końcu podzieliły się pracą. Zwłaszcza że w kuchni dla czterech osób miejsca nie było. Ula zajęła się tym, co umiała najlepiej, czyli pierogami w trzech smakach. Do tradycyjnych z kapustą i grzybami dołożyła ruskie i z jagodami. Zajęła się również krokietami ze szpinakiem i pasztecikami. Działką Ali było smażenie pstrągów i karpia, a Dobrzańskiej barszcz, kompot ze suszu i makiełki. Wioli zaś została kapusta z grzybami, sałatka rybna i zrobienie dla dzieci makaronu z jagodami i jogurtem. Do tego upiekły makowiec, biszkopt, ciasto marchewkowe i bułeczki z kapustą dla dzieci na wigilię. Na sam koniec natomiast w towarzystwie dziewczynek upiekły pierniczki.
Z każdą chwilą przybliżającą ich do wigilii było czuć te magiczne chwile. Ze spaceru Betti przyniosła też sianko z kościoła, jemiołę oraz kilka żywych gałązek świerku i zrobiła stroik na wigilijny stół, a o czym zapomniały panie. Później z pomocą Emi i Natalki zajęła się zastawieniem owego stołu. Ona nosiła talerze i szklanki a dziewczynki sztućce. Atmosferę psuła tylko niechęć Marka do Sebastiana i na odwrót.
-Musicie się pogodzić- tłumaczyła Ula, Markowi. —I nie mówię tego, dlatego że są święta tylko, dlatego że zawsze się przyjaźniliście.  Poza tym nie chcę, żeby przez was święta były zepsute.  
-Oszukał mnie Ula- mówił zawzięcie.
-Pamiętasz te nasze motto, że nawet jak ktoś oszukuje i robi najgorsze świństwa, to jest się w stanie dalej kochać i wybaczyć. Ja ci wybaczyłam Marek- przypomniała mu z uwydatnieniem.
-Tyle lat przyjaźni i jeden incydent z Marcysią nie może tego skreślić- przekonywała też Wioletta swojego męża. —Zachowujecie się jak dzieci. Do skutku gódź się z nim.
-Raz przepraszałem i na kolanach przed nim nie zamierzam klęczeć- mówił zajadle Sebastian.
- Ty i Marek nie wiecie chyba, co to tak naprawdę znaczy gniew- wypaliła Wiola. —Razem z Ulą możemy wam takie święta urządzić, że ta wasza głupia kłótnia pójdzie wam w kolana.

Po szesnastej Emilka i Natalka zaczęły wyglądać pierwszej gwiazdki i chwilę później z radością oznajmiły, że już się pokazała na niebie. Wszystko było już prawie gotowe do wigilii, to wkrótce wszyscy zasiedli do stołu. Krzysztof jako najstarszy przy stole zajął się modlitwą i  rozdał opłatek.  Później był czas na życzenia. Najpierw i według hierarchii złożyli sobie je małżonkowie, potem Ula i Marek rodzicom i dzieciom, a na koniec i bardziej przypadkowo cała reszta. Wzrok Uli i Wioletty skierowany był też na ich własnych mężów.
-My już tak zawsze będziemy z daleka od siebie- zagadnął Sebastian. —Nie będziemy chodzić na wspólne lunch, do klubu, gdy nas żony puszczą ani na partyjkę squasha czy kosza? Tego chcesz Marek?
-Nie i przepraszam- rzekł pojednanie. — Głupio wyszło z tą kłótnią i powinieneś porządnie, potrząś mną jeszcze tam na górce.
-Powinienem- przytaknął Olszański. — Nie wiedziałem tylko, co mogłem ci jeszcze powiedzieć, żebyś przestał być na mnie obrażony.
- Za to Ula powiedziała mi coś szczególnego Seba- wtrącił. —Nie można tak łatwo skreślić tylu lat znajomości.
-Moja Wiola zagroziła, że pogniewa się na mnie, tak że w kolana mi to pójdzie- odparł z rozbawieni. —Mamy mądre i piękne żony Marek i jakaś tam Marcysia do nich się nie umywa- dodał.
-Dokładnie. Seba życzę ci przede wszystkim dużo zdrowia, szczęścia, nieustającej miłości Wioli, pociechy z dzieci i radości- życzył Marek.
-A ja tobie tego samego Marek- odparł, przełamując się z nim opłatkiem. —Wymień tylko sobie Wiolę na Ulę. I szczęśliwego Nowego Roku.
Ula z Wiolettą oglądały tę scenę z daleka i z zadowoleniem, bo ich słowa nie zostały puszczone na wiatr.


Emilka z Natalką po zjedzeniu kilku pierożków, ciepłej bułeczki, makaronu z jagódkami oraz makiełek, jako pierwsze odeszły od stołu.  Usadowiły się przy oknie i czekały na pojawienie się gwiazdora. Ten w końcu pojawił się na podjeździe ich domku w towarzystwie pomocnika, a kolejne minuty mijały w towarzystwie sąsiadów Macieja i Zbyszko.  Po ich odejściu był czas na oglądanie prezentów i śpiew kolęd. Późnym wieczorem i gdy wszystko było już pozmywane i posprzątane, seniorzy zostali w domu z dziećmi, a młodzi we czwórkę wyszli na spacer.


Krupówki nocą prezentowały się bajecznie i nie było nawet tłoczno jak na świąteczny najazd turystów. Ula chodziła przytulona do Marka, a Olszańscy zaś trzymając się za ręce.  O czymś konkretnym nie rozmawiali i tematy rozmów głównie opierały się o dzieci i o wspomnienia ostatnich ośmiu lat wspólnej znajomości.

Po powrocie ze spaceru Olszańscy poszli na górę do swojej sypialni i Sary a Ula z Markiem do swojej. Tomek natomiast smacznie spał w sypialni Dobrzańskich seniorów i nie chcieli przenosić go na dół.
Przed snem Ula przez chwilę krzątała się po kuchni, a Marek w tym czasie poszedł pod prysznic. Potem i ona poszła odświeżyć się i pojawiła się w sypialni ubrana tylko w piżamę w gwiazdki.  Patrząc na nią z łóżka, jak przeczesuje włosy, nie mógł oderwać od niej oczu i czuł wzrastające pożądanie.
Już dawno temu bowiem doszedł do wniosku, że obcisłe piżamy Uli są zdecydowanie bardziej seksowne i pobudzające zmysły niż w zamierzchłych czasach długie i jedwabne koszule Pauliny. Z Ulą też znacznie częściej kochał się niż z Febo i znali swoje ciała doskonale. Przetestowali przy tym wiele pozycji, ale i tak te klasyczne najbardziej odpowiadały im najbardziej. Choć nie gardzili szybkim numerkiem w kabinie prysznicowej albo w pracy.
-Mam zamiar kochać się dzisiaj z panią, pani Dobrzańska- usłyszała, gdy tylko wtuliła się w jego ramiona.
-Tak? – pytała uwodzicielsko.
-Tak -odparł wprost do ucha i kąsając je delikatnie. Dłoń Uli zaś skierował na dowód swojego podniecenia.
-A co będzie, jak ktoś wejdzie- pytała, ale bez większego zaangażowania.
-Nie wejdzie- zapewniał przy jej ustach. —Gdy byłaś w łazience, zamknąłem drzwi na klucz.
Kolejne minuty poświęcił na całowaniu twarzy i szyi swojej żony, a dłonie szybko znalazły się na jej piersiach. Gniótł je delikatnie przez materiał, dając jej wspaniałą rozkosz. Wkrótce było to już niewystarczające i podciągnął górę piżamy do góry i odsłonił obiekt swojego zainteresowania.  Lampka w ich sypialni świeciła się i Ula dokładnie widziała zgłodniały wzrok męża i uśmiechnęła się do niego, przygryzając uwodzicielsko swoją wargę. Marek natomiast słysząc już przyspieszony oddech swojej żony, rozkoszował się jej miękkością, słodkością ust i zapachem. Bez pośpiechu przesuwał swoje dłonie z piersi na brzuch, biodra, uda i jej kobiecość.  Dół jej piżamy również zsunął niżej i mogła wyraźniej czuć dowód podniecenia Marka. Ona sama czuła te cudowne wrażenie i zbierającą się wilgoć.
-Byłaś grzeczną dziewczynką przez cały rok- zapytał, odrywając na chwilę usta od jej ciała.
-Bardzo grzeczną Mikołaju- zapewniała.
Góra od jej piżamy szybko znalazła się na podłodze, a podkoszulka Marka podzieliła jej los. Na dobre też usadowił się na niej i nie zamierzał tak szybko z niej zejść. Ula zresztą nie zamierzała prosić go o to, bo lubiła ten ciężar i wiedziała, co ją czeka. Leżąc na niej, dalej rozbudzał jej zmysły poprzez pieszczotę piersi i okolic, a jej podniecenie rosło z każdą chwilą. Na długo jednak to nie wystarczyło i reszta ich ubrania błyskawicznie została niemal zdarta. Będąc już całkiem nago, mieli dostęp do najintymniejszych swoich miejsc i wykorzystywali to w pełni. Po tylu latach małżeństwa nie mieli też żadnych zahamować i Ula całowała i pieściła jego męskość a Marek jej kobiecość. Pomyślał też z satysfakcją, że po dwóch ciążach nie ma śladu i że takiej wspaniałej figury i ciała, jaką prezentowała jego żona  pozazdrościłaby jej niejedna nastolatka. W końcu, gdy oboje byli podnieceni go granic możliwości i nie dali rady przedłużać tej chwili. Marek z czułością podniósł biodra Uli do góry i wdarł się jednym szybkim ruchem w jej wnętrze, a Ula wygięła się, przyjmując go pełniej. Dla wygody i większej rozkoszy zaplotła jeszcze nogi na jego biodrach i cicho pojękiwała. Na odpowiedź męża długo nie czekała, bo Marek zaczął rytmicznie poruszać się w niej, docierając do najgłębszego miejsca jej wnętrza, a rozkosz była tak ogromna, że czuła ją w każdym zakątku ciała.  W tej ekstazie miłości szybko też szczytowali i poczuli, jak rozpływa się nasienie Marka. To jednak nie spowodowało, że któreś z nich chciało zakończyć to co się z nimi działo i Marek dalej robił swoje, choć znacznie spokojniej, ale przedłużając rozkosz im obojgu i doprowadzając do drugiego spełnienia i nie ostatniego tej nocy.  
-Mikołaju, jak dla mnie święta mogłyby być codziennie -rzekła Ula, gdy wyczerpany i zaspokojony Marek opadł na nią.
-A dla grzecznych chłopców coś się znajdzie- zagadnął do ucha.
- Chwila dla kierowcy kochanie- odparła prowokująco.
Ula, jak zawsze swoją grę zaczęła spokojnie, obsypując Marka pocałunkami. W jej grę weszło też siedzenie na nim i prowokacyjne dotykanie własnego ciała. Później przeszła na następny etap i zajęła się ciałem męża, a jej ciekawskie dłonie sprawiały cuda.  Marek zaś na takie poczynania długo obojętny zostać nie mógł i siedzącą na nim okrakiem Ulę zaczął dopieszczać. Zwłaszcza że jej piersi tak zachęcająco kołysały się, gdy schylała się nad nim.  Zaczął od delikatnego drażnieni sutka, a zakończył pieszczotą całych piersi. Ula natomiast oddawała się mu bez najmniejszego oporu i na efekt swoich poczynań długo nie musiał czekać, bo wkrótce mógł patrzeć na pełne piersi swojej żony. Z każdym kolejnym dotykiem tracili też po raz kolejny tej nocy kontrolę nad swoimi ciałami. Dobrzańska w przeciwieństwie do swojego męża postanowiła stopniować mężowi rozkosz i powoli chowała skarb Marka w swoim wnętrzu. Tak samo wolniej poruszała się, ale w ogóle im to nie przeszkadzało. Marek z rozkoszą trzymał ją za biodra i czekał, aż przyspieszy, bo zawsze poddawała go takim słodkim męką. Tym razem też się nie mylił i wkrótce Ula galopowała na nim do spełnienia, a ekstaza dopadła ich razem.  Później jeszcze spleceni w jedno ciało przewracali się po łóżku, szukając sposobu na jeszcze jedną chwilę rozkoszy.
-I pomyśleć, że jeszcze rano dąsałaś się na mnie- rzekł Marek, gdy oboje doszli do siebie, a oddechy się uspokoiły. — Seks po kłótni jest fantastyczny- wymruczał jeszcze z zadowoleniem.
-To potraktuj to w kategorii nagrody, że tak mądrze postąpiłeś ze Sebastianem- odparła, tuląc się w jego ramiona.
-I musimy kiedyś powtórzyć to kochanie- kontynuował z rozmarzeniem. —Mała kłótnia a później….
-Wykluczone Marek- wtrąciła, leżąc mu na piersi, kręcąc przy tym głową i łaskocząc włosami. —Nie zamierzam kłócić się z tobą więcej razy. Nawet dla takich  chwil.