piątek, 16 marca 2018

Pięć w jednym cz. 7 i 8

Część 7
Sprawa rozwodowa pomiędzy Aleksandrą a Michałem odbyła się całkiem szybko i została orzeczona z winy żony. Bez problemów nie odbyła się jednak bo Duszyńska znajdywała powody, aby nie stawiać się na rozprawach i próbowała udowodnić, że i Michał miał kochanki i nie był idealnym mężem. Po pięciu miesiącach dostał jednak rozwód i zaczął nowe życie.  Majka tymczasem ciągle kursowała pomiędzy Warszawą i Krakowem, pracując w trzech miejscach jednocześnie. Dla F&D w portalu Co tam i w firmie Panorama Project.  Podkochiwała się też w Duszyńskim. Mieli podobne pasje, rozumieli się i lubili. Była też realistką i sądziła, że skoro są z dwóch innych światów, to nic poza pracą nie może ich łączyć. Przypadek miłości Uli i Marka zaś uważała za wyjątkowy.  Jemu samemu Majka podobała się również, ale ze względu na jej rozjazdy nigdy na dłużej sami nie byli i nie było okazji porozmawiać.  W dodatku był od niej starszy o dwanaście lat i uważał, że to już przekreśla szansę na związek z jej strony. Sprawę jeszcze bardziej skomplikował wypadek samochodowy byłej żony Michała, a którego doznała krótko po rozwodzie. Kobieta zawsze była pasjonatką szybkich samochodów i szybkiej jazdy i któregoś dnia rozbiła się o drzewo. Szybko okazało się też, że ma niedowład nóg i czeka ją życie na wózku. Po tym wydarzeniu część osób z ich otoczenia uważało, że Duszyński ma obowiązek zająć się niepełnosprawną byłą żoną. Sama też Aleksandra robiła szum wokół sprawy i bez skrupułów wykorzystywała swoje kalectwo i nagonkę na niego. On zaś zajmować się nią nie zamierzał. 

 

W życiu jej przyjaciółki Moniki również nastały zmiany. Nie były to jednak takie zmiany, o jakich marzyła. Jej plan w zajście w ciążę z Darkiem co prawda udał się, ale złapanie na nią Janka to już nie. Nagranie Michała było wystarczającym dowodem na to, aby nie udowodniła mu ojcostwa i aby raz na zawsze pozbyć się jej z życia Janickich. Z posadą kosmetyczki również musiała się pożegnać. Zwłaszcza Janek nie chciał jej oglądać i po tych wydarzeniach rzucił się w wir pracy i wyjeżdżał na sympozja i wykłady medyczne. Na dobre też zajął się projektem Łabędziem być.  Julia tymczasem ciągle tkwiła w fikcyjnym związku z jego bratem i dalej kochała się w skrycie i z wzajemnością w starszym z braci. Związek Julii i Maćka w końcu rozpadł się, bo Monika z zemsty za zwolnienie powiedziała seniorom Janickim o skłonnościach Maćka i udawanym narzeczeństwie. Pomimo tego Julka i Janek nie potrafili dogadać się co do swoich uczuć. Sprawę utrudniał jeszcze fakt, że Julia po aferze z narzeczeństwem wyjechała do Warszawy i zamieszkała z Majką. Pracę zaś znalazła w F&D i została sekretarką Uli w dziale reklamy i  marketingu.

U Eli Kowalik z uczuciami lepiej nie było, bo od czasu wspólnego wyjazdu z Tomkiem do Karpacza dużo razem pracowali i rozmawiali i z każdym kolejnym dniem i tygodniem miała coraz większy sentyment do niego. On pomimo tego, że odkrywał jej kolejne zalety, to na jakiś krok w stosunku do niej się nie zdecydował i traktował ją jak koleżankę z pracy. Taką też koleżeńską relację odczuwał ze strony Eli. Ona zaś nie była z tych kobiet, które pierwsze i nachalnie narzucają się facetom, żebrzą o spotkanie czy miłość. Dalej też poszukiwała chłopaka, z którym mogłaby pójść na ślub siostry, a który miał mieć miejsce za cztery miesięcy.  Tomek tymczasem rozstania z Sylwią nie żałował i cieszył się wolnością i życiem kawalerskim. Kobieta natomiast z dnia na dzień została bez mieszkania, środków do życia i pomieszkiwała u koleżanki. Jej kolejne związki zaś jeszcze dobrze się nie rozpoczęły, a już rozpadały po kilku spotkaniach i nocach. Perspektywę na lekcje u Pshemka również straciła. Mistrz bowiem po rozmowie z synem, który w swoim czasie był nią zainteresowany, znalazł sobie dziewczynę w swoim wieku i tym samym przestała zagrażać Wojtkowi. 
 
 

Najmniej skomplikowane życie uczuciowe miał Artur Sagowski, bo po rozstaniu z Konstancją z nikim się nie związał ani nie spotykał.  Za narzeczoną mocno też nie rozpaczał. Miał dobrze prosperującą firmę, rodzinę, przyjaciół i na nudę i brak towarzystwa nie narzekał. Chętnych kobiet obok niego i na zajęcie miejsca po Konstancji też nie brakowało. Choć on żadną zainteresowany nie był. Była narzeczona, natomiast od pięciu miesięcy wiodła szczęśliwe życie u boku Marcina i do luksusów Artura ją nie ciągnęło. Z nim samym zaś utrzymywała jak najlepsze kontakty i spotykali się przy różnych okazjach. Jedną z nich były zajęcia sportowe, które prowadził Marcin razem z siostrą a na które zarówno ona przychodziła, jak i Artur. Oboje Milewscy bowiem trenowali sztuki walki i chcieli nauczyć dzieci i młodzież jak mają bronić się przed szerzącą się agresją. Chcieli również zachęcić do uprawiania sportu. Nietrudno było też zauważyć, że cała czwórka w swoim towarzystwie czuła się świetnie i swobodnie. Artur i Monika ponadto okazję na spotkania mieli też u Dobrzańskich w domu, czy we firmie F&D, gdzie pracowała Monika, a Sagowski przychodził w odwiedziny do Uli i Marka.  Widywali się wystarczająco często, aby dostrzec w sobie niektóre cechy charakteru. Artur podziwiał Monikę za to, że sprawy materialne nie miały dla niej znaczenia, zawsze miała czas dla innych i była dla wszystkich miła. Ona w nim zaś ceniła to samo oraz to że pomimo pieniędzy nie był szpanerem ani snobem i potrafił dzielić się pieniędzmi z potrzebującymi.

***************************
Życie Uli i Marka przez te pół roku toczyło się spokojnie i w oczekiwaniu na syna Jędrzeja. Samą ciążę Ula znosiła bez komplikacji, służyła jej i promieniowała każdego dnia. Nie miała zachcianek, humorów, nie tyła. Tylko nadopiekuńczość ze strony Marka mąciła jej spokój. Marek bowiem zaopatrzył się w książki o ciąży i opiece nad dziećmi i próbował stosować wszystko to co wyczytał albo zobaczył w telewizji. Pamiętał o witaminach, dobrym odżywianiu się, uważał, aby się nie przemęczała i dużo odpoczywała. Zatrudnił nawet Julię, która miała zostać jej asystentką i pomagać w pracy. Argumenty Uli zaś, że ciąża to nie choroba i że jego nadopiekuńczość doprowadzi ją do nerwicy nie docierały do niego. Jego troska miała również plusy, bo chodził z nią na wizyty do lekarza, do szkoły rodzenia, masował stopy, przygotowywał kąpiele i rozmawiał czule z nienarodzonym jeszcze dzieckiem.   Umiał też pozytywnie zaskakiwać i robić niespodzianki. Przynosił śniadania i inne posiłki do łóżka, kupował kwiaty bez okazji, zabierał na długie spacery i weekendowe wyjazdy. Zwiedzili Pragę, Wrocław, Berlin, Kielce.  Jeździli również do swojego SPA.

 

Na początku września również wyjechali z Warszawy. Tym razem Marek zorganizował wypad na tydzień do Trójmiasta, aby Ula mogła pooddychać jodem. Na tę okazję wynajął apartament w Sopocie z widokiem na molo.

 

-Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś Marek- rzekła, spoglądając przez okno na rozświetlone molo. — Tak tu pięknie.
-Tak myślałem, że ci się spodoba- odparł z zadowoleniem. —Wiedziałem już, gdy zamawiałem apartament i oglądałem foldery. A te budynki po lewej to SPA. Wykupiłem dla nas karnet na zabiegi. Bądź co bądź SPA zawsze dobrze nam wychodziło.
-Nawet bardzo dobrze- sprecyzowała. —Czuję, że będzie to niezapomniany wyjazd- mówiła, ciągle zapatrzona na główny pomost Sopotu. —Piękny widok, pokój, bardzo blisko do morza. Oprócz ładnej pogody nie jest nam nic więcej potrzebne. Tylko, jak ja ci się odwdzięczę za to wszystko? – zapytała, przenosząc wzrok na męża.
-Codziennie odwdzięczasz mi się tym, że jesteś obok mnie kochanie- szepnął do ucha, obejmując również ciążowy brzuszek. —Nic więcej nie potrzebuję.
-Nawet tego- odparła przewrotnie, sięgając do jego ust.
-Tego nigdy za wiele- stwierdził z łobuzerską miną, gdy Ula przerwała pocałunek. — A na razie proponuję ci kolację i pierwszy spacer- dodał.
-Chętnie- odparła. —Ja i Jędrzej jesteśmy strasznie głodni.
Po kolacji poszli na molo. Chodzili po pomoście przytuleni do siebie, delektując się ciepłym powietrzem, szumem morza, otaczającym ich pięknem, sobą nawzajem i rozmową. Tematów to rozmowy zaś nie brakowało, bo w najbliższym czasie czekało ich trochę uroczystości i wydarzeń. Był to ślub Wioli i Sebastiana, urodziny Anny Sagowskiej, finał projektu Łabędziem być i przede wszystkim narodziny ich dziecka. Dzień zakończyli natomiast kilkoma upojnymi chwilami w łóżku. Ze względu na ciążę Uli nie było to nic gwałtownego, ale i wystarczającego dla nich w danej chwili.

Dwa dni później w niedzielę rano Marek zaskoczył ją ponownie.
-Śniadanie do pokoju, kwiaty, jakieś puzderko- zagadnęła Ula, gdy po wyjściu z łazienki ujrzała przy łóżku elegancko nakryty stolik. —Z jakiej to okazji? – zapytała, choć powodów domyślała się.  
-Dzisiaj mija rok od premiery F&D Gusto i naszego związku kochanie- rzekł, podając jej mały bukiecik fiołków. —Jeszcze rano o tej porze rok temu byłem najnieszczęśliwszym facetem na świecie, a wieczorem spotkało mnie niewyobrażalne szczęście.
-To już rok- udała zdziwienie. —Czas naprawdę szybko leci.
-Nie mów mi tylko że zapomniałaś- rzucił z wyrzutem.
-Nie, nie zapomniałam- odparła, szukając czegoś zawzięcie w swoich rzeczach. —Takich dat się nie zapomina i mam coś dla ciebie. —O jest – dodała, podając mu swój prezent schowany w małej papierowej torebce. —Wszystkiego najlepszego z okazji naszej rocznicy.
- A to dla ciebie kochanie- rzekł Marek, podając swój prezent i cmokając w policzek.
Chwilę później po otwarciu prezentów oczom Uli ukazał się wisiorek z literką M w serduszku, a Markowi coś podobnego, bo łańcuszek na rękę z imieniem Ula.

 

-I jak tu nie wierzyć w telepatię Ula- zaśmiał się Marek.
-Dokładnie- odparła, zajmując się zmianą obecnego wisiorka na ten nowy. —Zawsze mieliśmy tę nić porozumienia, ale w ostatnich miesiącach pogłębiła się bardziej.
- W ogóle nasze życie zmieniło się mocno przez ten rok- stwierdził Marek, zakładając swój łańcuszek na rękę. —My jesteśmy razem, twój tato z Alicją, moja rodzina pozyskała nową rodzinę Sagowskich i mamy sporo nowych znajomych i kontraktów.
-Tak- przytaknęła. —I jeszcze masa przed nami takich chwil. A na razie smacznego Marek. Tyle pyszności nazamawiałeś, że szkoda byłoby zostawić coś na stoliku.
-Smacznego kochanie- odparł, osuwając jej krzesełko.

Reszta pobytu w Sopocie była równie spokojna i miła a do pracy wrócili z nowymi siłami. Dwa tygodnie później czekał ich też ślub Wioletty i Sebastiana, a w kolejnym tygodniu siedemdziesiąte piąte urodziny ciotki Krzysztofa, Anny Sagowskiej. Po nich Ula pomału rezygnowała z pracy i więcej czasu poświęcała na odpoczynek.
Miesiąc przed porodem zaś zaczęli przygotowania na pojawienie się nowego członka rodziny. W kąciku ich sypialni pojawiła się tapeta w misie, łóżeczko z baldachimem, komódka, przewijak i wygodny fotel dla Uli do karmienia maluszka. Całości dopełniały kaftaniki, śpioszki, butelki i inne niezbędne rzeczy dla dziecka.
Równocześnie z tymi przygotowaniami trwały przygotowania do finałowego koncertu Łabędziem być, a który zaplanowany był na parę dni przed rozwiązaniem Uli. Sama gala zgromadziła sporo osób i była zorganizowana z rozmachem. Była ekipa z telewizji i redaktorzy z gazet i portali Internetowych. Obok nich rodziny i znajomi Dobrzańskich oraz drugich z udziałowców przedsięwzięcia z Kliniki Piękna. Wśród gości byli więc Sagowscy, Monika Milewska, Majka, Michał Duszyński jako przyjaciel Janickich i projektant sceny, Julia oraz Ela z Tomkiem, którzy to połączyli pracę z przyjemnością. Sam projekt okazał się strzałem w dziesiątkę i zarówno Pshemko, jak i Janek Janicki odbierali zasłużone gratulacje.
Ula również wybrała się na galę, choć była na ostatnich nogach. Od rana czuła się jednak dobrze i nie widziała powodów, aby zostawać w domu.
-Zobacz Marek- zagadnęła w czasie małego bankietu. —W jednym kącie sali samotni i przystojni faceci a w drugim samotne i piękne dziewczyny. A tak nie powinno być. Ktoś powinien coś z tym zrobić i pokierować ich uczuciami.
- I tym ktosiem chcesz zostać ty- ni to stwierdził, ni zapytał. —Ula zaraz poród i proszę cię, nie zaprzątaj sobie głowy swatami.
-Szczęściu trzeba dopomóc Marek- argumentowała. —My jesteśmy szczęśliwy i chciałabym widzieć to szczęście w innych. To takie piękne być zakochanym, kochanym i szczęśliwym. 
-Owszem kochanie tylko nic na siłę. Jak są dla siebie przeznaczeni, to będą razem bez niczyjej pomocy. 
-My byliśmy i prawie się rozstaliśmy- wypaliła bez namysłu. — I dlatego chcę tak delikatnie nakreślić im pewne sprawy- dodała szybko.
-Delikatnie, czyli jak? - pytał ciągle nieprzekonany planami żony. —Przypadkowe spotkania, anonimowe wysyłanie kwiatów, czekoladek albo liścików miłosnych.
-To byłoby zbyt pretensjonalne Marek. To musi być coś bardziej spektakularnego i zamierzam zająć się tym do czasu porodu.
-Skoro chcesz- odparł, bo nie chciał się kłócić z żoną przed porodem. Drugi powód był taki, że mogło to odciągnąć ją od myśli o czekającym porodzie, a co ciągle zaprzątało jej myśli i były to czarne myśli.
Na swaty okazji nie miała, bo wkrótce po rozmowie zaczęła czuć mocniejsze ruchy dziecka i skurcze. Do porodu co prawda zostało jeszcze dziesięć dni, ale dla bezpieczeństwa Marek zwiózł ją do szpitala. Następnego dnia w południe swoje pojawienie na świecie z głośnym krzykiem oznajmił mały Dobrzański. Chłopiec był zdrowy i śliczny i chwilę później umyty i ubrany w kaftanik trafił w ramiona Uli i Marka.

 

Część 8
Klub 69 jak to w piątki tętnił życiem. Tego wieczoru pojawiła się tam też grupa znajomych, aby świętować cztery rzeczy. Pierwszym powodem do świętowania było zostanie przez Marka ojcem, drugim, że Sebastian wkrótce miał pójść w jego ślady, kolejnym sukces Łabędziem być, a ostatnim to że Artur postanowił wyprawić Michałowi imprezę rozwodową. Do nich dołączył jeszcze młodszy Janicki z Majką i Julią. Z pojawienia się dziewczyn zbytnio zadowoleni ci pierwsi nie byli, bo miał to być męski wieczór. Ale byli też wystarczająco dobrze wychowani, aby nie odczuły tego. Z mijającym czasem Marek i Seba byli nawet zadowoleni, że są, bo umiały trzymać z daleka od ich stolika inne kobiety. Do nich to właśnie co rusz zgadywała jakaś dawna ich znajoma z nadzieją na postawienie drinka albo dłuższe towarzystwo.
- Od roku wiedzą, że nie jestem zainteresowany, ale do ich małych móżdżków to nie dociera- mówił zirytowany Marek.
-Dokładnie mam to samo- stwierdził Olszański. —Ostatnio taka jedna zaczepiła mnie na ulicy, a ja nawet nie wiedziałem, jak ma imię.
-Następną zostawcie mi- odparła im Majka.  —Jeśli po dobroci nic do nich nie dociera, to trzeba inny sposób znaleźć.
-To prawda chłopaki. Siła perswazji to podstawa- dopowiedziała od siebie Julia.
-Tylko wszystkich nie odstraszajcie- wtrącił Maciek. —Troje z nas facetów jest tutaj stanu wolnego.
-A swoją drogą to niezłe trio z nas chłopaki- dodał Artur. —Zatwardziały kawaler, kawaler z odzysku i wdowiec. Jest w czym wybierać.
-Tu raczej nie znajdziecie nikogo na poważny związek- rzekł Marek. —Mało z którą można było porozmawiać w miarę ciekawie- dodał, czując również, że ktoś uwiesił się mu na szyi.
-Cześć- usłyszał wkrótce. —Widzę Marek, że na stare śmieci wracasz- kontynuowała jakaś brunetka. —Zatańczymy?
-Nie zatańczycie- odezwała się tak, jak obiecała Majka. —Nie podchodź, nie zaczepiaj, nie myśl, nie ruszaj. Czy to aż tak trudno zrozumieć, że Marek ma już inny styl życia, żonę i dziecko? - pytała dosadnie. — Nie jest do wzięcia ani do zabawy na jedną noc, ani na kupowanie drinków. Szukaj sobie innego faceta. I przekaż wszystko to swoim koleżankom, bo nie zamierzam się powtarzać. Zrozumiałaś, czy mam dać ci jeszcze na piśmie? - zapytała na koniec, ale dziewczyna już odchodziła.
- To się nazywa zbycie panienki- rzucił Michał. —Nawet się nie obróciła.
-Nie obraźcie się, ale gustu dobrego to nie mieliście- odezwał się Janek, patrząc za odchodzącą panienką. —Pomijając jej strój, to nie cierpię panienek żujących tak demonstracyjnie gumę.
-Nie będę zaprzeczał, że nie mieliśmy- odarł bez urazy Marek za siebie i Sebastiana.
-Może znajdziemy im Marek jakieś atrakcyjne trzydziestki- zagadnął nieoczekiwanie Sebastian.  —Szkoda, żeby tacy fajni faceci marnowali się w samotności.
-A znamy jakieś trzydziestolatki? -zapytał przyjaciela. —Bo mi się wydaje, że nie.
-Fakt nie znamy- odparł po chwili zastanowienia. —Same dwudziestoparolatki i nie w ich typach.
Po godzinie miłej zabawy żonkosie opuścili towarzystwo. Marek pojechał do Uli do szpitala, a Sebastian do domu i Wioletty. Kamil również krótko po nich wyszedł z klubu. Podobnie było z Majką i Michałem, którzy to przepadli gdzieś razem na dobre półgodziny. Wtedy też zaczęły się kłopoty reszty towarzystwa, a powodem był nachalny podpity chłopak, który to dostawiał się do Julii. Próbował stawiać drinki, zagadywać, zapraszać do tańca. Gdy jej słowne napomnienia i odmowy nie pomagały, to w obronie jej stanęła reszta osób. Kolejne wydarzenia zaś działy się szybko i wymykały spod kontroli.  Janek bowiem wdał się z nim w przepychanki, a co spowodowało pojawienie się ochroniarzy i w konsekwencji wyrzuceniem obu panów z klubu. Na dworze lepiej nie było, bo mężczyzna rzucił się z pięściami na Janickiego, a ten bezczynnie stać nie zamierzał i oddał cios. Służby porządkowe i pogotowie na miejscu pojawiły się szybko.

Dzień później Artur i Michał pojechali najpierw na komisariat złożyć zeznania a później do szpitala odwiedzić Janka, który trafił tam razem z drugim pobitym mężczyzną. Okazji na rozmowę z Janickim jednak nie mieli, bo na drugim końcu korytarza dojrzeli go w towarzystwie Julii. Stali przy oknie wpatrzeni w siebie, rozmawiając i śmiejąc się wesoło. Zajęci sobą nie zauważyli nawet, że ktoś się im przyglądał. Sagowski i Duszyński zaś wyszli ze szpitala, nie ujawniając swojej obecności.

 

-Okaże się jeszcze, że to pobicie Jankowi na dobre wyjdzie- rzekł Artur, gdy szli w stronę wyjścia. —Julka wpatrzona była w niego jak w obrazek.
-Oby- poparł przyjaciela w całej rozciągłości Michał. —Po związku z Moniką należy mu się coś od życia.
-Tak jak tobie po związku z Olą- wtrącił Sagowski. —To zdradzisz w końcu swojemu najlepszemu kumplowi, gdzie byłeś z Majką, jak was nie było- dopytywał. —Nie mów, tylko że cały czas tańczyliście gdzieś w kącie.
-Najpierw tańczyliśmy, a później było tak zwyczajnie- zaczął opowiadać Michał. —Majka chciała pooddychać świeżym powietrzem, to poszliśmy na spacer do parku. Chodziliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim i jej wyjeździe do Florencji na konkurs fotograficzny.  Przy fontannie zaś trafiliśmy na sesję ślubną. A raczej na coś, co miało nią być, bo fotograf nie umiał dogadać się z państwem młodym i Majka zajęła się wszystkim. Gdybyś widział ją w akcji Artur. Sam profesjonalizm- mówił z podziwem. —Ten fotograf pracę nawet jej zaproponował.
-Czy to znaczy, że zacząłeś zauważać kobiety wokół siebie? – dopytywał dociekliwie Sagowski.
-Stwierdzam tylko fakt- wtrącił błaho.
- Za długo cię znam, żeby mnie zbyć- mówił, uśmiechając się do przyjaciela. —Majka spodobała ci się i nie zaprzeczaj.
-I, co z tego, że spodobała mi się, skoro Majka i ja to nie jest taka prosta sprawa.
-Bo? – zapytał krótko. —Ty jesteś wolny, a Majka z tego co wiem to również.
-Bo ja mam trzydzieści trzy lata a ona dwanaście mniej- wytłumaczył. —To jest powód. Nie chcę, żeby ktoś komentował nasz wiek. Nawet Sebastian chciał szukać nam trzydziestolatki, a nie dwudziestoparolatki.
-Lata świetle was dzielą- zakpił. —Niczym jak Borynę i Jagnę.  Mało czyta się albo słyszy o celebrytach ze znacznie większą różnicą wieku.
-A jak u ciebie te sprawy wyglądają -postanowił odbić pałeczkę.  —Monika to bardzo ładna dziewczyna.
-Monika to dziewczyna ratownika- odparł. —Spotyka się od niedawna z takim jednym ratownikiem medycznym. Poza tym jest moją koleżanką. Tylko koleżanką i lubię jak koleżankę. A do jakiegoś związku daleko mi.

Tymczasem Ula od trzech dni była szczęśliwą mamą i razem z Markiem odbierała gratulacje telefoniczne bądź osobiste. Do grona tych drugich osób należała Wioletta i Julia, które w jej sali pojawiły się niemal jednocześnie. Obie przyniosły również upominki dla małego. Wiolka Misia Szumisia, a Julka buciki.

 
- Jest śliczny- mówiła Olszańska, która przyszła na badania do szpitala. —I tak słodko śpi.
-Jak uśmiecha się to widać zaczątki dołeczków w policzkach- dodała od siebie młoda mama.
-Oby tylko charakter miał po mamie- stwierdziła Wiola.
Po wszystkich ochach i achach w drzwiach pojawiła się Julia, która przy okazji odwiedzin u Janka wpadła i na odział położniczy.
-A, co u Janka- zagadnęła Wiola, gdy kolejna partia zachwytu nad Jędrzejkiem już padła. —Lepiej się czuje?
-A co mu się stało? - zapytała ze zdziwieniem Ula. —Coś mnie ominęło, dziewczyny?
-Marek pewnie nie chciał cię martwić albo nie wie- zaczęła Wiola. —Wczoraj, gdy razem z Sebą wyszli z klubu, to do Julki przyczepił się taki jeden koleś i Janek pokazał mu, gdzie raki harcują i pobił się z nim. To, co u Janka? - zapytała Julkę.
-Wszystko dobrze. Ta rana cięta na szczęście była tylko powierzchowna i tylko łuk brwiowy musieli mu zeszyć. Jutro wyjdzie ze szpitala.
-To dobrze- odparła Olszańska.
-Zależy ci na nim, prawda- zagadnęła Ula.
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi- mówiła, ale mało przekonująco.
-Ula i Marek też byli kiedyś przyjaciółmi- przypomniała klarownie Wiola. — I, co? Szasta pasta i syn im się urodził.
-Ale co ja mogę? – pytała bezradnie Chmielewska. — Mam powiedzieć mu. Janek zakochałam się w tobie. Wyśmieje mnie jeszcze.
-Ja kiedyś powiedziałam Markowi, że zakochałam się w nim i nie wyśmiał mnie. A miałam wtedy koszmarną grzywkę, okulary, aparat na zębach i daleka byłam od ideału urody.
-Nawet nie przypominaj mi tego widoku Ula- rzekła Wiola, otrząsając się na wspomnienia. —A ty Julka zawalcz o niego.  Ja musiałam posunąć się do małego podstępu, żeby Sebulek wrócił do mnie.  W miłości wszystkie chwyt dozwolone jak to mówią.
-Powinnaś teraz być przy nim- dodała i Ula, sięgając równocześnie po dzwoniący telefon. —To że tak dzielnie wstawił się za tobą, to coś znaczy. Z tego, co wiem zawsze był spokojny i pięściami spraw nie załatwiał.
-Myślicie, że naprawdę może być coś między nami? - pytała spoglądając na nich z nadzieją.
-Nie zawsze facet musi wyjść pierwszy z inicjatywą- stwierdziła Wiola. —A gdyby tak było, to połowy związków by nie było.  Trzymaj się nas szczęśliwych mężatek, a zaprowadzimy cię do ołtarza- dodała z optymizmem na koniec.
-Dokładnie- poparła Ula, uśmiechając się do ekranu swojego telefonu.
-Co tam masz- zainteresowała się Wiola.
-Sami zobaczcie- odparła, pokazując im swój telefon. —Są dwa zdjęcia.
- Ty to masz szczęście- westchnęła Wioletta. —Marek by ci nieba przychylił, a mój Sebuś jest czasami, jak ten Skrecz z Powieści Biblijnej.
 

 Artur tymczasem zastanawiał się, jak mógłby zbliżyć do siebie Michała i Majkę, bo czuł, że przyjaciel sam nic nie zrobi. Dziewczyny jednak dobrze nie znał i było mu głupio pytać o te sprawy. Jedyną zaś osobą, która znała Majkę i którą on znał była Ula, ale była tuż po porodzie i nie chciał jej zaprzątać głowy tymi sprawami. W odwiedziny do Uli, Marka i Jędrzeja przyszedł dopiero tydzień po wyjściu Uli ze szpitala.  Temat Majki zaś pojawił się sam i to już chwilę po przyjściu, i nie musiał myśleć jak go rozpocząć. Olkowicz bowiem zadzwoniła do Uli.
-Majka wygrała konkurs w kategorii dzieci, a trzecie miejsce miała za parę staruszków- oznajmiła gościowi, bo Marek akurat poszedł z małym do sypialni.
-Ma talent dziewczyna- odparł, szykując się na kontynuowanie rozmowy. —Nie wiesz przypadkiem czy Majka jest z kimś związana?– zagadnął niepewnie. —I przepraszam, że pytam.
-A jesteś zainteresowany? - odparła pytaniem.
-Nie ja- szybko zaprzeczył. —Michałowi spodobała się, ale nie jest pewny czy miałby jakieś szanse mu niej. Zapytać też nie zamierza, żeby później głupio się przy niej nie czuć. Prosił mnie, żeby cię spytać- skłamał na koniec.
- Nie jest zajęta. Jutro wraca, to pewnie wpadnie do mnie w najbliższym czasie, to porozmawiam z nią. Tak szczerze mówiąc Artur to i mi się wydaje, że mogłoby coś być między nimi.
U Dobrzańskich długo nie został, bo wiedział, że przy tak małym dziecku jest co robić. Dwa dni później zaś i tak jak przypuszczała Ula w odwiedziny przyszła Olkowicz.
-A jakieś możliwe towarzystwo miałaś? – zapytała Ula przy okazji opowiadań Majki o pobycie we Florencji.
-Jeśli pytasz, czy spotkałam jakiegoś interesującego faceta to nie. Nawet nie próbowałam szukać. Sami cudzoziemcy w sensie nie Polacy i z żadnym nie dało się sensownie porozmawiać. A w związku dogadywanie się to podstawa jak dla mnie.
-I dla mnie- poparła przyjaciółkę. —Mój związek z Markiem od tego zresztą się zaczął. Dopiero później zostaliśmy przyjaciółmi.  A ty, skoro twierdzisz, że dogadywanie jest tak ważne, to powinnaś zainteresować się Michałem. Sama mówiłaś niedawno, że tak dobrze rozmawia się wam.
- Bo tak jest Ula- przytaknęła.
-To w czym widzisz problem? – skłaniała delikatnie do zwierzeń.
-W tym, że Michał powinien to samo poczuć i że nie chcę narzucać się pierwsza. Może kiedyś coś będzie, ale nie teraz. W dodatku dwa miesiące temu rozwiódł się, a nie chciałabym być tematem, jakiś plotek.
-Kiedyś to on może być nieosiągalny- wymruczała. —Był u mnie Artur i powiedział mi, że Michałowi zależy na tobie – postanowiła nie owijać nic w bawełnę. —Boi się tylko, jak zareagujesz na to, że chciałby spróbować z tobą.
- Serio mówisz? -  pytała podejrzliwie.
-Bardzo serio i od ciebie zależy, co teraz zrobisz- mówiła przekonująco.  —Ja w każdym bądź razie na twoim miejscu porozmawiałabym z Michałem tak szczerze. A na razie zrobię ci zdjęcie z Jędrzejem- dodała, podając jej dziecko. —Niech ma pamiątkę z ciocią Majką.

 

niedziela, 4 marca 2018

Pięć w jednym cz. 5 i 6



Jesienny pokaz zbliżał się wielkimi krokami i idąc za przykładem poprzedniego roku, kiedy to sesja zdjęciowa miała miejsce w plenerze to i teraz Marek chciał powtórzyć ten zabieg. Z tą różnicą, że wtedy była to rzeka, a teraz miały być Karkonosze. Mniej więcej w to samo miejsce wybierała się Elka z Tomkiem redaktorzy portali Co tam. Początkowo miała jechać Ela z Majką, bo Olkowicz znała Dobrzańskich i do niej należał temat Najpiękniejsze miejsca Polski, jednakże zobowiązania fotografki wobec Michała zmusiły ją do wyjazdu do Krakowa, a na jej miejsce skoczył Tomek. Razem z Elką miał za zadanie zrobić krótki artykuł o pokazie a później zająć się większą częścią Karkonoszy, ładnie je opisać, zrobić zdjęcia i zachęcić czytelników na spędzanie tam wolnego czasu. Na wypad w góry wybierała się również Sylwia Flis była modelka i dziewczyna Tomka. Kobieta dowiedziała się, bowiem o kontaktach chłopaka z firmą Dobrzańskiego i postanowiła wykorzystać okazję i odnowić znajomości z Markiem. Jej pojawienie się wywołało niesnaski nie tylko u Marka i Pshemka, ale i u Eli.
-Musiałeś ją brać- zapytała Kowalik, gdy zostali na chwilę sami. —Sam wiesz, jak działamy na siebie. Będzie w pracy nam tylko przeszkadzać, a Dorota dała nam tylko pięć dni na wszystko- argumentowała.
-Spokojnie Elka- odparł, pakując swoją walizkę do auta. —Sylwia na pewno nie będzie chodzić z nam po górach. Chce bardziej wypocząć i spotkać się z Markiem i tym projektantem Pshemko. Ma nadzieję na dostanie się do tego projektu Szkoła mistrza Pshemka.
-Prędzej śliwka na sośnie wyrośnie, niż ona dostanie się tam- mruknęła.  —Po tym, co było dziewięć lat temu między nią, a Markiem ma małe szanse.
- Nawet jeśli to i tak wolałem zabrać ze sobą niż później wysłuchiwać jej marudzenia, że nie pomagam w rozwoju kariery. Nie każda kobieta jest takim aniołem jak ty.
-Bo miałeś mnie do tej pory przez parę godzin dziennie, a nie non stop- odparła.
Droga do Karpacza w towarzystwie Sylwii dłużyła się Eli niemiłosiernie. Denerwowało ją rażące słońce, korki i głośna muzyka albo rozmowa. Sylwia z nią samą oczywiście niewiele rozmawiała, a jak zaczynała dialog z Tomkiem, to przerywała czymś ważnym o czym sobie właśnie przypomniała. Z przystanku na jakimś campingu również zadowolona nie była. Po ponad pięciu godzinach jazdy Ela z ulgą opuszczała auto i poszła odpocząć do swojego pokoju. Wieczór zaś poszli na spotkanie z Dobrzańskimi.

Ekipa z F&D tymczasem na miejsce dotarła dzień prędzej wieczorem i od rana zaczęła przygotowania do sesji. Po ustaleniach z Pshemko i fotografem zdjęcia zaplanowano na popołudnie następnego dnia. W ten wieczór zaś chcieli na spokojnie przeprowadzić próbę i spotkać się z dziennikarzami, a chętnych z gazet, telewizji i portali było sporo. Elkę i Tomka, Marek  od razu rozpoznał w tłumie. Podobnie jak Sylwię Flis. Kobieta odnalazła go wzrokiem równie szybko i niezatrzymana przez nikogo podeszła do niego.
-Co tu robisz? - zapytał niemiło Marek.
-Tyle lat nie widzieliśmy się i żadnego cześć tylko co tu robisz? – rzekła słodko. —Kiedyś byłeś bardziej kulturalny i inny.
-Jak słusznie zauważyłaś kiedyś- zaakcentował ostatnie słowo. —To co cię sprowadza do mnie?  Modelką jak mi wiadomo od dawna już nie jesteś.
-Ale projektantką tak i możesz pomóc mi rozwinięciu kariery. Chciałabym móc kiedyś pracować dla F&D- wyjaśniła pokrótce.
-Nie żartuj sobie- odparł ironicznie.
-Już raz udało mi się osiągnąć jeden cel- kontynuowała pewna siebie.  —Dlaczego teraz miałoby być inaczej?
-Może, dlatego że minęło sporo czasu i jestem całkiem inny- mówił równie zdecydowanie.
-Tak słyszałam i czytałam. Żona, dziecko w drodze i żadnych romansów. Tylko co to ma wspólnego z moją sprawą.   
-Zapomniałaś już, że poprzednim razem do firmy dostałaś się podstępem i szantażem, a teraz masz czelność wracać i prosić o pracę? - pytał wzburzony.
-Bardziej myślałam o pomocy w dostaniu się do szkoły Pshemka. Jest sporo chętnych, a miejsc tylko pięć.  Dla ciebie to drobnostka.
-Nie będzie żadnej protekcji – przerwał ostro.  — Szukaj szansy na rozwinięcie kariery w inny sposób i gdzie indziej. I wybacz, ale jestem zajęty - dodał odchodząc w stronę dziennikarzy.
Z daleka całą scenę obserwowała Ula z Elą. Ula wiedziała już, że Marka łączyło coś kiedyś ze Sylwią. Znalazła też w archiwach firmy jej zdjęcia i wiedziała, jak wygląda. Ciągle też wyglądała pięknie.
-Uparła się, żeby przyjechać i porozmawiać o tej szkole Pshemka- tłumaczyła Ela, koleżance powody obecności Sylwii. —Całą drogę mówiła o tym.
-Wątpię, żeby coś wskórała- odparła, przyglądając się rozmawiającej parze. —Zresztą on sam decyduje z kim chce współpracować i Marek nie ma nic do powiedzenia. A za protekcję obraziłby się jeszcze.  Sylwia powinna wiedzieć o tym, skoro kiedyś pracowała u nas.
- Może myśli, że coś się zmieniło- stwierdziła Kowalik.  —Ona jest z tych kobiet które tak łatwo nie poddają się i walczą każdą metodą Ula. Wszystkiego można się po niej spodziewać, to uważajcie. I nie wiem, dlaczego Tomek ciągle z nią jest. Jest niesympatyczna, wyniosła i zawładnęła nim. Czasami szkoda mi go- Ela pozwoliła sobie na małe zwierzenia.
-Widocznie niektórzy faceci już tak mają, że są tylko wzrokowcami, a cała reszta się nie liczy- stwierdziła kpiąco Ula. —Tak jak kiedyś mój Marek. Powiedział mi zresztą kiedyś, jak jeszcze nie byłam ładna, że liczy się tylko ciało u kobiety i uroda, a nie wnętrze.
-W dodatku najlepiej byłoby, gdyby ciała nie było w nadmiarze- wymruczała Elka. —A w moim przypadku jest odwrotnie.
Spotkanie z Flis popsuło Markowi humor na długo i dopiero wieczorem, gdy mógł spędzić czas z Ulą, stłumił sobie złość.
-Mocno zmęczona- zapytał, gdy znaleźli się w swoim pokoju. —To był długi dzień kochanie.
-Ani trochę. Ja i dzidziuś czujemy się dobrze. To ty miałeś więcej biegania i obowiązków.
-I niespodziewanych spotkań. Sylwia Flis doczepiła się do mnie i prosiła o rekomendację u Pshemka- zaczął wyjaśniać. —Chce dostać się do jego projektu.
-Tak wiem- wtrąciła. —Ela powiedziała mi wszystko i widziałam, jak rozmawialiście. Ale to miło, że mówisz i wiem, że nic nie zrobiłeś.
-Powiedziałem jej, że…
-A możemy nie mówić o niej- przerwała mężowi. —Jesteśmy po pracy, jest tak pięknie i nie ma sensu psuć sobie nastroju jakąś tam Sylwią. Zamówiłam kolację do pokoju, to usiądziemy sobie na tarasie, zjemy ze spokojem i odprężymy. Później możemy wyjść na spacer. Należy się nam chwila tylko dla nas.
-Widzę, że wszystko zaplanowałaś kochanie- odparł, przytulając do siebie. —A to ja powinienem się czymś wykazać.
-To będziesz miał okazję na spacerze.
-Ale zmęczona na pewno nie jesteś? – pytał troskliwie. —Możemy zawsze zostać w pokoju, poleżeć i obejrzeć telewizję.
-Nie, nie jestem. Ciąża to nie choroba Marek, żeby leżeć w łóżku. Ale to miło, że się troszczysz.
Spacer to było, to czego potrzebowali po całym dniu pracy. Chodzili po uliczkach Karpacza, rozmawiając i trzymając się za rękę. Marek, aby wykazać się kupił jej kwiaty i drobną regionalną biżuterię. Wstąpili również do fotobudki i zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia.

 

-Kocham te nasze wieczorne spacery- rzekła cicho Ula. —Jak dla mnie mogłyby trwać wiecznie. 
- Dla ciebie wszystko kochanie- odparł Marek wprost do ucha żony. —I będę służył ci ramieniem do końca świata i jeden dzień dłużej. Będziemy staruszkami, a będziemy wychodzić i cieszyć się każdą wspólną chwilą. Chyba że znudzę ci się prędzej. Albo będę nie do wytrzymania zrzędliwym staruszkiem i zostawisz mnie gdzieś. W parku w sklepie, na ulicy. Samego i biednego.
-Już zrzędzisz- mruknęła. —A to podobno kobieta w ciąży marudzi. Chyba że masz syndrom kuwady, a prościej mówiąc ciążowy. Objawia się, to gdy bliska faceta spodziewa się dziecka. Mdłości, zachcianki, marudzenie, zmienne nastroje. Ale spokojnie Marek to minie, jak urodzę. A ja jakoś dam radę wytrzymać te pięć miesięcy. Tylko nie proś mnie po nocach o śledzika i dżem.
 -Serio mówisz? - pytał podejrzliwie. —Istnieje coś takiego.
-Bardzo serio. Poczytaj sobie w necie. A te twoje zatrucie po kolacji u Artura może w ogóle nie było zatruciem, tylko dolegliwościami ciążowymi. Tylko ty jeden byłeś chory.
- Chyba będę musiał poczytać- stwierdził poważnie. —A wracając do Artura, to dzwonił do mnie dzisiaj i zaprosił nas na swoje urodziny za dwa tygodnie. Powiedziałem, że przyjdziemy.
-Ok- zgodziła się bez najmniejszego protestu.  —Chętnie spotkam się z nimi wszystkimi.
-Nawet z Konstancją?- podpytywał.
-Nawet z nią Marek. Przy bliższym poznaniu nie jest taka zła. Ładna ulica, prawda?
-Bardzo. I jaki piękny widok. Może kupimy tutaj jakiś domek i będziemy wpadać i oglądać te widoki częściej?
-Kusząca propozycja Marek- odparła z ożywieniem.

 

Sylwia w Karpaczu długo nie została, bo tylko niecały dzień. Skutecznie odstraszył ją mały pokój wynajęty w małym hotelu z małą łazienką, niewyszukanym, jedzeniem i nieciekawym towarzystwem współmieszkańców. Drugi powód był taki, że pracę skończyła i ekipa z F&D a jej nie udało się drugi raz porozmawiać z Markiem. Pshemko również nie miał dla niej czasu.  Po jednej nocy spędzonej w męczarniach, jak mówiła, Tomek wcześnie rano odwiózł ją na dworzec kolejowy. Po powrocie i śniadaniu natomiast zabrał się z Elą do pracy i wybrali się na jeden ze szlaków. Chodzenie z Elą po górach było całkiem przyjemne, bo nie usłyszał z jej ust słowa narzekania na upał, bolące nogi, strome podejścia, przepoconą odzież czy jedzenie w przypadkowych miejscach. Do tego świetnie dogadywali się, ale to już prędzej spostrzegł. Wieczorem kładąc się spać, mógł z czystym sumieniem stwierdzić, że dzień spędzony z koleżanką z pracy był bardzo miły i ciekawy. Kolejny dzień potwierdził jego odczucia.

 

-Facet, który ożeni się z tobą, będzie wielkim szczęściarzem – rzekł jej podczas wspinaczki po mniej uczęszczanym szlaku.
-Bo? - zapytała, spoglądając na niego podejrzliwie.
-Jesteś taka rozsądna, uporządkowana, nie marudzisz. Nie to, co inne dziewczyny.
-Mistrzem komplementów to ty nie jesteś- rzuciła dotknięta słowami. — Jaka kobieta chciałaby być uznana za rozsądną i niemarudzącą?
-Ale swój urok również posiadasz- próbował poprawić swoją gafę. —Masz łagodne oczy i ładny, szczery uśmiech. Powinnaś tylko uśmiechać się częściej. Dodaje ci to uroku.
-A szczerość to masz chyba w naturze- wymruczała w odpowiedzi.
- Nie idzie ci dogodzić w komplementach- odparł zrezygnowany. —Powiedziałem ci prawdę, a jest źle.   Jesteś jeszcze bardzo inteligentna, zabawna i lubię spędzać z tobą czas. Lepiej?
-Znacznie.  Chyba zacznę pisać artykułu na temat wzrokowców- oznajmiła mu nieoczekiwanie. —To jest coraz bardziej powszechne zjawisko. Właśnie Tomek powiedz mi, dlaczego większość facetów na pierwszym miejscu patrzy na urodę u kobiety, a nie na jej charakter.
-A dlaczego mnie pytasz? – odparł pytaniem na pytanie. —Ja tak nie robię. Spytaj Mikołaja. To odpowiednia osoba.
- Nie o ciebie chodziło mi- skłamała lekko. —Jesteś akurat tutaj ze mną i przedstawicielem tego gatunku. To, co powoduje, że charakter schodzi na drugi plan- drążyła temat. —Nie jest to chyba aż tak trudne pytanie?
-Może szpan albo żeby było czym pochwalić się przed kumplami. Niektórzy faceci wolą kobiety mniej inteligentne i bardziej zabawowe niż te kury domowe.
-Typowe męskie myślenie- podsumowała go z lekką pogardą.
-A kobiety może patrzą tylko na sam charakter- zaatakował Elę jej własną bronią. —Uroda faceta jest tak samo ważna dla was, jak dla nas u kobiet. Wystarczy popatrzeć na Mikołaja i jego wianuszek dziewczyn. I nie mów mi, że na tobie nie robi wrażenia.
Od odpowiedzi uchroniła ją własna chwilowa niedyspozycja. Przed oczami zrobiło się jej ciemno i czuła, że zaraz upadnie.  Od upadku uchronił ją jednak Tomek, bo szedł tuż obok i zauważył, że dzieje się coś złego.
-Zakręciło mi się w głowie- wytłumaczyła słabym głosem.
 -Fakt dobrze nie wyglądasz- odparł, prowadząc ją w najbliższy cień. —Powinien lekarz cię obejrzeć- dodał, pomagając jej usiąść.
 -Tylko skąd go wziąć? – zapytała sceptycznie.  —Helikoptera nie sprowadzimy przecież, a do stacji kolejki linowej jest z dobre półgodziny drogi.
-Odpoczniemy dłuższą chwilę i pójdziemy pomału- odparł, wyciągając z plecaka butelkę z wodą.
Droga powrotna dłużyła się, ale z pomocą Tomka dała radę dojść na miejsce, gdzie kursował wyciąg. Był tam również punkt medyczny i zajęli się nią. Na samym dole zaś czekała na nich karetka i pojechali na ostry dyżur. Po badaniach okazało się, że potrzebowała przede wszystkim odpoczynku.  Lekarz dał jej też zalecenie unikania słońca i wysiłku fizycznego.
-Narobiłam ci tylko kłopotów- rzekła, gdy szli w stronę auta Tomka. —Pół dnia spędziliśmy w szpitalu.
-Żaden problem- zapewniał. —Nie mogłem przecież zostawić cię samą.
-I dziękuję bardzo. Musimy pomyśleć co z naszą pracą- zmieniła temat—Zrobiliśmy dopiero połowę pracy i Dorota może być niezadowolona, jak tak nagle wrócimy.
-Nie będzie-  oznajmił jej tajemniczo. — Dzwoniłem do niej i mamy zostać tu i dokończyć pracę. Szykuje dla nas nawet kolejne zadanie.
-To może powiesz mi, jak to sobie wyobrażacie? - zapytała, gdy otwierał jej drzwi samochodu. —Mam odpoczywać, a nie chodzić po górach.
-Tak, że ty będziesz pisać w swoim pokoju, a ja na zdjęcia będę sam się wyrywać.  A na razie pojedziemy coś zjeść. Od południa nic nie jedliśmy, a dochodzi szesnasta.

Przez koleje trzy dni Ela odpoczywała, a Tomek robił swoje zdjęcia. Spotykali się natomiast rano na chwilę na śniadaniu i na dłużej wieczorami na kolacji. Wychodzili wtedy razem na spacer i toczyli swoje dyskusje na każdy temat. Tym samym ich służbowy wyjazd stał się poniekąd i wyjazdem prywatnym. Obojgu też tak spędzanie czasu bardzo odpowiadało.

 

-Dzięki za miłe towarzystwo Tomek- rzekła Ela na śniadaniu przed powrotem do Warszawy. —Jesteś świetnym kumplem- dodała i choć znali się już trzy lata, to poczuła, że mógłby być kimś więcej i kandydatem na pójście na wesele siostry.
-Mogę powiedzieć to samo kumpelo- odwzajemnił uprzejmość. —Twoje towarzystwo to sama przyjemność. I dzięki za dużo dające rozmowy.
-Proszę bardzo, ale nie wiem, co takiego ważnego powiedziałam.
-Dałaś mi do myślenia- odparł.  —Nie wiem, czy związek ze Sylwią jest tym, czego chcę. Co prawda gotuje, sprząta, zajmuje się domem, ale i tak dla niej najważniejsza jest kariera.  Zaskoczona? -zapytał, gdy Ela milczała chwilę.
-Tak i głupio mi- stwierdziła z zakłopotaniem. —Nie chciałam namieszać w waszym związku. Tyle lat jesteście razem.
-Owszem jesteśmy, ale w zgraniu się to nie odzwierciedla.  A to dobrze na przyszłość nie rokuje, prawda.
-Prawda- poparła, ale bez entuzjazmu.

W drodze do Warszawy do tematu Sylwii nie wracali, choć oboje ciągle mieli ją w głowie. Podobnie było w kolejnych dniach.  Pomimo że zdażyło się im pracować razem, to mieli inne tematy do rozmowy, a sprawy całej trójki miały wyjaśnić się w niedługim czasie.


Pięć w jednym cz. 6

W czasie, gdy Ela z Tomkiem przebywali w Karpaczu Majka, pojechała do Krakowa w sprawach zawodowych. Michał Duszyński kończył właśnie konkursowy projekt na centrum rekreacji i Olkowicz miała pomóc mu w obróbce zdjęć. Architekt obchodził również dziesięcioleci pracy zawodowej i planował małe przyjęcie z tej okazji.  Majka również została zaproszona, ale odmówiła, bo nie chciała spotkać się z jego żoną, z którą to miała parę tygodni temu konflikt. Praca za to z Michałem okazała się bardzo przyjemna, owocna, bezkonfliktowa i szybka. Po zgłoszeniu projektu do konkursu natomiast mieli chwilę na prywatne sprawy i koleżeńską rozmowę.
-To teraz skoro mamy już wszystko oddane to zapraszam cię na lunch – zagadnął Duszyński po wyjściu z biura zgłoszeniowego. —Powiedz mi tylko czy wolisz coś bardziej eleganckiego, czy przytulnego?
-Przytulnego i pozwól, że ja wybiorę lokal. FADO 1000 Smaków. Mówi ci to coś? -zapytała, a gdy pokręcił przecząco głową, to kontynuowała. — Prowadzi to kuzynka Julii, warto się tam wybrać i jest pięć minut drogi stąd.
-Prowadź- odparł bez sprzeciwu. —Marnujesz się w tym portalu i we F&D- dodał nieoczekiwanie i wprawiając w zakłopotanie, bo kolejne komplementy słyszała chwilę później.  —Robisz cuda z obróbką zdjęć i grafiką komputerową. Naprawdę szczytem twoich marzeń jest fotografowanie celebrytów i mody? - zapytał na koniec.
-Bez przesady Michał, aż tak dobra nie jestem- stwierdziła z zażenowaniem.  —A praca w modzie taka zła nie jest. Niejedna osoba chciałaby być na moim miejscu. Febo- Dobrzańscy to bardzo dobra firma.
-Wiem. Żona ma kilka kreacji Pshemka i bardzo sobie je chwali.
-A nie była zła, że pracujemy razem? -wtrąciła pytanie.
-Nie mówiłem jej- odparł. Ola zresztą nie interesuje się zbytnio moją pracą i tym z kim współpracuję. I wątpię, żeby cię pamiętała.
-W to, że nie pamięta, to ja wątpię- stwierdziła sceptycznie Majka. —To tutaj- dodała, przystając przy jednym z budynków.
Ich rozmowę przerwał ryk motocyklu i głośne zachowanie pary na chodniku z drugiej strony ulicy. Oboje spojrzeli tam i spostrzegli Monikę dziewczynę Janka Janickiego z jakimś chłopakiem. Wchodzili do bramy budynku, obejmując się i całując. Demonstracyjne trzymanie chłopka za tyłek ich uwadze również nie umknęło.
-Na parę przyjaciół to oni nie wyglądają- pierwszy odezwał się Michał. —Chciałbym wiedzieć, kim on jest.
-To Darek prawie mąż Julii- wyjaśniła mu. —Julka uciekła od niego tydzień przed ślubem, bo okazało się, że on i jego koledzy z warsztatu samochodowego zaplątani byli w narkotyki. Nachodził Julkę w klinice i pewnie stąd się znają.
-A tak- przytaknął. —Słyszałem o nim od żony. Aleksandra wspominała, że naprawiała u niego samochód.
Wchodząc do knajpki pomyślał, że nie będzie robić tajemnicy z tego co widział i porozmawia wieczorem z Janickim.

 Przyjęcie Michała zgromadziło sporo osób, a wśród gości obecni byli dwaj jego przyjaciele Artur Sagowski i Janek Janicki. Oboje przyszli też samotnie. Konstancja Grylak narzeczona Artura wolała odpuścić przyjęcie niż przyjechać i spotkać się z żoną Michała. Obie bowiem choć miały podobne wredne charaktery to się nie znosił. Janicki natomiast po ostatniej kłótni z Moniką unikał jej, ale nie ona jego. Na przyjęciu pojawiła się również, bo zaprosiła ją Ola.
Hol w domu Duszyńskich był duży z kilkoma kolumnami i rozłożystymi roślinami. Tego wieczoru panował również tam półmrok i docierał gwar z salonu.  Po oficjalnej części przyjęcia Aleksandra Duszyńska wyszła właśnie do niego na chwilę, aby zatelefonować. Miała już wrócić do salonu, ale pojawienie się męża w towarzystwie Janickiego zatrzymało ją, ukrytą za kolumną i dużym fikusem.

 

-To, co takiego ważnego masz, że wyciągnąłeś mnie z towarzystwa do holu- usłyszała głos Janka.
-Chodzi o Monikę- zaczął wyjaśniać. —Ja i Majka widzieliśmy ją dzisiaj około południa w pobliżu tej knajpki FADO.  Była z tym mechanikiem Darkiem. Obejmowała go i zniknęli w bramie jednego z domów. Później krewni Julki powiedzieli nam, że Darek wynajmuje tam mieszkanie.
-Czułem, że Monika coś kombinuje- odparł spokojnie. —Już z tą wymyśloną chorobą matki kręciła, a teraz przynajmniej jestem pewny.
-To może, jeśli dobrze rozegrasz sprawę, to uwolnisz się od Moniki na dobre- zawyrokował Michał. —Wystarczy, jak przyciśniesz tego Darka.
-Może. Facet od początku mi się nie podobał.
-To powodzenia- rzekł Duszyński, poklepując przyjaciela po plecach, dodając mu otuchy. —I życzę ci, żebyś znalazł sobie kobietę, z którą ułożysz sobie życie.
-A ty dalej będziesz tkwił przy Oli z poczucia winy? – zapytał Janicki.
-Jestem raczej skazany na Olę- stwierdził posępnie.  —Kolejny szok byłby niewskazany dla niej. Tak mówi jej ta psycholog. To, co wracamy do gości- dodał, idąc z kolegą w stronę drzwi salonu.  Nie wypada zostawiać ich samych na zbyt długo. Zwłaszcza że Aleksandra zapodziała się gdzieś.
-A jak praca z Majką ?- zapytał jeszcze Janek, a czego nie dosłyszała Duszyńska.
-Całkiem dobrze. Jest fajną, inteligentną i zdolną dziewczyną.

Chwilę po nich do salonu wróciła również Ola i odnalazła swoja najlepszą przyjaciółkę Monikę, a z powiedzeniem jej o tym, co podsłuchała, nie zwlekała. Tylko że i ona wybrała nieodpowiednie miejsce, bo pracownię męża, w której to Michał, po kradzieży projektu na Multipleks i w tajemnicy przed wszystkimi zainstalował kamery.

 

-Problemy Monia- zaczęła Duszyńska, gdy tylko zamknęła drzwi za sobą. —Michał widział cię dzisiaj z Darkiem i powiedział właśnie o tym Jankowi. Stałam za tą największą kolumną i wszystko słyszałam. Również to że jestem dla Michała tylko wyrzutem sumienia. Ale odpłaci mi jeszcze za to.  
-Powiedz, że to nie prawda- odparła, nie przywiązując większej uwagi do ostatniej wypowiedzi przyjaciółki.  —Przecież to koniec Oluś. Nici z mojego planu, a mama zawsze mi powtarzała. Kotynienko bądź tylko ostrożna.
-Bez paniki- odparła z opanowaniem Duszyńska.  —Nie z takimi problemami dawałam sobie radę.
-Łatwo ci mówić- wtrąciła, chodząc nerwowo po gabinecie. — A co będzie, jeśli Darek dzisiaj mnie zapłodnił, a Janek zacznie temat drążyć i wyjdzie a jaw, że chcę wrobić go w dziecko-  pytała Miller. 
-To mówię cię wtedy z tym doktorem Jabłońskim- mówiła tonem sugerującym, że nie jest to żaden problem. —Mnie załatwił ciążę i poronienie to i tobie załatwi papiery na ciążę drugiego miesiąca. A jeśli Janek będzie pytać cię, po co spotkałaś się z Darkiem, to powiesz, że auto ci naprawiał, a Michał widział, to co chciał widzieć. Wszystko będzie dobrze i da się wyjaśnić- przekonywała. —Trzymaj się tylko mnie, a nie zginiesz.
- Tylko że ty byłaś z Michałem po ślubie, a ja nie jestem- argumentowała bez optymizmu Oli.
-To pokażesz mu pierwsze zdjęcie USG dzidziusia i zmięknie- doradzała przebiegle. —Ja tak zrobiłam i zatrzymałam Michała przy sobie. Teraz pomóż mi wymyślić jakąś zemstę na nim. Gdyby nie to że ma wyrzuty sumienia za spowodowanie mojego upadku i poronienia zostawiłby mnie już dawno. W dodatku z jakąś Majką się spotyka. To z nią był, gdy widział cię.
-Ja na twoim miejscu znalazłabym dowód na jego zdradę, rozwiodłabym się z nim, puściła z torbami i zaszalała z innym za jego pieniądze z dala od niego.
-Nie zamierzam uwalniać go ode mnie- odparła dosadnie. —Ja, to jego kara i pierwsza zemsta. Będzie ze mną długie lata, a moja psycholożka go do tego przekonuje.
-Skoro chcesz- odparła, nie rozumiejąc do końca przyjaciółki.  —A wracając do Darka to niezły ogier z niego- stwierdziła Miller, zniżając konspiracyjnie głos. — Nawet ten jego zapach smaru jest podniecający. Ma tyle krzepy i nie tylko silniki umie podkręcać.
-Jak mało który- odparła Duszyńska zgadzając się w pełni z przyjaciółką.  —Tylko nie zapędzaj się i pamiętaj, że Darek jest mój i tylko na jeden dzień i w jednym celu ci go wypożyczyłam.
Późnym wieczorem Michał przejrzał monitoring, a rano wysłał kopie nagrania do Janka i adwokata z wnioskiem o rozwód, choć wiedział, że pomimo dowodów łatwo nie będzie. Żonie również podesłał płytę i kopię wniosku.  Wstawała jednak w południe, to tak szybko nie dowiedziała się o przesyłce.

Tymczasem w Warszawie w dwóch różnych miejscach ważyły się losy dwóch innych przyszłych par. W pierwszym z miejsc Konstancja jadła kolację w towarzystwie Marcina Milewskiego bratanka Alicji Milewskiej- Cieplak.  Poznali się miesiąc temu na festynie z okazji Dnia Dziecka, gdy to Marcin razem z siostrą prezentował sztuki walki, a ona przyszła tam z Arturem. Już wtedy zrobił na niej wrażenie i nie potrafiła odmówić sobie ponownego spotkania z nim i skorzystania z zaproszenia do jego własnej knajpki. Mężczyzna był bowiem dokładnie takiej urody, jaką preferowała u facetów. Przystojny, wysportowany z ciemnymi włosami i pięknym ciałem. Tylko że reszta nie zgadzała się z jej aspiracjami. Zamiast dużego domu z basenem miał kawalerkę, zamiast firmy knajpkę, zamiast pokaźnego konta kredyt, zamiast na wakacje do Hiszpanii czy w inne miejsce z ciepłym morzem jeździł pod namiot nad jeziora i zamiast ekskluzywnych przyjęć i znajomości oferował swój lokal i znajomych.
Nie było to też ich pierwsze spotkanie ani drugie tylko szóste z kolei nie licząc tego pierwszego. Za każdym razem również obiecywała sobie, że zakończy tę znajomość, ale nie potrafiła. Marcin był jak magnez, który przyciągał i po każdym kolejnym spotkaniu coraz bardziej ją fascynował. On nigdy jednak nie powiedział ani nie zrobił nic, co mogłoby sugerować, że jest zainteresowany Konstancją, a ona gdzieś w głębi ciągle myślała o ich znajomości.

Dlaczego musiał pojawić się w moim życiu właśnie, teraz gdy zaręczyłam się z Arturem? - zastanawiała się wpatrzona w talerz. Żyłabym sobie spokojnie czekając na ślub, a tak wchodzę w nie wiadomo co. I to na własne życzenie. Zawsze byłam przecież realistką i materialistką a nie sentymentalną panną na wydaniu


-Grosik za twoje myśli- wyrwał ją z zamyślenia Marcin. —Żałujesz, że nie pojechałaś do Krakowa?
-Nie, nie żałuję- zapewniała. —Ja i żona Michała nie pałamy sympatią do siebie i lepiej, że mnie tam nie ma. O pracy myślałam-  dodała, kłamiąc.
-Znowu trafił ci się jakiś lowel albo rarka? – zapytał. (ona u mnie jest logopedą)
-I to cała grupa. Miałam dzisiaj zajęcia w przedszkolu. Całkiem ładnie tu- zmieniła temat, rozglądając się po wegetariańskiej restauracji. —I dzięki, że doceniłeś to że dbam o linie i zaprosiłeś w miejsce, gdzie można zdrowo i smacznie zjeść.
-To ja dziękuję, że spotkałaś się ze mną Koniuś- po raz pierwszy zdrobniał jej imię. —I że zawracasz sobie głowę takim zwykłym chłopakiem jak ja. Wiem, że daleko mi do Artura.
-Nieprawda- zaprotestowała momentalnie. —Jesteś dobrym, sympatycznym i przystojnym facetem. Takim samym jak Artur.
-I gdybyś była wolna, to zainteresowałabyś się mną na serio- ni stwierdził, ni zapytał.
- A kto by się nie zainteresował- odparła, bo wypowiedź chłopaka zrozumiała w kontekście żartu. —Masz wszystko na miejscu. Wystarczy rozejrzeć się i popatrzeć, jak patrzą na ciebie kobiety.
-A ty jak patrzysz? - zapytał, wprawiając ją w zakłopotanie. —Jak na znajomego czy faceta, z którym mogłabyś się związać? Nie będę ukrywał Konstancjo, że podobasz mi się i chciałbym, wiedzieć na czym stoję – dodał po chili.
-Dlaczego lubicie komplikować nam życie- odparła pytaniem na pytanie.
- Czyli jest szansa, abyśmy spotykali się naprawdę, a nie jako zwykli znajomi?- zapytał.
Rozmowa z Milewskim już całkiem namieszały w jej uczuciach i wieczorem przed snem wróciła myślami do całego spotkania.
Wybrać ciacho czy miseczkę ciasteczek- zastanawiała się wpatrzona w sufit. Niby prosty wybór. Każda inna kobieta wiedziałaby co wybrać i wybrałaby miseczkę ciasteczek. Tylko ja mam obiekcje.  I lepiej byłoby, gdyby był tylko kolegą i nie rozpoczynał tematu. Mogłaby łatwiej zapomnieć o nim i ze spokojem związać się z Arturem, a tak miotam się pomiędzy pięknym i bogatymi a pięknym, ale biednym. Tylko że to przy Marcinie, a nie Arturze czuję takie szczęście, zadowolenie i spokój wewnętrzny. Artur zaś daje mi stabilizację.

W dodatku mogła poczuć, jak całuje Marcin i było jej o niebo lepiej, niż gdy całowała się z narzeczonym. Milewski bowiem po wyjściu z restauracji zaskoczył ją, pocałował i już całkiem namieszał w jej uczuciach.  Kolejne dni też nic nie zmieniły w jej uczuciach. Było nawet gorzej, bo po powrocie narzeczonego z Krakowa nie potrafiła znaleźć z nim wspólnego języka i więcej czasu spędzała w swoim mieszkaniu niż w jego domu. Samego Marcina zaś postanowiła unikać przez pewien czas. Dużo jednak to nie dało, bo ciągle tkwił w jej myślach. Po tygodniu wszystkich przemyśleń za i przeciw podjęła decyzję i wyprowadziła się od Sagowskich.

Sylwia Flis niepowodzeniami z Karpacza nie przejmowała się, bo miała plan B na dostanie się do Szkoły mistrza Pshemka, a jej kartą przetargową miał być Wojtek. Poznała go parę dni prędzej przypadkiem w jednym z klubów i rozpoczęła znajomość. Zwłaszcza że chłopak był łatwy do manipulowania i zauroczony starszą od siebie kobietą. W środowy wieczór również bawili się razem i za jej namową zaprosił ją do firmy. To zaś nie spodobało się mistrzowi, bo ciągle miał w pamięci jej dawne występki.
-Co osoba tu robi? – zaczął ostro, gdy zostali sami. —Osoba jest tutaj niepożądana. I co osoba robi z Wojtkiem. Jeśli myśli, że na nim wybije się, to się grubo myli.
-Wojtek na razie nie jest w kręgu moich kręgach zainteresowań- wtrąciła, akcentując słowo na razie. —Interesuje mnie tylko mistrza szkoła.
-W Karpaczu ja i Marek wyraźnie powiedzieliśmy, co sądzimy o tym. Głucha jest czy pamięć krótka?
-Jak wyrzucają was drzwiami, to wchodzi się oknem Pshemko. Tak zawsze mówiłeś. A Wojtek zainteresował się mną naprawdę. A przecież to taki dobry i wrażliwy chłopak -dodała sugestywnie.
-Dobrze możemy porozmawiać. Ale mam swoje warunki i propozycje. Pierwsza rzecz to taka, że zostawi Wojtusia w spokoju i druga taka, że będziemy prywatnie spotykać się i nie będzie osoba pałętać mi się po firmie. To moje ultimatum.
-Tak myślałam, że dojedziemy do porozumienia- odparła z zadowoleniem.
Tomek, poprzez pocztę pantoflową o jej planie dowiedział się szybko.  To że dla swojej kariery jest w stanie zrobić wiele, wiedział dawno, ale teraz była to dla niego ta przysłowiowa przelana kropla. Sylwia posunęła się to metody sprzed lat i bawiła się uczuciami innej osoby. Jego samego również to dotknęło. Z podjętą decyzją, częściowo podjętą już w Karpaczu długo nie czekał i dwa dni po powrocie z wyjazdu podjął ważną rozmowę.