niedziela, 19 sierpnia 2018

Nowa znajoma. Cykl mini


Z małym wyprzedzeniem i WIELKIMI podziękowaniami za 500 000 wejść( bo chyba dobiję, a do czwartku nie będę aktywna) i wszystkie komentarze.




Powiedzmy, że minął rok po ostatnich wydarzeniach.

-Stało się coś Emilko, że nic nie mówisz? -zapytał Marek swoją siedmioletnią córeczkę, gdy w jedno ze styczniowych popołudni pojechał po nią do szkoły, a po wejściu do samochodu milczała dłuższy czas. —Znowu rozmawiałaś z koleżankami na lekcjach i dostałaś uwagę albo trafiła ci się jedynka.
-Nie tatusiu- odparła poważnie. —Chodzi o Jessikę.
 - Jessika Kowalik jak dobrze pamiętam. To ta nowa dziewczynka w twojej klasie? - zagadnął.
- Tak. Ona powiedziała, że jej tatuś zostawił ją i mamusię i poszedł do innej pani. Teraz muszą z mamą mieszkać same w małym mieszkaniu, a mieli duży dom.
-Czasami rodzice rozstają się kotku- mówił spokojnie.
-Powiedziała jeszcze, że jej mama powiedziała, że wszyscy mężowie odchodzą od żon i dzieci i idą do młodszych kochanek. A ty mamy, mnie i Tomka nie zostawisz, prawda? – wydusiła z siebie lękliwie na koniec.
-To, dlatego jesteś taka milcząca- odparł, spoglądając na tylne siedzenie samochodu, gdy zatrzymał się na czerwonym świetle. —Kochanie ja kocham waszą trójkę najbardziej na świecie i nie zostawię przenigdy.
-Jessika mówiła, że jej tatuś też kochał, ale ta pani uwiodła jej tatę i odebrała go im. Dlaczego tak jest tatusiu? Przecież to jest brzydko komuś coś brać.
-Czasami żonaci mężczyźni tracą głowę dla jakiejś kobiety, bo są młodsze jak mówiłaś i ładniejsze od żon. Zdarza się też, że charakterami się nie zgadzają i kłócą i wolą rozstać, aby dzieci nie słuchały ich kłótni. Innym razem żony nie dbają o dom i męża i wolą odejść tam, gdzie jest milej i więcej uczucia. Sporo jest, jak widzisz powodów rozstań.
-To dobrze, że mama jest ładna, młoda i nie kłócicie się nigdy- orzekła.
-Nawet bardzo ładna i nie zamienię jej na żadną inną córeczko.
-Słowo tatusiu- dopytywała.
-Słowo tatusia Emilko. A przecież nigdy jeszcze cię nie okłamałem ani nie złamałem danego słowa.
W trakcie obiadu Emilka wróciła do tematu. Tym razem wybrała na rozmowę mamę.
-Musimy o tatusia lepiej zadbać- rzekł jej konspiracyjnie.
-Zadbać? Dlaczego? Był niezadowolony z czegoś? - pytała córkę, nalewając jej zupę ogórkową.
-Żeby nie odszedł od nas. Jessiki tatuś odszedł od nich i nie chcę, żeby nasz tatuś odszedł. A tatuś powiedział, że jak nie dba się o męża, tatusia i dom to może odejść od rodziny. A jak będziemy dbać, to nie odejdzie. Ja z Tomkiem będziemy przytulać się a ty całować. To jest ważne mamusiu.
-Nic nie zmyśliłaś? -pytała podejrzliwie.
- Naprawdę tatuś tak powiedział.
-Co powiedziałem? – zapytał Marek, gdy przebrany w podkoszulek pojawił się w kuchni.
-Emilka opowiada mi o waszej rozmowie na temat rozwodów i boi się, że naszą rodzinę spotka to samo- wyjaśniła Ula.
-Fakt tłumaczyłem jej powody porzucania rodzin, ale i to, że nie zamierzam zostawiać was.
-No- odezwała się ponownie Emilka. —Tatuś tak powiedział. I jeszcze, że jesteś najładniejsza i najlepsza.
-I jesteś skazana na mnie na wiele lat- dodał, przytulając żonę.



Wieczorem, gdy Dobrzańscy położyli spać swoje pociechy, to wrócili do rozmowy z popołudnia.
-Emi znowu mówiła o Jessice i rozwodach– rzekła do Marka, gdy przyszła do sypialni po sprawdzeniu czy Emilka i Tomek są w swoich łóżkach.
- Dzieci w jej wieku wszystko maglują po dwa razy- odparł sensownie. —Tak samo, jak powtarzają co inni mówią, interesują się wszystkim i martwią się na zapas. Wytłumaczyłem jej, że nie zamieniłbym was na nikogo innego i jutro powiem jeszcze raz.
-Nawet jakby pojawiła się piękna dwudziestka- zagadnęła prowokacyjnie.
- Kochanie dwudziestka nie miałaby twojej dojrzałości ani mądrości.
-To powiedzmy ponętna trzydziestka- drążyła temat.
- Trzydziestką też nie, bo wkrótce stałaby się z niej gderliwa trzydziestopięciolatka- rzucił ripostą, spoglądając jednocześnie na żonę z pożądaniem. —Mówiłem ci już, że w tych obcisłych piżamach wyglądasz seksownie? -dodał, gładząc żonę po ramionach.
-A jak myślisz, dlaczego kupuję rozmiar mniejszy?

Od tych wydarzeń minął miesiąc, a nowa koleżanka Emilki i jej mama wkrótce stały się częstymi gośćmi w domu. Mama Jessiki Eliza razem z Ulą miały zająć się organizacją klasowej wycieczki to i często spotykały się w tym celu. Wizyty szybko przerodziły się w koleżeńskie i wpadanie pani Kowalik na kawę bez zapowiedzi zdarzały się coraz częściej. Nowa znajoma i zażyłość między nimi zdecydowanie nie podobała się Wioletcie i dziewczynom z pracy.  Zwłaszcza po tym, gdy Ula poprosiła męża o zatrudnienie jej we firmie. Mieli wakat w sekretariacie u Adama Turka, to została zatrudniona.
- Ona łączyła w sobie cechy Wioletty z czasów, gdy przyjaźniła się z Pauliną i modelek- mówiła Ela po tygodniu znajomości z Kowalik. —A to dobrze nie wróży.
-Zwłaszcza strojem i makijażem przypomina starą Wiolettę.  Pomijając jej zachowanie wobec facetów. Narzuca się facetom jak kiedyś modelki Markowi- stwierdziła Ala.
-Mam wrażenie, że ona tu głównie szuka męża albo kogoś nadzianego, który by ją utrzymywał, a nie pracy na stałe- dodała Iza. —Tak zrozumiałam z jednej naszej rozmowy.
-Jakbym Wiolę słyszała- odparła im hurtowo. —Ona również mówiła, że zna takie kobiety z własnej autopromocji.
-Jeśli Wiola tak mówi, to musi być coś na rzeczy- odezwała się ponownie Ala. —Nie zdziw się, jak wkrótce będzie o niej głośno we firmie.
-Wydaje się wam tylko. Jest samotną matką, to trzeba ją zrozumieć, że szuka kogoś- usprawiedliwiała ją Ula.

Eliza Kowalik, choć była siedem lat młodsza od Uli to bardziej przebiegła i Ula dała sobą manipulować. Radziła we wszystkim, wyciągała na kawę, skłaniała do zwierzeń, wciągała Ulę w swoje problemy tak i jak ona angażowała się w kłopoty Dobrzańskich. Kobieta zazdrościła jej też firmy, męża, eleganckiego domu, pozycji i bogactwa. Miała również to do siebie, że lubiła plotkować i chodzić na zakupy. To z zakupów przyniosła Uli nowiny.
-Widziała właśnie Marka w galerii w sklepie dla niemowląt z jakąś młodą dziewczyną i na zwykłą znajomość to nie wyglądało- rzekła jej tuż po powrocie do firmy. —Marek całował ją w policzek, a później oglądali buciki i kaftaniki.  Na sam koniec poszli do kawiarenki.
-Pewnie spotkał jakąś naszą znajomą – odparła, choć w ostatnich tygodniach Marek dziwnie się zachowywał. Wychodził popołudniami, ciągle wydzwaniał gdzieś, pisał coś na laptopie, a gdy wchodziła to zamykał laptopa. Zastanawiała się też, dlaczego Marek wychodząc z biura powiedział, że idzie do banku, a poszedł do galerii.
- Z moim było podobnie Ula. Znajoma okazała się kochanką. Do tego jeszcze tajemnicze telefony, spotkania wieczorne, spóźnienia- mówiła, jakby czytając w jej myślach.  —I mówię ci to nie ze złych intencji.  Po prostu mężczyźni około czterdziestki przechodzą trudny okres, to trzeba uważać.
-Marek taki nie jest- zapewniała. —Znam go.
-Oby Ula. Mówię ci tylko, co widziałam i co wiem z własnego doświadczenia.
Nie chcąc popełnić błędów Pauliny, to nie pytała o nic męża, a sprawa tajemniczej dziewczyny wyjaśniła się sama i to już dwa dni później.  W czasie wizyty w Rysiowie bowiem Kinga Cieplak oznajmiła wszystkim, że jest w ciąży i to ją Marek spotkał kupującą buciki.   Uli natomiast nic nie powiedział, bo obiecał szwagierce, że zachowa w tajemnicy jej ciążę. Wyjaśnił się też cel wizyty Marka w galerii, bo odwiedził jedno z biur podróży, aby zarezerwować dla nich trzydniowy walentynkowy pobyt w Bratysławie.
Spotkanie Kingi w galerii nie było jedyną niespodzianką, jaka spotkała Marka. Gdy pożegnał się z nią, to dopadła go jakaś dziewczyna, oznajmiając mu, że nie widzieli się kupę lat i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, to pocałowała gwałtownie w usta. O tym jednak nikomu nie wspomniał.

Ospa Emilki a później Tomka sparaliżowała na trzy tygodnie cały rozkład dnia Uli i Markowi. Ula bowiem nie chcąc pozostawiać chorych dzieci pod opieką dziadków, postanowiła zostać z nimi w domu sama. Pomimo nawet tego, że razem z Markiem zaangażowani byli w nawiązywaniu nowych umów z kontrahentami. W pracy tymczasem Markowi miała pomagać Eliza i wywiązywała się z tych obowiązków znacznie bardziej, niż musiała. Zostawała po godzinach i była na każde zawołanie szefa. Na początku było to dla Marka zbawieniem, ale gdy ich dłonie po raz kolejny niby przypadkiem spotkały się, niemal ocierała się o niego biustem, zaczęła robić słodkie miny i ubierać się prowokująco, zaczęło przeszkadzać. Kolejne zdarzenie z jednego popołudnia przepełniło go złością i agresją.


-A ty co tak na nią ryknąłeś? – zapytał Sebastian, który akurat pojawił się w sekretariacie i zauważył wychodzącą Kowalik od Marka.
- Próbowała mnie pocałować w policzek. Niby na pożegnanie. Możesz to sobie wyobrazić- mówił ze wzburzeniem.  A prędzej przytulić, po przyjacielsku, bo dostałem odpowiedź od pana Angelo, że warunki umowy są ciągle do negocjacji. 
-Coś mi to przypomina Marek- odparł poważnie Olszański.   Zachowuje się jak Ula w pierwszych miesiącach waszej znajomości. Ciągle na straży i gotowa pocieszyć. Tylko wygląda i ubiera się inaczej.
-Fantazja cię ponosi Seba- wtrącił.
-Tak samo mówiłeś o Ulce, gdy mówiłem ci, że podkochuje się w tobie. A Elizka kochać cię nie kocha, ale leci na ciebie, więc uważaj. 


Tymczasem Ulę odwiedziła Wioletta. Jej dzieci również przechodziły ospę, była z nimi na kontroli u lekarza i teraz czekała na Sebastiana, aby odebrał ją, Natalkę, Sarę i najmłodszą pociechę Mikołaja. Ula, otwierając jej drzwi, wyciągnęła ze skrzynki list. Zaadresowany był do niej, to po przywitaniu się z gośćmi otwarła.
-To nie możliwe- powiedziała ze łzami, patrząc na zdjęcie, które chwilę później wypadło z jej rąk.
-Tak zabawia się twój mąż- przeczytała Wioletta, gdy podniosła zdjęcie z podłogi.
-Jak on mógł Wiola- wyszeptała.
-Spokojnie Ulka. To jest zbyt prawdziwe, żeby było prawdziwe.
-Jest oczywiste Wiola.
-Ostatnio czytałam taki artykuł, że wynajmuję się jakąś osobę nieważne czy kobietę, czy mężczyznę, która ma kogoś przytulić, czy pocałować, a ktoś inny robi im zdjęcie. Później próbują wyciągnąć pieniądze szantażując, że ktoś kogoś zdradza albo chcą skłócić parę czy zemścić się za coś. Tu może być podobnie. Marek by ci kosmosu przychylił, a nie wywinął taką świnię.
-Myślisz, że to jest to? - zapytała już nieco spokojniejsza.
-Duże prawdopodobieństwo Ulka. Mało to chętnych, aby zająć twoje miejsce?
-Wydaje się realne, to co mówisz.
-Pisali jeszcze, że idzie, to rozpoznać, bo na zdjęciach ofiara jest bierna, a ktoś inny całuje albo obejmuje. A Marek jej nie obejmuje, tylko panienka Marka. Nawet oczy ma otwarte, a kto całuje z otwartymi oczami. Prawie zawsze się zamyka.
-Fakt. I stoi jakby był zaskoczony. To co mam teraz zrobić?
- Ja bym nic nie mówiła Markowi i nie robiła awantury, tylko poczekała na rozwinięcie się sytuacji. Jakaś tam puderniczka nie może rozbić ci małżeństwa.
-Chyba masz rację. Nie mogę być Pauliną.
-Dokładnie. To co może soczek przyniesiesz dzieciakom?
Gdy Ula wyszła po sok do kuchni, to swoim telefonem zrobiła zdjęcie fotografii przedstawiającej Marka i jakąś kobietę. Sama nie kazała nic mówić Markowi, ale uważała, że powinien wiedzieć o zaistniałej sytuacji, a najlepszym sposobem było przedstawienie mu jej dyskretnie i bez Uli.

Jadąc do domu Marek czuł się, jak przed laty, gdy to Ula pocałował go po firmowej wigilii. Był rozdrażniony i zły. Jego ponury nastrój przeniósł się i do domu, i po raz pierwszy od czasu, gdy zamieszkali razem było ozięble. Na swój brak nastroju Marek znalazł szybko wytłumaczenie i problemy z panem Angelo. Ula na swój brak humoru zaś miała wymówkę w postaci zmęczeniem trzytygodniową opieką nad chorymi dziećmi. We wymówkę Uli Marek uwierzyła, ale w Marka Ula mniej i znowu naszły ją wątpliwości.


Kolejnego dnia rano Marek postanowił wyjaśnić sprawę z Elizą i powiedzieć jej co myśli o jej zachowaniu. Prędzej zawitał do niego jednak Sebastian ze zdjęciem, które zrobiła Wioleta.
-Złe wieści Marek- rzekł od drzwi. —Ktoś ci bruździ w związku z Ulą. Sam popatrz- dodał podając mu swój telefon.



-To ta kobieta, z parkingu przy galerii, która rzuciła się nagle na mnie- rzekł spoglądając na telefon przyjaciela. Skąd to masz?
-Wiola zrobiła wczoraj w tajemnicy u ciebie w domu. Ulka dostała je pocztą.
-To znaczy, że Ula widziała? – zapytał ze wzburzeniem.
-Spokojnie Marek- wtrącił. —Wiolka uspokoiła ją, że jest teraz taka metoda na całowanie. Ktoś rzuca się na kogoś, całuje, a inny robi zdjęcie i jest dowód na zdradę, na szantaż, na dobry początek rozbicia związku czy na zemstę.
- Teraz rozumiem, dlaczego wczoraj Ulka po raz pierwszy od czasu jak mieszkamy razem tak dziwnie się zachowywała- mówił klarownie. —Myślała, że ją zdradzam. Musiała strasznie się czuć. A ja głupi dałem jej dodatkowe argumenty, gdy byłem oschły.
-Ula to mądra dziewczyna i na pewno wszystko sprawdzi, a nie uwierzy w marne zdjęcie.
-Oby. Kto może być tak podły Seba?
-Nie zdziwiłbym się jakby stała za tym Eliza. I pomożemy ci z Wiolą znaleźć ci to indywiduum.
-Dzięki. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi, jakich możemy mieć z Ulką.


W czasie, gdy Marek rozmawiał z Sebastianem, to Ula rozmawiała z Elizą. Obie odprowadzały swoje córki do szkoły i spotkały się przed budynkiem.
-A ty co taka zamyślona? - zagadnęła Kowalik. —Znowu problemy z mężem?
-Nie. Jestem po prostu zmęczona opieką nad dwójką chorych dzieci. I co miało znaczyć te znowu?
-Ostatnio widziałam go z jakąś panienką w galerii, to pomyślałam, że coś się stało ponownie.
- To była Kinga moja bratowa i Marek przypadkiem ją spotkał- wyjaśniła spokojnie.
-To dobrze, bo wczoraj usłyszałam rozmowę telefoniczną Marka z jakąś Karolcią i myślałam, że to ona. Umawiali się na dzisiaj. Nawet nie krył się z tym.
-Czy ja cię prosiłam o szpiegowanie Marka? - wtrąciła ostro.
-Nie ma o co się denerwować Ula. Chcę tylko pomóc.
-Dzięki, ale sama poradzę sobie z Markiem- odparła, ucinając rozmowę.
Do pracy Eliza szła z zadowoleniem, bo znowu udało się jej zasiać niepokój w Uli. Ze słów Dobrzańskiej wywnioskowała też, że z Markiem nie układa się jej i widziała w tym szansę dla siebie. W pracy jednak czekała na nią niemiła niespodzianka.
-Nigdy więcej nie zachowuj się jak wczoraj i w ostatnich dniach- rzekł jej Marek, gdy tylko weszła do biura. — Jestem szczęśliwie żonaty, jakbyś tego nie zauważyła. Szczęśliwy z twoją koleżanką- zaakcentował.
-Fantazja cię ponosi- odparła opryskliwie. —Macie problemy z Ulą i próbujecie winnych znaleźć.
-Nie mamy żadnych problemów- wtrącił.
-To, dlaczego Ula kazała mi cię śledzić?
-Ula do czegoś takiego nigdy by się nie posunęła, a ty do kłamstwa tak- odparł pewny swoich słów.
- Widocznie jej nie znasz- rzuciła bez zająknięcia. —A tak na marginesie, to zainteresowałbyś się trenerem Uli z klubu fitness, a nie robił mi wymówki.
-Tylko jedno chcę ci powiedzieć- odparł, cedząc słowa.  —Masz trzymać się z dala ode mnie i Uli. Jeśli nie to postaram się o zwolnienie dla ciebie i fakt samotnej matki mnie przed tym nie zatrzyma. Ani Ula. Zrozumiałaś? – zapytał z naciskiem.
-A mam inne wyjście?


Po powrocie do domu Marek próbował poprawić relacje z Ulą. Przyszedł wcześniej z pracy, kupił kwiaty, zrobił kolację, bawił się z dziećmi i obejrzeli we czwórkę film o Smerfach. Na temat zdjęcia i Elizy nie rozmawiali, choć do tej pory wszystko sobie wyjaśniali od razu. Tym razem postanowił atmosfery nie zagęszczać i poczekać aż sprawa tajemniczego zdjęcia się nie wyjaśni. Ula również za namową Wioli temat omijała, ale było jej ciężko.



Kowalik tymczasem próbowała dowiedzieć się od Uli czegoś na temat zdjęcia, które wysłała, ale ta temat omijała. Sama też nie mogła spytać, bo oznaczało to przyznanie się do winy.  Niezadowolona z faktu, że jej plan ze zdjęciem nie przyniósł zamierzonych celów, próbowała uderzyć z drugiej strony i wzbudzić w Marku podejrzenia. W tym miał pomóc jej Mateusz. Słyną z tego, że żadna do tej pory mu się nie oparła.
-Co powiedziałabyś na ten obóz treningowy z naszą grupą z klubu fitness i Mateuszem? – zapytała, gdy spotkały się na kawie.
-Nie lubię za bardzo naszego trenera. Rozbiera mnie oczami i najchętniej zmieniłabym grupę.
-On na wszystkie tak patrzy Ula- przekonywała. —A ty potrzebujesz wakacji bez męża i dzieci. Kiedy taki wyjazd miałaś ostatni raz.
-W SPA przed ciążą Wioli.
-To jakieś półtora roku temu. Najwyższy czas odpocząć. Chyba że Marek samą cię nie puści.
Rozmowę przerwał im telefon ze szkoły od wychowawczyni Emilki i Jessiki. Kobieta zadzwoniła do Kowalek, oznajmiając jej, że obie dziewczynki poszarpały się i pokłóciły. Do Uli również dzwoniła, ale ta miała rozładowany telefon. 
Równolegle we firmie również działy się ważne rzeczy.
-Bingo Marek- rzekł Sebastian od drzwi. —Poszperałem w Internecie i pogadałem ze znajomymi i znalazłem dziewczynę ze zdjęcia. To Weronika Mróz. Wiola umówiła się z nią i jej fagasem za dwie godziny w naszym parku na zlecenie. Wyciągniemy z niej, kto stoi za tym zdjęciem.
-W końcu- odparł z ulgą. —Mam dość tych cichych dni z Ulą.
-To dzisiaj będziesz świętować Marek. 

Do szkoły Emilki i Jessiki dotarł również Marek. Wychowawczyni nie mogąc dodzwonić się do Uli, zadzwoniła do Marka. Cała trójka spotkała się przed szkołą, a winowajczynie czekały na nich przed klasą.
-To, co się stało, że się pokłóciłyście? – zapytał łagodnie Marek. —Jakiś chłopiec?
-Ona powiedziała, że znalazła w szufladzie mamy zdjęcie, jak całujesz jakąś panią- rzekła z wyrzutem Emilka. —A mówiłeś, że tylko mamusię kochasz.
-To jednak ty wysłałaś to zdjęcie- zwrócił się ostro do Kowalek. —Seba od początku cię podejrzewał.
-To znaczy, że wiedziałeś? –zapytała Ula męża.
-Od początku. Wiola zrobiła zdjęcie telefonem i pokazała Sebie a on mi.
-A ty nie umiesz trzymać języka za zębami- rzekła tymczasem Eliza do córki. —Jesteś jak ojciec. We wszystko się wtrącasz.
Dalej niedane było im porozmawiać, bo pojawiła się wychowawczyni i poprosiła rodziców na rozmowę. Po wyjściu zaś emocje wróciły.
-Dałam ci pracę, zwierzałam, a ty chciałaś zepsuć mój związek? – zaczęła Ula. —Albo może męża odbić. Jesteś podła i dwulicowa jak mało kto. Założę się, że ten wyjazd też specjalnie mi zaproponowałaś.
-Życie jest brutalne i składa się z dołów, górek i wyrachowania Ula- odparła bez skruchy.
-To jak było z tą panią? – zapytała Emi.
-Tatuś nie całował tej pani, tylko ta pani tatusia i zrobiła to specjalnie.  Ktoś chciał nas skłócić- wyjaśniła jej Ula, kucając przy niej.
- Dokładnie córeczko- dodał Marek. —Kocham twoją mamusię, tak jak ci mówiłem. A ty możesz się pakować- zwrócił się do Kowalik. —I nie licz na odprawę ani na referencje. Nie pokazuj się w ogóle w naszym życiu.
-Nie ty to kto inny- prychnęła.
-To nie będziemy już spotykać się z Emilką, jej mamą i rodziną? - zapytała ją córka.
-Nie, bo wszystko zepsułaś- odparła jej z wyrzutem. —Mogłaś mieć tak duży dom, jak Emilka, jej tatusia, pieniądze, a tak dalej będziesz biedna.
-Dlaczego miał być moim tatusiem, skoro to tata Emi? - usłyszeli odpowiedź dziewczynki, gdy matka ciągła ją w stronę wyjścia.


Chwilę po nich ze szkoły wyszli i Dobrzańscy.
- Powinnam prędzej zauważyć, że Eliza tylko miesza w naszym życiu. O nic ją nie prosiłam, a donosiła mi, co porabiasz podczas mojej nieobecności.  Najpierw powiedziała mi, że widziała cię w towarzystwie Kingi w galerii, a później, że umawiałeś się z jakąś Karoliną.
-To koleżanka z liceum- wyjaśnił. —A ty, dlaczego nie wspomniałaś mi o zdjęciu.
-Wioletta powiedziała mi o tych podstawionych osobach i żeby poczekać.
-Cała Wiola. Miewa czasami przebłyski rozsądku.  Tego dnia, gdy dostałaś zdjęcie miły nie byłem po powrocie z pracy, prawda kochanie- ni stwierdził, ni zapytał.
- Fakt wyczułam, że byłeś inny i pomyślałam, że jednak jest coś na rzeczy- odparła szczerze.
-To, dlatego że Eliza pocałowała mnie w policzek na pożegnanie. Niby na pocieszenie po nieudanych negocjacjach z Angel. Ostatnio w ogóle drażniła mnie. Robiła wszystko, aby zwrócić na siebie uwagę i powinienem znacznie prędzej to uciąć. Może nie byłoby tych kłopotów.
-Wątpię Marek- odparła dobitnie. —Zdjęcie i tak by wysłała.  Tak jak i mówiła i robiła to wszystko, żeby nas skłócić.
-Chyba masz rację. Kobiety jej pokroju tak już mają.
-To były trzy najgorsze dni od czasu naszego ślubu Marek i cieszę się, że mamy je za sobą.
-Dla mnie również- rzekł z zamyśleniem. —I obiecuję ci, że już nigdy więcej się to nie powtórzy i zawsze będziemy wszystko wyjaśniać sobie. Nie mówmy już o niej i o tym, co niemiłe. Co powiedziałabyś na trzydniowy wyjazd do Bratysławy? – dodał, obejmując w pasie. — Mieliśmy jechać na walentynki, ale dzieci były chore, to możemy pojechać za dwa tygodnie na twoje urodziny.
-Bardzo chętnie. 
-To jeszcze dzisiaj porozmawiamy z rodzicami i spytamy, czy zostaną z dziećmi. Teraz zapraszam cię na obiad, a później skoczylibyśmy do domu. Chata akurat pusta.
-Mówisz jak nastolatek- zagadnęła z uśmiechem.
-Bo się tak czuję i nie mogę doczekać się, kiedy wylądujemy w łóżku. Mamy co świętować kochanie.


Dwa tygodnie później na lotnisku Ula z Markiem pożegnali się z dziećmi oraz Dobrzańskimi i odlecieli do Bratysławy. Stolica Słowacji przywitała ich piękną pogodą i pięknymi zabytkami. Na pierwszy dzień zaplanowali sobie obejrzenie ciekawych miejsc w pobliżu hotelu. Zwiedzili Zamek Bratysławski, Katedrę Świętego Marcina, Stare Miasto, a wieczorem poszli nad Dunaj. Chodzenie nad rzeki wieczorami było ich tradycją i w każdy mieście, gdzie mieli okazję być wybierali się na taką wycieczkę. Bez kuchni słowackiej nie obył się i uraczyli się zupą Bryndzową, Haluszkami ze szpinakiem, pieczoną kaczką i piwem. 





Następnego dnia przypadały trzydzieste piąte urodziny Uli. Marek z tej okazji zamówił na ósmą śniadanie do pokoju i bukiet małych róż. Tuż przed tą godziną delikatnymi pocałunkami obudził żonę.
-Kochanie wszystkiego najlepszego z okazji urodzin- szeptał przy ustach.
-I z czego się cieszyć, skoro kolejny rok do przodu- wymruczała, nie otwierając oczu.
-To może to ci poprawi humor kochanie- odparł, wręczając jej prezent.
-Książka- rzekła, siadając na łóżku i oceniając wizualnie prezent.
-Niezwykła książką, bo jedyny egzemplarz- odparł, gdy Ula odwijała z papieru.
-Marek Dobrzański Historia miłości Uli i Marka- przeczytała. Było też ich zdjęcie.


-Napisałeś książkę o nas.
-Takie bazgroły. A na pierwszej stronie jest dedykacja.
- Dla mojej najukochańszej żoneczki Urszuli Dobrzańskiej z domu Cieplak i naszych dzieci Emilki i Tomka- przeczytała i przewróciła kolejną stronę.
               Był sierpniowy wczesny poranek, gdy po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć się i zamienić parę słów. Ja Ulę wziąłem za dziewczynę z fundacji zbierającą pieniądze na jakiś zacny cel. Na taką mi wyglądała i nie przypuszczałem, że skończyła dwa kierunki studiów, jest świetną ekonomistką i przyszła na rozmowę kwalifikacyjną. Ona zaś zakochała się na zabój. Pracę dostała z przypadku, bo mój kumpel chciał już zatrudnić kolejną ładną sekretarkę, ale tym razem potrzebowałem kogoś naprawdę kompetentnego. Parę dni później w czasie pokazu popełniła gafę, bo przez megafon wykrzyczała, że nie kocham mojej ówczesnej narzeczonej Pauliny. Było to nawet prawdą, bo w miłość nie wierzyłem. Taki incydent nie mógł przejść bez echa i dałem upust złości i nakrzyczałem na nią.  Parę minut później wyciągnęła mnie z płonącego samochodu i tym samym uratowała życie. Dzień później nie dopytując się i sugerując tylko zdjęciem za uratowanie mi życia, oficjalnie podziękowałem Wioletcie mojej drugiej sekretarce i przy okazji najlepszej przyjaciółce mojej narzeczonej. Uli zaś wręczyłem zwolnienie. Dopiero pan Władek podesłał mi płytę z monitoringu i dowiedziałem się prawdy. Pojechałem do Rysiowa, gdzie wraz z rodziną mieszkała Ula, wszystko naprawiłem, przeprosiłem i poprosiłem o powrót do firmy. Od tego czasu zaczęła się nasza przyjaźń, choć początki z mojej winy nie były usłane różami i popełniałem kolejne błędy źle oceniając ją i uważając, że szpieguje na rzecz Aleksa Febo brata narzeczonej – zakończyła czytać akapit. —To pisanie książki zajmowało ci w ostatnim czasie tyle czasu- ni spytała, ni stwierdziła.
-Fakt i musiałem utrzymać w tajemnicy. Tylko ta  Karolina, z którą umawiałem się wiedziała. Zajmuje się korektą i powiedziała, że się popłakała czytając.
-Kto by się nie popłakał kochanie na taką historię. I jest to najpiękniejszy prezent, jak mi dałeś. Oprócz dzieci.
-Dla mnie to ty jesteś prezentem od losu i nasza rodzina- odparł, całując w usta. —A wracając do dzieci, to zazdroszczę Sebie, że jest lepszy ode mnie w dzieciach. Może postaralibyśmy się o bobaska.
-Ładniej nie mogłeś poprosić o kolejne dziecko? -zapytała z wyrzutem. —Tylko chodzi ci o rywalizację.
-Ula chciałbym mieć kolejne dziecko i kolejną cząstkę ciebie do kochania- wtrącił.
-Tak lepiej. To powiem ci, że być może zaliczyliśmy wpadkę dwa tygodnie temu. Zadowolony- mówiła, przerzucając kolejną stronę w książce.
             Na spokojną rozmowę mieliśmy czas we windzie.
-Ula zawsze mówiliśmy sobie prawdę. To możesz powiedzieć mi łaskawie, co się stało?
-Zakochałam się w tobie i przepraszam- wtrąciła i wyszła.
Chwilę później dopadł mnie Sebastian i sprawa weksli i uwodzenia wróciła.

              Nasze wyjcie do kina nie tak miało wyglądać, bo Ula wyszła, zanim ja pojawiłem się w sekretariacie- czytała kolejną stronę. —Wszystkiego mogłem spodziewać się, ale nie tego, że da mi kosza. Nawet Sebastian zakpił i stwierdził, że z Brzydulą nie daję sobie rady, a z innym panienkami radziłem sobie bez najmniejszych problemów.

               Po powrocie z lunchu z Pauliną wszystko się zepsuło. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że Ula przeczytała listę rad Seby i dlatego jest taka inna.  Tematu nie drążyłem, bo powiedział mi, że rozbolała ją głowa i chciałaby dostać wolne na resztę dnia, to jej dałem. Dzień później nic się nie zmieniło. Już rano było można wyczuć dystans, jaki ma do mnie. Na moje miłe dzień dobry i pocałunek w szyję odparła bardzo służbowo. Kolejne odpowiedzi cieplejsze nie były. Popołudnie zmiany też nie przyniosło.
-Może wyjdziemy na lunch? – zagadnąłem dyskretnie i z nadzieją. —Ogród Smaków zawsze dobrze nam wychodził.
-Nie jestem głodna- odparła jednak chłodno.

          Ula dała mi szansę powrotu do firmy i nawet Piotr tego szczęścia mi nie mógł zepsuć. Oczywiście szansy tej też nie zamierzałem zmarnować i dwoiłem się i troiłem, aby z obowiązków wywiązywać się jak najlepiej.

              W sukni ślubnej Ula wyglądała przepięknie i chciałem jak najszybciej powiedzieć jej, że ją kocham. To, że i ona mnie kocha już wiedziałem. Najpierw jednak czekały obowiązki zaprezentowania dzieła Pshemka.
-Na to właśnie czekaliśmy- zacząłem mowę, podając rękę Uli i prowadząc po wybiegu. —Na tę suknię. Najważniejszą. Jak ma się tą jedyną, to inne są nieważne- mówiłem, mając na myśli coś bardziej ważniejszego niż suknia.
Po zaprezentowaniu wszystkich kolekcji przyszedł czas na finał i pokazanie się na scenie najważniejszej osoby, czyli projektanta. Pshemko jak na wielkiego mistrza przystało, przywitany był oklaskami i wrzawą.
 Dla mnie jednak najważniejsza osoba stała tuż obok i patrzyła z miłością.
-Ula był u mnie Piotr i powiedział mi- próbowałem przekrzyczeć wrzawę na cześć Pshema i nieświadom tego, że mówię do mikrofonu. —Powiedział mi. Jeśli, to prawda to cudownie, bo ja też cię bardzo, bardzo mocno kocham.
Przez kolejne sekundy na sali panowała cisza, a chwilę później rozbrzmiały okrzyki radości.  Odpowiedź z ust Uli co prawda nie padła, ale mina, uśmiech i radość w oczach były odpowiedzią i moim szczęściem.
- Kocham cię Marek- rzekła Ula, zamykając książkę. —Mówię to za wtedy i za dzisiaj.
-Codziennie udowadniasz mi swoją miłość gestami i słowami kochanie- odparł czule.  
-Staram się jak mogę. A na dedykację mogę liczyć panie Dobrzański?
-Życzy sobie pani w książce czy może gdzieś tutaj?- zapytał całując ramiona.
         

piątek, 10 sierpnia 2018

Panicz Marek cz. 15

Ze snu Ula budziła się z bólem głowy i z lekkim krzykiem. Cała noc zresztą była podobna i Marek całe osiem godzin spędził na fotelu przy jej łóżku uspakajając, gdy jej nerwy dawały o sobie znać. Nad ranem przyszedł kolejny jej kryzys i przebudzenie.  Pierwsze zaś co zauważyła to szarość za oknem, delikatne światło od lampy elektrycznej i że nie jest w swoim pokoju. Później, jak przez mgłę zaczęła przypominać sobie wydarzenia z poprzedniego dnia. Z jękiem na wspomnienia próbowała wstać.
-Ula, obudziłaś się- usłyszała głos Marka. —Nie wstawaj- dodał, podchodząc do łóżka.
-Chce mi się strasznie pić? -odparła słabym głosem. — A tak w ogóle co ja tutaj robię? Strasznie boli mnie głowa.
-Odpoczywasz. A głowa boli cię, bo wypiłaś popiwek z narkotykiem- odparł, podając jej wodę.
-Jak z narkotykiem?
- Pamiętasz, co się stało? -zapytał delikatnie, gdy wypiła trochę wody.
-Byłam z Bartkiem. On robił takie rzeczy. W ogóle czułam się źle. Kręciło mi się w głowie, byłam taka oszołomiona. Coś mi zrobił?  Pamiętam, jak dotykał mnie, pieścił i całował- mówiła krótkimi, przerywanymi zdaniami.
- Spokojnie Ula- odparł, biorąc za rękę. —Bartek nic ci nie zrobił. Tylko sukienkę zniszczył. Mój pies znalazł cię, a Jakub mężnie bronił. Później ja razem z Sebastianem dotarliśmy. A źle się czułaś, bo Bartek podmienił twoją butelkę z popiwkiem na butelkę z popiwkiem i kokainą. Na szczęście nie wypiłaś całości, a na resztę skusił się Jasiu i zanim usnął, to powiedział nam, że i ty piłaś i byłaś w towarzystwie Bartka.
-To pamiętam- zaczęła kojarzyć fakty. Spotkaliśmy się w stodole, gdy przyszłam po owoce. Później pojawiła się jakaś dziewczyna i powiedziała mi, że za kwadrans będziesz czekać na mnie na tym polu po pszenicy schowanym za jednym ze stogów.
-To Dorotka była- zaczął opowiadać precyzyjniej. —Nie jest całkiem sprawna umysłowo i bardzo naiwna. Robi, to co ktoś jej każe w danej chwili. Bartek dał jej pewnie rubla i spełniła, to co nakazał. Wiola widziała ją w twoim i Bartka towarzystwie i później rozpoznała. Powiedziałem jej, że jak nie powie mi prawdy, co chciał od niej Bartek, to moi rodzice przestaną ją lubić. Przestraszyła się i powiedziała, że Bartek kazał jej tak powiedzieć. Koleżków Bartka z miasta zaś przycisnęliśmy i zastraszyliśmy więzieniem, to powiedzieli, że mieli zabrać ze dwie rzetelne osoby i nakryć was w jednoznacznej sytuacji. To natomiast oznaczałoby ślub z nim. Dąbrowski sam przyznał, że chciał zemścić się, za to co powiedziałaś mu wcześniej i mieć w miarę dostatnie życie u twojego boku. Wasza cukiernia ma spore zyski, a jemu pracować się nie chce. Na mnie zresztą również chciał się zemścić. Zawsze zazdrościł mi tego, że urodziłem się w szlacheckim rodzie i miałem lepsze życie.  Teraz do tego doszło, że i ciebie mi zazdrościł. Widział nas razem na urodzinach u Sebastiana, poczytał w Skandalikach Warszawy i myślał, że jesteśmy razem.  Odebranie mi ciebie miało być jego słodką zemstą.
-To jest chore i ohydne Marek- odrzekła z odrazą, gdy poukładała sobie całą wypowiedź w głowie. —Chciał mnie splugawić z zemsty.
-Raczej chodziło mu o to, aby wyglądało na coś takiego albo że mogło się tak skończyć- wtrącił.
-To na jedno wychodzi. I tak czuję się sponiewierana.
-Ula nie myśl na razie o tym- odparł łagodnie. —Sebastian powiedział, że powinnaś porządnie wypocząć i spróbować jak najszybciej wyrzucić z głowy wydarzenia z wczoraj. A on będzie miał sporo czasu w więzieniu na przemyślenia. Przodownik (dawny stopień w policji) powiedział, że tak szybko nie wyjdzie z paki. Ode mnie również mu się dostało.
-Pocieszające to nie jest. A Sebastianowi to łatwo mówić, bo to nie on zepsuł dożynki i to mnie będą palcami wytykać jako tą, która chciał oddać się Bartkowi.
-Nic nie zepsułaś i nikt nie będzie ci dokuczał- mówił zdecydowanie. —Oprócz moich i twoich rodziców, Jakuba, Sebastiana, Wioli i mnie nikt nic nie wie. Nawet służba myśli, że się czymś strułaś. Bartek zaś tak szybko z więzienia nie wyjdzie, a ci jego koledzy w Rysiowie na pewno nie pojawią się, bo policja ich szuka. Obiecuję ci też, że już nikt cię nie skrzywdzi- dodał, całując w dłoń. — Nie pozwolę na to nikomu. Zajmę się tobą i zawsze będę przy tobie.
-Jak zajmiesz? Dlaczego? -dociekała. —Jeśli ma, to być litość to nie potrzebuję jej.
-Jaka litość. Zwyczajnie zajmę Ulijanko. Zależy mi na tobie i chcę, żeby było tak jak kiedyś. Chcę znowu umawiać się z tobą na randki, rozmawiać o wszystkim, śmiać się i tak zwyczajnie pospacerować.  To były najfajniejsze chwile, jakie miałem możność przeżyć z kobietą- mówił dyplomatycznie i omijając większych wyznań, bo uznał, że nie jest to dobry czas na wyznania miłosne.
-I nie jesteś już zły, że tyle nakłamałam z Janką? -zapytała z obawą, ale i szczęściem na słowa zależy mi.
-Tak naprawdę to nigdy nie byłem. Było to nawet zabawne i wymyślone z fantazją- mówił z rozbawieniem. —Ja w dzieciństwie miałem wiele pomysłów, ale tak szalonego nigdy. Jesteś wariacka i nieprzewidywalna.
-Uznam to za komplement- odparła bez urazy.
-Oczywiście. Wszak żadna kobieta w tak oryginalny sposób nie starała się zwrócić mojej uwagi na własną osobę.
-A kto powiedział, że chciałam zwrócić swoją uwagę na pana paniczu Marku. Ktoś tu jest zarozumiały.
-A nie chciałaś Ulijanko?  Widziałem przecież, jak patrzyłaś na mnie.
-Jak patrzyłam? – spytała i pożałowała, bo na twarzy Marka wyczytała uśmiech podstępu.
-Z uwielbieniem i utęsknieniem, gdy przyszedł czas na pożegnanie- odparł, a na to odpowiedzi nie miała.

Od wydarzeń na dożynkach minął tydzień, w czasie którego Ula wraz z Wiolettą odpoczywała za miastem.  To z zalecenia Sebastiana zmiany otoczenia wyjechały na dwa tygodnie do spokojnego, przytulnego i małego pensjonaciku. Był wystarczająco blisko stolicy, aby Marek z Sebastianem mogli wpaść z wizytą i daleko od zgiełku Warszawy.



-Ta wieżyczka jest jak z jakiejś bajki- rzekł Marek, gdy podczas pierwszej wizyty z Sebastianem u nich siedzieli na po obiadowej sjeście w ogrodzie i mieli widok na okazałą budowlę.
-Cała okolica jest czarująca- odparła Ula. —Lasy, ogrody, stawy i strumyk z mostem zakochanych. A pod tymi drzewami można leżeć godzinami, patrzeć na dom i marzyć.
-I zakochać się- dodała Wioletta.
-Jak zakochać? – pytał Olszański. —Nie wiemy o czymś Wiola? Widziałem na obiedzie, że kręci się tu sporo młodych mężczyzn.
-W okolicy zakochać- wytłumaczyła. —A ty od razu robisz z ości kości.
-Właścicielka opowiedziała nam historię sprzed trzystu lat, gdy jej pradziad przyjechał tutaj z Warszawy poszukać spokojnej żony i zakochał się w tych pagórkach i jeziorach- dodała Ula. —Żonę również znalazł sobie, założył miasteczko Bartoszyce i został na zawsze.
- Nie wiem jak ty Seba, ale ja po takiej rekomendacji zamierzam pójść i obejrzeć te cudne miejsca- odezwał się ponownie Marek. —Spacer po obiedzie jest zdecydowanie lepszy niż leżenie.
-To sobie idź, a innym daj poleżeć na hamaku- odparł leniwie Olszański.
-Ula uczynisz mi ten zaszczyt i potowarzyszysz w zwiedzaniu- zwrócił się po dworsku. —Samemu będzie mi nudno- dodał, biorąc za rękę.
-Będę zaszczycona- odparła dostojnie.
Przechadzka w towarzystwie Marka szybko przerodziła się w coś więcej niż zwykły spacer. Zwiedzane miejsca sprzyjały bowiem wyznaniom.  
-Lepiej już się czujesz? – zapytał, gdy oddalili się od pensjonatu.
-Tak. Wyjazd był dobry pomysłem. I dziękuję, że przyjechałeś.
-Nie ma za co dziękować. Obiecałem przecież, że zajmę się tobą i to, że będę odwiedzać cię tutaj to i jestem.
- To prawda, ale byłam w takim stanie psychicznym, że poważnie tego nie mogłam traktować.
- Ale było bardzo poważne Ulijanko. A wracając do rozmowy z niedzieli rano, to nie powiedziałem całej prawdy.
-To znaczy, że Bartek…
-To znaczy, że chcę bronić cię i zajmować się tobą, bo cię kocham- wtrącił, zatrzymując się i odwracając Ulę do siebie.
-Kochasz – powtórzyła z niedowierzaniem.
- Kocham do szaleństwa, całym sobą.  Do tej pory nie kochałem tak naprawdę żadnej kobiety. To było tylko pożądanie. Gdy poznałem cię, a później coraz bardziej poznawałem i odkrywałem kolejne zalety, to zakochiwałem się, chociaż nie było tego w moich planach. Sama zresztą wiesz, że nigdy nie byłem typem romantyka. Wszystko zmieniło się po naszym wyjściu do Luna Parku. Wtedy zdałem sobie sprawę, że zakochałem się na zabój.
- To, dlaczego prędzej nie powiedziałeś mi tego wszystkiego? - zapytała z wyrzutem.  Zamiast tego oznajmiłeś mi, że odwołujesz randki.
- Po prostu wykorzystałem fakt, że mnie okłamałaś na to, żeby uwolnić się od uczucia miłości. Czułem, że nie nadaję się na prawdziwą miłość.
- Typowe myślenie wielu mężczyzn- odparł z ciągłym oszołomieniem.
- Możliwe.  Nie chciałem też kochać i być z tobą, żeby cię nie zranić. Bałem się, że przez mój tryb życia, a konkretnie kochanki będziesz tylko cierpieć.  Teraz tak już nie myślę. Wiem, że potrafię być wierny, bo od czasu, gdy zrozumiałem, że cię kocham inne kobiety przestały mnie interesować i nie tęsknię do nich. Przy tobie nauczyłem się życia i miłości.
-Pięknie to powiedziałeś Marek- westchnęła, wpatrując się w niego. —Przy tobie nauczyłem się życia i miłości.
Chwilę później Marek objął ją w talii, przyciągnął bliżej do siebie, a ich twarze dzieliło parę centymetrów. Wpatrzeni w siebie wspominali poprzednie pocałunki. Delikatne i nieśmiałe. Tym razem było znacznie przyjemniej, bo Marek przywarł do jej ust na dłuższy pocałunek, muskając i kąsając jej wargi. Było to dla niej tak przyjemne i nowe, że nie była w stanie poruszyć się ani przerwać pieszczot.




-Tam jest ten most zakochanych? -zapytał, gdy oderwali się od siebie i weszli w nową alejkę.
-Tu. Dlaczego pytasz? – zapytała, gdy Marek ciągnął ją w tę stronę.
-Bo nie odpowiedziałaś mi jeszcze nic konkretnego na moje wyznanie. Może most cię zmotywuje kochanie.
-Kocham cię Marek.  
-Tylko tyle? -mówił z rozczarowaniem. —Po tylu latach podkochiwania się we mnie.
-Bardzo cię kocham- rzekła nieśmiało. — Bardzo, bardzo cię kocham- dodała, widząc ciągle niezadowoloną minę Marka. —I zamierzam kochać cię do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej.
-Tak zdecydowanie lepiej Ulijanko.  A z tym końcem dobrze mówisz, bo zamierzam ożenić się z tobą i kochać jak szalony po wszystkie nasze dni- mówił z czułością.
-Jeśli to miały być oświadczyny, to zgadzam się zostać twoją żoną- odparła poważnie. —Uprzedzam, tylko że nie zamierzam być potulną i uległą żoną. Nawet episkopat zmienił przysięgę małżeńską i z dniem dwudziestym czwartym września usuwa fragment o posłuszeństwie żony wobec męża.
-A to pech- rzekł zmartwiony tuż przy jej ustach. —Nie będę mógł nawet odstawić cię do domu, gdy kiedyś przeciwstawisz mi się w czymś.
Poprzedni pocałunek był delikatny i subtelny a teraz zachłanny i namiętny. Marek obejmując ją, całował nie tylko w usta, ale i w zagłębienie szyi.   Dla Uli było to tak zajmujące, że mogła jedynie mruczeć z rozkoszy i poddać się jego pieszczotom.
Z powrotem do pensjonatu nie spieszyli się zbytnio i trzymając się za ręce, chodzili po parku i planowali swoją przyszłość.  
-Kochanie wolisz typowy czerwiec czy romantyczny karnawał? – zapytał cicho Marek.
-Na co? Na ślub czy zaręczyny.
-Na ślub oczywiście. Zaręczyny mam już zaplanowane. O tym jednak cicho sza, bo musisz mieć trochę niespodzianki.
-Nawet rąbka tajemnicy nie zdradzisz?
-Nie nalegaj Ula, bo i tak nic nie powiem. To co z tym ślubem?
-Ślub zimą byłby niezwykły, ale droższy- odparła z wahaniem.
-W takim razie pomyślimy o lutym- wtrącił. —Teraz druga kwestia. Mieszkanie w mieście i kamienicy czy posiadłość za miastem? Mam mały dworek po dziadku w Lisowie do remontu i ewentualnie mieszkanie do kupienia nad moją restauracją.
-Dzieci również zaplanowałeś?
-Oczywiście- odparł pewnie. —Spłodzimy tyle dzieci Ulijanko, że nasze życie nigdy nie będzie nudne ani samotne.
-W takim razie posiadłość na wsi będzie odpowiedniejsza. Będzie więcej miejsca, aby w razie, jak będą niegrzeczne porozstawiać je po kątach i aby miały gdzie się bawić.
-Pomijając to, że my będziemy mieć więcej prywatności- rzekł przewrotnie. —  Lisów jest wystarczająco daleko od Warszawy i Rysiowa, aby nasi rodzice nie pojawiali się tam codziennie z niezapowiedzianą wizytą.
-Jesteś okropnym nieczułym draniem pozbawionym uczuć nawet wobec rodziców- wyrzuciła z oburzeniem. —I nie wiem czy dobrze robię, wiążąc się z tobą. Moja babcia zawsze mówiła, że po tym jak kawaler traktuje rodziców można poznać, jak będzie traktować żonę.
-Ale i tak mnie kochasz.  Takich słodkich drani kocha się najbardziej.
Po godzinnej wędrówce wrócili do Wioli i Sebastiana, którzy to czekali na nich z kolacją.
-Nie było was masę czasu- rzekła Wioletta. Zgubiliście się czy co?
-Te, co Wiola- odparła tajemniczo Ula.
-Musieliśmy sporo rzeczy omówić- dodał Marek.
-To znaczy, że znowu jesteście razem? -ni to spytała, ni stwierdziła Kubasińska, która takie rzeczy wyczuwała na odległość.
-Jesteśmy- przytaknęła Ula. —Marek powiedział, że kocha mnie już od jakiegoś czasu, ale miał powody, żeby trzymać się z daleka ode mnie.
-W końcu wrócił mu rozum do głowy- odezwał się Sebastian do Wioli i Uli.
-Nie będę zaprzeczał Seba, że miałeś we wszystkim rację- odparł bez urazy.
-I pomyśleć, że w czasie urodzin u Sebastiana chcieliśmy wywołać zazdrość u ciebie i wyswatać Ulę z Sosnowskim a sprawę załatwił Bartek- dodała Wioletta do Marka.
-Nic tylko w głowach mieliście swatanie i godzenie nas– wymruczał Marek.
-Tylko że z planów nic by i tak nie wyszło, bo od początku zainteresowany był mną a wami rodzeństwo Malickich- rzekła Kubasińska.
- Czasami los jest przewrotny, a czasami musi dopomóc. Choć nie zawsze w łagodny sposób- odparła Ula.
-I tu masz rację kochanie- rzekł jej Marek.
-Nam Marek szczęście przyniosło to przyjęcie u twoich rodziców z okazji powitania Febo– stwierdził Sebastian. —Ty poznałeś Ulę a ja Wiolettę.
-Na to wygląda przyjacielu- odparł.
-Muszę ci się przyznać do czegoś- zagadnął również Olszański. — O tym, że Janka to Ula wiedziałem od początku. Na tym przyjęciu usłyszałem rozmowę Wiolki i Uli i dowiedziałem się prawdy. Chciałem powiedzieć ci, ale zabawiałeś się akurat z Rozalią, to pomyślałem, że nauczka ci nie zaszkodzi. Później było to zabawne i dalej trzymałem w tajemnicy.  Teraz możesz mnie złajać od najgorszych Marek.
-Pięknie Cebulku- odezwała się z oburzeniem Wioletta zamiast Marka. —Chociaż mi mogłeś powiedzieć, że wiesz. A tak niezłego dudka czy tam innego pawiana nam wystrugałeś. Prawda Marek.
-Nic dodać, nic ująć Seba- odparł bez żalu sam zainteresowany.

O tym, że i w sprawie syfilisu okłamał go, Sebastian postanowił nie mówić. Z tego, co było mu wiadomo, to do tej pory jego małe kłamstewko działało i Marek trzymał się z daleka od Sonii, Rozalii i innych przygód miłosnych.  

CDN 31 SIERPNIA