Dzień
później na świat przyszła Agnieszka Helena Febo. Mała ważyła 2600 gramów,
mierzyła 46 centymetrów i dostała 8 punktów w skali Apgara. Te brakujące punkty
to wynik zbyt szybkiego porodu bladość skóry i niewystarczające reakcje na
bodźce. Doskwierała jej również niedokrwistość.
Paulina
oczywiście nie zamierzała posłuchać Marka i chciała dać małej jego nazwisko i
wpisać go jako ojca. Lekarz, który przyjmował ją i zajmował się, odmówił
jednak, bo dzień prędzej Marek oświadczył mu, że nie jest ojcem małej i
zapowiedział, że jeśli takie informacje pojawią się w karcie Pauli, to wejdzie
na drogę sądową. Wieczorem pojawili się u niej również Dobrzańscy. Trochę
zdziwili się, że w jej pokoju nie ma łóżeczka jak w innych pokojach. Na to miała zaś usprawiedliwienie słabym
zdrowiem dziecka. Prawda była jednak taka, że chciała odpocząć po operacji. Z
nimi również nie chciała zbyt długo rozmawiać, choć ci zamierzali pobyć trochę
z nią i podnieść na duchu. Próbowali również dowiedzieć się czegoś o ojcu
Agnieszki. Helena również poprzedniego dnia próbowała tego, ale bez skutku. Cała ich rozmowa była dość nerwowa, bo Febo
tylko powtarzała, że z ojca małej to żaden ojciec, nie znają go, nie ma z nim
kontaktu i że był to przypadek. Całą winę zwaliła też na Marka, bo nie zajmował
się nią odpowiednio i szukała czułości u innego. Przy okazji próbowała coś
osiągnąć w stosunku do Marka i oczernić Ulę. Wmawiała im, że Cieplak na pewno wszystko
zaplanowała, aby zyskać wysokie alimenty i że sama powiedziała jej kiedyś, że związała się z Markiem z zemsty za lata liceum. (O
zemście mówi prawdę, bo taka rozmowa kiedyś miała miejsce.)
Trzy dni po porodzie lekarz poprosił Dobrzańskich o rozmowę i powiedział im, że pacjentka nie przejawia zbytnio zainteresowania dzieckiem. Uspokajał również, że depresja u młodych matek występuje, ale mija. Oni jej stan usprawiedliwiali również tym, że w ostatnich dniach przeżyła silne emocje. Paulina zaś wychodziła z założenia, że skoro tyle zapłaciła za tygodniowy pobyt w klinice, to kompleksowe zajmowanie się dzieckiem jest opłacone.
Trzy dni po porodzie lekarz poprosił Dobrzańskich o rozmowę i powiedział im, że pacjentka nie przejawia zbytnio zainteresowania dzieckiem. Uspokajał również, że depresja u młodych matek występuje, ale mija. Oni jej stan usprawiedliwiali również tym, że w ostatnich dniach przeżyła silne emocje. Paulina zaś wychodziła z założenia, że skoro tyle zapłaciła za tygodniowy pobyt w klinice, to kompleksowe zajmowanie się dzieckiem jest opłacone.
Następnego
dnia u Pauli pojawił się i Marek. Zrobił to jednak tylko dla Agnieszki, a nie
dlatego że Febo dzwoniła do niego i prosiła, aby odwiedził ją i małą.
-Jesteś w
końcu – rzekła wyniośle.
-Ciesz
się, że w ogóle przyszedłem Paulino. Nie jestem przecież zobowiązany do wizyt u
ciebie. Co masz tak ważnego?
- Oddam
ci moje udziały w zamian za powrót do stanu, jaki był między nami przed
urodzeniem Agnieszki- oznajmiła mu, wprowadzając w zaskoczenie. —To chyba dobry
układ.
-Uważasz
mnie za jakiegoś idiotę? – odparł po chwili pytaniem. — Nie ma takich pieniędzy na
świecie ani rzeczy, które przekonałyby mnie do powrotu do stanu, jaki był
przedtem, jak to powiedziałaś. Poza tym ty cały czas żyłaś z tego, co ja przynosiłem
do domu i dalej by tak było. Jaki
miałbym z tego zysk?
-
Będziesz miał większość i wtrącającego się Aleksa z głowy, a ja przed znajomymi
nie będę świecić oczami. Nazwisko Dobrzańskich również może ucierpieć.
-Nie
Paula- mówił stanowczo. —Aleksa tak szybko nie zobaczymy, nie interesuje mnie zdanie
twoich znajomych i nie martwię się o swoje nazwisko. I jeszcze jedno. Przestań nastawiać rodziców
przeciwko Uli. Mama opowiedziała, jak to mówiłaś, że jest tylko materialistką i
cwaniarą. Nic tym nie osiągniesz.
-Bo taka
jest. Ona i ten cały bastardo dają ci jeszcze popalić.
-Nawet
nie będę sprawdzał, co to znaczy Paulino- wtrącił ostrzegawczo. —Pakuję właśnie
twoje rzeczy- oznajmił jej. —Mam przewieźć
je do Aleksa, czy do swoich rodziców?
Z podjęcia
tej decyzji sami Dobrzańscy ją wyręczyli, bo widząc jej stan, postanowili
zabrać do siebie na jakiś czas.
Jeszcze
tego samego dnia Marek zajął się wywiezieniem rzeczy Pauliny ze swojego domu. Jej
ubrania i dziecka zawiózł do rodziców, a resztę postanowił zawieźć do Aleksa.
Tam czekała na niego niespodzianka, bo wszystko wskazywało na to, że ktoś tam
mieszka, a Paula nigdy nie wspominała mu o wynajęciu domu brata. W kuchni
bowiem był pozostawiony kubek po kawie i talerzyk po śniadaniu w łazience, zestaw
do golenia a w salonie znalazł świeżą gazetę i foldery Wysp Kanaryjskich. Jednak nie to zainteresowało go, bo pod
gazetami znalazł zdjęcia Pauliny, jak całuje się z Bartkiem ich ochroniarzem z
firmy. Na innych zdjęciach widniał Mario Gotti w łóżku z jakąś dziewczyną. Do
tego wszystkiego dołączony był list.
Myślałeś, że jesteś taki cwany
Mario i wyciągniesz ode mnie forsę? Nie z Febo te numery i nawet nie próbuj kolejnych. Zdjęcia
nauczą cię, kto tu rządzi i zapomnisz o tym co nas łączyło. Ta dziewczyna jest niepełnoletnia
i możesz mieć poważne kłopoty.
Chwila seksu ze mną nie jest chyba tego warta. Pozdrowienia od niedoszłej
ofiary. (cz 7)
Dużo z tego nie rozumiał, ale sprawę zamierzał
wyjaśnić jak najszybciej. Intuicja mówiła mu również, że Bartek tu mieszka a
niedawny kredy Pauliny to na szantaż. W pracy tego dnia nie miało go być, to
postanowił poczekać na niego. Poszedł tylko przestawić samochód na pobliski
płatny parking.
Bartek tymczasem
postanowił, że czas upomnieć się u Pauliny o kolejną przysługę. Po sukcesie z
wynajęciem domu zadecydował też nie rzucać się na głęboką wodę tylko co jakiś
czas przypominać Pauli o sobie i o mniejsze przysługi niż trzysta tysięcy. Tym
razem zamierzał sprawić sobie w sierpniu wakacje życia, a które miała opłacić
mu Paulina. W planach miał również wyciągnąć od niej drobne na wydatki w czasie
urlopu. Swoje dowody na niewierność Febo zazwyczaj trzymał też dobrze ukryte,
ale teraz gdy Paula była po porodzie a Aleks we Włoszech, to przekonany był, że
niczym nie ryzykuje, jak je zostawi na wierzchu.
Widok Dobrzańskiego siedzącego na sofie w tymczasowym jego salonie zaskoczył go. Wyszedł bowiem tylko na godzinę po nowe foldery na wakacje.
-Ty tu? -zapytał przez gardło.
-To ja będę zadawał pytania- odparł, wstając z sofy i idąc w jego stronę. —Co ma to znaczyć? -pytał, rzucając na ławę znalezione zdjęcia i list. —Co łączyło cię z Paulą, kiedy i jak długo.
-Nie byłem z nią łóżku i dziecko nie jest moje -odparł szybko, bojąc się, że Marek rzuci się na niego z pięściami. Myślał też, że Dobrzańskiemu głównie o to chodzi. —O to możesz być spokojny. Spotkaliśmy się tylko parę razy latem i jesienią ubiegłego roku w knajpie. Powspominaliśmy lata szkoły.
-Nawet mnie nie rozśmieszaj- mówił zirytowany. —Zdjęcia mówią za siebie.
-Chciałem zarobić na spotkaniach i wyciągnąć od niej trochę forsy- zaczął wyjaśniać, bo ton i mina Marka dobrze nie wróżyły. —Najpierw dwieście tysięcy a później, gdy nie chciała zapłacić dwieście pięćdziesiąt. Plan był prosty. Miałem przytulić, pocałować, aby kolega miał czas na zrobienie nam kilku dobrych zdjęć. Wszystko szło po mojej myśli, ale Paulina zaczęła brać mnie i kolegę za jakiegoś Mario. To przez niego później wpadliśmy. O co dokładnie tam chodziło, to nie wiem. Ale dziecko jest na pewno nie moje -powtórzył, trzymając się przekonania, że to jest najważniejsze dla Marka. —I nie łączyło nas żadne uczucie.
-To w końcu, ile ci dała- pytał, nie wyjaśniając kwestii dziecka i uczucia.
-Nic szefie- przeszedł na bardziej oficjalne relacje. —Oprócz tego, że mogę tu mieszkać. Nie udało się wtedy, to chciałem spróbować jeszcze raz. Dałem jej ultimatum, że jeśli wynajmie mi ten dom, to ja w zamian nic nie powiem o zdjęciach.
-Jutro na własne życzenie odejdziesz z pracy- odparł rozkazująco. —Za takie coś powinienem zwolnić cię z pracy dyscyplinarnie, ale okaże ci moje dobre serce- dodał, wychodząc i zabierając ze sobą zdjęcia i list.
Przebieg całej wizyty wprawił Bartka w zaskoczenie, bo po czymś takim powinien oberwać, a szef obszedł się z nim łagodnie i rozmawiał w miarę spokojnie. Dało mu również do myślenia i wyciągnięcia wniosków. Gdyby zależało mu na Paulinie i kochał ją, to cało nie wyszedłby z tej sytuacji. W firmie również krążyły plotki o problemach szefa i Pauliny i że tylko ze względu na dziecko są razem. Mała była kolejną niewiadomą dla Bartka i zastanawiał się czy Marek faktycznie jest ojcem. Na część swoich pytań zamierzał odpowiedzieć sobie z pomocą Wioletty. Sekretarka szefa zawsze była w ploteczkach na bieżąco i miała najlepszy dostęp do biura Marka. Jedynie czego mógł żałować teraz to, że jego plan na wygodne życie legł właśnie w gruzach.
Widok Dobrzańskiego siedzącego na sofie w tymczasowym jego salonie zaskoczył go. Wyszedł bowiem tylko na godzinę po nowe foldery na wakacje.
-Ty tu? -zapytał przez gardło.
-To ja będę zadawał pytania- odparł, wstając z sofy i idąc w jego stronę. —Co ma to znaczyć? -pytał, rzucając na ławę znalezione zdjęcia i list. —Co łączyło cię z Paulą, kiedy i jak długo.
-Nie byłem z nią łóżku i dziecko nie jest moje -odparł szybko, bojąc się, że Marek rzuci się na niego z pięściami. Myślał też, że Dobrzańskiemu głównie o to chodzi. —O to możesz być spokojny. Spotkaliśmy się tylko parę razy latem i jesienią ubiegłego roku w knajpie. Powspominaliśmy lata szkoły.
-Nawet mnie nie rozśmieszaj- mówił zirytowany. —Zdjęcia mówią za siebie.
-Chciałem zarobić na spotkaniach i wyciągnąć od niej trochę forsy- zaczął wyjaśniać, bo ton i mina Marka dobrze nie wróżyły. —Najpierw dwieście tysięcy a później, gdy nie chciała zapłacić dwieście pięćdziesiąt. Plan był prosty. Miałem przytulić, pocałować, aby kolega miał czas na zrobienie nam kilku dobrych zdjęć. Wszystko szło po mojej myśli, ale Paulina zaczęła brać mnie i kolegę za jakiegoś Mario. To przez niego później wpadliśmy. O co dokładnie tam chodziło, to nie wiem. Ale dziecko jest na pewno nie moje -powtórzył, trzymając się przekonania, że to jest najważniejsze dla Marka. —I nie łączyło nas żadne uczucie.
-To w końcu, ile ci dała- pytał, nie wyjaśniając kwestii dziecka i uczucia.
-Nic szefie- przeszedł na bardziej oficjalne relacje. —Oprócz tego, że mogę tu mieszkać. Nie udało się wtedy, to chciałem spróbować jeszcze raz. Dałem jej ultimatum, że jeśli wynajmie mi ten dom, to ja w zamian nic nie powiem o zdjęciach.
-Jutro na własne życzenie odejdziesz z pracy- odparł rozkazująco. —Za takie coś powinienem zwolnić cię z pracy dyscyplinarnie, ale okaże ci moje dobre serce- dodał, wychodząc i zabierając ze sobą zdjęcia i list.
Przebieg całej wizyty wprawił Bartka w zaskoczenie, bo po czymś takim powinien oberwać, a szef obszedł się z nim łagodnie i rozmawiał w miarę spokojnie. Dało mu również do myślenia i wyciągnięcia wniosków. Gdyby zależało mu na Paulinie i kochał ją, to cało nie wyszedłby z tej sytuacji. W firmie również krążyły plotki o problemach szefa i Pauliny i że tylko ze względu na dziecko są razem. Mała była kolejną niewiadomą dla Bartka i zastanawiał się czy Marek faktycznie jest ojcem. Na część swoich pytań zamierzał odpowiedzieć sobie z pomocą Wioletty. Sekretarka szefa zawsze była w ploteczkach na bieżąco i miała najlepszy dostęp do biura Marka. Jedynie czego mógł żałować teraz to, że jego plan na wygodne życie legł właśnie w gruzach.
Tymczasem
Marek pojechał do swoich rodziców. Chciał pokazać im zdjęcia, list i
opowiedzieć o tym, co powiedział mu Dąbrowski.
-Trudno byłoby mi uwierzyć, gdybym sama nie zobaczyła tego- mówiła Helena. —Paulina
zawsze wydawała się taka przyzwoita.
-Przynajmniej
wiadomo, kto jest prawdopodobnie ojcem dziecka mamo -odparł Marek. —Jak dobrze
pamiętam, to właśnie dziewięć miesięcy temu miała zajmować się Mario pod
nieobecność Aleksa.
-Gdy
upierała się, aby nie mówić, kto jest ojcem, to bałam się, że to ktoś
przypadkowy- dodała Dobrzańska.
-Na jedno
wychodzi -orzekł Krzysztof. —Słuch po tym całym Gotti zaginął i
Agnieszka i tak będzie wychowywać się bez ojca.
-Jeśli ma
to być jakaś sugestia to wolę wyjść tato- wtrącił Marek.
-Nie
jest. Tylko stwierdziłem fakt- wyjaśnił szybko ojciec. —Wiemy z mamą, że twój
związek z Pauliną jest definitywnie zakończony. Powiedz nam, kiedy Piotruś wyjdzie ze szpitala. Chcielibyśmy w końcu poznać go, a tak po szpitalu
chodzić nie chcemy.
-Pojutrze
odbieramy go i zrobię wszystko, aby jak najszybciej ściągnąć do siebie albo
przynajmniej do Warszawy czy Rysiowa- mówił z uśmiechem na twarzy. —Na szczęście jej ciocia nie chce zatrzymać ich na siłę u siebie. Mówi nawet, że
dziecko powinno od małości wychowywać się z matką i ojcem. Wynająłbym karetkę dla przewiezienia dziecka i w półtorej godziny bylibyśmy tu.
-Oby
udało ci się to jak najszybciej synu- odparł życzliwie Dobrzański. — Takie
prawie codzienne wyjazdy są męczące. Ula powinna to zrozumieć.
-Prezent
dla Piotrusia również czeka Marek- dodała Helena.
-Dziękuję mamo- odparł, czując coraz cieplejsze nastawienie własnej matki do wnuka. —Jest jeszcze jedna sprawa, z którą tu przyjechałem- mówił tajemniczo.—Nie planujcie nic na niedzielę dwudziestego drugiego czerwca. Zapraszam was za miasto.
-Mamy się czegoś obawiać? -pytał ojciec.
-Nie i nie powiem nic więcej, bo nie byłoby niespodzianki.
Po wizycie u rodziców pojechał jeszcze do sklepu z ubrankami i akcesoriami dla dzieci, aby kupić literki i ułożyć z nich imię synka. Chciał bowiem przyozdobić tym ścianę nad łóżeczkiem i zachęcić Ulę do powrotu i zamieszkania z nim.
-Mamy się czegoś obawiać? -pytał ojciec.
-Nie i nie powiem nic więcej, bo nie byłoby niespodzianki.
Po wizycie u rodziców pojechał jeszcze do sklepu z ubrankami i akcesoriami dla dzieci, aby kupić literki i ułożyć z nich imię synka. Chciał bowiem przyozdobić tym ścianę nad łóżeczkiem i zachęcić Ulę do powrotu i zamieszkania z nim.
Następnego
dnia Dąbrowski
pojawił się w firmie. Najpierw poszedł
do kadr, a później pojawił się w sekretariacie. Wioletta była sama, to
mógł porozmawiać z nią swobodnie.
-Marka
nie ma- oznajmiła mu, gdy spytał o szefa. —Przyszedł, przejrzał listy, podpisał parę
dokumentów i tyle go widziałam.
-Pewnie
do córeczki poszedł- zagadnął.
-Kto
go tam wie Bartek.
-Ale
to świeżo upieczony tatuś Wiola -mówił podchwytliwie. —Pewnie ciągle mówi o małej
i nie może posiadać się z radości.
-Właśnie, że nie i nie widać u niego jakiejś większej radości, a na moje pytanie, jak mała i Paulina powiedział, tylko że dobrze i nic więcej- opowiadała z konsternacją i nie wyczuwając podstępu. —Słyszałam o przypadkach poporodowej depresji i zaburzeń u kobiet, ale żeby i na facetów przechodziło to nie. Chociaż ostatnio Marek dziwnie się zachowywał. Tak od dwóch tygodni ciągle gdzieś wyjeżdża. Nawet dzień po porodzie gdzieś prysnął.
-Właśnie, że nie i nie widać u niego jakiejś większej radości, a na moje pytanie, jak mała i Paulina powiedział, tylko że dobrze i nic więcej- opowiadała z konsternacją i nie wyczuwając podstępu. —Słyszałam o przypadkach poporodowej depresji i zaburzeń u kobiet, ale żeby i na facetów przechodziło to nie. Chociaż ostatnio Marek dziwnie się zachowywał. Tak od dwóch tygodni ciągle gdzieś wyjeżdża. Nawet dzień po porodzie gdzieś prysnął.
-Myślisz, że ma kogoś, że tyle wyjeżdża? -pytał zachęcająco.
-Ja tego nie powiedziałam. Ostatnio tylko słyszałam, jak rozmawiał z Maćkiem o sprowadzeniu Uli Cieplak i może tym się zajmuj. Pracowała kiedyś tu, ale pół roku temu nagle odeszła i od tej pory nikt jej nie widział- mówiła, nie wiedząc, że Bartek zna ją również ze szkoły. (On nie mieszka w Rysiowie) Byli ze sobą tak mocno związani, że niektórzy posądzali ich o romans i że Ula odeszła, bo okazało się, że Paulina zaszła w ciążę. Ale z tym jest jak z tymi dzwonami kościelnymi Bartek. Biją dzwony, ale nie wiadomo w której parafii. A tak w ogóle po co ci Marek? -zapytała wracając do początku rozmowy.
-Ja tego nie powiedziałam. Ostatnio tylko słyszałam, jak rozmawiał z Maćkiem o sprowadzeniu Uli Cieplak i może tym się zajmuj. Pracowała kiedyś tu, ale pół roku temu nagle odeszła i od tej pory nikt jej nie widział- mówiła, nie wiedząc, że Bartek zna ją również ze szkoły. (On nie mieszka w Rysiowie) Byli ze sobą tak mocno związani, że niektórzy posądzali ich o romans i że Ula odeszła, bo okazało się, że Paulina zaszła w ciążę. Ale z tym jest jak z tymi dzwonami kościelnymi Bartek. Biją dzwony, ale nie wiadomo w której parafii. A tak w ogóle po co ci Marek? -zapytała wracając do początku rozmowy.
-Zmieniam pracę i potrzebny mi podpis szefa- odparł.
Dla Wioletty interesująca była jeszcze sprawa zdjęcia na biurku Marka. Pojawiło się wczoraj popołudniu, a bobasek ubrany był na niebiesko, a nie jak wypadałoby na dziewczynkę na różowo. Dzidziuś nie wyglądał również na czterodniowego noworodka.
Dla Wioletty interesująca była jeszcze sprawa zdjęcia na biurku Marka. Pojawiło się wczoraj popołudniu, a bobasek ubrany był na niebiesko, a nie jak wypadałoby na dziewczynkę na różowo. Dzidziuś nie wyglądał również na czterodniowego noworodka.
Rozmowa z
Wiolettą jeszcze bardziej utwierdziła Bartka w przekonaniu, że Marek nie jest
ojcem Agnieszki. Zastanawiał się i nad Ulą i jej relacjami z Dobrzańskim. Koleżanka
ze szkoły zawsze była ambitna, ale też nie należała do osób, które karierę
robiłyby poprzez łóżko. To jednak postanowił zostawić na później i zająć się
Pauliną i wiedzą na temat jej dziecka. Był bowiem przekonany, że to, kto jest
ojcem Agnieszki, będzie tajemnicą i może zyskać na swojej wiedzy.
Marek
tymczasem pojechał po Ulę na dworzec PKP, a później razem pojechali do urzędu
pozałatwiać sprawy związane z ich synkiem. Tym samym Piotruś już oficjalnie
nazywał się Dobrzański o imionach Piotr, Szymon, był synem Matka Dobrzańskiego
i Urszuli Cieplak. Po tej wizycie Marek zabrał Ulę do siebie na chwilę, aby
odpoczęła po podróży i aby pokazać jej ewentualny pokoik dla dziecka. Chciał również spróbować przekonać Ulę do
zamieszkania z nim.
-Nic tu
nie ma po Paulinie Ula -mówił, pokazując pokój. —Wszystko kupiłem nowe, a to
wyposażenie co miało być dla Agnieszki, zawiozłem do rodziców. Masz nawet
miejsce do spania.
- Bardzo
ładny -odparła, zgodnie z odczuciami. —Tylko jak wyobrażasz sobie całą resztę? Dzielenie
wydatków, obowiązków, co na to twoi znajomi.
-I tak
płaciłbym ci na Piotrusia- argumentował. —A znajomi nie mają nic tu do
powiedzenia. Będę pomagał ci też we wszystkim. Ula nie chcę przegapić nic z
rozwoju mojego syna, a do Piotrkowa kawał drogi jest.
-Teraz
mówisz jak nie Marek. Rok temu daleki byłeś od takich rodzinnych klimatów.
-Zmieniłem
się Ula. Po części przez Paulinę i jej ciążę. Przestałem chodzić do klubu,
szukać pocieszenia w ramionach innych panienek. Mam teraz cele. Chcę mieć
rodzinę. Może trochę niestandardową, ale zawsze rodzinę.
-Waśnie
Marek- wtrąciła. —Co będzie, jak ktoś pojawi się w naszym życiu? Ktoś, kto będzie
ważny i z nim będzie się chciało być i stworzyć prawdziwą rodzinę?
Ja nawet
jestem bliska tego- pomyślała.
Tylko nie mogę wymagać od ciebie deklaracji
na siłę jak Paulina.
-Nie pomyślałem
o tym Ula- odparł, przyznając jej rację i myśląc głównie o Uli, bo w jego
planach i przyszłym życiu nie było miejsca na miłość.
-I
dlatego musimy poczekać ze wszystkim- mówiła przekonująco. —A na razie pójdziemy
na kompromis i zamieszkam w Rysiowie. To jest półgodziny drogi. A tu będę często
wpadać i nocować z Piotrusiem.
Plan
Bartka również nie ułożył się po jego myśli, bo jeszcze przed wyjściem Pauliny
ze szpitala było wiadomo, że Agnieszka nie jest córką Marka i na nazwisko ma
Febo. Wszyscy wiedzieli też o Uli i Piotrusiu i że jest on synem Marka. Paulina dodatkowo wyrzuciła Bartka z domu
Aleksa, bo ten nie miał już czym jej szantażować.
-Oboje
przegraliśmy- rzekła jej Bartek, gdy umówili się na oddanie kluczy. —Ja nie mam pracy, domu, nawet nie mam czym
szachować cię, a ty straciłaś Marka i dobre imię. A tak dobrze nam szło.
-Ja
zamierzam podnieść się ze wszystkiego- odparła wyniośle. —Febo nie poddają się tak
łatwo. Tobie również mogę zapewnić dostatnie
życie. Musisz tylko zrobić coś dla mnie.
-Jeśli chcesz,
abym zrobił coś Markowi albo Uli, to nie jestem zainteresowany- wtrącił zdecydowanie.
- Masz tylko uznać
Agnieszkę za własne dziecko- oznajmiła bez uczuć. —Nie chcę uchodzić za pannę z dzieckiem
i ojcem NN.
-Poważnie
nie mówisz? – pytał podejrzliwie.
-Bardzo poważnie-
odparła wydatnie.
-Ok Paulinuś-
odparł po chwili zastanowienia. —Mogę robić za ojca twojej córeczki.











