niedziela, 3 marca 2019

Skazani na miłość cz. 16


Dzień później na świat przyszła Agnieszka Helena Febo. Mała ważyła 2600 gramów, mierzyła 46 centymetrów i dostała 8 punktów w skali Apgara. Te brakujące punkty to wynik zbyt szybkiego porodu bladość skóry i niewystarczające reakcje na bodźce. Doskwierała jej również niedokrwistość.


Paulina oczywiście nie zamierzała posłuchać Marka i chciała dać małej jego nazwisko i wpisać go jako ojca. Lekarz, który przyjmował ją i zajmował się, odmówił jednak, bo dzień prędzej Marek oświadczył mu, że nie jest ojcem małej i zapowiedział, że jeśli takie informacje pojawią się w karcie Pauli, to wejdzie na drogę sądową. Wieczorem pojawili się u niej również Dobrzańscy. Trochę zdziwili się, że w jej pokoju nie ma łóżeczka jak w innych pokojach.  Na to miała zaś usprawiedliwienie słabym zdrowiem dziecka. Prawda była jednak taka, że chciała odpocząć po operacji. Z nimi również nie chciała zbyt długo rozmawiać, choć ci zamierzali pobyć trochę z nią i podnieść na duchu. Próbowali również dowiedzieć się czegoś o ojcu Agnieszki. Helena również poprzedniego dnia próbowała tego, ale bez skutku.  Cała ich rozmowa była dość nerwowa, bo Febo tylko powtarzała, że z ojca małej to żaden ojciec, nie znają go, nie ma z nim kontaktu i że był to przypadek. Całą winę zwaliła też na Marka, bo nie zajmował się nią odpowiednio i szukała czułości u innego. Przy okazji próbowała coś osiągnąć w stosunku do Marka i oczernić Ulę. Wmawiała im, że Cieplak na pewno wszystko zaplanowała, aby zyskać wysokie alimenty i że sama powiedziała jej kiedyś, że związała się z Markiem z zemsty za lata liceum.  (O zemście mówi prawdę, bo taka rozmowa kiedyś miała miejsce.) 
Trzy dni po porodzie lekarz poprosił Dobrzańskich o rozmowę i powiedział im, że pacjentka nie przejawia zbytnio zainteresowania dzieckiem. Uspokajał również, że depresja u młodych matek występuje, ale mija. Oni jej stan usprawiedliwiali również tym, że w ostatnich dniach przeżyła silne emocje. Paulina zaś wychodziła z założenia, że skoro tyle zapłaciła za tygodniowy pobyt w klinice, to kompleksowe zajmowanie się dzieckiem jest opłacone.


Następnego dnia u Pauli pojawił się i Marek. Zrobił to jednak tylko dla Agnieszki, a nie dlatego że Febo dzwoniła do niego i prosiła, aby odwiedził ją i małą.
-Jesteś w końcu – rzekła wyniośle.
-Ciesz się, że w ogóle przyszedłem Paulino. Nie jestem przecież zobowiązany do wizyt u ciebie. Co masz tak ważnego?
- Oddam ci moje udziały w zamian za powrót do stanu, jaki był między nami przed urodzeniem Agnieszki- oznajmiła mu, wprowadzając w zaskoczenie. —To chyba dobry układ.
-Uważasz mnie za jakiegoś idiotę? – odparł po chwili pytaniem. — Nie ma takich pieniędzy na świecie ani rzeczy, które przekonałyby mnie do powrotu do stanu, jaki był przedtem, jak to powiedziałaś. Poza tym ty cały czas żyłaś z tego, co ja przynosiłem do domu i dalej by tak było.  Jaki miałbym z tego zysk?
- Będziesz miał większość i wtrącającego się Aleksa z głowy, a ja przed znajomymi nie będę świecić oczami. Nazwisko Dobrzańskich również może ucierpieć.
-Nie Paula- mówił stanowczo. —Aleksa tak szybko nie zobaczymy, nie interesuje mnie zdanie twoich znajomych i nie martwię się o swoje nazwisko.  I jeszcze jedno. Przestań nastawiać rodziców przeciwko Uli. Mama opowiedziała, jak to mówiłaś, że jest tylko materialistką i cwaniarą. Nic tym nie osiągniesz.
-Bo taka jest. Ona i ten cały bastardo dają ci jeszcze popalić.
-Nawet nie będę sprawdzał, co to znaczy Paulino- wtrącił ostrzegawczo. —Pakuję właśnie twoje rzeczy- oznajmił jej.  —Mam przewieźć je do Aleksa, czy do swoich rodziców?
Z podjęcia tej decyzji sami Dobrzańscy ją wyręczyli, bo widząc jej stan, postanowili zabrać do siebie na jakiś czas.
Jeszcze tego samego dnia Marek zajął się wywiezieniem rzeczy Pauliny ze swojego domu. Jej ubrania i dziecka zawiózł do rodziców, a resztę postanowił zawieźć do Aleksa. Tam czekała na niego niespodzianka, bo wszystko wskazywało na to, że ktoś tam mieszka, a Paula nigdy nie wspominała mu o wynajęciu domu brata. W kuchni bowiem był pozostawiony kubek po kawie i talerzyk po śniadaniu w łazience, zestaw do golenia a w salonie znalazł świeżą gazetę i foldery Wysp Kanaryjskich.  Jednak nie to zainteresowało go, bo pod gazetami znalazł zdjęcia Pauliny, jak całuje się z Bartkiem ich ochroniarzem z firmy. Na innych zdjęciach widniał Mario Gotti w łóżku z jakąś dziewczyną. Do tego wszystkiego dołączony był list. 
Myślałeś, że jesteś taki cwany Mario i wyciągniesz ode mnie forsę?  Nie z Febo te numery i nawet nie próbuj kolejnych. Zdjęcia nauczą cię, kto tu rządzi i zapomnisz o tym co nas łączyło. Ta dziewczyna jest niepełnoletnia i możesz mieć poważne kłopoty. Chwila seksu ze mną nie jest chyba tego warta. Pozdrowienia od niedoszłej ofiary. (cz 7)
Dużo z tego nie rozumiał, ale sprawę zamierzał wyjaśnić jak najszybciej. Intuicja mówiła mu również, że Bartek tu mieszka a niedawny kredy Pauliny to na szantaż. W pracy tego dnia nie miało go być, to postanowił poczekać na niego. Poszedł tylko przestawić samochód na pobliski płatny parking. 

Bartek tymczasem postanowił, że czas upomnieć się u Pauliny o kolejną przysługę. Po sukcesie z wynajęciem domu zadecydował też nie rzucać się na głęboką wodę tylko co jakiś czas przypominać Pauli o sobie i o mniejsze przysługi niż trzysta tysięcy. Tym razem zamierzał sprawić sobie w sierpniu wakacje życia, a które miała opłacić mu Paulina. W planach miał również wyciągnąć od niej drobne na wydatki w czasie urlopu. Swoje dowody na niewierność Febo zazwyczaj trzymał też dobrze ukryte, ale teraz gdy Paula była po porodzie a Aleks we Włoszech, to przekonany był, że niczym nie ryzykuje, jak je zostawi na wierzchu.
Widok Dobrzańskiego siedzącego na sofie w tymczasowym jego salonie zaskoczył go. Wyszedł bowiem tylko na godzinę po nowe foldery na wakacje.
-Ty tu? -zapytał przez gardło.
-To ja będę zadawał pytania- odparł, wstając z sofy i idąc w jego stronę. —Co ma to znaczyć? -pytał, rzucając na ławę znalezione zdjęcia i list. —Co łączyło cię z Paulą, kiedy i jak długo.
-Nie byłem z nią łóżku i dziecko nie jest moje -odparł szybko, bojąc się, że Marek rzuci się na niego z pięściami. Myślał też, że Dobrzańskiemu głównie o to chodzi. —O to możesz być spokojny. Spotkaliśmy się tylko parę razy latem i jesienią ubiegłego roku w knajpie.  Powspominaliśmy lata szkoły.
-Nawet mnie nie rozśmieszaj- mówił zirytowany. —Zdjęcia mówią za siebie.
-Chciałem zarobić na spotkaniach i wyciągnąć od niej trochę forsy- zaczął wyjaśniać, bo ton i mina Marka dobrze nie wróżyły. Najpierw dwieście tysięcy a później, gdy nie chciała zapłacić dwieście pięćdziesiąt. Plan był prosty. Miałem przytulić, pocałować, aby kolega miał czas na zrobienie nam kilku dobrych zdjęć. Wszystko szło po mojej myśli, ale Paulina zaczęła brać mnie i kolegę za jakiegoś Mario. To przez niego później wpadliśmy.  O co dokładnie tam chodziło, to nie wiem. Ale dziecko jest na pewno nie moje -powtórzył, trzymając się przekonania, że to jest najważniejsze dla Marka. —I nie łączyło nas żadne uczucie.
-To w końcu, ile ci dała- pytał, nie wyjaśniając kwestii dziecka i uczucia. 
-Nic szefie- przeszedł na bardziej oficjalne relacje. —Oprócz tego, że mogę tu mieszkać. Nie udało się wtedy, to chciałem spróbować jeszcze raz. Dałem jej ultimatum, że jeśli wynajmie mi ten dom, to ja w zamian nic nie powiem o zdjęciach.
-Jutro na własne życzenie odejdziesz z pracy- odparł rozkazująco. Za takie coś powinienem zwolnić cię z pracy dyscyplinarnie, ale okaże ci moje dobre serce- dodał, wychodząc i zabierając ze sobą zdjęcia i list.  
Przebieg całej wizyty wprawił Bartka w zaskoczenie, bo po czymś takim powinien oberwać, a szef obszedł się z nim łagodnie i rozmawiał w miarę spokojnie. Dało mu również do myślenia i wyciągnięcia wniosków. Gdyby zależało mu na Paulinie i kochał ją, to cało nie wyszedłby z tej sytuacji. W firmie również krążyły plotki o problemach szefa i Pauliny i że tylko ze względu na dziecko są razem. Mała była kolejną niewiadomą dla Bartka i zastanawiał się czy Marek faktycznie jest ojcem. Na część swoich pytań zamierzał odpowiedzieć sobie z pomocą Wioletty. Sekretarka szefa zawsze była w ploteczkach na bieżąco i miała najlepszy dostęp do biura Marka. Jedynie czego mógł żałować teraz to, że jego plan na wygodne życie legł właśnie w gruzach.


Tymczasem Marek pojechał do swoich rodziców. Chciał pokazać im zdjęcia, list i opowiedzieć o tym, co powiedział mu Dąbrowski.
-Trudno byłoby mi uwierzyć, gdybym sama nie zobaczyła tego- mówiła Helena. —Paulina zawsze wydawała się taka przyzwoita.
-Przynajmniej wiadomo, kto jest prawdopodobnie ojcem dziecka mamo -odparł Marek. —Jak dobrze pamiętam, to właśnie dziewięć miesięcy temu miała zajmować się Mario pod nieobecność Aleksa.
-Gdy upierała się, aby nie mówić, kto jest ojcem, to bałam się, że to ktoś przypadkowy- dodała Dobrzańska.
-Na jedno wychodzi -orzekł Krzysztof. —Słuch po tym całym Gotti zaginął i Agnieszka i tak będzie wychowywać się bez ojca.
-Jeśli ma to być jakaś sugestia to wolę wyjść tato- wtrącił Marek.
-Nie jest. Tylko stwierdziłem fakt- wyjaśnił szybko ojciec. —Wiemy z mamą, że twój związek z Pauliną jest definitywnie zakończony. Powiedz nam, kiedy  Piotruś wyjdzie ze szpitala. Chcielibyśmy w końcu poznać go, a tak po szpitalu chodzić nie chcemy.
-Pojutrze odbieramy go i zrobię wszystko, aby jak najszybciej ściągnąć do siebie albo przynajmniej do Warszawy czy Rysiowa- mówił z uśmiechem na twarzy. —Na szczęście jej  ciocia nie chce zatrzymać ich na siłę u siebie. Mówi nawet, że dziecko powinno od małości wychowywać się z matką i ojcem. Wynająłbym karetkę dla przewiezienia dziecka i w półtorej godziny bylibyśmy tu. 
-Oby udało ci się to jak najszybciej synu- odparł życzliwie Dobrzański. — Takie prawie codzienne wyjazdy są męczące. Ula powinna to zrozumieć.
-Prezent dla Piotrusia również czeka Marek- dodała Helena.
-Dziękuję mamo- odparł, czując coraz cieplejsze nastawienie własnej matki do wnuka. —Jest jeszcze jedna sprawa, z którą tu przyjechałem- mówił tajemniczo.Nie planujcie nic na niedzielę dwudziestego drugiego czerwca. Zapraszam was za miasto.
-Mamy się czegoś obawiać? -pytał ojciec. 
-Nie i nie powiem nic więcej, bo nie byłoby niespodzianki. 
Po wizycie u rodziców pojechał jeszcze do sklepu z ubrankami i akcesoriami dla dzieci, aby kupić literki i ułożyć z nich imię synka. Chciał bowiem przyozdobić tym ścianę nad łóżeczkiem i zachęcić Ulę do powrotu i zamieszkania z nim. 



Następnego dnia Dąbrowski pojawił się w firmie.  Najpierw poszedł do kadr, a później pojawił się w sekretariacie.  Wioletta była sama, to mógł porozmawiać z nią swobodnie. 
-Marka nie ma- oznajmiła mu, gdy spytał o szefa. —Przyszedł, przejrzał listy, podpisał parę dokumentów i tyle go widziałam.
-Pewnie do córeczki poszedł- zagadnął.
-Kto go tam wie Bartek.
-Ale to świeżo upieczony tatuś Wiola -mówił podchwytliwie. —Pewnie ciągle mówi o małej i nie może posiadać się z radości.
-Właśnie, że nie i nie widać u niego jakiejś większej radości, a na moje pytanie, jak mała i Paulina powiedział, tylko że dobrze i nic więcej- opowiadała z konsternacją i nie wyczuwając podstępu. Słyszałam o przypadkach poporodowej depresji i zaburzeń u kobiet, ale żeby i na facetów przechodziło to nie.  Chociaż ostatnio Marek dziwnie się zachowywał. Tak od dwóch tygodni ciągle gdzieś wyjeżdża. Nawet dzień po porodzie gdzieś prysnął.
-Myślisz, że ma kogoś, że tyle wyjeżdża? -pytał zachęcająco.
-Ja tego nie powiedziałam. Ostatnio tylko słyszałam, jak rozmawiał z Maćkiem o sprowadzeniu Uli Cieplak i może tym się zajmuj. Pracowała kiedyś tu, ale pół roku temu nagle odeszła i od tej pory nikt jej nie widział- mówiła, nie wiedząc, że Bartek zna ją również ze szkoły. (On nie mieszka w Rysiowie) Byli ze sobą tak mocno związani, że niektórzy posądzali ich o romans i że Ula odeszła, bo okazało się, że Paulina zaszła w ciążę. Ale z tym jest jak z tymi dzwonami kościelnymi Bartek. Biją dzwony, ale nie wiadomo w której parafii.  A tak w ogóle po co ci Marek? -zapytała wracając do początku rozmowy. 
-Zmieniam pracę i potrzebny mi podpis szefa- odparł. 
Dla Wioletty interesująca była jeszcze sprawa zdjęcia na biurku Marka. Pojawiło się wczoraj popołudniu, a bobasek ubrany był na niebiesko, a nie jak  wypadałoby na dziewczynkę na różowo. Dzidziuś nie wyglądał również na czterodniowego noworodka.




Rozmowa z Wiolettą jeszcze bardziej utwierdziła Bartka w przekonaniu, że Marek nie jest ojcem Agnieszki. Zastanawiał się i nad Ulą i jej relacjami z Dobrzańskim. Koleżanka ze szkoły zawsze była ambitna, ale też nie należała do osób, które karierę robiłyby poprzez łóżko. To jednak postanowił zostawić na później i zająć się Pauliną i wiedzą na temat jej dziecka. Był bowiem przekonany, że to, kto jest ojcem Agnieszki, będzie tajemnicą i może zyskać na swojej wiedzy.
Marek tymczasem pojechał po Ulę na dworzec PKP, a później razem pojechali do urzędu pozałatwiać sprawy związane z ich synkiem. Tym samym Piotruś już oficjalnie nazywał się Dobrzański o imionach Piotr, Szymon, był synem Matka Dobrzańskiego i Urszuli Cieplak. Po tej wizycie Marek zabrał Ulę do siebie na chwilę, aby odpoczęła po podróży i aby pokazać jej ewentualny pokoik dla dziecka.  Chciał również spróbować przekonać Ulę do zamieszkania z nim.


-Nic tu nie ma po Paulinie Ula -mówił, pokazując pokój. —Wszystko kupiłem nowe, a to wyposażenie co miało być dla Agnieszki, zawiozłem do rodziców. Masz nawet miejsce do spania.
- Bardzo ładny -odparła, zgodnie z odczuciami. —Tylko jak wyobrażasz sobie całą resztę? Dzielenie wydatków, obowiązków, co na to twoi znajomi.
-I tak płaciłbym ci na Piotrusia- argumentował. —A znajomi nie mają nic tu do powiedzenia. Będę pomagał ci też we wszystkim. Ula nie chcę przegapić nic z rozwoju mojego syna, a do Piotrkowa kawał drogi jest.
-Teraz mówisz jak nie Marek. Rok temu daleki byłeś od takich rodzinnych klimatów.
-Zmieniłem się Ula. Po części przez Paulinę i jej ciążę. Przestałem chodzić do klubu, szukać pocieszenia w ramionach innych panienek. Mam teraz cele. Chcę mieć rodzinę. Może trochę niestandardową, ale zawsze rodzinę.
-Waśnie Marek- wtrąciła. —Co będzie, jak ktoś pojawi się w naszym życiu? Ktoś, kto będzie ważny i z nim będzie się chciało być i stworzyć prawdziwą rodzinę?
Ja nawet jestem bliska tego- pomyślała. Tylko nie mogę wymagać od ciebie deklaracji na siłę jak Paulina.
-Nie pomyślałem o tym Ula- odparł, przyznając jej rację i myśląc głównie o Uli, bo w jego planach i przyszłym życiu nie było miejsca na miłość.
-I dlatego musimy poczekać ze wszystkim- mówiła przekonująco. —A na razie pójdziemy na kompromis i zamieszkam w Rysiowie. To jest półgodziny drogi. A tu będę często wpadać i nocować z Piotrusiem.

Plan Bartka również nie ułożył się po jego myśli, bo jeszcze przed wyjściem Pauliny ze szpitala było wiadomo, że Agnieszka nie jest córką Marka i na nazwisko ma Febo. Wszyscy wiedzieli też o Uli i Piotrusiu i że jest on synem Marka.  Paulina dodatkowo wyrzuciła Bartka z domu Aleksa, bo ten nie miał już czym jej szantażować.
-Oboje przegraliśmy- rzekła jej Bartek, gdy umówili się na oddanie kluczy.  —Ja nie mam pracy, domu, nawet nie mam czym szachować cię, a ty straciłaś Marka i dobre imię.  A tak dobrze nam szło.
-Ja zamierzam podnieść się ze wszystkiego- odparła wyniośle. —Febo nie poddają się tak łatwo.  Tobie również mogę zapewnić dostatnie życie. Musisz tylko zrobić coś dla mnie.
-Jeśli chcesz, abym zrobił coś Markowi albo Uli, to nie jestem zainteresowany- wtrącił zdecydowanie.
- Masz tylko uznać Agnieszkę za własne dziecko- oznajmiła bez uczuć. —Nie chcę uchodzić za pannę z dzieckiem i ojcem NN.
-Poważnie nie mówisz? – pytał podejrzliwie.
-Bardzo poważnie- odparła wydatnie.
-Ok Paulinuś- odparł po chwili zastanowienia. —Mogę robić za ojca twojej córeczki.  

wtorek, 26 lutego 2019

Skazani na miłość cz.15

Nazajutrz rano tuż po przyjściu do pracy Marek zajął się przejrzeniem korespondencji.  Ula mówiła mu wczorajszego dnia, że wysłała list do niego i chciał jak najszybciej go przeczytać.  Kopertę nietrudno było mu odnaleźć.

            Marek wiem, że to co teraz przeczytasz, będzie dla ciebie szokiem. Jest to jednak prawda, prawda i jeszcze raz prawda i przepraszam, że ukrywałam to tyle czasu.  Pisząc do Ciebie, wiem też, że nikt i nic mi nie przerwie.
Pamiętasz dzień, gdy zepsuł ci się alarm w domu? Przyjechałam do Ciebie, aby popracować a wszystko skończyło się w łóżku. Wtedy to się stało. Chociaż nie miałam o tym jeszcze pojęcia. Wtedy poczęło się nasze dziecko. Nasz syn. O tym, że jestem w ciąży, zorientowałam się tego samego dnia, gdy Ty powiedziałeś mi o ciąży Pauliny. Później długo o tym myślałam i zdecydowałam, że dla jego dobra muszę znikną z Twojego życia i wyjechać. Bałam się Pauliny, że może zaszczuć mnie i zaszkodzić dziecku. Dlatego uciekłam i nie kontaktowałam się z Tobą osobiście przez pół roku. Bałam się, że gdy spotkamy się, to zorientujesz się we wszystkim. Nie mogłam tak ryzykować. Gdybyś Ty dowiedział się to i Paulina by się dowiedziała. Długo nie dałoby się tego ukryć. Wiem Marek, że postąpiłam bardzo samolubnie, ale proszę chociaż spróbuj zrozumieć mnie.
Nasz syn miał urodzić się dopiero za miesiąc, ale dostałam ostre zapalenie wyrostka robaczkowego i musiałam poddać się cesarki i operacji. Wszystko to spowodowało, że uświadomiłam sobie, jak źle postępuję i gdy przygotowywali mnie do operacji, obiecałam sobie, że gdy tylko wydobrzeję, to powiem Ci całą prawdę. Najpierw chciałam zadzwonić do Ciebie, ale nie wiedziałam co mam Ci powiedzieć, to postanowiłam napisać. Zdecydowanie łatwiej jest wszystko przelać na papier.  Teraz kiedy wszystko już napisałam, jest mi znacznie lżej na sercu Marek.  Nie wiem, co będzie dalej, ale jeśli pomimo tego, co zrobiłam będziesz chciał porozmawiać ze mną i zobaczyć się, to ciągle jestem u cioci. Jeśli nie oddzwonisz ani nie przyjedziesz, to zrozumiem.
                                                         Ula.

Po przeczytaniu listu zadzwonił do Uli. Prędzej nie chciał dzwonić, bo był, to czas obchodu i śniadania.
-Cześć Ula. Nie przeszkadzam? -zapytał dla pewności.
-Nie. Obchód już sobie poszedł i przed chwilą wróciłam od Piotrusia- odparła ucieszona jego telefonem. —Tak bardzo chciałabym już go przytulić i nakarmić Marek. Zazdroszczę innym matkom, że mają swoje dzieci przy sobie.
-Wszystko w swoim czasie Ula- uspokajał.  —W inkubatorze jest mu dobrze i to dla jego dobra. Przeczytałem właśnie twój list -dodał. —Sporo racji i prawdy w tym.
-Pisałam od siebie, to co czułam i co wydawało się mi, że jest najlepszym rozwiązaniem.  
-Tylko nie zawsze to, co wydaje się najlepszym rozwiązaniem, jest najlepsze Ula- argumentował tajemniczo. —Gdybyś tylko powiedziała mi o ciąży, to teraz nie byłbym z Pauliną.
-Marek ja nigdy nie wymagałabym od ciebie czegoś takiego- wtrąciła. —Nie wymagałabym, abyś wybierał między nami.
-Nie o to chodzi Ula- przerwał jej. —Opowiem ci, jak się zobaczymy. To nie jest rozmowa na telefon. Przyjadę do was we czwartek. Mogę?
-Zawsze jesteś mile widziany- odparła z radością na jego was.
Po rozłączeniu się z nią wykonał jeszcze jeden telefon. Tym razem zadzwonił do rodziców i umówił się z nimi na wieczór. Na rozmowę z nimi musiał się przygotować mentalnie i fizycznie oraz przemyśleć, co powiedzieć i jak przeprowadzić całą rozmowę. Tuż po piątej stał przed drzwiami ich domu.
-A gdzie masz Paulinkę? -zagadnęła Helena, rozglądając się po podwórzu.
-W domu i lepiej, żeby nie było jej przy tej rozmowie mamo- odparł, wchodząc do domu.
-Znowu chcesz mówić o rozstaniu? - pytała z zirytowaniem Dobrzańska.



-Po tym, czego dowiedziałem się wczoraj i przeanalizowaniu faktów, jest to już przesądzone mamo- odparł zdecydowanie. —I tylko ze względu na jej dziecko podkreślam jej, jeszcze nie wyrzuciłem z domu. Nie chcę, aby małej coś się stało przed porodem.
-Możesz jaśniej Marek- odezwał się i ojciec. —Co to znaczy jej. 
-Wczoraj całkiem przypadkiem dowiedziałem się, że dwa dni temu zostałem ojcem- odparł spokojnie. —Ula Cieplak urodziła mi syna i policzyłem sobie miesiące i tygodnie.
-Jeśli to są jakieś żarty albo podstęp, aby wymigać się od obowiązków wobec Pauliny i Agnieszki, to się mylisz- rzekła ostro Helena po chwili ciszy.
-Nie są i wszystko wam wyjaśnię -wtrącił. —Dokładnie jak na papierze. Ula dostała zapalenie wyrostka i Piotruś na świat przyszedł w ósmym miesiącu. Dokładnie osiem miesięcy temu związany byłem już z Ulą i nic nie łączyło mnie z Paulą od ponad miesiąca. Gdyby więc Paula nosiła moje dziecko, to powinno być już na świecie, a nie urodzić się za dwa tygodnie. Rachunek prosty. Paula musiałaby urodzić w dziesiątym miesiącu. Wiem też, dlaczego uparła się na Włochy, aby tam się leczyć i rodzić, a nie tu w Polsce. Ona po prostu bała się, że tu nie ukryje prawdy. Do lekarza też nie chciała chodzić w moim towarzystwie. Musiałem wymóc to.
-Bzdury Marek- mówiła nieprzekonana Helena. —Wymyśliłeś całą historię. Zobaczymy, co Paulinka na to powie.
-Skoro chcesz tuż przed porodem zafundować jej stres, to proszę bardzo mamo- mówił wymownie. —Tylko poród w ósmym miesiącu skończy się dla dziecka w inkubatorze. Tak jak Piotrusia.
-Marek ma rację- wtrącił Krzysztof. —Teraz nie pora na rozmowę z Pauliną. A ta Ula może chce tylko osiągnąć coś i namieszała- mówił podejrzliwie. —Dziwne, że prędzej nic ci nie powiedziała o dziecku.
-Ojciec ma rację Marek- poparła go momentalnie żona. Uwierzyłeś jej tak od razu, a są to tylko słowa. Powinieneś zażądać badań DNA.
-Tego, że ja jestem ojcem, jestem pewny na sto procent- mówił zdecydowanie. —Ula nie jest z tych, co kłamią. Mały ma też znamię. Dokładnie takie samo jak nasze tato, dziadka, cioci i brata dziadka. Mam zdjęcia Piotrusia, to sami się przekonacie -mówił, wyciągając telefon.
-Nieodzowny znak Dobrzańskich- rzekł z uśmiechem Krzysztof, spoglądając na owe zdjęcie z pieprzykiem na plecach po lewej stronie przy ramieniu. —I gratuluję synu- dodał.
-Dziękuję-odparł, czekając co powie matka.
-Dobrze Marek jest twoje. Tylko dlaczego Ula ukrywała ciążę?- pytała Helena.
-Ukrywała, bo bała się, że dowie się i Paulina i że może zaszkodzić jej i dziecku.
-To jest już bezczelność Marek- oburzała się Helena. —Oskarżacie ją o najgorsze.
-To może posłuchasz tego mamo- rzekł, wyciągając dyktafon z kieszeni, z którym się nie rozstawał. —Od jakiegoś czasu nagrywam, to co mówi i co dzieje się w domu. Chciałem mieć dowody na przyszłość, aby pokazać, jaka jest naprawdę Paulina.
To ja muszę chodzić, tyć i cierpieć a ty mi jeszcze każesz zbierać jakieś gazety…Zawsze mogę, wywieźć małą do Włoch i nie zobaczysz jej… Skoro zrobiłeś mi to dziecko, to zajmuj się nim i mną i nie wychodź… Jak możesz zostawiać mnie samą. …Nawet nie myśl, żeby zrobić mi drugi. Nie zamierzam przechodzić przez to drugi raz.
-Paulina okłamywała mnie przez ponad sześć miesięcy- kontynuował, jednocześnie. —Musiała mieć, choć cień wątpliwości, że nosi nie moje dziecko. Chociaż nie. Ona musiała mieć pewność i kłamała z premedytacją. Pokochałem Agnieszkę. Miała być dla mnie najważniejsza i tylko dla niej byłem z Pauliną i znosiłem jej humory.
-Właśni Marek tu najważniejsza jest Agusia- wtrąciła matka, widząc w tym szansę. —I o niej powinniśmy myśleć przede wszystkim. Mówiłeś, że kochasz Agnieszkę i ciągle macie szansę stworzyć szczęśliwą rodzinę. Dla jej dobra powinniście być razem.
-Mamo chyba sama nie słyszysz, co mówisz- odparł zirytowany. —Miałbym być z nią po czymś takim?  Jest jeszcze Piotruś. Myślisz, że zostawiłbym swoje własne dziecko tylko, dlatego że sobie coś życzysz. A dla Agnieszki będę tylko wujkiem. Trudno będzie mi się przyzwyczaić, ale tak będzie.
-Zobaczymy, jak się urodzi Marek- odezwał się ponownie ojciec, przerywając spór. —Zrobi się test DNA i sprawa twojego ojcostwa będzie wyjaśniona. 
-Dokładnie tak zrobię tato, ale nie dlatego, żeby wam i Paulinie udowodnić prawdę tylko dla sądu na wypadek, gdyby przyszło jej do głowy wejść na drogę sądową.
-A jak oni się czują? -zapytał nieoczekiwanie Helena. —Mówiłeś o operacji i że dziecko musiało zostać umieszczone w inkubatorze.
-W miarę dobrze. Ula do domu wyjdzie tak za tydzień, a Piotruś za jakieś dwa- trzy tygodnie.



Następnego dnia Marek wybrał się do Uli. Rano zawitał tylko na chwilę do pracy, aby dać Maćkowi wytyczne i uprzedzić, że jedzie do Piotrkowa. Szymczyk wiedział też o wszystkim, to mógł wtajemniczyć go w swój wyjazd i uprzedził, co ma mówić na wypadek, gdyby Paulina pojawiła się w firmie. Paulina faktycznie pojawiła się, a Maciek bez zawahania opowiedział jej o pilnym wyjeździe Marka w sprawach Targów Mody.


Marek tymczasem przed dwunastą był już w Piotrkowie i z maskotką pod pachą poszedł do sali Uli.


-Myślałaś już, gdzie będziesz mieszkać, jak wyjdziesz stąd? -zapytał, gdy przywitali się i odwiedzili synka. —Ja chcę mieć was u mnie w domu.
-Marek, jak sobie to wyobrażasz? -pytała, spoglądając na niego wymownie. —Paulina i ja pod jednym dachem?
-Pauliny nie będzie z nami- wtrącił.
-Nie mogę odebrać dziecku ojca- mówiła zdecydowanie.
-Nie odbierasz, bo Agnieszka nie jest moja Ula- odparł, wprowadzając ją w zaskoczenie.  —Pamiętasz, jak powiedziałem ci przez telefon, że nie zawsze to, co wydaje się najlepszym rozwiązaniem, jest najlepsze? -pytał i opowiedział to, co Sebastianowi i rodzicom.
-Nieźle- podsumowała krótko. —A twoi rodzice, co na to?
-Na razie trudno im jest uwierzyć, że Agnieszka nie jest moja, ale wkrótce sami się przekonają, że mam rację. Wczoraj powiedziałem im też o tobie i Piotrusiu. Na początku jak było do przewidzenia, trudno było im uwierzyć i wszystko traktowali w kategorii wymigania się od obowiązków wobec Pauliny. Później bardziej się zainteresowali i cieszyli- mówił koloryzując nieco sprawę. 
-To dobrze. Bałam się, że będą problemy.
Paulina tymczasem zajęła się testowaniem opiekunek do dziecka. Sama nie zamierzała zajmować się nią i chciała wynająć kogoś odpowiedniego na stałe i całodobowo. Dobrzańscy postanowili też na razie nie mówić nic Paulinie o podejrzeniach Marka i Piotrusiu, bo stres i szok mógłby rzeczywiście przyspieszyć poród a takiego ryzyka nie chcieli mieć na sumieniu. Helena liczyła również ciągle w to, że i Agnieszka jest dzieckiem Marka i że gdy zobaczy maleństwo, to zmieni zdanie i wróci do Paulinki. To z Agnieszką był bowiem związany uczuciowo, mówił, że ją kocha i że Piotruś będzie tym drugim jego dzieckiem.


Zawiezienie Pauli do kliniki miało być ostatnią rzeczą, jaką zrobi dla niej. Później pozostanie tylko spakować jej rzeczy i odwieźć do swoich rodziców albo do domu Aleksa. Musiał też przygotować pokój dla Uli i synka. Choć ta nie była ciągle zdecydowana na zamieszkanie u Marka. Bała się bowiem jak będą patrzeć na to jego rodzice. Przez te dwa tygodnie Marek wyrywał się też do nich co dwa, trzy dni na parę godzin. 
Paulina na poród jechała zadowolona, bo była przekonana, że wszystko idzie po jej myśli.  Jej i Markowi towarzyszyła również i Dobrzańska.
-Zdecydowała się jednak pani teraz na cesarkę, a nie poczekać ze dwa tygodnie, jak sugerowałem na ostatniej wizycie- zagadnął ich młody lekarz, który pojawił się w jej sali. —Małej w brzuchu mamy jest dobrze i nie wiem, dlaczego doktor Małecki zgodził się na wcześniejszą cesarkę.  
- Paula co to ma znaczyć? – wtrącił zdecydowanie Marek. —Chcesz przyspieszyć poród i ryzykować zdrowiem Agnieszki?
- Marek ma racje- dodała i Helena. —Co cię w ogóle skłoniło do wybierania sobie terminu?
-Tak wyliczyłam jeszcze na początku ciąży, a lekarz we Włoszech potwierdził- tłumaczyła nerwowo. —Doktor Małecki nie widział też przeciwwskazań, a jest od pana panie doktorze starszy, bardziej doświadczony i wie lepiej czy już teraz mogę poddać się cesarce, czy poczekać- rzuciła w stronę lekarza. —Jestem też przygotowana psychicznie na to.
-Może zostawić nas pan samych? -zapyta Marek lekarza.
-Miałem poczekać Paula, aż urodzisz, ale skoro jesteśmy już w temacie i nie liczy ci się dobro własnego dziecka, to nie ma sensy zwlekać- zaczął po wyjściu medyka. —Doliczyłem się wszystkich tygodni i miesięcy i wygląda na to, że Agnieszka nie jest moją córką- dodał, wprawiając w konsternację.
-A niby czyja -odparła po chwili i zbita z tropu.
-Paula nie udawaj- mówił zirytowany. —Lekarz mówił, że powinnaś poczekać z porodem przynajmniej dwa tygodnie, to oznaczałoby, że w ciąży byłabyś jakieś dziesięć miesięcy. Okłamywałaś mnie przez te wszystkie miesiące. Całkiem świadomie. Nie wierzę, że nie wiedziałaś o tym. Powiedz w końcu prawdę Paula. Test DNA i tak by wszystko wyjaśni.
-Gdy zorientowałam się, że jestem w ciąży i powiedziałam ci o tym, to byłam przekonana, że jest twoje Marek- mówiła, kłamiąc i wiedząc, że jest na przegranej pozycji. —Dopiero po kolejnych badaniach okazało się, że jest inaczej. Ty w tym czasie zdążyłeś pogodzić się z faktem zostania ojcem i cieszyłeś się na dziecko.
-Trudno mi jest w to uwierzyć- odparł pewnie. —Musiałabyś pomylić się o ponad cztery tygodnie. Dlatego manipulowałaś terminem porodu i robiłaś wszystko, abym jak najmniej wiedział o przebiegu ciąży.
-Marek Paulina, źle zrobiła, ale to co mówi, ma sens- odezwała się i Helena.
-Bo tak jest- przytaknęła, podbudowana przychylnością Heleny. —Więzy krwi nie zawsze są też najważniejsze. Liczy się uczucie Marco i kto wychowuje. A ty je kochasz. Tak bardzo troszczyłeś się o nie, o nas- mówiła, patrząc na niego z fałszywym uśmiechem.
-Bo byłem przekonany, że jest moje. Z krwi i kości.
-Jesteście jeszcze młodzi, to możecie mieć kolejne dziecko- dodała Helena.
-Mamo Paula nie chce mieć więcej dzieci. Sama słyszałaś.
-Mogę urodzić kolejne, skoro tak ci zależy ci- odparła z niechęcią i nie zamierzając dotrzymać słowa.
-Obędzie się Paula. Mam już dziecko.
-To po co te wszystkie słowa, skoro Agnieszka ci wystarczy?
-Ja nie mam na myśli Agnieszkę tylko Piotrusia- oznajmił jej z nutą powetowania. —Ula dwa tygodnie temu urodziła mi syna. Chciałem poczekać, aż urodzisz, ale sama prosiłaś się, aby prędzej się dowiedzieć.   
-Chyba żartujesz- rzekła po chwili spowodowanej tym, co usłyszała.
- Nie Paula. I po jej terminie porodu doszedłem do prawdy. Skoro ona urodziła ośmiomiesięcznego wcześniaka, to nasze powinno być już na świecie. Gdyby nie to, to być może nigdy nie doszedłbym do prawdy i dalej wmawiałabyś, że jest moje.
-Robisz mi awantury, a sam nie jesteś lepszy- odparła przez zęby, bo hamowała się od wybuchu agresji i wyrzucenia z siebie co myśli o Uli. Była z nimi również Helena i nie chciała wyjść przed nią na furiatkę. —Jak wyobrażasz sobie teraz nasze życie? Może mamy mieszkać razem?
-Ja zamierzam zamieszkać z Ulą i Piotrusiem u siebie, a ty uderz do prawdziwego tatusia. Albo wróć do domu Aleksa.  I nawet nie myśl po porodzie wpisywać mnie jako ojca Agusi. Będę tylko dla niej wujkiem- mówił wszystko szybko i zdecydowanie.
-Twoja mama nie pozwoli ci usunąć nas ot tak z twojego życia- rzuciła równie pewnie. Prawda Helenko-? -pytała, szukając wsparcia. 
-Mama powinna przede wszystkim przekonać cię, abyś posłuchała lekarza i przełożyła poród- wtrącił, zanim odezwała się Helena. —Nie ma już sensu przyspieszać porodu, narażać dziecka i udawać, że to moje Paulino.
Przekonać Pauliny do przełożenia porodu nie udało się Helenie, bo choć nie powiedziała tego Dobrzańskiej, to chciała jak najszybciej pozbyć się ciężaru. Swoim uporem również straciła, to co wypracowała prędzej u niedoszłej teściowej. Żałowała również, że nie posłuchała Dobrzańskich i nie zgodziła się na szybki ślub z Markiem. Teraz tak łatwo nie uwolniłby się od niej i miałaby jakieś prawa. Marek jej wyborem zaś się nie przejmował i ze spokojem pakował rzeczy jej i dziecka.


 Jeśli ktoś znajdzie błędy, to piszcie w komentarzu. Nie mam siły sprawdzać. Dobranoc.

sobota, 23 lutego 2019

Skazani na miłość cz. 14




Ciąża zarówno Pauliny, jak i Uli rozwijała się prawidłowo. Z tą różnicą, że Paulina korzystała z prywatnych klinik, a Ula była pod opieką lekarki z przychodni w Piotrkowie Trybunalskim. U ciotki Ali wiodła też spokojne życie. Ciocia miała swój dom obok restauracji, to do pracy praktycznie nie musiała wychodzić. Mogła też liczyć na ciocię, kiedy dolegliwości z ciążą dawały się jej we znaki. To ona zaspakajała jej zachcianki, przynosiła jedzenie i herbatę do łóżka w gorsze dni, dbała o dobry nastrój, poprawiała poduszki, rozmawiała i pocieszała.



Smutno było jej tylko w chwilach, gdy z gabinetu lekarskiego wychodziły pary trzymające się za ręce, a ona była tam sama. Nie wiedziała też nic na temat chorób dziedzicznych, a o co pytała lekarka. Tym jednak postanowiła się nie martwić, bo spokój był jej potrzebny. Gdy po jednej z kolejnych wizyt dowiedziała się, że będzie to chłopiec, postanowiła, że da mu imię Piotr po wuju. Poród zaś zaplanowany miała na drugą połowę czerwca.  Do Rysiowa natomiast postanowiła zajeżdżać tak często, jak się dało.  Ciągle swojego stanu też nie dałoby się ukrywać, to Cieplak pomału oswajał otoczenie. Tylko z wyjazdami do Warszawy ograniczała się, a jeśli już musiała jechać, to omijała okolice firmy. Kontaktu z firmą tak do końca jednak nie zerwała, bo Maciek tam pracował i miała również stały telefoniczny kontakt z Wiolettą. To od niej  dowiadywała się o wszystkich plotkach z firmy, jej relacjach z Sebastianem, pracy z Maćkiem i o ciężkim życiu Marka z Pauliną. Od Maćka również sporo wiedziała na ten temat i pomimo tego, że tak ohydnie postąpił wobec niej, to było jej czasami żal Marka. Według  słów Szymczyka i Wioletty Paulina pojawiała się ciągle w firmie i sprawdzała, czy jest. Gdy nie mogła pojawić się do dzwoniła na firmowy numer i ściągała pod byle pretekstem do domu.  Próbowała również przekupić Maćka, aby ten mówił jej, co robi Marek podczas jej nieobecności. Któregoś dnia nawet rzuciła się na Kamilę narzeczoną Maćka. Dziewczyna była już w widocznej ciąży, rozmawiała z jej Markiem i Febo z góry założyła, że to dziecko Marka. Z samych kontaktów z Markiem tak całkiem nie mogła zrezygnować, bo mogłoby się wydawać to dziwne. Mieli swoją inwestycję w remoncie i choćby o tym trzeba było porozmawiać. Były to jednak tylko kontakty telefoniczne, a spotkać się mieli dopiero w lipcu na otwarciu ośrodka.
 Życie z Pauliną w ciąży, tak jak przewidywał Marek, okazało się ciężkie. Febo od początku narzekała na nudności, tycie, puchnięcie stóp. Chodziła również ciągle zestresowana, zdenerwowana i niezadowolona. Z góry zastrzegła też, że nie zamierza starać się w przyszłości o rodzeństwo.  Zaczęła również swój szantaż, że wywiezie dziecko do Włoch. W takich chwilach Marek włączał dyktafon i wszystko skrupulatnie nagrywa. W dodatku jej plany na prowadzenie ciąży we Włoszech się nie powiodły.  Dobrzańscy i Marek bowiem zgodnie twierdzili, że jej częste wyjazdy do Włoch są bezsensowne, bo i w Warszawie są dobrzy lekarze, a ciągłe loty mogą tylko zaszkodzić dziecku. Od połowy ciąży musiała więc przejść pod opiekę polskiej służby zdrowia. Znalazła dobrą prywatną klinikę i już na pierwszej wizycie ustawiła sobie daty po swojej myśli. Całego zaległego miesiąca ciąży nie dałoby się nadrobić, ale dwa tygodnie już tak. Później jak była przekonana Marek, nie doliczy się i nie będzie pamiętać, jak to było jesienią. Sam poród podobnie jak w przypadku Uli planowo miała mieć w drugiej połowie czerwca, ale swoją cesarkę przyspieszyła o dwa tygodnie. Do lekarza z obawy, że może coś się wydać, to również sama chciała chodzić. Marek uparł się jednak, bo chciał usłyszeć bicie serduszka maluszka i widzieć na monitorze swoje dziecko, to musiała ustąpić. Niezadowolona była nawet z faktu, że ma się urodzić dziewczynka, a nie chłopiec. Głównie chyba dlatego, że przekonana była, że Marek wolałby syna na przedłużenie rodu Dobrzańskich nazwiskiem. Dla niego jednak nie miało to znaczenia, bo chciał, aby było zdrowe. Imiona Agnieszka Helena również wybrała, aby schlebić Dobrzańskim.  Marek musiał jej też wiele razy ustępować i praktycznie zrezygnować z wyjść do klubu. Kochał jednak tę małą istotkę to wszystko, to znosił. W jednym by tylko nieustępliwy i nie zamierzał dzielić z nią sypialni ani poślubić.

Całkiem inaczej Markowi wiodło się w pracy. Podpisał nowe kontrakty, Pshemko stworzył kolejną wiosenną kolekcję, a Maciek dobrze się spisywał i nie miał powodów, aby mieć do niego pretensje. Nawet Wioletta podciągnęła się w pracach biurowych. W międzyczasie jeździł sprawdzać, jak przebiega remont. Maciek również czasami mu towarzyszył, bo było to w interesie Uli.  Przy okazji tych wizyt odwiedzał panią Więcek. (To były te okolice) Wychowawczyni szybko też dowiedziała się o tym, że zostanie ojcem.
-Honorowo byłoby poślubić Paulinę- mówiła w czasie spaceru. — Jednak w tym, co mówisz, jest sporo racji. Nie można być z kimś na siłę i żeby spełnić oczekiwania rodziców. Nie te czasy na aranżowanie małżeństw.
-Dobrze słyszeć pani profesor- odparł. —Szkoda, że moi rodzice nie są tak niereformowani.
-Może powinieneś znaleźć sobie kogoś, aby dali ci spokój? -pytała.
-Obawiam się, że dla nich istnieje tylko jedna synowa- stwierdził ironicznie. Ze wszystkimi jej wadami.
-Pamiętam twoją mamę z czasów, jak przychodziła na wywiadówki- mówiła klarownie wychowawczyni. —Zawsze miała wysokie cele i chciała narzucić swoje zdanie. Nawet jeśli chodziło o wybór schroniska na szkolną wycieczkę. Chciała wybierać te najdroższe miejsca, pomimo tego, że części klasy nie było stać.
- Pamiętam – odparł z niechęcią na wspomnienie. —Uchodziłem później za mięczaka i maminsynka.
-Może ja spróbuję porozmawiać z nią Marek i przekonać, że nie ma racji- zaproponowała. —Wtedy udało się przemówić jej do rozumu.
-Miło, że pani chce pomóc, ale teraz to raczej nie pomoże. Nie liczą się dla niej żadne argumenty.
Pod koniec kwietnia Ula w towarzystwie Maćka, Kamili i cioci Ali również pojechała sprawdzić, jak przebiegają prace remontowe. Mogła zrobić to bez obawy, że spotka tam Marka, bo ten była na wyjeździe w Niemczech.  Z miejsca wyjechała jednak chwilę prędzej niż Szymczyk.
W majowy weekend Marek pojawił się u wychowawczyni ponownie. Ta zaś opowiedziała mu o weekendowej wizycie na terenie ośrodka jakiegoś chłopaka w towarzystwie dziewczyny w ciąży.



-Myślałam na początku, że to Ula, ale gdy obeszłam budynek, to okazało się, że to jakaś Kamila- opowiadała.  —Tak mówił do niej ten chłopak. Później okazało się, że się znacie.
-Tak wiem, Maciek mówił mi o spotkaniu z panią- odparł, nie przywiązując słów do tego, że mogła być to Ula. — A Ula ciągle u cioci mieszka.
-Dla mnie to trochę dziwne- mówiła wymownie.  —Tu ma rodzinę, a zachowuje się, jakby uciekała. Źle postąpiłeś, wykorzystując jej naiwność i swój urok, ale i ona teraz nie postępuje uczciwie. Oboje jesteście jacyś dziwni. Zachowujecie się, jakby dzieliły was dwie półkule, a nie sto kilometrów z hakiem.
-Niby tak. Tylko Ula chyba ciągle nie chce mnie oglądać- usprawiedliwia się trochę kiepsko.
- A ja żałuję, że do Uli nic nie poczułeś. Nie byłoby teraz problemów z Pauliną.
-Serce nie sługa- odparł. —I bardziej do przyjaźni nam było.
-Nie wiesz o tym, że przerodzenie się przyjaźni w miłość może zaowocować udanym i trwałym związkiem? -pytała.
-Chyba tylko w filmach, pani profesor- wymruczał.

Tydzień po tej rozmowie Marek wracając z Częstochowy, mijał Piotrków. Było już popołudnie, to postanowił zjeść tam obiad. Nie zamierzał też zatrzymać się w pierwszej lepszej restauracji ani wybierać spośród tych najlepszych tylko pojechać do tej konkretnej, gdzie pracowała Ula. Na miejsce łatwo było mu trafić, bo znał nazwę restauracja u Ali i Piotra i pozostało mu tylko znaleźć w Internecie adres i włączyć nawigacje.  Po dwudziestu minutach parkował już przed restauracją.  Jego przyjazd zaś z okna dostrzegła Ula. Na dłuższe wyjaśniania cioci czasu nie było, to powiedziała jej, tylko aby sama zajęła się gościem mówiła, że jej nie ma i absolutnie nie zdradziła się o ciąży. Zadanie, choć wydawało się jej dziwne, to postanowiła posłuchać bratanicy i zająć się osobiście gościem.
-Pan musi być Markiem Dobrzańskim- zagadnęła, gdy tylko wybrał stolik i zanim kelnerka pojawia się obok. —Znam pana, bo Ula moja bratanica opowiadała o panu, a prasa plotkarska ciągle publikuje pana zdjęcia.
-To właśnie ja i właśnie wpadłem do Uli. Mógłbym zobaczyć się z nią?
-Pojechała pochodzić trochę po górach- odparła, próbując brzmieć wiarygodnie. —Ostatnie miesiące ciągle tylko pracą żyła. Wie pan po śmierci męża, tylko ona zajmowała się interesami. Ja nie miałam o tym pojęcia i wdrażała mnie pomału.
-Szkoda, że jej nie ma- odparł, nie przeczuwając podstępu. —Nie widzieliśmy się parę miesięcy. Co pani mi poleca? -zapytał, spoglądając na kartę dań.
-Krupnik jak u mamy oraz pierogi z cielęciną i grzybami specjał Uli. A na deser jabłecznik z lodami malinowymi.
Po odjechaniu Marka Ula była już zmuszona odwołać historię o kontrahencie i powiedzieć cioci prawdę o ciąży, Marku i Paulinie. Zwłaszcza że Marek obiad zjadł w towarzystwie cioci i zrobił na niej jak najlepsze wrażenie. Ciotka obiecała też, że nie zdradzi ją przed ojcem, chociaż uważała, że ukrywanie prawdy przed jej bratem, jak i Markiem jest nierozsądne i nieetyczne. Wieczorem zaś dla niepoznaki zadzwoniła do Marka i podziękowała za wizytę w restauracji.

Początek maja przywita Paulinę niespodzianką, bo po dwutygodniowym pobycie z Heleną nad morzem w firmie za pulpitem ochrony dojrzała Bartka Dąbrowskiego.



Długo nie słyszała o nim i myślała, że odpuścił. Teraz był już po procesie i tak jak przewidywał, to jej adwokat dostał wyrok w zawieszeniu.  Jego wybór miejsca pracy też nie był przypadkowy, bo chciał być blisko niej i sporo już wiedział na temat tego, co się dzieje w jej życiu i rodziny.
- Zamierzam rozpocząć nowe życie Paulinko- rzekł jej przy pierwszym spotkaniu. —Pracę już ma tylko potrzebuje miejsca, gdzie mógłbym zamieszkać.
-Wylecisz z niej w tydzień- wysyczała.
-Nie sądzę. Coraz więcej tracisz. Szef zobaczy jedno nasze zdjęcie i będzie podejrzewać, że dziecko jest nie jego. A ja na razie dużo nie wymagam. Słyszałem, że dom po twoim braciszku stoi na razie pusty i marnieje.
-Mam ci go dać? Chyba żartujesz. Wart jest ze dwa miliony.
-Na razie wynajmiesz. Nieodpłatnie. Rachunki będę ci podrzucał. Teraz to twoja ostatnia szansa Paulino. Ja niczym nie ryzykuję. Najwyżej pójdę siedzieć. Jeszcze ta sprawa z Mario jest dość ciekawa. Jak to napisałaś. Chwila seksu ze mną nie jest tego warta? -pytał, przytaczając jej list (część 7 styczeń końcówka). Ciekawy jestem, kto jest ojcem twojej córeczki.
-To jest dziecko Marka- odparła pewnie.
-Skoro tak mówisz, to nie wnikam. Gdyby jednak dowiedział się o jakimś tam Mario i o nas przyjemnie nie byłoby. Mogę podkoloryzować nasze spotkania Paulinko. Rozmawiałem już parę razy z szefem i to miły gość. Szkoda byłoby go, aby związał się z kimś takim.  Nikt nie chciałby narzeczonej puszczalskiej. 
-Niech ci będzie. Wynajmę ci dom Aleksa- mówiła z rozdrażnieniem, bo nie lubiła przegrywać. —Potrzebuję teraz spokoju. 
-Tak myślałem, że się dogadamy- odparł z satysfakcją Dąbrowski.
Po porodzie zapłacisz mi za wszystko i za swoje słowa. Znajdę sposób, aby raz na zawsze usunąć cię z mojego życia. Możesz być tego pewny- myślała odchodząc

Koniec maja dostarczył Uli zmartwień. Dostała bowiem gorączkę, wymiotowała i odczuwała inne niż dotąd bóle brzucha. Zaniepokojona objawami poszła od razu na ostry dyżur. Tam po badaniach skierowali ją na oddział ginekologiczny. Po kolejnej godzinie i szczegółowych badaniach chirurga dowiedziała się, że ma ostre zapalenie wyrostka robaczkowego i konieczna będzie operacja i cesarka.
-Jak operacja? – pytała, spoglądając z niepokojem na obu lekarzy. —W moim stanie?
-To ósmy miesiąc i dziecko śmiało może przyjść na świat zdrowe -uspokajał ten drugi. —Pani wie, że i mniejsze dzieci przychodzą na świat, a zwlekanie z operacją tylko pogorszy sytuację i pani i dziecka.
Krótki czas, który pozostał jej do operacji, wykorzystała na przemyślenia. Wszystko, co się teraz działo uważała za karę za swoje postępowanie i kłamstwa. Obiecała sobie też, że jak tylko dojdzie do siebie, to zadzwoni do Marka i poprosi o spotkanie.
Operacja Uli przebiegła bez komplikacji, a i dziecko jak na swoje miesiące urodziło się w miarę zdrowe. Maluch ważył 2200 i mierzył 45 cm. Musiał jednak trafić do inkubatora na parę dni, a Ula pozostać na sali pooperacyjnej. Gdy była już w miarę przytomna, to pielęgniarka przyniosła jej zdjęcie synka. 


 Dwa dni później próbowała dzwonić do Marka. Nie wiedziała jednak, co miałaby mu powiedzieć, to postanowiła, że napisze list.  

Tymczasem do F&D z okazji Dnia Dziecka tuż przed godziną dziewiątą zawitała wycieczka.
-Ja tu kiedyś byłam- usłyszał głos dziewczęcy. —Ulcia moja siostra tu kiedyś pracowała i gdy mieli zdjąć mi gips z ręki, to przyjechałam tu z nią.
-Kłamiesz Betti- usłyszał w odpowiedzi oskarżycielski głos innej dziewczynki.
-Nie kłamię- protestowała ta pierwsza.
-Ty jesteś Beatka- wtrącił, Marek zwracając się wprost do niej i podając rękę na przywitanie. —Pamiętam cię ze zdjęcia, które stało na biurku Uli.
-Widzisz Oliwko- rzuciła do koleżanki z małym triumfem. Pan mnie pamięta. To jest pan Marek i tu rządzi.
-Dokładnie tak. Nazywam się Marek Dobrzański, jestem tu prezesem i razem z panem projektantem Przemko oprowadzę po firmie. A co u Uli? – zapytał Cieplakównę.
-Jest w szpitalu. Musieli wyciągnąć jej z brzucha robaka i dzidziusia.
-Jak dzidziusia? Ula urodziła? -podpytywał.
-Synka Piotrusia. Miał urodzić się na wakacje, ale pochorowała się i musiało urodzić się teraz.
-I Ula jest teraz tu w Warszawie- ni to zapytał, ni stwierdził.
-Nie. Ciągle u cioci- odparła grzecznie.
 Dłużej o nic nie musiał pytać, bo wystarczyło tylko policzyć. Zrozumiał również jej ucieczkę i unikanie spotkań. Maciek również dziwnie zachowywał się, gdy pytał o Ulę.  Dzieci zostawił więc pod opieką projektanta oraz Wioletty i nie dzwoniąc do Uli, pojechał prosto do Piotrkowa Trybunalskiego. Tam skierował się prosto do jej cioci. Nie musiał nawet dużo mówić, bo kobieta powiedziała mu, że Ula przebywa w szpitalu wojewódzkim imienia Kopernika na ulicy Rakowskiej.
Na jego wizytę Ula była przygotowana, bo ciocia zdążyła ją uprzedzić. Mogli nawet porozmawiać swobodnie , bo dwie inne chodzące pacjentki były na korytarzu, a sala była ogólna i był to czas odwiedzin.
-Przepraszam Marek, że ci nie powiedziałam- rzekła słabym głosem, gdy tylko pojawił się w drzwiach.
-Dlaczego Ula? -zapytał, siadając i biorąc za rękę. —Bałaś się, że się wyprę?
- Nie- wtrąciła. —Bałam się Pauliny i jej reakcji. Nie twojej. Ona nigdy nie zaakceptowałaby drugiego twojego dziecka.
-I, gdyby nie Beatka nigdy bym się nie dowiedział?
- Chciałam tak zrobić- odparła szczerze. —Kiedy jednak dowiedziałam się, że mam wyrostek pomyślałam, że to kara i obiecałam sobie, że zadzwonię i powiem ci prawdę. Przysięgam Marek. Nie wiedziałam tylko co mam ci powiedzieć.  Dlatego napisałam ci list i dzisiaj rano dałam cioci do wysłania- mówiła niemal z płaczem.
-Wierzę ci. A Piotruś jak się czuje?- pytał, głaszcząc dłoń z podpiętą kroplówką.
-Jak na wcześniaka dobrze. Tu masz zdjęcie- mówiła, podając mu swój telefon.  —Możesz zobaczyć go też przez szybę. Pielęgniarka cię zaprowadzi.
-Śliczny- mówił z łzami w oczach. —Mam syna -dodał, tak jakby dopiero do niego to dotarło. —Zaopiekuję się nim i tobą Ula- zapewniał. —Nie będziesz musiała już więcej ukrywać się ani uciekać. Będzie prawowitym moim synem.  Już je kocham.
- Czyli nie masz już żalu? -dopytywała.  
- Nie mam, bo cię rozumiem Ula. Paulinę stać na wszystko.  I dziękuję, że je urodziłaś.
-Inaczej nie mogłabym postąpić. A Paulina urodziła już? Od Maćka słyszałam, że będzie dziewczynka.
-Nie. Ma jeszcze parę dni do cesarki- odparł, przyglądając się ciągle w zdjęcie.
W szpitalu został do popołudnia. Poszedł obejrzeć synka i do sklepiku po owoce, soki i wodę dla Uli. Obiecał również, że pojawi się u niej za parę dni.

Wieczorem wrócił do Warszawy, ale zamiast do domu pojechał do Sebastiana. Już prędzej przez telefon nakreślił mu z grubsza sprawę, to przyjaciel był przygotowany na nowiny.
-Jeszcze raz gratuluję stary- mówił, obejmując go i poklepując przyjaźnie po plecach.  — Niezły z ciebie ogier. Dwójkę dzieci spłodzić w jednym czasie.
-Właśnie Seba, że jest coś nie tak z Pauliną- odparł, gdy usiedli. —Myślałem nad tym w drodze powrotnej. Skoro Ula urodziła miesiąc przed terminem, to Paulina powinna również już rodzić, a nie za dwa tygodnie. Po tym, jak byłem z Ulą, nie tknąłem Pauliny. Jestem tego pewny. A i prędzej trochę czasu było, że nic nie było.
-Czyli myślisz, że tylko zrobiła z ciebie tatusia.
-Dokładnie. Na razie nie mogę nic mówić ani zrobić. Muszę mieć dowody.  Nie chcę też, aby Paulina przeżyła szok przed porodem. Mogłoby to zaszkodzić dziecku. Niezależnie czy jest moje, czy nie.  Jednak, gdy tylko urodzi się, zrobię badania DNA. I pamiętaj Seba, tak jak mówiłem. Nikomu ani słowa. Zwłaszcza Wioli.