sobota, 7 września 2019

Skazani na miłość cz 25 Epilog.




Boże Narodzenie tego roku było szczególne dla Uli i Marka, bo obchodzili je po raz pierwszy wspólnie i z półrocznym synkiem. Dla Marka były to też pierwsze od paru lat prawdziwe święta rodzinne, bo spędził je w szczęściu, spokoju i miłości.  W ostatnich paru latach bowiem spędzał je z Pauliną i Aleksem i musiał przy stole udawać kochającą i szanującą się rodzinę. Świętowanie podzielili sprawiedliwie, bo wigilię oni wyprawili, pierwszy dzień świąt spędzili z Dobrzańskimi, a w drugi pojechali do Rysiowa. W samych przygotowaniach potraw Marek dużo pomagał Uli i tym samym wrócił do czasów dzieciństwa, gdy jego rodzice nie mieli jeszcze gosposi i jego mama sama zajmowała się przygotowywaniem dań, a on przyglądał się temu. Oprócz prac w kuchni zajął się wystrojem salonu i świątecznymi dekoracjami przed domem. Tuż po siedemnastej do ich domu zjechali się Dobrzańscy, Cieplakowie, Pshemko, dawna wychowawczyni Marka oraz ciocia Uli, u której to Ula skryła się na całą ciążę. Początek wieczerzy za sprawą Marka odbiegł od tradycji.
-Kochani jak wiecie od prawie trzech tygodni, jestem już całkiem szczęśliwy, bo ja i Ula jesteśmy razem -mówił, nawiązując do wydarzeń z początku grudnia, gdy to za sprawą Bartka porozmawiali i doszli do wspólnego wniosku, że się kochają. —Dlatego korzystając z faktu, że są z nami wszyscy, którzy powinni być, to chciałem sprawę dopełnić. Panie Józefie chcę prosić o rękę córki -dodał, podchodząc do Cieplaka. —Kocham ją i naszego synka i chcę z nimi i kolejnymi dziećmi spędzić resztę życia.
-Cóż panie Marku -zaczął Józef po chwili ciszy. —Zaskoczył nas pan.
-Wystarczy Marek- wtrącił.
-Tak Marek. Zaskoczyłeś nas wszystkich. Kto w tych czasach prosi rodziców o rękę córki.
-Zakochany wariat -odparł.
-Albo ktoś szanujący tradycję. Widzę radość i szczęście w oczach Uli i dlatego nie mogę stać na jej drodze do szczęścia i moją zgodę masz. Teraz wszystko w rękach Uli. Musisz ją zapytać o zgodę.
-Ula -zaczął, klęcząc przed nią. — Gwiazdki z nieba nie mogę ci obiecać, ale kocham cię i chcę z tobą kroczyć do starości.  W szczęściu i nieszczęściu, w zdrowiu i chorobie, w zlotach i upadkach, na dobre i na złe. Wiem też, że mam wady, ale na szczęście nikt nie jest idealny, a miłość umie wszystko przezwyciężyć. Wyjdziesz za mnie -dodał, wyciągając z kieszeni pierścionek zaręczynowy.
-Zgadzam się na wszystko -odparła ze łzami w oczach.


Po tych słowach wolno wsunął zaręczynowy pierścionek na palec i pocałował dłoń. Później wstał z kolan i przy ogólnej euforii pocałował w usta. Po oświadczynach przyszedł czas na życzenia i gratulacje a dopiero później na dzielenie się opłatkiem, kolację wigilijną, prezenty i śpiew kolęd. W międzyczasie odebrali kilka telefonów z życzeniami świątecznymi i sami podzielili się nowinami o ich szczęściu. Po ósmej ze względu na Piotrusia czas było kończyć kolację i Dobrzańska z Beatką i ciocią Uli pomogły jej sprzątać.  Marek tymczasem zabawiał resztę gości. Gdy goście rozjechali się, oni zajęli się kąpielą Piotrusia i usypianiem go. Później mogli pójść do swojej sypialni, czyli sypialni Marka. Ula trafiła tam dzień po pamiętnej sobocie i już pozostała, bo nawet Piotruś nie protestował i nie płakał dużo w nocy.
-Kochanie wszystko tak starannie przygotowałaś -rzekł, gdy przekraczali próg sypialni. —Od lat nie miałem tak rodzinnej wigilii. A w tym domu to pierwsza wigilia.
-Zrobiłam wszystko to, co wyniosłam z domu. 
-Ja z domu wyniosłem wiele tradycji, ale jakoś nie potrafiłem przenieś tego tutaj. Paula wolał iść na gotowe. Od dziecka wychowywała się w luksusie, a ja pamiętam czasy, jak mama gotowała. Przy tobie cofnąłem się do lat dzieciństwa.
-Czyli oświadczyłeś się mi, bo zależy ci tylko na gotowaniu obiadków? -odparła, wysilając się na powagę.
-Obiady to tylko mały bonus Ula -mówił żartobliwie. —Są lepsze strony narzeczeństwa i małżeństwa.   
-Faceci -mruczała. —Tylko jedno wam w głowie.
-Kochanie -szeptał jej do ucha. —Ja nie mówię o tym sprawach, tylko o wspólnym spędzonym czasie na spacerach, rozmowach, planowaniu przyszłości, obowiązkach domowych, przytulaniu. Chociaż to, co miałaś na myśli, nie jest mi obojętne i uwielbiam takie rozrywki z tobą.
-Ma to być rodzaj pochlebstwa czy zachęty?
-To i to Ula. Noc zaręczynowa się nam należy.

Dzień później popołudniem pojechali na obiad do Dobrzańskich. Była również u nich Agnieszka, która miała spędzić kilka godzin z przyszywanymi dziadkami. Problemu ze zostawieniem jej nie było, bo w ostatnich dniach zmuszeni byli zajmować się nią, znała dziadków i nie płakała.
-Bartek przywiózł ją godzinę temu i odbierze wieczorem -oznajmiła im Helena. —Był z tą Camilą Gotti.  Nie ma rodziny we Włoszech, to została tutaj i spędziła wigilię z Bartkiem jego matką i Agnieszką. Rozmawiałyśmy chwilę i miła z niej dziewczyna.  Chce zostać w Polsce i szuka pracy. Nie znalazłoby się coś w firmie Marek? Skończyła stosunki międzynarodowe. Zna również dobrze francuski.
-Całkiem dobry pomysł mamo. Potrzebny ktoś do kontaktów z kontrahentami z Włoch, a i otwieranie rynku na inne kraje dobrze firmie zrobi. A Paulina kontaktowała się z wami? -zapytał.
-Nie. I ma wyłączony telefon- odparła Helena.  — Ale Bartek powiedział nam, że wczoraj rano odezwała się do niego. Ma do Polski wrócić po szóstym stycznia.
-Nie wiem, jak mogła spakować się w jeden dzień i nic nie mówiąc Bartkowi polecieć na wakacje do Włoch -wtrąciła Ula, mając na myśli jej zachowanie w trzy dni po pamiętnych sobotnich wydarzeniach.
-Widocznie można -odezwał się i Dobrzański. —Coraz poważniej zastanawiamy się, czy nie przychylić się do wniosku Camili i nie pozbawić ją praw rodzicielskich. Bartek, choć to tylko papierowy ojciec wykazuje więcej odpowiedzialności jako rodzic. Od czasu tej afery na imprezie charytatywnej i rozstaniu z Matteo Paula całkowicie się zatraciła. Przez ostatnie trzy tygodnie tylko dwa razy dzwoniła. Podobno w Mediolanie znalazła sobie jakiegoś rozwodnika i bawi się z nim w najlepsze.
-Rodzinność nigdy nie była jej dobrą stroną -odparł Marek.
-Zawiodła nas -mówił z żalem Helena. —Jako narzeczona dla ciebie i jako matka.
-A, kiedy zamierzacie się pobrać? -dopytywał Krzysztof. —Rozmawialiście już.
-Rozmawialiśmy i czerwiec jest jak najbardziej prawdopodobny. Po świętach pojedziemy do rodzinnej parafii Uli i zarezerwujemy termin.
-Dobrze, że nie chcecie długo zwlekać- rzekła im życzliwie Helena. —Możecie liczyć na nas w organizacji wesela.
-Dziękujemy pani Heleno- odparł Ula. —Pomoc na pewno się przyda. Jeśli nie w samych przygotowaniach to w opiece nad Piotrusiem.
-Zajmowanie się Piotrusiem to sama przyjemność Ula -zapewniała Helena.


Po powrocie do domu mieli nieoczekiwaną krótką wizytę.
-Jeszcze raz gratuluje -rzekła Wioletta, obejmując przyjaciółkę. —Gdy zadzwoniłaś do mnie z życzeniami i powiedziałaś o zaręczynach, to o mało nie potłukłam tacy z talerzami po grzybowej. Marek to ma pomysły. Pochwal się tym zaręczynowym cackiem.
-I ja się podpisuję -dodał Sebastian, gdy Wiola oglądała jej pierścionek.
-Dziękujemy -odparli chórem.
-To kiedy zamierzacie się pobrać? – pytał Olszański.
-Wybraliśmy ostatnią sobotę czerwca. W dwa lata po tym, jak się poznaliśmy. A ty Seba już możesz czuć się moim świadkiem.
-Dzięki i liczę na odwzajemnienie. My dzisiaj na obiedzie u Wioli rodziców po przeanalizowaniu wszystkiego za i przeciw ustaliliśmy, że zostaniemy przy drugim sierpnia. Chociaż to wtorek. Skoro to sympozjum ortopedyczne zaplanowane na ten dzień jest przeniesione na wrzesień i sala i pokoje będą wolne w Zaciszu, to grzech byłoby nie skorzystać. (Zacisze-Ośrodek wypoczynkowy Uli, Marka i Sebastiana)
-Dominika, Daniel i Dawid mają również wolną noc -dodała Wioletta.
-D&D&D nieźle -stwierdziła Ula, bo to trio zajmowało się oprawą muzyczną, konferansjerską i fotograficzną imprez i było jednym z chętniej zatrudnianych.
-Nie chcę zatrudnić jakieś partaczy, żeby zdjęcia były gorszej jakości, a goście stali jak te słupy soli z Kopalni Winniczka.( Teks z chłopaków do wzięcia bodajże) 
-Wiola Kopalnia Wieliczka, a nie Winniczka -rzucił Olszański. —Winniczek to ślimak. 
- A co wy planujecie? Katedra, kareta, drogi hotel, ekstra kapela -pytała Wiola.
-Nic z tych rzeczy. Nie jestem Pauliną. Zamierzamy pobrać się bez przepychu. Naliczyliśmy tylko pięćdziesiąt osób. Ślub w kościółku w Rysiowie, a wesele w jakimś zajeździe nieopodal Rysiowa i didżej -wyjaśniała Ula.
-Taniej nie byłoby w Zaciszu? -pytała Wiola. —To wasz ośrodek.
-Byłoby, ale ty masz dziesięć kilometrów z Pomiechówka do Jabłonnej a ja z samego Rysiowa do Warszawy piętnaście. Później trzeba byłoby się przebić przez Warszawę i kolejne dwadzieścia. Nie opłaca się jechać tyle kilometrów z gośćmi.
-Zobacz Marek, jeszcze półtora roku temu byliśmy wolni, to znaczy ja byłem wolny, bo ty męczyłeś się z Paulą, a teraz planujemy śluby -rzekł Sebastian z namysłem. —Ty dodatkowo dorobiłeś się dziecka.
-Wiele dobrych rzeczy przez ten czas się wydarzyło Seba. Nie tylko Ula, Wiola, Piotruś, otwarcie ośrodka. My się zmieniliśmy. Dorośliśmy do pewnych spraw i inaczej patrzymy w przyszłość.
-Kobiety nas zmieniły -stwierdził, patrząc w ich stronę. —Nawet Wiolce się to udało.
-My tu jesteśmy Cebulku -rzuciła Wiola do swojego narzeczonego. —Pamiętasz Ula, jak pojawiłyśmy się równocześnie we firmie i Marek z Sebą zajęli się nami. Kto by wtedy przypuszczał, że za parę miesięcy będą dalej zajmować się  nami, tylko inaczej.
-W twoim przypadku było to do przewidzenia, ale ja miałam pod górkę.
-Kochanie nie ma sensu wracać do tego czasu -zwrócił się do Uli Marek.
-Właśnie Ula -poparła Wiola. —Co było, a nie jest nie pisze się w rachunek. Lepiej pomyślmy, co zorganizujemy sobie na wieczór panieński. Bierzemy śluby w okolicach miesiąca czasu, to możemy razem coś wyprawić. Wyczytałam w Puderku (Pudelku) o kilku ciekawych propozycjach celebrytek.
- Wiola -hamowała jej zapędy Ula. —Mamy czas do wiosny, aby coś wymyślić.

Kolejne tygodnie i miesiące dzielące ich do ślubu mijały bez większych zawirowań. Ula tak jak obiecała Markowi, przez okres zimowy została w domu i zajmowała się Piotrusiem. Czasami tylko przychodziła do firmy i pomagała Markowi. Oprócz niej Marek mógł liczyć na Wiolettę, która w ostatnich miesiącach wzięła się w garść i swoje obowiązki wykonywała bez zarzutu. Również Camilla Gotti była pomocna. Włoszka bowiem szybko uczyła się nie tylko języka polskiego, ale i prowadzenia negocjacji. Zamierzała też zostać w Polsce na stałe. Zwłaszcza że jej związek z Bartkiem rozwijał się z każdym dniem. Mieli również wspólny cel, czyli dobro i wychowanie Agnieszki. W sądzie toczyła się właśnie sprawa o pozbawienie praw rodzicielskich Pauliny Febo i przyznanie ich Camili i Bartkowi. Febo bowiem od dawna nie pojawiła się w Polsce i listownie zrzekła się praw do córki.
Wiosną Ula postanowiła wrócić do pracy. Do wyboru zaś miała dwa miejsca. Powrót do F&D albo pracę w fundacji przyszłej teściowej. Chociaż pensja była o wiele niższa, to wybrała jednak pracę u Dobrzańskiej. Nie była nigdy pazerna i to, co wypłacała jej Helena, wystarczało na własne wydatki. Nie chciała też przez cały czas przebywać w towarzystwie Marka, aby nie zmęczyć się sobą.

Dwudziesty dziewiąty czerwca dzień ślubu Uli i Marka okazał się ciepłym dniem, ale nie upalnym. Ula tego dnia też obudziła się w swoim dawnym domu, bo tam postanowiła spędzić ostatnią noc przed ślubem. Tu również była jej ciocia, która wraz z panią Więcek  pomogła się jej ubrać do ślubu.


Marek wraz ze swoim gośćmi i synkiem przyjechał do Rysiowa godzinę przed rozpoczęciem uroczystości w kościele. Pan Młody wyglądał niezwykle elegancko, ale przebił go Piotruś, który tego dnia miał również obchodzić spóźniony roczek. To na jego widok panie zrobiły minę zachwytu.


Ula od synka i przyszłego męża niczym nie odbiegała i w swojej prostej sukni ślubnej wyglądała pięknie.  Uroku dodała jej również lekka opalenizna złapana tydzień prędzej w czasie trzydniowego wyjazdu z Wiolą w ramach wieczoru panieńskiego.  Po błogosławieństwie wszyscy wsiedli do samochodów i pojechali do kościoła. Droga do kościoła bez przygód nie minęła, bo ich samochód złapał gumę, trzeba było na szybko zmienić oponę i w rezultacie spóźnili się na własny ślub.  Po dojechaniu pod kościół Ula liczyła, że teraz pójdzie już wszystko zgodnie z planem. Msza jednak bez zakłóceń również nie przebiegała, bo Piotruś nie zamierzał cicho siedzieć ani na kolanach babci, ani żadnego dziadka. Nawet towarzystwo Betti i Jaśka mu nie wystarczało, bo ciągle wiercił się i mówił na głos mama, tata, tam. W końcu za pozwoleniem księdza usiadł na jednym z klęczników przeznaczonych dla Państwa Młodych i zadowoleniem bawił się piłeczką z dzwoneczkami w środku. Dzwonił zaś w tych najważniejszych momentach, czyli w czasie przysięgi małżeńskiej jego rodziców, jego błogosławieństwa i podczas ciszy w czasie podniesienia.


*******************************

Na dziesiątą rocznicę zdania matury Ula szła w jak najlepszym nastroju i z całkiem innym nastawieniem niż pięć lat temu.  Teraz była ładna, zadbana, z pozycją i rozpoznawana w świecie Warszawy. Za towarzystwo zaś miała Bartka Dąbrowskiego, bo spotkanie bez wyjątków miało odbyć się bez osób towarzyszących. (chodzili do jednej klasy wraz z Pauliną) Nie przeszkadzało jej to również, bo Bartek od pięciu lat prowadził ustatkowane życie z Camilą Gotti- Dąbrowską, Agnieszką i małym Konradem. Ich synek miał ponad trzy latka i był równolatkiem Lidki córeczki Uli i Marka oraz Elizy dziecka Wioli i Sebastiana. Pauliny ku niezadowoleniu jej dawnych koleżanek z klasy nie było. Febo bowiem od dawna bawiła we Włoszech, poznając coraz to nowszych kochanków i z każdym rokiem ograniczając kontakty z Polską. Mimo jej nieobecności to dało się wyczuć, że najbardziej interesujący temat do rozmowy jest to, że przed pięcioma laty Paulina chwaliła się Markiem, a teraz klasowa brzydula jest jego żoną. Ula po tym awansie całkiem inaczej była również odbierana.
-Pięknie wyglądasz i piękną parę tworzysz z mężem -mówiła jedna z dawnych koleżanek.
-Tylko ci pogratulować. Z całej klasy zrobiłaś największą karierę -dorzuciła inna. —Ty i Bartek. A to Pauli była wróżona.
-Ja tego nie odbieram w kategorii kariera -mówiła ze spokojem. W słowach koleżanek i spojrzeniach wyczuła również i zazdrość. —Marek miał dość charakteru Pauli, to zostawił ją, a później mnie wybrał. Coś musiało się mu we mnie spodobać. Ja mogę jednak zgadywać, że było to ciepło rodzinne, zrównoważenie, bezinteresowność, chęć pomagania. Chociaż Marek powtarza, że skazani byliśmy na miłość, bo los ciągle nam sprzyjał i wiele wydarzeń zdarzyło się z przypadku. I to dzięki Pauli jestem z Markiem. Gdybyśmy nie spotkały się z Pauliną pięć lat temu, jak wpłacałyśmy wpisowe na poprzednie spotkanie, to nie dowiedziałaby się być może o mojej trudne sytuacji i nie przyprowadziła do F&D. Ja i Marek będziemy jej do końca życia za to wdzięczni. 

niedziela, 25 sierpnia 2019

Szybka Randka 3/3

W czasie, kiedy Marek obchodził swoje urodziny i podejmował decyzję, to Ula próbowała wytłumaczyć sobie, to coś, co nie pasowało jej w Sebastianie z piątku i z soboty. W tym zaś miały pomóc jej dwie najlepsze kumpele. Hania jej przyjaciółka od dzieciństwa oraz Sylwia jej sąsiadka i kuzynka Hani. Pierwsza z nich za trzy tygodnie brała ślub i Ula wraz z drugą koleżanką postanowiły zorganizować jej wieczór panieński. 
-No i Ula opowiadaj- zagadnęła Sylwia, gdy jechały we trójkę za Warszawę do SPA. —Ciągle robi dobre wrażenie czy może rozczarowanie.
-Ciągle na plusie. Przyjemnie się z nim rozmawiało i czułam takie przyjemne dreszcze.
-To znaczy, że chemia między wami jest? -zapytała Hania.
-Niby jest, ale dziwna jakaś. W piątek nie czułam jej. Był tylko rozsądek. W przeciwieństwie do tego palanta z ósemką.
-Palant zawsze większą uwagę zwróci- stwierdziła ironicznie Sylwia.
-A jak wygląda Sebastian? Jest chociaż przystojny?
-Nawet bardzo Haniu. Ma ciemne włosy, szare oczy i dołeczki w policzkach jak się uśmiecha.
-To może dlatego poczułaś szybsze bicie serca.
- Innego wytłumaczenia nie mam. Jeszcze zanim przedstawił się, to chciałam, żeby to był on.
-Czyli kolejne spotkanie masz w planach? -pytała Sylwia.
-Jeśli zadzwoni, to na pewno jeszcze się z nim spotkam. Pierwsza nie będę dzwoniła.
Na to długo nie musiała czekać, bo Marek vel Sebastian zadzwonił do niej w niedzielę wieczorem.
-Cześć Ula. Nie przeszkadzam? -pytał kurtuazyjnie.
-Cześć. Nie, nie przeszkadzasz. Miło, że dzwonisz.
-Obiecałem przecież i sama mówiłaś, że mogę zadzwonić i że może dasz wyciągnąć się na kolejne spotkanie. To teraz tak już tak bardziej oficjalnie. Chciałbym zaprosić cię na jutro na kawę i spacer. Ewentualnie w inny dzień.
-Będzie mi miło Sebastian i może być jutro. Nie mam nic ważnego w planach.
-Świetnie. Wybierz tylko miejsce, gdzie moglibyśmy się spotkać.
-Może w tym małym parku przy pętli autobusowej na Sudeckiej?
-Wiem, gdzie. Chodziłem tam do liceum. Dawno tam jednak nie byłem i chętnie wrócę. Ciekawy jestem, czy istnieje pewne miejsce, w które chciałbym cię zabrać.
-Co konkretnie? Znam okolice, to mogę wiedzieć.
-Nie powiem. Niech będzie to dla ciebie niespodzianką.
-Ok. Nie będę wnikała. Ja też mam propozycje pójścia w jedno miejsce. Ale też ci nie powiem co to.
-Może myślimy o tym samym miejscu Ula?
-Do mojego trzeba dojść kawałek. Tak z dziesięć – piętnaście minut.
-To odpada, bo moje miejsce jest niedaleko szkoły. Ula można wiedzieć, co to za dźwięki słyszę przez telefon. Wydaje się mi jakby od statku.
-Bo to jest dźwięk statku. Jestem nad morzem z dwiema koleżankami. Konkretnie to w Stegnie.
-Jak nad morzem? Wczoraj byłaś w Warszawie i jutro masz tam być.
-Długo by tłumaczyć Sebastian. Jutro ci opowiem. Zaraz zresztą wracamy.
-OK. Nie będę wnikał ani ci przeszkadzał, skoro jesteś z koleżankami. Miłej zabawy i podróży Ula. Pa.
-PA i do jutra.
Mam chyba jutro najprawdziwszą randkę- myślała, gdy skończyli rozmawiać i zanim odezwały się jej koleżanki.
-Szybki z niego facet Ula. Czasu nie marnuje. Widać, że mu zależy na tobie- mówiła Sylwia.
-Może zdążysz zaprosić go jeszcze na wesele- wtrąciła Hania. —Skoro jest przystojny i robi dobre wrażenie, to pewnie jest i towarzyski.
-A tak swoją drogą dziewczyny czy to nie szczęśliwy zbieg okoliczności- wtrąciła druga koleżanka Uli, zanim ta odpowiedziała. —Hania bierze ślub, ja się zaręczyłam, Ula poznała fajnego faceta i jak dobrze pójdzie, to za rok będziemy wszystkie miały mężów.
-Moglibyśmy mieć w jednym czasie dzieci i chodzić na wspólne spacery i ploty babskie. A ty Ulka, dlaczego nic nie mówisz? -pytała Hania.
-Znam go dwa dni, a wy wyobrażacie sobie Bóg wie co- odparła im hurtowo Ula. — Może to jakiś cwaniak i takich Szybkich Randek i dziewczyn ma pełno na koncie. Zobaczymy, co będzie dalej. Na razie to będzie tylko zwykłe zapoznawcze spotkanie.

Mimo to następnego dnia Ula do pracy szykowała się podekscytowana i znacznie staranniej. Dzień pracy na szczęście szybko mijał i po szesnastej była już w parku. Marka również szybko zauważyła. Siedział na ławce pod jednym z drzew, a gdy pojawiła się na alejce, to wstał i podszedł.


-Cześć Ula- mówił i patrzył na nią z zachwytem.
-Cześć- odparła z całym uśmiechem.
-To, od czego zaczynamy. Od twojej czy mojej niespodzianki? Ja swoją sprawdziłem i ciągle stoi na swoim miejscu, chociaż wygląda lepiej.
-Do mojej trzeba dojść kawałek, to może być twoja.
-Ok. Chodźmy. Daleko nie jest. Jak minęła podróż z wybrzeża?
-Dobrze. Przed północą byłyśmy w domu.
-A wybrałyście się tam, aby zażyć kąpieli, zjeść drogą rybę czy dla kaprysu.
-Nic z tych rzeczy Sebastian. Moja koleżanka ma niedługo ślub i z drugą koleżanką chciałyśmy zrobić jej wieczór panieński. W planach było SPA, ale jak dojechałyśmy na miejsce, to okazało się, że mieli awarię ciepłowniczą i zostałyśmy z niczym. Wyjazd do Stegny był więc spontaniczny. Mam tam ciocię to zadzwoniłam do niej z pytaniem czy możemy zwalić się u niej na jedną noc. Zgodziła się, to wynajęłam samochód i pojechałyśmy.  W cztery godziny byłyśmy na miejscu.
Znowu mnie zaskoczyła i zaimponowała. Pauli nigdy nie byłoby na taki gest- myślał. Grosza nie wydałaby na przyjaciółkę.
-To musi być bardzo bliska koleżanka. Takie poświęcenie.
-Dla ścisłości to Hania jest moją najlepszą przyjaciółką. Od pierwszego dnia podstawówki siedziałyśmy w jednej ławce i tak było przez kolejne 12 lat.
-To znaczy, że chodziłyście 12 lat do podstawówki- zażartował.
-Było tak przyjemnie, że szkoda było nam opuszczać mury szkolne.  
-Podobnie było ze mną w liceum Ula. Tam poznałem mojego najlepszego kumpla i przychodziliśmy tu do parku w czasie długich przerw na fajki i na jedzenie z budki pani Aldony.  Jesteśmy na miejscu Ula- dodał na widok budki z zapiekankami. —Oto moja niespodzianka. Ratowała niejeden raz mój głodny żołądek.


-Jadałeś tutaj? -zapytała podejrzliwie.  —Nie wyglądasz na takiego.
-Nie codziennie, ale przychodziłem na zapiekanki, frytki, Hod Dogi. To znaczy nie wszystko na raz. Jedną rzecz. A ty nigdy nie biegałaś na przerwie po jedzenie?
-Ja do szkoły brałam kanaki z domu. Ale wiem, co jak smakuje.
-To dobrze, bo nie będę musiał zachęcać cię do czegoś. Ja zamówię sobie zapiekankę z podwójnym serem. A co dla ciebie?
-Dla mnie mała pita niech będzie.
Gdy już odebrali swoje zamówienia, to ruszyli spokojnym spacerkiem przez park.
-Możemy iść na lewo ulicą Paderewskiego- zaproponowała. —Dojdziemy do mojej niespodzianki.
-Nie ma sprawy Ula. Tak samo pyszne, jak przed laty -dodał, oblizując wargi z keczupu.
-Czyli proste dania nie są ci obce.
-Nie gardzę nim i jem z umiarem. A jeśli już zjem coś tuczącego, to spalę, gdy biegam.
-Pamiętam. Mówiłeś mi jeszcze na Szybkiej Randce, że uprawiasz sport i że lubisz gotować.
-Dokładnie -przytaknął, próbując przypomnieć sobie wszystko to, co mówił mu Sebastian o Uli i o tym, co sam mówił o sobie.
-Nie zdążyłam spytać wtedy, czego nie lubisz? -zapytała.
-Z kulinarnych spraw to szpinaku, zupy owocowej, tatara, krwistych mięs, ślimaków i żabich udek. A ty Ula?
-Również tatara. Do tego dodałabym wątróbkę i zimną kawę. Ślimaków i żab nigdy nie jadłam, to się nie wypowiadam. Z innych spraw to upałów, wścibskich sąsiadów, chamstwa, jak coś w domu nie jest odstawione na swoje miejsce i muszę później szukać czegoś.
-Z tych sprawa to nie lubię rano wstawać, robienia czegoś na ostatnią chwilę i braku zaufania.
-Z tym ostatnim masz rację.  Ja dodałabym jeszcze obłudę i kłamstwo. Nie cierpię, jak ktoś kłamie -mówiła z chwilą, gdy dzwonił jej telefon.  —Siostra- dodała po chwili. —Pewnie dzwoni, aby spytać, czy kupiłam jej już obrazek. Tato odmalował jej właśnie pokój i obiecałam jej coś kupić.
-To odbierz -odparł przez gardło.
Już po mnie -myślał, słuchając jednocześnie, jak rozmawia z siostrą. Nie cierpi kłamstwa. Dokończę dzisiejsze spotkanie i więcej się z nią nie spotkam. Nie zadzwonię kolejny raz. A jak ona będzie dzwonić, to powiem, że nie jestem zainteresowany kontynuowaniem znajomość. Chociaż to bardzo niekulturalne.
 -Pamiętam Betti. Najlepiej jak będzie z rudo białym kotkiem albo pieskiem.  (…) Organizator na biurko również ci kupię. Mam czas cały sierpień. (…) PA.
-Tu niedaleko jest sklepik z takimi obrazkami, to możemy pójść tam i coś kupić Ula -zaproponował, gdy skończyła rozmawiać.
-Dzięki Seba za propozycję, ale chciałam zabrać cię na uliczną wystawę obrazów i tam coś kupić. To jest ta moja niespodzianka. Chyba że zwiedzanie takich miejsc uważasz za żenujące?
-Nie ma sprawy Ula. Może iść i może sam coś kupię. Mam puste miejsca na ścianie -mówił, mając na myśli miejsca po portrecie Pauliny i innych jej obrazów.
 W drodze na wystawę do tematu co kto lubi, a co nie lubi nie wracali. Tak jak do tematu kłamstw. Rozmawiali natomiast głównie o rodzinie Uli. Marek chciał już nawet powiedzieć jej, że zawsze chciał mieć rodzeństwo, ale Ula zdążyła zapytać go o siostrę, to przypomniał sobie, że nie jest Markiem tylko Sebastianem i dalej kłamał i opowiadał to, co wiedział o siostrze Sebastiana oraz dodawał coś i od siebie.


-Co zaproponowałabyś mi kupić do sypialni Ula? -zapytał, gdy ona kupiła już swojego kotka.
-To zależy, co lubisz. Ja dla siebie wybrałabym wschód albo zachód słońca. I zależy, jaką masz sypialnię. Nowoczesną czy przytulną.
-Na razie nowoczesną, ale zamierzam zmienić na męską.
-Skąd zmiana? Mężczyźni zazwyczaj zmieniają auta.
-Aż tak dobrze znasz się na psychologii mężczyzn -odparł pytaniem.
-Faceci to naprawdę nic skomplikowanego. Do szczęścia potrzebują tylko obejrzeć mecz, piwa i szybkiego auta.
-Zapomniałaś o towarzystwie interesującej kobiety.
-Nie zapomniałam, tylko przemilczałam. Wybrałeś już coś? -zapytała, gdy stał i przyglądał się dłuższy czas górnym rzędom.
-Tak tamten- mówił wskazując jedno miejsce na górze.
-Akt - wymruczała. —I to ma być ta interesująca kobieta.  
-Ula ja nie mówiłem o tym obrazku, tylko tym niżej. O tym z czerwonym autkiem.
- Aha- odparła lekko zmieszana. —Na pewno spodoba się siostrzeńcowi.
-Ale ja myślałem nie o nim tylko o sobie. I całkiem serio mówię.
- Takie obrazki kupują chłopcy do sześciu lat -stwierdziła.
-Skoro chłopcy dojrzewają do sześciu lat, a później tylko rosną, to rachunek się zgadza. W jakiej cenie ten obrazek? -zapytał sprzedawcę.
-Jeden kosztuje trzydzieści złotych a w kolekcji z dwoma innymi po dwadzieścia złotych.
-To biorę kolekcję -odparł bez namysłu. —Sobie nic nie kupisz? -pytał Ulę. Tam jest bardzo ładny szkic rycerza na białym koniu. Chociaż nie. Nie lubisz przecież komedii romantycznych, a biały rycerz z tym się kojarzy. Lepszy będzie ten na czarnym koniu. Czarne charaktery zawsze galopują na takich koniach.
-Czarny koń kojarzy się też z nieoczekiwanym zwycięstwem i tego się trzymam.
-Niezaprzeczalny fakt Ula.
Szkoda, że to już nasze ostatnie spotkanie Ula- pomyślał z żalem. Tak przyjemnie i lekko rozmawia mi się z tobą.  Ale jestem z tych pierwszych, co na czarnym koniu jeżdżą.


Całkiem inaczej sprawa miała się z Wiolettą i Sebastianem, bo Olszański, który w tym samym czasie miał spotkanie z Wiolettą, powiedział jej prawdę. Wieczorem natomiast obaj panowie spotkali się w klubie i opowiedzieli o swoich poniedziałkowych randkach.
-Stchórzyłem Seba, a okazję na powiedzenie prawdy była najwłaściwsza. Teraz nie mam u niej żadnych szans. Nie cierpi, jak ktoś kłamie.
-Ale nikomu krzywda się nie stała. I bardziej podciągnąłbym to pod mistyfikację czy wydurnianie się.
-Nie wiem Seba czy bardziej. Na idiotę wychodzę.
-To może ja się z nią spotkam i powiem, że to był mój pomysł, bo chciałem poznać Wiolettę.
-Raczej nic to nie da. Przepadło i tyle.
-Ja mimo wszystko spotkałbym się i wytłumaczył. Może tak jak Wioletta powyzywa i wybaczy.
Po rozmowie z przyjacielem zadzwonił do Uli i umówił nazajutrz.

Kolejnego dnia czekała na Ulę niemiła niespodzianka, bo idąc do pracy, zauważyła w oknie kiosku jedną z gazet z Sebastianem, jak mniemała na okładce. Podpis jednak był całkiem inny.
 Sto pytań do Marka Dobrzańskiego prezesa F&D.
Po co imię zmieniał i nazwisko zmieniał? -zastanawiał się. Marek był ten z ósemką. Mówiła mi ta Wioletta. Może to on.
Nagłówek zainteresował ją, to kupiła gazetę. To, co wyczytała, zszokowało. Chciała zadzwonić do niego i powiedzieć co myśli o nim, ale doszła do wniosku, że nie jest to rozmowa na telefon i poczeka do popołudnia i spotkania.   
-Cześć Ula.
-Cześć -odparła cicho.
-Ula, zanim, gdzieś pójdziemy, to muszę powiedzieć ci coś. Chociaż nie wiem, czy będzie chciała jeszcze po tym, co usłyszysz gdzieś pójść. 
-Nie jesteś żadnym Sebastianem, tylko Markiem -ułatwiła mu zadanie. 
-Już wiesz?
-Wiem, tylko że nie jesteś Sebastianem, tylko Markiem Dobrzańskim. Reszty nie rozumiem. Po co ta zamiana imion? Ty jesteś tym z ósemką.
-Dokładnie tak. Jestem tym z wysokim ego, a Sebastian to mój kumpel. Byliśmy razem na Szybkiej Randce. Tylko że jemu zależało na poznaniu takiej jednej Wioli a mnie na ciebie, to się zamieniliśmy. A Sebastian to ten, co był ze mną w sobotę na naszym pierwszym spotkaniu.
-Jak mogłeś mnie tak oszukiwać? - pytała po chwili z oburzeniem. —Dla zabawy robiłeś to albo z zemsty za Szybką Randkę. W dodatku masz narzeczoną. Wyczytałam dzisiaj w gazecie w Sto pytań do Marka Dobrzańskiego prezesa firmy F&D.
-Już nie mam. Ten wywiad przeprowadzany był miesiąc temu, a z Paulą rozstałem się w sobotę. I nie dla zemst ani nie dla zabawy oszukiwałem. Chciałem zobaczyć, jak wyglądasz. Żadna kobieta mnie tak jeszcze nie podsumowywała. A nie powiedziałem ci, bo wydawało mi się, że nie miało to sensu. Byłaś dla mnie nieosiągalna. Już nasza pierwsza rozmowa skreśliła mnie. Kolejne kłamstwa i to co mówiłaś wczoraj o kłamstwie, dopełniły sprawę.
-To miałeś rację. Znajomości od kłamstw się nie rozpoczyna.
-Nie dasz mi drugiej szansy? -zapytał z nadzieją. 
-Nie umiałabym zaufać ci Marek. I lepiej będzie, jak teraz rozstaniemy się, zanim zaczęłoby się coś poważniejszego.
-Mimo to było miło cię poznać Ula -rzekł do odchodzącej Uli.

Od tego czasu minęło dziesięć dni. Marek dalej miał w swojej głowie obraz Uli i tęsknił za jej ciętym językiem. Zmienił się również i przestał tyle chodzić do klubu. Głównie, dlatego że Sebastian więcej czasu poświęcał Wioli, a samemu nie chciało się mu chodzić. Uwolnił się też całkowicie od Febo, bo ta wyjechała na stałe do Włoch. On dla zabicia czasu zmieniał wystrój swojego domu.
Ula tymczasem żyła swoim życiem, choć wracała do myśli o Marku. Nie mogła również oprzeć się pokusie, aby nie czytać o nim w Internecie albo gazecie. Przy żadnym chłopaku nie czuła bowiem takich dreszczy jak przy nim.
Spotkali się całkiem przypadkowo, bo nad Wisłą w ich ulubionym miejscu. Z tą różnicą, że Ula chodziła tam po pracy a Marek znacznie wcześniej. Tym razem i Ula przyszła wcześniej, aby pomyśleć nad sprawą operacji ojca. Gdy zbliżyła się to samotnej osoby siedzącej na jej kamieniu i karmiącą jej kaczki, to zauważyła, że to Marek. Chciała już odejść, gdy i on ja dojrzał i pobiegł za nią.



-Ula poczekaj -zawołał za nią. —Możemy chyba chwilę porozmawiać. To, że spotkaliśmy się tutaj, to może coś znaczy.
-Ok Marek- odparł, bo dokładnie to samo pomyślała o spotkaniu. —Chwila rozmowy może być.
-Dzięki Ula. Co robisz w tym miejscu? Nie jest często uczęszczane.
-Przychodzę pomyśleć. Jeszcze za czasów studiów tu przychodziłam.  A ty.
-Przychodziłem kiedyś tutaj na spacer z moim psem i pozostało mi do dzisiaj.
-A co stało się z pieskiem?
-Paulinie przeszkadzał, to oddałem rodzicom. Ula może zaczniemy od początku naszą rozmowę. Gdyby nie mój głupi tekst nie wiadomo, jakby potoczyła się rozmowa na szybkiej Randce. 
-Fakt skreśliłam cię przy pierwszych słowach. Chociaż, gdy usiadłeś, to poczułam coś dziwnego -odparła.
-Miło wiedzieć. To, co Ula zaczniemy od nowa znajomość. Ja mogę zacząć rozmowę- mówił, nie dając jej wyboru. —Cześć tajemnicza trzynastko.
-Cześć. Co porabiasz w Warszawie?
-Mieszkam od urodzenia i tu pracuję. A ty.
-Ja tylko pracuję, a mieszkam pod Warszawą z ojcem i rodzeństwem.
-Dużo masz rodzeństwa? Ja jestem niestety, ale jedynakiem.
-Brata i siostrę. Oboje młodsi. Jesteś ostrożnym kierowcą -zapytała.  
-Punktów karnych nie mam, stosuję się do znaków drogowych, nie wsiadam za kierownicę, jak coś wypiję i przepuszczam przechodniów na pasach. Lubisz gotować? Bo ja lubię jeść. I te proste potrawy, tradycyjne i wykwintne.
-Chyba umiałabym sprostać twoim gustom smakowym. Umiem zrobić proste i tradycyjne pierogi ruskie jak Ravioli z kurczakiem, pieczarkami i dobrym serem.

Od tego czasu ich spotkania miały miejsce niemal codziennie, a gdy nie mogli widzieć się, to rozmawiali przez telefon. Ich znajomość szybko przybrała również właściwy tor i po paru spotkaniach widywali się jako para. Ula bowiem szybko zrozumiała, że z każdym kolejnym spotkaniem darzy go większym uczuciem i że Marek nie jest palantem, za jakiego uważała go w czasie Szybkiej Randki. W przeciwieństwie do prawdziwego Sebastiana, którego miała okazję poznać i jak dla niej był za dużym cwaniakiem. Wiedziała jednak, że to Sebastian stoi za przyprowadzeniem Marka na Szybką Randkę, dzięki niemu poznali się i ma za co być mu wdzięczna. Podobnie było z Markiem.  
-Seba do końca życia ci tego nie zapomnę – mówił do swojego przyjaciela w dwa tygodnie po regularnym spotykaniu się z Ulą.
-Nie ma sprawy Marek. Postawisz kilka piw i będziemy kwita -mówił, patrząc na swoją dziewczynę, rozmawiającą z Ulą. 
-I pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu męczyłem się z Pauliną i jedynie czego pragnąłem, to uwolnić się od niej i pożyć sobie bez kobiety. A teraz dzień bez Uli jest nie do wytrzymania.
-Znam to uczucie Marek. Nawet do Wioli można tęsknić.
 Po dwóch miesiącach, w ich miejscu nad Wisłą Marek oświadczył się Uli. Chodzili tam często i stworzyli własną tradycję pytania o coś z ich życia. Tego dnia po pracy również spacerowali i poznawali się lepiej.
-Mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie -zapytał z wahaniem. 
-Pewnie, że możesz.
-Wiem, że może wydawać się to za wcześnie, ale kocham cię jak żadną inną kobietę do tej pory  -mówił, patrząc w jej twarz. —Tak naprawdę to pierwszy raz kocham tak szczerze. I wiem, że i ty mnie kochasz. Ula wyjdziesz za mnie? Nie musisz od razu odpowiadać -dodał, gdy Ula zamilkła. —Wystarczy, że się zastanowisz.
-Nie muszę zastanawiać się dłużej Marek. Masz rację, kocham cię i przyjmuję twoje oświadczyny. Chwilę nic nie mówiłam, bo zaskoczyłeś mnie. Tylko co inni powiedzą. Znamy się tak krótko.
-Nieważne Ula -mówił, biorąc za rękę. —Spytamy ich na naszych zaręczynach albo na ślubie. Teraz chcę nacieszyć się tą chwilą -dodał, biorąc w ramiona i całując namiętnie swoją narzeczoną.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Szybka Randka 2/3


W drodze do Rysiowa Ula jeszcze raz przeanalizowała przebieg rozmowy z 7, czyli Sebastianem i 8 z Markiem, a którego to imię dowiedziała się od Wioletty. Gdzieś tam w środku zaczęła nawet żałowała, że nie wybrała jednak 8, bo przecież, gdy z rozmawiała z nim, to czuła adrenalinę. Chłopak z siódemką jak zaczęła myśleć, był zbyt idealny. Doszła jednak do wniosku, że nie ma co żałować, bo i tak by jej na pewno ósemka nie wybrał.
Marek tymczasem dowiedział się trochę od Sebastiana o numerze trzynaście, czyli nie jakiej Uli. W drodze powrotnej próbował również odtworzyć całą swoją rozmowę. Gdy dojechał już do domu, to z ulgą stwierdził, że Paulina śpi. Wziął tylko prysznic i z myślami o tym, jak może wyglądać Ula zasnął.
Następnego dnia rano natomiast zajął się zapłatą rachunków przez Internet. Po zalogowaniu się na wspólne konto z Febo odkrył, że w ostatnich dwóch tygodniach ich konto uszczupliło się o trzydzieści tysięcy. Jej samej w domu już nie było to i nie mógł zapytać, co stało się z pieniędzmi. Telefonicznie zaś sprawy nie chciał załatwiać. Nieobecnością Pauliny nie przejmował się, bo mógł ze spokojem szykować się na dwa spotkania oraz na wieczorną urodzinową kolację. Uroczysta urodzinowa kolacja to był jej pomysł, chociaż do tej pory tego nie praktykowali. Zwłaszcza że nie były to żadne okrągłe urodziny, tylko trzydzieste trzecie.
Pierwsze randkowe spotkanie Wioli i Marka miało mieć miejsce o trzynastej a kolejne, czyli Uli i Sebastiana o piętnastej. Również na trzynastą Marek umówił się z drugą dziewczyną, która go wybrała i on ją niejaką Moniką. Po wejściu do lokalu stwierdzili, że przy stolikach siedzą dwie samotne blondynki. Po szybkich oględzinach Markowi żadna się nie spodobała a Sebastianowi, który lubował się w blondynkach do gustu przypadła dziewczyna ubrana w panterkę i uczesana w kok.


-Marek ta przy ścianie jest boska. Ma wszystko, co powinna mieć kobieta.
-Czyli nogi do pasa i biust- odparł.
Ona sama również dokonała szybkiego wyboru i jeśli miałby to być któryś z nich Markiem, to stawiała na blondyna. Sebastian również do niej podszedł.
-Cześć. Ty jesteś Wioletta? - pytał z nadzieją.
-Tak. Marek ze Szybkiej Randki?
-Dokładnie ja.
-Muszę przyznać, że jesteś całkiem interesujący.
-Podzielam zdanie- mówił, wpatrując się w dekolt.
W czasie ich spotkania dużo się działo, bo Marek, który mógł widzieć ich stolik, spoglądał tam i widział zadowolenie przyjaciela i słyszał ciągłą rozmowę. Inaczej sprawa miała się przy ich stoliku, bo rozmowa z Moniką się nie kleiła. Pomimo to dziewczyna liczyła na kolejne spotkanie, ale Marek zainteresowany nią nie był.

Dwie godziny później miało miejsce drugie spotkanie. Z tą różnicą, że to oni musieli czekać na Ulę, bo stała w korku. Usiedli przy barze i obserwując drzwi wejściowe, rozmawiali o swoich pierwszych spotkaniach. Kilka samotnie wchodzących dziewczyn większego wrażenia na nich nie zrobiło.  Dopiero gdy pojawiła się w nich brunetka, Markowi oczy zabłysły z wrażenia.
-To musi być ona Seba- rzekł do przyjaciela.


-Też niezła. Moja Wiola jednak lepsza.
-Chyba moja Seba.
Ula po wejściu rozejrzała się po sali w poszukiwaniu samotnego pana, ale żaden nie był sam. W końcu jej uwagę zwróciło dwóch panów przy barze. Jeden z nich z ciemnymi włosami przykuł jej większą uwagę. Gdy zauważyła, że wstał ze stołka i idzie w jej stronę, to poczuła, że serce zaczęło bić mocniej.
-Cześć. Ty jesteś Ula.
-Tak. Sebastian jak mniemam.
-We własnej osobie.
-Miło cię poznać Ula- mówił, wpatrując się w jej błękitne oczy. —To, co zapraszam do stolika.
-A twój znajomy, czy tam kolega?
-On już idzie do domu.Co dla ciebie? -zapytał, gdy usiedli, a kelner podał im kartę dań. —Polecam owoce morza.
-Nie bardzo. Mam uczulenie na ryby i owoce morza. Zamówię sobie coś z drobiu.
-Powiesz mi, co skłoniło tak piękną dziewczynę do wzięcia udziału w Szybkiej Randce? -zapytał, gdy złożyli zamówienie. —Wczoraj nie zdążyłem zapytać.
-Przypadek. Spóźniłam się na autobus, przeczytałam ogłoszenie i się zapisałam. A ciebie?
-Ja postanowiłem poszukać swojego szczęścia.  Tak jak napisane jest na plakacie.
-Jak tu się nie uda, to zawsze możesz napisać do pan pozna panią -zagadnęła nieoczekiwanie. Odzew będzie gwarantowany. Sąsiadka napisała i codziennie dostaje kilkanaście listów. Pomijając to, że z takich listów można sporo dowiedzieć się o autorze.
-Forma piękna i romantyczna, ale wolę kontakt bezpośredni.  Widać przynajmniej czy ktoś się męczy rozmową, czy idzie jak z płatka -mówił, nawiązując do ich rozmowy z wczoraj. —Przy pierwszym spotkaniu musi również zaiskrzyć.
-To znaczy, że nie jesteś z tych, co patrzą na CPN albo ABC?
-To znaczy na, co? -zapytał zaskoczony i próbując przetłumaczyć skróty.
-To znaczy, że na górną partię ciała, powab lub tylną część i nogi oraz na atrakcyjną budowę ciała.
-W ogóle na to nie patrzę. Tylko na uśmiech i oczy. Z nich można wiele wyczytać.
-Muszę powiedzieć Sebastianie, że zaskoczyłeś mnie bardzo pozytywnie. A co wyczytałeś z moich oczu i ust.
-Widać, że jesteś radosną, szczerą, miłą i wrażliwą dziewczyną.
-Miłe- mówiła z uśmiechem. —Ale jak zachodzi potrzeba, to umiem pokazać pazurki.
Wiem Ula -pomyślał.
Czas przy kawie a później na spacerze mijał błyskawicznie i dwie godziny później, tuż po siedemnastej odprowadzał Ulę na przystanek autobusowy.  
-Miło spędziłem czas Ula -zaczął. —Jesteś dokładnie taka jak z wczoraj.
Błyskotliwa i z ripostą- pomyślał.
-A ty trochę inny.
-Inny to znaczy co? -pytał z niepokojem. —Jesteś rozczarowana.
-Nie o to chodzi Sebastian. Inaczej rozmawiało mi się z tobą.  Te inaczej nie oznacza też, że gorzej. Po prostu trudno mi to wytłumaczyć. 
-To dobrze, że o to chodzi. Bałem się, że się nudziłaś. 
-Ani przez chwilę nie czułam się znudzona- wtrąciła. Mój autobus jedzie -dodała usprawiedliwiająco.
-Zobaczymy się jeszcze? -zapytał jeszcze z nadzieją.
-Pewnie, że możemy się spotkać -odparła z pięknym szczery uśmiechem. —Mamy swoje numery telefonów.

O dziewiętnastej Marek wstawił się w jednej z restauracji hotelu Westin, w której umówiony był na kolację urodzinową. Spodziewał się zobaczyć tylko Paulinę i rodziców a okazało się, że Febo zaprosiła około pięćdziesięciu osób, z czego połowy praktycznie nie znał albo nie lubił.
-Co oni tu robią? -zapytał cicho.
-Świętujemy twoje urodziny Marco. Nie cieszysz się?
-Jestem po prostu zaskoczony- mówił, rozglądając się po sali i szukając Sebastiana. —Brakuje chyba Sebastiana -dodał.
-On by ci wszystko wygadał i nie byłoby niespodzianki- odparła Febo.
Szybko też skojarzył fakty i zrozumiał na, co poszło te trzydzieści tysięcy złotych. Tematu przy gościach nie chciał podejmować, to postanowił, że porozmawia o tym z Pauliną na osobności i po powrocie do domu. Kolejna sprawa, która była podejrzana dla niego to prezent Pauliny w postaci drogiego zegarka marki Rolex. Znał się na tych sprawach i przypuszczał, że kosztował około dziesięciu tysięcy i że sam zapłacił za niego.
Po niecałej godzinie i po przyjęciu wszystkich życzeń Marek wyszedł, aby zadzwonić do Sebastiana i ściągnąć go tutaj. Paulina natomiast wyszła chwilę po nim. Zanim zdążył zadzwonić, to przy windzie spotkał dawną znajomą ze szkoły z dzieckiem na rękach.
-Daria Jędraszek? -zapytał niepewnie.
-Marek Dobrzański- odparła. —Sporo lat się nie widzieliśmy.
-Tata, tata- odezwało się tymczasem dziecko, pokazując palcem na Marka.
-Nauczył się mówić tata i teraz tak mówi do wszystkich facetów. Jesteś nawet podobny do mojego męża- wytłumaczyła.  —A ty masz dzieci? Ja mam jeszcze pięcioletnią córeczkę.
-Jeszcze nie. Nie mam nawet żony.
-To na co czekasz. W tym roku stuknie ci trzydzieści trzy lata.
-Dokładnie to dzisiaj mam urodziny.
-To wszystkiego najlepszego Marek- mówiła, cmokając w policzek. —Słyszałam, że ta twoja narzeczona jest dość wybuchowa.
-Mówiąc łagodnie wybuchowa.
-Tata, tata- powtarzał tymczasem malec, wyciągając do niego rączki i zanosząc się płaczem.
-Mogę go wziąć na ręce? -zapytał, nie wiedząc, że Paulina idzie w jego stronę.
-Pewnie- odparła Daria, podając mu dziecko. Z tą samą chwilą maluszek przestał płakać i przytulił się do niego.
-Najwidoczniej za tatusiem tęskniłeś szkrabie- mówił, całując w policzek.
-Tata- odezwał się ponownie z zadowoleniem malec.
-Marek co to ma znaczyć- wtrąciła Febo przez zęby, widząc całą sytuację z pocałunkiem i dzieckiem oraz słysząc, co mówił Marek. —Co to za dziecko, dlaczego mówisz do niego, że za tatusiem tęsknił i kim jest ta kobieta?
- Co tu dużo mówić Paula- odparł, nie widząc sensu tłumaczenia teraz cokolwiek. —Wszystko jest przecież jasne. To jest moja kochanka i moje dziecko.
-Jesteś bezczelny, a pani jest zwykłą ladacznicą.
-Paula hamuj się- wtrącił Marek. —Daria jest…
-Może i jestem ladacznicą, ale przynajmniej niewybuchowa- weszła mu w słowo sama zainteresowana.
-W dodatku jest pani bezczelna.
-Paula Daria jest moją koleżanką z liceum i ostatni raz widzieliśmy się na zjeździe klasowym z okazji piątej rocznicy matury.
 -I ja mam w te bajki uwierzyć -odparła, odchodząc.
-Nie musiałaś odpowiadać jej- rzekł do swojej znajomej. —Tylko cię obraziła.
-Nie musiałam, ale naszła mnie taka dziwna ochota, aby jej dopiec. Tylko ty będziesz miał teraz problemy. Mogłeś od razu jej wytłumaczyć, kim jestem.
-Jakoś dam sobie radę. Tyle razy dawałem to i teraz dam.
Gdy już pożegnał się ze znajomą, to zadzwonił po Sebastiana. Później, choć nie miała ochoty, to wrócił do gości.  Zanim dotarł do Sali, to jeszcze na korytarzu natknął się na swoich rodziców. Po minie ojca mógł przypuszczać, że Paulina zdążyła wyżalić się Dobrzańskim i że będzie musiał tłumaczyć się przed nimi.
-Można wiedzieć co to za dziecko, o którym mówi Paulinka? - pytał Krzysztof. —Nie zrozumieliśmy jej. Raz mówi, że twoje później, że nie.
-To dziecko Darii Jędraszek koleżanki z liceum. Spotkałem ją przypadkiem w korytarzu. Jej synek mówił do mnie tata, bo jestem podobny do jej męża, a tak małe dziecko może pomylić osoby.
-Tylko że ty mówiłeś do niego, że za tatusiem tęsknił- nie ustępowała Febo.
-Z żartów. Gdybym miał dziecko, to nie ukrywałbym je przed światem, tylko wszystkim ujawnił. Daria ma w tym hotelu pokój, to możemy iść i spytać.
-Nie trzeba- odparła obrażona Febo.
-No i sprawa się wyjaśniła- mówiła Dobrzańska.  —Teraz pogódźcie się i wracajcie na salę. Goście czekają.
-Mam jeszcze z Pauliną do pomówienie mamo- odparł rodzicielce.
-Zadowolona jesteś z siebie Paulino? -pytał, gdy rodzice odeszli.  —Zrobiłaś awanturę w korytarzu, a teraz nagadałaś bzdur rodzicom.
-A co miałam myśleć, widząc ciebie z dzieckiem, które mówi do ciebie tata.
-Pomyśleć rozsądnie.
-Znając twój tryb życia, tylko jedno przychodzi na myśl.  Na szczęście nie jesteś tatusiem. Nie potrafiłabym zaakceptować twojego dziecka.
-Dziękuję, że mnie oświeciłaś. Wiem przynajmniej, co myślisz o takiej ewentualnej sytuacji.
-Możemy porozmawiać później. Nasi goście czekają.
-Nie, nie możemy. Paula nie chodzi tylko o ten incydent z Darią, ale i o to z czyich pieniędzy zapłaciłaś za to wszystko. Z naszego konta wyparowało trzydzieści tysięcy i teraz wiem na, co poszło. Ten zegarek to również z tego, co ja zarobiłem? Nie zaprosiłaś nawet Sebastiana.
-Gdy będziemy już po ślubie, to również będziesz rozliczał mnie z każdego grosza- mówiła obrażonym tonem.
-Zrobię nawet więcej Paulino. Podpiszesz mi intercyzę.
-Poważnie nie mówisz.
-Bardzo poważnie. Nic nie wniosłaś do naszego związku i nic nie wyniesiesz.
-To lepiej będzie, jak w ogóle nie będziemy brać ślubu.
-Bardzo proszę. Mnie na ślubie nie zależy- odparł, odchodząc i pozostawiając zszokowaną Paulinę.
Po tych słowach poszła od razu do Dobrzańskich, ale ci uznali, że to kolejna ich sprzeczka i tematu rozmowy z synem nie podjęli. Paulina również zaczęła myśleć, że były to tylko nieistotne słowa.

Półgodziny później na urodzinach pojawił się Sebastian i Marek miał w końcu okazję z kim napić się i porozmawiać.


-Seba ktoś kiedyś powiedział, że jak mężczyzna kończy wiek chrystusowy, to jest gotowy do podejmowania fundamentalnych decyzji i ja taką właśnie podjąłem. Zerwałem z Pauliną.
-Serio mówisz?
-A wyglądam, żebym żartował. Nazbierało się jej dzisiaj. Choćby za to, że nie zaprosiła cię na moje urodziny. Pomijając, że ja za to zapłaciłem i za zegarek jej prezent dla mnie.
-Cała Paula- zakpił. —A co na to twoi rodzice?  Wiedzą już.
-Widziałem, jak Paula rozmawiała z rodzicami, ale nic nie mówili, to chyba uznali, że to tylko słowa. Tak samo ona nie wracała do tematu. Ale jutro powiem jej to samo.
-Odważnie Marek- mówił z respektem. —Może to jakiś znak, że właśnie poznałeś Ulę. A co było, jak odszedłem?
-Seba to było jak powrót do lat liceum -mówił z błyskiem w oczach. —Wszystko takie lekkie i przyjemne.  Ula ma ciągle cięty język. W sensie pozytywnym, bo z celną ripostą. Nie to, co jadowity język Pauli. Boję się, tylko co będzie, jak dowie się prawdy.
-Pewnie obie puszczą nas kantem- podsumował Olszański.
Po północy, gdy goście zaczęli rozchodzić się, to Marek zadzwonił po taksówkę i razem z Febo opuścili hotel Westin i wrócił do domu.



-Idę spać do gościnnego- rzekł jej tylko, gdy zamknął drzwi domu.
-Czy to jakaś demonstracja za to, że powiedziałam, że ślubu możemy nie brać? -pytała wzburzona.
-Nie Paulino.  Ja mówiłem bardzo poważnie. Nie ożenię się z tobą. Jutro zaczniesz się pakować.
-Jeśli chodzi ci o te pieniądze, to ci oddam- wysyczała.
-Oczywiście, że mi oddasz.  Co do grosza. A ślubu nie będzie z masy innych powodów. 
-Ślub odbędzie się tak, jak planowaliśmy- mówiła stanowczo. —Nie wystawisz mnie na pośmiewisko znajomych.
-Nie Paula- odparł spokojnie. —Zdania nie zmienię. Dobranoc -pożegna się i zamknął w gościnnym pokoju.
Spać kładł się szczęśliwy, a w śnie ciągle widział błękitne oczy Uli i jej uśmiech. Ranek natomiast szczęśliwy nie był, bo tuż po dziewiątej w progu drzwi zastał swoich rodziców.
-Co was sprowadza do nas tak wcześnie? -zapytał, gdy weszli do salonu.
-Tylko jedna rzecz -zaczął Krzysztof. —Macie w końcu przestać obarczać nas swoimi problemami. Jeśli nie umiecie żyć razem ani rozwiązywać problemów to może naprawdę będzie lepiej, jak się rozstaniecie. Paula obudziła nas dzisiaj o siódmej, aby się wyżalić.
-Jak rozstańcie? -zapytała Febo, która również pojawiła się w salonie. —Myślałam, że mi pomożecie.
-Już wystarczająco dużo wam pomagaliśmy- odezwała się Helena.  —Jesteście wystarczająco duzi, aby samemu rozwiązywać problemy. Teraz wybaczcie, ale idziemy na dziesiątą do kościoła.
-Słyszałaś, co powiedzieli moi rodzice- rzekł, gdy zamknął za nimi drzwi. —Nie będą już twoimi sprzymierzeńcami. Możesz iść się teraz pakować.