środa, 25 listopada 2020

Strzała Amora 2/3 -Śledztwo.

Marek po powrocie z Rysiowa do Warszawy musiał wrócić do rodziców, bo wyjeżdżając od nich, zostawił tam swój telefon. Nie wiedział jeszcze, gdzie jest teraz Paulina. Wjeżdżając na ich posesję było już wiadomo, że impreza już się skończyła na dobre, bo nie było widać aut z firmy cateringu ani z zespołu muzycznego. W salonie zastał rodziców i Paulinę. 


 

-Można wiedzieć, gdzie byłeś przez ostatnie trzy godziny –wysyczała Febo.

-Byłem się przewietrzyć Paula. Trzysta osób w salonie może spowodować, że jest zaduch.

-Powinieneś ze mną być.

-Sama do tego doprowadziłaś. Ktoś widział mój telefon?-zapytał, ale odpowiedzi nie usłyszał. Dlatego wziął domowy bezprzewodowy, zadzwonił do siebie i poszedł na górę poszukać go. Telefon był w jego dawnym pokoju, który teraz służył na przechowywanie jego rzeczy, a których Paulina nie chciała, aby były w ich domu. Oczywiście miał nieodebrane połączenia od Pauliny. Odświeżył się jeszcze i zszedł na dół.

-Marco, jak ja teraz znajomym w oczy spojrzę. A jak jutro napiszą o tym w On, Ona, Oni –z życia gwiazd?

-Zaraz Paula. Mam rozumieć, że zaprosiłaś dziennikarzy z prasy? Kogo jeszcze? Telewizję śniadaniową?

-Teraz chyba nie jest ważne, kogo? Musimy uniknąć większego skandalu. Trzeba porozmawiać z nimi. Zapłacić, jeśli trzeba będzie, żeby nie publikowali. 

-To twój popis przed Adamem Wrońskim i twój skandal. Ja nikomu nie będę płacił Paula –mówił stanowczo. —Może nauczy cię to szacunku do wszystkich.

-Marek, Paulinka była pod presją zaręczyn –próbowała bronić Dobrzańska.

-Mamo a jak nakrzyczała na sprzątaczkę, że przypadkiem zbiła ramkę za 20 zł, to również była pod presją. Nie mamo. Ja nic nikomu płacić nie będę. Wracasz ze mną do domu, czy zostajesz? –zapytał Paulinę.

-Jadę do Aleksa. On mi pomoże.

Paulin postawiła na swoim i w prasie nie ukazało się nic, co mogłoby zaszkodzić jej wizerunku. Mimo to skandal pozostał i mogła wyczuwać dystans, jaki mieli do niej znajomi. Kolejny tydzień spędziła także w Mediolanie.

Początek grudnia, jak miało się wkrótce okazać do najbardziej udanych dla Marka nie należał. Za wszystkim stała Wioletta, bo zaczęła snuć domysły na temat dyrektora finansowego i dawnej asystentki Marka Natalii Tracz. Choć pracowała we firmie od czterech miesięcy, to dopiero teraz Kubasińskiej udało się jej ustalić pewne fakty na jej temat. Pierwszy był taki, że przypadkiem usłyszała, że jedna dziewczyna w galerii mówi do niej Angela. Całe zajście oglądała przez szparę z przymierzalni i spotkanie jak wywnioskowała do miłych nie należało. Dwa dni później zaś, gdy przyszła do niej z papierami słyszała, jak rozmawia przez telefon i że jakiś Marek pobił się z kolegą. Jeszcze tego samego dnia postanowiła po pracy śledzić kobietę, a ta doprowadziła ją do pobliskiej szkoły i chłopca około ośmioletniego. Wieczorem natomiast zadzwoniła z tymi informacjami do Pauliny do Mediolanu.


 

-Jeśli to jego, to gorzko pożałuje –wysyczała. 

-A pamiętasz Paulinko, jak mówiłam ci, że Natalia ma haka na Marka? ( dopiero teraz zorientowałam się, że zapomniałam dopisać w poprzedniej części o tym). —Jak nic szantażuje go dzieckiem. Awans z asystentki na dyrektora dostała tak samo szybko.

- Pamiętam i nie mów nikomu, czego się dowiedziałaś. Zwłaszcza Sebastianowi.

-Od, czego masz mnie Paulinko. My jesteśmy jak te dwa zimne ognie –dodała cokolwiek miało to znaczyć.

Kolejny dzień śledztwa przyniósł Wioli nowe ustalenia. Posunęła się dalej i poszła za Natalią do jej mieszkania. Tracz mieszkała w czteropiętrowym bloku i do klatki dostała się chwilę później. Na spisie lokatorów nikogo takiego nie było. Lokatorem był za to M Dobrzyński, ale tego szczegółu  y -a Wioletta nie dostrzegła. Od dwóch nastoletnich dziewczyn podstępem, bo powiedziała im że jej mąż ma tu chyba kochankę i ma na imię Natalia, dowiedziała się więcej.  Dziewczyny bez zachęty opowiedziały jej, że tak co parę dni przyjeżdża do nich młody, przystojny facet w srebrnym drogim samochodzie. Druga dodała, że ostatnio był również elegancki, miły mężczyzna w średnim wieku, siwy w okularach i z laseczką. Dzień później słyszała jak mały Mareczek chwalił się, że dostał konsolę od dziadka.

 Jeden Dobrzański wart drugiego -pomyślała Wiola odchodząc.

Marek nieświadom, że zbierają się nad nim czarne chmury zajął się przygotowywaniem nowych umów z szwalniami, dostawcami tkanin i dodatków, butikami oraz magazynami.  Zbliżał się koniec roku i trzeba było je przedłużyć albo zregenerować. Jedna z umów, jak zauważyła Wiola opiewała na Angele Tracz i dotyczyła butiku w Warszawie. Daleko nie było i Kubasińska pojechała w to miejsce. Butik był z tych lepszych a od sprzedawczyni dowiedziała się, że właścicielki nigdy nie widziała i pojawia się tylko Marek Dobrzański, a w samochodzie siedzi czasem jakaś blondynka z jakimś chłopcem.  

Kolejne dowody jeszcze bardziej przekonały Wiolettę i Paulinę, że Marek ma dziecko z Natalią a Krzysztof wie o wszystkim. Febo chciała od razu przylecieć do Polski, ale Aleks miał inny pomysł.

-Sorella daj Wioli działać. Ona jest lepsza niż detektyw i nic nie kosztuje. Na załatwienie Marka będzie czas jak polecimy na święta. Jeszcze zarobimy na tym. Zadzwonisz do niego i poprosisz o pieniądze na firmę, którą chcemy razem otworzyć, możesz nawet domu go pozbawić, jak pod zastaw pójdzie. Puścisz go z torbami Paula. Tego samego dnia jeszcze Paulina z pomocą brata przejrzała wspólne konto z Markiem i okazało się, że co miesiąc wysyła gdzieś dwa tysiące.

 

W nawale pracy Marek miał czas, aby jeździć do Rysiowa do Uli.  U niej w domu było tak ciepło i przyjemnie. Świetnie rozmawiało się mu zarówno z Ulą, jak i z Józefem i Beatką. Ula nie była tak pusta, jak znane do tej pory mu dziewczyny i nawet jak opowiadała jak się robi pierogi słuchał z przyjemnością. Najbardziej rozczuliło go to jak czyta Betti bajkę. Siostra leżała u niej na kolanach, a ona głaskała po głowie i czytała. Patrząc na nią myślał, jaka jest urocza, miła, dobra i że chyba zakochuje się w niej. Nie liczyło się nawet to że urodą nie powalała jak modelki, jego asystentki, dziewczyny z klubu czy Paulina. Ula przede wszystkim zawsze chodziła uśmiechnięta.



-Szybsze dorośnięcie nauczyło mnie życia -opowiadała Ula, gdy siedziała z Markiem w jej pokoju, pili kawę i jedli ciasto. Za życia  mamy do prac kuchennych się nie pchałam i mogłam jeść kanapki na śniadanie, obiad, kolację. A teraz po latach prób i błędów wiem, co trzeba robić, aby ciasto na pierogi było idealne albo jak gęste ma być ciasto na naleśniki, racuchy czy kluseczki do rosołu. Nudzę cię Marek? –zapytała przerywając swój monolog. —Nic nie mówisz.

-Nie skąd Ula. Nawet nie wiesz jak miło jest z tobą rozmawiać, słuchać i patrzeć -odparł dokładnie to, co myślał.

-To dobrze. Nie byłoby nic gorszego niż zanudzenie cię.

 

Krótko przed świętami Ula miała okazję pojechać na tydzień do SPA. W planach wyjazd był dopiero po Nowym Roku, ale teraz zwolniła się rezerwacja i ona wskoczyła na to miejsce. W SPA miała leczyć rany po operacji przeszczepu skóry na policzku oraz wypocząć i nabrać sił przed powrotem do pracy. Liczył również, że tam zapomni o pocałunku z Markiem. Minęły dwa tygodnie, a ona wciąż pamiętała. Wyjazd był zapłacony w całości przez Marka, choć jej powiedział, że firma ma spory upust i Voucher.

Spa mieściło się ponad godzinę drogi od Warszawy w pobliżu Włocławka. Samo miejsce było również urokliwe, bo był las i widok na Wisłę. Uroku miejsca nie odbierał nawet fakt, że była późna jesień.  Od poniedziałku do niedzieli Ula zażywała masaży, laser, kąpieli w ciepłym basenie i zabiegów kosmetycznych. Był również punkt optyczny i Ula zmieniła okulary i zaopatrzyła się w szkła kontaktowe. Marek zrobił jej niespodziankę i przyjechał na weekend.

-Marek? Co u robisz? –zapytała, gdy szła wczesnym piątkowym wieczorem na kolację i zobaczyła go w recepcji.

-Przyjechałem na weekend. Muszę również odpocząć.

-Sam?

-Sam. Paula poleciała do Mediolanu do brata i wróci dopiero na święta. Wyglądasz świetnie Ula. Widać, że wyjazd ci służy.

-Dzięki Marek.

Ula od czasu wypadku na przekór tego, co mówili lekarze faktycznie wypiękniała i nie było praktycznie śladu po oparzeniach. Włosy zdążyły jej podrosnąć i zmieniła kolor i fryzurę. Teraz miała także delikatny makijaż.

Po zameldowaniu się i rozpakowaniu Marek przyszedł na kolację i zjedli razem.  Umówili się także, że nazajutrz pojadą na zakupy do Włocławka, bo święta miały być już w przyszłym tygodniu, a Ula nie miała żadnych prezentów. Po kolacji zażyli kąpieli, pluskając się nawzajem i bawiąc w ciepłym basenie.  Sam wieczór Markowi zepsuł telefon od Pauliny z pytaniem, gdzie jest.

-W domu –skłamał przez zająknięcia. —Sebastian dzisiaj spędza wieczór z Wiolą. —Dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie, czy tylko spytać, gdzie jestem.

-Powiedzieć dobranoc Marco.

-Jeśli myślisz, że zmienię zdanie albo mnie udobruchasz, to się mylisz. Nie dam wam żadnych pieniędzy. Mówiłem już rano. Pomijając to, że bez mojej wiedzy chciałaś wszystko dokonać. Byłaby to kradzież.

-Porozmawiamy jak wrócę Marco –zaszczebiotała z niezadowoleniem. —Pa kochanie. 

-Żebyś wiedziała, że porozmawiamy Paula –powiedział do siebie.

Kwadrans później, kiedy szedł korytarzem, to spotkał go recepcjonista i spytał, czy narzeczona dodzwoniła się do niego, bo dzwoniła do recepcji i mówiła, że nie odbiera i pytała czy jest w pokoju. Nie musiał nawet pytać o szczegóły, bo zrozumiał wszystko. Pytaniem było, tylko to skąd wiedziała, gdzie był. Z tym pytaniem zadzwonił do Sebastiana. Obawiał się, że przypadkiem wygadał się przed Wiolettą.

-Marek zwariowałeś! –oburzył się Olszański. — Nikt nie wie, że pojechałeś do SPA i Wioli nie mówiłem.

-To, skąd wie o tym Paulina?

-Nie wiem. Ale ostatnio czytałem, że jakaś dziewczyna zainstalowała w telefonie chłopaka lokalizator i sprawdzała, gdzie jest. Przypadkiem się wydało.

-Czekaj, czekaj Seba. Ja słyszałem o tym samym. Z tydzień temu Wiola pożyczała mój telefon, bo jej się wyładował i przepadła na pół godziny. Mogła z rozkazu Pauli założyć aplikacje.

-To masz odpowiedź, skąd wie. Ja swój muszę przejrzeć.

-Tylko, dlaczego nie oddzwoniła i nie zrobiła awantury?

-Zdradziłaby się, skąd wie, gdzie jesteś i musiałaby się tłumaczyć –odparł logicznie Sebastian.

Z lokalizatorem w swoim telefonie nie zamierzał na razie nic robić ani mówić Pauli, że wie o nim. Jak będzie zrywał z nią, to będzie miał kolejny argument przeciwko niej.

 

Nazajutrz rano po śniadaniu Marek poszedł popływać, a Ula na laser i masaż. O jedenastej udali się do Włocławka.

-Dzięki Marek. Ratujesz mnie, bo trudno byłoby mi się wyrwać na zakupy z Rysiowa do Warszawy. W poniedziałek chcę dom ogarnąć, we wtorek na chwilę pojechać po zakupy spożywcze i zająć się gotowaniem i pieczeniem, a środa już wigilia.

-Spokojnie Ula. Ja też jeszcze nic nie kupiłem i skorzystam i kupię. W firmie czeka na ciebie bon towarowy na zakupy spożywcze za pięćset złotych.

-Przyda się na pewno.

Zakupy zrobili w jednym z Centrum Handlowych. Zazwyczaj razem chodzili i tylko w chwilach, gdy byli sami, to kupili prezenty dla siebie. Później był czas na krótkie wyjście na miasto. 


 

-Wisła tak samo piękna po zmroku, jak w Warszawie –westchnęła Ula, gdy spacerowali brzegiem. —Chociaż rzadko oglądam po zmroku. Zazwyczaj chodzę w dzień.

-Tak Ula. Pamiętam. Opowiadałaś mi, że chodzisz tam odprężyć się i na przemyślenia.  Muszę znaleźć sobie podobne miejsce, żeby mieć, gdzie na spokojnie pomyśleć.

-Z problemami do mnie zawsze możesz przyjść. Mam nadmiar wolnego czasu.

-Wiem Ula. Od sierpnia zwierzam ci się, opowiadam, a ty zawsze mnie wysłuchasz, znajdziesz rozwiązanie. Byłabyś świetną psychoterapeutką.

-Mogłeś prędzej mi to powiedzieć –odparła z wyrzutem. —Założyłabym pogotowie od trudnych, problematycznych spraw –dodała, śmiejąc się wesoło.

-To byłbym twoim najlepszym pacjentem Ula.

Nastrój był tak romantyczny, że trudno nie było, aby coś się wydarzyło. Marek nawet nie pytał, tylko znienacka obrócił Ulę do siebie i pocałował. Nie był to krótki pocałunek jak ostatnio, tylko długi i namiętny.

-Marek, co ty robisz? –pytała z oszołomieniem.

-Całuje. Od jakiegoś czasu miałem ochotę.  Wyglądasz tak pociągająco i dziewczęco.

-To nie powód. Całują się ci, których łączy uczucie.

-Coś małe te protesty. Nie podobam ci się?

-Masz narzeczoną, a ja nie jestem z tych dziewczyn, dla których znaczenia to nie ma.

-Czyli podobam się –odparł stwierdzająco. —Jeśli chodzi o Paulę, to już niedługo nie będzie mnie z nią nic wiązało. Zaraz po świętach zrywam zaręczyny.  Nie chcę przed świętami rodzicom kłopotu robić. Dzisiaj okazało się, że Paulina i Aleks chcą otworzyć firmę, ale nie mają tyle funduszy. Paula chciała zastawić nasz dom i wykorzystać nasze oszczędności. Na szczęście nigdy nie czyta, co podpisuje i bez mojej zgody nic nie może zrobić. Mocno była zdziwiona, kiedy zadzwoniłem do niej i powiedziałem, że musi mieć moją zgodę.

-Czyli święta dobrze ci się nie zapowiadają?

-Jak, co roku będziemy udawać wielką i kochającą się rodzinę Febo Dobrzańskich –mówił ironicznie.

-Jak będzie ci bardzo źle, to wpadnij do nas. Znajdzie się miejsce przy stole.

-Dzięki i skorzystam Ula. Chciałem się wprosić do was w drugi dzień świąt. To, co wracamy Ula. Jest już prawie siódma. Zdążę jeszcze przerzucić parę kilogramów na siłowni.

Droga do Spa minęła im na słuchaniu radia i audycji konkursowej. Prowadzący zadawał pytania z różnych dziedzin, a słuchacze w czasie trwania piosenki wysyłali smsy. Gdy odpowiedź prawidłowa nie padała, to spiker podawał podpowiedź. Akcja była charytatywna, bo wszystkie pieniądze z smsów miały być przeznaczone na rzecz dzieci z Domów Dziecka, a nagrodą były radiowe życzenia świąteczne dla najbliższych oraz wylosowanie numeru wróżby na Nowy Rok. Ula i Marek odgadywali również, ale nie odpowiedzi nie wysyłali.

Jedno pytanie brzmiał.  Kto sławny jeździł niebieskim Garbusem.

-Pshemko do dzisiaj jeździ –rzekł Marek.

-Elvis Presley –odparła Ula.

-To też wiesz? Codziennie mnie czymś zaskakujesz.

-Gdzieś słyszałam i jakoś utkwiło mi w pamięci.

Zachęcona przez Marka wysłała sms i niedługo potem oddzwonili z radia i wygrała możliwość złożenia życzeń oraz wróżbę. Tradycyjnie pozdrowiła rodzinę, choć nie słuchali, znajomych i Marka. Wróżba, która kryła się pod numerem osiem, a który wybrała, była obiecująca.

Najbliższe dni będą obfitować w samą pomyślność i czeka ciebie nieoczekiwany przypływ gotówki oraz zmiana w życiu.  W pracy uważaj na blondynkę. Jeśli jesteś panną, to po Nowym Roku może trafić cię strzała Amora, a jeśli nie to twoja połówka zaskoczy cię czymś wyjątkowym.

-Początek się zgadza Ula. Dostaniesz bon, wracasz do pracy i jest blondynka Wioletta, na którą musisz uważać.

-Fakt z tym trafili.

 

sobota, 21 listopada 2020

Strzała Amora -mini. 1/3 Pożar

-Nie kocha jej -krzyczała Ula Cieplak rozmawiając przez telefon z Maćkiem.  Gwar jednak zagłuszała jej słowa i powtórzyła je. Pech chciał, że włączony był mikrofon i  osoby zebrane na pokazie w Łazienkach Królewskich usłyszeli, co mówi.  Prędzej opowiadała o związku Marka z Pauliną, ale te trzy wyrazy wykrzyczała. Zebranym nie trudno było domyślić się, że mowa była o Marku i Paulinie. Parę minut prędzej Dobrzański publicznie poprosił pannę Febo o rękę i wszyscy zgromadzeni połączyli te wydarzenia. Niedługo po tym wściekły Marek odjechał z piskiem opon. Ula przed jego odjazdem chciał porozmawiać z nim wytłumaczyć i przeprosić, ale on rozmawiać z nią nie chciał. Chwilę po odjeździe usłyszała huk i pobiegła w tamtą stronę. To, co zastała było przerażające, bo samochód Marka był rozbity o figurkę, a spod maski wydobywał się dym. Długo nie myśląc, pobiegła na miejsce i z całych sił otworzyła drzwi od strony kierowcy. Dała jakoś radę wyciągnąć go,  przeciągnąć w bezpieczne miejsce i położyć na ziemi. Ona sama zaś w panice biegała obok amorka i zahaczyła o strzałę. Chwilę później nastąpił wybuch i zwołał inne osoby.

 

Następnego dnia rano, gdy Marek obudził się, a raczej obudziły go jęki słyszane  zza ściany bądź otwartego okna, była u niego pielęgniarka zbadać ciśnienie i temperaturę.


 

-Tam za ścianą kobieta jakby jęczała. Rodzi?

-Pan chyb nigdy nie słyszał rodzącej. A tam jest inny oddział. Leczą tam poparzenia. Gdy nie pańska sekretarka leżałby pan tam również. Chociaż nie wiadomo, czy by pan jeszcze żył. Podobno po wybuchu pożar objął cały samochód.

-Pożar? Coś mi świt, że robiłem się samochodem, ale nie pamiętam nic więcej.

-Szczegółów nie znam, ale to cud, że pan i ta kobieta żyjecie.

 

Popołudniu Marek znalazł gazetę Stołeczną, a tam na pierwszej stronie było jego zdjęcie z Wiolą. W oddali płoną jego samochód. Podpis zaś brzmiał.

 Heroiczny wyczyn sekretarki Dobrzańskiego. 

Długo nie zastanawiając się uciekł ze szpitala i pojechał do firmy. Po drodze zaopatrzył się w bukiet kwiatów. We firmie kazał Ani z recepcji zwołać krótkie zebranie. Kwadrans później w konferencyjnej zebrała się grupa pracowników. 


 

-Wiola byłaś niesamowita -zaczął Marek głosem wielkiej wdzięczności. — Ja sam nie odważyłbym się na tak heroiczny wyczyn. Ryzykowałaś swoje życie. Będę wdzięczny ci do końca mojego życia. Oczywiście masz pracę. Proszę to dla ciebie -dodał, podając jej kwiaty.

-Dziękuję Marek -odparła. Marek zaczął również jej klaskać.  —Co jest? –pytał zdziwiony na brak reakcji innych. —Oklaski się należą Wioli.

-Marek na głowę ci padło? –odezwał się Olszański. —Jej dziękujesz?

-A, komu niby mam dziękować? Widziałem zdjęcie w gazecie.

-Zdjęcia ogląda się w a Playboy, a Stołeczną się czyta – przerwał mu. —To Cieplak wyciągnęła cię z samochodu, a Wiola przypadkiem się przyplątała i nic nie zrobiła. Straż i my tu mamy nagranie.

-Ula? –pytał rozglądając się po sali. —Gdzie ona jest?

-Jakby ci powiedzieć.

-Nie żyje Seba?

-Żyje. Jakoś nadziała się na strzałę amora, upadła i jeszcze została poparzona. Leży w szpitalu. Tam, gdzie i ty byłeś, ale na innym oddziale.

-Muszę pojechać do niej -odparł. Odebrał jeszcze Wioli, to co nie należało się jej.

-Kwiatów i tak nie można wnosić do szpitala -zaprotestowała.

-To zasuszę albo do kościoła zaniosę Najświętszej Panience za uratowanie życia. A ty powinnaś od razu się przyznać.

 

W sali numer trzy przy łóżku Uli siedziało dwóch młodych mężczyzn. Ula leżała z przezroczystymi opatrunkami na ramieniu, dłoni i małą raną twarzy oraz podłączona do kroplówki. Taki stan rzeczy zastał Marek, który zajrzał do sali.

-Dzień dobry –rzekł cicho, bo dziewczyna spała tak jak pacjent na drugim łóżku, oddzielonym parawanem. —Marek Dobrzański.

-To pan –odezwał się starszy. —Maciek Szymczyk przyjaciel Uli. —Nic panu nie jest, jak widać.

-No nie. Dzięki Uli. Jak z nią jest? Mi nic nie powiedzą, bo nie jestem z rodziny.

-Długie leczenie przed nią –odparł drugi mężczyzna w ciemnych włosach. —Ula miała jeszcze operację. Ta strzała jej utknęła w brzuchu. Na szczęście tylko skórę przebiła. Teraz ciągle jest na silnych lekach i prawie ciągle śpi. Ja jestem jej bratem. Jasiek –mówił, spoglądając na ekran swojego dzwoniącego telefonu.

-Miło mi poznać. Chociaż nie. Miło nie jest na miejscu.

-Tato dzwoni –oznajmił młody Cieplak. —Może już wie, kiedy będzie mieć operację.

-Ich ojciec mocno przeżył wypadek Uli –wyjaśnił Maciek, gdy Jasiek wyszedł na korytarz porozmawiać. —Dostał drugi zawał i również leży w szpitalu. Czekał na operację bajpasów, ale teraz chyba będą musieli mu przyspieszyć.

-Smutne. Tyle nieszczęść ich spotkało.

Po powrocie do firmy przejrzał nagranie i mógł na własne oczy zobaczyć, jak Ula walczy z drzwiami, jego ciężarem i jak sama zostaje ranna.

 


Z Ulą praktycznie przez kolejny tydzień kontaktu nie było, bo ciągle spała. Marek codziennie wpadał, choć na chwilę do niej. Przy okazji poznał Beatkę i matkę Maćka. Na jego wizyty w szpitalu źle patrzyła Paulina i rozbiła mu z tego powodu hałas.

-Cieplak jest nieprzytomna i nie ma sensu chodzić do szpitala na okrągło –mawiała.  

-Uratowała mi życie Paula. Nie zostawię jej samej.

-Zapomniałeś, z jakiego powodu byłeś zdenerwowany. Jest współwinna wypadkowi.

-Nie, nie zapomniałem Paula.

Marek dokładnie wiedział, że nie był to jedyny powód jego zdenerwowania.  Prędzej miały miejsce inne wydarzenia, które doprowadziły go do tego stanu. Najpierw Aleks widział, jak całuje się z Klaudią, a później w panice, że Aleks powie siostrze, co widział, postanowił przechytrzyć go i poprosić o rękę Paulinę.  Teraz zarówno Paulina, jak i jego rodzice będą nalegać na szybkie oficjalne zaręczyny i ślub. Na odroczenie ślubu miał pomysł, bo postanowił, że poleci do Włoch i zarezerwuje katedrę w Mediolanie, w której jej rodzice również brali ślub. Kolejka była tam długa i tym samym zyskałby przynajmniej rok wolności.

W przeciwieństwie do Pauliny jego rodzice byli z nim i obiecali pomóc całej rodzinie Cieplaków. Dla Beatki znalazły się półkolonie, Cieplak miał po wyjściu ze szpitala skorzystać z sanatorium, a Jasiek dostał przepustkę na pracę modela. Ula zaś w prywatnej klinice mogła mieć leczone oparzenia.

Ula, kiedy była już na tyle przytomna zaczęła martwić się tym, że będzie długo chorować i nie będzie mogła pracować i zarabiać. Z kłopotami podzieliła się z Maćkiem.

-Ten twój szef obiecał ci pomóc. Przyszedł tu dzień po wypadku i był bardzo przejęty.Teraz jest w interesach w Mediolanie.

-Więc nie były to moje majaki. Naprawdę był?-mówiła z delikatnym uśmiechem.

Marka znała tylko dwa dni, ale wystarczyło jej, aby zakochać się w nim od pierwszego wejrzenia. Było to zaś wcześnie rano, gdy chciała wejść do firmy, ale drzwi były zamknięte. Wkrótce on z nich wyszedł, a kiedy zawołała go, obrócił się i spojrzał przenikliwie. Chwilę później dał dziesięć złotych, bo wziął ją za dziewczynę zbierającą datki. Ta jedna krótka chwila wystarczyła, aby pokochała go całą sobą.

Pierwsze ich spotkanie po wypadku było krępujące dla obu. Marek przyjechał do niej dzień po powrocie z Mediolanu po pracy. Tym razem była sama, więc wszedł. Ula leżała i patrzyła w jakiś punkt sufitu.

-Dzień dobry pani. Jak się pani czuje? –zapytał cicho.

-Dzień dobry. Bywało lepiej. Ale jak ktoś ma pecha od dziecka, to będzie mieć już zawsze.

-Proszę tak nie mówić. Mogę na chwilę usiąść?

-Tak proszę.

- Dziękuję za uratowanie mi życia –rzekł, gdy usiadł na małym krzesełku. —Gdyby nie pani, teraz bym nie żył. Powinienem przynieść pani bukiet róż, ale kwiatów nie wolno wnosić.

-Ja i tak na intensywny zapach reaguję kichaniem i nie byłoby to wskazane w moim stanie.

-Czyli tylko paprotki ewentualnie wchodzą w rachubę –stwierdził wesoło. —Wie pani, ile potrwa leczenie?

-Według lekarzy całe leczenie z przeszczepem będzie trwać przynajmniej pół roku. Niestety –dodała cicho.

-O finanse się nie martw -odparł, odgadując jej myśli. —Jest pani zatrudniona u nas, więc chorobowe się pani należy.

-Byłam na okresie próbnym i tylko dwa dni. 

-Nie szkodzi. Prywatnie pomogę jeszcze z leczeniem prywatnym.

-Dziękuję panu. Chociaż o to nie muszę się martwić. Moja rodzina będzie miała, co do garnka włożyć.

Dla Uli najtrudniejsze było patrzenie w lustro, bo urodą nigdy nie powalała, a teraz miała jeszcze ranę po oparzeniu i nadpalone włosy.

-Jak ja wyglądam? - pytała pielęgniarkę. — Te nadpalone włosy wyglądają ohydnie.

-Coś zaradzimy pani Urszulo –odparła pocieszająco. —Skóra na głowie nie jest poparzona, to delikatnie umyjemy włosy, a Ania moja córka jest fryzjerką i zetnie te nadpalone. W sobotę wieczorem zajmiemy się tym.

-Byłoby miło.

Nowa fryzura Uli była całkiem ładna, bo włosy sięgały niespełna ramion i nie miała już podkręconej grzywki. Na obecny czas upięła jej z tyłu głowy. Ania zasugerowała także, żeby przyciemnić i porzucić zakręcanie grzywki. 


 

Ula w szpitalu została jeszcze trzy tygodnie, a później miała odczekać odpowiedni czas i i udać się na przeszczep skóry na policzku oraz ranieniu. Marek odwiedzał ją dalej i dużo rozmawiał. Ula opowiadała mu o swoim życiu, a on o swoim. Któregoś dnia przeszli również na ty.

-Jutro w końcu wychodzę Marek. Na ulicy pokazać się będzie ciężko, ale przynajmniej w domu coś zrobię.

-Będę mógł odwiedzić cię w Rysiowie?

-Będzie mi miło.

 

W pracy tymczasem Krzysztof ogłosił, że następcę wybierze na podstawie planu rozwoju firmy, a na razie Marek będzie dalej prezesem.  Przygotowywanie prezentacji Markowi szło ciężko, bo Wioletta nie dawała się nawet do prowadzenia sekretariatu, nie mówiąc już o poważniejszych zadaniach. Przyparty do muru musiał przyjąć asystentkę. Wybór padł na seksowną Natalię Tracz, która oprócz walorów fizycznych, była nie mniej kompetentna niż Ula. Współpraca rozpoczęła się bardzo dobrze, bo po dwóch tygodniach mieli wszystko już napisane. Marek na samej pracy nie chciał poprzestać i jak tylko nadarzyła się okazja, to próbował zażyć cielesnej rozkoszy. Jego zabiegi oczekiwanego rezultatu jednak nie przyniosły. Było nawet odwrotnie, bo asystentka wszystko nagrała i zagroziła, że jak będzie chciał ją zwolnić, to będzie wiedziała jak zrobić użytek z nagrania.  Natalia od pierwszego dnia pracy narobiła sobie również wrogów w postaci Wioletty i Pauliny. Kubasińska próbowała nawet sztuczek, aby jej zaszkodzić,ale Tracz była na to zbyt inteligentna. Oprócz tego asystentka Marka z nikim nie zawierała znajomości i trzymała się z dala od firmowych plotek. Dlatego zaczęto nazywać ją mumią.

Wyniki konkursu na prezesa wkrótce nadeszły i głosami ekspertów dwa do jednego wygrał Marek. Na tym pomoc Natalii się nie skończyła, bo w dwa miesiące później wykryła krętactwa Aleksa i Febo miał do wyboru odejść albo ona z Markiem opowiedzą wszystko Krzysztofowi. Aleks wybrał pierwsze rozwiązanie i odszedł z firmy, a ona została dyrektorem finansowym. Miejsce asystentki czekało na Ulę, bo miała do pracy wrócić w ciągu dwóch miesięcy.

Życie Cieplaków przez ten czas opierało się głównie na szpitalach, bo Ula z ojcem często tam gościli. Oboje na szczęście wracali do zdrowia. Józef po operacji serc, a Ula po przeszczepie skóry. Marek tak jak obiecał przyjeżdżał do Rysiowa i spędzał z nimi miło czas. Był to czas, kiedy Ula dobrze poznała Marka, bo czasami zwierzał się jej.  Któregoś dni Ula wzięła go na miejsce rysiowskiej atrakcji, czyli w ruiny nazwane Górką Szczęścia albo miłości.

-Według legendy tu zapoznał się założyciel Rysiowa ze swoją żoną. Przejeżdżał powozem i zauważył piękną dziewczynę zbierającą jagody. Ale on miał poślubić inną. Mimo to uciekł od rodziny i tu z dala od swojej rodziny zbudował dom i się osiedlił. Dożyli wspólnie starości i doczekali się tuzina dzieci. Oni to zbudowali i od tej pory zakochani tu przychodzą, bo przynosi wieczną miłość albo szczęście.


 

-I ludzie w to wierzą? –zapytał ironicznie.

-Komu ja to mówię -rzekła do siebie. -Ty przecież w prawdziwą miłość nie wierzysz.

 

W międzyczasie Paulina zaplanowała przyjęcie zaręczynowe. Miało odbyć się w posiadłości Dobrzańskich i zgromadzić sporo osób, z czego większj połowy Marek nie znał.  Z tego powodu pokłócili się, bo Marek nie zamierzał wydawać tyle pieniędzy na zachcianki Pauliny. Termin, jaki wybrała, był kolejnym powodem do kłótni, bo było to tuż po powrocie Krzysztofa z kliniki ze Szwajcarii i mogło mu to zaszkodzić. Paulina jednak postawiła na swoim i przyjęcie się odbyło. Oczywiście nie obyło się bez wpadek, bo kiedy miał już wkładać pierścionek na palec Pauliny, to skończyła się taśma w kamerze i wszystko trzeba było powtarzać. Teatralny gest Pauliny był również kuriozalny.

Nie to jednak było gwoździem przyjęcia, bo Paulina za przypadkowe potrącenie i wylanie na jej suknię wina bez ogródek wyrzuciła z siebie potok obraźliwych słów. Mężczyzna, którego zbrukała, ubrany był podobnie jak kelner, stał przy stole i  wzięła go za obsługę.

-Jak chodzisz –wysyczała. —Oczu nie masz? Za takie coś możesz wylecieć z pracy.

-Może tak grzeczniej –odparł jej spokojnie mężczyzna. —Każdemu może się zdarzyć taka sytuacja.

-Ja płacę i ja wymagam. I jeszcze jesteś bezczelny.

-No cóż, pani Febo. Do prawdziwej damy pani daleko. Moja firma obsługuje przyjęcie i ja decyduję, za co pracownicy wylatują z pracy. Brak kultury, szacunku i wulgarność są na pierwszym miejscu, i  w tym się pani wykazała. Marek, jeszcze nie miałem okazji pogratulować ci, ale jak widać nie mam, czego –dodał do Marka, który pojawił się obok.

-Gratuluję Paula obraziłaś właśnie Adama Wrońskiego –rzekł jej Marek, odciągając na bok. —Zapraszasz ludzi, a ich nawet nie znasz. On i jego ojciec od lat prowadzą sieć hoteli i usługi cateringowe.  

-Jeszcze ty mnie nie denerwuj –wysyczała.

Po tym incydencie impreza roku, a przynajmniej kwartału dobiegała końca. Ci, co stali najbliżej wszystko słyszeli i przekazywali dalej. Paulina po tych wszystkich spojrzeniach uciekła i schowała się w pokoju.  Zanim ostatni gość odjechał, to Marek również odjechał i pojechał do Rysiowa.  Na wizytę u Uli czas dobry nie był, ale pojechał na ruiny.

Ula przez cały wieczór chodziła bez humoru, bo właśnie teraz jej ukochany się zaręczał. Po kolacji ubrała się cieplej i poszła się przejść. Wybrała oczywiście Górkę Szczęścia. Chwilę już siedziała, gdy usłyszała, że nadjeżdża auto. Pomyślała, że ktoś przyjechał na sesję ślubną, bo zdarzało się, że nowożeńcy przyjeżdżali tu wieczorami na zdjęcia. Z auta wyszła jednak tylko jedna osoba i szybko rozpoznała w niej Marka.

-Marek? Co tu robisz? Dzisiaj twoje zaręczyny.

-Przyjęcie się skończyło wraz z wpadką Pauliny. Zrobiła awanturę jednemu gościowi za potracenie, bo wzięła go za kelnera.

-Przynajmniej będzie, co wspominać –odparła, bo nie wiedziała za bardzo, co może powiedzieć.

-Na pewno. Tego zapomnieć się nie da.

W ruinach spędzili pół godzinie na rozmowie o wszystkim. Również o pracy. Ula była ciągle na bieżąco, bo już niedługo miała wrócić do firmy. Kiedy żegnali się, doszło do nieoczekiwanego pocałunku. Marek chciał podziękować za rozmowę i pożegnać się cmoknięciem w policzek, ale Ula akurat przekręciła głowę i ich usta się spotkały.

-Ula przepraszam –rzekł, ze zmieszaniem. —Nie powinienem.

-Nie powinieneś –powtórzyła. —Dzisiaj się zaręczyłeś. Pójdę już.