sobota, 13 marca 2021

Fartowny dzień cz. 6

Przypomnienie.

Ula któregoś dnia słyszy w radio horoskop, z którego wynika, że czeka ją bogactwo i spotka już niebawem miłość. Jeszcze tego samego dnia idzie na rozmowę o pracę oraz dostaje powiadomienie, że dostała się do teleturnieju. Przede wszystkim jednak znalazła portfel Marka i oddała mu. Za znaleźne wysłała jeden zakład Lotto i wygrała ponad 60 mln. Pracę w banku również dostała i wygrała teleturniej. Ula z Markiem osobiście nie mieli okazji się osobiście spotkać, od czasu jak oddała mu portfel, tylko Ula widziała go z daleka w banku, a on w telewizji w teleturnieju.

Marek tymczasem jest prezesem F&D i narzeczonym Pauliny. Adoptują i wychowują 11 letniego obecnie Iwa, który tak naprawdę jest synem Febo i jej największą tajemnicą. Urodziła go, jak miała 17 lat i oddała na wychowanie rodzinie ojca dziecka. Jego ojciec zginął tragicznie w górach, zanim się urodził.  Ciocia chłopca również zmarła, a babcia ciężko zachorowała. Prawda wychodzi na jaw, gdy Paulina sprzedaję szkatułę, którą dostała w spadku po ciocia, a w której są ukryte dokumenty ze szpitala i które wpadają w ręce Marka i Aleksa. Oboje są w szoku.  Febo wpakowała się również w znajomość z Sabiną z sekty i wypłaciła z konta syna 2 tyś.

 

                            *****************

Marek i Aleks rozmowy z Pauliną na temat znalezionych dokumentów nie zamierzali odkładać. Dzień pracy wkrótce się kończył, więc mogli szybciej wyjść. Pozamykali swoje szafki, wyłączyli komputery i kwadrans później oboje razem wyszli z firmy i pojechali do domu Pauliny i Marka.

-Licząc ciążę, to trzynaście lat byliśmy okłamywani -rzekł Marek, jak ruszyli spod firmy. —Czuję się tak, jakbym jej nie znał, a mieszkamy ze sobą parę lat. Nie znałem swojej narzeczonej.

-A co ja mam powiedzieć -odparł wymownie Aleks. —To moja siostra. Teraz jak myślę o tamtym czasie, to pamiętam, że rodzice dzwonili do mnie i chcieli o czymś powiedzieć. Nie zdążyli jednak. Dwa tygodnie później zginęli w wypadku. Pytałem Paulę czy wie, co chcieli mi powiedzieć, ale zapewniała, że nie i że ona miała być na spotkaniu. Po ich śmierci Paula uparła się, aby przez parę miesięcy pozostać w Mediolanie. Chciała tam dochodzić do siebie, a ona prawdopodobnie chciała ukryć ciążę. Nawet na najkrótsze spotkanie nie chciała się zgodzić.

-Ciekawy jestem, czyim pomysłem było oddania Iwa -zastanawiał się Marek. —Rodzina La Duca zawsze wydawała mi się dziwna.

-Znając siostrę to jej. Lubiła się bawić, a dziecko komplikowało sprawę. Przynajmniej nie oddała obcym syna, tylko rodzinie ojca dziecka.

-To prawda. Co teraz z Iwo będzie? Szok przeżyje, jak dowie się prawdy. Cały czas przekonany jest, że jego matka zostawiła go i zniknęła z życia rodziny La Duca.

-Powinieneś pomyśleć o psychologu dla niego i najpierw z nim porozmawiać Marek. My jesteśmy w szoku, a co dopiero on. Jestem chrzestnym siostrzeńca Marek, a nie dalszego krewnego.

-To już koniec mojego związku z Paulą -oznajmił bez żadnych emocji niedoszłemu szwagrowi.

-Znajdziemy ci z Kasią (jego żona) kogoś normalnego Marek. Aldona Turek jest zauroczona tobą.

-Tylko że do tanga trzeba dwojga Aleks.

 

Kiedy przyjechali, Paulina zajęta była medytacją. Siedziała na macie przed komodą z figurkami, wsłuchiwała się w muzykę, a po salonie roznosił się zapach kadzidełek. Upewnili się jeszcze, że Iwo jest poza domem i wtedy mogli bez przeszkód porozmawiać z Pauliną. 


 

-Te figurki to za sprzedaną szkatułkę Paula -zagadnął Marek na widok zestawu nowych figurek Buddy albo innego bożka.

-Była moja i mogłam zrobić z nią, co chciałam -odparła, nie odrywając się od medytacji.

-Tylko że w szkatule było ukryte coś cennego -wyjaśnił Aleks. —Pan Stachurski na szczęście był tak uczciwy, że oddał.

-Niby co? Biżuteria? -zainteresowała się momentalnie.

-Nic z tych rzeczy -odparł jej brat prosto w twarz. —Tylko pieniądze cię interesują albo biżuteria. Stachurski w ukrytym schowku znalazł pewien dokument.

-Coś ze spadku?

-Znowu pudło -rzekł z satysfakcją Marek. —Prawdziwy akt urodzenia Iwa. Jesteś jego matką.

-Bzdury -rzekła ze zdenerwowaniem.

-To są fakty. Twoja pazerność cię pogrążyła Paula. Możesz w końcu wstać z kucka. Rozmawiamy o poważnych sprawach -irytował się brat. —Spójrz - dodał, podsuwając jej kawałek papieru pod nos.

-To jest nic nieznaczący papierek -odparła, biorąc do ręki oraz drąc na kawałki, jakby miało coś to zmienić.

-Paula to ksero. Przewidzieliśmy z Markiem taki ruch.

-Dlaczego Paula oddałaś swoje dziecko? -pytał Marek. —Jaką jesteś kobietą, matką?  Co kierowało tobą?

-Mówiłam, że to bzdura -odburknęła, wstając z maty.

-Możemy zrobić DNA i wrócić do rozmowy -mówił Aleks.

-Powinienem wywalić cię z mojego domu wraz z tymi bożkami Paula -dodał Marek. —Jedno ostrzeżenie już miałaś, jak ukradłaś pieniądze Iwo. Teraz radzę powiedzieć nam prawdę i odpowiedzieć na kilka pytań.

-Dlaczego Paula? Czyim pomysłem to było? Rodzice wiedzieli czy zdążyli zginąć? -sprecyzował pytania Aleks.

-Na nic nie będę wam odpowiadać. Wychodzę. Umówiona jestem z Sabiną.

-Jak teraz wyjdziesz, nie będziesz miała, gdzie wracać -zagroził jej Marek. —A o ślubie możesz zapomnieć. Nie mogę być z tobą. Powinienem w ogóle wywalić cię z domu, ale dla dobra Iwa tego na razie nie zrobię.  Jak będzie gotowy, to powiem mu o tobie i że znikasz z naszego życia.

-Nie zrobisz tego, bo inaczej sama powiem Iwo o wszystkim i że jego kochany tatuś również go oszukiwał -mówiła pewna swego.

-Chcesz wojny, to proszę bardzo -rzekł jej w twarz Marek. —Ciekawy jestem, jak zareagują twoje koleżanki, jak dowiedzą się, że jesteś matką Iwa, a nie matką adopcyjną. Stracisz ich autorytet. Taka jesteś dobra. Mało kogo byłoby stać na wychowanie obcego dziecka. Najlepsze lata poświęciłaś. Tak ci mówiły. Zastanów się, co jest dla ciebie lepsze. Wyjawienie prawdy im czy Iwo. I z czego się utrzymasz? Ode mnie ani od Aleksa grosza nie dostaniesz, a to co zarabiasz, nie starczy nawet na wynajęcie kawalerki.Nie mówiąc o innych wydatkach.

-Jest nim. Zadowoleni? -rzekła po zastanowieniu, co jest dla niej lepsze.

-To teraz odpowiesz nam na kilka pytań -rzekł twardo Aleks. —Zacznijmy od rodziców. Wiedzieli, że jesteś w ciąży?

-Wiedzieli i to był ich pomysł w pewnym sensie.  Kiedy powiedziałam im o ciąży, ustalili, że wychowają je jako swoje. Mieli ogłosić, że mama jest w ciąży po twoim powrocie z obozu. Chcieli uchronić mnie od wstydu. Dziecko krzyżowałoby i plany związane z Markiem. Po ich śmierci powiedziałam Giovannie i cioci Irenie. Zapewnili, że wszystkim się zajmą i z nimi będzie miał się bardzo dobrze. Tak się stało. Niczego mu nie brakowało.

-Oprócz matki -wtrącił z irytacją Marek. Mało razy mówił o matce, że chciałby ją znaleźć, poznać, żeby spytać, dlaczego zostawiła go jak niepotrzebną rzecz. Ojca nigdy nie poznał i chciał, chociaż matkę poznać. Mieć kogoś z krwi.

-Przynajmniej miłością był otoczony -odparł mu Aleks. —Tym, czego nie zaznałby od ciebie -dodał do Pauliny. —Dlaczego oddałaś go. Dla pieniędzy, czy może zawadzał ci?

-Nie dostałam ani grosza. Chociaż powinnam. Wycierpiałam się w czasie ciąży i przy porodzie. Byłam młoda i dziecko nie było mi po drodze. Te wszystkie zupki, kupki, kolki, ząbkowanie, nieprzespane noce, nie są dla mnie.  

-Mam przez to rozumieć, że ze mną nie planowałaś dzieci? -pytał podejrzliwie Marek. — Dlatego sporadycznie się kochaliśmy i zawsze z zabezpieczeniem?  Ty może po prostu drugi raz nie zamierzasz przez to przechodzić.

-Gdy bywałaś u nich i widziałaś, jak rośnie, to nie poczułaś żadnego ciepłego uczucia Paula -pytał i brat. —O wyrzuty sumienia nie będę pytać.

- Nie wszyscy mają instynkt macierzyński -odparła im dość wyraziście. —To nie grzech. I masz rację Marek. Nie chcę być drugi raz matką. Mam jeszcze spiralę na wypadek wpadki

-To po co każesz mi jeszcze używać prezerwatywy. Zabezpieczona jesteś jak forteca.

-Nie chcę być tym jednym procentem.  A dziecko możesz zrobić sobie na boku. Nie będę robiła ci z tego powodu hałasu.

-Jak to możliwe, że my jesteśmy rodzeństwem Paula -odparł z niedowierzaniem i za Marka Aleks. —Jesteś moją siostrą, ale jeśli coś to będę za Markiem.

-Będę się starał w przyszłości o pozbawienie cię praw do Iwa -oznajmił Marek. —Dla dobra Iwa na razie nie wywalę cię z domu. Ale zacznij szukać sobie coś swojego. Teraz możesz iść na te swoje spotkanie z Sabiną.

-Oczywiście, że idę. Zanocuję w ośrodku. Muszę uspokoić nerwy.

-Zobaczmy czy wszystko się nagrało Aleks -rzekł Dobrzański po wyjściu Pauliny. —Miałeś nosa mówiąc, żeby wszystko nagrać. Będzie dowodem dla Iwa jakby chciała groźbę spełnić.

Paulina tak jak mówiła, nie pokazała się w domu. Iwo nawet nie spytał, gdzie jest, choć zazwyczaj pytanie do ojca brzmi, gdzie jest mama. Wieczór spędzili we trójkę. Marek, Iwo i Aleks. Febo do domu się nie spieszył, bo jego żona urządzała Baby Shower i jego obecność była zbędna. Zamówili sobie pizzę i zajęli się grą w Monopol. Nazajutrz Marek zamierzał umówić się z psychologiem dziecięcym i naświetlić sprawę.

 


Sabina Maury Borowska znajoma Pauliny po pojawieniu się Febo u niej starannie się nią zajęła. Widziała jej zdenerwowanie i delikatnie próbowała dowiedzieć się prawdy. Ta jednak powiedziała tylko że ostro pokłóciła się z narzeczonym i że na razie nie ma się, gdzie zatrzymać.  W tej sytuacji zaproponowała jej chwilowe zatrzymanie w wynajęty przez nią mieszkaniu. Kłótnia z narzeczonym była też jej tak naprawdę na rękę. W planach miała nawet pogorszenie ich relacji, bo taka osoba odseparowana od bliskich była łatwiejsza do manipulacji.  Wyciągnęła od niej do tej pory drobne kwoty, a liczyła na dużo więcej. Ta większa wkrótce pojawiła się na jej koncie, bo wystarczyło namówić Febo na podrzucenie Wioletcie fałszywego rachunku za sprowadzone dodatki, a czym  zajmowała się Paulina.

 

Ula tymczasem pomału przyzwyczajała rodzinę do bogactwa. W domu pojawiła się pralka i drukarka kupione w oficjalnej wersji za wygraną w teleturnieju.  Po miesiącu pojawił się nowy telewizor. Cieplak również przeszedł operację, a Ula wysłała go do sanatorium. Dach również został wyremontowany. Choć był dopiero początek listopada, to zastanawiała się nad prezentami pod choinkę. Dla Betti planowała hulajnogę elektryczną, Jasiowi tablet, a dla ojca telefon. Wszystko miało być kupione za premię kwartalną. Marzył się jej również samochód, ale pomysłu skąd miała pieniądze na niego, nie miała i musiała odłożyć kupno na wiosnę, jak już popracuje trochę albo rozpowie, że wzięła kredyt. W międzyczasie zaczęła zastanawiać się jak zainwestować pieniądze. Na dobry początek kupiła trzy pokojowe mieszkanie na wynajem w dobrej lokalizacji. Chętną osobę szybko znalazła. Kobieta przyjechała z Łomży i była psychologiem, jak powiedział Uli. Chciała mieć tam zarówno mały gabinet, jak i gdzie spać. Zapłaciła również za rok z góry. Ula z tej okazji na niedzielny obiad zaprosiła ich do restauracji.

-Żyjemy teraz jak bogacze -rzekł Józef, jak kelner ich obsłużył. —Nowy sprzęt AGD I RTV obiad w restauracji. Ludziom w Rysiowie zaczyna się, to nie podobać i zaczynają gadać.

-A, co mówią i kto -zainteresowała się Ula.

-Dąbrowska, a kto inny. Chodzi i zazdrości, że mamy nowy telewizor, dach. Ale przetłumaczyć jej, że to z twojej pracy i wygranej i że gdyby Bartek zarabiał, miałaby to samo, to nie przetłumaczysz. 

-Ja słyszałem, jak te twoje dwie koleżanki z liceum Kasia i Lidka zazdrościły ubiorów -dodał Jasiek. — I jeszcze, że wyładniałaś.

-Teraz jesteś ładna jak księżniczka – dodała Beatka.

 Mieli oni wszyscy rację, bo Ula faktycznie zaczęła o siebie dbać. Sporo schudła i zainwestowała w nowe ubiory. Rozmowa z rodziną jednak wzbudziła niepokój, bo nawet jak nikt nie wiedział, że wygrała miliony, to i tak raziło w oczy, to że im się lepiej powodzi niż jeszcze całkiem niedawno.

 

W banku tymczasem pojawiła się Wioletta Kubasińska z Markiem Dobrzańskim. Wiola poszła załatwiać swoje sprawy, a Marek swoje. Wioli jednak szło to zdecydowanie wolnej, a doradca bankowy miał jej dość. Dlatego gdy Ula wróciła z przerwy, poprosił, aby zajęła się nią.


 

-Ula wiem, że nie należy to do twoich obowiązków, ale masz cierpliwość, a ona jest jakby z innej planety -mówił, pokazując ruchem głowy jakąś dziewczyn.

-Taka marudna, wymagająca, tępa?

-Sama się przekonasz, jak z nią porozmawiasz. Nic nie rozumie i ciągle coś przekręca. Już kiedyś miałem okazję z nią rozmawiać przy okazji zakładania karty kredytowej.

Niejaka Kubasińska siedział przy biurku i wpatrywała się w jakieś papiery.

-Dzień dobry Urszula Cieplak. W czym mogę pani pomóc? Pan Arkadiusz musiał zająć się kimś innym i jestem w zamian jego.

-Dzień dobry. Chciałabym mały kredyt. Taki tyci pokazała palcami centymetr. —Pięćdziesiąt tysięcy. To moje być albo nie być w firmie. Ostatnia brzytwa ratunku. No wie pani. Topielec czy tam topiący się brzytwy się trzyma -dodała, widząć, że Ula spogląda na nią dziwnie.

-Rozumien, że ma pani zdolność kredytową -odparła, siadając za biurkiem i próbując się nie roześmiać.  —To znaczy zarabia pani odpowiednio dużo aby spłacać kredyt -dodała, obawiająć o to czy zrozumuała stwierdzenie zdolność kredytowa.

-Mam. Bo wie pani -zagadnęła, ściszając głos i zbliżając się do Uli.  —Pomyliłam przelewy i jestem tu interwiew.

-Chyba incognito? To znaczy w tajemnicy -mówiła Ula rozumiejąć, dlaczego Arek nie chciał zająć się klientką.

-Właśnie. Co prawda przyjechałam z szefem, ale tajemnicą jest, po co przyjechałam.  Zastępowałam sekretarkę prezesa i źle wysłałam przelewy. One, to znaczy te przelewy są podobne jak dwie połówki pomarańczy i się pomyliłam -wyjaśniła blondynka, jak dla Uli z oburzeniem. —Dokładnie mówiąc wysłałam pieniądze na dwa konta. Na dobre i fałszywe.

-I teraz stara się pani manko oddać?

-Właśnie. Muszę przesłać je z powrotem na konto firmy, zanim szef się zorientuje.

-Tu jesteś Wiola -przerwał ich rozmowę jakiś głos. Gdy Ula podniosła głowę zobaczyła Marka Dobrzańskiego. —Załatwiłaś już swoje sprawy.

-Dzień dobry -odezwała się Ula. —Miło pana widzieć ponownie.

-Czyli mieliśmy okazję się już poznać? -zapytał, spoglądając na jej identyfikator.

-Urszula Cieplak -przedstawiła się, zanim Marek przeczytał imię i nazwisko. —We wrześniu znalazłam pana portfel.

-Racja. Nie poznałem pani. Dzień dobry. Widziałem panią w teleturnieju i gratuluję wiedzy.

-Dziękuję. Dawne dzieje. Pani Kubasińska jest pana sekretarką?

-Na szczęście tylko czasami. A pani tu pracuje, jak rozumiem? Pytam, bo mamy sporo spraw związanych z tym bankiem i czasami ktoś kompetentny by się przydał.

-Służę radą. Mogę dać panu moją wizytówkę -dodała, wyciągając z jednego z pojemników stojących na biurku mały kartonik.

-Dziękuję -odparł, spoglądając na to co dostał. —Na pewno kiedyś skorzystam. Wiola ja już muszę jechać, więc albo wracasz ze mną, albo sama.

-Sama. Muszę jeszcze dokończyć swoje sprawy.

-Ok. Widzimy się w firmie. Miło było widzieć panią ponownie -zwrócił z zabójczym uśmiechem do Uli. —I do widzenia.

-Mnie również -odparł, gdy odchodził. —Do widzenia.

Ciekawa jestem, czy zadzwoni? -pomyślała, gdy patrzyła na jego plecy.

 

poniedziałek, 8 marca 2021

Najpiękniejsza w firmie 4/4

Po świątecznej przerwie i chorobowym Ula do pracy jechała z nadzieją, że zobaczy w końcu Marka. Nie widzieli się bowiem już dwa tygodnie. Liczyła nawet, że odwiedzi ją w czasie chorobowego, świąt albo tuż przed.  Jednak się go nie doczekała. Miała też sporo czasu, aby zastanowić się nad powodem jego nieobecności w Rysiowie. Powód był dla niej zaś tylko jeden, czyli powrót Pauliny do Polski i do samej Pauliny.  W portierni spotkała pana Władka i odebrała od niego klucz od sekretariatu.

- Jeszcze od gabinetu szefa -zagadnęła.

-Pani nic nie wie? -ni zapytał, ni stwierdził. —Jest w Mediolanie. Wszyscy polecieli jeszcze przed świętami.

-Nie wiedziałam -odparła smutno. Przy okazji domyśliła się, dlaczego Marka nie było w Rysiowie. —Nie było mnie w pracy od trzynastego. Chora byłam.

-Faktycznie. Pan Ma Marek miał wypadek -wyjaśnił portier.

-Marek miał wypadek? -powtórzyła. —Jaki wypadek. Co mu jest?

-Nie wiem dokładnie. Pan Olszański będzie wiedział.

Na więcej szczegółów musiała więc poczekać na Sebastiana i jego przyjście do pracy. Ten jednak, zamiast przyjść zadzwonił tylko i powiedział, że źle się czuje.  Później okazało się, że choroba ciągle pośrednio prześladuje Ulę, bo Olszański miał zapalenie wyrostka robaczkowego i tak szybko nie miał wrócić do pracy. Tym samym nie miał okazji wyjaśnić Uli, w jakim celu Marek poleciał do Mediolanu.

W sekretariacie w zamian za Sebastiana pojawiła się kadrowa Ala.

-Dobrze, że jesteś Ulka -rzekła kobieta. —W firmie wszystko stoi po wyjeździe Dobrzańskich i Febo.

-Może pani powiedzieć mi, co się stało? Nie było mnie tu od paru dni i nic nie wiem. Jaki wypadek miał Marek i dlaczego we Włoszech.

-Nie wiem, dlaczego tam poleciał. Podobno do kochanki.  Jakieś auto zderzyło się z taksówką, którą jechał i wylądowało w szpitalu. Jeszcze przed świętami wszyscy polecieli do Mediolanu. Więcej nie wiem i trzeba poczekać, aż pan Krzysztof z panem Aleksem, nie wrócą.

To, co usłyszała jednocześnie ucieszyło, ale i zmartwiło. Ucieszyło, bo wiedziała, dlaczego nie pojawił się u niej, a zasmuciło, bo był tam nie wiadomo, w jakim stanie.  Nie wiedziała też, po co poleciał w tajemnicy przed nią do Mediolanu.

Do Polski wrócił sam Aleks, bo trzeba było lecieć z przesiadkami. Z Mediolanu do Bonn a później do Krakowa i do Warszawy pociągiem.  Dlatego dla Krzysztofa była to za długa podróż. Od Febo dużo się nie dowiedzieli, bo i też bali się go pytać. Po Nowym Roku do Polski planowali wrócić Dobrzańscy i Paulina. Jej powrót nie bardzo podobał się seniorom, bo chcieli, aby została w Mediolanie i zajęła się ich synem. Przekonała ich jednak, że do Polski przyleci na tydzień do dwóch, a jak Marek będzie, miał wyjść ze szpitala, to wróci do Włoch i się nim zajmie na czas rekonwalescencji. Nie to jednak najbardziej rozczarowało i zszokowało Dobrzańskich.

Nowiny, jakie przywiózł Krzysztof ucieszyły Ulę, bo według jego słów Marek wracał do zdrowia. Prezes jeszcze tego samego dnia, co pojawił się w pracy, zwołał małe zebranie pracowników, aby powiedzieć, co słychać u niego. 


  

-Krwiaki się wchłaniają, żebra i ręka zrastają, a stłuczenia goją. Wszystkim przesyła pozdrowienia i życzenia -mówił, spoglądając na kartkę.

Chcę wszystkich razem i każdego z osobna pozdrowić i życzyć pomyślności i udanej współpracy z naszą firmą. Święta w szpitalu nie są tym, co chciałem przeżyć ani nikomu życzyć. Brakuje mi tej atmosfery. Jak to mówią doceniamy coś, jak stracimy. Chyba najbardziej tęsknię za cukiernią Ptyś i makowcem, jaki ostatnio tam jadłem. Obym niedługo wrócił i znowu mógłbym tam pójść. Z serdecznymi pozdrowieniami Marek.

Ja również chcę złożyć wszystkim spóźnione życzenia świąteczne i noworoczne -kontynuował od siebie Krzysztof, kiedy Ula myślała o tych ostatnich zdaniach, które jakby były skierowane do niej, bo kiedy ostatni raz byli tam, jedli właśnie makowiec.

 

Brak jakiegokolwiek kontaktu z Ulą doprowadzało Marka do szału. Mógł wypytać matkę albo ojca o nią, ale tym samym zdradziłby, że nie jest mu obojętna. W końcu postanowił napisać list i dać do wysłania Antonio. Napisał go dzień przed świętami, ale do Polski doszedł po dwóch tygodniach.  Wysłał go na adres swojego mieszkania i zaadresował do siebie. Liczył, że Sebastian odbierze go, otworzy i odda Uli. Nie wiedział, tylko że przyjaciel zachoruje i będzie do zdrowia dochodził u rodziców, a odebraniem listów i rachunków miała zająć się Paulina. List zaadresowany ręką Marka i wysłany z Mediolanu zainteresował ją.

                                                   Mediolan 23.12.1965                              

                 Ula kochanie.                                

       Na początku mojego listu chcę Cię serdecznie pozdrowić, mocno uściskać i powiedzieć jak bardzo tęsknię za Twoim uśmiechem i śmiechem. Myślę o Tobie cały czas i wracam do wspólnie spędzonych chwil. Nigdy nie spotkałem tak cudownej kobiety jak Ty. Jesteś moim aniołem i gdy byłem przy Tobie, czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Cały czas wspominam wspólnie spędzone chwile. Rozmowy, pocałunki i to jak się kochaliśmy. Było warto czekać na Ciebie. Gdy zacząłem uświadamiać sobie, że zakochuję się w Tobie, nie wiedziałem nawet, co to znaczy miłość i nie to łączyło z Pauliną. Kiedy już wrócę, zrobię wszystko, żebyś była najszczęśliwszą kobietą, moją żoną.

    Teraz trochę o tym co się stało. Sebastian zapewne opowiadał Ci o powodach przyjazdu tu. Antonio to moja szansa, aby otworzyć oczy rodzicom na to, jaka jest Paulina i raz na zawsze uwolnić się od niej i pomysłu na wspólne życie. Pech mnie jednak spotkał. Na szczęście czuję się już lepiej i już niedługo się spotkamy.  To myśli o Tobie dodają mi siły. Mam nadzieję, że z Twoim ojcem jest również lepiej. Tato powiedział mi, że zasłabł. Powinienem być z Tobą, ale pamiętaj, że myślą jestem o każdej porze. Jak wrócę, nadrobimy stracony czas.

Chcę jeszcze życzyć Ci szczęśliwych Świat Bożego Narodzenia. Choć wiem, że list dojdzie później. Jeszcze wszelkiej pomyślności w Nowym 1966 Roku. Oby to był rok początku naszego wspólnego życia.

                                              Twój kochający i tęskniący Marek.

  Ps. Mówiłem już, że jesteś najpiękniejszą w firmie dziewczyną?

Paulina czytała list i wzbierała się w niej złość. On nigdy nie napisał do niej takiego listu. Chwilę później potargała i schowała do swojej torebki.  Gdy znalazła kolejne zdjęcie Uli, jeszcze bardziej się wściekła i do firmy wróciła podminowana. Pech chciał, że tuż po powrocie natknęła się na Ulę.

-Wiem, że coś łączy panią z Markiem -wysyczała jej, ściskając za ramię i odciągając na bok. —Widziałam twoje zdjęcie w jego mieszkaniu.

-Dlaczego miałabym opowiadać pani o osobistych sprawach -odparła odważnie.

-Bo to mój chłopak i ma pani odczepić się od niego. Otarł się o śmierć i zrozumiał, kogo kocha i kto jest dla niego najważniejszy. Dla pani nie ma żadnych uczuć.

-Marek taki nie jest -odparła odważnie, ale i rozważała taką ewentualność. —Wam się nie udało.

-Uważaj, co mówisz i robisz, bo zawsze mogę opowiedzieć Helenie i Krzysztofowi o wszystkim -groziła rozjątrzonym tonem. —Wylecisz z pracy za takie coś. Ja teraz lecę do niego i prędzej niż za miesiąc nie wrócimy. Będzie miała pani sporo czasu na przemyślenia, co jest dla pani najlepsze.

 

Pod koniec stycznia stało się faktem to, co Ula podejrzewała.  Zaczęła się gorzej czuć, a comiesięczna dolegliwość się nie pojawiała od dwóch tygodni. W końcu poszła do lekarza i na badania. Na wyniki musiała czekać dwa długie dni.

Szkoda, że nie ma takiego magicznego urządzenia, które już teraz pokazałoby, czy jestem w ciąży, czy nie. Co będzie, jak jestem, a nie będę z Markiem? Będę je kochała. Może u babci będę mogła się zatrzymać, bo w Rysiowie będę palcami wytykana, jak Jadzia.

Wyniki w końcu przyszły.  Kiedy już je miała w ręku, to przystanęła w małym korytarzyku laboratorium. Chwilę później słyszał zza niedomkniętych drzwi rozmowę.

-Cieplakówna męża to nie ma -mówiła jedna z laborantek.

-Nie ma. Jeszcze w listopadzie przyjeżdżał do niej jakiś bogacz. Podobno właściciel firmy, gdzie pracuje.

-Wyjeździł swoje i zniknął -rzekł ktoś inny.

- Same kłopoty spadają na Cieplaka. Śmierć żony, choroba i teraz córka panna z dzieckiem.

 

Ula długo myślała, co ma zrobić i rozważała nawet, żeby zwolnić się z pracy, zanim zrobi to Paulina. Febo na pewno domyśliłaby się, że Marek jest ojcem jej dziecka i powiadomiłaby Helenę i Krzysztofa. W tym samym czasie w czwartek rano  w firmie pojawił się Sebastian. Od miesiąca nie było go tu i ciekaw był co słychać i jak czuje się Marek. Ula, spotkała go przed firmą, kiedy wracała z poczty i korzystając z okazji wypytała go o to, co tak naprawdę myślał o niej Marek.  


 

-Nie wiem, co myśleć Seba -mówiła z rozpaczą. —Paula dała mi do zrozumienia, że jest wciąż z Markiem, a z tego co mówił Krzysztof, to jakby dał znak od Marka. Paulina powiedziała jeszcze, że jak nie odczepię od niego, to wszystko opowie panu Krzysztofowi. Mogę stracić pracę.

-Kłamie. Marek ciebie kocha, a nie Paulinę. A do Mediolanu poleciał do swojego przyjaciela, aby sprowadzić go tutaj, aby on powiedział Dobrzańskim prawdę o Paulinie.  Wszystko mogę zaświadczyć przed panią Heleną i panem Krzysztofem.

Paulina tymczasem dwa dni prędzej, choć wiedziała, że szans na powrót do Marka nie ma, postanowiła, że utrudni życie Uli za to co jej zrobiła. Dlatego powycinała z gazety duże litery i nakleiła na papier. Później zmieniając pismo zaadresowała list na firmę i prezesa. Ula sama go doręczyła szefowi. Kwadrans później Krzysztof otworzył list.

Pana sekretarka bierze łapówki za zatrudnienie do firmy, prowizje od współpracujących firm i spotykała się potajemnie z pana synem -przeczytał i odłożył na bok. Donosicieli i donoszenia nie znosił. Teraz w dodatku w wersji anonimowej. Oskarżenia pod adresem Uli również uważał za bezpodstawne, bo pracowali razem ponad pół roku i nie miał jej nic do zarzucenia. Mimo to sprawę zamierzał wyjaśnić. Teraz jednak czekał na żonę, bo niedługo mieli wspólnie wyjść na spotkanie ze znajomymi.  Kiedy tylko schował list w szufladzie, to w drzwiach pojawił się Sebastian.

Olszański przyszedł przywitać się i zgłosić swój niedługi powrót do pracy. Przy okazji chciał napomnieć o Uli. Ta pojawiła się już na początku spotkania, gdy przyszła z papierami do szefa i spytać, co przynieść im do picia. Mdły zapach perfum Sebastiana spowodował, że zakręciło się jej w głowie i musiała chwycić się szafki.

-Dobrze się czujesz? -zapytał momentalnie.

-To nic Seba. Muszę świeżego powietrza sobie dostarczyć. Za duże tempo na pocztę i z poczty miałam.

-Ula ty przypadkiem nie jesteś...?

-Helena miała tak samo, jak była w ciąży z Markiem -rzekł Krzysztof.

Jak na zawołanie Helena przyszła z zapowiedzianą wizytą, ale z mężem nie wyszła.  

 

Marek tymczasem ze szpitala wyszedł w tajemnicy przed rodzicami i Pauliną. Zatrzymał się u Antonio na kilka dni, aby nabrać sił przed powrotem do Polski. W tym zaś pomagał mu Antonio i zarezerwował lot na ostatni dzień stycznia. Sam również dla bezpieczeństwa towarzyszył mu w podróży. Do Polski  wrócić w poniedziałkowe przedpołudnie, w czasie, kiedy Febo leciała do Włoch.  Po wylądowaniu kolega udał się do swojej rodziny, a on od razu z lotniska taksówką skierował się do swojego mieszkania. Kiedy się odświeżył, swoim samochodem pojechał do firmy. Liczył, że zastanie tam Ulę i będzie mógł z nią wreszcie porozmawiać i się zobaczyć. W sekretariacie natknął się jednak na Wiolettę.

-Dzień dobry -rzekł wesoło.

-Marek. Ty tu? Miałeś być w połowie miesiąca.

-Ale jestem teraz - mówił, zaglądając do gabinetu ojca. —Gdzie Ula i ojciec?

-Wyszli razem i z twoją mamą. Słyszałam, jak twoi rodzice mówili, że daleko nie jadą tylko na Stalingradzką.

-Jak na Stalingradzką Wiola? -pytał, próbując przypomnieć sobie, co się tam mieści, bo wydawało się mu, że rodzice tam jeździli.

-Nie wiem dokładnie, ale słyszałam, że twoi rodzice mówili, że wszystkim się zajmą i że nie ma czymś się przejmować. Chyba o jej ojca chodzi? Ostatnio Ulka chodziła taka przygnębiona, zamyślona. A ty już całkiem zdrowy? Niezłego stracha nam narobiłeś.

-Bywało lepiej. Co w firmie i u Sebastiana?

-Pshemko projektuje, Iza szyje, a Aleks ciągle rozstawia ludzi po kątach. Dobrze, że chociaż Paulina wróciła do Mediolanu. Ostatnio uwzięła się na Ulkę. Ona poleciała dzisiaj do ciebie a ty tu.

-Bywa, że się ludzie mijają. Co z Ulą i z Pauliną.

-Gdyby nie Sebastian, to Ula zwolniłaby się nawet z pracy. Na szczęście wybił jej to z głowy i oddał ją pod opiekę twoich rodziców. Zamknęli się w konferencyjnej we trójkę i rozmawiali. Gdy przyszłam do nich z kawą, słyszałam, jak twoja mama mówiła do Uli, że nie ma się denerwować, bo to nie koniec świata, a nerwy szkodzą.Wszyscy wyszli zdenerwowani. Zwłaszcza twoi rodzice. Twoja mama mówiła, że nie ma na co czekać, bo dość złego się stało.

-Stalingradzka -rzekł do siebie z przerażeniem i pobiegł do drzwi wyjściowych.

 Do prywatnej przychodni, gdzie leczyła się jego matka, jechał łamiąc przepisy i ryzykując spotkanie z milicją. Na miejsce dotarł po piętnastu minutach. Przed budynkiem stał samochód ojca, a na korytarzu zaś spotkał swoich rodziców. Uli nigdzie nie było widać.

-Marek, co tu robisz? -zapytała matka.

-Jak mogliście zmusić ją do przyjazdu tutaj -mówił z wyrzutem. —To moje dziecko.

-Marek, o co ty nasz posądzasz? -odparł mu z takim samym wyrzutem ojciec. —My nigdy byśmy nie namawiali Uli na usunięcie ciąży. To nasz wnuk albo wnuczka.

-To, po co przywieźliście ją tutaj w tajemnicy?

-Ulę tak bolał brzuch, że postanowiliśmy nie wozić jej po państwowych przychodniach, tylko tutaj przyjechać -wyjaśniała matka. —Wymiotowała, chodziła zgięta w pół. Na szczęście nie jest to wyrostek ani nic z ciążą tylko zwykła niestrawność. Może po pomarańczach.  Dziecku nic nie grozi. A Ula jest teraz w toalecie.

-Rozumiem, że zamierzasz zachować się przyzwoicie i ożenisz się z Ulą albo chociaż dasz swoje nazwisko dziecku -rzekł ojciec. 

-Zamierzam się z nią ożenić.  To ją kocham i ukrywałem. Przyleciałem z Antonio. On powie wam, jaka jest Paulina.

- Nie musimy już rozmawiać z nim -odezwała się matka. —Wiemy już wszystko i przepraszamy, że ci nie wierzyliśmy z ojcem.  Dzień przed powrotem do Polski, gdy byłam w mieszkaniu Pauliny szukając starych zdjęć Agnieszki i Francesco, znalazła w szufladzie Pauliny broszurę kalendarzyka małżeńskiego oraz kalendarzyk kieszonkowy z roku 1964 z różnymi znaczkami w poszczególnych miesiącach. Tym samym twoje słowa o rozwiązłym życiu Pauliny w Mediolanie stały się prawdziwe. Z ujawnieniem prawdy chcieliśmy poczekają, aż nie wrócisz do Polski, bo w szpitalu nie mieliśmy się już pojawić, a i szpital nie byłby dobrym miejscem na rozmowę. Do tego czasu postanowiliśmy udawać, że jest ciągle mile widziana u twojego boku.

-Ona naprawdę nie byłaby dobrym materiałem na żonę i matkę. 

-Wiemy synu -odparł Krzysztof. 

Jak tylko skończyli rozmawiać, na korytarzu pojawiła się Ula. W jednej chwili pobiegł do niej, wziął w ramiona i okręcił się z nią, unosząc lekko do góry.

-Ula, Ula w końcu mogę cię zobaczyć -szeptał do ucha. —Już wszystko wiem -dodał, kiedy postawił na ziemi. —Będziemy mieli dziecko. Owoc naszej miłości. Poczęte w miłości. To najwspanialszy prezent, jaki mogłem dostać pod choinkę -mówił, trzymając jej twarz w swoich dłoniach. —Spóźniony, ale jest. Tak bardzo cię kocham.

-I ja ciebie Marek -rzekła pełnią szczęścia.

Do pracy za zgodą swojego szefa Ula już nie wróciła, tego dnia tylko pojechała do mieszkania Marka, aby móc w spokoju porozmawiać o minionych tygodniach. Ula dowiedziała się o liście, który nigdy nie doszedł do niej i próbach oczerniania go na każdy kroku przez Paulinę. Febo do Polski wróciła szybko.  Lecąc nie wiedziała, co ją czeka i przekonana była, że dalej jest przychylna Dobrzańskim. Spotkania z nią nie odmówił sobie również Marek i przyszedł na ustaloną godzinę do domu rodziców.

-Miło was widzieć -rzekła z uśmiechem. —Nawet ciebie, chociaż to co zrobiłeś Marco, nie było mądre. Przylatywać do Polski samemu. Mogło coś ci się stać.

-Miło za troskę, ale sam nie przyleciałem. Jest ze mną Antonio.

-Jesteś zakłamaną manipulantką Paulino -rzekła Helena. —Znalazłam ciekawe rzeczy u ciebie w domu w Mediolanie. Teraz wiemy, że nie byłaś odpowiednią osobą na żonę Marka. Wszystko to, co mówił Marek o twoim trybie życia, było prawdą. Twój stary kalendarzyk dużo powiedział o tobie.

-Nie grzebie się w cudzych rzeczach -wysyczała. —I to wy pchaliście mnie w ramiona Marka.

-Na szczęście zdążyliśmy się opamiętać -rzekł Krzysztof. —Opowiadanie wymyślonych historiach o Uli było kolejną podłością z twojej strony. Znałem ją parę miesięcy i wiedziałem, jaka jest.

-Taką, że uczepiła się zajętego mężczyzny i rozkładała przed nim nogi -wyrzuciła brutalnie. —Napisałeś jej w liście, jak bardzo było ci dobrze i że ją kochasz. To było jak policzek. Mi nie napisałeś nigdy takiego listu. Ta zdzira...

-Nie mów tak o Uli -przerwał jej Marek przeszywającym tonem. —Będzie moją żoną i matką moich dzieci.

 

Ze ślubem musieli ze względu na stan Uli się pospieszyć i pobrali się w ostatnią sobotę karnawału. Na jedenastą pojechali do Urzędu Cywilnego w miejscowości, do której administracyjnie należała Ula, a o szesnastej do kościoła w Rysiowie. Przyjęcie duże nie było i wszyscy pomieścili się w małej remizie przy OSP Rysiów. Później mogli już przygotowywać się do roli rodziców. Marek do nowej roli przygotowywał się bardzo poważnie i wypożyczył odpowiednie książki o ciąży i noworodkach. Razem z Ulą zaczęli wybierać również imię dla ich dziecka. W wypadku córeczki miałaby być to Renata, a syna Roch. W ostatnich dniach lata na świat przyszła ich córeczka Renata. Rocha doczekali się również, bo trzy lata później.

 


W roku 2016 przypadały ich złote gody. Obchodzili je wraz ze dwójką swoich dzieci, dwoma wnuczkami i trzema wnukami. Był również prawnuk Marek Dobrzański. Ciągle trudno było im uwierzyć, że cywilizacja poszła aż tak bardzo naprzód. Teraz mogli porozumieć się w każdej chwili i że gdyby były takie telefon, jak teraz w latach sześćdziesiątych ominęłoby ich sporo niedomówień. Mogli nawet widzieć i porozmawiać z wnukiem Kamilem, który na stałe mieszkał ze swoją dziewczyną Igą modelką jednej tamtejszej agencji. On jak żartowali w rodzinie, wdał się w dziadka i z urody i charakteru. Często mawiali, że wszystko wokół nich się zmienia i tylko ich wielka miłość się nie zmieniła.