poniedziałek, 26 kwietnia 2021

Fartowny dzień cz. 10

-Dobrze słyszę Seba? -zapytał Marek, gdy byli na lunchu. —Twoja siostra chce sprzedać samochód.

-Chce. Toyotę Aygo. A co jesteś zainteresowany?

-Nie ja. Ula chce kupić sobie jakiś samochód? Wczoraj mówiła.  

-Jakby co to dam ci numer telefonu siory. A tak na marginesie Marek nie wydaje ci się podejrzane, że ta twoja Ula chce wejść w spółkę z F&D i zainwestować wszystkie oszczędności.

-Ula nie jest moja Seba -wtrącił automatycznie.

-Twoja czy nie twoja, ale dla mnie jest dziwne. Mocno ryzykuje. Tu chce robić z tobą interesy, a tu chce kupić auto. I wszystko niby z tego spadku.

-Pracuje w banku i potrafi znaleźć dobry kredyt dla siebie.

-Albo robi jakieś przekręty w banku Marek i coś knuje za waszymi plecami. Powinniście być ostrożni i sprawdzić Ulę. Wpakuje nas w większe kłopoty niż bankructwo tej szwalni.

-To ja zaproponowałem spółkę, a nie ona mi. Poza tym oddała mi portfel. Uczciwa jest.

-Może oddała, bo wiedziała, że z kart i dokumentów nie będzie miała pożytku, a gotówki aż tak wiele nie było. Sprawdź ją lepiej.

-Niby jak? Mam posunąć się do metod Pauli i detektywa zatrudnić?

-Na dobry początek można zobaczyć, czy istnieje w Internecie. Zaraz zobaczymy -dodał, wklepując w wyszukiwarkę w telefonie Urszula Cieplak.

-Urszula Cieplak lekarz pediatra Wałbrzych. Fotoreporter Dziennik Łódzki, Hurtownia kosmetyków i akcesoriów do salonów fryzjersko -kosmetycznych Rysiów 23.

-Rysiów powiedziałeś? Ula mieszka w Rysiowie.

-A widzisz Marek. Coś jest nie tak. Ja na twoim miejscu zadzwonił do niej i dokładnie wypytał o wszystko. Zanim nie spotkacie się z nią i nie zaczniecie rozmawiać o szczegółach.

Rozmowa z przyjacielem dała mu do myślenia i zadzwonił do Uli. Na spotkanie umówili się jeszcze tego samego dnia w jednej z galerii. Święta Bożego Narodzenia zbliżały się coraz bardziej i Ula chciała wybrać się na zakupy.

-Będę w Rossmanie tak kwadrans po szesnastej i tam możemy się spotkać -zaproponowała.  

-Nie ma sprawy Ula.  Przyjdę. Jakby co to się zdzwonimy.

Kiedy Ula dochodziła do sklepu, to Marek już był. Siedział w holu pośród innych mężczyzn. Marka oprócz urody od reszty panów odróżniało jednak to, że oni siedzieli znudzeni zakupami, czekając zapewne na swoje drugie połówki i pilnujących różne torby, a Marek jako jedyny był rozluźniony.  Jak tylko zauważył ją, wstał i podszedł do niej.

-Wyróżniasz się spośród tych panów -rzekła cicho do niego. —Oni znudzeni i przygnębieni, a ty taki rozluźniony -rzekła dokładnie to, co zaobserwowała.

-Ula nie ładnie jest kpić z tych biedaczków. Ten w jasnoniebieskiej kurtce dzwonił do jakiejś Ilony z pretensjami, że miała być za półgodziny, a minęła godzina.

-Nie kpię z nich, tylko stwierdzam, co widzę. To o czym chciałeś ze mną rozmawiać -zapytała, kiedy weszli do Rossmana.

-Ula nie obraź się, że pytam -mówił z wahaniem. — Czy hurtownia w Rysiowie należy do ciebie? Prowadzi ją jakaś Urszula Cieplak.

-Skąd o niej wiesz? Sprawdzasz mnie?

-Muszę wiedzieć coś o tobie, skoro mamy robić interesy. Zaczęło mnie zastanawiać to, że ryzykujesz tyle pieniędzy i w dodatku chcesz do brakującej kwoty wziąć kredyt. W planach masz jeszcze kupno samochodu. Dziwne chyba nie jest, że się interesuję. Zaczynam wątpić w spadek.

-Spokojnie Marek – odparła bez najmniejszych wyrzutów. —Ja na twoim miejscu byłabym również zaniepokojona i sprawdziła, z kim mam robić interesy. Hurtownia jest moja i na razie prowadzę ją internetowo. I masz rację. Spadek to było kłamstwo.

-To skąd masz pieniądze? Kolejny teleturniej -zapytał, kiedy wąchała próbnik wody po goleniu. —Chociaż tajemnicy byś z tego nie zrobiła.

-Możemy porozmawiać, jak zrobię już zakupy. Dłużej niż godzina do półtorej mi to nie zajmie.  Najlepiej gdzieś, gdzie będziemy sami. Co myślisz o tym zapachu? Dobry będzie dla ojca? -zapytała, podając mu próbnik.

-Mój tato używa tej marki, a jest mniej więcej w tym samym wieku, co twój ojciec.  Kosztuje siedemdziesiąt złotych Ula. Trochę drogo.

-Raz się żyje Marek -odparła.

Przez kolejną godzinę Marek chodził z Ulą po sklepach i pomagał w zakupach. Najpierw w Rossmanie pomógł w wyborze wody po goleniu i perfumach dla ojca, a później w sklepie z odzieżą pomagał wybrać ubiory dla Jaśka i Betti. Siostrze kupiła tunikę i dżinsy, a bratu bluzę i sweter. Dla siebie kupiła kurtkę. Na koniec poszli na małe zakupy spożywcze, a Marek miał kolejną torbę do noszenia. Przed wyjściem z galerii kupili sobie jeszcze po kubełku KFC i poszli do auta Marka. Ula przez cały ten czas zastanawiała się, jak ma mu powiedzieć o wygranej i czy powiedzieć, ile wygrała.

-Przepraszam, że wykorzystuję cię jako tragarza Marek i że poniekąd zmusiłam do robienia ze mną zakupów - mówiła, gdy szli do samochodu i niósł jej zakupy, a ona tylko jedzenie.

-Nie szkodzi. Tak źle nie było. Godzina i piętnaście minut. Myślę, że to dobry czas. Z Pauliną nigdy tak sprawnie nie szło.

-Tajemnica tkwi w tym, że zawsze mam upatrzone sklepy i listę zakupów i tego się trzymam.

-A co jest tak tajemnicze Ula, że tam nie chciałaś rozmawiać? -zapytał ponownie o cel spotkania.

-Jak już będziemy w aucie Marek.

 Do samochodu daleko nie było, więc pięć minut później zakupy załadowane były w bagażniku, a oni siedzieli z przodu i jedli kawałki kurczaka i frytki.

-No więc Ula. Jaką tajemnicę skrywasz? -nalegał uparcie.

-Jak powiem, że wygrałam w lotto, to mi uwierzysz?

-Prędzej w to niż w spadek, który chciałaś zainwestować -odparł bez większego zaskoczenia.  — Czułem, że chodzi o wygraną. Myślałem, tylko że wygrałaś kolejny teleturniej.

-Nie Marek. Dwa lata temu udało mi się wygrać trzy miliony i wpłaciłam prawie całość na lokatę - zaczęła opowiadać wymyśloną historię w czasie zakupów. —Teraz lokata się kończy i chcę zainwestować w coś sensownego.

-Mogłaś od razu powiedzieć prawdę, a nie mówić o spadku.

-Wiem i mój błąd. Nikt nie wiem, że wygrałam. Staram się trzymać pozory zwykłego śmiertelnika, bo nic tak sąsiadów nie razi jak szczęście innych. Zwłaszcza jak chodzi o pieniądze. W Rysiowie nie mielibyśmy życia, gdyby ktoś wiedział, że trafiłam w lotto. Lepiej zaczęło się nam powodzić, jak zaczęłam pracować i jak wygrałam teleturniej. Tym samym nikt niczego nie podejrzewa. Dalej będę powoli wzbogacać się pracą i nie będzie to podejrzane dla sąsiadów ani nie będą zazdrościć. 

-Nie zdradzę się przed nikim Ula. I dziękuję za zaufanie. Czuję, że współpraca się nam uda.

-I ja na to liczę Marek.

-To, co kończymy nasze kubki i trasa na Rysiów Ula.  

-Skoro chce ci się jechać taki kawał, to nie będę protestowała.

-Podziwiam cię, że chce ci się codziennie do pracy jeździć taki kawał, mając pieniądze -rzekł, ruszając z parkingu.  —Ja zliczając dom, samochód, oszczędności, akcje firmy mam mniej więcej tyle samo i czasami chciałbym wszystko rzucić i w domu siedzieć. 

-Bo w twoim przypadku niepracowanie i bogactwo nie byłoby podejrzane, a w moim tak. Zresztą ja zanudziłabym się w domu. Muszę mieć jakąś pracę.

-Pamiętasz Sebastiana mojego kolegę? -zapytał nieoczekiwanie.  — Poznałaś go, gdy przyniosłaś mój portfel?

-Trochę. A co z nim?

-Jego siostra chce sprzedać samochód. Toyotę Aygo. Może byłabyś zainteresowana.

-Najpierw musiałabym zobaczyć, jak wygląda Marek, bo ja na samochodach kompletnie się nie znam. 


 

Dwa dni później Ula pojawiła się w firmie, aby omówić pierwsze wytyczne dotyczące współpracy.  Rozmowa przebiegła na tyle pomyślnie, że plany szybko nabrały tempa i w ciągu dwóch tygodni powstała spółka pomiędzy Urszulą Cieplak a firmą F&D. Ula włożyła w nią milion złotych, a resztę dała firma. Dlatego też większość udziałów i zysków przypadała Dobrzańskim i Febo. Swoją działalność miała natomiast rozpocząć od nowego roku. Do prowadzenia szwalni nie szukali nikogo, bo jako konsorcjum Marek również zarządzał szwalnią. Rotacje etatów nastąpiły natomiast w firmie, bo Adam Turek od Nowego Roku miał być vice prezesem i miał zajmować się głównie szwalnią.  Jego miejsce natomiast miała zająć Aldona Turek obecna asystentka Marka.  Marek, zanim przetasował stanowiska, zaproponował również Uli pracę w firmie.

-Wice prezes, dyrektor finansowy czy może moja asystentka Ula. W której roli czułabyś się najlepiej?

-Nie rozumiem Marek? – pytała, spoglądając z ukosa na niego. —Pracę mi proponujesz?

-Dokładnie tak -oznajmił z zadowoleniem i z założonymi rękami. —Jesteśmy wspólnikami.

-Dziękuję Marek, ale jest mi dobrze w banku na państwowej posadzie -oznajmiła dość przekonująco.  

-Nawet nie wysłuchasz, co ci proponuję?  -pytał z rozczarowaniem na jej odmowę.

-To, co mi proponujesz?

-Własny gabinet, szanse na awans, miłe towarzystwo, wysoką pensję, premie, świetnie zaopatrzony socjalny pokój, wyjazdy integracyjne, wielki świat, poznanie sławnych ludzi, benefity dla rodziny -wymieniał, ale na twarzy Uli nie widział żadnej reakcji.  

-Dla wszystkich masz takie propozycje, czy mam się czuć wyróżniona? -zapytała, patrząc z uwagą na niego.

-Tylko dla osób upartych jak kozioł, jakby powiedziała Wioletta -odparł zadowolony ze swojej odpowiedzi.

-Marek, a co będzie, jak się okaże, że ktoś z Rysiowa będzie miał w szwalni krewnych i dojdzie do mnie.

-Ula wpadniesz w paranoję z tą konspiracją. Całe życie będziesz udawała, że żyjesz z pensji i kredytów? 

-Nie. Moja hurtownia przynosi coraz większe zyski i ludzie myślą, że stąd mam zyski. Wzbogacenie się pracą jest inaczej odbierane niż przez los szczęścia. Lepiej niech ludzie myślą, że współpracujesz z inną Ulą Cieplak.

-Ok. Nie będę nalegał. Ale jak kiedyś zdanie zmienisz, to miejsce się znajdzie w firmie dla ciebie.

 

Paulina tymczasem z Sabiną nie zamierzały porzucić myśli o kupnie upatrzonego domu. Wzięcie legalnego kredytu nie wchodziło w rachubę, bo Marek nie zamierzał jej dać poręczenia, tylko zaświadczenie o zarobkach, a to nie wystarczyło na większy kredyt. Dlatego też szukali innych możliwości i nie do końca legalnych. Jeden pomył chodził nawet Febo po głowie.

Jednocześnie Aleks zajął się siostrą i tym, co zrobiła w Mediolanie. Nie zamierzał puścić jej płazem wzięcia kredytu i podrobienia jego podpisu. Dlatego Paulina miała dwa wyjścia w zaistniałej sytuacji. Albo on zgłosi sprawę na policję, albo odda część swoich udziałów.


 

-Dziesięć procent przepisujesz na Iwa Paula, a pięć oddajesz mi do czasu, aż nie spłacisz kredytu w Mediolanie -oznajmił jej brat w czasie spotkania z nią i Markiem. —Wszystkie twoje zyski i część wypłaty będą szły na spłatę kredytu.

-Poważnie nie mówisz -mówiła z oburzeniem i niedowierzaniem.

-Trzeba było prędzej myśleć Paula -odezwał się Marek. —Za błędy się płaci. Może twoja koleżanka ci pomoże.

-Chyba że mi oddasz pięć procent udziałów, a ja postaram się w zamian spłacić część długu -zaproponował Aleks.

-Zostanie mi tylko dziesięć procent -wysyczała.

-Jak dla ciebie to aż dziesięć -odparł brat. —Może nauczysz się oszczędzać.  Przemyśl wszystko.

Na domiar złego, gdy wychodziła z firmy, to natknęła się na seniorów. Od czasu wyniknięcia sprawy z Iwo i tym, kto jest jego matką, to nie miała okazji z nimi się widzieć ani porozmawiać.

-Możesz poświęcić nam chwilę -zagadnęła Helena.

-Znowu będę musiała wysłuchiwać wymówek. Aleks z Markiem wystarczająco dużo powiedzieli.

-Chcemy wiedzieć, co się z tobą dzieje -odparł jej Krzysztof podniesionym głodem. —Ta twoja znajoma ma na ciebie zły wpływ.

-Martwimy się o ciebie -dodała spokojniej Helena. —Pomimo tego co się stało, dalej jesteś dla nas ważna.

-Niepotrzebnie się martwicie. Przy Sabinie odżyłam. Marek i Iwo tylko mnie ograniczali. 

- Jesteś niewdzięczna i egoistyczna Paulinko - rzekła jej z wymalowanym smutkiem na twarzy niedoszła teściowa.

-Całe życie jest takie Heleno -odparła, odchodząc szybko.

Spotkanie z niedoszłymi teściami miłe nie było, ale przypomniało jej o jednej sprawie i mogło ułatwić jej to wzięcie kredytu.

 

Iwo tymczasem postanowił znaleźć ojcu jakąś dziewczynę. Kandydatki miał dwie. Ulę i Aldonę Turek. Obie je lubił i chciał, aby ojciec zainteresował się, którąś z nich na poważnie. Zrobił sobie nawet listę za i przeciw i zaczął notować ich zalety i wady.

Marek również, niezależnie od syna i za namową Sebastiana postanowił znaleźć sobie jakąś dziewczynę. W odróżnieniu od syna problemu z wyborem nie miał i postanowił umówić się z Ulą na randkę. Wiedział, że z nikim nie jest związana i że chyba się jej podoba. Do tego czuł się świetnie w jej towarzystwie i podobała się mu zarówno z urody jak i charakteru.

CDN po czteroczęściowej mini okolicznościowej z okazji 1 000 000 odsłonięć bloga.  Teraz już na pewno, bo jest coraz bliżej.

 

wtorek, 20 kwietnia 2021

Fartowny dzień cz. 9

Część 8 w marcu była publikowana.

 

Ula po rozmowie z kolegą z pracy i po jego informacjach na temat Sabiny, postanowił, że zadzwoni do Marka i umówi się z nim na popołudnie.  W czasie swojej przerwy i przed spotkaniem z Markiem przejrzała Internet, aby dowiedzieć się czegokolwiek o Sabinie Maury Borowskiej. Według tego co wyczytała taka osoba była od paru miesięcy właścicielką agencji wynajmu niań i gospodyń, a według jej informacji była terapeutką. Tak przynajmniej powiedział jej agent od nieruchomości, który zajął się wynajmem jej mieszkania w Warszawie, a kupionego niedawno za wygraną w lotto. Chciała nawet pójść do ochrony, aby wydrukować zdjęcie Maury i przesłać je agentowi, aby dowiedzieć się, czy to ta sama osoba, ale naginała prawo i wolała nie ryzykować.  Na portalu społecznościowym za to znalazła jedną osobę o takich personaliach. Dostęp był publiczny, dlatego mogła wejść na jej profil i obejrzeć kilka zdjęć. Liczyła, że doprowadzi ją to do prawdy. Intuicja nie myliła jej, bo jedno zdjęcie było zrobione na balkonie jej mieszkania i widać było mural z tęczą namalowany na ścianie budynku naprzeciw jej bloku.

 

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Paulina wraz ze znajomą Sabiną siedziały w banku i próbowały dostać kredyt, to w firmie Aleks Febo rozmawiał z prawnikiem z Włoch. Po skończonej rozmowie poszedł do Marka.

-Rozmawiałeś dzisiaj albo wczoraj z Pauliną? -pytał ze wzburzeniem od drzwi.

-Nie. Nawet nie zadzwoniła do Iwa po przylocie. A co zrobiła, że jesteś taki wściekły?

-Wyobraź sobie, że wzięła kredyt pod zastaw mieszkania po babci i musiała podrobić mój podpis.  Oboje mamy do niego prawo. Dzwonił mój prawnik i powiedział, że obciążyła mieszkanie.

-Ile wzięła?

-Przeliczając na polskie siedemset tysięcy. Ciekawy jestem, po co jej te pieniądze. Była z tą swoją koleżanką.

-Coś ewidentnie knuje Aleks. Dzwoniła do mnie Ula Cieplak i powiedziała, że chce coś ze mną przedyskutować i że chodzi o Paulinę i jej znajomość z Sabiną.

-To na co czekasz? Idź do niej. Zanim Paulina znowu czegoś nie wywinie.

-Spokojnie Aleks. Umówiony jestem na siedemnastą.

 

Paulina i Sabina tymczasem z banku wyszły niezadowolone, bo dom, który Maury sobie upatrzyła, mógł zostać sprzedany, zanim Febo dostanie kredyt.

-Marek za nic nie da mi poręczenia pod firmę -mówiła pewna swoich słów Paulina.

-Raz udało się podrobić podpis, dlaczego nie teraz -odparła Sabina.

-Bo ja i Aleks mamy podobny charakter pisma, a Marek ma wyrobiony styl. I to było w Mediolanie. Jak Aleks się dowie, to mnie zabije.

-Myśl optymistycznie. Gdy uda się nam kupić już ten dom, całkiem uwolnisz się od Marka, brata, firmy i problemów. Tam odnajdziesz spokój, do pracy nie będziesz musiała chodzić, bo inni będą dla nas pracować i twoje zyski z firmy będą cię utrzymywać. Będziesz mogła cały dzień relaksować, się odciąć całkowicie od problemów.

-Może uda się nam zwabić kogoś nowego zamożnego i da nam te pieniądze.

-Dobrze by było Paulinko. Może ktoś z twoich znajomych ma problemy, znudzone życie i potrzebuje mojej pomocy?

-Rozejrzę się po znajomych. Ewentualnie część mich udziałów upłynnię gdzieś.

-Pójdziemy dzisiaj na masaż?

-Dzisiaj nie. Muszę pokazać się w domu i z Iwo zobaczyć.

 

Ula na spotkanie z Markiem szła z gotowym planem rozmowy. Głównie chciała naświetlić mu znajomość Pauliny z Sabiną Maury i dać Markowi do zrozumienia, aby przestrzegł Paulinę przed nią. Umówili się w pobliżu banku, w który pracowała i dotarli na spotkanie równo, bo spotkali się przed wejściem do kawiarni. 


 

-Cześć -rzekł, podkręcając uśmiech.

-Cześć -odparła. —Punktualny jesteś.

-Niepunktualność, to głównie cecha niektórych kobiet -odparł, otwierając przed nią drzwi.

-Miłe to nie było Marek.

-Powiedziałem niektórych i ty nie należysz do nich -oznajmił, odsuwając krzesełko przy pierwszym wolnym stoliku. —Dla ciebie kawa, jakieś ciastko, lody woda.

-Tylko kawa.

-Czytasz Auto Moto? - zapytał, gdy zamówił kawę dla Uli, a dla siebie kawę i sernik oraz jak zauważył w jej dłoni gazetę.

-Nie. Po Nowym Roku chciałabym kupić jakieś auto i przeglądam ogłoszenia. Ty chyba się znasz na autach. Iwo coś wspominał.

-Tylko na kobietach znam się lepiej Ula -odparł w jej odczuciu z pychą.

-Nie musisz się chwalić. Są gazety Internet i trudno było nie słyszeć.  

-Chętnie pomogę ci z wyborem. Ma być nowe, przechodzone, duże, małe.

-Czerwone albo turkusowe. Na razie tyle mogę ci powiedzieć.

-To już coś.

-O reszcie pomyślę później Marek.

-To, o czym chciałaś porozmawiać? -zapytał, gdy dostali swoje zamówienia.  —Mówiłaś coś o Paulinie.

-Chodzi mi o pewną kobietę -zaczęła z obawami, że może jednak wtrąca się w nieswoje sprawy.  —Znajomą twojej narzeczonej. Nazywa się Sabina Maury Borowska. Obie były u mnie w banku i je obsługiwałam.

-Znam ze słyszenia. To ktoś w rodzaju terapeutki Pauliny.

-Właśnie, że nie. To znaczy, według moich informacji ma agencję wynajmu niań i gospodyń domowych. Prędzej miała agencję ubezpieczeniową. Sprawdziłam ją w Internecie i faktycznie taka osoba prowadzi agencję niań i gospodyń. Spróbowałam znaleźć terapeutkę o takim nazwisku i imieniu, ale nic się nie wyświetliło. Tak jak ubezpieczyciela. Raz była klientką naszego banku, innym razem rezygnowała i znów wracała.

-A coś konkretnego chciały Ula?

-Nie powinnam o sprawach banku rozmawiać z obcymi, ale narzeczona obca dla ciebie nie jest. Chciały, aby bank udzielił im kredytu. To znaczy twojej narzeczonej. Poręczeniem miała być firma, a wiem, że firma kryzys przechodzi, po bankructwie szwalni.

-Ile i mówiła na co?

-Pół miliona na zakup mieszkania. Ta Maury powiedziała, że ją zostawiłeś i musi kupić coś sobie. To wydawało mi się dziwne.

-To prawda. Paulina nie jest już moją narzeczoną -oznajmił nieoczekiwanie. —Ale dobrze, że mi mówisz i nie obawiaj się, że cię zdradzę przed szefem.

-Wynoszenie informacji z banku jest karalne, jakby co Marek.

-Wiem. Nie dam jej poręczenia jako firma.  Znając ją, nie spłacałaby kredytu.

-Tylko że jeśli będzie miała odpowiednie dokumenty, nie będzie powodów, aby odmówić udzielenia kredytu.

-Podpiszę zaświadczenie o zarobkach, ale nie poręczenie. Jeśli coś takiego przyniesie, to możesz porównać podpisy. W banku mają oryginał mojego podpisu.

-Rozumiem Marek. Mamy sprawdzić dokładnie twój podpis.

-Dokładnie tak -odparł, spoglądając na ekran dzwoniącego telefonu. —O wilku mowa. Paulina dzwoni.

-Rozumiem. Na mnie już i tak czas -rzekła, wstając od stolika.

-Nie ma sensu kończyć spotkania Ula. Spytam, tylko co chce.

-Tak Paula. (…) Zmieniłem zamki (…) Będę w domu za jakąś godzinę. (…) Paula nie odbiera, bo ma basen. Sam mu powiem o spotkaniu z tobą. 

-Chcesz dzisiaj z nią porozmawiać o wizycie z banku?

-Nie. Poczekam na jej ruch. Zdradziłbym się, że wiem, a tego oboje nie chcemy.

-Fakt. Nie pomyślałam. Marek wracając do tego, o czym rozmawialiśmy w SPA, konkretnie o szwalni, to jakby była reaktywowana, to dałbyś szansę nowemu właścicielowi.

-Zależy od właściciela. A czemu pytasz? Jesteś zainteresowana?

-Chciałabym mieć coś własnego i miałabym pomysł na rozwój szwalni.

-Tu szwalnia, tu samochód. Na bank napadłaś albo wygrałaś w lotto.

-Nic z tych rzeczy Marek. Spadek mam.

-Tylko że trzeba wyłożyć dwa i pół miliona złotych na szwalnię.

-Wiem i tu jest mój problem.  Mam lokatę, która niedługo się kończy -opowiadała wymyśloną historię. — Babcia miała domek w Starogardzie Gdańskim i po jej śmierci sprzedaliśmy posiadłość w dobrej cenie i ulokowałam. Teraz sumka urosła do osiemset tysięcy. Pół miliona może udałoby mi się wziąć kredytu. Z resztą byłby kłopot. Ty znasz się i chciałam spytać o radę, czy warto inwestować w coś takiego. Jeśli tak, to może znalazłby się ktoś chętny do dołożenia się do interesu.

-Wiesz Ula. Nam szwalnia szyje w określonych porach roku. Jest też okres suchy, kiedy nie szyjemy.

-Na takie zastoje mam pomysł. Można byłoby szyć co innego. Poszewki, ręczniki, obrusy, zasłony i takie tam drobiazgi. Można byłoby oferować również wyroby haftowane. 

-Muszę powiedzieć, że nie głupi pomysł z tym asortymentem usług. Niezły byłby z ciebie manager.

-Dzięki Marek.

-Nie myślałaś o stworzeniu korporacji?

-Myślałam, tylko nie mam takich znajomości.

-Może ja mógłbym ci pomóc. Konkretnie to F&D.

-Serio Marek -zapytała z optymizmem, choć początku rozmowy o szwalni liczyła, że to on zaproponuje jej współpracę, a nie na odwrót. Nawet dążyła do tego.

-Bardzo serio. Musiałbym tylko porozmawiać z Aleksem, ojcem i naszym dyrektorem finansowym. Jutro albo najpóźniej pojutrze dałbym ci odpowiedź. Pasuje ci.

-Pewnie Marek.

-A nie boisz się, że wykorzystam sam twój pomysł?

-Nie, bo wszystko nagrywam -rzekła, pokazując swój telefon. —Zresztą nie jestem aż tak bardzo przywiązana do pomysłu.

-Czyli o plagiat byś mnie posądziła? -droczył się z nią.

-Kilkaset stówek by zawsze do kieszeni wpadło.

 


Po wyjściu z kawiarni Marek podrzucił Ulę na przystanek i pojechał po Iwa.  W drodze na basen myślał o spotkaniu z Ulą, jej propozycji i o niej samej, bo trudno było wymazać ją z pamięci. Syn na niego już czekał i mógł skupić się na innych sprawach niż Ula. Musiał uprzedzić go o spotkaniu z matką. 

-Mama wróciła i dzisiaj wpadnie z wizytą -powiedział najprościej, jak się dało. 

-Jak ja mam z nią rozmawiać? -zapytał, patrząc na ojca zagubionym wzrokiem.

-Nawet ja nie wiem jak. Wysłuchaj, co ma do powiedzenia, a później samo jakoś będzie.

-Będziesz z nami?

-Jeśli chcesz, to tak synku.

Paulina do domu przyjechała pół godziny po nich z typową torbą na prezenty, a rozmowa od początku łatwa nie była.

-Witajcie -rzekła od drzwi. —A to dla ciebie Iwo -rzekła, podając mu torbę z prezentem.

-Nie musiałaś. Prezent nic nie załatwił -zaczął mówić, ale poczuł, że ojciec delikatnie kopnął go w kostkę. —Dziękuję -dodał. Dlaczego mnie zostawiłaś? W czym ci przeszkadzałem? -zapytał chłopiec, jak tylko usiedli.

-Tato ci nie tłumaczył?

-Paula powiedziałem mu, ale od ciebie powinien dowiedzieć się więcej.

-Miałam szesnaście lat, gdy zaszłam w ciążę, a niecałe siedemnaście jak urodziłam -zaczęła opowiadać historię sprzed lat. —Byłam za młoda na dziecko. Gdy żyli moi rodzice, mieli tak sprawę załatwić, że miałeś być ich dzieckiem. Niestety, ale zginęli w wypadku. Oprócz rodziców nikt nie wiedział, że jestem w ciąży. W końcu zwierzyłam się Giovannie i zobowiązała się wychować cię razem z babcią. Ze mną nie miałbyś się tak dobrze, jak u babci i cioci Giovanny.

-Trzeba było zostawić mnie u babci, ale nie ukrywać, kto jest moją matką. To byłoby już lepsze do zniesienia.

-Źle nie było ci u babci i cioci. Miałeś wszystko.

-Oprócz matki Paula -wtrącił Marek. —Iwo ma rację.  Nie wiem, co jest gorsze. To, że zostawiłaś go czy to, że ukrywałaś prawdę. 

- Tyle razy wyobrażałem sobie mamę mamo -dodał syn. —Nie wiem czy nie lepiej jest już mieć matką w grobie. Można zanieść kwiaty na dzień matki albo znicz zapalić. Gdy bawiłaś mnie, to robiłaś z przymusu? Tak jak z przymusu mnie adoptowałaś.

-Przeprowadzka do Polski była tak samo trudna dla ciebie jak dla mnie. Moje i twojego taty życie wywróciła do góry nogami. Nic już nie było po staremu.

-Dlatego tata był ze mną od czasu jak tu przyjechałem, bo ciągle ci przeszkadzałem? Tylko przed koleżankami chwaliłaś się mną. Już nie chcę dłużej niczego słuchać. Idę do siebie.  Może kiedyś, ale nie teraz.

-Myślałam, że gorzej zniesie rozmowę ze mną -zwróciła się do byłego narzeczonego, kiedy Iwo poszedł do swojego pokoju. —Że będzie się buntować, wyrzucać z siebie, co najgorsze.

-Dobrze zniósł, bo bunt i wyrzuty za kłamstwa ma za sobą Paulino. Odebrałaś w końcu telefon Aleksa czy ja mam ci powiedzieć, że już wie o tym, co zrobiłaś w Mediolanie?

-Rozmawiałam. Ale to nasze sprawy Marek.

-Oczywiście, że twoje i Aleksa.

-Pójdę już Marco, skoro powiedziałam wszystko.

-Idź. Nie zamierzam cię zatrzymywać.

-Kluczy nowych jak mniemam, nie zamierzasz mi dać? -zapytała Marka.

-Dobrze myślisz. Nie masz, co tu szukać.

Telefon od brata zdecydowanie pokrzyżował jej plany wzięcia kredytu, bo wiedziała, że Marek na pewno nie podpisze jej żadnych papierów potrzebnych do banku i musiała gdzie indziej szukać pieniędzy na kupno domu. 

Dzień po rozmowie z Ulą Marek zwołał na szybko małą naradę i przedstawiła pomysł Uli ojcu, Adamowi i Aleksowi. Panowie podobnie jak Marek byli pod wrażeniem i chętni do współpracy z Urszulą Cieplak