niedziela, 13 czerwca 2021

Fartowny dzień cz.13

Początek lutego dobrze się nie rozpoczął dla Uli, bo parę dni po aresztowaniu Jaśka okazało się, że wizyta na policji w sprawie brata nie miała być jedyną wizytą dla niej na komisariacie. Dostała bowiem wezwanie do złożenia wyjaśnień w sprawie wynajmu mieszkania Sabinie Maury -Borowskiej. Zanim jednak stawiła się na komisariacie, w jej banku pojawiła się policja. W jakim celu nikt zbytnio nie wiedział. Krążyły tylko pogłoski, że chodzi o kradzież danych klientów. Kilkanaście z nich jak okazało się, miało do spłacenia od dwóch do dziesięciu tysięcy kredytu wziętego w różnych placówkach oferujących szybkie pożyczki bez dużych formalności. W firmie F&D również pojawili się funkcjonariusze, bo jedenaście zatrudnionych tam osób miało zaciągnięte kredyty.

Ula tymczasem została właścicielką kwiaciarni i zatrudniła obecną kwiaciarkę. Na początku chciała kupić ją w imieniu Maćka, ale w końcu zdecydowała się na jawne kupno. Nie musiała nawet spotykać się z Febo tylko transakcje przeprowadzono poprzez pośrednika od nieruchomości.

-Mama jest ci bardzo wdzięczna Ula -mówił jej Marek w czasie popołudniowego spotkania, które miało miejsce w ośrodku sportu i rekreacji. Ula zawoziła tam Beatkę codziennie w czasie ferii na naukę jazdy na łyżwach i na inne zajęcia. Mała przebywała tam po kilka godzin dziennie, bo miała wykupiony pakiet na ferie miejscowe. Iwo również tam uczęszczał w czasie ferii i trenował głównie pływanie. Chłopiec również w wolnych chwilach towarzyszył Beatce. —Zaprasza cię na popołudnie w sobotę na podwieczorek. Razem z Beatką. Reszta rodziny również może przyjechać, jeśli chce.

-Reszta będzie na studniówce. Tato jest w komitecie rodzicielskim i się załapał. Ale ja chętnie spotkam się ponownie z twoimi rodzicami.

-W takim razie przyjadę po was około szesnastej. Pasuje ci?

-Tak -odparła. —Chyba że zostanę w areszcie na dwadzieścia cztery godziny - dodała, nawiązując do rozmowy sprzed paru dni, kiedy to powiedziała Markowi o wezwaniu na policję w sprawie Maury -Borowskiej.  Kobieta była mocno związana z Pauliną i wolał wiedzieć co się dzieje wokół matki Iwa, aby w kolejne kłopoty ich nie wpędziła.

-Nawet tak nie myśl Ula. Poszedłbym z tobą, ale nie mogę odwołać wyjazdu do Rzeszowa.

-Zadzwonię od razu po wyjściu i opowiem ci o wszystkim.  Ale masz przystojnego syna Marek -dodała, gdy Iwo pojawił się na korytarzu. — I to w wieku dwunastu lat.

-Urodę odziedziczył po Pasquale La Duca. Nawet charakter ma po ojcu. Tak jak zamiłowanie do sportu. Po Paulinie nic nie ma na szczęście.

 


Wizyta na policji, jak szybko okazało się, nie miała tylko na celu wyjaśnienia sprawy mieszkania, ale bliższego powiązania Uli z Sabiną, szwalną, kwiaciarnią, kredytami i firmą F&D.

-Od kiedy zna pani panią Maury Borowską? -zapytał na początek rozmowy policjant.

-Nie znam jej. Była raz w banku i to było jedyne nasze spotkanie.

-Ale wynajmuje pani mieszkanie pani Maury. Obecnie mieszka tam Paulina Febo i Anna Korpys.

-Wynajmem mieszkania zajął się agent od nieruchomości. Gdzieś mam jego numer.  Tak jak mówiłam, tylko raz widziałam ją na oczy, gdy przyszła z Pauliną Febo postarać się o kredyt.

-Paulina Febo jest, jak wiadomo współwłaścicielką firmy F&D, a pani w ostatnim czasie zaczęła współpracę z tą firmą. Dokładnie mówiąc, jest pani współwłaścicielką szwalni. Oprócz mieszkania i szwalni ma pani jeszcze hurtownię w Rysiowie i kwiaciarnię. Wszystko to zakupiła pani krótko po tym jak zaczęła pani pracę w banku i pojawiła się w życiu Dobrzańskich i Febo.  Może było tak, że pani współpracuje z Maury i Febo.

-Nie współpracuję z nimi - wtrąciła. —Po co miałabym to robić.

-Dla pieniędzy wiele można zrobić. Dwudziestu trzech klientów banku, gdzie pani pracuje, ma zaciągnięte kredyty, a jedenaście z nich to pracownicy F&D. Ich dane musiały gdzieś wyciec. Przypadek?

-O wyniesienie danych tak samo jestem oskarżona? Jeśli tak, to o adwokata się postaram.

- Na razie wyjaśniamy skąd u pani przypływ gotówki.

- Wygrałam w lotto i stąd mam to wszystko -oznajmiła, kiedy została przyparta do muru. —Nie żartuję.  Mogą sobie panowie sprawdzić wyciągi z kont. Wygrana jest na różnych kontach. Panowie policjanci tego nie wiedzą jeszcze?

-Nie działamy jak w filmach, gdzie policja wszystko wie od razu. Sprawdzimy.

 

 Marek w tym czasie był w Rzeszowie na rozmowach z firmą CONRESS. Firma była na skraju upadłości, a produkcję głównie opierała na szyciu płaszczy, kurtek, kostiumów i spodni. F&D natomiast miało w planach rozwojowych szycie również takiej konfekcji i nadarzyła się okazja na współpracę.  Ula tak jak obiecała Markowi, zadzwoniła do niego po wyjściu i opowiedziała pokrótce o przesłuchaniu. Więcej miała powiedzieć mu nazajutrz na podwieczorku u Dobrzańskich.

Wracając do domu, nowo zakupionym autem, postanowiła, że dzisiaj powie ojcu i bratu o wygranej. Zwłaszcza że Betti była u koleżanki na urodzinach i nie musiała się obawiać, że siostra coś usłyszy. Kiedy dojeżdżała pod dom, zauważyła, że wychodzi od nich sąsiadka Dąbrowska. Odwiedziny kobiety często wiązały się z problemami i teraz po spotkaniu Jasia z jej synem w nielegalnym Salonie Gier mogło być podobnie. Mocno się nie myliła, bo Cieplak siedział przy stole w kuchni z gazetą w ręku w towarzystwie syna i łykał jakieś leki.


 

-Była Dąbrowska z gazetą i pokazał ojcu artykuł o twoim banku -wyjaśnił Jasiek, zanim Ula zdążyła się odezwać. —Podobno jakieś przekręty wynikły.  

-Konkretnie to podobno wypłynęły od nas dane klientów -sprecyzowała Ula. W duchu pocieszyła się, że nie powiedziała ojcu o wizycie na policji. Z tym chciała poczekać na lepszy moment.

-Ale to nie wszystko Ulka -kontynuował brat. —Uknuła sobie w tej swojej głowie, że masz coś wspólnego z tym. Samochód, nowy sprzęt, dach. Uważa, że się wzbogaciliśmy i tyle z pracy i hurtowni nie masz.

-Żeby takie głupoty wygadywać -denerwował się Cieplak. —Ona uważa, że ty kradniesz.

-Tak powiedziała?

-Nie dosłownie, ale w podtekście. Ktoś podobno wypytywał Bartka o ciebie. Jakaś kobieta -wyjaśnił brat.

-Tato powinieneś wiedzieć, że Dąbrowska żyje tylko na udrękę innych i ciągle tylko knuje -uspokajała córka. —Naprawdę można się przyzwyczaić.

-Mam i dobre wieści -rzekł Jasiek.  —Kołakowski powiedział, że jest skłonny polubownie sprawę załatwić. Musimy jednak zapłacić mu z Robsonem za zniszczony płot po dwa tysiące.   

-Zapłacę Jasiek.

-Odrobię wszystko latem Ula i oddam ci, co do grosza - zapewniał brat.

-Może w końcu nauczy cię to czegoś Jasiek – zbeształ go ojciec. —Tak się kończy zadawanie się z Dąbrowskim.

-Ale prawdy na policji nie mogliśmy powiedzieć. A z Bartkiem koniec. Żadnych interesów z nim nigdy więcej.

-Fakt tato. Nie mogli powiedzieć. Lepiej zapłacić Kołakowskiemu za płot niż miałby spotkać się ze znajomymi Bartka w ciemnej uliczce.

-Tu się muszę z tobą zgodzić córciu. A ty Jasiu zapamiętaj, że szybkie wzbogacenie w tych wszystkich grach jest dla naiwnych. Ludzie tracą majątki w takich miejscach. Mają systemy, skreślają szczęśliwe liczby i nic nie wygrywają.  Obstawiają niskie stawki a później coraz większe i zanim się obejrzą, wpadną w hazard.

-Muszę wam powiedzieć o czymś -rzekła poważnie Ula, siadając przy stole.  —Teraz jak nie ma Betti z nami.

-Tato dobrze, że siedzisz -odparł Jasiek.

-Jasiek na głowę upadłeś. Nic z tych rzeczy. Nie będziesz wujem. To, co chcę powiedzieć, nie jest niczym złym. Jest raczej nieprawdopodobne i powinnam powiedzieć wam o tym już dawno. Nie jest do końca prawdą, że się nie udaje wygrać. Nowy telewizor, pralka, drukarka, dach i inne rzeczy, to nie tylko z wygranego teleturnieju, kredytu i mojej pensji.  Wygrałam pewną sumę w Lotto.

-Ula, ale jak wygrałaś? - zapytał po chwili ciszy Jasiek. —Ty tak na serio.

-Tak Jasiu. Aż takiej wyobraźnie nie mam, żeby kłamać.

- O czym ty mówisz córcia?  -odezwał się w końcu i Józef. —Kiedy?

- Tego dnia, gdy znalazłam portfel Marka, to za znaleźne wysłałam jeden zakład i trafiłam szóstkę w kumulacji.  Prędzej wam nie mówiłam, bo wiem jaki stosunek do bogactwa masz tato. Byłeś jeszcze przed operacją, a później po niej i nie chciałam dodawać ci szoku. A ty Jasiek prawie co tydzień chodziłeś na imprezy i mogłeś przypadkiem się wygadać. Teraz uczysz się do matury i więcej w domu siedzisz.

-To znaczy, że jesteś bogata?

-Jesteśmy Jasiu. Sama nie jestem w stanie tego wydać. Ty i Betti macie swoje lokaty i dostaniecie w odpowiednim czasie z procentami. A ty tato dostaniesz swoją dolę na swoje wydatki teraz.  Kupiłam jeszcze mieszkanie w Warszawie, kwiaciarnię i zainwestowałam w szwalnie razem z firmą Marka. Jemu powiedziałam najpierw, że mam pieniądze ze spadku a później, kiedy zaczął domyślać się, że kłamię, to powiedziałam, że wygrałam trzy miliony. Dałam jeszcze Maćkowi milion. Tylko on zna prawdę.

-To, ile wygrałaś? Pięć, dziesięć milionów -pytał brat.

-To jest właśnie to, co może was zszokować najbardziej. To trzecia największa wygrana ze wszystkich gier liczbowych w Polsce. Te dwie to prawie sto milionów i dwieście.  Mi po odciągnięciu podatku zostało … sześćdziesiąt milionów.

-W mordę jeża -rzekł z osłupieniem Jasiek.

- Toż to jest fortuna -dodał Józef.

-Olbrzymia fortuna tato. Wybrałam nasz wiek, mamy, dodałam numer domu i wygrałam - mówiła ze łzami.

-Tyle pieniędzy, że pojąć nie można -mówił Cieplak. —Tyle pieniędzy prezesi banku mają po kilkunastu latach pracy.

-Są Polacy, których majątek liczony jest w miliardach, a nie milionach tato - odparła Ula. —Oni są dopiero bogaci. Nie my. Jasiek i Beatka będą mieli na start, ty będziesz szczęśliwym emerytem jak na zachodzie, podróżującym po świecie. Nie możemy tylko mocno szaleć z wydawaniem.

-Czyli korzystać w pełni nie można. Bez sensu -stwierdził Jasiek.

-A co będzie, jak ktoś się dowie? -rzekł Józef ni do Uli, ni Jaśka.   

-Od prawie pięciu miesięcy udaje mi się utrzymać w tajemnicy wygraną, więc się da -odparła mu Ula. —Pieniędzy nie trzymam przecież w skarpetach w domu tylko w banku. Mam założone lokaty.

-Tym mnie nie uspokoiłaś. Wolałem już nie wiedzieć. Od teraz będę bał się z domu wychodzić. Najgorzej będzie, jak Dąbrowscy się dowiedzą. Ludzie nie dają nam tu żyć. Nawet spać nie będę mógł ze spokojem.

-Nie dowiedzą, bo dalej będziemy trzymać się pozorów. Mam dobrą pracę, hurtownię i stąd mam pieniądze. Ja nie potrzebuję mieszkać w nowoczesnym domu za milion albo dwa z dziesięcioma pokojami i trzema łazienkami. Każdy z nas ma tu swój pokój, dodatkowo jest salon i mi to starcza. A jak wyjdę już za Marka, tym bardziej nie będzie dziwne, że mamy pieniądze - zażartowała dla rozładowania napiętej atmosfery.

-Nie wiemy, o czymś? -pytał brat.

-Nie. To taki żart -odparła. —Z Markiem spotykam się dopiero trzy tygodnie i pięć dni. Za wcześnie na coś więcej.

 

Wizyta u Dobrzańskich upływał w miłej atmosferze. Ula czuła się tak jakby znała rodziców Marka bardzo długo, a nie praktycznie od paru minut. Helena i Krzysztof mieli podobne odczucia i cieszyli się z rozwijającej się znajomości syna z Ulą. Bali się, że syn po rozstaniu z Pauliną zacznie spotykać się z jakąś dziewczyną, która będzie widziała w nim tylko pieniądze i pozycję społeczną. Ula, poza tym była pod wrażeniem domu seniorów i czuła się w nim jak w zamku. Z chęcią oglądała stare zdjęcia i wysłuchiwała historii z dzieciństwa Marka.


 

Iwo tymczasem zajął się Beatką i w dawnym pokoju Marka grali w gry planszowe. Lubił zajmować się nią, bo była jeszcze w tym wieku, że nie wzdychała do niego. Po godzinnej wizycie spotkanie przerwał telefon do Marka. Na chwilę odszedł od stołu i wyszedł do przylegającego obok gabinetu pana Krzysztofa. Wrócił po dwóch minutach z miną niewróżącą nic dobrego.

-Dzwonił Aleks i powiedział, że Paulina została aresztowania za oszustwa i wyłudzenia -oznajmił ponuro.  —Potrzebuje adwokata

 

piątek, 4 czerwca 2021

Bogaty dom -Biedny dom3/3

Do domu Marek wrócił po dziewiątej w podłym nastroju. Nie chciał pokłócić się z Ulą, a tak się stało. Po drodze kupił sobie jeszcze alkohol i chciał się upić.  Paulina widząc jego stan, zrozumiała, że chyba jej plan zadziałał i postanowiła wykorzystać sytuację. Zwłaszcza że była sama z Markiem w domu, bo jej brat był na wakacjach, a Dobrzańscy na premierze w teatrze i prędzej niż po północy nie mieli wrócić. Przebrała się w cieniutką koszulkę oraz spodenki i przyszła do salonu, aby go pocieszyć. Zaczęła również uwodzić, ale Marek był zbyt pijany, aby odczytać jej intencje.

-Marco od kiedy pijesz? -zapytała, siadając obok.

-Od dzisiaj -odparł od niechcenia.

-Na wszystko znajdzie się rozwiązanie -mówiła, obejmując go. —Nie musi być to kieliszek. Powiesz mi, co się stało.

-Nie potrzebuję rad.

-Czyli kobieta. Widziałam, jak ostatnio się zachowywałeś. Pokłóciliście się? Nie warto pić z takiego powodu -mówiła, gładząc po policzku. —Marco możesz mieć każdą dziewczynę na zawołanie -dodała uwodzicielsko. —Może tatusiem zostaniesz?

- Zwariowałaś -odparł, spoglądając na nią ironicznie.

- To o co poszło z tą dziewczyną?  

-Nie twoja sprawa -odburknął. — Idę do siebie -dodał, zabierając koniak z barku.

Sen szybko go zmorzył, ale nie na długo, bo po godzinie poczuł, że ktoś go całuje w ramię i twarz. Czuł jeszcze przyjemne pobudzenie.  Przez jakiś czas pozwalał sobie na taki stan i oddawał pocałunki i pieszczoty, a podniecenie wzrastało.

-Cudownie -wymruczał, gdy poczuł dłonie, jak pieszczą jego męskość.

-Marco dam ci taki seks, że zapomnisz o niej -usłyszał szept w odpowiedzi.

-Paula?  Co robisz w moim pokoju? -zapytał już przytomnie.

-Chcę cię pocieszyć. Nic tak nie działa na faceta, jak dobry seks -mówiła, siadając na nim i eksponując nabrzmiałe piersi w świetle pełni księżyca. —Klin klinem.

-Zwariowałaś? Nie mam zamiaru przespać się z tobą -mówił, zwalając ją z siebie.

-Tylko idiota by nie skorzystał. Ona ci nie da tego co ja mogę ci dać.

-W przeciwieństwie do ciebie Ula się szanuje -mówił, wstając z łóżka.

-Od kiedy cnotki cię interesują?

-Od niedawna.  Wynoś się z mojego pokoju -odparł, rzucając w jej stronę koszulkę.

Pech chciał, że gdy wychodziła, natknęła się na Dobrzańskich.  Ciągle była bez górnej części stroju i musiała piersi zasłonić, krzyżując ręce.

-Co się tu wyprawia? -zapytała głośno Helena.

-Jak co!?  Wasz syn mnie wykorzystuje do swoich potrzeb seksualnych -oznajmiła kłamstwem i satysfakcją. —Nie mam nawet jeszcze skończonych osiemnastu lat.

-Przyszła do mnie, aby mnie pocieszyć - rzucił Marek swoją odpowiedzią zza jej pleców. Usłyszał głos matki i szybko naciągnał spodnie od piżamy i dołaczył do rodziców.—Pokłóciłem się z Ulą i wypiłem za dużo. Chciała wykorzystać sytuację, bo was nie miało być, a ja jestem pijany. Na szczęście szybko oprzytomniałem. Tak na marginesie wiedziała, jak ma się wziąć do rzeczy.

-Kłamie!  Od dawna sypia ze mną potajemnie! Zmusza mnie do seksu! -kłamała perfidnie. —Zakrada się nocami do mojej sypialni.

-To są totalne bzdury -odrzekł wściekle Marek. —Co sobie w tej swojej głupiej głowie uknułaś.

-Możecie przestać krzyczeć -przerwał ostro ich kłótnię Krzysztof. —A ty się ubierz Paulino i wróć tutaj. 

Febo weszła na chwilę do swojego pokoju, narzuciła szlafroczek i ponownie pojawiła się na korytarzu.

-Możesz powiedzieć, kiedy Marek cię wykorzystał? -pytał ze spokojem Krzysztof.

-Nie pamiętam. Nie notuję w kalendarzyku -odparła na odczepnego. 

-Nie pamięta, bo nigdy coś takiego nie miało miejsca -wtrącił Marek.

-Może przypominasz sobie, chociaż jeden taki incydent, okoliczności -kontynuował Dobrzański. —To dość poważne oskarżenia i powinnaś pamiętać.

-To, aż tak ważne, kiedy? Z miesiąc temu. 

-Dość ogólnie powiedziane Paulino stwierdziła Helena. —Trudno uwierzyć w to co mówisz, a to co mówi Marek na sens.

-Jesteście po jego stronie, bo to wasz syn -wysyczała.

-My realnie myślimy Paulino -dodał Dobrzański. —Miałby pod naszym dachem z tobą? Twoja sypialnia jest za ścianą naszej, a ja mam lekki sen i słyszałbym coś. Chyba że zachowywaliście się wyjątkowo cicho albo ty chodziłaś do Marka.

-Nie kłamię -odparła stanowczo. —Mało miał kochanek. Podrywał, wykorzystywał i porzucał. 

-Ciebie za to nie tknąłbym nawet małym paluszkiem -odparł Marek. — Nawet jakbyś była ostatnią kobietą, to nic by nie było między nami. Albo może miałaś taki plan, aby wejść mi do łóżka, a później powiedzieć moim rodzicom i naciskać w przyszłości na ślub ze mną. 

-Helenko to nie na moje nerwy -rzekł Krzysztof. —Oni dalej się oskarżają. Najwyższy czas, abyś się usamodzielnił Marek, a nie mieszkał z rodzicami. Może Paulinie przestaną po głowie chodzić głupie pomysły.

-Teraz na pewno tak zrobię tato -odparł, kierując się do swojego pokoju.

 

Rano Pauliny przy śniadaniu nie było. Krzysztof również szybciej pojechał do pracy i Helena mogła porozmawiać z synem zarówno o zajściach z Pauliną, jak i o powodach kłótni z Ulą.

-I ty byłeś tak głupi, że uwierzyłeś Bartkowi? -zapytała z politowaniem, kiedy skończył opowiadać. —Przecież to cwaniak. Jak byliśmy w Rysiowie dało się to odczuć.

-Niestety mamo, ale dałem wiary Bartkowi. I co teraz mam zrobić?

-Kup kwiaty, jedź do Uli synku i przeproś ją. To dobra, miła i porządna dziewczyna.  


 

Ula również żałowała, że ich rozmowa się tak potoczyła. Rano postanowiła, że jak już ogarnie dom, to zadzwoni do Marka i postara jeszcze raz z nim porozmawiać. Była w połowie zajęć, gdy usłyszała głos Marka rozmawiającego z Jasiem. Chwilę później pojawił się w kuchni.

-Przepraszam Ula -rzekł prosto.

-I ja cię przepraszam.

Całą resztę wyjaśnili sobie w czasie spaceru po Rysiowie, na który wzięli również Betti. Od tego dnia znowu ich spotkania stały się regularnie i z każdym kolejnym dniem, tygodniem i miesiącem coraz bardziej utwierdzali się w przekonaniu, że są dla siebie stworzeni. Po półrocznej znajomości przyszedł czas na coś więcej niż pocałunki. Marek prawie rok nie był z kobietą i teraz czuł się tak, jakby pierwszy raz miał się kochać. Miejscem na pierwszy ich seks było małe mieszkanie Marka, bo dwupokojowe na jednym z osiedli. Marek również zaczął pracować, aby utrzymać je, siebie i mieć na wydatki związane z Ulą. Inaczej było z Aleksem, bo chociaż wyprowadził się od przybranych rodziców, to żył z dochodów z firmy. Paula natomiast poleciała na studia do Włoch i rzadko bywała w Polsce. Po kompromitacji z jej udziałem wolała nie pokazywać się u Dobrzańskich.

Pierwszy raz Uli i Marka był samą słodyczą. Nie spieszyli się nigdzie, bo mieli cały walentynkowy wieczór przed sobą. Leżeli na łóżku Marka i oddawali się słodkim pocałunkom i pieszczotom. Systematycznie też ich odzież odsłaniała poszczególne części ciała.

-Jesteś taka piękna -szeptał, zagłębiając się swoimi ustami między piersi Uli.

-A ty taki… boski -dodał, gdy dobrała odpowiednie słowo.  

Dalej skupili się na tym co robią, a nie na rozmowie. Marek pobudzał sfery Uli kobiecości, doprowadzając ją do nieznanego jej dotąd stanu. Ula była pierwszy raz w takiej sytuacji, więc pozwoliła poddać się rozwojowi aktu miłości. Gdy jego podniecenie było na granicy zenitu, rozsunął delikatnie uda Uli. Ula myślała, że to już, ale palce Marka powędrowały w te najczulsze miejsca, a nie to co powinno. Nie na długo, bo już w parę sekund później stało się to najważniejsze. Marek delikatnie wsuwał się w jej ciało, pozbywając ją przy jej cichym jęku dziewictwa. Po chwili odpoczynku na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji zaczął poruszać się rytmicznie. Najpierw wolno, a gdy zobaczył zmianę w twarzy Uli szybciej i szybciej. Pierwszy orgazm przeżyła równo z Markiem i dodawało jeszcze większej rozkoszy. Instynktownie mocniej ściskała go biodrami i lekko je uniosła, aby to co czuła, było jeszcze bardziej wyraziste. Chwilę później poczuła, jak plemniki Marka rozsiewają się w jej ciele, dając jej poczucie spełnienia. 


 

-I jak było? -zapytał, gdy leżeli wtuleni w siebie.

-Cudownie Marek. Nie do opisania. Warto było czekać na ciebie.

-To dobrze, że się spisałem -odparł, całując delikatnie w usta. —Ten pierwszy raz powinien być niezapomniany.

Na kolejnej randce ich relacje nabrały tempa. Marek wywiózł ukochaną na obrzeże miasta, gdzie obecnie był wielki plac budowy.

-Jeden z tych domów może być nasz Ula -oznajmił jej, gdy wyszli z auta.

-Nasz? Jak nasz?

-Powinienem od czegoś innego zacząć -mówił, sięgając do kieszeni kurtki. —Ula wyjdziesz za mnie? -zapytał nieoczekiwanie, wyciągając małe pudełeczko i podsuwając pod jej oczy. —Wiem, że dziwne miejsce na oświadczyny i że masz dopiero niespełna dziewiętnaście lat i studiujesz, ale kocham cię do szaleństwa i chcę być z tobą już zawsze.

-Pod warunkiem, że poczekamy z dziećmi jakiś czas Marek. Chcę najpierw studia skończyć.

-Dzieci kochanie za jakieś pięć lat -sprecyzował, wsuwając na jej palec pierścionek. —Na razie, to ja noce chcę spędzać na kochaniu się z tobą, a nie na ząbkowaniu, kolkach i przewijaniu -dodał, przypieczętują oświadczyny pocałunkiem.  —To, co z tym domem? Jeśli podoba ci się tutaj, wpłacę zaliczkę. Co prawda rodzice obiecali mi pomóc, ale postaram się oddać.

-Pięknie tu jest Marek. Blisko las, potok. Czuję, że będziemy tu bardzo szczęśliwi.   

Z założonym planem wstrzelili się niemal idealnie, bo w niemal pięć lat po ślubie na świecie pojawiła się ich córka Renatka, a po kolejnych trzech syn Radosław. Domem i dziećmi zajmowała się Ula, bo do pracy nie musiał chodzić. Miała własne biuro rachunkowe jedyne w okolicy a z racji, że na ich osiedlu było sporo małych przedsiębiorstw, miała co liczyć. Do tego była youtuberką i prowadziła swój kanał na temat wychowywania dzieci, zdrowego odżywiania i ogólnego prowadzenia domu. Marek natomiast pracował w rodzinnej firmie i był obecnie wiceprezesem. W pracy więcej niż osiem godzin nie spędzał, bo chciał jak najwięcej czasu spędzić z żoną i dziećmi, a nie gonić za pieniędzmi. 

-Fajną rodziną jesteśmy, prawda - mówiła Renatka. 

-A wszystko to dzięki waszej babci, programie i tym jednym zdjęciu waszej mamy, w którym się zakochałem -odparł Marek swoim dzieciom.

- Czyli warto czasami być biednym kochanie -dodała Ula.