niedziela, 19 grudnia 2021

Decyzje 1/5

Trzy dni i trzy noce spędzone z Markiem na wyjeździe były spełnieniem marzeń Uli. Wyjechali w piątek rano, a wrócili w poniedziałek rano. Oficjalnym powodem wyjazdu prezesa i asystentki były wizyty w szwalniach a nieoficjalnym, o którym wiedział tylko Seba i sam Marek było dalsze urabianie Uli przed zarządem. Sebastian jednak do końca prawdy również nie znał. Wiedział, tylko że przyjaciel miał w planach zatrzymać się na nocleg w SPA. Nie wiedział natomiast tego, że zarezerwował jeden pokój i liczył na kilka upojnych chwil z Ulą. Po wieczorze spędzonym z Ulą nad Wisłą wiedział już, że chce całować i spotykać się z Ula naprawdę, a nie urabiać jak do tej pory. Wiedział również to, że usta Uli są słodkie i stworzone do całowania.  Za uwodzenie Uli zabrał się już pierwszego dnia popołudniem. Mieli popracować, ale on wszelkie próby Uli na przeglądanie papierów skutecznie hamował. Ostatecznie po raz pierwszy poszli do łóżka. Kolejny dzień podobny był do poprzedniego. Zamiast pracować, Marek wolał wypoczywać na tarasie i pójść na plażę jeziora. Wieczorem ponownie wylądowali w łóżku. 


 

W poniedziałek rano wrócili do Warszawy.  Marek odwiózł jeszcze Ulę do domu. Chciał również zanieść do domu jej torbę, ale Ula wolała, aby pożegnać się w samochodzie. Trochę to trwało, bo Markowi trudno było przestać całować Uli. Dał jej nawet wolne na popołudnie, ale ona wolała przyjechać do pracy. Tego co się stało na wyjeździe, w ogóle nie żałowała i wierzyła, że już niedługo będą razem. Jeszcze w SPA zapewniał ją, że Pauliny już nie ma i że się z nią nie ożeni.

 

Powrót do firmy nie był niczym przyjemnym dla Marka, bo Paulina na dzień dobry zaatakowała go i oskarżyła o kolejną zdradę. Zrobiła to, bo Wioletta opowiedziała jej wymyśloną historię o narzeczonym i Ani z recepcji. To z nią miał wyjechał na weekend, a nie z Ulą. Zapewnienia Marka i samej Ani, że to jakieś niedorzeczności nic nie dały. Kiedy i Ula przyjechała do pracy, również potwierdziła, że byli razem. Nic to jednak nie dało. Sprawa wyjaśniła się, dopiero gdy Marek dowiedział się skąd te oskarżenia. Przycisnął Wiolettę i ta powiedziała prawdę, że to był jej wymysł.  

W ramach przeprosin Paulina postanowiła zaprosić narzeczonego na lunch do Książęcej. Daleko nie było, bo na następnej ulicy i dlatego pięć minut po wyjściu siedzieli już przy stoliku na dworze.

-Nie rozumiem, jak mogła wymyślić sobie to wszystko Marco -mówiła z wściekłością. — Jest większą idiotką niż myślałam.

-Od dawna jest mitomanką -odparł spokojnie Marek, jak na zaistniałą sytuację.

-Mogła zniszczyć nasz związek -kontynuowała zjadliwie. — A za dwa tygodnie przecież ślub -dodała, zmieniając ton z oburzenia na wesoły. — O tej porze będziemy już nawet po ślubie -sprecyzowała, patrząc na złoty zegarek na ręce. Dlatego nie zauważyła chwilowej skrzywionej miny Marka. — To jednocześnie tak blisko, jak i daleko.

-Tak Paula -odparł cicho.

-Wieczorem wynagrodzę ci awanturę -oznajmiła przymilająco. — Nie siedź więc zbyt długo w pracy. Pamiętasz, że jutro rano lecę do Mediolanu?

-Tak. Lecisz na tydzień na zakupy, spotkanie z koleżankami, samolot masz o ósmej piętnaście, a wracasz za tydzień -rzekł jak wyuczoną regułkę.  

Tydzień bez Pauliny cieszył go. Wiedział już nawet, co będzie robił w tym czasie. Rano praca a popołudnia spędzać będzie z Ulą. Marzyło się mu nawet powtórzenie tego co było w SPA. Same już wspomnienia wywołały na jego twarzy uśmiech.

Podobne plany miał Olszański i liczył, że gdy Paulina poleci do Mediolanu, on będzie z Markiem spędzać wszystkie wieczory w klubie.

 

Ula tymczasem potrzebowała od Marka zestawienia sprzedaży z poprzednich kolekcji i dlatego poszła do jego biura. Szefa nie było, a Wioletta powiedział jej, że Marek wyszedł na obiad z narzeczoną, aby się pogodzić.  Tym nie zraziła się, tylko poszła sama po potrzebne dokumenty. Mniej więcej orientowała się, gdzie może znaleźć to co było jej potrzebne. Kiedy jednak w dwóch górnych szufladach nie było teczki z zestawieniami, zajrzała do najniższej. Widok słodyczy i drobnej biżuterii zaskoczył ją. Oprócz tego leżała tam mała karteczka, złożona na pół. Dlaczego wzięła ją i zajrzała, co było tam napisane, sama nie wiedziała. To zaś wprawiło ją w osłupienie i niedowierzanie. Dalej już nie szperała po szufladach, tylko  gdy nieco się uspokoiła, zadzwoniła do Marka. 


 

-Marek przepraszam, że przeszkadzam, ale te zestawienia z kolekcji wiosennej są mi potrzebne.

-Nie przeszkadzasz. Jestem tylko z Pauliną na obiedzie. Znajdziesz je na półce przy zegarze. Niedługo wrócę i razem popracujemy.

-Dam sobie radę Marek. Nie przeszkadzajcie sobie.

Marek chciał jeszcze coś powiedzieć, ale Ula zdążyła się rozłączyć. Ona tymczasem, gdy dowiedziała się, gdzie są dokumenty wzięła, co miała zabrać i poszła do siebie.

Marek pojawił się u niej półgodziny później.

-Przepraszam Ula, ale musiałem wyjść z Pauliną -mówił, całując Ulę w szyję.

-Nie ma sprawy -odparła obojętnie. — Narzeczona najważniejsza.

-Nie mów tak. Po pracy my wyjdziemy.

-Nie wiem, czy to dobry pomysł Marek. Dopiero co pogodziłeś się z Pauliną. Może naprawdę coś podejrzewać.

-Ula -jęknął.

-Zobaczymy Marek. Do szesnastej daleko.

 

Dwie godziny później Paulina ponownie tego dnia zrobiła awanturę narzeczonemu. Tym razem miała niezbite dowody. Potrzebowała bowiem paru numerów telefonów, aby potwierdzić bytność na ślubie i przejęciu. Byli to znajomi Marka i dlatego poszła do jego gabinetu. Narzeczonego jednak nie było. Na biurku nie było widać również jego notesu. Dlatego zaczęła przeszukiwać szuflady i podobnie jak Ula zajrzała do najniższej z nich.  Różnica polegała tylko na tym, że nie zajrzała, co było napisane na karteczce.  Wtedy właśnie wszedł Marek.

-Możesz powiedzieć mi, co ma to znaczyć!? -wrzeszczała, wrzucając zawartość na biurko — Czekoladki, biżuteria, karteczki z serduszkami i misiami? Komu to dajesz?!

Marek patrzył na to i zastanawiał się, co ma jej powiedzieć. Wzrokiem szukał również liściku od Seby, ale nie był go. Poukładał sobie wtedy wszystkie fakty i zrozumiał, że Ula pierwsza musiała go zobaczyć, gdy była po zestawienia. To go jeszcze bardziej przeraziło i zdenerwowało niż tłumaczenie się narzeczonej.

-Po co pytasz, skoro wiesz -odparł, chowając to, co wyciągnęła do szuflady. Kiedy rozgarnął pudełeczka, zauważył też małą złożoną karteczkę. Poczuł ulgę, że Paula nie przeczytała i że jest. Istniała jednak taka ewentualność jednak, że Ula ją znalazła i stąd jej dziwne zachowanie.  — Daje to swoim kochankom. Adekwatnie do zasług. Czekoladki za pocałunek, a błyskotki za łóżko.

-Jesteś cynicznym, żałosnym, chamskim dupkiem -wysyczała.  

-Paula czekoladki i te drobiazgi od dawna tu leżą. Są to darmowe prezenty od firm. Tobie nie daję, bo słodyczy nie jesz, a biżuteria jest z tego najtańszego srebra. Zresztą jak widzisz, są tu puste pudełka i papierki.

-Nie wierzę ci -odparła, ale już z mniejszą siłą.

-Twoja sprawa -rzekł, gdy wychodziła z biura.

Kiedy chwilę później napotkała Wiolettę, zapytała, czy wie po co Markowi świecidełka i słodycze.

-Że co?

-Jak zwykle nic nie wiesz -odparła opryskliwym tonem. — W niczym mi jeszcze nie pomogłaś.  Jest wręcz przeciwnie. Aleks przez ciebie musiał odejść.

-To, co mam robić? On wszystko zamyka. W koszu mam grzebać?

-Choćby w koszu. Nawet nie wiesz, ile cennych rzeczy można się dowiedzieć, grzebiąc w śmieciach. Choćby z rachunków.

Marek tymczasem liścik przedarł, zgniótł i wrzucił do śmietnika. Kiedy wyszedł Wioletta przejrzała kosz i natrafiła na to co wyrzucił. Później poskładała i przeczytała. Chciała od razu zadzwonić do Pauliny, ale stwierdziła, że może zyskać znacznie więcej, jak sprawę przemyśli i jak na razie nie dzwoni do Pauliny.

 

Ula na popołudniowe wyjście zgodziła się w końcu. Chciała bowiem sprawdzić dwie rzeczy. Jak jest z tym krótkim liścikiem, który widziała i czy Marek zastosuje jedną z rad Sebastiana, jak mniemała.

-To, co masz w planach? -zapytała, gdy usiadła już w jego samochodzie i Marek ruszył sprzed firmy.

-Zaległe kino, a później pójdziemy coś zjeść i odwiozę cię do domu. Ewentualnie najpierw coś zjemy, a później kino.

-Powinniśmy porozmawiać o raporcie Marek. W SPA mówiłeś, że nie chcesz psuć sobie wyjazdu pracą i obiecałeś, że gdy wrócimy do Warszawy, wrócimy do raportu.

-Mówiłem Ula, ale teraz nie jesteśmy w pracy tylko po i na randce -mówił od niechcenia.  Gdzieś w głębi martwił się również, że Ula ciągle nie jest przekonana do przedstawienia fałszywego raportu.

-To kiedy będzie odpowiednia pora Marek? Czas ucieka, rada czeka.

-Jutro pomyślimy. Teraz cieszmy się tym, co jest.

Kolejne trzy godziny o pracy już nie rozmawiali. Udało się im natomiast pójść na popołudniowy seans i przez półtorej godziny oglądali perypetie personelu jednego z hoteli, gdzie popełniono kradzież i szukano złodzieja pośród pracowników.

-Teraz kolacja Ula. Stolika nie zamówiłem, ale chyba nie jest nam potrzebny.

-A nie będziesz miał problemów z Pauliną, że nie ma cię tak długo?  -zapytała z zatroskaniem.  — Nie chcę, żebyś przeze mnie miał hałas. Zresztą drugi dzisiaj.

Trzeci hałas Ula. Ale powiedzieć ci o tym co zaszło później, nie mogę.

-Cała ty. Martwisz się wtedy, gdy nie musisz.  Poradzę sobie jakoś. Radziłem sobie przez siedem lat, to ten jeden raz również. Chyba że ty jesteś znudzona moim towarzystwem i chcesz już zakończyć nasze spotkanie -dodał przewrotnie.

-Nie, nie chcę absolutnie. Mogłaby nawet trwać wiecznie. Nie wiem tylko jak z twoją uczciwością i po co te rzeczy są ci potrzebne w twojej szufladzie. Założyłeś się z Sebą, że mnie poderwiesz, czy co? -dodała w myślach.

-Na jutro popołudniu również nic nie planuj -oznajmił tajemniczo. — Najpierw wizyta w urzędzie wojewódzkim, a później będę tylko twój. Mam już plan. To niespodzianka nie pytaj, więc co.

-Długo to potrwa? -dopytywała, bo miała inne domowe plany, ale też nie chciała odmawiać Markowi. — Obiecałam zrobić Betti pizzę na kolację i muszę wrócić przed siedemnastą.

-Zdążymy do piątej wrócić.  A pizzę chętnie bym skosztował -zgrabnie się wprosił.

-Czuj się już zaproszonym.

 

Ulę do domu odwiózł przed siódmą, ale do swojego domu nie chciał jeszcze wracać. Zadzwonił tylko do Pauli, że się spóźni, bo pojechał do rodziców, a ci byli stuprocentowym alibi. Kiedy natomiast wrócił do domu, Paulina już spała, a na niego czekała pościel w salonie.  Tym się nie zmartwił, bo jeszcze na obiedzie, gdy mówiła o planach na wieczór, on zastanawiał się, jak ma uniknąć planów narzeczonej. Nie zamierzał kochać się z narzeczoną ani tej nocy, ani już nigdy więcej.

Następnego dnia była już w lepszym humorze i nawet wybaczyła narzeczonemu to, co znalazła w jego szufladzie. Markowi również humor się poprawił, bo ciągle miał szansę na powodzenie planu. Paulina mogła poprzeć go na radzie, a on później mógł odwołać ślub i pomyśleć nad związkiem z Ulą.

Na lunch wybrał się z Sebastianem. Olszański miał dla niego propozycję na wieczór i według jego mniemania nie do odrzucenia, czyli wizyta w klubie i poderwanie dziewczyn na wieczór.

-Nic z tego przyjacielu -zniweczył z miejsca jego plany. — Muszę Ulką się zająć.

-Marek, ile jeszcze będziesz ją urabiać? Nie radzisz sobie z nią i tyle.

-Powtarzasz się Seba.

- Może do łóżka weź ją -odparł ironicznie.   Wypij więcej na odwagę i daj jej trochę przyjemności.

-Seba nie chrzań -odparł zezłoszczony.

-Ale przecież wieczorami nie będziesz jej urabiał. Ona ma rodzinę i wraca do domu.

-A ja właśnie chcę trochę pobyć w domu sam. Poczytać, wyspać się od ósmej do ósmej. Zjeść w sypialni kolację, wypić poranną kawę, pooglądać z łóżka telewizję.

- Coś kręcisz Marek? -mówił pewny swego.  — Co tak nagle cię wzięło?

-Nic mnie nie wzięło -odparł zirytowany pytaniami przyjaciela. — Ty masz to na co dzień i ja chcę zaznać trochę spokoju. 

 

Z pracy Ula z Markiem tego dnia wyszli prędzej niż pozostali, bo o czternastej. Powodem tego były sprawy urzędowe i do pracy postanowili już nie wracać.  Kiedy mieli już to z głowy, mieli wyłącznie czas dla siebie. To co będą później robić dla Uli tajemnicą, było do samego końca, czyli do dotarcia do celu. Cel osiągnęli kwadrans później, gdy to Marek parkował przed jedną z hal.

-Ula palmiarnia już była więc czas na kaktusiarnię -oznajmił wesoło. — Chociaż wiem, że nie jest tak pięknie jak w palmiarni, ale może któryś kaktus akurat kwitnie i zobaczymy piękny kwiat.

-Jest ok. Marek. Ile można palmy oglądać. 


 

Kolejne minuty tam właśnie spędzili, a później Ula zaprosiła Marka do siebie na kolację. Tak jak wczoraj mówiła w planach była pizza domowej roboty, więc nie odmówił. Miał również ochotę spotkać się ponownie z Cieplakami. Z Rysiowa odjechał dopiero po ósmej i z jak najlepszymi wrażeniami.

 

Następne popołudnie i wieczór Ula miała zajęty, dlatego Marek uległ namową i poszedł do klubu z Sebastianem. Nie minął kwadrans, jak pili z dwiema dziewczynami. Mieli okazję je prędzej poznać i dlatego rozmowa przebiegała szybko. Dobrzański jednak na nic więcej niż na postawienie im drinków ochoty nie miał. Nawet jak Kamila dawała mu jednoznaczne znaki. W głębi czuł pragnienie kobiety, ale sęk w tym, że była to Ula i z nią chciałby się kochać. W pamięci miał ciągle ich seks i nie mógł zapomnieć, ile przyjemności i radości dało mu kochanie się z Ulą. Na ostatnich dwóch randkach pocałunków sobie również nie szczędzili.

-Dobrze się czujesz? -zapytał Seba, gdy Marek grzecznie odmówił Kamili i przed dziewiątą postanowił wrócić do domu. —Z Ulą całe popołudnia spędzasz, a tu niecała godzinka i uciekasz.  

-Śledzisz mnie? -zapytał wprost.

-Nie śledzę. Marek, w co ty się bawisz? -pytał również bez ogródek.

-To ty wymyśliłeś te całe urabianie, więc nie miej teraz pretensji.

- Tak ja, ale nie kazałem ci spędzać z nią tyle czasu. Miałeś dawać jej prezenciki, a ty chodzisz na regularne randki. Mam jeszcze wrażenie, że sprawia ci to przyjemność.

-Ula to inteligentna, zabawna, miła dziewczyna. Nie jak ta Kamila.

-Może z brzy…

- Seba Ula, Ulka -wtrącił ze zdenerwowaniem. —Zapamiętaj w końcu. 

-Może z Ulą chciałbyś seksu -rzekł, zaskakując tym Marka.

-Za duże pijesz i nie wiesz co mówisz -odparł, przełykając ze zdenerwowaniem ślinę.  

-Taaa Marek -iluzyjnie parsknął. — Tak się składa, że przypadkiem znalazłem w twoich papierach rachunek za SPA. Apartament dla dwojga. Pięknie brzmi.

-Nie do wiary -odparł z niedowierzanie i złością na przyjaciela. — Nie tylko mnie śledzisz, ale grzebiesz w papierach.

-Dzisiaj zauważyłem, gdy byłem po umowy z modelkami. Ty ją przeleciałeś.

-Wyrażaj się -wytrącił ostro.

- Przespałeś się z nią -poprawił się.  — Marek jak Paula się dowie, nie daruje ci tego. Klaudia, Dominika to pikuś przy brzy… Uli -poprawił się, gdy dostrzegł minę Marka.

-Nie twoja sprawa, co robię i jak spędzam czas z Ulą -odparł zdecydowanie i nie zaprzeczając już, że było coś z Ulą. — Jadę do domu, a ty siedź sobie z Kamilą i Martą. Cześć -pożegnał się szybko i wyszedł z klubu.

Seba nie zamierzał poddawać się i następnego dnia rano postanowił poważnie porozmawiać z przyjacielem i przedstawić czarny scenariusz, jaki może się wydarzyć, gdy Paula dowie się o jego romansie z brzydulą. Do gabinetu poszedł tuż po dziewiątej, a chwilę później w to samo miejsce udała się Ula.

 

 Druga część po świętach w styczniu. Chcę napisać mini świąteczne.  Może mi się uda.

 

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Druga żona cz. 8 ostatnia.

-To ty -wysyczała Febo. — To ty byłaś kochanką Antonio. Oczywiście, że ty. Wróciłaś, bo zginął i nie miał cię kto utrzymywać.

-Zbzikowałaś? -odparła z oburzeniem. —Jak można mnie o coś takiego posądzić. Po tylu latach znajomości.

- Wiem, co mówię -wtrąciła brutalnie. — Jakiś czas temu widziałam ten pierścionek w szufladzie Antonio -dodała, szarpiąc za dłoń. — Myślałam, że był dla mnie, ale wraz z jego wyjazdem do Mediolanu pierścionek zniknął. Jesteś podłą suką -dodała, szarpiąc za włosy.

-Możesz mnie nie obrażać i się uspokoić -mówiła, zasłaniając się rękoma. — Jesteś wariatką.

-A ty hipokrytką, intrygantka i złodziejką cudzych mężów -fuknęła obrazami. — Byłaś moją najlepszą przyjaciółką -dodała, a długie paznokcie powędrowały w stronę twarzy Klaudii.

-Ty lepsza nie byłaś -zawtórowała, broniąc się przed atakami Pauliny. — Gziłaś się z Markiem.

-Więc się przyznajesz do bycia kochanką mojego męża. Jesteś ladacznicą i nikim innym -mówiła, szarpiąc się z Klaudią już na dobre. — Ja chciałam ci jeszcze pomóc z Markiem. Teraz rozumiem, dlaczego Marek mnie przestrzegał przed tobą. 

-Gdybym nie ja, byłyby inne -mówiła odważnie i odważnie się broniła i atakowała Paulinię.   — Chodziłby pod czerwone latarnie.

- Sama powinnaś tam trafić.

Kolejne wydarzenia działy się bardzo szybko. Obie jeszcze przez chwilę szarpały się, ale Klaudii udało się uciec z pokoju i skierować się w stronę schodów.  Pech chciał, że tam Fabio synek Pauliny siedział i puszczał samolociki z papieru do stojącej na dole siostry Izabeli. Obok niego natomiast leżał samochodzik.  

-Nie skończyłam jeszcze z tobą ty szmato -wołała za nią Paulina. — Nigdzie się nie ukryjesz. Spod ziemi cię wykopię.

Klaudia, będąc już na schodach i obracając się za siebie, nie patrzyła pod nogi i w jednej chwili straciła równowagę.  Przez kolejne sekundy turlała się na sam dół, uderzając co chwila o stopnie schodów. Na koniec uderzyła głową o podłogę z kamienia. Chwilę później ze skroni poleciała jej krew.

Głosy Pauliny sprowadziły jej służbę i prawnika do holu. Kiedy przybiegli zastali Paulinę na połowie schodów oraz nieprzytomną Klaudię leżącą na podłodze i Fabio z  siostrą kucających przy niej. Kiedy służba i prawnik podeszli bliżej zauważyli, że się nie ruszała.

-Czy ona umarła? -pytał Fabio, zanosząc się płaczem. — Nie chciałem, żeby spadła. Samochodu nie zostawiłem specjalnie. Ona weszła na niego i upadła. 

-Nie słuchajcie go -odezwała się Paulina. — Ona sama potknęła się na tych schodach. — Proszę wziąć stąd dzieci -dodała do niani Halinki.

-Trzeba zadzwonić po medyka i na policję -odezwał się prawnik, gdy niania wyprowadziła, płaczącego chłopca i Izę.

-Nikt nie słyszał, co mówił Fabio, ani nie widział, co się stało -rozkazała obecnym i nie zważając na słowa prawnika. —Mojej kłótni z nią też nie słyszeliście.

-Jestem prawnikiem. Nie mogę kłamać. To był nieszczęśliwy wypadek.

-To powie pan, że nie było jeszcze pana tu, gdy wydarzył się wypadek -odparła rozkazująco.

-Fabio jest dzieckiem i nic mu nie zrobią -tłumaczył. —I co będzie, jak Fabio komuś powie prawdę. Albo jak pani Dobrzańska przeżyje? Może winę na panią zrzucić.

-Tym później będę się martwiła. Była w nerwach i może nie pamiętać, co się działo. A z Fabio sama porozmawiam i przekonam go, że wszystko z góry widziałam i że potknęła się, zanim weszła w ten nieszczęsny samochodzik.

-Nie powinna pani składać fałszywych zeznań -próbował dalej przekonywać prawnik. — Ma pani dzieci. Może pani do więzienia trafić.

- Nie zamierzam narażać Fabio na spotkania z policją -odparła stanowczo. — Macie wszyscy mówić, że dopiero, gdy upadła pojawiliście się w holu. To jest zresztą prawdą. Nikt nie widział, jak upadała.

Lekarz dotarł dopiero po półgodzinie i nieprzytomną zabrał do szpitala. Tam okazało się, że oprócz rany na głowie, siniaków miała również złamane żebra.

 


Tymczasem w domu Pauliny pojawiła się policja, aby dokładnie wyjaśnić, co się stało i przesłuchać świadków. Służba, bojąc się Pauliny, nie wspomniała nic o Fabio, tylko zeznała, że nie widzieli zajścia.  Prawnik natomiast, że nie było go jeszcze w posiadłości Febo -Gotti, gdy wydarzył się wypadek. Sama Paulina zeznała, że gdy schodziła upadła nagle i stoczyła się na dół.

Wieści o nieszczęściu szybko się rozchodziły po okolicy. Dotarły również zarówno do Dobrzańskich seniorów jak i młodych. Ci drudzy pojawili się u Pauliny. Im również opowiedziała swoją wersję wydarzeń.

-Klaudia zrobiła mi wiele złego, ale nie życzyłem jej takiego losu -rzekł refleksyjnie Marek. — Chciałem, żeby znikła z mojego życia, gdzieś wyjechała, ale nie żeby nieszczęście się stało.  

-Cały ty -rzekła Paulina z przekąse i powetowaniem w duchu. — Cokolwiek by się nie stało, umiesz podejść z dystansem do sprawy. 

-Możesz jaśniej?

-Sprawiedliwość ją dosięgła, a ty miły. 

-Nie jestem od wymierzania sprawiedliwości -odparł wymownie.

- Ale masz problemy przez nią. 

-A ty w końcu jesteś jej przyjaciółką czy nie? Zachowujesz się jakbyś nie była. 

- Co dokładnie powiedział lekarz? -zapytała Ula, przerywając dyskusję męża z Pauliną. — Mówił, jakie są rokowania? Wyjdzie z tego?

-Jeszcze nic nie jest przesądzone -odparła nieświadoma tego, że jej syn wszystko słyszy. — Może nie odzyskać przytomności w ogóle. Jest na granicy śmierci i życia.

 

Nazajutrz rano, kiedy niania przyszła do pokoju Fabio okazało się, że chłopca nie ma. Cała służba z miejsca wzięła się za przeszukiwanie domu i podwórza, ale nigdzie go nie było. Dlatego poszukiwania rozszerzono na pobliską okolicę. Chłopiec miał swoje ulubione miejsca, ale tam również go nie było.  Nic nie wskazywało również, że mógł być w ostatnich godzinach. W poszukiwania włączyła się także policja.  Paulina ze względu na zaistniałą sytuację powiedziała w końcu prawdę policji o tym co się wydarzyło poprzedniego dnia i że syn przez cały czas był przestraszony i przygaszony.

- Jeśli coś mu się stanie, nie wybaczę sobie -mówiła do Uli i Marka, którzy również przyszli z pomocą.  — Chciałam go chronić, a wyszło gorzej.

-Znajdzie się, zobaczysz -pocieszała Ula. — Przed kolacją będzie w domu.

-Oby Ula -odparła, chodząc nerwowo po pokoju. — Czuję się taka winna

- Nikt nie mógł przewidzieć, co się stanie -odezwał się i Marek. — Równie dobrze mogłem Klaudii tutaj w ogóle nie sprowadzać, a ty nie przyjeżdżać na wieś na wakacje z dziećmi.

-Przede wszystkim powinnam posłuchać ciebie i się z nią nie spoufalać.  Jest gorsza, niż myślicie - mówiła z goryczą. To ona była kochanką Antonio. Zauważyłam pierścionek na palcu Klaudii, a który kiedyś widziałam schowanego w szufladzie Antonio.

-Wiem, że była -odparł Marek z poczuciem winy.  Dwa lata temu Mateusz Sabotko powiedział mi prawdę. Powinienem powiedzieć i tobie prawdę, ale wystarczyło, że Klaudia moje małżeństwo zniszczyła. Chciałem, chociaż twoje uratować.

-Byli sobie warci -odparła gorzko Febo.

Wieczór niestety, ale nic nie zmienił i dalej nie było wiadomo, gdzie jest Fabio. Lepsze wieści nadeszły ze szpitala, bo wieczorem Klaudia zaczęła odzyskiwać przytomność. Nie pamiętała jednak co się stało, ani to jak się nazywa. To ostatnie było dość podejrzane, bo już raz całkiem niedawno próbowała takiego posunięcia. Lekarze przypuszczali jednak, że faktycznie nic nie pamięta i że utrata pamięci jest czasowa.

 

Następnego dnia Fabio na szczęście odnalazł się w lesie.  Drwale znaleźli go pięć kilometrów od domu śpiącego w ich szopie, gdzie mieli narzędzia i miejsce do odpoczynku i na jedzenie.   

-Wszyscy cię szukają chłopcze -rzekł jeden z nich, gdy się obudził i dali mu jeść i pić. — Mama od zmysłów odchodzi, a policja i mieszkańcy wszędzie cię szukają. Dlaczego w ogóle uciekłeś? W domu masz wszystko.

-Uciekłem, bo to przeze mnie ciocia Klaudia spadła ze schodów -odparł z ciągłym strachem.  — Poślizgnęła się na moim samochodziku. Nie chcę iść do więzienia -dodał, obcierając napływające łzy rękawem. — Pójdę do Warszawy. Tam ludzie mieszkają na ulicy. Zamieszkam z dala od naszego warszawskiego domu.  Dziecku na chleb przechodnie chyba pieniędzy nie odmówią. Albo poszukam pracy. Mogę być chłopcem na posyłki. Umiem pisać i czytać. Wymyśliłem sobie nawet nowe imię i nazwisko. Będę Frankiem Szwarcem z Łodzi.

-Plan jak z powieści przygodowej -rzekł poważnie jeden z drwali, choć to, co mówił Fabio, rozbawiło go.  — Jednak sam na ulicy to nie jest dobry pomysł. Za mały jesteś. Zabijają za parę groszy. Nie patrzą, czy dorosły, czy dziecko, bogaty, czy żebrak.

-Ale do więzienia też nie chcę iść -mówił uparcie.

-Na więzienie też jesteś za mały -wyjaśniał inny.  — Brakuje ci ze siedem lat.  A z tego co mówisz, to był nieszczęśliwy wypadek. Ludzie robią gorsze rzeczy i są na wolności. Uwierz staremu i doświadczonemu drwalowi, że nic ci nie grozi ze strony policji. Bardziej ze strony mamy. Zresztą przyznanie się do winy i skrucha też są ważne. Sądy biorą pod uwagę, to jak kto się zachowuje po tym co zrobił. Ty żałujesz. Sama ucieczka na to wskazuje.

-Myśli pan? -pytał, patrząc na drwala z ożywieniem.

-Ja to wiem -odparł pewnie. — To, co Fabio -dodał, aby chłopiec nie zaczął zbytnio długo myśleć, nad tym co mu powiedział, ani nie zmienił zdania. — Jedziemy za godzinę z drzewem do wsi, to cię zabierzemy do mamy.

Po powrocie do domu oszczędzono Fabio spotkania z policją i jego zeznań. Jego ucieczka i to, co wiedziała Paulina oraz drwale wystarczyło, aby zakończyć postępowanie bez orzekania o winie. Lekarz tylko zasugerował Febo, aby gdzieś wyjechać z synem i poświęcić mu jak najwięcej czasu.  Dla Fabio ważne było również to, że Klaudia żyła.

 



Fizyczny stan zdrowia Klaudii poprawiał się z każdym dniem, ale dalej nic nie pamiętała i zachowywała się otępiale.  Badali ją również różni lekarze, ale tylko bezradnie rozkładali ręce. Uraz głowy musiał być tak śliny, że spowodował nieodwracalne skutki. Dlatego trafiła pod opiekę zakonnic, które prowadziły dom opieki dla takich osób. To mogło zaś skomplikować sprawę unieważnienia małżeństwa z Klaudią.  Na korzyść Marka przemawiało jednak to, że już prędzej skierował prośbę do sądu kanonicznego. Wkrótce biskup Antoni mógł Uli i Markowi przekazać dobre wieści. Wraz z dziesiątym sierpnia jego pierwsze małżeństwo zostało unieważnione. Kiedy natomiast decyzja nabrała mocy prawnej i miał papiery na unieważnienie małżeństwa z Klaudią, mógł razem z Ulą pomyśleć o odnowieniu własnego ślubu. Znaleźli się jednak i tacy co uważali, że postępowanie Marka jest haniebne, bo porzucił chorą żonę. Tym jednak nie zamierzali się przejmować, tylko cieszyć się swoim szczęściem.

W czasie swojego drugiego ślubu Ula i Marek mogli już z pełną uczciwością składać przysięgę małżeńską o miłości, wierności, uczciwości i że nie opuszczą się aż do śmierci. Trudno było nie myśleć im o ich pierwszym ślubie, kiedy to słowa przysięgi nie pokrywały się z prawdą, bo ślub brali z rozsądku, a nie z miłości. Po małym rodzinnym przyjęciu był czas na drugą noc poślubną. Trochę minęło również czasu od kiedy po raz ostatni razem dzielili łóżko i dlatego nie mogli doczekać się chwili, kiedy będą mogli oddać się fizycznej miłości. 

 -Pięknie wyglądasz -rzekł Marek, patrząc z pożądaniem żonę i rzucając marynarkę na bok. — I pragnę do bólu. 

-To kochaj się ze mną -odparła Ula, odgarniając włosy.





Dalsza rozmowa sensu nie miała, bo oddali się namiętnym pocałunkom, a ich ubrania w szale pragnienia porozrzucane były po całej sypialni. Pieszcząc się i całując, z każdą sekundą ich pragnienie rosło i chcieli jak najszybciej zaspokoić pierwsze pożądanie. Kiedy byli już nadzy rzucili się na łóżko i tam mogli już w pełni zająć się sobą. Chwilę później po sypialni rozbrzmiały charakterystyczne dźwięki skrzypienia sprężyn.

-To jeszcze nie koniec kochanie -wyszeptał do ucha żony, kiedy złapali spokojny oddech.   — Chwile odpoczniemy i wszystko powtórzymy na spokojnie.

-Liczę na to mężu -odparła, gładząc męża po torsie. — To był intensywne, ale zdecydowanie za krótkie.

Od tej pory życie młodych Dobrzańskich ponownie układało się w kolorowych barwach. Cieszyli się każdym wspólnym dniem i swoimi synami. Oczywiście pamiętali o ostatnich miesiącach, bo wspomnień nie dało się wymazać. Jeździli również do Klaudii w odwiedziny i przywozili przy okazji produkty spożywcze i przemysłowe, bo w ośrodku, choć nie głodowali, dobrobytu nie było. Każda taka wizyta była do siebie podobna. Ula z Markiem zabierali ją na spacer albo szli do pokoju rekreacyjnego. Klaudia za każdym razem na początku była dla nich nieufna, ale Ula postępowała z nią jak ze swoimi dziećmi i potrafiła zaskarbić zaufanie. Było tak przez wiele lat, bo u zakonnic mieszkała do samej starości i w swoim bezpiecznym i beztroskim świecie  czuła się dobrze.

W niecały rok po ślubie rodzina Dobrzańskich ponownie się powiększyła. Tym razem po dwóch synach na świecie pojawiła się córka Marianna i stała się oczkiem w głowie rodziców, braci i dziadków.

-Teraz mam wszystko, co potrzebne mi do szczęścia -mówił żonie krótko po porodzie. — Cudowną żonę, wspaniałych synów i wisienkę na torcie w postaci córeczki.

-To prawda Marek. Oprócz zdrowia nie jest nam już nic więcej potrzebne do szczęścia -odparła z miłością. 

 

KONIEC