niedziela, 20 lutego 2022

Testament cz. 1 -przypomnienie

28. 04.1988

                          Testament.

           Ja, niżej podpisany Tadeusz Nowacki pozostający w pełnej świadomości i bez przymusu ustalam testament.

Moim wnukom Alexandrowi Febo i Pauli Febo dzieciom mojej jedynej córki Agnieszki Febo z dom Nowacka przekazuję.

-Willę w Rembertowie wraz z ogrodem do równego podziału pomiędzy wnukami.

-Samochód Ford Escort zapisuję wnukowi Alexowi.

-Biżuterię zapisuję Paulinie.

-Oszczędności do równego podziału.

-Gospodyni Marii Bąk przekazuję 25 tyś. polskich złotych.

-Mieszkanie natomiast w Warszawie w kamienicy na ulicy Konopnickiej przepisuję Urszuli Cieplak zamieszkałej w Rysiowie. 

-Co? -przerwał ostro dwudziestopięcioletni Aleks Febo.

-Kim ona jest -zawtórowała w tym samym tonie dwudziestotrzyletnia Paulina Febo.

-Proszę nie przeszkadzać -odparł prawnik.

Testament dotyczący wnuków mocy prawnej nabiera po roku, a pani Cieplak i gospodyni natychmiastowo. Argumentuję to prawdopodobną niezgodą ze strony wnuków i na wypadek, gdyby próbowali pozbyć części spadku pani Uli, postanawiam ich część oddać na ochronki dla dzieci. 

Wnuków zobowiązuję również do dbania miejsca wiecznego mojego spoczynku, mojej żony Basi i brata Jana.

Wykonawcą mojego testamentu i woli ustalam mojego przyjaciela i prawnika Mieczysława Moniuszkę. Testament jest niepodważalny i ostateczny. 

                                                          Tadeusz Nowacki.

 


-Z panią Cieplak nie miałem jeszcze okazji się skontaktować -rzekł prawnik do siedzących naprzeciw niego rodzeństwa w swojej eleganckiej kancelarii. —Pod podanym adresem zastałem tylko rodzinę pani Urszuli. Ojca i młodsze rodzeństwo. Pani Cieplak wyjechała dorobić na zbieraniu truskawek do NRD.

-Jaka Cieplak? Kim w ogóle ona jest? -pytał z oburzeniem Aleks.

-To jakaś jego nieślubna córka, kochanka?  -zarzuciła pytaniami jego siostra. —Może zmusiła go do oddania mieszkania. Tam są cztery pokoje i wszystkie media. Wykorzystała jego stan zdrowia.

-Zapewne zauważyli państwo, że testament był napisany dwa miesiące temu, kiedy państwa dziadek nie był jeszcze w stanie agonalnym. Mam jeszcze nagranie wideo, na którym państwa dziadek wszystko wyjaśnia. Puszczę je za ponad miesiąc. Pani Cieplak wraca do Polski za dwa tygodnie, ale ja jadę w tym czasie na trzy tygodnie na urlop. Po moim powrocie spotkamy się we czwórkę. Ja państwo i pani Cieplak.

-My tak tego nie zostawimy panie Moniuszko -mówił ze wzburzeniem Aleks. —Znajdziemy dobrego prawnika i zajmiemy się sprawą. To mieszkanie fortunę kosztuje.

 

Godzinę później oboje siedzieli w restauracji Kameralna, raczyli się kawą z WZ-etką, lampką wina i rozmawiali o tym co niedawno usłyszeli od prawnika.  Niedługo później dołączył do nich Marek Dobrzański.

-Widzę, że spadek opijacie -zagadnął do rodzeństwa.

-Nie do końca? -rzekł ze skrzywieniem Aleks na wino i na niedawną wizytę w kancelarii.  —Dziadek mieszkanie przepisał na jakąś Urszulę Cieplak z jakiegoś Rysiowa. I nie pytaj, kto to, bo wiemy tyle samo co ty, czyli nic. Mamy miesiąc, aby coś się o niej dowiedzieć i coś na nią znaleźć.

-Skoro tak zrobił, musiał mieć powód. Zawsze był rozsądny -argumentował.

-Albo do łóżka mu wlazła. Dziadek nie był taki stary. Sześćdziesiąt trzy lata miał. Musiała go uwieść i musimy tego dowieść.

-Może to jego córka nieślubna -rzucił rozsądnym rozwiązaniem.

-To też pod uwagę bierzemy -rzekła Febo. —Ty możesz nam pomóc Marek. Zainteresujesz się nią i sprawdzisz, czy jest łatwa i czy każdemu wejdzie do łóżka. Masz taki urok osobisty, że nie będzie ci trudno ją poderwać.

-Jak ja Paula?  Jestem przecież twoim chłopakiem.

-Dla dobra sprawy pozwalam ci na ten jeden raz. Tylko do łóżka masz z nią nie iść. Masz sprawdzić co to za cwaniara.

-Przed chwilą mówiłaś, że mam sprawdzić czy do łóżka mi wejdzie.

-Ty pierwszy masz jej do łóżka nie zaciągnąć -wysyczała Febo.

-Paula ma rację. Kto jak nie ty możesz ją wybadać.

- Nie wiem czy jest to dobry pomysł -mówił z obiekcjami.

-Najlepszy -mówiła uparcie Febo. —To mieszkanie to nie lada majątek.

Marek i Paulina byli parą od ponad roku, a zamieszkali razem pół roku temu w strzeżonym czteropiętrowym nowoczesnym apartamentowcu. Paulinie jednak dwie sypialnie salon, osobna garderoba, nowoczesna kuchnia oraz oddzielnie WC i łazienka nie wystarczało i marzył się jej dom.  Swój czas dzieliła pomiędzy Warszawą a Mediolanem, gdzie studiowała zaocznie. Więcej jednak czasu spędzała w Polsce. Przy Marku wiodła dostatnie życie, bo spełniał jej zachcianki i płacił za jej wydatki.  Najbardziej imponowało jej, że jest zabójczo przystojny i że inne kobiety jej zazdrościły. W wypadku Marka zainteresowanie Pauliną spowodowała uroda Febo i to, że w łóżku było z nią mu dobrze. Drugim powodem byli jego rodzice i zmarli rodzice Pauliny, którzy od zawsze marzyli, aby ich dzieci w przyszłości się pobrały i do tego pomysłu się przyzwyczaił. Głębszego uczucia do niej jednak nie czuł. Nie wierzył również w prawdziwą miłość.

 

Dwudziestojednoletnia Urszula Cieplak obudziła się, skoro świt cała zgrzana. Nigdy takich snów, jak erotyczny nie miała, a teraz czuła w najintymniejszych miejscach podniecenie, chociaż nigdy jeszcze tego faktycznie nie przeżyła. Pamiętała sen, chociaż nie pamiętała ani twarzy tego kogoś, ani jego imienia. Może nawet nie było wymienione. Wrócili ze spaceru i bez pośpiechu rozpinał jej bluzkę, całował szyję, usta, ramiona. Równie lekko ściągnął z niej dżinsy i położył na łóżku. Sam zrzucił z siebie podkoszulek z napisem Levis i swoje spodnie. Akcja na łóżku była jeszcze cudowniejsza. Czuła, jak przygniata ciężarem i zachłannie całuje usta i piersi. Dłońmi pieścił każdy kawałek jej ciała, a później jednym energicznym ruchem wdarł się w jej ciało twardym i ogromnym członkiem i pozbywając jej dziewictwa. Z bólu czuła, jak chwyta prześcieradło, ale i mocno trzymała biodra mężczyzny między swoim udami. Przez kolejne minuty, kiedy czuła rytmiczne ruchy mężczyzny, czuła się cudownie i nie chciał, aby ten stan się skończył. Wszystko jednak ma swój koniec i mężczyzna wstał z niej i w milczeniu ubrał koszulkę, slipy i spodnie. Na koniec wyciągnął z portfela banknot z Chopinem i rzucił jej na poduszkę.

-Było całkiem miło mała -rzekł i wyszedł, zanim cokolwiek powiedziała. Z tą samą chwilą zadzwonił budzik i oznajmił, że jest piąta rano i trzeba iść na pole z truskawkami.

 

Dwa tygodnie po spotkaniu z prawnikiem Aleksowi udało się zdobyć zdjęcie Uli i przekazać je Markowi. Ten miał pojechać do Rysiowa w dniu odpustu i w czasie zabawy nawiązać znajomość. Febo liczyli, że pójdzie na nią, bo była to jedna z bardziej rozsławionych atrakcji Rysiowa. Dziewczyna ze zdjęcia atrakcyjna zbytnio nie była i domysły, że mogłaby być kochanką dziadka Febo były mało prawdopodobne. Spodobały się mu jednak oczy dziewczyny. Były bardzo błękitne, a przy żółtej bluzce przypominały mu niebo. Aleks powiedział mu jeszcze, że ma dwadzieścia jeden lat i studiuje ekonomię na najlepszej uczelni. 

 

Marek tak jak planował w Rysiowie pojawił się w sobotni wieczór na zabawie po odpuście. Tłum był spory, ale w końcu udało się mu wypatrzeć dziewczynę ze zdjęcia. Stała z dwiema innymi dziewczynami w pobliżu sceny i popijała oranżadę. Na sobie miała niebieską sukienkę z dekoltem z przodu i dopasowaną w talii. Tym samym już z daleka widać było, że figurę ma niezłą. 


 

-Dzień dobry -zagadnął do niej i koleżanek mężczyzna pod krawatem i kłaniając się przed Ulą. —Mogę prosić do tańca?

-Mnie? -zapytała zdziwiona, bo były tu ładniejsze dziewczyny. —Chyba nie jesteś stąd?  Nigdy cię nie widziałam tutaj.

-Bo jestem tu pierwszy raz. Marek mam na imię -dodał, wyciągając do niej zachęcająco dłoń. 

-Ula -odparła.

-Ula, jeśli nie chcesz to ja chętnie -wtrąciła jakaś brunetka.

 -Możemy zatańczyć jeden kawałek -odparła, aby Marzena nie poszła z nim, bo była z tych dziewczyn, które zawsze znalazły chętnego na taniec.  

Taniec z nieznajomym był bardzo przyjemny, bo nieznany mężczyzna miał poczucie rytmu tak jaki i ona. Melodia była cichsza, więc mogli chwilę porozmawiać.Do tego był zabójczo przystojny i trudno było oderwać jej wzrok od dołeczków w policzkach, jak się uśmiechał i od szarych oczów z iskierkami w spojrzeniu.

-Jakoś znajomość trzeba było nawiązać i dlatego poprosiłem do tańca.

-To prawda. Przyjechałeś tu do rodziny, znajomych?

-Nic z tych rzeczy. Przyjechałem z kolegą zabawić się z dala od Warszawy. Tam mieszkam na co dzień, pracuję i studiuję.

-Ja od zawsze w Rysiowie mieszkam i marzy mi się wyrwanie stąd i polepszenie losu. Tylko perspektyw na wyjazd do dużego miasta nie widać. Może jak skończę studia uda mi się wyrwać.

-Studia? -spytał zdziwiony, choć wiedział, że studiuje. —Ja dawałem ci osiemnaście lat. Można wiedzieć, co studiujesz?

-Na SGPiS. Teraz na drugim roku.

-Nieźle. Umysł ścisły.

-A ty co porabiasz?

-Jestem marzeniem z dzieciństwa, czyli strażakiem i ze względy na dyżury, studiuję zaocznie na kierunku menadżerskim. Już kończę, bo jestem na piątym roku. Rozpocząłem studia z rocznym opóźnieniem, więc mam już dwadzieścia pięć lat. Mogłem iść do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej, ale praca za biurkiem w jednostce ani kariera w straży mnie nie interesuje. Nie muszę być brygadierem Markiem Dobrzańskim albo kapitanem. Wolę gasić pożary i koty zdejmować z drzew. A jeśli już będę za stary na służbę, to będę pracował w rodzinnej firmie.

-To znaczy?

-Jak ją założę Ula -wytłumaczył się z popełnionego błędu.

Przez kolejne dwie godziny, ku zazdrości koleżanek Marek nie odstępował jej na krok. Rozmowa z nią nie była też taka zła dla Marka, jak się obawiał. Z dziewczynami ze wsi nigdy nie miał do czynienia i myślał, że będzie jakaś zahukana, a okazało się, że jest bardziej inteligentna niż znane mu dziewczyny z miasta. A już na pewno była mądrzejsza od modelek, z którymi miał sporo do czynienia.

-Możemy się jeszcze spotkać? -zapytał pod koniec zabawy.

-Pewnie.  Może być pojutrze w parku Moczydło. Mam sprawy do załatwienia w pobliżu i będę tam około czternastej.

-Mi pasuje Ula.

 

Dzień później Marek zdał relację rodzeństwu Febo.

-Inteligentna, raczej spokojna i ułożona. I chce wyrwać się z Rysiowa. Najchętniej do Warszawy.

-Jednak -rzekła Paula, jakby był to obciążający ją dowód o najgorszą rzecz.

-Ja na jej miejscu również chciałbym się wyrwać z Rysiowa -odparł jej Marek. —Bieda z każdej strony piszczy. 

-Nie chciała coś od ciebie wyciągnąć? Nie była nachalna? -pytał Aleks.

-Nie, nie była. Zresztą nie powiedziałem jej, kim jestem tak naprawdę. Tylko że strażakiem. Na dzisiaj jestem z nią umówiony.

-Postaraj się dowiedzieć, czy ma tu jakiś znajomych, krewnych, ulubione miejsca -zażądała Paula. —Może nas to doprowadzić do czegoś.

Na spotkanie z Markiem Ula poszła po wizycie w kancelarii pana Moniuszki. Nie wiedziała, po co miała się tam wstawić i po wyjściu dalej nic nie wiedziała, bo od sekretarki dowiedziała się, że dzień prędzej prawnik wyjechał na trzy tygodnie.

Kiedy pojawiła się w parku, to Marek już był i przywitał ją bukiecikiem kwiatów.

-Witaj Ula -zagadnął, podkręcając uśmiech i ukazując dołeczki w policzkach to, co zauważyła i w sobotni wieczór. —Proszę to dla ciebie.

-Witaj i dziękuję -odparła, wąchając kwiatki.

-To co zrobimy z popołudniem? Ja ze swojej strony mogę zaprosić cię na lody. Chyba że masz inne plany.

-Nie. Mogą być lody. Tam na początku parku jest budka z lodami włoskimi.

Kolejna godzina z Ulą upłynęła Markowi błyskawicznie. Ula czuła jakby znała go od zawsze, a on miał podobne odczucie i jeszcze bardziej przekonywał się, że nie mogła omotać dziadka Pauliny i Aleksa. Ula opowiedziała mu o czteroletniej Beatce i szesnastoletnim Jasiu, ojcu i matce, która zmarła przy porodzie najmłodszej córki.  Po godzinnym spotkaniu Marek odprowadził ją na autobus. Niedługo później ponownie spotkał się z Pauliną i Aleksem i ponownie wiele im nie powiedział. Następne dni były podobne, ale Marek dalej nie widział nic podejrzanego w zachowaniu Uli.

-Ja pasuję. Wy powinniście dać sobie również spokój. Przynajmniej do czasu, aż nie spotkacie się ponownie z mecenasem. Macie lecieć lada dzień do babci, więc dobrze by było sprawę odłożyć. 

- Na te parę dni możemy tak zrobić Marco -przytaknęła Febo, ale z niezadowoleniem.

Mimo to on dalej zamierzał się spotykać z Ulą, bo zaczęła go naprawdę interesować, a nie ze względu na spadek po panu Nowickim. Przy niej czuł się szczęśliwy i doceniony. Opowiadał jej o swoich akcjach pożarniczych, a ona z uwagą słuchała i doceniała to co robił.  Paulina natomiast nie była zbytnio z tego faktu zadowolona. Wolała, aby był na etacie w F&D i zarabiał więcej, chociaż aż tak małej pensji nie miał.

 Tuż przed spotkaniem z mecenasem Aleks z Pauliną polecieli na krótko do Mediolanu. Pech chciał jednak, że Aleksowi skradziono neseser z dokumentami swoimi i siostry i musieli zostać we Włoszech na dłużej, aby wyrobić nowe dokumenty. Tym samym spotkanie z mecenasem odłożyli na trzy tygodnie, czyli na początek września.  Marek natomiast w tym czasie już na dobre zaczął spotykać się z Ulą. Zwłaszcza jak Febo przebywali w Mediolanie, mógł poświęcać jej więcej czasu. Pokazał się nawet u niej w Rysiowie. Oczywiście wzbudził tym uwagę sąsiadów. Podobnie jak jego samochód Jaguar. Były również pierwsze pocałunki.

 

Drugiego września Ula zgłosiła się do kancelarii pana Mieczysława Moniuszki. Wraz z nią pojawiło się tam rodzeństwo Febo.  Od razu obrzucili ją wrogim spojrzeniem. Nic jej jednak nie powiedzieli, bo prawnik pojawił się na korytarzu i zaprosił ich do środka.

 

 

niedziela, 13 lutego 2022

Dzbany -mini.


-Mamo chciałabym urodziny urządzić czternastego lutego w tym nowym lokalu Dziecięca kraina -zagadnęła Julka już na początku lutego. —To jest piątek i pierwszy dzień ferii. W sobotę Zosia i inne dzieci już wyjeżdżają.

-A nie chcesz z rodziną świętować?

-Z rodziną w niedzielę, a to dla kolegów i koleżanek z klasy.  Zgódź się mamo. Urodziny w domu to mały obciach. Inny lokal też może być. Tak od siedemnastej do dwudziestej mamo. Zagwarantowana jest opieka, animator dla dzieci, jedzenie.

-Ok. Jutro zadzwonię do nich i dowiem się wszystkiego kochanie.

-Fajnie mamo -odparła i pobiegła do góry do pokoju, który dzieliła z bratem.

-I co?  Udało się -pytał Kuba.

-Udało. Teraz musimy dopracować plan jak tatę do domu ściągnąć.  

 

Rozmowa z córką wywołały u Uli wspomnienia. Walentynki bowiem przez ponad dziesięć lat były dla niej i Marka prawdziwym świętem i zawsze je obchodzili. Od tych pierwszych udawanych po ostatnie sprzed roku. Teraz to święto nie cieszyło Uli, bo znowu nie było Uli i Marka razem. Zdradziła Marka i teraz mieszkali osobno i czekali na rozwód. Tak więc kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze ozdoby walentynkowe w sklepach, popadała w zły nastrój. Dokładnie pamiętała wszystkie minione walentynki, to gdzie je spędzili, co dała Markowi w prezencie i co on jej podarował. 

 

Co roku były oczywiście kwiaty. Głównie to tulipany do końca nierozwinięte, aby mogła patrzeć, jak rozkwitają.  Prezenty nigdy nie były drogie tylko symboliczne. Ula do dzisiaj miała pudełko z napisem 365 powodów dla których Cię kocham przez cały rok, pozytywkę, trzy poduszki różnej wielkości z miłosnymi napisami, kubek,  różę wygrawerowaną w wersji 3D.  W czasie walentynek Ula podarowała Markowi również dwa białe buciki, co miało oznaczać, że na świecie pojawi się trzecie ich dziecko.  Były i wyjazdy. Pierwszy, gdy byli jeszcze narzeczeństwem, pojechali do Wilna i tam założyli swoją pierwszą kłódkę miłości na moście zakochanych. Na kolejny wyjazdy musieli trochę poczekać, aż dzieci nie podrosły i mogli zostawić je w Rysiowie.  Zwiedzili wtedy Madryt i Wenecję. Założyli wtedy kolejne kłódki miłości. Jednego roku postawili na sprawdzoną palmiarnię i zapiekanki. Była też sesja fotograficzna wraz z dziećmi. Kuba miał wtedy ponad siedem lat, a Julcia sześć. Rok temu jeszcze byli razem w teatrze na spektaklu Małżeństwo to morderstwo i na kolacji. W prezencie natomiast dostała box z krówkami walentynki. Julcia natomiast była taką żywą walentynką, bo przyszła na świat piętnastego lutego, dwa tygodnie przed terminem. Byli na kolacji walentynkowej kiedy zaczęła się źle czuć i Marek zawiózł żonę do szpitala.

W dzień walentynek Ula obudziła się późno i z bólem głowy. Poprzedniego wieczora trudno było jej zasnąć i dlatego wzięła więcej leków niż zazwyczaj. Tabletki zaczęły w końcu działać z podwójną siłą i następnego dnia spowodowały ospałość i otępienie. Najchętniej w ogóle by tego dnia nie wstała z łóżka i nie poszła do firmy. Tam przecież spotka się z Markiem i nie wiedziałaby, jak się ma zachować. To tej pory od samego rana świętowali walentynki. Były życzenia, prezenty, śniadania do łóżka. Jak na złość leżąc jeszcze w łóżku, dostała SMS-a. Usługa serwisowa oferowała obrazki i wierszyki dla ukochanego i ukochanej na walentynki. Przed wyjściem zadzwoniła jednak w pewne miejsce.

Poranek był trudny nie tylko dla Uli, ale i Marka. Obudził się sam w swoim mieszkaniu i zastanawiał się co dalej. Do tej pory tego dnia, gdy się budził miał obok siebie Ulę i mówili sobie wszystkiego najlepszego kochanie z okazji walentynek. Później czasami były od razu prezenty a w innych latach dopiero popołudniu albo wieczorem. 

 


Do tej pory niektóre z nich ciągle miał. Zawieszka do samochodu z napisem ”Kochanie  zwolnij jest ktoś, kto na Ciebie czeka” podarowana na pierwsze wspólne walentynki ciągle wisiała na przednim lusterku, portfel z inicjałami MD był używany, a auto z datą i zegarkiem stał na biurku. W szafie natomiast wisiała bordowa koszula, a w szufladzie schowana była bielizna w serduszka. Na regale zaś leżały dwa  komiks -kryminał. Zachował nawet buteleczkę po perfumach z limitowanej walentynkowej serii. Po kwadransie w końcu wstał i zaczął przygotowywać się do wyjścia do pracy. Będąc już w aucie, zadzwonił w pewne miejsce.

 

Los sprawił, że spotkali się już przy wejściu do firmy. Wraz z nimi do firmy wchodziła jedna z pracownic, która akurat przed wejściem czule żegnała się ze swoim chłopakiem, a w  ręku miała nierozwinięte tulipany.

-Cześć Ulka -rzekł, wysilając się na swobodę.

-Cześć -odparła w podobnym stylu.  — Ładny dzień prawda.

-Tak -przytaknął lakonicznie. — Jakby był marzec, a nie luty.  Oboje czuli też, że rozmowa się im nie klei. — Julka gotowa na urodziny?

-Tak. A ty na męskie wyjście z Kubą?

-Też gotowy. Tylko ty zostaniesz sama.

-Nie sama Marek, tylko z Antosiem.  I pomyśleć, że Julka ma już dziweięć lat.

-Nasza mała słodka walentynka -rzekła z uśmiechem. — Pamiętasz, jak do niej tak mówiliśmy przez kilka tygodni. Dopiero mama i Ala powiedziały, że tylko w głowie jej mieszamy.

-Pewnie, że pamiętam. Tak jak pamiętam nasze kłódki miłości, kolacje, wyjazdy -myślała. Pewnie są już zerwane, aby zrobić miejsce na inne.

-Cześć wam -odezwał się za ich plecami Sebastian i ratując od bycia sam na sam w oczekiwaniu na windę i bycia w windzie.

-Cześć Seba -odparli razem.

Godzinę później w siedzibie F&D pojawił się posłaniec z przesyłkami dla Dobrzańskich. Siedzieli razem z Anią i Sebastianem w konferencyjnej i tam recepcjonista skierował kuriera. Chwilę później pojawił się w drzwiach.

-Państwo Dobrzańscy? -zapytał kurier w swoim stylu i chociaż bywał tu już od kilku lat. — Kwiaty dla pani Dobrzańskiej, kartka i bombonierka -dodał, zanim ktoś odpowiedział i podszedł do Uli. —A dla pana Dobrzańskiego prezenty.

Sytuacja stała się bardziej napięta, gdy się okazało, że Ula dostała dwa bukiety oraz kartkę walentynkę i pudełeczko czekoladek. Jeden z bukietów był dokładnie taki, jaki lubiła Ula, czyli nierozwinięte tulipany. Drugi bukiet zaś był z mieszanych kwiatów. Markowi na widok drugiego z nich przypomniała się scena sprzed paru tygodni, gdy widział Artura z takimi właśnie kwiatami, a które Ula wyrzuciła do śmieci.   Marek natomiast w walentynkowych kartonikach znalazł misia i aniołka z napisem twoja walentynka. Ula na widok aniołka również źle zareagowała, bo Aldona Turek gustowała w takich bibelotach. W całym tym zamieszaniu nikt jednak nie zauważył zmieszanej miny Sebastiana. Kiedy Ania wyszła, Sebastian przyznał się do winy.


 

-Aniołek, duży bukiet  i kartka ode mnie -rzekł im. — Nie wiedziałem, że sobie coś wyślecie. Jesteście przecież dzbanami.

-Bez przesady Seba -odparł mu Marek, mając na myśli jego stwierdzenie dzban.

-Nie jesteśmy puści Seba -poparła Ula męża.

-Pójdę już dzbany. Może porozmawiacie na poważnie.

-Nie wiedziałam, że coś mi przyślesz Marek. I nie mów, że to nie ty, bo tylko ty mogłeś przysłać mi takie tulipany.

-Zawsze coś dostawałaś. Ty mi misia również przysłałaś.

-Julka z Kubą powiedzieli mi, że u ciebie w mieszkaniu tak smutno, że nie ma nawet pluszaka. Teraz będziesz mieć.

 

Tydzień przed walentynkami Julka z Kubą z pomocą wujka Sebastiana zamówili romantyczną kolację dla rodziców. Olszański podobnie jak rodzeństwo ciągle bowiem wierzył, że między małżonkami może się jeszcze ułożyć. We trójkę przygotowali również filmik z najpiękniejszymi chwilami ich wspólnego życia uwiecznionego na zdjęciach i filmach. Marek do swojego dawnego domu przyjechał przed siedemnastą i miał zabrać Kubę na autodrom. Chłopiec jednak wymknął się z domu, gdy Julka zagadywała mamę i ojca i przygotowywała się na wyjście na własne urodziny. 


 

-Kuba też gotowy? -zapytał ją ojciec, kiedy ona była już całkiem gotowa do wyjścia.

-Kuba pojechał już na moje urodziny, a wy zostajecie w domu z Antosiem -oznajmiła im ze spokojem.

-Jak pojechał? -zapytała mama. —Miał z tatą wyjść.

-Normalnie autobusem pojechał. Ja pojadę z Zosią i jej  bratem. Jestem już umówiona z nimi. Wam powinni niedługo przywieźć kolację. Zapłaciliśmy za nią Kubą razem z zaoszczędzonych pieniędzy i szkoda, żeby się zmarnowała.   W szafce tam, gdzie jest mąka, cukier i takie tam podobne rzeczy jest prezent dla was od nas. Przygotowaliśmy go z Kubą-mówiła, jak dorosła osoba przedstawiająca dziecku plan dnia.   — Przyjechali po mnie, bo Patryk trąbi -dodała na koniec do zdezorientowanych rodziców i szybko wyszła.   

-Słyszałaś to co ja?

-Nasze dzieci nieźle nas urządziły Marek -odparła, idąc w stronę szafek kuchennych. Kiedy otworzyła wskazaną przez Julkę szafkę, wyciągnęła z niej płytę. — Filmik Marek.

-Założę się, że Sebastian z tym też ma wiele wspólnego. Dziwnie się zachowywał ostatnio.

-Fakt. Skoro jesteśmy dla niego dzbanami, mógł pomagać Julce i Kubie.

-Włącz Ula i zobaczymy, co nasze dzieci zmajstrowały.

Chwilę później siedzieli na kanapie, a Ula pilotem uruchomiła odtwarzacz DVD. Już na początku pojawił się napis DZBANY.


 

-Seba na pewno palce w tym maczał -rzekł Marek wyraźnie zły na przyjaciela.

Przez kolejne  minuty oglądali siebie i swoje dzieci na zmontowanym filmiku. Pierwszy kadr po napisie dzbany przedstawiał zdjęcie z czasów, gdy Ula była firmową brzydulą a Marek prezesem. Równo z tym usłyszeli głos Julci.

Mama i tata poznali się w pracy i była to piękna współczesna bajka o Kopciuszku.

Po dwóch zdjęciach z czasów Uli- brzyduli na ekranie pojawiła się Ula już ładniejsza.

Wszyscy widzieli i mówili, że łączy ich niewidzialna nić porozumienia, ale nikt nie przypuszczał, że swoje życie wywrócą do góry nogami -mówił tym razem Kuba. Równo z tym pokazały się zdjęcia z czasów pięknej Uli, pokazu F&D Gusto i filmik z tegoż pokazu.

Kolejne zdjęcia i filmiki były z oświadczyn, narzeczeństwa i ślubu.

Ślub królewski nie był, ale nie jednemu gościowi popłynęła łza, bo droga taty i mamy do szczęścia była wyboista.

Zdjęcie z malutkim Kubą rozpoczęło czasy kiedy stali się rodzicami.


 

Dzieci były radością i dopełnieniem ich wielkiego szczęścia -mówił Kuba. Dla nich zawsze był czas, były najważniejsze i na pierwszym miejscu.

-Chyba kolacja przyjechała -rzekł Marek, kiedy byli już w okresie kiedy Julka była niemowlakiem i usłyszeli dzwonek do drzwi.  — Pójdę i odbiorę -dodał, zrywając się z kanapy.  Kiedy szedł w stronę drzwi, otarł spływające łzy po policzku. Ula zresztą zrobiła to samo. Odbieranie trochę czasu zajęło i dlatego Ula zatrzymała na chwilę odtwarzanie.

-Co tam zamówili? -zapytała, kiedy Marek wniósł jedzenie.

-Już patrzę Ula. Ciasteczka babeczki w kształcie serc -zaczął od deseru. — Koperty z ciasta francuskiego z kurczakiem i pomidorami, sałatka, zupa krem, krewetki dla mnie i dla ciebie polędwiczki. To, co jemy najpierw czy oglądamy do końca.

-Oglądamy. Dużo chyba nie zostało.

W tym się nie mylili, bo po niespełna dwóch minutach na ekranie pojawił się napis KONIEC. W ostatnim ujęciu obok Julki i Kuby był również Antoś. Zanim ukazał się napis koniec, Julka musiała wszystko skomentować po swojemu.

Teraz nie jesteśmy szczęśliwi. Teraz jesteśmy trzema małymi zagubionymi osobami.

-Nie wiem co powiedzieć -odezwał się cicho Marek. — Chyba to, że mamy bardzo zdolne dzieci.

-Julka wprost chce wiedzieć, jak dalej będzie wyglądało nasze życie. Co będzie z nami? Jak mam jeszcze długo cię przepraszać, mówić, że był to mój największy błąd i gdybym tylko mogła cofnąć czas, zrobiłabym to? -pytała, zanosząc się płaczem. — Jest w ogóle cień szansy, że kiedykolwiek mi wybaczysz.

-Nie wiem Ula -mówił, patrząc bezradnie na żonę. — To nie jest takie proste.

-Ja bym ci wybaczyła zdradę, gdyby ta zdrada była z afektu, nieprzemyślanym impulsem.(akcji z Natalią nie uwzględniłam)

-Ciągle was widzę, jak się całujecie, chociaż faktycznie nie widziałem tego. To jest w mojej wyobraźni. Jak bierze w ramiona, rozbiera -mówił coraz głośniej.

-Ja czułam to samo, kiedy widywałam cię z Nadią -odwzajemniła się tym samym tonem. — Kiedy nie wracałeś długo do domu, gdy wychodziłeś z pokoju, aby porozmawiać przez telefon. Jak myślisz, jak to wyglądało?

-Wolałaś wyobrażać sobie, Bóg wie co, zamiast mnie spytać -mówił z pretensją.

-Największy mój błąd, to taki, że prędzej nie wróciłam do pracy. Teraz jestem szczęśliwa -mówiła mu w twarz. — Jestem spełnioną kobietą. Mam czas dla siebie, rodzinę, pracę.

-To teraz może jeszcze zaczniesz prawić mi kazania, że zamknąłem cię w domu na kłódkę.

-Żałuję naszych kłódek miłości Marek -rzekła, jakby prowokacyjnie.

-Na szczęście były tylko trzy, takie kłódki -odparł.

Przez chwilę patrzyli na siebie, aby w końcu zacząć się namiętnie całować. 


 

-Co miało to znaczyć Marek? -zapytała przez gardło.

-Jak co Ula? Godzimy się. Nie potrafię przestać cię kochać. Tam w moim mieszkaniu bez was jest bez sensu. W ogóle życie jest bez sensu bez was.

- To tak jak tu. Śniadania są bez sensu bez ciebie, zabawy bez ciebie są bez sensu, zasypianie bez ciebie jest bez sensu.

-Zamierzam zwiedzić z tobą wszystkie mosty zakochanych Ula -odparł, patrząc w twarz. — W Pradze, Paryżu, Wrocławiu, Rzymie.

-Trudne zadanie sobie postawiłeś Marek. Trochę takich mostów jest.

-Zdążymy kochanie -mówił, tuląc do siebie. — Przed nami całe życie. Będziemy przynajmniej raz w miesiącu wyjeżdżać. Teraz chodźmy jednak zjeść to, co dzieci nam zamówiły.

-Zostaniesz dzisiaj na noc?

-I dzisiaj i na zawsze. A po kolacji do dwudziestej będziemy mieć sporo czasu dla nas. Oby tylko Antoś mi planów nie pokrzyżował.

 KONIEC