poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Trzy dni z życia Dobrzańskich

Miało być na święta, ale angina od wtorku zaczęła rozkładać nas wszystkich i dopiero wczoraj wieczorem miałam czas trochę napisać i dzisiaj.

 

Ula tego dnia wstała wcześniej niż pozostali domownicy. Bardzo wcześnie jednak nie było, bo dochodziła siódma. Nie budząc Marka i reszty rodziny zeszła cicho do kuchni i zajęła się śniadaniem dla siebie i męża. Była akurat Wielka Sobota i śniadanie było skromniejsze. Przygotowała twarożek, chleb, herbatę i tabletki dla siebie i Marka. Oboje regularnie musieli zażywać leki, bo byli już w tym wieku kiedy lista chorób się wydłużała. Mimo tego, że Ula miała już siedemdziesiąt pięć lat, a Marek był po osiemdziesiątce, trzymali się całkiem dobrze i cieszyli się wesołym życiem seniora. Mieszkali razem z najmłodszą córką Żanetą jej mężem Błażejem, córkami Weroniką i Judytą oraz synem Kacprem. Żaneta na świat przyszła po ich krótkotrwałym rozwodzie, bo trwającym tylko trzy miesiące. W dodatku zapomnieli odebrać z sądu papiery rozwodowe.  Trójka starszych dzieci Uli i Marka już dawno opuściło rodzinnym domem. Julia z mężem Olkiem Wróbel -Febo i ich dziećmi Basią, Kasią i Marcinem mieszkała kilka kilometrów od nich. Wraz z bratem Kubą wykupili dom bliźniak. Jakub Dobrzański również miał swoją rodzinę. Żonę Anitę oraz dwoje dzieci Zuzię i Wojtka. Syn Antoś natomiast razem z żoną Kasią i córką Malwiną mieszkał w Poznaniu. Oprócz dziewięciu wnucząt na świecie była również dwójka prawnucząt. Zuzia bowiem zdążyła wyjść za mąż i urodzić córkę Marysię i syna Fabiana. Pozostali wnukowie byli mniej więcej w równym wieku, bo mieli od siedemnastu do dwunastu lat.

Święta były też czasem, kiedy cała rodzina się zjeżdżała i Ula z Markiem mogli się nacieszyć swoimi dziećmi i wnukami. Teraz miały to być już czterdzieste ósme ich wspólne święta Wielkanocne. Kiedyś wraz z Markiem przygotowywała święta. Od sprzątania po gotowanie. Początki były trudne, bo kiedy Marek był z Pauliną, nie gotował, ani nie sprzątał. Szybko się jednak uczył i z kolejnymi latami umiał w kuchni i w domu wszystko zrobić.  

Tego roku były dwa powody spotkania w gronie rodziny. Pierwszy to święta, a drugi to urodziny Uli. Urodziny bowiem miała mieć  zaledwie tydzień później i nie opłacało się ściągać rodziny tydzień po tygodniu. Dlatego w świątecznych planach uwzględniono  przyjęcie urodzinowego. Oprócz dzieci miało przyjechać do nich rodzeństwo Uli ze swoimi rodzinami,  Olszańscy, Szymczykowie i Febo.

Kiedy Ula wróciła do sypialni. Marka nie było w łóżku, a szum wody dochodzący z łazienki wskazywał na to, że się mył. Dlatego tacę położyła na łóżku, usiadła przy toaletce i nakładała krem na twarz. 

-Witaj kochanie -rzekł, chwilę później Marek, całując żonę w czubek głowy.

-Witaj. Piękny dzień się zapowiada. Może po śniadaniu wybierzemy się  na krótki spacer.

-Dla ciebie wszystko. Reszta rodzinki śpi?

-Jak to w sobotę. Kupimy przy okazji świeże pieczywo i kwiaty na stół wielkanocny.

-Już widzę to pieczywo i kwiaty -droczył się. — Skończy się jak zwykle na większych zakupach. Wezmę jakby co dwie torby.

-Są święta Marek. Nie musisz się ze mną droczyć.

 

Przed ósmą gotowi byli do wyjścia. Na zielony ryneczek w ich okolicy daleko nie było i doszli w kwadrans. Oprócz chleba i kwiatów kupili stroik wielkanocny. Spacer przedłużał się, bo co chwilę spotykali znajomych z osiedla i składanie życzeń i krótkie rozmowy wydłużały wyjście. Spotkali również Julkę z synem Marcinem na zakupach. Julka w przeciwieństwie do brata Kuby, który już w wieku dwudziestu lat został ojcem,  z założeniem rodziny zwlekała i dopiero po trzydziestce wyszła za mąż i pierwsze dziecko Marcina urodziła mając trzydzieści trzy lata, Córka Basia przyszła na świat po kolejnych dwóch i tuż przed czterdziestką pojawiła się Kasia, Ona również zajęła się rodzinną firmą, była prezesem F&D i jak mówiła przed laty na miłość nie ma czasu.

-Cześć dziadek, babcia -zagadnął do nich wnuk. —Wy jak zwykle ranne ptaszki.

-A ciebie co tak szybko z łóżka wyciągnęło? -pytał dziadek.

-Trening dziadku.  

-Nawet w Wielką Sobotę was ciągną.

-Witajcie -odezwała się Julia, która zapłaciła za zakupy i doszła do syna i rodziców. —W jak zwykle na nogach. Ja gdybym nie musiała zawieść Marcina na spotkanie ministrantów, nie wstałabym.

Zbieżność słów przykuła uwagę Uli i Marka. Chcieli się już odezwać, ale zauważyli, że wnuk stojący za mamą przykłada palec do ust, co oznaczało, że nie mają nic mówić.

-My też musimy jeszcze pójść do kościoła -odparła Ula. — Popołudniu w czasie święconki będzie tłoczno.

-To prawda. Rano sklepy są oblegane. To wesołych świąt kochani i widzimy się w poniedziałek -dodała szybko ich córka, jakby chciała jak najszybciej zakończyć rozmowę.

Po rozstaniu z córką i wnukiem zastanawiali się, co kryje się za ich kłamstwem i czy reszta rodziny wie. Myśląc o reszcie, brali pod uwagę dorosłych i prawie dorosłych, bo młodsi członkowie daliby się przekupić, że coś wiedzą. O nic jednak nie pytali, bo nie chcieli psuć niespodzianki. Kiedy wrócili do domu, było po dziewiątej i prawie cała reszta rodziny była już na nogach. Córka zajęta była robieniem stosu kanapek, wnuczka robiła sobie śniadanie dietetyczne, a zięć Błażej pił kawę i oglądał wiadomości. Brakowało tylko najmłodszych członków, którzy jeszcze spali.

- Dzwonił Antoś -rzekła Żaneta. —Są już w drodze i przyjadą między jedenastą a dwunastą. Do was również dzwonił, ale telefonu nie odbieraliście.

-Ja nie brałem -odparł Marek.

-A ja wyciszyłam, bo byliśmy w kościele. Spotkaliśmy Julkę z Marcinem na targu.  

-Tak? I co u nich? -zapytała córka z małym zaciekawieniem.

-Nie wiemy. Spieszyli się.

 

Przyjazd Antosie już rano był również podejrzany, bo zawsze przyjeżdżali wieczorami. Nie pytali jednak o nic.

Sprawa wyjaśniła się dwie godziny później, kiedy przyjechał nie tylko Antoś, ale pozostała rodzina. Wszyscy mieli również niewielkie walizki.  

-Mamo, tato macie półgodziny na spakowanie się -oznajmił im Jakub Dobrzański. — Jedziemy na cztery dni na Mazury. Dokładnie to w pobliże Ostródy. Wynajęliśmy dom do wtorku.

-Ale jak? Z jakiej okazji?

-Twoich urodzin i zaległych osiemdziesiątych taty z tamtego roku. Byłeś wtedy po operacji biodra i nie było żadnej imprezki. Febo, Szymczykowie, Olszańscy, Zuzia z mężem i maluchami oraz Jasiek i Beatka z rodzinami dojadą w poniedziałek. Wtedy będzie imprezka.

- Kurcze blaszak -rzekła Ula.

-Dokładnie tak powiedział  Kacper i Tomek -odezwała się wnuczka Weronika. — Kurczę blaszka, ale będzie gites.

Kiedy oni się pakowali, część rodziny poszła na święconkę z kilkoma koszyczkami. Później trzeba było wszystkie ciasta, owoce, sałatki, inne jedzenie na śniadanie wielkanocne oraz walizki popakować w samochody i wyjechać w drogę. W podróż wybrali się sześcioma samochodami i na miejscu byli o szesnastej.

 


Dom był bardzo ładny i usytuowany przy lesie. Na dole była kuchnia, salon z jadalnią oraz łazienka. Na górze były sypialnie. Dwie z łóżkami piętrowymi dla młodzieży, a pozostałe pięć dwuosobowych, co odpowiadało właśnie ilości małżeństw.

Rozpakowywanie trochę czasu zajęło, a później wieczorową porą całą rodziną urządzono sobie ognisko. Wtedy był czas na wspomnienie minionego czasu wielkanocnego.

Ula opowiadała, jak Marek miał kupić szponder i szukał go w dziale przypraw. Jak jednego roku będąc na święconce razem Sebastianem i małym Kubą oraz Julką tak się zagadał, że nie zauważył, że trzylatek i dwulatka zjedli to co mieli w swoich koszyczkach i umazali czekoladowym zajączkiem nie tylko siebie ale i wózek. Jak Julka chcą wyprać swoją sukienkę w tajemnicy przed mamą, uruchomiła program na gotowanie i nowiutka sukienka zniszczyła się kompletnie. Jak Julka z Kubą jednego roku musieli pójść sami na święconkę i wrócili do domu z dwoma koszyczkami, tak jak wyszli, ale jeden z nich nie był przegotowany przez Ulę. Skąd ta zamiana nie wiedzieli i dopiero po paru tygodniach na wywiadówce u Julki całkiem przypadkowo dowiedziała się od jednej z mam, że jej Staś jest tak roztrzepany, że nawet święconkę przyniósł do domu nie swoją.  Jak Marek jednego roku był chory i zażyczył sobie kabanosy, ale Ula nie zrozumiała i kupiła mu papierosy, bo choremu nie chciała odmawiać.

 

W niedzielę tuż po ósmej panie zaczęły przygotowywać świąteczne śniadanie zaplanowane na dziewiątą.  Na początku oczywiście podzielili się święconką, a później podano żurek, kiełbasę, szynkę ze śliwką, jajka w majonezie i ciasta. 

 


Obiadu jako takiego nie planowano i po śniadaniu część poszła do kościoła a reszta obejrzeć okolicę. Później wszyscy razem pojechali do Ostródy zobaczyć, chociaż na zewnątrz zamek Krzyżacki i wieżę Bismarcka. Środek mieli zwiedzić we wtorek. Dostępne było molo w Ostródzie i promenada. Motyw jezior Uli i Markowi zawsze był bliski i dlatego tak bardzo podobała się im wycieczka.

-Co byś powiedziała, gdybyśmy przyjechali tu sami na parę dni? -zapytał, wpatrując się jezioro.

-Jestem jak najbardziej za -odparła, pochłaniając tak jak mąż taflę jeziora. —Jeszcze nie ma w pełni wiosny, a jest pięknie. Mogę wyobrazić sobie tylko jak tu jest pięknie w pełni wiosny i latem.

-W takim razie postanowione Ula. Przyjedziemy tu w maju albo w czerwcu przed sezonem urlopowym. 

 

Poniedziałek był kulminacją wyjazdu. Dojechała również reszta rodziny. Tort urodzinowy oraz całe inne jedzenie było zamówione w jednej z tutejszych firm zajmujących się organizacją imprez. Pojawił się również fotograf Rajmund kolega Kuby ze studiów. Oboje ukończyli fotografię i teraz mieli  pootwierane własne zakłady fotograficzne. Zarówno Rajmund jak i Kuba przywieźli sporo przebrań i dlatego oprócz zwykłych zdjęć robiono sesje zdjęciowe w przebraniach. Dlatego goście stawali się eleganckimi damami, panowie piratami, postaciami z filmów, bajek czy zwierzętami.

Były oczywiście prezenty dla Uli i Marka, szampan, toast i mowa. W imieniu rodzeństwa głos zabrał Kuba.

-Kochani rodzice, dziadkowie i pradziadkowie. W dniu waszych urodzin chcieliśmy złożyć wam najserdeczniejsze życzenia urodzinowe i podziękować za trud wychowania nas i naszych dzieci, a waszych wnuków i prawnuków. Mamo, tato życzymy wam zdrowia na dalsze lata życia,  sił, codziennej radości wraz ze słowami największej wdzięczności za wszystkie lata wychowywania nas. Za dobre rady, za wsparcie, za opiekę, że zawsze znaleźliście dla nas czas, za trud wychowania, za wszystkie rozmowy. Za wybaczanie nam błędów i pomoc w ich naprawianiu. Za przytulania kiedy byliśmy chorzy, za plasterki na zdarte kolanka i łokcie i za ciągłą miłość. Bardzo, bardzo dziękujemy.

-Nie wiem co powiedzieć -odezwała się Ula, ocierając łzy z policzka.

-Mamy wspaniałe dzieci kochanie -wyręczył żonę Marek. —I bardzo, bardzo dziękujemy, że wszyscy znaleźliście czas dla nas. To wspaniała niespodzianka i najwspanialszy prezent.

Później były indywidualne życzenia i prezenty. Prezenty były symboliczne. Ręczniki z haftem, wazon z kryształem Swarovski i grawerem, kubki ze zdjęciami, talerzyki, ramki z aktualnymi zdjęciami, statuetki. Tylko Marek miał dla żony droższy prezent, bo komplet biżuterii z naturalnego bursztynu.

-Jest piękny -mówiła, patrząc na korale, bransoletkę i kolczyki.

-Kochanie na siedemdziesiąt pięć lat należy się coś porządnego dać.

-Ale ja nie mam nic dla ciebie.

-Ty jesteś moim najpiękniejszym prezentem i wystarczy jak dalej będziesz mnie tak kochać jak dotychczas -mówił, patrząc w ciągle piękną twarz żony. — Poza tym nic nie wiedziałaś o niespodziance, a rok temu dostałem na urodziny od ciebie kieszonkowy zegarek.

Cała rodzina oczywiście nie mogła nie zaśpiewać Sto Lat i nie zawołać gorzko, gorzko, a oni nie mogli się nie pocałować.

 

środa, 13 kwietnia 2022

Testament cz. 8

Przed spotkaniem z Markiem Ula poszła do kancelarii pana Moniuszki. Tego dnia miała bowiem powiedzieć mu czy przyjmuje spadek i odebrać klucze. Przy okazji postanowiła opowiedzieć prawnikowi o ostatnich wydarzeniach i spytać o radę.

-Bardzo słuszna decyzja -rzekł z życzliwością Moniuszko, kiedy Ula powiedziała, że spadek przyjmuje. — Panu Nowackiemu bardzo zależało, żeby mieszkanie trafiło do pani. Jeszcze dzisiaj zacznę przygotowywać odpowiednie dokumenty, a później wystarczy tylko podpisać.

-Nie wiem tylko jak to będzie dalej z Febo -mówiła cicho.

-Grozili pani, nękali? -zapytał, wyczytując w mig niepokój Uli.

-Nie i tak. Interesują się mną i moją rodziną. Jeszcze w czasie wakacji pojawił się w Rysiowie Marek Dobrzański i zainteresował się mną. A sąsiad parę dni temu powiedział mi, że Aleks Febo wypytał w mojej wiosce o rodzinę. Nie wiedziałam, że rodzeństwo Febo ma firmę na spółkę z rodziną Marka. Dowiedziałam się niedawno i całkiem przypadkowo. Od lipca spotykam się z Markiem.

-Obie rodziny od dawna są ze sobą związane. Pan Dobrzański próbował jakoś wpłynąć na pani decyzję?

-Właśnie, że nie. Nigdy o nic nie wypytywał. Ja również nie mówiłam mu o spadku.

-Dziwne. Jeśli Febo zaczną panią nękać, knuć to proszę się ze mną skontaktować. W ostateczności powinna pani zgłosić to na milicję. Spróbuję też skontaktować się z panem Aleksem Febo i przypomnieć mu o odnośniku w testamencie, z którego jasno wynika, że w razie robienia przez nich problemów spadek po dziadku im się nie należy. Stracą dom, biżuterię, samochód, oszczędności. A tu proszę klucze do mieszkania -dodał, sięgając do szuflady. — Febo mieli wczoraj przynieść, ale nie zrobili tego. Podobno oboje nagle wyjechali. Tak powiedziała mi sekretarka pana Febo. Paulina do Mediolanu a Aleks do wschodniego Berlina na trzy-cztery dni. Miałem na szczęście zapasowe i dzisiaj rano byłem w mieszkaniu ze ślusarzem i wymieniłem zamki. Mieszkanie jest w miarę uprzątnięte. Nie trzeba nawet robić remontu.

-Jutro może uda się mi obejrzeć mieszkanie. I dziękuję panu za wszystko. 

-To moja praca pani Urszulo. Wszystko będzie dobrze -pocieszył na koniec. — W piątek może pani przyjść po akt własności.

 

Idąc w stronę parku, zastanawiała się nad spotkaniem z Markiem. Dalej bawić się w to, że ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, kim jesteś, nie chcę. Tak jak nie chcę udawać, że miło spędzam z nim czas, skoro będę się źle czuła. W Brwinowie była przynajmniej Beatka, a później Sebastian i było łatwiej. Może powiem, że głowa mnie boli albo że Betti źle się czuje? Albo, że ciotka przyjechała z Radomia i muszę się nią zająć? Zobaczymy, jak on będzie się zachowywał, czy coś wspomni, że ja wiem. Dam mu godzinę, a później kawa na ławę.

Marek również miał czas na rozmyślanie.

I co teraz? Co mam zrobić? Powiedzieć jej, że wiem, że ona wie, kim jestem? Czy może mam udawać, że dobrze się bawię, skoro już teraz czuję się nieswój? Zobaczymy, jak Ula będzie się zachowywać. Czy coś mi powie? Jeśli nie to po kinie ja wszystko powiem.

 


Kiedy Ula przyszła do parku Marek już czekał na nią. Chwilę później spostrzegł ją i wyszedł naprzeciw.

-Witaj -rzekł, cmokając w policzek. — Jak sprawy urzędowe? Udało się załatwić.

-Tak -odparła przez gardło.  Możesz powiedzieć swoim znajomym, że nie zrezygnuję ze spadku -dopowiedziała sobie w głowie. —Urzędnik to bardzo miły dżentelmen. Mało teraz takich.

-To dobrze, że się udało. Mam w samochodzie sandałek Beatki. Musiał jej spać, gdy wyciągałem ją z auta, jak spała.

-Zauważyłam, że się gdzieś zagubił i liczyłam, że u ciebie w samochodzie został. Dzięki, że przywiozłeś.

-Nie ma sprawy. Mi do niczego by się nie przydał, a widać, że jest nowy.  

Marek o nic nie pyta, a powinien -myślała Ula. Chce mnie przetrzymać. Zobaczymy, jak dalej będzie się zachowywał? Dziwnie czy normalnie.

Ula o nic nie pyta, to może nie rozmawiała z Marzeną i nie wie, że ja wiem, że ona wie, kim jestem. Zobaczymy, co będzie dalej.

-Mam bilety do kina na Kogel-Mogel -kontynuował. — Kupiłem w ciemno i mam nadzieję, że nie widziałaś jeszcze tej komedii.

-Nie, nie widziałam. Ale czytałam, że jest lekka i przyjemna w oglądaniu.

-To samo słyszałem od kolegów z pracy. Byli już z żonami, czy dziewczynami.

-Typowa kobieca komedia ze szczęśliwym zakończeniem. Nie wiedziałam, tylko że ty lubisz takie gatunki.

-Czasami dobrze jest się odprężyć. Mamy jeszcze sporo czasu do siedemnastej. Masz jakieś propozycje? Ja załatwiam bilety a ty całą resztę.

-Możemy pójść na tosty. Niedaleko stąd jest budka.

-Mogą być tosty Ula. Jakie są twoje ulubione filmy, seriale.

Temat filmowy był bezpieczny i śmiało mogli rozmawiać na ten temat do czasu rozpoczęcia seansu.

 

W Rysiowie tymczasem Bartek porządkował na otwarcie warsztatu samochodowego nieużywane pomieszczenia gospodarcze Cieplaków.  Pierwsze dwa samochody były już sprowadzone z NRD i stały już u niego na podwórku, czekając na naprawę i lakierowanie. Miał już nawet kupców na nie.

-Zobaczy pan panie Józefie, że za parę tygodni będzie pan jeździł dobrym samochodem, a nie Syreną -mówił Józefowi, gdy ten przyszedł zobaczyć, jak mu idzie i trochę pomóc w przesunięciu cięższych sprzętów i szafy.

-Lepiej nie planować wiele, bo można się tylko rozczarować  Bartek.

-Grzegorczyk zaczynał tak samo -argumentował. — Od małego warsztatu, a teraz jaki bogaty jest.

-Tylko że mówią, że podejrzane typy się za tym interesem kryją.

-Zazdroszczą i tyle panie Józefie.

 

Film zrelaksował zarówno Ulę jak i Marka i już tak spięci po seansie nie byli. Mogli porozmawiać trochę o filmie, ale i o swoich sprawach. 

-No i jak Ula? Podobał się film? -zapytał, gdy wyszli z kina.

-Tak. Kasia wykazała się odwagą, uciekając z domu dzień przed ślubem.

-Dała się po prostu zbyt łatwo wmanewrować w plany rodziców. Może gdyby Stasiu Kolasa był przystojny, inaczej by patrzyła na ślub.

-Czyli uważasz, że z kimś nieatrakcyjnym nie można być szczęśliwym? -zapytała dobitnie, bo ona do atrakcyjnych nie należała. — Najważniejsze jest to czy się kochają, szanują, umieją rozmawiać i czy są szczerzy. Od drobnych kłamstw wszystko można zrujnować. Nawet idealne małżeństwo. A Kasia po prostu chciała się uczyć. Dlatego uciekła, a nie, że Stasiu  urodą nie powalał.

-Ale summa summarum, Kasia w końcu dała się wmanewrować w małżeństwo i to po kilku dniach znajomości. Plany Solskich wydania córki dobrze za mąż poniekąd się spełniły. Usiądziemy na chwilę? -zapytał, gdy weszli do małego parku. —  Nie jest jeszcze późno i ciepło ciągle.

-Możemy. A ty Marek i Febo, jakie mieliście albo macie plany -zapytała otwarcie, gdy usiedli.  — Byłam w piątek u Marzeny i pokazała mi gazetę, w której byłeś z rodzicami i Febo i wiem, że sporo cię z nimi łączy. Nie tylko firma, ale to, że Paulina jest twoją narzeczoną.

-Dlaczego nic nie powiedziałaś w sobotę? -odparł pytaniem.

-Chciałam zobaczyć, co będzie dalej i jak długo będziesz ukrywał prawdę.  Byłeś jeszcze w Rysiowie w niedzielę, sąsiadka cię widziała. A od Marzeny wiem, że ci powiedziała, że ja wiem, że sporo łączy cię z rodzeństwem Febo. Dlaczego nie wszedłeś i nic mi nie powiedziałeś? -pytała, patrząc na niego.

-Z tych samych powodów. Chciałem zobaczyć, co będzie dalej i jak długo będziesz udawała, że znasz prawdę o mnie.

-A jakie masz zalecenia od Febo?

-Żadnych nie mam. Przynajmniej teraz. Gdy dowiedzieli się o tobie i testamencie, wpadli w jakiś obłęd. Myśleli nawet, że byłaś kochanką ich dziadka.  Dlatego poprosili mnie, żebym zorientował się, jaka jesteś i jakie masz plany.

-To dlatego pojawiłeś się na tej zabawie po odpuście i poprosiłeś mnie do tańca? -ni stwierdziła, ni zapytała.

-Tak, ale w niczym innym nie udawałem Ula -mówił szczerze i patrząc w twarz. — Naprawdę miło spędzałem z tobą czas i niczego nie planowałem. Miałem spotkać się z tobą ze dwa -trzy razy, ale inaczej się stało. Paulina z Aleksem mieli polecieć na parę dni do Mediolanu, ale skradli im dokumenty i zostali tam prawie cały sierpień, a ja nie potrafiłem przestać się widywać z tobą. I tak naprawdę nigdy nie rozmawialiśmy o spadku.

-To prawda, nie rozmawialiśmy, ale nie oznacza to, że mnie nie oszukiwałeś. Bawiłeś się uczuciami przez dwa miesiące. Całowałeś, przyjeżdżałeś na randki i pozwoliłeś, żebym zaczęła coś do ciebie czuć -mówiła z pretensjami.

-Przepraszam Ula -odparł z wyraźnym poczuciem się do winy.  — Nawet nie wiesz, jak bardzo żałuję, że dałem się im namówić i że prędzej nie powiedziałem prawdy.  I zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała mnie już więcej razy widzieć.

-Masz rację -wtrąciła gwałtownie. — Nie chcę się z tobą widywać. Masz narzeczoną i to już wszystko przekreśla. A Febo możesz powiedzieć, że nie zamierzam rezygnować ze spadku. Dzisiaj odebrałam klucze, a w piątek idę podpisać ostateczne dokumenty.

-Sam chciałem cię przekonać. I uważaj na Aleksa i Paulinę.  Przedwczoraj oświadczyli mi, że zwalniają mnie z tej misji, bo do niczego się im nie nadałem. Chyba coś knują.

-I teraz będziesz dla mnie szpiegować?

-Nie. Tylko uprzedzam. Zresztą oni o swoich planach mi nie mówią. Ale będę czujny.

-Nie musisz. Dam sobie radę z nimi. Pójdę już -rzekła, wstając z ławki. — Za kwadrans mam autobus.

-Odwiozę cię -zaproponował, zrywając się z ławki.

-To nie jest dobry pomysł Marek. Lepiej będzie jak teraz się rozstaniemy. I nie nalegaj.

 

Będąc już w autobusie, przypomniał się jej sen z czerwca, gdy była na truskawkach w NRD. (cz. 1) Śniło się jej, że kochała się, z kimś a później ten ktoś odszedł, rzucając na łóżko banknot z Szopenem. Marek nie wykorzystał jej w ten sposób, ale czuła się podobnie oszukana. 


 

Marek tymczasem był już u siebie w domu i leżąc rozmyślał nad swoją przeszłością i przyszłością. Jedno wiedział na pewno, że jak tylko Paulina wróci z Mediolanu, rozstanie się z nią, a później postara się mu odbudować dobre relacje z Ulą.