poniedziałek, 12 września 2022

Plany, plany, plany ... 6

 

-Urszula świetnie gotuje -rozczulał się mistrz w czasie obiadu. — Te gołąbki same rozpływają się w ustach.

-Gołąbki tato robił. Ale dziękuję w jego imieniu.

-Może zrobimy popołudniu grilla? -zaproponował Marek. —Mamy kiełbaski.

-Nie mamy. Zostały niecałe cztery -odparła Ula.

-Ja chętnie bym zjadł szaszłyki, jakąś karkówkę -podchwycił mistrz. — Z siedem kilometrów stąd jest market. Marek mógłby podjechać i wszystko kupić.

-Ja wzięłabym się z tobą Marek. Skoro mam zostać tutaj dłużej z Pshemko muszę zrobić spore zakupy.

-I ja mam trochę rzeczy do kupienia -dodał mistrz.  — Zrobię i dam wam listę. Jak mam tworzyć muszę mieć niektóre rzeczy. Czekoladę, kabanosy…

-Tworzyć -wtrącił Marek.

-Jestem przecież projektantem. Co w tym dziwnego? Tylko nie wiem, czego ma dotyczyć kolejna kolekcja. Dlatego wymyśliłem sobie kolekcję rodzinną. Takie same sukienki dla mamy i córki, koszule dla ojca i syna.

-My z Ulą też mamy pewne pomysły -podchwycił Marek. — Chcemy stworzyć kolekcję dla seniorów, dla służby zdrowia i ciążową.

-Urszula jest przy nadziei? -zapytał podejrzliwie.

-Nie. Ale inne kobiety są. To jak Pshemko? Wchodzisz w to?  Ja zajmę się finansami a ty projektami.

-Ostatecznie mogę wejść.  Skoro ma uchronić mnie to przed Luigi.

 

Po objedzie Ula i Marek pojechali do sklepu. Oprócz zrobienia zakupów mieli okazję pobyć również trochę sami. Poszli również na zapiekanki, bo do grilla było dużo czasu, a obiadu było mało.

-Nie wiem, czy dam radę wytrzymać z Pshemko sama. Będę musiała poradzić się Izy jak z nim postępować.

-Będę przyjeżdżać codziennie z odsieczą Ula i zakupami.

-Warto ci na noc wracać?

-Warto i to bardzo. Jak już położymy Pshemka spać, będziemy zamykać się w sypialni i cieszyć się sobą.

-I za to cię kocham Marek -mówiła z uśmiechem. — Poświęcasz dla mnie i umiesz rozbawić.

-A ja cię kocham za to że nie wpadasz w histerię z powodu Pshemka, że zepsuł nam wyjazd.

W drodze powrotnej Marek nie mógł oprzeć się pokusie, aby nie zatrzymać auta w ustronnym miejscu i nie obsypać Uli czułościami.


Pshemko tymczasem postanowił zacząć przygotowywać szaszłyki z tego, co było w lodówce, a patyczki i przyprawy zorganizował mu Piotr. Dużego wyboru smakowego nie miał, bo tylko kiełbasę, paprykę, ogórka, ziemniaki, cebulę i pieczarki.



Pracę przerwał mu telefon od Pauliny.

-Co tam Pshemko? Coś nowego w naszej sprawie?  -pytała przyjaźnie. 

-Jedzą mi z ręki -odparł równie uprzejmie. — Mam prośbę. Jakbyś mogła w podzięce za to, co tu robię dla ciebie, przywieź mi z Włoch tę największą paczkę czekolady do picia Mike Ciok i kilka ciasteczek Cantuccini. Tak z kilogram.

-Co tylko chcesz. Zaraz pójdę do sklepu, a Aleks jutro wcześnie rano leci do Polski, to ci przywiezie.  

-Może lepiej nie, bo się jeszcze wyda, że się kontaktujemy. Poczekam do twojego powrotu -argumentował, nie przerywając nabijania na patyczki kolejnych składników szaszłyków.

-Nawet nie wiesz, jak wiele znaczy dla mnie to, że nam pomagasz i że jesteśmy przyjaciółmi Pshemko.

-Bella my razem tworzymy niepowtarzalny duet -rozczulał słowami Paulinę. — Ale teraz muszę cię pożegnać -dodał, zmieniając całkowicie ton głosu. —Ta osoba zaraz wróci i nas nakryje, a nie chcemy być nakryci, prawda.

Grill udał się znakomicie. Oprócz jedzenia było i piwo. Głównie mistrz zabawiał Ulę i Marka i opowiadał o początkach swojej kariery, udanych i nieudanych kreacjach i swoim mistrzu Mirko. Mówił również o początkach współpracy z firmą F&D i o małym Marku, Aleksie i Paulinie. Marek, według jego słów już wtedy był lubiany przez pracowników firmy i wszędzie było go pełno, a rodzeństwo Febo było odludkami.

 

W poniedziałek rano Marek pożegnał się z Ulą i Pshemko i pojechał do Warszawy. Tuż po pojawieniu się we firmie czekała go pierwsza tego dnia niespodzianka. Stało się tak za przyczyną Aleksa, który również zawitał do firmy i spotkał się z nim na korytarzu.

-Jest dziesiąta, a prezes dopiero do pracy przychodzi? Ciebie nie obowiązują godziny pracy?

-Miałeś jutro wrócić.

-Ale wróciłem dzisiaj rano i przyjechałem prosto do firmy, a prezesa nie ma. To dla ciebie -dodał, podając jakieś urzędowe pismo.

-Co to? -zapytał, spoglądając na pisemko i na Aleksa.

-Czytać nie umiesz? To jest wniosek o przeprowadzenie audytu. Muszę dokładnie wiedzieć, w jakiej kondycji jest firma. Kto z pracowników jest rentowny, a kto jest do zwolnienia. Na młodych trzeba stawiać.

-Nie będziemy nikogo zwalniać -wtrącił gwałtownie. — Zwłaszcza tych, co są w wieku przedemerytalnym. Ani ja, ani ojciec nie pozwolimy na to.

-Muszę szukać oszczędności?

-Kosztem pracowników? I póki, co to ja jestem wciąż prezesem.

-Już niedługo nim nie będziesz.

W południe czekała go kolejna niespodzianka, bo we firmie pojawiła się Helena. Marek uprzedził rodziców, że wrócił i że przyjedzie do nich po czternastej, ale matka postanowiła nie czekać na syna i porozmawiać bez obecności męża. Krzysztof, bowiem miał sporo obiekcji, co do tego, aby dać Paulinie jakiekolwiek pieniądze. Wioletty nie było w sekretariacie i do gabinetu Marka weszła bez zapowiedzi i cicho.

-Witaj synku -rzekła do syna zapatrzonego w papiery.

-Mamo? Stało się coś, że przyszłaś? -pytał, wstając zza biurka. — Tato również przyszedł.

-Poszedł do biblioteki, a ja chciałam porozmawiać o Paulince -odparła, siadając na kanapie.  

-Tak myślałem -odparł pod nosem.

-Zostawiłeś ją bez grosza -mówiła z wyrzutami.

-Tak ci powiedziała, a ty we wszystko uwierzyłaś.

-A nie jest tak? Nie ma nawet domu.  Jesteś jej winny zadośćuczynienie.

-Nic nie jestem jej winny mamo -odparł stanowczo.

-Siedem lat zawracałeś jej w głowie, a teraz zostawiłeś.

-Na smyczy jej nie trzymałem -odparł, siadając obok matki. —Mamo przez siedem lat naszego związku, to ja płaciłem rachunki i za jej zakupy. Nie pamiętam, aby coś drogiego kupiła za swoje. Nawet za prezent z okazji moich trzydziestych urodzin zapłaciła z naszego wspólnego konta. Powinna mieć pieniądze. Chyba że podobnie jak akcje oszczędności oddała Aleksowi.

Rozmowę nieoczekiwanie przerwało im pojawienie się Krzysztof.

-Tato? Miałeś iść do biblioteki.

-A mi mama powiedziała, że idzie się spotkać z Ireną i Krysią -odparł, siadając pomiędzy synem a żoną.

-Jeśli przyszedłeś przekonywać mnie do tego, że jestem coś winien Paulinie to nic z tego.

-Moje zdanie jest całkiem inne synu. Pokłóciłem się nawet wczoraj o to z mamą.  Siedem lat to wystarczająco długo, aby mieć dzieci i się pobrać. Skoro Paulinie nie zależało na założeniu prawdziwej rodziny, teraz nie powinna mieć zażaleń i roszczeń.

-Dziękuję tato, że jesteś po mojej stronie. Zwłaszcza że zawiodłem cię w sprawach firmy.

-Umiem oddzielić te dwie sprawy. A Paulina ma wiele wad. Teraz to widzę. Chce od nas bezzwrotnej pomocy finansowej.

-Nie przeszkadzam? -usłyszeli głos Febo.

-A ty, czego chcesz znowu? -zapytał Marek wchodzącego Aleksa. —Również chcesz zadośćuczynienia dla Pauliny?

-Do Krzysztofa przyszedłem nie do ciebie. Widziałem, że przyjechał. Chciałem na piątek zwołać zarząd -zwróciła się wprost do Krzysztofa. —Mam plan naprawczy firmy.

-Chce audytu i zwolnić część osób tato. Dzisiaj rano powiedział mi o swoich planach.

-To w ostateczności Krzysztof -mówił z opanowaniem Febo.  — Luźne plany.  Umysłowych pracowników jest zdecydowanie za dużo.

-Ja i Ula też mamy plan -wtrącił Marek. —Bez zwalniania ludzi. W piątek przedstawię szczegóły.

-Ty już nie masz nic do gadania. Zrujnowałeś firmę z tą Cieplak. Do tego oddałeś jej pół firmy.

-Ula w każdym momencie może oddać akcje -oznajmił Marek. — A ja bez trudu mogę rozpocząć życie bez wsparcia firmy. Mam dwie zdrowe ręce i znajdę pracę.

-I to jest doskonałe rozwiązanie -odparł Aleks. —Idź do innej pracy. Firma tylko zyska na tym. I weź Cieplak ze sobą.

-Możecie się teraz nie kłócić -odezwał się Krzysztof. —Nerwy w niczym nie pomagają. Decyzję sam podejmę. Ewentualnie poproszę o pomoc znajomych z branży. I Pshemka.

-Właśnie synu jak się czuje? -zapytała Helena.

-Jak to on marudzi, ale apetyt mu dopisuje. W noc wyjadł pół lodówki.

-Można jeszcze wiedzieć, o co chodzi z tym zadośćuczynieniem? -zapytał Febo.

-Nie udawaj, że nie wiesz? -odparł mu Marek.

-Tak się składa, że nie wiem.

-Paulina chce ode mnie pieniędzy. Podobno nie ma, za co żyć i gdzie mieszkać.

-Nie głupie -odparł Aleks.

-Jedynie dom jej mogę sprzedać po okazyjnej cenie. Wart jest milion, więc za osiemset tysięcy będzie jej.

 

Aleks po wyjściu od Marka poszedł do swojego gabinetu. Tam czekała na niego Aldona Turek siostra Adama. Adam rano wspominał mu o siostrze szukającej pracy, a Aleks skłonny był spotkać się z nią i ewentualnie zatrudnić na stanowisko swojej sekretarki, gdyby został prezesem. Zanim zdążyła wyciągnąć CV i powiedzieć coś o sobie zadzwonił telefon Aleksa. Wstawała już z krzesełka i chciała wyjść, ale Febo gestem dłoni kazał jej zostać. Sam zaczął rozmowę po włosku.

 Armando mamy problem. Krzysztof już nie jest tak mi przychylny. Może nie udać się mi doprowadzić do upadłości firmy.(…) Odprawy będą kosztować. Mamy sporo pracowników. (…)

Aldona język włoski znała wystarczająco dobrze, aby zrozumieć początek rozmowy. Z racji, że Aleks odwrócony był tyłem do niej, dyskretnie włączyła dyktafon w telefonie.

Chce znowu eksperta zatrudnić i sprawdzić, który plan naprawczy jest lepszy mój czy Mareczka. (…)Łapówka kosztuje. (…) Spokojnie Adam to idiota i tchórz. Boi się mnie jak diabeł święconej wody. Nie połapie się w niczym.(…) Będziesz miał jego stanowisko. Może nawet miałbym dom dla ciebie. Siostra chce od byłego narzeczonego rekompensaty, a Helena jest po jej stronie. Paula może zamieszkać u mnie, a ty miałbyś elegancką willę tylko dla siebie.( …) Czasami Paulina myśli mądrze. ( …) Zaraz zajmę się tym. Dzisiaj otworzę nowe konto i przeleję dwieście tysięcy.(…) Pamiętam Armando. Cześć.

-Musimy przełożyć rozmowę na inny dzień -rzekł przepraszająco. — Muszę wyjść pilnie. Najlepiej w nowym tygodniu.

-Nie ma sprawy panie Febo -odparła, nie dając po sobie znać zdenerwowania. Telefon również zdążyła schować.   — Adasio mnie umówi z panem. I do widzenia.



 Wchodząc do windy ściskała jeszcze mocno torebkę i CV w fioletowej teczce z informacją, że zna włoski. 

Marek tymczasem zadzwonił do Pauliny. Miała jednak wyłączony telefon i tylko zostawił wiadomość.

-Paula nie życzę sobie, abyś brała od moich rodziców jakiekolwiek pieniądze. Ja też nie dam ci ani grosza. Powinnaś mieć sporo na koncie, skoro żyłaś na mój koszt przez siedem lat. I zostaw mnie i Ulę w spokoju. Nie próbuj żadnych gierek.  Inaczej rozpowiem o tym, co wydarzyło się cztery lata temu.

 

Kolejna część raczej ok. 25, bo za tydzień wyjazd i uroczystość rodzinna.  Chyba że uda mi się coś napisać do piątku.

poniedziałek, 5 września 2022

Plany, plany, plany ... 5

Rozmowa Pauliny z niedoszłą teściową od początku przebiegała po jej myśli. Febo zadzwoniła bowiem do Heleny z Mediolanu i prowadziała rozmowę prędzej przygotowanym planem.

-Witaj Helenko -przywitała się jeszcze z radością. — Co u was słychać? Krzysztof się lepiej czuje?

-Dzięki Bogu, że ciśnienie się ustabilizowało. A jak w Mediolanie?

-W miarę dobrze -odparła, zmieniając ton. —Próbuję dojść do siebie.

-Na pewno dobrze? -zapytała podejrzliwie. —Twój głos brzmi dziwnie.

-Po prostu właśnie uświadomiłam sobie, że zostałam bez domu. A nie chcę Aleksowi siedzieć na karku. Będę musiała poszukać sobie jakiegoś domu albo apartament, jak wrócę -mówiła, wysilając się na optymizm. — I zacząć liczyć się z wydatkami. Zostałam praktycznie bez grosza.

-Nie przejmuj się tym. Poradzimy coś na to z Krzysiem i pomożemy ci, jak wrócisz. Będziesz mogła również u nas się zatrzymać. Chociaż tyle zrobimy dla ciebie.

-To moje nie wasze kłopoty -protestowała. — Sama muszę stanąć na nogi.

-Ale Marek to nasz syn i to on ci je zaserwował. Czujemy się zobowiązani.

-To Marek powinien o tym pomyśleć Helenko, a nie wy. Jesteście kochani.

-Porozmawiam z nim Paulinko i przekonam, że powinien dać ci jakieś zadośćuczynienie -zapewniała. — Ja i Krzysiu też ci pomożemy finansowo.

-Dziękuję bardzo Heleno. Wyjechali  razem -dodała z goryczą.  

-Nie myśl o tym. Wpadniesz w paranoje. A dla mnie zawsze będziesz  bardzo ważna. 

- Nawet nie wiesz, jak dobrze jest mieć twoje wsparcie -przeszła na  słodki i pochlebny ton. — Byłabyś najlepszą teściową.

Kiedy pożegnała się i rozłączyła z Dobrzańską, wybrała numer do Kamili. Z nią długo nie rozmawiała. Powiedziała, tylko że będzie miała niedługo pieniądze i może zacząć plan w życie.  Po tej rozmowie wybrała kolejny numer. Z rozmówcą połączyła się dość szybko.

-Witaj Pshemko -rzekła radośnie. —Jak samopoczucie?

-Złe Bella. Właśnie dowiedziałem się o Marku i tej osobie -mówił z oburzeniem.  — Są razem w mojej samotni.

-Wiem, że razem wyjechali -wysyczała. —Mógłbyś jednak nie zajmować się tym. Zachowujesz się jak jakaś bufetowa albo krawcowa.

-Przez nich skręciłem w głowę i zamiast odpoczywać, siedzę w izbie przyjęć w prowincjonalnym szpitalu -żalił się.

-Nie dramatyzuj. Są gorsze tragedie. Chciałam prosić cię o coś -zmieniła ton na milszy. —Mógłbyś na zarządzie poprzeć Aleksa? Ma plan, jak wyciągnąć firmę z kryzysu. Chce namówić znajomych z Włoch do współpracy, a do tego czasu udawaj, że jesteś z Markiem.

-Już im powiedziałem, co myślę. Nie mogę tak nagle zmienić zdania.

-Nie histeryzuj -wtrąciła gwałtownie. — Nie pierwszy raz by ci się to zdarzyło. I zrób coś z synem. Jest rozpuszczony jak dziadowski bicz.

-Wojtuś rozpuszczony -dziwił się? —Niemożliwe.

-Tak Pshemnko -rzekła dosadnie. — Dzwoniłam dzisiaj do firmy i najpierw nie chciał powiedzieć, gdzie jesteś, a później nie chciał dać mi twojego nowego numeru telefonu. Powiedział, że skoro nie mam, to ojciec tak chciał. Nazwał mnie jeszcze manipulantką i furiatką. Pomijając, że trzyma z tą przybłędą i jej rodziną.  Szczeniak powinien wiedzieć, gdzie jego miejsce.

-Nie podoba mi się, co mówisz o Wojtusiu -mówił, cedząc słowa.

-Nie chciałem cię obrazić Pshemko -zareagowała szybko. —To z nerwów. Nie gniewaj się i przepraszam.

-Przeprosiny przyjęte Bella. Tobie nie sposób odmówić.   

 


Pshemko Uli i Markowi na długo nie dał o sobie zapomnieć. Po niecałych dwóch godzinach zadzwonił bowiem do Marka i oznajmił, że ma skręconą kostkę stopy i że będzie unieruchomiony przez około dwa tygodnie. Po kolejnej godzinie wsparty o dwóch kulach przykuśtykał do ich domku. Choć było przed dwunastą, nie mieli sumienia, aby  wypraszać go.

-Możemy ci jakoś pomóc -zapytał Marek.

-Będę potrzebował pomocy przez najbliższe dni -odparł, rozsiadając się na kanapie. — Mam rezerwację do czwartku. I herbaty bym się napił.

-My wyjeżdżamy w poniedziałek -wtrącił z wahaniem Marek.

 -Ta kanapa wygodna?

-Nie wiemy. Dlaczego pytasz? -odezwała się i Ula.

-Gdzieś muszę przecież spać.

-Masz swój domek.

-I nikogo do pomocy. Marco możesz przynieś moje bagaże? Na szczęście nic nie rozpakowałem.

Marek nie chcąc po raz drugi tego wieczora narazić się mistrzowi, potulnie poszedł po jego walizki. Ula tymczasem zrobiła mu herbatę i zaczęła ścielić mu łóżko.

-Jutro niedziela to porozmawiamy -oznajmił mistrz. — O której wstajecie? Bo ja między siódmą a ósmą.

-My też -odparła Ula, choć prawda to nie była, bo w planach mieli pozostać w łóżku pozostać  znacznie dłużej. 

Obecność mistrza zdecydowanie im przeszkadzała. Marzyła się im podobna noc, jak poprzednia a skończyło się na spokojnie przespanej nocy w objęciach. Ula również obawiała się, że będzie potrzebował czegoś w nocy i gdy będą zajęci sobą, to nie usłyszy, jakby ich wołał. Mistrz na szczęście spał spokojnie i o nic nie wołał. Ula nastawiła sobie również alarm w telefonie, bo chciała wstać po siódmej, aby zrobić im śniadanie.

 

 

-Podłość, podłość, podłość -głos mistrza rozbrzmiał po domku Uli i Marka i sprowadził ich na dół. Było dopiero po szóstej, ale oboje już nie spali. Gdy zeszła na dół Pshemko siedział na kanapie z telefonem w dłoni.

-Coś się stało -zapytał Marek?

- A stało się -odparł z pretensjami. — Rozmawiałem z Leonardo i powiedział mi, że widział w Mediolanie Aleksa w towarzystwie Luigi. Byli razem w restauracji.

-Kim jest Leonardo i Luigi -zapytał delikatnie, bo wiele nie rozumieli z Ulą, a mistrz urwał swoją wypowiedź.

-Leonardo to mój dobry znajomy, a Luigi to wróg. —Tak się kończą te wasze konszachty.

-Co my mamy z tym wspólnego Pshemko i co z tego, że Leonardo ich widział?  -zapytała tym razem Ula.

-A to, że Luigi od dawna chciał pracować dla naszej firmy. Aleks już mu podobno obiecał posadę. Chwalił się, że niedługo będzie prezesem i będzie mógł zatrudniać kogo, tylko chce.

- Pshemko obiecuję ci, że nikt cię nie zwolni. Ani ja, ani ojciec nie pozwolimy na to. Byłeś, jesteś i będziesz częścią F&D. Nawet jeśli ja naprawdę odejdę. Ty będziesz głównym projektantem, a nie jakiś tam Luis.

-Luigi, a nie Luis. I nie jest projektantem, tylko krawcem. Głównie garniturów i garsonek.   

-To czymś się martwisz? Nie odbierze ci pracy.

-Tym, że on nie rozstaje się z Rufo. Są bliźniętami i wszędzie razem. Jak Luigi zmienia pracę, bierze ze sobą Rufo. Oni są w pewnym sensie jak ja z Izabelą. A ten Rufo jest całkiem bardzo dobrym projektantem. Ja stawiam sprawę jasno Marek.  Albo on, albo ja. Nie zamierzam mijać go na korytarzach firmy. I mam Izabelę. Aleks ciągle pamięta, że prawie odszedłem, ale wróciłem.

-Kawy, herbaty Pshemko? -zapytała Ula. Chciała też trochę uspokoić mistrza.

-Kawy. I zjadłbym dobrą jajecznicę na śniadanie. Widziałem w waszej lodówce jajka wiejskie, cebulę i kiełbaskę.

 Kiedy Ula otwarła lodówkę, okazało się, że mistrz porządnie ją przejrzał, bo nic na swoim miejscu nie było i brakowało trochę produktów. Wolała jednak nic nie mówić na ten temat i wysłać ponownie Marka do sklepu.  

-Za piętnaście minut śniadanie będzie gotowe. Marek pomoże ci pójść do łazienki. My się później umyjemy.

 

W czasie śniadania Pshemko nieco się uspokoił. Ula i Marek wykorzystali również okazję, aby wyjaśnić sprawy związane z odwołaniem ślubu.

-Ciągle masz do nas pretensje -zapytał Marek. — I nie wiń Uli, że rozbiła mój związek z Pauliną. Pauliny od dawna nie kocham i byłem z nią z przyzwyczajenia. Nasze małżeństwo nie byłoby ani udane, ani szczęśliwe, ani wierne, ani trwałe. Dalej bym ją zdradzał, a ona robiła mi awantury za każdym razem i skończylibyśmy na sali rozwodowej.

-Nie kocha, a Urszulę kocha? -pytał nieustępliwie. — Może pocieszenia szukał.

-Wiemy, jak to wygląda, ale to dość skomplikowane i może ci się nie spodobać -odezwała się Ula.

-Ja i Ula to takie dziwne i nieoczekiwane Pshemko -zaczął swoją opowieść Marek. — Ula zakochała się we mnie pierwsza, dawno temu i gdyby nie pewne okoliczności nie zwróciłbym nawet na nią uwagi. Po prostu wykorzystałem miłość Uli do własnych celów. Kiedy firma popadła w kłopoty przez te nielegalne materiały i potrzebowałem gotówki, to Ula wtedy mi pomogła i wzięła kredyt na swoją dawną firmę. Ja chciałem zabezpieczyć ją i dałem udziały firmy. Później Sebastian mnie nakręcił, że może mi ich nie oddać i że razem z przyjacielem chce mnie oszukać. Dlatego zacząłem ją uwodzić i obiecać, że jak tylko minie zarząd rozstanę się z Pauliną. Do pewnego wieczoru nad Wisłą tak było i okłamałem Ulę, jak inne dziewczyny. Jednak tamtego dnia jakby piorun we mnie uderzył. Chciałem być już tylko z Ulą i zrozumiałem, że na taką kobietę z takim charakterem czekałem. Gdybym nie odwołał ślubu, teraz Ula byłaby na miejscu Pauliny.

-Tak się właśnie kończą te twoje gierki Marek. Jak nie jedna to druga byłaby w rozpaczy. I prędzej trzeba było zdecydować, że nie po drodze ci z Pauliną. Tyle wkładu włożyłem, żeby stworzyć to cudo i teraz nie ujrzy światła dziennego.

-Pshemko, o jakie cudo ci chodzi? -podchwycił Marek.

-O suknię ślubną -wymruczał pod nosem.  — Tej dobrej szarlotki już więcej nie ma? -zwrócił się do Uli.

-Nie ma, bo ktoś w nocy zjadł -odparła Ula.

-Już nie masz  Pauliny na względzie tylko suknie? -drążył temat Marek.  

-Za słowa mnie nie chwytaj Marco. Teraz są ważniejsze sprawy. Ważą się sprawy firmy i to jest dla mnie najważniejsze -dyplomatycznie uniknął odpowiedzi. —Nie możemy dopuścić, aby Aleks rządził.

-Miło słyszeć Pshemko i mamy pomysł z Ulą jak tego uniknąć. Tylko ojca muszę przekonać, aby chciał wysłuchać mnie i Ulę i tak nie ufał Aleksowi.

-Krzysztofa mi zostaw. Z moim zdaniem zawsze się liczył.

-Dzięki Pshemko. Nie myślałem, że po wczorajszej rozmowie tak miło dzisiaj będzie.

-Stało się coś, że zmieniłeś nastawienie o sto osiemdziesiąt stopni -dopytywała Ula.

-Powiedzmy, że się rozczarowałem -odparł, nie wdając się w szczegóły. — Aleks niedługo wraca do Polski i musimy przygotować się na walkę. A tu zawsze rodziły się moje najlepsze kreacje. Teraz kiedy jestem unieruchomiony, będę miał sporo czasu. Razem damy radę.

-Nie bardzo Pshemko -mówił Marek ze skruszeniem. — Skoro Aleks wraca, to i my musimy wrócić -wyjaśnił.

-To ty jedź i zostaw mi Urszulę. Daleko do Warszawy nie jest. Raptem nieco godzinę. Tutejsi jeżdżą do pracy do Warszawy. Koleją jest pół godziny, jakbyś chciał tu przyjeżdżać.

-Dobry pomysł Marek -zadecydowała Ula za niego. —Ty zajmiesz się firmą, a ja Pshemko.