wtorek, 22 listopada 2022

Plany, plany, plany ... 14

Swoich zaręczyn Ula i Marek nie zamierzali ukrywać. Jeszcze tego samego dnia podzielili się dobrymi wiadomościami z rodziną Uli. Kupili dużą pizzę i pojechali do Rysiowa. 


 

-Dzisiaj szczególny dzień, to szczególna kolacja kochani -rzekła Ula, wchodząc z dużym kartonem w rękach Marka.

-Oświadczyłem się Uli i zgodziła się za mnie wyjść -wyjaśnił Marek.  

-To gratuluję -odezwał się, jako pierwszy Jasiek. — Ula to skarb. Ma tyle w sobie ciepła.

-Wiem i dziękuję Jasiu. — Ale pana panie Józefie również chciałby poprosić o rękę Uli.

-Nie zamierzam stawać na drodze do waszego szczęścia -odparł życzliwie Józef. — Cieszę się, że tak się potoczyła wasz znajomość. Chociaż nie podobało mi się, jak miałeś narzeczoną i Ulę uwodziłeś.

-Mi też -odparł, nie wdając się w szczegóły. —Częstujcie się.

-To kiedy się ożenicie -zapytała Beatka, częstując się pierwszym kawałkiem pizzy. — Nigdy nie byłam na weselu.

-Już niedługo Betti -zapewnił Marek. — A ty będziesz naszym najważniejszym gościem.

 

Kamila Smutek o zaręczynach Uli i Marka dowiedziała się, jako jedna z pierwszych, bo już następnego dnia rano na aukcyjnej imprezie Obrazy sław, a odbywającej się na zamku w pobliżu Rysiowa. O tym, że Ula i Marek również się wybierają, dowiedziała się prędzej, dlatego postanowiła, że również przyjedzie razem z ekipą gazety i portalu Tutaj, aby zrobić kilka zdjęć i przeprowadzić wywiady ze znanymi osobami i autorami obrazów. Impreza zgromadziła sporo osób, ale Kamili udało się w końcu wypatrzeć samotną Ulę przy jednym z obrazów. Pierścionka zaś na palcu Uli trudno było nie zauważyć.

-Widzę, że się sporo zmieniło u ciebie Ula? -zagadnęła. —Piękny i unikalny pierścionek.

-Samej trudno mi uwierzyć Kamila. 

-To gratuluję tobie i Markowi.  Zasłużył na kogoś takiego jak ty. A gdzie szczęśliwy narzeczony? -pytała, rozglądając się dookoła.

-U dentysty. Powinien przyjechać za jakąś godzinę.

-To mamy godzinę dla siebie Ula. Zapraszam cię na lampkę wina.  Jest, co oblewać. Znasz się na tych wszystkich kredytach? -zagadnęła.

-Wolę nie słyszeć słowa kredyt -wymruczała do siebie.

-Pytam, bo planuję kupić mieszkanie, a jestem zielona w tym temacie. Pomyślałam, że mi pomożesz i pójdziesz ze mną do banku. Tylko tyle.

-Kiedy? Popołudnia Marek mi zajmuje.

-Umówiona jestem na wtorek na szesnastą piętnaście. Marek puści cię chyba na jedno popołudnie. I nie daj się kochana zdominować. Musisz mieć swoje życie oprócz Marka.

 

Smutek nie zdążyła jeszcze dobrze opuścić imprezy, gdy zadzwoniła z nowinami do Pauliny. Prędzej planowała, że spotka się z Febo na mieście i powie jej osobiście, ale po namyśle stwierdziła, że to zły pomysł, bo jeszcze na niej wyładuje złość. Febo telefon odebrała po dłuższym czasie.

-Mam nadzieję, że masz jakieś dobre wieści -rzekła, nie wysilając się na przywitanie. —Obudziłaś mnie.

-Nie bardzo. Twoje plany biorą w łeb. Marek coraz bardziej ci ucieka -oznajmiła z małą satysfakcją. — Widziałam na palcu Uli bardzo ładny stary pierścionek zaręczynowy.

-Kretyn. Wykupił pierścionek Heleny.

Dalej już nie rozmawiały, bo Kamila usłyszała dźwięk jakby rzucanego telefonu.

 

Tego samego dnia również Helena i Krzysztof dowiedzieli się o zaręczynach. Rano Marek upewnił się, że sobotnie popołudnie spędzą w domu i pojechał z Ulą do rodziców na podwieczorek.

-Nie mówiłeś, że z gościem przyjedziesz -zagadnęła Helena.

-Bo to niespodzianka. Mamo, tato Ulę znacie, ale od wczoraj jest moją narzeczoną.

-To udało się wam z niespodzianką synu -odparł życzliwie Krzysztof. —Ale mocno z mamą zdziwieni nie jesteśmy.

-I pierścionek wrócił do rodziny -dodała Helena, patrząc przy przywitaniu na dłoń Uli. —Miło widzieć go na twoim palcu.

-Jest niepowtarzalny pani Heleno.  Nie wiem, dlaczego Paulinie się nie podobał.

-Bo nie błyszczał brylantem -odparł Marek.

-Odezwała się do nas Paulina -oznajmił Krzysztof. — Bałem się już, że również będzie żądała spłaty, ale ku mojemu zdziwieniu woli systematyczne wpłaty z zysków niż jednorazową wypłatę.

-Jeden kłopot mniej -podsumował Marek.

-Możemy nie mówić o Aleksie i Paulinie -wtrąciła Helena. — Od czasu ich wyskoków Krzysiu ma ciągle wysokie ciśnienie.

-Trudno wybić sobie z głowy spłatę Aleksa Heleno. 

Paulina również myślała o spłacie, bo duża suma kusiła. Jednak wtedy już na zawsze odcięłaby się od firmy i Marka, a chciała być blisko jego i umilać życie.

 

Wszystko wskazywało na to, że spłata Aleksa rozwiąże się jednak szybciej, niż przypuszczano. Stało się tak za sprawą samego Krzysztofa jego asertywności, Pshemka oraz Uli. Mistrz, wiedząc o kłopotach, sam zaproponował pomoc. Ulę i Marka spotkał przy windzie.

-Szukałem was -rzekł ze swoim rozhisteryzowaniem.

-To nas znalazłeś? Coś ważnego Pshemko, bo idziemy na spotkanie z ojcem?

-To prawda, że Aleks odchodzi na zawsze, sprzedaje akcje, firma będzie miała z tego powodu kłopoty i trzeba zwalniać pracowników, aby go spłacić -wyrzucił powody wzburzenia.

-Od kiedy słuchasz plotek? -odparł ze spokojem Marek.

-W każdej plotce jest trochę prawdy.

-Pshemko na część twoich pytań odpowiedź brzmi tak a na inne nie -wyjaśniała Ula. — Nie zamierzamy nikogo zwalniać, zadłużać firmy, ani upadać. Prawda jest tylko w tym, że Aleks odchodzi i chce odsprzedać nam akcje. Szukamy na to pieniędzy.

-Trzeba było od razu do mnie przyjść. Pomógłbym częściowo.

-A jak ty możesz nam pomóc?

-A mogę Marco. Od ponad dwudziestu pięciu lat jestem projektantem i mam trochę zaoszczędzonych pieniędzy. Miały być dla Wojtusia, ale liczę na szybkie zyski. Mógłbym wyłożyć z pięć milionów.  

-Serio? -zapytał z nieukrywaną radością Marek.

-Jestem zdecydowany, jeśli ma to pomóc firmie. Tak za dwa trzy dni będę mieć całość.

-Nawet nie wiesz, jak nam pomagasz -odezwała się Ula. — Akcje w twoich rękach są bezpieczniejsze niż w Febo. Na szczęście firma ma pierwszeństwo w wykupie akcji. Inaczej Aleks sprzedałby akcje pierwszemu lepszemu typkowi ze swoich znajomych. 

-Nie wątpię. Mało razy szkodził firmie. Nie będę już wam dłużej głowy zawracał kochani. To jesteśmy umówieni? -rzekł i zanim ktoś zdążył mu odpowiedzieć, odwrócił się i poszedł w stronę swojej pracowni.

-Co to było Marek? -zapytała Ula, kiedy weszli do windy.

-Tak się załatwia sprawy biznesowe z Pshemko kochanie.

 

Kiedy dotarli do restauracji Ĉeska serwująca dania z Czech i piwo z beczki, Krzysztofa jeszcze nie było, ale kelner odprowadził ich do stolika zarezerwowanego przez ojca Marka.  Karta dań leżała na stoliku i w oczekiwaniu na seniora zajęli się wyborem dań. Marek zamówił na dobry początek butelkę szampana. Krzysztof doszedł chwilę po nich. 


 

-Witaj tato -rzekł Marek.

-Dzień dobry -dodała Ula.

-Witajcie kochani -odparł im życzliwie. —Szampan? -zapytał, widząc butelkę trunku na stoliku. Coś świętujemy?

-Pshemko oferuje nam pięć milionów. Półgodziny temu powiedział nam o tym, a on słowny jest.

-To jest, co świętować. Wybraliście już coś z karty? -dodał, siadając przy stoliku.

-Zupę kulajda, pieczeń wieprzowym z knedelkami, surówkę, pieczony ser, a na deser ciasto miodowo -orzechowe i kawę -odparł Marek. 

-Brzmi doskonale. Wezmę to samo. I ja płacę, bo ja was zaprosiłem.

-Wygrałeś w totka tato? Dwa dni temu płaciłeś w restauracji Marconi.

-Postanowiłem pozwiedzać okoliczne restauracje i posmakować dań tradycyjnych. I kiedy ja zapraszam, to płacę. Ale nie o tym chciałem porozmawiać z wami. Mówiłem ci kiedyś Marek o znajomy Tomku Kozłowskim.

-Pamiętam. To ten od telewizji Konkret.

-Dokładnie tak.  Jest tam dyrektorem programowym, ale i ma też pięć procent akcji i z pomocą syna gra na giełdzie. Jest zainteresowany wejść w spółkę z około pięcioma milionami.  Ja i mama mamy lokaty, ale śmiało możemy je zerwać. Będzie kolejne jakieś pięć do siedmiu milionów.  Miało być dla wnucząt, ale to może poczekać.

-Tato nie musicie.

-Ale chcemy synu.

-Mój dom z meblami i wyposażeniem będzie wart z półtora miliona i również sprzedam obligacje. Jeszcze Adam zaproponował pomoc. Uli zaproponował.

-Dokładnie tak. Wczoraj rozmawialiśmy o tych nieszczęsnych kredytach i powiedziałam mu o Aleksie i o spłaceniu jego i żeby również pomyślał jak w miarę szybko się z tym uporać.  Sam zaproponował pomoc. Powiedział, że ma dwa miliony na koncie.

-Jakim cudem ma tyle pieniędzy? -dziwił się Krzysztof.

-Okazało się, że popołudniami dorabiał w biurze rachunkowym. Rodziny nie ma, aut, co rok nie zmienia, daleko nie wyjeżdża, mieszka w blokach, to zaoszczędził przez dziesięć lat -wyjaśniał Marek.

-Fakt rozrzutny nie jest -przytaknął. Ale był prawą ręką Aleksa -mówił z wątpliwościami Krzysztof.

- Adam mimo wszystko to porządny pracownik -stanęła Ula w obronie Turka. —Był tylko zastraszany przez Aleksa. A po tym, co teraz zrobił mu Aleks, tym bardziej jest gotów nam pomóc.

-To została jeszcze większa część spłaty -podsumował senior. —Oby Paulinie się odmieniło i nie chciała spłaty. Wracając do Kozłowskiedo, to czas wprowadzić pomysł na show w życie. Ma to być coś w stylu Projekt Runway oraz Mistrzowie igły. Umówiłem nas na jutro na trzynastą w restauracji Mała Gruzja. Druga sprawa to firma Twoje Dekoracje poszukuje szwalni do szycia poduszek, firanek, serwet i tym podobnych rzeczy. Nasza szwalnia w Markach w jednej trzeciej nie jest wykorzystana i nie zaszkodzi dowiedzieć się czegoś więcej.  Chcą na trzy lata podpisać umowę.

-Skąd wiesz o tej szwalni? -zapytał Marek.

-Bo czytam Puls Biznesu, a nie Auto Świat.  Nie mów tylko mamie, że znowu pracą się zajmuję.

-Nie powiem tato. To będzie nasza słodka tajemnica.

 

Dzień później Ula, Marek i Krzysztof rozmawiali już z panem Kozłowskim o szczegółach współpracy. Główną linią współpracy miał być program Mistrzowie Igły dla krawcowych bądź krawców oraz osobny dla młodych projektantów Projektanci na start.

-Jesienią chcemy wystartować z tymi programami, a zyski powinny być już jesienią -mówił Kozłowski.  Do tego czasu zainteresowani bylibyśmy zaopatrywaniem w stroje naszych prezenterów.  Planujemy latem koncerty, konkursy piękności i ładne stroje będą nam potrzebne.

-Porozmawiamy z Pshemko -obiecał Marek. —Znając go, to się zgodzi.

-Co do udziałów w firmie na poniedziałek byłbym gotowy -mówił Kozłowski.

-My też. To znaczy Aleks.

-Nie myśleliście o akcjach pracowniczych? Mój szef i właściciel telewizji ma pięćdziesiąt jeden procent akcji, a resztę akcji mają pracownicy. Jak firma stanie na nogi możecie systematycznie odkupywać od pracowników.

-Większość to szwaczki -wyjaśniał Marek. —Żyją od wypłat do wypłaty.

-Spytać nie zaszkodzi -poparł pomysł Krzysztof. —Zwołaj zebranie pracowników i spytaj, co myślą.

-A pan nie jest zainteresowany kupnem większego pakietu? -zapytała Ula.

-Nigdy nie inwestuję z rozmachem. To z ostrożności. Jakby coś się stało, mniej tracę. Oczywiście nie myślę, że tak się stanie z F&D. Po prostu miałem trzydzieści procent akcji w jednej takiej firmie i kiedy upadła ja sporo straciłem.

 

Nie był to koniec dobrych wiadomości dla Uli i Marka, bo już następnego dnia umówili się na spotkanie z prezesem i menagerem firmy Twoje dekoracje.  Przedstawili im świetne propozycje, bo zainteresowani byli wynajmem części szwalni na pięć lata i zgodzili się zapłacić za cały ten okres z góry. Były to dodatkowe trzy miliony do spłacenia Aleksa.

-Jeszcze tylko jakieś osiem -dziesięć milionów i będziemy mieć Aleksa z głowy -mówił Marek, kiedy wyszli ze spotkania.

-Powinno być z górki, a to te najtrudniejsze miliony.

-Poradzimy sobie Ula.

Pomoc pojawiła się z nieoczekiwanych stron. Pierwsza od matki Wojtka, Katarzyny Bojarskiej.  Kobieta wraz z mężem była właścicielką kilku restauracji w nadmorskich miejscowościach i stać ją było na dołożenie się do spłacenia Aleksa. Druga natomiast od Klaudii Nowickiej. 

 

 

poniedziałek, 14 listopada 2022

Plany, plany, plany... 13

Dwa dni po rozczarowaniu się Pauliną, Dobrzańskich ponownie  spotkał  zawód ze strony Febo. Z tą różnicą, że teraz chodziło o Aleksa. Sprawą kredytów Uli i Wioli zajmowała się już policja i Marek postanowił, że najwyższy czas, aby i rodzie się dowiedzieli o tym co zrobił Aleks.  U rodziców pojawił się w porze kolacji i oboje przywitali go w drzwiach salonu z radością. 


 

-To z czym do nas przyjechałeś Marek -zapytał ojciec, kiedy się już przywitali. —Mało, kiedy odwiedzasz staruszków.

-Tylko nie staruszków tato -odparł, siadając na kanapie naprzeciwko rodziców. — Jesteście w średnim wieku. Ale masz rację, mam sprawę. Prędzej czy później dotarłoby to do was i wolałem  sam wszystko powiedzieć.

- Teraz nas naprawdę zaniepokoiłeś -odezwała się Helena.

-Spokojnie mamo. Bardzo złe to nie jest. Nikt nie jest chory i nikt nie umarł. Chodzi o Aleksa. Wplatał się w kłopoty.

-Co zrobił ty razem? -zapytał krytycznie Krzysztof.

-Nawiązał kontakty z grupą oszustów i wziął kredyty na dane Uli i Wioletty.  

- To poważne zarzuty.  Jesteś pewny? -zapytała matka.

-Zebrane dowody świadczą przeciwko niemu. Najgorsze jest to, że policja od dawna rozpracowuje ten gang wyłudzających kredyty na skradzione dane i są to oszustwa na dużą skalę.

- To musi być jakieś nieporozumienia. Aleks ma przecież pieniądze -mówiła ciągle nieprzekonana Helena.

-Chciałbym, żeby tak było mamo. Jak się rozniesie i firma może ucierpieć. Zawsze będzie kojarzona z oszustem i złodziejem.

 -Wiadomo na ile je zadłużył? –zapytał całkiem spokojnie Krzysztof.

-Sto dwadzieścia tysięcy u Uli  i ponad 20 u Wioletty. Wy też musicie sprawdzić, czy i na wasze dane nie wziął kredytów i zastrzec dowód. Ja dzisiaj swój zastrzegłem. Chociaż gdyby to zrobił, byłby ostatnią kanalią. Tyle lat byliście dla niego rodzicami, opiekunami.

-Co w nich wstąpiło -zastanawiała się Helena. —Najpierw Paulina a teraz Aleks. Niczego im nie brakowało, a oszukują, kradną.

-Zemsta mamo. Mają w sobie jakąś złość, zgorzkniałość trudną do zrozumienia.  

-Nie mówiłem ci prędzej Marek, ale ponad tydzień temu Aldona Turek, dała mi pewne nagranie. Kiedy przyszła na rozmowę o pracę, nagrała rozmowę Aleksa z Armando Santoro. To znajomy Aleksa z Mediolanu. Od moich znajomych natomiast dowiedziałem się, że doprowadził do upadku dwie firmy w Mediolanie, a później je wykupił. Myślę, że z naszą firmą miało się stać tak samo. Ale nie to jest najgorsze Marek. Aleks okradł nasze specjalne konto na wypadek jakichś nieszczęść. Wypłacił 200 tysięcy. Powinienem już wtedy zareagować, ale Aleks był dla mnie jak drugi syn, a trudno posyłać dziecko za kraty. Zapowiedziałem mu, że jak nie odda, powiem tobie, a ty cackać się z nim nie będziesz. Pieniądze wróciły właśnie na konto.

-Co za szuja -wysyczał. —Okradł innych, aby oddać, co prędzej ukradł.

 

Od czasu, kiedy policja przejęła śledztwo w sprawie kredytów, nabrało ono tempa. Mundurowi dokładnie przyjrzeli się Gustawowi Kratkowskiemu i to z kim oprócz Aleksa koresponduje. Niewiadomą dla policji było też to, skąd Aleks miał dane Uli, Wioletty i Jasia. Sam je wyniósł z firmy, czy miał wspólnika. W drugim przypadku głównym podejrzanym stał się Adam Turek.  Bilingi połączeń telefonu Turka jednoznacznie wskazywały, że nie kontaktował się z Aleksem ani razu. Również jego dyskretna obserwacja nic nie przyniosła, bo chodził do pracy a po pracy prosto do domu. Okazało się także, że i on ma wzięty kredyt, o którym nic nie wiedział.  

Pojawienie się mundurowych w domu Aleksa całkowicie zaskoczyło go. Nie zamierzał również jechać na komisariat i składać zeznań. Tym bardziej nie przyznawał się do stawianych mu zarzutów. Dowody znalezione koszu na śmieci w  mieszkaniu Kratkowskiego w postaci danych Jana Cieplaka oraz koperty zaadresowanej charakterem pisma Febo wystarczyły, aby postawić mu zarzuty współudziału w wyłudzeniu kredytów.

 

Dzień później Ula i Marek spotkali się z komisarzem Karolem Szwarcem,  który prowadził śledztwo.  To, co im powiedział, zdziwiło ich.

-Pan Febo jak się okazało jakiś czas temu pożyczył od szefa tej grupy dwieście tysięcy i w zamian za spłatę miał im dać kilka danych pracowników.  

-Aleks  był winien tyle firmie i wpłacił właśnie niedawno taką kwotę na konto firmy -wyjaśnił Marek.

-To by się pokrywało z tym co mówi. Sprawdzamy konto pana Febo i póki co wychodzi na to, że mówi prawdę, bo na koncie są grosze w porównaniu, co miał kiedyś. Być może ma inne konto. Sprawdzamy jeszcze. Dotarliśmy również do reszty gangu. Oprócz Kratkowskiego były jeszcze cztery inne osoby. W tym dawny  pracownik F&D Jakub Szatkowski.

-Pamiętam go -wtrącił Marek. — Krótko po tym jak zostałem prezesem, przyłapałem go na szperaniu w moich dokumentach i zwolniłem. Był jednym z podwładnych Aleksa.   

-Tak pan Febo wspominał. Twierdzi jeszcze, że został oszukany, bo umowa była taka, że na jedne dane będzie wzięty jeden kredyt. Był nawet mocno wzburzony, gdy powiedziałem mu, że na panią  jest kilka kredytów -oznajmił, patrząc na Ulę. — Albo też jest dobrym aktorem. Myślę jednak, że ktoś chciał ewidentnie winę za pani kredyty rzucić na pana Febo.  Wiedział o państwa konflikcie. Sam Szatkowski mógł wykorzystać ten fakt i się zemścić. Pan Febo również uważa, że ktoś go wrabia.

-To ma sens -rzekła milcząca dotąd Ula.  — Tylko jak to sprawdzić?

-Może któryś z zatrzymanych zacznie sypać. Grozi za to  do dziesięciu lat więzienia, a za współpracę z policją wyrok może być mniejszy.

-A Aleksowi co grozi -pytał Marek. — Jeśli można wiedzieć.

-Jeśli faktycznie potwierdzi się, że mówił prawdę to do dwa lat za wynoszenie danych z firmy i dwa za współudział.  W sumie wyniósł siedem danych personalnych. Pan Febo złożył wniosek o wyjście z aresztu za kaucją. Sąd zapewne przychyli się do wniosku, bo groźnym przestępcą nie jest i to jego pierwsze złamanie prawa.

-Ale może wyjechać do Włoch -zasugerował Marek.

-Adwokat wytłumaczy mu, że nie może opuszczać kraju, bo będzie miał jeszcze większe kłopoty i pewne więzienie.

 

Jeszcze tego samego dnia Marek opowiedział rodzicom o wizycie na komisariacie i że sprawa Aleksa wygląda całkiem inaczej, niż przypuszczali. Dwa dni później natomiast Aleks po wpłaceniu kaucji wyszedł z aresztu. Marek i Krzysztof nie zamierzali odpuścić sobie rozmowy z nim.  Zwłaszcza że sam zadzwonił do nich i poprosił o spotkanie i rozmowę. Spotkali się w restauracji Marconi.

-Jak karmili w areszcie Aleks? -zapytał Marek, kiedy usiedli i przeglądali kartę dań. —I kto płaci za lunch? Nie wiem, co zamówić. Może nie stać cię na wszystko. Za trzy osoby sporo zapłacisz.

-Spodziewałem się, że zaczniesz od szydzenia  -odparł spokojnie Aleks.  —Krzysztof wybrał to miejsce. Nie ja. Ja nic nie będę jadł, bo mam spotkanie z adwokatem za pół godziny. Powiem, co mam powiedzieć i idę.

-Zapiekanych sardynek chyba nie było -drążył mimo to temat Marek, patrząc na jedną z potraw. 

-Mogłeś mi konserwę sardynek wysłać, skoro się tak martwisz, tym co jadłem -odgryzł się Febo.

-Możecie już sobie odpuścić -wtrącił Krzysztof. — Nie czas na przepychanki słowne. Nie mam też siły na robienie ci wielkich wymówek Aleks. Dorosły jesteś. I nie miejsce na takie sprawy. O czym chciałeś z nami porozmawiać? 

-Chcę  odsprzedać swoje akcje. Jak tylko znajdziecie pieniądze na spłacenie mnie. Te, co Paulina mi dała, oddam jej. Kiedy moje sprawy się pokończą, wyjadę na stałe z Polski.

-To nas zaskoczyłeś. Chociaż w twojej sytuacji jedyne wyjście -mówił sarkazmem Marek.

-Zawsze tego przecież chciałeś. Abym był daleko od firmy.

-Mogę zrozumieć, dlaczego Ula i Wioletta,  ale dlaczego Adam i Jasiek? -pytał Marek. —Co oni ci zrobili? Albo ta modelka Adamska Arleta, Matysek Artur z działu reklamy czy ochroniarz Tomek.

-Ci trzej nic. Cieplak od początku wchodziła mi w drogę, psuła plany, Wiola zdradziła, a Jasiek po części za siostrę i miałem jego dane. Adam natomiast działał mi na nerwy.

-Aż dziwne, że mnie nie wpisałeś na swoją listę.

-Stawiasz nas w trudnej sytuacji Aleks -rzekł Krzysztof, przerywając ich utarczkę słowną. — Nie mamy, póki co pieniędzy na spłacenie twoich udziałów. To wyjdzie kilka milionów.

-Raty wystarczą. Tylko na teraz potrzebowałbym trochę gotówki.

-Masz dom, drogie auto, antyki, pewnie spore konto i nie masz pieniędzy? -pytał podejrzliwie Marek.

-Domu nie chcę sprzedawać, antyków tym bardziej, a auto nie pokryje kosztów.  Co do konta zapłaciłem kaucje i zainwestowałem w Mediolanie. Jestem spłukany i z długami.  

-Pomyślimy skąd wziąć gotówkę -obiecał Krzysztof.

-Zamierzam sprzedać dom, to na początek będzie tato -oznajmił przemyślanie Marek.  —Powinienem dostać z milion złotych. Jeśli zostawię wyposażenie nawet więcej. Nie lubię go. Bardziej Paulinie się podobał i pozbędę się go bez żalu.

 

Po spotkaniu Marek udał się do lombardu. Termin wykupu pierścionka pamiątki rodzinnej Heleny minął i umówił się z właścicielem, że jeśli Paulina nie wróci po niego, a takie było duże prawdopodobieństwo, on go kupi. Pierścionek tak jak przypuszczał, nie został wykupiony i on po wpłaceniu siedmiu tysięcy został jego właścicielem. Dokupił tylko do niego ładne, gustowne ozdobne pudełeczko.

Następny dzień był małym świętem dla Uli i Marka. Marek przyjechał po Ulę do Rysiowa już przed ósmą i zawiózł do pracy. Kiedy byli przed firmą zaparkował i razem trzymając się za rękę, poszli w stronę wejścia.

 -Dzisiaj mija rok, jak się poznaliśmy -zagadnął tuż przed wejściem.

-Serio?

-Serio Ula. Zapomniałaś?

-Zakochani czasu nie liczą -wybrnęła dyplomatycznie.

- Sprawdziłem. Rok temu przyszłaś, aby zapytać o pracę w F&D. O tej porze już się widzieliśmy, bo było to po szóstej.

-Pamiętam -odparła z uśmiechem na wspomnienie. —Dałeś mi dyszkę.  Wydaje mi się, jakby było to wczoraj. Od dziś będę pamiętała o tej dacie.

-To będzie kolejna ważna dla nas data. A na popołudnie nic nie planuj kochanie. Mam już plany.  

W czasie lunchu Marek pojechał nad Wisłę i schował w krzakach małego szampana i dwa zapakowane kieliszki.  Po pracy natomiast już z Ulą kupili swoje ulubione zapiekanki i poszli pieszo nad rzekę. Po drodze zapiekanki zdążyli zjeść i dlatego Marek mógł otworzyć szampana.

-Jak świętować to świętować Ula -mówił, wyciągając buteleczkę. —Zanim toast jeszcze jedna sprawa. Stój tu a ja spróbuję ustawić na tamtej gałęzi tak telefon, abym cię widział -dodał, odstawiając na ziemię, to co chwilę prędzej wyciągnął. — Tak będzie dobrze. Możesz pomachać do kamery Ula -dodał, widząc ją na ekranie telefonu.

Chwilę później był ponownie przy Uli, wyciągnął z kieszeni ozdobne  pudełeczko i uklęknął przed nią. Ula patrzyła na to wszystko z napływającymi łzami. 


 

-Ula nie umiem ładnie przemawiać, ale jedno wiem na pewno, że to miejsce jest ważne dla nas i ten dzień i dlatego wybrałem to miejsce i ten dzień -mówił, pokazując niedawno wykupiony pierścionek. —Kocham cię nad życie Ula. Wyjdziesz za mnie?

-Co za pytanie Marek -odparła wzruszona. —Nikt takim oświadczynom  by się nie oparł. Były piękne, bo z serca i nietuzinkowe. Jest piękny -dodała, patrząc na pierścionek. —I ja ciebie kocham -mówiła w czasie, kiedy Marek wsuwał na jej palce pierścionek. — Bez ciebie nic a z tobą wszystko Marek. To, dlatego że planowałeś się oświadczyć, włączyłeś nagrywanie?

-Nie ma fleszy dziennikarzy, gości, zgiełku, to chociaż taką pamiątkę będziemy mieć.

-I tak jest lepiej Marek -odparła. — My sami.

Chwilę później wziął jej twarz w swoje dłonie i namiętnie pocałował.

 

Popołudnie było jeszcze gorętsze, bo pojechali do domu Marka i oddali się  pięknej miłości. Tuż po przekroczeniu progu domu zaczął całować całą twarz Uli. Chwilę później wziął Ulę na ręce, zaniósł do swojej sypialni i nie przestając całować, położył na dużym wygodnym łóżku. Wkrótce odpinał jej guziki bluzki i całował szyję i dekolt. Miejsca, które dotykał Marek, działały bardzo pobudzająco na nią i sama zajęła się jego ubraniem.

-Cudowna i piękna jak zawsze -mruczał z rozkoszą Marek pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.

-A ty jak zawsze apetyczny i kuszący -odparła w podobnym stylu.

Dalej już nic nie mówili, tylko oddali się cielesnej miłości.