sobota, 17 grudnia 2022

Dziewczyna z klubu cz. 3

 

 


-Biorąc na logikę Marek, to Ula raczej pracy by nie przyjęła, gdyby wiedziała, że ty to ten Kuba -stwierdził Sebastian w czasie spotkania w klubie.

-Albo jest dobrą aktorką Seba. Raz już dała popis aktorstwa.

-To uzdolniona z niej panna. CV ma tak dobre, że mucha nie siada. Przebija Turka i Aleksa razem wziętych. Dwa kierunki na SGH i kursy językowe z certyfikatami. Angielski, niemiecki biegle i rosyjski tak średnio. Takich osób potrzeba w firmie. Ty ich potrzebujesz. Aleks ma Adama i Paulinę za sobą. Na Wioletcie nie ujedziesz. Chociaż on raczej z Febo będzie trzymać.

- Fakt nie ujadę.

-To musisz na jakiś czas odłożyć zemstę na Uli i się jej podchlebić.

-Pogięło cię.

-Marek tu chodzi o to, kto zostanie prezesem. Twój ojciec tylko, dlatego mianował cię tymczasowym prezesem, bo Aleks zawalił kluczową umowę z tą Marleną od Targów ślubnych, a ty wszystko odkręciłeś.

-Jeszcze nie wiadomo, w jaki sposób tato wyłoni prezesa.

-Lepiej być przezornym Marek. Najlepiej jakbyś jednak ją uwiódł.

-Ona ma chłopaka. Widziałem zdjęcie.

-Gorzej jakby miała dziewczynę Marek. Niejedną laskę z chłopakiem poderwałeś.

-Nie jest zbytnio atrakcyjna Seba. Dwa lata temu inaczej wyglądała.

-To zamknij oczy i wyobraź sobie Ulę vel Milenę z klubu.

 

Drugi dzień pracy Ula rozpoczęła od przypadkowego spotkania z Markiem. Wchodziła już do windy, kiedy wsunął się w zamykające się już drzwi.

-Cześć -zagadnął.

-Cześć. Wczoraj przejrzałam twoją propozycję umowy na zakup tkanin i gdyby nie to, że chcesz z Turcji je sprowadzać od nowej firmy, byłoby wszystko inne do przyjęcia. Lepiej nie ryzykować.

-Aleks ma lepszą propozycję?

-Tego nie powiedziałam. Jego propozycja w ogóle nie wchodzi w rachubę. Umowa na pięć lat nie jest dobrym pomysłem. Najlepiej będzie, jak pozostanie się przy współpracy z firmami, które do tej pory dostarczały tkanin. Są sprawdzone przez lata przez twojego ojca.

-Skoro tak mówisz, to nie będę nalegał przy swoim.  Chciałem zaoszczędzić i dobrze wypaść przed ojcem.

-Prędzej byś się przejechał. Najlepiej będzie jak dalej będziesz prowadził firmę, jak ojciec. To się może twojemu ojcu spodobać.

-Marnujesz się, jako asystentka Pshemka-oznajmił nieoczekiwanie. — Jeden dzień w pracy a wyniosłaś celne wnioski.  Wiem jeszcze o twoich osiągnięciach na studiach i u profesora Rychtera.  Czwórka u niego za mikroekonomię zdarza się raz na parę lat. Nawet Aleks miał słabą tróję.

-Kto zdaje u Rychtera na wiele liczy nie może. Autor Urszula Cieplak -odparła, zabawnie. 

- Celnie powiedziane Ula. Ja chętnie sam zatrudniłbym cię na swoją sekretarkę, ale musiałbym zwolnić Wiolettę, a jest winna firmie pieniądze za nadużycie z karty reprezentacyjnej. Miała zapłacić za pobyt pani Krüger w hotelu, a kupiła sobie przy okazji ciuchy i bieliznę. Długu zrobiła na ponad dziesięć tysięcy. Pomijając, że to koleżanka Pauliny i nie chce stwarzać powodów do kolejnej kłótni.

 -Wczoraj  poznałam Wiolettę i powiedziała mi, że wyjdzie jeszcze kot z worka.  

-Cała Wiola -odparł z uśmiechem. —Pewnie miała na myśli, nie kupuje się kota w worku albo wyjdzie jeszcze szydło z worka.

-Domyśliłam się. Ma mi za złe, że ja dostałam pracę a niej jej brat.  Dziewczyny to znaczy Iza, Ela i Ala zdążyły mi powiedzieć, co nieco o niej i innych pracownikach.

-A o mnie, co mówiły -zapytał, wpatrując się w oczy.  Okulary akurat miała w ręku i mógł bez przeszkód widzieć jej kolor.

-Nic szczególnego. Tylko to, że awansowałeś z dyrektora od spraw reklamy na tymczasowego prezesa.

Winda na szczęście dojechała na piąte piętro i rozeszli się w dwie strony.

 

Popołudniu miała okazję poznać Aleksa, który wpadł na podobny pomysł, co Sebastian. Do pracowni mistrza przyszedł z raportem z ostatniego pokazu, aby Uli nakreślił, na co powinna zwracać uwagę, przygotowując z mistrzem kolejny pokaz. Ula wszystko, co mówił Aleks, pojmowała w mig, a ze swoimi spostrzeżenia bez skrępowania dzieliła się z Febo. Również z jego propozycją umowy na sprowadzenie tkanin.  

-W tej firmie tylko pani zna się naprawdę dobrze na finansach -rzekł Aleks, kiedyś kończyli przeglądać raport. —Już dawno tak kompetentnej osoby w tej firmie nie było.

-Dziękuję -odparła z zaskoczeniem. — Adam się nie zna? To pana prawa ręka?

-Zna się, ale do finansów trzeba mieć powołanie jak do bycia nauczycielem. On nie ma umysły szachisty, aby przewidzieć i zaplanować ruchy swoje i przeciwnika. Ani nie jest błyskotliwy. Pani to ma. 

- Czy Aleks dobrze się czuje -wtrącił Pshemko, dla którego miły Aleks było czymś nowym i podejrzanym. —Urszula twoją propozycję na sprowadzenie tkanin od razu skreśliła.

- Pshemko nie mów tak, bo pani Ula pomyśli sobie, że żartuję. Naprawdę dobrze wybrałeś -mówił, cedząc słowa. — Będę spokojny o koszty kolekcji. A ta moja propozycja umowy na sprowadzanie tkanin była sprawdzianem dla pani -dodał, wymyślonym na doczekaniu fortelem.

- Od razu wydała mi się podejrzana -odparła skołowana.

-I zdała pani egzamin celująco. Pójdę już, bo moja praca sama się nie wykona.

-Urszula mu nie ufa -rzekł Pshemko, kiedy Febo wyszedł. —Miły Aleks jest gorszy niż niemiły. Założę się, że coś knuje za naszymi plecami. Urszula spyta Marka, to powie to samo, co ja.

-Wy znacie go lepiej. Ale będę ostrożna.

 

Pierwsze trzy dni pracy minęły Uli migiem. Trochę obawiała się, jak zostanie przyjęta, ale oprócz Pauliny i Wioletty wszyscy byli dla niej mili i życzliwi. Pierwsza z reguły dla wszystkich była arogancka. W Uli przypadku również chodziło o mistrza, bo oprócz Izabelli to ona była najważniejsza dla niego, a teraz słyszała tylko Urszula to, Urszula tamto. Wioletta natomiast cały czas obwiniała ją za zajęcie etatu i czekała na jakiś błąd Uli, aby móc powiedzieć, że miała rację i Ula nie powinna zostać asystentką Pshemka tylko jej brat. Nowe koleżanki natomiast opowiedziały jej o wszystkich firmowych plotkach. Głównie interesowały ją te o Marku. Od nich dowiedziała się, że Paulina i Marek są parą, ale ich związek jest kruchy jak szkło. Ponadto z bratem jest bardziej związana i często jest po jego stronie, a nie po stronie Marka. Oboje panowie sympatią się nie darzyli. Sympatia wśród pracowników zdecydowanie była zaś po stronie Marka i w nieoficjalnym plebiscycie na prezesa to on wygrywał z Aleksem.  

-Jedyna jego wada, że jest kochliwy -mówiła Iza w czasie spotkania w bufecie. — Sekretarki, modelki, panienki z klubu. Trochę kobiet się przewinęło przez jego życie i przewija dalej -mówiła Iza.

-Bo i całuje bosko i ma ciało jak Adonis -dodała Ela.

-A ty coś z nim miałaś?

-Co ty Ulka. Od Aśki jego byłej sekretarki wiem.

Gdyby tylko wiedziały, że i ja miałam okazję poczuć, jak całuje. I naprawdę nie wiem, czym się tak ekscytować. Łukasz całuje zdecydowane lepiej -myślała, wracając wspomnieniami do dnia, kiedy się po raz pierwszy widziała Marka, choć wtedy był Kubą a ona Mileną.

 

-Ubieranie nowych butów to nie był dobry pomysł -mówiła Ula vel Milena do Marka, rzucając w kąt pokoju w hotelu, czarne szpileczki.

-Jak chce się elegancko wyglądać, trzeba czasami pocierpieć Milena.

-A ten butik, o którym mówiłeś to gdzie się mieści?

- Na Emilii Plater.  

-Super. Pasuje mi dojazd. Naprawdę myślisz, że się nadam na sklepową.

-Wyglądasz zjawiskowo, a takie dziewczyny są zatrudniane -mówił, podchodząc do niej.

-Naprawdę tak myślisz? Jestem zjawiskowa?

-Spójrz w lustro -mówił, odwracając ją w stronę szafy, na której zawieszone było właśnie duże lustro. — Masz wszystko na swoim miejscu, nie jesteś wulgarnie ubrana i wymalowana tylko gustownie ubrana z subtelnym makijażem -mówił, przesuwając dłonią po jej brzuchu, piersiach dochodząc do brody. Jego oddech zaś czuła na szyi. Długo nie trwało, kiedy pocałował ją w znajdujący się tam pieprzyk. — Cudownie pachniesz.

-Ty również -odparła, aby cokolwiek powiedzieć. Pokrywała się też to z prawdą, bo lubiła u mężczyzn nutę zapachów z drzewa sandałowego.  

Gdzie jest Dona. Powinna już przyjść

-Jesteś piękną kobietą Milena.

Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, poczuła, że Marek całuje ją w usta. Stało się to tak nieoczekiwanie, że pocałunek trwał chwilę.

-Nie powinniśmy Kuba -zaprotestowała. —Nie znamy się w ogóle.

-Właśnie się poznajemy małymi kroczkami. Na łóżko cię nie rzucę. To tylko pocałunki.

-Drapiesz trochę. Nie lubię facetów z zarostem.

-Miłka kochaniutka już jestem -usłyszeli od strony drzwi.

 

W czasie weekendu Ula postanowiła, że zadba o siebie i poszła do zaprzyjaźnionej fryzjerki. Już dawno temu kupiła sobie farbę do włosów i teraz postanowiła, że czas ją wykorzystać. Zwłaszcza że jej włosy były już matowe i potrzebne było przycięcie końcówek. Kolejną sprawą była stylizacja brwi. Z szafy wygrzebała także kosmetyki i zrobiła sobie delikatny makijaż.  Pełni dopełnił ładny ubiór. Obiecała sobie również, że codziennie będzie biegać i zrzuci te parę kilo nadwagi. W poniedziałek do pracy przyszła całkiem inna. 


 

-Twoja Ula vel Milena wygląda całkiem ładnie w nowej fryzurze -zagadnął Sebastian, wchodząc do jego gabinetu.  Będzie ci łatwiej zakręcić się wokół niej.

-Ciii. Jeszcze ktoś usłyszy -upominał przyjaciela. — Widziałem z daleka, jak wygląda.

-To może jakiś romansik jednak.

-Nie zamierzam z nią romansować. Już ci mówiłem.

 

Tego dnia w firmie pojawił się Krzysztof, aby powiedzieć Markowi i Aleksowi, w jaki sposób wyłoni prezesa.  Mieli oni przygotować plan prowadzenia firmy.  Chciał również, aby oboje przeszli rozmowy z biegłymi ekspertami z różnych dziedzin, których zadaniem było  ocena predyspozycji Marka i Aleksa na zostanie prezesem.  Poza tym mieli przeprowadzić symulację kryzysową na wypadek kłopotów finansowych.

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Dziewczyna z klubu cz. 2

 Po nieprzespanej nocy Ula postanowiła, że zadzwoni do koleżanki ze studiów Donaty, aby powiedzieć jej o spotkaniu z Dobrzańskim.  Donata była jej przeciwieństwem, bo była bogata, lubiła imprezować i wpadać w kłopoty. Jej zaletą było to, że się nie wywyższała i nie była fałszywa jak inne koleżanki ze studiów, które wykorzystywały dobroć Uli. Jeszcze zanim wyszła z łóżka, odszukała jej numer w telefonie i zadzwoniła.   

-Cześć Donata.

-Ulka litości. Nie ma jeszcze ósmej -usłyszała zaspany głos.

-Donata dostałam pracę w Febo – Dobrzańscy, a Dobrzański to ten Kuba z klubu Nocny marek.  I nie jest Kubą, tylko nomen omen Markiem. Pamiętasz go? Albo może wiedziałaś?

-Dowiedziałam się później, kim jest naprawdę -odparła ze zmieszaniem. —  Faceci w takich podrywach kłamią jak z nut. I co z tą pracą. Jakieś problemy?

-Nie rozumiesz? Jak mnie skojarzy,  od razu wywali z pracy.

-Spokojnie Ulka. Przez jego życie przewinęło się tyle dziewczyn, że na pewno cię nie zajarzy. To była tylko jedna noc. Nawet nie noc, ale wieczór. I inaczej wyglądałaś.

-Tylko że inne takiego numeru mu nie wycięli jak my. 

-Bardziej ja Ulka.

- Kaca moralnego przed Łukaszem mam do dzisiaj. A teraz jeszcze to.

-Ula spokojnie.  Nie stwarzaj sobie kłopotów, zanim nie nadejdą. Na pewno rozejdzie się wszystko po kościach. Jakby, co sprowadzę cię do Drezna.

 

We środę rano Ula do pracy przyjechała godzinę przed rozpoczęciem pracy. Ochroniarz wpuścił ją jednak do środka. Zwłaszcza że mistrz również był już w pracy. Idąc do jego pracowni, ponownie przystanęła przy portrecie Marka.

Na pewno mnie nie pozna. Przecież minęło tyle czasu i tyle kobiet przewinęło się przez jego życie. Donata ma rację -powtórzyła w myślach to, co prędzej sama myślała i mówiła koleżanka.

Gdy weszła do pracowni mistrza, ten zajęty był szkicowaniem.

-Dzień dobry. Nie jestem za wcześnie -zapytała delikatnie?

-Skąd. Ja tylko nie lubię spóźnialskich Urszulo. Ze spokojem porozmawiamy i wprowadzę we wszystko. 

-Choćby zaraz możemy wziąć się do pracy.

-Na razie usiądziesz tutaj -rzekł, pokazując własne stanowisko pracy i które zajmował, jak weszła. — Później przyniosą dla Urszuli osobne biurko, komputer i takie tam.

Pierwszy dzień pracy mijał Uli bardzo udanie. Mistrz opowiedział jej o męskiej kolekcji Elegancki mężczyzna oraz kobiecej Kontrastowa jesień. Pokazał jej też stare umowy z dostawcami materiałów, aby miała jakieś rozeznanie oraz propozycje umów Aleksa i Marka.  Przez następną godzinę przebijała się przez papiery.


 

-I, co Urszula myśli -zapytał mistrz, kiedy skończyła.

-Propozycja pana Aleksa jest tak dobra, że na pewno ma jakieś drugie dno. No i umowa na pięć lat na dostarczanie materiałów nie jest dobrym pomysłem. To nie sklep, żeby było kup więcej zapłać mniej. Kara za zerwanie umowy również nie jest dobrym pomysłem.

-To samo sobie pomyślałem. Nie wiadomo czy za pięć lat materiały były tej samej, jakości.

- Dokładnie. Natomiast, jeśli chodzi o propozycje umowy prezesa, to znacznie bezpieczniej jest zawarcie umowy jednorazowej. Jednak to jakaś nowa firma i niesprawdzona. Do tego z Turcji. Zresztą pan Febo również proponuje całkiem nową firmę. Ja bym pozostała przy tych sprawdzonych, z którymi współpracował stary prezes. 

-Skąd Urszula wie o tych firmach?

-Sprawdziłam na Europages. 

-Zatrudnienie Urszuli było strzałem w dziesiątkę -odparł z zadowoleniem mistrz.

 

Przed dwunastą przyszedł posłaniec z kawiarni z gorącą czekoladą dla mistrza i Izabela zabrała ją do bufetu, aby poznała Alę i Elę. 


Marek również się pokazał w bufecie i przystanął właśnie przy barze obok Uli. Miała włosy założone za ucho i mógł dostrzec swój dowód w postaci małego pieprzyka. 

 -Dwie kanapki z tuńczykiem -zwrócił się do bufetowej. —Te, co zawsze.

-Już się robi szefie.

-Przepraszam, ale ty jesteś nową asystentką Pshemka -zagadnął do Uli?  — Widziałem, jak wychodziłaś z kadr dwa dni temu.

-Tak. Urszula Cieplak.

-Marek Dobrzański -odparł, wyciągając rękę. — To jak mija ci pierwszy dzień pracy Ula? Pshemko daje się mocno we znaki?

-Jest bardzo miło i mistrz jest miły. Mówił, że mam z panem porozmawiać o wynajmie miejsc na pokazy. Ma mi pan dać jakieś namiary.  I przepraszam, że tak od razu przechodzę do sprawy. Nie chcę zawalić pracy.

-Pan da, jak wpadniesz do mnie do biura. Marek -dodał, wyciągając rękę. — My tu prawie wszyscy jesteśmy na ty.

-Zapamiętam. Pshemko mówił, że mam z tobą porozmawiać o tym. To znaczy, ma pan znaczy, masz dać mi ich namiary i stare umowy, abym przejrzała.

-Wszystko dostaniesz. Lepsza jesteś ty niż cały ten Kevin Kubasiński przez V. Wystarczy, że jego siostrę, Wiolettę przez V i dwa T, mam na głowie, jako sekretarkę. Skąd się znacie z Pshemko, jeśli można wiedzieć?

-Żadna tajemnica. On i mój tato wychowali się na jednym osiedlu na Bródnie i niedawno spotkali. Całkiem przypadkowo. Po jakichś czterdziestu latach.

-Spotkanie po latach. Ciekawe. W dodatku przez przypadek.

Chwilę później wziął swoją kanapkę i wyszedł z bufetu. Dotarcie do biura przyjaciela zajęło mu chwilę.

-To ona Seba. Ma pieprzyk na szyi po prawej stronie. Widziałem ją w bufecie. Miała zaczesane włosy na ucho -mówił krótkimi szybkimi zdaniami.

-I, co teraz? Jakaś mała zemsta? Wystawiła cię.

-Nawet mi nie przypominaj Seba.

-Rozkochasz i zwolnisz.

-Nie. To byłoby za proste. Nie wiem jeszcze, co zrobię, ale coś wymyślę. Na razie będę udawał, że jej nie rozpoznaję.

-A ona ciebie rozpoznała?

-Nie wiem. Zachowuje się zwyczajnie, nie panikuje to chyba nie.  Miałem wtedy zarost i na imię Kuba.

 

Ula nie była przekonana do pomysłu Donaty. Zgodziła się tylko, dlatego że była zawsze dla niej miła i pomagała jak była w potrzebie. Dziewczyna wszystko też dokładnie przygotowała. Od koleżanki Weroniki z ogólniaka wiedziała, że Marek vel Kuba średnio raz na dwa - trzy miesiące zalicza ten klub. Dlatego wymyśliła intrygę zwabienia go na ten wieczór do tego właśnie kluby. Tym miały być bilety na mecz koszykówki, a do odbioru były u barmanki Wery. Donata tego dnia umalowała Ulę, dała swoje ciuchy i wysłała do klubu. 

-Jak się nie uda to, co Donata -pytała z obawami?

-Mówi się trudno. Mamy plan A i B. I pamiętaj, jestem Anita. Donata mało popularne i może mnie skojarzyć.

Marka łatwo odnalazła i przysiadła się do bufetu przy barze. Na rozpoczęcie rozmowy długo nie czekała.

-Sama? -zapytał.

-Sama. Nie jestem stąd. Przyjechałam z Zamościa w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Jestem kelnerką, a tu lepiej płacą. Dorabiam jeszcze, jako hostessa. Po zwykłym ogólniaku na wiele nie mogę liczyć -opowiedziała prędzej wymyśloną historię. — A marzy się mi kariera w świecie.

-To dobrze trafiłaś, bo mam znajomości. Kuba -dodał, wyciągając rękę.

-Milena.

-Napijesz się czegoś Milena?

-A, co proponujesz? Nie bywałam w takich klubach, to nie wiem, co się pije. Przyszłam tylko, dlatego że mieszkam niedaleko stąd w hotelu. Koleżanka powiedziała mi, że jest tu ekstra i można poznać kogoś interesującego.

-To musisz sporo zarabiać, że stać cię na hotel.

-Nie stać mnie. Właścicielka, gdzie mieszkam ma w rodzinie pogrzeb i przyjechała do niej siostra z mężem oraz kuzynka i chciała ich u siebie przenocować. 

-A, gdzie ta twoja koleżanka, o której mówiłaś?  

-W pracy. Będzie po dziesiątej.  Póki, co sama jestem. To znaczy może już nie sama?

-Interesowałaby cię praca w eleganckim butiku?  Mam kontakty -mówił to, co zazwyczaj i nie wyjaśniając, że jest z F&D.  

-Pewnie. Ja to mam szczęście Kuba, że trafiłam na ciebie -mówiła, z aktorską wprawą.

 

Marek do dzisiaj nie mógł uwierzyć, że tak łatwo dał się nabrać Milenie vel Uli, jak się okazało i Donacie vel Anicie. Wraz z Sebastianem mieli opracowany plan, który do tamtego czasu się sprawdzał. Mieli zwyczaj bowiem bywać, co parę tygodni w jakimś innym klubie, aby nie być zbytnio rozpoznawani.  Do tego zmieniali nieco image. Do klubu Nocny Marek,  Marek przyszedł nieco prędzej, bo po miesiącu.  Chciał tylko wziąć bilety, wypić małego drinka i przenieść się do klubu Go-Go, gdzie czekał na niego Sebastian. Ula jednak zdążyła się do niego dosiąść i rozpoczął rozmowę.  Gdy okazało się już, że jest sama, ma niedaleko stąd pokój na przechowanie go przez noc, pomyślał, że lepiej nie mógł trafić. Kelnerki i hostessy z mniejszych prowincjonalnych miast ze wschodu zawsze były łatwe. Przed dziesiątą Ula odebrała telefon i powiedziała, że koleżanka nie może przyjść, bo powtarza testy na prawo jazdy.

-Nie za głośno ci Milena? Ani nie za duszno?

-Trochę -w tym wypadku powiedziała prawdę. W dodatku Marek powiedział to, co ona miała powiedzieć wkrótce i wyjść z nim z klubu. — A co chcesz wyjść.

-Czemu nie. Na zewnątrz będzie się nam łatwiej rozmawiało.

-Ja bym musiała iść buty zmienić. Są nowe i obcierają trochę.

-To idziemy Milena.

W małej hotelowej recepcji wzięła klucz i demonstracyjnie zdjęła buty, które faktycznie były nieco za małe.  Chwilę później wsiedli w windę i pomknęli na trzecie piętro.

Hotelowy pokój był nie za duży, ale z dużym dwuosobowym łóżkiem. Popatrzył na Milenę i łóżko i się uśmiechał. W pokoju był też mały barek i nalał sobie i Milenie po kieliszku wina.

 

Po powrocie z bufetu na Ulę w pracowni mistrza czekało obiecane biurko i krzesełko. Ona tylko dołożyła swoje drobiazgi. W tym zdjęcie swojej rodziny i chłopaka Łukasza. Po półgodzinie pojawił się tam Marek i przyniósł służbowego laptopa. 

 

-Słyszałem, że Urszulę poznałeś? -zagadnął do niego mistrz.

-Tak Pshemko.

- Zatrudnienie jej było strzałem w dziesiątkę. Te same wnioski wyniosła z waszych propozycji umów na tkaniny, co ja.

-Twoje zdanie zawsze będzie się liczyło -odparł mistrzowi. Widzę, że się już rozgościłaś -dodał do Uli. To twoja rodzina -zapytał, patrząc na zdjęcie z większą liczbą osób. Od razu rzuciło się mu w oczy, że brakowało tam, jakby mamy trójki pociech.

-Tak. Ojciec i rodzeństwo. Mama zmarła ponad sześć lat temu -wyjaśniła to, o czym myślał.

-A to jak mniemam twój ukochany -rzekł, biorąc zdjęcie do ręki.

-Tak. Łukasz ma na imię.