wtorek, 14 lutego 2023

Walentynkowa intryga -mini

 

 


- To dla wujka -rzekła siedmioletnia Julka, dając wujkowi Sebastianowi przez siebie wykonaną kartkę walentynkową.

-Dzięki Julcia -odparł, spoglądając na duże serce i kwiatki narysowane na kartce.

-Takie kartki daje się komuś, kogo się kocha -oznajmił rok starszy brat Julki, Kuba. — I jutro są dopiero walentynki.

-Nieprawda. Można dać komuś, kogo się lubi -odparła mu siostra. — A wujka Sebastiana lubimy i nie ma swojej walentynki. Sam wujek tak mówił, że nie ma problemu zając się nami, bo nie ma i tak, z kim je spędzić.

-To prawda. Można dać komuś, kogoś się lubi -poparł Julkę Sebastian.

-Ale Julcia się w tobie podkochuje.

-Nieprawda -zaprzeczyła.

-Fajnie wiedzieć, że ktoś cię kocha.

-Mama mówiła, że miałeś kiedyś dziewczynę -mówił Kuba. — Jakąś Wiolettę.

-Miałem, ale nic z tego nie wyszło.

-Czemu wuja nie znajdzie sobie nowej walentynki? -dopytywała Julka.

- Bo to nie takie proste Julcia. Jak będziecie starsi, zrozumiecie.

Sebastian przez trzy dni stał się opiekunem Julki i Kuby, bo Ula z Markiem polecieli na weekend do Padwy. Wylecieli w piątek rano, a wrócić mieli w niedzielę wieczorem. Zazwyczaj w takich wypadkach Julką i Kubą zajmowali się dziadkowie, ale Ala i Józef byli w sanatorium i Sebastian sam zgłosił się na zajęcie się pociechami przyjaciół. Znał ich od pieluch i był nawet chrzestnym Kuby. Na te trzy dni przeprowadził się również do domu Dobrzańskich.

 

Wieczorem, kiedy Julka i Kuba byli już umyci i przyszli powiedzieć dobranoc wujowi, zauważyli, że wujek ogląda zdjęcie w telefonie jakiejś dziewczyny. Sebastian był wpatrzony i myślami, gdzie indziej, że nawet nie usłyszał jak jego podopieczni zeszli na dół.

-Kto to? Twoja dawna walentynka? Ta Wioletta? -pytała Julcia.

-Tak -odparł, wyłączając telefon. — Osiem lat się nie widzieliśmy. 

-Czemu?

-Wybrała inne życie.

-Fajna była -dopytywał Kuba.

- Bardzo. Chociaż niektórzy uważali ją za mało inteligentną. Ciągle myliła słowa albo całe przysłowia. Kiedyś powiedziała, że będzie siedziała jak miś pod miotłą zamiast mysz pod miotłą. Innym razem gość niezgody zamiast ość, albo nie kupuję kota w mroku, zamiast w worku. Była jeszcze bardzo ładna. Miała niebieskie oczy i kręcone blond włosy -opisywał w ciepłych słowach Wiolettę.  Oczywiście mówić o innych walorach urody kobiecej wolał nie mówić. — Zakochałem się w niej mniej więcej w tym samym czasie, co wasi rodzice. Prędzej raz byliśmy ze sobą, a chwilę później już nie. To wasza mama przekonała ją, że skoro mnie kocha, nie powinna szukać innych miłości. Waszym rodzicom się udało a nam nie. Któregoś dnia wyszła po przysłowiowe papierosy i nie wróciła. Dość gadania -dodał po chwili. —Jest po dziewiątej i czas iść spać kochani. Jakby wasi rodzice wiedzieli, że jeszcze nie śpicie, miałbym kłopoty.

 


Mali Dobrzańscy, choć poszli do swojego pokoju, spać jeszcze nie zamierzali.

-Musimy wujkowi kogoś znaleźć -rzekł Kuba.

-Może moją panią. Nie ma męża.

-Lepiej poszukamy tej Wioletty. Nazywała się jakoś od Kuby.

-Jak? Pełno jest dziewczyn o imieniu Wioletta.

-Tata zostawił nam stary telefon i może został jej numer w pamięci. Przeszukamy kontakty.

Chwilę później dotarli do imienia Wioletta i była tylko jedna taka osoba. Nikt o nazwisku z początkiem Kuba nie istniał.

-Może to ona -stwierdził Kuba.

-To, co dzwonimy? -zapytała Julka.

-Musimy pomyśleć, co jej powiedzieć.  Mamy dwa dni na to.

-A, co będzie, jak ma męża. Wujek powiedział, że wybrała inne życie.

-Sprawdzimy Julka.

Kiedy Julka spała, Kuba wysłał ze swojego telefonu do Wioletty wiadomość. Zdjęcie serduszka i podpis.

Słodka walentynka dla słodkiej dziewczyny.

Później na stronie firmy doszukał się jej starych zdjęć i dowiedział się, że nazywa się Kubasińska. Czekając na odpowiedź, zasnął jednak i dopiero następnego dnia z Julką odczytali odpowiedź.

A co to ma być?  Podryw na gadki matki? Nie ze mną te cyferki brunet.  

-To musi być ona Kuba. Pamiętasz, jak wujek mówił, że tak śmiesznie mówi?

 

Ula i Marek tymczasem czas spędzali na zwiedzaniu Padwy. Wyjazd był indywidualny i mogli po swojemu zorganizować sobie czas. W pierwszy dzień po zameldowaniu się w hotelu pojechali na stare miasto. Tam zjedli obiad, kupili pamiątki i pojechali na kolację do hotelu.  Tą zjedli w pokoju.

-Ciekawa jestem, co robi teraz Seba i dzieciaki -myślała głośno Ula.

-Obiecaliśmy, że nie będziemy dzwonić, co godzinę kochanie. Rozmawialiśmy przed kolacją i wszystko było w porządku. Sebastian pomyśli, że go sprawdzamy. Miał zresztą dzwonić, jakby się coś stało albo chciał spytać o coś.

-Wiem Marek, ale dzieciaki mają sposób na Sebastiana.  

-I, co? Chcesz spytać, czy zęby umyły? Seba spędzał z nimi już popołudnia i wieczory. I nawet jak raz nie umyją zębów nic się nie stanie.

- Spróbuję nie myśleć, co się dzieje w domu. Co byś chciał robić przez resztę wieczoru?

-Co bym chciał? Niech pomyślę kochanie.  Co byś powiedziała na upojną noc z ukochanym mężem?

-Powiedziałabym, że to interesujące plany.

Następnego dnia jak oboje się obudzili i przed pójściem na śniadanie wymienili się prezentami.  Marek podarował Uli stojak drzewko na biżuterię, a Ula dla męża miała samochodzik do jego kolekcji. Po śniadaniu dla Uli Marek miał kolejną niespodziankę, bo lot balonem nad Padwą.

 


W Polsce również było rano i Sebastian zrobił Julce, Kubie i sobie śniadanie. Pogoda nie zachęcała na wyjście, bo wiał zimny wschodni wiatr i było pochmurnie. Dlatego zostali we trójkę w domu. Po śniadaniu Sebastian zabrał się za posprzątanie kuchni i obiad, a dzieciaki poszły na górę.

-I, co dalej? Odpiszemy jej coś? -pytała Julka.

-Napiszę nie brunet, tylko blondyn.

Nie brunet, tylko zakochany i samotny blondyn z sercem pełnym miłości.

-Później będziemy spisywać coś gotowego z Internetu -rzekł Kuba, jak wysłał wiadomość. —Może się skapować, że to dziecko pisze, a nie dorosły.

Odpowiedź nie przychodziła, więc zajęli się grą planszową. Sms przyszedł po niespełna godzinie.

Blondynek. Blondyni są w moim typie.  Już masz plusik.

A ty jesteś w moim. Widziałem cię na starych zdjęciach firmowych z F&D. Pięknie wyglądałaś.

Teraz też mi nic nie dolega.

To znaczy, nie brakuje.  Amoniakiem jakimś chyba nie jesteś.

-Co to jest być amoniakiem? -zapytała Julka.

-Nie wiem? Może jak ktoś śmierdzi. 

Spoko myję się codziennie.

-Co robicie -zagadnął Sebastian, pojawiając się w pokoju. —Tak cicho a mama powiedziała, że jak będzie cicho, mam się martwić.

-Gramy sobie wujku -odparła Julcia.

-Wujek, co to znaczy być amoniakiem -zapytał Kuba.

-Amoniakiem? Nie wiem. Może maniakiem? To wtedy mieć bzika. A po co wam wiedzieć?

-Nic wujek. Wczoraj słyszałem, jak kumple tak mówili -odparł Kuba

-To, co dzieciaczki po obiedzie pójdziemy do Multikina Złote Tarasy -zaproponował. — Mam bilety na seans na szesnastą na film Fernando. To moja walentynkowa niespodzianka dla was. A na razie zrobiłem dla was koktajl owocowy.

-Super wujku -odparł za siebie i siostrę Kuba. — Skończymy grać i zejdziemy na dół. 

A nie, tylko na święta.

Jestem taki chłopek-roztropek. -pisał Kuba.

-To znaczy, co? -pytała Julka.

-Nie wiem. Słyszałem w szkole.

Tajemniczy jesteś i zabawny.

Możemy się jeszcze dzisiaj zobaczyć, jak chcesz i sama sprawdzisz.

Taka randka w czarno. Podoba mi się.

Będę czekał przed szesnastą w holu Multikino Złote Tarasy.  Będę miał na sobie jasną kurtkę 4F, dżinsy i bordowy szalik.

 

Multikino Złote tarasy było tego dnia mocno oblegany. Kuba i Julka w tym tłumie próbowali wypatrzeć Wiolettę, ale zbyt krótko ją widzieli i szukali kobiety o jasnych włosach i lokach. To, co im się nie udało, udało się samej Wioletcie.

-No proszę, co za niespodzianka -zagadnęła, pojawiając się obok nich.

-Wiola? Co tu robisz?

-Przyszłam na randkę. A ty?

-Przyszedłem na film z Kubą i Julką.

-Masz dzieci?

-Może i mam. Nie wolno?

-To musiałeś zapatrzyć się na Ulę. 

-Dlaczego? 

-Nie trzeba być proroczką Sarą, żeby wiedzieć, że ta słodziutka z tej samej jabłoni co Ula spadła.

-Ona jest fajniejsza, niż wuja mówił -rzekła z zachwytem sama zainteresowana.

-I ładniejsza niż na zdjęciach -dodał z zauroczenie Kuba.

-A ten słodziutki, to tatusiu lepszych genów nie mógł odziedziczyć?  Tylko te wybrukowane?

-A gdzie twój chińczyk skoro na randkę przyszłaś.

-To chińska podróbka, a nie Chińczyk. Okazało się, że nie mieszka w Pekinie tylko w Pelpinie i że firma Złotex nie ma nic wspólnego ze złotem tylko złomem i nazywa się Złomex. Willa z basenem okazała się bliźniakiem z sezonowym basenem. Dobrze, że do morza było jak rzut kapeluszem. Teraz szukam blondyna w białej kurtce, dżinsach i bordowym szaliku -mówiła, spoglądając na ubiór Olszańskiego.

-Czy wy macie coś z tym wspólnego -spytał Sebastian, spoglądając na Julkę i Kubę.

-Wujku chcieliśmy, żebyś miał swoją walentynkę -wytłumaczyła Julka. 

-Mówcie mi ciocia -rzekła z urzeczeniem na słowa Julki. Jestem najlepszą przyjaciółką waszej mamy i taty. 

-Od kłopotów jesteś -odparł zdenerwowaniem Sebastian.

-Cebulku pomyślałem sobie, że skoro już spotkaliśmy się po tylu latach, to pójdziemy coś zjeść z Zuzią i Hubertem.

-To Julka i Kuba -wtrącił.  — I nie umawiam się z mężatkami.

-Ale ja nie jestem mężatką. On ma na pączki takich dziewczyn. Ja byłam jego trzecią żoną. A ta pierwsza z dziećmi mieszkała za ścianą. Druga co drugi weekend przyjeżdża z bliźniętami i siedzi tydzień. Dasz wiarę? To jakiś harley dosłownie.

-Co to jest harley? -zainteresowała się Julka.

-Taki motor Julcia. Na film tu przyszliśmy Wiola i musimy już wchodzić na salę. Cześć.

 

Wioletta skoro już spotkała Sebastiana, nie zamierzała tak łatwo go sobie odpuszczać.  Na seans się nie dostała, ale postanowiła poczekać te dziewięćdziesiąt minut.

- Co tu dalej robisz? -zapytał Sebastian.

-Chcę z tobą pogadać o dawnych czasach. Co ci szkodzi ze mną i Julką i Kubą pójść coś zjeść.

-Wujek zgódź się -poprosiła Julka.

-Z wami porozmawiam sobie w domu.

-Dzieci nie wolno bić -wtrąciła Wioletta.

-Nie powiedziałem, że będę je bił. Porozmawiać możemy Wiola, ale nie o nas. Tylka tak o niczym.

Sebastian miał zarezerwowany stolik w pizzerii i przez kolejną godzinę czas spędzili we czwórkę. Kelner oczywiście wziął ich za rodzinę, a Wiola nie zamierzała z błędu go wyprowadzać. Kiedy Sebastian wyszedł Julka i Kuba powiedzieli jej, że mieszkają na ulicy Żwirki i że wujek będzie się nimi opiekował do jutrzejszego wieczoru.

 

Następnego dnia Wioletta postanowiła, że odwiedzi Sebastiana i dzieciaki. Trochę czasu jej to zajęło, bo pomyliła ulicę Żwirki ze Żwirową. Jeden z mieszkańców ze Żwirowej naprowadził ją na inną ulicę, bo często mylono adresy. Kiedy już dojechała pod wskazany adres, Sebastian z małymi Dobrzańskimi kończył jeść obiad.

-Wioletta, co tu robisz? -zapytał Sebastian, kiedy zobaczył, kto stoi pod drzwiami. O spotkaniu z Wiolettą oczywiście myślał, przewracając się w nocy z boku na bok. Raz był z tego powodu zły, a zaraz potem odczuwał co innego.

-Dzieciaki mnie zaprosiły i przyszłam z cieczą. 

-Nie potrzebuję pomocy -odparł kategorycznie.

Chciał już zamknąć przed nią drzwi, ale przerwał mu Kuba, który pojawił się w holu

-Julcia ta fajna ciocia przyszła -usłyszeli głos Kuby.

Zanim Sebastian się zreflektował, co robić, Wioletta była już w salonie. Przez kolejne minuty siedzieli razem, a dzieciaki słuchali historii Wioletty. Połowa była zmyślona, ale dla rodzeństwa nie miało to znaczenia. 

-A wy nie macie lekcji do odrobienia albo do obejrzenia bajki -zapytała sugestywnie.

-Ferie są -odparło równo rodzeństwo.

-A przed telewizorem tyle nie możemy siedzieć -dodał Kuba.

-To może pobawicie się u siebie -poprosiła dobrotliwie. Ciocia i wuja muszą porozmawiać.

Ku niezadowoleniu Sebastiana rodzeństwo poszło na górę. 


 

-Całą noc nie mogłem przez ciebie zasnąć -rzekł jej ze złością.

-To jednak ciągle myślisz o mnie Cebulku -odparła, przysiadając się bliżej. — Ja o tobie myślałam codziennie.

-Szkoda, że nie dostałaś amnezji, po tym zderzeniu z Hu. Kupił ci plaster i już cię kupił.

-A co ty zrobiłeś dla mnie? Marek dla Uli Paulinę rzucił a ty nic.

-Ja przez ciebie dziesięć kilo w miesiąc straciłem, a teraz pojawiasz się jak gdyby nic -wyrzucił z siebie jednym tchem.

-Cebulku, ale... 

-I nie mów do mnie Cebulku. Sebastian jestem.

-Nie możemy tak po prostu czasami pogadać, wypić kawę? -pytała nieśmiało.

-I może jeszcze poplotkować albo zostać przyjaciółmi -ironizował?

-To źle? Ula z Markiem zaczynali od przyjaźni.

 

Kiedy Wiola i Sebastian toczyli rozmowę Ula i Marek wracali do Polski. W samolocie siedzieli przytuleni do siebie i wspominali ostatnie dwa dni.

-Musimy za rok również, gdzieś się wybrać Marek -mówiła z rozczuleniem Ula.  — Było tak cudownie.

-Oczywiście kochanie i za rok i za dwa -obiecał Marek, choć nie wiedział, że za rok będzie już trójka pociech, a nie dwójka i nie będą chcieli pozostawić małego synka z nikim.

 

sobota, 11 lutego 2023

Dziewczyna z klubu cz. 6

-Dzień dobry. Chciał się pan ze mną widzieć -rzekła Ula, wchodząc do gabinetu Aleksa. Mina Aleksa zachęcająca nie była, ale skoro już przyszła, wolała mieć rozmowę za sobą. 


 

-Tak. Proszę siadać i dziękuję, że tak szybko pani przyszła -odparł, wskazując na krzesełko.

-Pshemko ma teraz swój czas na czekoladę, więc jestem. O czym chciał porozmawiać ze mną?

-Firma ma jedno miejsce na  trzymiesięczny kurs w Londynie na LSE z ekonometrii i pomyślałem o pani.

- Ja miałabym jechać? Pracuję dopiero tydzień i takie wyróżnienie? Na pewno są inni, którzy bardziej zasługują na wyjazd.

-Są, ale to pani jest  młoda i ambitna. Znam swoje pracownice i nie chce się im nic zmieniać. Wystarczy im pensja i wyuczony program komputerowy.

-Dziękuję, że tak pan myśli, ale byłoby to nieuczciwe.  

-Jedynie Adam by się nadawał, ale mówiąc szczerze, nie nadaje się do wielkiego świata.

-Właśnie panie Febo Adam. Nie wiem, dlaczego traktuje się go jak szaraka? Rozmawiałam z nim i czuje się niedoceniony. A od koleżanek wiem, że to bardzo dobry i sumienny ekonomista. Trzeba dać mu tylko szansę, a nie hamować rozwój.

Chciała jeszcze powiedzieć mu, o tym że Adam czuje się zaszczuty przez niego, ale mogło to tylko pogorszyć sprawę.

-Co do Adama mam inne plany –skłamał na doczekaniu.  —Taki wyjazd to szansa dla pani.

-Dziękuję za propozycję, ale nie mogę jej przyjąć. To Pshemko dał mi szansę, dla niego pracuję i nie chcę się z nim rozstawać.

-Nikt pani nie będzie zwalniał. Ani nie będzie traciła pensji. Wróci pani po trzech miesiącach.

-Naprawdę, ale nie -odparła zdecydowanie.

- Szkoda, że nie chce pani skorzystać  -odparł z doklejanym uśmiechem. —Liczyłem na panią.

-Ja postawiłabym na Adama. On zasługuje na wyjazd po prawie dziesięciu latach oddanej pracy tutaj. Uważa pana za swojego mistrza, przewodnika -postanowiła, podkoloryzować Adama w oczach Aleksa.

-Adam to chorągiewka na wietrze.

-Pójdę już -postanowiła zakończyć  rozmowę ani nie komentować, tego co powiedział. — Pshemko zaraz skończy pić swoją czekoladę, a chciałam wejść jeszcze do bufetu.

-Odprowadzę panią -rzekł, wstając zza biurka. — Idę do Adama. Proszę się jeszcze zastanowić -dodał, jak byli już na korytarzu nieopodal ksero. —Do końca tygodnia jest czas.

Chwilę później Febo pojawił się w księgowości.

-Adam do mnie -rzekł krótko. Ten przyszedł momentalnie.

-Cieplak odmówiła wyjazdu. Muszę co innego wymyślić. A tu masz dwa bilety do kina na premierę Skazanych na miłość i zaprosisz Cieplak do kina.

-Co ty Aleks. Mam iść na komedię romantyczną.

-I później na kolację. Za wszystko zapłacę. Będziecie o pracy gadać, a nie o filmie -mówił, jakby zorganizował całe spotkanie. — Chcę wiedzieć o planach Pshemka. Spróbuj wycisnąć z niej jak najwięcej.

-Spoko Aleks -rzekł usiłując mówić odważnym tonem. — Rozmawiałem z nią i już mi je z ręki.

 

W tym samym czasie piętro niżej toczyła się  podobna rozmowa.

-Niedobrze Marek. Aleks coś knuje -rzekła Sebastian, wchodząc do jego gabinetu.

-Aleks knuł, knuje i będzie knuć.  Trzeba się przyzwyczaić.

-Tylko że teraz knuje z Milenką -oznajmił. Mówienie o Uli Milena weszło im w nawyk i gdy sami byli właśnie tak mówili o Uli. — Byłem w ksero i widziałem, jak wychodziła od niego, a Aleks mówił, że ma się zastanowić nad jego propozycją. Jak nic knuje coś za twoimi plecami z Aleksem. 

-Milena nie jest z tych, co by knuła za plecami. Zdążyłem ją poznać.

-Ale z Anitą uknuła niezłą intrygę.

-To całkiem inna sprawa była. Widzę, jak mi pomaga. Nie da się przekonać.

-Ty ją przekonałeś, aby ci pomagała w wygraniu konkursu. Tak jak Anita przekonała ją do wzięcia udziału w intrydze -argumentował. —  Ja bym jednak był ostrożny i zaczął działać. Zaproponuj jej coś konkretnego.

-OK Seba. Tylko co?  

-Zaoferuj jej stanowisko przedstawiciela na kontakty z tą firmą z Niemiec. Język niemiecki zna perfekcyjnie, finanse też to się nada.

-To może jest pomysł.

-To dzwoń do niej od razu.

Ula była już w bufecie i piła z koleżankami kawę, kiedy zadzwonił do niej Marek i poprosił, aby wpadła do niego. Poszła od razu po wyjściu z bufetu

-Dobrze, że już jesteś Ula. Jak wiesz nawiązujemy współpracę z Mode Wagner i potrzebny jest nam przedstawiciel na kontakty z tą firmą. Pomyślałem o tobie. Znasz perfekcyjnie niemiecki, znasz się na finansach, jesteś młoda, ambitna, rozgarnięta. Ktoś taki jest nam potrzebny.

-Ja? Pracuję tu od niedawna i nie wiem, czy zasługuję.

-Spokojnie Ula. Nikomu miejsca pracy nie zabierasz. W planach było zatrudnienie nowej osoby. Sebastian miał zająć się szukaniem i dać ogłoszenie.

-Tylko że z Pshemko pracuję.

-Myślę, że dałabyś radę połączyć pracę dla Pshemka i to. To praca w niecałym wymiarze godzin

-Pomyślę Marek. Muszę najpierw porozmawiać z nim.

-Pshemko najważniejszy Ula.

-Dokładnie. Postaram się jeszcze dzisiaj ci odpowiedzieć.

Propozycja Marka zaskoczyła ją równie mocno co jeszcze niedawno Aleksa.

Co jest -myślała wracając do Pshemka. — Chcą mnie na swoją stronę przekabacić i bawią się, kto da więcej?  Pshemko mi mówił, że tak właśnie może być. Aleks to już w ogóle chce mnie przekupić tym wyjazdem. Niedoczekanie jego.

- Urszula wróciła w końcu -rzekł z pretensją mistrz, jak tylko pojawiła się w drzwiach.

-Przepraszam Pshemko, ale najpierw Aleks mnie zatrzymał a później Marek i zeszło trochę.  

-Co chciał?

-Poprosił, abym została przedstawicielką do kontaktów z firmą Mode Wagner. Powiedziałam, że muszę z tobą porozmawiać.

-Ja o Aleksa pytam.

-Zaproponował mi trzymiesięczny kurs w Londynie. Odmówiłam, bo ty dałeś mi pracę.

-Dziwne. On nigdy o pracowników nie dbał. Dobrze Urszula zrobiła. Tak jak mówiłem, miły Aleks jest gorszy od złego. Teraz to jestem już pewny, że coś knuje. 

-A co myślisz o propozycji Marka? Musiałabym dzielić pracę z tobą i chcę być lojalna wobec ciebie. Ty pierwszy dałeś mi pracę.

-Dobro firmy jest ważniejsze od mojego. Jeśli Urszula da radę łączyć oba stanowiska, to może Urszula powiedzieć Markowi, że się zgadza.

Kiedy wróciła do biura Marka, trafiła na kłótnię z Pauliną. Choć drzwi były zamknięte, usłyszała część ostrej rozmowy.

-Paula nie jestem małpą, abyś mnie pokazywała swoim koleżankom w Mediolanie. Zresztą mam inne plany na długi weekend.

-Już widzę te twoje plany. Chodzenie z Sebastianem po klubie, podryw, wycieranie kolejnych łóżek w hotelu i powrót do domu nad ranem.

-Gorzej byłoby, jakbym nie wracał Paula. Albo jakbyś szukała mnie po klubach z policją. A ja zawsze wracał. Wracając do planów na weekend, zamierzam z Sebastianem wziąć udział w amatorskich zawodach koszykówki. Dwa na dwóch. Muszę przez trzy dni być we formie, więc kluby odpadają. Zadowolona?

Dalej nie podsłuchiwała, tylko szybko wyszła z sekretariatu. Paulina oczywiście mówiła ogólnikowi, ale Uli tylko jedno zdarzenie przychodziło na myśl. Od koleżanek słyszała również o wybuchowym charakterze Pauliny i robieniu narzeczonemu awantur. Teraz była tego świadkiem.

Skoro teraz na niego wrzeszczy za nic to, co było wtedy ? -zastanawiała się wracając do pracowni Pshemka. Musiała wpaść we furię, gdy przyjechała do hotelu i zastała nagiego narzeczonego. Ja bym przynajmniej była.  Nic go też to nie nauczyło, skoro Paulina dalej wyrzuca mu zdrady. Tacy ludzie jak Marek się nie zmieniają. On dalej będzie ją zdradzał, a ona robiła mu awantury. Do czasu aż któreś nie powie dość.

Do biura Marka wróciła po kwadransie. Był sam i mogła powiedzieć mu, że się zgadza być przedstawicielem w kontaktach z niemiecką firmą. Niedługo później pojawił się tam Sebastian. Wchodząc, nie zamknął za sobą drzwi.

-Milenka się zgodziła?  -pytał nieświadomy, że słyszy ich Wioletta.

-Zgodziła się Seba.

-Świetnie Marek. To teraz tylko musisz zadbać o nią. Nie możesz jej z rąk wypuścić.

Wieczorem Ula zaczęła realizować swoje postanowienia o zrzuceniu paru kilogramów i poszła pobiegać.  Miała wtedy czas, aby pomyśleć o całym dniu pracy, tych nieoczekiwanych propozycjach, kłótni Marka i Pauliny i wydarzeń sprzed dwóch lat.

 

Rozebrać uśpionego Marka było trudne, ale we dwie dały sobie radę. Głównie Donata go rozbierała, a Ula tylko podtrzymywała.

-Może zostawimy go, chociaż w slipach Donka -zaproponowała Ula koleżance.

-Jak nie chcesz patrzeć, to nie patrz. Ale zapewniam cię, że niczym się nie różni od twojego Łukasza. Chociaż nie Ulka. Wygląda znacznie lepiej od Łukasza.  

-Żmija.

Chwilę później Marek był nagi, jakiego go Pan Bóg stworzył, a Donata robiła mu swoim telefonem kolejne zdjęcia. Ula jakoś odwagi spojrzeć na nagiego Marka nie miała.

- A jak jednak odnajdzie nas?  Narobi mi kłopotów.

-Ula spokojnie. Nie macie wspólnych znajomych, nie chodzicie w te same miejsca, ty jeździsz autobusami a on autem. On nawet nie ma pojęcia, za jaką dziewczynę dostał nauczkę. Pomijając, że inaczej wyglądasz i nie zna twojego prawdziwego imienia. Ja nie mogę.  Pieprzyk w takim miejscu -prowokacyjnie krzyknęła.

Ula również pokusiła się i spojrzała na Marka. Żadnego pieprzyka oczywiście nie było, ale przy okazji widziała to czego nie chciała oglądać u Marka.

-Nie wiem czym się tu zachwycać. Facet jak facet.

-Wystarczy zdjęci i możemy iść Ula. On pośpi jeszcze trochę. A jak będziemy miały szczęście, jutro nie będzie nas pamiętał.

-Oby Donata. Nawet boję się pomyśleć, co by było, jakby na policję nas zgłosił.

-Spokojnie. Nie pójdzie z czymś takim na policję. Nie ośmieszy się.

Ku jej uldze minął tydzień, później drugi, miesiąc, dwa, kolejne miesiące, rok, dwa lata i nic złego się nie działo.

 

Marek w swoim domu również myślami wrócił do kłótni z narzeczoną. Zarówno do tej dzisiejszej  jak i sprzed lat, gdy zastała go nagiego w pokoju hotelowym.   

Pojawienie się Pauliny w hotelu kompletnie go zaskoczyło.  Na szczęście tam na miejscu długo nie została i obeszła się z nim w miarę delikatnie. Nie oznaczało to, ze tak samo będzie w domu.  Dlatego też z powrotem do domu zwlekał długo. Wrócić musiał jednak. Paulinę zastał w salonie owiniętą w ręcznik i czekającą na niego.  ( W poprzedniej części opisuję jak Paulina pojawiła się w hotelu)


 

-Całe trzy godziny zajęło ci wracanie -wysyczała.  

-Musiałem się przewietrzyć. W głowie mi szumi.

-Tak się właśnie kończą te twoje wypady do klubu -mówiła z wyszydzeniem. —Pół nocy martwiłam się o ciebie i wydzwaniałam.  A rano dostałam tego zdrożnego MMS-a.  Jak myślisz, jak się wtedy czułam?  -mówiła napastliwie.

- Mogę sobie wyobrazić. Dostałem takie same zdjęcia -odparł ze spokojem, bo  nie chciał podkręcać atmosfery.

-Następnym razem okradną cię albo pobiją. Jesteś kompletnie nieodpowiedzialny zadając się, z kim popadnie. Masz trzydziestkę na karku, a zachowujesz się jak szczeniak. Łazisz po tych klubach, zamiast wieczory spędzać ze mną w domu.

-Może nie spieszy mi się do domu, bo nie czekasz na mnie z kolacją ani obiadem. Całe dnie jesteś poza domem. Chodzisz na zakupy albo na plotki z koleżankami, a wieczorami jesteś zmęczona, jakbyś cały dzień ciężko pracowała.

-Więc to wszystko moja wina? -pytała ze wzburzeniem.

-Ja tego nie powiedziałem.

-Ale pomyślałeś. Jesteś nikim innym, jak egoistą -mówiła, celując w niego palcem. — To ja muszę znosić wszystkie twoje zdrady, upokorzenia jak czytam o tobie w gazecie. Albo jak ktoś mi doniesie, że widział cię z kolejną kobietą. Mam wrażenie, że Sebastian jest dla ciebie ważniejszy niż ja. To z nim spędzasz więcej czasu po pracy, a nie ze mną. Jeśli mam sama siedzieć, wolę czas spędzić ze znajomymi. Nie tak miało wyglądać nasze życie.

-Na smyczy cię nie trzymam Paula. Nie podoba ci się mój styl życia droga wolna -odparł  otwarcie.

-Mówisz mi coś takiego po pięciu latach wspólnego życia i tak spokojnie?

-Ludzie rozstają się po znacznie dłuższych związkach.

-Jeśli myślisz, że tym gadaniem pozbędziesz się mnie to nic z tego. Nie dam się tak poniżyć i ośmieszyć -mówiła zdecydowanie.

-Oczywiście Paula. Pozory są dla ciebie najważniejsze. Będziemy przez całe życie udawać, że między nami jest idealni. Nie kłócimy się, nie mamy żadnych kłopotów. 

-Od stwarzania kłopotów jesteś ty -wtrąciła gwałtownie. —Pomyślałeś, chociaż co będzie ze mną, twoimi rodzicami i firmą, jeśli te panny opublikują te zdjęcia? Swoimi wyskokami wpakujesz nie tylko siebie w kłopoty, ale mnie i firmę. 

-Bez obawy. Im tylko o mnie chodziło i abyś ty się dowiedziała.

On tego również się obawiał, ale ku jego uldze minął tydzień, później drugi, miesiąc, dwa, kolejne miesiące, rok, dwa lata i nic złego się nie działo.