wtorek, 13 listopada 2018

Skazani na miłość cz. 3



Ula dokładnie wiedziała, że podsłuchiwać jest bardzo nieładnie, ale teraz nie sposób było nie słuchać tego, co się dzieje za drzwiami sekretariatu. Zastanawiała się również nad tym, czy ma wejść, czy przeczekać te burze. Po krótkim namyśle postanowiła zaryzykować, zapukać i dowiedzieć się o co im poszło.
- Marek mogę przysiąc na wszystkie świętości, że to nie- słyszała błagalny ton Wioli.
-To kto? - odparł Marek, gdy wsuwała głowę w drzwi.
-Cześć wam. Co tak ostro od rana- zagadnęła, przystając obok sofy.



-Cześć- odparli niemal razem. —Jakoś inaczej wyglądasz- dodał Marek.
-Ładniej- wtrąciła i Wioletta.
-Dzięki- odparła z zadowoleniem. —To o co wam poszło. Było was słychać aż na korytarzu.
-Marek oskarża mnie, że powiedziałam Paulinie o jakimś spotkaniu w zajeździe Pod Strzechą.
-Pod Strugą Wiola.
-Widzisz Marek. Ja nawet nie wiem, jak się nazywał ten zajazd.
-W twoim przypadku to żaden argument- mówił z wyrzutami. —Ciągle coś przekręcasz. Poza tym słyszałaś, jak rozmawiałem z Sebą w piątek popołudniem o spotkaniu, żeby dał mi na ten czas alibi i mówił, że idziemy na squasha.
-To o niczym nie świadczy- przedstawiała swoje racje Kubasińska.
-Ale to tajemnica chyba nie była Marek- zagadnęła Ula tak, jakby przyznała się do winy.
-To znaczy, że to ty- wtrącił.
-Nie Marek. To było stwierdzenie, a nie pytanie. Po prostu Paulina sama mogła wydedukować, że gdzieś wybierasz. I nie rozumiem, co było złego w tym, że idziesz na spotkanie biznesowe. Chyba że takie nie było.
-Było Ula.  Paulina to samo musiała sobie pomyśleć, bo pojawiła się w zajeździe chwilę po mnie.
-To powinna być zadowolona, że zastała tam Terleckiego, a nie kobietę- dedukowała Ula.
- Nie do końca. Febo i Terlecki to wrogowie- zaczął wyjaśniać. —Aleks i Paulina oskarżają go o wypadek rodziców. Przed wypadkiem Terlecki i wujek pokłócili się ostro i teraz oboje uważają, że wujek Franczesko z tego powodu nie zapanował nad kierownicą i spowodował wypadek. A argumenty, że wujek nie dostosował prędkości do warunków atmosferycznych, do nich nie docierają. Gdy więc Paula dotarła do zajazdu i zastała tam nas, zrobiła mi nie mniejszą awanturę, jakbym był z kobietą. Oni uważają, że ich wrogowie są i moim. A Aleks pomimo tego, że do dzisiaj był poza Warszawą, to już zdążył poinformować mnie, że nie zamierza poprzez pana Terleckiego zawierać umów z klientami z Rosji. Gdyby nie Wiola to nie dowiedzieliby się, kto dał mi namiary i mógłbym podpisać ze trzy intratne umowy- dodał, patrząc na Wiolę.
-Kiedy to naprawdę nie ja powiedziałam- zarzekała się Wioletta. —Ula może ma rację, że Paulina sama coś zaczęła podejrzewać. Ostatnio ciągle o coś cię podejrzewała.
-Zgadzam się z Wiolą- poparła ją. —Może faktycznie chciała cię sprawdzić, czy naprawdę idziesz na squasha.
Sprawa Uli, Wioli i Pauliny była również tematem w czasie lunchu, na który to Marek wybrał się z Sebastianem.
-Coraz bardziej jestem skołowany- mówił przyjacielowi. —Ula ma powody, aby być lojalna wobec Pauliny a Wioletta jest zdolna do wszystkiego.
-Albo faktycznie Paulina jest już tak obeznana w twoim temacie, że wie, kiedy kłamiesz- stwierdził rozsądnie Olszański.
-Może. Na razie muszę czekać z osądami. Kto wie czy któraś się nie zdradzi w końcu.
-A co zrobisz, jak znajdziesz winną?
-Zwolnię Seba. Nawet nie będę się zastanawiał.
Z założonymi rękoma nie zamierzał czekać, bo w planach miał odczekać parę dni, aż sprawa ucichnie i powiedzieć o dwóch różnych rzeczach zarówno Uli, jak i Wioli i sprawdzić, która jej powie. Sebastianowi o tym natomiast nie powiedział z obawy, że wszystko wypapla Wioli i ta będzie ostrożna. Już i tak uważał, że Sebastian wie za dużo. W swoich domysłach nie mylił się, bo jeszcze tego samego dnia powiedział Wioli o groźbach zwolnienia winnej. Kubasińska natomiast z racji, że lubiła Ulę, to również uprzedziła ją o planach Marka.
Aleks tymczasem w swoim biurze przegląda, to co udało się Paulinie przegrać z laptopa Uli na pendrave. Ula w papierach zarówno w tych dosłownych, jak i elektronicznych miała porządek, to mógł z łatwością rozeznać się w spotkaniach Marka, jego planach na przyszłość i obecnych poczytaniach. Było tego zaś wystarczająco dużo, aby część wiadomości wykorzystać i zaszkodzić Markowi.
Przez kolejne trzy dni było spokojnie i nic nie wzbudzało podejrzeń Marka. W czwartek jednak okazało się, że jeden z kontrahentów, z którym zamierzał nawiązać współpracę, wybrał konkurencyjną firmę. Nie łączy jednak tego z donoszeniem Paulinie. Sama Febo natomiast zdobywała nowe informacje, bo po raz drugi mogła bez problemu usiąść do komputera Uli i skopiować nowe rzeczy zapisane w poszczególnych folderach.

Okazja na przeprowadzenie swojego planu nadarzyła się Markowi już w kolejny poniedziałek, gdy Ula dostała ze szkoły Betti telefon, że ta złamała sobie rękę i musi pojawić się w jednym ze szpitali. Po jej wyjściu i przed swoim wyjściem na lunch przeprowadził rozmowę z Wiolettą.
- Pamiętasz Kamilę Piątek? – zapytał, wchodząc do sekretariatu.
-To ta, co ubiera się na czarno i wygląda, jakby obchodziła codziennie halogen? (halloween)- zapytała.
-Dokładnie Wiola. Gdyby pojawiła się, to powiedz jej, że zadzwonię do niej i spław ją jak najszybciej. Paulina nie może jej tu zobaczyć. Zrozumiałaś?
-Zrozumiałam. Głupia nie jestem przecież- odparła.
-To dobrze. Wychodzę na dwie godziny, to zapisuj wszystko, odbieraj telefony i nie szlajaj się po firmie, tylko siedź w biurze. Sama zostajesz.
Na tym jego plan nie kończył się, bo pojawienie się Kamili było tylko przykrywką do tego na, co miała skusić się Wioletta. Tym zaś było pojawienie się kuriera z przesyłką w postaci drobnego upominku samochodziku oraz liściku. 




List zaś był tak sklejony w kopercie, że można było z łatwością odkleić, przeczytać i skleić kopertę powtórnie.  To zaś było dla Wioletty pokusą nie do pokonania.
Mareczku z tobą jest jak z jaguarem. Szybka jazda, dzika ekstaza, egzotyczna przygoda i sto procent satysfakcji. Roxi.
Po powrocie do firmy Marek sprawdził przez siebie wysłaną przesyłkę i zastał dokładnie sklejoną kopertę. Samochodzik w pudełku również był obrócony w inną stronę. Kolejne godziny i cały wtorek mijał, więc Markowi na wyczekiwaniu na tym, co się stanie. Miał jednak spokój ze strony Pauliny. O tym, że wie list był czytany, Wioli jednak nie wspomniał. Równie dobrze Wioletta mogła nic nie mówić Paulinie, jaki i Paulina, aby nie stracić informatora, nie robić mu tym razem awantury.

Cztery dni później w piątkowy ranek, to Ula miała swój test lojalności wobec szefa. Odbierając pocztę trafiła bowiem na dużą kolorową kopertę z agencji nieruchomości, a  zaadresowaną na nazwisko Marka. Widniał na niej również widoczny dopisek największy wybór mieszkań do wynajęcia i kupna we Warszawie. Godzinę później zaś, gdy  jechali za miasto do szwalni, to Marek zainicjował pewną rozmowę.



-Gdybyś poprosił cię o coś nie do końca uczciwego, to zgodziłabyś się mi pomóc- zagadnął.
-Zależy, co to by było Marek.
-Chciałbym, żebyś powiedziała Paulinie, jeśli by pytała oczywiście, że dzisiaj wieczorem pracujemy w terenie. Oglądamy na przykład miejsca na wieczorną sesję zdjęciową.
-Nie Marek- przerwała mu. —Jeszcze niedawno oskarżałeś mnie i Wiolę za donoszenie, a teraz sam prawie o to samo prosisz.
-To nie tak Ula. Nie idę na spotkanie z kobietą. To znaczy, chcę iść na otwarcie nowego klubu, w którym występuje Mirabella, a Paulina nie znosi jej i z góry założy, że będzie coś więcej, niż wysłuchanie jak śpiewa.
-Niezależnie co masz w planach, to mówię nie- odparła stanowczo.
Podobnie jak w przypadku Wioli miał opracowany drugi plan na podejście Uli, a pierwszy etap miał miejsce rano w firmie. Teraz musiał znaleźć tylko odpowiedni moment na drugi etap. Niezależnie czy w szwalni, czy po powrocie do firmy. Ten zaś nadarzył się już w szwalni. Trafił bowiem na odpowiednie miejsce, w którym widział odbijający się korytarz w szybie drzwi i czekał na pojawienie się Uli. Gdy dojrzał ją, to obrócił się tyłem i kącikiem oczu obserwował zbliżającą się postać Uli. W odpowiednim momencie rozpoczął rozmowę  wyciszonym telefonem.
-Tak, tak dzwoniłem dzisiaj po  ósmej do pana. (…) Wystarczy salon z aneksem kuchennym, sypialnia i łazienka z dużą wanną- usłyszała Ula. —(….) Z innych wymogów to chyba tylko to, żeby znajdowało się z dala od centrum i Lwowskiej. (…) Może być Kolbego (….) Nie panie Nowakowski. Zapłacę gotówką za wynajem za rok z góry. (…) Możemy spotkać się jutro po piętnastej, obejrzeć mieszkanie i ewentualnie podpisać umowę. (…) Do widzenie-odparł, spoglądając ukradkiem w odbicie w szybach drzwi. Z zadowoleniem stwierdził również, że Ula cicho odchodzi.
 Droga powrotna, jak mógł Marek przypuszczać, do najmilszych nie należała, bo Ula ewidentnie była na niego obrażona. O powody nawet nie musiał pytać i udawał, że nic nie dostrzega.
-Gdybym zboczył nieco z drogi i odwiedził panią Więcek moją wychowawczynię z liceum w domu spokojnej starości, to byłby dla ciebie jakiś problem? -zagadnął chwilę po wyjeździe spod szwalni.
-Nie- odparła błaho i wpatrując się w okno po drugiej stronie.


Miejsce pobytu pani Więcek, jak na taki przybytek, wyglądał całkiem ładnie. Budynek był otynkowany na biało, a do niego przylegał duży ogródek z ławeczkami.
-Mam tu czekać, czy mogę iść z tobą? -  zapytała, bo siedzieć samej w aucie, nie chciała.  
-Jeśli chcesz, to nie mam nic przeciwko temu- odparł.


Byłą wychowawczynię Marka zastali w ogrodzie w towarzystwie innych seniorów i spędzili z nią przy kawie małą godzinę.
-Marek zawsze miał rogaty charakter drogie dziecko- opowiadała jej z uśmiechem, gdy poznały się i minęły pierwsze konsternacje. —W szkole było o nim tak samo głośno, jak teraz w gazetach i Internecie.
-Ale ma i zalety, a pani jest tego przykładem- wzięła go w obronę Ula.
-Halo ja tu jestem- odezwał się sam zainteresowany.
-Czasami miał to do siebie, że mówił, gdy o nic nie był pytany- zażartowała wychowawczyni.
-I dlatego tak dobrze pani mnie zapamiętała- wtrącił, bo rozmowa przybierała złe tory. —Szaraczek przeszedłby bez echa.
-Twoje i Olszańskiego gadulstwo to jedna strona medalu a zapamiętanie ucznia to druga. Umiałeś się wybić w tłumie. I nie chodzi tylko o urodę. Twoja bezpośredniość w nawiązywaniu kontaktów robiła swoje.
-Ale lepsza taka opinia niż chuligana- zawyrokowała Ula.
-To prawda. Chociaż zdarzały się mu małe wybryki. To co młodzieży?  Miło było was gościć, ale pewnie czeka was praca, a ja mam jeszcze na tyle taktu, aby wiedzieć, że trzeba wizytę zakończyć- dodała, wstając z ławeczki. —Odniosę kubki do kuchni i odprowadzę was na parking.
-Proszę, zostawi kubki- wtrąciła Ula. —Sama postaram się trafić do kuchni i odnieść.
-Ona jest aniołem- zachwycała się pani Więcek, gdy oddaliła się wystarczająco daleko. —Miła, dobra, uczynna, z empatią. Całkiem inna niż ta twoja narzeczona.
-Tak pani myśli? Ja nie jestem jej pewny do końca.  Ktoś szpieguje w moim biurze.
-I ty myślisz, że to ona? – zapytała sugestywnie. —Bo ja myślę, że za dobrze z oczu jej patrzy Mareczku.
-Mata Hari na szpiega również nie wyglądała- argumentował.
-Ona a Ula to dwie różne dusze. Pomijając w to, że Ula wpatrzona jest w ciebie jak w obrazek. Ciągle brała cię w obronę.
-Jak wpatrzona? Coś pani się przewidziało.
-Wzrok mam jeszcze dobry Dobrzański- odparła. —Powtarzam ci to od lat, gdy próbowałeś ściągać na lekcjach.
Ula wkrótce dołączyła do nich, bo kubki oddała jednej z opiekunek, a pani Więcek tak jak obiecała, odprowadziła ich do samochodu. 
-Miło było cię poznać Ula- żegnała ją z uśmiechem. —I zapraszam ponownie w odwiedziny- dodała szczerze.
-Ta trasa akurat jest częsta w naszych planach wyjazdowych, to kto wie, proszę pani- odparła grzecznie. —I oczywiście, jeśli Marek się zgodzi.
-Skoro obie panie sobie tego życzą to, dlaczego nie- odparł kurtuazyjnie.
W drodze do Warszawy trzymali się dalej tematu pani Więcek i lat szkolnych. Marek zastanawiał się również nad jej słowami, że Ula jest wpatrzona w niego jak w obrazek. Wychowawczyni jego miała bowiem to do siebie, że umiała przejrzeć człowieka na wylot i dostrzec to, co inni nie widzieli. On już w latach szkolnych mógł doświadczyć tego i teraz mogło być podobnie.  Przykładem na to zaś mogłyby być niepochlebne opinie na temat Pauliny po jej poznaniu i jak najbardziej pochlebne dzisiejsze o Uli. Sam dokładnie wiedział o tych wszystkich złych cechach charakteru Pauliny i dobrych Uli, a które mógł odkryć w okresie próbnym, gdy sprawa szpiegowania w jego biurze nie ujrzała światła dziennego.

Popołudniowy piątek i reszta weekendu minęły Markowi całkiem spokojnie, bo wyglądało na to, że i Ula nie powiedziała Paulinie o wyjściu do klubu i o planach dotyczących mieszkania. Tematu Uli jednak w rozmowach nie ominęli, bo jeszcze tego samego popołudnia nawiązała się rozmowa.
-Mógłbyś nie ciągnąć Uli ze sobą na każde spotkanie- rzekła mu, gdy pojawił się w domu. —Ludzie komentują jej wygląd.
-Jest moją asystentką i to należy do jej obowiązków- odparł z niesmakiem na ostatnie zdanie. —I nie wiem, dlaczego masz pretensje. To ty wiedząc, jak wygląda przyprowadziłaś ją jako kompetentną i odpowiednią osobę na moją sekretarkę.
-Mam przynajmniej pewność, że nie zrobisz sobie z niej kolejnej kochanki- oznajmiła bez ogródek i z wyniosłością.
-Tak myślałem- mruknął w odpowiedzi.  —Mogłaś chociaż opuścić sobie mówienie o jej o trudnej sytuacji rodzinnej i powiedzieć prawdę. W wyrachowaniu i manipulacji jesteś mistrzynią. 
-Wolę to niż twój kolejny romans i pośmiewisko- rzuciła w odpowiedzi.
-Kawa na ławę Paula. Szpiegować mnie również jej kazałaś? -zapytał wprost.

Wieczorem z racji, że i Paulina wychodziła z Aleksem na kolację ze znajomymi z Włoch, to i on bez jej awantur mógł pójść do klubu spotkać się z Sebastianem.


-Paula przyznała się, że za zatrudnieniem Uli stoi tylko fakt brak jej urody i co za tym idzie brak romansu z mojej strony- oznajmił mu już na początku spotkania.
-To pewnie i ma w planach szpiegowanie poprzez Ulę- odparł sugestywnie.
-Spytałem ją o to, to powiedziała, że to moje wymysły, bezpodstawne oskarżenia i że jestem chyba przewrażliwiony na tym punkcie, skoro wszystkich oskarżam o donoszenie.  
-Tak sobie myślę Marek, że mógłbyś odpłacić jej własną bronią.
-To znaczy co? -zapytał, choć przypuszczał, o co chodzi Olszańskiemu. 
-Zająć się nią. Poza tym, gdybyś to ty zajął się Ulą, to by tobie sprzyjała, a nie Paulinie. Dla ciebie to pestka, a sprawa słuszna.
-Nie Seba. Nie mógłbym z nią- stanowczo odmówił.
-Ja wiem, że nie wygląda jak Klaudia czy Mirabella, ale teraz, aż tak źle też nie wygląda- kontynuował, nie zważając na słowa przyjaciela. —Raz po raz zaprosiłbyś ją gdzieś po pracy, przytulił.
-Nie chodzi o to- odparł z obawami, czy powiedzieć Sebastianowi o rozmowie z ich wychowawczynią.  —Boję się, że Ula coś czuje do mnie. Dzisiaj, gdy byliśmy razem u pani Więcek, to powiedziała mi, że Ula jest wpatrzone we mnie, a ostatnią rzeczą, jaka jest mi potrzebna to zakochana panna.
-Tym lepiej Marek- wtrącił podekscytowany, tym co usłyszał.  —Zakochana kobieta wiele zrobi i nie zrobi. Pomyśl o tym czy nie warto zainwestować trochę czasu i uroku w Ulę i mieć pewność, że nie będzie ci spiskować z Pauliną.
CDN PO MINI SCHODY...

czwartek, 8 listopada 2018

Skazani na miłość cz. 2


W poniedziałek przedpołudniem Paulina pojawiła się w firmie, ale ku jej niezadowoleniu biurko Uli było puste. 
-Możesz powiedzieć mi gdzie jest Ula?- spytała wyniośle Wiolę.
-Chora jest. Ma anginę i tydzień zwolnienia. Marka też nie ma- dodała, gdy Febo kierowała się w stronę drzwi do jego gabinetu.
-Jak to nie ma? - spytała zatrzymując się wpół drogi.  —Mieliśmy iść kupować prezent dla Aleksa.
-Wyszedł na lunch do Książęcej- wytłumaczyła. 
Podobno z panem Jareckim -dodała, choć nie musiała.
-Co to znaczy podobno?- prychnęła.
-Słyszałam, jak umawiał się z jakąś Ingą. To jesteśmy umówieni Inga. Dokładnie tak powiedział – sprecyzowała. —A to, że wyszedł z Klaudią to inna sprawa. W dodatku tylnymi drzwiami.
-Jesteś tego pewna? -pytała podejrzliwie.
-Ja osobiście nie widziałam, ale dziewczyny w bufecie tak mówiły, gdy poszłam po kanapki. Komu jak komu, ale im można wierzyć- stwierdziła wymownie.
-Mówiły coś jeszcze? - pytała zachęcająco i z uprzejmością, bo stwierdziła, że może z niej sporo wyciągnąć. —O poprzednim tygodniu na przykład.
-Podobno Marek kupował misia i dał jakiejś dziewczynce- oznajmiła konspiracyjnie. —Ela widziała ich w tym sklepie z  zabawkami w pobliżu firmy, gdy była po samochodzik dla swojego Julka.
-A ta bufetowa nie myliła się przypadkiem? Może pomyliła z kimś Marka- zagadnęła z nadzieją.
-Marka trudno z kimś pomylić- odparła klarownie ku niezadowoleniu Febo.


Po uzyskaniu pełnych informacjach Febo poszła do gabinetu Marka. Tymczasem w sekretariacie pojawił się Turek i oświadczył Wioli, że za niezapłacone zakupy internetowe komornik zainteresował się jej pensją. Mówił zaś wystarczająco głośno, aby usłyszała, to Paulina przeszukująca szuflady Marka.

Pojawienie się Pauli w restauracji w czasie spotkania z Jareckim zdziwiło Marka. Ta zaś spotkanie uważała za szczęśliwy traf, bo jak argumentowała prosto stamtąd będą mogli pójść na zakupy. Przed wyjściem z Książęcej Paulina poszła jeszcze do toalety, a Marek wyszedł na dwór. Gdy wyszła, to Marek odwrócony tyłem do niej rozmawiał przez telefon.
-Pamiętam, że mam zobowiązania- usłyszała Febo, gdy dochodziła do Marka. —Za dużo mam teraz na głowie, żeby pamiętać o przekazie pieniężnym.
-(…)
-Odwiedzę ją w przyszłym tygodniu. Obiecuję Haniu. Przekaz zaś jeszcze dzisiaj wyślę.


-Co to znaczy masz zobowiązania i odwiedzisz ją? -wysyczała Febo przez zaciśnięte zęby. 
To jej kupowałeś misia. Wiem od twojej sekretarki.
Całe szczęście, że jesteśmy na ulicy, a nie sami. I ta jej torebka to nie moja szyja. I że to ja byłem na lunch, a nie mój Anioł Stróż.
-Dzwoniła Hania Krasicka- wtrącił głośno, bo Paulina rozkręcała się, a scen na ulicy wolał uniknąć. —Moja koleżanka ze szkoły i lekarka z domu spokojnej starości,  w którym przebywa pani Więcek. W tym miesiącu była moja kolej na dopłacenie jej pobytu w ośrodku, ale zapomniałem. Hania przypomniała mi też, że mam ją odwiedzić. Inga, Seba, Kaśka, Mikołaj, ja i inni odwiedzamy ją regularnie. Ostatnio zajęty jednak byłem prezentacją i konkursem na prezesa i nie miałem czasu. Misia zaś kupowałem córce Ingi. Inga to koleżanka z klasy, z którą organizuję siedemdziesiąte urodziny pani Więcek. Zadowolona? -zapytał ironicznie na koniec.
- Czyli ciągle bawisz się w samarytanina, dajesz pieniądze i jeździsz tam? – zapytała, nie przejmując się poprzednimi oskarżeniami. —Zapomniałeś, jak potraktowała mnie dwa lata temu? - dodała z wyrzutem.
-Powiedziała ci prawdę, że i ty kiedyś będziesz stara i nie wiadomo czy i ty nie skończysz na wózku albo jako osoba leżąca. Zresztą mówienie o jej ośrodku jak o przytułku trupiarni było ciosem poniżej pasa. Nie dziw się więc, że powiedziała ci, że jesteś zimna, bezduszna i że ciebie starość czeka. I będę dalej tam jeździł czy ci się podoba, czy nie. Pani Więcek, przez cztery lata liceum próbowała wychować mnie i moje koleżanki i kolegów i teraz gdy raz na pół roku dopłacę jej za pobyt w ośrodku, nie zbankrutuję. Zresztą wydaję swoje pieniądze, a nie twoje. Ty jesteś w stanie wydać więcej w jeden dzień. A nie wiedziałaś właśnie, dlatego że robiłabyś mi niepotrzebną awanturę za każdym razem, gdybym tam jechał.



Dwa dni później Paulina znowu potrzebowała pomocy Wioletty. Dowiedziała się właśnie, że Marek planuje służbowe wyjazdy na objazd butików, a ostatni taki wyjazd służbowy okazał się wyjazdem do SPA z sekretarką. Teraz co prawda Uli pod uwagę nie brała, ale zawsze mogła znaleźć się chętna na wyjazd. Pojawiła się więc w biurze, gdy była pewna, że nie będzie tam Marka i wypytała Wiolettę.
-Marek już wie, kiedy jedzie na ten objazd butików? -zapytała od drzwi.
-To on gdzieś jedzie? -odparła ze zdziwieniem i pytaniem na pytanie.
-Ty powinnaś wiedzieć lepiej o tym. Jesteś przecież jego sekretarką- mówiła z sarkazmem. —Możesz dowiedzieć się, kiedy dokładnie jedzie? -dodała, nie wdając się w szczegóły. 
-Wszystko jest do sprawdzenia- odparła Kubasińska, bo w zatarg z Pauliną nie chciała wchodzić. Co więcej, zazdrościła Uli, że ma taki dobry kontakt z Pauliną i sama chciała wkraść się w łaski przyszłej pani prezesowej. W donoszeniu również nie widziała nic złego, bo i Ula mówiła jej, co porabia Marek i nic złego się działo.
- Gdybyś była tak miła- kontynuowała Paulina. —Zależy mi na tym. A jak się już dowiesz, to dzwoń na numer Aleksa.   
Zadanie powierzone przez Paulinę łatwe nie było, ale poradziła sobie, bo znała hasła na Uli komputer i po pół godziny zadzwoniła do Febo. Paula w sekretariacie Marka pojawiła się chwilę później. Idąc tam zastanawiała się czy nie lepiej z Wiolettą zawrzeć układ. Miała problemy finansowe i mogłaby być chętna. 
-Pierwszy wyjazd ma dopiero za prawie dwa miesiące- wyjaśniła Wioletta. —A najbliższy tak w ogóle z wyjazdów z tego, co wyczytałam to ma do SPA w przyszłym tygodniu na weekend.
- Jakie SPA?
-Jakieś Onasis SPA. Czy tak jakoś.
-Mogłabyś dokładnie sprawdzić, a nie zgadywać- zbeształa ją.
-Mogłabym. Ula ma wszystko pozapisywane w swoim komputerze- odparła, siadając za biurkiem Uli.
Pisanie na klawiaturze, podobnie jak inteligencja, mocną stroną Wioletty również nie było, bo hasło otwierające interesujący ją plik przeliterowała.
b-e-Caps Lock-T-Caps Lock-t-i – Betti – powtórzyła. Dwa, zero, jeden, jeden, zaloguj.
-O proszę, jest- dodała, pokazują Paulinie na ekranie interesujący wpis.
-Dziękuję- odparła Febo, rzucając wzrok na ekran.  

Powrót Marka do domu po długim dniu pracy do spokojnych nie należał.  Paulina bowiem czekała na niego ze spakowanymi walizkami i awanturą.
-Myślałeś, że się nie dowiem o twoim wyjeździe do SPA? - rzuciła mu od drzwi. —Nawet nieźle sobie to wymyśliłeś. Ja od czwartku do poniedziałku będę w Mediolanie, a ty sobie spokojnie wyjedziesz na weekend. Kim ona jest?
-Paula znowu sobie coś ubzdurałaś, dodałaś- mówił spokojnie.
-Nic z tych rzeczy. Twoja sekretarka znalazła i pokazała mi rezerwację. Nie mów mi, tylko że to dla Ingi i jej córki. Albo może to z nią jedziesz?
-Nie, nie dla niej. Dla pani Więcek- wyjaśnił krótko.
-Nie rozśmieszaj mnie.
-To nie wierz mi. Nie wiedziałem, co jej dać na urodziny, to zafundowałem trzydniowy pobyt w SPA. Jedzie razem z wolontariuszką z domu spokojnej starości Agnieszką Szymczyk. Możesz zadzwonić do tego SPA i spytać kto rezerwował miejsce, a kto będzie korzystał i że pokój jest dwuosobowy z dwoma oddzielnymi łóżkami. Nie mam czasu na wyjazdy ani na kolejne romanse. Dopiero co zostałem prezesem, organizuję biuro, przed nami jesienna kolekcja. Naprawdę myślisz, że mam czas na przyjemności i wyjazdy. 
-Obyś mówił prawdę- mówiła złowrogo i nie zwracając uwagi na ostatnie zdanie. —Inaczej dowiem się, kim ona jest i zamorduję najpierw ciebie a później ją. Teraz wychodzę. Umówiłam się z koleżankami- dodała, odchodząc.  
-Jak to miło, że mnie również rozpakujesz- wymruczał ni do siebie, ni do odchodzącej Febo. 
Z jej wyjścia cieszył się również, bo oznaczało spokojny wieczór. 

Paulina tymczasem zamiast pójść na spotkanie z koleżankami poszła spotkać się z Bartkiem. Najpierw jednak pojawiła się w firmie. Tak późne pojawienie się jej zdziwiło ochroniarza, ale miała usprawiedliwienie pozostawioną całkiem celowo torebką. Gdy już znalazła się na górze, uruchomiła komputer Uli, odnalazła interesujące ją pliki, wklepała hasło i całość przesłała do swojego pendrive. Parę minut później zadowolona z udanego planu, żegnała się z ochroniarzem i pojechała na spotkanie z Dąbrowskim. Mężczyzna na co dzień pracował w Niemczech, ale do Polski przyjeżdżał co dwa tygodnie po domowe jedzenie przygotowywane przez mamę i peklowane w słoiki. Teraz po odnowieniu znajomości z Febo miał drugi powód wizyt. Paulina bowiem miała być sponsorem jego zabaw i wydatków podczas pobytu w Warszawie. Tak było w czasie liceum i było mu z tym dobrze. W Berlinie również miał kobietę, która chętnie płaciła za jego zabawy i towarzystwo. Pierwsze spotkanie od czasu zjazdu maturalnego Bartek traktował jako rozpoznawcze i sam zapłacił rachunek za kawę i wino.  Sama Paulina zgodziła się na spotkanie, bo Bartek ciągle był czarujący, zabawny, przystojny i uwielbiany przez koleżanki. Chciała też choć trochę odegrać się na Marku. Ze spotkania wróciła, gdy Marek już spał. Następnego dnia zaś wstała, gdy wyszedł na jogging. Zrobiła sobie kawy i sprawdziła co nagrała na pendrive. Jedna pozycja na sobotnie popołudnie zainteresowała ją szczególnie.

Następnego dnia tuż po przyjściu do pracy Marek postanowił sprawę wyjaśnić i z Wiolettą.
 -Wiola- zaczął, gdy pojawił się w biurze. Możesz mi powiedzieć ….
-Ja nic nie wiem- wtrąciła asekuracyjnie, bo ton nic dobrego nie zapowiadał.
-Skoro o nic nie zapytałem, to skąd wiesz, że nie wiesz?
-Bo wiem, że nie wiem.
-W poniedziałek powiedziałaś Paulinie, o kupowaniu misia a wczoraj o wyjeździe do SPA.  Można wiedzieć, dlaczego wszystko jej mówisz, a nie sprawdzasz, jak było.
-Bo Paulina to jakby szefowa- tłumaczyła. — I tak potrafi człowiekiem zakręcić, że sprzedałby matkę za koszulę. Wszystko wyciśnie z człowieka. Do ostatniej krwi.
-To następnym razem bądź tak łaskawa i nie dawaj się ponosić emocjom ani nie daj się zakręcić- mówił cedząc słowa. —Nie zamierzam znosić awantur Pauliny, a wywołanych przez ciebie. Zrozumiałaś?
-I to dobitnie Marek- odparła.
Wieczorem w czasie spotkania w klubie z Sebastianem opowiedział o ostatnich wydarzeniach.
-Nie wiem co mam z nią zrobić- mówił, mając na myśli Wiolettę. —Najpierw powiedziała Pauli o Indze i kupowaniu misia a wczoraj o SPA i pani Więcek.
-No proszę Marek -odparł Olszański.  —Uli zostawiłeś na widoku list do Mirabeli, demonstracyjnie dziękowałeś Klaudii za upojne chwile, umawiałeś się z Domi, wysyłałeś przez Ulę kwiaty do Moniki i nic. A tu nic nie zrobiłeś, a Paulina zarzuca ci zdrady.
-Może Ula wiedziała, że udawałem- wyrokował. —Zobaczymy, jak wróci. Na razie wiem, że Wiola ma długi język. Niezależnie od tego czy robi to świadomie, czy nie. 


W poniedziałek po chorobowym Ula pojawiła się w pracy nieco odmieniona. Lepiej ubrana i uczesana.


-Byłaś u fryzjera- zagadnęła Ania z recepcji. —Masz inną grzywkę.
-Nie. To moja młodsza siostra- wyjaśniała. —Wczoraj na festynie wygrała wypasioną małą fryzjerkę i stworzyła coś takiego. Rano nie chciałam robić jej przykrości i zostawiłam zaczesaną grzywkę- mówiła, próbując podwijać.
-Siostra ma talent Ula. Tak jest lepiej. I w końcu figurę podkreśliłaś- odparła, podając listy.
 Idąc do biura Ula, wzbudziła swoim wyglądem zainteresowanie. Pracownicy bowiem patrzyli na nią, jakby widzieli ją po raz pierwszy. Turek nawet zatrzymał się na chwilę, a z jego twarzy można było wyczytać coś w rodzaju pozytywnego zaskoczenia. Ona zaś zastanawiała się, jak zareaguje Marek. Tymczasem, gdy wchodziła do biura to usłyszała podniesione głosy Wioli i Marka.


sobota, 3 listopada 2018

Skazani na miłość 1


Tak dla przypomnienia i po małej przeróbce oraz rozpisaniu.
Pierwsza wersja, jeśli ktoś ciekaw, znajduje się w listopadzie 2017.

Jeden z korytarzy w firmie F&D roił się od młodych, pięknych, zgrabnych i kuso ubranych dziewczyn. Czekały one przed drzwiami od kadr na swoją szansę zatrudnienia w tejże firmie. Wśród nich, z dala od owych drzwi i tych dziewczyn stała i Ula Cieplak dziewczyna, która ze względu na ubiór i urodę nie pasowała do reszty dziewczyn.  Z tego powodu też wolała stać, gdzie stoi i czekać na Paulinę Febo. Obie spotkały się niespełna godzinę prędzej, przyszły do firmy i Paulina kwadrans temu kazała jej czekać tam, gdzie stoi, a nie szwendać się po firmie. W końcu po półgodzinie przez tłum przecisnęła się wysoka brunetka i pomimo protestów czekających wtargnęła z nią do biura kadr. Oprócz dyrektora personalnego Sebastiana Olszańskiego zastała tam piękną blondynkę oraz swojego narzeczonego i tymczasowego prezes Marka Dobrzańskiego.


-Marek, to jest Ula Cieplak- zaczęła wyniośle. —Chodziłyśmy razem do liceum i dzisiaj spotkałyśmy się, gdy Ula przyszła wpłacić pieniądze na spotkanie z okazji piątej rocznicy matury. Ula skończyła dwa kierunki na SGH, kursy językowe i będzie odpowiednią sekretarką dla ciebie.
-Paula nigdy protekcji nie uważałem i przesłucham ją jak każdą inną- odparł jej i spoglądając z niechęcią na dziewczynę stojącą tuż za nią. Sebastian miał podobną zniechęconą minę, co nie umknęło Uli. Nie było to zresztą pierwszy raz, gdy ktoś tak reagował na nią, gdy chciała się zatrudnić.
-Ula potrzebuje tej pracy- rzekła, Febo nie zważając na protesty swojego narzeczonego.  —Ma w domu chorego ojca, młodsze rodzeństwo.  Matki natomiast nie ma, bo zmarła tuż przed maturą. Pamiętam, bo byliśmy z klasą na pogrzebie. Chyba nie będziesz draniem i pomożesz tym półsierotą.
-Zobaczymy Paula- powiedział dla uniknięcia konfliktu. —Zaraz z panią porozmawiamy- zwrócił się i do Uli.
Kolej Uli przyszła po półgodzinie i podała im swoje CV. Jadąc do Warszawy, miała bowiem w planach odwiedzić dwa miejsca ewentualnej pracy i miała przy sobie wszystkie dokumenty.
-Rzeczywiście ma pani świetne kwalifikacje – zaczął kadrowy. —Najlepsze ze wszystkich dotychczasowych kandydatek. Powiem nawet więcej. Są za dobre jak na stanowisko sekretarki.
-Uważam, że powinno zaczynać się od mniejszego pułapu- odparła przekonująco.
- I rzeczywiście skończyła pani to samo liceum co Paula- rzekł i Marek. —A jak pani trafiła do Batorego? To renomowane liceum.
-W gimnazjum wygrałam ogólnopolską olimpiadę matematyczną i wzięli mnie poniekąd pod swoją opiekę- grzecznie wyjaśniła.
-Ale jest pani młodsza dwa lata od Pauli- zagadnął podejrzliwie Dobrzański.
-To, dlatego że Paulina była rok starsza od reszty a ja młodsza- i na to znalazła wytłumaczenie. —W zerówce mnie nie chcieli, bo nudziłam się i poszłam do pierwszej klasy jako sześciolatka.
-Fakt Paula po śmierci rodziców długo nie mogła dojść do siebie i poszła rok później do liceum- odparł od niechcenia i jakby do siebie. —Dam pani szansę- dodał ku jej zaskoczeniu i zadowoleniu. —Proszę przyjść w poniedziałek rano na okres próbny.
-Naprawdę- uśmiechnęła się delikatnie i gdyby nie aparat na zębach byłby to całkiem ładny uśmiech, jak pomyślał Marek.
-I to bardzo naprawdę- odparł, pokazując swój uśmiech i dołeczki w całej okazałości, nie mając pojęcia, że z tą chwilą w sercu dziewczyny zrobiło się ciepło. —W poniedziałek podpisze pani umowę na miesiąc- dodał, wyciągając rękę na pożegnanie.
-Zrobię wszystko, żeby nie zawieść pana- odparła, odwzajemniając uścisk.
-Ty naprawdę chcesz ją zatrudnić? - zapytał Olszański, gdy tylko drzwi za nią się zamknęły. —Przecież to pasztet. Jak ty będziesz pokazywać się z nią na biznesowych spotkaniach?
-Seba po pierwsze nie mów o niej tak, a po drugie nie mogę teraz zadzierać z Pauliną- zaczął mu tłumaczyć. —Za trzy tygodnie rozstrzygnięcie konkursu na prezesa i potrzebuję jej poparcia. Poza tym potrzebuję dobrego ekonomisty, a na Turka nie mogę liczyć. Nie znam też nikogo innego, a ona wydaje się w tym kompetentna.
- To okaże się jeszcze – odparł bez entuzjazmu.  —A ty myślisz, że Paula tak z dobrego serca kazała zatrudnić ją- zagadnął.
-Nie myślę. Nawet jestem tego pewien, że ma w tym cel i zamierzam dowiedzieć się, jak najszybciej jaki.
-A co z Wiolą? – zapytał z nadzieją kadrowy.  —Ona jest boska Marek. 
-Postanowiłem parami sprawdzać sekretarki i twoja Wiola pojawi się również w poniedziałek- odparł. —Zadowolony?
-Raczej Marek.

Wiadomość, że Marek dał szansę Uli, ucieszyła Febo, bo przynajmniej w sekretarce nie będzie mieć kochanki i zacznie ogarniać jego życie intymne. Tym, że i niejaka Wioletta również dostała szansę, nie zamierzała się przejmować, bo wiedziała, że tylko ze względu na Sebastiana dostała tę szansę. Kadrowy w przeciwieństwie do jej Marka, który miał wyrafinowany gust co do kobiet, on miał prostacki i dokładnie taki jaki prezentowała ta blondynka. Do samej Uli, oprócz tego, że Marek będzie trzymał się z dala od niej, miała swoje plany. Na dobry początek chciała zaskarbić jej zaufanie i aby nacieszyła się pracą i pensją, a później zamierzała odebrać dług.
Dla Uli fakt, że Paulina zaproponowała jej pracę i to w jej własnej firmie było wielkim zaskoczeniem. Zwłaszcza że w szkole była dla niej brzydulą, nigdy nic dobrego nie zrobiła, a miła była tylko wtedy, gdy coś od kogoś potrzebowała.  Teraz też czuła, że coś knuje z tym zatrudnieniem. W pierwsze chwili chciała nawet odmówić Pauli, ale rozsądek szybko wziął górę nad emocjami.  Jej rodzina był w ciężkiej sytuacji i postanowiła dla dobra ojca i rodzeństwa zapomnieć o przeszłości i przykrościach, jakich doświadczyła od niej i przyjąć pomoc Pauliny. Tak więc w poniedziałek rano pojawiła się w F&D i od pierwszego dnia wzięła się sumiennie za pracę.  Poznała również trzy fajne dziewczyny. Kadrową Alę, krawcową Izę i Elę prowadzącą bufet. To od nich dowiadywała się o wszystkich firmowych plotkach. Głównym i ulubionym tematem zaś był Marek i jego życie damsko- męskie.  Dziewczyny wyjaśniły jej też powody bycia Pauliny i Marka razem. Okazało się, że to rodzice Marka i zmarli Febo już dawno temu wymarzyli sobie ich wspólne życie i dążyli do tego od dawna. Sam Marek, według słów kadrowej Ali, nie kocha jej, a związek wisi na rozdwojonym włosku. W dodatku zdradzał ją z modelkami, sekretarkami i panienkami z klubu. Po tych wszystkich rewelacjach zastanawiała się, dlaczego tak fajny facet, jak Marek jest z kimś takim jak Paulina. Już w liceum była wyniosła, samolubna i zostało jej to. Z tą różnicą, że teraz była dla niej miła a swój podły charakter, jak szybko i nietrudno było zauważyć, okazywała innym pracownikom. Równie miły był dla niej Marek. Miała nawet wrażenie, że prześcigają się w uprzejmościach. Kilka dni w pobliżu Marka sprawiło też, że stawał się kimś więcej niż szefem, zakochiwała się w nim i marzyła.

Trzy tygodnie od zatrudnienia Uli odbył się zjazd absolwentów klasy maturalnej Uli i Pauliny. I choć spotkanie miało odbyć się bez mężów, narzeczonych, chłopaków i innych osób towarzyszących, to Paulina przyprowadziła ze sobą Marka. Głównie po to, aby mogła pochwalić się przed tymi dziewczynami, które nie wiedziały nic o jej związku i zaprosić całą klasę na zaręczyny. Te zaś choć miały odbyć się dopiero za cztery miesiące to już były w trakcie przygotowywań i miały zgromadzić śmietankę Warszawy i Mediolanu w liczbie na dzisiejszy dzień około pięciuset osób.
-A ślub chcemy wziąć za rok w Mediolanie w katedrze- oznajmiła pięciu najlepszym koleżankom, jak dowiedział się później Marek od Uli. — Podróż poślubną natomiast planujemy spędzić na Karaibach. Może nawet cały miesiąc. Plaża, palmy, elegancki hotel i my dwoje- mówiła gładząc Marka po ramieniu.
-Paula możesz nie wymyślać – przerwał jej ostro. —Ja nie zamierzam czterech tygodni siedzieć w tym upale i w natłoku turystów.  Mówiłem ci już zresztą o tym i to nie jeden raz.
-Marco tylko drażni się ze mną- rzekła, uśmiechając się do grupki znajomych.  —Jesteśmy ze sobą już ponad cztery lata i jest z nami jak z tym starym dobrym małżeństwem. Czasami kłócimy się, czasami godzimy, czasami czubimy, czasami żartujemy, czasami….
-Właśnie Paulino, jak słusznie zauważyłaś wszystko czasami- wtrącił z uwydatnieniem.
- Kochanie możesz zając się czymś innym- postanowiła, że najprostszym sposobem uniknięcia dalszych jego wypowiedzi będzie pozbycie się narzeczonego z ich grona. — Chciałabym poplotkować z koleżankami o szkolnych czasach. Z niektórymi nie widziałam się pięć lat.
-Owszem mogę Paulino – odparł z sarkazmem. —Obiecałem Uli następny taniec.


Taniec z Markiem był spełnieniem marzeń Uli i mogłaby ze swoim księciem i skrywaną miłością, przetańczyć całą noc. Trafił im się spokojniejszy kawałek, to mogła przytulić się do niego delikatnie. Te miłe chwili mąciła tylko obecność Pauliny, bo czuła, że przygląda im się z koleżankami.  I nie myliła się, bo cała szóstka uważnie patrzyła na ich pląsy. Później miała okazję jeszcze raz zatańczyć z Markiem i było równie przyjemnie, jak za pierwszym razem. Nic jednak nie trwa wiecznie i druga piosenka skończyła się, a razem z nią i taniec.
W tym samym czasie Paulina odnawiała znajomości nie tylko z dawno niewidzianymi koleżankami, ale i kolegami. Wśród nich był Bartek Dąbrowski najlepszy koszykarz i kapitan drużyny liceum Batorego. On i Febo w swoim czasie byli parą i teraz odnawiali znajomość.


Marek natomiast dowiedział się, że w ich klasie były dwa fronty, a Ula i Paulina były po przeciwnych stronach. Febo, co go w ogóle nie zdziwiło była też jedną z tych osób, które dokuczały Uli i teraz zatrudnienie jej we własnej firmie było dużym zaskoczeniem nie tylko dla niego, ale i dla reszty klasy. Z tą różnicą, że on domyślał się powodów zmiany nastawienia do Uli. 


Pracy tymczasem Uli i Markowi układała się pomyślnie.  Marek stwierdził nawet, że zatrudnienie Uli było strzałem w dziesiątkę, bo odwalała za niego robotę, a on mógł mieć więcej czasu na klub, dla Sebastiana i panienek. Ula była też w tym, co robiła profesjonalistką i jego plan rozwoju firmy powstał parę dni przed czasem. W chwilach, gdy i jego ochota nadeszła na pracę to mógł z czystym sumieniem przyznać, że praca z Ulą jest przyjemnością i nigdy nie musiał nic jej dwa razy powtarzać, jak bywało to czasami w zamierzchłych czasach z innymi jego sekretarkami albo obecnie z Wiolettą.  Ula jak mniemał, kryła go też przed Pauliną, gdy wychodził nieoczekiwanie z pracy albo gdy nie mogła się z nim skontaktować. Co więcej, myślał, że pomylił się sądząc, że Ula ma go szpiegować.  Nie wiedział jednak, że Paulina na razie nie wypytywała ją o jego wyjścia, grafik dnia czy spotkania z kobietami. Miał w niej też nie tylko rzetelnego pracownika, ale stawała się kimś, z kim mógł porozmawiać o wszystkim i zwierzyć się ze swoich problemów. Ona również opowiedziała mu o swojej rodzinie i pokazała swój świat. Dzięki niej poznał smak zapiekanek i pity z pobliskiej budki przy parku oraz pierogów własnej roboty i naleśników z lokalu Swojskie Dania. Wszystko to sprawiło, że jeszcze przed końcem jej okresu próbnego wiedział, że zatrudni ją na stałe. Znalazł też rozwiązanie na zatrudnienie dwóch sekretarek, a do czego mógłby doczepić się Aleks Febo dyrektor finansowy firmy. Wymyślił, że Ula zostanie jego asystentką, a Wioletta ku zadowoleniu Sebastiana, sekretarką.


Febo o zwrot długu zaczęła upominać się w miesiąc po zatrudnieniu Uli. Miała również opracowany plan na najbliższych parę dni. Nie chciała bowiem tak od razu wyskoczyć z propozycją szpiegowania Marka i przestraszyć Uli, to posuwała się do małych podstępów, aby uzyskać od Cieplak ważne dla niej informacje.
Na dobry początek postanowiła, dowiedzieć się, kim jest tajemnicza Emilia, która przewijała się raz po raz w rozmowach przez telefon, a Marek nie chciał powiedzieć, kto to taki. Nie chciał powiedzieć natomiast, dlatego że sposób Febo wyciągnięcia z niego tych informacji z góry sugerował, że to jakaś kochanka. Schowanie i wyciszenie telefonu Marka było pierwszym punktem w ustaleniu tożsamości Emilii.  Później wystarczyło zadzwonić na firmowy numer i oświadczyć Uli, że znalazła telefon Marka i teraz nie wie, gdzie ma go zawieś, bo Marek mówił jej coś o spotkaniu na mieście. Ula zaś po sprytnie przeprowadzonej rozmowie przez Febo wyjawiła, że jest na spotkaniu z Emilią dziennikarką zajmująca się modą. Kolejną sprawą do wyjaśnienia było jego wyjście na lunch. Sama zamierzała pójść z nim, ale zdecydowanie odmówił. Podobnie był z wyjaśnieniami, dokąd się wybiera i z kim. Godzinę po jego wyjściu pojawiła się w firmie i oznajmiła Uli, że nie może dodzwonić się do narzeczonego, a potrzebuje numer telefonu do wspólnej znajomej. Ula zaś nie widząc w tym nic podejrzliwego, powiedziała o spotkaniu w restauracji Złota z Ingą koleżanką z klasy. Równie łatwo Paulinie poszło z przekonaniem Uli, że chce zrobić Markowi niespodziankę i potrzebuje jego grafiku dnia na kolejny tydzień, aby wybrać odpowiedni dzień na uczczenie jego sukcesu na kontrakt z firmą z Niemiec. Podobny scenariusz miał miejsce w piątek popołudniem, gdy Marek przepadł tuż po lunchu na kilka godzin. Paulina zadzwoniła do Uli do Rysiowa i oznajmiła jej, że dostała nieoczekiwanie bilety do teatru, a Marek ma ciągle wyłączony telefon. I tym razem Ula nieświadoma kolejnego podstępu wyjawiła, że jest za miastem w sprawach klasowych.  Słowo klasa zaś pojawiające się po raz drugi w czasie dwóch tygodni, spowodowało, że Paulina  postanowiła na poważnie zająć się sprawą kontroli nad Markiem i wprowadzić swój plan w życie.