poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Szybka Randka 2/3


W drodze do Rysiowa Ula jeszcze raz przeanalizowała przebieg rozmowy z 7, czyli Sebastianem i 8 z Markiem, a którego to imię dowiedziała się od Wioletty. Gdzieś tam w środku zaczęła nawet żałowała, że nie wybrała jednak 8, bo przecież, gdy z rozmawiała z nim, to czuła adrenalinę. Chłopak z siódemką jak zaczęła myśleć, był zbyt idealny. Doszła jednak do wniosku, że nie ma co żałować, bo i tak by jej na pewno ósemka nie wybrał.
Marek tymczasem dowiedział się trochę od Sebastiana o numerze trzynaście, czyli nie jakiej Uli. W drodze powrotnej próbował również odtworzyć całą swoją rozmowę. Gdy dojechał już do domu, to z ulgą stwierdził, że Paulina śpi. Wziął tylko prysznic i z myślami o tym, jak może wyglądać Ula zasnął.
Następnego dnia rano natomiast zajął się zapłatą rachunków przez Internet. Po zalogowaniu się na wspólne konto z Febo odkrył, że w ostatnich dwóch tygodniach ich konto uszczupliło się o trzydzieści tysięcy. Jej samej w domu już nie było to i nie mógł zapytać, co stało się z pieniędzmi. Telefonicznie zaś sprawy nie chciał załatwiać. Nieobecnością Pauliny nie przejmował się, bo mógł ze spokojem szykować się na dwa spotkania oraz na wieczorną urodzinową kolację. Uroczysta urodzinowa kolacja to był jej pomysł, chociaż do tej pory tego nie praktykowali. Zwłaszcza że nie były to żadne okrągłe urodziny, tylko trzydzieste trzecie.
Pierwsze randkowe spotkanie Wioli i Marka miało mieć miejsce o trzynastej a kolejne, czyli Uli i Sebastiana o piętnastej. Również na trzynastą Marek umówił się z drugą dziewczyną, która go wybrała i on ją niejaką Moniką. Po wejściu do lokalu stwierdzili, że przy stolikach siedzą dwie samotne blondynki. Po szybkich oględzinach Markowi żadna się nie spodobała a Sebastianowi, który lubował się w blondynkach do gustu przypadła dziewczyna ubrana w panterkę i uczesana w kok.


-Marek ta przy ścianie jest boska. Ma wszystko, co powinna mieć kobieta.
-Czyli nogi do pasa i biust- odparł.
Ona sama również dokonała szybkiego wyboru i jeśli miałby to być któryś z nich Markiem, to stawiała na blondyna. Sebastian również do niej podszedł.
-Cześć. Ty jesteś Wioletta? - pytał z nadzieją.
-Tak. Marek ze Szybkiej Randki?
-Dokładnie ja.
-Muszę przyznać, że jesteś całkiem interesujący.
-Podzielam zdanie- mówił, wpatrując się w dekolt.
W czasie ich spotkania dużo się działo, bo Marek, który mógł widzieć ich stolik, spoglądał tam i widział zadowolenie przyjaciela i słyszał ciągłą rozmowę. Inaczej sprawa miała się przy ich stoliku, bo rozmowa z Moniką się nie kleiła. Pomimo to dziewczyna liczyła na kolejne spotkanie, ale Marek zainteresowany nią nie był.

Dwie godziny później miało miejsce drugie spotkanie. Z tą różnicą, że to oni musieli czekać na Ulę, bo stała w korku. Usiedli przy barze i obserwując drzwi wejściowe, rozmawiali o swoich pierwszych spotkaniach. Kilka samotnie wchodzących dziewczyn większego wrażenia na nich nie zrobiło.  Dopiero gdy pojawiła się w nich brunetka, Markowi oczy zabłysły z wrażenia.
-To musi być ona Seba- rzekł do przyjaciela.


-Też niezła. Moja Wiola jednak lepsza.
-Chyba moja Seba.
Ula po wejściu rozejrzała się po sali w poszukiwaniu samotnego pana, ale żaden nie był sam. W końcu jej uwagę zwróciło dwóch panów przy barze. Jeden z nich z ciemnymi włosami przykuł jej większą uwagę. Gdy zauważyła, że wstał ze stołka i idzie w jej stronę, to poczuła, że serce zaczęło bić mocniej.
-Cześć. Ty jesteś Ula.
-Tak. Sebastian jak mniemam.
-We własnej osobie.
-Miło cię poznać Ula- mówił, wpatrując się w jej błękitne oczy. —To, co zapraszam do stolika.
-A twój znajomy, czy tam kolega?
-On już idzie do domu.Co dla ciebie? -zapytał, gdy usiedli, a kelner podał im kartę dań. —Polecam owoce morza.
-Nie bardzo. Mam uczulenie na ryby i owoce morza. Zamówię sobie coś z drobiu.
-Powiesz mi, co skłoniło tak piękną dziewczynę do wzięcia udziału w Szybkiej Randce? -zapytał, gdy złożyli zamówienie. —Wczoraj nie zdążyłem zapytać.
-Przypadek. Spóźniłam się na autobus, przeczytałam ogłoszenie i się zapisałam. A ciebie?
-Ja postanowiłem poszukać swojego szczęścia.  Tak jak napisane jest na plakacie.
-Jak tu się nie uda, to zawsze możesz napisać do pan pozna panią -zagadnęła nieoczekiwanie. Odzew będzie gwarantowany. Sąsiadka napisała i codziennie dostaje kilkanaście listów. Pomijając to, że z takich listów można sporo dowiedzieć się o autorze.
-Forma piękna i romantyczna, ale wolę kontakt bezpośredni.  Widać przynajmniej czy ktoś się męczy rozmową, czy idzie jak z płatka -mówił, nawiązując do ich rozmowy z wczoraj. —Przy pierwszym spotkaniu musi również zaiskrzyć.
-To znaczy, że nie jesteś z tych, co patrzą na CPN albo ABC?
-To znaczy na, co? -zapytał zaskoczony i próbując przetłumaczyć skróty.
-To znaczy, że na górną partię ciała, powab lub tylną część i nogi oraz na atrakcyjną budowę ciała.
-W ogóle na to nie patrzę. Tylko na uśmiech i oczy. Z nich można wiele wyczytać.
-Muszę powiedzieć Sebastianie, że zaskoczyłeś mnie bardzo pozytywnie. A co wyczytałeś z moich oczu i ust.
-Widać, że jesteś radosną, szczerą, miłą i wrażliwą dziewczyną.
-Miłe- mówiła z uśmiechem. —Ale jak zachodzi potrzeba, to umiem pokazać pazurki.
Wiem Ula -pomyślał.
Czas przy kawie a później na spacerze mijał błyskawicznie i dwie godziny później, tuż po siedemnastej odprowadzał Ulę na przystanek autobusowy.  
-Miło spędziłem czas Ula -zaczął. —Jesteś dokładnie taka jak z wczoraj.
Błyskotliwa i z ripostą- pomyślał.
-A ty trochę inny.
-Inny to znaczy co? -pytał z niepokojem. —Jesteś rozczarowana.
-Nie o to chodzi Sebastian. Inaczej rozmawiało mi się z tobą.  Te inaczej nie oznacza też, że gorzej. Po prostu trudno mi to wytłumaczyć. 
-To dobrze, że o to chodzi. Bałem się, że się nudziłaś. 
-Ani przez chwilę nie czułam się znudzona- wtrąciła. Mój autobus jedzie -dodała usprawiedliwiająco.
-Zobaczymy się jeszcze? -zapytał jeszcze z nadzieją.
-Pewnie, że możemy się spotkać -odparła z pięknym szczery uśmiechem. —Mamy swoje numery telefonów.

O dziewiętnastej Marek wstawił się w jednej z restauracji hotelu Westin, w której umówiony był na kolację urodzinową. Spodziewał się zobaczyć tylko Paulinę i rodziców a okazało się, że Febo zaprosiła około pięćdziesięciu osób, z czego połowy praktycznie nie znał albo nie lubił.
-Co oni tu robią? -zapytał cicho.
-Świętujemy twoje urodziny Marco. Nie cieszysz się?
-Jestem po prostu zaskoczony- mówił, rozglądając się po sali i szukając Sebastiana. —Brakuje chyba Sebastiana -dodał.
-On by ci wszystko wygadał i nie byłoby niespodzianki- odparła Febo.
Szybko też skojarzył fakty i zrozumiał na, co poszło te trzydzieści tysięcy złotych. Tematu przy gościach nie chciał podejmować, to postanowił, że porozmawia o tym z Pauliną na osobności i po powrocie do domu. Kolejna sprawa, która była podejrzana dla niego to prezent Pauliny w postaci drogiego zegarka marki Rolex. Znał się na tych sprawach i przypuszczał, że kosztował około dziesięciu tysięcy i że sam zapłacił za niego.
Po niecałej godzinie i po przyjęciu wszystkich życzeń Marek wyszedł, aby zadzwonić do Sebastiana i ściągnąć go tutaj. Paulina natomiast wyszła chwilę po nim. Zanim zdążył zadzwonić, to przy windzie spotkał dawną znajomą ze szkoły z dzieckiem na rękach.
-Daria Jędraszek? -zapytał niepewnie.
-Marek Dobrzański- odparła. —Sporo lat się nie widzieliśmy.
-Tata, tata- odezwało się tymczasem dziecko, pokazując palcem na Marka.
-Nauczył się mówić tata i teraz tak mówi do wszystkich facetów. Jesteś nawet podobny do mojego męża- wytłumaczyła.  —A ty masz dzieci? Ja mam jeszcze pięcioletnią córeczkę.
-Jeszcze nie. Nie mam nawet żony.
-To na co czekasz. W tym roku stuknie ci trzydzieści trzy lata.
-Dokładnie to dzisiaj mam urodziny.
-To wszystkiego najlepszego Marek- mówiła, cmokając w policzek. —Słyszałam, że ta twoja narzeczona jest dość wybuchowa.
-Mówiąc łagodnie wybuchowa.
-Tata, tata- powtarzał tymczasem malec, wyciągając do niego rączki i zanosząc się płaczem.
-Mogę go wziąć na ręce? -zapytał, nie wiedząc, że Paulina idzie w jego stronę.
-Pewnie- odparła Daria, podając mu dziecko. Z tą samą chwilą maluszek przestał płakać i przytulił się do niego.
-Najwidoczniej za tatusiem tęskniłeś szkrabie- mówił, całując w policzek.
-Tata- odezwał się ponownie z zadowoleniem malec.
-Marek co to ma znaczyć- wtrąciła Febo przez zęby, widząc całą sytuację z pocałunkiem i dzieckiem oraz słysząc, co mówił Marek. —Co to za dziecko, dlaczego mówisz do niego, że za tatusiem tęsknił i kim jest ta kobieta?
- Co tu dużo mówić Paula- odparł, nie widząc sensu tłumaczenia teraz cokolwiek. —Wszystko jest przecież jasne. To jest moja kochanka i moje dziecko.
-Jesteś bezczelny, a pani jest zwykłą ladacznicą.
-Paula hamuj się- wtrącił Marek. —Daria jest…
-Może i jestem ladacznicą, ale przynajmniej niewybuchowa- weszła mu w słowo sama zainteresowana.
-W dodatku jest pani bezczelna.
-Paula Daria jest moją koleżanką z liceum i ostatni raz widzieliśmy się na zjeździe klasowym z okazji piątej rocznicy matury.
 -I ja mam w te bajki uwierzyć -odparła, odchodząc.
-Nie musiałaś odpowiadać jej- rzekł do swojej znajomej. —Tylko cię obraziła.
-Nie musiałam, ale naszła mnie taka dziwna ochota, aby jej dopiec. Tylko ty będziesz miał teraz problemy. Mogłeś od razu jej wytłumaczyć, kim jestem.
-Jakoś dam sobie radę. Tyle razy dawałem to i teraz dam.
Gdy już pożegnał się ze znajomą, to zadzwonił po Sebastiana. Później, choć nie miała ochoty, to wrócił do gości.  Zanim dotarł do Sali, to jeszcze na korytarzu natknął się na swoich rodziców. Po minie ojca mógł przypuszczać, że Paulina zdążyła wyżalić się Dobrzańskim i że będzie musiał tłumaczyć się przed nimi.
-Można wiedzieć co to za dziecko, o którym mówi Paulinka? - pytał Krzysztof. —Nie zrozumieliśmy jej. Raz mówi, że twoje później, że nie.
-To dziecko Darii Jędraszek koleżanki z liceum. Spotkałem ją przypadkiem w korytarzu. Jej synek mówił do mnie tata, bo jestem podobny do jej męża, a tak małe dziecko może pomylić osoby.
-Tylko że ty mówiłeś do niego, że za tatusiem tęsknił- nie ustępowała Febo.
-Z żartów. Gdybym miał dziecko, to nie ukrywałbym je przed światem, tylko wszystkim ujawnił. Daria ma w tym hotelu pokój, to możemy iść i spytać.
-Nie trzeba- odparła obrażona Febo.
-No i sprawa się wyjaśniła- mówiła Dobrzańska.  —Teraz pogódźcie się i wracajcie na salę. Goście czekają.
-Mam jeszcze z Pauliną do pomówienie mamo- odparł rodzicielce.
-Zadowolona jesteś z siebie Paulino? -pytał, gdy rodzice odeszli.  —Zrobiłaś awanturę w korytarzu, a teraz nagadałaś bzdur rodzicom.
-A co miałam myśleć, widząc ciebie z dzieckiem, które mówi do ciebie tata.
-Pomyśleć rozsądnie.
-Znając twój tryb życia, tylko jedno przychodzi na myśl.  Na szczęście nie jesteś tatusiem. Nie potrafiłabym zaakceptować twojego dziecka.
-Dziękuję, że mnie oświeciłaś. Wiem przynajmniej, co myślisz o takiej ewentualnej sytuacji.
-Możemy porozmawiać później. Nasi goście czekają.
-Nie, nie możemy. Paula nie chodzi tylko o ten incydent z Darią, ale i o to z czyich pieniędzy zapłaciłaś za to wszystko. Z naszego konta wyparowało trzydzieści tysięcy i teraz wiem na, co poszło. Ten zegarek to również z tego, co ja zarobiłem? Nie zaprosiłaś nawet Sebastiana.
-Gdy będziemy już po ślubie, to również będziesz rozliczał mnie z każdego grosza- mówiła obrażonym tonem.
-Zrobię nawet więcej Paulino. Podpiszesz mi intercyzę.
-Poważnie nie mówisz.
-Bardzo poważnie. Nic nie wniosłaś do naszego związku i nic nie wyniesiesz.
-To lepiej będzie, jak w ogóle nie będziemy brać ślubu.
-Bardzo proszę. Mnie na ślubie nie zależy- odparł, odchodząc i pozostawiając zszokowaną Paulinę.
Po tych słowach poszła od razu do Dobrzańskich, ale ci uznali, że to kolejna ich sprzeczka i tematu rozmowy z synem nie podjęli. Paulina również zaczęła myśleć, że były to tylko nieistotne słowa.

Półgodziny później na urodzinach pojawił się Sebastian i Marek miał w końcu okazję z kim napić się i porozmawiać.


-Seba ktoś kiedyś powiedział, że jak mężczyzna kończy wiek chrystusowy, to jest gotowy do podejmowania fundamentalnych decyzji i ja taką właśnie podjąłem. Zerwałem z Pauliną.
-Serio mówisz?
-A wyglądam, żebym żartował. Nazbierało się jej dzisiaj. Choćby za to, że nie zaprosiła cię na moje urodziny. Pomijając, że ja za to zapłaciłem i za zegarek jej prezent dla mnie.
-Cała Paula- zakpił. —A co na to twoi rodzice?  Wiedzą już.
-Widziałem, jak Paula rozmawiała z rodzicami, ale nic nie mówili, to chyba uznali, że to tylko słowa. Tak samo ona nie wracała do tematu. Ale jutro powiem jej to samo.
-Odważnie Marek- mówił z respektem. —Może to jakiś znak, że właśnie poznałeś Ulę. A co było, jak odszedłem?
-Seba to było jak powrót do lat liceum -mówił z błyskiem w oczach. —Wszystko takie lekkie i przyjemne.  Ula ma ciągle cięty język. W sensie pozytywnym, bo z celną ripostą. Nie to, co jadowity język Pauli. Boję się, tylko co będzie, jak dowie się prawdy.
-Pewnie obie puszczą nas kantem- podsumował Olszański.
Po północy, gdy goście zaczęli rozchodzić się, to Marek zadzwonił po taksówkę i razem z Febo opuścili hotel Westin i wrócił do domu.



-Idę spać do gościnnego- rzekł jej tylko, gdy zamknął drzwi domu.
-Czy to jakaś demonstracja za to, że powiedziałam, że ślubu możemy nie brać? -pytała wzburzona.
-Nie Paulino.  Ja mówiłem bardzo poważnie. Nie ożenię się z tobą. Jutro zaczniesz się pakować.
-Jeśli chodzi ci o te pieniądze, to ci oddam- wysyczała.
-Oczywiście, że mi oddasz.  Co do grosza. A ślubu nie będzie z masy innych powodów. 
-Ślub odbędzie się tak, jak planowaliśmy- mówiła stanowczo. —Nie wystawisz mnie na pośmiewisko znajomych.
-Nie Paula- odparł spokojnie. —Zdania nie zmienię. Dobranoc -pożegna się i zamknął w gościnnym pokoju.
Spać kładł się szczęśliwy, a w śnie ciągle widział błękitne oczy Uli i jej uśmiech. Ranek natomiast szczęśliwy nie był, bo tuż po dziewiątej w progu drzwi zastał swoich rodziców.
-Co was sprowadza do nas tak wcześnie? -zapytał, gdy weszli do salonu.
-Tylko jedna rzecz -zaczął Krzysztof. —Macie w końcu przestać obarczać nas swoimi problemami. Jeśli nie umiecie żyć razem ani rozwiązywać problemów to może naprawdę będzie lepiej, jak się rozstaniecie. Paula obudziła nas dzisiaj o siódmej, aby się wyżalić.
-Jak rozstańcie? -zapytała Febo, która również pojawiła się w salonie. —Myślałam, że mi pomożecie.
-Już wystarczająco dużo wam pomagaliśmy- odezwała się Helena.  —Jesteście wystarczająco duzi, aby samemu rozwiązywać problemy. Teraz wybaczcie, ale idziemy na dziesiątą do kościoła.
-Słyszałaś, co powiedzieli moi rodzice- rzekł, gdy zamknął za nimi drzwi. —Nie będą już twoimi sprzymierzeńcami. Możesz iść się teraz pakować.


czwartek, 8 sierpnia 2019

Szybka Randka 1/3


-Co to?- zapytał Marek Dobrzański swojego przyjaciela na widok zaproszenia na Speed Dating, które przyniósł mu do biura.
-Szybka randka.  Taka nowa forma na nawiązywanie znajomości. Zadajesz pytania kilku dziewczynom, a później wybierasz trzy z nich i jeśli jakaś i ciebie wybierze, to dostajecie numery telefonów.
-Seba wiem, co to jest, tylko po co nam to. Mało to dziewczyn poznajemy w klubie.
-Ale to coś nowego Marek. Lubisz wyzwania. Poza tym to twój prezent urodzinowy ode mnie. Dostałem termin na jutro na dziewiętnastą do klubu Focus.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. I nie wiem nawet, o co miałbym pytać.
-To poczytaj sobie w Internecie. Są wypisane pytania, które warto zadać.
-Paula będzie znowu się darła, że mnie nie ma.
-O wyjście do klubu również będzie się darła. A stamtąd wyjdziesz prędzej i nienachlany.
-Może masz i rację.
-Bo mam. Ja mam numer siódmy a dla ciebie ósemka. Osiem to twoja szczęśliwa liczba.




Dwie godziny później Ula Cieplak wpadając spóźniona na przystanek autobusowy, przystanęła przy oknie lokalu, przy którym ulokowany był przystanek. Do odjazdu kolejnego autobusu miała jakieś dziesięć minut, to postanowiła poczytać przyklejony do okna plakat.
Szybkie randki i Warszawa wydają się być dla siebie stworzone. Gdzie życie płynie tak szybko, jak nie właśnie w Warszawie? Speed dating, czyli szybkie randki, to sposób na przyjaźń, miłość, po prostu wartościowe relacje. W mieście takim jak Warszawa, niezwykle trudno się zatrzymać i dostrzec to, co naprawdę wartościowe. Speed dating dzieje się szybko, tak, jak szybko żyją ludzie w Warszawie. Jednak szybkie randki i Warszawa to coś więcej. Proponujemy szybkie randki (speed date), których miłe rezultaty towarzyszyć Ci będą przez długi czas. A może znajdziesz miłość na całe życie. PRZEPISANE Z INTERNETU!!!!!!!!!!
Oferta wydawała się jej niedroga i interesująca z racji przeżycia coś innego, bo w miłość poznaną w ten sposób nie wierzyła, to postanowiła wejść i się zapisać. Zwłaszcza że przez okno widziała, że przy kasie stała jedna dziewczyna.
-Trzynasty numer- oburzała się jakaś blondynka, gdy pochodziła do miejsca, gdzie trwały zapisy.
-Numer jak numer – mówiła pani za pulpitem, przyjmująca zapisy. —Poza tym zabrakło pani cztery złote.  Ma być trzydzieści pięć złotych, a z tych drobiazgów jest trzydzieści jeden.
-To dopłacę jutro, jak przyjdę.
-Nie praktykujemy tego.
-To kartą dopłacę.
- Mamy co prawda terminal płatniczy, ale od rana szwankuje. Po drugiej stronie jest bankomat.
-A można z niego wypłacać darmowo z kartą z banku Foxus. —Jak nie to wezmą mi siedem złotych. Dasz wiarę.
-Czy ja jestem punktem informacyjnym- irytowała się kasjerka.  —Ja tam nie wypłacam. To co bierze pani tę trzynastkę i dopłaca.
-A pani nie wie, że trzynastka jest pechowa.
-Przyjdą trzy inne dziewczyny i pani nie będzie miała nic do środy.
-Przepraszam panie- wtrąciła Ula. — Tam na światłach widzę mój autobus i spieszy mi się. Biorę trzynastkę i proszę czterdzieści złotych mojego wpisowego i reszta dla tej dziewczyny.
-Dzięki kochaniutka- mówiła z uradowaniem blondynka. —Jutro oddam.  Ale trzynastka to pechowa. Weź piętnastkę.
-Może trafię na interesującą ósemkę i ustrzelę oczko- odparła Ula.
-Nazwisko pani? - pytała z uśmiechem kasjerka.
-Urszula Cieplak.
-Zapraszam jutro na dziewiętnastą- odparła, podając jej bilet wstępu.
Gdy odchodziła, usłyszała głos kasjerki.
-Pani godność.
-Że co? - pytała blond piękność.
-Jak się pani nazywa?
-Wioletta Kubasińska przez V i dwa T- odparła blondynka.
-My nie jesteśmy tu po imionach. Pani będzie tylko numerkiem czternaście.




Dzień później Ula półgodziny przed dziewiętnastą wstawiła się w lokalu organizującym Szybką randkę i według tego, co miała napisane na bilecie wstępu, poszła na zaplecze. Podobnie uczyniła Wioletta a na widok Uli rozpłomieniała.
-Mam dla ciebie dług kochaniutka- zagadnęła. —A tak na pasku to Wioletta jestem- mówiła, podając rękę.
-Ula.
-Myślisz, że znajdzie się ktoś interesujący na dłuższą znajomość albo i na męża.
-Ja nie przyszłam szukać tutaj męża tylko dla rozrywki. Przy pierwszym poznaniu musi zaiskrzyć, a tu nawet w oczy nie będzie można spojrzeć. Może ewentualnie znajdzie się ktoś, z kim bym się mogła umówić niezobowiązująco. Muszę postawić gdzieś krzyżyki i dokonać wyboru.
-Ja traktuję takie wyzwanie poważnie. Moja koleżanka była i poznała fajnego facet.  
Tymczasem panowie weszli tylnym wejściem i tam czekali, aż organizatorzy dopną wszystko.
-To, co Marek?- pytał Olszański. —Mówimy całą prawdę czy koloryzujemy.
-A musimy koloryzować Seba? Jesteśmy przystojnymi kawalerami, bez nałogów, sympatyczni, dobrze usytuowani. Same zalety.
-Oprócz nałogowego podrywania Marek a ty niewierności Paulinie.
O dziewiętnastej światła na sali pociemniały i weszły panie. Gdy każda z nich usiadła na krzesełku ze swoim numerem, to weszli panowie i według przydzielonych numerów dosiedli się do pań. Jedynka pan do jedynki pani. W tym przypadku oprócz trzyminutowej rozmowy organizatorzy postanowili jeszcze bardziej utrudnić zadanie wyboru, bo kandydaci siedzieli plecami do siebie i nie widzieli twarzy.
Pierwsza szóstka wrażenia na Uli nie zrobiła, ale siódemka już tak.
-Cześć- zaczęła pierwsza. —Tak typowo co porabiasz we Warszawie.
-Pracuję w jednej z firm a od ponad roku i mieszkam. Mama któregoś dnia stwierdziła, że jestem za duży, żeby prała mi skarpetki i dała do zrozumienia, żebym się usamodzielnił.
-I co udało się? Czy może ciągle siedzisz na telefonie u niej?
-Udało, chociaż muszę czasami dzwonić do mamy w typowych sprawach gospodarskich. Jak koszulę wyprasować, czy ile dać makaronu na jedną porcję. Ale i staram się robić coś samemu i uczyć na błędach. I jeżdżę do rodziców przynajmniej dwa razy w miesiącu. Mam tam siostrzenicę, która za wujkiem Cebulkiem, czyli mną przepada. Pomijając to, że nie ma to jak niedzielne obiadki u mamy. Jeszcze dostanę w torbach wikt.
Rodzinny, zaradny, lubi dzieci i może umie gotować.
-A co trzynastka porabia tutaj. Stała, bywalczyni czy słoikowa? -zapytał i Olszański.
I dowcipny do tego.
-Dojeżdżająca do pracy z pobliskiej małej miejscowości.
-Skąd ja to znam. Ja półtora roku tak robiłem. Godzinę z dnia traciłem na przejazdy. Ale spłacałem dobre auto, to musiałem jeździć tu i z powrotem. Nie było mnie stać, aby coś kupić albo wynająć.
-Czyli auta to twoja pasja? Albo może sposób na podryw.
-Ani jedno, ani drugie. Mojego kumpla bardziej. Dla mnie to środek transportu. A z pasji już wyrosłem. W dzieciństwie i młodości pasjonowałem się filmem fantasty, różnymi odkryciami i tajemniczymi podróżami. Teraz mam hobby. Hoduje rybki i storczyki – podkoloryzował drugą rzecz, a pasje siostry i to, że dawała mu te kwiatki przy każdej okazji. Uprawiam oczywiście sport. Biegam, gram w kosza i squasha.
Rybki, storczyki. Musi mieć czułą duszę i dba o siebie.
-A co ciebie interesuje?
-Cyferki i literatura piękna. Dwa przeciwieństwa poniekąd. I nie lubię jeszcze komedii romantycznych.
-Ciekawe, bo kobiety są zazwyczaj romantyczkami i lubią takie gatunki filmu.
-Trochę nią jestem, bo lubię romantyczne spacery, miejsca, zwiedzanie zabytków.   A nie lubię leżenia plackiem na plaży przez całe wakacje.  Jeden dwa dni starczą. 
-To prawie tak, jak ja. Może być plaża, ale w cieniu.
Prawie idealnie- pomyślała nie wiedząc, że chodzi tak głównie, aby popatrzeć sobie na panienki.
-Byłeś w jakiś ciekawych krajach? -zapytała.
-Typowych. Niemcy, Czechy, Włochy, Chorwacja. Najwięcej po Polsce jeżdżę- mówił, bo jeździł głównie z Markiem w interesach.
Piękna nasza Polska cała,
Piękna, żyzna i niemała….- cichutko wyśpiewał pierwszą zwrotkę tego, co przypomniało mu się ze szkolnej akademii.
Śpiewający patriota i to podwójny patriota.
-Z tym to się zgadzam. Podoba mi się w naszej krainie. Tej dużej i małej.
-Teraz moja kolej na pytanie- mówił Olszański. —Bez jakich trzech rzeczy ułatwiających życie mogłabyś się obejść przez jeden dzień.
-Karta do bankomatu, dostęp do Internetu i samochodu, bo nie mam- dodała w myślach. —Zrealizowałeś swoje marzenia z dzieciństwa o byciu kim tam- rzuciła pytaniem.
-Nie bardzo, bo w czesnym dzieciństwie chciałem być, jak mój dziadek dźwigowym na dużych budowach. Później odkrywcą jak Kolumb albo podróżnikiem jak Tomek Wilmowski, albo Staś Tarkowski. Kochałem te książki. Teraz to głównie czytam kryminały i horrory. Chociaż nie pogardzę czymś bardziej ambitnym. Ostatnio czytałem o tajemnicach sławnych osób. Kto czego się bał, na co chorował do czego miał słabość i tak dalej.
Lubi czytać i jest oczytany. Ciekawa jestem, czym jeszcze zaskoczy.
-Wracając do moich marzeń, to nic nie zostało z nich, bo zostałem w końcu kadrowym mówiąc po polsku. A twoje marzenia z dzieciństwa się spełniły.
-Nie, bo jako dziewczynka to chciałam być tak typowo dla dziewczynek, czyli pielęgniarką, a później kimś z telewizji. Aktorka, prezenterka, piosenkarka.
-Ja już jako nastolatek marzyłem o karierze gitarzysty jak Rudolf Schenker z Scorpions. Lubię taką muzykę. A jakiej ty słuchasz?
-Pop - odparła Ula. —A twój najlepszy kumpel za co cię ceni?
-Za dowcip, lojalność, pomoc w trudnych chwilach, nie oszukuje go, bezinteresowność.
 To co ja cenię u innych- myślała. Ideał. Ula nie miałaś szukać sobie kandydata na męża.
Z tą samą chwilą rozbrzmiał dźwięk oznajmiający zamianę miejsc.
-Miło się rozmawiało- usłyszała na pożegnanie od nieznajomego. —Cześć.
-Cześć- odparła.
Zobaczymy co będzie teraz. Siódemka ma plusika- pomyślała, gdy poczuła, że ósemka usiadła. Z tą samą chwilą przez plecy przebiegł dreszcz.
-Cześć piękna trzynastko- zagadnął.
Co za idiotyczny tekst. On tak do wszystkich.
-Cześć. Ty tak do wszystkich?
-Jakoś rozmowę trzeba zacząć. 
-Chyba że w klubie nocnym. Nie tutaj.
-To znaczy, że chodzisz w takie miejsca? Pytam, bo może nawet mieliśmy okazję się spotkać.
-Wątpię. Na cześć ślicznotko nie reaguję.
-To znaczy, że nie jesteś z tych łatwych dziewczyn?
-Łatwych, to znaczy z jakich? Które wierzą w każde słodkie słowo, a za drobny prezent są w stanie zrobić wszystko. Żenujące.
-Czyli intelektualistka.
- Mam uznać to za komplement.
-Jak najbardziej. Zawsze chciałem poznać dziewczynę na poziomie.
-Poziomie czego?  Intelektu czy statusu życiowego.
-Intelektu, bo o status nie muszę się martwić. Rodzice się o to postarali. Są współwłaścicielami dużej dobrze prosperującej firmy.
I to ma mi zaimponować?
-Po prostu w czepku urodzony.
- Nie jesteś przypadkiem zodiakalnym rakiem?  Mam dzisiaj uważać na raki.
-Ktoś tu wierzy w horoskopy- zakpiła.
-Czyli ty w takie rzeczy, jak horoskopy to, że jest ktoś komuś pisany i w miłość od pierwszego nie wierzysz.
-W intuicję wierzę. I pierwsze wrażenie.  Ono jest najważniejsze.
Tylko jak to ma się do tego, że poczułam dreszcze, gdy usiadł, a teraz wszystko posypało się.
-W takim razie ja muszę należeć do tych odczuć negatywnych- odparł, zaskakując ją.
-Nie aż tak szybko oceniam. Muszę mieć dłuższy kontakt. Nic tak naprawdę nie wiem o tobie.
-Młody, przystojny, kulturalny kawaler, bez nałogów, bezdzietny chyba, z dobrą pracą, z samochodem, własnym domem, uczynny, koleżeński. Wystarczy?
-Na co? Na ogłoszenie matrymonialne czy na pochlebianie sobie?
-Zapomniałem o najważniejszym. Jestem dobry w tych sprawach.
-Ego masz chyba ze wszystkiego najlepsze i największe- odparła, gdy rozległ się dzwonek oznajmiający zamianę miejsc. —Cześć.
-Cześć- odparł zaskoczony.
Co za palant. Irytujący palant. Myśli, chyba że wszystkie panny będą do niego leciały jak pszczoły do miodu. 



W kolejnych kandydatach tyle pozytywnych cech jak w siódemce nie znalazła. Na sam koniec w swojej karcie zaznaczyła panów z numerami 7, 10 i 12.
Całkiem inne odczucia miała Wioletta, bo u niej na pierwszym miejscu znalazła się 8. Do tego dodała 4 fotografa z agencji modelek oraz 11 stomatologa. Rozważał jeszcze zamianę 11 na 7, bo przy 7 miała ochotę zobaczyć, jak wygląda.
Marek i Sebastian po wyjściu z klubu mogli obgadać sprawę.
-No i ustrzeliłeś kogoś- zagadnął Olszański.
-Nie tą, którą chciałem- odparł Marek. —Chciałem pyskatą 13, a okazało się, że wybrała mnie 14 i 5. A tą 14 tylko dlatego wybrałem, bo zapamiętałem, że na pytanie co ostatnio widziała ciekawego to odpowiedziała, że Piramidę Racławicką.
-Żartujesz. Ja chciałem 14, ale mnie nie wybrała. Mam za to twoją 13.
-Dawno tak denerwującej kobiety nie miałem okazji poznać.
-Dlaczego denerwująca Marek? - pytał Olszański. — Po 14 była u mnie na drugim miejscu. 
-Widocznie tylko tak na mnie zadziałała.
-Skoro ci zależy na poznaniu 13 a mi na 14, to przyjdź na moje spotkanie, a ja przyjdę na twoje.
-Ok Seba. Jestem ciekawy, jak wygląda ta złośnica.

Nie było mnie tu dłuższy czas, czyli siostry Ranczuli, bo trzeba było nauką się zająć.  Od 1 lipca byłam najpierw na obozie, a później z rodzicami na wczasach.
Tak dla wyjaśnienia to pomysł dała siostra i rozpiskę. Później jeszcze, gdy  ja bawiłam siostrzeńców, to ona dopisała cały fragment rozmowy Uli z Sebastianem i Markiem oraz sprawdziła i poprawiła.


niedziela, 4 sierpnia 2019

Skazani na miłość cz. 24



Szkoda Ula, że nie widziałaś, jak Marek powiedział im, że ciebie kocha i nic tego nie zmieni. A co on tego ci nie mówi? Albo jest nieprawdą? Prawdą tylko ja zbyt mało mówię o tym Uli- Ula karmiąc synka, analizowała jednocześnie słowa wypowiedziane parę minut wcześniej przez Bartka i Marka. Głównie to rozmyślała nad odpowiedzią Marka, że zbyt mało mówi o tym, bo prawda była taka, że w ogóle nie mówił o takich uczuciach. Zastanawiała się również, co ma przez to rozumieć, bo okazji na dalszą rozmowę i wyjaśnienia nie było. Równo bowiem z tą zastanawiając wypowiedzią Marka, z głośnika elektrycznej niani dobiegł ich nagły i głośny głos płaczącego Piotrusia. Nie czekając więc na dalszy przebieg rozmowy, poszła od razu do synka.
Paulina tymczasem nie zważając na to, że jest dopiero po dwunastej i ma popołudniowe wyjście, to popijała drinki. Piła zaś z niepowodzenia planu i po kłótni z Ewą. Z każdym łykiem zrastała w niej również nienawiść do Uli i Marka, a w głowie szykowała kolejny plan na to, aby oni nie byli ani razem, ani szczęśliwi. Potrzebowała tylko czasu na zrealizowanie go i na uśpienie czujności Marka. Nie przypuszczała tylko, że Marek właśnie kończy oglądać nagrania z jej domu, a jej plany spalą na panewce.
-Jest coś ciekawego? - zapytała Ula, schodząc z nakarmionym i przewiniętym Piotrusiem na dół.
-Nawet sporo Ula. Paula postanowiła umilać nam stopniowo życie. Na szczęście Bartek troszczy się o nas i przyniósł nam kasety- mówił, wyłączając laptop.
-Widać, że sporządniał- odparła, kładąc synka do kojca w salonie.


-Dokładnie tak. Nie myślałem, że kiedyś to powiem, ale zaczynam lubić go i doceniać. Powiem nawet więcej. Szkoda mi go. Wchodząc w układ z Pauliną, wpakował się w niezłe bagno. 
-Wywęszył łatwy zarobek, to się skusił- stwierdziła klarownie. —Zresztą nigdy nie krył się z tym i nic nie kręcił. Wyłożył przysłowiową kawę na ławę. Jeszcze w szkole zazwyczaj mówił to, co myślał. Chociaż nie zawsze było to miłe i taktowne.
-Właśnie Ula, a jeśli chodzi o to, co powiedział, że ja przy Paulinie powiedziałem, że…-zaczął, choć nie bardzo wiedział, co ma powiedzieć. 
-Spokojnie Marek- wtrąciła rozczarowana, bo była przekonana, że chce wszystko odwołać. —Jeśli powiedziałeś to, tylko dlatego, żeby odczepiła się od ciebie, to zrozumiem. Nigdy nie umawialiśmy się na miłość –dodała, próbując odejść.
-Nie Ula- odparł, podchodząc do Uli i zatrzymując ją. —To jest prawda. Ty i Piotruś jesteście najważniejsi i nie wyobrażam sobie życia bez was- mówił, obracając do siebie. —I nie mówię tego, tylko dlatego że parę dni temu mówiłaś, że zawsze możesz wrócić do Rysiowa. Kocham was i zrozumiałem to, gdy wyjechaliście do SPA. Tak bardzo tęskniłem za wami i tak bardzo było tu pusto. Gdy wróciłaś już, to bałem się powiedzieć, co czuję.  Wróciłaś taka piękna, że bałem się, że pomyślisz, że tylko dlatego zainteresowałem się tobą, bo wypiękniałaś i że tylko uroda się liczy, a nie to jaka jesteś wewnątrz. Wygłupiłem się Ula? - dodał, gdy nic nie mówiła przez chwilę.
-Nie, nie wygłupiłeś się- mówiła z oszołomieniem. —Jestem po prostu zaskoczona i szczęśliwa.  Od tak dawna marzyłam usłyszeć te słowa i sama czuję to samo. Nie myślałam jednak, że i ty. Tak bardzo różnię się od twoich innych, innych znajomych- mówiła wahając się, bo nie bardzo wiedziała jak określić jego byłe kochanki.
-I to jest najpiękniejsze w tobie, bo różnisz się od innych kobiet, które znałem- mówił, biorąc w swoje dłonie jej twarz. —One były puste, a ty w tym aspekcie jesteś piękna. Nie potrzebuję pięknych, uwodzicielskich kobiet, ale jedną taką, która da mi prawdziwe rodzinne szczęście. Kocham cię Ula i nie zamierzam stracić ani ciebie, ani Piotrusia. Chce, żebyś była częścią mojego życia. Chociaż źle to powiedziałem. Chcę, żebyście byli całością mojego życia. Dasz mi taką szansę Ula?
-Już ją masz, bo kocham cię- odparła ze łzami w oczach.
Po tym wyznaniu przylgnął do jej ust w namiętnym i pełnym miłości pocałunku. Pocałunek przerwał na jedną krótką chwilę, aby powiedzieć jej, że jest jej skarbem i wrócił to jej ust.  Były to ich pierwsze pocałunki od ponad roku. Wtedy jednak wyrażały tylko pożądanie, a teraz było w nich coś nowego.  Marek bowiem bez pośpiechu i z uczuciem muskał jej wargi, a kciukami gładził policzki.



- Nigdy nie myślałem poważnie o rodzinnym życiu- rzekł, gdy oderwał się od jej ust. —Ani przy Paulinie, ani przy jakiejkolwiek innej kobiecie. Dopiero teraz. Będę musiał podziękować Bartkowi. Gdyby nie on to dalej byśmy żyli pod jednym dachem, tracąc coś pięknego.  
-Będziesz musiał- przytaknęła. —A, jeśli chodzi o spoważnienie to zrobię wszystko, co w mojej mocy, abyś czuł się w tym nowym życiu jak najlepiej. 
-Z tobą na pewno kochanie- odparł, obejmując ją.
Popołudnie upłynęło im pod znakiem sporej dawki czułości i radości. Razem przygotowali sobie lekki obiad i zajęli się synkiem. Był też czas, aby Marek opowiedział Uli o to tym, co widział na nagraniach. Przed szesnastą i korzystając z tego, że Piotruś śpi, poszli się ubierać na wyjście do teatru. Marek swoją garderobę miał na dole, to tam szukał odpowiedniej koszuli i krawata. Gdy kończył go właśnie wiązać, usłyszał dzwonek drzwi wejściowy, to poszedł otworzyć drzwi. Spodziewał się w drzwiach zobaczyć rodziców, ale zamiast nich w progu stała Paulina.

W czasie, gdy Ula i Marek przeprowadzali swoją ważną rozmowę kilka ulic dalej Paulina zmożona wypitym alkoholem drzemała w salonie. Sen przerwał jej dzwonek do drzwi.  Otwierać się jej nie chciało, to zawołała po nianię Agnieszki, a chwilę później usłyszała głosy niedoszłych teściów witających się z nianią. Zdążyła jeszcze tylko usiąść i upić łyk trunku, gdy pojawili się w drzwiach salonu.


-Czym zawdzięczam waszą wizytę? - zapytała na ich widok.
-Pijesz? -odparł pytaniem Krzysztof.
-Dorosła jestem- odburknęła.
-Ale nie zachowujesz się jak dorosła- odparła Helena z naganą. —Pijesz, zaniedbujesz Agnieszkę, a do tego psujesz związek Uli i Marka.
-Synalek się poskarżył- wtrąciła Febo.
-Masz przestać wchodzić w ich życie- rzekł Krzysztof.
-Bo co? -pytała bezczelnie. —Wykreślicie mnie z testamentu, jeśli tam jestem albo wyrzucicie z zarządu?
-Nie Paulinko. Mamy coś znacznie lepszego, a dla ciebie gorszego- oznajmił Dobrzański. —Nie myśleliśmy, że kiedyś przyjdzie nam to wykorzystać, ale szczęście syna jest najważniejsze.
-Pamiętasz Ala Mineo? -odezwała się ponownie Helena. —Starszy pan w sklepiku z pamiątkami w Mediolanie. Wraz ze znajomymi zniszczyłaś jego sklepik, okradłaś i pobiłaś.  Później miał przez to, przez resztę życia kłopoty zdrowotne. Nie wiadomo jak wszystko by się skończyło, gdyby Aleks się tam nie pojawił. 
-Można jednak przewidzieć, co by było -wyrokował Dobrzański. —Policja zwinęłaby cię wraz z Robertą i Dario albo on umarłby. Ty byłaś najstarsza z nich, prawie dorosła, pijana i tak łatwo z kłopotów byś nie wywinęła.
-Nie ja go uderzyłam- odezwała się zszokowana, tym co usłyszała.
-Wystarczy, że tam byłaś- argumentował Krzysztof. —Minęło co prawda trzynaście lat, ale sprawa nie jest jeszcze przedawniona.
-Nie zrobicie tego- mówiła Febo, ale już mniej pewnie.
-Zrobimy i zastanów się, co jest dla ciebie najważniejsze- odparł. —Twoja wolność i niesława czy spokój Uli i Marka.
-Sami będziecie pociągnięci do odpowiedzialności za ukrywanie dowodów- próbowała jeszcze się bronić.
-Zaryzykuje- odrzekł Krzysztof. —Wtedy, tylko dlatego milczeliśmy, bo dopiero co straciłaś rodziców i myśleliśmy, że pogubiłaś się w tym wszystkim. Teraz dobrze się zastanów, bo nas nic nie powstrzyma przed ujawnieniem prawdy. Szczęście syna jest dla nas najważniejsze.
-Dużego wyboru nie mam- syczała przez zęby.
-Ale masz chyba jeszcze rozsądek- odezwała się Helena. —My powiedzieliśmy swoje i teraz tylko od ciebie zależy, co robisz.  Możesz zaprowadzić nas teraz do Agnieszki? Zanim wyjdziemy, chcemy jeszcze przywitać się z naszą wnusią.

Wizyta niedoszłych teściów i ich żądania jeszcze bardziej ją rozwścieczyły i skłoniły do podjęcia kolejnych, choć nieplanowanych działań. Dlatego też nie zważając na ich pogróżki przed spotkaniem z Matteo pojechała do Marka i Uli, aby choć trochę popsuć im popołudnie. Chęć zemsty bowiem była znacznie większa od tego co mówili  Dobrzańscy. 


-Zadowolony jesteś- rzekła w ramach powitania. —Twoi rodzice byli u mnie z pretensjami. Mały chłopczyk musiał się poskarżyć- dodała, próbując wejść do środka, ale Marek zagrodził jej drogę.
-Ty chodziłaś do nich co chwila ze skargą. Z każdym najmniejszym głupstwem- mówił z wyrzutami.
-Więc zemsta.
 -Nie Paula. Tylko ty zachowujesz się jak Kali.  Jak Kali ukraść krowa to być dobrze, a jak Kalem ktoś ukraść krowa to być źle?
-Nie filozofuj. Nie wpuścisz mnie do środka?
-Nie Paula. Zaraz wychodzimy.
-Czyli Ula jest.
-Nie twoja sprawa. Po co przyszłaś? Przeprosin się nie spodziewam.
-Chcę zapytać ją, jak się czuje po tym, jak weszła między nas i odebrała miłość i szczęści innej kobiecie.
-O jakiej miłości i o czyim szczęściu mówisz Paula- mówił z irytowaniem.  —Między nami były tylko pozory szczęścia i rozstaliśmy się długo przed tym, jak związałem się z Ulą.
-Bo ciągle wszyscy i wszystko było ważniejsze ode mnie. Nie wspominając, o twoich kolejnych zdradach.
-A twój charakter to nie był powód. Nieustannie robiłaś mi awantury. Tak jak teraz. Jedź do domu Paulino.
-Nie tak prędko. Nie powiedziałam jeszcze, co myślę o tobie i tej lafiryndzie.
-Licz się ze słowami -wtrącił.  To mój dom i nie masz prawa nikogo w nim obrażać. Lepiej będziesz, jak wyniesiesz się stąd.
-A jak nie, to co Marek? - prowokowała. — Tak jak twoi rodzice nastraszysz mnie policją.
-Dokładnie tak mogę zrobić. Nachodzisz mnie, obrażasz i do tego jesteś pijana. Jeszcze prędzej podstępem próbowałaś zrujnować moje życie. Mam nagrania z twojego domu jak umawiasz się i płacisz jakimś ludziom. Gdyby to miało nie wyjść, to planowałaś podróż swoją i Ewy do Berlina w tym samym czasie co ja lecę i tam miałem wpaść w wasze sidła.  Zastanów się więc, co jest dla ciebie najlepsze. Dobrowolne odejście czy sięgnięcie przeze mnie po telefon.
-Pójdę, ale najpierw powiem ci jedno Marco- zaczęła, ale w drzwiach pojawiła się Ula, która zeszła na dół, bo usłyszała kłótnię. Febo nie widziała jej dłuższy czas i choć Ewa wspominała jej pięć dni wcześnie, że Ula nie jest już szarą myszką, to nie myślała, że jest aż tak piękna.
-Paula, jeśli masz mi coś do powiedzenia to mów, bo nie mamy czasu -rzekła ze spokojem.
-Myślisz, że jesteś szczęściarą i że ta twoja miłość będzie trwała wiecznie? - pytała z pogardą. —To powiem ci, że nie.  Zostawi cię prędzej czy później. Znudzi się jak każdą i zacznie zdradzać.
- Przyjęłam do wiadomości i do widzenia Paulino- odparła ze stoickim spokojem Ula.
- Teraz mi nie wierzysz, ale sama się kiedyś przekonasz -kontynuowała mimo to Paulina. —To będzie moja satysfakcja za wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządziłaś.
-Głucha jesteś? - odezwała się Marek, gdy ciągle tkwiła w miejscu. —Powiedziałaś, co miałaś powiedzieć i do widzenia- mówił, gestykulując. —Taksówka czeka na ciebie i trąbi.
-Bez obawy. Idę już. Nie zamierzam spóźnić się na spotkanie z Matteo.
-Chyba jej nie uwierzyłaś, że kiedyś znudzisz mi się Ula? – zapytał Marek, jak tylko zamknął drzwi za Febo. —Nie ma takiej siły, żebym przestał cię kochać.
-Nie, nie uwierzyłam Marek, bo wiem, że się zmieniłeś.
-A podobno faceci się nie zmieniają -przekomarzał się z nią.
-Czasami zdarzają się wyjątki od reguły.
-To znaczy, że jestem w tej elitarnej grupie kształtów i pszczółek?
-Na to wygląda- odparła rozbawiona jego porównaniem.
-A tak na poważnie Ula to dzięki tobie się zmieniłem.  I jestem ci bardzo a bardzo wdzięczny za to- mówił, wpatrując się w jej twarz.
-Żadna moja zasługa Marek –mówiła cicho. —Ty sam chciałeś być inny.
-Niech ci będzie Ula. Nie zamierzam nigdy kłócić się z tobą i tylko dlatego przyznam ci rację- odparł, zbliżając swoje usta do jej ust.
Pocałunek długi nie był, ale za to w stylu filmowy.  Marek objął Ulę w pasie, popatrzył w oczy, schylił się nisko razem z nią i pocałował. Te parę sekund wystarczyły jednak, aby Ula z rozkoszy zamruczała.
-Czy to, co usłyszałem, oznaczało jęk? – zapytał, wpatrując się w nią kokieteryjnie.
-Nie panie Dobrzański to była zmywarka- odparła, nie dając mu satysfakcji. —Miałeś zadzwonić po mechanika.
-Fakt Ula. Miałem. Zaraz zadzwonię.
- Teraz to musimy pospieszyć się z ubieraniem, bo twoi rodzice powinni być lada moment- odparła.

Sobotni popołudnie i wieczór okazały się nie tylko bardzo szczęśliwe dla Uli i Marka, którzy po wizycie w teatrze poszli na kolację i na spacer po oświetlonych uliczkach Warszawy, ale i dla paru innych osób.



Wioletta i Sebastian bowiem właśnie tego dnia świętowali pierwszą rocznicę poważnego związku i z tej okazji wyjechali na romantyczny weekend do Krakowa. Olszański na samym wyjeździe nie zamierzał poprzestać i planował oświadczyć się Wioli przy krakowskich sukiennicach. Liczył również, że Marek pójdzie w jego ślady i podejmie w końcu męską decyzję co do Uli.
Bartek, który to gościł Camillę Gotti ciocię Agnieszki, również miał udany wieczór. Kobieta bowiem przyszła niezapowiedziana w odwiedziny do bratanicy i pod nieobecność Pauliny dotrzymał jej towarzystwa, nawiązując jednocześnie szybką znajomość. Oboje jak okazało się, znaleźli wspólne tematy do rozmowy i choć dzieliły ich bariery językowe i musieli korzystać ze słownika internetowego, to mieli o czym rozmawiać.
Całkiem inaczej miała się sprawa z Pauliną i Matteo jej nowym znajomym, z którym to wiązała nadzieję na lepszą przyszłość. Ich wspólne charytatywne wyjście nie udało się, bo Paulina po spożyciu zbyt dużej dawki alkoholu zaczęła zachowywać się poniżej jakiegokolwiek poziomu. Naubliżała kelnerowi, głośno się śmiała i rozmawiała, a na koniec obraziła jedną z ważniejszych osób. 
CDN WE WRZEŚNIU