niedziela, 15 grudnia 2019

Hańba cz. 3

Tożsamość tajemniczej dziewczyny w niebieskiej sukience siedzącej w kościele obok Cieplaka została Markowi poznana, dopiero gdy skończyła się msza. Z kościoła wyszedł jako jeden z pierwszych i przez kolejne minuty stał wraz z Sebastianem ukryty pod drzewem i wśród wiernych wychodzących ze świątyni, wypatrywał tylko jednej osoby.
-Ciągle nie zmieniłeś zdania przyjacielu, co do panny Cieplakówny? -zagadnął Olszański.
-Nie, nie zmieniłem przyjacielu i nie zamierzam zmieniać. Ula to ta dziewczyna w niebieskiej sukience, która siedziała w kościele obok pana Cieplaka? - pytał. Czy może była to niania?
-Nigdy jej nie poznałem, ale z tego co wiem, Cieplakowie nie zatrudniają niani do małej i Ula głównie się nią zajmuje. Chodzą słuchy, że jest całkiem w tym dobra. To dobre rokowania na waszą przyszłość i wasze dzieci Marek.
-Nie gorączkuj się tak -hamował jego zapędy. —Nie zamierzam się żenić tak szybko. Na razie wystarczą mi zaręczyny, a ja będę mógł się jeszcze bawić przez parę miesięcy. Tyle wdówek jest na świecie -dodał z rozmarzeniem.
-To uważaj, bo znajdzie się lepsza partia dla panny Cieplak -stwierdził przewrotnie Sebastian. Najpierw był lekarz, później baron, a teraz hrabia.
-Trudno o lepszego ode mnie -odparł z udawaną wyższością.
-Skromnością nie grzeszysz. Tylko uważaj na pannę Ule. Podobno jest inna niż inne panny - rzekł poważnie.
-To znaczy, co? -pytał zainteresowany.
-Jest oczytana, nie daje sobą kierować i twardo stąpa po ziemi.
-To dobrze, bo nie cierpię tych ciągle chichoczących panienek z byle czego i niewiedzących co powiedzieć w danej sytuacji. Jeszcze gorsze są ich matki z nadskakiwaniem mi i rodzicom.
-To mamusię masz z głowy Marek. Przyjdzie ci tylko żonkę poskromić.
-Wątpisz w to Seba?
-Absolutnie nie. Wybacz, ale Wioletta z rodzicami wyszła z kościoła i pójdę przywitać się z nimi.
Po odejściu Sebastiana Marek czekał, aż z kościoła wyjdą Cieplakowie. Ci zaś wyszli jako jedni z ostatnich osób.  Gdy pojawiła się z zasięgu jego wzroku, a słońce rzuciło na jej twarz promienie słońca, uśmiechnął się na jej widok. Panna Cieplakówna okazała się delikatnej, subtelnej urody i smukłej figury.


-Witam. Miło państwa widzieć ponownie -przywitał się Marek, kłaniając się jednocześnie, jak wypadało dżentelmenowi.
-A to pan -odezwał się Cieplak.  
-We własnej osobie -odparł Cieplakowi. —Panno Urszulo -dodał, całując w rękę na przywitanie. —Miło pannę widzieć. Pięknie panna  dziś wygląda -dodał, podkręcając uśmiech i ukazując piękny uśmiech.
-Dziękuję -odparła, wpatrując się z zachwytem w twarz mężczyzny. —Ale mógł pan oszczędzić sobie komplementy. I nie wiem, co miało znaczyć to dziś? Wczoraj źle wyglądałam? -zapytał na koniec ciętą ripostą.
-Córcia możesz chociaż raz oszczędzić uszczypliwości -upomniał Cieplak.
-Nic się nie stało, proszę pana. Uwaga była nawet bardzo celna. —Chciałem być tylko uprzejmy wobec panny -dodał, zwracając się do Uli.
-Tak jak wszyscy gogusiowie tego świata -wymruczała. 
-Wdowę Milewską pan zna? -wtrącił Cieplak, aby nie pozwolić córce na rozkręcenie się w dyskusji.
-Tak -odparł, witając się z nią pocałunkiem w dłoń. —Miło panią widzieć. Pani Milewska uczęszczała z moją mamą do szkoły, a rodzice znali pani Alicji świętej pamięci męża -wyjaśnił również Cieplakom.  
-Wszystko się zgadza -przytaknęła Milewska.
-Ja bardziej kojarzę pani dzieci. Syn jest dwa lata starszy ode mnie, a córka jak wydaje mi się około pięciu lat młodsza i niedawno wydała się za Maćka Szymczyka.
-Dokładnie to osiem miesięcy temu i wkrótce powije mi wnuka albo wnuczkę. Syn niestety na razie nie zamierza się żenić.
-To serdecznie gratuluję powiększenia rodziny.
-Może zechce pan zaszczycić nas obecnością na obiedzie -zaproponował Cieplak.
Marek chciał już odmówić, ale zauważył grymas na twarzy swojej przyszłej żony i postanowił zrobić na przekór jej.
-Z przyjemnością -odparł z ochotą. — Będzie okazja, aby lepiej się poznać z pana córką. Uprzedzę, tylko pana Febo, że nie będzie mnie u nich na obiedzie.
-Pan Febo już wie -odezwał się sam zainteresowany zza jego pleców, który wraz z rodziną pojawił się obok. —Możesz iść Marek. A jak u pana trzyma się cena pszenicy za kwintal panie Józefie?
-Tyle, co w spółdzielni…
W czasie, gdy panowie i Ala zajęli się rozmową,  Ula miała okazję na chwilę rozmowy z Pauliną.
-Ulka co ma znaczyć te lepiej poznać się z tobą? -pytała podejrzliwie Paula. —Nie wiem o czymś.
-Cały ten Marek to nowy pomysł ojca. Tylko nikomu ani słowa.
-Niby ty i on? -pytała cicho. —Jakim cudem? Jeszcze wczoraj to Piotr był faworytem.
-Takim, że wczoraj poznali się i jakoś zmówili o mnie. Tylko tyle wiem -kłamała na doczekaniu.  
-Ciekawe -dumała Paulina. —Może prawdą jest to, co mówią o jego krewnych.
-O tym bezdzietnym małżeństwie z kamienicą w Warszawie i majątkiem w Nieborowie? -pytała i sama zaczęła zastanawiać, czy Marek faktycznie nie chce skusić się na ich majątek.
-O nich Ula. Kuzyn Marka już spotyka się z Anną od Makowskich.
-Tylko że minął dobry miesiąc od czasu, jak buchnęła wieść o zamiarach państwa Domagalskich oddania swojego majątku temu, kto pierwszy się ustatkuje z rodziny Dobrzańskich. Marek miał sporo czasu, aby uderzyć w konkury do kogokolwiek.
-Istotnie Ula. A Marek, jeśli uderzy w konkury do ciebie, to pan Sosna furii dostanie.
-W sumie byłoby dobrze trochę go rozjuszyć -odparła klarownie.
-Nigdy taka nie byłaś Ula. To ja i Wiola miałyśmy zapędy diablicy.
- Widocznie zbyt wiele czasu spędzamy razem Paulinko.

Droga do domu, choć krótka w towarzystwie Marka dłużyła się Uli niemiłosierni. W dodatku za towarzystwo mieli tylko Beatkę.
-Jest pani zła na ojca za zaproszenie mnie na obiad? -zagadnął. —Minę miała pani niesrogą.
-A jak pan myśli?  -pytała złośliwie.
-Myślę, że tak. Nie wiem tylko dlaczego? Nic pani nie zrobiłem? Nawet na sianie. Ja o tym wiem i pani wie. Powiem więcej. Powinna pani być mi wdzięczna. Uratowałem pani honor i przed losem poślubienia barona Młoczyńskiego i Piotra Sosnowskiego.
-I co oczekuje pan w zamian? Absolutnego podporządkowania się panu po ślubie?
-Absolutnie nie. Nigdy nie zamierzałem swojej przyszłej żony tak traktować.
-To może chce pan coś zyskać na tym małżeństwie? -zaskoczyła go pytaniem.
-Nie rozumiem? Jeśli myślisz, że mam chrapkę na którąś z waszych piekarni to nie jestem zainteresowany.
-Mój posag to kufer ubiorów. 15 sukien, 5 par trzewików, 20 nakryć głowy i kilkadziesiąt sztuk bielizny dziennej i nocnej.  Do tego trochę sreber, zastawy, dwa obrazy, dywan, obrusy i zasłony. Piekarni na tej liście nie ma.
-Za to bielizna nocna z tej listy wydaje się najbardziej interesująca panno Cieplak.
-Czyli sztuka rozpinania gorsetu przez panicza albo zdejmowanie pantalonów jest tak samo opanowana, jak powożenie -odparła bez skrępowania na jego słowa.
-To teraz młode dziewczęta rozmawiają o takich spawach?  Nie wiedziałem.
-A ja tego, że kawalerowie interesują się tym, czym interesują się młode dziewczęta.
-To, co mówią o pannie, jest jednak prawdą -rzekł z respektem.
-A, co mówią o mnie?
-To, że nie da panna sobie w kaszę dmuchać.
-Czyli myśląca dziewczyna i decydująca o sobie jest dla pana nie do przyjęcia.
-Nie skąd. Jest miłą odmianą.
-Uznam to za komplement.
-Bo jest i cała przyjemność po mojej stronie, że mogłem pannę poznać -odparł, całując w dłoń.
-Można wiedzieć, co to za poufałości z moją narzeczoną -rzekł z oburzeniem Sosnowski, który szedł chwilę za nimi.  


-Nie jestem pana narzeczoną -odparła Ula za Marka.
-Ale wkrótce się tak stanie -mówił podniesionym tonem.  —Z ojcem panny wkrótce ustalimy wszystko.
-Ojciec nie jest już panu przychylny -wtrąciła odważnie. 
-Androny jakieś. Jeszcze wczoraj miały ogłoszone być nasze zaręczyny. Można wiedzieć, gdzie podziewałaś się pół nocy? -zapytał oskarżycielsko.
-Było kochanie na sianie -rzuciła w odpowiedzi.
-Ojciec porozpuszczał cię jak dziadowski bicz. Ale to się skończy.
-Może grzeczniej -wtrącił ostro Marek. —Mówisz pan do damy. Nikt nie nauczył pana kultury wobec dam?
-Z kimś o pańskiej reputacją nie będę rozmawiał – odparł pogardą.  
-A ja nie powinienem rozmawiać z kimś, kto za nic ma kobietę i traktuje ją jak niewolnicę mężczyzn, która nie może odezwać się bez jego zgody.
- Panicz Marek postanowił świat zbawiać -prowokował.
-Nie zamierzam, ale mam przynajmniej tyle kultury, aby do kobiet odnosić się z szacunkiem i niczego siłą nie brać. Oboje dobrze wiemy, jak wyglądają czasami takie sprawy i jak się kończą. Teraz pan wybaczy, ale spieszymy się na obiad. Ojciec panny Urszuli był tak miły i zaprosił mnie.
-I ja mam w to uwierzyć. Ile się znacie? Tydzień?
-Nie ważne, ile, ale to prawda -dodała z powetowaniem Ula. —I teraz on jest faworytem ojca.
-Zobaczymy jeszcze, kto będzie górą -odgrażał się jeszcze Sosnowski.
-Zobaczymy czy zobaczymy panie Sosnowski. A teraz żegnam. Obiad czeka -odparł mu Marek.
-Nie trzeba było wstawiać się za mną -odezwała się Ula, gdy odszedł. —Sama poradziłabym sobie z nim.
-Być może tak, ale nie mogłem stać bezczynnie i pozwalać na obrażanie pani. Pani i żadnej innej kobiety. Kobiety są takimi samymi ludźmi jak mężczyźni.
-Czyli jest pan obrońcą płci pięknej. Taką Pauliną Kuczalską -Reinschmit w spodniach.
-W samej rzeczy panno Cieplak -odparł.

Obiad u Cieplaków okazał się ucztą. Był rosół ze swojskiej kury, pieczony drób oraz buraczki z chrzanem. Na deser zaś drożdżowy placek oraz jabłecznik. Oprócz niego na obiedzie gościła również Ala.


-Piękny dworek i wystrój -zaczął Marek.
-To zasługa mojej świętej pamięci żony, a teraz córki-wyjaśnił Cieplak. —Ula ma dryg do prowadzenia domu. Jest też oddaną siostrą. Beatką zajmuje się jak matka.
-Nie wątpię panie Józefie -odparł z kurtuazją.
-Tato nie jestem towarem na sprzedaż -wtrąciła Ula. —Poza tym takie zachwalanie jest w złym guście.
-Córka ma i inne zalety -rzekł Marek. –Nie jest próżna. W sensie, że nie chce tylko leżeć i pachnieć. Ma sporą wiedzę.
-Tylko po co jej to, skoro mężczyźni nie lubią uczonych kobiet -mówił z niezadowoleniem Cieplak. —Teraz chce chodzić na jakiś Uniwersytet Latający i podjąć pracę w ochronce.
- Ja na pewno nie będę sprzeciwiał się w zdobywaniu wiedzy przez córkę panie Józefie. Oczywiście, jeśli nie będzie to kolidować z obowiązkami żony, a później matki. Rygorystycznego posłuszeństwa wobec męża też nie będę wymagał.
-Zawód matki i żony już dawno powinien być zniesiony -odezwała się i Ala.  —A Ula ma spore szanse, aby coś osiągnąć. Jasiowi, jak do domu przyjeżdża, ciągle pomaga w rachunkach.
-Widzisz tato. W swoich poglądach nie jestem osamotniona-odezwała się ponownie Ula.
-Wracając do wczoraj, to rozumiem, że dalej zamierza pan postąpić, jak wypada? -pytał Cieplak.
-Niezależnie od wczoraj panie Józefie dzisiaj jestem pod urokiem córki i zamierzam oficjalnie starać się o rękę Uli. Ujęła mnie właśnie inteligencją i swoja silną wolą.
-Moją zgodę masz -rzekł prosto Cieplak.
-Dziękuję panie Józefie -odparł z zadowoleniem Marek.
I już?   Żadnych romantycznych uniesień? Zakochania się od pierwszego wejrzenia?  -myślała Ula. Nie tak wyobrażałam sobie swoja miłość i małżeństwo. Ale lepsze takie życie  niż z Sosnowskim czy Młoczyńskim. 



Późnym wieczorem dom Cieplaków odwiedził Sosnowski. Ula była już w swoim pokoju, ale poszła po wodę do kuchni i usłyszała rozmowę gościa z jej ojcem.
-Widziałem dzisiaj pańską córkę z tym gogusiem Dobrzańskim panie Józefie i przyszedłem uprzedzić.
-Tak wiem, że dużo się o nim mówi, że to fircyk, jakiego daleko szukać, ale…
-Nie chodzi o to -wtrącił. —Słyszałem, że często odwiedza swoich krewnych w Warszawie. Tylko że on nie chodzi do nich tylko do Jadzi dziewczyny, która kiedyś mieszkała u nich i jej dwuletniego syna. Wiem pan, co to oznacza?  A ta Jadzie jest w dodatku niema od urodzenia. Leczyłem ją również w okresie ciąży i wiem, że poczęcie nie było takie, jak by tu panu powiedzieć.
-Coś podobnego -mówił ze wzburzeniem Cieplak. —Powinno się ukarać go choćby dla przykładu. Skrzywdzić kaleką dziewczynę.
-Ze względu na dobro Dobrzańskich ukrywają ten fakt i lepiej, żeby nie mówić nikomu o tym -przekonywał. —Wydałoby się, że ja się wydałem. Lepiej byłoby też dla córki, gdyby pan zabronił jej kontaktów z tym Dobrzańskim i nie zdradzał szczegółów. Zna pan córkę i wie, że tajemnicy mogłaby nie dochować.
-Tak, tak będzie Piotrze. Jutra postaram się zaprzestać ich spotkań. I dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę.

I on mówił mi o poszanowaniu kobiet -myślała Ula, idąc do swojego pokoju.  Hipokryta jeden. Wykorzystał niemą dziewczynę.  Jest taki sam ohydny jak Piotr i baron Młoczyński. Jutro powiem mu, co o nim sądzę i wszyscy dowiedzą się jaki jest. 
CDN W STYCZNIU 2020

niedziela, 8 grudnia 2019

Rozmowy, rozmowy, rozmowy....

Z odsłuchaniem wiadomości nagranej przez Marka Ula poczekała dobrą godzinę. Chciała w samotności posłuchać jego głosu, a była w towarzystwie Maćka. W drodze do firmy mijali jakiś wypadek, ale ona zainteresowana oglądanie nie była i odwróciła głowę. Od przyjaciela słyszała tylko, że dobrze to nie wygląda. Gdy odwiózł ją już do firmy, to nieoczekiwanie pojawił się Piotr i wyciągnął na kawę. Poszła, choć ochoty nie miała, bo ciągle zastanawiała się, co jest na poczcie głosowej. Ostatniej nocy, gdy pracowała z Markiem, czuła się tak swobodnie i szczęśliwie, i teraz myślała, że może i Marek czuł to samo i powie coś w stylu, że zostaje. Gdy Piotr w końcu poszedł sobie, sięgnęła po telefon i zaczęła z uśmiechem na ustach słuchać słów Marka.


Ula jestem w domu, więc jakbyś potrzebowała mojej pomocy, to przyjadę do firmy. Przebiorę się tylko, odświeżę i….
Dalej był tylko słychać jakieś trzaski i klakson. Szybko oddzwoniła, ale nikt nie odbierał. Długo nie zastanawiając się, pobiegła do Piotra na parking. Biegnąc zaś, zrozumiała jedną ważną rzecz.
-Piotr poczekaj -wołała za nim. —Coś się musiało stać Markowi. Nagrał mi się i nagle było słychać huk -mówiła chaotycznie. —Teraz jego telefon jest nieaktywny.
-Ula bez nerwów. Zadzwoń do firmy.
-Masz rację. Zadzwonię do Wioli.
-Wiola wiesz może coś o Marku? -pytała, gdy tylko usłyszała jej głos. —Nikt nic ci nie mówił.
-A co znowu jakaś panienka? -odparła pytaniem.
-Już nic Wiola. —Nic nie wie -rzekła i do Sosnowskiego.
-Brak wiadomości to dobra wiadomość Ula -pocieszał.
-Seba powinien coś wiedzieć -rzekła, wybierając jego numer. —On na pewno coś wie. Są przyjaciółmi.  
Na połączenie długo nie czekała.
-Cześć Seba.  Dzwonił do mnie Marek, ale coś się musiało stać. Słyszałam trzaski, klaksony i brzęk szkła. Dzwoniłam do niego, ale nie odbiera.
-Spokojnie Ula -wtrącił Olszański. —Marek miał wypadek, ale jest cały i zdrowy. Jakiś idiota uderzył w tył jego auta a on w kolejny samochód. Rozmawiałem z nim parę minut temu. Zadzwonił do mnie do pracy i powiedział, że pomimo tego, że nic mu nie jest, to jest w szpitalu, bo musi poddać się badaniom. Również tym na zawartość alkoholu we krwi i obecność narkotyków. Policja i ubezpieczyciele muszą wszystko mieć jasne. A nie dzwonił, bo upadł mu telefon i gdzieś leży w jego samochodzie. Mam właśnie sprawdzić, gdzie go odholowali.
-Dzięki Bogu Seba. Tak bardzo się bałam, że, że – zaczęła, ale bała się dokończyć. —Wczoraj pracowaliśmy całą noc i bałam się, że to przez mnie. Nie spał całą noc.
-Wiem Ulka, że pracowaliście. Rozmawiałem z nim rano i nie był w najlepszym nastroju.
-Mówiłam mu, żeby wziął wolne i wyspał się, ale widocznie nie posłuchał mnie.
-On z innych powodów jest nieswój Ula. Jego dusza cierpi. Chyba staję się sentymentalny, bo wierszem mówię- rzekł ni do siebie, ni do niej. —A ty, gdzie jesteś i kiedy przyjdziesz? Pshemko wariuje, a tylko ty masz na niego dobry wpływ.
-Będę za jakiś kwadrans -odparła.
-Marek jest cały i zdrowy -powiedziała do Sosnowskiego, chociaż już to słyszał. —Musi poddać się rutynowym badaniom. 
-To dobrze, że nic mu nie jest. To, co oprowadzę cię do pracy -zaoferował również swoją pomoc. —Jesteś zbyt zdenerwowana. Jeszcze z tych schodów spadniesz.
-Nie Piotr -wtrąciła. —Te parę minut niepewności, co z Markiem otworzyły mi oczy. Nie mogę ani być z tobą, ani wyjechać.
-Czyli Marek wygrał -odparł z goryczą.
-Nie Piotr. Marek już i tak wybrał. Sam widziałeś spotkania z Pauliną. Teraz słyszałam, że jadą razem na wakacje.
-I mimo to chcesz zostać tu i dręczyć się ich widokiem? -pytał z niedowierzaniem.
-Tu czy tam i tak dręczyłabym się Markiem i tym, że ciebie okłamuję.  Tylko wydawało mi się, że coś może między nami być więcej niż zwykła znajomość.
-To po co szukałaś kontaktu ze mną?
- Sam wiesz, że to moje koleżanki za moimi plecami pojechały do ciebie. Nie prosiłam o to.
-Wiem, ale później mogłaś zakończyć znajomość. Może chciałaś odegrać się na Marku i udowodnić mu, że i ty możesz mieć kogoś.
-Nie Piotr. Nie jest to żadne odegranie się.  Poza tym nie potrafiłabym udawać, że cię kocham. Najgorsze co mogłoby nas spotkać, to życie w kłamstwie. Sama brzydzę się kłamstwem, a podobnie postępowałabym.
-Może jak wyjadę, zatęsknisz i zmienisz zdanie -mówił z nadzieją.
-Nie Piotr. To się wie.
-Szczerość do bólu mi fundujesz.
-Przepraszam. Przepraszam, że dawałam ci dwa miesiące nadziei i że cię nie kocham. Cześć Piotr i dziękuję za wszystko -dodała i szybko odeszła.
-Mimo to będę czekał na ciebie jurto o dwunastej pod ambasadą -odparł do odchodzącej Uli.

Po odejściu usiadła jeszcze na chwilę na ławce, aby pomyśleć nad dalszym życiem bez Marka i Piotra.
Nie mogłabym inaczej postąpić. Już prędzej powinnam rozwiązać sprawę z Piotrem. Po tym, jak przeczytałam list.  Wtedy była jeszcze szansa dla mnie i Marka, a teraz przepadło. Stracił nadzieję na związek i wrócił do Pauliny.
Gdy wróciła do firmy, poszła do bufetu.
-Jesteś w końcu -zaczęła Iza. —Miłość miłością Ulka, ale pokaz jest już jutro.
-Właśnie mówiłyśmy, że ta strzała amora mogłaby uderzyć dwa dni później -dorzuciła Ela.
-A ja właśnie rozstałam się z Piotrem -oznajmiła im bez owijania w bawełnę.
-Co zrobiłaś? -zapytał obie.
-Rozstałam się z Piotrem. Dobrze słyszałyście.
-Jak rozstałaś? -pytała Iza. —Przecież jeszcze wczoraj nie odstępował cię na krok. A dzisiaj przyszedł tylko po to, aby zabrać cię na kawę przed pracą.
-Nie mogę być z kimś, kogo tylko lubię. Z Markiem też nie jestem.
-To przez ten wypadek Marka? -zapytała dla odmiany Ela. —On zawsze wejdzie ci w paradę.
-Marek już wybrał, więc nie dlatego zerwałam z Piotrem.
-Ula, ale z Piotrem pasowaliście do siebie -przekonywała Ela. —Mało jest takich porządnych facetów. On by ci nieba przychylił.
-I miałabym z nim być z rozsądku? To tak samo podłe, jak być z kimś z wyrachowania.
-Zapomniałaś już, jak pocieszał cię po tym, co zrobił ci Marek -argumentowała Iza. —Albo jak nie patrzył na twoją urodę, tylko zainteresował się tobą, jak byłaś jeszcze prostą i skromną Ulą?
-A Marek jak zwykle dostał olśnienia, jak wypiękniałaś -dorzuciła bufetowa.
-Dajcie jej spokój dziewczyny -odezwała się milcząca dotąd Ala, która znała więcej faktów. —To jej sprawa.
-Właśnie a wdzięczności jest tak samo złym powodem, jak rozsądek, żeby być z kimś? Poza tym nie znacie wszystkich faktów. Marek pokochał mnie prędzej. Tak napisał mi w liście.
-To dziwny sposób znalazł sobie na okazywanie miłości -kpiła Ela.
-Naprawdę chcecie, abym była nieszczęśliwa -pytała z rezygnacją.
-Chcemy, żebyś nie cierpiała znowu z powodu Marka -odparła ugodowo Iza.
-Jestem dorosła i sama wiem, co jest dla mnie najlepsze. Związek z Piotrem to zamknięty rozdział.

Trzy godziny później Marek pojawił się w firmie. Paulina również pojawiła się, bo zdążyła dowiedzieć się o wypadku Marka. W holu, gdy tylko dojrzała go, to podbiegła, cmoknęła w policzek, a ślad po pomadce rozsmarowała. Świadkiem powitania była Ula, która akurat wychodziła z windy. Szybko jednak wsunęła się z powrotem do windy i pojechała na górę.
-Marco, ile razy jeszcze będziesz straszył mnie swoimi wypadkami?
-Skąd wiesz o wypadku? -zapytał błaho.
-Dzwonił ktoś z policji na domowy numer z informacją, że mają twój telefon i jest do odbioru na komisariacie. Może pojedziesz teraz po niego, a później pójdziemy coś zjeść -zaszczebiotała. —Powinniśmy porozmawiać Marco. Tyle się działo ostatnio między nami, że pomyślałam sobie, że może razem wyjedziemy. Wiem, że wybierasz się na urlop tak jak ja.
-Masz rację Paula, musimy porozmawiać, ale nie zamierzam nigdzie wychodzić -odparł stanowczo. —Ani wyjeżdżać. Zrozum, że nas już nie ma i nie będzie.
-To po co były te ostatnie spotkania? -pytała z rozdrażnieniem. —Naprawdę chciałeś wyciągnąć ode mnie tylko te informacje?  Tak bardzo zależy ci na niej? Ona już wybrała, a ty dalej bawisz się w samarytanina.
-Można i tak kochać Paula. Ty tego jednak nie zrozumiesz, bo kochasz tylko brata i siebie. Może jeszcze pieniądze.
-A ty żyjesz mrzonkami -rzuciła zjadliwie. —Ona nie kocha cię, a ja mogę znowu być twoja.
-Nie Paula. Albo będę z Ulą, albo sam.
-Jeszcze zatęsknisz za kobietą -mówiła sarkastycznie. —Nie potrafisz żyć seksu i sam wrócisz do mnie.
-Prędzej pójdę do klubu na panienki Paula, niż trafię do twojego łóżka -rzekł pewnym głosem. —Miłego lotu -dodał, odchodząc. 


-Co chciała Paula? -zapytał nieoczekiwanie Sebastian, który pojawił się w holu i widział przez chwilę, jak Marek rozmawiał z Febo.
-Wymyśliła sobie, że może łączyć nas łóżko i że możemy razem wyjechać do Włoch.
-Jak łóżko Marek? -pytał zszokowany. — Zaproponowała ci sam seks.
-Poniekąd. Powiedziałem jej, że kocham Ulę a ona pomimo tego może być ze mną i jak zapragnę bliskości z kobietą, to jest chętna.
-Z tej strony jej nie znałem -stwierdził z ciągłym niedowierzaniem. — A co z tym wyjazdem?
-Zaproponowała wspólny urlop.
-Chodziły takie słuchy Marek, że macie wyjechać. Pewnie sama je rozpowiedziała.
-Pewnie tak. Gdyby nasze stosunki były inne, to może zgodziłbym się na wspólny wyjazd, a tak muszę sam wyjechać.
-Naprawdę musisz? Może spróbujesz jeszcze raz porozmawiać z Ulką -proponował delikatnie.
-Ula już wybrała Piotra i Boston -odparł zrezygnowanym tonem.  
-Może nie. Gdy odsłuchała twoją wiadomość, dzwoniła do mnie i pytała, co ci się stało. Nieźle ją zmartwiłeś.
-W końcu jesteśmy przyjaciółmi Seba.
-Ale sam mówiłeś kiedyś, że kochała cię naprawdę, a tego się nie zapomina -argumentował.
-Widocznie myliłem się Seba. Przepadło i tyle.
-Ja mimo to uważam, że powinieneś porozmawiać na spokojnie. Możesz kiedyś żałować, że nie spróbowałeś.
-Później pogadam -odparł na odczepne. —Zadowolony? Byłeś już na lunchu? Paula chciała zaprosić mnie, ale nie miałem ochoty z nią wychodzić. Stawiam.
-Skoro stawiasz, to chętnie.

Ula tymczasem w swoim gabinecie ciągle miała przed oczami scenę z holu.
Wrócili do siebie, to już koniec. Muszę zmienić pracę. Nie chcę ponownie przechodzić przez męczarnie i patrzeć na nich. Dawana miłość jednak nie rdzewieje.
Rozmyślania jej przerwało nadejście Wioli.


-Ulka, czy to prawda, co mówiły dziewczyny w bufecie? -zaczęła od drzwi. —Rzuciłaś Piotra?
-News dnia się szykuje -odparła do siebie. —Dobrze słyszałaś Wiola. I nie mów mi tylko, jak głupio postąpiłam.
-Jak tu przyszłaś, to żadnego chłopaka nie miałaś, a teraz rzucasz facetami jak rękawiczkami. Najpierw Marek, a teraz Piotr. Marka mogę zrozumieć, ale Piotra już nie.
-Wiola Marek to Sebastian, a Piotr to Artur. Teraz rozumiesz.
-To znaczy, że na Marku ci zależy? -pytała.
-To znaczy, że nie mogę wchodzić w coś, co nie ma przyszłości Wiola. Marek to inna inszość.
-Fakt nie możesz. Głowa do góry Ula. Na Piotrze i Marku świat się nie kończy.
-Dlaczego życie musi być takie pokrętne Wiola i za złe wybory i pomyłki w miłości trzeba drogo płacić.
-Nie wiem dlaczego, ale wiem, że nie można się poddawać. Powinnaś spotkać się z Markiem i porozmawiać jak cywilizowani ludzie.
-I co mam mu powiedzieć? Marek miłość do Piotra już mi przeszła? Zwłaszcza że wrócił do Pauliny.
-Dokładnie tak. Sebulek mówi, że dla ciebie haruje jak wół w oręży. Spotkaj się z nim i powiedz prawdę.  
-Pytanie, tylko czy on będzie chciał spotkać się ze mną.
-Zawsze możesz na dywanik go posłać. Jesteś w końcu panią prezes.
-Dzięki Wiola. Jesteś nie tylko oddaną sekretarką, ale i przyjaciółką.
-Serio Ulka? Jestem twoją przyjaciółką?  Paula nigdy nic mi takiego nie powiedziała.

Szykując się do domu, Ula miała nadzieję, że tam będzie miała trochę spokoju. Maciek jednak pojawił się u niej jeszcze, zanim weszła do domu. 




-Słyszałem od Ani, że Markowi samochód skasowali, a jemu cudem nic się nie stało -rzekł, jak tylko znaleźli się w korytarzu.
-To był ten wypadek, który mijaliśmy. I fakt miał sporo szczęścia, że wyszedł bez szwanku. Podobno nie ma nawet zadrapania. W chwili wypadku nagrywał mi się i tak samo strasznie, jak wyglądało, dało się usłyszeć. Huki, trzaski, klaksony. Bałam się, że to przez mnie miał wypadek. Całą noc zatrzymałam go w pracy i mógł być przemęczony. Na szczęście nie była to jego wina.
-A jak sprawy z Piotrem stoją? -zagadnął. —Widziałem go rano przed firmą. Doszliście w końcu do jakiegoś porozumienia w sprawie Bostonu? Jedziesz robić karierę w…
-Rozstałam się z nim -wtrąciła. —I nie mów, jak głupio zrobiłam. Wystarczy, to co powiedziała mi Ela i Iza.
-Nie zamierzam Ula -odparł po chwili. —Na początku myślałem, że Piotr to dobre rozwiązanie, ale widziałem różnice między tym, jak patrzysz na Marka, a jak na Piotra.
-To, dlaczego nic prędzej nie mówiłeś?
-Bo nic by to nie dało. Kiedyś mówiłem ci, żebyś dała sobie spokój z Markiem i nie posłuchałaś mnie. Teraz byłoby tak samo. Tylko co teraz?  On podobno wrócił do Pauliny.
-Postaram się żyć bez Marka. Wiem, że będzie trudno, ale nie mogłabym również żyć z Piotrem. Będzie dobrze Maciuś -mówił, próbując brzmieć optymistycznie. —Jestem teraz inna niż rok temu. Ładna, pewniejsza siebie i jeśli odejdę z F&D to znajdę sobie inną pracę albo zajmę się PRO -es. Nie jestem już brzydulą.
-Tylko to nie sprawiedliwe Ula. Wszyscy wokół ciebie znaleźli kogoś. Ja, twój tato, Wiola, Ela.
-Widocznie nie wszystkim pisana jest miłość i nie wszystko można mieć -odparła ze smutkiem.

Marek tymczasem po lunchu z Sebastianem postanowił spróbować jeszcze raz porozmawiać z Ulą. Dodatkową motywacją było, to co Wiola powiedziała mu przez telefon. W pracy już jej nie zastał, a od Ani dowiedział się, że zrobiła sobie wolne i pojechała do domu. To problemu dla niego nie stanowiło, bo pożyczył auto od Seby i pojechał do Rysiowa. Ulę spotkał przed domem, gdy odprowadzała Maćka.
-Marek? Co tu robisz? -pytała jednocześnie zaskoczona, ale i szczęśliwa.
-Nie mogę tak bezczynnie siedzieć Ula i przyjechałem poszukać swojej szansy. Kocham cię i wiem, że i ty mnie kochasz. Wiem też od Wioli, że rozstałaś się z Piotrem, więc nie mów, że jest inaczej.
-Nie zamierzam Marek -odparła ze wzruszeniem. —Gdy odsłuchiwałam twoją wiadomość i gdy nagle usłyszałam trzaski i klakson, to serce mi zamarło i zrozumiałam, że ciągle cię kocham. Bałam się, że coś ci się stało. Tysiąc razy bardziej wolałabym, żebyś był już z Pauliną, niż miałoby coś ci się stać.
-Kochanie i to jest prawdziwa miłość -mówił, biorąc w swoje dłonie jej twarz. —Ja byłem zdecydowany zrezygnować z ciebie dla twojego szczęścia.
-Moje szczęście może być tylko przy tobie Marek. Kocham cię od pierwszej chwili, gdy zobaczyłam cię przed firmą pewnego lipcowego poranka.
-A ja od pewnego późnego majowego wieczora, gdy spotkaliśmy się nad Wisłą. Byłem tylko głupcem, że nie powiedziałem ci tego.
-A nie, gdy odeszłam z firmy i nie schowałam się w samotni Pshemka? -pytała podchwytliwie.
-Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem głupcem i że firma była ważniejsza od miłości.
-Marek jesteśmy na ulicy -protestowała, gdy Marek zbliżył swoją twarz do twarzy Uli. —Zobaczy nas Dąbrowska i będą plotki.
-Niech sobie plotkują Ula -odparł, całując delikatnie w usta.
-Kiedy jechałem tu, pomyślałem sobie, że jak pierwszy raz jechałem do ciebie, również samochodem Sebastiana szczęście dopisało mi i wróciłaś do pracy i że teraz będzie podobnie i wrócisz do mnie -rzekł, jak oderwał się od jej ust.
-Najwidoczniej auro Seby przynosi ci szczęście Marek -odparła.



Dziękuję za 700 000 wejść. Wiem, że czekaliście na Hańbę, ale znacznie trudniej jest pisać cofając się o ponad 100 lat, niż o teraźniejszości. Kiedy kolejna część Hańby nie wiem, bo chcę dać mini świąteczną i piszę ją stopniowo. Do tego przed świętami w domu sporo pracy jest i nie tylko tej przy dzieciach. Pozdrawiam i jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI.


niedziela, 1 grudnia 2019

Hańba cz. 2


Po powrocie do domu Ula poszła od razu do swojej sypialni i położyła się spać. Zasnąć długo jednak nie mogła. Czerwcowa noc była parna do tego pełnia księżyca i budzące się muchy rozpraszały ją. Głównym jednak powodem bezsenności było to, że rozpamiętywała, to co zrobiła. Teraz dopiero zdała sobie sprawę, jakie to było nierozsądne. Po pierwsze nie wiedziała kto tak naprawdę leży na sianie i tylko po ubiorze mogła stwierdzić, że to ktoś z zamożnej rodziny, a nie z biednej. Po drugie natomiast równie dobrze mogła trafić na żonatego już mężczyznę albo takiego, który nie poczuwałby się w obowiązku do ożenku. W dodatku po tym, jak dowiedziała się, kim jest uświadomiła sobie, że to taka sama nieodpowiednia dla niej partia jak Sosnowski. Z tą różnicą, że Piotr miał u niej nieprzychylne nastawienie za całokształt, a Marek, którego nigdy nie widziała, a tylko słyszała o nim za hulaszczy tryb życia.




Następnego dnia, choć bywało już, że kładła się spać przed świtem i wstawała około siódmej, to obudziła się późno, bo przed dziesiątą. Mimo to była niewyspana i bolała ją głowa. To ostatnie zawdzięczała wypitemu winu poprzedniej nocy. Nigdy nie piła a teraz dla dodania sobie odwagi przed tym, co zamierzała zrobić wypiła pół butelki. Wychodzić z ciepłego i wygodnego łóżka ochoty również nie miała, bo wiązało się to ze spotkaniem z ojcem i rozmową. Zdawała sobie jednak sprawę, że będzie musiała kiedyś opuścić ściany sypialni i stawić czoła ojcu i temu, co zrobiła poprzedniej nocy. Ociągając się więc poszła do toalety.


Kwadrans później pojawiła się w salonie, ale zastała w nim tylko gosposię Władzię. Ojciec według jej słów pojechał po Alę i sama miała pójść do kościoła. Nieobecnością ojca nie przejmowała się w ogóle, bo uniknęła kolejnej rozmowy z nim. Wystarczyło jej, to co mówił wczorajszej nocy, gdy wracali do domu po wydarzeniach w stodole.
-Dobrze, że mamy blisko do domu i nie musimy przechodzić obok gości, tylko polami przejść – mówił z reprymendą. —Sukienka rozdarta i zataczasz się jakbyś całą noc piła. Wstyd na okolicę zrobiłabyś.
-Tato to nie moja wina, że wino było z domieszką czegoś. Wypiłam tylko parę łyków.
-On ci je dał?
-Nie. Sama wzięłam. Później poszłam przejść się i spotkaliśmy się w sadzie. Zaproponował przechadzkę i zgodziłam się -skłamała na doczekaniu.
-Dzieckiem nie jesteś. Powinnaś wiedzieć, że jak mężczyzna wyciąga dziewczynę daleko od ludzi, to chce czegoś. Gdybyś chociaż ubrana była bardziej elegancko, jak twoje przyjaciółki, a nie tak skromnie, to nic by się nie stało.
-To tata ma pretensję o ubiór czy o mój stan upojenia.
-Ty za słowo mnie nie łap.
-Czyli myślisz, że wziął mnie za służącą?
-Panny z dobrego domu tak nie potraktowałby. 
-Nie lubię atłasów, jedwabi, koronek. Lepiej się czuję w swoich skromnych sukienkach.
-Mówisz jak matka. A ty masz więcej szczęścia niż rozumu Ula. Ten Dobrzański to jedna z najlepszych partii w Warszawie. Tyle dobrego słyszałem o starszym państwie. Służba u nich jest jak rodzina.
-Tylko że ich syn w ich ślady nie poszedł -mówiła z pogardą. —Goguś jeden. O jego podbojach i u nas słychać.
-Mężczyzna z wyższych sfer musi się wyszaleć -odparł klarownie. —Taka natura, a z naturą nie wygrasz. Tak było jest i będzie.

Do kościoła z posiadłości Cieplaków było spacerkiem pięć minut i Ula razem z siostrą udała się pieszo. Na miejscu zastała swoje koleżanki.



-Jesteś Ula. Gdzie tak nagle wczoraj przepadłaś? -zapytała Wioletta. —Szukałyśmy cię.
-Głowa mnie rozbolała od głośnej muzyki i ojciec odprowadził mnie do domu -odparła wypróbowaną wymówką. —Przeprasza, że nie pożegnałam się z wami.
- Nie szkodzi Ula -odparła Kubasińska. —Nie ma nic gorszego niż atak migreny.
-Sosnowski też szukał cię cały czas -oznajmiła Paulina. —Podobno twój ojciec chciał oficjalnie powiedzieć o waszych zaręczynach.
-Niedoczekanie jego -odparła Ula.
-Jest jeszcze jedno wyjście na twoje problemy Ula -zaczęła Wioletta. —Musiałabyś wstąpić do Karmelek.
-Karmelitanek Wiola.  I wolałabym już zakon niż ślub z Piotrem albo Młoczyńskim.
-Dlaczego z nim? -zapytała Kubasińska.
-Szuka młodej żony. Nie wiedziałyście.
-Dlaczego kobiety mają tylko dwa wyjścia -rozpatrywała Febo. —Albo wyjść dobrze za mąż, albo pójść do zakonu. Być samą to hańba.
-Tylko że trudno wyobrazić jest nas jako zakonnica -dodała Wioletta.
-Słyszałam dzisiaj w służbówce, że Marek Dobrzański był podobno przed północą widziany z jakąś kobietą obok tej starej stodoły-oznajmiła konspiracyjnie Febo.
-Ta co będzie miała zaszczyt poślubić go, wesoło nie będzie mieć -stwierdziła blondynka. —Tak prawie co noc zastanawiając się czyje, to łóżko grzeje małżonek.
-Tato mówi, że to największy rozpustnik, jakiego zna -wtrąciła szatynka. —O jego podbojach hen daleko słychać.
-On to taki polski Casanova -odezwała się ponownie Wioletta. —To tu to tam. Nie zdziwiłabym się, gdyby jego ostatnie częste odwiedziny u Sosnowskiego były związane z jego rozwiązłym trybem życia. No wiecie leczy go na te przypadłości, o których nie wypada nam mówić.
-Na szczęście mój Lew jest inny -orzekła druga koleżanka.
-Jaki i Sebastian. A ty Ula, dlaczego nic nie mówisz? -zapytała Kubasińska.
-Nie znam go dziewczyny i nie mam starającego się o mnie -odparła dyplomatycznie. —A przynajmniej takiego, za którego chciałabym wyjść.  
-Mój brat niedługo wraca z Włoch -rzekła Paulina. —Może coś zaiskrzy i twój ojciec przestanie ci Piotra wciskać.
-Dziękuję Paulinko, ale gdyby miało coś być między nami, dawno by się wydarzyło. Od dziecka mnie zna.



Chciała jeszcze zapytać koleżanki o kwestie wyboru pomiędzy Dobrzańskim i Sosnowskim, ale wiązałoby się to z ich strony pytaniami, dlaczego pyta o nich a odpowiadać nie chciała. 


Tuż przed mszą pod kościół przyjechał Józef z Alą.
-A ty znowu w tej sukience -zaczął Józef od narzekań. —Ludzie pomyślą, że ci pieniędzy skąpię na ubrania. Tydzień temu ubrana byłaś w to samo. Skończyła ci się żałoba i mogłabyś ubierać się jak inne panny.
-Tato to nie mój styl -odparła spokojnie. —Mówiłam ci już.
-Ula ma rację -poparła ją Ala. —Ładnie jej w niebieskim. Ma subtelną urodę i dobraną sukienkę.
-Widzisz tato. Ty się po prostu nie znasz.
-Słyszałam od ojca, co się stało -rzekła Ala do Uli. —Wiesz, że było to nierozsądne. Chwała Bogu, że rodzina Dobrzańskich jest przyzwoita. I ich syn poniekąd również.
-Wiem Alu -odparła grzecznie.  
-Znałam kiedyś Heleną. Jesteśmy w podobnym wieku i razem wchodziłyśmy w dorosłe życie. Przez rok byłyśmy nawet razem na pensji. Ja wkrótce odeszłam i wyszłam za mąż, a ona została jeszcze rok w szkole. Bardzo miła z niej osoba. Szkoda, że ze synem mają kłopoty. Słyszałam, że chcieliby synowej, która potrafiłaby go utemperować.
- To ja akurat nie nadaję się na nią Alu. Jestem za spokojna.
-Za późno na odwracanie sprawy -odezwał się ponowne Cieplak. —Spałaś z nim i powinnaś wyjść za niego za mąż. Sam się zobowiązał.
-Tak wiem tato. Nie mogę na rodzinę hańby rzucić.
Chwilę później Józef odszedł do znajomego i panie zostały same.
-Tak szczerze Ula, to co się stało w nocy? -pytała życzliwie wdowa Milewska. —Nie wierzę, że było coś między wami.
-Nic się nie stało Alu. Chciałam tylko uniknąć zaręczyn z Piotrem. Zauważyłam, jak jedna kobieta uciekając ze stodoły upuściła maskę, to wzięłam ją, wypiłam znalezione wino i położyłam się obok tego mężczyzny. Byłam zdesperowana planami ojca.
-Sama wiesz, że nie popierałam planów ojca, ale tego, co ty zrobiłaś też nie popieram -odparła z małą reprymendą. —Źle mogłaś skończyć. Marek może jeszcze odkryć twoją grę. Może już nawet wie, że kład się obok innej, a obudził przy innej.
-Wątpię, żeby pamiętał, co się stało. Powiedziałby coś w nocy.
- Jest dżentelmenem i milczał. Oby dalej chciał ożenić się z tobą.
-Obiecaj, że nie powiesz ojcu prawdy Alu -prosiła.
-Obiecuje Ula. Nie mogłabym cię na gniew ojca narazić. A charakterek masz nie taki spokojny. Może uda ci się go ku zadowoleniu Dobrzańskich utemperować i ustatkować. 

Marek tymczasem po wydarzeniach w stodole razem z Sebastianem wrócił na przyjęcie. Olszański skierował się do gospodarzy, czyli państwa Febo, aby się pożegnać, a Marek do stolika z trunkami. Chwilę później obok niego pojawił się Piotr Sosnowski.
-Co za niespodzianka- zagadnął. —Nie wiedziałem, że znacie Febo.
-To teraz już wiesz -odparł niemiło.
-Podobno masz żenić się z panną Pauliną. Tylko że ona cię nie zechce. Inny jest bliższy jej sercu -mówił z satysfakcją.
-To masz złe informacje. Nie zamierzam żenić się z nią.
-Ja się wkrótce żenię. Dzisiaj miały być ogłoszone zaręczyny, ale wynikły małe komplikacje.  
-A co? Panna ci uciekła -pytał odpłacając się za jego sarkazm. —Kiedy doczekam się pieniędzy dla Marka za maj.
-Niedługo.  Teraz Ula da mi prawowitego syna.
-Od planowania do realizacji daleka droga -odparł. —Wybacz, ale przyjaciel czeka na mnie.
-A on co chciał? -zapytał Sebastian, który widział ich, jak rozmawiają.
-Jak to on. Zgryźliwy jak zawsze. Pochwalił się, że wkrótce zaręcza się z Ulą.
-A ty mu dziewczynę sprzed nosa sprzątniesz -mówił z powetowaniem Olszański.
-I zrobię to z największą przyjemnością Seba.

Piotra poznał trzy lata temu i od razu od tej złej strony. Jego rodzice sprowadzili go do Jadzi siedemnastoletniej głuchoniemej dziewczyny, która zachorowała na anginę. W posiadłości mieszkała od urodzenia, a jej rodzice zajmowali się ogrodem. Niestety, ale oboje zmarli. Matka jak dziewczyna miała dziesięć lat, a ojciec pięć lat później. Jej starsze rodzeństwo nie było stać na wychowanie siostry zwłaszcza niepełnosprawnej i po śmierci ojca została u nich, zamieszkała w swoim domku w ogrodzie i zajmowała się ogrodem z kwiatami pani Heleny. Ze względu na swoją ułomność miała trudności w nawiązywaniu kontaktów z rówieśnikami i co się z tym wiązało, była skryta w sobie. Największą zażyłość pomimo różnicy wieku miała z Markiem. On potrafił zrozumieć ją bez słów i stał się jej opiekunem. W Warszawie znalazł szkołę dla głuchoniemych i od dziecka uczyła się języka migowego. Jej też zostawiał pod opieką swojego psa, kiedy wyjeżdżał na studia.  Dwa tygodnie po tym, jak zachorowała Marek przyjechał do domu z Londynu, gdzie uczył się przez ostanie lata. Już pierwszej nocy zaniepokoiło go ujadanie psów w ogrodzie i poszedł sprawdzić, co się dzieje. To, co zobaczył w domku Jadzi, zagotowało mu krew, bo nieznany mu jeszcze mężczyzna próbował wykorzystać przemocą jego podopieczną. Następnego dnia swoimi sposobami dziewczyna dała Markowi do zrozumienia, że był już u niej i to, co zrobił bolało. Sprawy gwałtu Marek nie zamierzał zostawić bez konsekwencji i udał się do Sosnowskich. Jego rodzice jednak ubłagali Dobrzańskich, aby skandalu nie wywoływać. Dwa miesiące później okazało się, że Jadzia spodziewa się dziecka. Gdy sama zrozumiała, to z rozpaczy poszła nad staw. Od rzucenia się w wodę uchronił ją tylko pies Marka i on sam. Po tych wydarzeniach Dobrzańscy umieścili dziewczynę u dalszych krewnych, a Sosnowski musiał łożyć na nią a później na dziecko. Teraz mały Mareczek miała dwa lata i coraz bardziej z urody przypominał Sosnowskiego.

W czasie mszy Ula dyskretnie rozglądała się po kościele i zastanawiała, czy wśród wiernych jest Marek Dobrzański. On jednak stał na końcu kościoła i nie mogła go dojrzeć. Marek również zainteresowany był bardziej osobami uczestniczącymi w sumie niż mszą. Głównie to wypatrywał młodych dziewczyn. W jednej z ławek dostrzegł mężczyznę, który pasowałby do Cieplaka. Obok siedziała jakaś elegancka kobieta, która mogłaby być Alą a od strony przejścia  siedziała młoda dziewczyna. Od czasu do czasu zabawiała małe dziecko we wózku. Nie była jednak tak elegancko ubrana, jak poprzednie obserwowane dziewczyny i równie dobrze mogła to być niania, a nie Ula. Jej urody określić również nie mógł, bo nie zauważył, aby się obróciła.
CDN PO MINI ROZMOWY...