piątek, 26 czerwca 2020

Nowe życie 3/4

-Dziękuję Marco, że mnie przygarnąłeś i że pojechałeś ze mną po moją walizkę do przechowalni bagażu -zaszczebiotała Paulina, wchodząc z nim do domu. —Nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie?
-Jesteśmy w końcu jakby rodziną Paula -odparł oficjalnie.
-Może w ramach podziękowań wyjdziemy gdzieś na szybką kolację? -zagadnęła, biorąc go pod rękę. —Ja oczywiście stawiam. Przy okazji uczcimy naszą współpracę.
-Paula mam pracę -odparł zdecydowanie i uwalniając się z uścisku. —Straciłem z tobą trzy godziny i teraz muszę pozatwierdzać zamówienia. Później będę kończył montować w pokoju Wojtka i Rafałka drabinkę. Obiecałem im, że jak wrócą, to będą już się wspinać.  A króliczkowi Tosi trzeba klatkę wyczyścić.
-Dzieci i dzieci Marco -mówiła z niezadowoleniem. —Uli musisz również coś zrobić?
-Kwiatki podlać. Ale to dopiero wieczorem.
-Jesteś monterem, ogrodnikiem i Bóg wie kim jeszcze.  Przy mnie miałbyś całkiem inne życie.
-To na pewno Paula -odparł z irytacją.
-To może zamówimy coś do domu? -zapytała pojednawczo.
-Jeśli chcesz, to zamawiaj. Ja mam co jeść. Lodówka pełna. Rodzice przed wyjazdem zapełnili ją. Mam jeszcze coś z wczoraj z obiadu. Betti mi zrazików napiekła. I jeszcze są pierogi.
-To nie zdrowe Marek. Ula nie dba o twoje zdrowie.
-Oczywiście, że dba. Po prostu lubię kuchnię Uli.
-No cóż, Marco. Chyba nie wygram z Ula nawet na odległość -odparła żartobliwym tonem. —Mogłabym teraz się odświeżyć? -zapytała, zanim Marek cokolwiek odpowiedział. —Cała się kleję.
-Idź. Drogę chyba jeszcze pamiętasz.

Kiedy Paulina poszła na górę, to zadzwonił do Uli. Nie chciał znowu ukrywać coś przed nią. Już wczoraj miała uzasadnioną pretensję o zatajenie przed nią wyjścia na wystawę. Nie wiedział, tylko jak powiedzieć jej o obecności Pauliny pod dachem ich domu. 


-Cześć kochanie. Nie przeszkadzam?
-Już nie. Obiad z delegacją skończył się i idę do swojego pokoju. Chciałam właśnie zadzwonić do Betti i spytać jak dzieciaki. Ty dzwoniłeś?
-Nie Ula i zastanawiam się czy nie byłoby lepiej, jakby wrócili dzisiaj i pojechali do dziadka i babci w przyszłym tygodniu. Mam gościa.
-Niech zgadnę Marek. To Paulina? -ułatwiła mu wyznanie prawdy.
-Tak. Dzisiaj przed południem, gdy wracała z agencji nieruchomości i szła do Złotych Tarasów po torebkę ukradli jej torebkę z dokumentami i pieniędzmi. Tym samym nie wyleciał do Włoch i nie miała się, gdzie podziać.
-Na jak długo zostanie?
- Chyba nie na długo. Podobno ambasada ułatwi jej powrót do Włoch. Chce najpóźniej wylecieć w czwartek rano.
-A jesteś pewny, że była to zwykła kradzież Marek? Może kłamie i wszystko sobie zaplanowała? Wiedziała, że będziesz akurat sam w domu przez te dni.
-Skradziono jej biżuterię, a z nią by się nie rozstała. Pomijając, że miała stłuczony łokieć. Prędzej jeszcze była wypłacić pieniądze i wygląda na to, że ktoś ją śledził.
-Fakt biżuterii by się nie pozbyła. Chyba że jej tam nie było.
-Byłem po nią na policji i z tego, co wiem, to jej zeznania są wiarygodne. Nie jest chyba tak głupia, aby fałszować dowody. Na to jest paragraf.
-Raczej niesławą by się nie okryła.
-To, co Ula pojadę po dzieci i Beatkę.
-Nie Marek -przerwała mu. —Ufam ci przecież. Prawie od dziesięciu lat. Spokojnie możecie nocować sami. Bardziej czułabym się oszukana, jakbyś zataiłbyś przede mną jej pobyt.
-Kochanie dziękuję. Jutro ma jeszcze na policji się stawić i pójść do ambasady do znajomego, aby pomógł jej wylecieć bez dokumentów. Jak wrócisz, to już jej nie będzie, a jak jakoś przemęczę się przez dwa wieczory. Zresztą jutro ma Seba wpaść na mecz Ekstraklasy, to sami nie będziemy.
-Przyzwoitka Sebastian dobry pomysł to nie jest. Ostatnio zabrudził nam dywan i stłukł wazon.
-Kochanie on u nas alkoholu od tego czasu do ust nie wziął. Dom będzie nienaruszony.
A ty kochanie -pomyślała Ula, gdy się rozłączyli.


Kwadrans później Paulina była już po kąpieli i ubrana w szlafroczek zeszła do salonu. Marek tymczasem siedział w przyległym do niego gabinecie i zajął się pracą.
-Dla mnie kawa również się znajdzie? -zapytała na widok filiżanki na jego biurku. —Kawa po prysznicu jest drugą rzeczą, o jakiej marzyłam od czasu, jak trafiłam na policję.
-Stoi tam na stoliku -rzekł, wskazując odpowiednie miejsce.
-Może wypijemy na tarasie Marek? Widziałam leżaki.
-Nie mam czasu na leżenie -odparł bez zainteresowania. —Zmarnowałem z tobą trzy godziny i teraz muszę pozatwierdzać zamówienia. Ale ty możesz iść.
-Dzieci wyjechały, Ula również, a ty pracą się zajmujesz -mówił z niezadowoleniem.   —Powinieneś skorzystać z wolności i się zabawić. Moglibyśmy gdzieś wyjść wieczorem.
-Mówiłem, że nie mam ochoty wychodzić.
-Starzejesz się jednak. Dziesięć lat temu, co wieczór mogłeś się bawić.
-Dziesięć lat temu byłem innym człowiekiem i miałem powody wychodzić -rzucił ripostą.
-A tu nic się nie zmieniło od dziesięciu lat -mówił, rozglądając się po gabinecie. — Mimo to czuję się dziwnie tu wracając po tylu latach. Mam tyle wspomnień z tym domem Marco. Pamiętasz nasze zaręczyny? Staliśmy razem na półpiętrze tacy zakochani.
-Pamiętam, ale minęło tyle czasu i tyle się wydarzyło, że nie ma do czego wracać.
-I nigdy nie zastanawiałeś się, co by było, gdyby doszło do naszego ślubu?
-Tak szczerze, to nie. Nie byliśmy dobrym narzeczeństwem i nie bylibyśmy dobrym małżeństwem.
-Ale w sypialni było nam dobrze. I nie zaprzeczaj Marco. Mogliśmy całymi nocami kochać się. Z nikim tak dobrze mi nie było, jak z tobą. Ty też miałeś wymagania.
- Paula -przerwał jej ostro. —Nie zamierzam dyskutować z tobą na takie tematy. Było minęło. Poza tym mam pracę i mi przeszkadzasz. Zajmij się czymś. W salonie jest pełno kolorowej prasy, to poczytaj sobie. Miałaś ochotę iść na taras, to idź.
- Gościnność to twoją dobrą stroną nie jest -odburknęła, odchodząc.

Kiedy parę minut później Febo wróciła do domu po wodę, to Marek ciągle był w gabinecie, ale zamiast pracować, to rozmawiał przez telefon z jakąś kobietą. Drzwi były uchylone, to przystanęła i podsłuchała część rozmowy.
-Nie, nie. Kiedy wróci Ula, to będzie nam trudno się spotykać. (…) Jutro nie mam czasu, ale we środę wieczorem jak najbardziej możemy się spotkać. (…) Może być o dziewiętnastej. (…) Ja też (…) Mówiłem ci, że jesteś niesamowita. (…) Cześć.
Kiedy odeszła zadzwonił jeszcze do Sebastiana i opowiedział o kradzieży i zachowaniu Pauliny. Podobnie jak Ula i on miał wątpliwości co do kradzieży.
-Może leci ciągle na ciebie Marek i teraz kiedy Ula wyjechała i dzieci chce wykorzystać sytuację i znalazła sposób, abyście znaleźli się pod jednym dachem -dedukował.
-To, co mam zrobić Seba?
-Nie wiem? Może poudawaj, że i ty jesteś zainteresowany i wybadaj sytuację. Bądź miły, ale nie za bardzo. Albo po prostu spytaj, o co jej chodzi.
Godzinę później, kiedy Marek pojawił się na tarasie, to Febo leżała wyciągnięta na leżaku, eksponując długie nogi i dekolt.
-Nie za długo się opalasz? Popołudniowe słońce jest ostre.
-Nic mi nie będzie. Przyzwyczajona jestem, ale miło, że się martwisz.   Kiedy pracowałeś, to zadzwoniłam do Książęcej i zamówiłam kolację. Wino chyba się znajdzie?
-Wino jest Paula. Za jakąś godzinę skończę z drabinką i będę do twojej dyspozycji przez resztę wieczora.
-Dziękuję.  Nie lubię samotności. W Mediolanie otoczona jestem całą masą znajomych.
-W to nie wątpię Paulino.

Kolację zjedli w ogrodzie i minęła w miarę spokojnie, bo Paulina nie wracała do ich przeszłości. Głównie opowiadała o życiu w Mediolanie, znajomościach i swojej willi z krytym i otwartym basenem, kortem tenisowym i innymi udogodnieniami. 
- Może chociaż wypijemy za współpracę Marek, skoro nie chciałeś wyjść i uczcić na mieście? -zaproponowała pod koniec posiłku.
-Możemy wypić Paula. 
-Oby była owocna Marko dla obu stron.

Jak dobrze zansz serial pt.BrzydUla | sameQuizy

Kiedy ściemniało się, to Marek ubrany w same krótkie spodenki poszedł podlewał kwiatki Uli. Chwilę później dołączyła do niego Paulina i zaczęła kolejną grę słowną.
-Dawno nie widziałam cię tak rozebranego Marco -zagadnęła, zakradając się do ogrodu. —Ciało ciągle masz wysportowane.
-Dziękuję Paulino. Staram się nie zaniedbywać fizycznie.
-W ostatnim miesiącu zyskałeś również na atrakcyjności. Inna fryzura i zarost dodały ci tego uroku sprzed lat.
- A ty nie wyglądasz na swoje lata Paula. Ciągle jesteś piękną i atrakcyjną kobietą.
- W końcu obudził się w tobie stary Marek -odparła z zadowoleniem.
- Mówię, co widzę Paula. Założę się, że niejeden mediolańczyk szaleje za tobą.
-Zazdrosny jesteś, że tak mówisz?
-Mówię, co sam widzę i życzę ci, żebyś znalazła sobie kogoś.
Kiedy wrócili do domu i szli do swoich sypialni, to Marek zastanawiał się czy przypadkiem źle nie ocenił Pauliny i że może nie ma ochoty na niego.  
-Może pokażesz mi swoją sypialnię Marek -zagadnęła, przerywając jego myśli.
-Przecież byłaś tu po kąpieli. Wiem po poprzestawianych rzeczach. Paula, co wyprawiasz? -zapytał, gdy Febo nieoczekiwanie objęła go.
-Jesteśmy sami i dorośli i moglibyśmy wykorzystać ten czas -mówiła mu do ucha. —Było nam kiedyś tak dobrze w łóżku. Nie jesteś ciekawy, jaka jestem teraz?
-Nie, nie jestem zainteresowany -odparł, uwalniając się z jej ramion. —Odklej się ode mnie i idź do swojego pokoju.
-To po co były te wszystkie słowa, że wyglądam atrakcyjnie, że mam powodzenie?
-Podpuściłem cię. Chciałem sprawdzić, o co ci chodzi. I teraz wiem. Chciałaś wpakować mi się do łóżka.
-Mówisz to takim tonem, jakbym rodzinę ci wybiła.
-Bo tak się czuję Paulino. I nie próbuj więcej żadnych sztuczek.
-Nawet nie wiesz, co tracisz.
-Jutro wyjeżdżam o ósmej do pracy, więc bądź gotowa na wyjazd do miasta -odparł, pozostawiając bez odpowiedzi jej wypowiedź.
-Mam wstać o siódmej?  Śpię do południa.
-Chyba nie myślisz, że zostawię cię tu samą Paula? Wracam po siedemnastej, więc prędzej też nie masz się, co tu pokazywać.

Następnego dnia Marek wstał przed siódmą i idąc do kuchni, obudził Paulinę. Febo, choć z niechęcią, to wstała, ale swoją osobą nie zaszczyciła w kuchni, tylko zamówiła taksówkę i pojechała do centrum. Tym się nie przejmował, bo nie miał ochoty ani z nią rozmawiać, ani jej oglądać. Przed wyjazdem zadzwonił jeszcze do Sebastiana, aby opowiedzieć mu o poprzednim wieczorze i umówić się na wieczorne oglądanie meczu. Mecz lidera z vice liderem ekstraklasy obu panom przyniósł wiele emocji i nie zauważyli, kiedy Febo przemknęła się do swojego pokoju. Ona przemykając się, zauważyła za to puszki po piwie i otwartą butelkę wódki. Po jedenastej Olszański zamówił sobie taksówkę i wkrótce pojechał do domu, a Marek po pożegnaniu się z przyjacielem poszedł do swojej i Uli sypialni.  Kiedy zasypiał już, to poczuł czuły dotyk i pocałunki.
-Ula kochanie -wymamrotał. 
-Kochaj się ze mną -wyszeptała do ucha. 

Miał być koniec, ale w tym tygodniu praktycznie nie miałam czasu nic napisać. Ten tydzień zapowiada się jeszcze bardziej zawalony. Zaległa komunia, zaległe 50 lecie ślubu dziadków i chrzest. Tak więc na finisz w ciągu tygodnia nie liczyłabym.

wtorek, 16 czerwca 2020

Nowe życie cz 2/4



W czasie, kiedy Marek poleciał do Mediolanu, to Ula wraz z koleżanką Dorotą zajmowały się nową powstałą firmą Dobrawa. Najpierw poszły do gminy, aby załatwić resztę formalności z zakupem hali po cukrowni. Przy okazji dostały   dotację, bo stwarzały nowe miejsca pracy w Rysiowie. Znalazły także ekipę, która miała zrobić remont i przystosować halę do produkcji soków, pierogów, sałatek i innych artykułów spożywczych. Kolejnego dnia zajęły się poszukiwaniem lokalu na ich restaurację oraz uzyskaniem wszystkich pozwoleń na sprzedaż alkoholu. Lokal miał nosić nazwę jak firma, czyli Dobrawa, to szukały także na wystrój czegoś, co wiązało się z dawnymi czasami. Samymi dekoracjami miał zająć się Marek, bo ciągle pracował w Bibeloty i ty, a one szukały odpowiednich ław, stolików i krzeseł. Oprócz dań dla wegan i wegetarian swoją działalność postanowiły powiększyć o konsumentów bezglutenowych i diet pudełkowych.


-Dzwonił Marek i Paulina, a raczej jej pasierb daje nam całkiem dobre warunki -oznajmiła Ula koleżance w czasie spotkania. —Będziemy jedynymi importerami tych win na Polskę.  Teraz tu musimy wszystko pozałatwiać w urzędach i wrócić do Włoch podpisać ostateczną umowę.
-Chociaż na to się przydała była Marka -podsumowała Dorota.
-To prawda. Czuję, że wszystko się nam uda Dorotko. Mój teść mówił, że on i rodzina Febo zaczynali od zera i gdyby nie kryzys i Aleks firma mogłaby dalej działać. Tworzymy tak jakby drugą historię Dobrzańskich. Mama Marka była koleżanką matki Pauliny i przez ich znajomość powstała firma F&D tak jak przez naszą znajomość Dobrawa.
-A Paulina nie ma ukrytego jakiegoś powodu, że jest tak chętna na współpracę? 
-Marek pomyślał o tym samym, ale będzie uważać i jest odporny na jej gierki. Sam mi to powiedział. A Marek nie jest Markiem sprzed dziesięciu lat. Nie dał mi nigdy powodów do najmniejszych podejrzeń. Nigdy nic nie kręcił, nie wyjeżdżał. A wiem, jak kiedyś się zachowywał.
-To dobrze Ula. Zasługujesz na szczęście.

Dwa dni później Ula dostała nieoczekiwaną propozycję dorobienia paruset złotych. Dorywczo pracowała jako tłumacz przysięgły i teraz mogłaby zarobić równe dwadzieścia tysięcy, ale musiałaby wyjechać na dwa tygodnie do Szczecina, aby zajmować się delegacjami z Niemiec.  Razem z Markiem i Dobrzańskimi przedyskutowali wszystkie za i przeciw. Ula bowiem obawiała się, jak poradzą sobie teściowie z trójką dzieci i prowadzeniem domu. W dodatku w ostatnich dniach jej nieobecności Helena i Krzysztof wybierali się na wakacje. W tym pomocna okazała się Beatka, bo były akurat wakacje i zgodziła się pomagać w opiece nad dziećmi w razie potrzeby. Oprócz wynagrodzenia dodatkowym plusem dla Uli było to, że miała współpracować z branżą zajmującą się organizowaniem sympozjów, więc mogła liczyć, że może kiedyś nawiążą współpracę i będą od nich brać na przykład soki albo wodę na sympozja. Ula musiała również porozmawiać z Dorotą i spytać czy może zostawić ją ze wszystkimi sprawami. Koleżanka zapewnił, że poradzi sobie z ekipami remontowymi hali i lokalu na restaurację. Ula zaś obiecała, że część wynagrodzenia przeznaczy na wystrój restauracji.
Rozstanie z Ulą dla Marka i ich dzieci łatwe nie było, ale na szczęście żyli w epoce telefonów i Internetu i mogli codziennie rozmawiać i się widzieć. W ostateczności Marek, pomimo że sporo by to kosztowało, to mógł wziąć dzieci i polecieć do Uli do Szczecina.
W dzień wyjazdu Marek wstał wcześniej i zrobił dla Uli kawę oraz śniadanie i przyniósł do łóżka. Chciał jeszcze obudzić Ulę pocałunkiem, ale już nie spała.
-Tego mi potrzeba Marek -rzekła na widok męża z tacą w drzwiach. —Mocnej kawy. Całą noc nie spałam.
-Niepotrzebnie -odparł, przysiadając na łóżku. —Mówiłem ci, że Szczecin to nie koniec świata kochanie.
-Dla mnie bez ciebie i naszych dzieci wszędzie jest koniec świata Marek -stwierdziła ze smutkiem.
-I dlatego mam coś dla ciebie -rzekł, wyciągając z szuflady swojej szafki nocnej mały upominek. —To coś w rodzaju laurki. Proszę. 
-Kochany jesteś ty i nasze dzieci -odparła, spoglądając na kartkę z bloku rysunkowego, na której były przyklejone zdjęcia całej rodziny, narysowane serca, odciśnięte usta i wierszyk napisany przez Tosię. Kartka zaś była oprawiona w ramkę.
Na dworzec PKP pojechali całą rodziną. Najtrudniej było rozstać się jej z najmłodszym Rafałkiem, bo nic nie rozumiał. Starsze dzieci więcej rozumiały i aby poczuły się ważne, w tym czasie dała małe obowiązki.
-Pamiętaj Tosiu, aby podlewać moje kwiaty przed domem. Dziadek obiecał ci pomagać, ale nie wyręczaj się dziadkiem.
-Będę mamusiu. Będą rosły jak grzyby po drożdżach -odparła niczym ciocia Wioletta.
-A ty Wojtuś baw się z Rafałkiem i biegaj za nim, a nie zostawiaj to babci.
-Tak mamusiu. A przywieziesz nam szumiące muszle, jak pojedziesz do Międzyzbrojen?
-Międzyzdrojów kochanie.  Przywiozę i muszelki i inne drobiazgi.
-A co masz dla mnie kochanie? -zapytał Marek, kiedy wyściskała dzieci.  —W ramach zadań.
-Pilnuj naszych szkrabów i  nie przemęczaj się pracą. Kocham cię Marek i będę tęsknić.
-Ja też skarbie -odparł, a chwilę później Ula weszła do pociągu. 



Paulina tymczasem przyleciała do Polski na bankiet w ambasadzie włoskiej.  I choć w planach miała tylko czterodniowy pobyt w Warszawie, to gdy dowiedziała się, że Marek został właśnie słomianym wdowcem, a Helena z Krzysztofem wyjeżdżają za trzy dni na wakacje, to postanowiła zostać dłużej i wykorzystać nadarzającą się okazję, aby zbliżyć się do Marka.
U Dobrzańskich pojawiła się niezapowiedziana tuż po obiedzie i postanowiła zostać do czasu kolacji, aż seniorzy nie wrócą ze spaceru. Przyniosła również prezenty dla dzieci.
-Ostatnio przyszłam z pustymi rękoma i teraz nadrabiam zaległości -rzekła z uśmiechem do Tosi, Wojtka i Rafałka.
-Mama i tatuś mówią, że nie powinniśmy brać nic od obcych -odparł rezolutnie Wojtek.
-Nie jestem taka obca. Wasi rodzice i dziadkowie mnie znają.
-My pani nie znamy -dodała Tosia.
- Byłam już tutaj i jestem waszą ciocią. Kiedy moi rodzice zmarli stałam się przybranym dzieckiem waszych dziadków. Byłam nawet narzeczoną waszego taty.
-Paula odpuść sobie opowieści -przerwał jej ostro Marek. —Są za małe, aby zrozumieć pewne rzeczy. A wy podziękujcie za prezenty i możecie pójść do swoich pokoi -dodał do swoich starszych pociech.
-Jak dajesz sobie radę teraz bez Uli? – zapytała, gdy Tosia z Wojtkiem podziękowali i z zabawkami pobiegli do swoich pokoi. —Trójka dzieci, praca, rodzice.
-Betti nam pomaga. To siostra Uli. Ma siedemnaście lat i mieszka z nami tymczasowo. Zaraz powinna wrócić z zakupów.
-Taka pomoc to skarb -odparła z uśmiechem, ale obecność w domu siostry Uli skomplikowała jej plan uwodzenia Marka. Mam jeszcze dla twoich rodziców zaproszenie na prywatną audiencję u papieża i wspólną celebrację nabożeństwa.  
-Udało się jednak -odparł z uradowaniem.  
-Bez problemu. Od wieków do Watykanu z naszych winnic dostarczane są wina.  Połowa września będzie dobra?
-Jak najbardziej. Będę ci winny przysługę Paula. Mamie zależało.
-Chyba wiem, jak możesz mi się odwdzięczyć -odparła momentalnie. Mógłbyś pójść ze mną na jutrzejsze przyjęcie do ambasady. Samej tak głupio.
-Niby w jakim charakterze miałbym tam się pojawić?
-Osoby towarzyszącej.
-Zapomniałaś, że mam żonę? - zapytał wymownie. —I dzieci, którymi muszę się zająć. Rafałek ma dopiero trzy latka.
-I Beatkę do opieki oraz rodziców. Przez jeden wieczór poradzą sobie.  Uli i rodzicom nie musisz mówić, że wychodzisz ze mną.
-Ula mi ufa Paula i jeśli wyjdziemy, to powiem jej prawdę. Tak jak rodzicom. Obawiam się, jak inni odbiorą nasze wspólne pojawienie się na bankiecie.
-Nie powinno nikogo interesować, z kim będę -argumentowała. —Poza tym mało kto będzie cię znał. A tobie pójście na bankiet wyjdzie jeszcze na dobre. Zapoznasz parę wpływowych osób i może zyskasz potencjalnych odbiorców win.  Znowu świat usłyszy o Marku Dobrzańskim.
-Może ja nie chcę takiego rozgłosu Paula i jest mi dobrze tak jak teraz. Z rodziną, w domu.
-Od czasu jak ożeniłeś się, to stałeś się drobnomieszczański -odbruknęła z niezadowoleniem. Tylko żona i dzieci ci w głowie.
-To się nazywa wierność Paula -odparł.

Przed Ulą wyjścia z Pauliną nie zamierzał ukrywać. Wieczorem, kiedy połączyli się przez Skype, opowiedział jej o wizycie.


 -Szczęśliwa nie jestem Marek, ale mogła w zamian zażądać coś znacznie gorszego -mówiła sensownie. I ufam ci.
-Wiem kochanie i dziękuję. A Paula się zmieniła.  Nawet rodzice zauważyli, a dzieciom przyniosła prezenty.
-Jakoś trudno mi w to uwierzyć Marek -odparła sceptycznie. Nie ten typ kobiet.
-Minęło dziesięć lat Ula.  
I o dziesięć za mało -pomyślała.
-Czas pokaże, jakie ma intencje. Ja byłabym ostrożna. 


Przyjęcie w ambasadzie zgromadziło sporo osób. Paulina zaś jak za dawnych czasów czuła się tam jak ryba w wodzie. Błyszczała, uśmiechała się i chętnie pozowała do zdjęć.


Marek niestety tak komfortowo się nie czuł, bo nikogo praktycznie nie znał. Nieliczni znajomi zaś zastanawiali się, co robi tu w towarzystwie byłej narzeczonej.  W stosunku do Marka Febo zachowywała się bez zarzutów i nie próbowała żadnych sztuczek, a których się obawiał. Nawet gdy komuś przedstawiała go, to mówiła, że są dobrym znajomym i kiedyś ich rodziny łączyła firma. Jedną z poznanych przez Febo osób była początkująca malarka Aldona Morello - Kordon. Kobieta dała Febo również zaproszenia na swój wernisaż, który miał mieć miejsce nazajutrz.
-Ty nie miałbyś ochoty pójść ze mną Marco?  -zapytała po jej odejściu. —Zaproszenie mam dla dwóch osób.
-Tym razem w jakim charakterze?
-W żadnym. Dla relaksu i abyś kulturalnie się nie zaniedbać.
-Dla relaksu lubię piwo wypić i poleżeć. A malarstwo to twoje hobby.
-Ty po prostu boisz się wyjścia ze mną?
-Paula ja nawet nigdy nie słyszałem o niej i nie wiem, co maluje. Nie lubię nowoczesnej sztuki. Wolę swojskie klimaty.
-Tak się składa, że Aldona maluje sceny historyczne i czasy sprzed wieków. Chałupy pod strzechą, chłopów na polu i inne wiejskie życie.  Ja zamierzam iść i coś kupić. To dobra inwestycja. A tobie to chyba Ula nie pozwala nigdzie chodzić samemu. Przy mnie miałeś i miałbyś więcej swobody.  Nie jesteś przypadkiem pantoflarzem.
- Nie, nie jestem i skoro ci tak zależy, to mogę wyjść z tobą jeszcze ten jeden raz -odparł, bo przekonała go możliwość zamówienia obrazu.  Chciał kupić coś dla Uli na rocznicę ślubu.  Pasowałby również do ich restauracji.
Z bankietu wracali razem taksówką. Najpierw taksówka odwiozła Paulinę do hotelu, a tam na pożegnanie Febo cmoknęła Marka w policzek i podziękowała za dzisiejsze wyjście i za jutrzejsze. Po jej odejściu Marek musiał przyznać sam przed sobą, że pomimo tego, że na początku nie bawił się zbytnio dobrze, to z czasem było lepiej i brakowało mu tego. Obiecał sobie, że razem z Ulą znowu zaczną udzielać się towarzysko, a nie będą żyli tylko pracą i rodziną.
Kolejne wyjście z Febo również mógł zaliczyć do udanych, bo Paulina zachowywała się przyzwoicie, a jemu udało się kupić obraz. Popełnił jednak błąd, bo nie powiedział żonie, gdy rozmawiali przez telefon, że wychodzi ponownie z Pauliną. Ula zaś tak pechowo w czasie wyjścia zadzwoniła na domowy telefon i zanim ktoś z dorosłych podszedł, telefon dopadła Tosia. Po przywitaniu się z córką i chwili rozmowy przeszła do sprawy, w jakiej dzwoniła.



-Jest tatuś w domu? Dzwonię do niego i nie odbiera.
-Tatuś wyszedł z ciocią Pauliną mamusiu -oznajmiła jej córka.
Znowu -pomyślała ze smutkiem.
-Ciocia? Tak kazała wam mówić do siebie?
-Powiedziała, że jest naszą taką doszywaną ciocią i że kiedyś była narzeczoną tatusia.
-A wiesz, dokąd wyszli córeczko?
-Na jakąś wystawę mamusiu.

Dzień później Paulina miała opuścić Polskę, ale znalazła sposób, aby zostać. W dniu jej powrotu do Mediolanu bowiem do Marka zadzwonił ktoś z zastrzeżonego numeru. Było to dla niego o tyle dziwne, bo zawsze numer albo osoba dzwoniąca była widoczna.  Kiedy zaś odebrał i usłyszał, że to z policji przeraził się, bo pomyślał o najgorszym i że stało się coś złego Uli, dzieciom albo rodzicom.
-Dzień dobry. Komisarz Adam Domański i dzwonię w sprawie pani Pauliny Febo. Została okradziona i jest u nas. Podała pana numer telefonu. Prosi, aby pan przyjechał tutaj, bo nie ma nawet na taksówkę. Powinna pójść jeszcze na pogotowie. Ma zadarcia na twarzy i prawdopodobnie rękę zwichniętą.
-Przyjadę po nią -odparł, choć nie miał ochoty spotykać się z nią.
Kiedy dotarł na komisariat, to okazało się, że sprawa kradzieży nie jest taka prosta, bo nie wiadomo było, czy była to zwykła kradzież, czy ma to związek z porachunkami z Aleksem Febo.
-Pani Febo opowiadała nam o długach i że mafia pofatygowała się aż tutaj. Ostatnio również czuła się śledzona.
-To prawda Aleks Febo miał problemy finansowe -odparł policjantowi. Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? -zapytał Paulinę.
-Nie chciałam was denerwować. Zwłaszcza że twoi rodzice wyjeżdżali i zepsułabym im wyjazd.
-A co ukradziono? -zapytał policjanta.
-Według zeznań to pięć tysięcy, telefon warty około trzech tysięcy, biżuterię za dziesięć tysięcy i sama torebka była warta podobno trzy tysiące. Oczywiście karty i dokumenty. Ale z tego pożytku zwykli złodzieje nie będą mieli. Prawdopodobnie pani Febo była śledzona, bo półgodziny prędzej z konta wypłaciła pieniądze.
-Po co były ci pieniądze, skoro wracałaś do Włoch Paula? -zapytał podejrzliwie Paulinę.
- Na torebkę od Balenciaga. Widziałam elegancką w Złotych Tarasach.
-I okradli cię w centrum?
-Zadajesz te same pytania, co pan policjant Marek. Nie w centrum. Na Krasickiego, w tym parku, jak wracałam od tego pośrednika nieruchomościami. Znalazł dla mnie w końcu mieszkanie. Masz jeszcze jakieś pytania, bo ja podpisałam, co miałam podpisać i chciałabym pójść do tego lekarza. Mam cały łokieć w sińcach.
Lekarz nic groźnego nie stwierdził i kazał stłuczenie smarować maścią i robić okłady. Okazało się jednak, że Febo nie ma gdzie się podziać, bo z hotelu wymeldowała się i nie ma ani pieniędzy, ani dokumentów, aby gdzieś zameldować się i zanocować. Bała się również tego, że kradzież przypadkiem nie była. W tej sytuacji Marek zmuszony był wziąć ją do siebie na parę dni. Kiedy dojechali, to Paulina dowiedziała się, że na najbliższe trzy dni Beatka wraz z siostrzeńcami przeniosła się do Rysiowa. 

sobota, 6 czerwca 2020

Nowe życie 1/4- mini.


Ślub Urszuli Cieplak i Marka Dobrzańskiego odbił się nie mniejszym echem niż niedoszły ślub Pauliny Febo i Marka Dobrzańskiego. Z tą różnicą, że zamiast katedry na przysięgę małżeńską i eleganckiej sali królewskiej na wesele był kościółek w Rysiowie i małe przyjęcie w restauracji.  Ilość gości również była inna, bo pięćdziesięciu, a nie osiemset. Później nowożeńcy wyjechali w podróż podróżną. Postawili na Polskę i wybrali Wrocław i Kraków.


Po powrocie rzucili się w wir pracy, bo na Febo nie mogli liczyć. Oboje odcięli się od Dobrzańskich i postanowili zostać na stałe we Włoszech. Z tą różnicą, że nie zamierzali pozbywać się swoich udziałów i co kwartał przylatywali do Polski. Prezesem został ponownie Marek, a Ula jego asystentką. Decyzję taką podjęli z uwagi, że w niedługim czasie chcieli powiększyć rodzinę i Ula odeszłaby i tak na urlop macierzyński. Oboje uzgodnili bowiem, że nie będą wynajmować opiekunek ani dawać dziecka do żłobka tylko sami zajmą się swoim maluszkiem. Ciążę mogli świętować już w dwa miesiące po ślubie. Marek od chwili, kiedy dowiedział się, że zostanie ojcem, to zaczął dbać o swoją żonę. Pilnował, aby odpowiednio się odżywiała, brała wszystkie leki, pamiętał o badaniach, wychodził na spacery i czytał fora o ojcostwie. Oczywiście zapisał siebie na kurs dla ojców i ich oboje do szkoły rodzenia.
-Marek -tłumaczyła czasami Ula. —Ciąża nie choroba i nie potrzebuję całodobowej opieki. 
-Ale ja będę spokojniejszy, gdy będę wiedział, że z tobą jest wszystko dobrze.
-A ja będę spokojniejsza, jeśli dasz mi coś w domu zrobić. Gotować mogę. Samo wychodzenie do pracy mi nie wystarcza. A ty powinieneś częściej wychodzić z Sebastianem. Nawet Wiola narzeka, że ciągle siedzi w domu i ona nie ma chwili dla siebie.
-Nie wychodzę, bo wszystko, co potrzebuję mam tutaj kochanie.
Po kilku takich próbach przekonywania dała sobie spokój. Zwłaszcza że wśród jego troskliwości były i całkiem przyjemne rzeczy. Tak było z masażem stóp, włączaniem przyjemnej muzyki albo przygotowaniem kąpieli.  Kiedy na USG wyszło, że urodzi się dziewczynka, to oszalał ze szczęścia, bo chciał mieć córeczkę.  Mała Tosia urodziła się śliczna i zdrowa, a na policzkach miała nieodzowny znak Dobrzańskich. Ula myślał, że kiedy dziecko będzie już na świecie, to Marek uspokoi się trochę, ale on swoją opiekuńczość przerzucił na córeczkę. Wziął miesiąc wolnego i postanowił opiekować się zarówno żoną, jak i niemowlakiem. Robił to wyjątkowo denerwująco, bo każdy pomruk zrywał go na nogi, a najmniejsze odparzenie od razu smarował maściami. Swoją pomoc służyła również Helena. Ona na szczęście do opieki nad wnuczką podchodziła z dystansem i zgadzała się z Ulą w wielu sprawach.
- Ula ma rację. Nie wariuj.  Ja cię wychowałam bez pampersów, drogich zasypek, tych wszystkich odżywek i przeżyłeś.
-Ale dzieci więcej chorowali mamo -argumentowała.
-Wychuchane dziecko nie jest dobrym pomysłem Marek.
-Ale zaniedbane jeszcze gorszym -odpowiadał i dyskusja się skończyła.
Obie w końcu dały sobie spokój licząc, że Marek sam zrozumie, że źle zrobi. Poza tym miał niedługo wrócić do pracy, a do tego czasu Ula wymyślała mu prace domowe. Poprosiła również, aby pomógł w jej w kursie na prawo jazdy.
Kiedy mała skończyła pół roku, to Ula coraz częściej pojawiała się we firmie, a Antosia była u dziadków. Rano razem odwozili córeczkę do Dobrzańskich i jechali do firmy. Ula wracała zazwyczaj prędzej i odbierała dziecko. Później jechała do domu, aby ugotować coś na obiad. Popołudnia spędzali już razem albo w domu, albo na spacerach. Zajęli się również kupnem domu.
Gdy Antosia skończyła trzy latka, to poszła do przedszkola. Ula w tym czasie po raz drugi zaszła w ciążę. Tym razem na świat przyszedł synek Wojtek. Był to jeszcze czas, kiedy firma miała się w miarę dobrze, choć nie było już tyle zysków co jeszcze niedawno. Gorsze czasy naszły, gdy na świat przyszedł ich drugi syn Rafał.  Stało się to w dwa lata po urodzeniu Wojtusia. Na rynku ukazywało się sporo sieciówek i podróbek kreacji. Do upadku firmy przyczynił się jednak najbardziej Aleks Febo, bo chciał szybko zarobić i zadarł z nieodpowiednimi ludźmi we Włoszech, którzy za zwrotem długów pojawili się w Polsce i trzeba było wszystko powyprzedawać, aby oddać im długi. Wraz z F&D upadło i PRO.es. Aleks w dodatku niedługo po tym trafił do Włoskiego więzienia za przekręty i udział w grupie przestępczej.  Paulina za to ustawiła się, bo złapała bogatego wdowca, który po pięciu latach zmarł, pozostawiając jej spory majątek. Tak więc od prawie dwóch lat była wdową i żyło się jej dostatnie.
Ze względu na złą sytuację finansową Ula z Markiem i dziećmi postanowili zamieszkać z Dobrzańskimi. Zwłaszcza że po upadku firmy Krzysztof podupadł jeszcze bardziej na zdrowiu. Rozumiał jednak, że jest kryzys i podobne partnerskie firmy kończyły tak samo. Najbardziej dręczyło go to, że Aleks najmocniej się do tego przysłużył. Helena zaś martwiła się jego stanem i tym, że nie ma siły, aby opiekować się mężem.  Dlatego Ula została w domu i zajmowała się wszystkim, a Marek musiał poszukać sobie pracy. Taka nagła sytuacja życiowa spowodowała nie tylko pogorszenie statutu życia, ale i zaniedbanie fizyczne. Ula, która mało wychodziła z domu w ciągu paru miesięcy zaniedbała się i zaczęła przypominać Ulę brzydulę. Po ostatniej ciąży przytyła również i nie mogła w żaden sposób zrzucić zbędnych kilogramów. Aby zatuszować zbędne kilogramy, to zaczęła ubierać obszerne rzeczy. 



Marek zaś zaczął siwieć, miał ciągle przemęczoną twarz, a jego zabójczy uśmiech i dołeczki nie robiły już takiego wrażenia jak kiedyś.


Pracę dobrze płatną łatwo nie było mu dostać. Na niekorzyść działał wiek, bo był po czterdziestce, a na korzyść nazwisko. Zatrudnienie znalazł w Bibeloty i ty. Firma oferowała dekoracje do salonów, kuchni, sypialni i innych pomieszczeń. Marek był tam menedżerem odpowiedzialny za promocję firmowych produktów i sprzedaż. Dostawał za to niecałe pięć tysięcy na rękę. Dorabiać się nie musieli, bo mieli, gdzie mieszkać, więc z emeryturą Krzysztofa starczało na siedmioosobową rodzinę.
Po dłuższej nieobecności w Polsce pojawiła się Paulina i zapowiedziała się u Dobrzańskich na niedzielny obiad. W czasie obiadu ciągle przyglądała się Uli, a na jej twarzy można było wyczytać drwinę. Ula mimo to była dla niej uprzejma. Choć cieszyła się, że niedługo wyjeżdżają z Markiem i dziećmi do Olszańskich i zbyt długo nie będzie musiała jej oglądać.


-Śliczne masz te dzieciaki Marco -rzekła, gdy Ula zajęła się podawaniem do stołu. —Do tego takie miłe, grzeczne, inteligentne.
-Macie Paula. One mają matkę. Na długo przyleciałaś?
-Zobaczę jeszcze. Na razie na tydzień mam opłacony hotel. Słyszałam, że postanowiłaś poświęcić karierę dla rodziny -rzekła do Uli, gdy ta nalewała jej rosół. —Nie szkoda ci studiów.  
-Nie. I jak najbardziej mi odpowiada rola matki i żony -odparła spokojnie.
-Mama jest najlepsza na świecie i robi nam najlepsze naleśniki -rzekł Wojtuś, który wyczuł, że Febo taka miła, jak próbuje być, nie jest. —I kochamy ją.
Kiedy skończyli jeść i Ula z pomocą teściowej odniosła wszystko do kuchni, to odetchnęła z ulgą, że nie będzie musiała jej dłużej oglądać ani znosić.  Kwadrans później wraz z Markiem i dziećmi żegnała się z Febo. 
-Z Uli zrobiła się prawdziwa kura domowa -rzekła Helenie, jak tylko zamknęły się za nimi drzwi. —Jak mogła się tak zapuścić.
-Urodziła trójkę dzieci Paulino -mówiła usprawiedliwiająco niedoszła teściowa. —I tyle w domu robi.
-Znam osoby, które mają tyle samo dzieci i wyglądają młodo i zgrabnie.  Klasę trzeba mieć w genach. Z kopciuszka nigdy nie zrobi się księżniczki. Marek również wiele stracił. Ja nie pozwoliłabym, aby tak się postarzał.
-Paulino jesteś u mnie i nie życzę sobie, abyś obrażała ich pod moim domem -mówiła ostro. —Zwłaszcza Ulę. Tyle dla nas robi. Wątpię, aby ciebie było stać choćby na mały ułamek tego.
-Nie chciałam urazić cię. Mówię, tylko co widzę.
-To zachowaj dla siebie -odparła kategorycznie.
Przez resztę popołudnia tematu już nie kontynuowały, tylko Paulina opowiadała o luksusowym życiu w Mediolanie. Zanim jeszcze wyszła, to w planach miała odebrać Uli, to co kiedyś należało do niej. Chciała nawet zaproponować Helenie, aby jej pomogła. W zamian zaś mogłaby podzielić się majątkiem i wyciągnąć ich z sytuacji, w jakiej się znaleźli.  Jednak po ostrych słowach Dobrzańskiej zrezygnowała.

Z odzyskaniem Marka długo nie czekała i dwa dni później zadzwoniła, aby umówić się na lunch. Chciała, aby pomógł jej w znalezieniu małego apartamentu, by miała gdzie mieszkać, jeśli znowu przyleci do Polski i będzie chciała zostać dłużej. Marek nie zamierzał jednak umawiać się z nią, tylko polecił biuro nieruchomości. Febo natomiast nie zamierzała poddawać się i po raz kolejny pojawiła się u Dobrzańskich. Będąc u nich w niedzielę słyszała, że w środowe popołudnie Ula, Helena i dwójka starszych dzieci będzie poza domem, a Marek ma wrócić prędzej z pracy, aby zająć się ojcem i Rafałkiem. Dlatego też pojawiła się o tej porze u nich w domu, a czas sam na sam chciała wykorzystać na wspomnienia o czasach, kiedy byli parą i narzeczeństwem.
-Gdyby nie ty to teraz on mógłby być naszym synem Marco -mówiła z wymuszoną uprzejmością. —Cała trójka mogłaby być.
-Nie zapędzaj się Paula -wtrącił. —Z tym swoim Carlem dzieci nie miałaś.
-On miał i nie chciał więcej.
-A ty nie chciałaś postawić na swoim? -zapytał ironicznie. — To coś nowego. Jak byliśmy razem, to rzadko, kiedy ustępowałaś.
-Mimo to, to były moje najlepsze lata Marek. Rozpieszczałeś mnie przynoszeniem kawy i śniadania do łóżka. Pamiętasz? A nasze noce. Takie namiętne.
-Jak przez mgłę Paula. Pamiętam za to, jak robiłaś mi awantury o spojrzenie na inną kobietę.
-Ja chcę być uprzejma, a ty jesteś ordynarny. I to po tylu latach.
-To nie podejmuj tematów, o których nie chcę rozmawiać Paulino.
Przez resztę popołudnia Marek nie musiał być z nią sam na sam, bo Krzysztof usłyszał jej głos i zszedł na dół do salonu. Później wróciła do domu Helena i zajęła się Pauliną. Dwa dni później zaś niezrażona ostatnią wizytą pojawiła się u niego w pracy z nieoczekiwaną ofertą.
-Co tu robisz, kto cię wpuścił i po co przyszłaś?   -zarzucił ją pytaniami, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi.
-Włoskie nazwisko i akcent zawsze działają Marco. A przyszłam, aby zaproponować ci pracę.  Mógłbyś być przedstawicielem na Polskę naszych win. Nie mamy tu dystrybucji, a polski rynek miałby zbyt.
-Skąd ta propozycja? -zapytał podejrzliwie. —Za życia twojego męża nic takiego nie było w planach.
-Bo istniało jeszcze F&D.  Teraz wiem, że jest wam trudno. Rozmawiałam z Heleną i brakuje jej niektórych rzeczy. A jestem jej i Krzysztofowi winna wdzięczność. Wychowywali mnie przez kilka lat.
- Trudno mi w to uwierzyć Paula. Nigdy nie umiałaś okazać wdzięczności. Prędzej chodzi ci o mnie.
-Nie pochlebiaj sobie -odparła z wyższością. Nie jesteś już tak atrakcyjny, jak kiedyś. Zdziadziałeś przez te dziesięć lat.
-To tym bardziej nie powinienem pokazywać się publicznie. Nie uważasz Paula?
-Wystarczy kilka zabiegów odmładzających, inna fryzura i elegancki garnitur, abyś inaczej wyglądał. Pracowałbyś głównie na terenie Polski i tylko czasami musiałbyś przylatywać do Włoch.
-Dzięki, ale jakoś sobie poradzimy sobie -wtrącił.
-Mógłbyś chociaż przemyśleć. Albo przedyskutować z żoną. Na pewno zarabiałbyś więcej niż tutaj -mówiła nieustępliwie.
-Ok. Paula pomyślimy z Ulą. Zadowolona? Teraz muszę zająć się tą pracą.
-Nie myśl tylko, że nie zapytam o to, bo zapytam -odparła, odchodząc.

Ula tymczasem w innej części Warszawy spotkała się z koleżanką z liceum Dorotą. Dorota Rawicz wróciła właśnie po ponad dziesięciu latach do Polski i zamierzała w coś zainteresować, a najlepiej otworzyć własną firmę. W tym celu umówiła się z Ulą na spotkanie i liczyła na jej pomoc.
-To, co masz mi do zaoferowania? -pytała Ula. —Przez telefon byłaś tajemnicza.
-Chcę założyć małą firmę Ula. 
-Ryzykownie w tych czasach. 
-Wiem, że z waszą firmą nie wyszło, ale ja chcę spróbować z czymś całkiem nowym Ula. W Anglii coraz więcej osób skłania się na życie eko, a w Polsce jest stosunkowo mało takich firm. Głównie to chciałabym zainwestować w produkcję żywności dla wegan. Skończyłam w końcu studia na kierunku technologii żywności i czas wykorzystać wiedzę. Później może i ekologicznych kosmetyków pod własną marką.
-Pomysł może i dobry, tylko to ogromne pieniądze są.
-Wiem i dlatego oprócz mnie, będą wspólnicy.  Mój brat Kamil jest nastawiony na produkcję roślinną i na tych swoich pięćdziesięciu hektarach obiecał siać ekologiczne warzywa i zioła. Ma dość startowania w przetargach i chce mieć swój własny zbyt. W Rysiowie zaś ciągle jest ta hala po cukierni i można kupić ją za bezcen na produkcję. Rodzina męża natomiast ma małą piekarnię i również obiecała piec domowe chleby, ciasteczka i tym podobne. Próbują nawet przepisów dla wegan. Teraz najważniejszy byłby zakup maszyn i tu pojawia się kłopot, bo muszę wziąć kredyt, a ty się znasz na tych wszystkich oprocentowaniach. Byłam w banku i tłumaczyli mi, ale mało co zrozumiałam. Gdybyś poszła ze mną i doradziła. Mam jeszcze dwie symulacje do przejrzenia. 
-Nie ma sprawy Dorota. Jak ogarnę dom, powysyłam dzieci do szkoły i przedszkola, to nie mam nic do roboty.
-Dzięki Ula. A co nowego poza tym, że dzieci rosną.
-Była narzeczona Marka kręci się obok niego -odparła z przygnębieniem. W dodatku ciągle wygląda rewelacyjnie.
-A byłe podobną są najgorsze Ula.
W kolejnych dniach Ula pomagała Dorocie w wyborze odpowiedniego kredytu, ale odsetki były spore i mogły wykończyć biznes.  Po głowie chodziło jej inne rozwiązanie.
-A nie myślałaś, aby dopuścić kogoś spoza rodziny do twojej firmy? – pytała niepewnie. —Opowiadałam Markowi o twoich planach i kłopotach i mówił, że pomysł jest świetny i chętnie by zainwestował.
-Myślałam o tym samym Ula, ale nic nie mówiłam. Raz nie udało się wam i bałam się proponować.  A mielibyście tyle funduszy? -zapytała z optymizmem.
-Tak. Zostało nam trochę pieniędzy.  Co prawda chcieliśmy z Markiem zostawić dzieciom, ale kapitał należy pomnażać.
Za realizację pomysłu wzięli się już tydzień później, a firmę nazwali Dobrawa. Wzięła się od ich nazwisk Dobrzańscy i Rawicz. Swój biznesplan poszerzyli o restaurację z daniami dla wegan i wegetarian oraz pijalnię win. Dlatego też zgodzili się współpracować z Pauliną Febo -Lonno. Tym miał zajmować się Marek.  Ula zaś z racji, że Dobrzańscy włożyli w końcu więcej funduszy, to miała zostać szefem całej spółki. Znała się też jako jedyna z nich wszystkich na ekonomii.
Nowe perspektywy dały Uli zastrzyk optymizmu i zainwestowała w poprawienie wyglądu. Kupiła nowe ubrania i poszła po nowe szkła kontaktowe, bo w poprzedniej parze zgubiła jedną soczewkę. Na sam koniec poszła do fryzjera. Za przykładem żony poszedł Marek. Tak więc w ciągu paru dni stali się piękni.


Tak odmieniony Marek pojawił się w Mediolanie u Pauliny, aby podpisać umowę o dystrybucji win do Polski. Z uwodzeniem byłego narzeczonego postanowiła jednak poczekać.