niedziela, 16 lipca 2023

Piękna i nieporadna cz. 3

Do gabinetu dyrektora finansowego było bliżej i dlatego od wizyty w jego biurze Ula i Marek rozpoczęli swój krótki obchód po firmie. Reakcja Febo na widok Uli mocno zaskoczyła Marka. Aleks zawsze chodził ponury i z kamienną miną, a teraz widział w jego twarzy zachwyt i delikatny uśmiech. 

 


To zdecydowanie nie spodobało się mu. Zwłaszcza że od dawna nie było w jego życiu żadnej kobiety. A przynajmniej on o tym nie wiedział. Przypatrywanie się również Uli się nie spodobało.

-Tak jak ci wspominałem. To właśnie pani Urszula Cieplak nowa dyrektor reklamy i marketingu. A to Aleksander Febo -przedstawił ich Marek.

-Miło panią poznać -mówił Aleks, wpatrzony w Ulę. — I liczę na udaną współpracę.

-Tylko nie próbuj tych swoich sztuczek Aleks -wtrącił Marek. — Póki, co będę jej pomagał na początku.

-Czyli pewny jej kompetencji jednak nie jesteś.

-Jestem Aleks. Tylko twoich zamiarów nie jestem pewien.

-Zapewniam pana, że nie zamierzam być gorszym dyrektorem niż Marek -wtrąciła Ula.

-Gorszym chyba się już nie da -dogryzł Aleks.

-Dlaczego? Nikt na Marka nie narzekał -broniła swojego szefa.

-Bo nie o to mi chodziło.

-Przedstawiłem was i nie ma sensu dłużej tu zostawać Ula i wchodzić w niepotrzebną dyskusję.

Wizyta u mistrza była całkiem inna. Chociaż mistrz również był pod wielkim wrażeniem Uli, to czuła się swobodniej. W swoim stylu obszedł ją na około i uśmiechając się z aprobatą.

-Bellissima. Piękna i elegancka w każdym calu.

-Dziękuję panu.

-Tylko nie panu -wtrącił z delikatnym napomnieniem. — Mistrzu albo Pshemko wystarczy. Marco ma gust nie od parady.

-Najważniejsze jest, że Ula ma konkretne wykształcenie -wtrącił Marek

-Nie myślałem, że kiedyś od ciebie to usłyszę -odparł mu ironicznie. — Urszula jest taka naturalna. Nie cierpię tych sztucznych kobiet i nadąsanych. Czuję od Urszuli dobrą energię.

-Dziękuję.

-I, co Izabela zrobi z tą falbaną -spokojny głos Pshekma podniósł się o kilka tonów. —  Fala ma falować, a nie leżeć.

-I to jest cały Pshemko -wyjaśnił Marek. — Potrafi od zachwytu przejść w histerię.

 

Paulina tymczasem opowiedziała bratu o Uli i że Marek na pewno zatrudnił ją dla siebie. Brat nie przyznał się siostrze, że ta zrobiła na nim duże wrażenie i obiecał pomóc. Na niepokój siostry miał tylko jedną radę, czyli szybkie pozbycie się jej z firmy. Tym miało być utrudnianie pracy Uli i zastraszenie jej. Dokładnie tak jak postępował z innym pracownikami.

Pomimo że Aleks obiecał Paulinie, że zajmie się Ulą, to ta nie zamierzała siedzieć bezczynnie i sama przypilnować narzeczonego i Cieplak. W tym miała pomóc jej Wioletta. Co prawda Kubasińska całkowicie nie pasowała do jej stylu życia, ale czego nie robi się dla dobra sprawy. W sekretariacie pojawiła się już drugiego dnia pracy Wioletty. Pora nie była też przypadkowa, bo w czasie, kiedy Marek wyszedł na lunch.

-Dzień dobry. Paulina Febo -rzekła oficjalnie, wchodząc do sekretariatu. — To ty jesteś nową sekretarką Marka?

-Tak. I wiem, kim pani jest. Poznałam. Pani zdjęcie jest na biurku Marka. Wioletta Kubasińska tak dla ścisłości.

- Liczę, że dobrze będziesz wywiązywać się z obowiązków. A przynajmniej wyglądasz na taką. Poprzednie sekretarki Marka były delikatnie mówiąc rozgarnięte w innym miejscu, niż powinny.

-Dziękuję. Postaram się nie zawieść. Mogę w czymś pomóc, bo Marka nie ma?

-Nie. Chciałam zostawić tylko Markowi kosztorysy biżuterii na najbliższy pokaz.

-Przekażę -odparła Wioletta, odbierając od niej teczkę.

-Czasami będę potrzebowała pomocy sekretarki, a własnej nie mam. Mogę liczyć na pomoc?

-Oczywiście. Jeśli tylko dam połączyć wszystko razem.

-Na pewno dasz radę. Później przyjdę i miałabym dla ciebie zadanie. Sprawdziłabyś mi hurtownie z biżuterią. 

-Nie ma sprawy. Zajmę się tym, jak tylko skończę z tymi umowami modelek. Są jakieś nowe -mówiła, wprowadzając Paulinę w zaciekawienie.  O szczegóły jednak nie spytała.

-W takim razie nie będę przeszkadzała -odparła i szybko wyszła.

 

Ula poznać osobiście Paulinę miała okazję następnego dnia. Była w bufecie, kiedy pojawiła się tam Febo po swoje zamówienie diety pudełkowej.

-To pani została przyjęta do pracy na miejsce mojego narzeczonego -rzekła, akcentując słowo narzeczonego.

-Tak. Urszula Cieplak.  

-Paulina Febo. Liczę, że sporo umiesz i godnie zastąpisz Marka. Słyszałam, że skończyłaś dwa kierunki.

-To prawda. Kierunki są podobne do siebie i łatwo było łączyć.

-Cenię tak ambitne kobiety -postanowiła, że nie będzie traktowała Ulę, jako potencjalną rywalkę tylko spróbuje nawiązać z nią bliższą znajomość. — We firmie na kierowniczych stanowiskach sami mężczyźni są zatrudnieni. Nie mam nawet, z kim porozmawiać. W sensie rozmowy z kobietą.

-Przecież są tu miłe dziewczyny i można…

-Chodzi mi o rozmowę bardziej kompetentną, a nie o firmowe plotki -przerwała jej w pół zdania. — Ja zajmuję się dodatkami, a nie zawsze jestem pewna swoich decyzji i nie mam się, kogo poradzić. Myślałam, że ze strony nowej sekretarka Marka będę mogła mieć pomoc, ale stylu nie ma za grosz. To pani powinna zostać jego sekretarką, a tę dziewczynę dać do innego działu. W końcu to ona jest najbliżej Marka i niejako reprezentuje firmę. Nie pasuje do sekretariatu prezesa.

-Ubiór nie jest najważniejszy -mówiła z zmieszaniem. — Rozmawiałam z Wiolettą, gdy byłyśmy na rozmowach kwalifikacyjnych i na pewno podoła obowiązkom.

-W to nie wątpię. Powinna tylko zadbać o wygląd. Jest taka nijaka. Ty wyglądasz na elegancką i masz styl.

-Dziękuję. Choć moda odległa jest od ekonomii, to staram się ubierać w miarę swoich możliwości finansowych. Czasami wypatrzę coś w gazecie albo w Internecie i samej coś w domu uszyć, albo przerobić.

-Kreatywność dobra cecha. Potrzebna na dyrektorskim stanowisku. Tak jak umiejętność zarządzania ludźmi.

-Póki co są bardzo mili i pomocni. Zobaczymy, co będzie dalej. Zresztą nie zamierzam ich jakoś szczególnie wykorzystywać faktem, że to ja jestem szefową.

-No cóż. Każdy ma swoje metody na rządzenie pracownikami. Żeby tylko na głowę ci nie weszli.

Febo w końcu wzięła swoje zamówienie i wyszła z bufetu. Samą Ulę zaskoczyła, bo miała wrażenie, że próbuje nią manipulować.

 

Przez kolejne dwa dni z zarówno Ula jak i Wioletta wdrażały się w obowiązki. Wioletta nawet została po godzinach, aby zorientować się w papierach i po swojemu je poukładać na półkach. Marek jak na razie zastrzeżeń do jej pracy nie miał. Wszystko, co było mu potrzebne miał na czas, a i kawę umiała całkiem dobrze zaparzyć. Jedynie do jej niezdarności mógłby się przyczepić. Raz zepsuła ksero, a innym razem strąciła jego zdjęcie w ramce, gdzie był wraz z Pauliną. Pęknięcie tak się ułożyło, że rozdzieliło narzeczeństwo.  Miała też tendencję do przekręcania słów, przysłów albo całych wyrażeń.

Ula po pierwszym tygodniu pracy miała mieszane uczucia.  Cieszyła się, że ma pracę i dołoży się do renty ojca i do pensji pielęgniarki jej mamy. Obawiała się jednak tego, że Aleks i Paulina będą utrudniać jej pracę. Samego Marka również się obawiała, bo skłamałaby myśląc, że nie robi na niej wrażenia. Był bardzo przystojny, dobrze wychowany i ogólnie lubiany. Miał tylko dwie wady. Pierwszą wadą było to, że był zajęty. Drugą natomiast, że miał na koncie sporo romansów i zdrad. Kilka dni wystarczyły, aby dowiedziała się o pikantniejszych szczegółach z jego życia.  Po tym, czego się dowiedziała, było jej nawet żal Pauliny, bo wiedziała, co może czuć zdradzona kobieta. Jeszcze rok temu miała chłopaka Radka, ale nagle dowiedziała się, że ją zdradza i czuła się z tym okropnie.

 

W samej pracy wiodło się jej całkiem dobrze i  wdrażała się w obowiązki dyrektora. Była pojętna i szybko ogarniała swoje obowiązki i poszczególne zadania do zrealizowania w najbliższej przyszłości. Pomocni w tym byli jej koledzy i koleżanki z działu, z którymi szybko złapała dobry kontakt. Z innymi  pracownikami również miała dobre relacje. Tylko rodzeństwo mąciło miłą atmosferę.  Z Aleksem musiała stoczyć pierwszą bitwę. Poszła do niego, aby porozmawiać o brakującym podpisie na jednym z dokumentów. Jego sekretarki Doroty nie było, a drzwi były uchylone, to zapukała. Chwilę później usłyszała, czego znowu.

-Dzień dobry -przywitała się.

-A to pani. Myślałem, że znowu Adam wrócił -mówił, wstając zza biurka.

Adam czy nie, ale brzydko jest się tak odnosić -pomyślała.

- A to tylko ja. Mogę usiąść?

-Proszę bardzo -odparł, wskazując krzesło po drugiej stronie biurka. — W czym mogę pani pomóc?

- Chodzi o ten dokument -odparła, podając papier.  — Zapomniał się pan podpisać.

-Nie zapomniałem, bo nie zgadzam się na zmiany.

-Niby dlaczego panie Febo? Czym się różni rynek włoski od niemieckiego i austriackiego, że na ten pierwszy przeznaczył pan prawie milion euro na reklamę, a na te dwa pozostałe po niecałe pół miliona.

-We Włoszech jesteśmy bardziej popularni markowo.

-Może, dlatego że więcej płacimy im za reklamę? Albo może ten Roberto Maldini jest pana znajomym. Dopiero od trzech miesięcy ten spec od reklamy nawiązał z nami kontakty.

-Coś pani mi sugeruje?  Zapominasz chyba, kim jestem.

-Nic nie sugeruję i nie zapominam, kim jest pan. Chcę, aby wydatki na reklamę poza Polską w poszczególnych krajach były porównywalne. 

-Póki, co to ja jestem dyrektorem finansowym, współwłaścicielem firmy i pracuję tu od lat, a nie od tygodnia.

-A ja zamierzam dbać o interesy firmy.

-Wzruszające.

-Zawsze mogę powiedzieć Markowi, aby na zarządzie wyjaśnili tę sprawę. Zdanie prezesa jest ważniejsze i powinnam pójść od razu do niego, a nie szarpać się z panem -mówiła, wstając zza biurka. —Kiedy on był dyrektorem, nie było takich różnic. Myślał pan, że się nie dowiem?

- Prezes Marek robił różne głupstwa.

- A mi się wydaje, że pan specjalnie nie podpisał tych dokumentów, aby później móc wytknąć mi niekompetencje. Uprzedzano mnie, że rzuca pan kłody pod nogi. Ja nie zamierzam być bierna, zastraszona i tchórzem. Będzie miał pan mocnego przeciwnika.

-Wyboista droga, którą przyszło ci podążać, może tak naprawdę być jedyną drogą, która zaprowadzi cię do sukcesu -zacytował z ironicznym uśmiechem wers książki.

-Zimowe sny. Richard Paul Evans -odparła momentalnie, wprowadzając Febo w coś w rodzaju podziwu.

-Zadowolona? -pytał, gdy podpisywał dokument.

-Tak i dziękuję. Trzeba było od razu podpisać, a nie stwarzać komplikacje.

Odchodząc od Aleksa, wiedziała już, dlaczego nikt nie chciał zostać dyrektorem działu. Cieszyła się jedna, że to ona wygrała tę pierwszą potyczkę.

 

Marek tymczasem szukał sposobu na rozwiązanie problemu z modelkami. Było jedno miejsce na twarz kolekcji, a modelki dwie.  Najprościej byłoby zatrudnić jedną z dwóch nowych, ale mógł obawiać się sprzeciwu Aleksa i Pshemko. Poza tym Paulina na pewno zaczęłaby widzieć w niej kolejną jego kochankę. Klaudii byle czym by nie zadowolił, więc postanowił poszukać coś dla Domi. Okazja sama się nadarzyła, bo w Sopocie miały być zorganizowane tygodniowe obchody dni krajów nadbałtyckich. Co roku gospodarzem  był inny kraj i teraz przypadało na Polskę. Na nich miała być zaprezentowana między innymi moda. Oprócz tego tradycje poszczególnych krajów, tradycyjne dania i wiele innych dziedzin z życia kraju. Domi oprócz roli modelki miała być również hostessą. Od razu zamówił dla niej również pokój w hotel Haffner na tydzień i dla siebie na trzy dni. Po załatwieniu tych spraw nie pozostało mu nic innego jak powiedzieć Paulini, że podjął decyzję i że Klaudia zostanie twarzą Kolekcja inspirowana literaturą. Zarówno polską jak i zagraniczną.

 

Kolejny dzień pracy dla Wioletty zaczął się nieciekawie, bo kiedy przyszła do pracy w gabinecie Marka zastała Klaudię. Modelka w dodatku ubrana była  w samą bieliznę.  

 


 Próbowała ją wyprosić i nawet szarpać, ale leżała na sofie i było to ponad jej siły. Na domiar złego pojawiła się druga modelka. Widząc rozebraną rywalkę, również wkrótce zrzuciła z siebie ubrania. Teraz oprócz jednej modelki w bieliźnie Wioletta miała dwie.

-Co ta zdzira tu robi -rzekła Domi do Wioletty.

-Zdzirą to ty jesteś -odparła Klaudia.

-Ale to ty jesteś rozebrana nie ja.

-Na Marka tylko takie argumenty przemawiają najbardziej -odparła pewnym tonem blondynka. — Nie wiesz o tym?

- To jak Marek wróci, sam wybierze, która z nas będzie twarzą kolekcji -oznajmiła Domi, również się rozbierając. 


 

-Co wy dziewczyny. Idźcie się gdzie indziej kłócić -wtrąciła Wiola.  — Zaraz ma przyjść ktoś od organizacji przyjęć.

-A ty może jesteś królową angielską, żeby nam rozkazywać?  Ja zamierzam poczekać na Marka w tym stroju -mówiła Klaudia.

-Ja też nie mam zamiaru wychodzić -dodała Dominika.

- Trochę ci się przytyło -rzekła z zawiścią Klaudia, kiedy Wiola wyszła, aby zadzwonić do Marka.

-Za to ty nie masz cycków. Nie wiem, co Marek widzi w takiej chudzinie. I cellulit się pojawił -odwzajemniła się brunetka

-A ty zaczynasz mieć wory pod oczami i zmarszczki. Starość nadchodzi.

Ula w sekretariacie pojawiła się nieoczekiwanie i niemal w ostatniej chwili.  Wiola od razu opowiedziała o wszystkim, co się dzieje za drzwiami.

-Za chwilę będzie tu Marek z Pauliną. Na ósmą piętnaście są umówieni, z kimś od organizowania przyjęć, a w jego gabinecie siedzi Domi i Klaudia prawie całkiem gołe i kłócą się o Marka. Ja w takich krytycznych sytuacjach jestem bezradna, a Marek ciągle wydzwania albo pisze i każe się informować, jak wygląda sytuacja.

-Spokojnie Wiola. Ja się nimi zajmę.

niedziela, 9 lipca 2023

Piękna i nieporadna cz. 2

Marek wprowadził Ulę do swojego gabinetu, który umeblowany był w połowie w stylu nowoczesnym i antycznym. Nowoczesna była kanapa i laptop oklejony nalepkami z zagranicznych klubów piłkarskich. Stare na pewno było biurko i fotel. Ula pomyślała, że te dwa elementy umeblowania pozostały po poprzednim prezesie. Były również regały, ale te były typowe biurowe. Na biurku Ula zauważyła samochodziki i na nich najdłużej zatrzymała wzrok. Parę lat temu kupowała jeszcze takie zabawki bratu. Zazwyczaj dołączane były do jakichś gazet dla dzieci albo kupowane na straganie, a te tu wyglądały na drogie.


 

-To taka moja słabość -wyjaśnił Marek, kiedy usiadła.

-Rozumiem. Ja zbieram flakoniki po perfum.

-Chyba kosztowne takie hobby.

-Trochę.

-To może praca, a raczej pensja pomoże. Chciałbym pani zaproponować stanowisko dyrektora działu reklamy i marketingu, a nie mojej sekretarki. Objęłaby je pani po mnie.

Rozmowa z prezesem kompletnie zaskoczyła Ulę. Składając papiery, przygotowana była na sekretarkę prezesa, a nie na dyrektora od reklamy i marketingu.

-Jak na dyrektora działu? Tak od razu?  Nie macie ścieżek awansu?

-Czasami nie ma, kogo obsadzić. A pani ma pani odpowiednie kwalifikacje i myślę, że jest ambitna.

-Co innego kwalifikacje a praktyka. Mogę nie podołać obowiązkom.

-Jeśli tak pani uważa, możemy zatrudnić panią na okres próbny -zaproponował. — Powiedzmy na trzy miesiące. Może się pani jeszcze zastanowić na taki układ. Tak do końca tygodnia.

-To dobre rozwiązanie panie Marku.

-Dziękuję. Proponuję pójść teraz do mojego dawnego miejsca pracy. Pokażę ci wszystko i zapoznam z osobami tak pracującymi.

-Możemy iść proszę pana.

-Marek możesz do mnie mówić. Ja akurat jestem po imieniu z pracownikami.

-Ula.

Ula do swojego ewentualnego gabinetu szła z duszą na ramieniu. Te działy mieściły się piętro niżej i dość szybko tam dotarli. Rozkład pomieszczeń był prosty, bo niewielki sekretariat, gabinet szefa i dwa oddzielne pokoje.

-Cześć -przywitał ogólnie pięć osób. —Przyprowadziłem wam ewentualnego szefa. Urszula Cieplak. Porozgląda się trochę.

-Cześć -odparli prawie chórem.

-Kamila sekretarka, Krysia i Asia są świetne w reklamie, a panowie Łukasz i Arek w marketingu -przedstawił pokrótce.

-Ula -witała się, podając po kolei dłoń.

Na dłoni Arka najstarszego z pracowników jak i Kamili zauważyła obrączki, Krysia miała chyba pierścionek zaręczynowy, a Łukasz i Asia najprawdopodobniej byli wolni.

-Ula nie jest pewna czy podoła obowiązkom, dlatego zadbajcie o nią. A ty Ula obeznaj się ze spokojem  ze wszystkim -mówił Marek.

-Pewnie, że się zajmiemy Ulą i wprowadzimy we wszystko -zapewnił Łukasz.

-Świetnie.  Ja muszę pójść porozmawiać z kandydatką na moją sekretarkę. Czeka na korytarzu z Sebastianem. Wrócę za jakieś pół godziny i wtedy dłużej pogadamy. 

Chwilę później Marek zakręcił się na piętrze i wyszedł z sekretariatu. 

-Jak się tu pracuje -rozpoczęła rozmowę Ula. —Słyszałam pochlebne słowa o firmie.

-Ogólnie mówiąc, firma dba o pracowników i nikt nie narzeka -odparła Krysia. — My jako dział też jesteśmy zgrani.

-To dlaczego nikt z was się nie starał o to stanowisko? Nowi chyba nie jesteście -zapytała, o to co ją nurtowało. — Awans, któremuś z was  na pewno się należał. Nie chcę nikomu podbierać stanowiska.

-Nikomu nic nie zabierasz -zapewnił Łukasz.

-Marek ci nie powiedział? -zapytał sugestywnie Arek.

-O, czym niby?

-Razem z tym stanowiskiem łączą się spotkania z Aleksem Febo, a przeprawa z nim nie jest warta tych pieniędzy -wyjaśnił Arek. — Dlatego nikt z nas nie chciał zająć miejsca po Marku. Sami prosiliśmy go o to? Marek a rodzeństwo Febo to przepaść. On miły, nie wywyższa się, a oni wyniośli i ciągle z pretensjami. Marek dla wszystkich jest Markiem a Aleks i Paulina Febo panem i panią. Wielkie państwo z Mediolanu.

-Do Aleksa to panie dyrektorze mówimy -wymruczała sekretarka. 

-Oboje nie mają za grosz empatii. Chyba tylko względem siebie -oznajmiła Krysia. Paulina bardziej liczy się z bratem niż z narzeczonym. Marek i Paulina są razem od lat, ale udany związek to nie jest.

-Jeśli Aleks wygra konkurs na prezesa, to ja chyba się zwolnię -dodała Krysia.

-Czyli prezes wpuścił mnie na miny -zapytała, kiedy wysłuchała zażaleń na Aleksa i Paulinę.

-Marek może będzie ci pomagał -wtrącił wymownie Łukasz. Zrozumiałe to było jednak dla pozostałych współpracowników, a nie dla niej.

-Jeśli nie dam rady, to odejdę, bo tylko na okres próbny postanowiłam się zatrudnić.

 

Piętro wyżej tymczasem Marek już wraz z Sebastianem rozmawiał z Wiolettą o jej ewentualnej pracy. Ta rozmowa nie była też aż tak ekscytująca dla Marka jak poprzednia, kiedy to nie mógł oderwać wzroku od Uli, jej oczu i uśmiechu. Z Kubasińską od razu też podpisał umowę na trzymiesięczny okres próbny. Podobnie jak Marek, który nie mógł oderwać wzroku od Cieplak, to Wioletta ciągle wpatrzona była w Sebastiana. Nawet wtedy, gdy coś odpowiadała Markowi. 

-W takim razie widzimy się jutro o ósmej -rzekł na koniec rozmowy Marek. — Tylko się nie spóźnij. Nie lubię spóźnialskich.

-Nie spóźnię się na pewno. Mieszkam niedaleko. Z dziesięć minut autobusem, a te mam, co chwila. Niedawno przeniosłam się z Pomiechówka do mieszkania babci, a babcia na moje miejsce do rodziców.

-To dobrze. Liczę na miłą współpracę -mówił, kończąc rozmowę.

Chwilę później wyszła z gabinetu prezesa i panowie mogli porozmawiać.

-Dzisiaj nic nie zdemolowała -rzekł cynicznie Sebastian.

-Może, dlatego że miała okulary.

-Torebkę upuściła -rzekł Olszański, jakby było to coś ważnego

-Bo wzdrygnęła się na twój głupi dzwonek telefonu. Ciągle w ciebie się wpatrywała. W miłość a w dodatku od pierwszego wejrzenia nie wierzę, ale patrząc na nią, to może jednak coś takiego istnieje.

-Tak? A kto wczoraj zachwycał się Ulą. I dzisiaj zresztą pewnie też.

-Ja to, co innego. Ona jest po prostu atrakcyjna i tyle.

-I elegancka. A ten sweter i bluzkę, co miała na sobie Wioletta, to ta jej babcia musiała w szafie zostawić i ubrała się w nie.

-Ale rzeczy były czyste i pachniały świeżością. Flejtuchem nie jest i ma zadbane zęby, dłonie. Nie jest aż taka najgorsza.

-Ważne, że Paulinę zadowoliłeś. O nią zazdosna nie będzie. 

-Raczej nie. Muszę właśnie pójść do Aleksa i powiedzieć, że zatrudniłem dwie osoby i żeby Adam wciągnął je na listę płac.

 

U Aleksa zastał Paulinę swoją wieloletnią narzeczoną. I choć byli ze sobą siedem lat na ślub z nią miał coraz mniejszą ochotę.

-Tak jak chciałaś, przyjąłem na moją sekretarkę, a w przyszłości może na asystentkę dziewczynę, którą sobie upatrzyłaś. Wioletta Kubasińska się nazywa. Na moje dawne miejsce chcę zatrudnić Urszulę Cieplak. Jednak zastanawia się ciągle.

-Dlaczego ktoś obcy -zainteresował się Aleks. — Arek albo pani Krysia zasłużyli na awans.

-Chciałem, ale nie są zainteresowani. A, dlaczego nie są, sam powinieneś wiedzieć. Ula ma świetne wykształcenie i poradzi sobie.

 

Ula na podjęcie decyzji długo nie czekała, bo po wyjściu z działu marketingu i reklamy wróciła do gabinetu prezesa, aby powiedzieć mu, że zgadza się na trzymiesięczny okres próbny. Przy okazji postanowiła wyjaśnić sprawę Aleksa.

-Dlaczego nie uprzedziłeś mnie, że z panem Febo są problemy? - zapytała, siadając naprzeciw niego. Tego Aleksa ludzie się boją.

-Już ci powiedzieli.

-Dokładnie. Jest podobno trudny we współpracy.

-Chciałem sam powiedzieć, jak już się zgodzisz. Nie chciałem cię zniechęcać. Aleks jak zauważy, że ktoś się go boi wykorzystuje to.  Tak jest z głównym księgowym Adamem. Łukasz i Arek lękliwi aż tak bardzo jak Adam nie są, ale wolą mieć spokój i się z nim nie użerać. Samą cię przecież nie zostawię z Aleksą. Przynajmniej na początku.

-Liczę, że nie. W końcu ty tu jesteś prezesem i powinieneś mieć kontrolę nad wszystkim.

-Na razie jestem tylko pełniącym obowiązki prezesa. Przygotowuję się do konkursu razem z Aleksem. Mam już pewne plany. Muszę omówić je z Sebastianem i Wiolettą. Jeśli da radę. Nie wiem jak z jej ekonomią.

Chciał jeszcze spytać, czy może na nią i liczyć, ale uznał, że to za szybko.

-Jakbyś potrzebował fachowej pomocy, możesz na mnie liczyć. Chyba że to nie zgodne z zasadami. Mam jeszcze kolegę, który kończył studia ze mną i mógłby ci pomóc. Ma sporo wolnego czasu, bo pracuje w domu, jako doradca finansowy i prowadzi małe biuro rachunkowe.

-Dzięki i miło, że zaproponowałaś.

-Słyszałam, jak źle odbierany jest Aleks.

-On i Paulina od dziecka żyli w luksusie w Mediolanie w dużym domu. Może, dlatego niezamożnych tak odbierają. Ja pamiętam, jak mieszkałem w blokowisku na siódmym piętrze w trzech pokojach -opowiadał, jakby znał Ulę już dłuższy czas.

-To mamy sporo wspólnego. Ja też mieszkałam w blokowisku na siódmym piętrze do siódmego roku życia. Prędzej tato remontował stopniowo domek w Rysiowie i  jak urodził się mój brat, tam się, przeprowadziliśmy i mieszkam do dziś.

-Ja jestem jedynakiem niestety.

-Nas jest trójka. Oprócz osiemnastego brata mam prawie siedmioletnią siostrę. Mieszkamy sobie w piątkę i jest bardzo miło.

-To fajnie masz -odparł, bo on nie czuł się komfortowo w rodzinie z Febo. — Wracając do Aleksa, to gdy wrócę z lunchu pójdę z tobą do Aleksa i do Pshemka. Obaj mają trudne charaktery.

-Tak będzie najlepiej Marek.


Gdy wychodziła, wpadła na jakąś elegancką kobietę. Dokładnie nie wiedziała, jak wygląda Paulina Febo, ale domyśliła się, że to ona. Przeprosiła tylko kobietę i wyszła z biura. Paulina tymczasem weszła do gabinetu narzeczonego.


 

-Można wiedzieć, co to za kobieta wyszła od ciebie -zapytała rozkazująco.

-Można. To właśnie jest Ula.

-To ona? Myślałam, że to będzie ktoś starszy. I jakie ona może mieć kwalifikacje.

-W przeciwieństwie do ciebie skończyła dwa kierunki na SGH. A ty, kiedy w końcu skończysz te swoje kierowanie wizerunku.  Niepełne wyższe głupio brzmi.

-To teraz będziesz wypominać mi brak wykształcenia.

-Nie Paula. Ja tylko porównuję.

-Myślałeś, że skoro zatrudniłeś prostą sekretarkę, to nie zauważę, że zatrudniłeś kogoś ładnego na inne stanowisko.

-Nie myślałem. Prędzej, czy później i tak byś się dowiedziała.

-To uważaj, bo jeśli się dowiem, że coś cię łączy z nią to pożałujesz.

-Po co przyszłaś, bo na Ulę przypadkiem trafiłaś -postanowił, zmienić temat?

-Chcę wiedzieć, czy już zdecydowałeś, co do twarzy na pokaz. Klaudia czy Dominika. Muszę przygotować odpowiednie dodatki i biżuterię. Mają różne typy urody i co innego potrzebują.

-Jeszcze nie. Daj mi dwa dni.

Prawda była taka, że Marek jednej i drugiej modelce w czasie upojnych nocy obiecał ten intratny zaszczyt i teraz musiał z tego jakoś wybrnąć i mieć czas na obmyślenie planu, aby tą poszkodowaną czymś zadowolić Obawiał się, że sam jego urok nie wystarczy a zemsta zwłaszcza Klaudii może okazać się bolesna. 

 

Przed końcem pracy Ula ponownie pojawiła się w gabinecie Marka i tak jak obiecał jej Marek razem poszli  do Aleksa.  

 

wtorek, 4 lipca 2023

Piękna i nieporadna cz. 1

 

 Przypomnienie z 13 marca 2022

 

Jeden z korytarzy firmy F&D roił się od młodych dziewczyn. Dzisiaj właśnie miały odbyć się rozmowy kwalifikacyjne na stanowisko sekretarki Marka Dobrzańskiego. Urszula Cieplak również aspirowała na to stanowisko. Kiedy wyszła z windy, od razy jej uwagę zwróciło to, że prawie wszystkie kandydatki były młode, ładne w mocnych makijażach i obcisłych sukienkach. Niektóre stroje również więcej odkrywały, niż wypadało. Ona umówiona była na dwunastą piętnaście, a było za pięć dwunasta i dziwiła, że na korytarzu jest sześć dziewczyn.

-Dzień dobry -przywitała się ogólnikowo. —Która z was ostatnia?

-Ja -odezwała się jedna z siedzących dziewczyn.

 Obok było wolne krzesełko i dlatego Ula usiadła.

-Według kolejki proszą, czy według listy, na którą godzinę był ktoś umówiony? Bo ja miałam być na dwunastą piętnaście, a tu kolejka.

-Ja na dwunastą. Ale większość przyszła wcześniej. Te dwie dziewczyny przy drzwiach miały być przed trzynastą, a już są. Przyszły prędzej niż ja.

-Skąd wiesz, że na trzynastą?

-Nadia i Sandra chodziły ze mną na studia licencjackie z administracji i sama im powiedziałam o ogłoszeniu, że szukają sekretarki. Teraz żałuję, bo porównując mnie do nich, to dzień i noc.

-Za sam wygląd nie przyjmują. Trzeba umieć coś.  

-Raczej nie w tej firmie. Nie wiesz, że kadrowy i młody Dobrzański to znani podrywacze i głównie patrzą na wygląd, a nie na kwalifikacje. Ja, chociaż zostawię im swoje namiary. Może kiedyś będą potrzebować sekretarki do dyrektora jakiegoś działu.

Dziewczyna popatrzyła również na Ulę.  Wyglądała równie atrakcyjnie jak inne dziewczyny, ale nie prowokacyjnie. Miała błękitne oczy, delikatny makijaż i odpowiednie ubranie. 


 

-Chyba dopiero dwie kandydatki weszła. Zobaczymy, jak wyjdzie kadrowy.

Jak  na zawołanie z biura wyszedł, jakiś mężczyzna, wypuszczając jakąś atrakcyjną dziewczynę.

-Pani Emilia Stachowiak -rzekł, rozglądając się po korytarzu.

-Ja z koleżanką czekamy od godziny -odezwała się jedna z dziewczyn, stojąca przy drzwiach i nie zważając na to, że w stronę drzwi szła inna.

-Pani godność? -zapytał personalny.

-Jakubowska Nadia.

-Jakubowska -powtórzył, sprawdzając listę. — Dwunasta czterdzieści pięć. Do pracy również przychodziłaby pani godzinę prędzej, czy wręcz odwrotnie?

Nie czekając na odpowiedź, kadrowy wpuścił do biura wywołaną dziewczynę. W trakcie jej rozmowy na korytarzu pojawiła się wysoka i elegancko ubrana kobieta. Na kolejną kandydatkę do pracy jednak nie wyglądał. Przystając na chwilę otaksowała wszystkie dziewczyny. Później weszła do biura kadr, a zaraz potem dziewczyna, która niedawno weszła, to wyszła.

-I jak? -zapytała Ula.

-Jak zwykle.  Oddzwonimy.

Przez kolejne pięć minut kadrowy nie pojawił się na korytarzu, a niektóre z dziewczyn zaczęły rozmawiać o wpychaniu się bez kolejki i protekcjach.

Tymczasem w gabinecie Sebastiana Olszańskiego dyrektora od spraw HR,  Paulina Febo usiadła naprzeciwko mężczyzny i wyraziła swoje zdanie o zatrudnieniu dziewczyny na stanowisko sekretarki dla narzeczonego Marka Dobrzańskiego.

-Ta dziewczyna w białej bluzce w delikatne paski będzie odpowiednia -oznajmiła tonem, że nie chce słyszeć sprzeciwu.

-Zobaczymy Paula. Może jest po zwykłym liceum, a Markowi potrzebny jest ktoś z lepszym wykształceniem.

-Ciekawa jestem jakie wykształcenie mają te dwie przy drzwiach. Wyglądają, jakby o całkiem inną pracę się starały.

O, kim mówi Paula, dokładnie wiedział, bo je widział i dokładnie wyglądały jak poprzednie sekretarki Marka. Piękne buzie i ciało, a w głowie pusto.

-Marek teraz naprawdę potrzebuje kogoś wykwalifikowanego –przekonywał Paulinę Febo. — Jest teraz prezesem, a nie dyrektorem od spraw reklamy i marketingu.

-To lepiej poprzeglądaj ich papiery, a nie patrz tylko na twarz, nogi i biust.

Kobieta w końcu wyszła, a Olszański dalej przeprowadzał rozmowy kwalifikacyjne. Dziewczyna, za którą się wstawiła Paula, weszła od razu za nią i  najgorszego wykształcenia nie miała. Skończyła właśnie studia licencjackie z dobrą oceną, umiała w miarę dobrze mówić po angielsku i uczyła się hiszpańskiego. Jedyny mankament był taki, że urodą nie powalał. 

 

 

Cera się błyszczała, brwi bez regulacji, włosy w nieładzie, lekka nadwaga i ubiór jak na maturę sprzed lat. Była do tego niepewna, że gdy podawała mu teczkę, przewróciła wazonik z tulipanami. Kadrowy nie wiedział jednak, że zazwyczaj nosi okulary, ale rano oddała je do naprawy i że tak naprawdę, to on był przyczyną jej niezdarności. Kiedy siedziała bowiem na korytarzu, dokładnie nie widziała kadrowego i dopiero teraz mogła spostrzec, że jest wyobrażeniem jej ideału urody mężczyzny. Wysoki, wysportowany blondyn, trochę pucowaty z twarzy i z niebieskimi oczami.

Dziewczyna, która po niej weszła była całkowitym przeciwieństwem Wioletty Kubasińskiej. Skończyła SGH na dwóch kierunkach, posiadała certyfikaty kursów językowych z niemieckiego i rosyjskiego. Angielski również był perfekcyjny. Do tego była bardzo ładna i gustownie ubrana. Była dokładnie w typie jego przyjaciela Marka Dobrzańskiego.

Kiedy Ula wyszła z biura, ciągle analizowała przebieg rozmowy. Dlatego szła zamyślona korytarzem i nie zauważyła zapatrzonego w dokumenty mężczyznę. Wpadnięcie na siebie było kwestią krótkiego czasu.

-Kurczę blaszak -rzekła. —Zamyśliłam się i nie zauważyłam pana -tłumaczyła, pomagając pozbierać papiery. — Wyszłam właśnie od kadrowego i próbowałam sobie przypomnieć czy wszystko powiedziałam, co chciałam.

-Ja też powinienem patrzeć przed siebie, a nie w papiery -mówił, patrząc w błękitne oczy dziewczyny, a nie na to, co zbiera z podłogi. Najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałem -pomyślał.

-Jak to coś ważnego należy przydepnąć -rzekła, patrząc na mężczyznę trochę dłużej.  — Żeby pecha nie przyniosło -dodała, kiedy dojrzała dziwny wyraz twarzy. Źle jednak odczytała jego myśli, bo Marek patrzył na nią z podziwem, a ona pomyliła to z niezrozumieniem jej. — Wiem, że to głupie, ale lepiej na zimno dmuchać

-Dokładnie -przytaknął z uprzejmości i z przekonania własnego. Kiedy odbierał papiery z rąk Uli, ich dłonie spotkały się na chwilę. Ula również posłała mu również jeden ze swoich uroczych uśmiechów. —Dziękuję pani za pomoc w pozbieraniu papierów.

-Drobnostka. Do widzenia panu.

-Do widzenia -odparł ze swoim pokazowym dołeczkowy uśmiechem. Liczył, że dziewczyna zauważy te jego urocze dołki w policzkach, ale zdążyła odwrócić wzrok.  Jedynie, co zauważyła, że ubrany był w koszulę w jasny róż bez krawata, sportową marynarkę i dżinsy.  Papiery zaś były z działu marketingu i wzięła go za pracownika z tego działu. 


 

Kiedy odeszła, założył ręce na biodra i chwilę jeszcze parzył na nią i zastanawiał się, czy obróci się i spojrzy na niego. Nic takiego jednak się nie stało. Najchętniej poszedłby od razu spytać Sebę o nią, ale na dwunastą trzydzieści umówiony był z rodzicami w restauracji i już był trochę spóźniony. W czasie obiadu trudno było jednak skupić się mu na rozmowie, bo ciągle w pamięci miał twarz kandydatki na jego sekretarkę.

 

Dwie godziny później Sebastian pojawił się w gabinecie prezesa i opowiedział mu o rozmowach z dziewczynami.

-Twoja narzeczona nalega na Wiolettę Kubasińską -rzekł mu, siadając naprzeciw niego. 

-To jakaś jej znajoma?

-Nie. Najbrzydsza na rozmowach -wyjaśnił wymownie i podając jej CV. — Widziała ją na korytarzu. Wykształcenie takie sobie. Większość panienek takie ma. Trochę niezgrabna, bo najpierw jak podawała mi teczkę, potrąciła mi wazonik, a gdy wychodziła, uderzyła się o ksero. Dobrze, że ta Wiolka nie zdemolowała je całkiem.

-Wiolka demolka -zrymował Marek. — Była taka dziewczyna z błękitnymi oczami, paroma piegami na nosie i koralami?

-Żadna korali na nosie nie miała, ale znając ciebie, pytasz o Urszulę Cieplak. Skąd wiesz, że była?

-Wpadliśmy na siebie na korytarzu.

-To dość długo wpadaliście na siebie, skoro piegi zauważyłeś.

-Pomagała pozbierać mi papiery -wyjaśnił z irytacją przyjacielowi.

-Ma najlepsze wykształcenie ze wszystkich kandydatek. Nawet za dobre jak na zwykłą sekretarkę. Ale chyba nie chcesz, aby ją zatrudnił. Paulina zwolni ją przy pierwszej okazji. A taką okazję znajdzie jak się uprze.

-Mam inny plan. I wilk będzie syty i owca cała -mówił z zadowoleniem i obracając się z zadowoleniem na obrotowym fotelu, aby wyjść zza biurka. — Skoro ma tak dobre kwalifikacje, zatrudnimy ją na okres próbny na dyrektora do spraw reklamy i marketingu. Koniaczku? -zapytał przyjaciela, kiedy otworzył barek.

-Trochę.  Jak ją zatrudnić na twoje miejsce? Twoi dawni podwładni nie będą się burzyć? Któryś z nich chyba zasłużył na awans. Choćby Arek.

-Tak się składa, że rozmawiałem z nimi i nikt nie chce zająć mojego miejsca. Dali mi nawet petycję, żebym nikogo z nich nie nominował.

-Pierwszy raz słyszę, o czymś takim, że nie chce się awansu.

-Nie chcą, bo musieliby spotykać się i szarpać z Aleksem na naradach z dyrektorami działów.

-I, co? Chcesz dać mu tę Ulę mu na pożarcie?

-Nie. Może Aleks, mając tak piękną kobietę nie będzie taki uprzykrzający ładnie mówiąc.

-Czyli chcesz ją wykorzystać do tych celów. Myślałem, że do swoich.

-Z tym muszę poczekać –odparł, podając mu szklaneczkę z trunkiem.  — Przynajmniej do wyłonienia prezesa.  Głos Pauliny jest mi potrzebny do wygrania konkursu na prezesa F&D. Dzwoń do obu. To tej Wiolki demolki i Uli. Niech przyjdą pojutrze na dziewiątą.

-Robi się szefie. Za, co pijemy?

-Za powodzenie planu -odparł, stukając się szklaneczkami z kadrowym.

 

Obie panie ponownie spotkały się na korytarzu tuż przy biurze prezesa. Pierwsza tym razem była Ula, a Wioletta wpadła na korytarz zasapana.

-Cześć. Spóźniłam się -ni zapytała, ni stwierdziła. — Autobus stał w korku, a dojeżdżam z Pomiechówka.

-Cześć. Jeszcze nikt się nie pojawił i chyba tylko my dwie jesteśmy. Ula tak na marginesie -rzekła, wyciągając rękę na przywitanie.

-Wioletta -odparła. —To chyba dobrze, że tylko my dwie.

-Oby. Może obie nas zatrudnią.

Chwilę później na korytarzu pojawił się kadrowy w towarzystwie mężczyzny, na którego wpadła Ula dwa dni temu. Inaczej jednak był ubrany. Tym razem miał na sobie elegancki garnitur, jasnoniebieską koszulę i krawat, a poprzednio był bardziej luzacki. 

-Witam panie -zaczął kadrowy. —Razem z prezesem chcieliśmy jeszcze raz porozmawiać z paniami -dodał ku zdziwieniu Uli, bo nie myślała, że może być tu prezesem.  Myślała, że to jakiś zwykły pracownik. — Która pierwsza?

-Ula była pierwsza, więc może ona wejść -zadecydowała Kubasińska.

-Urszula Cieplak, Marek Dobrzański prezes firmy -przedstawił ich Sebastian. 

-W takim razie zapraszam do swojego gabinetu -rzekł Marek, otwierając jej drzwi od swojego gabinetu. 

-Widzimy się ponownie -zagadnęła trochę niepewnie Ula, gdy była już w środku i odsuwał jej krzesełko, aby mogła usiąść.

-Ale teraz mamy okazję nie tylko się widzieć, ale i poznać -odparł z zadowoleniem Marek, kiedy znalazł się po drugiej stronie swojego biurka.