poniedziałek, 2 października 2023

Piękna i nieporadna cz. 10

 

W poniedziałkowy ranek Marek nie tylko z Simone musiał się zmierzyć, ale spotkać się i porozmawiać z Ulą oraz Ficem.  Piątkowe popołudnie spędzone w towarzystwie Uli, Wioli i Sebastiana w teatrze Buffo zakończyło się dla niego i Uli wieczornym spacerem, zwierzeniami i nieoczekiwanym pocałunkiem. (Cz.8) Drugim powodem rozmowy z Ulą miała być awantura z Pshemko i że po rozmowie z Pauliną był niemal pewny, że to ona podsunęła Wioli nazwisko Antoniego Sawickiego, aby ta wciągnęła go na listę gości na jubileusz mistrza. (Cz. 8) Z mecenasem Ficem natomiast chciał porozmawiać o kłopotach, o których dowiedział się w piątkowe popołudnie. Pismo z kancelarii komorniczej mocno zaniepokoiło go i dlatego na dzisiaj umówił się z prawnikiem, aby przyjrzeć się sprawie dokładniej. (Cz.8) Miał już iść do Uli, gdy Feliks Fic pojawił się w jego sekretariacie. Było po dziewiątej i zdążył sporo już ustalić.  


 

-Kredyty były zaciągnięte w trzech różnych bankach w odstępnie około pięciu miesięcy Marek.  W sumie na osiemdziesiąt tysięcy. Siedemdziesiąt tysięcy natomiast w sklepie meblowym i z armaturą sanitarną. Dwa miesiące temu dwie pierwsze raty miały być spłacone.

-Co prawda ostatnio remontowaliśmy toalety we firmie, a Paulina kupiła meble do pokoju gościnnego, ale na pewno wszystko było zapłacone i nie na kredyt. Zresztą ojciec był wtedy jeszcze prezesem. On też na pewno nie brałby nic na kredyt.

-Według rachunków ktoś zakupił jakby umeblowanie czterech mieszkać, łazienek i kuchni.

-Za firmowe pieniądze -pytał z niedowierzaniem Marek.

-Na to wygląda.

-Tylko Aleks mógłby dopuścić się takich przekrętów. On kieruje księgowością i miałby sposobność. Kiedy jeszcze ojciec pracował, ciągle powtarzał, że służy mu  pomocą.

- To musiałby być kompletnym idiotą, żeby nie spłacać rat.

- Muszę mu jakoś to udowodnić. Teraz podesłał mi swojego znajomego z Mediolanu i kazał zatrudnić. Ewidentnie coś kombinuje.

-Znam detektywa i może się zająć sprawdzeniem Aleksa -zaproponował Fic.

-Świetnie Feliks. Przy okazji sprawdzi tego Rinaldi. Chętnie się dowiem czy czegoś nie knują. 

 

Ula tymczasem zastanawiała się, czy ma iść pierwsza do Marka i porozmawiać o tym pocałunku, czy wszystko zostawić jak jest. Przez weekend trudno było jej zapomnieć i ciągle wracała wspomnieniami do piątku. Było jej nawet żal Marka, że poniekąd jest skazany na życie z Pauliną bez miłości. W dodatku w związku toksycznym, gdzie to Marek jest tym poszkodowanym. Obiecała sobie też, że będzie unikała Pauliny i postara się, aby tak samo robiła Wioletta.  Wiola była łatwowierna i nie potrafiła domyślić się, że ktoś ją manipuluje i wykorzystuje.

Problem pójścia do Marka czy nie sam się rozwiązał, bo miała do podpisania dokumenty z nową wybraną przez nią agencją reklamową, a nie przez Aleksa. Chciała już iść do niego, gdy usłyszała w sekretariacie jego głos. Chwilę później pukał do jej gabinetu.

-Cześć Ula. Nie przeszkadzam?

-Nie i miałam iść do ciebie. Mam już kompletną dokumentację na podpisanie umowy z agencją reklamową. Brakuje tylko twojego podpisu.

-Gdzie machnąć podpis?

-Nie przejrzysz?

-Nie jesteś Aleksem ani Adamem, żeby ci nie ufać. Jak minął weekend -pytał, gdy podpisywał dokument?

-Bardzo dobrze. Pomogłam mamie w ogródku, przypilnowałam Beatki, gdy mama poszła do pracy (jest pielęgniarką), trochę się poopalałam. A tobie?

-Sam początek całkiem miło. Później miałem kilka spięć z Pauliną. Rozmawiałem z nią o tym incydencie u Pshemka i sama powiedziała coś w rodzaju, kto chciałby zaszkodzić Wioletcie. Dla mnie to ewidentne przyznanie się do winy i to, że ona sama chciała wyciągnąć ją z kłopotów. Ty przypadkiem pojawiłaś się tam. 

-Będę miała Wiolę na oku.

-Dzięki. Przyda się. Paulina i Aleks wzmacniają właśnie siły. Simone Rinaldi ich znajomy został właśnie asystentem Pshemka.

-Jak asystentem Pshemka? A co z Marcelem?

-A tak nic nie wiesz. Sprawa sprzed godziny. Zatrudniłem go na miejsce Marcela. Pshemko dostał anonim, że to Marcel stoi za zamieszaniem z Antonim Sawickim i zwolnił go.

-Spokojnie Marek. Pshemko prędzej czy później i tak go wywali. Iza mówiła, że jego asystenci dłużej niż dwa miesiące przy nim nie wytrzymują.

-Oby. Ula jeśli chodzi o  piątek, to chciałbym, żebyś wiedziała, że dawno już tak przyjemnie nie spędziłem czasu z dziewczyną. Tak miło mi się z tobą rozmawiało. Czułem taki spokój, zadowolenie, nic nie robiłem na siłę, nie udawałem. Myślisz, że moglibyśmy znowu sobie kiedyś pogadać tak po przyjacielsku?

-A co z Pauliną?  Pozwoli ci?

-Akurat z tobą mogę wychodzić.

-Była dzisiaj u mnie i zaprosiła mnie do teatru na przedstawienie piątkowe do Teatru Narodowego.

-I co jej odpowiedziałaś?

-Zgodziłam się, bo i tak nie dałaby mi spokoju. Chętnie obejrzę dobre przedstawienie.

-Tylko że oprócz was mam ja iść i Aleks. Chce wasz zeswatać.

-Tego mi nie powiedziała. Ale spokojnie nie jestem zainteresowana Aleksem.

 

Samego Simone Ula poznała, kiedy poszła do bufetu na kawę. Razem z Wiolettą siedziały przy stoliku i Kubasińska opowiadała właśnie koleżance o zajściu z Adamem, kiedy pojawił się w bufecie. Wiolettę zdążył już poznać i dlatego postanowił skierować się w ich stronę.

-Dobre to, co jesz -zagadnął. — Bym zamówił do kawy.

-Ciasto nazywa się jagodzianka -odparła Wiola. — I jest bardzo dobre.  

-To sobie zamówię. Będę mógł się dosiąść do was? Wszyscy tu oprócz ciebie są mi nieznani -mówił do Wioletty,

-Pewnie -odparła Wiola z siebie i Ulę.

Zamawianie kawy i ciasta dużo czasu mu nie zajęło i chwilę później ponownie pojawił się przy stoliku dziewczyn.

-Co jedna dziewczyna to ładniejsza -zaczął rozmowę. — Wiolettę już poznałem. Simone Rinaldi asystent projektanta -zwrócił się bezpośrednio do Uli.

-Urszula Cieplak. Z działu reklamy. Całkiem dobrze po polsku mówisz.

-To, dlatego, że mama urodziła się i wychowała w Białymstoku i nauczyła mnie polskiego. Mało jednak przyjeżdżaliśmy do Polski i tam chodziłem do szkoły i na studia.

Ula w czasie rozmowy z nim postanowiła być czujna i wybadać, jakie są jego intencje. Często jej przeczucia, jaki kto jest się sprawdzały i liczyła, że i teraz się nie pomyli.

-Jeszcze raz dzięki za pomoc z Adamem -odezwała się Wiola. — Przyszedł jeszcze raz i był całkiem miły. Chciał nawet zaprosić mnie po pracy na spacer w ramach przeprosin. Raz z nim wyszłam i na tym koniec. Nudny jest śledzie w oleju.

-A jak się tu pracuje? Kogo się mam obawiać oprócz tego Adama i z kim trzymać? Prezes wygląda na spokojnego i miłego faceta.

-Jak nie zadrzesz z Pshemko i całkowicie cię zaakceptuje, to nie musisz się nikogo obawiać -odpowiedziała Ula. — Zwłaszcza Marka. Jest świetnym szefem i prawie wszyscy go lubią.

O Febo Simone nie wspomniał i dlatego Ula pierwsza też nie zamierzała nic mówić.

-Nowemu z protekcji Febo łatwo nie będzie. Trochę się obawiam, jak zostanę przyjęty -rzekł mniej więcej to o czy myślała Ula. — A chcę rozpocząć tu nowe życie. Niedawno wyszedłem z więzienia za posiadanie narkotyków.

-Co za szczerość -rzekła Ula.

-A, co cię do Polski sprowadziło -dopytywała Wiola.

 -Mam za dużo wrogów we Włoszech.

- Ale mafia cię nie szuka -pytała Ula?

-Gorzej Ula. Była dziewczyna z familią.  Rodowici włosi.

Ula nie wiedziała czy to prawda, czy nie, ale odpowiedź rozbawiła ją.

Rozmawiali już chwilę, gdy do bufetu przyszedł również Marek z Sebastianem. Od rana nie mieli okazji dłużej porozmawiać i postanowili nadrobić to w czasie przerwy w pracy. Zarówno Ula, jak i Wiola były tak zajęte rozmową, że nawet nie zauważyły, że panowie weszli do bufetu. Ci jednak zauważyli uśmiechnięte twarze dziewczyn.

-Był u mnie pod moją nieobecność i Wiola jest nim zachwycona. Postawił się Adamowi -oznajmił Marek przyjacielowi.

-A jak przyjmowałem go do pracy, pytał mnie, czy znam jakieś kluby albo miejsca, gdzie można się zabawić i kogoś poznać. Pierwszy raz jest we Warszawie i oprócz Pauliny i Aleksa nikogo nie zna i że całe popołudnia nie chce w domu siedzieć.

-Dziwne, że oni się nim nie chcą zająć. 

-Dokładnie. Musimy być bardziej czujni Marek.  

-Wiola już po jednej rozmowie jest nim zachwycona. Boję się, co będzie, jak się Simone rozkręci.

- O Wiolę możesz dalej być spokojny. Znalazłem sposób, żeby spędzić z nią trochę czasu i nie umawiać się z nią. Uczy się hiszpańskiego i mnie trochę pouczy. W końcu we wrześniu jadę na dwa tygodnie do Hiszpanii i powiem jej, że chcę, chociaż podstawy języka poznać.  

 

Simone Rinaldi potrzebował tylko trzech dni, aby nie tylko na Wioletcie i Uli zrobić dobre wrażenie, ale i na innych pracownikach. Głównie na paniach. Był względem nich bardzo kulturalny, miły, empatyczny, uczynny i całkowitym przeciwieństwem rodzeństwa Febo. Takie zachowanie nie spodobało się Markowi, bo uważał, że jest to kolejny plan Febo.  Zwłaszcza że najwięcej czasu spędzał w towarzystwie Uli i Wioletty. 


 

-Widzisz to, co ja -pytał Marek przyjaciela, kiedy obie wyszły z firmy w jego towarzystwie. — Wspólne picie kawy w przerwie w pracy, a teraz to.

-Widzę. Do swojego auta prowadzi nasze dziewczyny.

-Myślisz, że do którejś podbija?  

-Stawiałbym nawet na Wiolettę -mówił Sebastian. — Adam się nie sprawdził, to Febo znaleźli nowe rozwiązanie.  Zwłaszcza że jest całkiem inny niż Adam.

-Tylko że ty będziesz miał utrudnione zadanie.

-Spokojnie Marek. Postaram się być tępym uczniem. Wiolka nie będzie miała czasu na Simone.

poniedziałek, 18 września 2023

Piękna i nieporadna cz. 9

W sobotę rano, choć był to dzień wolny od pracy, Marek wstał przed siódmą. Zrobił sobie kawę, wziął prysznic i nie budząc Pauliny, poszedł na spotkanie z Sebastianem. Mieli zwyczaj codziennie biegać i sobota w tym rytuale nic nie zmieniała. 


 

-Jak było z Wiolą? Nic nie zdemolowała?

-Na szczęście nie. Zjedliśmy sushi i odwiozłem ją do domu. Chyba miała ochotę mnie pocałować, gdy się żegnaliśmy.  Albo liczyła na to. A tobie jak minęło spotkanie z Ulą.

-Bardzo dobrze. Zjedliśmy nuggetsy z frytkami, pogadaliśmy od serca i się pocałowaliśmy.

-Serio -zapytał, stając jak wryty w ziemię? Udało ci się ją poderwać?

-To nie tak Seba. To nie było planowane. Ona opowiedziała mi o swoim byłym chłopaku, ja o życiu z Pauliną. Okazało się, że mamy wspólne marzenia i wyobrażenia na życie, rodzinę. I stało się. Oboje doszliśmy do wniosku, że był to błąd.

-Mówiłem ci, że są lepsze kobiety od Pauliny. Ja bym teraz na poważnie zainteresował się Ulą.

-Na poważnie musimy zainteresować się tym, kto stoi za zamieszaniem zaproszeniem Antoniego Sawickiego na benefis Pshemka. Może uda mi się Paulinę wybadać, czy to ona faktycznie. Jak wpadnie w panikę, będzie oznaczało, że to ona.

 

 Z tym nie czekał, bo jak tylko wrócił do domu, postanowił wypytać narzeczoną.  Tą zastał w podomce w salonie z gazetą w ręku i pijącą kawę. Paulina na narzeczonego czekała niecierpliwie, bo była ciekawa jego relacji z wyjścia z Ulą do teatru poprzedniego dnia.

-Opowiadaj Marek. Jak było w teatrze? 

-Dobrze. Nawet całkiem dobrze. Dlaczego nie powiedziałaś mi o wydarzeniach u Pshemka?  Ula opowiedziała mi o wszystkim.

-Bo nie było, o czym kochanie -mówiła, wstając z sofy i podchodząc do narzeczonego. — I najważniejsze, że uspokoiłyśmy z Ulą Pshemka. Prawda? -dodała słodko.

-Chciałbym wiedzieć, kto za tym stoi. I co chciał albo chciała osiągnąć. Ktoś psuje atmosferę.

-Marek jest sobota rano. Mógłbyś nie mówić o pracy -mówiła z rozdrażnieniem.

-We firmie nie jest dużo osób zdolnych do świństw. Jeśli dobrze pomyślę,  dojdę do prawdy. Ten ktoś może popełnić błąd. Gdyby twój brat był w Polsce, byłby pierwszy na liście.

- Teraz już przesadzasz Marek. Po co miałby to robić. Co mu zawiniła Wioletta?

-Twój brat zawsze znajdzie powód -odparł, udając, że nie usłyszał stwierdzenia,  co mu zawiniła Wioletta. Tym samym potwierdziła poniekąd to, co podejrzewał Sebastian, że Paulina specjalnie uknuła intrygę, aby później wyciągnąć Wiolettę z kłopotów.

 

W poniedziałek we firmie w poszukiwaniu Pauliny albo Aleksa pojawił się  Simone Rinaldi. Żaden z Febo do firmy jeszcze nie dojechał, dlatego postanowił poczekać na nich w holu. W końcu doczekał się Pauliny w towarzystwie Marka. Paulina też go zauważyła i liczyła, że nie podejdzie do nich. Simone nie zamierzał jednak przepuścić okazji i się przedstawić się Dobrzańskiemu.

-Dzień dobry panu, witaj Paulina -przywitał się uprzejmie.

-Co tu robisz Simone -zapytała Febo. — Mam zawołać ochroniarzy?

-Za co mają mnie wyrzucić. Nie awanturuję się. Czekam na ciebie albo Aleksa. Dzwoniłem do niego i ma być za półgodziny. Simone Rinaldi -przedstawił się Markowi. — Znajomy ze studiów Aleksa. Aleks albo Paulina nie wspominali ci o mnie? Szukam pracy.

-Wspominali, ale nie potrzebujemy nowych pracowników.

-Aleks inaczej myśli. Logistyk jest wam potrzebny do kontaktów z butikami i kontrahentami z Włoch. Mam swoje CV. Ostatnie pięć lat siedziałem we więzieniu za narkotyki. Wolę z góry wyjaśnić.

-I ty chcesz u nas pracować? Chyba żartujesz.

-Marco Simone w dawnej firmie dobrze pracował. Był nawet kierownikiem działu. Z głupoty wplatał się w narkotyki. Przyleciał do Polski, bo chce zakończyć znajomość z dawnymi kumplami. Przez nich trafił do więzienia i tu w Polsce chce zacząć nowe życie. Obiecaliśmy mu z Aleksem, że pomożemy na początek.

Marek miał już powiedzieć mu, że absolutnie go nie zatrudni, ale w holu pojawił się Pshemko. 

-Marco ja tak dalej nie mogę pracować.  Marcel odszedł albo sam go zwolniłem. Sam już nie wiem. Dostałem anonim, że to on stoi za tym zamieszaniem z Antonim. Poza tym nie potrafił porozumieć się z wydawnictwem z Włoch.  Znajdź mi kogoś ze znajomością włoskiego.

-Simone jest znajomym Pauliny i jest Włochem -podchwyciła Marek. Mógłby być twoim asystentem, ale obawiam się, że nie zna się na projektowaniu.

-Trochę się znam -wtrącił sam zainteresowany. — Dziadkowie krawiectwem się zajmowali i jak byłem dzieckiem i nastolatkiem, cały wolny czas spędzałem w ich pracowni. Dziadek szył głównie garnitury a babcia suknie ślubne.

-Włochem z Włoch jest? -podpytywał mistrz.

-Z Mediolanu dokładnie mówiąc -wyjaśnił Simone. Tam mieszkałem całe życie. Ale mama urodziła się i wychowała w Polsce. W Białymstoku dokładnie.

-Na początek starczy mi on Marek.

-Skoro sobie tak życzysz.

Dla Marka było to jak najbardziej udane rozwiązanie zatrudnienia Simone. Pshemko i jego asystenci mieli to do siebie, że długo ze sobą nie pracowali. To oznaczało, że teraz zadowoli mistrza, a za jakiś czas będzie miał z głowy znajomego Febo.

-Powiadomię Sebastiana, żeby załatwił wszystkie sprawy z zatrudnieniem.

Godzinę później Simone miał już pracę i szedł do gabinetu Marka, aby ten podpisał mu umowę. Co prawda nie o takie stanowisko mu chodziło, ale lepsze to niż nic. Nie chciał też, póki co wchodzić w konflikt z prezesem. Chciał za to zorientować się jak radzi sobie Aleks. Studia skończył tylko z jego pomocą, bo to on pisał za niego wszystkie prace, korzystał z jego notatek i że końcowa ocena studiów jest znacznie niższa niż wszyscy myślą. Podejrzewał nawet, że dyplom ma sfałszowany. Zastanawiał się też, kim teraz się wyręcza, bo zdolności ekonomicznych nie miał i musiał tuszować się kimś w miarę zdolnym. 

 

Miał już zapukać w drzwi sekretariatu, ale zatrzymały go słowa siedzącej przy biurku dziewczyny. 



-Do jasnej Helenki -mruknęła do siebie Wioletta, klikając nerwowo, gdzie popadnie.  — Jak wrócić do poprzedniej strony. Ulka by wiedziała.

-Pomóc w czymś -usłyszała od drzwi obcy głos z dziwnym akcentem.

-Przypadkiem kliknęła w coś i ważny dokument zniknął mi z ekranu komputera. Poprzednia strona nie chce się otworzyć, a przygotowana była do wydruku. To nowy program i jeszcze go nie ogarniam.

-Wystarczy, że w to zaznaczysz i zamkniesz to -mówił, łapiąc za myszkę. — Gotowe.

-Wielkie dzięki.

-Nic wielkiego. Ja do prezesa.

-Wyszedł na chwilę do Uli. To znaczy do innego biura.

Chciała już spytać, kim jest i po co przyszedł do Marka, ale do sekretariatu wpadł Adam z pretensjami.

-Wiola, kiedy doczekam się tych zestawień -zaczął od drzwi i niezważająca, że w sekretariacie jest obca osoba. — Aleks znowu na mnie będzie się wyżywać.

-Robię, co mogę Adam. Zaraz wydrukuję.

- Zaraz to taka wielka bakteria.

-Jest poniedziałek rano i dopiero się wszystko się ładuje. Daj mi chwilę, a nie rób hałasu.

- Marek jest za bardzo pobłażliwy dla wszystkich. Ja i Aleks inaczej byśmy kierowali firmą.

- Weź na luz kolego -upomniał go w końcu nieznajomy. — Tylko się nakręcasz. Firma nie obóz pracy.

-A ty to, kto?

-Simone Rinaldi.  Znajomy twojego szefa Aleksa i nowy asystent waszego projektanta. A ty jak przypuszczam asystent Aleksa.

-Adam Turek -odparł oficjalnie. — Główny księgowy. 

-To od Aleksa nabyłeś takich manier i trzymania dyscypliny? Daleko takim zachowaniem nie zajdziesz.

- A to się jeszcze okaże.

Patrząc na niego, Simone nawet nie musiał pytać o jego relacje z Aleksem, bo wyglądał na takiego, którym jest łatwo sterować, jest zlękniony i że to on zapewne wykonuje pracę za Febo. Miał też odpowiedź na swoje pytanie. Aleks dalej nic nie umie i świetnie się kamufluje.

Adam w końcu zabrał świeżo wydrukowany dokument i szybko wyszedł.

-Mało sympatyczny typek. Widać, że wyładowuje na innych swoje frustracje. A raczej frustracje Aleksa. Nie cierpię takich ludzi. On tak zawsze ma, czy tylko dzisiaj coś go walnęło?

-Prawie zawsze. A jak ktoś go rozzłości, to chodzi i mówi zobaczymy, zobaczymy, kto będzie się śmiał ostatni.

-To nieźle. Pół godziny w firmie i dorobiłem się pierwszego wroga.

niedziela, 10 września 2023

Piękna i nieporadna cz. 8


 -O Boże -rzekł Olszański z załamaniem na widok Wioletty. — Ja wymiękam. Nie dam rady udawać przed nią, że jestem nią zainteresowany.

-Seba musisz -odparł mu Marek. — Pomyśl o firmie. O tym, co knuje Adam i Aleks. Jak nie ty to oni ją wykorzystają do własnych celów.

-Widzisz jej makijaż i strój. Lepiej wygląda bez umalowania.


 

Wioletta również ich dojrzała, pomachała i ruszyła w ich stronę. Nienauczona jednak chodzić w butach na obcasie i długich spódnicach potknęła się i wpadła na stojak reklamujące przedstawienie.

-Jeszcze to. Wiolka demolka się w niej obudziła.

-Spokojnie nic się nie stało. Gorzej by było, jakby wpadła na tego faceta z kawą.

-Gdzie masz Ulę -zapytał Marek, kiedy podniosła stojak i podeszła do nich? Razem miałyście przyjść.

-Zaraz przyjdzie. Po przedstawieniu jedzie prosto do Rysiowa i poszła sprawdzić, jak odjeżdżają stąd autobusy na Wileńską. Przyniosłam ci popołudniową pocztę Marek -rzekła do szefa. — Oprócz poleconego od komornika nic ciekawego. Pójdę jeszcze do toalety, zanim wejdziemy na salę.

Marek jak tylko dostał list, rozerwał kopertę z naklejką polecony i pieczątką kancelarii komorniczej.

-Seba tu pisze, że wszczęto postępowanie egzekucyjne. Sto pięćdziesiąt tysięcy długu za jakieś niespłacone kredyty.

-O cholerka Marek -odparł.  

-Zadzwonię do Feliksa. Ja sam i tak niczego nie załatwię.  Nie wiem nawet, o jakie kredyty chodzi.

Feliks przez telefon wiele nie poradził. Zwłaszcza że był poza Warszawą. Obiecał jednak spotkać się z Markiem w poniedziałek.

-Miało być tak przyjemnie, zero myślenia o pracy, a tu problemy.

-Spokojnie Marek. To nie miliony, tylko tysiące. Chociaż faktycznie podejrzane i czy nie ma innych takich postępowań.  Ula przyszła -dodał z ożywieniem. — To niesprawiedliwe. Ula wygląda jak milion dolarów.  Faceci się za nią oglądają.

- I co z tego skoro nie mogę na razie skorzystać.  Muszę udawać, że nie jestem nią zainteresowany, że akceptuję jej zażyłość z Pauliną i że my we trójkę jesteśmy zgraną grupą.

-Sam skazujesz się na życie z Pauliną.

-Powtarzasz się Seba -przerwał mu.

-Gdzie Wiolka -zapytała Ula, gdy podeszła do nich? Weszła chwilę przede mną.

-Poszła do toalety -odparł Marek.

- To mamy chwilę na rozmowę. Nie chciałam mówić przy niej. Wiecie, jaka jest w takich sytuacjach. Wpadłaby jeszcze w panikę, a nie chciałam psuć jej popołudnia. Chodzi o Pshemko, jego benefis i gości. Chciałyśmy razem wyjść z pracy, ale Wioletta była jeszcze nie gotowa, więc postanowiłam jej pomóc.  Wiecie, jak Wiolka boi się Pshemka, więc ja poszłam do niego z listą gości, aby ostatecznie zatwierdził. Kiedy doszedł do Antoniego Sawickiego, wpadł w szał. 

-To jego największy wróg -wtrącił Marek. — Z tego co wiem, pokłócili się o coś  nieistotnego ze dwadzieścia lat temu.

-Teraz to też wiem. Na szczęście była też u niego Paulina i udało się nam uspokoić go. Chciał wiedzieć, skąd wzięło się nazwisko na liście, więc wyjaśniłam mu,  dała mi Wioletta. Później spytałam Wiolę skąd, a raczej od kogo dostała konkretnie to nazwisko, to powiedziała, że nie wie, bo nie było jej wtedy w biurze, a jak wróciła, to karteczka była dopięta do innych karteczek z nazwiskami gości. Były tam trzy inne nazwiska, ale te już prędzej były zapisane. Coś jest nie tak. Jakby specjalnie.

-Ewidentnie nie tak Ula -odparł Marek. — Wiola nie mogła wiedzieć, że on i Sawicki są wrogami. 

-To samo powiedziała Paulina Pshemkowi, bo Wiolettę oskarżał.

-Tylko komu zależało, aby zamieszać na liście gości i po co -zastanawiał się Sebastian. — Adam, Aleks czy oboje Febo.

-Kiedy przyszłam, Paulina powiedziała coś zastanawiającego i była zaskoczona -podchwyciła Ula myśl Olszańskiego. — Gdzie Wiola? Znowu wyręczasz ją. Masz za dobre serce. Mam czasami wrażenie, że Paulina próbuje manipulować Wiolą. Dała jej kosmetyki, bluzkę, chwali. Lubię Wiolę i nie pozwolę, aby była  kartą przetargową.

-Intrygi są w stylu Febo. I nie zdziwiłbym się, jeśli okazałoby się, że Paulina sama podrzuciła nazwisko Sawickiego, aby później wstawić się u Pshemka za Wiolą i żeby Wiola miała być Paulinie, za co wdzięczna -dedukował Sebastian.

-Dobrze myślisz Seba. Pogadamy jeszcze, tylko nie na teraz, bo Wioletta wraca. Ula ma rację lepiej, żeby dużo nie wiedziała.

 

Po przedstawieniu Sebastian zabrał Wiolettę na sushi, a Ula ze względu na swoją alergię zrezygnowała. Chciała też, aby koleżanka mogła pobyć sama z Olszańskim. Wtedy też Marek zaproponował jej pójście na frytki z porcją nuggetsy. Z tacką jedzenia i butelką Pepsi poszli do parku i usiedli na jednej z ławek.

-Już od dawna nie jadłem coś tak niezdrowego -rzekł Marek. 

-My czasami robimy w domu frytki. Jasiek i Beatka uwielbiają.

-U mnie nie ma nawet ziemniaków. Jemy z Paulą na mieście, zamawiamy coś albo u moich rodziców. Chciałbym czasami ugotować coś z razem z nią,  ale ona tylko wodę umie wstawić na kawę albo herbatę. Nie tak wyobrażałem sobie wspólne życie. Sprzątać nie sprząta, bo przychodzi pani Alina.

-To masz nieciekawie.

-Delikatnie mówiąc. Żyjemy swoim życiem. Wystój domu jest bardzo nowoczesny, bez ciepłych akcentów i takie samo oziębłe jest nasze życie.

-To jednak prawda, co mówią o was? Że tak naprawdę się nie kochacie.

-Nie -odparł. — A przynajmniej ja jej nie kocham.

-To, dlaczego jesteście razem?  Chyba lepiej być samemu niż żyć z niewłaściwą osobą.  Ja dusiłabym się w takim związku i próbowała coś z tym zrobić.

- Tylko że w moim przypadku jest to bardziej skomplikowane. Zawdzięczam Pauli życie, a przynajmniej to, że jestem sprawny. Parę lat temu przeciągnęła mnie z brzegu ruchliwej ulicy w bezpieczne miejsce. Byliśmy wtedy w Mediolanie w takim jednym zajeździe i byłem trochę wypity. Kiedy wyszedłem na dwór, dostałem od kogoś w mordę brzydko mówiąc. Chyba od faceta, z którym prędzej się pokłóciłem. Trochę mnie zachwiało, ale dałem radę dojść kawałek. Tylko że potknąłem się o coś i runąłem na skraj drogi. Paulina za mną wyszła, bo znalazła telefon komórkowy. Myślała, że zostawiła go w moim aucie i po niego  szedłem. Było już wtedy ciemno, padało i trudno byłoby mnie zauważyć. Dlatego ciągle tkwię przy niej. W dodatku ciągle mi to przypomina.

-Wielka sprawa Marek.

-Wielka. Tylko że moje życie będzie wyglądało koszmarnie.

-Nigdy jej nie kochałeś?

-Kiedyś może i tak. I wtedy, gdy mieszkaliśmy osobno. Jednak, kiedy razem zamieszkaliśmy, zaczęła mnie kontrolować, kierować życiem, szukać dowodów zdrad. Czasami widzi to, czego nie ma.

-Pogmatwany masz ten swój związek.

-Niestety. Ale dość o mnie. Ty nie jesteś szczęśliwie zakochana. Nie widzę zdjęcia na twoim biurku.

-Byłam. A przynajmniej myślałam, że tak jest i Radek będzie tym jedynym. Byliśmy ze sobą sześć lat, ale któregoś dnia dowiedziałam się, że mnie zdradza. Przepraszał, ale nie mogłam z nim być.

-Gdyby Paulina tak myślała, już dawno bym się uwolnił od niej. Czasami mam wrażenie, że chce być zdradzana, żeby miała powody wyżalenia się i robienia awantur.

-Może ja kiedyś spróbuję porozmawiać z nią o was.

-Miło, że proponujesz, ale lepiej nie. Jeszcze tobie się oberwie. Muszę się po prostu przyzwyczaić do myśli, że nie będzie domowych obiadów, będzie pani do sprzątania i niania do dziecka, jeśli kiedyś Paula zdecyduje się na dziecko.

-Ja i Radek mieliśmy się pobrać się po ukończeniu przeze mnie studiów, postarać się o jakiś kredyt na mieszkanie i zacząć wspólne życie. Wspólnie spędzanie czasu, dzieci. Po rozstaniu z Radkiem moje marzenia o swojej szczęśliwej rodzinie prysły, jak bańka mydlana.

-To masz podobne marzenia, jak moje.

Wtedy też spojrzeli na siebie i patrzyli przez chwilę. Pocałunek długo nie trwał. To Ula ogarnęła się i przerwała pieszczotę.

-Nie Marek. Ze mną ci się nie uda.

-Przepraszam Ula. Nie planowałem cię całować.

-Wiem. Zresztą powinnam prędzej zaprotestować. Pójdę już Marek. Zaraz mam autobus do Rysiowa. I nie proponuj mi podwiezienia. Sama pojadę.

 

 

Nie tak miało być -myślała Ula, jadąc do rodzinnego domu. Nie miałam pocałować się z Markiem. On ma narzeczoną, a nawet, jeśli by nie miał, nie całuję się z przypadku. Ale tak miło się nam rozmawiało. Jak teraz będą wyglądały nasze kontakty. Kurczę było tak przyjemnie. Od roku się nie całowałam. Od czasu jak nie dowiedziałam się, że Radek mnie zdradził.  Dlaczego faceci rzucają się na każdą ładną pannę?  Radek miał być tym jedynym i mnie zdradził po sześciu latach bycia razem. A Marek jest do niego podobny. 

Choć od tego czasu momentu minął rok, trudno było jej zapomnieć to, co czuła wtedy. Rozumiała też Paulinę i to, co ona może czuć, wiedząc, jaki jest narzeczony. Już w domu zaczęła przeglądać po raz ostatni zdjęcia z byłym ukochanym. Później przedarła zdjęcia na małe kawałki i wyrzuciła do kosza.

 



 Marek w drodze do domu również myślał o tym, co się stało.

Pierwszy raz poczułem taką dziwną moc. Zmagnetyzowała mnie i przyciągnęła spojrzeniem. W ogóle wszystko dziwne było. I słodkie. Jak pierwszy nieśmiały pocałunek.  Z Pauliną i inną panną się tak nie pocałowałem. Chyba się starzejesz Marek, skoro wzięło ci się na sentymenty. 

Paulina nie tak wyobrażała sobie przebieg wizyty u Pshemka. Miała być wybawicielką Wioletty, a okazało się, że z jej planu nic nie wyszło. Od poniedziałku miała przypominać Wioli, kto jej pomógł i uzależniać ją od siebie. A tak musiała wymyślić coś całkiem nowego.

Po powrocie do domu Marek zastał Paulinę już śpiącą. Na stoliku stał kieliszek po winie i leżały jej tabletki nasenne. To oznaczało, że nie mogła zasnąć i dzień udany nie był. Nie budząc jej, poszedł do łazienki  i przypatrywał się sobie. 


 

Ula i Seba mają rację. Nie mogę skazywać siebie na takie życie. Nie mogę być z Paulina z wdzięczności. Nie kocham jej i ciągle knuje. Muszę znaleźć sposób, aby uwolnić się od nie i udowodnić, że jest podłą manipulantką.