środa, 19 września 2018

Ula z Rysiowa czyli.... - Cykl mini.



Czyli współczesna miłość Ani z Zielonego Wzgórza i Gilberta 😊

Jedno z lepszych liceów w Warszawie już samym wyglądem robiło wrażenie. Na korytarzu zaś można było dojrzeć rewie mody i szpanu wszelkimi komórkami i tabletami.
Chyba nie pasuję tutaj- myślała prawie siedemnastoletnia Ula Cieplak, patrząc na swoje skromne ubranie i brak makijażu. Wróć Ula, ja tu na pewno nie pasuję- poprawiła się, gdy jakaś piękna brunetka otaksowała ją. Nawet jak skończy mi się żałoba, to nie będę miała co na siebie włożyć. Jednak sama jesteś sobie winna. To ty je wybrałaś jako jedno z najlepszych – myślała, pukając do pokoju nauczycielskiego.
 Do nowej szkoły we Warszawie Ula jechała z duszą na ramieniu. Do tej pory bowiem chodziła do liceum w Sochaczewie, gdzie mieszkała z rodzicami i młodszym dziesięcioletnim bratem Jaśkiem.  Żyli tam skromnie, ale szczęśliwie i nigdy na chleb im nie brakowało. Ich sielankę przerwała nagła śmierć mamy Uli. W czasie porodu doszło do krwotoku wewnętrznego, którego nie dało się powstrzymać. Tragedii dodawał również fakt, że osierociła dopiero co urodzoną córeczkę Beatkę. Po tym nieszczęściu trudno było im się zebrać i zająć się domem i małą Betti.  Ponad półroku później podjęli decyzję o przeniesieniu się do Rysiowa i babci. Ta miała dopiero sześćdziesiąt pięć lat i mogła zająć się domem i wychowaniem wnuków. Cieplak tymczasem mógł wrócić do pracy i zarabiać na rodzinę. Kolejne cztery miesiące zajęło im też sprzedaż domu i remont u babci. Przeprowadzkę zaś zaplanowali na ferie, aby Ula i Jasiek od nowego półrocza mogli rozpocząć naukę w nowych szkołach. 
Pójście do pokoju nauczycielskiego było koniecznością, bo wiedziała tylko, że ma dołączyć do klasy drugiej „b” o profilu humanistycznym (w czteroletnim cyklu nauki), a wychowawczynią jest polonistka pani Jolanta Kubacka. 
Wkrótce dzwonek obwieścił ósmą i w towarzystwie wychowawczyni podążyła na lekcje polskiego i na poznanie swojej nowej klasy. Pojawienie się jakiejś dziewczyny w towarzystwie wychowawczyni wzbudziło zainteresowanie, a gwar ucichł.


-To jest Urszula Cieplak i dołączy do was- przedstawiła ją polonistka. —Ula do tej pory chodziła do liceum w Sochaczewie, ale sprawy rodzinne sprowadziły ją tutaj.  Ula była tam najlepszą uczennicą i chlubą szkoły.
Pięknie już na starcie stałam się kujonką- myślała, rozglądając się po klasie, aby znaleźć sobie jakieś miejsce do siedzenia.  W sumie wolnych krzesełek było pięć, ale nie oznaczało to, że zawsze są puste. Z dylematu wybawiła ją pani Jola, która kazała jej usiąść obok Majki. Sama Majka pokazała się jej, machając z przedostatniej ławki w środkowym rzędzie. Idąc na tył klasy dojrzała dwóch chłopaków siedzących w ostatniej ławce przy ścianie. Blondyna i bruneta. Ten pierwszy wrażenia nie robił, ale ten drugi jak najbardziej, bo był przystojny z zabójczym uśmiechem. Ona sama na nim również zrobiła wrażenie, bo na kujonkę  nie wyglądała, była taka naturalna i miała piękne oczy.  Zanim usiadła, dowiedziała się też, jak się nazywa.


-Dobrzański nie rób z klasy szatni i odnieś kurtkę do szatni- rzekła mu nauczycielka.
-Mam jechać z profesorem Janickim omówić szczegóły meczu z liceum Krasickiego pani profesor- mówił, podchodząc do nauczycielki.
-Fakt Jacek mówił o zwolnieniu. Możesz iść.
-Majka Olkowicz -odezwała się tymczasem jej nowa koleżanka. —A ci dwaj to Marek Dobrzański i Sebastian Olszański- dodała cicho. —Marek jest kapitanem drużyny koszykarskiej klas pierwszych i drugich i przewodniczącym klasy.
Przez całe dwie pierwsze lekcje polskiego próbowała pozapamiętywać, kto jak ma na imię. Brunetka z korytarza również znalazła się w klasie i miała na imię Dominika. Ulgę przyniosło jej również to, że nie była jedyną osobą w klasie ubraną w prostą bluzę, zwykłe nieprzetarte dżinsy i porządne ciepłe zimowe buty. Zastanawiała się też, z kim zaprzyjaźni się najbardziej. Z lekcji polskiego najbardziej zapamiętała Wiolettę, bo dziewczyna w czasie przepytywania dwa razy pomyliła wyrazy i przekręciła przysłowie. Majka zaś powiedziała jej, że to miss szkoły i chce w przyszłości zaistnieć w mediach. Jednocześnie z tokiem lekcji polskiego przeglądała zeszyt Majki i z ulgą stwierdziła, że obie polonistki korzystały z podobnych konspektów, bo wiele z ich nauczania się zgadzało.
W czasie krótkiej przerwy poznała Julię Chmielewską i ową Wiolettę Kubasińską, najlepsze koleżanki Majki. Cała trójka trzymała się razem i siedziały na lekcjach na przemian, bo w każdej klasie były ławki dwuosobowe a żadna nie chciała być poszkodowana. Ona natomiast miała zajmować te wolne miejsce. 


W połowie drugiej lekcji pojawił się również Marek, a mijając ją, mrugnął okiem.
Co miał to znaczyć- myślała. Sposób na zawieranie znajomości. Za nami siedzi Jacek i Damian to musiało być do mnie.
Na trzeciej lekcji usiadła obok Wioletty. Dziewczyna miała to do siebie, że ciągle coś pisała w notatniku, a robiła to, bo nie mogła rozmawiać, a chemia nudziła ją.  Inaczej było z nią, bo ten przedmiot był dla niej łatwy do opanowania.  Mogła nawet wykazać się wiedzą, bo przerabiany temat miała w poprzedniej szkole i pan Borecki poprosił ją o wykład, a później uczniów o ewentualne pytania. Pytania od klasy był dwa i oba padły z ust Marka. Z odpowiedziami na nie poradziła sobie wyśmienicie, za co dostała pierwszą piątkę w nowej szkole. Zastanawiała się też czy jego pytania nie miały związku z wydarzeniami na przerwie pomiędzy polskim a chemią.
 Stała bowiem przez chwilę sama i miała okazję rozmawiać z nim pierwszy raz i to on odezwał się do niej pierwszy.
-Cześć jestem Marek i włodarzem tej grupy- zagadnął, wyciągając rękę.
-Cześć Ula- odparła, podając swoją rękę.  —Była vice włodarz szkoły w Sochaczewie.
-Szczebel wyżej niż ja- odparł.
-Powiedzmy. Ale co innego liceum z pierwszej połowy drugiej setki rankingu liceów niż z pierwszej dwudziestki- stwierdziła Ula.
-Tak czy siak Ula, gdybyś potrzebowała jakichś notatek, pomocy to służę swoją osobą- rzekł klarownie. —Czuję się odpowiedzialny za każdą koleżankę i kolegę z klasy.
-W to nie wątpię. I będę pamiętała. Chociaż Majka, Wiola i Julia zaoferowały już swoją pomoc.
- Nie we wszystkim są dobre. Z chemii albo informatyki są takie przeciętne- mówił, przechodząc z patrzenia z oczu na nos.
-Wszystko wyjdzie w praniu, jak to mówią.
-Tak – mówił ciągle wpatrzony w jej nos.
-Siedem- rzekła nieoczekiwanie.
-Co siedem? -zapytał niezrozumiale, spoglądając ponownie w oczy.
-Ułatwiam ci zadanie Marek. Mam siedem piegów na nosie. Nie jesteś pierwszym, który chce je policzyć.
- No tak- mruknął. —Nic się przed tobą nie ukryje.
-Skoro robisz to tak ostentacyjne.
-Czyli wolałabyś jakiś bardziej wysublimowany sposób, w ukryciu i zamiast samego wizualnego oszacowania również i bardziej namacalny? – zapytał, podkręcając uśmiech.
-Chyba śnisz -odparła, unikając jego wzroku.
-Jeśli we śnie miałaby występować jakaś ładna dziewczyna, to chętnie skorzystałbym - rzekł z łobuzerskim, peszącym uśmiechem.
-Zawsze jesteś taki bezpośredni i wygadany czy tylko teraz? -zapytała, odważając się spojrzeć na niego.
-Taka moja natura Ula. Bezpośredniość i asertywność.  Zresztą ludzie bezpośredni w sensie nawiązywaniu kontaktów z innymi mają łatwiej w życiu- argumentował. 
-Oby tylko jednej bezpośredniości nie pomylić z tą drugą złą- stwierdziła wyraziście. —Jeden błąd i cały plan na nawiązywanie kontaktów legnie w gruzach.
Dalszą ich rozmowę przerwał jednak dzwonek oznaczający pójście na chemię.
Przez kolejne cztery lekcje Ula głównie porównywała materiał przerabiany w Sochaczewie z tym tutaj oraz przedstawiała się kolejnym nauczycielom. Przerwy zaś rezerwowała dla Wioli, Majki i Julii. Na najdłuższej z nich tak zwanej obiadowej dowiedziała się sporo o klasie i gospodarzu klasy.
-Marek to szkolny Casanova, więc musisz uważać na niego- zaczęła Wiola. Niejedną dziewczynę ze szkoły zbałamucił i rzucił.
-Dominika i Klaudia dwie piękności klasowe ciągle rywalizują o niego- dodała Julia.
-Naprawdę jest wart tego? -zapytała, choć uważała, że z urody jest interesujący.
-Oprócz tego, że jest przystojny, to jest nadziany- oznajmiła jej Majka. —Jego rodzice prowadząc firmę modową F&D, a wywodzącą się z Włoch.  Marek zresztą mieszkał tam do ósmego roku życia.   Od pierwszej klasy chodzę z nim do szkoły, to pamiętam, że dołączył do nas w połowie roku szkolnego jako ośmiolatek.
-To znaczy, jest starszy od nas. Wygląda na starszego.
-Dokładnie. Za miesiąc piętnastego marca wchodzi w dorosłość i z tej okazji wyprawia imprezę.
-Ja mam urodziny pięć dni po nim- oznajmiła im.
-Planujesz coś? -zapytała Wioletta.
-Nie. Mam żałobę po mamie- odparła i opowiedziała smutną historię z początku  ubiegłego roku.

We wtorek do szkoły jechała już z mniejszym stresem. Zwłaszcza że miała mieć tylko pięć lekcji w tym wychowanie fizyczne, kulturoznawstwo i religię, których obawiać się nie musiała. Do tego matematykę i język angielski. Na matematykę cieszyła się najbardziej, bo był to jej ulubiony przedmiot. Już na początku lekcji   mogła wykazać się przy tablicy przy obliczaniu całek. Tym samym zrobiła na uczniach po raz drugi wrażenie, bo dla większości ciągle była to czarna magia.
We środę po przejściu prawie wszystkich przedmiotów z ulgą stwierdziła, że zaległości nie ma praktycznie żadnych, a w niektórych wypadkach jest z materiałem do przodu.
Dzień później jednak w czasie lekcji informatyki stwierdziła, że z programem są dużo dalej niż ona w starej swojej szkole i była zmuszona poprosić o pomoc.  Najlepszy z informatyki okazał się Marek, to profesor Zawada wyznaczył go na udzielenie krótkich korepetycji. Mieli usiąść w jego kantorku i w spokoju przeanalizować ostatnie dwa miesiące ich lekcji.
Przez pierwszy kwadrans nauka szła im całkiem dobrze. Ula siedziała przy stoliku, a Marek stał za nią i pilnował, jak radzi sobie z tematem. Później poszedł do klasy po krzesełko i usiadł obok. Po kolejnych paru minutach kącikiem oka dojrzała wzrok Marka utkwiony w jej kolana i zdecydowanie nie podobało się jej to.
Zachowuje się tak, jakby kolana w życiu nie widział. Jednak jestem sama sobie winna, ubierając tę spódniczkę do szkoły- myślała, próbując jednocześnie skupić się na tym, co mówi Marek. Nie mogłam jednak przecież przewidzieć, że coś takiego będzie miało miejsce.
-Czyli chodzi o błędne wysyłki danych? – zapytała
-Dokładnie tak Ula- odparł, zakładając rękę na oparcie krzesełka, a dłoń powędrowała na jej ramię, delikatnie gładząc. —Teraz możemy przejść do kodów.
Laptop, choć z tych małych to nie jest dobra broń obrony, ale jak jeszcze coś zrobi, to jak Boga kocham, przywalę mu- myślała złowrogo.  
Chwilę później, jak na zawołanie Marek pochylił się i poczuła jego oddech na swoim policzku, a on chwilę później poczuł uderzenie łokciem w bok.
-Za co? -zapytał zaskoczony.
-Za myśli i całokształt. I ciesz się, że to tylko łokieć, a nie laptop na przykład i twoja głowa. Teraz możemy przejść do tych kodów EDC i ECC.

Dzień później w piątek przypadały walentynki, a na korytarzach co rusz można było zobaczyć dziewczyny z małym bukiecikiem kwiatów, oglądające i czytające kartki czy objęte pary. Ula oglądała to wszystko z uśmiechem i westchnieniem szczęścia innych. Oczywiście sama nie spodziewała się dostać niczego, bo nie miała przecież od kogo. Po powrocie z przerwy na czwartą lekcję czekała na nią niespodzianka. Pod zeszytem bowiem znalazła charakterystyczną kopertę.



-Ulka to jest chyba walentynka- zaczęła Majka. —Ty to masz farta. Pięć dni w szkole i już ktoś ci walentynkę wysyła.
-Może ktoś się pomylił i miała trafić do ciebie Majka- znalazła sensowne wytłumaczenie.
-Wierzysz w to, bo ja nie- odparła.
-Oby nie od Marka- odezwała się Klaudia.
-Tu jest szesnaście innych chłopaków, jakbyś się nie doliczyły- odparła Julia
-Marek mnie przysłał walentynkę- odezwała się Domi, machając jakąś kartką, głównie przed oczami Klaudii.
-Takiej zołzie– odgryzła się Klaudia. —To mnie wysłał.
-Chyba mi dziewczyny- wtrąciła Ula spokojnie.
-Akurat- odparły chórem. —Nie te progi- dodała Dominika.
-Mówi się mi, a nie mnie- wyjaśniła im precyzyjniej.
-Znając Marka, to żadnej z was walentynki nie wysłał- wtrąciła rzeczowo Wiola. —To nie typ romantyka jak Łukasz, Robert, Szymek albo Cebulek.
-To kto? -zastanawiała się głośno Ula.


Tymczasem na korytarzu Sebastian dopadł Marka.
-Twoje dwie dziewczyny kłócą się o to, komu wysłałeś walentynkę- rzekł z rozbawieniem. —Obie dostały, a znając je, to same sobie wysłały, żeby zaimponować drugiej.
-Skoro są tak puste, że posuwają się do takich rozwiązań.
-Ula również dostała. A ty w czasie przerwy kręciłeś się po klasie. W co ty się bawisz?
-W nic Seba- odparł bez wykrętów, że to nie on. —Ula to ładna, porządna, inteligentna dziewczyna. Pierwsza watra wysłania walentynki. A ty swojej Wioli już dałeś?
-Czekam na odpowiedni moment- odparł.

Raz na miesiąc będę starała się coś dodać.

niedziela, 16 września 2018

Przystań Marek 4/4

Teczka pozostawiona przez Wiolettę była pokusą dla Piotra i chwilę po wyjściu Kubasińskiej schował się dla bezpieczeństwa za drzwi i zajrzał do środka.  Na wierzchu zaś leżała karteczka, to w pierwszej kolejności przeczytał ją.


       Ulka musimy znaleźć więcej oszczędności. Przy tych wydatkach nawet w połowie nie wypracujemy planu zysków. To zaś oznacza koniec Ciebie i mnie w tej firmie, a tego nie chcemy. To przecież nasze drugie dziecko.
Dalej znajdowały się trzy kartki z rzędami cyferek, wykresów, porównań. Na tym się nie znał, ale treść wiadomości dużo mu mówiła.
To jest moja szansa- myślał. Ulę w Polsce między innymi firma trzyma. Gdyby tutaj jej nie wyszło, to może poleciałaby ze mną do Bostonu. Tam z dala od Mareczka zapomniałaby o nim. Mógłbym jeszcze postarać się o zdyskwalifikowanie Marka w oczach Uli.  To, że raz moje plany nie powiodły się nie znaczy, że za drugim razem nie uda się mi. Muszę mieć tylko lepszy plan. A, to co jest w teczce, przyda się Febro.  Po nieudanym projekcie ratowania firmy wyleci stąd.
Długo nie myśląc, postanowił swoją wiedzę wykorzystać i szybko zrobił cztery zdjęcia. Gdy zaś odstawiał teczkę na biurko Uli, zauważył kalendarz z numerami do niektórych działów. Numer do dyrektora finansowego całkiem nieprzypadkowo był tam również.
Dodatkowym impulsem powiadomienia Aleksa było to, że poprzedniego dnia widział, jak Ula wychodziła razem z Markiem i odjeżdża z nim. Zdążył zauważyć również, że była uśmiechnięta i zadowolona. Nie zastanawiając się już dłużej, na swoim telefonie wybrał służbowy numer Aleksa Febro.
-Dzień dobry panie Febo- powiedział, po usłyszeniu słucham Febo. —Piotr Sosnowski kłania się z tej strony. Mieliśmy okazję poznać się niedawno w holu. Mam coś, co pana zainteresuje. Wioletta zostawiła teczkę dla Uli i z tego, co widzę to Marek i Ula mają problemy.
-(….)
-Zapewniam, że po tym losy Marka i Uli w tej firmie skończą się definitywnie. Mam pewne zdjęcia i dane pogrążające ich. Z tego, co zrozumiałem zyski nie będą takie, jakich się spodziewają.
-(….)
-Wystarczy mi, że Ula będzie z dala od Mareczka. Chcę zabrać ją do Bostonu i zacząć wszystko od nowa. 

Wioletta tymczasem dołączyła do Uli, Marka i Sebastiana ukrytych w sali konferencyjnej. Gdy dochodziła do nich Sosnowski, robił właśnie zdjęcia.
-I co? - zapytała od drzwi. — Rybka złowiona.
-Na razie przynęta połknęła haczyk Wiluś- odparł jej Sebastian.  —A ty spisałaś się na medal.
-Kubasińscy to nie most zawodzony Cebulku.  My nie zawodzimy- mówiła, gdy Sosnowski wybierał numer telefonu. —Jednak to szuja nie myta– dodała, gdy oglądali nagranie i przysłuchiwali się rozmowie.
-Tyle mi starczy. Pójdę i rozprawię się z nim- wtrąciła Ula.
-Mam iść z tobą? -zapytał Marek.
-Nie. Sama to załatwię.
Chwilę później Marek, Wioletta i Sebastian mogli dalej oglądać, to co się działo w gabinecie Uli.
-Już jesteś? -zapytał zdziwiony. —Wioletta mówiła, że będziesz później.  Ale to dobrze Ula. Prędzej porozmawiamy. Sam telefon był dla mnie miłym zaskoczeniem.
-Dla mnie zaskoczeniem jest to, jaki jesteś naprawdę- wtrąciła ostro. —Dwulicowy, mściwy, podlec.
-Tylko po to chciałaś spotkać się ze mną? Żeby mi to powiedzieć? -mówił z wyrzutami. —Czegoś tutaj nie rozumiem?
-W tych kwiatach jest kamera- wyjaśniała, pokazując ręką wazon. —Nagrała cię, jak robisz zdjęcia i dzwonisz do Febo. A te papiery są nic niewartą podstawką.
-To nie tak Ula. Chciałem dowiedzieć się, co planuje Aleks- odparł, kłamiąc.
-Jakoś trudno mi w to uwierzyć- rzuciła zdecydowanie. —Chcesz, wywieź mnie do Bostonu. Poza tym Wioletta podsłuchała cię i Aleksa w holu jak zawieracie przeciwko Markowi układ. Nie uczysz się na błędach Piotr. Ciągle bruździsz w moim życiu, a tak bawić się nie będziemy. Rozczarowałeś mnie po raz kolejny i mam wrażenie, jakbyś chciał rządzić moim życiem. Nawet Aleks jest lepszy od ciebie. On przynajmniej knuje jawnie, a nie za plecami. Nie zdziwiłabym się, gdybyś chciał sprzedać mnie za trzydzieści srebrników- mówiła z oburzeniem.
-Dobrze mu mówi- mówiła tymczasem Wiola.
-Na mnie kiedyś tak samo nakrzyczała- odezwał się Marek. 
-Żeby to raz Marek – odezwał się Sebastian. —Ale teraz będziesz mieć u niej kolejną szansę.
-A twój Mareczek może jest lepszy? -odgryzał się Sosnowski. — Jest zwykłym kobieciarzem. Zapomniałaś już, jak cierpiałaś po rozstaniu z nim. I na Mazurach moje towarzystwo jakoś ci nie przeszkadzało.
-Co za bezczelny typ- odezwał się Marek. —Pójdę i rozprawię się z nim.
-Daj Uli działać- uspakajał Sebastian.  —Tylko zaognisz sprawę.
-Bo nie znałam drugiej twojej twarzy- mówiła spokojnie Ula. —Nie pokazuj się już nigdy w moim życiu. Nie próbuj nawet zbliżać się do mnie. Teraz bądź tak miły i opuść ten gabinet i firmę. Zadzwonię do ochroniarza, to cię odprowadzi.
-Sam trafię do wyjścia- rzekł wściekle. —Mam nadzieję, że kiedyś cię jeszcze skrzywdzi- dodał już w drzwiach.


Chwilę później Ula pojawiła się w konferencyjnej.
-Widzieliście i słyszeliście, jak mniemam- rzekła od drzwi.
-Ulka tak niechcący- tłumaczyła Wiola.
-Powiedzmy Wiola. Teraz musimy zająć się drugą połową.
-Aleksem sam się zajmę- wtrącił Marek. — Przegram nagranie na mojego laptopa i pójdę do niego.
Spotkanie z Febro było krótkie i konkretne.
-Mam interesujące nagranie dla ciebie. Nie wiem tylko czy wolisz obejrzeć, czy mam ci streścić?
-Wole oglądać ekran niż cię słuchać- wymruczał złośliwie.
-Jak zawsze z uszczypliwością w zanadrzu- odparł, otwierając laptopa. — Co prawda występuje tylko jeden bohater, ale za to z rolą na Oskara. Nikt tak dobrze nie udaje.
-Po co każesz oglądać mi faceta pani prezes? -zapytał, gdy ujrzał Sosnowskiego i domyślał się dalszego ciągu.
-Dojdziemy do sedna nagrania.
-Oby, bo na razie to jakieś dyrdymały- mówił z niechęcią.
-Chyba po tym, co widziałeś i słyszałeś, rozstaniemy się dyplomatycznie- rzekł, gdy Febo obejrzał całość. —I nie będziemy ojca w to mieszać. Chociaż byłoby to dla mnie przyjemnością, gdyby dowiedział się, że taki bez skazy, za jakiego uważał cię, nie jesteś.  Drugi raz próbujesz zawierać jakieś układy. Jak nie z Wiolą to z nim.
-Możecie mnie teraz wyrzucić, ale na pokazie i tak się pojawię- rzekł wrogo.
-Masz prawo- odparł Marek.
Wygraliście bitwę, a nie wojnę- myślał, odchodząc.  Udowodniony plagiat na samym pokazie będzie moją słodką zemstą. 


Po tych wydarzeniach Ula w pracy  dłużej zostać nie chciała. Musiała wyjść przewietrzyć się i uspokoić.  Swoje towarzystwo zaproponował Marek, to zgodziła się z ochotą. Ostatnio w jego towarzystwie czuła się najlepiej i znowu czuła te szybkie bicie serca.


-To, dokąd chciałabyś pójść? -zapytał, gdy znaleźli się na ulicy.
-Nad Wisłę- odparła bez zastanowienia i ku zadowoleniu Marka. —Tam czuję się tak bezpiecznie i potrafię się zrelaksować. I mam miłe wspomnienia- dodała w myślach. Jestem winna ci również spotkanie tam. Długo wtedy czekałeś?
-Z godzinę. I miło, że chcesz nadrobić stracony czas Ula- rzekł z uczuciem.
-Tak naprawdę to dopiero tydzień temu przeczytałam twój list. Maciek zachował go pomimo tego, że kazałam go wyrzucić.
-I?
- Widać, że pisałeś go od serca i był szczery. 
-Bo był. Od czasu naszego wieczornego spotkania nad Wisłą byłem szczery i głupi Ula. Zbyt głupi, żeby inaczej to poprowadzić. Może wszystko potoczyłoby się inaczej.
-Albo i nie. Trzeba cieszyć się z tego, co jest. Knucie Aleksa ujrzało światło dzienne na czas i może już na dobre odejdzie z firmy. A ty zyskałeś nowe zalety. Jesteś sumienny, pomocny, dobry, uczciwy. Jesteś moją taką bezpieczną przystanią.
-Miło słyszeć Ula. Zwłaszcza że kiedyś wszystko olewałem, byłem obibokiem, wykorzystywałem innych i kręciłem.
-Do tego umiesz przyznać się do wad. A to jest trudne Marek.
-Tak Ula. Muszę wstąpić jeszcze do sklepu po krówki- oznajmił jej nieoczekiwania. —Wtedy, gdy czekałem na ciebie miałem kupione.
-Ale chyba nie chcesz, aby utyła i stała się nieatrakcyjna? -zapytała podejrzliwie.
-Skąd Ula. Jak możesz posądzać mnie o to coś takiego?- mówił z oburzeniem.
Chociaż kochanego ciała nigdy nie za wiele- pomyślał.
Czas spędzony nad Wisłą był jak najbardziej udany. Siedzieli na kamieniach, jedli krówki i rozmawiali. I choć nie było pocałunków, pieszczot, przytulań to ze spojrzeń i uśmiechów można było wyczytać, że łączy ich uczucie. 

Poniedziałkowy dzień pracy Ula zaczęła od nadrobienia zaległości związanych z Adamem Turkiem i tuż po przyjściu do pracy wezwała go do siebie.
-Adam dwie sprawy- rzekła, gdy usiadł.
- Ula ja do południa przyniosę ci ten raport- mówił nerwowo.
-Adam nie chodzi mi o raport- wtrąciła.
-To ten niezapowiedziany urlop- odrzekł ciągle nerwowo, dodatkowo poprawiając krawat. —Musiałem mieć wolne. Rodzina przyjechała ze wsi na wakacje. Taka dalsza rodzina i jako wujek musiałem oprowadzić po Warszawie takich dwóch brzdąców.
-O to też nie. Daj mi dokończyć. Proszę to dla ciebie- rzekła, podając jeden z dokumentów. —Chociaż jest to już nieaktualne.
-Ale za co podwyżka? Ja przecież nic nie zrobiłem. I czemu nieaktualne? Ulka, jeśli chodzi o tę teczkę, to zrobiłem to dla dobra firmy.
-To znaczy, że to ty ją wysłałeś?- ni zapytała , ni stwierdziła.
-To znaczy, że się sam wsypałem- odparł załamany Turek. —Musiałem Ula. Aleks chce zniszczyć firmę. Teraz mnie zniszczy za ten donos. Nigdzie pracy nie znajdę.
-Zrobiłeś bardzo dobrze i Aleks nie dowie się, że to ty- uspakajała. —Mamy swój plan. Jeśli Aleks będzie chciał sprawę rozkręci, to Pshenko ma mówić, że to rysunki Wojtka i że sam mu dał stare kolekcje, aby się uczył szkicować. To zaś, że zostały wzięte za projekty na pokaz to przypadek.
-I nie będzie się mścił na mnie? - zapytał z wiarą i ulgą.
-Dokładnie. Wracając do naszych spraw, to podwyżkę dostałeś za to, że nie miałeś jej od pięciu lat a z tego, co wiem, to harujesz jak wół. Decyzję zaś podjęłam już tydzień temu w poniedziałek, zanim dostałam twoją teczkę. A nieaktualne natomiast, dlatego że zastąpisz Aleksa na stanowisku dyrektora finansowego. Na razie jako PO a po pokazie będę chciała na stałe widzieć cię na tym stanowisku.
-Ja dyrektorem? – mówił podejrzliwie.
-Tak Adam i gratuluję- odparła, podając rękę.
-Ulka ja ci tak finanse poprowadzę, że firma rozkwitnie jak za czasów pana Krzysztofa- mówił, całując w rękę. —A ty będziesz dla mnie wzorem do naśladowania.
-Adam tylko bez podlizywania się- wtrąciła. —Tego tolerować nie będę. Pod uwagę będę brała tylko wyniki pracy.



Pięć dni później odbyła się premiera kolekcji. Pokaz zaś wzbudził ogromne zainteresowanie, zgromadzając wiele osób nie tylko z prasy i telewizji, ale i całkiem prywatne osoby. Zainteresowanie pokazem zaś było spowodowane głównie tym, że była to innowacja dla firmy F&D i że obok zawodowych modelek miały wystąpić osoby, do których kolekcja była skierowana, czyli przecięta Kowalska. Szybko okazało się, że pomysł był strzałem w dziesiątkę, bo już pierwsze kreacje wzbudzały aplauz wśród publiczności. Jednak nie tylko na scenie było gorąco, bo i za kulisami. To tam mistrz wraz z synem dyrygował pokazem.


-Można wiedzieć, co to jest? -zapytał znienacka Aleks, mistrza Pshemka tuż po rozpoczęciu pokazu. —Kolekcja nie zgadza się z tym, co ja widziałem na papierze i co zatwierdzałem.
-A co widziałeś- zapytał spokojnie projektant.
-Co innego.
-To już słyszałem- odparł ironicznie mistrz. —I możemy wiedzieć kim jest twój towarzysz? –zapytał grzecznie. —Nie będziemy rozmawiać o sprawach firmowych przy obcych.
-Mecenas Leszek Kołecki- przedstawił się sam zainteresowany. —Specjalista od praw autorskich. Prościej mówiąc, to zajmuję się ściganiem plagiatu i właśnie doniesiono mi o popełnieniu tego przestępstwa.
-U mnie plagiat? -przerwał mu mistrz. —Pan chyba żartuje.
-Mam tutaj pana projekty panie Przemysławie i katalog z ubiorami sprzed paru lat. Wszystko się zgadza.
- Widocznie zaszła jakaś pomyłka- odparł, spoglądając przelotnie na przyniesione przez Kołeckiego papiery.
-Tato ja to wyjaśnię- odezwał się nieoczekiwanie Wojtek. —Panie mecenasie miałem uczyć się szkicować modę i tato dał mi takie katalogi do przerysowania ubrań i to są moje szkice. Parę dni później przyszedł do pracowni Adam Turek i chciał projekty dla pana Febo. Był tak zdenerwowany, że zrobiło mi się go szkoda i dałem mu na odczepkę moje rysunki z tego właśnie katalogu. Nie wiedziałem, że to ważne.
-I sprawa się wyjaśniła- rzekł z zadowoleniem Pshemko. 
-Nie wierzę w taki zbieg okoliczności- odparł ostro Febo. 
-Czyli jak rozumiem, plagiatu nie ma i nic tu po mnie- odezwał się Kołecki.
-Nie tak szybko drogi panie- odparł mistrz. —Ja chciałbym dowiedzieć się coś więcej na temat tego nieporozumienia. Nie lubię, jak się mnie oczernia.

Tymczasem w szatni przebywał Piotr w towarzystwie niedawno poznanej panienki w klubie.  Dostali się tam bez trudu, bo jeszcze przed kłótnią z Ulą ta podarował mu dwa bilety na pokaz i wejściówki za kulisy, a które miały trafić do rąk jego znajomego. Teraz jego plan był prosty. Skompromitować Marka w oczach Uli i prawa. Szczęście dopisywało mu, bo samochód Marka pozostawał otwarty i był zaparkowany w zacienionym miejscu. Dziewczyna również dała sobą manipulować i wypiła sok z domieszką tabletek ekstazy. Zwabienie Dobrzańskiego na dwór było również proste, bo powiedział pierwszemu lepszemu ochroniarzowi o uszkodzonym aucie. W chwili, gdy pojawił się przy wyjściu, to delikatnie popchną dziewczynę w ramiona Dobrzańskiego, a ta uwiesiła się na nim.
Chwilę prędzej na parkingu pojawiła się policja razem z psem tropiącym i oświadczyła, że dostali doniesienie o ukrytych narkotykach w samochodzie Marka. Pech chciał, że przy jego samochodzie natrafili na niego i dziwnie zachowująca się dziewczynę.
-Aspirant Adam Kotlarski i sierżant Karol Małyszek. Nasz pies wyczuł niedozwolone środki w pana samochodzie- oznajmił Kotlarski.
-To jakieś nieporozumienie panie władzo- mówił jeszcze spokojnie Marek.
-Sprawdzimy i zobaczymy- odparła Małyszek.
-Nie wiem, skąd wzięły się tutaj- tłumaczył się chwilę później, gdy w bagażniku znaleźli woreczek z jakimiś tabletkami i proszkiem. —Przyszedłem tutaj, bo jeden z ochroniarzy powiedział mi, że ktoś uszkodził mój samochód. Konkretnie to lusterko. I fakt jest uszkodzone. Samochodu zaś nie zamykałem, bo wracałem tutaj często i jest to parking zamknięty. A tę dziewczynę spotkałem przy wyjściu. Uwiesiła mi się na szyi, to wyprowadziłem ją. Myślałem, że jest pijana.
-Wyjaśnimy wszystko na komisariacie panie Dobrzański- rzekł jeden z policjantów.
Na komisariat pojechał również Sebastian. Ula dotarła tam tuż po zakończeniu pokazu, gdy Olszański wychodził z komisariatu.
-Seba wiesz już coś? -zapytała z niepokojem.
-W samochodzie Marka znaleźli tabletki ekstazy albo coś podobnego do tabletek gwałtu Ula – mówił Sebastian po spotkaniu z policjantem. —Nie znam się na tym, a policjant dla dobra śledztwa wiele nie chciał powiedzieć. Fakt jest też taki, że dziewczyna, która z nim wyszła była czymś otumaniona.  I założę się, że to Febo za tym stoi. Był wściekły, że pokaz udał się i nie było żadnego plagiatu.
-Albo Piotr. On ma dostęp do różnych świństw i miał również powody do zemsty.
-Zobaczymy. Poprzeglądają monitoring i dojdą, co się stało za kulisami. Ta dziewczyna musiała się tam przewijać. Zobaczysz, że jutro wszystko wyjaśni się, a Marek wyjdzie z aresztu.  Teraz nic tu po nas Ula. Wrócimy jutro, gdy będzie adwokat Marka.

Tak jak przewidywał Sebastian, następnego dnia popołudniu Marek wyszedł z aresztu, a przed budynkiem czekała na niego Ula z Sebastianem.
-Wiadomo już Marek, kto ci to zrobił? -zapytał Sebastian.
-Piotr czy Aleks- sprecyzowała Ula.
-Przykro mi Ula, ale to był Piotr. Ta panienka, gdy doszła do siebie, to zaczęła mówić prawdę. Policjant nastraszył ją za współudział i wsypała Piotra. Znalazłem nawet go na monitoringu. Cwaniak rozjaśnił włosy, chodził w czarnej skórze, ciemnych okularach i powiedział jej, że nazywa się Damian Muszyński. Dostęp do leków miał również. Tego, czego nie miał, to pewnie dokupił gdzieś.
-Gnojek jeden- wyzwał Olszański.
-Gnojek to za mało powiedziane- odezwała się Ula. —Ten typ dla zemsty posunąłby się do najgorszych rozwiązań. Jest odrażającym padalcem.
-Ula nie ma sensu bluźnić na niego- wtrącił Marek. —Czasu to nie cofnie, a ja na szczęście wyszedłem z tego cało i bez konsekwencji.  I dzięki, że jesteście.  Chętnie poszedłbym z wami gdzieś, ale muszę teraz jak najszybciej przebrać się i umyć.
-Może pójdę z tobą, jeśli chcesz? – zapytała nieśmiało Ula. —Powiem ci, co działo się później na pokazie.
-Będzie mi miło Ula. Samemu nie chciałbym teraz być.
Na Sienną daleko nie było, to Marek po drodze opowiedział Uli o przebiegu przesłuchania i koszmarnej nocy w areszcie spędzonej w towarzystwie jakiegoś złodzieja. Ula zaś opowiedziała mu o definitywnym odejściu Febo z firmy i chęci wyjechania na stałe do Włoch. Po dotarciu do mieszkania natomiast pokazał Uli mieszkanie, zrobił jej kawy i poszedł odświeżeniu się i przebrać. Do salonu, gdzie pozostawił Ulę, wrócił po kwadransie, ubrany w dżinsy i niebieską koszulę.  Miał też mokre włosy i pachniał zniewalająco płynem pod prysznic.


-Mogę zapytać o coś Ula? – zapytał, siadając obok niej na kanapie.
-Pewnie pytaj.
-Dlaczego chciałaś przyjść tutaj ze mną?
-Bo cię kocham Marek i ani przez chwilę nie wierzyłam w twoją winę- mówiła, wpatrzona w niego.
- Tak długo czekałem Ula, żeby znów usłyszeć te słowa z twoich ust- odparł, gładząc po policzku. —Tyle samo czasu czekałem, żeby móc powiedzieć ci to samo. Kocham cię Ula. Kocham po raz pierwszy tak szczerze i mocno- dodał, całując w usta. —I pomyśleć, że to Piotr okazał się tą osobą, która rzuciła cię w moje ramiona i dała szczęście- mówił, gdy na chwilę oderwał się od jej ust.  —Chyba będę musiał paczkę wysłać mu do więzienia, jeśli tam trafi.
-Złośliwy nie jesteś przecież. A tak szczerze to wolałabym, żeby wyjechał do tego swojego Bostonu i nigdy nie wrócił.  Jednak po tym, co zrobił to pewnie to już nierealne.
- Pewnie nie, ale nie mówmy o nim Ula. Mamy lepsze zajęcie. Miesięczne zaległości w całowaniu. Nie licząc naszych pocałunków we firmie, to czekałem na to cztery długie miesiące- mówił, kładąc ją na czerwonej sofie.
Pocałunki szybko przybierały na sile i rozbudzały ich zmysły. Żadne z nich też nie robiło nic, aby zaprzestać. Było wręcz odwrotnie, bo Marek znalazł swoje miejsce do całowania w odkrytych ramionach Uli i zagłębieniu szyi, a ona z czułością przeczesywała dłońmi włosy Marka.
-Jeśli teraz nie przestaniemy, to nie ręczę za siebie- rzekł Marek, ale z małą wiarą w swoje słowa. —Tak bardzo chciałbym kochać się z tobą. Nie byłem z żadną przez ten czas- mówił krótkimi zdaniami.
-To zrób to – odparła, patrząc na niego z miłością i pożądaniem. 
Do sypialni zaniósł Ulę na rękach i położył delikatnie na łóżku. W kolejnych minutach obsypywał pocałunkami całą twarz, szyję i ramiona.
-Ula wyjdziesz za mnie? -zapytał pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.
-Ślub z tobą będzie spełnieniem moich marzeń- rzekła drżącym głosem.
-To dobrze, bo zamierzam ożenić się z tobą tak szybko, jak się da- odparł, całując namiętnie usta.
-  Po co ci teraz telefon? -zapytała po chwili z rozczarowaniem, że znowu zaprzestał pieszczot i sięga po ten przedmiot.
-Bo nie chce mi się wstawać po długopis i kartkę kochanie, a chcę mieć twoją obietnicę na piśmie.  Włączę dyktafon i nagram. Możesz już mówić- dodał po chwili.
-Ja Urszula Cieplak zdrowa na ciele i umyśle obiecuję, poślubić Marka Dobrzańskiego tak szybko, jak się da- mówiła bardzo wyraźnie i poważnie. —Zadowolony?
-Nawet bardzo – odparł, odkładając telefon. —Teraz możemy się kochać, kochanie. 
Godzinę później, gdy obudziła się dojrzała Marka przeglądającego na laptopie pierścionki.
-Szukam jakiegoś pierścionka zaręczynowego- wyjaśnił jej. —Ten ci się podoba? – zapytał, pokazując jeden z nich.


-Bardzo. Jest taki subtelny.
-W takim razie biorę go. Nie jest też drogi, bo kosztuje tylko półtora tysiąca. To znaczy, ja ci nie skąpię, ale w tym miesiącu muszę oszczędzać. Pamiętasz moje wyzwanie? Trzy tysiaki na miesiąc.  Kiedyś kupię ci kiedyś coś droższego.
-Pierścionek zaręczynowy jest jeden i innego nie chcę i nie będę nosić- oświadczyła mu zdecydowanie. —A z tym wyzwaniem przetrwania za trzy tysiące na miesiąc nie musisz się wywiązywać.
-Nie muszę, ale chcę sobie udowodnić, że dam radę Ula. 

niedziela, 9 września 2018

Przystań Marek 3/4

Kwadrans od spotkania Piotra i Aleksa w holu oraz chwilę po rozmowie z Sebastianem, Wiola w gabinecie Uli zastała Piotra. Stał tyłem do drzwi i coś przeglądał. Był tak zajęty, że nie słyszał nawet, że ktoś wszedł. Ona zaś długo nie myśląc, nagrała go swoją komórką.


Prędzej zjesz beczkę śledzi solonych, niż poznasz człowieka- myślała, wchodząc do biura i nie wyłączając telefonu.
-A ty bawisz się w szpiega z krainy dreszczowców, że grzebiesz Uli w papierach – zapytała żartobliwie. 
-Ja nie umiem odróżnić wyciągu z konta bankowego od faktury rozmów telefonicznych- odparł bez zająknięcia. —Z nudów tak sobie przeglądam, czym się zajmujecie. Czekam na Ulę. Chciałem przywitać się z nią. Chyba powinna już być?
-To sobie poczekasz trochę. Dzwoniła, że ma coś do załatwienia na mieście i że się spóźni.
- To niedobrze, bo ja za godzinę mam pierwszych umówionych pacjentów i muszę być w szpitalu.
-To powiem, że byłeś- odparła, porządkując biurko Uli i chowając przypadkowo do szuflady szarą kopertę zaplątaną wśród ulotek i zaproszeń. —Odprowadzić cię do wyjścia? -zapytała dość sugestywnie.

Po pożegnaniu Sosnowskiego poszła ze swoim nagraniem i rewelacjami do Sebastiana. Tam zastała Marka, a kadrowy był właśnie w trakcie opowiadania o wydarzeniach z holu.
-Powiedziałem Markowi, co słyszałaś- oznajmił jej, gdy tylko weszła do kadr.
-To ja powiem więcej.  Nasz doktorek czasu nie marnuję. Mam tu wszystko- dodała, pokazując swój telefon. —A wyglądał na takiego porządnego, zakochanego. A teraz wyszły igły z widły.
-Wiola do rzeczy- przerwał je Sebastian.
-Nakryłam go, jak przeglądał Uli pocztę i papiery- odparła, pokazując nagranie.  
-Chyba nie wymyślił sobie, że będzie donosił Aleksowi, co robi Ula- mruknął Marek, chodząc nerwowo po biurze po obejrzeniu filmiku. —Najchętniej poszedłbym do niego i dał w mordę.
-Spokojnie Marek- hamował jego nerwy Sebastian. — Dorwiemy go i mamy przynajmniej plan na dobry początek. Jeśli to prawda to musimy nagrać go jeszcze raz, jak grzebie w papierach Uli a później udowodnić, że działa w spółce z Aleksem. Na przykład, że się z nim umawia.
-Obawiam się, że z tym drugim będzie najtrudniej- odparł pesymistycznie Marek.
-Damy radę- pocieszał Sebastian. —Jestem winny Uli przysługę za te wszystkie świństwa z przeszłości.

Ula tymczasem nieświadoma tego, co dzieje się we firmie poszła nad Wisłę przemyśleć ostatnie wydarzenia.


Bartek, Marek a teraz Piotr. Naiwność Uli sięgnęła trzeciej potęgi- myślała, siedząc na ławce. Który z nich był najgorszy. Przebiegły i interesowny Bartek, słodki kłamca drań Marek czy dwulicowy Piotr. Marek jednak zmienił się i zachowuje mi wierność.  Tak powiedział pijany Sebastian. I dla mnie odwołał ślub. Tylko co z tym, co powiedziała Iza. Niedawno widziała go, jak całował Klaudię. Piotr też dostał minus. Markowi czy Piotrowi? Któremu mogę bardziej ufać po ich kłamstwach i podłościach? Może żadnemu?
Dzwonił również Piotr, ale nie odebrała. Nie była gotowa na spotkanie z nim. Pech sprawił jednak, że w drodze do firmy spotkała go. Niemal wpadli na siebie, to trudno było nie porozmawiać.
-Stało się coś? – zapytał, gdy odsunęła policzek, gdy chciał pocałować na powitanie.
-Stało się Piotr. Okłamałeś mnie w sprawie bójki. To ty zacząłeś.
-I Marek ci tak powiedział. Albo Sebastian?
-Nie. Marek nic mi nie powiedział. Ani Sebastian. Po prostu byłam u zarządcy i sprawdziłam monitoring. To ty rzucałeś piłką w Marka.
-Prowokował mnie słownie- bronił się kłamstwem.
-Tym jak to opowiadał, jak świetnie bawił się w klubie- podpuściła go.
-Dokładnie Ula.
-Nie pogrążaj się Piotr. Rozmawialiście o samochodach. Tak powiedział Seba i to jemu wierzę. A Marek ostatnio zmienił się na lepsze. W przeciwieństwie do ciebie.  I tak dla ścisłości to sobotni cały wieczór spędził ze mną we firmie, w piątek według słów naszych ochroniarzy również był w pracy do północy, a w niedzielę był w domu z pijanym Sebastianem. Nie mógł rozdwoić się, a ty okłamałeś mnie dwa razy. Najpierw mówiąc, że Marek opowiadał, jak to dobrze bawił się w klubie a później o tym, jak wszczął bójkę. Nie wiem, dlaczego go tak oczerniałeś. On nie powiedział złego słowa na twój temat. Ani nie zwalał winy za bójkę.
-Bo ciągle kręci się obok ciebie- wyrzucił ze złością, wyrzutami i nienawiścią. —Nie mogę zrobić kroku do przodu. Ciągle w naszych rozmowach przewija się Ula. Jeśli nie dosłownie to podświadomie.
-Nie jesteś moim chłopakiem, więc nie baw się w zazdrość- wtrąciła.
-Co teraz z nami? Może zaczniemy od chwili sprzed bójki- zagadnął spokojniej.
-Nie Piotr. Na razie to nie chcę cię oglądać. Rozczarowałeś mnie- odparła, odchodząc.

Gdy przyszła do firmy to chciała porozmawiać z Markiem, ale okazało się, że Marek akurat wyszedł do banku. Dzwoniła również do niego, ale nie odbierał. Za to Ala z Izą pojawiły się szybko obok niej i wyciągnęły na kawę do bufetu. Tam czekała na nich Ela w towarzystwie Władka.
-A ty, gdzie podziewałaś się przez cały ranek- zagadnęła Iza, gdy kawa pojawiła się na stoliku. —Był Piotr.
-Poszłam obejrzeć monitoring z boiska. Musiałam sprawdzić, jak było z tą bójką- wyjaśniła krótko.
-Po co Ulka. Wiadomo, że to Marek- wtrąciła Ela.
-Właśnie, że nie. Piotr prowokował Marka. Prędzej okłamał mnie, mówiąc, że Marek opowiadał, jak to dobrze bawił się przez weekend w klubie, a był tu we firmie. W sobotę to nawet ze mną.
-Dookładnie- wyjąkał Władek. —Widziałem was.
-I co teraz Ulka? -zapytała Ala. —Oboje okłamywali cię w swoim czasie.
- Nie wiem, co- mruknęła cicho. —Na razie to nie chcę oglądać Piotra. Widziałam się już z nim i pokłóciłam.  A później zobaczymy.
-Poważnie nie mówisz? -zapytała Iza.
-Bardzo poważnie. Okłamał mnie dwa razy.  Z pełną świadomością i z zemsty na Marku. Oczerniał go, winił za bójkę i teraz mam ot tak zapomnieć o tym?
- Markowi wybaczyłaś, a robił gorsze świństwa- stwierdziła Ela.
- Wybaczyłam po czasie- odparła, szukając w torebce dzwoniącego telefonu. —To Marek- oznajmiła im, spoglądając na ekran telefonu i uśmiechając się na widok imienia Marek. —Muszę odebrać. Dzwoniłam do niego i oddzwania- dodała, odchodząc. 
- Powinna mu wybaczyć- stwierdziła Iza, gdy Ula wyszła.
-Jaakie prze przebacz? – pytał Władek. —Wy naprawdę dalej pchacie ją w ramiona Piotra? Nie widziałyście, jak uśmiechnęła się na widok tego, że to Marek dzwoni i od razu pobiegła do niego?
-Marek swoją szansę stracił i to przeszłość- odparła mu Ela.
-Nie ma sensu prorokować- odezwała się ponownie Ala. —Będzie tak, jak powiedziała Ula. Później zobaczymy.



Z rozmowy telefonicznej Marka i Uli wynikło, że ten wraca do firmy. Ula zaś nie chcąc rozmawiać z nim we firmie, to umówiła się w parku. Dotarcie tam zajęło jej chwilę. Marek w międzyczasie zadzwonił do Sebastiana, aby zapytać go, czy nie wie przypadkiem skąd ta propozycja spotkania.  Upewnił się również, że Ula nie jest wtajemniczona w ich plan zdemaskowania Piotra i Aleksa.


-To, co się takiego ważnego stało, że umawiamy się tutaj? -zapytał, gdy przechadzali się po parku.
-Obejrzałam monitoring Marek i wiem, że to nie ty byłeś winny bójki z Piotrem.
-Czyli do tej pory byłaś przekonana, że jestem winny? – wtrącił z żalem.
-W pewnym momencie zwątpiłam- przyznała się bez kręcenia.  —Wtedy, gdy nie chciałeś opowiedzieć mi swojej wersji.
-A postanowiłaś sprawdzić, bo?
-Niektóre fakty nie zgadzały mi się, z tym, co mówił Piotr i dlatego sprawdziłam, kto zaczął. Najgorsze jednak nie jest to, że się pobiliście, ale to, że całą winę zrzucił na ciebie. Ty go nie oskarżałeś.  W tym mnie bardzo rozczarował.
-Czyli doktorek- dodał w myślach Piotr, ma minus u ciebie- odparł z satysfakcją.
-Ma. Dlaczego mężczyźni nie potrafią nie oszukiwać?
-Ula, jeśli chodzi o piękną kobietę to trudno trzymać się uczciwości.
-To dziękuję, że chociaż ty w tej sytuacji zachowałeś się uczciwie. Jesteś na dobrej drodze, aby żyć, jak należy. I przepraszam, że oskarżałam cię i nakrzyczałam- dodała, dając instynktownie w ramach przeprosin całusa w policzek. Chwilę później poczuła ramiona Marka na plecach.
Co ja robię? – myślała. Znowu trafiłam w ramiona Marka. Tak jak w poprzednią sobotę. I tak dobrze się w nich czuję. Jakby były dopasowane do mnie.
-Przeprosiny, choć nie musiałaś przyjęte Ula- odparł zaskoczony całą sytuacją. —Musimy wracać i popracować trochę- dodał, choć trzymać Ulę w ramionach było mu miło.

Po powrocie Ula zajęła się przeglądaniem płac pracowników. Szczególnie jedna pozycja nie podobała się jej. Adam Turek, choć miała podstawy, aby ominąć jego nazwisko, to na nim skupiła swoją uwagę. Z wykazów wynikało bowiem, że od pięciu lat nie miał podwyżki i zarabiał tyle samo co inni pracownicy księgowości. Wiedziała również, że to on wykonywał spory kawałek pracy za Aleksa. Po krótkim namyśle Turek znalazł się wśród tych szczęśliwców, którym pensja wzrośnie. Chciała też od razu powiadomić go, ale przypomniała sobie, że Adam był na tygodniowym i nieoczekiwany urlopie.
Przez kolejne trzy dni Ula z Markiem pracowali na zdwojonych obrotach, a praca mijała im spokojnie, bez niespodzianek i wesołym nastroju. Zwłaszcza dla Marka nie było to nic męczącego, bo Ula znowu miała zaufanie do niego i miał kolejne plusy u niej za kompetencje, uczciwość i pomoc.


Najbardziej jednak cieszył się z faktu, że pomimo tego, że Piotr dzwonił, to jego ukochana na razie nie była gotowa zobaczyć się z nim.

W czwartkowe popołudnie we firmie rozpętała się burza. Ula bowiem zajrzała do szuflady, gdzie trzymała ulotki i zaproszenia na imprezy we Warszawie. Sama nic nie potrzebowała, ale chciała znaleźć coś dla Maćka, aby mógł zaprosić gdzieś Anię na sobotę. Szara duża koperta od razu rzuciła się jej w oczy. W dodatku w adresie było napisane Pani Prezes Urszula Cieplak, a nie ogólnie Prezes F&D. To, co znalazła w środku, przeraziło ją. Była tam gazetka z odzieżą z sieciówek sprzed trzech lat, projekty na pokaz F&D Gusto oraz ekspertyza o sporym podobieństwie i ewidentnym plagiacie.  Wzięła całość i poszła do konferencyjnej, gdzie swoje biuro miał Marek. On po przejrzeniu materiałów był nie mniej wzburzony i zaniepokojony co Ula.


-Ciekawa jestem, kto nam to podesłał- pytała Ula.
-Ktoś nam życzliwy Ula.  A to, że za ekspertyzą stoi Aleks jestem pewny. Nie mówiłem ci prędzej, ale teraz chyba nie ma sensu ukrywać tego dalej. Wiem coś od poniedziałku tylko, że miłe to nie będzie Ula.
-Skoro już zacząłeś- ponaglała.
-Wiola przypadkiem usłyszała rozmowę Aleksa i Piotra. Jestem ich non grata.
- Jak to Piotra i Aleksa? 
-Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale Wioletta raczej tego sobie nie wymyślał. Nie wiedziała nawet, co słowo non grata znaczy. Na szczęście poszła z tym do Sebastiana. Później nagrała Piotra w twoim biurze. Sama zobacz- dodał, szukając przesłane mu nagranie.  —Nie wiem, po co przeszukiwał twoje biurko, ale widocznie miał w tym swój interes.
-Nie wiesz po co, ale myślisz, że coś knuje.  Prawda? -rzekła dość klarownie.
-Tak Ula. Chyba chce wejść w układ z Aleksem. Chcieliśmy nawet podesłać mu jakieś papiery, zostawić samego i zobaczyć co będzie dalej. Teraz gdy nie spotykasz się już z Piotrem jest to jednak nieaktualne.
-Ale ja chcę wiedzieć Marek. Chcę wiedzieć, co knuje Aleks i jaki jest naprawdę Piotr. Jutro zadzwonię do niego i umówię się z nim. I tak na przyszłość to mów mi o takich rzeczach od razu.
-Ok Ula.
-Teraz musimy iść z tym do Pshemka. Za dwa tygodnie przecież premiera, a kolekcja i projekty są do wyrzucenia.
Po tym, co usłyszała trudno było, skupić się jej na pracy. W dodatku Wioletta dodała, że usłyszała, że Aleks dąży do skompromitowania ich i pozbyciu się z firmy a dla Piotra byłoby to rozkoszą.
Wieczorem po nadgodzinach spędzonych w pracy Marek zajął się Ulą i odwiezieniem do domu.
-Wciąż trudno mi uwierzyć, że Piotr posunął się do takich rzeczy- mówiła z goryczą, gdy odjeżdżali sprzed firmy.
-Ula przestań myśleć o tym, bo nie zaśniesz- argumentował.
-I tak nie zasnę. Muszę przewietrzyć się i ruchu zaznać. Możesz pojechać pod park i potowarzyszyć mi? –zapytała błagalnie.
-Pewnie, że mogę- odparł z zaskoczeniem i zadowoleniem.
Co ja robię- pytała się w myślach. Zapraszam Marka na nocne wędrówki.  To, dlatego że ostatnio ratuje mnie z opresji i potrzebuję czyjegoś ramienia na wsparcie. A Marek to taka moja bezpieczna przystań.
Jest dobrze- myślał tymczasem Marek. Ma do mnie coraz większe zaufanie i po każdej wpadce Piotra u mnie ma pocieszenie. Nie mogę zepsuć tego, więc pilnuj się Marek i nie rób głupstw. Nie całuj na siłę, nie narzucaj się zbytnio. Bądź przyjacielem. Albo wrócę do czasów początku naszej znajomości.
-Dziękuję Marek. Jesteś super przyjacielem- usłyszał równo ze swoimi myślami.
-Może pójdziemy na zapiekanki- zagadnął. —Mniej więcej rok temu zabrałaś mnie na nie.
-Pamiętam i chętnie- rzekła z równą ochotą. —To były dobre czasy Marek- dodała z westchnieniem. —Bez kłamstw, podkładania sobie świni, rywalizacji. Ja byłam twoją sekretarką, mogłam patrzeć na ciebie, rozmawiać i marzyć. Wystarczało mi i byłam naprawdę szczęśliwa.
-To tak jak ja mniej więcej- odparł z zamyśleniem. —Tylko że ja myślałem, że jestem szczęśliwy. To ja byłem prezesem, a nie Aleks. Miałem oddaną sekretarkę a później asystentkę, która odwalała za mnie robotę, kryła przed Pauliną. Ja w tym czasie mogłem spędzać czas na zabawie w klubie z coraz to młodszymi panienkami, bo te w moim wieku pozakładały rodziny. Z perspektywy czasu wiem jednak, że moje życie było bez sensu i jakichkolwiek wartości. Tylko zabawa i aby być wyżej niż Aleks. Zmieniłem się dzięki tobie Ula i będę ci zawsze wdzięczny za to.
-To nie ja tylko twoja silna wola zmiany- rzekła skromnie.
-Nie, nie Ula- wtrącił. —Ja wiem lepiej. Pokazałaś mi wartości, którymi teraz się kieruję. Powinienem iść na kolanach do Częstochowy w podzięce, że cię spotkałem.  To, co Ula może weźmiemy zestaw ekonomiczny? -zapytał, zmieniając temat, gdy doszli do budki z jedzeniem.
-Od kiedy oszczędzasz? - zapytała ze zdziwieniem.
-Od wczoraj. Wczoraj był pierwszy i obiecałem wyżyć za trzy tysiące Ula. (nawiązanie do rozmowy z poprzedniej części.)

Następnego dnia Ula zadzwoniła do Piotra i umówiła się z nim na popołudnie w biurze na rozmowę. Rano natomiast Marek z Sebastianem zainstalowali w jej gabinecie małą kamerkę. O wyznaczonej porze Piotr pojawił się w holu F&D i gdy tylko Władek poinformował ją o tym, to zadzwoniła z informacją do niego, że spóźni się z półgodziny i Wioletta zajmie się nim. Zadanie Wioli zaś polegało na tym, aby posiedziała chwilę z nim, a po telefonie od Seby miała zostawić go samego.


-Ceulek- oznajmiła mu, gdy skończyła rozmawiać. —Zaprasza mnie na kawę, a Ula kazała mi zajmować się tobą. I co mam wybrać Piotrusiu? Lojalność do pani prezes czy miłość.
-Miłość- odparł, ułatwiając jej zadanie. —Ja sobą zajmę się sam.
- Tylko że Ulka dała mi zadanie bojowe- rzekła, ściszając głos. —Muszę pilnować tego, jak kwoka jajek- dodała, pokazując teczkę.  —Papiery nie mogą wpaść w niepożądane ręce. Dokładnie mówiąc to w ręce Febo. Tak powiedział Marek. Inaczej będzie komora i swawola.
-Papierów popilnuję również- zapewniał.
-Dzięki. Jednak jesteś porządny. Nie wiem, dlaczego Ulka gniewała się na ciebie- mówiła, zbierając się do wyjścia. —Tylko pamiętaj, jak kwoka jajek- rzuciła, wychodząc.