poniedziałek, 8 października 2018

Dama i wieśniaczka 4/6



Marek w szpitalu został kolejnych pięć dni, w czasie których Ula dzieliła czas pomiędzy wizytami u niego i pracą z panem Krzysztofem. Z seniorem źle się jej nie pracowało. Dawny prezes był wymagający, ale umiał również docenić jej pracę, wiedzę i kompetencję. Był dla niej również życzliwy, czasami dawał rady i sam uczył się czegoś od młodego pokolenia. Z uśmiechem na twarzy opowiadał również o początkach firmy i kłopotach, jakie z żoną mieli i mają z Markiem.  Ona zaś wszystko to, co mówił, pochłaniała jak gąbka wodę i słuchała jak Beatka bajki.



Do samego Marka przychodziła codziennie. Głównie były to wizyty służbowe, bo przynosiła papiery do podpisu, ale i był czas na prywatne rozmowy. Z każdym dniem Marek nabierał też więcej siły, kolorów i zaczął się uśmiechać.  W czwartkowe popołudnie pojawiła się ponownie w szpitalu. Gdy weszła do sali to słodko spał i mogła popatrzeć chwilę na niego. Zwłaszcza że pacjent obok również odpoczywał, a trzecie łóżko było puste. Widok śpiącego Marka spowodował, że miała ochotę pogłaskać go po policzku. Myśli te szybko wyrzuciła z głowy i zamiast tego przysunęła sobie krzesełko i pogłaskała delikatnie w dłoń.
- Ula- rzekł, jak tylko poczuł jej dotyk i otworzył oczy. —Dobrze, że jesteś, bo nudzę się trochę. I z góry mówię ci, że mnie nie obudziłaś.
-Fakt. Tak myślałam. Wyglądałeś jakbyś spał.
-Takim muśnięciem dłoni miałabyś obudzić mnie Ula? Niemożliwe. To z czym przyszłaś tym razem?
-Z soczkiem marchwiowo- bananowym, czekoladkami i książką. I jestem tu całkiem prywatnie. Twój tato był tak miły, że dał mi wolne do końca dnia.
- Cały tato. Wczoraj był u mnie po pracy i nie mógł nachwalić cię Ula.
-Teraz wiem skąd ta wczorajsza moja popołudniowa czkawka Marek- mówiła, patrząc wymownie na niego. —Wiesz już, kiedy wypiszą cię?
-Pewnie w sobotę a później dostanę ze dwa tygodnie wolnego. Fizycznie nie pracuję to starczy. A gdy wrócę do pracy to dam ci tydzień wolnego. Tato mówił, że pracujesz na zdwojonych obrotach. Obiecałem ci zresztą przy podpisywaniu umowy dłuższe urlopy.
-Chętnie skorzystam Marek. Mam zaległości w domu i ogródku.
Rozmowę przerwał im pan Sławek Kubiak, szef ekipy budowlanej jego domu, który przyszedł z katalogiem mebli kuchennych. Z wyborem szafek, blatów i dodatków łatwo mu nie szło, bo wszystko jak to w katalogach wyglądało zachęcająco.
-Ty co byś wybrała? -spytał w końcu Ulę. —U ciebie w domu kuchnia była taka przytulna.
-Mogę tylko dać ci małą sugestię Marek, bo ty będziesz tam mieszkał, a nie ja i to ty musisz czuć się tam dobrze- argumentowała. —Tym bardziej że kuchnia to serce domu. Ja wybrałabym funkcjonalne ustawienie i aby było dużo miejsca na blatach. Mnie osobiście podoba się ta wersje- dodała, pokazując jedną z kuchni z przeciętną ceną.



-Muszę przyznać, że pana znajoma ma dobry gust- odezwał się pan Sławek. — Żadnego przepychu tylko sama subtelność. Ten zestaw zdecydowanie lepiej pasują do pana kuchni niż ten wybrana przez panią Paulinę. Żona próbowała ją odwieść od jej pomysłów, ale nie udawało się jej.
-Paulina miała od dziecka wygórowane cele i musiało wszystko być z najwyższej półki panie Sławku. Nawet jeśli chodzi o kuchnię, z której i tak nie miałaby korzystać.
-Pan się nie obraź się, ale żona powiedziała mi, że wasze relacje były tak złe, że było do przewidzenia, że się w końcu rozstaniecie- rzekł szczerze pan Sławek. —Pan miał swój pomysł, a ona go torpedowała.
-Chyba wszyscy o tym wiedzieli tylko nie ja – odparł bez urazy. —To, co Ula, skoro tak dobrze poszło ci z kuchnią, to może pomożesz mi z resztą domu? Spotkalibyśmy się we czwórkę po moim wyjściu ze szpitala i ustalili kolory ścian, paneli, wybór mebli. Ja, ty pan Sławek i jego żona. Jest dekoratorką wnętrz i mogłybyście stworzyć coś fajnego razem.
-To nie jest dobry pomysł Marek- mówiła sceptycznie.
-Choremu odmawiasz Ula- wtrącił.
-To jest szantaż- rzekła z wyrzutem.
-Tylko mała perswazja Ula- odparł z uśmiechem.



 Po wyjściu ze szpitala Marek dostał jeszcze zwolnienie lekarskie i na czas rekonwalescencji   przeniósł się do rodziców. Po kolejnym tygodniu zaczął pokazywać się we firmie i na budowie swojego domu w Latchorzewie. W czasie pierwszej wizyty zabrał tam i Ulę, aby mogła spotkać się z panem Sławkiem i jego żoną.
Latchorzew okazał się dużą wioską, położoną dwadzieścia kilometrów od Warszawy i bardziej przypominał przedmieście Warszawy niż wioskę.
- Zaraz dojedziemy Ula- mówił, gdy skręcał w ulicę majora Hubala Dobrzańskiego. —To na końcu ulicy.
-Przypadkowa zbieżność nazwisk Marek? – zapytała, czytając nazwę ulicy.
-Nie Ula. Były działki na innych ulicach, ale nazwisko Dobrzański zaważyło.
Dom Marka okazał się nieduży, ale usytuowany na dużej posiadłości i przy lesie.  Było też dużo drzew, zadbany trawnik i zagospodarowane skwery z kwiatami i innymi roślinami.


-I jak Ula? -zapytał, gdy wyszli z samochodu.
-Bardzo ładny. Taki rodzinny i ciepły- rzekła, rozglądając się po otoczeniu. —I nie obraź się Marek, ale Pauliny tutaj jednak nie widziałabym. Nie ten styl i okolica.
-Fakt. Paula, gdy dowiedziała się, że tu zamierzam budować się, to od razu zaprotestowała- odparł bez urazy na jej szczerość. —Dopiero gdy powiedziałem jej, że wiele warszawiaków ma tu swoje dacze i nie wyprowadzimy się z apartamentu na zawsze, nieco spotulniała. Później chciała narzucić swój projekt na dom. Sprowadziła najlepsze katalogi z zagranicy i nie zważając na koszty, zaczęła planować, jak ma wyglądać dom i urządzać kolejne pomieszczenia. Ja chciałem, żeby było przytulnie, a ona nowocześnie i z  katalogu.
-I ja mam ci pomóc w stworzeniu ciepłego domku?
-Dokładnie. Razem z panią Kasią i panem Sławkiem.
-No tak. W co ja się pakuję- wymruczała. —A ile masz pomieszczeń?
-Na dole jest kuchnia, salon, mały pokój i łazienka a do góry cztery sypialnie w tym dwie z łazienką i dodatkowo osobno toaleta. Na razie jednak chcę urządzić tylko dół i jeden pokój na górze. Resztą zajmę się później.
Spotkanie z państwem Kubiak mijało miło i szybko, bo tym razem Marek był bardziej zdecydowany niż przy wyborze kuchni.  Na koniec spotkania pan Sławek powiedział, że za dwa tygodnie Marek będzie mógł wprowadzić się do domu.
Po spotkaniu z nimi pojechali na kolację. Kolacja w towarzystwie Marka była spełnieniem jej marzeń, choć głównie rozmawiali o pracy i o Marka domu.
-Planuję parapetówkę Ula- oznajmił jej w czasie drogi. —Tak za miesiąc. Ty już możesz czuć się zaproszona. Najpierw jednak rodzice muszą wrócić z sanatorium i czeka nas jesienny pokaz.   
-Trochę boję się go- odparła z obawą. — Co będzie, jeśli kolekcja nie spodoba się publice i przyniesie straty?  Przecież to z mojej inicjatywy Pshemko zgodził zająć się tym.
-Będzie dobrze Ula. Już jest dobrze, bo Aleks przestał patrzeć nam na ręce, a Paulina siedzi w Mediolanie. Będzie jeszcze lepiej, gdy Aleks wyjedzie na te swoje wakacje do Ameryki Południowej. Cały miesiąc bez niego i jego knuć. Możesz sobie to wyobrazić.
-Na pewno będzie spokój i szybciej. Szkoda, że na przyszłość nie można tego wykorzystać.
-Ula dobrze jest, jak jest. I jakby powiedziała Wiola koniowi w zęby lepiej nie zaglądać.

Paulina tymczasem, dalej próbowała zdziałać coś w sprawie ich związku i po jego wyjściu ze szpitala pojawiała się u Dobrzańskich. Ci jednak ku jej rozczarowaniu postanowili nie wtrącać się w ich sprawy. Ciągle bowiem mieli do niej pretensję, że przekładała zaręczyny nad zdrowie ich jedynaka. W dodatku dowiedziała się o zablokowanym wspólnym koncie bankowym. Korzystała z niego, nie zważając na umiar i teraz gdy została odcięta od łatwych pieniędzy na wydatki i przyjemności, wprawiło w złość. Po firmie zaś rozniosła się prawda o niedoszłych zaręczynach i że to Marek już w piątek podjął decyzję o odwołaniu ich. Zmęczona atmosferą wokół niej wyjechała w końcu do Włoch na miesiąc Po powrocie w apartamencie na Siennej czekała na nią niespodzianka. Administrator budynku zostawił jej bowiem wiadomość, że z końcem miesiąca kończy się umowa za wynajmowane mieszkanie i ma opuścić je do końca miesiąca albo podpisać nową umowę. Tu zaś czekała na nią kolejna niemiła niespodzianka, bo okazało się, że musiałaby płacić za miesiąc wynajmu apartamentu sporą kwotę i wpłacić kaucję za kwartał. Nigdy takimi sprawami i rachunkami nie zajmowała się i był to nie lada problem dla niej.  Biuro administratora znajdowało się w pobliżu F&D, to po spotkaniu z nim poszła do firmy i Marka. Od brata wiedziała bowiem, że Marek wrócił do pracy po trzytygodniowym zwolnieniu.
-Co się takiego stało, że pojawiasz się tak nagle? -zapytał zniechęceniem na jej widok.
-Zablokowałeś nasz wspólne konto, a teraz pozbawiasz mnie mieszkania- rzuciła od drzwi. —Administrator powiedział mi, że miałeś podpisać nową umowę i nie zrobiłeś tego.
-Nie podpisałem, bo nie mieszkam tam od miesiąca i nie zamierzam wracać- odparł spokojnie, szykując się do wyjścia. —A na konto wpływały głównie moje zarobione pieniądze. Ty nie zarabiałaś.
-Tylko że teraz przez twoje widzimisię mam kłopoty– mówiła, pomijając jego odpowiedź. —Mam podpisać nową umowę albo opuścić je do końca miesiąca. To wypada za trzy tygodnie. Wiesz, ile chce ten zdzirus?
- Wiem. Dziesięć tysięcy na miesiąc plus media.  I, gdybyś choć raz zainteresowała się rachunkami, to byś wiedziała.
- Zostawiłeś mnie z dnia na dzień, bez środków do życia to oszczędź sobie chociaż złośliwości- wtrąciła kąśliwie.
- Biedna nie jesteś Paula, więc nie narzekaj- odparł, cedząc słowa. —Masz pokaźną sumkę po rodzicach i z zysków. Pomijając to, że znam twoje miesięczne wydatki na ubrania, kosmetyki, koleżanki, jedzenie i wychodzi prawie tyle samo. Naucz się w końcu prawdziwego życia i na własny rozrachunek.  I przede wszystkim zacznij oszczędzać. Ja ci w niczym nie pomogę. Zawsze możesz wynająć sobie coś mniejszego na wyższym piętrze. Może w trzech tysiącach coś znajdziesz.
-Jak to sobie wyobrażasz? Mam mieszkać w jakiejś kawalerce? – pytała z oburzeniem.
-To zapłać za apartament. Za luksus trzeba płacić Paula. Teraz wybacz, ale wychodzę na lunch- dodał, otwierając przed nią drzwi.

W przeciwieństwie do Pauliny życie Marka bez niej odpowiadało mu. Robił, co chciał, z kim chciał i gdzie chciał. Zwłaszcza po tym, jak wyprowadził się od rodziców i wprowadził do swojego domu. Jego nastrój psuł tylko fakt, że Sebastian więcej czasu poświęcał Wioli niż jemu.


-Teraz gdy ja zyskałem wolność, ty ładujesz się w związek- mówił z żalem w czasie pobytu w klubie.
-To znajdź sobie kogoś Marek. To, że Paulina ciągle kontrolowała cię, robiła awantury i tak ogólnie zatruwała życie, nie znaczy, że będzie tak samo.
-Tylko skąd mam przewidzieć, jaka będzie ta kolejna.
-Zainteresuj się Ulą- zasugerował wymownie. —Wiem od Wioli, że nie zostawiła nikogo na wschodzie.  Gdy wróci z urlopu, to zaproś ją gdzieś.
-No nie wiem Seba. Obrazi się jeszcze.
-Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa Marek. I nie mów mi, że nie robi na tobie wrażenia- dodał, widząc niezdecydowaną minę przyjaciela. —Twoje byłe sekretarki były mniej atrakcyjne, a interesowałeś się nimi. I co najważniejsze Ulka ma spokojny charakter. Nawet Wiola swoim gadaniem nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi.
-Fakt podoba mi się i ma miłe usposobienie- odparł z uśmiechem, sięgając równocześnie po dzwoniący telefon.
-I tego potrzeba ci po rozstaniu z Pauliną Marek. Kobiety spokojnej.
-O wilku mowa- odparł, spoglądając na telefon. —Paulina. Nie widziałem jej od tygodnia, gdy była u mnie w biurze z tą awanturą o apartament.
-(…)
-Dzwoni ze szpitala. Paulinę ktoś napadł- oznajmił mu Marek.
Do szpitala pojechali razem. Tam na izbie przyjęć spotkali Febo. Siedziała na krzesełku z temblakiem na ręce.
-Co ci się stało konkretnie? -zapytał Marek.
-Byłam na zakupach a później, gdy szłam ulicą, napadło mnie jakichś dwóch drabów. Broniłam się, ale wykręcili mi rękę i wzięli torebkę, pierścionki, zegarek.
-W takich wypadkach lepiej oddać dobrowolnie niż się bronić- odparł jej Sebastian. —Nie wiesz o tym?
-Nikt nie pytał cię o nic, to się nie odzywaj- odrzekła mu nieuprzejmie.
-A co miałaś w torebce? - zapytał Marek, aby uspokoić byłą narzeczoną.
-Telefon, dokumenty, klucze, karty i z pięć tysięcy w portfelu. Karty już zastrzegłam. Musisz pomóc mi przez trzy, cztery dni Marek. Po wyjeździe twoich rodziców i Aleksa ty mi zostałeś, a sama boję się być. Mógłbyś zabrać mnie do swojego domu i przenocować parę dni. Poświęciłam tyle serca budowie- dodała na koniec teatralnym tonem.
-Tylko bez takich scen Paula- wtrącił. —Byłaś tam zaledwie pięć razy w ciągu dwóch lat.

 Jej pomieszkiwanie w Latchorzewie od początku było nieudane, bo Marek ulokował ją w małym pokoju na górze bez łazienki, a przyzwyczajona była do lepszych warunków. Jej niezadowoleniu dodał również fakt, że dowiedziała się, że to Ula wybrała kuchnię i pomagała w urządzaniu innych pomieszczeń. Pobyt przedłużał się również, bo z trzech, czterech dni przeciągnął się do tygodnia i nic nie zapowiadało, aby miała wyprowadzić się w najbliższych dniach. W dodatku zaczęła być miła i zajmować się domem, bo po jego powrocie z pracy, było posprzątane i ugotowane.  To zaś było dla Marka od początku podejrzane i wyjaśnił sprawę w dwa dni.
-Było tak, jak przypuszczałem Seba- opowiadał dzień później. —Gdy przyjechałem nieoczekiwanie z pracy, to zastałem w kuchni jedną z sąsiadek gotującą obiad, a Paulina leżała w salonie z maseczką na twarzy.  Nieźle była zaskoczona moim pojawieniem się tak szybko.
-Chyba naprawdę myślała, że jesteś tak głupi, żeby nabrać się na jej przemianę- mówił, śmiejąc się ironicznie. —Musisz jednak dalej uważać. Jeszcze zamelduje ci się w domu i nie pozbędziesz się jej- ostrzegał go —Albo do łóżka wejdzie.
-Spokojnie. Mam plan. Dzisiaj wyjeżdża na weekend do koleżanki, a jak wróci, będzie czekała na nią niespodzianka. Zagrody z kurami i królikami Seba. Tuż pod jej oknem. A jak to nie zadziała, to we wtorek przybędzie kuc. Zawsze chciałem mieć kuca. Mam nadzieję, że taki mały przychówek zwierząt wykurzy ją na dobre.  Paulę zbierającą jajka albo dającą marchewkę królikowi, jakoś nie widzę.
Jej pomieszkiwanie u Marka komentowane było i w pracy. Sama Paulina postarała się o to, bo już w poniedziałek razem z nim przyjechała do pracy i demonstracyjnie pokazała. Ula również dowiedziała się dość szybko, bo niezawodne koleżanki zadzwoniły do niej z tymi wiadomościami. Ona sama przypomniała sobie słowa ze szpitala, gdy Paula powiedziała jej, że Marek zawsze wraca do niej. W poniedziałek rano więc jechała do pracy z niesmakiem i wypowiedzeniem z pracy.
Przewidywania Marka tymczasem, co do sprowadzenia zwierząt sprawdziły się, bo tuż po powrocie Pauliny w niedzielny wieczór, przysporzyły konflikt.


-To jest Puszek, a to Czaruś- powiedział jej, gdy pojawiła się na tyłach domu, a on karmił dwa króliki. —Kury na razie są bezimienne- dodał, pokazując trzy sztuki drobiu.  —Trzeba będzie zajmować się nimi Paula, gdy mnie nie będzie.  
-Jak to sobie wyobrażasz?- wtrąciła ostro. 
-Zwyczajnie Paula. Wchodzi się do kurnika i zbiera jajka, otwiera się klatkę i daje marchewkę albo liść sałaty. Kuca odpuszczę ci. We wtorek chcę kupić i sam się nim zajmę.
-Chyba żartujesz. Nie będę bawiła się w gospodynię wiejską- mówiła oburzonym tonem.
- Prawie cały dzień siedzisz w domu, to masz czas. I chcę przypomnieć ci, że nikt cię tu nie trzyma.  Masz swój apartament i gdzie mieszkać. A jeśli myślałaś, że coś się zmieni między nami, jak zamieszkamy na chwilę ze sobą, to się myliłaś.  
-Czyli stawiasz mi ultimatum? -zapytała obrażonym tonem.
-W rzeczy samej Paula- odparł klarownie.
Nazajutrz rano Marek do pracy jechał z zadowoleniem, bo razem z nim jechała Paulina i jej trzy walizki.

niedziela, 30 września 2018

Dama i wieśniaczka 3/6



Telefon w poniedziałek rano od Marka zdziwił Ulę. Jechała właśnie pociągiem do pracy i choć była po weselu i miłej zabawie to do dobrego humor było jej daleko. Miała za godzinę bowiem spotkać się z zaręczonym mężczyzną, którego kochała.
-Ula dzwonię, żeby powiedzieć ci, żebyś nie jechała do firmy, tylko prosto do mnie do szpitala.
-Jak to do szpitala. Co się stało? Jesteś w szpitalu? Miałeś wypadek? -zarzuciła go pytaniami.
-Spokojnie Ula- wtrącił momentalnie. —Jestem prawie cały. Wycięli mi tylko wyrostek robaczkowy i czeka mnie pobyt w szpitalu oraz zwolnienie lekarskie i będziesz musiała za mnie popracować. Jestem w tym szpitalu na Wileńskiej w budynku C na parterze na sali 105. Możesz przyjechać do mnie?
-Pewnie.
-Świetnie Ula. Muszę kończyć, bo idzie wizyta- rzekł na prędko na koniec.



Godzinę później, gdy dotarła pod drzwi jego sali, to dojrzała Marka przez uchylone drzwi. Przez szparę widziała też, że pacjenta obok nie ma, to chciała już wejść, ale zatrzymał ją dzwonek jego komórki.
-(...)
-Dzień dobry i zapewniam pana, panie Sławku, że to jest ostateczna decyzja- usłyszała. —Po prostu nie było zaręczyn, nie będzie i wszystkie projekty są nieaktualne. Chcę swój dom urządzić po swojemu, a nie tak jak chciała moja była narzeczona. Na razie wystarczy mi wykończenie jednego pokoju, łazienki i kuchni. Żonie proszę również przekazać, że inaczej udekoruję dom. Jak wyjdę ze szpitala i dojdę do siebie, to spotkamy się we trójkę i porozmawiamy.
-(….)
-Do widzenia.  
-Jak to nie było zaręczyn? -zapytała jakby bezwolnie, wchodząc do sali. —To znaczy cześć Marek. Jak się czujesz? – poprawiła się ze swojej gafy.
-Cześć Ula, czuję się lepiej i dobrze słyszałaś. Nie było zaręczyn i nie będzie ślubu. Nie mogę związać się z kobietą, która mówiła takie rzeczy i wyceniła moje życie na sto tysięcy i wyjazd do Mediolanu- odparł, przypominając sobie i opowiadając Uli piątkowy i sobotni dzień.

****************************************
Piątek od rana był pechowy dla Marka, bo już w nocy pobolewał go brzuch i źle się czuł. Rano po zażytych rozkurczowych lekach lepiej nie było. Miał też podwyższoną temperaturę, mdłości, a po nieprzespanej nocy bolała głowa. Wszystko to brał też za kolejny atak kolki nerkowej, która dolegała mu od lat. Mimo tego, że domyślał się, co mu dolega, to w czasie parzenia porannej kawy zadzwonił do swojej lekarki.
-W takim razie będę o dziesiątej- rzekł na koniec rozmowy i w chwili, gdy i Paulina pojawiła się w kuchni.
-(…)
-Też nie mogę się doczekać Karolinko- dodał ciepło.
-Co to znaczy, że nie możesz się doczekać!- usłyszał podniesiony głos Febo. — I kim jest ta Karolina?! Kolejna twoja kochanka- ni stwierdziła, ni zapytała. —Jeśli tak…
- Karolina to moja lekarka i koleżanka ze szkoły- wtrącił, zanim  nie rozkręciła się na dobre i nie zrobiła mu awantury. Całą noc męczyłem się z bólem, jakbyś nie zauważyła. I mamy za dwa tygodnie te nasze klasowe spotkanie. To na nie, nie mogę doczekać się  i na spotkanie z dawno niewidzianymi koleżankami i kolegami. Ty jednak od razu posądziłaś mnie o romans.
-Wystarczy wiedzieć, jak się prowadzisz- odparła opryskliwie i nie zważając, że przed chwilą oskarżyła go bezpodstawnie.  —A na dziesiątą jesteśmy umówieni z dziennikarzami- oznajmiła mu tonem nieuznającym sprzeciwu. Będziesz musiał przesunąć swojego lekarza.
-Czyli jacyś dziennikarze są ważniejsi od mojego zdrowia? - zapytał z wyrzutem.
-Nie wyolbrzymiaj sprawy Marek- rzekła zimno. —Wiele razy miałeś kolkę nerkową, a zaręczyny są raz w życiu i zamierzam zrobić wszystko, aby były niezapomniane i udane- mówiła, nalewając sobie kawę. —Nie po to tyle pracy w nie już włożyłam, aby teraz miało coś zniweczyć moje plany.
- A ja mówiłem ci, że nie zamierzam zatrudniać żadnych dziennikarzy- odparł jeszcze spokojnie. 
- I dlatego ja się wszystkim zajęłam- mówiła tonem nieuznającym sprzeciwu.  —Teraz, chociaż nie rób problemów. Lekarz ci nie ucieknie.
-Nie Paulino- odrzekł stanowczo. —Osobiście zajmę się odwołaniem ich. Nie będzie prasy ani tej podrzędnej telewizji TV BŁYSK. Nie zamierzam z naszych zaręczyn zrobić show i oglądać migawek w telewizji i zdjęć w prasie. Wszystko na ten temat. Teraz szykuj się do firmy. Za półgodziny wyjeżdżam to, jeśli chcesz zabrać się ze mną, to się zbieraj.

W czasie ich krótkiego pobytu we firmie atmosfera była równie napięta co w mieszkaniu. Okazja zaś do kolejnej kłótni nadarzyła się już przed samą firmą. Zastali tam bowiem Klaudię, która czekała na ich przyjazd.
-  Co ona tu robi Marek? – wysycała przez zęby Febo
-Nie dostałam zaproszenia na zaręczyny, to chciałam osobiście złożyć ci życzenia Mareczku- odparła modelka za Dobrzańskiego, całując go w policzek. Powinnam życzyć ci szczęścia, a Paulinie twojej wierności, ale po co mamy oszukiwać się i złorzeczyć.   
-Możesz zrobić coś, a nie stać tak bezczynnie i przysłuchiwać się tej wywłoce- rzekła Febo, hamując ledwo wybuch złości.
-Marek ma inne zdanie na ten temat- odparła modelka, patrząc i śmiejąc się w jej twarz.  —Tak jak i nazywa inaczej. Ostatnio w Pradze byłam jego kiciusiem. Uwielbia, jak mruczę mu do ucha.
-Dość tego. Osobiście wsadzę cię do taksówki- odezwał się ostro i Marek.
-Może dasz jej teraz powiedzieć- wtrąciła Paulina, bo dokładnie wiedziała, że narzeczony lubi, gdy w łóżku mruczy mu się zmysłowo i to, że był również ostatnio służbowo w Pradze.
-Marek obiecał mi nasze zdjęcia z wyjazdu, ale widzę, że nie jestem w porę- rzuciła jeszcze do Pauliny, gdy Marek odprowadzał ją w stronę ulicy.  

Gdy szedł do swojego biura, to przygotowany był na kolejną batalię z Pauliną i zastanawiał się, jak ma się bronić. Z samą Klaudią nawet nie rozmawiał długo.  Miał już wystarczająco wiele kłopotów jak na dzisiaj. Febo tymczasem faktycznie wiedziona słowami Klaudii w poszukiwaniu zdjęć, listów czy innych dowodów zdrady Marka, przeglądała jego szuflady w biurku. Dowodów na zdradę nie znalazła, ale zainteresowało ją co innego.




-Możesz powiedzieć mi co to za dziecko- rzekła, rzucając w niego zdjęciem, jak tylko pokazał się w drzwiach.
-Beatka- odparł spokojnie. —Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
-Nie bądź cyniczny. Co za Beatka?  Nie znamy takiego dziecka!- mówiła, krzycząc.
-Już dziś raz oskarżałaś mnie o kochankę to, dlaczego nie o nieślubne dziecko Paulino- mówił równie głośno, ale i z ulgą, że pyta o Betti, a nie o zajście z Klaudią. —Przecież wiesz, jak się prowadzę.
-Słychać was na pół korytarza- odezwała się nieoczekiwanie od drzwi Julia. —O co kłócicie się tym razem?
-Marek ukrywa zdjęcia jakiegoś dziecka- odarła jej Paulina. —Nie chce powiedzieć kto to.
-To, że nie chcę to jedna sprawa, ale druga taka, że z góry przewidziałaś najgorszy scenariusz- tłumaczył Marek.
-To Beatka siostra Uli- wyjaśniła pojednawczo Sławińska, która poznała ją w czasie nagrywania programu Damy i wieśniaczki.
-I po dochodzeniu Paulino- dodał Marek.
- Jutro macie zaręczyć się, a zachowujecie jak przed sprawą rozwodową- mówiła im z reprymendą. —Taką, która chce wszystkie brudy powyciągać na światło dzienne. Naprawdę zastanawiam się, czy dobrze robicie, zaręczając się.
-Nikt o zdanie cię nie pytał- odparła jej opryskliwie Paulina. —A ty nie powinieneś iść już do lekarza? - zapytała Marka, gdy Julia wyszła.  —Twoja kolka nerkowa nie powinna czekać.
-Idę. A ty nawet nie próbuj nic działać za moimi plecami z dziennikarzami.
-Robię to dla naszego prestiżu.
-Wybieraj Paula- wtrącił. —Zaręczyny albo dziennikarze.



To, co najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

Wczesnym popołudniem, gdy Marek wrócił do domu, to zadzwonił do niego właściciel sklepu jubilerskiego z wiadomością, że ma uiścić zapłatę dwudziestu tysięcy złotych za zakup pierścionka zaręczynowego, a zakupionego przez Paulinę godzinę wcześniej. Paulina była akurat u kosmetyczki i choć nie lubiła, gdy jej przeszkadzano w relaksie, to zaryzykował i zadzwonił, aby wyjaśnić sprawę.
-Możesz łaskawie powiedzieć mi, co ma znaczy zakup pierścionka? – zapytał, nie wysilając się na uprzejmości.  —Właściciel salonu jubilerskiego zadzwonił do mnie i mam podobno zapłacić za niego.
- Malwina, dziewczyna ze sklepu powiedziała, że kupiłeś mi jakiś drobiazg za trzy tysiące, to kupiłam sobie coś porządnego Marco- mówiła słodko. Ten jest z białego złota z dużym brylantem i rubinem.
-Paula wiesz, że to mężczyźni zajmują się tymi sprawami- odparł zirytowany jej zachowaniem.
-To mogłeś wybrać mi coś porządnego- wtrąciła. —Jakbym wyglądała z takim pierścionkiem przed znajomymi? Podobno z tą wieśniaczką byłeś i to ona wybrała.
- Z Ulą, Paula! Ulą!- rzucił jej głośno.
-Marco porozmawiamy, jak wrócę od kosmetyczki. Mam na sobie maseczki a pani Kasia szykuje się do masażu.
-Oczywiście, że porozmawiamy- odparł, ale do siebie, bo Febo wyłączyła się już. Decyzję miał również podjętą. 
Paulina do domu wróciła po trzech godzinach i już w korytarzu zastała spakowane walizki Marka.
-Można wiedzieć, co robisz. Odgrywasz jakąś manifestację?- zapytała od drzwi.
-Może zapytasz najpierw, co powiedziała mi Karolina?- odparł pytaniem.
-To co ci powiedziała?- zapytała z irytacją. 
-Nie jest pewna czy to nerki. Mam zgłosić się do chirurga albo szpitala.
-To idź. To, co znaczą te walizki?
-Przeprowadzam się do Sebastiana na parę dni. Decyzję podjąłem z chwilą, gdy usłyszał z twoich ust słowa wieśniaczka i drobiazg za trzy tysiące. To, co teraz robisz jeszcze bardziej utwierdza mnie w decyzji. 
-Czyli manifestacja- rzekła wyniośle.
-Całym dniem zapracowałaś na moją decyzję- mówił spokojnie. Ciągle oskarżałaś mnie, obraziłaś Julię, dziennikarze byli ważniejsi niż ja i moje zdrowie. —To, co stało się teraz, przeważyło szalę Paula.
-OK. Marek. Niech będzie ten twój pierścionek. Zawsze mogę powiedzieć, że to pamiątka rodzinna- mówiła wyraźnie obrażonym tonem.
- Teraz nie ma to znaczenia i nie uczysz się na błędach- mówił ze spokojem. Zmieniłem zdanie co do naszej przyszłości.  Zaręczyn nie będzie. Możesz dzwonić do moich rodziców, dostać histerii, błagać, ale zdania nie zmienię.
-Poważnie tego nie mówisz? – mówiła, ściskając nerwowo torebkę.
- Bardzo poważnie- odparł w drzwiach.

Ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszał przed wyjściem, był odgłos tłuczonego szkła. Jego szklanego stolika barek na kółkach jak mniemał. Po wyjściu z mieszkania zaś najpierw poszedł do banku zablokować wspólne konto z Pauliną, a później zawieść walizki do mieszkania Sebastiana. Aby odreagować i choć była na lekach to drinka sobie nie odmówił. Tam dostał też kolejnego ataku bólu, a Olszański odwiózł go na ostry dyżur.  Tak jak przypuszczał telefonów od rodziców również, nie uniknął. Był już jednak na oddziale i mama bardziej przejęła się jego zdrowiem.  
Ranem, gdy miał zrobione wszystkie badania, kroplówki poschodziły i wykluczono chorobę nerek, zdiagnozowano u niego wyrostek robaczkowy.  W szpitalu pojawiła się również Paulina, powiadomiona przez Dobrzańskich.



-Dzień dobry. Paulina Febo- przedstawiła się, wchodząc do gabinetu lekarza. Chciałam spytać, kiedy Marka Dobrzańskiego będę mogła odebrać- dodała, siadając naprzeciwko zastępcy ordynatora oddziału chirurgicznego.
-Dzień dobry. Piotr Sosnowski i zajmuję się panem Dobrzańskim. Nie prędko proszę pani. Czeka go operacja wycięcia wyrostka robaczkowego. A pani jest z rodziny?
-Narzeczoną. On udaje-oznajmiła stanowczo. —Nie chce się po prostu zaręczyć.
-Nie sądzę. Ma wysoką leukocytozę, ostry brzuch, gorączkę.
-On musi dzisiaj wyjść ze szpitala- wtrąciła rozkazująco. —Dzisiaj wieczorem mają odbyć się nasze zaręczyny. Wszystko jest przygotowane. Goście, muzyka, jedzenie. Kosztowało to nas prawie sto tysięcy.
-Wyrostek w każdej chwili może grozić rozlaniem, a to nie są przelewki droga pani. Nie chce chyba pani zostać wdową przed zaręczynami.
-To, ile chce pan za wypuszczenie go ze szpitala na parę godzin. Mogę zaproponować wyjazd do Mediolanu. Widzę, że ma pan obrączkę i takie ładne zdjęcie rodziny. Wyjazd byłby odpowiedni.
- Uznam, że nie słyszałem- wtrącił Sosnowski. —Idę powiadomić narzeczonego o operacji.
-W takim razie przeniosę narzeczonego do innego szpitala- rzuciła, gdy Sosnowski szedł w stronę drzwi.  
-O tym decyduje pacjent a z tego, co mi wiadomo jest zadowolony z naszego leczenia. Teraz proszę opuścić mój gabinet.
Chwilę później pojawiła się w sali, gdzie leżał Marek.
-Gratuluję narzeczonej- rzekł mu od drzwi.
-Byłej narzeczonej. Wczoraj zerwałem zaręczyny.
-Przedstawiła się jako narzeczona. Zresztą był to sarkazm panie Dobrzański. Pana była czy nie była narzeczona, mało ważne, była właśnie u mnie i chciała wymusić opóźnienie operacji, a gdy nie zgodziłem się, to zaproponowała mi łapówkę w postaci wyjazdu do Mediolanu. Pana życie wyceniła na jakieś sto tysięcy. Tyle ile kosztowało te wasze przyjęcie zaręczynowe.
- Można było się domyślić- mruknął. —I proszę nie informować ją o moim zdrowiu. Tak jak nie wpuszczać do mnie. To, gdzie mam podpisać zgodę na operację?

*************************************
Ula w szpitalu została małą godzinę, a Marek opowiedział jej pokrótce o wydarzeniach z piątku i soboty.
-Zdziwiłeś mnie- rzekła Ula, gdy skończył i nie wiedząc, że słyszy ją i Paulina, która przyszła chwilę prędzej w odwiedziny, choć Marek wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie życzy sobie oglądać jej.   —Miłość nie umiera w jeden dzień Marek.
-To prawda Ula. Miłość nie umiera w jeden dzień ani w tydzień. Ona umierała miesiącami i latami. Inna rzecz to zastanawiam się, czy była jakaś miłość.
- Czyli to, co mówiły dziewczyny, było prawdą i nie kochałeś jej? -pytała z wątpieniem.
-Znaliśmy się od dziecka, a w pewnym momencie byliśmy jak rodzeństwo. Później zauroczyła mnie urodą i sam nie wiem, kiedy staliśmy się parą. Pomijając to, że moi rodzice pomału pchali w moje ramiona i w końcu przyszła pierwsza randka, pocałunek, łóżko i zamieszkaliśmy razem. Ciągnąłem ten związek, chociaż od początku brakowało mi czegoś. Niby razem a osobno. Kiedy w piątek rano dała mi wyraźnie do zrozumienia, że ważniejsi dla niej byli jacyś dziennikarze i przyjęcie niż moje zdrowie to zrozumiałem, jak bezduszna jest Paulina. Pomijając to, że oskarżyła mnie o kochankę. Później było tylko gorzej. Oskarżenie o nieślubne dziecko, czyli Beatkę, kolejna kłótnia o Karolinę i dziennikarzy, obrażenie Julii.  To, co zrobiła z pierścionkiem, było zaś przysłowiową kropką nad i. I jeszcze ta sobotnia próba przekupstwa lekarza. W dodatku Paulina nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Nie rozumie też, że moja choroba nie ma nic do mojej decyzji, bo i tak zaręczyn nie byłoby. 
-A co będzie po twoim wyjściu ze szpitala? – zapytała sensownie. —Będziesz musiał jakoś całą sprawę z zaręczynami i Pauliną rozwiązać.  
- Sęk w tym, że Paulina zdążyła rozgłosić pogłoskę, że zaręczyny nie odbyły się, tylko dlatego że zachorowałem. Prawdę znasz tylko ty, Sebastian, moi rodzice i Wioletta. A znając Wiolę, to pewnie wkrótce wszyscy prawdę poznają.
-Przynajmniej chociaż raz jej długi język przyda się na coś- odparła klarownie.
-Dokładnie.  Wiesz Ula, gdy tak leżałem tutaj, to pomyślałem sobie, że to ten twój kamyk zadziałał i otworzył mi oczy na to, jaka jest Paulina.
-Tylko że on miał otwierać serca na miłość i przynosić szczęście- mówiła usprawiedliwiająco.
-Widocznie trafił ci się jakiś z felerem. Czuję taką ulgę Ula. Nie będzie związku na pokaz, udawania jak bardzo kochamy się w rodzinie Febo Dobrzańscy. Nawet rodzice zrozumieli moją decyzję.
-Jeśli miałbyś być całe życie nieszczęśliwy albo rozwodzić się to dobrze zrobiłeś- dodała również otuchy.
-Dobrze słyszeć- odparł, wpatrując się w nią. — Jesteś szczera i to mi się w tobie podoba Ula.
Przed wyjściem dał jej również wytyczne na najbliższe dni co do firmy. Przy windzie zaś spotkała Paulinę, która po tym, co usłyszała odeszła na chwilę od drzwi.



-Co tu robisz tak od rana- zagadnęła Febo, udając, że nie wie o jej obecności.
-Marek zadzwonił do mnie, to jestem- odparła spokojnie. —Słyszałam o zaręczynach i o sprawie pierścionka.
-I niech zgadnę. Przykro ci- wtrąciła.
-Sama jesteś sobie winna- oznajmiła wymownie. —Pogardziłaś jego pierścionkiem. I tak dla ścisłości to on wybierał nie ja. Ja z góry uprzedzałam go, że skoro mi się podoba, to niekoniecznie musi spodobać się tobie. Miałam zresztą rację.
-Na szczęście nie mam czym się martwić, bo Marek zawsze wraca do mnie- mówiła pewnym i zadowolonym głosem.  —Po każdej kłótni i jego romansie. Teraz będzie tak samo.
-Skoro tak mówisz, to pewnie tak będzie Paulino– odparła tylko dlatego, aby nie przedłużać rozmowy. —Muszę iść do firmy. Marek mówił, że jego ojciec czeka na mnie. Miło było cię spotkać- dodała i zniknęła we windzie.
Po rozstaniu z Ulą Paulina poszła do Marka. Ten jednak zdecydowanie nie chciał widzieć jej i pielęgniarki zmuszone były wyprosić ją z sali chorych. Za swoją porażkę zaś winiła Ulę, bo ta ewidentnie stawała się bliższa Markowi i Julię, która stała murem za Markiem i otwarcie uważała, że dla własnego dobra powinni trzymać się z dala od siebie.


poniedziałek, 24 września 2018

Dama i wieśniaczka 2/6



Z Markiem i Pshemko chętnie spotkałabym się jeszcze- myślał Ula, gdy pożegnała się z nimi i szła do zaparkowanej limuzyny, która miała odwieźć ją do domu, po nagraniu programu Damy i wieśniaczki. Paulina to jednak inna bajka. Nic jej nie zrobiłam, a zachowywała się, jakbym rodzinę jej wybiła. A życie damy takie słodkie nie jest. Ciągła walka o pozycję i pieniądze.
W samej już limuzynie na dalsze rozmyślania czasu nie miała, bo czekała tam na nią niespodzianka w postaci ojca i Beatki i przez kolejne dwie i półgodziny, które dzieliły ją od Rysiowa, opowiadała im o ostatnich trzech dniach.  (Ula mieszka przy wschodniej granicy)
W czasie, gdy ona wracała do swojego domu, w mieszkaniu na Siennej Paulina robiła awanturę Markowi. Głównym powodem zaś było to, że Marek oczarował się jej nowym wyglądem, a później nie spuszczał z niej oka. Poza tym razem z Pshemkiem nie mogli nachwalić się jej inteligencji, życzliwości i kreatywności.
-O czym rozmawiałeś z wieśniaczką przed jej odjazdem?! -zapytała opryskliwie. —Umówiłeś się z nią?
-Po pierwsze nie z wieśniaczką, tylko Ulą, a po drugie jak zwykle przesadzasz. Paula twoja zazdrość zawsze była chorobliwa, ale teraz masz obsesję na tym punkcie. Jesteś zazdrosna o zwykłą znajomą, która mieszka daleko stąd. I zapewniam cię, nie mam kochanki w każdej kobiecie, na którą spojrzę.
-Widziałam, jak patrzyłeś na nią- wtrąciła ostro. —Na mnie nigdy tak nie patrzysz.
To może zaczniesz być tak jak ona? Zawsze uśmiechnięta.
-Widziałaś, to co chciałaś zobaczyć- odparł w zamian. —Paula naprawdę nie ma o co się kłócić- dodał, bo mina Febo mówiła, że ciągle jest zła. —Zajmij się na powrót przyjęciem zaręczynowym- zasugerował, choć  miało mieć miejsce dopiero za cztery miesiące, to już planowane było z rozmachem niczym ślub królewski.
-Właśnie Marek. Trzeba zamówić specjalne serwetki do ust. Takie z naszymi inicjałami i napisem zaręczyny- odparła już mniej obrażona. — Wyczytałam, że były takie na zaręczynach u Kelly i Brandona.
Pomimo tego, że Paulina przez kolejne dni zajmowała się organizacją przyjęcia, to nie przeszkadzało, aby i Marek ciągle był pod uważną obserwacją jej i Wioletty. I choć po latach takiego życia przyzwyczaił się do ich szpiegowania, to było denerwujące. Miał też swoje sposoby na radzenie sobie z nimi, czyli wszystko, co ważne trzymać w sejfie i dzwonić, gdy go nie słyszą. Dla zmylenia tropu zostawiał raz po raz coś nieistotnego na wierzchu.  W kolejnych dniach Ula powoli schodziła z pierwszego planu zainteresowania Pauliny, bo do Polski wróciła Klaudia. Modelka i jedna z kochanek Marka. On zaś nie przejmując się, że znowu zaczną się wzmożone szpiegowania i kłótnie, próbował całą uwagę skupić na zbliżającym się pokazie.  
Ula tymczasem wróciła do swojej codzienności sprzed programu. Pomagała w zajeździe, prowadziła swoją małą firmę i zajmowała się domem oraz ogródkiem. Z programu zaś wywiozła nowy wygląd, szkła kontaktowe, kuferek kosmetyków od Julii, sukienkę od Pshemka i więcej śmiałości. Zastosowała się też do rad Julii i więcej czasu poświęcała sobie oraz nauczyła brata większego utrzymywania porządku w swoim pokoju. Nowe znajomości również były podtrzymane, bo zarówno Marek, jak i Julia zadzwonili do niej. Marek nawet szybko, bo pięć dni po jej wyjeździe.  Miał już zdjęcia z jej pobytu we F&D i chciał zapytać o e-maila. Jeszcze tego samego dostała kilka fotek.


Kolejny telefon od niego miała po tygodniu, a związany był ze zbliżającym się pokazem i cateringiem. Marek postanowił bowiem zaryzykować i zamówić coś swojskiego na bankiet, a Ula miała dać mu jakieś wskazówki. Miesiąc później zadzwonił do niej po raz trzeci z informacją, że za dwa dni jedzie do Grodna i zapytaniem, czy może podjechać do niej, bo ma sprawę służbową, ale nie na telefon.

Marek tak jak zapowiadał, pojawił się w Rysiowie dwa dni później w południe. Ula akurat nakrywała do obiadu, to został zaproszony. Obiad z rodziną Uli mijał bardzo miło a przygotowane przez nią żeberka, surówka i kluski śląskie smakowały. Zabawianiem i rozmową zajęła się zaś głównie Beatka, dając raz po raz powiedzieć coś ojcu i bratu.  



Ula natomiast o interesujące ją sprawy mogła dowiedzieć się po obiedzie, gdy z kawą i ciastem poszli do jej pokoju.
- A jak poszło wam na letnim pokazie? -zapytała, nawiązując do pokazu sprzed tygodnia.
-Dobrze Ula. Kolejny sukces spłynął na konto Przemka. A z tym cateringiem miałaś rację. Z Febo długo nie mogliśmy dojść do porozumienia, to koniec końcem zamówiliśmy dwa. To znaczy Paula swoje dania bardziej wykwintne a ja prostsze zaproponowane przez ciebie. I było tak, jak mówiłaś. Z mojego cateringu prawie nic nie zostało a z jej kawioru i krewetek całe stosy.
-Cieszę, że pomogłam. I utarłam nosa Paulinie- pomyślała. —To, co masz tak pilnego do mnie i nie na telefon?- zapytała zmieniając temat. Jakieś sprawy finansowe.
-Dokładnie Ula. Mówiłaś, że prowadzisz małą księgowość, to miałbym coś do ciebie.  Nie podobają mi się Aleksa wyliczenia za ostatnią kolekcję i chciałbym go sprawdzić. Mam w laptopie wszystkie potrzebne dokumenty to rozeznałbym cię w temacie.
-Tylko że może zająć nam to wiele godzin, a przecież jedziesz dalej- stwierdziła racjonalnie.
-Spokojnie Ula- wtrącił.  —W Grodnie mam być dopiero jutro, to do wieczora możemy posiedzieć nad tym. Specjalnie powiedziałem, że dzisiaj jadę, aby móc tu przyjechać.
Przez kolejne pięć godzin z przerwą na podwieczorek i rozprostowanie kości, Marek wprowadzał Ulę w dokumentację.  To zaś szło im sprawnie, bo Ula była pojętna i było widać, że zna się na ekonomii.
-To, ile by ci to zajęło- zapytał, gdy kończyli pracę i z przekonaniem, że usłyszy przynajmniej tydzień.
-Na jutro nie mam nic zaplanowane, to posiedzę nad tym i spróbuję wszystko sprawdzić na pojutrze- odparła ku jego zaskoczeniu. —Zwłaszcza że mam spore rozeznanie.
-Ula, jeśli uda ci się to będziesz niesamowita- odparł z poważaniem.
Gościnność Cieplaków na samym obiedzie i podwieczorku nie skończyła się, bo został i na kolacji, a później pojechał do hotelu w Białystoku. 

Dwa dni później tak jak było umówione wstąpił po papiery.
-Miałeś rację Marek. Aleks ewidentnie zawyżał wydatki na pokaz. Głównie na dostawcach materiałów i szwalniach.  Natrafiłam gdzieś tam, że twój ojciec robił przetarg na szwalnie, a Aleks wybrał spółkę polsko- włoską. Nie chcę oskarżać go, ale może dostał dywidendę za przeforsowanie kogoś albo firmy.
-Możliwe Ula. To miał być pierwszy pokaz, odkąd tato przestał być prezesem i podzielił nam obowiązki. On zajął się między innymi szwalniami.
-I wybrał drogą w porównaniu z poprzednimi latami- stwierdziła klarownie.
-To, co radzisz Ula? -  pytał, przyglądając się papierom.
-Zawsze możesz powiedzieć mu o tym. Albo po prostu przy następnym pokazie weź to pod uwagę i sprawdzaj, kogo wybiera Aleks. Do mnie z wątpliwościami również możesz dzwonić.
-A nie myślałaś, aby zająć się czymś poważniejszym Ula. Z takimi zdolnościami marnujesz się tutaj. Sam chętnie zatrudniłbym cię u mnie na stałe. Jako moją asystentkę. Asystentkę i sekretarkę, bo Wioletta nawet do parzenia kawy się nie nadaje. I mówię bardzo serio.
-Mam tu rodzinę i nie chciałabym zostawiać ich na długo.
-Ula wszystko jest do pogodzenia- argumentował. —Mogłabyś przyjeżdżać do domu na weekendy, a w poniedziałek przychodzić do pracy spóźniona.  Koszty podróży pokrywałaby oczywiście firma. Tak jak twoje mieszkanie. Pensje powiedzmy, że ustaliłbym ci na trzy tysiące. Mogłabyś rozwijać się również.
-Kusząca propozycja - odparła głównie ze względu na pensję. —Musiałabym jednak na spokojnie pomyśleć.
-To zrozumiałe- odparł momentalnie. —Gdybyś jednak nie zgodziła się, to ja z góry zgadzam się na twoją propozycję współpracy.
Trzy dni później Ula zadzwoniła z wiadomością, że się zgadza przyjąć jego ofertę pracy i przyjechać do Warszawy we środę.
O decyzji Uli powiadomił i Paulinę.  Ta zaś najpierw była zła, ale później pomyślała, że może to dobrze, bo nad tymi panienka na miejscu miała kontrolę a na wyjeździe już nie. Marek bowiem już prędzej powiedział jej o nieuczciwych interesach brata i chęci współpracy z Ulą, choćby było to na odległość.
Trzy dni później w sobotni wieczór został wyemitowany odcinek programu Damy i wieśniaczki z Ulą i Julią w rolach głównych. Wtedy też mogła dojrzeć reakcję Marka i Pauliny na jej zmieniony widok.
Paulina chyba chciałaby, abym była zapyziała, zahukana i brzydka- myślała na widok jej skwaszonej miny. Marek jednak to co innego.
 Wypowiedź lektora również była sugestywna.
Wieśniaczka po metamorfozie wygląda jak prawdziwa dama. I bez wątpienia oczarowała wszystkich.  No prawie wszystkich, bo przyjaciółka damy minę ma nietęgą. Czyżby ciągle była zła za zajście w pracowni mistrza?



W środę Ula pojawiła się we F&D, aby podpisać umowę. Tuż po wyjściu z windy natomiast wpadła na Paulinę.
-Cześć -rzekła nieśmiało Ula, bo w czasie programu były na ty, ale nie wiedziała, czy coś się nie zmieniło.
-Cześć- odparła Febo mimo niechęci do Uli. —Marek czeka na ciebie. Jest właśnie u Sebastiana naszego kadrowego. Zaprowadzę cię- zaoferowała nieoczekiwanie.
Do kadr było blisko, bo na tym samym piętrze to chwilę później zapukała do drzwi i przywitała się z Markiem i Sebastianem.
-Wszystko to, co mówiłem masz zagwarantowane- mówił Marek po tych uprzejmościach. — Tylko z twoim mieszkaniem może się coś zmienić.  Jeśli ci by to nie przeszkadzało, to mogłabyś zamieszkać z Alą. Ala to nasza kadrowa i szuka kogoś na pokój.
-Nie ma sprawy Marek. Może być ta Ala- odparła.
Paulina tymczasem po odprowadzeniu Uli pod drzwi kadr poszła do Wioletty i korzystając, że nie ma tam Marka, to dała jej instrukcje.
-Przyjechała Ula i masz pilnować tej wieśniaczki- mówiła rozkazującym tonem. —Zaczyna pracę od poniedziałku.
-Paulinko kochana ona nie kichnie, żebym o tym nie wiedziała- zapewniała.
-Tylko nie zawiedź mnie- odparła, odchodząc. —Marek chciał cię zwolnić, ale przekonałam go do zmiany decyzji- skłamała na koniec.
Ta wieśniaczka pożałuje, że zadarła z Aleksem i ze mną- myślała. Ośmieszyli mnie w programie. Wyszłam na jakąś zazdrosną, niepanującą nad emocjami paniusię.

W poniedziałek tuż po dziesiątej Ula z walizką pojawiła się w pracy, rozpoczynając tym samym nowy rozdział życia. W to, że z Markiem będzie pracowało się jej dobrze wiedziała, ale obawiała się jak to będzie z innymi. Jej obawy szybko rozwiały się, bo prawie cała ekipa była jej bardzo przychylna i miła. Znalazła nawet koleżanki w osobach Ali, u której mieszkała oraz Izy krawcowej, którą to miała okazje poznać w czasie programu oraz bufetowej Eli. To od nich dowiadywała się o wszystkich plotkach firmowych. Tych starych i najnowszych. O braku uczucia miłości pomiędzy szefem i Pauliną również się dowiedziała.  Tak jak, że jest to związek bardziej zaaranżowany przez Dobrzańskich i nieżyjących już rodziców rodzeństwa Febo niż ich samych. Zdrady Marka to był kolejny temat do rozmowy, choć o tym mogła poczytać w Internecie albo gazetach. Kolejną osobą, z którą miała dobry kontakt była Julia. Sławińska nie traktowała ją z góry jak Paulina i zawsze mogły porozmawiać nie tylko służbowo, ale i prywatnie.  Wioletta i praca z nią taka zła też nie była. Sama Kubasińska czuła podobnie, bo Ula nigdy jej nie ośmieszała ani nie poniżała. Czuła nawet, że mogłaby zaprzyjaźnić się z Ulą, ale za wstawienie się za nią miała dług wdzięczności wobec Pauliny. Po pięciu dniach pracy Ula do domu wracała zadowolona.

Nowy tydzień pracy dla Uli rozpoczął się nieoczekiwaną propozycją ze strony Marka. We wtorek miał bowiem ważny bankiet, na którym nie wypadało pojawić się samemu i w poniedziałkowe popołudnie poprosił ją o przysługę.
- Wiem, że takie prawie prywatne wyjścia nie są w zakresie twoich obowiązków, ale ty nadajesz się najlepiej Ula- mówił prosząco.
-A Paulina? Dlaczego nie chce iść?
-Sama zrezygnowała, bo ma umówione spotkanie z florystką- zaczął dłuższe tłumaczenie. —Nasze zaręczyny to teraz jej priorytet i nic nie jest w stanie tego zmienić.  W ostatnich tygodniach ciągle przegląda kolorowe gazety i Internet i czytał o ślubach czy zaręczynach celebrytów. Później notuje i przekłada na nas.
- Słyszałam Marek- rzekła jakby ze współczuciem. —Wiola mówiła mi, że ostatnio zamawiała serwetki do ust z pozłacanymi inicjałami z Francji.
-Wiem, że to nierozsądne, ale Pauli do rozsądku nie przemówisz- odparł, wyczuwając jej myśli, ale też bez urazy.
-To uważaj, bo okaże się, że zaręczyny będą kosztować tyle, co wesele.  Moja kuzynka ma tego samego dnia ślub i liczy, że wszystko będzie kosztować ze trzydzieści pięć tysiaków.
-U nas za samo jedzenie wychodzi pięćdziesiąt tysięcy- oznajmił jej mrucząc z niezadowoleniem.
-To, ile zamierzacie mieć osób? – pytała, próbując przeliczyć w głowie, ile byłoby to na osobę. 
-Na razie jest ze trzysta, a do zaręczyn zostały trzy miesiące, to pewnie trochę osób dojdzie. 
Zastaw się, a postaw się- pomyślała. Wróć Ula. Na biednych nie trafiło.
-Skoro twoja kuzynka ma ślub, to znaczy, że ciebie nie będzie? -zapytał tymczasem Marek z żalem.
-Na to wygląda- odparła przepraszająco. Wiem, że sporo pomagam ci i radzę, ale spokojnie dasz radę zaręczyć się beze mnie- dodała, wyczuwając jego nastrój.

Dzień później popołudniem po wizycie u fryzjera, kosmetyczki i po wyborze kreacji przez mistrza Ula była gotowa na wyjście, a w czerwonej dopasowanej sukience wyglądała olśniewająco. Nawet Paulina, choć tylko w myślach, musiała przyznała, że wyglądała pięknie. Pomimo tego nie zrezygnowała ze swoich planów i wysłała narzeczonego na przyjęcie z nadzieję, że na salonach Ula nie poradzi sobie i mała jej kompromitacja będzie jej słodką zemstą.


Marek w swoim garniturze również wyglądał bardzo elegancko i razem z Ulą śmiało mogliby walczyć o najlepiej ubraną parę na przyjęciu, jeśli takowy konkurs miałby miejsce.


We środę od samego rana Paulina dowiadywała się od koleżanek, że Ula zrobiła jak najlepsze wrażenie na gościach, a w rozmowach i tańcach była rozchwytywana. Wyróżniała się też urodą, wdziękiem i uprzejmością. Sam Marek był tym wszystkim oczarowany, a w myślach pojawiły się kosmate myśli. Szybko jednak wyrzucał je z głowy, bo Ula oprócz że była jego asystentką stawała się i przyjaciółką i nie chciał, aby romans zepsuł to. Ula zresztą była inna i na nic nieznaczący romans pewnie i tak nie zgodziłaby się, jak myślał.
Uli udało się również porozmawiać z panią Kruger z Niemiec i Morello z Włoch. We trójkę wpadły na pomysł wymiany pracowników na podobnych zasadach jak wymiana studentów. Pracownik z F&D mógł wyjechać do Berlina bądź Rzymu zatrzymać się na nocleg u jakieś rodziny, a później następowała rewizyta.  Pomysł na taką wymianę szybko rozniósł się po firmie i znaleźli się pierwsi chętni zarówno na wyjazd, jak i przyjęcie gości.
-Jeszcze trochę a Ula będzie ważniejsza od ciebie- mówiła z wrogością Febo, gdy widziała zachwyt pracowników.
-To się nazywa asertywność- odparł jej Marek.
W piątek jednak wszystko się zmieniło, bo Ula wyczuła, że wiele osób trzymało ją na dystans.
Nie mogli mnie od wczoraj tak znielubić- myślała, gdy pani Matylda na jej miłe dzień dobry nic nie powiedziała, a Adam, który do tej pory podrywał, mijał szerokim kołem. Może tylko mi się wydaje. Iza, Ala, Pshemko rozmawiali ze mną.
Tymczasem sprawa złej atmosfery wyjaśniła się w biurze Marka. Marek wszedł bowiem do biura w chwili, gdy Wioletta zajęta była czytaniem pamiętnika Uli.
- Wiola! -rzekł jej ostro od drzwi. —Nie masz za grosz przyzwoitości. Nikt cię nie nauczył, że nie powinno czytać się o czyichś prywatnych sprawach.
-Chciałam zobaczyć, tylko co pisze o mnie- tłumaczyła się nerwowo. —Tylko że to zwykły pamiętnik.
- A myślałaś, że zeszyt skarg i zażaleń- zażartował.
-To nie ja tylko Paulina- odparła konspiracyjnie. —Powiedziała, że wszystko notuje tu i później ci donosi. Wszyscy dzisiaj o tym mówią. A ja wczoraj musiałam wyjść na godzinkę. Tylko kolejka była i zrobiło się z godzinki dwie.
-Paulina powiedziała ci, że Ula donosi- zapytał, omijając jej drugą wypowiedź.
-Wczoraj. Prędzej jeszcze, że chciałeś mnie zwolnić, ale ubłagała cię na drugą szansę i teraz ta druga szansa może przepadła.
-Wiola zapewniam cię, że nigdy nie zamierzałem cię zwolnić, a Ula mi nie donosi. I dzięki, że oświeciłaś mnie, kto psuje tu atmosferę.
-To znaczy, że Paula okłamywała mnie? – ni zapytała, ni stwierdziła.
-Okłamuje i manipuluje tobą od dawna- wyjaśnił jej wyraziście.  —Powinnaś zacząć sama myśleć i nie być na jej posyłki.  A teraz zwołaj zebranie za piętnaście minut w konferencyjnej. Trzeba oczyścić atmosferę.
Sprawa w konferencyjnej trwała krótko i zajęła się nią sama Ula. Przeczytała bowiem pracownikom, to co miała napisane w pamiętniku. Nie było to też na jej szczęście nic takiego, co nie mogłoby ujrzeć światła dziennego.
-Jak widzicie, to co miało być donosami, jest pamiętnikiem- rzekł Marek po przeczytaniu kilku zdań Uli. —Chcę powiedzieć też, że nigdy donosicielstwa nie tolerowałbym i nie będę tolerował.
Dużo więcej o sprawie Ula dowiedziała się, gdy była sama z Markiem.
-Rozmawiałem z Wiolą i to Paulina rozpętała całą tę burze- mówił przepraszająco.
-Dlaczego ona mnie nienawidzi? – wtrąciła. —Nic jej nie zrobiłam.
-Źle ocenili ją w czasie programu i znalazłaś haka na Aleksa. Na przyjęciu też dobrze ci poszło.  Do tego jesteś lubiana. To jej starczyło.
-Chyba po raz pierwszy spotykam się z czymś takim- rzekła za smutkiem. —Jestem nie lubiana, bo jestem lubiana.
-Paula ma już taki charakter i chyba nic się nie zmieni- odparł.

Kolejne tygodnie mijały Uli w miarę spokojnie, a  praca z Markiem, choć  do łatwych nie należała, to układała się pomyślnie. Marek bowiem miał to do siebie, że pracę traktował zbyt beztrosko i musiała pilnować go i przypominać o wielu sprawach. Nie dziwiła się już temu, że Febo w swoim czasie pozwalał sobie na przekręty. Paulina tymczasem w  zamian za lepsze traktowanie Uli dużych konsekwencji za swoją podłość nie miała ponieść. Musiała tylko przeprosić Ule, co i tak było wysoką karą, jak dla niej. Nikt też nie dowiedział się, kto krył się tak naprawdę za oczernianiem Uli. Fama poszła, że Wiola coś źle usłyszała, dodała, inny coś przekręcił i tak powstała plotka. Sama Wioletta wzięła sobie słowa Marka do sera i przestała być powiernicą Pauliny. Ula przywyka również do rozjazdów i dzielenia życia w mieście i w Rysiowie.  Służbowo zaś zajmowała się razem z Markiem kolekcją jesienną F&D Gusto. Febo jak było do przewidzenia, blokowali wiele ich decyzji i pomysłów i o wszystkie drobiazgi musieli walczyć. Głównie z Aleksem, który jako dyrektor finansowy sprawdzał każdy wydatek i wytykał Markowi rozrzutność.
Po jednej takiej batalii zobaczyła go na korytarzu i już z daleka było widać, że Marek jest zmęczony ostatnimi tygodniami pracy, wyjazdami i użeraniem się z Aleksem. Gdy spojrzał na nią i uśmiechnął się, poczuła szybsze bicie serca. Marek zawsze podobał się jej i podkochiwała się w nim, ale teraz wiedziała, że kocha i jest to miłość bez przyszłości, bo za tydzień miał zaręczyć się i stać nieosiągalny dla niej. Odwzajemniła krótki uśmiech i poszła w stronę księgowości, choć wolała znaleźć jakiś kąt i wszystko przemyśleć.
Na myśli miała godzinę później, gdy jechała do Rysiowa.
Muszę zapomnieć o nim. Tak będzie najlepiej. Tylko jak?  I jak najszybciej odejść z pracy. Może jak nie będę widywać go, to będzie mi łatwiej? Do pokazu został miesiąc to może dam radę wytrzymać. I dobrze, że mam ten ślub kuzynki i nie muszę być na tych zaręczynach.
Kolejne cztery dni był ciężkie dla Uli, bo pracy było sporo i wszyscy ciągle mówili o zaręczynach Marka.  W dodatku Klaudia ponownie pojawiła się we firmie i życiu prezesa. We czwartek najwięcej czasu poświęcili na rozmowę o kolekcji F&D Gusto. Pod koniec dnia zaś było trochę czasu na prywatność.
-Jutro jadę na ten ślub i nie będziemy się już widzieć, to teraz chciałam życzyć ci szczęścia i podarować amulet szczęścia- rzekła z bólem i z wymuszonym uśmiechem.
-Dziękuję Ula- odparł, otwierając pudełeczko. —A co to za kamyk?
-Kamień księżycowy twój szczęśliwy kamyk. Sprawdzałam w horoskopie.
-Na pewno się przyda- mówił, oglądając go w świetle. —I jeszcze raz dziękuję. A tobie życzę udanego wesela.
-Również wielkie dzięki- odparła i rozstali się na cztery dni.