sobota, 8 grudnia 2018

Skazani na miłość cz. 5


Po rozmowie z Markiem Ula nie wiedziała, gdzie ma się podziać. Najchętniej wyszłaby z firmy albo poszukała sobie ustronnego miejsca, aby mogła sobie popłakać. Tymczasem musiała wystarczyć jej toaleta i chwila wytchnienia na uspokojenie. Gdy wróciła do sekretariatu, Marek czekał na nią.
-Ula źle mnie zrozumiałaś- zaczął tłumaczyć. —Ja nic takiego nie powiedziałem.
-Wystarczyło, że spojrzałeś na mnie tak, jakbym była winna.
-Możemy wejść do mojego gabinetu? Tu wzbudzamy za duże zainteresowanie – mówił, widząc przypatrującego się im Adama.
-Nigdy bym nic takiego nie zrobiła Marek- odparła, gdy wchodzili do jego biura. —Nie szpiegowałabym.
-Ula- mówił, starając się dobrać odpowiednio słowa. —Poniosły mnie emocje, bo Aleks tyle wiedział o naszych sprawach. Poza tym to Paulina poleciła cię i…
-Myślałeś, że będę jej lojalna i donosiła -wtrąciła. —Jestem jej wdzięczna, ale nie posunęłabym się do czegoś takiego. I jeśli uważasz mnie za szpiega, to lepiej będzie, jak odejdę.
-Nie możesz odejść.
-Mogę Marek. Nie chcę być napiętnowana- mówiła zdecydowanie.
-Ula jesteś zbyt cenna dla firmy.
-To nic w porównaniu z tym, o co mnie posądzasz.
-Nie wyobrażam sobie pracy bez ciebie- przekonywał.
Później stało się coś, czego oboje się nie spodziewali. Marek bowiem przyciągnął ją do siebie i przytulił. W ramionach Marka było jej cudownie i cudownie było czuć jego ciepło i zapach wody toaletowej. Podobnie czuł się Marek, bo włosy Uli tak miło pachniały i łaskotały w policzek. Chwilę później natura Marka wzięła górę i pocałował Ulę. Długo to nie trwało, ale na Uli zdążyło wywrzeć sporo emocji. Zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.


-Jeśli myślisz, że tym przekonasz mnie do pozostania, to się mylisz – rzekła ostro, gdy oderwał się od jej ust. —Nie jestem Lidką, Aśką, czy inną tam -dodała, pozostawiając dla siebie te pozytywne emocje, bo pocałunek z Markiem był przeżyciem nie do opisania.
-Przepraszam Ula. Poniosło mnie.  Nie miałem w planach całować cię. Tym bardziej przekonywać cię pocałunkiem do pozostania w firmie.  Po prostu miałem cię w ramionach i poniosło mnie. I nie wyczułem, żebyś protestowała -pomyślał. —To się już nie powtórzy- dodał głośno. —A wracając do Aleksa, to mógł domyślić się pewnych rzeczy i nas podejść.
-Pewnie tak było- odparła od niechcenia.
-To, co Ula zapomnisz o odejściu? -zapytał słodko.
-Na razie tak- odparła cicho.
Tymczasem Ula nie mogła zapomnieć o pocałunku i przez resztę dnia czuła dotyk ust Marka. Była nawet zdolna do tego, aby nie jeść do końca dnia, ale już w porze lunchu głód zrobił swoje. Przez jej myśli przewinęły się również egoistyczne myśli. Uważała to bowiem za małą zemstę za to, że w czasach liceum Paulina w stosunku do niej przyjazna i miła nie była i teraz mogła mieć przez chwilę, to co należało do Febo.

Po przejściach z Aleksem i niespodziankach z Ulą to czego potrzebne było Markowi to wyjście z Sebastianem na lunch i porozmawianie z nim.
-Nie wiem Marek- mówił kadrowy po tym, jak Marek opowiedział mu poranną wizytę Aleksa i o tym, że Ula chciała odejść z pracy. Pominął tylko fakt pocałunku. —Prędzej obstawiałbym, że sam się dowiedział. — Poczekamy co będzie dalej. A jak przekonałeś Ulę do pozostania?
-Powiedziałem, że jest zbyt cenna i nie wyobrażam sobie pracy bez niej.
-I bardzo dobrze. Tylko na laurach nie możesz teraz spocząć i musisz bardziej uważać co mówisz. Takimi oskarżeniami może ci jeszcze bardziej zaszkodzić.
-Wiem i dlatego mam plan. Za tydzień jedziemy na dwa- trzy dni na wybrzeże wybrać hotel i miejsce na pokaz to spróbuję skierować uwagę Uli na mnie. Taki wieczorny spacer po plaży Uli się chyba spodoba?
-To jest myśl Marek- odparł Olszański, poklepując po ramieniu.


Przez kolejny tydzień w pracy było spokojnie. Aleks nie wtrącał się do ich pracy, Paulina była spokojna, a i o żadnym donoszeniu nie było wiadomo Markowi. W kolejny poniedziałek tuż przed końcem pracy odwiedziła jednak Marka poznana parę tygodni temu hostessa i w obecności Uli i Wioletty rzuciła mu się na szyję. On zaś nie chcąc robić przedstawienia i zanim zdążył porozmawiać z dziewczynami, wyszedł z nią z firmy. Gdy wrócił po półgodzinie, w swoim gabinecie zastał wzburzoną Paulinę.  Wybierała się właśnie na spotkanie z Bartkiem, gdy zadzwonił do niej nieoczekiwanie brat i oznajmił, że Marek wyszedł z firmy z jakąś panienką. Powiedział również, aby nie wspominała, że wie to od niego, bo Marek z góry powie, że to kłamstwo. Febo była blisko firmy to przyjechała od razu z nadzieją, że zastanie którąś dziewczynę w sekretariacie i dowie się czegoś więcej. Z braku Uli i Wioletty poczekała na Marka.
- Mało ci panienek w klubach, że po firmie paradujesz z nimi? – rzuciła po jego wejściu.  I nie mów, tylko że tak nie jest, bo ktoś zaufany zadzwonił do mnie i powiedział mi o tym.
-Widzę, że wywiad działa- wymruczał.
- Myślałeś, że się nie dowiem?- kontynuowała z oburzeniem.
-Nie Paulino- odparł spokojnie. —Bardziej zdziwiony byłbym, gdybyś się jednak nie dowiedziała. 
-Nie bądź cyniczny. Możesz powiedzieć mi, co takiego mają te twoje panienki, czego ja nie mam?
-Czułość, spokój, zrozumienie, ciepłe słowo.  
-Mam przez to rozumieć, że jestem dla ciebie jakąś bezduszną heterą- wtrąciła ze wzburzeniem.  Jak możesz w ogóle tak myśleć o swojej narzeczonej Marek- dodała, zanim odpowiedział.
-Zasłużyłaś sobie na takie zdanie przez te wszystkie wspólnie spędzone lata. Nie miałem tygodnia bez awantury, bez posądzanie o zdradę. Dla ciebie liczysz się tylko ty sama i Aleks. Nie jesteś pępkiem świata. I jeśli myślisz, że przyjemnie jest żyć z taką osobą, jak ty to się mylisz? Dlatego mam kochanki Paulino. Aby to wszystko odreagować- dodał z chwilą, gdy poczuł uderzenie w policzek.
Ula tymczasem również wróciła do firmy po pamiętnik, ale zatrzymała ją scena rozgrywająca się w gabinecie Marka, a którą mogła oglądać zza żaluzji. Nie słyszała co prawda, o co kłócili się, ale nietrudno było się domyślić. Z chwilą, gdy zobaczyła, że Paula policzkuje Marka szybko odeszła.



 W to, co zaś widziała, trudno było jej uwierzyć i pojąc. U niej w domu nigdy nie było takich scen ani kłótni pomiędzy rodzicami. Zdała sobie również sprawę, że Paulina jest niezrównoważona i niebezpieczna. Chciała nawet pójść do Marka i pocieszyć, ale doszła do wniosku, że mógłby źle się czuć wiedząc, że ktoś ich widział. Zamiast niej u Marka pojawił się Sebastian. Policzek ciągle był zaczerwieniony, to nietrudno było domyślić się mu tego, co się stało. Zwłaszcza że widział wzburzoną Paulinę idącą korytarzem.
-Co tym razem się stało?
-Ktoś zadzwonił do niej z informacją, że była tu ta hostessa poznana na otwarciu galerii, a Wiola i Ula widziały nasze czułe powitanie. Paula oczywiście dowiedziała się i zrobiła awanturę.
-Nie chcę nikogo oskarżać Marek, ale Wiola godzinę temu utopiła telefon w umywalce- stwierdził niepewnie.
-Fakt coś słyszałem- rzekł z rozczarowaniem.
-Nie znaczy to też, że to Ula. Było przed końcem pracy i część pracowników wychodziła już i również mogli cię widzieć.
-Wierzy w to? -pytał kpiąco. —Mam ochotę zabawić się Seba. Upić się i zapomnieć o problemach. O kłótni z Pauliną o szpiegowaniu, o Uli, Wioli.
- Do usług Marek. Tylko ogarnij się trochę.
W drodze do klubu przez jego głowę przechodziło mu wiele myśli. Pierwszą było to, aby zwolnić Ulę, ale później górę wzięła chęć zemsty. Postanowił bowiem rozkochać ją i rzucić.
-Zaczynam zastanawiać się czy nie masz racji mówiąc, że stanowisko nie jest warte życia z Pauliną- rzekł nieoczekiwanie.
-W końcu mówisz do rzeczy- odparł z zadowoleniem. —Mirandka ciągle jest wolna- dodał. (koleżanka Wioli).
W jego głowie zaś powstawał szatański plan, aby jeszcze bardziej przekonać go do rozstania z Pauliną i podsunąć mu dodatkowe powody.  
Zabawa w klubie z każdą godziną rozkręcała się, a Marek otoczony był wianuszkiem panienek uwieszonych na jego szyi. W jego kieszeni zaś znalazły się nowe numery telefonów i imion poznanych panienek.



Paulina tymczasem poszła na spotkanie z Bartkiem. Dąbrowski tym razem przyjechał do Polski na dłużej i postanowił czas urlopu spędzać z Pauliną i zarobić na niej. Wyjazd za miasto pożyczonym samochodem kolegi był zaś pierwszym jego punktem. Był tam mały zajazd i zaplanował kolację.
-Bez humoru jesteś dzisiaj Paulinuś- rzekł do niej zdrobnieniem z czasów liceum.  —Problemy z narzeczonym? Obiło mi się o uszy, że to niezły skoczek.
-To moja rzecz- odparła niegrzecznie.
-Ja rzuciłbym go już dawno- kontynuował niezrażony jej tonem. —Zasługujesz na kogoś wiernego i kochającego.
-Czego potrzebuję to się zabawić, a nie rad -odburknęła.
-Zabawy to mogę ci dostarczyć. Przez kolejne dwa tygodnie mam wolne i służę swoim towarzystwem. Możesz nasze spotkania traktować jak małą zemstę na niewiernym narzeczonym.
-Niech ci będzie Bartek- odparła, bo pomysł zemsty trochę się jej spodobał.
Popołudnie i wieczór podobnie jak w przypadku Marka rozkręcał się z każdą godziną. Wino i szampan również zrobiło swoje, bo Febo po kolejnych lampkach trunków stawała się weselsza i bardziej dostępna. Dała się w końcu przytulić i pocałować. O to też chodziło Bartkowi. Sama Paulina poddała się tym zabiegom bez protestów, bo pamiętała, jak cudownie całował Bartek.  Uświadomiła sobie też, że Marek od dawna nie całował jej tak spontanicznie i bez okazji tylko wtedy, gdy szli do łóżka.

Dzień później za zgodą Marka, Ula zmuszona była przyjechać do pracy z Beatką. Dziewczynka tego dnia miała mieć zdejmowany gips z ręki a Cieplak ani Jasiek nie mogli pojechać z nią do lekarza.  W pracy Ula również musiała być, bo tego dnia mieli z Markiem omówić wyjazd do Gdyni. Sama Betti w biurze Uli była grzeczna i w pracy nie przeszkadzała im. Usiadła przy stoliku rysowała i słuchała radia. Przed dwunastą Ula wyszła do przychodni a chwilę po niej Marek na lunch. W biurze tymczasem pojawiła się Paulina i aby być samą, wysłała Kubasińską do archiwum. Po jej wyjściu szybko zajęła się kopiowaniem tego, co miała Ula zapisane na dyskach. Z pośpiechu zrobiła błąd, bo usunęła jedną cyfrę i nie zapisując folderów, wyłączyła komputer.
Ula z przychodni wróciła po godzinie i po ulokowaniu Beatki na miejscu Wioli wzięła się za dokończenie wyliczeń reklamowych. Gdy włączyła swój komputer i otworzyła interesujący folder, pojawił się jej napis.
Od ostatnich odwiedzin ktoś wprowadził zmiany. Mamy je zapisać?
Trochę zdziwiło ją to, ale stwierdziła, że sama popełniła błąd, bo spiesząc się do lekarza, mogła nie zapisać pliku. Dla bezpieczeństwa i słuchając swojej intuicji, zmieniła jednak hasło.


Następnego dnia rano Ula z Markiem wyjechali na trzy dni na wybrzeże. Ula pomimo niedawnych oskarżeń o donoszenie Aleksowi to cieszyła się na ten wyjazd. W ostatnim tygodniu bowiem sytuacja się nie powtórzyła, a Marek był dla niej całkiem miły. 
 Na miejsce dojechali przed obiadem i przed pierwszym służbowym spotkaniem, mieli czas na rozpakowanie się i obejrzenie pokoi. Te zaś były duże i z widokiem na morze. Miały też sąsiadujące ze sobą tarasy.



-Piękne pokoje zamówiłeś Marek- rzekła Ula, gdy spotkali się w restauracji. —Do tej pory nie mieszkałam w takim luksusie. Będę czuła się jak te wieśniaczki z programu Damy i wieśniaczki. Elegancka restauracja, gabinety piękności i morze na wyciągnięcie ręki.
-Miło, że sprawiłem ci przyjemność Ula- odparł z kurtuazją. — I polecam się na wieczór. Proponuję spacer plażą przed snem. Dawka jodu dobrze nam zrobi.
-Chętnie Marek- odparła z radością na myśl o wieczorze.
Czas do wieczora natomiast spędzili na negocjacjach z menadżerem hotelu, a później zwiedzili ewentualne miejsce na pokaz.  Wieczorem po kolacji Marek zabrał ją na obiecaną przechadzkę po plaży.
-Widziałam, jak przedwczoraj kłóciliście się z Pauliną- rzekła nieoczekiwanie Ula. —To z powodu tej hostessy?
-Dlaczego tak myślisz?
-Tak sobie poukładałam fakty. Nie rozumiem tylko, jak można tak postępować Marek. Jak można jednocześnie kochać i zdradzać.
- Ja nie kocham Pauliny- wtrącił. —Gdybym kochał, to nie zdradzałbym jej i nie myślał o innych. Tak jak teraz Ula.
-Nie rozumiem Marek- mówiła lękliwie.
-Myślę o twoich ustach Ula. Od dnia, kiedy całowaliśmy się, nie mogę powstrzymać się, aby nie pocałować ponownie. Są takie piękne i słodkie- mówił, zbliżając twarz do jej twarzy.
To ci się śni Ula- myślała, gdy muskał jej usta. Marek nie może o mnie tak myśleć. Jestem przecież nijaka.
-Nie kłam- rzekła, odrywając się od niego na siłę. —Wiem, jak wyglądam. Inaczej niż ta hostessa czy modelki.
-One są piękne z wierzchu a ty w środku- wtrąciła. —I przykro mi, że kiedy ja chcę cię całować, ty nie chcesz.
-Nie o to chodzi. Wiem, jak postępujesz. Całujesz i porzucasz.
-Tak jest z innymi dziewczynami. Ty co innego- rzekł, wracając swoimi ustami do jej ust.
Na efekt swoich pocałunków długo nie musiał czekać, bo Ula pomimo tego, że wiedziała, że źle robi, bo to narzeczony jej koleżanki, to zaplotła swoje dłonie z tyłu szyi Marka i rozchyliła usta.  Wyrzuty sumienia szybko też znikły, bo przypominały się jej czasy liceum, gdy Paulina traktowała ją z góry.  Teraz zaś ona była poniekąd górą.



Kolejne dwa dni Marek poświęcił na jeszcze większe przekonanie Uli do siebie. Całował, kupował drobiazgi, prawił komplementy, zabrał na seans filmowy na plaży. 
Sielankę w ostatnim dniu pobytu na wybrzeżu zepsuł mu jedynie telefon od Pauliny z informacją, że dostała właśnie zdjęcie, na którym mizdrzy się z jakąś panienką. Rozmowa była jednak szybka i chaotyczna i nic konkretnego się nie dowiedział. Z góry przewidział więc, że stoi za tym Ula i zdjęcie przesłała MMS-em.  Tym bardziej, że gdy wyjeżdżali, słyszał, jak Paulina kazała pilnować go. Odpowiedni moment również znalazł się w Gdyni, bo gdy przyszedł na śniadanie jedna dawna znajoma uwiesiła mu się na szyi. Chwilę później zaś pojawiła się w restauracji Ula.
Ostatni wieczór pobytu minął im na pokazie fontann Multimedialnych. Marek pomimo niedawnej telefonicznej kłótni z Pauliną  i posądzaniem Uli o donoszenie starał się być miły dla niej.


-To było niesamowite Marek- rzekła, gdy wracali do hotelu. —Mogłabym pokazy oglądać codziennie.
-Służę swoją osobą Ula. Czekają nas teraz wyjazdy na objazd butików, to możemy w każdy mieście, gdzie są obejrzeć.
-Chętnie. I dziękuję za cały pobyt tutaj. Było cudownie.
-W miłym i interesującym towarzystwie wszędzie miło- odparł, podkręcając uśmiech.
-Masz rację Marek. W twoim jest jednak wyjątkowo- dodała w myślach. —Teraz musimy wracać. Jest po jedenastej a jutro, jeśli mamy dotrzeć na dziesiątą do firmy, to trzeba wcześnie wstać.
Do hotelu było bardzo blisko to wkrótce znaleźli się pod drzwiami do pokoju Uli. Tam Marek pozwolił sobie na kolejny namiętny, zmysłowy pocałunek. Z satysfakcją mógł stwierdzić też, że Ula nie opierała się jego poczynaniom. Nie spiesząc się więc pogłębiał pocałunek i z ust wolno przeszedł do całowania szyi. Poczuł również pierwsze oznaki pożądania. Dla Uli było to równie przyjemne i niecodzienne.
-Mogę wejść- zapytał, gdy oderwał się od niej i spoglądając na drzwi.
-Nie Marek. Nie jestem gotowa- odparła po chwili, ale zdecydowanie i ku jego rozczarowaniu. 


Paulina tymczasem dalej spotykała się z Bartkiem i pozwalała na kolejne wypady za miasto, pocałunki i pieszczoty. Dodatkowym impulsem było owe zdjęcie Marka z jakąś panienką, a które dostała pocztą. Dziewczyna uwieszona była na jego szyi, a Marek wpatrzony był w jej usta. Teraz spotkania z Bartkiem i jego umizgi traktowała jak zemstę. Dąbrowski co prawda miał ochotę na coś więcej niż pocałunki, ale Febo miała opory, to odpuścił i cieszył się z tego, co ma. Tym bardziej że jego plan na zdobycie większych pieniędzy miał się dobrze.
Więcej szczęścia u Pauliny w tych sprawach miał za to Mario przyjaciel Aleksa, który pojawił się nieoczekiwanie w Polsce. Był on również pierwszym jej chłopakiem, z nim przeżyła swój pierwszy raz i młodzieńczą miłością. Teraz pod nieobecność brata, który wyjechał do Włoch i nie zdążył wrócić, miała zająć się nim przez popołudnie i noc. 

sobota, 1 grudnia 2018

Ula z Rysiowa cz. 3



Wydarzenia z osiemnastki Marka pomału przechodziły w niepamięć, a młodzież z liceum Batorego zaczęła interesować się ciążą jednej z uczennic trzeciej klasy. Ula jednak tak łatwo nie zapomniała o zakładzie Marka i Kacpra, o to który z nich jako pierwszy umówi się z nią na randkę. Marek oczywiście próbował na wszystkie sposoby przekonać ją do siebie, ale Ula była uparta i ich znajomość ograniczała do czysto klasowych relacji. Podobnie było z pracą w redakcji szkolnej gazetki. On był szefem a ona jego podwładną. Nie chciał też robić nic na siłę, aby sprawy nie pogorszyć i poczekać na lepsze czasy. Podobnie radził mu Sebastian, który też obiecał, że porozmawia ze swoją Wiolką a dobrą koleżanką Uli. Miała ona nieco wpłynąć na Ulę. Niechęć Uli do Marka zaś podobała się Dominice i Klaudii, które ciągle rywalizowały o jego względy.
Parę dni po urodzinach Marka również Ula obchodziła swoje urodziny. Były to dopiero siedemnaste urodziny, to nic wielkiego nie wyprawiała. (Marek jest starszy od reszty klasy, to stąd jego osiemnastka). W szkole tylko poczęstowała koleżanki cukierkami, przyjęła życzenia, a w prezencie dostała maskotkę. Nie był to jedyny prezent, bo po powrocie ze szkoły w torbie znalazła małą ozdobną torebkę a w niej wisiorek słonik i życzenia.


Aby zawsze przynosił Ci szczęście i oddalał to, co nieprzyjemne.
Głównym podejrzanym mógłby być Marek, ale z powodu choroby przez trzy dni nie było go w szkole. Podobnie jak Sebastiana, który właśnie tego dnia był nieobecny. Gdy Marek wrócił i dojrzał zawieszonego słonika na piersi Uli, uśmiechnął się z zadowoleniem.
Pod koniec marca los sprawił, że musieli razem popracować. Marek bowiem razem z kolegą z innej klasy miał wystartować w wojewódzkiej olimpiadzie matematyczno- informatycznej, ale Damian uległ wypadkowi samochodowemu i czekało go długie leczenie. Ich matematyk zaś zadecydował, że Ula zastąpi go. Zwłaszcza że gdy była jeszcze w starej szkole, to brała udział w tego typu zmaganiach. Odnosiła również sukcesy indywidualne i grupowe. Propozycja nauczyciela ucieszyła ją na początku, ale później, gdy dowiedziała się, kto ma jej partnerować, było gorzej. Chciała nawet odmówić nauczycielowi, ale taki udział w olimpiadzie był mile widziany w dostaniu się na wyższe studia. Przygotowania oprócz szkoły miały mieć miejsce u Marka w domu, bo tam miał większość materiałów i dobry sprzęt komputerowy.  W czasie pierwszej takiej wizyty poznała rodziców Marka.


-Mamo to jest Ula dziewczyna, z którą jadę na olimpiadę- przedstawił Marek.
-Dzień dobry- przywitała się, dygając delikatnie. —Urszula Cieplak.
-Dzień dobry- odparła z uśmiechem Dobrzańska. —To ty jesteś tą nową dziewczyną w klasie Marka? –ni spytała, ni stwierdziła.
-W miarę nową. Do szkoły Marka uczęszczam ponad miesiąc.
Mama Marka wyglądała na miłą osobę, była zadbana i ładna. Przypatrywała się jej jednak zbyt nachalnie i Ula źle to odebrała.
Nie pasuję tu czy co? Brudna chyba też nie jestem?
Dobrzańska tymczasem faktycznie przyglądała się jej, ale przez jej głowę przewijały się całkiem inne myśli.


W końcu jakaś skromna dziewczyna. Bez wymalowanych paznokci, dziur w spodniach, makijażu, pofarbowanych włosach. Wygląda tak, jak powinna wyglądać dziewczyna w jej wieku. Schudnie i porządnie, a nie jak niektóre dziewczyny, które wyglądają, jakby szły na zabawę, a nie do szkoły.
-To, co zapraszam was na obiad- zaprosiła życzliwie.
-Nie trzeba, proszę pani- Ula próbowała protestować.
-Trzeba. Solidny posiłek dobrze wam zrobi przed nauką.
Parę minut później siedziała razem z Markiem i jego rodzicami w jadalni, a Helena mogła przekonać się, że ma znaczni więcej w głowie niż inne koleżanki Marka. Główny wpływ zaś na to miała opowieść Uli o swojej rodzinie, a co wzbudziło respekt Dobrzańskich. Ula mogła również ocenić ojca Marka. Porównawczo był w wieku jej ojca, ale wyglądał znacznie młodziej.



Przygotowywania do olimpiady szły im wolno. Marek bowiem miał to do siebie, że do sprawy podchodził zbytnio luzacko, niektóre zagadnienia bagatelizował, a Ula wolała wszystko powtórzyć i przygotować się jak najlepiej. Na jej szczęście tylko to mogła mu zarzucić, nie próbował żadnych sztuczek i zachowywał się tak, jak chciała. Sam zresztą czuł to, trzymał dystans i postawił na miłą atmosferę.
-Z moją pilnością i zaangażowaniem oraz twoją wiedzą wróżę nam sukces- rzekł jej w czasie jednego ze spotkań.  —Poniżej podium nie przewiduję nas.
-Ciekawe? -wymruczała.
- Ok Ula. Z moją pilnością, zaangażowaniem, wiedzą, systematycznością i twoją rzetelnością, skrupulatnością i trzeźwemu myśleniu musimy daleko zajść.
-Nie wiesz, że kto wysoko mierzy, nisko spada? -zapytała z małym rozbawieniem.
- Wiem, ale mówię bardzo poważnie Ula. Świetnie się przecież uzupełniamy. Ja jestem ekspertem od informatyki, a ty od matematyki. To musi zaowocować dobrym miejscem.
-A co będzie, jak nie podołam wymaganiom? -zapytała asekuracyjnie.
-Co będzie? Jak zawsze Ula. Matematyk będzie zły, a informatyk powie. Nic się nie stało kochani nic się nie stało, bo i tak zrobiliście więcej niż się dało.
-Serio mówisz?- pytała zdezorientowana. 
-Tylko z panem od informatyki. Jeździ z nami na mecze koszykówki i zawsze nam tak mówi po jakiejś porażce. Teraz może być podobnie. A matematyk za długo pracuje i spłynie to po nim jak woda po gęsi( kaczce), jakby powiedziała Wiola.
-A ty nie będziesz zły jak nawalę?- zapytała delikatnie. 
-Nie i niezależnie od wyniku dalej będę cię lubił Ula.
-Dobrze wiedzieć, że nie będziesz zły- odparła z lekkim uśmiechem. 
Z każdym kolejnym takim spotkaniem Marek czuł, że przełamuje lody i cieszył się z każdego najdrobniejszego miłego gestu ze strony Uli.

Humor psuł mu jednak Marcin Jarosz chłopak z trzeciej klasy, który nieoczekiwanie zaczął pojawiać się obok Uli. Był równie zamożny co on i tak samo przystojny.



 W szkole nawet toczyli bój o prym w byciu tym najprzystojniejszym. Obaj mieli również porównywalne powodzenie u dziewczyn. To, że wiele ich łączyło, nie oznaczało jednak, że się lubili. Marcin jak dla Marka była za dużym cwaniakiem i szpanerem, który obnosi się swoim bogactwem. Marcin zaś zazdrościł Markowi tego, że dziewczyny same lgnęły do niego, a on musiał zabiegać o ich względy. Nie miał też tak zabójczego uśmiechu i dołeczków w policzkach co Dobrzański. Spotkania z Ulą zaś traktował jako małą zemstę na Marku, bo dokładnie wiedział o zakładzie Marka i Kacpra i że Ula podoba się Markowi. Ula tymczasem powodzeniem była zaskoczona, bo w starej szkole nie miała nawet chłopaka, a tu dwóch największych przystojniaków szkoły chciało zająć miejsce u jej boku. Odezwała się w niej też kobieca natura i zaczęła porównywać go do Marka. W porównaniach tych zaś wygrywał Marek. Dobrzański nie był zarozumiały, a jeśli już to tylko z udawania, lepiej się z nim rozmawiało, był zabawniejszy i przystojniejszy.

Pod koniec marca wraz z jednym z nauczycieli pojechali do jednego z Warszawskich liceum na olimpiadę. Oboje w poprzednich latach mieli już okazję uczestniczyć, to stres im nie towarzyszył i od początku zmagań klasowani byli w czołówce. Przed ostatnim etapem Ula z Markiem zajmowali wysokie, bo drugie miejsce na trzydzieści dwa zespoły. Indywidualnie było jeszcze lepiej, bo Marek był pierwszy, a Ula wraz z inną uczestniczką trzecia. Ostatnim zaś etapem zarówno w grupach, jak i pojedynczo była matematyka, ulubiony przedmiot Uli. W zawodach przewidziane były również nagrody. Dla trzech zwycięskich grup tablice interaktywne, a dla laureata indywidualnego dobrej jakości laptop. Ta druga nagroda jak wyczuł Marek, zainteresowała Ulę. Ułatwienie jej tego zadanie z własnej strony było łatwe i zrobił błędy w swoim zadaniu. Liczył również na potknięcie drugiego do tej pory Filipa i Edyty z trzeciego miejsca. O to zaś, że Ula będzie bezbłędna był pewny, bo całki i różniczki, to była jej specjalność. Godzinę później było już wiadomo, że jednym punktem Ula pokonała Marka i zwyciężyła, a grupowo utrzymali drugie miejsce.


-Nie mogę uwierzyć, że się nam udało tyle osiągnąć- mówiła po ogłoszeniu wyników i gdy minęła pierwsza radość.
-Mówiłem, że sukces mamy murowany Ula- odparł z zadowoleniem. —I gratuluję wygranej.
-Dziękuję. Tylko że pozbyłam cię wygranej na ostatniej prostej.
-Nic się nie stało Ula. I tak osiągnąłem więcej, niż się dało- dodał wesoło.
-Zawsze jesteś taki wesoły, gdy ponosisz porażkę? Jeśli tak, to cecha do pozazdroszczenia.  
-Taka moja natura. I cieszę się, że znalazłaś w moim charakterze coś pozytywnego i co ci się podoba.  

Na tym Marek nie zamierzał poprzestać i wkrótce mógł ponownie w tajemnicy przysłużyć się Uli.  Namówienie rodziców na ufundowanie letniego wyjazdu do Niemiec na kurs językowy trudne nie było.  Wiedział bowiem, że Ula marzy o takim wyjeździe, bo po ogłoszeniu podobnego wyjazdu do Londynu stwierdziła, że chętnie skorzystałaby, ale z wyjazdu do Niemiec. Trudniej było powiedzieć rodzicom, że chciałby, żeby to Ula była uczestniczką kursu, a rodzice mieliby ją poprzeć u dyrektora.
-Jestem trochę rozeznany w uczniach i wiem, że Ula ma spore szanse na wyjazd- tłumaczył rodzicom w czasie kolacji. —Ma trudną sytuację rodzinną, pochodzi ze wsi i jest bardzo zdolna. A pani od niemieckiego również ją chwali i widzi potencjał.
-Czyli mamy dać jej protekcję- rzekł ojciec.
-Małą sugestię tato. Macie dobre układy z dyrkiem i może na waszą prośbę przystać. Tak jak rok temu, gdy przyznawano stypendium. Lepiej jednak, żeby Ula nie wiedziała, że to ja was poprosiłem o to. Jest ciągle zła na mnie za moją osiemnastkę.
- Możesz na nas liczyć- zapewniła mama, bo Ula podobała się im samym i cieszyło ich to, że Markowi zależy na tak poukładanej dziewczynie.  —A dla niepoznaki zafundujemy trzy takie wyjazdy.
Dwa dni później pani od niemieckiego ogłosiła, że będzie zorganizowany wyjazd na kurs językowy do Drezna i że z ich szkoły wyjadą trzy osoby. Tak jak Marek przypuszczał, Ula była pierwszą kandydatką i chętną.
-Długo będziesz tak z ukrycia robił te wszystkie dobre rzeczy dla Uli- pytał Sebastian, Marka w czasie przerwy.
-Tak długo, jak będzie trzeba Seba- odparł z zadowoleniem na zadowolenie Uli. —I nie zdradź się przed Wiolą.
-Spokojnie. Wiola jak trzeba, to umie dochować tajemnicy. Do dzisiaj Ula nie ma pojęcia, że to ona wsunęła jej do torby twój wisiorek.
-I ma tak pozostać. Ze wszystkimi trzema sprawami.


Tydzień później po szkole rozniosła się plotka, że to rodzice Marcina kryją się za kursami językowymi w Niemczech. Było to o tyle dziwne, że do tej pory nie przysłużyli się w szkole. To zaś spowodowało lawinę plotek i domysłów. Znalazły się bowiem osoby, które fakt ten powiązały z tym, że Ula widywana była w towarzystwie Marcina i dlatego jest jedną z tych osób, które dostały szansę na wyjazd. To natomiast zdecydowanie nie spodobało się Uli. Nie chciała, aby inni uważali ją za wyróżnioną poprzez znajomości.
-Chyba zrezygnuję z wyjazdu dziewczyny- rzekła do trzech swoich koleżanek.
-Bo? - zapytała Wioletta. —Chyba nie słuchasz tego, co mówi Klaudia i Weronika.
-Ale Marcin dokładnie wiedział, że marzy mi się taki kurs i powiedział, że kto wie. A teraz wychodzi, że z protekcji skorzystałam.
-Nawet jeśli jest w tym krzta prawdy to nic złego- rzekła jej Julia. —A te dwie harpie tylko podgrzewają atmosferę.
-Zazdroszczą ci i tyle- dodała Majka. —Same nic nie osiągnęły w szkole, to chcą zepsuć twoje sukcesy. Inni wiedzą, że zasłużyłaś na wyjazd. Ktoś oprócz nich powiedział ci coś niemiłego?
-Nie. Wydaje się, że nie obchodzi to ich.
-Widzisz Ulka- odezwała się ponownie Wiola. —Zamiast przejmować się nimi dwiema, powinnaś przyjąć zaproszenie Marcina na wyjście do kina i podziękować - dodała, bo o prawdziwych sponsorach nie wiedziała.
-Muszę? -zapytała zniechęceniem. —Pomyśli, że chcę być jego dziewczyną. 
-A co w tym złego Ulka jakby nim był? -pytała Majka. —Przystojny, jest za tobą, szarmancki, wysportowany.
-Dokładnie- przytaknęła Julia. —Czego potrzeba więcej?
Uczucia. I ma w sobie coś, co mi się w nim nie podoba- myślała. 



Jeszcze tego samego dnia Wiola zdążyła opowiedzieć Sebastianowi przebieg ich rozmowy i że Ula za ich namową zamierza umówić się z Marcinem. On zaś nie omieszkał zadzwonić z informacjami do Marka. Ten zaś dalej nie zamierzał ujawniać się i przygotowywał kolejny plan na poprawienie i umilenie jej życia i rodziny. Ze wspólnej pracy w redakcji i korzystaniu z jednego komputera dowiedział się bowiem, że stara się znaleźć pracę dla ojca. Wiedział też, że jej ojciec choruje na serce i nie może to być nić ciężkiego. Wybór padł na doradcę klienta w sklepie z narzędziami i artykułami budowlanymi, który mieści się blisko jego domu, a właściciel mieszkał na tej samej ulicy. Jednocześnie jednak zlokalizowany był na przeciwko prywatnej kliniki, gdzie pracował ojciec Marcina.
Dzień później na Ulę czekała owa niespodzianka, bo skontaktował się z nią pan Nowakowski i powiedział, że ma dla jej ojca pracę a numer telefonu dostał od jej kolegi ze szkoły. Kto to był nie zdradził, bo tak zażyczył sobie jej Anioł Stróż, jak określił się przyszły pracodawca Cieplaka. Sama też zastanawiała się, kim może być i na myśl przyszedł Marcin, bo poprzedniego dnia na przerwie widział ją, jak przegląda oferty pracy.  Lokalizacja sklepu zaś była drugim powodem, aby sądziła, że to on.
-Marcin musiał zabujać się w tobie na dobre- mówiła Majka, gdy Ula opowiedziała im o telefonie i pracy.
-Ciekawa jestem, co jeszcze zrobi dla ciebie- dodała Julia.
-I tak zdobywa się dziewczynę- stwierdziła Wioletta. —Kurs, praca dla ojca i vuala.
-Nie wiem, czy powinnam to wszystko przyjmować- odparła im hurtowo. — Będę czuła, że muszę się mu odwdzięczyć.
-Ulka nie stwarzaj sobie problemów na przód- wtrąciła Kubasińska. —Do łóżka przecież cię nie zaciągnie.
-Za same myśli zrzuciłabym go ze schodów- rzuciła zdecydowanie.
-To teraz umówisz się z nim -ni to stwierdziła, ni zapytała Julia. —Tyle zrobił dla ciebie i twojej rodziny.
-Może raz wyjdę z nim, aby podziękować mu jakoś ładnie za wsparcie. Nie szukam chłopaka na stałe.
- Dla Marka będzie to ciosem -zagadnęła Majka. —Dla niego, każdy byłby lepszy od Marcina.
- Po olimpiadzie myślałyśmy nawet, że zapomnisz o tym głupim zakładzie- dorzuciła Julia.
-Do końca liceum zostało ponad dwa lata i tak zawsze będziesz trzymała go na dystans? -pytała również Wiola. —Źle zrobił, ale jak długo można trzymać urazy.
-Marek i tak ma więcej ode mnie niż zasłużył. I koniec tematu dziewczyny- mówiła zdecydowanie.
Marcin tymczasem nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu i cieszył się, że ktoś pomaga mu w zdobyciu Uli. Ula bowiem zgodziła się w końcu wyjść z nim do kina i podziękowała za kurs i pracę dla ojca. O tym ostatnim nie miał pojęcia, ale bez problemów poudawał, że to jego zasługa. 

sobota, 24 listopada 2018

Skazani na miłość cz. 4



Tydzień później Marek zaczął na poważnie zastanawiać się nad pomysłem Sebastiana, aby zająć się Ulą. Po przyjściu do pracy bowiem przystanął przy drzwiach i podsłuchał telefoniczną rozmowę Uli.
-To nie jest takie proste- mówiła. —Postaram się, ale uważam, że nie jest to dobry pomysł. (…). Zadzwonię, jak będę wiedziała coś więcej. Cześć.
Do biura wszedł chwilę później, ale o nic nie pytał. Ula zaś niedługo po jego przyjściu wyszła ze stosem papierów do pomieszczenia z ksero. Na jej biurku dojrzał telefon, to sprawdził, z kim rozmawiała. Nie był nawet zdziwiony, że był to numer Pauliny.
Cztery godziny później jadąc z Sebastianem, na lunch Marek miał drugi powód do zajęcia się Ulą. Przejeżdżając obok Książęcej i stojąc na czerwonym świetle, dojrzeli Ulę i Paulinę siedzące w ogródku kawiarni. Paulina również dawała Uli białą kopertę, a ta zaglądała do niej. Chwilę później zaczęła coś wyciągać z niej. Tego jednak Marek ani Seba nie dojrzeli, bo zapaliło się zielone światło, a kierowca za nimi zaczął na niego trąbić. O tyle było to dla Marka interesujące i niepokojące, bo Ula wychodząc z firmy mówiła, że idzie do przychodni po recepty od kardiologa dla ojca.



-Widzisz to, co ja? -zapytał Marek.
-No. Biała koperta dobrze nie wróży - odparł sugestywnie kadrowy.
-I źle się kojarzy.  Najgorsze jest to, że wychodząc Ula, powiedziała mi, że idzie do przychodni.
-Donosi i robi cię w bambuko Marek. Mówiłem ci, żebyś zajął się nią. Spacer, kino.
- Tak nagłe zaproszenie do kina mogłoby wydawać się jej dziwne i podejrzliwe- argumentował sensownie Marek.
- To przygotuj sobie plan. Kup bilety na taki seans, aby nie pasował Paulinie, pokłóć się z nią, a później będziesz mógł bez podejrzeń zaprosić Ulę.
-A co później? – pytał.
-Później będziemy się nad tym zastanawiać. Zresztą wychodziliście już razem na zapiekanki, to takie dziwne nie będzie.
Tymczasem Ula faktycznie wyszła do przychodni, ale przechodząc obok Książęcej Paulina, zawołała ją i usiadła na chwilę. W tajemniczej kopercie zaś znajdowały się zdjęcia z ich zabawy z okazji rocznicy zdania matury.  Rano natomiast rozmawiały o odwołaniu spotkania Pauliny z jedną z redaktorek telewizyjnych. Febo bowiem była ambasadorem firmy i miała udzielić krótkiego wywiadu.
Dwa dni później trafia się Markowi okazja na zrealizowanie planu. Rano usłyszał, jak Paulina przekłada wizytę w salonie piękności z czternastej na siedemnastą, to postanowił zarezerwować dla nich stolik w restauracji Dania Kresów na tę godzinę. O swoich planach postanowił natomiast powiedzieć Paulinie dopiero przed końcem pracy i w obecności Uli.
-Paula to nowa i bardzo dobra restauracja- usłyszała Ula, gdy wchodzili do sekretariatu.
-Mówiłam ci już, że mam już plany- odparła wyniośle Febo.
-To mogłabyś je zmienić. Z trudem dostałem wolny stolik. Teraz pomyślą, że jestem niepoważny, a rezerwacje są na miesiąc zajęte.
-Mam masaż u Agrypiny i nie zrezygnuję- mówiła stanowczo. —Do niej również są duże kolejki i jest nowa.  A jak ci tak bardzo zależy, to weź Ulę ze sobą.
-Jak mnie? -zapytała sama zainteresowana.
-Ula pójdziesz ze mną? -zapytał Marek, chcąc kuć żelazo, póki gorące.

Wyjście do restauracji udało się znakomicie, a na dobry początek Marek kupił Uli bukiecik fiołków. Później oboje starannie przeglądali menu. Marek postawił na rybę, a Ula ze względu na uczulenie na ryby wybrała danie wegetariańskie.  Rozmowa również kleiła się im i odłożywszy sprawy zawodowe na bok, zajęli się tematem swoich zainteresowań i marzeń.


-Podziwiam cię Ula- rzekł z respektem na wiedzę Uli o samochodach. —Mało która kobieta tyle wie o markach, mocy.
-To, dlatego że w dzieciństwie moim towarzyszem zabaw był sąsiad Maciek i wolałam bawić się z nim samochodzikami niż lalkami. Pomijając to, że mam młodszego brata. A z samochodów to najbardziej podobały mi się kabriolety. Od dziecka chciałam mieć kabriolet i móc czuć, jak wiatr rozwiewa mi włosy- mówiła z błyskiem w oczach. —Skończyło się na tym, że nigdy nie miałam okazji jechać nim, a jak trzy lata temu zimą nasz Opel Kadet stanął na drodze, to już w ogóle nie mam czym jeździć.
-Czyli prawo jazdy masz?
-Mam. Teraz obok znajomości obsługi komputera to podstawa. Tak za dwa miesiące może kupię sobie jakiś mały samochodzik. A ty masz jakieś ukryte zainteresowania?
-Nie mam typowego hobby i oprócz zbierania samochodzików, to zbieram znaczki. Poza tym mam akwarium w domu i uwielbiam wędrówki po górach. Dla relaksu zaś koloruję obrazki dla dorosłych.
-Ja dla relaksu lepię pierogi. Jeszcze w liceum odkryłam to i kleiłam całymi stosami.
-Bardzo oryginalne Ula.
Kolejne wspólnie spędzone minuty były równie udane i odkładając na bok swoje podejrzenia o donoszenie Paulinie, postanowił przedłużyć popołudnie.
-Dokąd chciałabyś pójść, jak stąd wyjdziemy? - zapytał, gdy kończyli jeść kolację.
-To znaczy, że jest coś przewidziane dalej? -zapytała zdziwiona, ale i szczęśliwa.
-Skoro pytam -odparł ironicznie. —Ja polecam te małe kino niedaleko stąd. Zwłaszcza że pogoda się psuje. Dzisiaj mają dzień polski i zaraz sprawdzę w Internecie, co grają. Kochanie na zawołanie- rzucił pierwszym tytułem.
-Nie lubię komedii romantycznych- wtrąciła. —Wszystko jest takie przesłodzone.
Do końca prawdy nie powiedziała, bo sama nie zaznała takiej miłości i choć film to fikcja to i tak czuła coś w rodzaju zazdrości co do głównych bohaterek. Nigdy też nie poczuła smaku prawdziwego pocałunku, a tym bardziej bliskości mężczyzny. Całować zaś całowała się tylko raz w liceum z Jackiem, ale później okazało się, że był to podły zakład. Zakochana do tej pory również nie była i dopiero przy Marku poczuła szybsze bicie serca.
- Są jeszcze Agentki Borysa komedia obyczajowa i Jeszcze więcej psów sensacja- dodał Marek.
-Agentki Borysa- odparła zdecydowanie, bo strzelanina, pościgi samochodowe i przekleństwa to nie było, to co lubiła oglądać.
Komedia okazała się całkiem dobra i oboje mieli powody do śmiechu i zadowolenia po wyjściu z kina. Odwiezienie Uli do domu również było w planach Marka. Było bowiem już późno i nie chciał, aby Ula telepała się autobusami. Do domu, choć Ula zapraszała go, nie wchodziła. Po jego odjeździe miała za to czas, aby przed snem pomyśleć o ostatnich czterech godzinach spędzonych w towarzystwie Marka. Zapamiętała niemal każdą chwilę, a jego kwiaty zostawiła na pamiątkę i włożyła do jednego z pamiętników, aby się zasuszyły.

Kolejny dzień pracy dla Uli rozpoczął się nieciekawie, bo w gabinecie Marka rozgościła się Klaudia. Wkrótce też pozbyła się sukienki i po biurze paradowała w samej bieliźnie. Długo nie myśląc, zadzwoniła do Marka i uprzedziła go, aby na razie nie przychodził do firmy, a przynajmniej bez Pauliny. Po jego przyjściu i pozbyciu się modelki zaś zapewniła Marka, że nie powie nic Paulinie o wizycie Klaudii. Zajście z rana nie mogło być nie omówione przez Sebastiana i Marka.



-Mówiłem ci, że wyjście z Ulą zadziała- mówił z zadowoleniem Sebastian.
-Ula równie dobrze mogła tak powiedzieć, bo wiedziała, że tylko na nią wina spadnie- odparł całkiem sensownie Marek.
- Fakt nie pomyślałem. Ale to już coś i będzie ci teraz łatwiej wyjść ponownie z Ulą. Tylko nie możesz odpuszczać.
-Tylko ja nie mam planu co dalej- odparł sceptycznie.
-Ale ja mam.  Zaproś ją któregoś popołudnia na spacer tak dla rozprostowania kości albo po jakimś spotkaniu biznesowym dla relaksu.
-To jest do zrobienia. Mamy jutro ciężkie spotkanie z panem Błaszczykiem. Ma nagle jakieś zastrzeżenia do umowy.
-Widzisz Marek. Okazje same ci się trafiają. A jak było na kolacji z Ulą?
-Dobrze. To fajna, zabawna, mądra dziewczyna. Oprócz kolacji byliśmy jeszcze w kinie. Bawiłem się nawet lepiej niż z Pauliną.
-To zrozumiałe- wymruczał Olszański, bo Pauliny nie znosił i była to niechęć obopólna. —Nie rozumiem tylko dlaczego ciągle jesteś z nią. Od dwóch tygodni jesteś już prezesem i dała ci głos poparcia.
-Będą kolejne zarządy Seba- odparł klarownie.
- Naprawdę rywalizacja z Aleksem jest ważniejsza od twojego spokoju? – pytał z niedowierzaniem. — Nie szanujecie się, ciągle kłócicie, zdradzasz ją, nie kochasz, ona trwa przy tobie z egoizmu. I tak od czterech lat.
-Da się przyzwyczaić Seba- wtrącił. —Zresztą ta czy inna i tak byłby to tylko związek lepszy, czy gorszy.  A prawdziwa miłość, jeśli istnieje, to jest głupia i nudna.
-Raczej nie jest. Jest całkiem miło.
-A od kiedy tak myślisz? -zainteresował się.
-Od czasu jak poznałem Wiolettę. Tak inaczej czuję się w jej towarzystwie.
-Jeszcze trochę a usłyszę, że się zakochałeś- mówił, jakby kpił.
-To, że ktoś spodobał mi się, to nic złego nie jest Marek.  I jeśli chcesz, to namówię ci koleżankę Wioli. Ma na imię Miranda, jest brunetką i taka sama jak Wiolka. Koleżanki blondynka i brunetka, to przecież nasza specjalność- argumentował, bo marzyło mu się, aby Marek uwolnił się od Pauliny i chodził razem z nim i Wiolettą po klubach i innych imprezach.
-Nie dziękuję Seba. Są jakieś granice i kobiety pokroju Wioli mnie nie interesują. Powiem ci coś w tajemnicy- dodał konspiracyjnie. — Mam ochotę dać Pauli nauczkę i naprawdę zacząć romansować z Ulą.
-Czyli słodka zemsta ci się  śni- mówił ze złośliwym uśmiechem.  —Tylko co z Ulą?
-Jeśli ma układy z Pauliną, to będzie mieć karę- odparł bez wahania.

Dzień później spotkanie z panem Błaszczykiem zaskoczyło Marka i Ulę. Okazało się bowiem, że dowiedział się z własnych dobrze poinformowanych źródeł, że jeden z kontrahentów ma lepsze warunki umowy niż on. Głównie chodziło mu o to, że zyski z butików na terenie Rosji w pierwszej kolejności wpływają na konto Lwa Korzyńskiego właściciela butików a dopiero później na konto firmy F&D. On zaś jako właściciel butików specjalizujących się w sprzedaży rozmiarów XS i XL+ a mający w swoich sklepach również kreacje F&D, dążył do podobnych warunków.
-Kolejne niepowodzenie Ula- mówił Marek, gdy pożegnali się z panem Błaszczykiem. — Najpierw nasz dostawca wyrobów skórzanych wybrał konkurencyjną firmę, a teraz to. Dlaczego już na początku mojej prezesury mam same kłody pod nogi? -pytał z rozżaleniem.
-Gdy prowadzi się biznes, to trzeba liczyć się z niepowodzeniami.  Są poniekąd wpisane w regułę Marek. Prawda stara jak świat i nie ma się czym martwić- pocieszała. — I nie zapominaj, że pan Terlecki ci sprzyja i załatwił nowe kontakty nie tylko w Rosji, ale na całym wschodzie.  A z panem Błaszczykiem poradzimy sobie. Z jego butików i tak dużo zysków nie było. Najwyższy czas umowę zerwać i przenieś do naszych butików.  Będzie dobrze Marek. Zobaczysz.
-Masz rację Ula. Jak to mówią, co cię nie zabije, to cię wzmocni. To co Ula tak dla relaksu dasz zaprosić się na spacer?
-A stać nas teraz na wychodzenie?
-Nic się nie stanie, jak wyjdziemy na półgodziny albo godzinę. Proponuję te twoje zapiekanki i park.



Miły spacer zakłócił im telefon od pana Durki ich eksperta od prawa cywilnego. Mężczyzna oznajmił im, że dostał anonim, że Marek jest niewypłacalny. Na jego szczęście pan Durka okazał się uczciwszy niż pan Błaszczyk i dostawca wyrobów skórzanych i nie chciał zrywać umowy, tylko uprzedzić o zaistniałym fakcie.
-Mam wrażenie Ula, jakby ktoś dreptał nam po piętach- rzekł ze wzburzeniem, gdy skończył rozmowę. —Za dużo tych niepowodzeń, dziwnych zbiegów okoliczności.
-Teraz po tym anonimie zaczynam myśleć podobnie- odparła podzielając jego obawy i stan duchowy. —Tylko pytanie brzmi, kto chciałby ci zaszkodzić?
-Żebym to wiedział- stwierdził cicho, choć tylko na myśl przychodził mu Aleks.

Następnego dnia jedną z pierwszych osób, jaką spotkali, był Aleks, który pojawił się w sekretariacie Marka i dość sugestywnie zapytał ich o krążących po firmie plotkach, że mają kłopoty z jednym z kontrahentów, panem Błaszczykiem i Durką.


-A od kiedy to plotek słuchasz? -zapytał Marek.
-Tylko grzecznie pytam- odparł Aleks z uśmiechem satysfakcji. —I z troski o firmę. Nie chcę, żeby poszła na dno.
-Nie pójdzie- zapewniał Marek. —I jeśli potrzebujesz raportu o stanie firmy, to ci go dostarczę.
-Nie trzeba Mareczku – dodał złośliwie, odchodząc.
-Ktoś musi opowiadać mu, o tym co się dzieje- stwierdził Marek zdecydowanym głosem po jego wyjściu i patrząc na Ulę. Ta zaś odebrała to jako patrzenie wymowne. 
-Myślisz, że ja mam coś z tym wspólnego? -pytała z rozczarowaniem.  —Jeśli tak to mnie nie znasz- odparła, odchodząc i nie dając szans na odpowiedź.
-A tobie co się stało Ula? - spytała chwilę później Wioletta, gdy idąc za nią korytarzem, zauważyła, że potrąciła jedną osobę i nie zareagowała na jej wołanie. —Snujesz się po firmie niczym jak ten lornetyk po nocy.
-Nic Wiola. Głowa mnie boli- odparła prostym kłamstwem.

Paulina tymczasem ponownie spotkała się z Bartkiem. Dla niego nawet przełożyła spotkanie z redaktorką z telewizji. Miał on w sobie coś takiego, że nie potrafiła mu odmówić. Prawił jej komplementy, przebijała przez niego spontaniczność, znajdował czas dla niej, był romantyczny i taki inny niż Marek. Na drugie spotkanie wybrał ich dawną kawiarnię w pobliżu ich liceum i kupił, to samo co zazwyczaj wybierali, czyli cappuccino i kremówkę.  Dąbrowski przez te dwa tygodnie rozłąki postanowił jednak zmienić plany i taktykę na uwodzenie ciągle ponętnej panny Febo.  Teraz nie zamierzał szczędzić wydatków na nią, aby wkrótce zyskać więcej.  Drugi powód na trzymanie jej przy sobie był taki, że przed laty zerwała z nim, bo tuż po skończeniu przez nich szkoły ze Stanów wrócił Marek i postanowiła, że tak jak chcieli jej rodzice i Dobrzańscy nim się zajmie. Głównym jednak powodem jej nowego związku był jej egoizm, bo Marco, jak do niego mówiła był przystojny i miał powodzenie u kobiet, a ona nauczona była do tego, że dostaje to, co najlepsze. Nawet z Bartkiem było podobnie, bo jako najlepszy sportowiec szkoły był pożądany przez inne dziewczyny. Ich spotkania traktowała jednak od początku  niepoważnie  i dla zabicia czasu  do powrotu juniora Dobrzańskiego. Jedna z ich wspólnych koleżanek zaś powiedziała mu wtedy prawdę o ich zerwaniu i że zamieniła go na Marka. Teraz z jego strony miała być to mała zemsta za nieudane plany na ułożenie sobie wygodnego życia przed laty.