niedziela, 17 lutego 2019

Skazani na miłość cz.12


Po przylocie do Polski Paulina postanowiła, że najpierw wstąpi do firmy i sprawdzi, czy nie ma tam Marka. Zwłaszcza że z lotniska do centrum było po drodze. Szczęście dopisało jej, bo już przed firmą zauważyła samochód byłego narzeczonego.  Oglądać Marka ochoty co prawda nie miała, ale musiała zobaczyć się z nim, bo w ich do niedawna wspólnym domu zostały jej rzeczy. Głównie zaś chodziło jej o ukryte w toaletce pieniądze. Niespełna miesiąc temu bowiem wzięła kredyt, aby zapłacić Bartkowi za szantaż. Sprawa jednak sama rozwiązała się, bo Dąbrowski został aresztowany, a całą kwotę ukryła w swojej szafce. W planach miała wszystko szybko oddać, ale wynikła sprawa Aleksa i swoje zadłużenie odłożyła na później. Teraz zaś była przekonana, że dalej tam leżą i Marek nie dowiedział się o nich ani o kredycie. Tym bardziej że nie dzwonił do niej w tej sprawie. Gdyby tak się stało, to musiałaby tłumaczyć się przed nim, a sensownego wytłumaczenia nie miała. Drugi powód szybkiego odzyskania pieniędzy był taki, że musiała oddać pieniądze do banku albo przynajmniej wpłacić pierwszą ratę. W innym razie ratą obciążyliby firmę, a tego ukryć by się nie dało. 
Kolejną zaś sprawą, która sprowadziła ją do Polski, było to, że musiała dać adwokatowi pełnomocnictwo na reprezentowanie ją w sprawie Bartka. Sama, jeśli nie musiała, nie zamierzała pokazywać się w sądzie.

Marek tymczasem w głowie miał tylko to jak dobrać się do ust Uli i przypomnieć jej jak to jest, gdy całuje ją. Chciał też wybić jej z głowy Maćka. Ula zdecydowanie za dużo o nim mówiła i pomimo tego, że nie miał okazji poznać go, to już nie lubił i uważał, że chce tylko wybić się na niej. Nie wiedział też, że jest to niechęć obopólna, bo Szymczyk również nie ufał mu i zarzucał, że wykorzystuje Ulę do swoich interesów.
-Chciałbym, żeby było znów tak jak za czasów naszych wyjazdów- mówił, przyglądając się jej ustawicznie.
-Jesteśmy w pracy i tym powinniśmy zająć się- odparła, ale mało przekonująco. —Mamy wspólną inwestycję, którą musimy się zająć. Ktoś może wejść i Maciek ma przyjechać po mnie.
-Wszyscy już wyszli, a Maciek na górę nie wejdzie- przerwał jej, muskając usta.


To, jak i kiedy znalazła się na biurku Marka, Ula nie miała pojęcia.  Chwilę później znowu była w pionie, ale w swoich pocałunkach Marek nie ustawał. Kolejne chwile poświęcił na całowanie szyi i dekoltu. Tego, do czego dąży Marek nie wiedziała, ale wiedziała, że jest jej cudownie i że nie chce, aby Marek przestał całować.
-Marek nie możemy- powiedziała mimo to i gdy na chwilę oderwał się od niej. —Nasza praca.
-Nie tylko pracą człowiek żyje. Wolę te chwile przyjemności- odparł z szelmowskim uśmiechem.
-Ale musimy sprawdzić resztę ofert- mówiła z oporem.  —Tak łatwo nie jest znaleźć dobrą ekipę remontową. Maciek mówi, że są długie kolejki. Remontuje dom, to wie.
-Ekipy remontowe nie zając- wtrącił tuż przy jej ustach.
Energiczne wtargnięcie kogoś do biura przerwało jednak ich pocałunki.



-Co to… – usłyszeli od drzwi.
- Co tu robisz Paulino? -zapytał Marek, zasłaniając Ulę. 
-To więc kryje się za naszym rozstaniem- wysyczała od drzwi. —Kochanka! I to kto? Moja protegowana! Tyle czasu szukałam kochanek Marka, a okazało się, że cały czas była pod nosem- krzyczała im w twarz. 
-Paula porozmawiamy na osobności- odezwał się Marek, próbując wyprowadzić z pokoju.
-Nie będę nigdzie z tobą szła- odparła, wyszarpując się Markowi.
-Nigdy Marka nie zachęcałam do siebie- odezwała się i sama Ula.  —Sam zaczął zalecać się do mnie.
-A ty musiałaś pozwalać mu na to?! -fuknęła.
-Widocznie za mało dbałaś o związek, że szukał innej- odparła odważnie.
-Dałam ci pracę, a ty odwdzięczasz się w ten sposób!- mówiła, wbijając wzrok w Ulę.  —Kradnąc narzeczonego i pyskując! Zniszczyłaś moje plany! Oboje je zniszczyliście i zapłacicie za to!
-Ula nie jest niczemu winna- rzekł stanowczo Marek. —I tak rozstalibyśmy się Paulino.
-Ciekawa jestem, jaki masz cel w uwodzeniu jej? -pytała zjadliwie. —Przecież nie uroda. Miałeś lepsze i piękniejsze kochanki, a inteligencja kobiety nigdy cię nie pociągała.
-Widocznie Markowi znudziły się takie typy dziewczyny- odparła Ula za Marka.
-Jeśli tak myślisz, to jesteś głupia i dajesz nabierać się na jego czułostki- rzuciła z pogardą w głosie. —Dokładnie znam jego metody. Albo chce coś od ciebie, albo chce cię przeprosić. Inaczej by cię nie całował. 
- Nie słuchaj jej Ula- wtrącił momentalnie Marek.
-Oczywiście, że ma w tym interes- podchwyciła niepokój Marka. —Mogę nawet powiedzieć ci co. Boi się, że mi donosisz i chce, żebyś trzymała jego stronę. Parę tygodni temu sam zapytał mnie o to wprost. Czy Ula ma ci donosić Paula. To są jego słowa. On ci nie ufa!
-A kto kazał zatrudnić Ulę tylko dlatego, żeby nie mieć w niej kochanki- odbił piłeczkę. —To również są twoje słowa.
- I teraz z zemsty postanowiłeś zabawić się z nią- mówiła z satysfakcją na kolejne swoje oskarżenie. —Powinnam prędzej domyślić się wszystkiego.
-Możesz przestać wymyślać- przerwał jej brutalnie.
Wymiana słów i oskarżeń pomiędzy nimi dała Uli do myślenia. Głównie tkwiły jej słowa Pauliny, że Marek ma interes w tym, że uwodzi ją. Kiedyś już temat braku zaufania i donoszenia wynikł a teraz gdy zostali wspólnikami, mógł powrócić. Już sama wyczuwalna niechęć do Maćka mogła o tym świadczyć.
-A ty, co chciałaś zyskać? Dostać awans, zająć moje miejsce? - rzuciła w stronę Uli.
-Nie- odparła spokojnie. —Nic z tych rzeczy. Chciałam przeżyć coś wyjątkowego i mieć przez chwilę to, co należało do ciebie. Przez całe liceum mnie poniżałaś i była to moja mała zemsta. Jak widać zemsta jest rozkoszą bogów Paulino.
-Nie jesteś lepsza od tych wszystkich jego modelek, sekretarek i panienek z klubu- rzekła z pogardą na odchodne. —Tyle ci powiem.


Po odejściu Pauliny atmosfera w biurze ciągle była gęsta.
- Też już pójdę- rzekła Ula, zbierając swoje rzeczy. —Maciek ma niedługo przyjechać. Będę w piątek. Pamiętasz, że jutro jadę na pogrzeb wuja.
-Tak pamiętam- przytaknął. —Ula to, co mówiła Paula, jest nieprawdą- dodał, próbując łagodzić sytuację. —Mści się na mnie i tobie.
- Która część jest nieprawdą? -pytała sugestywnie. —Ta, że manipulujesz mną, bo coś chcesz ode mnie czy ta, że z zemsty zwróciłeś na mnie uwagę. Albo to o donoszeniu. Nie wiem, co jest nawet gorsze. 
-Ula to sobie już wytłumaczyliśmy dawno temu- odparł dosadnie. —Wiem, że zawsze byłaś lojalna wobec mnie, a nie Pauliny. I jest mi przykro, że tak źle o mnie myślisz- dodał fortelem, aby uderzyć z innej strony.
-Przedstawiam tylko fakty- rzekła, nie nabierając się na jego gierki. —Na początku nie ufałeś mi i teraz znowu tak jest. Czuję, że bije od ciebie zwątpienie i rezerwa. 
-Oskarżasz mnie o najgorsze, a ty lepiej nie postępujesz- wytknął jej dosadnie. —Zrobiłaś sobie ze mnie obiekt zemsty na Paulinie za czasów liceum. Etyczne to nie było.
-To ciebie nie dotyczyło. To moje osobiste porachunki z Pauliną.
-Czyli ja jestem tym złym, a ty w sobie nic nie widzisz? – mówił z ciągłym wzburzeniem. —Do tego zarzucasz mi, że próbuję manipulować tobą, a sama próbujesz swojego znajomego wciągnąć do naszych interesów.
-Maciek nadaje się do tego i zrobię wszystko, aby był menażerem naszego przedsiębiorstwa.
-Na szczęście mam ciągle coś w tej sprawie do powiedzenia- rzucił ostrzegawczo.
-Widzę, że dzisiaj ta rozmowa nie ma sensu Marek- stwierdziła, idąc w stronę drzwi. —Oboje jesteśmy zdenerwowani.
-Masz rację, że nie jest to pora- odparł, gdy Ula wychodziła z biura.
Daleko jednak nie uszła, bo do windy i wróciła do biura po kosmetyczkę.  Chciała już wejść, ale usłyszała rozmowę telefoniczną Marka z Sebastianem, to przystanęła w drzwiach.
-(…) Po co przyszła Paulina to mnie guzik obchodzi Seba. Pewnie chodzi o te pieniądze schowane w toaletce i rzeczy. Większe problemy mam z Ulą. Chyba się pokłóciliśmy.  (…) Głównie to o tego Maćka. (…). Uli wierzę, ale nie temu Maćkowi. To jakiś karierowicz. Uwiedzie ją i zgarnie naszą inwestycję. (…) Seba pamiętam, co mi mówiłeś. Mam trzymać Ulę przy sobie i tak robię. On jednak mieszka obok i ma więcej możliwości do ….
-Maciek ma narzeczoną, a dla mnie jest tylko przyjacielem- oznajmiła chłodno, gdy Marek obrócił się i ją spostrzegł. —Ale dobrze wiedzieć co tak naprawdę myślisz o mnie i jakie macie z Sebą plany.
-Ula to nie tak- próbował coś mówić, ale wiedział, że i tak nie ma nic na swoje usprawiedliwienie.
-Nic już nie mówi i nie próbuj za mną iść- wtrąciła, uciekając z biura.  

Paulina tymczasem poszła na spotkanie z adwokatem. Ten zaś choć był zatrudniony w jednej z najlepszych kancelarii Warszawy, to dobrych wieści nie miał. Okazało się bowiem że Bartek wyszedł parę dni temu z aresztu za kaucją, a i wyrok prawdopodobnie będzie miał w zawieszeniu. Do tej pory nie był też karany i nie był zagrożeniem dla innych. Po tych niepomyślnych dla niej nowinach w jej głowie pojawił się pomysł, aby pomóc Bartkowi w trafieniu do więzienia. Wystarczyło, jak myślała oskarżyć go o kradzież albo znaleźć kogoś, kto zeznałby, że został pobity przez niego. Szybko jednak plany odrzuciła, bo teraz jak myślała, gdy nie jest już z Markiem on i jego zdjęcia nie są już zagrożeniem. Postanowiła natomiast, że skompromituje w podobny sposób Ulę. Chciała wynająć kogoś, kto uwiedzie Ulę oraz drugą osobę do zrobienia odpowiednich zdjęć.  Później wystarczy tylko pokazać Markowi zdjęcia i udowodnić, że nie jest taka święta, za jaką ją uważa.
Bartek tymczasem miał inne plany. Ciągle nie wiedział, że Paulina rozstała się z Markiem i postanowił, że z ujawnieniem swoich zdjęć, na których całuje się z Pauliną, poczeka do czasu, gdy już zostanie panią Dobrzańską i zyska wtedy więcej.


Po zajściach z Pauliną i Ulą Marek miał nad czym myśleć i domyślał się, co może go teraz czekać. Była narzeczona poleci na skargę do jego rodziców, a Ula straci całkowicie do niego zaufanie i być może będzie chciała odejść z pracy. Pocieszał go tylko fakt, że Ula nie wyglądała na mściwą i prawdopodobnie nie będzie się na nim się odgrywać bardziej poważnie. Gdzieś w głębi siebie poczuł również, że będzie mu brakować Uli, jeśli odejdzie z firmy. Najchętniej poszedłby też napić się do klubu, ale Seba wybierał się z Wiolą do kina, a samemu nie chciało się mu iść, to postanowił pojechać do domu i tam w samotności się napić.  Po dojechaniu odświeżył się i choć było dopiero przed siódmą, to pogasił światła i z kieliszkiem koniaku położył się spać. Postanowił również wysłać Uli SMS-a. Nie wiedział jednak co napisać to zrezygnował.




Paulina natomiast po spotkaniu z adwokatem zamówiła taksówkę i postanowiła, że pojedzie po swoje rzeczy. Dzisiejszego wieczoru dużo nie chciała brać tylko, to co było najważniejsze, czyli pieniądze, futro, biżuterię i najdroższe torebki.  Brak na podjeździe samochodu Marka i ciemności w oknach ucieszyły ją i do domu weszła przekonana, że nikt nie będzie jej przeszkadzał. Pierwszą zaś rzeczą, jaką dojrzała to były niedomknięte walizki w korytarzu i salonie.
-Skradasz się jak złodziej- usłyszała, gdy zaczęła je przeglądać.
-Nie miałeś prawa dotykać mojej prywatności- rzekła wyniośle.
-To mój dom – odparł spokojnie. —I jeśli szukasz pieniędzy, to nie ma sensu.  Są bezpieczne u mnie i jutro będą oddane. Z odsetkami odciągniętymi z twoich zysków. Sam tego dopilnuję. Złotówki ci nie podaruję. Powinienem oskarżyć cię o fałszerstwo podpisu.
-Cafone e bifolco – odparła, a co oznaczało chama i prostaka i co już dawno sobie przetłumaczył.
-Po co był ci ten kredyt Paulino? -zapytał, nie przejmując się jej odpowiedzią.
-Moja sprawa po co.
-Obciążyłaś firmę, jest więc moja- mówił zirytowany. —Mało miałaś moich pieniędzy i tych po rodzicach?
-Gdzie reszta mojej biżuterii? Brakuje z połowę- mówiła oskarżycielsko, przeglądając kuferek.
-Ta ode mnie jest u mnie. Resztę masz spakowaną. Futro i torebki ci podaruję.
-Do tej twojej kochanki i tak nie pasuję- odburknęła. —Ta bransoletka, którą miała ubraną ta prostaczka, to moja? Pasuje do niej jak kwiatek do kożucha.
-Jesteś u mnie i nie życzę sobie obrażania innych. Po co więc były ci te pieniądze?- ponowił pytanie.  Nie kłam tylko, że dla Aleksa. Data wskazuje, że nie mogłaś dla niego zadłużyć firmę. Dla chorej babci również raczej nie były.
-Dla kochanka- oznajmiła, zahaczając o prawdę. —Chciał kupić sobie drogi i szybki samochód. Zadowolony? -zapytała z satysfakcją na swoją pokerową zagrywkę.
-Kiedyś się dowiem Paulino- odparł stanowczo. —Mogę ci to obiecać. I oby było to coś sensownego.
W odpowiedzi Paulina rzuciła wazonem w dopiero, co zakupiony nowiutki telewizor roztrzaskując ekran w kawałki. Jej porcelanowy wazon podzielił los telewizora. 


Nazajutrz rano przed pracą Marek pojechał do rodziców. Wiedział, że tam Paulina zatrzymała się i chciał zawieźć jej rachunek za rozbity telewizor i zdjęcia jako dowód. Febo zdążyła opowiedzieć im również, co zastała w biurze. To zaś wiązało się z tym, że matka wygłosiła mu kazanie na temat, jak można było zamienić Paulinkę na taką dziewczynę, jak Ula. W odwecie opowiedział o kredycie, ale Paulina miała już przygotowany plan i z odpowiednią tonacją w głosie powiedziała, że zrobiła to dla brata, bo miał problemy z jakimiś podejrzanymi typami.  Tłumaczenia byłej narzeczonej nie przekonały jednak Marka, bo nie było, to nic czego nie mogłaby powiedzieć mu wczoraj albo wcześniej. Febo mogła zaś pozwolić sobie na takie kłamstwo, bo Aleks ciągle przebywał we Włoszech w areszcie i w najbliższym czasie nikim z rodziny Dobrzańskich nie miał się z nim kontaktować. Po powrocie do Włoch natomiast sama zamierzała odpowiednio nastawić brata.
W pracy Marek mógł odetchnąć od rodziców i Pauliny, ale nie od problemów i chciał, choć częściowo zaradzić im. W tym miał zaś pomóc mu Sebastian. Wczorajszego wieczoru i dzisiaj rano nie miał okazji rozmawiać przyjacielem, to opowiedział mu o ostatnich wydarzeniach.
-Ze wszystkich problemów do tej pory wychodziłeś obronna ręką Marek- pocieszał Olszański. —Teraz będzie tak samo. Musimy tylko porozmawiać z nią i wytłumaczyć.
-Ze mną na pewno nie będzie chciała rozmawiać- wtrącił sceptycznie. —I nie ma co tłumaczyć. Słyszała po co były te pocałunki.
-Ale mimo to jedziecie na tym samym wózku- argumentował kadrowy.  —Firma dała jej poręczenie na wypadek niepowodzenia a ty jej dodatkowo zastaw pod dom. Musisz iść z nią na kompromis i porozmawiać szczerze. O tym całym Maćku również.
-Myślisz, że jest jeszcze coś do uratowania? 
-Dokładnie tak. Jutro Ulka wraca, to pogadamy we trójkę. Lubić to ją lubisz naprawdę bez tego całego matactwa i to jej powiesz.
-Oby tylko chciała porozmawiać i zapomnieć- odparł, ale bez optymizmu przyjaciela. 

Ula tymczasem postanowiła zostać u ciotki w Piotrkowie Trybunalskim przynajmniej tydzień i przemyśleć wiele spraw. Po tym, co usłyszała, trudno było jej dojść do siebie i najchętniej nie wracałaby w ogóle do firmy. Marek manipulował jej uczuciami, wykorzystywał jej dobroduszność i na razie nie była gotowa widzieć się z nim ani rozmawiać. Ciotka, choć miała dopiero pięćdziesiąt osiem lat, to potrzebowała również towarzystwa i wsparcia w tym trudnym dla niej czasie. Zwłaszcza że własnych dzieci nie miała i Cieplakowie byli jej najbliższą rodziną.  Pomagała jej również w uporządkowaniu spraw związanych z ich lokalem gastronomicznym i salą balową, a czym do tej pory zajmował się zmarły wujek

niedziela, 10 lutego 2019

Skazani na miłość cz.11


W czasie, gdy Marek załatwiał sprawy w Mediolanie, Ula zajmowała się sprawdzaniem finansów filmy. Na początku wydawało się, że wszystko jest w porządku, ale kilka dokumentów zainteresowało ją bardziej. Pierwsze z nich, co prawda przynosiły dochód firmie, ale niewiadomego pochodzenia. Z jednego zaś z datą sprzed trzech tygodni wynikało, że ktoś obciążył firmę na trzysta tysięcy. Jedno i drugie wydawało się jej podejrzane, to za pozwoleniem Marka zadzwoniła po Adama Turka głównego księgowego. Mężczyzna pracę w F&D podjął dwa tygodnie po niej i został głównym księgowym, zastępując na tym stanowisku Aleksa Febo, który to po przegranym konkursie na prezesa objął nowe stanowisko dyrektora finansowego. Adam od zawsze był też lękliwy w stosunku do swojego szefa, jaki i prezesa i teraz na wezwanie asystentki prezesa przyszedł również zlękniony. Szybko nabrał jednak odwagi. Głównie, dlatego że po cichu lubił Ulę. Odwagi dodawał mu również fakt, że Febo tak szybko nie wróci i że nie musi obawiać się zemsty z jego strony. To, co interesowało Ulę, miał zaś miał zapisane w notesie. 


-Dwie sprawy Adam- zaczęła, gdy usiadł. —Przelewy od Seta z datą siódmego i dwudziestego października oraz piątego listopada. Wiesz coś na ten temat?
-Na początku października to ja na Tunezję poleciałem- oznajmił jeszcze lękliwie. —Przereklamowana ta Tunezja. Hotel …
-Adam na temat- przerwała mu. —Słowo Seta brzmi z włoskiego, to sprawdziłam i znaczy jedwab.  Może Aleks rozmawiał z kimś o tym i słyszałeś taką nazwę.
-A co ja mogę wiedzieć, jak po włosku gada a ja nie znam języka i nie wiem, o czym mówi. Kiedyś słyszałem tylko, jak rozmawiał z kimś przez telefon i powtarzał trasferimento subito, subito trasferimiminto czy tak jakoś. Z transferem się kojarzyło, to zaniepokoiłem się, że chce jakieś rotacje robić, to do siostry zadzwoniłem. Aldonka zna język i stwierdziła, że pewnie nie chodzi o transfer tylko o trasferimento, czyli przelew a subito szybko. To było jakoś krótko po moim powrocie z Tunezji. Strasznie zdenerwował się i jeszcze tego samego dnia kazał Dorocie zamawiać bilet do Rzymu. A tego piątego listopada również poleciał do Włoch. Miałem mieć wolne, ale ten skurczybyk ściągnął mnie do pracy.
- Przykre Adam. Inne daty jego wyjazdów pamiętasz- pytała, bo układało się jej w całość?
-To mam akurat zapisane Ula- odparł z zadowoleniem, że może pomóc. —Jak wyjeżdża, to zastępuję go i każe zapisywać najważniejsze sprawy.
Z notesu Adama wynikało, że w czasie wszystkich trzech wyjazdów Aleksa w ostatnich miesiącach na konto firmy wpływały poważne kwoty pieniężne. Na temat sprawy obciążenia firmy ratą Adam niestety, ale nic nie wiedział. Z jego zapisków natomiast dowiedziała się, że w czasie, gdy ktoś obciążył firmę, Aleks był poza krajem. 
Z tym, co odkryła z Adamem, chciała podzielić się od razu z Markiem.  Jeszcze przed jego wyjazdem bowiem umówili się, że Ula będzie dzwonić, jak tylko dowie się czegoś ważnego i niezależnie od pory. Teraz był taki moment, ale Marek był na spotkaniu w sprawie kaucji i miał wyłączony telefon.  Sama miała niedługo wychodzić na aukcję i wyłączyć swój, to zostawiła wiadomość na poczcie głosowej.   
Marek znalazłam podejrzane przekazy pieniężne od firmy Seta. Do tego ktoś wziął trzysta tysięcy kredytu na firmę. Boję się, że to szalony plan Aleksa na zrujnowanie firmy.  Może naprawdę grozić nam audyt albo inna kontrola. Oddzwoń jak najszybciej.
Marek w pierwszej chwili po odsłuchaniu wiadomości chciał oddzwonić i uspokoić Ulę przynajmniej w jednej kwestii, ale w jego głowie powstał inny plan.

Ula tymczasem poszła na aukcję obrazów i wylicytowała obraz dla Pauli. Wieczorem zadzwoniła do niej, ale jak szybko zorientowała się, nie trafiła z porą. Domyślała się nawet dlaczego.
-Czterdzieści jeden tysięcy pięćset? - usłyszała w podziękowaniach od Febo. —Taniej się nie dało.
-Sorki Paula, ale sama pchałaś mnie na tę aukcję.  A aukcja to nie są zwykłe zakupy, żeby oszczędzać. I to nie moja wina, że ktoś inny podbijał cenę. Zresztą miałam zmieścić się w czterdziestu pięciu tysiącach i zrobiłam to.  Tysiąc w jedną stronę czy w drugą nie ma różnicy.
- I kto to mówi- prychnęła. —Ktoś, kto całe życie oszczędzał.
-To jest twoje zdanie- odparła, nie komentując jej docinki. —Od liceum tak mówiłaś. Chyba że zmieniłaś zdanie.  
-Nic nie zmieniłam- odparła twardo. —Febo nie musi oszczędzać na takich drobiazgach.
-To skąd te pretensje Paulino? Wyświadczyłam ci przysługę, a zachowujesz się, jakbym zrobiła ci Bóg wie, co. Ugryzło cię coś? Rano byłaś w lepszym humorze.
-Nie twoja sprawa- wtrąciła ostro. —Porozmawiamy, jak wrócę- dodała, rozłączając się szybko.
Krótko po niej zadzwonił Marek z planem co powiedzieć Uli. Głównie chodziło mu aby zasiać w niej niepokój. 
-Nie wiem, co myśleć o tych sprawach- mówiła Ula, gdy szczegółowo opowiedziała o problemach. —Chyba za obiema Aleks stoi. Był w Mediolanie, kiedy przychodziły te przekazy.
-Bez paniki Ula. Seta to firma specjalizująca się w jedwabiu- zaczął wyjaśniać, choć w pierwszych planach zamierzał firmę Seta wykorzystać do swoich celów, winę zrzucić na Aleksa i jeszcze bardziej zaognić sytuację firmy. —Od wielu lat sami z niego szyją ubrania, pościel i inne rzeczy.  Są również dostawcami. Między innymi i do naszej firmy. Jednak jakieś dwa lata temu dyrektor generalny zrobił przekręt i firma przechodziła kryzys.  Mój ojciec i inni prezesi firm odzieżowych postanowili, że podniosą firmę z kryzysu i udzielą kredytów. Sam prezes Seta zawsze uczciwie prowadził swoje interesy, z nami współpracował jeszcze za życia Febo, i zasługiwał na to. Teraz oddaje, to co dostał. Jeszcze za prezesury ojca wpłynęła pierwsza rata.
-To mnie uspokoiłeś- odparła z ulgą.
-Ale te obciążenia musimy dokładnie sprawdzić, zachować spokój i nie rozpowiadać po firmie, że to coś złego. Pamiętam taką sytuację sprzed paru lat, kiedy to mały kredyt wzięty przez kogoś zrujnował całą firmę. Nie możemy dopuścić, aby i nas to spotkało. 
-To zrozumiałe. A jak twoje sprawy?
-Jeśli pytasz o Aleksa, to jeszcze długo nie zobaczymy go w Polsce. Cwaniak polokował zyski w różnych bankach i krajach i trochę czasu zajmie ogarnięcie przez policję całej sprawy. Nie zdziw się więc, jak zapuka do nas kontrola z Włoch. Mogą przekopać nam papiery z kilku lat. Co do Pauliny to jestem już po.
-Tak myślałam. Dzwoniłam do niej z informacją, że ma ten obraz, ale miła nie była. Ciężko było?
-Jak to z Pauliną- odparł ironicznie. Najpierw nakrzyczała na mnie, później wysunęła argumenty rodziców, że nie pozwolą na to i że Aleks siedzi w areszcie i powinienem wspierać ją, a nie dostarczać kolejnych zmartwień. Gdy wychodziła z mojego pokoju, to niezły potok wyzwisko po włosku wyrzuciła z siebie. 
-Przynajmniej jak na razie siedzi w Mediolanie i nie będzie ci życia umilać- argumentowała.
-Nie byłym taki pewny Ula. Już nastawiła rodziców przeciwko mnie. Dzwonili i  mama wygłosiła mi podobne kazanie co Paulina.
-Pogadają, przywykną i przestaną- pocieszała.
-Oby. Tak czy siak, na razie cieszę się z tego, jak jest i dziękuję, że zajęłaś się sprawami firmy i zadzwoniłaś. Wiem trochę, na czym stoję. Pogadamy w poniedziałek- postanowił dyplomatycznie zakończyć rozmowę, aby Ula nie wracała do sprawy Aleksa i kontroli. —Wróciłaś z pracy i aukcji, to pewnie chcesz odpocząć.  
-Fakt dopiero od półgodziny jestem w domu i jem kolację.
-To smacznego Ula i miłej nocy. Widzimy się w poniedziałek.
-Tak Marek do poniedziałku i miłej podróży- odparła.


Marek przed wylotem do Polski poszedł jeszcze na zakupy. Dla siebie i Seby kupił koszule a dla Uli mały drobiazg. Miał, jak myślał, przydać się w przyszłości. Po samym przylocie pojechał do rodziców, aby opowiedzieć o wizycie w Mediolanie i problemach Aleksa. O tym, co dowiedziała się Ula, na razie nie wspominał. Chciał najpierw sam dokładnie sprawdzić o, co chodzi z tym obciążeniem firmy. Tym zamierzał zająć się jednak dopiero w poniedziałek. Na sam weekend w planach miał natomiast spotkanie z właścicielką posiadłości, którą chciał kupić. Kobieta jednak dobrych wiadomości nie miała, bo okazało się, że trafił się i drugi kupiec, który był w stanie dać tyle samo i od ręki. Marek był jednak pierwszy w kolejce i dała mu tydzień na zebranie pieniędzy. Po spotkaniu z nią poszedł na spotkanie z Sebastianem i opowiedział o rozmowie z Agatą Stawicką.



- I co co teraz? -pytał, gdy przechadzali się po mieście. —Ulka ciągle nieprzekonana.
-Jeszcze nie, ale może okazać się, że sam Aleks mi pomoże w przekonaniu Uli. Narozrabiał, a ja postaram się w poniedziałek podkoloryzować sprawę. Jest jeszcze sprawa obciążenia firmy kredytem.  
-I mówisz o tym tak spokojnie? -pytał zdziwiony. — Być może Aleks za tym naprawdę stoi.
-To Paulina wzięła kredyt. Wczoraj pakowałem jej walizki i znalazłem papiery razem z pieniędzmi. Całe trzysta tysięcy leżało w dolnej szafce toaletki. Nigdy do jej szpargałów nie zaglądam, to spryciara  tam schowała. A F&D jest bezpieczne. W pierwszej kolejności sprawdzili. 
-Teraz rozumiem skąd u ciebie te zadowolenie.Wiesz o wszystkim, kierujesz i próbujesz przekonać, że jest źle.
-Nie wiem tylko po, co Paulinie były te pieniądze. Może razem z Aleksem coś kombinowali. W każdym bądź razie ma przylecieć we środę do Polski na spotkanie z adwokatem, to się dowiem. A dla Uli mam jeszcze mały drobiazg. Bransoletkę. Tak dla zachęty.
-Cwaniak- odparł, poklepując po ramieniu. —Jak nie z jednej strony to z drugiej uderzysz.
-Muszę pomyśleć tylko jak to rozegrać- mówił z chytrym uśmiechem. 

Ula w czasie weekendu również miała nad czym myśleć. Ojciec bowiem był u kardiologa i czekała go operacja serca. Kolejka była jednak długa, a czas w przypadku jej ojca się liczył. Jedynym zaś wyjściem w tej sytuacji była operacja płatna. Na to, co prawda obecne finanse rodziny pozwalały, ale wiązały się z tym, że remont domu trzeba było odłożyć na później. Tak jak jej własne marzenia o samochodzie i Jaśka o prawo jazdy. Nawet Betti miała swoje marzenia i opowiadała o nowej koleżance Oliwii, która ciągle chwaliła się nowymi ubraniami i drogimi zabawkami i ona chciałaby tak samo. W jej głowie również ciągle tkwiła ostatnia rozmowa z Pauliną i jej słowa, że całe życie oszczędzała. W sobotę wieczorem natomiast dotarła do nich smutna wiadomość o śmierci wuja rodzeństwa Cieplak i szwagra Józefa. Wujek Karol był mężem starszej siostry Cieplaka i również chorował na serce. Wszystko to zaś spowodowało, że Ula coraz poważniej zastanawiała się nad propozycją Marka. W poniedziałek w drodze do pracy była już pewna swojej decyzji wejścia z Markiem i Sebastianem we wspólny biznes.


W firmie pojawia się wcześnie, bo godzinę przed rozpoczęciem pracy przez innych pracowników. Chciała bowiem jeszcze raz w spokoju przejrzeć dokumenty i zanim spotka się z Markiem. Myślała również, że będzie pierwsza, ale ochroniarz, zamiast dać jej klucze, oznajmił, że prezes jest już u siebie.



-Cześć Marek. Już w pracy? - zagadnęła od drzwi.
-Cześć- Jestem od jakiejś godziny i sprawdziłem te obciążenie firmy- odparł, kłamiąc, bo sprawdzał dostępne kredyty na rynku. —Zadzwoniłem nawet do nich, podałem się za klienta i umówiłem na popołudniu. Z tego, co mi powiedzieli, to jakaś lichwa Ula i tylko idiota zgodziłyby się na te warunki.
-Albo ktoś zdesperowany- wtrąciła.
-Albo mściwy- dodał Marek dla niepoznaki.
-Tylko że z kalendarza Adama wynika, że Aleks tego dnia był w Mediolanie. Może to Paulina? Jej hobby kosztuje a z tego, co słyszałam, często bywa na aukcjach.
-Może. Na spotkaniu z nimi spróbuję dowiedzieć się czegoś. Musimy szybko to spłacić i znaleźć winnego- kłamał bez zająknięcia. Bardziej skomplikowana jest sprawa z Aleksem i naszą firmą. Być może będę musiał znaleźć dobrego prawnika i jeszcze kogoś kto zna dobrze włoski i polecieć do Włoch- mówił, koloryzując sprawę, bo firma była niezagrożona.
-Siostra Adama zna włoski i całą prawną terminologię- zaproponowała delikatnie.
-Pomyślimy nad siostrą Adama- odparł błaho. 
-A co będzie jak wszystko okaże się prawdą?- pytała z obawami.
- Nie wiem, co. Trzeba będzie podnieść się z kryzysu, jak firma Seta. Ale dość spraw służbowych. Mam coś dla ciebie- rzekł, sięgając do kieszeni. —Pamiątka z Mediolanu. Daj mi tylko rękę i zamknij oczy.
Zrobiła, jak poprosił. Oczywiście nie spodziewała się dostać żadnej biżuterii, a słowa Marka potraktowała jak z definicji. Chwilę później na przegubie ręki poczuła ozdobę. 



-Tylko nie protestuj Ula. Zasłużyłaś na premię- dodał, zanim Ula zdążyła się odezwać.
-Ale to droga rzecz musiała być- mimo to odparła.
-Na tyle jeszcze mnie stać- wtrącił.
-W takim razie dziękuję. Jest piękna.  A jak twoje sprawy z tą nieruchomością?
-Kiepsko. Pani Stawicka dała mi czas do końca tygodnia i tym się martwię.  Nie uzbieram tyle forsy bez kredytu.
-To możesz przestać się martwić. Wchodzę z tobą i Sebą w ten interes.
- Serio mówisz? -pytał podejrzliwie. 
-Jak najbardziej. Sytuacja w firmie jest niepewna i dobrze jest mieć coś na podorędziu. Dzisiaj albo jutro możemy iść do banku po kredyt.


Dwa dni później bank był wybrany, papiery przygotowane, a dom Marka w rękach Uli na wypadek, gdyby coś nie wyszło. Popołudniem zaś w ręce Uli trafiły dwa miliony złotych.  Sam kredyt był inwestycyjny, rozłożony na odpowiednie dla nich raty, a spłata odroczona na trzy lata. Marek umówił się również z panią Stawicką na podpisanie sprzedaży nieruchomości za cztery miliony dwieście złotych. Jedynie co go martwiło, to zaangażowanie przez Ulę do sprawy swojego znajomego Maćka. Podobne zdanie na ten temat miał Sebastian.
-Chce dać mu jakieś kierownicze stanowisko, bo mu ufa i wiele dla niego jest w stanie zrobić- opowiadał mu w czasie lunchu Marek. —I tak ładnie do niego mówiła przez telefon Maciuś.
-Kiepsko- odparł sceptycznie kadrowy. —To miał być twój biznes, jej a w przyszłości i mój. Zrób coś i to szybko. Wypytaj dokładnie albo nie zgódź się na tego Maćka.
-Nie chcę i nie mogę jej teraz zrażać oskarżeniami- tłumaczył.  —Obrazi się jeszcze i odejdzie.
-To zajmij się nią, tak jak było, gdy myślałeś, że z Pauliną trzymała. Ula nie jest już zwykłą dziewczyną, tylko współwłaścicielką firmy i co rusz mogą kręcić się obok niej podejrzane typy.
-Zobaczymy Seba- odparł od niechcenia.
Popołudniem Marek postanowił jednak przejść do realizacji planu Sebastiana. Była ku temu nawet okazja, bo został dłużej w firmie z Ulą, aby przejrzeć oferty firm zajmujących się kompleksowymi remontami. Praca szła im sprawnie do czasu, gdy Ula nie odebrała telefonu od Maćka.  Jej zadowolona mina uwadze Marka też nie umknęła.
-Maciek przyjedzie po mnie za jakąś godzinę- oznajmiła mu. —Jest w Warszawie i mogę zabrać się z nim do Rysiowa.
-Szkoda Ula- rzekł, zmartwionym głosem. —Myślałem, że pójdziemy jeszcze na kolację i uczcimy nasz biznes.
-Innym razem Marek- mówiła przepraszająco.
-Mówiłem ci już, że się ogromnie cieszę, że jesteś ze mną na dobre i na złe- mówił, przyciągając niebezpiecznie do siebie.
-Coś w przybliżeniu tego- odparła cicho.


Tymczasem korytarzem do biura Marka podążała Paulina.


piątek, 1 lutego 2019

Skazani na miłość cz. 10


Wizyta Marka u rodziców udana do końca nie była i był to ten nieliczny raz, gdy wyjeżdżał od nich z ulgą. Mama bowiem na jego plany odejścia od Pauliny swoje musiał powiedzieć rzucając argumentami, że tyle lat razem, że to nie jest odpowiedni czas na zrywanie zaręczyn, bo Paulina ma kłopoty z Aleksem, że musi stać za tym inna kobieta i że to tylko fanaberie. Cieszył się natomiast z tego, że ojciec zachował dystans i bardziej martwiło go to, czy Aleks w firmie nie narozrabiał. Poprosił ich również, aby nie uprzedzali Pauliny. O to, czy posłuchają go pewny, nie mógł być.  W drodze do domu zadzwonił do niego również Sebastian z propozycją wyjścia do klubu. Pomysł, choć kuszący to odmówił. Nazajutrz popołudniem bowiem leciał do Mediolanu i musiał się jeszcze spakować oraz przejrzeć papiery, które przywiózł z firmy. Zaprosił natomiast przyjaciela do siebie.



-Gotowy na stawienie czoła Febo i włoskiej policji? - zapytał Olszański.
- Nie mam ochoty ani na spotkanie z Aleksem, ani na zajmowanie się jego sprawami- odparł ze zniechęceniem. —Lecę tylko, dlatego że rodzice martwią się i prosili, abym na miejscu wszystko sprawdził. Zwłaszcza ojciec ciężko to znosi i boję się, że skończy się kolejnym zawałem.
-Skoro ma to ich uspokoić, to dobrze robisz- podnosił na duchu. —To tylko trzy dni. I to niecałe. Dasz radę.
-Tylko albo aż trzy dni- wymruczał.  —Tato dodatkowo martwi się, że firmą zainteresuje się policja, że Aleks działał na szkodę firmy i że źle się to skończy.
-W sumie ma rację Marek. Miał ku temu sposobności. Dowodów tylko potrzeba, że działał na szkodę firmy.
-Wiem i tym zamierzam zająć się jutro z Ulą. Obiecałem już ojcu, że przejrzę finanse.  Jeśli okaże się, że są jakieś nieprawidłowości, to nie będzie mieć tu powrotu. Może nawet już nie ma.
-Widzisz Marek nie ma złego, co na dobre by nie wyszło- argumentował Olszański. —Aleks stracił poparcie u ojca, a ty jutro o tej porze będziesz już po rozmowie z Pauliną. Niezła niespodzianka ją czeka- dodał szyderczo. —Szkoda, że nie będzie mnie tam i że nie zobaczę jej miny.
-Jeśli rodzice prędzej nie zadzwonią do niej i nie uprzedzą- wtrącił. —Powiedziałem im dzisiaj, że zrywam z Pauliną. Mama oczywiście wiedziała swoje i powiedziała swoje.  Ojciec dla odmiany tylko o firmie myśli.
-Dziwisz się mu. Firma to całe jego życie. Ty swojej jeszcze nie rozkręciłeś, a już się martwisz.
-Fakt trochę nerwów zjada- odparł klarownie.
-Myślisz, że uda ci się Ulkę przekonać do wspólnego biznesu? Ula to nie łatwa panna, która za jeden uśmiech padnie ci do stóp.
-I, dlatego musi to być coś innego Seba- stwierdził wymownie.
-Zawsze możesz ożenić się z nią- rzuciła kadrowy. —Urodą nie powala, ale ma przynajmniej charakter w porządku. Nie wygląda na taką, co robi awantury.
-Nawet na pewno miałbym spokojniej z nią niż z Pauliną. I całkiem przyjemnie w łóżku- dodał w myślach z nutą rozmarzenia.


Następnego dnia w pracy Marek pojawił się tuż przed ósmą z walizką. Samolot miał o czternastej, to do domu nie opłacało mu się wracać. Do firmy zawitał natomiast na chwilę, aby porozmawiać z Ulą na tematy omawiane poprzedniego dnia z Sebastianem.
-Ulka zostaw te bilanse i zabieramy się za coś ważniejszego- rzekł tuż po przyjściu i przywitaniu się z nią. —To znaczy ja ci nakreślę sprawę i zostawię samą. Muszę tak za trzy godziny wyjechać na lotnisko- dodał przepraszająco.
-Nie ma sprawy- wtrąciła. —Dam sobie radę, a ty spokojnie leć do Mediolanu i załatwiaj swoje sprawy. To znaczy sprawy Aleksa- sprostowała.
-Tak naprawdę to tylko spotkanie i rozmowa z Pauliną mnie tam ciągnie- odparł. —Aleks to tylko dla rodziców.
-Nie zazdroszczę ci. Znając Paulinę, to dobrze będzie, jak wszystkie kości w całości zachowasz.
-Wiem, że będzie ciężko, ale jestem zdecydowany. Wiem nawet, co mnie czeka.  Najpierw Paula wpadnie w histerię, zwymyśla od najgorszych, a później zadzwoni poskarżyć się do moich rodziców.  Ale nie o tym chcę teraz rozmawiać. Tato prosił mnie, aby sprawdzić finanse i co z tym się wiąże Aleksa. Boi się, że narozrabiał- opowiadał to samo co przyjacielowi. —Tylko nie mów nikomu o podejrzeniach ojca. Wiesz, jak to jest. Pracownicy zaczną plotkować, każdy doda coś od siebie i wyjdzie na to, że szykują się zwolnienia. A prawda jest taka, że nic jeszcze nie wiadomo i wpadną tylko w niepotrzebną panikę. Być może nawet audyt nam grozi- zaczął koloryzować.
-Czy to oznacza, że mam ewentualnie rozglądać się za nową pracą? -pytała zaniepokojona.
-Mam nadzieję, że nie- wtrącił. —Jesteś tu mi potrzebna i w moim nowym biznesie.  Ta twoja propozycja z dyrektorem banku jest ciągle aktualna? -zapytał, podchodząc bliżej do niej.
-Tak. Znalazłeś już kogoś chętnego na wspólny biznes? -spytała trochę zakłopotana jego bliskością.
-Nie. I niestety, ale czas mnie goni. Chciałbym swoją firmę otworzyć, póki F&D ma płynność finansową i może poświadczyć za kredyt. Będę czuł się również bezpieczniej wiedząc, że mam jakieś perspektywy na przyszłość. Ty nie byłabyś chętna do współpracy? -dodał, wprowadzając ją w jeszcze większą konsternacje.


-Jak to ja -rzekła, przerywając chwilę ciszy.
-Proponuję ci udziały i stanowisko prezesa. Musiałabyś wziąć tylko na siebie kredyt.
-Kredyt mój wkład- wymruczała.
-Niczym nie ryzykujesz Ula. W razie niepowodzenia firmę obciążą. Dam ci również mój dom w zabezpieczeniu- dodał. —Jest warty ponad milion złotych. Poza tym wiedząc, że jesteś ze mną, czułbym się bezpieczniejszy. I wierzę, że nam się uda. Mi, tobie i Sebastianowi. Pomyśl tylko Ula. Ciebie i twoją rodzinę byłoby stać na dużo więcej.
-Kuszące i niebezpieczne Marek- mówiła niezdecydowanie.
 -Nie musisz teraz mi odpowiadać. Zastanów się, jak mnie nie będzie.
-To mogę zrobić- odparła.
Przez prawie trzy kolejne godziny i nieprzerwanie przeglądali słupki cyferek. Gdy dochodziła jedenasta, czas było Markowi zbierać się do wyjścia.  
- Poradzisz już sobie z resztą? -zapytał, wstając.
-Bez problemu Marek. Możesz spokojnie jechać na lotnisko.
-Jakby co to dzwoń i pomyśl o tym, o czym rozmawialiśmy.
-Tak wiem i pamiętam- przerwała mu. —Miłej podróży i powodzenia w obu sprawach.
-Dzięki Ula. Jak dolecę to zadzwonię. Pa.

Parę minut po jego wyjściu do Uli zadzwoniła Paulina. Telefon od Febo zdziwił ją, bo od czasu, gdy nie zgodziła się szpiegować Marka, mało z nią rozmawiała.  Teraz zadzwoniła w dwóch sprawach. Próbowała bowiem dodzwonić się do Marka i uprzedzić, że nie będzie mogła odebrać go z lotniska.  Marek miał jednak wyłączony telefon i myślała, że zastanie go jeszcze w biurze. Druga sprawa dotyczyła jej samej.
-Jutro w Domu Aukcyjnym Rempex jest aukcja i chciałam prosić cię, abyś postarała się kupić coś dla mnie- mówiła całkiem miło.
-Nie znam się na aukcjach- wtrąciła, zanim Febo nie wmanewrowała ją w swoje plany do końca.
-Nie musisz się znać Ula. Będziesz podbijać cenę o tysiąc złotych. A właściciela uprzedzę, że będzie mnie ktoś reprezentował. Chodzi mi o obraz Wojciecha Weissa Astry w szklanym wazonie.


-Nie masz nikogo innego Paulino? -pytała sugestywnie.
-Tak się składa, że nie. A zależy mi na tym obrazie. Będzie pasować do salonu mojego i Marka.
Którego nie będzie- pomyślała Ula.
-Cena wywoławcza to trzydzieści tysięcy a estymacja to trzydzieści pięć- czterdzieści- kontynuowała Febo.
-Aż tyle?- pytała zdziwiona. 
-Stać mnie- odparła wyniośle. —I to typowe ceny za dobry obraz, dobra inwestycja i mogę pozwolić sobie na te luksusy. Sztuka, jak uroda kobiety kosztuje- dodała, a Ula odebrała to, jak obelgę. —Zapłacę ci, jeśli trzeba. Albo inaczej się odwdzięczę. Zresztą należy mi się coś za załatwienie ci pracy.
-Ma to być ultimatum Paulino? -pytała zaniepokojona.
-Nie. Tylko małe przypomnienie.
Po rozłączeniu zastanawiała się czy Marek wie o planach Pauliny. Postanowiła również powiedzieć mu o tym, jak tylko zadzwoni do niej. Zaczęła również poważnie myśleć o propozycji Marka. Chciałaby kiedyś wzbogacić się i stanąć w równym rzędzie z Pauliną i spojrzeć jej w oczy.


Marek tymczasem w drodze na lotnisko i w samym samolocie miał czas, aby pomyśleć nad tym, jak przekonać Ulę do wspólnego biznesu. Robił to, pomimo że dokładnie wiedział, że sporo nakłamał Uli i że chwytał się nieuczciwych metod. Na razie zasiał w niej niepokój i dał do myślenia. Wiedział jednak, że to może nie wystarczyć i że być może będzie musiał wykorzystać uproszczony plan Seby. Kilka wyjść, prezentów, wspólnych nocy. Nie znał też nikogo innego, komu mógłby zaufać w pełni i rozkręcić biznes. Choć znajomych miał sporo, to oprócz Sebastiana Ula była bowiem jedyną osobą, na którą mógł liczyć w każdej sprawie bez obawy o nieuczciwość.
Po przylocie do Mediolanu i odblokowaniu telefonu, dostał powiadomienia o nieodebranych połączeniach.  Zignorował te od Pauliny i zadzwonił do Uli. Ta zaś poinformowała go o tym, że Paulina, zamiast odebrać go z lotniska poleciała do Rzymu na spotkanie z prawnikiem, wróci w nocy i że ma przyjechać do jej włoskiego domu taksówką. Opowiedziała również o prośbie Pauli i aukcji. Pierwszą sprawą Marek zmartwiony nie był i cieszył się nawet, bo i tak nie zamierzał zatrzymywać się w rodzinnej posiadłości Febo, tylko pojechać prosto do hotelu. Nie chciał również spotykać się tego wieczoru z Pauliną, rozmawiać z nią na temat rozstania i co się z tym wiązało wysłuchiwać awantury przed nocą. Z pokoju hotelowego zadzwonił tylko do niej, powiedział gdzie jest i umówił się na rano.W drugiej kwestii natomiast zostawił Uli wolną rękę.  Paulina wszystkie dzieła sztuki kupowała za pieniądze po rodzicach i to Aleks zajmował się tymi finansami. 

Następnego dnia rano przy śniadaniu spotkał się w końcu z Pauliną i porozmawiał. Na omawianie prywatnych sprawy restauracja hotelowa dobrym miejscem jednak nie była, to zostawił temat na później, a w pierwszej kolejności zamierzał dowiedzieć się o Aleksa. Ten zaś oskarżony był nie tylko o przewodnictwo grupie rozprowadzającej tkaniny bez atestu, ale i o korupcje i fałszywe oświadczenia majątkowe we Włoszech. Przeliczając zaś na złote polskie była mowa o kilkudziesięciu milionach. Teraz zaś Paulina musiała zapłacić kaucję za wyjście Aleksa z aresztu, która mała również nie była.  Marek dowiedział się również, że to prawdopodobnie Mario zaczął mówić i teraz, gdzieś przepadł.
-A jak wyglądają nasze sprawy Marco? - zapytała, gdy skończyli temat Aleksa. —Miałeś jakieś problemy z odwołanymi rezerwacjami?  
-Żadnych.  Nikt o nic nie pytał. 
-To dobrze. Stęskniłam się za tobą- dodała, przysuwając się bliżej. —Nie wiem, tylko czemu nocujesz w hotelu?  Przyleciałeś na parę godzin i nie chcesz być ze mną?  Mógłbyś dzisiaj nocować u mnie.
-Nie opłaca mi się wprowadzać do ciebie na jedną noc- wtrącił. —Poza tym od centrum to dobra godzina jazdy. Nie mam też ochoty przebijać się przez całe miasto i stać w korkach- tłumaczył.
-Ale bylibyśmy ze sobą dłużej- wyrzuciła z niezadowoleniem.
-Obiecuję ci, że popołudniu, gdy załatwimy już sprawy Aleksa, będziemy mieć czas tylko dla siebie. Zapraszam cię na obiad do mojego hotelu- mówił, aby uspokoić Paulinę.
- Obiad. Tylko na tyle cię stać- odburknęła.


Popołudnie Marek zaczął od planowego obiadu i dopiero później zaprosił Paulinę do swojego pokoju w hotelu. Ta zaś za zaproszeniem widziała coś więcej niż spędzenie wspólnie czasu.


-Kochanie- rzekła, zarzucając mu ręce na szyję. —Tak bardzo tęskniłam za tobą i bliskością.
-Paula- mówił, zdejmując ręce Febo z własnej szyi. —Musimy porozmawiać. Usiądź- dodał, prowadząc w stronę kanapy.  Wiem, że to co mam ci do powiedzenia miłe nie będzie, ale dłużej nie ma sensu zwlekać. Czas uporządkować nasze sprawy. I dobrze się stało, że zaręczyny nie miały racji dojścia do skutku.
-Nic nie rozumiem Marco? – pytała z obawą.
-Nasz związek nie ma sensu Paula. Nie mam cię ani w sercu, ani w głowie. Gdybyśmy byli pisani sobie, to już dawno bylibyśmy po ślubie. Najlepiej będzie, jak każde z nas pójdzie swoją drogą.
-Żartujesz?! – pytała z niedowierzaniem.
-Nie i kiedyś przyznasz mi rację.
-Tylko po to mnie tu ściągnąłeś! -krzyczała. —Myślałam, że tęskniłeś, a okazało się, że wystarczyło zostawić cię na parę dni i już układasz sobie inaczej życie.
-To nie jest efekt ostatnich dni- wtrącił. —To jest decyzja podejmowana tygodniami. Naprawdę nie widzisz tego, jak żyjemy? Nasze drogi rozchodzą się coraz bardziej.
-I może to ja jestem winna! – rzuciła.
-Nie. Nie ma tak, że winna jest tylko jedna strona.  Nie udało się nam stworzyć udanego związku i tyle. Ja szukam towarzystwa innych kobiet, a ty tylko brata masz na uwadze.
-Helena i Krzysztof nie pozwolą na rozstanie- rzekła pewna swego.
-Rodzice już wiedzą, więc nie musisz dzwonić do nich z żalami ani donosić- odparł ku jej rozczarowaniu.
- Nie masz poczucia taktu- postanowiła, uderzyć z innej strony. —Robisz mi takie świństwo, gdy mam tyle problemów z Aleksem! Potrzebuję pomocy, a nie kolejnych kłopotów!
-Aleks nie jest umierający ani poważnie chory tylko siedzi w areszcie na własne życzenie, więc oszczędź sobie wzbudzenia we mnie poczucia litości- mówił, cedząc słowa. —Zdania nie zmienię Paula. Zaręczyn nie będzie.