środa, 3 kwietnia 2019

Zlecenie- mini




Firma F&D przyjmie na okres dwóch – trzech wakacyjnych miesięcy osobę biegle znającą język rosyjski i posiadającą certyfikat. Mile widziana choćby podstawa ekonomii- to coś dla mnie myślała dwudziestoczteroletnia Ula Cieplak. Bawienie dzieci w czasie wakacji zaczyna mnie nudzić.
Firmę oczywiście znała ze słyszenia. Znała nawet z gazet samego prezesa Marka Dobrzańskiego, bo był częstym bohaterem plotkarskich pism i portali. Nie było to jednak nic dobrego, bo ciągle opisywali jego nowe romanse, skandaliki oraz notoryczne zdradzanie narzeczonej. Tym, że ma takie powodzenie, nie dziwiła się, bo był przystojny i z zabójczym uśmiechem.
Dwa dni później Ula pojawiła się na Lwowskiej, ale gdy na korytarzu zobaczyła masę ludzi, to nie dawała sobie szans na dostanie zlecenia. Zwłaszcza że była najmłodsza wśród kandydatów. Poczekała jednak na swoją kolej, bo jak myślała, zostawi tu swój ślad bytności i może kiedyś się na coś przyda. Nie wiedziała też, że wyborem zajmuje się Marek Dobrzański i jego najlepszy kumpel Sebastian Olszański. W tym miała właśnie przewagę nad panami i niektórymi paniami. Rozmowy kwalifikacyjne szły w miarę sprawnie i każda wchodząca osoba dłużej nie zabawiła w biurze kadrowego niż około pięciu minut. Gdy przyszła jej kolej, to pewnym krokiem weszła do gabinetu Sebastiana Olszańskiego, jak przeczytała na drzwiach.


-Dzień dobry panom Urszula Cieplak- przedstawiła się, wyciągając rękę do Olszańskiego, który stał i był bliżej, a później do siedzącego Marka.  
-Dzień dobry- odparł ten drugi z uśmiechem oczarowania. —Marek Dobrzański prezes firmy. —Proszę usiąść i opowiedzieć coś o sobie i wykształceniu.
-Oprócz wymaganego rosyjskiego znam oczywiście angielski- mówiła, wyciągając swoją teczkę z papierami. —Do tego zaczęłam naukę niemieckiego również na certyfikat. Studiuję również dwa kierunki na SGH. Ekonomię oraz zarządzanie i marketing. Ekonomię kończę, a z zarządzania został mi rok.
-Ma pani, jak widzę wyróżnienia za każdy rok studiów dla najlepszej studentki- wtrącił Olszański, który jako pierwszy zajrzał do teczki. —A to się liczy. Do tej pory mało który kandydat posiadał coś z ekonomii. Świetne kompetencje.
-I inne predyspozycje- pomyślał Marek, wpatrując się w jej oczy i usta. —A coś, poza tym umie pani?
-Świetnie gotuję i umiem zajmować się dziećmi. Dorabiam jako niania.
-Dzieci jeszcze nie mam, ale fakt zjeść dobrze lubię- odparł prezes, uśmiechając się i pokazując słodkie dołeczki w policzkach.  —Wracając do naszych spraw, to praca wiąże się z częstymi wyjazdami na wschód. Niektórym kandydatom ten warunek nie pasował i sami rezygnowali.
-Spokojnie. Nie mam rodziny. To znaczy męża ani dzieci. Tylko ojca i młodsze rodzeństwo. Tak więc do października jestem dyspozycyjna.
-To dobrze. Myślę, że przez ten czas zarobiłaby pani około dziesięciu tysięcy.
-Sporo- rzekła z respektem. —Wie pan, żyjemy we czwórkę z renty ojca i po mamie oraz z mojego stypendium. Dlatego dorabiam, gdzie tylko mogę.
-Bardzo szlachetne i mało spotykane w naszych czasach- odparł Marek. —Proszę jeszcze spojrzeć na te papiery i przetłumaczyć nam- dodał, podając kartki zapisane w języku rosyjskim. —Najważniejszy punk rozmowy. Sprawdzian z języka.
Z tym Ula poradziła sobie świetnie, robiąc po raz kolejny dobre wrażenie na obu panach.
-Wszystko się zgadza pani Urszulo- mówił Marek. —Ma pani spore szanse.
-To kiedy mogę oczekiwać ewentualnego telefonu? – pytała, zastawiając się czy mówi prawdę o szansie, czy jest to też stała reguła.
-W ciągu trzech- czterech godzinach- odparł Marek. —A na razie to wszystko z naszej strony- dodał, wyciągając rękę na pożegnanie. —Dziękuję za zainteresowanie się i przyjście.
-Również dziękuję- odparł, podając mu swoją rękę.
Przez tą kolejną krótką chwilę znowu poczuła dziwne mrowienie.  Takie same jak parę minut prędzej, gdy witała się z Markiem. Gdy zaś to samo czyniła z Sebastianem, nie czuła nic. Stwierdziła też, że zdjęcia odbierają Dobrzańskiemu sporo uroku.
-To, co Marek? - zapytał Seba, gdy wyszła. —Kandydatka chyba jest już wybrana. Widziałem, jak ci się oczy świeciły na jej widok.
-Raczej Seba. Ale przesłuchanie trzeba dokończyć.
Trzy godziny później Ula dostała telefon z wiadomością, że ma to zlecenie i ma się stawić następnego dnia rano u prezesa na podpisanie umowy.


Dzień później tak jak umówiła się, pojawiła się w sekretariacie Marka.  Tam jak przeczytała na drzwiach wejściowych, przywitała ją Violetta Kubasiśnska.


-Dzień dobry. Urszula Cieplak. Prezes na mnie czeka- rzekła do znudzonej sekretarki, przeglądającej FB.
-Dzień dobry. Tak mówił mi coś- odparła blondynka, taksując ją od stóp go głów. —Zaraz powiadomię Marka.
Chwilę później Ula siedziała naprzeciwko Marka, a Wioletta wzięła telefon i pobiegła do toalety zadzwonić do swojej przyjaciółki. Połączenie z Mediolanem chwilę trwało, ale w końcu usłyszała zaspany głos Pauliny Febo narzeczonej Marka.
-Co się stało, że dzwonisz od rana? – spytała nieuprzejmie, bo choć było po dziewiątej, to jeszcze spała.
-Przepraszam Paula, ale miałam dzwonić, jakby coś się działo i właśnie przyszła do Marka ta znawczyni ruskiego- odparła Wioletta. —Tylko kwalifikacji na pewno nie ma żadnych. Widziałam innych kandydatów i kandydatki i nie wyglądali jak ta. Tego nie da się nawet opisać Paulino. Piękna, uśmiechnięta, szczupła, młoda brunetka.  Wypisz wymaluj typ Marka.
-To pilnuj wszystkiego dalej Wiola- mówiła rozkazująco.  —Ja nie mogę wrócić prędzej niż za tydzień.
-Spokojnie. Będę miała na oku i Marka i tą Cieplik czy tak jakoś. Beze mnie to nawet za próg palca nie wychylą.
Marek tymczasem ulokował Ulę u siebie w gabinecie i wprowadzał w sprawy związane z biznesem w Rosji, Białorusi, Litwie i Ukrainie.
-Głównie tu będziemy przeglądać umowy i ustalać, a wyjazdy będą ostatecznością- tłumaczył.
-Ok. Wszystko proste Marek- odparła mu po imieniu, bo chwilę po przyjściu i podpisaniu umowy sam zaproponował na przejście z pani i pana na ty.
-Tak myślałem, że nie sprawi ci to problemu- rzekł z uśmiechem.  
Przez kolejne dni Ula przyjeżdżała do firmy na parę godzin i przygotowywała się z Markiem na pierwszy wyjazd do Moskwy. Ten zaś miał miejsce tydzień po przyjęciu do pracy i dzień przed przylotem Febo z Mediolanu.
-Myślisz, że będę miała czas, aby coś zwiedzić? -pytała, gdy jechali na lotnisko. Miała nawet ochotę spytać o to prędzej, ale z obawy, że prezes może odebrać wyjazd, jako bardziej turystyczny niż służbowy zostawiła pytanie na ostatnią chwilę.
-Pewnie tak Ula. Będziemy tam cztery dni i tak od rana do samego wieczora nie będziemy zajęci. W hotelu trzymać cię też nie będę.
-Dzięki. Lubię zwiedzać ciekawe miejsca, a w Moskwie jest ich pełno.
-Za niedługo znowu lecimy, to co teraz nie zdążysz obejrzeć, możesz zostawić na wrzesień. I służę swoją osobą Ula.
-Dzięki. Zawsze będzie milej.
Do pomocy jak najbardziej był chętny, bo Ula zdążyła przez te parę dni zawrócić w głowie. Była nie tylko ponętna i piękna, ale i wyjątkowo inteligentna. Choć ta ostatnia zaleta nigdy nie była ważna w jego relacjach z panienkami. Wolał nawet znacznie mniej inteligentne panny, bo łatwiej było manipulować nimi i zaciągnąć do łóżka. Ula prędzej czy później miała również tam wylądować.
Jeśli nie teraz to na którymś kolejnym wyjeździe- myślał, patrząc na nią ukradkiem.  Na takie ciało warto poczekać.
Marek na Uli również zrobił wrażenie. Pomimo nawet tego, że próbowała nie myśleć o nim i nie zakochiwać się to z każdym dniem coraz bardziej był jej bliski.
Ula nie możesz związać się z Markiem uczuciowo- tłumaczyła sobie w myślach. Nie chcesz przecież znaleźć się na ustach innych i w plotkarskich gazetach.
Pobyt w Moskwie mijał im na pracy i zwiedzaniu. Ula, jak szybko stwierdził Marek, była przygotowana na zwiedzanie, bo sporo wiedziała o zabytkach, miała własny przewodnik i na takich wyprawach się nie nudził. W dodatku ku jego uldze omijała centra handlowe, a te jeszcze bardziej kusiły niż te z Warszawy. Również dużo mówili o sobie i o swoim życiu. Marek dowiedział się o śmierci mamy Uli, o rodzeństwie, a Ula o historii Febo, życiu z Pauliną i że jak tylko sprawy zawodowe się uspokoją, to zakończy ten związek. Jedną z ich ostatnich atrakcji był wieczorny spacer. 


-Cieszę się, że wrócimy tu jeszcze Marek- mówił Ula, patrząc na panoramę Moskwy. —Tak tu pięknie.
-To prawda- odparł, ale patrząc głównie za zachwyt Uli i sprawiało mu to przyjemność.
Po powrocie do Warszawy Marek zastał już Paulinę. Febo z miejsca zainteresowała się Ulą i tym, co robili w Moskwie. Podobnie jak Sebastian ciekawa była czy już ją zaliczył. Obojgu, choć powiedział prawdę, że nie to i tak mu nie uwierzyli.
Przez kolejny tydzień Ula miała wolne i z Markiem mieli tylko telefoniczny kontakt. Później czas było, aby przygotować się do kolejnego wyjazd. Tym razem był to Petersburg i zaplanowany w dwa tygodnie po wyjeździe do Moskwy. Tymczasem Paulina postanowiła również lecieć z nimi.
-Skoro chcesz- stwierdził tylko Marek na jej rewelacje. —Nie licz tylko, że będą jakieś atrakcje. Albo chodzenie po sklepach. Mamy tylko spotkanie z Lwem Korzyńskim. U niego w domu zresztą.
-Luksusowy hotel wystarczy mi na te trzy dni- odparła obrażona.
Lot i pierwsze godziny pobytu w Petersburgu miłe dla Marka nie były, bo Paulina zawsze znalazła powód do marudzenia. Miał nadzieję, że wieczorem humor poprawi się jej, gdy pójdą we trójkę na kolację do Lwa Korzyńskiego.
Dom Korzyńskiego zrobił na całej trójce wrażenie, bo przypominał bardziej pałacyk niż posiadłość.  Nawet dom seniorów Dobrzańskich nie mógł równać się z tym, co tu zastali.


Wnętrza były równie imponujące. Wszędzie antyki, złoto, skóra. Gospodarz domu pojawił się obok nich szybko i zajął się osobiście gośćmi.


-Ma pan wielkie szczęście- mówił Lew, gdy dokonano już prezentacji i patrząc na Paulinę. —Ma pan dwie tak piękne kobiety za towarzystwo.
-Dziękuję w imieniu pań- odparł kurtuazyjnie Marek.
W czasie kolacji Ula z Markiem pobieżnie omówili sprawy biznesowe z Lwem, a na podpisanie umów zaplanowali sobie kolejny dzień. Tym samym był to kolejny sukces po wizycie w Moskwie.  Tymczasem Paulina tuż przed wylotem do Polski oświadczyła Markowi, że skorzysta z zaproszenia Lwa i zostanie na tydzień. Tym akurat Marek się nie przejmował, bo oznaczało tydzień spokoju. Po tygodniu stało się coś, czego nigdy by się nie spodziewał po Paulinie, bo zadzwoniła do niego i oświadczyła mu, że zamienia go na Lwa.
-Stary ty masz jednak szczęście- mówił wieczorem Sebastian. —Paula odpuściła sobie ciebie a na widoku Ulka. Teraz możesz bez podchodów do niej uderzać.
-Mogę- odparł z nieukrywanym zadowoleniem.


Reszta lipca i cały sierpień mijały Markowi i Uli na podróżach na Litwę, Ukrainę i Białoruś. Na ten ostatni wyjazd i pięciodniowy pobyt w Grodnie Marek wybrał na nocleg pokoje w SPA. Do tej pory bowiem nocowali w luksusowych hotelach i nie sprzyjało to na rozwinięcie ich znajomości w odpowiednią dla niego stronę. Mimo to, że nie spędzał czasu dokładnie tak, jakby on chciał, to nie nudził się i nie żałował spędzonego wspólnie czasu. Ula miała to do siebie, że nie denerwowała go, nie nudził się przy niej, chodziła zawsze zadowolona, nie miała fochów i tak dobrze się z nią rozmawiało. Miała też całkiem co innego w głowie niż inne studentki, a poznane w Klubie 69. Podobało się mu również u niej w domu, bo było tak rodzinnie i przytulnie, a który miał okazję odwiedzić po przylocie z Litwy i gdy jechali na Białoruś. Tam Marek postanowił bowiem jechać samochodem, a nie jak do tej pory lecieć samolotem i było mu do Rysiowa po drodze.
-Nie wiem, jak wrócę do codzienności Marek- mówiła Ula w czasie podróży do Grodna. —Bez wątpienia były i są to wakacje życia. Tyle zwiedziłam i się nauczyłam.
-Miło słyszeć Ula.  I dla mnie też będą niezapomniane. A gdy już skończysz studia to z chęcią dam ci etat.
-Zapamiętam sobie. A najlepiej jakbyś dał mi to na papierze- przekomarzała się z nim.
-Co tylko sobie życzysz Ula- odparł.


Pobyt w SPA był strzałem w dziesiątkę, bo trzeciego wieczoru w końcu Marek mógł zakosztować ust Uli. Po udanym pobycie i zabawie na basenie wrócili na swoje piętro i tam przed rozejściem się do swoich pokoi pożegnali się czule. Całkiem przypadkiem ich twarze znalazły się blisko siebie, a od tego był tylko krok do pocałunku. Marek bez protestu nachylił się nad nią i delikatnie musnął w usta. Gdy zaś nie poczuł żadnej odmowy, to pocałunek nasilił.
-Chyba nie powinienem- rzekł chwilę później i z tonem przeprosin.
-Nie powinieneś- odparła, choć myślała co innego i jeszcze niedawno na basenie podziwiała go i jego kształtne ciało. Marek również nie mógł oderwać oczu od niej. W stroju bikini wyglądała pięknie.
-Chociaż nie Ula. Ja marzyłem, żeby pocałować cię, od czasu jak poznałem cię- wyznał szczerze. — Jesteś taka piękna i słodka.
-Lepiej będzie, jak powiemy sobie dobranoc Marek- wtrąciła.
-Dobranoc Ula- odparł tylko.
Przez resztę wyjazdu starali się nie dopuszczać do podobnych sytuacji.


 Ponowny wyjazd do Moskwy miał być ostatnią ich podróżą i powrotem do początku wyjazdów. Tu też Ula została nieoczekiwanie modelką sukni ślubnej, bo dziewczyna, która miała w niej wystąpić, zwichnęła nogę i Pshemko wyznaczył Ulę na mały pokaz. Był to też strzał w dziesiątkę, bo Ula wyglądała w niej tak pięknie, że mistrz zapowiedział, że tylko ona może ją wkładać i prezentować.




Po pokazie był bankiet i wspólny powrót Uli i Marka do hotelu. Tam znowu doszło do pocałunku. Tym razem znacznie dłuższego i namiętnego. Marek nie pytając o zgodę jeszcze w windzie, przyciągnął Ulę do siebie i pocałował. Gdy zaś znaleźli się pod drzwiami do pokoju Uli, to spoglądał na nią tak pożądliwie i ustawicznie, że sama zgodziła się, na kolejnych kilka pieszczot. To jak mogło się to skończyć, trudno było im przewidzieć, ale dzwonek telefonu Marka oznajmiający, że to mistrz Pshemko dzwoni, wszystko przerwał.
Następnego dnia Marek zaspał i Ula zastała go przy porannej toalecie. Ta codzienna czynność wywarła na niej uczucia pożądania, bo łazienka Marka pachniała jego wodą po goleniu, a której zapach tak bardzo się jej podobał. 



Ostatni dzień pobytu w Moskwie minął im na załatwianiu spraw biznesowych, a sukces wyjazdu i intratne umowy uczcili kolacją. Była to też kolacja wieńcząca ich pond dwumiesięczną współpracę. Jak na rosyjską kuchnię przystało, na stole pojawił się kawior, szampan, krewetki i Ula czuła się jak królowa. Kolacja jak dla Uli mijała zbyt szybko, bo chciała jak najdłużej słuchać Marka i patrzeć na uśmiech, który tak bardzo ją zniewalał. Ze smutkiem myślała też, że to ostatnie chwile z Markiem i chciała jak najwięcej zachować w pamięci z tych chwil. Po kolacji jak zwykle odprowadził ją pod drzwi pokoju. Tam oczekiwała kolejnego pocałunku, ale zamiast tego obok nich pojawił się pan z obsługi hotelowej z wózkiem i deserem na dwie osoby.
-Pozwoliłem sobie na dodatkową niespodziankę Ula- wytłumaczył. —U mnie czy u ciebie zjemy?
-Może być u mnie.
Po odejściu boya atmosfera coraz bardziej gęstniała. Prędzej wypity szampan a teraz wino również dały o sobie znać. Jak okazało się też nie była to ostatnia niespodzianka ze strony Marka, bo miał dla niej jeszcze wisiorek koniczynę. Kolejne wydarzenia działy się szybko. Ula w podzięce cmoknęła Marka w policzek, a później były kolejne pocałunki i pieszczoty. Sprzyjał im nawet fakt, że siedzieli na łóżku Uli, a paląca się lampka nocna dodawała uroku. To, kto kogo pierwszy położył na łóżku, nie miało znaczenia, bo oboje chcieli tego, co miało się wydarzyć. Tylko powody były inne. Ula wiedziała, że zakochała się i chciała mieć więcej wspomnień, a Marek dążył do tego od dawna i na ostatniej prostej nie zamierzał rezygnować.
-Nie żałujesz Ula? -zapytał, gdy ich ciała i umysły wróciły do normalności.
-Nie. To było coś wspaniałego. Nigdy nie czułam się wspanialej w ramionach mężczyzny.
-Dobrze wiedzieć- odparł i zdał sobie sprawę, że i jemu nigdy nie było tak przyjemnie w łóżku. —Byłbym chyba zazdrosny o innych.
-Tak naprawdę to był tylko jeden i dawno temu, bo tuż po rozpoczęciu studiów -zaczęła się zwierzać. —Nie było to jednak z jego strony nic poważnego. Po prostu wykorzystywał mnie do swoich celów. Miałam stypendium i mogłam płacić rachunki. Miałam też dobre notatki z wykładów. Później unikałam chłopaków. We wszystkich widziałam tylko ukryty cel zainteresowania mną.
-Na pewno jeszcze spotkasz tego jednego jedynego Ula- odparł, całując w usta.

Powrót do Warszawy i rozstanie z Ulą na parę dni doprowadzało Marka do szału. Nigdy nie tęsknił za kobietą tak jak teraz. Brakowało mu jej uśmiechu, rozmowy, dotyku.
-Marek zrób coś w końcu z Ulą, bo nie można wytrzymać z tobą- mówił mu przyjaciel w czasie drogi na lunchu. —Chodzisz zły, robisz błędy w pracy.
-Tylko, co Seba?
-Ożeń się z Ulą- rzucił bezmyślnie. —Sam mówiłeś, że to fajna, mądra dziewczyna i że tak dobrze jest ci w jej towarzystwie. Może to jest miłość.



Godzinę później Marek był już u jubilera i wybierał pierścionek dla Uli. Przed szesnastą natomiast pojawił się przed uczelnią Uli. Widok Marka zaś zdziwił ją, ucieszył i zaskoczył.
-Ula zakochałem się w tobie- rzekł, jak tylko podszedł do niej. —Teraz to wiem. Wiem też, że nie jestem ci obojętny. Nie oddałabyś mi się tak łatwo. Kocham cię Ula i mogę wykrzyczeć, to całemu światu.
-Naprawdę- wydukała. —Kochasz mnie?
-Najbardziej na świecie. Chcę usłyszeć to samo od ciebie Ula.
-Kocham cię Marek najbardziej na świecie- odparła.
Z oświadczynami chwilę Marek poczekał, bo plac przed uczelnią ze zgrają studentów dobrym miejsce nie był. Zaprosił natomiast Ulę do parku przy F&D, do którego często chodzili, rozprostować kości, znaleźć trochę ochłody przy fontannie i porozmawiać na spokojnie i bez węszącej Wioletty. Teraz na początku października tak ładnie, jak latem w parku nie było, ale nastroju ciągle był. Zwłaszcza na mostku.
-Ula wiem, że to szalone, ale nie chcę czekać- mówił, odwracając się do niej. —Wyjdziesz za mnie. Mam nawet pierścionek- dodał, otwierając ozdobne pudełko
-Marek ty naprawdę jesteś szalony – odparła ze łzami w oczach i wpatrując się to w Marka to w pierścionek. —Ale co tam, bo i wariatom trzeba dać szansę na miłość. Tak, zgadzam się, wyjdę za ciebie, będę najszczęśliwszą kobietą i tak dalej Marek.
Reszty tej doniosłej chwili dopełnił pocałunek i założenie Uli pierścionka na palec. Później nie pozostało im nic innego jak pojechać do Rysiowa i powiedzieć wszystko rodzinie Uli. Cieplak był trochę zdziwiony taką szybką decyzją i podejrzewał nawet, że za sprawą stoi ciążą córki. Oboje uspokoili go, że to miłość i nie jest nagła, bo dojrzewała w nich ponad trzy miesiące. Wieczorem natomiast Marek nowinami podzielił się z przyjacielem.
-Ale ja mówiłem to na odczepne- mówił zszokowany Seba w czasie spotkania w klubie.
-Na odczepne czy nie, ale jestem szczęśliwy. I dzięki Seba.
-Proszę.  A swoją drogą to zawsze miałeś słabość do studentek, modelek, sekretarek, brunetek i dostałeś niemal cztery w jednym- stwierdził wymownie. —Tyle pomagała ci, że można podciągnąć ją pod sekretarkę, a i miała występ na wybiegu.
-Nie da się ukryć Seba- odparł z uśmiechem. —Kobieta ideał jak dla mnie.

Tymczasem po ponad trzech miesiącach na horyzoncie pojawiła się ponownie Paulina. Jej życie bowiem w Petersburgu usłane różami nie było. Służba jej nie rozumiała, dla znajomych Lwa była za biedna, traktowali ją z góry i jak karierowiczkę. Nie była też dobrze urodzona, tylko wzbogaciła się poprzez pracę rodziców i Dobrzańskich. Z Lwem również jej się nie układało, bo często wychodził i zostawała na długie godziny samą. Gdy zaś miał dla niej czas to rano w czasie śniadania, na którym miała mu towarzyszyć, ale ona wolała spać o tej porze. Ciągnął również ze sobą na swoje spotkania, a na które często nie miała ochoty. Jednak to, że Paulina źle traktowała służbę przesądziło o rozstaniu. Niektórzy z nich byli bowiem z Lwem od dziecka i traktował jak rodzinę, a ona gardziła nimi, wykorzystywała i rządziła jak niewolnikami.  Po tych wszystkich porażkach Febo postanowiła nieoczekiwanie wrócić do kraju i pojawić się w swoim dawnym domu i życiu dawnego narzeczonego.
-Co tu robisz? -zapytał Marek, gdy zobaczył ją na progu domu.
-Wróciłam Marco. Teraz wiem, że Lew to był błąd i ty tylko się liczysz. Możemy rozpocząć wszystko od nowa- mówiła, próbując wejść do środka.
-Paula chyba zwariowałaś? -odparł, zagradzając jej wejście  —Nas już nie ma i nie będzie. Zresztą jest Ula. Z nią jestem i kocham ją. Od wczoraj jest też moją narzeczoną.
-I ja mam uwierzyć, że ty taki lubiący wolność zaręczyłeś się z nią w trzy miesiące- stwierdziła kpiąco?
-Zawsze możesz zadzwonić do moich rodziców i się przekonać- wtrącił sugestywnie. 
-W takim razie musiałeś zrobiłeś mi na złość, że cię zostawiłam- rzekła pewna swoich słów. 
-Nic z tych rzeczy. Jestem nawet ci wdzięczny za ułatwienie zadania. 
-To może specjalnie podrzuciłeś mnie Korzyńskiemu, żeby mieć wolną rękę? -spytała ze wzburzeniem. 
-Nikogo nikomu nie podrzuciłem- odparł spokojnie. —Sama wybrałaś. Gdybyś jednak nie wybrała, to nas i tak by nie było. Chciałem zakończyć nasz związek.
-Nigdy nie odważyłbyś się na taki krok- mówiła zdecydowanie. —Za długo byliśmy ze sobą.
-Myśl sobie co chcesz Paula. Teraz bądź tak łaskawa i zabieraj się stąd. Ja jadę do Uli i muszę pozamykać bramy. Twoje wszystkie rzeczy są u Aleksa. Tu nie masz nic do szukania.

Przez kolejne dni Ula z Markiem załatwiali sprawy związane ze ślubem. Dużej uroczystości nie planowali, to wystarczył im kościółek w Rysiowie i mała restauracja na obrzeżach Warszawy na weselę. Pomału remontowali również dom i urządzali po swojemu, a nie zostawiając w nim nic ze stylu Pauliny. Ula ku zadowoleniu Marka coraz częściej też zostawała u niego na noc.



Na początku roku Ula została panią Dobrzańską i tym samym rozpoczęli z Markiem swoje szczęśliwe wspólne życie. Marek dalej pracowała i rozwijał firmę, a Ula kończyła studia, zajmowała się domem i pomagała mężowi w pracy. Po trzech latach małżeństwa oboje zdecydowali, że czas na dziecko i przestali pilnować się. Z tym uporali się w miesiąc, bo Ula po tym czasie w czasie kolacji wręczyła Markowi małe pudełeczko z białymi bucikami. Maleństwo dopełniło ich szczęścia i Dobrzańskich seniorów, którzy z utęsknieniem czekali na wnuki.

poniedziałek, 25 marca 2019

Ula z Rysiowa cz. 5

W czasie, gdy Marek z Sebastianem ustalali kto stoi za wpisami Uli, to ona sama z koleżankami również rozmawiała na temat kto mógł zrobić jej coś takiego.
-Dominika i Klaudia to dwie pierwsze na liście podejrzanych- mówiła Wioletta. Od dawna próbują wzbudzić zainteresowanie Marka.
-Gdyby tak udało się przejrzeć ich telefony- dodała Julia.
-Jest jeszcze Marcin wśród podejrzanych- wtrąciła Majka.
-Mi najbardziej przykro, że Marek we wszystko wierzy- odparła Ula.
-Czyli zależy ci na Marku- pytała Wioletta?
-Nie zależy tylko jest mi przykro, jak mówiłam. Podejrzewa mnie o coś co nie zrobiłam.
-Olej sprawę- odparła Julia.
-Może wtedy Marek zmądrzeje- dodała Majka.  
-Ja tam potrzymałabym go w niepewności- mówiła Wioletta. Już raz mu wybaczyłaś Ula. Te historie z zakładem, a nie ma tak, żeby wszystko im wybaczać
-Na razie to ja nie mam nic do gadania dziewczyny. Ale na kolana nie będę padać i przepraszać albo błagać, żeby mi uwierzył.
Tymczasem Marek i Sebastian dowiedzieli się, że za wszystkim stoi Dominika. Z odkryciem kart Marek długo nie czekał i jeszcze przed dzwonkiem oznajmiającym koniec przerwy rozmówił się z koleżanką na temat tego czego się dowiedział.
-Co ma znaczyć te oczernianie Ulki- pytał Dominikę, a mówił tak głośno, że osoby będące już w klasie słyszały początek rozmowy i ucichły.
-Niby co- pytała zaskoczona? Oskarżasz mnie o coś?
-Sama powinnaś wiedzieć o co?
-Ale nie wiem. Może mnie oświecisz? - pytała pewnym głosem
-Wiem, że byłaś wczoraj w bibliotece w tym samym czasie co opublikowany post na forum.
-No i? Każdy ma tam wstęp.
-Korzystałaś ze stanowiska dwa i z historii przeglądania komputera wiem, że ktoś logował się na to forum.  
-Na mózg ci chyba padło -odparła, ale mniej pewnie.
-Jestem pewny, że to ty i albo powiesz mi, dlaczego zrobiłaś takie świństwo Uli, albo pójdę do wychowawczyni.
-Odkąd pojawiła się to we wszystko musi się wtrynić- odparła. Nawet ty masz jakiegoś hysia na jej punkcie.
-Może i mam, bo jest pierwszą dziewczyną, która sobą coś uosabia.
-Rok temu inaczej myślałeś i inne były w twoim typie- mówiła.
-To było rok temu i zmądrzałem. I masz wszystko poodkręcać Domi. Jako przewodniczący klasy przypilnuję tego.
-Chyba żartujesz?
-Nie. Powiem więcej. Jeszcze jeden taki numer, a źle się to dla ciebie skończy- ostrzegał, gdy odchodziła.
-I co łyso ci teraz Marek, że oskarżałeś Ule- pytała Wioletta, która była wśród tych, którzy słuchali ich?
-Żebyś wiedziała Wiola- odparł.
Chwilę później rozległ się dzwonek oznajmiający koniec przerwy i do klasy przyszli pozostali uczniowie, a wśród nich Ula. Marek nie czekając na kolejną przerwę sprawę dokończył i Dominika musiała przyznać się przed Ulą i resztą klasy, że to ona pisała na forum.


-Ula głupio wyszło i przepraszam, że nie wierzyłem ci- powiedział i Marek.
-I co chcesz usłyszeć. Nie ma sprawy Marek. Pomyłki zdarzają się każdemu.
-Nie. Wiem, że zawaliłem na całej linii i nie będę dziwił się, jak nie będziesz chciała rozmawiać ze mną.
-Powiedzmy, że nie będzie jak w ostatnich dniach. Wszystko psujesz.
-Miło wiedzieć, że mówisz powiedzmy. To jakaś nadzieja i będę starał się o szanse u ciebie Ula.
Przez kolejny tydzień w klasie było spokojnie. Tylko Ula tak jak mówiła trzymała Marka z dala od siebie, a on nie naciskał na zmianę jej decyzji pozostawiając wszystko losowi.
-Długo będziesz trzymała jeszcze Marka tak na dystans- pytały i dziewczyny.
-Miną tydzień a nie wieki- odparła Ula.
-Biedaczek wpadnie jeszcze w jakieś przygnębienie- mówiła Wioletta. Sebulek mówi, że dawno nie był w tak ponurym nastroju.
-Zdecydowanie za ostro go traktujesz- twierdziła Majak.
-Tworzyliście taki zgrany duet- dodała Julia.
-Bawicie się w adwokata, czy co- pytała Ula?
-My po prostu Ulka chcemy, żebyś przyhamowała w karaniu Marka– odpowiedziała Wioletta.
-Ja go nie karzę tylko próbuję nauczyć czegoś. I wszystko na ten temat dziewczyny.
Koniec kwietnia za sprawą polonistki przyniósł polepszenie ich relacji, bo nauczycielka nieświadoma ich nie najlepszych układów zaangażowała w przygotowania przedstawienia na pożegnanie klas maturalnych. Sztuka nosiła tytuł „Mąż zmarł, ale ma się już lepiej” była z gatunku czarnego humoru, a Ula i Marek mieli tam grać główne role, czyli małżeństwo.
-Jesteś zła- pytał na pierwszej przerwie?
-Nie. Mogłam się nie zgodzić. Pierwszy byłeś wybrany i wiedziałam z kim mam grać.
-A zgodziłaś się, bo?
-Chyba z tego samego powodu co ty. Lepsza ocena z polskiego na koniec roku.
-To jest argument Ula, ale ja lubię jeszcze wyzwania, a nigdy nie grałem w sztuce. Były tylko apele i przedstawienia okolicznościowe.
-To kto wie czy nie odkryjesz w sobie talentu aktorskiego i nie zostaniesz sławnym aktorem jak Brad Pitt, Leonardo DiCaprio albo nasz polski Filip Bobek.
-Wolałbym kogoś z rodzaju czarnych charakterów niż amantów.
-Ale ci drudzy mają większą popularność- droczyła się z nim.
-Bo kobiety nabijają licznik.
-Czyli uwielbienie dziewczyn cię nie kręci?
-Już samo bycie w szkole popularnym jest męczące, a co dopiero w szerszym kręgu. Nie moje klimaty Ula.
-Chyba cię rozumiem. Ja też nie mogłabym żyć na oczach innych.
-Czyli zgadzamy się. Nie jesteśmy stworzeni do sławy.
-Na to wygląda Marek.
-Fajnie jest porozmawiać z tobą znowu tak na luzie Ula- odparł. Jest tak jak za czasów, jak przyszłaś do klasy i przed sprawą z Dominiką. Postaram się nie zepsuć tego po raz kolejny. Daj mi tylko kolejną szansę.
-Życie zawsze daje nam drugą szansę Marek. Ta szansa nazywa się jutro*
Kolejne popołudnia spędzali na próbach samotnych albo wspólnych z innymi bohaterami sztuki. Marek miał okazję i odwieźć jednego dnia Ulę do Rysiowa. Tam został przyjęty bardzo życzliwie. Babcia Uli robiła akurat naleśniki z serem i  zaprosiła go na podwieczorek.
-Dzień dobry pani. Marek Dobrzański kolega Uli- przedstawił się tak jak wypadało.
- Dzień dobry. Miło w końcu cię poznać – odparła babcia. Jestem babcią Uli. Zjesz z nami?
-Naleśniki babci to niebo w gębie- powiedziała Ula.
-Z chęcią więc zjem. Od dużej przerwy nie miałem nic w ustach a w domu na nic dużego na kolację nie mogę liczyć, bo rodzice wyjechali na weekend i tylko kanapki mi pozostają. 
Chwilę później siedział w salonie Cieplaków i czekał aż naleśniki zejdą z patelki.



Do ich trójki wkrótce dołączyła Beatka i Jasiek a na końcu ojciec Uli, którego Marek miał okazję poznać, gdy Ula była w szpitalu po tym, jak zjadła pizzę z krewetkami, a na które była uczulona. Józef przy okazji podziękował mu osobiście za załatwienie pracy. U Cieplaków został do czasu, aż nie zaczęło ciemnieć na dworze. Później Ula w towarzystwie Beatki z kotkiem Czarusiem na rękach i Józefem poszła odprowadzić gościa.  Gdy byli już przy furtce, to kotek jednak wymknął się z rąk Betti i uciekał środkiem jezdni.  Beatka nie zważając, że jest to droga pobiegła za nim. Kolejne wydarzenia działy się bardzo szybko, bo zza zakrętu wyjechał samochód, zmierzał prosto na Beatkę i było tylko słychać pisk próby hamowania auta oraz krzyki Uli i Józefa. W tych ułamków sekund Marek rzucił się w stronę Beatki i siłą swojego ciała uchronił od uderzenia, ale sam poczuł uderzenie w bark a później w głowę. Kolejne wydarzenia mniej pamiętał, bo zajął się myślami o sobie i bólem, jaki odczuwał. Bolała go ręka, na głowi czuł guza a z nosa leciała krew. Podnieś się z jezdni nawet nie próbował, bo wiedział, że może sobie tylko zaszkodzić. Cieszył się za to, że Beatka była cała i chroniła się w ramionach Uli. Po kilku minutach zrobiło się zbiegowisko na ulicy, a po następnych kilku przyjechała policja oraz karetka pogotowia i po krótkich badaniach wzięli go do szpitala.  Tam przez kolejne dwie godziny robili mu różne badania. Na jego szczęście obrażenia miał niewielkie, bo ogólne potłuczenia, złamaną rękę a prześwietlenie głowy nie wykazało nic złego. Do szpitala przyjechała i Ula i pozwolono jej wejść na chwilę do Marka.
-Marek nie wiem jak mam ci dziękować- mówiła płacząc. Gdyby samochód uderzył w Betti mogłaby zginąć na miejscu. Sam ryzykowałeś swoim życiem. Twoi rodzice nie wybaczyli by mi tego.
-Na szczęście udało mi się wyjść prawie cało Ula.
-To skąd ten gips i opatrunek na głowie?
-Ze złamania i szycia czoła. Ale to drobnostka. Do wesela się zagoi, jak to mówią.
-Przynajmniej poczucie humoru cię nie opuściło. Ja i moja rodzina będziemy ci wdzięczni do końca życia Marek.
-To uważaj, bo zacznę korzystać z tego.
-A co mogę zrobić dla ciebie już teraz?
-Zostań jeszcze chwilę i jutro wpadnij- odparł. Do rodziców zadzwonię dopiero rano, bo nie chcę denerwować przed nocą.  Są na Mazurach i trochę im zejdzie dojechanie do Warszawy.
-Masz to pewne jak w banku- zapewniała.

A&K czyli AnKa


*Nie wiem kto to powiedział, ale u mnie w szkole jedna nauczycielka mówi coś w tym stylu o poprawkach ocen. 

czwartek, 14 marca 2019

Skazani na miłość cz. 17


Wróciłam, dopisałam scenę Uli i Marka ze szpitala, a która brakowała mi przed moim pójściem do szpitala. Tym razem reguła, że chłopcy rodzą się później się, nie sprawdziła, bo syn urodzi się prędzej. Kolejna część musi być pisana od zera, to trochę potrwa.



 Ośrodek rekreacyjno- konferencyjny nabierał ostatnich szlifów i na ostatnie dni przed otwarciem potrzebował tylko prac kosmetycznych i ekipy sprzątającej. Otwarcie również było już zapięte na ostatni guzik.  Catering zamówiony, prasa umówiona, dmuchane zabawki dla dzieci ustawione. Nawet pogoda zapowiadała się obiecująco, bo miało nie padać a temperatura sięgać dwudziestu pięciu stopni. To zaś było dla Marka ważne, bo Ula chciała pojawić się wraz z Piotrusiem, a deszcz i zbyt wysoki upał mógłby zaszkodzić synkowi. Tam też po raz pierwszy oficjalnie miał wystąpić przed jego znajomymi i dalszą rodziną. Dla dziadków Dobrzańskich zaś miała to być dopiero druga okazja do kontaktu z wnukiem.  Więcej uwagi musieli poświęcić Paulinie, która po cesarce dochodziła do siebie długo oraz małej Agusi. Febo do córeczki bowiem nie miała cierpliwości i nalegała na opiekunkę. Na to zaś nie chcieli zgodzić się Dobrzańscy, bo uważali, że matki nie zastąpi nawet najlepsza niania. Paulina, dlatego też zaczęła myśleć o przeprowadzce do domu Aleksa, zamieszkania z Bartkiem i zatrudnienia niani.  Znacznie inne nastawienie do dziecka wykazywała Ula, bo od czasu jak synek wyszedł ze szpitala, czyli dziesięć dni temu miał matczyną miłość zapewnioną nieustannie. Marek również nie zaniedbywał swoich obowiązków i w Rysiowie pojawiał się codziennie. Szybko nauczył się też zmieniania pieluch, ubierania, kąpania oraz innych czynności. Miał nawet okazję pobyć z synem przez weekend, bo Józef z młodszymi dziećmi wyjechał na rodzinną uroczystość i ktoś musiał zostać dla bezpieczeństwa z Ulą.  Wtedy zaliczył również pierwszy swój spacer z Piotrusiem i mógł doświadczyć nocnych pobudek. To nie przerażało go jednak i dalej chciał, aby Ula zamieszkała z synkiem u niego.


Otwarcie ośrodka Zacisze  dla większości gości było niespodzianką. Tak jak to, że to wspólny biznes Uli, Marka i Sebastiana. Honory gospodarza pełnił zaś Marek i witał kolejne zaproszone osoby. Sebastian z Maćkiem natomiast zajęli się oprowadzaniem niektórych z gości. Większe zainteresowanie niż ośrodek wzbudzał jedna Piotruś. Sam Marek mógł tego doświadczyć, bo w pierwszej kolejności gratulowali mu syna a dopiero później ośrodka. Niektórych interesowała jeszcze sprawa Pauli i to czy prawdą jest, że ojcem małej jest Bartek. Jeszcze inni wracali do sprawy jego ojcostwa. Pomiędzy obowiązkami Marek znalazł też czas, aby pobyć i zająć się synem. Ula w tym czasie mogła usiąść pod parasolem w pobliżu wody i ze spokojem porozmawiać z dawno niewidzianą Wiolettą.


-Aż trudno uwierzyć, że Marek jest teraz taki porządny- mówiła Kubasińska, patrząc z oddali na Marka z wózkiem. —Widać, że dojrzał do roli ojca. Nie chodzi po kubach, nie szuka przypadkowych znajomości.
-Fakt- odparła Ula, patrząc również na niego. —Na razie można liczyć na niego w stu procentach.
- I to wszystko dzięki ciąży Pauliny- stwierdziła wymownie Wiola. —Co prawda jej metody były dość perfidne i wszystko wymuszała szantażem, ale liczy się efekt i to, że ty na tym zyskasz. Tylko kompletnie nie rozumiem cię. Marek świata poza wami nie widzi, a ty nie chcesz przyjąć jego pomocy.
-Nie pomocy tylko propozycji zamieszkana razem Wiola- wtrąciła Ula, precyzując. —To jest różnica. Ludzie będą myśleli, że specjalnie zaszłam w ciążę, żeby coś osiągnąć, a prawda jest taka, że Piotruś to szczęśliwy przypadek.
- Może i masz rację. Nikt nie chce być tą przysłowiową potrawką (pożywką) dla dziennikarzy jak Paulina. Najpierw mówili o jej ciąży, później, że dziecko nie Marka a teraz, że Bartka. Nie schodzi normalnie z tapety.
-Sama jest sobie winna- stwierdziła Ula. —Kłamstwo pociąga za sobą kolejne kłamstwo.  I nie ma co jej żałować.
-Dokładnie Ula. Gdybyś tylko widziała ją, jak chodziła dumnie po firmie, demonstrując brzuch- mówiła z powetowaniem w głosie. —Tak jakby za każdym razem chciała powiedzieć, to dziecko Marka. A teraz, gdy wszystko się wydało, to przez ostatnie dwa tygodnie ani razu nie było jej w firmie.  Ona chyba myśli, że jak nie będzie pokazywać się w firmie, to nic nikt nie będzie o niej mówił.
-O mnie też coś mówią- zagadnęła. —Muszę być przygotowana na coś, jak wrócę.
-Jak to w firmie Ulka- odparła Wiola z wymuszonym uśmiechem. —Jedni ci zazdroszczą, drudzy obrabiają, inni są z tobą, a jeszcze inni są obojętni.  
-Jednak i mi się dostało- odparła cicho i z rozczarowaniem.
-Ula nie ma się czym martwić- pocieszała. —Pogadają i przestaną. 


Przez kolejne dwa wakacyjne miesiące życie Uli, Marka i Piotrusia toczyło się spokojnie. Maluszek ku uciesze rodziców, dziadków i reszcie rodziny był zdrowym i pogodnym dzieckiem. Ula tak jak obiecała Markowi bywała też z synkiem u niego w domu. Tam zaś zawsze pokazywali się Dobrzańscy. Helena i Krzysztof szybko zauroczyli się wnukiem i z góry zaoferowali swoją pomoc na przyszłość. Zwłaszcza że stosunki z Pauliną z każdym dniem się psuły. Febo bowiem wyprowadziła się od nich do domu brata, znalazła dla Agnieszki tatusia i wynajmowała kolejne nianie do opieki nad córeczką.  Sama tymczasem pod okiem specjalistów wracała do formy i figury jak sprzed ciąży.  Ula również próbowała odzyskać swoją figurę, ale prowadzeniem domu, spacerami i opieką nad synem. Obie młode mamy po niemal roku niewidzenia się miały też okazję na całkiem przypadkowe spotkanie u lekarza w czasie kontrolnych badań poporodowych. Febo oczywiście miała ochotę wyrzucić z siebie całą nienawiść do Uli, ale w poczekalni były dwie inne pacjentki, to się hamowała.  Inaczej do sprawy podchodziła Ula i chciała porozmawiać z nią na spokojnie od dawna, ale mina, jaką obrzuciła ją Paulina, gdy wychodziła, nie zapowiadała, że dojdzie do tego tak szybko.
Ośrodek Zacisze tymczasem stawał się coraz bardziej popularny, przynosił pierwsze zyski i codziennie zawierane były nowe umowy na rezerwacje. Kierował nim głównie Marek z niewielką pomocą Sebastiana i z siedziby firmy F&D. To zaś powodowało, że krążył nie tylko pomiędzy pracą w Warszawie a synkiem w Rysiowie, ale i ośrodkiem w Jabłonnej. Do tego w sierpniu wpadał do domu rodziców w czasie ich dwutygodniowego wyjazdu na wczasy. Sam zaś czasu na urlop nie miał, a jedyną jego rozrywką były spotkania z Sebastianem na codzienny jogging oraz na partyjkach squasha, czy kosza dwa razy w tygodniu.  O kondycję fizyczną oboje dbali zawsze, ale teraz gdy Marek został ojcem, to szczególnie pilnował się, aby nie zaniedbywać się w tej dziedzinie. Nie chciał zbyt szybko stracić, to co wypracował latami i mieć zadyszkę biegając za dwa- trzy lata za synkiem albo grając z nim w piłkę za dziesięć lat. W jedno sobotnie przedpołudnie końca sierpnia, choć od rana Marek nie czuł się dobrze, to również wybrał się z przyjacielem na godzinną grę w sguasha. Gra jednak od początku mu nie szła, ale przez pierwszy kwadrans nie dał po sobie znać.  Gdy jednak Marek po raz kolejny nie dobiegł do piłki, to Seba się zaniepokoił. 
-Marek, coś się dzieje? -pytał przyjaciel. —Podejrzanie wyglądasz i dziwnie się zachowujesz. Nigdy bez formy nie byłeś.
-Nic mi nie jest- odparł, podskakując w miejscu. —Chwilowa niedyspozycja. Twój serw Seba- mówił, wycierając rękawem pot spływający z czoła.
-Nie wiem jak ty, ale ja robię sobie przerwę- odparł, przyglądając się mu uważniej. 
-Niech ci będzie – odparł, idąc za nim, ale zanim doszedł do ławki, to w głowie mu pociemniało i gdyby nie refleks Olszańskiego upadłby z hukiem na podłogę.
-Marek, co ci- usłyszał z oddali
-Kłuje mnie coś w piersi- mówił, słabym głosem i w chwili, gdy obok nich pojawiło się dwóch mężczyzn z kortu obok.
-Kolega może mieć zawał- usłyszał jakiś obcy męski głos.
Zawał nie mogę mieć zawału. Nie, teraz kiedy urodził mi się syn. Co Ula zrobi sama? Nie mogę ich zostawić.
-Seba zaopiekuj się Piotrusiem i Ulą- odparł jakby z oddali.
-Proszę nic nie mówić- mówił mu obcy głos. —Jestem lekarzem kardiologiem i zaraz zajmiemy się panem. Kolega choruje na coś- pytał Olszańskiego.
-Do tej pory był okazem zdrowia. Ale jego tato ma problemy z sercem- wyjaśnił Olszański.
-Może być, to rodzinne proszę pana.
-Mówił pan, że to zawał, ale Marek ma przecież dopiero niespełna trzydzieści cztery lata- wtrącił Olszański ze zdziwieniem. Za młody jest. Do tego ma sporo ruchu.
-Każdy po trzydziestce myśli, że za młody i to ich gubi- odparł klarownie lekarz. —A prawda jest taka, że nawet młodsi mogą mieć zawał albo wylew.  Zwłaszcza w takie dni jak dzisiejszy trzeba uważać. Idą burze i jutro ma być o piętnaście stopni mniej niż dzisiaj.
Po dotarciu do szpitala podaniu leków i zrobieniu podstawowych badań Marek miał czas, aby zadzwonić do Uli i uprzedzić, że nie będzie mógł przyjechać do Rysiowa, bo wyciąga Sebę z aresztu za bójkę.
-Musiałeś okłamywać ją – pytał Olszański, gdy skończył rozmawiać. —I jeszcze mnie wciągać?
-Nie mogłem powiedzieć jej, że tu jestem, bo zamartwiałaby się tylko- tłumaczył się gorliwie.  —Jutro jak będę wiedział więcej, zadzwonię i powiem prawdę. Obiecuję Seba- dodał, widząc krzywo patrzącego na niego przyjaciela. —Ty też nie dzwoń do niej. Zrób to dla mnie i na naszą długoletnią przyjaźń.
-Niech będzie Marek- odparł bez przekonania. Poczekam do jutra.

 Nadchodzące załamanie pogody i spadające ciśnienie dało i Uli się we znaki.  Czuła zmęczenie większe niż zazwyczaj i postanowiła uciąć sobie popołudniową drzemkę. Zwłaszcza że i synek był ospały i szybko zasnął.




Jej jednak sen długo nie przychodził, a gdy zdrzemnęła się, to szybko obudziła z dziwnym bólem w okolicach sercach i myślami o Marku. Nie było to jednak nic miłego tylko koszmar, bo odjeżdżał gdzieś i widziała go bladego, zmęczonego i bez uśmiechu. Godzinę później, gdy zadzwonił, to ucieszyła się i zaniepokoiła jednocześnie, bo gdy dzwonił przed wizytą w Rysiowie, to oznaczało, że się spóźni.  Teraz zaś powiedział, że nie będzie mógł przyjechać w ogóle, bo Sebastian pobił się z kimś i wyciąga go z aresztu. To natomiast spowodowało, że Ula zastanawiała się nad jego prawdomównością, bo historia wydawała się mało przekonująca, a i tłumaczył się nerwowo. Pod uwagę brała natomiast jego powrót do dawnego trybu życia, inną kobietę i znudzenie się rolą ojca. W końcu postanowiła zadzwonić do niego pod pretekstem przypomnienia o wizycie na bilansie, ale abonent był niedostępny.  Po kolejnych nieudanych próbach zadzwoniła do Sebastiana myśląc, że może to Marek trafił za coś do aresztu. Ten zaś choć obiecał Markowi co innego, to nie potrafił okłamywać Uli i powiedział jej prawdę o zasłabnięciu i że Marek trafił do szpitala grochowskiego.
Ula z pomocą Maćka pojawiła się w szpitalu jeszcze tego samego dnia wieczorem. Marka zastała podpiętego do aparatury i kroplówki. Jej widokiem zaskoczony nie był, bo Sebastian zdążył uprzedzić go o telefonie i ewentualnej wizycie.
-Marek jak mogłeś okłamywać mnie? -pytała z wyrzutem.
-Przepraszam Ula, ale nie chciałem denerwować cię. To nie jest wskazane przy karmieniu piersią.
-Teraz dla odmiany podwójnie mnie zdenerwowałeś. Wiesz już skąd to zasłabnięcie.
-Zawał to nie jest, ale powinienem kontrolować serce. Choćby ze względu, że ojciec chorował. 
-To zrozumiałe Marek. Serce to nie przelewki. Każdy to wie, a ty zaniedbywałeś sobie sprawę. 
-Już nie będę Ula- obiecał solennie. Moje zdrowie będzie tak samo ważne, jak ty i Piotruś.
-Powinno być ważniejsze Marek i tego będę się trzymała i wymagała od ciebie.
Chwilę później pojawił się obok nich lekarz.


-To jest właśnie doktor Jarosz Ula. Przywiózł mnie i zajął się mną- wyjaśnił.
-Dzień dobry pani- przywitał się uprzejmie. —Jest wolne miejsce na kardiologii, to zatrzymam pan u siebie na dwa, trzy dni i zrobię dodatkowe badania- zwrócił się do Marka. —Próbę wysiłkową, echo serca, badanie dopplerowskie. A po wyjściu zlecę badanie Holtera. Przeprowadzimy jeszcze gastroskopię, skoro mówił pan o bólach żołądkowych. Na szczęście wyniki z krwi nie są złe. 
-Czyli będzie z Markiem dobrze? -zapytała Ula.
-Tak. Musi tylko zmienić tryb życia i przyhamować. Z tego, co mi opowiadał, to nie dojada, nie dosypia, jest nieustannie w drodze pomiędzy Warszawą, Rysiowem i Jabłonną. Wieczorami po pięciu wypitych kawach w ciągu dnia zaś, nie mogąc zasnąć, ogląda telewizje do późna.
-Poniekąd również przeze mnie tak żyje- odparła szczerze. —Przyjeżdża codziennie do syna.
-Słyszałem. Mówił o pani i Piotrusiu jeszcze na korcie. Widać, że zależy panu Markowi na was. Tylko zdrowiem nie powinien tego przypłacać. Dostał pan pierwsze ostrzeżenie i ma pan dla kogo żyć- zwrócił się do Marka. Ja mogę wypisać tylko leki i na teraz zlecić panu urlop.
-Na pewno dostosuję się panie doktorze- obiecał sumiennie Marek.
-Mądra decyzja- odparł lekarz przed odejściem. —Proszę pamiętać jeszcze o czymś takim jak dobre odżywianie i wypoczynek nocny.
-Teraz te twoje niedojadanie i niedosypianie skończą się Marek- rzekła zdecydowanie Ula, gdy lekarz zajął się innym pacjentem. —Będziesz jadł codziennie porządne śniadanie, obiad, kolację, wysypiał się i ograniczał wyjazdy do ośrodka.
-A jak sobie to wyobrażasz? -pytał z obawą na pomysł Uli.  Gosposie chcesz wynająć mi na stałe, aby dowoziła jedzenie i pilnowała, abym chodził szybko spać.
-Nie.  Po prostu przeprowadzę się do ciebie i zajmę się domem i tobą- oznajmiła mu nieoczekiwanie. A w ośrodku czas na zatrudnienie kogoś na stałe, a nie kierować ośrodkiem z Warszawy. Maciek na pewno byłby chętny na stanowisko kierownika.
-Naprawdę wprowadzisz się do mnie? -zapytał wyraźnie ucieszony.
-Jak tylko wyjdziesz ze szpitala- odparła.

CDN W MAJU