poniedziałek, 10 czerwca 2019

Zemsta 1/2 -Mini.



Dzień posiedzenia zarządu miał wiele zwrotów akcji. Najpierw Ula ku zadowoleniu Marka przedstawiła raport finansowy mocno podkoloryzowany, a zarząd przyjął go jednomyślnie. Później przypadkiem na korytarzu usłyszała część rozmowy pomiędzy Markiem i Sebastianem. To, co usłyszała, było ciosem i rozczarowaniem.  Olszański bowiem zasugerował przyjacielowi, że teraz gdy zrobiła swoje, to ma wysłać ją z dala od Warszawy, aby nie zepsuła mu ślubu. Resztę podsłuchiwania odpuściła jednak sobie i nie usłyszała słów Marka, że żadnego ślubu nie będzie. Chwilę później pojawił się u niej z podziękowaniami i zapewnieniem, że teraz wszystko będzie inaczej. Ona jednak nie zamierzała słuchać go. W dodatku przyszła po Marka Ania z wiadomościami, że ma wracać na zarząd.


Po dotarciu do konferencyjnej okazało się, że Aleks jakimś cudem wygrzebał sprawy PRO-es i musiał wytłumaczyć sprawę spółki. W tym niezbędna była i Ula, która próbowała na spokojnie przekonać Krzysztofa, że spółka jest legalna i nic nie grozi firmie F&D. To jednak Febo nie przekonało, bo usłyszała z ich ust, że okrada firmę. Po złożeniu wyjaśnień Ula na prośbę Krzysztof wyszła z konferencyjnej, a sprawa PRO-es kontynuowana była w gronie zarządu. Na sam koniec zaś Krzysztof przeprowadził rozmowę sam na sam z synem. W czasie, gdy Marek rozmawiał z ojcem, Ula postanowiła napisać wypowiedzenie z pracy i wyjść z firmy najszybciej jak się da. Jej wymówienie w pierwszej kolejności wpadło jednak w ręce Wioletty, z którego wywnioskowała, że Ulę i Marka łączy coś więcej niż praca i przyjaźń. Ze swoimi podejrzeniami podzieliła się z Pauliną, ale ta na jej domysły patrzyła sceptycznie. Tuż przed wyjściem z F&D Ulę spotkała kolejna przykrość, bo w holu natknęła się na Paulinę, która zażądała rewizji w obawie, że w kartonie z osobistymi rzeczami wynosi jakieś dokumenty. Dokumentów nie znalazła, ale książka Cień Gwiazdy i dedykacja wpisana w nią zainteresowały ją i dały do myślenia o tym, co powiedziała jej niedawno Wioletta. Tymczasem po rozmowie z ojcem Marek wrócił do swojego gabinetu. Tam zastał Sebastiana.  Olszański, którego podejście do życia było lekceważące i tym razem wykazał się egoizmem, bo głównie przejął się sprawami firmy, a nie problemami osobistymi przyjaciela. To on pierwszy też wyglądając przez okno, zauważył Ulę wychodzącą z kartonem z firmy i bez żalu poinformował Marka, że Ula prawdopodobnie opuszcza firmę na dobre.


Wiadomość, że Ula wynosi się z firmy, podziałała na niego błyskawicznie, bo nie marnując czasu na dyskusję z Sebą, wybiegł z biura i skierował się na firmowy parking. Sama próba pogonienia Uli udała się, ale rozmowa z nią już nie. Ula bowiem siedziała już w samochodzie Maćka i na jego prośby, aby nie odjeżdżała, nie reagowała.
- Znooowu pokłóciliście si się pa panie Marku- wyjąkał ochroniarz Władek, gdy wrócił do firmy i mijał się z nim w drzwiach.
-Poniekąd. A najgorsze jest to, że nie chce porozmawiać ze mną i wysłuchać wyjaśnień- mówił z żalem.
-Nie, nie dziwne, skoro pa pani Paulina tak ją potraaktowała- odparł.
-To znaczy, co?
-Kazała ją zre zrewidować. Po potraktowała ja jak złodziejkę. Na koniec zezłościła się za ja jakąś ksią książkę. A Ula to taaka uczciwa osoba.
-Nie wierzę- wymruczał do siebie.
-Tu są, są ka kamery, to mo można sprawdzić- odparł mimo to ochroniarz.
-Spokojnie panie Władku. Panu wierzę. Nie wierzę, że ona posunęła się do czegoś takiego. To, co zrobiła, jest niewybaczalne. I dziękuję, że powiedział mi pan o tym.
Choć na początku Marek chciał załatwić wszystko w domowych warunkach, to jadąc windą na górę, wiedział już, że najwyższy czas zakończyć pewne sprawy i był zdecydowany teraz wykrzyczeć Pauli, że to koniec. Z odnalezieniem jej problemu nie miał, bo sama Febo podążała do jego gabinetu.
-Po co była ta rewizja Uli? -pytał, gdy znaleźli się w środku. —Koniecznie musiałaś ją poniżyć.
- A może miałam pozwolić jej, aby wyniosła nam coś z firmy. Przy okazji dowiedziałam się, gdzie zapodziałeś książkę, którą podarowałam ci na Boże Narodzenie. Podarowałeś ją Brzyduli z dedykacją. Bardzo osobistą dedykacją. Wiem też, co jej zrobiłeś. Jak mogłeś drwić z jej uczuć. Ona naprawdę uwierzyła w twoje uczucia. Nie mów więc o poniżaniu Brzyduli, skoro ty robiłeś gorsze rzeczy- mówiła gwałtownie i tak samo gestykulując.
-Z tą różnicą, że ja nie udawałem Paulino- oznajmił jej poważnie. —Naprawdę związałem się z nią uczuciowo.
-I ja mam ci uwierzyć? -mówiła kpiąco. —Nigdy nie zainteresowałbyś się kimś takim. Nie twój gust.
-Widziałem w niej inne zalety Paulino- wtrącił wymownie.
-Może te duchowe?
-Te również. Ale w tych sprawach jest też całkiem dobra- dodał brutalnie.
-To, co mówisz jest odrażające, a ty podły- rzekła po chwili, gdy zrozumiała, że Marek mówi poważnie. —Jak wyobrażasz sobie teraz nasze życie intymne?! Po tym, jak ją całowałeś i dotykałeś, chcesz i mnie całować i dotykać?! – pytała wzburzona.
-Nie wyobrażam sobie naszego życia intymnego ani żadnego innego Paulino, bo nas nie będzie -odparł ze zrównoważeniem. —I jakoś po innych ci nic nie przeszkadzało nasze życie intymne. A nie możesz wiedzieć, jakie były te przypadkowe panienki z klubu.
-Jesteś bezczelny- mówiła z coraz większym rozdrażnieniem. —Co miało znaczyć, że nas nie będzie? -zapytała również.
-To, że nie mogę być, z kimś, a tym bardziej poślubić kogoś, kogo nie kocham- odparł wprost.
-Żarty sobie stroisz! - mówiła z oburzeniem. —Ślub za dwa tygodnie.
- Nie Paula. Mówię bardzo poważnie. Nie mogę ślubować ci miłości, wierności, uczciwości i że nie zostawię aż do śmierci, skoro nie będzie to prawdą.
-Możesz i zrobisz- mówiła przez zęby. —Jeśli nie to tak cię urządzę, że pożałujesz nawet tej rozmowy.
-A co z naszym życiem intymnym Paulino? Nie będzie taki odrażające?
-Odkąd ta pokraka….
-Nigdy więcej tak o niej nie mów Paula- wtrącił gwałtownie. —Ula jest najszlachetniejszą i najmilszą osobą, jaką znam a ty do pięt jej -zaczął, ale nie zdążył dokończyć, bo Paulina z całej siły spoliczkowała go i wyszła z impetem, potrącając w korytarzu Alę idącą z segregatorami.
-Ciekawa jestem, co się jej stało? - zapytała Adama, zbierając papiery. —Z gabinetu Marka wystrzeliła jak z procy.
-Widziałem przez szybę, jak spoliczkowała szefa- odparł szeptem. —Prędzej ostro kłócili się o coś. Wiesz Ala, jak to jest -zmienił temat, gdy usłyszał kroki dobiegające z sekretariatu Marka.
-Adam widziałem, jak widziałeś mnie przez szybę, to oszczędź sobie te półsłówka- zwrócił się z irytacją do Turka. —Pokłóciłem się z Pauliną i zerwałem zaręczyny. Stąd ten policzek -dodał, odchodząc i pozostawiając ich w kompletnym zaskoczeniu.


Sam zaś skierował się w stronę kadr do Sebastiana, aby opowiedzieć mu o ostatnich wydarzeniach. Olszański tak jak przewidywał, powiedział mu po raz drugi tego dnia, jakim to jest kretynem, porzucając w ten sposób Paulinę. Później i nie zważając na protesty kadrowego, postanowił pojechać do Rysiowa i jeszcze raz spróbować porozmawiać z Ulą.  W domu jednak nie zastał jej, bo według słów Cieplaka pojawiła się na chwilę w domu i gdzieś wyszła. Od niego samego zaś usłyszał kilka gorzkich słów prawdy. On natomiast zapewnił Józefa, że nie jest do końca tak jak myśli Ula i że nie zdążył powiedzieć jej wszystkiego. Na koniec wizyty Józef obiecał Markowi, że jak tylko Ula wróci, to powie jej o jego wizycie. W drodze powrotnej do Warszawy zadzwoniła do niego mama i zapowiedziała swoją wieczorną wizytę. Na spotkanie z rodzicielką ochoty nie miał, bo mógł spodziewać się, czego może chcieć mama. Wiedział jednak, że prędzej czy później będzie musiał przez to przejść i wolał mieć tę rozmowę z głowy. Cel wizyty mamy zaskoczył go jednak, bo matka głównie mówiła o ojcu i o tym, jak ciężko znosi dzisiejszy dzień i dopiero przed wyjściem spytała, gdzie jest Paulinka. Ta zaś po rozmowie z byłym narzeczonym poszła na ulubioną kawę do Książęcej i przez dłuższy czas przeglądała interesujące ją strony Internetowe w swoim telefonie. Na koniec wizyty w restauracji z uśmiechem na twarzy podziękowała za kawę, zostawiła spory napiwek i życzyła wszystkim tak miłego dnia, jak jej.
Spać tego dnia Marek położył się dopiero mocno po północy. Do tego czasu czekał na jakąś wiadomość od Uli i na ewentualny powrót Pauliny. Ta zaś nie zamierzała wracać do domu. Późnym wieczorem bowiem zadzwonił do niego Aleks z tą wiadomością i pretensjami, że prawdopodobnie przez niego jego siostra znowu cierpi, bo przyszła do niego kompletnie załamana i nie chce powiedzieć dlaczego. Chciał również dowiedzieć się powodów od niego, ale Marek uznał, że nie jest to rozmowa na telefon. Tuż przed snem i na uspokojenie nerwów po rozmowie z Aleksem uraczył się jeszcze lampką koniaku. Zanim zmorzył go sen, zastanawiał się przez chwilę, dlaczego Paulina nie powiedziała Helenie ani bratu o ich popołudniowej rozmowie.

Następnego dnia rano Wioletta, Sebastian i Ala próbowali skontaktować się z Markiem. Ta ostatnia z powodu Uli, bo nie wróciła do domu i Cieplaki martwili się jej nieobecnością i brakiem kontaktu. Liczyli również na to, że Marek coś wie. Po kolejnych nieudanych próbach skontaktowania się z nim oraz po rozmowie z Dobrzańskimi i próbą skontaktowania się z Pauliną Sebastian postanowił pojechać do niego do domu. Zwłaszcza że miał klucze i znał hasło do alarmu. Przed dziesiątą był już u niego, a chwilę później znalazł, jak myślał śpiącego w sypialni. Gdy jednak nie mógł dobudzić go oraz wyczuł słaby oddech i tętno, zadzwonił po pogotowie. Ci zjawili się dość szybko i po pozostawionej na półce nad łóżkiem szklaneczce po koniaku stwierdzili, że to pewnie zatrucie alkoholowe połączone z jakimiś lekami i przewieźli do szpitala. Godzinę później lekarze w szpitalu potwierdzili diagnozę oraz powiedzieli Helenie i Krzysztofowi, że jego stan ogólny jest stabilny i za parę godzin powinien całkowicie odzyskać przytomność. Sebastian tymczasem zastanawiał się, jak mogło dojść do zatrucia, bo Marek żadnych leków nasennych ani przeciwdepresyjnych nie brał.
Tymczasem w Rysiowie Jasiek, Maciek oraz paru innych sąsiadów zaczęło szukać Uli na własną rękę, bo policja zgłoszenia o zaginięciu jak na razie nie chciała przyjąć. Sprawa przybrała całkiem inny obrót, gdy Ala i Sebastian skojarzyli wydarzenia z poprzedniego dnia i opowiedzieli o tym policji. Pauliny jednak nie mogli namierzyć, a jej brat o niczym nie wiedział i nie mógł powiedzieć im również, gdzie może być teraz siostra, bo twierdził, że wyszła, zanim się obudził. Z logowania jej telefonów z poprzedniego dnia dowiedzieli się jednak, że była popołudniem w Rysiowie. Po wybieranych numerach dotarli także do taksówkarzy, którzy zawieźli ją i przywieźli z Rysiowa. Ci więcej jednak nic nie wiedzieli, bo pierwszy z nich powiedział, że zwinął ją spod przychodni Neuron, zawiózł na Kasztanową (ulica domu Marka, bo nie wiem jaka była) później kazała poczekać z dziesięć minut, a gdy wróciła, to zawieść się pod numer osiem do Rysiowa. Wysiadła jednak prędzej, bo jeszcze przed rogatkami Rysiowa. Drugi taksówkarz natomiast zeznał, że odebrał ją z przystanku w Rysiowie i zawiózł na Norweską. (dom Aleksa) Kolejną sprawą, którą ustaliła policja było to, że Paulina rano korzystała z karty płatniczej w wypożyczalni samochodów. Od właściciela zaś dowiedzieli się, że samochód ma wmontowane urządzenie zlokalizowania auta i sprawdzenie, gdzie znajduje się obecnie, było proste. Patrol wysłany do Rysiowa, według wytycznych z komputera wypożyczalni, szybko trafił na miejsce postoju wynajętego przez Paulinę auta. Stał on nieopodal działek na początku Rysiowa, ale wewnątrz nikogo nie było. Ślady zaś pozostawione na połamanych chaszczach prowadziły do zrujnowanego domu letniskowego, stojącego na samym końcu działek. Zanim jednak dotarli tam, to natknęli się na wykop z uwięzioną i nieprzytomną tam kobietą.

wtorek, 28 maja 2019

Skazani na miłość cz. 20



Wizyta gości z Czech z Hugo Pipinką na czele, wiązała się z projektem, na który wpadł sam mistrz Pshemko. Chciał bowiem w szczególny sposób uświęcić trzydziestolecie istnienia obu firm, poświęcić temu wydarzeniu specjalny pokaz, a ukazujący zmieniającą się modę wraz ze zmianą ustroju w Polsce i ówczesnej Czechosłowacji. Pshemko i Hugo obchodzili również jubileusze pracy jako projektanci. Firma Náš styl Váš styl nie była też obca dla F&D, bo jeszcze za czasów, gdy żyli Febo, mieli wspólne interesy i kontakty. Sam pomysł na zorganizowanie pokazu spodobał się zarówno Markowi, jak i jego rodzicom. Seniorzy liczyli również na spotkanie z rodziną Nowotny właścicielami firmy odzieżowej, a z którymi nie widzieli się parę lat. Z przylotem do Polski nie zwlekali i już we wtorek we czwórkę pojawili się w siedzibie F&D. W skład delegacji zaś wchodzili. Projektant Hugo, jego asystent Pavel oraz Eva córka właścicieli z koleżanką Barborą. Z pojawienia się Ewy Marek zadowolony nie był, bo znał ją z dawnych lat. Była ona dobrą znajomą Pauliny i jednocześnie jedną z jego dawnych kochanek.  Z charakteru również miała dużo z Febo, bo uważała się za lepszą, była wyniosła i uwielbiała opływać w bogactwie.  Z Markiem nie widzieli się ponad sześć lat, gdy to przeżyli chwile upojenia. Nie przeszkadzało im w tym nawet to, że Ewa związana była z bogatym i dobrze zapowiadającym się prawnikiem, a on z Pauliną. Po czasie dowiedział się też, że miała być testerką wierności Marka. Test w oczach Pauliny zdał, bo Febo nigdy nie dowiedziała się o tym, co ich łączyło.
Goście w F&D pojawili się wcześnie rano jak na taką wizytę, bo po ósmej i gdy Marek docierał dopiero do pracy. Na spotkanie z częścią z nich długo jednak nie czekał, bo już w holu od Bartka dowiedział się, że Pshemko zajął się znajomym i jego asystentem a Ewa z przyjaciółką czeka w bufecie.  Zanim jednak dotarł tam, to natknął się na Ewę. Szedł korytarzem prowadzącym do bufetu, gdy usłyszał, że ktoś woła za nim Marcus. 



-Ahoj Marek- zagadnęła po czesku, rzucając się mu na szyję i całując w policzek. —Sporo let uplynulo od té doby, co jsme se naposledy viděli. (sporo lat minęło od czasu jak widzieliśmy się ostatni raz)
-Cześć- odparł po angielsku i uwalniając się z jej objęć. —Fakt trochę lat upłynęło od czasu twojej ostatniej wizyty u nas.
-Ale nic się nie zmieniłeś Marco przez te lata- odparła również w języku angielskim. —Ciągle jesteś hezký a atraktivní.
-A ty dalej wyglądasz młodo i pięknie- odwzajemnił się kurtuazyjnie.
-A ty dalej wiesz, jak poprawić humor kobiecie. W komplementach byłeś równie dobry co w łóżku. Minęło tyle lat, a wydaje mi się, jakby było to wczoraj- mówiła cichym namiętnym głosem. —Trzy dni raju na ziemi. Pamiętasz?
- Tak- odparł od niechcenia i kierując się w stronę drzwi bufetu.
-Słyszałam o tobie i Paulinie- mówiła, idąc obok niego i po raz kolejny próbując uwiesić się na jego ramieniu. —Szkoda was. Byliście taką dobraną, kochająca się parą.
- Chyba żartujesz- stwierdził kpiarsko. —Sama zresztą wiesz, jak było między nami. I dopiero teraz przy boku Uli i Piotrusia wiem, co to znaczy szczęście.
-Tak słyszałam od Pauliny, że znalazłeś już pocieszenie. To jakaś twoja dawna asystentka? Zawsze miałeś słabość do naiwnych asystentek, sekretarek, modelek i blondynek. Jeden twój uśmiech i jadły ci z ręki. Ta musiała jednak mieć więcej sprytu, skoro złapała cię na dziecko.
-Ula jest akurat szatynką i na nic mnie nie złapała- wtrącił ostro. —Nie jest z tych kobiet, które patrzą na majątek. Piotruś to szczęśliwy traf i to twoja przyjaciółka próbowała złapać mnie na dziecko. Całe życie mówiła mi o moralności, a sama posunęła się do najgorszych rzeczy. Kłamała prawie przez całą ciążę.
-Rzuciłeś ją po siedmiu latach, to co się dziwisz? Albo brała przykład z innych.
- Nie mam zamiaru rozmawiać o tym- odparł zdecydowanie, gdy wchodzili do bufetu. —Paula to zamknięty rozdział.
W bufecie oprócz koleżanki Ewy zastali Sebastiana.  Oboje siedzieli przy jednym ze stolików, pili kawę i nawiązywali znajomość. Głównie to Barbora mówiła, bo zależało jej na lepszym poznaniu Olszańskiego.  Od Ewy bowiem zdążyła się dowiedzieć, że ma w firmie kierownicze stanowisko, a szukała nadzianego faceta. Podobnie było z jej koleżanką, bo Ewa po rozstaniu z prawnikiem i po kilku nieudanych kolejnych związkach szukała kogoś odpowiedniego dla siebie, z kimś mogłaby się związać. Dlatego też tak chętnie przyleciała do Polski w zamian za rodziców.  W planach miała bowiem ponowne zainteresowanie sobą Marka. Zwłaszcza że zdążyła porozumieć się z Pauliną, która to wymyśliła plan zemsty na Uli a polegającym na odebraniu jej Marka.
-Zguba się znalazła Barboro- rzekł Sebastian po angielsku do swojej towarzyszki i gdy panna Nowotna i Marek pojawili się w drzwiach. —Ewa miło cię widzieć ponownie- dodał, wyciągając rękę do dziewczyny. —Nic się nie zmieniłaś. Ciągle urodziwa.
-A ty, jak widzę ciągle uwodzicielski. Koleżanki, jak rozumiem, nie muszę ci przedstawiać? Marek poznaj moją asystentkę i przyjaciółkę Barbore- rzekła i do Marka.
-Miło mi. Marek Dobrzański- odparł, podając rękę na przywitanie.
-Marek mam sprawę i potrzebny mi twój podpis – wtrącił Olszański, gdy Marek i Barbora już się poznali. —Dziewczyny zostawimy was na chwilę- dodał po angielsku, biorąc ze sobą teczkę personalną jednego z pracowników.
-Marek ona to jakaś wariatka jest- mówił cicho, gdy odeszli na bok i z obawy, że mogą usłyszeć, o czym rozmawiają i cudem przetłumaczyć na polski. —Ciągle mówiło coś o sladká a přitažlivá (atrakcyjny), czy coś takiego. To po czesku chyba znaczy, że jestem słodki i coś tam jeszcze.
-Seba nie wiem, nie znam czeskiego, ale na to wygląda- mówił, podpisując jednocześnie jedną umowę o prace.  —Trzeba było rozmawiać po angielsku.
-Tylko że jej angielski jest gorszy od angielskiego Wioli. W ogóle to jakaś marna podróbka dawnej Wioli. Chyba leci na mnie albo na moje pieniądze. Od razu zauważyła drogi zegarek i garnitur.
-To powiedz jej, że nie jesteś zainteresowany Seba- odparł sensownie. —Ja zamierzam trzymać Ewę z dala od siebie. Wydaje mi się, że ma również ochotę na coś więcej niż służbową wizytę.
Dziewczyny tymczasem stały parę metrów od nich i patrzyły na nich z nadzieją na przyszłość.


-Ten Sebastian jest interesujący- mówiła Barbora. —Przystojny, nadziany i bez żony. Co prawda coś mówił o jakiejś dziewczynie, ale obrączki na palcu nie ma.
-Ja zamieram powalczyć o Marka- odparła Ewa. —Z tą Ulą ma podobno tylko dziecko i to jakaś szara myszka. Tak mówiła mi Paula- dodała, bo Febo ciągle nie wiedziała o przemianie Uli.
-Tylko jak w trzy dni zdobyć faceta? - pytała pierwsza z nich.
-Na razie trzy dni a później u nas kolejne trzy dni- mówiła przekonująco Nowotna. —Hugo planuje rewizytę i zawsze można zaprosić i Sebastiana. A jeśli pomysł z kolekcją sentymentalną wypali to ja jako specjalista od PR i ambasador naszej firmy będę tutaj przyjeżdżać razem ze swoją asystentką.
Wieści o pojawieniu się dwóch atrakcyjnych Czeszek szybko rozeszły się po firmie. Zwłaszcza że sporo osób widziało ich w bufecie, a stąd plotki roznosiły się błyskawicznie. Wioletta, która tego dnia w pracy pojawiła się później, również dowiedziała się o dziewczynach szybko, bo jak tylko przyszła do bufetu po kanapkę.
-To jakieś dwie lafiryndy – oznajmiła Iza. —Powinnaś pilnować Sebastiana i uprzedzić Ulę.
-Dlaczego? Coś się działo? -pytała z zainteresowaniem.
-Ala siedziała blisko stolika, przy którym siedział Sebastian z tą Barborą, to słyszała, o czym rozmawiali- opowiadała bufetowa Ela. —Ze słów i gestów można było przypuszczać, że chce czegoś. A później, gdy Sebastian przystanął z Markiem obok lady, to ja sama słyszałam, jak Sebastian mówił mu, że chyba leci na niego, a on nie jest zainteresowany nią.
-A ta Ewa nie jest lepsza- wtrąciła Iza. —Przyszła razem z Markiem do pracowni pana Przemysława i ciągle robiła słodkie miny do niego i mówiła Marco, Marco. Zachowywała się jak kiedyś Paulina. Nawet mistrz patrzył na to wszystko krzywo.
-Z tego, co rozumiałam to lecą na ich majątek- rzekła bufetowa.
-Całkiem możliwe- odparła Iza. —Ta Ewa jest rozpieszczona i przyzwyczajona do luksusu, a jej firma tak dochodowa, jak nasza nie jest.
-A to karpie jedne- podsumowała mściwie Kubasińska.  —Chyba na ryby przyleciały tu, a nie służbowo. —Ja zamierzam wszystko uciąć w pączku. Dzwonię do Uli.
Z Ulą długo nie rozmawiała, bo ta akurat karmiła synka. Przedstawiła tylko sytuację i namówiła na przyjazd do firmy. Ula zgodziła się, ale nie dlatego że coś groziło związkowi z Markiem, tylko dlatego że prędzej obiecała to Markowi.

Tymczasem w gabinecie Marka Ewa próbowała wprowadzić w życie plan Pauliny. Ze zrealizowaniem go nie miała też najmniejszych oporów, bo Marek ciągle był dla niej pociągający i łakomym kąskiem.
-Może spotkalibyśmy się dzisiaj wieczorem? -zagadnęła po angielsku. —Ja ty Barbora i Sebastian- sprecyzowała, aby nie wyglądało to na zaproszenie osobiste. —Tyle lat się nie widzieliśmy, to jest o czym rozmawiać.
-Dzięki, ale nie jestem zainteresowany- odparł zdecydowanie. —I z tego, co mi wiadomo, Sebastian również ma plany na wieczór.
-Plany są po to, aby je zmieniać. Nie powiesz mi, że kiedyś nudziłeś się w moim towarzystwie? – nęciła słodko.
-Dziwne, że chcemy spędzić wieczór we własnych domach- rzekł, pomijając ostatnie stwierdzenie.  —On z Wiolą a ja z Ulą i Piotrusiem.
-Słyszałam, że stałeś rodzinny i nudny, ale nie myślałam, że aż tak. Dawniej była Paulina i w niczym ci to nie przeszkadzało. Non stop zabawiałeś się razem z Sebastianem w towarzystwie innych kobiet. Albo może ta twoja Ula cię nie puści? – prowokowała.
-Ula nie jest zaborcza. To moja decyzja. 
-Kiedyś inaczej mówiłeś i myślałeś.
-Kiedyś to dobre stwierdzenie, bo ludzie się zmieniają. Kawy? Wioletta właśnie przyszła.
Chwilę później usłyszeli pukanie do drzwi, a po słowie proszę głowę Kubasińskiej. Szybko też zlustrowała sytuację. Oboje siedzieli na kanapie jak dla niej za blisko siebie, a ręka blondynki na oparciu kanapy niemal dotykała szyi i ramion Marka. Długo w gabinecie nie została jednak, bo po przedstawieniu gościa poszła do socjalnego po kawę dla nich. Tam zaś zastała drugą z kobiet.
-Ahoj.  Můžu dostat vodu- zagadnęła blondynka. —Barbora. Jsem asistentka Evy- dodała wyciągając rękę. —Přišli jsme z Prahy.
-Wioletta- mówiła taksując ją od głów do stóp. —Sekretarka Matka. Prezesa F&D- dodała, wyciągając jej wodę z jednej z szafek.
-Sekretářka šéfa a dívka Sebastiana- rzekła ze sztucznym uśmiechem. (Sekretarka szefa i dziewczyna Sebastiana)   
Kochana twoje szczęście, że wiem co znaczy diwka po czesku. Inaczej powyrywałabym ci te kudły głowy. 
-Ano- odparła, szykując tacę z filiżankami.
 - Váš šéf a Sebastian jsou pěkné kluci- kontynuowała Barbora.( wasz szef i Sebastian to mili faceci). Pravděpodobně mnoho žen jsou pod dojmem. (Pewnie sporo kobiet jest pod ich wrażeniem)
-Mówił dziadek do obrazu a obraz ani mru mru - mruczała do siebie. —Co mają wspólnego klucze z Sebą i Markiem- pomyślałaPekni, ale zajęci- dodała głośniej. I żadnych żon ne ma pod domem- dodała, kręcąc głową. —W ogóle ne ma żon. Ja z Ulą prawie narzeczone- mówiła niemal sylabizując i pokazując lewą rękę.
-Vy a Ula jsou nevěsty - stwierdziła. (jesteście narzeczone)
-Niech będzie, że niewiasty Barboro. Ne ma więc interesowania się nimi.  Marek i Sebastian nie dla ciebie i Ewy. Ne są do wzięcia.
- Nevím, proč mi o tom říkáte? -zapytała, bo zrozumiała o czym mówi Wioletta.  (Nie wiem, dlaczego mi o tym mówisz)
-Rikam to znaczy mówię, bo nie pozwolę, aby ktoś odebrał mi Cebulka, a dziewczyny w bufecie sporo widziały i słyszały - mówiła ostrzegawczo. — My z Sebastianem se milujemy. A Marek miluje Ule- zagadnęła i z czeskiego. —Oni maju dziecko. Bambino. Rozumita? - pytała nalewając kawę do filiżanek.
Rozumím. Mají syna, milujete se a jste spolu. (Rozumiem. Mają syna, kochacie się i jesteście razem)
-To dobrze, że rozumita- odparła szykując się do wyjścia. —Czech Polaka i vice – versa, jednak zrozumie. Tylko co pole ma z tym wspólnego?- myślał odchodząc.(słowo spolu. Czasami trzeba usłyszeć jakiś wyraz a nie tylko przeczytać)


Ula tymczasem po nakarmieniu Piotrusia, spakowaniu jego paru rzeczy i odwiezieniu do dziadków Dobrzańskich, pojechała do firmy. Obiecała bowiem Markowi, że pojawi się w porze lunchu i będzie towarzyszyć mu, Pshemkowi i gościom z Czech w wyjściu na obiad. Z poznaniem ich długo nie musiała czekać, bo spotkała ich u Marka w gabinecie, szykujących się już do wyjścia. Z całej czwórki najbardziej interesowała ją Ewa Nowotna i czy jest taka, jak mówiła jej Wioletta przez telefon. Ze wskazaniem jej nie miała problemu, bo wyglądała dokładnie tak, jak opisała ją Wiola, dzwoniąc do niej po raz drugi. Elegancka, piękna, zmysłowa i zgrabna. Ula natomiast dla Ewy była zaskoczeniem, bo nie była szarą myszką, jak mówiła Paulina tylko elegancką i pewną siebie kobietą. Do tego biegle znała angielski i zasady etykiety. Zdążyła również porozmawiać z Barborą i dowiedzieć się, że Ula i Wioletta łatwymi przeciwniczkami nie będą. 



Lunch w towarzystwie Czechów przebiegał miło, choć Ula komfortowo się nie czuła, bo miała wrażenie, że Ewa ciągle ją obserwuje i czeka na jej gafę. Co do gości to Hugo okazał się takim samym ekscentrykiem jak Pshenko, ale i równie miłym. Tak samo jak Paweł.

Po daniu głównym panowie wyszli na chwilę, a Ula została sama z Ewą i Barborą. Panna Nowotna postanowiła wykorzystać również ten czas nieobecności Marka, aby wzbudzić niepokój w Uli. 
-Gdyby rodzice Marka nie nalegali na związek z Pauliną, to może ja byłabym teraz panią Dobrzańską- rzekła jej nienaganną angielszczyzną. —Przed laty łączyło nas uczucie- mówiła sporo koloryzując.
-A mówisz mi o tym, bo? -zapytała zbijając ją z tropu.
-Nie miało to być nic aluzyjnego Ula- wtrąciła szybko. —Wspominam tylko dawne czasy. Teraz Marek jest całkiem inny. Można mu ufać. W uczuciach również. Nie dał nawet zaprosić się na wieczór na kolację. U nas w Czechach jest takie przysłowie. Mężczyzna jest mężczyzną i nie sposób go zmienić, niestety. Tobie się udało.  Jesteś wielką szczęściarą.
-Nie liczę szczęścia w skali Marka- odparła sugestywnie.  —Mam jeszcze inne powody do zadowolenia.  
-Może masz i rację, bo szczęście jest jak domek z kart. Łatwo może runąć i dobrze mieć coś w zapasie- mówiła jakby zjadliwie .
- Dokładnie- odparła Ula.
Teraz się okaże jak wielkie jest przywiązanie Marka do Piotrusia i do mnie- myślała, bo w słowach Ewy wyczuła coś niepokojącego.  

CDN PO MINI ZEMSTA

Tłumaczenia z Google czasami wychodziły naprawdę zabawnie. Niekiedy trzeba równie wysłuchać, jak to brzmi.

środa, 15 maja 2019

Skazani na miłość cz. 19


Samochód podarowany Uli przez Marka szybko zdał swój egzamin, bo stał się dla niej codziennością i ułatwił organizację dnia. Nie miała też żadnych problemów z prowadzeniem auta i już dzień po podarowaniu go przy boku Marka szkoliła te umiejętność. Tego dnia bowiem wybrali się do Rysiowa i tam po raz pierwszy od dwóch lat usiadła za kierownicą i pojeździła po okolicy przy mniejszym ruchem. Kolejnym etapem były warszawskie drogi i większy ruch. Marek przy okazji jazd robił jej mały egzamin ze znajomości znaków i przepisów drogowych, a który zdała celująco. Po tygodniu nauki zaczęła już sama jeździć na zakupy, do Rysiowa, lekarza z Piotrusiem, do firmy albo za miasto na łono natury.


Do SPA w Józefowie również sama postanowiła jechać, nie fatygując Marka jako kierowcę. Rano tylko pomógł jej zapakować bagaże na swój i Piotrusia czterodniowy pobyt w SPA i pojechała po Wiolettę do firmy.
-Marek to ma gest Ulka- zagadnęła Kubasińska na widok jej Fiata Punto. —Takie cacko prosto z salonu podarować. Musi mieć do ciebie sentyment.
-No- odparła cicho. —Możesz usiąść w tyle z Piotrusiem Wiola. 
-A ty co taka markotna? -dopytywała, gdy wsiadała do auta.
-Bo nie wiem, na czym stoję Wiola. Konkretnie to nie wiem, kim jestem dla niego.
-Przecież to na metr widać, że kimś ważnym- stwierdziła klarownie.
-Nigdy mi nic takiego nie powiedział.
-Bo niektórzy faceci nie umieją okazywać uczuć- mówiła wyraziście. —Mój Cebulek jak chce powiedzieć, że mnie kocha, to robi jakąś niespodziankę. Zabiera gdzieś, kupuje coś, mówi komplementy, a gdy nocuję u niego, to przygotowuje kolację albo kąpiel dla mnie.  A ty kochana powinnaś bardziej zakręcić się koło Marka. Odsłonić to i owo, kupić sobie nowy ciuszek.
- Tylko że ja też nie wiem, kim jest dla mnie- wtrąciła. —Gdy poznałam go, to się zauroczyłam, później chyba nawet pokochałam, a gdy zaś dowiedziałam się o jego machlojkach, to wszystko prysło jak bańka mydlana. Teraz znowu coś się dzieje. Chyba.
-To takie kapcie Ulka. Może w podświadomości boisz się, że skończy się jak poprzednio. Zaangażujesz się, a coś się wydarzy.
-Może- odparła z zamyśleniem.
- Ja spróbowałaby mimo to z Markiem wszystko wyjaśnić i pokazać się z jak najlepszej strony- przekonywała. —Kup sobie nową kieckę i zakręć się koło Marka. Dzwoniła do mnie Gośka i mówiła, że w Galerii Mokotów w H&M jest nowa kolekcja sukienek. Podobno znikają jak grzyby po deszczu. Możemy od razu pojechać i coś sobie kupić.
-Innym razem Wiola- z miejsca ucięła temat. —Od razu jedziemy na Józefów. Chcę dojechać na miejsce, zanim obudzi się Piotruś i zacznie upominać się o jedzenie.

Tuż przy wejściu do firmy stał Marek z Sebastianem i patrzyli na dziewczyny. Chwilę prędzej też pożegnali się z nimi i odprowadzili na dwór.
-Ula wygląda na zadowoloną z samochodu- rzekł Sebastian, gdy dziewczyny odjeżdżały z parkingu, a oni wchodzili do środka.  
-W końcu przyznała mi rację, że własny samochód ułatwił jej życie i zmienił na lepsze.
-A między wami coś zmienił? -zagadnął.
-Seba nie podarowałem go, żeby coś zmienił między nami, tylko był potrzebny- odparł zirytowany, próbując nerwowo ściągnąć zacinającą się windę na dół.
-To skąd ta złość? I co jest w końcu między wami.
-Dobre pytanie- wymruczał.
-To tak trudno ci zinterpretować uczucia? -dopytywał, gdy wchodzili do windy.
- A łatwo? – pytał sugestywnie. —Sam zresztą wiesz, jak wyglądały dotychczas moje uczucia i życie. Same kłamstwa wciskane panienkom i życie w zakłamaniu z Pauliną.
-I czas na zmiany. Marek albo się kogoś kocha, albo nie kocha, nienawidzi, lubi, czuje się wdzięczność. Proste i masz w czym wybierać.
-Nie wiem, czy to takie proste Seba- mówił pytająco. —Przez dłuższy czas myślałem, że kocham Paulinę, a okazało się, że między nami niczego takiego nie było. Było kiedyś tylko zauroczenie. Może i teraz coś mylę. Wdzięczności od głębszego uczucia.
-Nie porównuj tylko życia z Ulą do Pauliny- wtrącił Sebastian. —Tylko wodę z mózgu ci zrobiła i pobawiła rozsądnego rozpoznawania uczuć. Inaczej jest z Ulką. Widać, że ma tak rozsądnie poukładane w głowie i nic na siłę w stosunku do ciebie nie zrobi.
- Seba ja swoich uczuć nie jestem pewny, a co dopiero Uli.
-Ula to tak bała się o ciebie, jak zasłabłeś, że obojętny na pewno nie jesteś- odparł wymownie.
- Myślisz? -zapyta z lekkim uśmiechem.
-Sam to sprawdź. Pochodź po domu owinięty tylko w ręcznik. Jak będzie miała rozbiegany wzrok to znaczy, że jest coś na rzeczy. A jak nie to znaczy, że jesteś tylko ojcem jej dziecka i kimś z kim pomieszkuje. Widziałem coś podobnego w jednym z filmów.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł.  Ula może coś podejrzewać. Nigdy nie chodzę tak ubrany, a raczej tylko odziany.
-To twój dom i możesz czuć się chyba tam swobodnie- rzucił argumentem.
 -Akurat nie do końca mój. Dałem go przecie w zastaw Uli za kredyt na ośrodek.
-Czepiasz się szczegółów Marek –orzekł kadrowy. —Boisz się zmian i tyle.
-Zobaczymy Seba, co będzie, jak wróci ze SPA- odparł dla świętego spokoju.
-To, co Marek czekają nas teraz trzy samotne popołudnia i wieczory- zagadnął Sebastian, gdy wychodzili z windy.  —Trzeba coś z tym zrobić. Proponuję piwko, mecz, spotkanie z kolegami. A ty w końcu odeśpisz zarwane noce.
-Mówisz teraz jak Ulka- odparł, zanim rozeszli się do swoich biur. Wyśpisz się, nabierzesz oddechu i nadrobisz zaległości towarzyskie.  To jej słowa Seba- dodał na koniec.

Wyjazd do SPA był strzałem w dziesiątkę i już pierwszego dnia pobytu Ula mogła w pełni korzystać z oferty. Znalazła bowiem coś dla siebie i Piotrusia.  Po obiedzie i po konsultacji z paniami z obsługi poszła z Wiolą i Piotrusiem na basen i tam pod opieką instruktora uczyła się jak zabawiać maluszka w wodzie. 




Później nauczyła się prawidłowego masażu brzuszka oraz zabaw i lekkich ćwiczeń ułatwiających w przyszłości siadanie raczkowanie i chodzenie. 




Wieczorem zaś gdy Piotruś spał pod okiem opiekunki, razem z Wiolettą zafundowały sobie relaksacyjny masaż. Kolejny dzień rozpoczął się wizytą u kosmetyczki i konsultantką od ćwiczeń. Ta pierwsza też zaproponował Uli wizytę u fryzjera i optyka. Sama również myślała o skróceniu włosów i kupnie szkieł kontaktowych, bo Piotruś dorastał i miał to do siebie, że ciągnął za włosy i sięgał do okularów. Z wizytą w jednym i drugim miejscu nie zwlekała i jeszcze tego samego dnia popołudniem przeszła metamorfozę. W przemianie towarzyszyła jej Wioletta, która usiadła w kąciku dla dzieci, zajmowała się Piotrusiem i przyglądała się przemianie koleżanki.
-Marek to padnie trupem na kolana, jak cię zobaczy- mówiła Kubasińska, gdy z każdym kolejnym ruchem fryzjerki pojawiała się nowa twarz Uli.  —Formalnie milion diamentów.
-Wolałabym, aby widział moje wnętrze, a nie ładną buzię Wiola- stwierdziła klarownie. —Inaczej oznaczałoby, że się nie zmienił i ocenia kobiety po wyglądzie.
-Jedno z drugim idzie połączyć Ula- argumentowała.—Anioł z charakteru i wyglądu. Całkiem inna jesteś.
-To prawda- wtrąciła pani Aldona, zajmująca się Ulą. —Jest pani nie do poznania.
-Może i jak coś zmienię? - zapytała ni to Ulę, ni stylistkę fryzur. —Wyglądam jakoś tak wyzywająco. Cebulek mówi mi, żeby mieć prostą fryzurę i nie zajmować rano łazienki kręcąc włosy albo robiąc sobie koka.
-Goście SPA mają zapewnione to w pakiecie, to grzech byłoby nie skorzystać- namawiała inna pani fryzjerka.
Wioletta tak jak zapowiedziała, również zmieniła swój wizerunek na bardziej stonowany. Wyprostowała nieco włosy, podcięła końcówki i zmieniła kolor. Obie też z salonu piękności wyszły zadowolone z efektu pracy fryzjerów.


Kolejny dzień dużo nie różnił się od dwóch poprzednich. Rano Ula poszła z Piotrusiem i Wiolettą na basen, a później Ula zafundowała sobie manicure. Wioletta w tym czasie skorzystała z solarium. Popołudniem zaś był czas na dietetyka, który zajął się również dietą dla Piotrusia. Ostatni dzień pobytu w SPA ponownie należał do masażystki i kosmetyczki. Oprócz oczyszczania twarzy i makijażu, którym to zabiegom obie się poddały, to Ula skusiła się i na regulację brwi. Po godzinie czternastej natomiast dziewczyny opuściły Józefów i udały się w drogę powrotną.

Szybki powrót dziewczyn do Warszawy ucieszył Marka i Sebastiana, bo po dwóch dniach zatęsknili za codziennością. Piwo i powtórki meczów, a oglądanych w telewizji w poniedziałek i wtorek w środę były już nużące i Olszański zatęsknił za paplaniną Wioletty, a Marek za nieładem i obowiązkami związanymi z dzieckiem.
-To, co mamy dzisiaj w planach- zagadnął Olszański, gdy wychodzili z firmy.
-Nic nie mamy Seba. Ja chyba pojadę do rodziców i zobaczę co u nich słychać- mówił ze znudzeniem.  
-Zobacz Marek, jeszcze niedawno zawsze mieliśmy, jakieś plany na popołudnia i wieczory, a teraz jak jest Wiolka, Ula i Piotruś nie mamy.
-Ale lepiej nie było Seba. Boję się, co to będzie, jak Ula zechce się wyprowadzić. Nigdy nie ustalaliśmy na, jak długo się wprowadziła.  Albo jak pozna kogoś i znajdzie drugiego tatusia dla Piotrusia.
-To musisz tego kogoś wyprzedzić Marek i zacząć działać, a nie wymyślać sobie problemy uczuć. Ulka wróci, to powiesz jej, jak ładnie wygląda po SPA. Wiola mówiła, że zafundowały sobie stylistę i podobno wygląda świetnie, to ściemy nie będzie.
-Chyba masz rację. Nie chcę być w przyszłości weekendowym tatusiem.
-I tego się trzymaj Marek. 


Dzień później dziewczyny wróciły ze SPA i prosto z podróży pojechały do firmy. Tam na jednym z korytarzy natknęły się na Marka i Sebastiana. Panowie stali kawałek od nich i przypatrywali się im.


-Widzisz to, co ja- zagadnął Sebastian. —Obie wyglądają zjawiskowo.
-Nie da się ukryć- odparł z widocznym zauroczeniem.
-Wiolka nie dziwota Marek, ale jak ty mogłeś nie zauważyć Uli potencjału.  
-Tak jakoś się złożyło Seba, że co innego widziałem.
-To teraz masz faktycznie problem. Faceci do Ulki będą się w kolejce ustawiać. Ja na twoim miejscu już bym się ustawił.
-Ulę randki nie interesują Seba- mówił, choć myślał całkiem co innego. —Ma małe dziecko i Piotruś jest dla niej najważniejszy.
 -A nie mówiłam, że zaniemówią z wrażenia- mówiła tymczasem Wioletta do Uli.  —Typowa męska reakcja.
-Sebastian od zawsze tak patrzy na ciebie Wiola- odparła, tuląc w ramionach Piotrusia. —Tylko Markowi się coś poprzestawiało.
-To patrzeć, jak będzie teraz wzdychać do ciebie.
-Tego się właśnie obawiam Wiola. Zmieniłam się wizualnie i stałam się interesująca.
Panowie dłużej nie czekali i ruszyli na spotkanie z dziewczynami.
-Myślałam już, że korzenie zapuszczacie- zaczęła Wioletta.
-Fakt trochę nas w podłogę wbiło Wiolka- odparł Sebastian.
-Wyglądacie zaskakująco- odezwał się i Marek. —I dobrze widzieć was całych i wypoczętych z powrotem. Hej synku -dodał, gdy Piotruś spojrzał na niego. —Pamiętasz swojego tatusia?
-Zaraz sprawdzimy Marek- odparła Ula. —Zobaczymy czy będzie płakać, jak weźmiesz go na ręce.
Na rękach Marka było mu najwidoczniej równie dobrze co u mamy, bo ani nie zapłakał, ani nie chciał wrócić w matczyne ramiona. Przypatrywał się tylko uważnie twarzy tatusia. 
-Mam sporo zdjęć Marek i nagranych filmików z basenu i ćwiczeń- kontynuował Ula.
-Instruktor powiedział nawet, że siły w rączkach i nóżkach ma tyle samo co Kaligóra czy tam inny Wyrwidąb- dodała Wioletta.
-Dokładnie. Piotruś zaliczył również pierwsze strzyżenie u fryzjera i drugi ząbek mu się wyżyma. Obok tego pierwszego. Sam zobacz- mówiła Ula.
-Jakie to słodkie Sebulku- stwierdziła z rozczuleniem Wioletta, patrząc na Ulę i Marka zaglądających w buzię Piotrusia. —Może i my zafundujemy sobie taką małą słodką cebulkę.
-Wiolka zwariowałaś? – hamował jej zapędy. —Dzieci takie słodkie jak Piotruś się nie rodzą.
-Afryki nie odkryłeś Sebulku- odburknęła Kubasińska.
-Czyli wyjazd się udał? -zapytał Marek dla rozładowania sytuacji.
-Nawet bardzo się udał- odparła Ula.—Ale jak to mówią wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu. Cieszę się, że wróciłam. A co wy robiliście oprócz oglądania meczów?
-Tak szczerze, to się nudziliśmy Ula- oznajmił nieoczekiwanie Marek.
-Nie da się ukryć- dodał Sebastian. 

W firmie Ula długo nie została i wkrótce pożegnała się z całą trójką i pojechała z Piotrusiem do domu. Wioletta natomiast postanowiła poczekać na Sebastiana, aż skończy pracę i pójść z nim coś zjeść. Również swoje biuro po czterodniowej nieobecności postanowiła uporządkować. Po godzinie była prawie gotowa wyjść z kadrowym. 
-Nie mówiłem ci jeszcze, ale do twarzy ci w tym kolorze i fryzurze- zagadnął, gdy pojawił się u niej i czekał, aż skończy układać segregatory.  
-Czyli teraz wyglądam lepiej? -zapytała uradowana komplementem.
-Znacznie Wioluś- odparł zdecydowanie.
-I tamta ja nie podobała ci się tak jak ta?
- Zawsze byłaś atrakcyjna dla mnie, ale teraz wyglądasz bardziej interesująco. Słodko, dziewczęco i ponętnie.
-Tylko to się więc liczy- mruczała pod nosem.
-O co ci chodzi? Powiedziałem przecież, że wyglądasz lepiej i w ogóle jesteś piękna. Masz piękne oczy, uśmiech, figurę.
-Z wami facetami jest dokładnie tak, jak mówiła Ula- wtrąciła. —Tylko patrzycie na urodę, a nie to, co mamy w środku.
-Nieprawda Wioluś. Jesteś fajna, zabawna, masz swoją niepowtarzalną i nieprzewidywalną osobowość. Jesteś co prawda również trochę roztrzepana i humorzasta, ale kocham twoje wady. Do tego dogadujemy się niemal w każdej sprawie i dobrze nam w łóżku.
-Tylko tyle- mówiła z wyrzutami. —Fajna, zabawna, roztrzepana, humorzasta i dobrze nam w łóżku.
-Tak źle i tak niedobrze- odparł z niezadowoleniem. —Pogniewałaś się o dziecko, czy co? I na dziecko może przyjdzie kiedyś czas. Zobaczymy, co jest nam dane. Na razie możemy cieszyć się tym, co mamy i bez zobowiązań.
-To jak zdecydujesz już, co widzisz we mnie, co jest ważne i co jest nam dane, to się odezwij do mnie- mówiła głośno i z wyrzutami. —Może dalej będę zainteresowana tobą Cebulku. Na razie jadę do Pomiechówka- dodała i wyszła.
- Seba, co się tu dzieje? -zapytał chwilę później Marek, pojawiając się w sekretariacie. —Wiolę słychać było zza zamkniętych drzwi. I gdzie jest? Mieliście wyjść razem.
-Mieliśmy, ale sama wyszła. Pokłóciliśmy się i się obraziła. Rozmawiała z Ulą i z tego, co zrozumiałem, to Ulka powiedziała jej, że patrzymy głównie na urodę, a nie na to, co ma dziewczyna w środku. Później wynikła jeszcze sprawa dziecka i do czego dąży nasz związek.
-W sumie ma rację, że chce wiedzieć, na czym stoi- odparł sensownie.  —Ponad rok kręcisz się obok niej. Ja też przynajmniej wiem, na czym stoję. Skoro Ula powiedziała jej to wszystko, to nie mogę teraz tak nagle zainteresować się Ulą. Od razu domyśli się, że to dlatego, że się zmieniła.   
-To kiepsko między nami i dziewczynami Marek- stwierdził z przygnębieniem kadrowy. —Ja właśnie pokłóciłem się, a ty nie zdążyłeś nic zrobić.
-Kiepsko- odparł Marek.

Tymczasem Pshemko postanowił zaprosić do Polski Hugo Pipinke swojego kolegę po fachu z Czech wraz z przedstawicielami firmy Náš styl Váš styl.