czwartek, 8 sierpnia 2019

Szybka Randka 1/3


-Co to?- zapytał Marek Dobrzański swojego przyjaciela na widok zaproszenia na Speed Dating, które przyniósł mu do biura.
-Szybka randka.  Taka nowa forma na nawiązywanie znajomości. Zadajesz pytania kilku dziewczynom, a później wybierasz trzy z nich i jeśli jakaś i ciebie wybierze, to dostajecie numery telefonów.
-Seba wiem, co to jest, tylko po co nam to. Mało to dziewczyn poznajemy w klubie.
-Ale to coś nowego Marek. Lubisz wyzwania. Poza tym to twój prezent urodzinowy ode mnie. Dostałem termin na jutro na dziewiętnastą do klubu Focus.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. I nie wiem nawet, o co miałbym pytać.
-To poczytaj sobie w Internecie. Są wypisane pytania, które warto zadać.
-Paula będzie znowu się darła, że mnie nie ma.
-O wyjście do klubu również będzie się darła. A stamtąd wyjdziesz prędzej i nienachlany.
-Może masz i rację.
-Bo mam. Ja mam numer siódmy a dla ciebie ósemka. Osiem to twoja szczęśliwa liczba.




Dwie godziny później Ula Cieplak wpadając spóźniona na przystanek autobusowy, przystanęła przy oknie lokalu, przy którym ulokowany był przystanek. Do odjazdu kolejnego autobusu miała jakieś dziesięć minut, to postanowiła poczytać przyklejony do okna plakat.
Szybkie randki i Warszawa wydają się być dla siebie stworzone. Gdzie życie płynie tak szybko, jak nie właśnie w Warszawie? Speed dating, czyli szybkie randki, to sposób na przyjaźń, miłość, po prostu wartościowe relacje. W mieście takim jak Warszawa, niezwykle trudno się zatrzymać i dostrzec to, co naprawdę wartościowe. Speed dating dzieje się szybko, tak, jak szybko żyją ludzie w Warszawie. Jednak szybkie randki i Warszawa to coś więcej. Proponujemy szybkie randki (speed date), których miłe rezultaty towarzyszyć Ci będą przez długi czas. A może znajdziesz miłość na całe życie. PRZEPISANE Z INTERNETU!!!!!!!!!!
Oferta wydawała się jej niedroga i interesująca z racji przeżycia coś innego, bo w miłość poznaną w ten sposób nie wierzyła, to postanowiła wejść i się zapisać. Zwłaszcza że przez okno widziała, że przy kasie stała jedna dziewczyna.
-Trzynasty numer- oburzała się jakaś blondynka, gdy pochodziła do miejsca, gdzie trwały zapisy.
-Numer jak numer – mówiła pani za pulpitem, przyjmująca zapisy. —Poza tym zabrakło pani cztery złote.  Ma być trzydzieści pięć złotych, a z tych drobiazgów jest trzydzieści jeden.
-To dopłacę jutro, jak przyjdę.
-Nie praktykujemy tego.
-To kartą dopłacę.
- Mamy co prawda terminal płatniczy, ale od rana szwankuje. Po drugiej stronie jest bankomat.
-A można z niego wypłacać darmowo z kartą z banku Foxus. —Jak nie to wezmą mi siedem złotych. Dasz wiarę.
-Czy ja jestem punktem informacyjnym- irytowała się kasjerka.  —Ja tam nie wypłacam. To co bierze pani tę trzynastkę i dopłaca.
-A pani nie wie, że trzynastka jest pechowa.
-Przyjdą trzy inne dziewczyny i pani nie będzie miała nic do środy.
-Przepraszam panie- wtrąciła Ula. — Tam na światłach widzę mój autobus i spieszy mi się. Biorę trzynastkę i proszę czterdzieści złotych mojego wpisowego i reszta dla tej dziewczyny.
-Dzięki kochaniutka- mówiła z uradowaniem blondynka. —Jutro oddam.  Ale trzynastka to pechowa. Weź piętnastkę.
-Może trafię na interesującą ósemkę i ustrzelę oczko- odparła Ula.
-Nazwisko pani? - pytała z uśmiechem kasjerka.
-Urszula Cieplak.
-Zapraszam jutro na dziewiętnastą- odparła, podając jej bilet wstępu.
Gdy odchodziła, usłyszała głos kasjerki.
-Pani godność.
-Że co? - pytała blond piękność.
-Jak się pani nazywa?
-Wioletta Kubasińska przez V i dwa T- odparła blondynka.
-My nie jesteśmy tu po imionach. Pani będzie tylko numerkiem czternaście.




Dzień później Ula półgodziny przed dziewiętnastą wstawiła się w lokalu organizującym Szybką randkę i według tego, co miała napisane na bilecie wstępu, poszła na zaplecze. Podobnie uczyniła Wioletta a na widok Uli rozpłomieniała.
-Mam dla ciebie dług kochaniutka- zagadnęła. —A tak na pasku to Wioletta jestem- mówiła, podając rękę.
-Ula.
-Myślisz, że znajdzie się ktoś interesujący na dłuższą znajomość albo i na męża.
-Ja nie przyszłam szukać tutaj męża tylko dla rozrywki. Przy pierwszym poznaniu musi zaiskrzyć, a tu nawet w oczy nie będzie można spojrzeć. Może ewentualnie znajdzie się ktoś, z kim bym się mogła umówić niezobowiązująco. Muszę postawić gdzieś krzyżyki i dokonać wyboru.
-Ja traktuję takie wyzwanie poważnie. Moja koleżanka była i poznała fajnego facet.  
Tymczasem panowie weszli tylnym wejściem i tam czekali, aż organizatorzy dopną wszystko.
-To, co Marek?- pytał Olszański. —Mówimy całą prawdę czy koloryzujemy.
-A musimy koloryzować Seba? Jesteśmy przystojnymi kawalerami, bez nałogów, sympatyczni, dobrze usytuowani. Same zalety.
-Oprócz nałogowego podrywania Marek a ty niewierności Paulinie.
O dziewiętnastej światła na sali pociemniały i weszły panie. Gdy każda z nich usiadła na krzesełku ze swoim numerem, to weszli panowie i według przydzielonych numerów dosiedli się do pań. Jedynka pan do jedynki pani. W tym przypadku oprócz trzyminutowej rozmowy organizatorzy postanowili jeszcze bardziej utrudnić zadanie wyboru, bo kandydaci siedzieli plecami do siebie i nie widzieli twarzy.
Pierwsza szóstka wrażenia na Uli nie zrobiła, ale siódemka już tak.
-Cześć- zaczęła pierwsza. —Tak typowo co porabiasz we Warszawie.
-Pracuję w jednej z firm a od ponad roku i mieszkam. Mama któregoś dnia stwierdziła, że jestem za duży, żeby prała mi skarpetki i dała do zrozumienia, żebym się usamodzielnił.
-I co udało się? Czy może ciągle siedzisz na telefonie u niej?
-Udało, chociaż muszę czasami dzwonić do mamy w typowych sprawach gospodarskich. Jak koszulę wyprasować, czy ile dać makaronu na jedną porcję. Ale i staram się robić coś samemu i uczyć na błędach. I jeżdżę do rodziców przynajmniej dwa razy w miesiącu. Mam tam siostrzenicę, która za wujkiem Cebulkiem, czyli mną przepada. Pomijając to, że nie ma to jak niedzielne obiadki u mamy. Jeszcze dostanę w torbach wikt.
Rodzinny, zaradny, lubi dzieci i może umie gotować.
-A co trzynastka porabia tutaj. Stała, bywalczyni czy słoikowa? -zapytał i Olszański.
I dowcipny do tego.
-Dojeżdżająca do pracy z pobliskiej małej miejscowości.
-Skąd ja to znam. Ja półtora roku tak robiłem. Godzinę z dnia traciłem na przejazdy. Ale spłacałem dobre auto, to musiałem jeździć tu i z powrotem. Nie było mnie stać, aby coś kupić albo wynająć.
-Czyli auta to twoja pasja? Albo może sposób na podryw.
-Ani jedno, ani drugie. Mojego kumpla bardziej. Dla mnie to środek transportu. A z pasji już wyrosłem. W dzieciństwie i młodości pasjonowałem się filmem fantasty, różnymi odkryciami i tajemniczymi podróżami. Teraz mam hobby. Hoduje rybki i storczyki – podkoloryzował drugą rzecz, a pasje siostry i to, że dawała mu te kwiatki przy każdej okazji. Uprawiam oczywiście sport. Biegam, gram w kosza i squasha.
Rybki, storczyki. Musi mieć czułą duszę i dba o siebie.
-A co ciebie interesuje?
-Cyferki i literatura piękna. Dwa przeciwieństwa poniekąd. I nie lubię jeszcze komedii romantycznych.
-Ciekawe, bo kobiety są zazwyczaj romantyczkami i lubią takie gatunki filmu.
-Trochę nią jestem, bo lubię romantyczne spacery, miejsca, zwiedzanie zabytków.   A nie lubię leżenia plackiem na plaży przez całe wakacje.  Jeden dwa dni starczą. 
-To prawie tak, jak ja. Może być plaża, ale w cieniu.
Prawie idealnie- pomyślała nie wiedząc, że chodzi tak głównie, aby popatrzeć sobie na panienki.
-Byłeś w jakiś ciekawych krajach? -zapytała.
-Typowych. Niemcy, Czechy, Włochy, Chorwacja. Najwięcej po Polsce jeżdżę- mówił, bo jeździł głównie z Markiem w interesach.
Piękna nasza Polska cała,
Piękna, żyzna i niemała….- cichutko wyśpiewał pierwszą zwrotkę tego, co przypomniało mu się ze szkolnej akademii.
Śpiewający patriota i to podwójny patriota.
-Z tym to się zgadzam. Podoba mi się w naszej krainie. Tej dużej i małej.
-Teraz moja kolej na pytanie- mówił Olszański. —Bez jakich trzech rzeczy ułatwiających życie mogłabyś się obejść przez jeden dzień.
-Karta do bankomatu, dostęp do Internetu i samochodu, bo nie mam- dodała w myślach. —Zrealizowałeś swoje marzenia z dzieciństwa o byciu kim tam- rzuciła pytaniem.
-Nie bardzo, bo w czesnym dzieciństwie chciałem być, jak mój dziadek dźwigowym na dużych budowach. Później odkrywcą jak Kolumb albo podróżnikiem jak Tomek Wilmowski, albo Staś Tarkowski. Kochałem te książki. Teraz to głównie czytam kryminały i horrory. Chociaż nie pogardzę czymś bardziej ambitnym. Ostatnio czytałem o tajemnicach sławnych osób. Kto czego się bał, na co chorował do czego miał słabość i tak dalej.
Lubi czytać i jest oczytany. Ciekawa jestem, czym jeszcze zaskoczy.
-Wracając do moich marzeń, to nic nie zostało z nich, bo zostałem w końcu kadrowym mówiąc po polsku. A twoje marzenia z dzieciństwa się spełniły.
-Nie, bo jako dziewczynka to chciałam być tak typowo dla dziewczynek, czyli pielęgniarką, a później kimś z telewizji. Aktorka, prezenterka, piosenkarka.
-Ja już jako nastolatek marzyłem o karierze gitarzysty jak Rudolf Schenker z Scorpions. Lubię taką muzykę. A jakiej ty słuchasz?
-Pop - odparła Ula. —A twój najlepszy kumpel za co cię ceni?
-Za dowcip, lojalność, pomoc w trudnych chwilach, nie oszukuje go, bezinteresowność.
 To co ja cenię u innych- myślała. Ideał. Ula nie miałaś szukać sobie kandydata na męża.
Z tą samą chwilą rozbrzmiał dźwięk oznajmiający zamianę miejsc.
-Miło się rozmawiało- usłyszała na pożegnanie od nieznajomego. —Cześć.
-Cześć- odparła.
Zobaczymy co będzie teraz. Siódemka ma plusika- pomyślała, gdy poczuła, że ósemka usiadła. Z tą samą chwilą przez plecy przebiegł dreszcz.
-Cześć piękna trzynastko- zagadnął.
Co za idiotyczny tekst. On tak do wszystkich.
-Cześć. Ty tak do wszystkich?
-Jakoś rozmowę trzeba zacząć. 
-Chyba że w klubie nocnym. Nie tutaj.
-To znaczy, że chodzisz w takie miejsca? Pytam, bo może nawet mieliśmy okazję się spotkać.
-Wątpię. Na cześć ślicznotko nie reaguję.
-To znaczy, że nie jesteś z tych łatwych dziewczyn?
-Łatwych, to znaczy z jakich? Które wierzą w każde słodkie słowo, a za drobny prezent są w stanie zrobić wszystko. Żenujące.
-Czyli intelektualistka.
- Mam uznać to za komplement.
-Jak najbardziej. Zawsze chciałem poznać dziewczynę na poziomie.
-Poziomie czego?  Intelektu czy statusu życiowego.
-Intelektu, bo o status nie muszę się martwić. Rodzice się o to postarali. Są współwłaścicielami dużej dobrze prosperującej firmy.
I to ma mi zaimponować?
-Po prostu w czepku urodzony.
- Nie jesteś przypadkiem zodiakalnym rakiem?  Mam dzisiaj uważać na raki.
-Ktoś tu wierzy w horoskopy- zakpiła.
-Czyli ty w takie rzeczy, jak horoskopy to, że jest ktoś komuś pisany i w miłość od pierwszego nie wierzysz.
-W intuicję wierzę. I pierwsze wrażenie.  Ono jest najważniejsze.
Tylko jak to ma się do tego, że poczułam dreszcze, gdy usiadł, a teraz wszystko posypało się.
-W takim razie ja muszę należeć do tych odczuć negatywnych- odparł, zaskakując ją.
-Nie aż tak szybko oceniam. Muszę mieć dłuższy kontakt. Nic tak naprawdę nie wiem o tobie.
-Młody, przystojny, kulturalny kawaler, bez nałogów, bezdzietny chyba, z dobrą pracą, z samochodem, własnym domem, uczynny, koleżeński. Wystarczy?
-Na co? Na ogłoszenie matrymonialne czy na pochlebianie sobie?
-Zapomniałem o najważniejszym. Jestem dobry w tych sprawach.
-Ego masz chyba ze wszystkiego najlepsze i największe- odparła, gdy rozległ się dzwonek oznajmiający zamianę miejsc. —Cześć.
-Cześć- odparł zaskoczony.
Co za palant. Irytujący palant. Myśli, chyba że wszystkie panny będą do niego leciały jak pszczoły do miodu. 



W kolejnych kandydatach tyle pozytywnych cech jak w siódemce nie znalazła. Na sam koniec w swojej karcie zaznaczyła panów z numerami 7, 10 i 12.
Całkiem inne odczucia miała Wioletta, bo u niej na pierwszym miejscu znalazła się 8. Do tego dodała 4 fotografa z agencji modelek oraz 11 stomatologa. Rozważał jeszcze zamianę 11 na 7, bo przy 7 miała ochotę zobaczyć, jak wygląda.
Marek i Sebastian po wyjściu z klubu mogli obgadać sprawę.
-No i ustrzeliłeś kogoś- zagadnął Olszański.
-Nie tą, którą chciałem- odparł Marek. —Chciałem pyskatą 13, a okazało się, że wybrała mnie 14 i 5. A tą 14 tylko dlatego wybrałem, bo zapamiętałem, że na pytanie co ostatnio widziała ciekawego to odpowiedziała, że Piramidę Racławicką.
-Żartujesz. Ja chciałem 14, ale mnie nie wybrała. Mam za to twoją 13.
-Dawno tak denerwującej kobiety nie miałem okazji poznać.
-Dlaczego denerwująca Marek? - pytał Olszański. — Po 14 była u mnie na drugim miejscu. 
-Widocznie tylko tak na mnie zadziałała.
-Skoro ci zależy na poznaniu 13 a mi na 14, to przyjdź na moje spotkanie, a ja przyjdę na twoje.
-Ok Seba. Jestem ciekawy, jak wygląda ta złośnica.

Nie było mnie tu dłuższy czas, czyli siostry Ranczuli, bo trzeba było nauką się zająć.  Od 1 lipca byłam najpierw na obozie, a później z rodzicami na wczasach.
Tak dla wyjaśnienia to pomysł dała siostra i rozpiskę. Później jeszcze, gdy  ja bawiłam siostrzeńców, to ona dopisała cały fragment rozmowy Uli z Sebastianem i Markiem oraz sprawdziła i poprawiła.


niedziela, 4 sierpnia 2019

Skazani na miłość cz. 24



Szkoda Ula, że nie widziałaś, jak Marek powiedział im, że ciebie kocha i nic tego nie zmieni. A co on tego ci nie mówi? Albo jest nieprawdą? Prawdą tylko ja zbyt mało mówię o tym Uli- Ula karmiąc synka, analizowała jednocześnie słowa wypowiedziane parę minut wcześniej przez Bartka i Marka. Głównie to rozmyślała nad odpowiedzią Marka, że zbyt mało mówi o tym, bo prawda była taka, że w ogóle nie mówił o takich uczuciach. Zastanawiała się również, co ma przez to rozumieć, bo okazji na dalszą rozmowę i wyjaśnienia nie było. Równo bowiem z tą zastanawiając wypowiedzią Marka, z głośnika elektrycznej niani dobiegł ich nagły i głośny głos płaczącego Piotrusia. Nie czekając więc na dalszy przebieg rozmowy, poszła od razu do synka.
Paulina tymczasem nie zważając na to, że jest dopiero po dwunastej i ma popołudniowe wyjście, to popijała drinki. Piła zaś z niepowodzenia planu i po kłótni z Ewą. Z każdym łykiem zrastała w niej również nienawiść do Uli i Marka, a w głowie szykowała kolejny plan na to, aby oni nie byli ani razem, ani szczęśliwi. Potrzebowała tylko czasu na zrealizowanie go i na uśpienie czujności Marka. Nie przypuszczała tylko, że Marek właśnie kończy oglądać nagrania z jej domu, a jej plany spalą na panewce.
-Jest coś ciekawego? - zapytała Ula, schodząc z nakarmionym i przewiniętym Piotrusiem na dół.
-Nawet sporo Ula. Paula postanowiła umilać nam stopniowo życie. Na szczęście Bartek troszczy się o nas i przyniósł nam kasety- mówił, wyłączając laptop.
-Widać, że sporządniał- odparła, kładąc synka do kojca w salonie.


-Dokładnie tak. Nie myślałem, że kiedyś to powiem, ale zaczynam lubić go i doceniać. Powiem nawet więcej. Szkoda mi go. Wchodząc w układ z Pauliną, wpakował się w niezłe bagno. 
-Wywęszył łatwy zarobek, to się skusił- stwierdziła klarownie. —Zresztą nigdy nie krył się z tym i nic nie kręcił. Wyłożył przysłowiową kawę na ławę. Jeszcze w szkole zazwyczaj mówił to, co myślał. Chociaż nie zawsze było to miłe i taktowne.
-Właśnie Ula, a jeśli chodzi o to, co powiedział, że ja przy Paulinie powiedziałem, że…-zaczął, choć nie bardzo wiedział, co ma powiedzieć. 
-Spokojnie Marek- wtrąciła rozczarowana, bo była przekonana, że chce wszystko odwołać. —Jeśli powiedziałeś to, tylko dlatego, żeby odczepiła się od ciebie, to zrozumiem. Nigdy nie umawialiśmy się na miłość –dodała, próbując odejść.
-Nie Ula- odparł, podchodząc do Uli i zatrzymując ją. —To jest prawda. Ty i Piotruś jesteście najważniejsi i nie wyobrażam sobie życia bez was- mówił, obracając do siebie. —I nie mówię tego, tylko dlatego że parę dni temu mówiłaś, że zawsze możesz wrócić do Rysiowa. Kocham was i zrozumiałem to, gdy wyjechaliście do SPA. Tak bardzo tęskniłem za wami i tak bardzo było tu pusto. Gdy wróciłaś już, to bałem się powiedzieć, co czuję.  Wróciłaś taka piękna, że bałem się, że pomyślisz, że tylko dlatego zainteresowałem się tobą, bo wypiękniałaś i że tylko uroda się liczy, a nie to jaka jesteś wewnątrz. Wygłupiłem się Ula? - dodał, gdy nic nie mówiła przez chwilę.
-Nie, nie wygłupiłeś się- mówiła z oszołomieniem. —Jestem po prostu zaskoczona i szczęśliwa.  Od tak dawna marzyłam usłyszeć te słowa i sama czuję to samo. Nie myślałam jednak, że i ty. Tak bardzo różnię się od twoich innych, innych znajomych- mówiła wahając się, bo nie bardzo wiedziała jak określić jego byłe kochanki.
-I to jest najpiękniejsze w tobie, bo różnisz się od innych kobiet, które znałem- mówił, biorąc w swoje dłonie jej twarz. —One były puste, a ty w tym aspekcie jesteś piękna. Nie potrzebuję pięknych, uwodzicielskich kobiet, ale jedną taką, która da mi prawdziwe rodzinne szczęście. Kocham cię Ula i nie zamierzam stracić ani ciebie, ani Piotrusia. Chce, żebyś była częścią mojego życia. Chociaż źle to powiedziałem. Chcę, żebyście byli całością mojego życia. Dasz mi taką szansę Ula?
-Już ją masz, bo kocham cię- odparła ze łzami w oczach.
Po tym wyznaniu przylgnął do jej ust w namiętnym i pełnym miłości pocałunku. Pocałunek przerwał na jedną krótką chwilę, aby powiedzieć jej, że jest jej skarbem i wrócił to jej ust.  Były to ich pierwsze pocałunki od ponad roku. Wtedy jednak wyrażały tylko pożądanie, a teraz było w nich coś nowego.  Marek bowiem bez pośpiechu i z uczuciem muskał jej wargi, a kciukami gładził policzki.



- Nigdy nie myślałem poważnie o rodzinnym życiu- rzekł, gdy oderwał się od jej ust. —Ani przy Paulinie, ani przy jakiejkolwiek innej kobiecie. Dopiero teraz. Będę musiał podziękować Bartkowi. Gdyby nie on to dalej byśmy żyli pod jednym dachem, tracąc coś pięknego.  
-Będziesz musiał- przytaknęła. —A, jeśli chodzi o spoważnienie to zrobię wszystko, co w mojej mocy, abyś czuł się w tym nowym życiu jak najlepiej. 
-Z tobą na pewno kochanie- odparł, obejmując ją.
Popołudnie upłynęło im pod znakiem sporej dawki czułości i radości. Razem przygotowali sobie lekki obiad i zajęli się synkiem. Był też czas, aby Marek opowiedział Uli o to tym, co widział na nagraniach. Przed szesnastą i korzystając z tego, że Piotruś śpi, poszli się ubierać na wyjście do teatru. Marek swoją garderobę miał na dole, to tam szukał odpowiedniej koszuli i krawata. Gdy kończył go właśnie wiązać, usłyszał dzwonek drzwi wejściowy, to poszedł otworzyć drzwi. Spodziewał się w drzwiach zobaczyć rodziców, ale zamiast nich w progu stała Paulina.

W czasie, gdy Ula i Marek przeprowadzali swoją ważną rozmowę kilka ulic dalej Paulina zmożona wypitym alkoholem drzemała w salonie. Sen przerwał jej dzwonek do drzwi.  Otwierać się jej nie chciało, to zawołała po nianię Agnieszki, a chwilę później usłyszała głosy niedoszłych teściów witających się z nianią. Zdążyła jeszcze tylko usiąść i upić łyk trunku, gdy pojawili się w drzwiach salonu.


-Czym zawdzięczam waszą wizytę? - zapytała na ich widok.
-Pijesz? -odparł pytaniem Krzysztof.
-Dorosła jestem- odburknęła.
-Ale nie zachowujesz się jak dorosła- odparła Helena z naganą. —Pijesz, zaniedbujesz Agnieszkę, a do tego psujesz związek Uli i Marka.
-Synalek się poskarżył- wtrąciła Febo.
-Masz przestać wchodzić w ich życie- rzekł Krzysztof.
-Bo co? -pytała bezczelnie. —Wykreślicie mnie z testamentu, jeśli tam jestem albo wyrzucicie z zarządu?
-Nie Paulinko. Mamy coś znacznie lepszego, a dla ciebie gorszego- oznajmił Dobrzański. —Nie myśleliśmy, że kiedyś przyjdzie nam to wykorzystać, ale szczęście syna jest najważniejsze.
-Pamiętasz Ala Mineo? -odezwała się ponownie Helena. —Starszy pan w sklepiku z pamiątkami w Mediolanie. Wraz ze znajomymi zniszczyłaś jego sklepik, okradłaś i pobiłaś.  Później miał przez to, przez resztę życia kłopoty zdrowotne. Nie wiadomo jak wszystko by się skończyło, gdyby Aleks się tam nie pojawił. 
-Można jednak przewidzieć, co by było -wyrokował Dobrzański. —Policja zwinęłaby cię wraz z Robertą i Dario albo on umarłby. Ty byłaś najstarsza z nich, prawie dorosła, pijana i tak łatwo z kłopotów byś nie wywinęła.
-Nie ja go uderzyłam- odezwała się zszokowana, tym co usłyszała.
-Wystarczy, że tam byłaś- argumentował Krzysztof. —Minęło co prawda trzynaście lat, ale sprawa nie jest jeszcze przedawniona.
-Nie zrobicie tego- mówiła Febo, ale już mniej pewnie.
-Zrobimy i zastanów się, co jest dla ciebie najważniejsze- odparł. —Twoja wolność i niesława czy spokój Uli i Marka.
-Sami będziecie pociągnięci do odpowiedzialności za ukrywanie dowodów- próbowała jeszcze się bronić.
-Zaryzykuje- odrzekł Krzysztof. —Wtedy, tylko dlatego milczeliśmy, bo dopiero co straciłaś rodziców i myśleliśmy, że pogubiłaś się w tym wszystkim. Teraz dobrze się zastanów, bo nas nic nie powstrzyma przed ujawnieniem prawdy. Szczęście syna jest dla nas najważniejsze.
-Dużego wyboru nie mam- syczała przez zęby.
-Ale masz chyba jeszcze rozsądek- odezwała się Helena. —My powiedzieliśmy swoje i teraz tylko od ciebie zależy, co robisz.  Możesz zaprowadzić nas teraz do Agnieszki? Zanim wyjdziemy, chcemy jeszcze przywitać się z naszą wnusią.

Wizyta niedoszłych teściów i ich żądania jeszcze bardziej ją rozwścieczyły i skłoniły do podjęcia kolejnych, choć nieplanowanych działań. Dlatego też nie zważając na ich pogróżki przed spotkaniem z Matteo pojechała do Marka i Uli, aby choć trochę popsuć im popołudnie. Chęć zemsty bowiem była znacznie większa od tego co mówili  Dobrzańscy. 


-Zadowolony jesteś- rzekła w ramach powitania. —Twoi rodzice byli u mnie z pretensjami. Mały chłopczyk musiał się poskarżyć- dodała, próbując wejść do środka, ale Marek zagrodził jej drogę.
-Ty chodziłaś do nich co chwila ze skargą. Z każdym najmniejszym głupstwem- mówił z wyrzutami.
-Więc zemsta.
 -Nie Paula. Tylko ty zachowujesz się jak Kali.  Jak Kali ukraść krowa to być dobrze, a jak Kalem ktoś ukraść krowa to być źle?
-Nie filozofuj. Nie wpuścisz mnie do środka?
-Nie Paula. Zaraz wychodzimy.
-Czyli Ula jest.
-Nie twoja sprawa. Po co przyszłaś? Przeprosin się nie spodziewam.
-Chcę zapytać ją, jak się czuje po tym, jak weszła między nas i odebrała miłość i szczęści innej kobiecie.
-O jakiej miłości i o czyim szczęściu mówisz Paula- mówił z irytowaniem.  —Między nami były tylko pozory szczęścia i rozstaliśmy się długo przed tym, jak związałem się z Ulą.
-Bo ciągle wszyscy i wszystko było ważniejsze ode mnie. Nie wspominając, o twoich kolejnych zdradach.
-A twój charakter to nie był powód. Nieustannie robiłaś mi awantury. Tak jak teraz. Jedź do domu Paulino.
-Nie tak prędko. Nie powiedziałam jeszcze, co myślę o tobie i tej lafiryndzie.
-Licz się ze słowami -wtrącił.  To mój dom i nie masz prawa nikogo w nim obrażać. Lepiej będziesz, jak wyniesiesz się stąd.
-A jak nie, to co Marek? - prowokowała. — Tak jak twoi rodzice nastraszysz mnie policją.
-Dokładnie tak mogę zrobić. Nachodzisz mnie, obrażasz i do tego jesteś pijana. Jeszcze prędzej podstępem próbowałaś zrujnować moje życie. Mam nagrania z twojego domu jak umawiasz się i płacisz jakimś ludziom. Gdyby to miało nie wyjść, to planowałaś podróż swoją i Ewy do Berlina w tym samym czasie co ja lecę i tam miałem wpaść w wasze sidła.  Zastanów się więc, co jest dla ciebie najlepsze. Dobrowolne odejście czy sięgnięcie przeze mnie po telefon.
-Pójdę, ale najpierw powiem ci jedno Marco- zaczęła, ale w drzwiach pojawiła się Ula, która zeszła na dół, bo usłyszała kłótnię. Febo nie widziała jej dłuższy czas i choć Ewa wspominała jej pięć dni wcześnie, że Ula nie jest już szarą myszką, to nie myślała, że jest aż tak piękna.
-Paula, jeśli masz mi coś do powiedzenia to mów, bo nie mamy czasu -rzekła ze spokojem.
-Myślisz, że jesteś szczęściarą i że ta twoja miłość będzie trwała wiecznie? - pytała z pogardą. —To powiem ci, że nie.  Zostawi cię prędzej czy później. Znudzi się jak każdą i zacznie zdradzać.
- Przyjęłam do wiadomości i do widzenia Paulino- odparła ze stoickim spokojem Ula.
- Teraz mi nie wierzysz, ale sama się kiedyś przekonasz -kontynuowała mimo to Paulina. —To będzie moja satysfakcja za wszystkie krzywdy, jakie mi wyrządziłaś.
-Głucha jesteś? - odezwała się Marek, gdy ciągle tkwiła w miejscu. —Powiedziałaś, co miałaś powiedzieć i do widzenia- mówił, gestykulując. —Taksówka czeka na ciebie i trąbi.
-Bez obawy. Idę już. Nie zamierzam spóźnić się na spotkanie z Matteo.
-Chyba jej nie uwierzyłaś, że kiedyś znudzisz mi się Ula? – zapytał Marek, jak tylko zamknął drzwi za Febo. —Nie ma takiej siły, żebym przestał cię kochać.
-Nie, nie uwierzyłam Marek, bo wiem, że się zmieniłeś.
-A podobno faceci się nie zmieniają -przekomarzał się z nią.
-Czasami zdarzają się wyjątki od reguły.
-To znaczy, że jestem w tej elitarnej grupie kształtów i pszczółek?
-Na to wygląda- odparła rozbawiona jego porównaniem.
-A tak na poważnie Ula to dzięki tobie się zmieniłem.  I jestem ci bardzo a bardzo wdzięczny za to- mówił, wpatrując się w jej twarz.
-Żadna moja zasługa Marek –mówiła cicho. —Ty sam chciałeś być inny.
-Niech ci będzie Ula. Nie zamierzam nigdy kłócić się z tobą i tylko dlatego przyznam ci rację- odparł, zbliżając swoje usta do jej ust.
Pocałunek długi nie był, ale za to w stylu filmowy.  Marek objął Ulę w pasie, popatrzył w oczy, schylił się nisko razem z nią i pocałował. Te parę sekund wystarczyły jednak, aby Ula z rozkoszy zamruczała.
-Czy to, co usłyszałem, oznaczało jęk? – zapytał, wpatrując się w nią kokieteryjnie.
-Nie panie Dobrzański to była zmywarka- odparła, nie dając mu satysfakcji. —Miałeś zadzwonić po mechanika.
-Fakt Ula. Miałem. Zaraz zadzwonię.
- Teraz to musimy pospieszyć się z ubieraniem, bo twoi rodzice powinni być lada moment- odparła.

Sobotni popołudnie i wieczór okazały się nie tylko bardzo szczęśliwe dla Uli i Marka, którzy po wizycie w teatrze poszli na kolację i na spacer po oświetlonych uliczkach Warszawy, ale i dla paru innych osób.



Wioletta i Sebastian bowiem właśnie tego dnia świętowali pierwszą rocznicę poważnego związku i z tej okazji wyjechali na romantyczny weekend do Krakowa. Olszański na samym wyjeździe nie zamierzał poprzestać i planował oświadczyć się Wioli przy krakowskich sukiennicach. Liczył również, że Marek pójdzie w jego ślady i podejmie w końcu męską decyzję co do Uli.
Bartek, który to gościł Camillę Gotti ciocię Agnieszki, również miał udany wieczór. Kobieta bowiem przyszła niezapowiedziana w odwiedziny do bratanicy i pod nieobecność Pauliny dotrzymał jej towarzystwa, nawiązując jednocześnie szybką znajomość. Oboje jak okazało się, znaleźli wspólne tematy do rozmowy i choć dzieliły ich bariery językowe i musieli korzystać ze słownika internetowego, to mieli o czym rozmawiać.
Całkiem inaczej miała się sprawa z Pauliną i Matteo jej nowym znajomym, z którym to wiązała nadzieję na lepszą przyszłość. Ich wspólne charytatywne wyjście nie udało się, bo Paulina po spożyciu zbyt dużej dawki alkoholu zaczęła zachowywać się poniżej jakiegokolwiek poziomu. Naubliżała kelnerowi, głośno się śmiała i rozmawiała, a na koniec obraziła jedną z ważniejszych osób. 
CDN WE WRZEŚNIU

poniedziałek, 22 lipca 2019

Skazani na miłość cz.23



Od czasu jak Ewa powiedziała Paulinie o niepowodzeniu z uwiedzeniem Marka, ta szukała sposobów na to, aby Ula chociaż myślała, że Marek nie zmienił się i dalej ma kochanki. Plan już na to nawet miała, bo wyczytała z jednej z gazet. Teraz brakowało tylko odpowiedniego momentu. Ten zaś sam trafił się przypadkiem w czwartkowy ranek, gdy poszła do salonu piękności "Z naturą na ty." Tam, właśnie, gdy zapisywała się na wizytę, usłyszała rozmowę telefoniczną rejestratorki z klientką. 
-Dzwoniła pani do nas wczoraj i możemy zapisać panią na sobotę. (…) Urszula Cieplak. (…) Tak może zabrać pani synka. Jest sala zabaw i profesjonalna opiekunka. (….) Wiek się nie liczy i nawet młodsze dzieci mogą tu przychodzić, tak jaki i karmić. (…) W takim razie zapraszam na sobotę na godzinę dziesiątą trzydzieści.
Oprócz rozmowy podejrzała również numer telefonu klientki, a końcówka 998 była z numeru komórki Uli.
Po opuszczeniu salonu zaczęła działać i dzwonić w parę miejsc. Drobnych oszustów znających się dobrze na sprawach elektroniki i alarmach samochodowych, znała jeszcze z czasów, gdy Aleks nie był w więzieniu i teraz postanowiła skorzystać z ich usług.
Znała też charakter Uli i wiedziała, że nie będzie działać gwałtownie tylko skrywać w sobie. Idąc również za powiedzeniem, że tylko winni się tłumaczą, to wierzyła, że jej plan się powiedzie, bo w ewentualne tłumaczenia Ula nie uwierzy.

Marek u Pauliny nie zamierzał długo przebywać. W planach miał tylko oddać przywiezione rzeczy, przywitać się ze swoją przyszłą chrześniaczką, wrócić do domu i zacząć przygotowania do wyjścia do teatru z Ulą a później na romantyczną kolację. W planach miał również ważną rozmowę na temat swoich uczuć. W dobrym  nastroju zaparkował swojego Jaguara przed domem i poszedł w stronę drzwi wejściowych. 



 Febo jednak podstępem postanowiła zatrzymać go.
-Pijesz od rana – zapytał, gdy otwarła mu z kieliszkiem w ręku.
-To ze zdenerwowania Marco- zaczęła z przestrachem od drzwi. — I tylko jeden kieliszek. Tak się boję. Niania Agnieszki musiała wyjść na dwie godziny, a Bartek poszedł na siłownię i jestem sama z nią.
-I co Paulino pampersa boisz się zmienić- zakpił.
-Nie o to chodzi. Widzisz te ciemne auto z przyciemnionymi szybami? – pytała, odsuwając delikatnie żaluzje w oknie. — Wczoraj również stało tutaj. A niedawno jakiś facet wysiadł z niego i patrzył w stronę domu. To na pewno znajomy Bartka. Obracał się przecież w przestępczym świecie. Boję się, że może tu przyjść i coś nam zrobić.
-Paula chyba przesadzasz. Zresztą dom jest pod ochroną agencji ochroniarskiej.
-Agencja nic tak naprawdę nie zrobi. Nie ma ich tu. Bartek powinien wrócić niedługo. Dzwoniłam już po niego i już jedzie- skłamała. —Poczekaj tylko na jego powrót.  
-Nie mam czasu na siedzenie tutaj.  
-Jeśli nie dla mnie to dla Agnieszki zostań- wtrąciła. —Masz być w końcu jej ojcem chrzestnym. Opowiesz mi przy okazji, co w firmie i corocznym balu mody w Berlinie. Rok temu byliśmy w Berlinie jeszcze razem. Pamiętasz?
-Paula, jeśli chcesz wracać do tego czasu, to wychodzę.
-Ok Nie będę. Z pół godziny możesz chyba poświęcić.
-Dobrze zostanę i poczekam, aż ktoś wróci- mówił, rozbierając się z płaszcza. —Ale robię to tylko dla Agnieszki, bo nie powinnaś opiekować się córką w tym stanie. Wątpię, że tylko jeden kieliszek wypiłaś.
-Napijesz się czegoś. Idę robić sobie właśnie kawę- odparła, nie komentując jego ostatniego stwierdzenia
-Dziękuję, nie trzeba.
Paula w kuchni zniknęła na parę minut, a on z braku innego zajęcia usiadł na kanapie i w oczekiwaniu na jej powrót, zajął się oglądaniem ostatniego numeru Auto Świat. Równo z jej powrotem do salonu, wrócił i Bartek.
-Cześć Marek- rzekł od drzwi Dąbrowski. —Zobacz, kogo spotkałem przed domem- dodał, ciągnąc za sobą Ewę.
-Co tu robisz? -zapytał ze zdezorientowaniem Ewę. —Dwa dni temu miałaś odlecieć do Pragi.
-Postanowiłam zostać, a Paula zaprosiła mnie na kawę. Chyba mogę odwiedzić koleżankę Marco?
- Ja bym jej nie wierzył- stwierdził wymownie Dąbrowski. —Jakiś koleś kręcił się przy twoim samochodzie i wydaje mi się, że dała mu cynk, że ja jadę. Chciałem go nawet złapać, ale zanim wysiadłem z samochodu, to wskoczył do czerwonej Toyoty i odjechał z piskiem opon. Zapamiętałem numer rejestracyjny, to jakby co jest.
-Jeszcze tego brakowało, żeby auto mi ukradli- mówił, idąc w stronę drzwi.
-To na pewno jacyś jego koledzy, a teraz bohatera zgrywa- rzekła wymownie Febo, zanim Marek zdążył wyjść. —Nie dziwne, że nadjechał akurat wtedy, gdy ktoś grzebał coś przy twoim aucie.
-Zwariowałaś Paula- wtrącił Dąbrowski. — Jacy koledzy. Wróciłem szybciej do domu, bo przypadkiem spotkałem panią Dorotę (niania Agnieszki) i powiedziała mi, że Ewa przyszła do ciebie, że dałaś jej wolne i że same chciałyście zajmować się Agnieszką.
-To Paulina nie dzwoniła po ciebie? - zapytał Marek, zawracając.
-Ona niby miała dzwonić po mnie? - zdziwił się Bartek. —Sam wróciłem, bo wszystko wydawało się podejrzane.
-A ty komu wierzysz. Mnie czy Bartkowi? – pytała Febo.
- Bartkowi. Słyszałeś coś o ciemnym zaparkowanym samochodzie przed waszym domem? Podobno parkował i wczoraj.
-Pierwszy raz słyszę Marek- odparł pewnie. —Chociaż sąsiad robi sobie nowy podjazd i parkuje takim autem naprzeciwko okien.
- Paula można wiedzieć, co knujesz z Ewą? – pytał, mając już wystarczająco dużo dowodów na złe intencje Febo i Nowotnej. —Mówisz, że dzwoniłaś do Bartka, jak nie dzwoniłaś, ciemny samochód to samochód sąsiadów, Ewa ukrywa się w ogrodzie, a ktoś próbuje ukraść mi samochód.
-To brednie Marek- odparła z oburzeniem Paulina.



-Oczywiście, że coś knują Marek- odezwał się ponownie Bartek. — Parę dni temu słyszałem, jak Paulina mówiła Ewie, że toczy z kimś walkę i pytała, po czyjej jest stronie. Powinienem domyślić się, że to o ciebie chodzi.
-To, co miałyście takiego w planach?- pytał, spoglądając to na jedną, to na drugą.  Uśpienie mnie i zrobienie kilku zdjęć w ramionach Ewy albo innej panienki.  Albo uszkodzenia mi auta. Czyli zmowa milczenia- dodał, gdy nie odpowiadały. —Ja mogę nie milczeć i dużo powiedzieć o was- mówił, tłumacząc raz po raz na angielski, aby Nowotna wszystko zrozumiała. —Zwłaszcza o tobie Ewo. Jest taka jedna tajemnica, o której tylko my wiemy. Chyba nie chcesz, aby znajomi dowiedzieli się o pewnych rzeczach- dodał, mając na myśli test wierności a któremu to poddała go Paulina, a przynętą miała być Ewa.
-Marco poważnie nie mówisz? - odezwała się momentalnie Ewa.
-Bardzo poważnie. No więc. Jaka jest twoja decyzja.
-Był taki plan Markus -zaczęła wbrew protestom Febo. —Paula przypadkiem dowiedziała się, że Ula idzie dzisiaj do kosmetyczki i postanowiła skorzystać z okazji. Miała zatrzymać ciebie na jakieś półgodziny u siebie, aby w tym czasie jej znajomi mogli podstawić twój samochód w po drugiej stronie tego salonu piękności Z naturą na Ty”, a Ula miała zauważyć go. Twój Jaguar już sam rzuca się w oczy, ale dla zwiększenia pewności, że jgo dostrzeżesz, to jakiś dwóch chłopaków miało się nim głośno interesować. Ja miałam wtedy pojawić się i ich przegonić.  Po wszystkim auto miało być odstawione z powrotem na podwórko. Daleko od miejsca do miejsca nie jest, bo tylko cztery ulice, to wzbudzenie podejrzeń Uli, miało prawo się udać.
-To znaczy, że chciałyście, aby Ula myślała, że coś jest między nami? - pytał z oburzeniem Nowotną.
-Ciężko myślący jesteś- odezwał się Bartek. —Dokładnie o to im chodziło. Powinieneś być u Pauliny, a twój samochód był gdzie indziej.
-Obie jesteście nienormalne i sobie równe- mówił gniewnie. —Powinienem wszystko zgłosić na policję, a paragraf znalazłby się na pewno. Choćby za kradzież samochodu. I kiedy w końcu zrozumiecie, że nie jestem zainteresowany żadną z was. Tylko Ula jest teraz w moim życiu- dodał, odchodząc.  

Do domu wracał sam na siebie zły, że dał się tak wkręcić Pauli. Nie przypuszczał nawet, że była to tylko część planu i że Ula właśnie ogląda jego stare zdjęcia z Ewą Nowotną. Zanim jednak wrócił, pojechał jeszcze do rodziców, aby opowiedzieć im o intrydze Pauli i poprosić ich o pomoc i rozmowę z Febo.
Ula tymczasem do domu z salonu piękności wróciła kilka minut przed Markiem. Zanim weszła do środka, to wyjęła ze skrzynki parę ulotek i jeden list. Zaadresowany był do niej, to otwarła od razu.  To, co znalazła w środku, było dla niej szokiem i rozczarowaniem. Gdy już dotarła do kuchni wszystko, zgniotła i wyrzuciła do śmieci.
I co teraz? Czy naprawdę coś jest na rzeczy? Tak mizdrzyła się do niego.  Nie będę o nic pytać ani robić wyrzutów. Nie będę drugą Pauliną. To jego życie i może robić z nim co chce. Ja mogę zniknąć z jego życia. Mam, gdzie pójść.
Marek w domu pojawił się kwadrans później, gdy parzyła sobie zioła.
-Cześć Ula- zagadnął od kuchennych drzwi.
-Cześć. Długo cię nie było- odparła z wyrzutami, choć obiecała sobie, że nie będzie robić mu wymówek.  
-Pojechałem jeszcze do rodziców, a prędzej zatrzymała mnie Paulina.
-Co u nich? To znaczy u Pauliny i Agnieszki, bo z twoimi rodzicami rozmawiałam rano. Agusia zdrowa?
-Tak.
-To dobrze- odparła cicho, siadając przy stole.
-Ula stało się coś? Tak dziwnie rozmawiasz ze mną? Może Paula dzwoniła do ciebie?
-Dlaczego miałaby dzwonić?
- Są powody, abym tak myślał Ula. Ona z Ewą uknuła intrygę i gdyby nie czujność Bartka wszystko by się udało.
-Jaką intrygę? Może porobiły ci zdjęcia -mówiła, wstając i wyciągając to, co niedawno wyrzuciła do kosza.
-Ula to są zdjęcia sprzed pięciu lat- mówił, oglądając fotografie. —Zobacz choćby na mój zegarek albo na ten telefon. Widziałaś u mnie coś podobnego.
-Nie, nie widziałam. To, co takiego zrobiły.
-Tak pokrótce chodziło im o to, aby wzbudzić w tobie podejrzenia.  Idąc do kosmetyczki, miałaś dostrzec mój samochód i Ewę w jego pobliżu. Tym samym pomyśleć, że i ja gdzieś jestem w pobliżu. 
-Chyba wiem o co chodzi- wtrąciła. Miałam sądzić, że okłamałeś mnie, bo byłeś, gdzie indziej niż mi mówiłeś- dopowiedziała za niego.
-Dokładnie o to im chodziło. Chciały, abyś złapała mnie na kłamstwie. Jak doszłaś do tych wniosków? 
-Wyczytałam niedawno w jednej z gazet podobną historię. Mąż miał być dłużej w pacy, a żona zauważyła jego samochód na jednym z osiedli i kobietę w nim. Na nic zdały się jego zapewnienia, że go tam nie było, bo widziała na własne oczy jego auto. Później jeszcze ta żona dostała jednoznaczne zdjęcia na zdradę męża. Wiem nawet, gdzie to czytałam Marek. W poczekalni do poradni ginekologicznej, a Paula chodzi tam również. Musiała to samo przeczytać i zasugerowała się tą historią.  Tylko że tam intryga na podstawiony samochód i kochankę się powiodła w pewnym sensie.
-Czyli wyczytała. A ja już myślałem, że to jej autorski plan- mówił kpiarsko.
-Nigdy nie lubiła nadwyrężać głowy. Teraz też jota w jotę wprowadziła w życie historie z tej gazety.
-Fakt, myślenie nie jest jej dobrą stroną. A ty, gdy zobaczyłaś te zdjęcia to, co sobie pomyślałaś? To, że je wyrzuciłaś, coś znaczyło? 
-Wyrzuciłam, bo to śmieci, a miejscem na śmieci jest kosz- odparła dyplomatycznie.
-I nic więcej? – pytał uparcie. —Wydawało mi się, że byłaś rozdrażniona i rozczarowana.
Od odpowiedzi uchronił ją dzwonek do drzwi.
-Zapraszałeś kogoś albo ktoś się zapowiedział- odpowiedziała pytaniem.
-Nie Ula. Siedź, a ja pójdę otworzyć.
Chwilę później w kuchni pojawił się Bartek Dąbrowski.


-Cześć Ula. Jadę na siłownię i postanowiłem przy okazji podrzucić wam dwie kasety z nagraniami od nas z domu- rzekł, siadając na jednym z krzeseł. —Paula pół roku temu kazała zainstalować  w całym domu kamery. Myślałem, że to dla dobra Agnieszki i czy niania nie robi jej krzywdy, ale okazało się, że boi się o swoje rzeczy.
-Cała Paula- parsknął Marek. —Już dawno powinni jej odebrać prawa rodzicielskie.
-To wy nic nie wiecie? -dziwił się Dąbrowski. —We wtorek pojawiła się siostra Mario (prawdziwy ojciec Agnieszki) Camila Gotti i domaga się w imię brata praw na widywanie się z Agnieszką.
- To nas zaskoczyłeś- odparł Marek. —Z wyjątkiem Pauli Włosi są w tych rodzinnych sprawach bardzo zasadniczy. A co jest na tych kasetach?
-Przejrzałem wybiórczo, ale jest tu nagranie, jak spotyka się z jakimiś dwoma podejrzanymi typami i daje im pieniądze.
-Dzięki Bartek. Na pewno przejrzę. A co działo się po moim wyjściu.
-Istna Wieża Babel. Kłóciły się to po polsku, to po włosku, angielsku i czesku. Na sam koniec Ewa wystrzeliła z salonu, nie zabierając nawet swoich rzeczy.
-To chyba po ich przyjaźni- wyrokował Marek.
-Na to wygląda. Szkoda Ula, że nie widziałaś, jak Marek powiedział im, że ciebie kocha i nic tego nie zmieni. Chociaż powinno być tu to nagranie.
-Marek tak powiedział? - zapytała z konsternacją.
-A co on tego ci nie mówi? Albo jest nieprawdą?- pytał skołowany Bartek. 
-Prawdą tylko ja zbyt mało mówię o ty Uli- odparł Marek za Ulę.