czwartek, 3 października 2019

Dla miłości cz. 3


Kolejne dni pobytu Uli i Marka w Komańczy przebiegały już bez zakłóceń i bez telefonów od Pauliny. Rano po śniadaniu wychodzili na pobliskie szlaki, a po obiedzie korzystali z dobrodziejstw SPA. Chodzili na masaże i na basen. Oprócz odpoczywania zajmowali się i bieżącymi sprawami.


-Ula musimy pomyśleć, gdzie będziemy mieszkać -rzekł jej podczas spaceru.
-A w tym mieszkaniu jest ci źle?
-Bardzo dobrze tylko sęk w tym, że za dwa miesiące kończy się umowa za wynajem mieszkania, a domu sprzedać nie będę mógł, bo ma być pod zastaw kredytu.
No i mieszkanko nie jest mi już potrzebne na poczet panienek na jedną noc -pomyślał.
-Pomyślałem sobie, że może jednak dalibyśmy radę zamieszkać w domu?
-Będę z tobą wszędzie szczęśliwa Marek -mówiła, ale bez wiary.
-Drugi wariant jest taki, że wynajmę dom, a ja przedłużę umowę wynajęcia mieszkania – dodał, bo wyczuł, że Ula do końca szczera nie jest.
-To wolę wariant dwa Marek- zadecydowała bez zastanawiania się. —Przyzwyczaiłam się do naszego mieszkania. To znaczy twojego -poprawiła się szybko.
-Naszego Ula. Naszego.
Powrót do pracy był czasem, kiedy musieli szczególnie uważać. Zwłaszcza gdy dzwonili do siebie, bo Aleks mógł zawsze coś wywęszyć albo jego prawa ręka, czyli Adam Turek. Marek musiał również pamiętać, aby zdejmować za każdym razem obrączkę, gdy przychodził do firmy.
Dwa dni po powrocie z podróży poślubnej zajęli się kredytem i dostali go bez żadnych trudów, a spłatę rozłożyli na pięć lat. Kolejnego dnia zaś Marek stał się właścicielem szwalni.
-Wystarczy teraz znaleźć odpowiedniego menażera, dokupić lepsze maszyny, przedłużyć umowy z krawcowymi i możemy rozpocząć działalność -mówił, gdy wracali do domu z aktem własności.
-Z tym pierwszym mogę ci pomóc. Mój znajomy szuka pracy i skończył razem ze mną SGH.
- Świetnie Ula. A za dwa – trzy tygodnie jak uporam się już z rodziną i udziałami przepiszę ci szwalnię.
-Marek szwalnia nie jest dla mnie ważna. Ty się liczysz.
-Kochanie wszystko, co moje i tak będzie w najbliższej przyszłości i twoje. Ja ułatwiam nam sprawę. Nie wiem, tylko czy starczy nam na wszystkie maszyny?
-Jakby co to postaram się o jakąś dotację albo kolejny kredyt Marek.
-Tylko w ostateczności Ula.
Kolejne dni zajmowały im na uruchomianiu szwalni. Marek również podczas odwiedzin ojca w firmie powiedział mu o nabytku. Było to dla niego przyjemnością, bo obecny przy tym był i Aleks a jego mina na pochwały ojca o zaradności była bezcenna.  Ojciec jedynie miał do niego pretensję o to, że nie poprosił ich o pomoc finansową, tylko wziął kredyt.

 Czternastego lutego Marek obudził się w doskonałym humorze, bo obudził się przy kobiecie, którą kochał i po raz pierwszy miało dla niego sens święto zakochanych.  Dla Uli miał karteczkę z życzeniami i mały upominek. Uroczego pluszaka. Podobną kartkę miała i Ula dla Marka oraz etui na wizytówki. Na spędzenie popołudnia Marek miał zaś oddzielne plany. Po przyjściu do pracy dla pozoru zadzwonił i do Pauliny z życzeniami, chociaż nigdy nie obchodzili jakoś szczególnie święta zakochanych. Paulina wypytała go jeszcze o plany na wieczór, podziękowała za telefon i się rozłączyli.
Z pracy Marek urwał się prędzej i przygotował dla żony niespodziankę w postaci serca usłanego na podłodze w salonie z płatków róż. Do tego na meblach poprzyklejał karteczki z napisem Kocham Cię. Gdy Ula wróciła z pracy, zastała Marka kończącego nakrywać do stołu. Na stole stał również osobny bukiet.


-Na kwiaciarnię napadłeś? -zagadnęła na widok salonu.
-Lepiej na kwiaciarnię niż na jubilera Ula. Mniejszy wyrok. Siadaj, a ja zaraz podam ci polędwiczki w twoim ulubionym sosie.
-Rozpieszczasz mnie Marek. Jak ja ci się odwdzięczę?
-Już to robisz. Jest pani najlepszą żoną, jaką mógłbym sobie wymarzyć.

Paulina tymczasem po namowach przez Dobrzańskich postanowił ponownie przylecieć do Polski. Oboje martwili się, że ich dzieci tyle czasu żyją osobno i coraz bardziej oddalają się od siebie. Drugim powodem było to, co powiedział jej Aleks. Brat oznajmił jej bowiem, że w ostatnich tygodniach nie było słychać, aby Marek wdał się w jakiś romans. Do tego chodzi zadowolony i zrelaksowany. Zachowanie narzeczonego było o tyle dziwne, że zdecydowała się pojawić w Warszawie. Tylko że w przeciwieństwie do innych przylotów tym razem postanowiła nie zapowiedzieć się i zrobić Markowi niespodziankę. Data nie była też przypadkowa, bo czternasty lutego. Do Warszawy doleciała w południe i z lotniska pojechała prosto do domu. Stan domu zaskoczył ją, bo wyglądał, jakby od dawna nikt w nim nie mieszkał. Lodówka była niemal pusta, ubrań i kosmetyków Marka brakowało, a w łóżku nikt nie spał. W dodatku druga ich sypialnia była w remoncie. Nad tym na razie nie zamierzała się głowić tylko zająć się przygotowywaniem wieczoru i zadzwoniła po catering. Nakryciem stołu sama się już zajęła. Gdy po szóstej Marka wciąż nie było, zaczęła się denerwować i wydzwaniać do niego. Miał jednak wyłączony telefon. Po godzinie w nerwach rzuciła telefonem o ścianę.
Następnego dnia rano Marek, gdy uruchomił telefon, zauważył nieodebrane połączenia i od razu oddzwonił do Febo. Jej telefon jednak milczał.  Później w czasie przeglądania konta bankowego zauważył coś, co go przeraziło. Poszedł od razu i do Sebastiana.
-Seba problemy. Paula jest w Polsce -rzucił od drzwi chwilę później.
-Jak w Polsce? Skąd wiesz?
-Wczoraj w południe płaciła z naszego konta za catering z Książęcej. Zadzwoniłem tam i faktycznie mieli zlecenie od Pauliny na catering walentynkowi z dostarczeniem na Koszalińską (ulica, gdzie ma dom). Zapłaciła jeszcze za przelot.  Wczoraj pojawiła się w Warszawie.
-Nieźle. Ona w domu czekała na ciebie z uroczystą kolacją, a ty z żonką świętowałeś Walentynki.
-To jest katastrofa Seba – odparł wyraźnie załamany. — W dodatku wczoraj rano, gdy dzwoniłem do niej, powiedziałem, że nie mam jakiś konkretnych planów na wieczór i po pracy wracam do domu. Teraz zacznie się dochodzenie, gdzie i z kim byłem.
-Jakby co to powiem, że zmieniłeś plany i byliśmy na imprezie urodzinowej u Wojtka i nocowałeś u mnie. Mam od niego do swojego mieszkania blisko. Poza tym powinna cię uprzedzić, że przylatuje.
-Dzięki. Na ciebie zawsze mogę liczyć. Miałem nadzieję, że prędzej, jak za tydzień nie przyleci. Nie wiem, co teraz zrobię. Nie chcę z nią sypiać.
- Fakt. Jesteś w sytuacji praktycznie bez wyjścia.
-Muszę wymyślić choćby coś na dzisiejszą noc -myśląc gorączkowo. —Jutro i pojutrze nas nie ma, a później nie wiem co będzie. Złapie jakieś przeziębienie albo za symuluję. 
-Musiałbyś się chyba połamać na tych nartach Marek -rzekł poważnie Sebastian. —Pytanie, tylko czy warto.


Paulina tymczasem po nieprzespanej nocy zaczęła działać i pojechała do firmy. Zanim tam dotarła, wstąpiła jeszcze do biura detektywistycznego, które już w przeszłości pracowało dla niej i śledziło już Marka.
O tym, że Paulina pojawiła się w firmie Marek, dowiedział się wcześniej, bo ochroniarz Władek zadzwonił do niego wedle jego wskazań.


-Paula? Co tu robisz? -zaczął ze zdziwieniem i wstając zza biurka. Choć ochoty nie miał to i pocałował na przywitanie.
-Jestem od wczoraj Marek -oznajmiła, siadając na sofie.  —Przygotowałam dla nas kolację. Gdzie byłeś całą noc? Mówiłeś, że planów na wieczór nie masz.
-Owszem mówiłem, ale w ostatniej chwili poszliśmy z Sebastianem na urodziny do Wojtka -mówił, przysiadając obok niej.
-I ja mam w to uwierzyć? -prychnęła.
- Idź i spytaj Sebastiana. Skąd mogłem wiedzieć, że przyjedziesz?
-On zawsze potwierdzi twoją wersję. Mniejsza z tym Marco -dodała, zmieniając ton na słodki. —Zostanę na ponad tydzień, a nie tylko na sam weekend to nadrobimy wczorajszy wieczór.  Na weekend moglibyśmy wyjechać gdzieś. Tak dawno nie byliśmy ze sobą -dodała, gładząc go czule.
-Paula, ale ja jadę na weekend z Sebastianem do Zakopanego -odparł momentalnie. —To ma być jego urodzinowy prezent od niego.
-Znowu coś wymyśliłeś? -rzekła, ponownie zmieniając ton na ostry.
- Nic nie wymyśliłem Paula -mówił spokojnie.  — Już pół roku temu Sebastian pytał cię o datę wyprawiania moich urodzin, bo chciał zafundować mi weekend w Zakopanem, a nie chciał ingerować w terminach. Ustaliliście, że tydzień przed moimi urodzinami będziemy mogli wyjechać.
-Myślisz, że mam w głowie to, co było jesienią? -pytała. —Kiedy jedziesz?
-Jutro popołudniem a wracamy w niedzielę późno w nocy -odarł i pożałował chwilę później, że nie powiedział, że już dzisiaj mają samolot do Krakowa.
-Na dzisiaj masz również jakieś plany? -zapytała z ironią.
-Tylko siłownię jak co czwartek. Nic się nie zmieniło w tej kwestii.  
-To postaraj się , chociaż szybko wrócić -rzekła przed odejściem.
Po pracy i przed siłownią pojechał do swojego mieszkania. Nie wiedział, tylko że detektyw zaczął już działać i jedzie za nim.

Do domu wrócił przed dziewiętnastą z planem jak uniknąć pójścia do łóżka z Pauliną. Razem z Sebastianem wpadli na pewien pomysł. Febo zastał w ich sypialni, przeglądającą jakieś czasopismo. Przechodząc korytarzem, spojrzał jeszcze na kuchnię, ale wiało tam pustką.
-Jesteś już kochanie -rzekła, wstając z łóżka. —Zamówimy coś do jedzenia, a później będę już tylko twoja. Tak dawno nie byliśmy ze sobą -dodała, głaszcząc po policzku.
-Paula tylko, że ja się źle się czuję -wtrącił, chcąc jak najszybciej mieć to z głowy. —Jestem chory.
-Źle się czuję, jestem chory -powtórzyła zgryźliwie. —Ciekawa jestem na jaką chorobę? Głowa cię chyba nie boli?
-A na co może być chory facet, jak nie może się kochać? -wtrącił.
-Jesteś -zaczęła po chwili, ale nie dokończyła, bo zabrakło jej słowa na określenie jego. —Wiedziałam, że kiedyś syf do domu przyniesiesz!
-Stało się Paula i są gorsze choroby -mówił ze skruchą. Dla efektu próbował przytulić ją również. —Dostałem nauczkę.
-Nawet mnie nie dotykaj -wysyczała.
-Za parę dni będę zdrów jak ryba.
-Twoi rodzice, gdyby wiedzieli, byliby zgorszeni. To choroba kobiet lekkich obyczajów i rozpustników.
-Proszę bardzo, idź do rodziców i powiedz im o rzeżączce i kile -mówił, gestykulując. —Ciekawy jestem, jak zareagują.
-Pojadę spać do Aleksa – odarła z odrazą. —Łóżko pewnie też zapaskudziłeś, a druga sypialnia nie nadaje się do użytku.
Po jej odejściu i upewnieniu, że odjechała taksówką, pojechał ze spokojem do Uli na Sienną.  Tym razem również miał za sobą ogon.  

Do mieszkania jechał z mocnym postanowieniem, że powie Uli prawdę. Prędzej uprzedził ją, tylko że może się spóźnić i żeby nie czekała na niego z kolacją.  Konkretnych powodów przez telefon jej nie zdradził. Gdy dojechał, zastał już Ulę przebraną w koszulę i leżącą w łóżku.  Zmienił i zdanie do tego, co ma powiedzieć Uli. Nie chciał bowiem psuć wieczoru wiadomościami, że Febo już jest.


-Byłem u rodziców porozmawiać o szwalni i urodzinach -skłamał, kładąc się obok niej.
-To już za tydzień Marek. Tydzień ukrywania się -dodała cicho.
- Szybko zleci Ula -rzekł, całując w ramię. —Paulina ma przyjechać po niedzieli -dodał posępnie.
-Było do przewidzenia. I tak długo jej nie było. Boję się tylko, co będzie, jak się kiedyś spotkamy. Odebrałam jej narzeczonego. Miłość życia -mówiła, unikając celowo pytania, gdzie będzie wtedy nocował. —Tak samo będzie z twoimi rodzicami.
-Ula mówiłem ci już, że nie odebrałaś nic Pauli -rzekł zdecydowanie. —Sama jest sobie winna, że ją rzuciłem. A spotkaniem się nie martw. Nie puszczę cię samą na głęboką wodę. Najpierw sam powiem rodzicom. Mama będzie zła, a ojciec jak usłyszy moje argumenty, inaczej spojrzy na sprawę.  
-Optymista -odparła pesymistycznie.
-Skarbie nie myśl o tym teraz -rzekł czule. —Jest tyle innych ciekawszych rzeczy do robienia. Jutro wyjeżdżamy, więc cieszmy się ostatnimi wspólnymi chwilami -dodał, ściągając ramiączko koszuli.

Tymczasem detektyw zadzwonił do Pauliny z pierwszymi ustaleniami.
-Pani narzeczony po pani wyjściu pojechał do centrum na ulicę Sienną -zaczął od najnowszych newsów. —Był tam również po pracy. Zamiast na siłownię pojechał najpierw na Sienną. Wszedł do apartamentowca elegancko ubrany z teczką, a wyszedł z workiem treningowym i dresie.  Godzinę trenował, a później był w saunie i na basenie. Od sąsiadów natomiast dowiedziałem się też, że w ostatnich tygodniach więcej nie było go w domu, niż był.  Jutro rano wrócę na Sienną, a mój pomocnik na Kaszubską -dodał na koniec.
-Dziękuję za dziś. Ma pan z oka go nie puszczać. Chcę wiedzieć, z kim mnie zdradza. A tego, że ma kogoś, jestem pewna.  
Następnego dnia rano Ula z Markiem wyszli razem i pocałowali się na pożegnanie. On wybierał się w góry, a Ula postanowiła wykorzystać ten czas i pojechać do rodziny do Halinowa na weekend. Detektyw zrobił im również zdjęcia i pojechał za Markiem do firmy. Popołudniem odprowadził go na lotnisko.
W poniedziałek rano Ula z Markiem po raz kolejny nieświadomi tego, że są śledzeni, wyszli do pracy razem. Później detektyw dowiedział się, gdzie dokładnie znajduje się ich mieszkanie, gdzie pracuje Ula i jak się nazywa. Wieczorem Marek wrócił do domu, ale gdy Febo zadzwoniła do niego i oznajmiła, że dalej śpi u Aleksa, bo nie zamierza spać w bałaganie, jaki robi ekipa remontowa, to i on pojechał na Sienną. Paulina zaczęła również podejrzewać, że jego choroba to wymysł, bo nie wyglądał, aby cierpiał. Do tego wyjechał na narty, trenował i pływał.
 Kolejny dzień, czyli dwudziesty lutego okazał się najgorszym dniem w dotychczasowym związku Uli i Marka.

piątek, 27 września 2019

Dla miłości cz 2


Życie Uli i Marka od prawie dwóch miesięcy wyglądało jak w dobrym, szczęśliwym małżeństwie. W mieszkaniu Marka mieli część swoich rzeczy i kosmetyków, i tam wracali po pracy. Ula zajęła się również gotowaniem i gdy Marek wracał do domu, to czekał na niego obiad. Kolację zaś razem przygotowywali.  Później wspólnie sprzątali i szli spać. Rano jedli wspólnie śniadanie i omawiali bieżące sprawy oraz zakupy. Markowi żyło się z Ulą znacznie inaczej niż z Pauliną, bo było spokojnie i mógłby już zawsze tak żyć. Sielankę wspólnego mieszkania Markowi mącił tylko fakt przylotu Pauliny na parę dni do Polski na spóźnione święta. Febo bowiem od ponad pół roku więcej czasu spędzała w Mediolanie u babci niż w Warszawie. Seniorka Febo  w ostatnich miesiącach podupadła na zdrowiu i potrzebowała kogoś z rodziny. Nie robiła to jednak z dobrego serca, tylko dlatego że babcia posiadała spory majątek a oprócz niej i Aleksa były i inne wnuki. Nie przyleciała nawet na święta Bożego Narodzenia, bo jej kuzyni zapowiedzieli swoją wizytę i obawiała się, że wykorzystają okazję, aby coś ugrać. Markowi było to akurat na rękę, bo święta w towarzystwie rodzeństwa Febo zawsze były dla niego męką.
Przylot Pauliny pokrywał się z czterodniowym wyjazdem Uli do domu na rodzinną uroczystość i dlatego udało się Markowi zachować w tajemnicy zarówno Ulę przed Pauliną, jak i pobyt Pauliny w Warszawie przed Ulą. Zwłaszcza Uli nie chciał dręczyć takimi wiadomościami. Dla niego były to też bardzo długie dni, bo już następnego dnia po wyjeździe Uli zatęsknił za nią. Nawet w swoim własnym domu czuł się obco, a Paula była jeszcze bardziej nie do zniesienia. Pocieszał się tylko tym, że za parę tygodni skończy trzydzieści lat, rodzice dają mu udziały, a on rozstanie się z Pauliną i przestanie ukrywać się z Ulą. Udziały były też jedyną niezgodą w ich relacjach, bo Ula chciała, aby w końcu ich związek nie był tajemnicą, a Marek trzymał się tego, aby poczekać do jego urodzin.
-Te nasze ciągłe ukrywanie się staje się męczące -mówiła z wyrzutami. —Nie możemy wyjść ani do kina, ani na spacer. Tylko udziały się liczą.
-Zrozum Ula. Nie jestem pazerny, tylko myślę rozsądnie – mawiał w takich chwilach. —Gdybyśmy ujawnili się teraz i rozstał z Pauliną, to rodzice uznaliby, że ciągle jestem niedojrzały, aby dostać udziały. Zwłaszcza że Paula jest ich pupilką od dawna i umie nimi manipulować. Ciągle biegała do nich na skargę, że ją zdradzam.
-Ale i tak później możesz mieć kłopoty -argumentowała. —Zarówno prywatnie jaki i w pracy. Febo mają dwa głosy w radzie i ty z ojcem po jednym, a w razie remisu, to głos prezesa się liczy. A ty po takiej akcji możesz stracić poparcie ojca i będziesz miał jeden swój głos.
-Nie Ula. Ojciec może i jest w sprawach domowych pod pantoflem mamy, ale w sprawach firmy jest sprawiedliwy i nigdy nie szkodziłby na rzecz firmy. Poza tym, rodzice oprócz udziałów mają jeszcze dużą posiadłość z eleganckim domem, dzieła sztuki, domek na Mazurach. Mogę z tego wszystkiego zrezygnować i zostawić nawet Febo, ale nie udziały. Firma to ja. Ula obiecuję ci, że już niedługo z Pauliną będzie łączyć mnie tylko firma, a my będziemy mogli się ujawnić.
-A co zrobiłbyś, gdyby warunkiem rodziców było oddanie ci swoich udziałów w prezencie ślubnym?
-Rzuciłbym Paulę już dawno Ula -mówił pewnie. —Nie jestem samobójcą ani aż tak pazerny.




Czas pobytu Pauli w Polsce i nieobecność Uli Marek zabijał dłuższym pobytem w pracy. Febo oczywiście sprawdzała go tam i na każdym innym kroku. Na jego szczęście nie wymagała od niego seksu, bo miała swoje dni, a które zawsze przechodziła boleśnie i obficie i nie w głowie było jej kochanie się z narzeczonym. Marek uświadomił sobie również, że bycie z Paulą byłoby jak zdrada Uli, a od prawie pół roku był jej wierny.
Dwa dni po powrocie Uli Marek postanowił powiedzieć jej o szwalni. Przygotowywali sobie jajecznicę na kolację i gdy Ula kroiła kiełbaskę, a on cebulę podjął temat.
-Pamiętasz Ula, jak rozmawialiśmy, o tym, że wszystko co mam zawdzięczam rodzicom, a chciałby sam coś stworzyć -zagadnął.
-Pamiętam.
-I dlatego, gdy nie było ciebie, to pogrzebałem w Internecie i znalazłem ogłoszenie o możliwości wykupu upadającej szwalni. Mam trochę oszczędności a na resztę wziąłbym dobry kredyt pod zastaw domu. Wiem, że łatwiej byłoby przez firmę jako żyrant, ale nie chcę firmy obciążać kredytem. Wszystko przechodzi przez biuro Aleksa i wydałoby się, że chcę kupić szwalnie, a ma to być tajemnica. Tylko Seba wie i ty teraz.
- I jak rozumiem mam ci pomóc w znalezieniu odpowiedniego kredytu?
-Dokładnie tak. Mam na wykup szwalni trzy tygodnie. Pomożesz mi?
-Pewnie. Zjemy, a później usiądziemy i ze spokojem przejrzymy oferty.
Po kolacji usiedli w salonie na kanapie z laptopem na kolanach i przeglądali oferty, kwoty i oprocentowania. Wszystko to, co proponowała Ula, miało jednak zawsze jakieś wady.
-Możesz cofnąć – rzekł z zainteresowaniem. —A ten kredyt? -zapytał, pokazując palcem na ekranie reklamę kredytu małżeńskiego.
-Ale to jest kredyt małżeński -odparła ironicznie. —Nie umiesz czytać? Choć faktycznie byłby najlepszy, ale ty nie masz żony.
-Ale zamierzałem się wkrótce ożenić Ula.  
-To jak już się ożenisz, to pogadamy -odparła, mrucząc.
-Ty skusić się nie dasz? Będę dobrym mężem -mówił żartobliwie, aby wprowadzić Ulę w dobry nastrój przed dalszą rozmową. 
-Brzmi to trochę jak oświadczyny.
-Bo to są oświadczyny Ula. Chociaż wiem, że nie tak powinny wyglądać. Mogę jedynie poprawić się troszkę -dodał, padając przed nią na kolana.  —Kochanie wyjdziesz za mnie już teraz, a nie za parę miesięcy.  
-To znaczy, że chciałeś mi się wkrótce oświadczyć? -pytała podejrzliwie.
-Konkretnie to w Walentynki -skłamał, bo konkretnego terminu nie miał.
-Tylko że ty masz czas na kupno szwalni tylko trzy tygodnie -stwierdziła po pierwszym szoku. —Jak chcesz tego dokonać? Wszędzie są kolejki. I w kościele i w urzędzie.
-Mam znajomego w USC i może termin przyspieszyć -mówił, siadając na powrót na kanapie obok Uli. —Poza tym zimą nie ma tylu ślubów. A ślub kościelny weźmiemy latem. Wtedy zaprosimy krewnych i znajomych i wyprawimy huczne wesele. Teraz będzie skromnie. My i świadkowie.
-To znaczy, że w tajemnicy mielibyśmy się pobrać -ni stwierdziła, ni zapytała z wyczuwalnym smutkiem.
-Tak byłoby najlepiej. Chociaż wiem, że i ślub inaczej sobie wymarzyłaś.
-Ślub za kredyt mało jest romantyczny -mówiła z ciągłym niezadowoleniem.
-Najważniejsze jest to, że się kochamy Ula i że chcemy być razem. A ta szwalnia to nasza przyszłość -argumentował. —Nie wiem, jak długo zachowam stołek prezesa. Zwłaszcza jak wyjdzie na jaw, że mam żonę i nie jest nią Paulina.
-A twój znajomy? -pytała sensownie. —Wszystko może zdradzić.
-Nie zdradzi, bo rodziców nie zna, a Paula kiedyś obraziła jego żonę i wyświadczenie, takiej przysługi będzie dla niego przyjemnością. Ula zrobisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie? -zapytał ponownie.
-Zgoda Marek. Wyjdę za ciebie i razem weźmiemy kredyt.
Po tych słowach przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował.
-Kochanie a ta szwalnia będzie prezentem ślubnym dla ciebie -rzekł, gdy oderwali się od siebie.
-Nie musisz Marek.
-Ale chcę Ula.


Gdy następnego dnia Ula wróciła do domu z zakupami na kolacjo- obiad  czekała na nią niespodzianka. Marek bowiem kończył nakrywać stół, a po mieszkaniu roznosił się zapach pieczonego kurczaka. Na stole zaś stał duży bukiet kwiatów.
-Coś świętujemy Marek? -zapytała widząc to wszystko. Poznaliśmy się piątego, pierwszy raz całowaliśmy ósmego, a zamieszkaliśmy razem nie wiadomo, kiedy tak naprawdę.
-Nasze zaręczyny -odparł, zakręcając się przy stole i zabierając z niego kwiaty i pudełko z salonu Apart. Chwilę później był już przy Uli z otwartym puzderkiem i wziął ją za rękę. 
 -Ula przyjmij ten pierścionek na znak moje miłości i wierności- mówił, wsuwając go na palec.
-Wariat -stwierdziła z uśmiechem.
-Zakochany wariat -kochanie. —Dostanę buziaka?
-Dostaniesz, ale najpierw sprawdź, co ci kipi Marek -odparła.

Kolejnego dnia Ula musiała pójść do Wioletty swojej koleżanki i poprosić ją, aby była jej świadkową.
-Jak mam być twoją świadkową? Zaliczyliście wpadkę z Markiem? -pytała, patrząc na jej brzuch.
-Nie Wiola. Nie jestem w ciąży.
-To skąd tak nagła decyzja? - pytała. —Zawsze byłaś taka rozsądna.  
To dla miłości Wiola -pomyślała.
-Kochamy się Wiola i chcemy stworzyć rodzinę. Gdy ty poznasz, kogoś w kim się zakochasz, to również będziesz tak szczęśliwa, jak ja. To jak zgadzasz się Wiola? Nie mam tu nikogo innego w Warszawie.
-Zgoda Ula. Będę twoją świadkową. Tylko to trochę dziwne Ula. Bierzecie ślub, a żyjecie w konspiracji.
-Marek ma powody, ale niedługo się to zmieni. I dziękuję Wiola.

Ślub Markowi udało się zorganizować w dwa tygodnie i w środę ostatniego dnia stycznia pojechali do Urzędu Stanu Cywilnego. Zanim nastąpiło to, to ostatnią noc Ula spędziła u Wioli i tam ubierała się na wyjście. Przy okazji Wiola przygotowała dla niej namiastkę wieczoru panieńskiego i zafundowała jej metamorfozę. W tym samym czasie Sebastian oblewał z Markiem w klubie jego wieczór kawalerski. Następnego dnia Ula z Wiolą oraz Marek z Sebastianem mieli przyjechać osobno do urzędu. Pierwsi byli panowie i czekali na pojawienie się pań. Te wkrótce dojechały, a na ich widok obaj oniemieli, bo nie tylko nowa Ula zrobiła wrażenie na przyszłym mężu, ale i widok Wioli rozpromienił twarz Sebastiana.


-Witajcie -rzekł Marek. —Pięknie wyglądacie. Proszę Ula bukiet dla ciebie -dodał, podając ślubną wiązankę.
-Nie mówiłaś, że masz tak ładną koleżankę -odezwał się i Olszański do Uli, ale patrząc na Wiolettę.
-A Ula nie mówiła, że świadek będzie tak przystojny -odparła Kubasińska.
-Poznajcie się -odezwała się Ula. —Wiola, Marek mój narzeczony i jego przyjaciela Sebastian -mówiła, pokazując na odpowiednie osoby.


Sama ceremonia była krótka, a oprócz tej czwórki był obecny jeszcze Sławek kolega Marka z żoną, który pomógł mu przyspieszyć ślub. Po ślubie natomiast Sebastian uwiecznił wszystkich na zdjęciach. Później pojechali do jednej z restauracji oddalonych od F&D na uroczysty obiad.
-Powinno być gorzko, gorzko, ale jesteśmy w restauracji i w waszej sytuacji nie byłoby wskazane -rzekł Sebastian.
-Odbijemy sobie w noc poślubną Seba i w czasie podróży poślubnej -odparł mu Marek. —A ty Wiolą zaopiekuj się i odwieź do domu.
-Z przyjemnością -mówił z zadowoleniem i patrząc na Wiolettę.



W czterodniową podróż poślubną do SPA w Bieszczadach wyjechali nazajutrz o świcie.  Pierwszy dzień pobytu zepsuł im jednak telefon od Pauliny. Wracali właśnie z jednego ze szlaków, gdy zadzwoniła. Marek zaś dla świętego spokoju i za namową Uli odebrał.


-Kochanie zgadnij, gdzie jestem? -zaszczebiotała do słuchawki.
-Nie mam czasu na zgadywanki Paula. Idę zaraz na obiad.
-Na lotnisku w Mediolanie i kolację zjemy….
-Paula, ale mnie nie ma w Warszawie -wtrącił brutalnie.
-To, gdzie jesteś? -pytała ze wzburzeniem.
-Tam, gdzie ty nigdy nie chciałaś jechać. W Bieszczadach.
-I ja mam w to uwierzyć? Nie bądź śmieszny -mówiła z ironią.
-Zawsze mogę wysłać ci zdjęcie. Poproszę któregoś z turystów, aby mi zrobił.
-Nie trzeba. Ciekawa jestem, jaką panienkę…
-Sam jestem -przerwał jej po raz kolejny. —Znajdź mi taką dziewczynę, która byłaby chętna tu przyjechać zimą i zaszyć się w domku bez wygód.
-Powiedźmy, że mówisz prawdę. Zawsze chciałeś zamieszkać w takiej dziczy. Kiedy wracasz?
-W poniedziałek albo we wtorek -skłamał, bo strzelał, że Febo będzie wracała do Mediolanu w niedzielę.
-To, kto będzie zajmować się firmą w tym czasie? Aleks jest w Mediolanie.
-I, dlatego że on wyjechał, mogłem i ja wyjechać i odpocząć. Wolę zostawić firmę w rękach Pawła i pani Hani niż w rękach twojego brata -mówił, mając na myśli swojego asystenta i wieloletnią sekretarkę prezesa, którą dostał razem z posadą w spadku po ojcu. A co cię sprowadza tak nagle do Warszawy?
-Pomyślałam, że skoro nie będę mogła być za dwa tygodnie na twoich urodzinach, to teraz je uczcimy.
-Bardzo szlachetne Paula -ironizował. Po raz kolejny udowodniłaś, kto jest dla ciebie najważniejszy. Jestem chyba trzeci w kolejce po bracie i babci.
-Jeśli tak mamy rozmawiać, to lepiej będzie, jak w ogóle nie będziemy – mówiła obrażonym tonem. —Muszę iść odwołać swój lot -dodała i chwilę później wyłączyła się, nie mówiąc nawet słowa pożegnania.
-Co miało znaczyć, te znajdź mi taką, która -zapytała Ula, gdy rozłączył się z Febo.
-To dla dobra sprawy kochanie. I zadziałało, bo tematu nie drążyła i sama przyznała rację, że takiej nie znalazłbym.
Kwadrans później, gdy byli już w restauracji zadzwoniła do Marka jego sekretarka z wiadomością, że Paulina dzwoniła i wypytywała, gdzie jest i z kim. Pani Hania powiedział jej , to co sama wiedziała, czyli że Marek wyjechał w Bieszczady na parę dni.

niedziela, 22 września 2019

Dla miłości cz1


Przypomnienie na brązowo.


-Seba wszystko się wydało z Ulą- rzekł od drzwi Marek Dobrzański prezes F&D. —Paula zrobiła mi właśnie awanturę o to- dodał, siadając naprzeciwko przyjaciela w jego biurze.
-Jak wie? – zapytał z niedowierzaniem. —Wszystko?
-Powiedziała, że niezłe gniazdko sobie uwiliśmy, że była tam, rozmawiała z Ulą i powiedziała jej, że nie jest pierwszą, którą zwodzę i że nie rzucę dla niej narzeczonej, czyli jej samej.
- A Ula, powiedziała prawdę Pauli czy Paula ciągle wie tylko to, że istnieje Ula.
-Chyba to drugie, skoro jestem wśród żywych i nic nie mówiła na ten temat.
-Małe pocieszenie Marek, bo i tak już po tobie. Prędzej czy później, jak nie jedna to druga cię załatwi- mówił proroczo.  —A Ula co na to?
-Nie wiem. Próbowałem dodzwonić się do niej, ale nie odbiera.
-Dziwisz się? Jeśli to, co mówi Paula jest prawdą, to z Ulką delikatnie się nie obeszła. Pamiętasz, jak potraktowała Aśkę i Lidkę?
-Trudno zapomnieć. Obiecała, że kolejną kochankę zabije.
-Ale serio chyba nie mówiła? -pytał z obawą kadrowy.
-Ostatnio jak mówiła mi, że powyrzuca moje samochodziki, to nic nie zrobiła- rzekł, jakby na pocieszenie. —Seba byliśmy już tak blisko dokończenia spraw, a teraz po tym wszystkim Ula nie będzie chciała nawet przez chwilę porozmawiać ze mną.
- Może nie będzie tak źle- pocieszał. —Jesteście w końcu niby małżeństwem.
-Seba my jesteśmy małżeństwem- odparł stanowczo.
-Tylko jakim cudem się wydało Marek? – zastanawiał się Olszański. —Wszystko było tak dokładnie dopracowane.
- Nie wiem- mówił, sięgając do kieszeni po dzwoniący telefon.  —Do tego nie doszliśmy. —Ula- dodał, patrząc na ekran telefonu.
-To może jednak niestracone- mówił z uśmiechem kadrowy.
-Ula? -powtórzył po odebraniu połączenia.
-Nie proszę pana- usłyszał obcy damski głos. —Rozumiem, że zna pan właściciela telefonu, a raczej właścicielkę?
-Tak to moja, moja znajoma- skłamał poniekąd. —Stało się coś? I kim pani jest.
-Aspirant Anna Jastrzębska i dzwonię ze szpitala na Kaszubskiej. Jest taka sprawa proszę pana. Pana znajoma....
-Jak to ze szpitala? Uli coś się stało- przerwał rozmówczyni.
- Pewnie pan słyszał o tym wypadku tramwajowym…
-Tak. Od godziny mówią o tym w serwisach i że jest sporo rannych. Ale czy to znaczy, że Ula tam była? - pytał łamanym głosem. 
-Na to wygląda. Jedna z ofiar nie miała dokumentów, tylko….
-Ofiar!? Czy to znaczy, że Ula…- nie próbował nawet dokończyć
-Żyje. Ranna nie miała przy sobie dokumentów, tylko ten telefon i dlatego szukamy kogoś z bliskich. Próbuję dodzwonić się na numer domowy, ale nikt nie odbiera. Może pan wie, w jaki inny sposób można powiadomić kogoś z rodziny. Zadzwoniliśmy do pana, bo to były ostatnie próby połączenia na jej telefonie.
-Ja zaraz przyjadę- zadeklarował się.
 -Tak byłoby najlepiej. Jej stan jest ciężki- usłyszał na koniec.

Osiem miesięcy wcześniej
Ogłoszenie o pracy na zlecenie na tablicy uczelni SGH zainteresowało kilka osób i Marek postanowił umawiać się z nimi pojedynczo przez tydzień. Pierwsze trzy osoby większego wrażenia na nim nie zrobiły. Czwarta osoba Maciek Szymczyk wydawał się jak na razie najodpowiedniejszy. Z zatrudnieniem go jednak poczekał do poniedziałku, gdy to miał spotkać się z jedyną kobietą w tym gronie. Był też ciekawy, jak wygląda ta Ula, bo przez telefon jej głos wydawał się miły. Na spotkanie z nią wybrał małą kawiarnię w pobliżu jednego z przystanków, bo jak powiedziała mu, tam właśnie zajeżdża jej autobus. W kawiarni stawił się kwadrans przed czasem i każde pojawienie się jakiejś dziewczyny oceniał w myślach. W końcu pojawiła się ta docelowa. Pierwsze wrażenie było całkiem dobre, bo choć nie zauważył na jej twarzy makijażu podkreślającego urodę, a włosy potrzebowały grzebienia to oczy i uśmiech przyciągnęły jego uwagę.


-Pan Marek Dobrzański? -zapytała, choć dokładnie wiedziała, jak wygląda, bo zdążyła przejrzeć Internet i poczytać, to co piszą o nim.
-Tak i nie pan, tylko Marek- odparł, wstając i wyciągając rękę na przywitanie. —Jestem niewiele starszy od ciebie.
Już w połowie rozmowy Marek wiedział, że to z Ulą nawiąże współprace. I to nie tylko ze względu na najlepszą znajomość ekonomii, ale liczył na coś znacznie więcej. 
Marek Dobrzański dwudziestodziewięcioletni dyrektor do spraw reklamy i aspirujący na stanowisko prezesa F&D był bowiem znanym podrywaczem i żadnej kobiecie, która spodobała się mu, nie przepuścił. Ta zaś pomimo tego, że daleka była od urody modelek Klaudii, Dominiki, Patrycji oraz narzeczonej Pauliny Febo, to miała w sobie coś, co go przyciągało i pociągało. Z Pauliną formalnie związany był od czterech lat, choć w planach ich mariaż było od zawsze, czyli od dziecka. To ich rodzice umyślili sobie, że dla dobra firmy wezmą ślub. Miłością narzeczonej jednak nigdy nie darzył i w pierwszych miesiącach związku głównie łączyło ich łóżko. Febo była bowiem pół włoszką i miała też taki ognisty temperament w sypialni. Fascynacja się jednak szybko skończyła i Marek zaczął szukać zaspokojenia u innych kobiet. Wybierać miał też i w czym, bo kobiety oddawały się mu za jeden uśmiech. Te głównie znajdywał wśród modelek, własnych sekretarek, jak również w Klubie 69, w którym to był stałym bywalcem i można było codziennie znaleźć chętną panienkę na zaciągnięcie do hotelu na szybki numerek. W podbojach towarzyszył mu najlepszy przyjaciel Sebastian Olszański, który również znalazł pracę w F&D jako kadrowy. Po kilku miesiącach takiego życia Marek razem z Sebastianem postanowili wynająć dwupokojowe mieszkanko dla swoich potrzeb. Zwłaszcza że Olszański ciągle był na dorobku, mieszkał u rodziców i miał gdzie się teraz podziać. Drugim powodem było to, że ich częste wizyty w hotelach były zbyt głośno komentowane. To zaś wiązało się z awanturami, które robiła Paulina Markowi.  Po kilku takich scysjach i chcąc uniknąć kolejnych awantur, Marek postanowił odstawić modelki i sekretarki i trzymać się dziewczyn z klubu, bo były mniej problemowe. Najchętniej też rozstałby się z Paulą, ale obawiał się reakcji rodziców, bo była to ich pupilka i wymarzona synowa. Drugi powód i znacznie ważniejszy był taki, że rodzice obiecali mu na trzydzieste urodziny udziały i dlatego z obawy, że rodzice mogą zmienić zdanie, to ciągle trwał z nią w narzeczeństwie.

W Halinowie tymczasem szczęśliwe życie wraz z rodzicami i młodszym bratem wiodła Ula Cieplak. Ich szczęście skończyło się jednak wraz ze śmiercią mamy Uli, gdy ta była w klasie maturalnej. Nikt nie był przygotowany na taki cios, bo Cieplakowa zmarła po komplikacjach poporodowych i zostawiając małą córeczkę Beatę. Tym samym obowiązki domowe i opieka nad Betti spadły na Ulę. Mimo to skończyła liceum w Mińsku z wyróżnieniem i dostała się bez problemu na wymarzone studia na dwóch kierunkach. Gdy była na trzecim roku mogła zrezygnować z dojazdów do domu i razem z koleżanką Wiolettą Kubasińską zamieszkać w kawalerce po babci Wioli. W Warszawie szybko zaczęła też dawać korepetycje i zarabiała na swoje utrzymanie oraz podrzucić coś rodzinie. W przeciwieństwie do Wioletty stroniła od wychodzenia do klubów i szukania sobie chłopaka. Miała oczywiście sympatie jeszcze w liceum i w czasie studiów, ale do żadnego z nich nie poczuła jednak szybszego bicia serca, co według niej było nieodzownym dowodem zakochania. Było tak do czasu, gdy na jej drodze nie stanął Marek Dobrzański.



*********************
Współpraca Uli z Markiem od pierwszych dni układała się znakomicie. Spotykali się trzy razy w tygodniu w wynajętym mieszkaniu Marka i rozpisywali pomysł na rozwój firmy. Mogli pracować tam ze spokojem, bo Sebastian w końcu przeniósł się na swoje i nie przeszkadzał im.  Oprócz pracy znaleźli i wspólne tematy do długich i ciekawych rozmów. Ula była całkiem inna niż dziewczyny poznane do tej pory. Inteligentna, zabawna w pozytywnym znaczeniu i miła. Poznał historię jej rodziny i podziwiał, że tyle poświęca dla nich czasu. Ona również dowiedziała się o jego życiu i historii Febo.  Musieli tylko zrezygnować z wyjść, bo miał sporo znajomych, a Ula miała być jego słodką tajemnicą. Mogłaby o niej dowiedzieć się również i Paulina a do tego nie chciał dopuścić tuż przed rozstrzygnięciem konkursu na prezesa. Jej brat bowiem konkurował bezpośrednio z nim na to stanowisko i gdyby dowiedziała się, że spotyka się, z kim to mogła oddać głos na Aleksa.  Oprócz tego nie chciał, aby Aleks zarzucił mu, że to nie jest jego własna prezentacja. Ukrywanie Uli opłacało się, bo wygrał konkurs na prezesa.
Samą pracą Marek nie zamierzał zadowolić się i przez cały miesiąc próbował na wszystkie sposoby uwieść Ulę.  Gdy siedziała, to on nachylał się na nią z nadzieją, że jak podniesie głowę, to rozpłynie się w jego uśmiechu i oczach. Albo, gdy otworzy jej drzwi dopiero co po wziętym prysznicu, to zniewoli ją zapach jego żelu pod prysznic. Któregoś dnia ubrudził koszulę i chodził bez niej jakiś czas z nadzieją, że Ula zwróci uwagę na jego tors.
 Stratę pofolgował sobie dwa dni po swoim sukcesie. Zaprosił Ulę do swojego mieszkania, a prędzej przygotował kolację.
-Szampan, wino, kolacja -zagadnęła na widok zastawionego stołu. —Nie musiałeś.
-Ale chciałem. Nie mogłaś być wczoraj w klubie to chociaż w ten sposób się zrekompensuję.
-Mam nadzieję, że smakuje tak sami dobrze, jak wygląda -mówiła, wdychając zapachy.
-To moje popisowe dania Ula.
Na dobry początek Marek otworzył małego szampana.
-Proszę Ula – mówił, podając jej kieliszek. —Za nasz sukces.
-Za sukces.
-Liczę na dalszą współpracę Ula -dodał, gdy usiedli przy stole. —Teraz na dawnych zasadach, a później, gdy skończysz staż w banku to w firmie. Nie chcę już na początku prezesury popełnić błędu, a i dział Aleksa trzeba będzie sprawdzać. Wszystkie dane będę miał zawsze w laptopie.
-Zobaczymy Marek. Aż w tak daleką przyszłość nie wybiegam.
Kolacja przebiegała w miłej atmosferze, a głównym tematem był przebieg posiedzenia zarządu i zabawa na cześć wygranej Marka.
-Wszystko było pyszne -rzekła, gdy skończyli jeść, a butelka z winem była do połowy opróżniona.
-Miło mi. Nie wszyscy doceniają mój kunszt gotowania -stwierdził, mając na myśli Paulinę. —Mam twoje ostatnie wynagrodzenie -dodał, wyciągając z marynarki białą kopertę. Tak jak umawialiśmy się Ula. Dwa tysiące. I mały prezent.
-A to za co? -zapytała, widząc w dłoniach Marka pudełko od jubilera.
-Premia uznaniowa. Nie odmawiaj Ula. Noś na szczęście.
Gdy pudełko trafiło do jej rąk, to od razu sprawdziła, co się w nim znajduje.


-Bardzo ładny – rzekła na widok srebrnego wisiorek ni to z koniczynką, ni serduszkami.  
-Tak myślałem, że trafię w twój gust.
Próbowała również założyć, ale zapięcie było oporne.
-Daj Ula. Ja spróbuję -rzekł, wstając od stołu.
Bliskość rąk Marka i oddech na jej szyi spowodował, że poczuła drżenie. Od dawna pragnęła Marka, ale i bała się tego pierwszego razu. Wiedziała również, jaki jest Marek i że oprócz seksu na nic nie może liczyć. Teraz wypite wino i szampan dodały jej odwagi.
-Ula -szeptał jej przy uchu. —Dlaczego nie chcesz iść ze mną do łóżka? Nie podobam się się? Dawałem ci pewne znaki i pragnę cię. Nie czujesz nawet najmniejszego pożądania do mnie -pytał ośmielony wypitym winem. 
-Pójście z tobą do łóżka to dla mnie byłaby poważna decyzja Marek -odparła cicho.
-Innego chyba nie ma?
-Nie, nie ma. Ja po prostu jeszcze nigdy nie byłam z chłopakiem -wydukała.
-Nie? -zapytał mocno zdziwiony.
-Nie. Trudno w to uwierzyć prawda?
-Tak samo trudno będzie uwierzyć ci w to, że ja nigdy nie miałem okazji, aby, aby…
-Taki duży, a nie umie się wysłowić -odparła mu. —Aby pozbyć dziewczynę dziewictwa.
-Dokładnie.
-Czyli miałby to być i twój pierwszy raz poniekąd? Może czas na nowe doświadczenia dla nas -mówiła, patrząc na niego.
-Ale chcesz tego nie dlatego że wypiłaś wino. Nie chcę wykorzystać sytuacji.
-Nie Marek. Nie, dlatego że wypiłam. Chcę tego samo jak ty. Jestem gotowa na nowy etap mojego życia. Chcę ….
Dokończyć nie zdążyła, bo Marek zamknął jej usta pocałunkiem. Tylko na chwilę oderwał się od niej i zapewniał, że będzie delikatny. Później wziął na ręce, zaniósł do sypialni i postawił na ziemi. To tam ujrzała jego spragniony wzrok, choć nie mogła do końca wiedzieć, jak wygląda pożądanie w oczach mężczyzny. Nie tracąc czasu, zaczął całować usta i twarz Uli, rozpinając jej bluzeczkę, która wkrótce opadła na ziemię. Chwilę później i spódniczka znalazła się u jej stóp, a Ula stała przed nim w samej bieliźnie. Wzrok Marka przesuwający się po jej piersiach i talii spowodował, że czuła się  skrępowana. Nie na długo, bo Marek wyszeptał jej, że wygląda przepięknie. Sam pozbył się koszuli i spodni i stanął przed nią w samych bokserkach. Kolejne chwile należały do delikatnych pocałunków, a gdy znaleźli się już w łóżku, to delikatnie odgarnął włosy z czoła, a drugą ręką pieścił plecy. Na początku wszystko było powolne. Delikatne pocałunki i pieszczoty, ale mimo to Ula czuła, że z każdym takim ruchem zaczyna czuć pożądanie. Gdy zajął się piersiami, to szybko nabrzmiały a stanik zaczął uwierać. Dla Marka był to znak, że czas rozpiąć go. Chwilę później na przemian całował je, a Ula odpłynęła i nawet nie zdała sobie do końca sprawy, kiedy Marek zajął się dolną częścią bielizny. Przy okazji zdjął i swoje bokserki. Kiedy znowu położył się na Uli jego dłonie i usta pieściły każdy kawałek ciała. Ula nie chciała być dłużna i w miarę możliwości oddawał pieszczoty. Kiedy Marek uznał, że oboje są gotowi, to delikatnie uniósł biodra Uli i wsuwał się do jej wnętrza. Mimo to widział, że Ula zagryza wargi.
-Boli? -bardziej stwierdził, niż zapytał.
-Trochę. Ale wiem, że później jest przyjemnie.
Słowa Uli spowodowały, że wszedł do końca, a po chwili wytchnienia delikatnie poruszał się. Dla Uli przez chwilę dalej przyjemne to nie było, ale i ona w końcu złapała rytm i mogła czuć coś innego niż ból. Gdy z twarzy Uli Marek wyczytał zadowolenie, to zaczął przyspieszać a fala rozkoszy rozlewała się po nich ciałach.
Kiedy już ich ciała ucichły, Marek przytulił Ulę, ponownie odgarnął spocony kosmyk włosów z czoła i pocałował w usta.
-Byłaś taka odważna Ula -mówił wprost do ucha.
-Starałam się. Ma jeszcze znaczenie jak się to robi. Ty stanąłeś na wysokości zadania i byłeś delikatny. Znałam innych chłopaków, którzy pewnie byliby chętni, ale jakoś nie potrafiłabym z nimi.
-Dziękuję w takim razie Ula, że mnie wybrałaś.
-Od pierwszego spotkania w kawiarni spodobałeś się mi -odparła, przyznając się jednocześnie Markowi, że coś czuje do niego.

W kolejnych tygodniach ich spotkania miały charakter dość oryginalny i nie do pomyślenia jakiś czas temu przez Ulę. Najpierw szli do łóżka, a później pracowali albo najpierw pracowali i dopiero później szli do łóżka. Zdarzało się im również, że pracowali będą ciągle w łóżku. Ula z każdy takim spotkaniem była też coraz śmielsza i zaspakajała Marka w pełni. Z czasem dla Marka łóżko przestało być najważniejsze w ich spotkaniach i mógł tylko siedzieć przy niej i rozmawiać. Ciągle tylko ukrywali się przed światem i o istnieniu Uli wiedział Sebastian a o Marku Wioletta jej współlokatorka. Z wyjątkiem Uli i Seby okazji poznać nikt nikogo nie miał. Marek mógł też poświęcać Uli dużo więcej czasu, bo Paulina ze względu na chorą babcię w Mediolanie często tak leciała. Tym samym Ula nie była tyle zazdrosna, że noce spędza w łóżku z narzeczoną. O jego wypadach do klubu zaś wiele nie wiedziała. Z tym że jego powroty z klubu od kilku tygodni były samotne, bo Ula w zupełności mu wystarczała i nie miał ochoty na inne panienki.
Po trzech miesiącach takich spotkań zaczął podejrzewać, że zakochał się w Uli. Próbował tę myśl jednak odrzucić, bo w miłość nie wierzył. Nawet Sebastianowi się nie przyznał, bo przyjaciel był jeszcze bardziej cynicznie nastawiony do tych spraw niż on.
Jego nastawienie szybko zmieniło się i nabrał odwagi.
-Ula chyba zakochałem się -rzekł jej nieoczekiwanie, gdy leżeli przytuleni w łóżku.
-W kim? -zapytała z nadzieją.
-W pewnej dziewczynie z pięknym uśmiechem, błękitnymi oczami i charakterem anioła -odparł przewrotnie.
-I nie wiesz co z tym zrobić? 
-Dokładnie Ula.
-Może po prostu daj dorosnąć związkowi Marek.
Do związku dorastał z każdy dniem i coraz bardziej zależało mu na Uli i coraz śmielej mówił o swoich uczuciach. Myślał jednak ciągle materialnie i wolał mieszkać z Pauliną do swoich trzydziestych urodzin. W przeciwieństwie do Uli, dla której sprawy materialnie nie miały znaczenia.
Niecały miesiąc później, gdy Marek miał okazje kupić jedną z bankrutujących szwalni, to sprawa ich związku nabrała jeszcze innego charakteru. Potrzebował kogoś zaufanego, kto mógłby wziąć kredyt, a poręczeniem miałoby być F&D.
-Myślisz, że Ula się zgodzi na wzięcie kredytu? -pytał Olszański, gdy usłyszał o planach Marka.
-Nie wiem. To dość ryzykowne. Jest jeszcze jedno wyjście. Ślub z Ulą i przepisanie szwalni na nią. Kredy małżeński jest lepszy.
-I myślisz, że jak tak nagle wypalisz ze ślubem, to się zgodzi? -pytał z powątpiewaniem Sebastian.
-Całe szczęście, że już prędzej mówiłem Uli, że ją kocham.
-W twoje kłamstewka nawet najbardziej inteligentna dziewczyna uwierzy -odparł cynicznie Olszański.
Tłumaczyć przyjacielowi, że nie były to kłamstwa nie zamierzał.