Ula przez całe trzy dni
myślała, jak to będzie po tej czwartkowej rozmowie i czy Marek z czasem jednak
nie będzie chciał jej zwolnić. Dla zabezpieczenia się miała całe nagranie
rozmowy. Jej sąsiedzi byli prawnikami i mogła liczyć na ich pomoc.
O wypadku szefa
dowiedziała się dopiero rano w poniedziałek. Według tego, co mówił Sebastian,
Marek jechał wraz z Pauliną, ale ona była znacznie mniej poszkodowana. Miała
ogólne stłuczenia i wstrząśnięcie mózgu. Marek natomiast musiał przejść
operację złamanej nogi, miał stłuczone żebra i uraz głowy.
Jeśli w przypadku Marka
pobyt w szpitalu przebiegał w miarę spokojnie, to Paulina dała popalić
personelowi. Już pierwszego dnia zażyczyła sobie osobnej sali, narzekała na
jedzenie i że pomimo tego, że dzwoni po pomoc, nikt nie przychodzi tak od razu.
Tłumaczenie jej oczywiście, że nie jest jedyną pacjentką na oddziale i że nie mocno ranna, nic nie dawały.
Olszański do Marka
chodził codziennie w czasie lunchu i opowiadał, jak on się czuje i Paulina. Ula
dopiero w piątek przyszła w odwiedziny, bo poniekąd musiała pójść do niego w
sprawach służbowych. Póki, co Marek nic
nie wspominał o ostatnim ich rozmowie. Ona również nie zamierzała wspominać.
Marek podpisał potrzebne dokumenty, poszła mu do sklepiku po wodę i drożdżówkę,
chwilę posiedziała i wróciła do firmy.
Paulina tymczasem, jak
tylko wypisano ją ze szpitala, wsiadła w samolot i poleciała do Mediolanu, aby
zapomnieć koszmar związany z wypadkiem. Była cały czas przytomna i widziała
całą akcję ratunkową. Marka natomiast czekała dłuższa rehabilitacja, a do pełnej
sprawności i pracy miał wrócić po miesiącu. Brakiem narzeczonej, nie przejmował się i jakość
szczególnie mu nie przeszkadzało. Nawet kiedy był już w domu. Codziennie wpadał
do niego Sebastian, rodzice, Ula. Z Ulą zaczęło się mu coraz lepiej rozmawiać i
rozumieli się coraz lepiej. Nawet chęć poderwania jej już mu minęła. Przez ten
czas Ula sporo się nauczyła i była pomocna w zdalnym kierowaniu przez Marka
działem reklamy i marketingu. Takie służbowo -prywatne spotkania spowodowały
niestety też, że Ula zaczęła widzieć w nim nie tylko pracodawcę, ale i
mężczyznę.
Febo do Polski wróciła,
kiedy i Marek mógł wrócić do pracy. Wraz z jej powrotem spokój Marka został
zmącony. Już prędzej wiedział, że tylko jego oskarża o wypadek i choć z punktu
widzenia prawnego tak było, to ona doprowadziła do kłótni i w konsekwencji do
wypadku.
Pierwsze spotkanie
Uli i Pauliny nie należało do najmilszych.
-Wiesz kim jestem? -zapytała, kiedy weszał do sekretariatu.
-Dzień dobry. Wiem. Pauliną Febo. Pani zdjęcie wisi na korytarzu.
-Dokładnie tak. Współwłaścicielką fimy i narzeczoną Marka. Niech pani nie myśli,
że coś ugra. Nie takie cwane tu były.
-Rozumiem, że chodzi
pani o Marka.
-Dokładnie tak. Tu jest
pierścionek zaręczynowy, a tu będzie obrączka -mówiła, pokazując dłoń. — Proszę
nie wchodzić mi w drogę. Chyba pani wie, jak skończyły inne sekretarki.
-Wiem. Ale różnica
polega na tym, że mi zależy na pracy, a im zależało na Marku.
-Oby to była prawda.
Od
tej pory wizyty jej
były częste w sekretariacie, próbowała utrudniać pracę Uli i zniechęcić.
Czuła
gdzieś w głębi duszy, że inna dziewczyna niż Lidka, Aśka i Jolka może
zagrozić
jej związkowi. Aby zapobiec dalszym spięciom z Pauliną i uchronić Ulę od
nieprzyjemności, Ula miała zostać sekretarką Krzysztofa. Jego sekretarka
odchodziła na emeryturę, a już prędzej Ula dała się poznać mu, jako solidna
pracownica. To właśnie za jego namową Ula postanowiła zrobić drugi etap
studiów
i nawet firma miała sfinansować jej naukę. Całe dobro, jakie spływało na
Ulę, nie
podobało się Paulinie i nawet tego nie ukrywała. Przy Helenie próbowała
nawet
ją oczerniać i wmówić jej, że musiała na syna i mężą rzucić jakiś urok,
skoro są nią tak zachwyceni. Dobrzańska na szczęście miała swój rozum i
słowami
Pauliny nie zawracała sobie głowy. Krzysztof przekonał również Ulę, aby
skorzystała z pomocy firmy i wzięła bezzwrotny kredyt na opeację ojca.
Na pożyczkę się zgodziła, ale postanowiła, że wszystko odda.
Od czasu wypadku złe
relacje pomiędzy Pauliną i Markiem jeszcze bardziej się psuły. Marek miał jej za złe, że po wypadku
zostawiła go na łaskę innych i poleciała do Włoch. Ona ciągle wyrzucała mu
wypadek, że śni się jej po nocach i musi chodzić do psychoterapeutki. Wrócił
również temat kupna domu w San Remo. Ten, który upatrzyła sobie, był już sprzedany, ale znalazła inny. Ze
swoich pieniędzy wpłaciła nawet zadatek,
a reszta miały wpłynąć w ciągu pół roku. Liczyła że jeśli włoży
pieniądze i aby
nie przepadły Marek zgodzi się na jej wymarzony dom. Kolejnym powodem do
kłótni był ślub zaplanowany za rok. Pierwotnie miał odbyć się w Polsce,
gdzie mieszkała większość ich krewnych i znajomych, ale Paulinie
zamarzył się ślub w Mediolanie w katedrze w której pobrali się jej
rodzice. Taka uroczystość sporo kosztowała i kolejne tysiące
uszczupliłyby konto Marka. W tej kwestii na szczęście seniorzy stali po
stronie syna i wytłumaczyli jej, że nie będzie wszystkich stać, aby
polecieć na parę godzin do Mediolanu.
Miesięczny wyjazd
Krzysztofa do sanatorium wiązał się z tym, że Marek miał zastąpić ojca. Tym
samym pracować blisko Uli. Już w
pierwszym tygodniu czekało ich wyjście na kolację z kontrahentem. Spotkanie
zakończyło się dość późno, dlatego Marek postanowił odwieźć Ulę do Rysiowa. Kiedy
byli już przed domem i żegnali się, miał wielką ochotę pocałować ją na
dobranoc. Przez cały wieczór siedział naprzeciwko niej i widział, jak pięknie
wygląda. Pod takim samym wrażeniem był pan Terlecki i Walicki. Nie był pewny
również czy da radę dotrzymać postanowienia, że z nią nic nie będzie. Już dwa
dni później dane sobie słowo złamał, a winnymi poniekąd byli Febo.
-Ula, stało się coś? Płaczesz.
Coś z twoim ojcem? -zapytał Marek, kiedy Ula
weszła do gabinetu prezesa i zauważył zapłakane oczy.
-Nie. Konflikt z Aleksem
i Pauliną. Aleks, gdy ciebie nie było, chciał dokumenty, a ja bez twojej wiedzy nie chciałam mu dać i
powiedział, że jest pamiętliwy. Przy windzie spotkała mnie Paulina, nazwała
mnie przybłędą i powiedziała, że robię sobie z twojego auta taksówkę.
-Ula oni tacy byli, są i
będą. Trzeba się przyzwyczaić -mówił, podchodząc do niej bliżej. — Głowa do
góry -dodał, podnosząc delikatnie dłonią jej brodę.
-Albo zejść im z drogi.
Zarobię na operację ojca i odejdę.
-Ula -zaczął,
przytulając do siebie. — Nie ma takiej opcji. Ja ani ojciec nie pozwolimy ci
odejść, ani być szykowaną przez Febo.
Kiedy znowu spojrzeli na
siebie, ich twarze były zdecydowanie za blisko.
Wtedy właśnie delikatnie musnął usta Uli. Ula nie nic zaprotestowała,
więc pocałunek pogłębił.
-Ula, przepraszam. Nie
chciałem -zreflektował się.
-Tak wiem. To przez to
że płakałam.
Kolejne dni były
spokojne. Chociaż trudno było zapomnieć, o tym co się stało. Ula od dawna się
nie całowała. W liceum przez dwa lata miała chłopaka, ale po maturze pojechał
do Anglii do krewnych. Mieli razem lecieć, ale śmierć matki i rodzina trzymała
ją w Polsce. Tym samym związek z Kamilem
umarł śmiercią naturalną. Teraz odczuwała coś wspaniałego i czuła jak ciepło
warg Marka rozpływa się po całym ciele. Marek również myślał o pocałunku, ale w
kategoriach, że nie powinien.
W tym samym czasie Józef
poszedł do szpitala na operację i Ula tym miała zajęte myśli. Od Marka również
miała wsparcie, bo mogła w czasie pracy wyjść do ojca albo prędzej wyjść. Marek
poznał również wtedy Jaśka i Beatkę, bo któregoś dnia zobowiązał się odwieźć
ich ze szpitala do Rysiowa. W podzięce zaprosiła go na kolację i mógł zjeść
prawdziwych pierogów. Pomoc, jaką okazywał Uli w tym czasie, musiał ukrywać
przed Pauliną. W tym wyręczał go Sebastian i dawał alibi w postaci wyjścia do
klubu, siłowni czy pograć w kosza. Paulina zresztą również dużo czasu spędzała
z Karoliną dziewczyną poznaną na terapii.
Zaproszenie Marka na
niedzielny obiad i urodziny Betti były przełomowe dla Uli, bo stało się, to
czego chciała uniknąć, zatrudniając się w F&D. Została w domu i kończyła
gotować sos, a Marek z Beatką był na podwórku, gdzie pilnował Betti, która uczyła się skakać na
trampolinie prezencie od niego. Na
dwór
wyszła, aby powiedzieć im, że obiad za dziesięć minut. Przez chwilę
patrzyła na
nich i wesołą zabawę, kiedy i Marek spojrzał na nią i posłał jej
uśmiech, szybko zrozumiała co się właśnie stało i że zakochała się w
swoim szefie i że
musi jakoś to ukrywać. Popołudnie spędzone w Rysiowie minęło Markowi
bardzo
udanie. Nie miał nawet męczących telefonów od Pauliny, bo ta po
spotkaniu z
Karoliną bardzo późno wróciła i teraz pewnie spała. Następny dzień był bardzo trudny dla Uli.
Marek na szczęście nic nie zauważył. Dwa dni później wrócił Krzysztof do pracy i tym samym Marek przeniósł się do
swojego działu i tyle czasu ze sobą nie mieli już spędzać.
Marek potrzebował jeszcze ponad
dwóch tygodni, aby zrozumieć, że to, co czuje do Uli, jest miłością, a nie
pożądanie. Rozmawiać z Ulą zawsze lubił, a z czasem zaczął uważać, że jakby czytali sobie w myślach i znali się
od dawna, a nie od trzech miesięcy. Potrzebował również do tego impulsu. Początkiem tego było wyjście na spotkanie z fotografem i obejrzenie
miejsca na zdjęcia do najnowszej kolekcji. Ula pojechała w zamian za Krzysztofa
a Marek jako kierowca i dlatego że znał fotografa. Sprawy z fotografem dość
szybko zakończyli i pożegnali się z nim. Było już po piętnastej, więc do pracy
się im nie opłacało wracać.
- Cudownie tu -rzekła z
rozczuleniem Ula, spoglądając na miejsce przy Wiśle. — Mieszkam blisko Warszawy
a wstyd się przyznać, że w tym miejscu jestem pierwszy raz.
Patrząc na Ulę pomyślał,
że ma taki wzrok, jak Paulina albo inne
jego kochanki, patrząc na drogą biżuterię, jaką im dawał.
- Mnie od liceum tutaj
nie było. Z kolegami tu na wagary przychodziliśmy albo spotkać się z
dziewczyną. Tam dalej leżą dwa duże kamienie i tam najczęściej siadaliśmy.
Kiedyś nawet ognisko rozpaliłem z taką jedną Emilką.
-Pasuje na randki. Twoim
dziewczynom musiało się podobać to miejsce. A przynajmniej mi się by spodobało.
-A ty gdzie chodziłaś z
chłopakiem?
-Po Rysiowie. Kamil
mieszkał blisko mnie i tam głównie spędzaliśmy czas.
-A co się z nim stało?
-Wybrał Anglię, a nie
mnie. Chociaż ja też wybrałam ojca i rodzeństwo, a nie jego. Nie mogłam
zostawić ojca i rodzeństwa. Ktoś musiał robić im kanapki do szkoły.
Ula nie pierwszy raz
zrobiła takie wrażenie na nim. I nigdy takich kobiet nie znał. Ważniejsi byli
dla niej inni niż ona sama.
Kiedy wyszli na ulicę,
jakiś młodociany, biegnąc potrącił jakąś kobietę i nawet się nie zatrzymał. Inni
ludzie byli bliżej niej, ale jakoś nie kwapili się pomóc nieco zaniedbanej
kobiecie. Ula z tym problemu nie miała i chwilę później ukucnęła przy niej.
Usłyszała od kogoś, że nie warto się nią martwić, bo to bezdomna. Nie
zamierzała jednak ich słuchać i poprosiła Marka, aby zadzwonił na pogotowie, bo na
głowie miała krwiaka i ewidentnie bolała ją ręka, na którą upadła. Kiedy Marek
dzwonił, Ula sprawdziła kieszenie i torbę. Tam nic szczególnego nie miała, ale wewnątrz
żakietu była naszywka. Anna Lipiec, adres i dwa numery kontaktowe z
dopiskiem mama choruje na alzheimera.
-I to wasza bezdomna -rzekła
grupie gapiów.
Marek oprócz telefonu na
pogotowie zadzwonił na pierwszy podany numer na naszywce. Okazało się, że
rodzina szuka jej od trzech dni.
Tej nocy Marek długo nie
mógł zasnąć. Ciągle rozmyślał o wydarzeniach z popołudnia. O tym jak Ula
zachwycała się Wisłą i jak zajęła się tą kobietą. Spoglądając na śpiącą
Paulinę, pomyślał, że jej nigdy nie byłoby stać na takie czyny i czy
naprawdę chce dla siebie takie życie przy Paulinie.
Przez kolejne trzy dni
Marek kłócił się ze swoimi uczuciami. Z jednej strony nie wierzył w miłość, a z
drugiej Ula wywoływała w nim nieznane uczucia. Czwarty dzień stał się w końcu
przełomowy. Stało się to za sprawą rodziny kobiety, której pomogli. Syn w
podzięce zaprosił na lunch i chciał, chociaż Uli finansowo podziękować za pomoc. Ula jednak
zaproponowała, aby wpłacił pieniądze na jakąś fundację.
-Jakbym był młodszy i
wolny trzymałbym ją oburącz, bo taka kobieta trafia się raz w życiu -rzekł nie wiadomo
czemu do Marka. — Dobrze jej z oczu patrzy.
-To po postu był zwykły
odruch -odparła z onieśmieleniem Ula. — Nic wielkiego.
Po
pożegnaniu się z panem Lipcem i Ulą, Marek długo jeszcze nie wracał do domu. Musiał poukładać swoje
życie i chociaż powinno zająć mu, to sporo więcej czasu niż godzina, podjął
decyzję.
Rozmowa z Pauliną miała
być najtrudniejszą, jaką do tej pory przyszło mu przeprowadzić. Po rozmowie z panem Lipcem był jednak pewny, że tego chce. Narzeczoną zastał w salonie z lampką wina,
przeglądającą gazetę. Sam również nalał sobie kieliszek koniaku.
-Gdzie byłeś tyle czasu -zapytała nie pdrywając wzroku od gazety?
-Właśnie Paula. Znowu
przepytywania.
-To zwykłe pytanie.
-Od lat słyszę to samo
pytanie. Gdzie byłeś, z kim byłeś i co robiłeś. Nie jestem w stanie tak dalej żyć. Odchodzę od ciebie.
- Jak odchodzisz?
-Odchodzę od ciebie, bo nasz związek nie ma szans, aby był udany.
- Bo ty tak twiedzisz!
-Zakochałem się w
innej. W Uli. Zawsze byłaś uprzedzona do niej i
do innych sekretarek. I stało się. Zakochałem
się w sekretarce i zamierzam związać się z sekretarką.
-W tej przybłędzie? Wybij
sobie to z głowy -mówiła agresywnie. — Ja jestem twoją narzeczoną i zostanę
żoną.
-Nie -odparł ze
spokojem. — Nie kocham cię i nie zamierzam unieszczęśliwiać się przy
tobie. Już nasze zaręczyny już były
błędem.
-Tyle lat ci poświęciłam
i mówisz mi ot tak ze spokojem!?
-A może mam krzyczeć jak
ty? Zdania nie zmienię Paula. Ślubu nie
będzie. Nic nas nie łączy. Mamy inne spojrzenie na życie, potrzeby, znajomych.
Nawet łóżko przestało nas łączyć.
-Nie wymyślaj sobie
pretekstów.
-To ten najprostszy. Nie
kocham cię. Wiem, że boli, ale żyć w kłamstwie dobre by nie było.
-Nie pierwszy raz mnie
ranisz. Tylko to potrafisz.
-A
ty innych nie ranisz? Do tego jesteś wyniosła, widzisz tylko siebie i
Aleksa. Nie wspominając o twojej rozrzutności. Wymyśliłaś sobie dom w
San Remo i ślub w Mediolanie. Już wtedy powinienem powiedzieć to koniec,
a nie męczyć się przez trzy miesiące.
- Przez tyle lat znosiłam twoje zdrady, a teraz mnie zostawiasz? ! Po, co wchodziłeś ze mną w związek?
-Dobre pytanie Paula. I żeby dalej nie ciągnąć farsy czas się rozstać. Zdania nie zmienię.
Po tych słowach Febo
wyszła z salonu. Niedługo później spakowała małą walizkę, zamówiła sobie
taksówkę i pojechała do brata.
Marek również wyjechał z
domu i pojechał do Uli. Chciał również pojechać do rodziców, powiedzieć im o
tym co się stało i uprzedzić w tym Paulinę, ale Ula była ważniejsza.
Wizyta Marka zaskoczyła
Ulę. Dopiero niedawno się rozstali, a oto stał w progu jej domu.
-Rozstałem się właśnie z
Pauliną i zrobiłem to dla ciebie, bo kocham cię Ula. Liczę, że ty mnie również -mówił,
stojąc ciągle w progu domu.
-Nawet nie wiesz, jak
bardzo cię kocham Marek. Nie myślałam, że i ty mnie pokochasz.
-Ale tak jest kochanie -odparł,
przyciągając do siebie i całując w usta. — Jesteś całkiem inna niż znane mi dziewczyny. Lepsza.
Od
tej pory ich związek
rozwijał się z każdym dniem. Popołudniami wychodzili gdzieś razem, a
później Marek
odwoził Ulę do Rysiowa. Na piewszą randkę poszli wieczorem nad Wisłę i tym razem Marek dla Uli rozpalił ognisko. Nie odmawiali sobie uniesień cielesnych. Ten
piewszy raz mieli miesiąc po tym, jak Marek zrozumiał, że kocha Ulę.
Główna magistrala wodociągowa w Rysiowie została poddana
naprawie, co łączyło się wykopami w pobliżu
domu Cieplaków i dwudniowym brakiem wody. Jasiek był wtedy na szkolnej
wycieczce, a Józef na trzydniowych badaniach w szpitalu. Ula w tym czasie
chciała przenocować z siostrą we Warszawie w jakimś hotelu, ale Marek
zaproponował im nocleg u siebie. Na
początek wieczoru zrobił ucztę i zamówił na kolację pizzę. Później Beatka mogła
pooglądać bajki na dużym telewizorze. Na sam koniec Marek przygotował jej
kąpiel w dużej okrągłej wannie. Dziewczynka kąpała się w niej, jakby był to ich
basenik ogrodowy. Spać poszła pełna wrażeń i równie szybko usnęła. Ula również
wzięła prysznic i przebrała się do spania. Idąc korytarzem do pokoju Marka, nie
wiedziała do końca, czego oczekuje ani co się stanie. Drzwi były lekko uchylone
i nie pukając zajrzała. Marek siedział na łóżku i przeglądał coś na telefonie.
Sama sypialnia ciągle pachniała świeżością,
bo dopiero tydzień temu wyszedł z niej malarz i została od nowa umeblowana.
-Wchodź Ula. Nie możesz zasnąć?
-Nie ma jeszcze dziesiątej.
Za wcześnie na sen. Betti śpi jak suseł.
-Myślisz, że się obudzi
nagle -zapytał, podchodząc do niej?
-Nie jest z tych, co
płaczą, jak obudzą się w obcym miejscu.
Jednym delikatnym ruchem
ściągnął Uli szlafroczek. Pod nim miała tylko delikatną przezroczystą koszulkę na
ramiączkach i szorty do spania. Patrząc na filigranową figurę, wstrzymał oddech z zachwytu.
-Pięknie wyglądasz
-rzekł, przesuwając dłonią po jej ramionach.
-Dzięki.
Marek więcej czasu nie
marnował i obsypywał jej ciało pieszczotami. Łóżko w pokoju Marka
było duże i wygodne. Ula poczuła, to od razu jak Marek położył ją na nim. Chwilę
później poczuła ciężar Marka na sobie, jego pocałunki i pieszczoty na każdym
kawałku ciała. Były to ramiona, szyja, piersi, dekolt i usta. Długo nie trzeba
było czekać, aby ich ciała były pełne pożądania. Gdy w końcu Marek dołączył ich
w jedno ciało, jęknęła cicho. Chwilę później zaczął jej dawać rozkosz, jakiej
pragnęła.
-Czuję się wspaniale -rzekła
Ula, kiedy skończyli się kochać. — Dawno nie byłam z nikim.
-Tak jak ja -odparł,
wpatrując się w Ulę z ciągłym pożądaniem. — To znaczy, że czuję się wspaniale.
Fakt, że są razem, było też sporym zaskoczeniem dla wszystkich. Również
to że od czasu jak Marek związał się z Ulą, przestał interesować się innymi
dziewczynami. Seniorzy na szczęście jakoś szybko pogodzili się z decyzją
jedynaka i zrozumieli, że rozrzutność Pauliny i ciągłe kontrolowanie syna
dobrze nie wróżyło ich małżeństwu.
Z zaręczynami Marek nie
czekał i oświadczył się Uli już po ponad połrocznej znajomości i trzech miesiącach od czasu, jak zrozumiał,
że ją kocha. Ze ślubem chcieli poczekać do początku lata, ale nieoczekiwana
ciąża Uli ślub przyspieszyła i pobrali
się w ostatni weekend karnawału.
Sama
uroczystość była kameralna. Przysięgę
składali w kościele w Rysiowie, a niewielki przyjęcie mieli w jednej z
restauracji. Później pojechali na dwa tygodnie do Malagi. Ula na
szczęście
wszystko znosiła spokojnie i nie miała nawet typowych niedogonień
ciążowych.W międzyczasie pani Dobrzańska kończyła studia i w przyszłości
miała objąć stanowisko speca od PR.
Tuż po ślubie syna
Krzysztof postanowił dyskretnie poprzyglądać się pracy Marka i Aleksa. Dawał im
również różne zadania i oceniał zachowanie. Odkrył przy okazji, że to Adam
Turek wykonuje większą część pracy za Febo. Marek był też zdecydowanie bardziej
lubiany przez pracowników. Wraz z początkiem lata wybrał nowego prezesa i został
nim Marek. W tym samym czasie Ula była już w zaawansowanej ciąży i pomału
rezygnowała z pracy. To natomiast wiązało się z tym, że Marek zostałby bez
sekretarki.
-Marek znalazłem ci nową
sekretarkę -zagadnął z ożywieniem Sebastian do przyjaciela w jedno popołudnie. —
Cud dziewczyna.
-Seba -jęknął. — Ja już
dawno mam to za sobą. Mam Ulę i kocham ją. Zapomniałeś? Byłeś na naszym ślubie,
a za miesiąc urodzi się nam córeczka.
-Daj dokończyć.
Blondynka i ma wszystko na swoim miejscu. Właśnie kończy zaoczne studia
licencjackie na administracji zarządzania. I dalej chce się uczyć. Wioletta Kubasińska. Tu masz jej
zdjęcie -dodał, pokazując fotkę, jakby było trofeum.
-Ok. Możesz ją przyjąć -odparł,
podśmiewując się delikatnie. — Ale Ulę bierzesz na siebie, jakby, co.
-Wiadomo przyjacielu.