czwartek, 8 listopada 2018

Skazani na miłość cz. 2


W poniedziałek przedpołudniem Paulina pojawiła się w firmie, ale ku jej niezadowoleniu biurko Uli było puste. 
-Możesz powiedzieć mi gdzie jest Ula?- spytała wyniośle Wiolę.
-Chora jest. Ma anginę i tydzień zwolnienia. Marka też nie ma- dodała, gdy Febo kierowała się w stronę drzwi do jego gabinetu.
-Jak to nie ma? - spytała zatrzymując się wpół drogi.  —Mieliśmy iść kupować prezent dla Aleksa.
-Wyszedł na lunch do Książęcej- wytłumaczyła. 
Podobno z panem Jareckim -dodała, choć nie musiała.
-Co to znaczy podobno?- prychnęła.
-Słyszałam, jak umawiał się z jakąś Ingą. To jesteśmy umówieni Inga. Dokładnie tak powiedział – sprecyzowała. —A to, że wyszedł z Klaudią to inna sprawa. W dodatku tylnymi drzwiami.
-Jesteś tego pewna? -pytała podejrzliwie.
-Ja osobiście nie widziałam, ale dziewczyny w bufecie tak mówiły, gdy poszłam po kanapki. Komu jak komu, ale im można wierzyć- stwierdziła wymownie.
-Mówiły coś jeszcze? - pytała zachęcająco i z uprzejmością, bo stwierdziła, że może z niej sporo wyciągnąć. —O poprzednim tygodniu na przykład.
-Podobno Marek kupował misia i dał jakiejś dziewczynce- oznajmiła konspiracyjnie. —Ela widziała ich w tym sklepie z  zabawkami w pobliżu firmy, gdy była po samochodzik dla swojego Julka.
-A ta bufetowa nie myliła się przypadkiem? Może pomyliła z kimś Marka- zagadnęła z nadzieją.
-Marka trudno z kimś pomylić- odparła klarownie ku niezadowoleniu Febo.


Po uzyskaniu pełnych informacjach Febo poszła do gabinetu Marka. Tymczasem w sekretariacie pojawił się Turek i oświadczył Wioli, że za niezapłacone zakupy internetowe komornik zainteresował się jej pensją. Mówił zaś wystarczająco głośno, aby usłyszała, to Paulina przeszukująca szuflady Marka.

Pojawienie się Pauli w restauracji w czasie spotkania z Jareckim zdziwiło Marka. Ta zaś spotkanie uważała za szczęśliwy traf, bo jak argumentowała prosto stamtąd będą mogli pójść na zakupy. Przed wyjściem z Książęcej Paulina poszła jeszcze do toalety, a Marek wyszedł na dwór. Gdy wyszła, to Marek odwrócony tyłem do niej rozmawiał przez telefon.
-Pamiętam, że mam zobowiązania- usłyszała Febo, gdy dochodziła do Marka. —Za dużo mam teraz na głowie, żeby pamiętać o przekazie pieniężnym.
-(…)
-Odwiedzę ją w przyszłym tygodniu. Obiecuję Haniu. Przekaz zaś jeszcze dzisiaj wyślę.


-Co to znaczy masz zobowiązania i odwiedzisz ją? -wysyczała Febo przez zaciśnięte zęby. 
To jej kupowałeś misia. Wiem od twojej sekretarki.
Całe szczęście, że jesteśmy na ulicy, a nie sami. I ta jej torebka to nie moja szyja. I że to ja byłem na lunch, a nie mój Anioł Stróż.
-Dzwoniła Hania Krasicka- wtrącił głośno, bo Paulina rozkręcała się, a scen na ulicy wolał uniknąć. —Moja koleżanka ze szkoły i lekarka z domu spokojnej starości,  w którym przebywa pani Więcek. W tym miesiącu była moja kolej na dopłacenie jej pobytu w ośrodku, ale zapomniałem. Hania przypomniała mi też, że mam ją odwiedzić. Inga, Seba, Kaśka, Mikołaj, ja i inni odwiedzamy ją regularnie. Ostatnio zajęty jednak byłem prezentacją i konkursem na prezesa i nie miałem czasu. Misia zaś kupowałem córce Ingi. Inga to koleżanka z klasy, z którą organizuję siedemdziesiąte urodziny pani Więcek. Zadowolona? -zapytał ironicznie na koniec.
- Czyli ciągle bawisz się w samarytanina, dajesz pieniądze i jeździsz tam? – zapytała, nie przejmując się poprzednimi oskarżeniami. —Zapomniałeś, jak potraktowała mnie dwa lata temu? - dodała z wyrzutem.
-Powiedziała ci prawdę, że i ty kiedyś będziesz stara i nie wiadomo czy i ty nie skończysz na wózku albo jako osoba leżąca. Zresztą mówienie o jej ośrodku jak o przytułku trupiarni było ciosem poniżej pasa. Nie dziw się więc, że powiedziała ci, że jesteś zimna, bezduszna i że ciebie starość czeka. I będę dalej tam jeździł czy ci się podoba, czy nie. Pani Więcek, przez cztery lata liceum próbowała wychować mnie i moje koleżanki i kolegów i teraz gdy raz na pół roku dopłacę jej za pobyt w ośrodku, nie zbankrutuję. Zresztą wydaję swoje pieniądze, a nie twoje. Ty jesteś w stanie wydać więcej w jeden dzień. A nie wiedziałaś właśnie, dlatego że robiłabyś mi niepotrzebną awanturę za każdym razem, gdybym tam jechał.



Dwa dni później Paulina znowu potrzebowała pomocy Wioletty. Dowiedziała się właśnie, że Marek planuje służbowe wyjazdy na objazd butików, a ostatni taki wyjazd służbowy okazał się wyjazdem do SPA z sekretarką. Teraz co prawda Uli pod uwagę nie brała, ale zawsze mogła znaleźć się chętna na wyjazd. Pojawiła się więc w biurze, gdy była pewna, że nie będzie tam Marka i wypytała Wiolettę.
-Marek już wie, kiedy jedzie na ten objazd butików? -zapytała od drzwi.
-To on gdzieś jedzie? -odparła ze zdziwieniem i pytaniem na pytanie.
-Ty powinnaś wiedzieć lepiej o tym. Jesteś przecież jego sekretarką- mówiła z sarkazmem. —Możesz dowiedzieć się, kiedy dokładnie jedzie? -dodała, nie wdając się w szczegóły. 
-Wszystko jest do sprawdzenia- odparła Kubasińska, bo w zatarg z Pauliną nie chciała wchodzić. Co więcej, zazdrościła Uli, że ma taki dobry kontakt z Pauliną i sama chciała wkraść się w łaski przyszłej pani prezesowej. W donoszeniu również nie widziała nic złego, bo i Ula mówiła jej, co porabia Marek i nic złego się działo.
- Gdybyś była tak miła- kontynuowała Paulina. —Zależy mi na tym. A jak się już dowiesz, to dzwoń na numer Aleksa.   
Zadanie powierzone przez Paulinę łatwe nie było, ale poradziła sobie, bo znała hasła na Uli komputer i po pół godziny zadzwoniła do Febo. Paula w sekretariacie Marka pojawiła się chwilę później. Idąc tam zastanawiała się czy nie lepiej z Wiolettą zawrzeć układ. Miała problemy finansowe i mogłaby być chętna. 
-Pierwszy wyjazd ma dopiero za prawie dwa miesiące- wyjaśniła Wioletta. —A najbliższy tak w ogóle z wyjazdów z tego, co wyczytałam to ma do SPA w przyszłym tygodniu na weekend.
- Jakie SPA?
-Jakieś Onasis SPA. Czy tak jakoś.
-Mogłabyś dokładnie sprawdzić, a nie zgadywać- zbeształa ją.
-Mogłabym. Ula ma wszystko pozapisywane w swoim komputerze- odparła, siadając za biurkiem Uli.
Pisanie na klawiaturze, podobnie jak inteligencja, mocną stroną Wioletty również nie było, bo hasło otwierające interesujący ją plik przeliterowała.
b-e-Caps Lock-T-Caps Lock-t-i – Betti – powtórzyła. Dwa, zero, jeden, jeden, zaloguj.
-O proszę, jest- dodała, pokazują Paulinie na ekranie interesujący wpis.
-Dziękuję- odparła Febo, rzucając wzrok na ekran.  

Powrót Marka do domu po długim dniu pracy do spokojnych nie należał.  Paulina bowiem czekała na niego ze spakowanymi walizkami i awanturą.
-Myślałeś, że się nie dowiem o twoim wyjeździe do SPA? - rzuciła mu od drzwi. —Nawet nieźle sobie to wymyśliłeś. Ja od czwartku do poniedziałku będę w Mediolanie, a ty sobie spokojnie wyjedziesz na weekend. Kim ona jest?
-Paula znowu sobie coś ubzdurałaś, dodałaś- mówił spokojnie.
-Nic z tych rzeczy. Twoja sekretarka znalazła i pokazała mi rezerwację. Nie mów mi, tylko że to dla Ingi i jej córki. Albo może to z nią jedziesz?
-Nie, nie dla niej. Dla pani Więcek- wyjaśnił krótko.
-Nie rozśmieszaj mnie.
-To nie wierz mi. Nie wiedziałem, co jej dać na urodziny, to zafundowałem trzydniowy pobyt w SPA. Jedzie razem z wolontariuszką z domu spokojnej starości Agnieszką Szymczyk. Możesz zadzwonić do tego SPA i spytać kto rezerwował miejsce, a kto będzie korzystał i że pokój jest dwuosobowy z dwoma oddzielnymi łóżkami. Nie mam czasu na wyjazdy ani na kolejne romanse. Dopiero co zostałem prezesem, organizuję biuro, przed nami jesienna kolekcja. Naprawdę myślisz, że mam czas na przyjemności i wyjazdy. 
-Obyś mówił prawdę- mówiła złowrogo i nie zwracając uwagi na ostatnie zdanie. —Inaczej dowiem się, kim ona jest i zamorduję najpierw ciebie a później ją. Teraz wychodzę. Umówiłam się z koleżankami- dodała, odchodząc.  
-Jak to miło, że mnie również rozpakujesz- wymruczał ni do siebie, ni do odchodzącej Febo. 
Z jej wyjścia cieszył się również, bo oznaczało spokojny wieczór. 

Paulina tymczasem zamiast pójść na spotkanie z koleżankami poszła spotkać się z Bartkiem. Najpierw jednak pojawiła się w firmie. Tak późne pojawienie się jej zdziwiło ochroniarza, ale miała usprawiedliwienie pozostawioną całkiem celowo torebką. Gdy już znalazła się na górze, uruchomiła komputer Uli, odnalazła interesujące ją pliki, wklepała hasło i całość przesłała do swojego pendrive. Parę minut później zadowolona z udanego planu, żegnała się z ochroniarzem i pojechała na spotkanie z Dąbrowskim. Mężczyzna na co dzień pracował w Niemczech, ale do Polski przyjeżdżał co dwa tygodnie po domowe jedzenie przygotowywane przez mamę i peklowane w słoiki. Teraz po odnowieniu znajomości z Febo miał drugi powód wizyt. Paulina bowiem miała być sponsorem jego zabaw i wydatków podczas pobytu w Warszawie. Tak było w czasie liceum i było mu z tym dobrze. W Berlinie również miał kobietę, która chętnie płaciła za jego zabawy i towarzystwo. Pierwsze spotkanie od czasu zjazdu maturalnego Bartek traktował jako rozpoznawcze i sam zapłacił rachunek za kawę i wino.  Sama Paulina zgodziła się na spotkanie, bo Bartek ciągle był czarujący, zabawny, przystojny i uwielbiany przez koleżanki. Chciała też choć trochę odegrać się na Marku. Ze spotkania wróciła, gdy Marek już spał. Następnego dnia zaś wstała, gdy wyszedł na jogging. Zrobiła sobie kawy i sprawdziła co nagrała na pendrive. Jedna pozycja na sobotnie popołudnie zainteresowała ją szczególnie.

Następnego dnia tuż po przyjściu do pracy Marek postanowił sprawę wyjaśnić i z Wiolettą.
 -Wiola- zaczął, gdy pojawił się w biurze. Możesz mi powiedzieć ….
-Ja nic nie wiem- wtrąciła asekuracyjnie, bo ton nic dobrego nie zapowiadał.
-Skoro o nic nie zapytałem, to skąd wiesz, że nie wiesz?
-Bo wiem, że nie wiem.
-W poniedziałek powiedziałaś Paulinie, o kupowaniu misia a wczoraj o wyjeździe do SPA.  Można wiedzieć, dlaczego wszystko jej mówisz, a nie sprawdzasz, jak było.
-Bo Paulina to jakby szefowa- tłumaczyła. — I tak potrafi człowiekiem zakręcić, że sprzedałby matkę za koszulę. Wszystko wyciśnie z człowieka. Do ostatniej krwi.
-To następnym razem bądź tak łaskawa i nie dawaj się ponosić emocjom ani nie daj się zakręcić- mówił cedząc słowa. —Nie zamierzam znosić awantur Pauliny, a wywołanych przez ciebie. Zrozumiałaś?
-I to dobitnie Marek- odparła.
Wieczorem w czasie spotkania w klubie z Sebastianem opowiedział o ostatnich wydarzeniach.
-Nie wiem co mam z nią zrobić- mówił, mając na myśli Wiolettę. —Najpierw powiedziała Pauli o Indze i kupowaniu misia a wczoraj o SPA i pani Więcek.
-No proszę Marek -odparł Olszański.  —Uli zostawiłeś na widoku list do Mirabeli, demonstracyjnie dziękowałeś Klaudii za upojne chwile, umawiałeś się z Domi, wysyłałeś przez Ulę kwiaty do Moniki i nic. A tu nic nie zrobiłeś, a Paulina zarzuca ci zdrady.
-Może Ula wiedziała, że udawałem- wyrokował. —Zobaczymy, jak wróci. Na razie wiem, że Wiola ma długi język. Niezależnie od tego czy robi to świadomie, czy nie. 


W poniedziałek po chorobowym Ula pojawiła się w pracy nieco odmieniona. Lepiej ubrana i uczesana.


-Byłaś u fryzjera- zagadnęła Ania z recepcji. —Masz inną grzywkę.
-Nie. To moja młodsza siostra- wyjaśniała. —Wczoraj na festynie wygrała wypasioną małą fryzjerkę i stworzyła coś takiego. Rano nie chciałam robić jej przykrości i zostawiłam zaczesaną grzywkę- mówiła, próbując podwijać.
-Siostra ma talent Ula. Tak jest lepiej. I w końcu figurę podkreśliłaś- odparła, podając listy.
 Idąc do biura Ula, wzbudziła swoim wyglądem zainteresowanie. Pracownicy bowiem patrzyli na nią, jakby widzieli ją po raz pierwszy. Turek nawet zatrzymał się na chwilę, a z jego twarzy można było wyczytać coś w rodzaju pozytywnego zaskoczenia. Ona zaś zastanawiała się, jak zareaguje Marek. Tymczasem, gdy wchodziła do biura to usłyszała podniesione głosy Wioli i Marka.


sobota, 3 listopada 2018

Skazani na miłość 1


Tak dla przypomnienia i po małej przeróbce oraz rozpisaniu.
Pierwsza wersja, jeśli ktoś ciekaw, znajduje się w listopadzie 2017.

Jeden z korytarzy w firmie F&D roił się od młodych, pięknych, zgrabnych i kuso ubranych dziewczyn. Czekały one przed drzwiami od kadr na swoją szansę zatrudnienia w tejże firmie. Wśród nich, z dala od owych drzwi i tych dziewczyn stała i Ula Cieplak dziewczyna, która ze względu na ubiór i urodę nie pasowała do reszty dziewczyn.  Z tego powodu też wolała stać, gdzie stoi i czekać na Paulinę Febo. Obie spotkały się niespełna godzinę prędzej, przyszły do firmy i Paulina kwadrans temu kazała jej czekać tam, gdzie stoi, a nie szwendać się po firmie. W końcu po półgodzinie przez tłum przecisnęła się wysoka brunetka i pomimo protestów czekających wtargnęła z nią do biura kadr. Oprócz dyrektora personalnego Sebastiana Olszańskiego zastała tam piękną blondynkę oraz swojego narzeczonego i tymczasowego prezes Marka Dobrzańskiego.


-Marek, to jest Ula Cieplak- zaczęła wyniośle. —Chodziłyśmy razem do liceum i dzisiaj spotkałyśmy się, gdy Ula przyszła wpłacić pieniądze na spotkanie z okazji piątej rocznicy matury. Ula skończyła dwa kierunki na SGH, kursy językowe i będzie odpowiednią sekretarką dla ciebie.
-Paula nigdy protekcji nie uważałem i przesłucham ją jak każdą inną- odparł jej i spoglądając z niechęcią na dziewczynę stojącą tuż za nią. Sebastian miał podobną zniechęconą minę, co nie umknęło Uli. Nie było to zresztą pierwszy raz, gdy ktoś tak reagował na nią, gdy chciała się zatrudnić.
-Ula potrzebuje tej pracy- rzekła, Febo nie zważając na protesty swojego narzeczonego.  —Ma w domu chorego ojca, młodsze rodzeństwo.  Matki natomiast nie ma, bo zmarła tuż przed maturą. Pamiętam, bo byliśmy z klasą na pogrzebie. Chyba nie będziesz draniem i pomożesz tym półsierotą.
-Zobaczymy Paula- powiedział dla uniknięcia konfliktu. —Zaraz z panią porozmawiamy- zwrócił się i do Uli.
Kolej Uli przyszła po półgodzinie i podała im swoje CV. Jadąc do Warszawy, miała bowiem w planach odwiedzić dwa miejsca ewentualnej pracy i miała przy sobie wszystkie dokumenty.
-Rzeczywiście ma pani świetne kwalifikacje – zaczął kadrowy. —Najlepsze ze wszystkich dotychczasowych kandydatek. Powiem nawet więcej. Są za dobre jak na stanowisko sekretarki.
-Uważam, że powinno zaczynać się od mniejszego pułapu- odparła przekonująco.
- I rzeczywiście skończyła pani to samo liceum co Paula- rzekł i Marek. —A jak pani trafiła do Batorego? To renomowane liceum.
-W gimnazjum wygrałam ogólnopolską olimpiadę matematyczną i wzięli mnie poniekąd pod swoją opiekę- grzecznie wyjaśniła.
-Ale jest pani młodsza dwa lata od Pauli- zagadnął podejrzliwie Dobrzański.
-To, dlatego że Paulina była rok starsza od reszty a ja młodsza- i na to znalazła wytłumaczenie. —W zerówce mnie nie chcieli, bo nudziłam się i poszłam do pierwszej klasy jako sześciolatka.
-Fakt Paula po śmierci rodziców długo nie mogła dojść do siebie i poszła rok później do liceum- odparł od niechcenia i jakby do siebie. —Dam pani szansę- dodał ku jej zaskoczeniu i zadowoleniu. —Proszę przyjść w poniedziałek rano na okres próbny.
-Naprawdę- uśmiechnęła się delikatnie i gdyby nie aparat na zębach byłby to całkiem ładny uśmiech, jak pomyślał Marek.
-I to bardzo naprawdę- odparł, pokazując swój uśmiech i dołeczki w całej okazałości, nie mając pojęcia, że z tą chwilą w sercu dziewczyny zrobiło się ciepło. —W poniedziałek podpisze pani umowę na miesiąc- dodał, wyciągając rękę na pożegnanie.
-Zrobię wszystko, żeby nie zawieść pana- odparła, odwzajemniając uścisk.
-Ty naprawdę chcesz ją zatrudnić? - zapytał Olszański, gdy tylko drzwi za nią się zamknęły. —Przecież to pasztet. Jak ty będziesz pokazywać się z nią na biznesowych spotkaniach?
-Seba po pierwsze nie mów o niej tak, a po drugie nie mogę teraz zadzierać z Pauliną- zaczął mu tłumaczyć. —Za trzy tygodnie rozstrzygnięcie konkursu na prezesa i potrzebuję jej poparcia. Poza tym potrzebuję dobrego ekonomisty, a na Turka nie mogę liczyć. Nie znam też nikogo innego, a ona wydaje się w tym kompetentna.
- To okaże się jeszcze – odparł bez entuzjazmu.  —A ty myślisz, że Paula tak z dobrego serca kazała zatrudnić ją- zagadnął.
-Nie myślę. Nawet jestem tego pewien, że ma w tym cel i zamierzam dowiedzieć się, jak najszybciej jaki.
-A co z Wiolą? – zapytał z nadzieją kadrowy.  —Ona jest boska Marek. 
-Postanowiłem parami sprawdzać sekretarki i twoja Wiola pojawi się również w poniedziałek- odparł. —Zadowolony?
-Raczej Marek.

Wiadomość, że Marek dał szansę Uli, ucieszyła Febo, bo przynajmniej w sekretarce nie będzie mieć kochanki i zacznie ogarniać jego życie intymne. Tym, że i niejaka Wioletta również dostała szansę, nie zamierzała się przejmować, bo wiedziała, że tylko ze względu na Sebastiana dostała tę szansę. Kadrowy w przeciwieństwie do jej Marka, który miał wyrafinowany gust co do kobiet, on miał prostacki i dokładnie taki jaki prezentowała ta blondynka. Do samej Uli, oprócz tego, że Marek będzie trzymał się z dala od niej, miała swoje plany. Na dobry początek chciała zaskarbić jej zaufanie i aby nacieszyła się pracą i pensją, a później zamierzała odebrać dług.
Dla Uli fakt, że Paulina zaproponowała jej pracę i to w jej własnej firmie było wielkim zaskoczeniem. Zwłaszcza że w szkole była dla niej brzydulą, nigdy nic dobrego nie zrobiła, a miła była tylko wtedy, gdy coś od kogoś potrzebowała.  Teraz też czuła, że coś knuje z tym zatrudnieniem. W pierwsze chwili chciała nawet odmówić Pauli, ale rozsądek szybko wziął górę nad emocjami.  Jej rodzina był w ciężkiej sytuacji i postanowiła dla dobra ojca i rodzeństwa zapomnieć o przeszłości i przykrościach, jakich doświadczyła od niej i przyjąć pomoc Pauliny. Tak więc w poniedziałek rano pojawiła się w F&D i od pierwszego dnia wzięła się sumiennie za pracę.  Poznała również trzy fajne dziewczyny. Kadrową Alę, krawcową Izę i Elę prowadzącą bufet. To od nich dowiadywała się o wszystkich firmowych plotkach. Głównym i ulubionym tematem zaś był Marek i jego życie damsko- męskie.  Dziewczyny wyjaśniły jej też powody bycia Pauliny i Marka razem. Okazało się, że to rodzice Marka i zmarli Febo już dawno temu wymarzyli sobie ich wspólne życie i dążyli do tego od dawna. Sam Marek, według słów kadrowej Ali, nie kocha jej, a związek wisi na rozdwojonym włosku. W dodatku zdradzał ją z modelkami, sekretarkami i panienkami z klubu. Po tych wszystkich rewelacjach zastanawiała się, dlaczego tak fajny facet, jak Marek jest z kimś takim jak Paulina. Już w liceum była wyniosła, samolubna i zostało jej to. Z tą różnicą, że teraz była dla niej miła a swój podły charakter, jak szybko i nietrudno było zauważyć, okazywała innym pracownikom. Równie miły był dla niej Marek. Miała nawet wrażenie, że prześcigają się w uprzejmościach. Kilka dni w pobliżu Marka sprawiło też, że stawał się kimś więcej niż szefem, zakochiwała się w nim i marzyła.

Trzy tygodnie od zatrudnienia Uli odbył się zjazd absolwentów klasy maturalnej Uli i Pauliny. I choć spotkanie miało odbyć się bez mężów, narzeczonych, chłopaków i innych osób towarzyszących, to Paulina przyprowadziła ze sobą Marka. Głównie po to, aby mogła pochwalić się przed tymi dziewczynami, które nie wiedziały nic o jej związku i zaprosić całą klasę na zaręczyny. Te zaś choć miały odbyć się dopiero za cztery miesiące to już były w trakcie przygotowywań i miały zgromadzić śmietankę Warszawy i Mediolanu w liczbie na dzisiejszy dzień około pięciuset osób.
-A ślub chcemy wziąć za rok w Mediolanie w katedrze- oznajmiła pięciu najlepszym koleżankom, jak dowiedział się później Marek od Uli. — Podróż poślubną natomiast planujemy spędzić na Karaibach. Może nawet cały miesiąc. Plaża, palmy, elegancki hotel i my dwoje- mówiła gładząc Marka po ramieniu.
-Paula możesz nie wymyślać – przerwał jej ostro. —Ja nie zamierzam czterech tygodni siedzieć w tym upale i w natłoku turystów.  Mówiłem ci już zresztą o tym i to nie jeden raz.
-Marco tylko drażni się ze mną- rzekła, uśmiechając się do grupki znajomych.  —Jesteśmy ze sobą już ponad cztery lata i jest z nami jak z tym starym dobrym małżeństwem. Czasami kłócimy się, czasami godzimy, czasami czubimy, czasami żartujemy, czasami….
-Właśnie Paulino, jak słusznie zauważyłaś wszystko czasami- wtrącił z uwydatnieniem.
- Kochanie możesz zając się czymś innym- postanowiła, że najprostszym sposobem uniknięcia dalszych jego wypowiedzi będzie pozbycie się narzeczonego z ich grona. — Chciałabym poplotkować z koleżankami o szkolnych czasach. Z niektórymi nie widziałam się pięć lat.
-Owszem mogę Paulino – odparł z sarkazmem. —Obiecałem Uli następny taniec.


Taniec z Markiem był spełnieniem marzeń Uli i mogłaby ze swoim księciem i skrywaną miłością, przetańczyć całą noc. Trafił im się spokojniejszy kawałek, to mogła przytulić się do niego delikatnie. Te miłe chwili mąciła tylko obecność Pauliny, bo czuła, że przygląda im się z koleżankami.  I nie myliła się, bo cała szóstka uważnie patrzyła na ich pląsy. Później miała okazję jeszcze raz zatańczyć z Markiem i było równie przyjemnie, jak za pierwszym razem. Nic jednak nie trwa wiecznie i druga piosenka skończyła się, a razem z nią i taniec.
W tym samym czasie Paulina odnawiała znajomości nie tylko z dawno niewidzianymi koleżankami, ale i kolegami. Wśród nich był Bartek Dąbrowski najlepszy koszykarz i kapitan drużyny liceum Batorego. On i Febo w swoim czasie byli parą i teraz odnawiali znajomość.


Marek natomiast dowiedział się, że w ich klasie były dwa fronty, a Ula i Paulina były po przeciwnych stronach. Febo, co go w ogóle nie zdziwiło była też jedną z tych osób, które dokuczały Uli i teraz zatrudnienie jej we własnej firmie było dużym zaskoczeniem nie tylko dla niego, ale i dla reszty klasy. Z tą różnicą, że on domyślał się powodów zmiany nastawienia do Uli. 


Pracy tymczasem Uli i Markowi układała się pomyślnie.  Marek stwierdził nawet, że zatrudnienie Uli było strzałem w dziesiątkę, bo odwalała za niego robotę, a on mógł mieć więcej czasu na klub, dla Sebastiana i panienek. Ula była też w tym, co robiła profesjonalistką i jego plan rozwoju firmy powstał parę dni przed czasem. W chwilach, gdy i jego ochota nadeszła na pracę to mógł z czystym sumieniem przyznać, że praca z Ulą jest przyjemnością i nigdy nie musiał nic jej dwa razy powtarzać, jak bywało to czasami w zamierzchłych czasach z innymi jego sekretarkami albo obecnie z Wiolettą.  Ula jak mniemał, kryła go też przed Pauliną, gdy wychodził nieoczekiwanie z pracy albo gdy nie mogła się z nim skontaktować. Co więcej, myślał, że pomylił się sądząc, że Ula ma go szpiegować.  Nie wiedział jednak, że Paulina na razie nie wypytywała ją o jego wyjścia, grafik dnia czy spotkania z kobietami. Miał w niej też nie tylko rzetelnego pracownika, ale stawała się kimś, z kim mógł porozmawiać o wszystkim i zwierzyć się ze swoich problemów. Ona również opowiedziała mu o swojej rodzinie i pokazała swój świat. Dzięki niej poznał smak zapiekanek i pity z pobliskiej budki przy parku oraz pierogów własnej roboty i naleśników z lokalu Swojskie Dania. Wszystko to sprawiło, że jeszcze przed końcem jej okresu próbnego wiedział, że zatrudni ją na stałe. Znalazł też rozwiązanie na zatrudnienie dwóch sekretarek, a do czego mógłby doczepić się Aleks Febo dyrektor finansowy firmy. Wymyślił, że Ula zostanie jego asystentką, a Wioletta ku zadowoleniu Sebastiana, sekretarką.


Febo o zwrot długu zaczęła upominać się w miesiąc po zatrudnieniu Uli. Miała również opracowany plan na najbliższych parę dni. Nie chciała bowiem tak od razu wyskoczyć z propozycją szpiegowania Marka i przestraszyć Uli, to posuwała się do małych podstępów, aby uzyskać od Cieplak ważne dla niej informacje.
Na dobry początek postanowiła, dowiedzieć się, kim jest tajemnicza Emilia, która przewijała się raz po raz w rozmowach przez telefon, a Marek nie chciał powiedzieć, kto to taki. Nie chciał powiedzieć natomiast, dlatego że sposób Febo wyciągnięcia z niego tych informacji z góry sugerował, że to jakaś kochanka. Schowanie i wyciszenie telefonu Marka było pierwszym punktem w ustaleniu tożsamości Emilii.  Później wystarczyło zadzwonić na firmowy numer i oświadczyć Uli, że znalazła telefon Marka i teraz nie wie, gdzie ma go zawieś, bo Marek mówił jej coś o spotkaniu na mieście. Ula zaś po sprytnie przeprowadzonej rozmowie przez Febo wyjawiła, że jest na spotkaniu z Emilią dziennikarką zajmująca się modą. Kolejną sprawą do wyjaśnienia było jego wyjście na lunch. Sama zamierzała pójść z nim, ale zdecydowanie odmówił. Podobnie był z wyjaśnieniami, dokąd się wybiera i z kim. Godzinę po jego wyjściu pojawiła się w firmie i oznajmiła Uli, że nie może dodzwonić się do narzeczonego, a potrzebuje numer telefonu do wspólnej znajomej. Ula zaś nie widząc w tym nic podejrzliwego, powiedziała o spotkaniu w restauracji Złota z Ingą koleżanką z klasy. Równie łatwo Paulinie poszło z przekonaniem Uli, że chce zrobić Markowi niespodziankę i potrzebuje jego grafiku dnia na kolejny tydzień, aby wybrać odpowiedni dzień na uczczenie jego sukcesu na kontrakt z firmą z Niemiec. Podobny scenariusz miał miejsce w piątek popołudniem, gdy Marek przepadł tuż po lunchu na kilka godzin. Paulina zadzwoniła do Uli do Rysiowa i oznajmiła jej, że dostała nieoczekiwanie bilety do teatru, a Marek ma ciągle wyłączony telefon. I tym razem Ula nieświadoma kolejnego podstępu wyjawiła, że jest za miastem w sprawach klasowych.  Słowo klasa zaś pojawiające się po raz drugi w czasie dwóch tygodni, spowodowało, że Paulina  postanowiła na poważnie zająć się sprawą kontroli nad Markiem i wprowadzić swój plan w życie.

wtorek, 30 października 2018

Ula z Rysiowa cz. 2 Cykl mini.

Czyli współczesna miłość Ani z Zielonego Wzgórza i Gilberta.

Pierwszą część szukajcie we wrześniu.

Od walentynek minęło parę dni, a Ula dalej nie mogła być pewna, kto był jej autorem. Nikt szczególnie o jej względy przez ten czas też nie zabiegał. To zaś tłumaczyła sobie nieśmiałością nadawcy. Wśród tych, których podejrzewała, był Łukasz, Kacper i Marek oczywiście. Ten ostatni co prawda do nieśmiałych nie należał, ale było w nim coś tajemniczego i filuternego. To zaś powodowało, że przyciągał niebezpiecznie. Starała się jednak trzymać z dala od niego, choć on od jej towarzystwa nie stronił. Szybko nawiązała się między nimi też rywalizacja w nauce. Do tej pory Marek wiódł prym w klasie, a teraz Ula okazała się bardzo zdolna. Oprócz spotykania się na lekcjach mieli ze sobą kontakt w redakcji internetowej gazetce i radiu. Marek był tam zastępcą redaktora, zajmującym się działem sportowym, a Ula dołączyła do zespołu i miała zajmować się kulturą. Dział dostała w spadku po Hani, która była w klasie maturalnej i po pierwszym półroczu opuściła progi redakcji. Pierwszym jej zadaniem zaś powierzonym nomen omen przez Marka było obejrzenie głośnego filmu o zakazanej miłości narkomanki i opiekuna z ośrodka, i napisanie o nim recenzji.
-Na dobry początek Ula coś prostego. Recenzja z filmu- oznajmił, podając ulotki reklamujące film. 
-Ok. A skąd mam wziąć bilety? – zapytała, gdy dostała część wytycznych. —Mam zapłacić ze swojego, czy może macie jakiś fundusz reprezentacyjny.
-Bilety ja mam i wybieram się razem z tobą Ula- oznajmił jej z uśmiechem. —Tak wypada- dodał, widząc zmieniającą się minę Uli. —Hani, gdy była taka potrzeba również towarzyszyłem.  Chyba że jest to problem, to poproszę kogoś innego. 
-Nie trzeba. To na, kiedy mam się szykować?
-Jutro po szkole na seans o szesnastej.
Dzień później po lekcjach i wizycie w redakcji wyszła z Markiem do kina. Na filmie próbowała skupić się, ale obecność Dobrzańskiego rozpraszała ją. Siedział przechylony w jej stronę, choć miejsce z drugiej strony było puste. Miała też wrażenie, że czasami zamiast w ekran wpatrywał się w nią. Po półtorej godzinie wyszli z kina i mogła odetchnąć nieco. Zastanawiała się też, co ma zrobić z ponad godziną, która pozostała jej do odjazdu autobusu do Rysiowa.
-Może dasz zaprosić się na pizzę? – zapytał, czytając w jej myślach. —Nie jadłem nic od przerwy śniadaniowej, a niedaleko stąd jest dobry lokalik.
-W piątek o tej porze chcesz coś znaleźć? - zapytała wątpiąco.
-Moja w tym głowa, aby coś dostać- wtrącił.
-Niech będzie- odparła od niechcenia, ale i z radością na myśl o jedzeni, bo sama była głodna i chciała nawet pójść na zapiekankę albo inny specjał budki obok przystanku autobusowego, z którego miała odjechać. —Autobus i tak mam dopiero o dziewiętnastej.
Średniej wielkości pizzeria, jak to bywało w piątki i jak przypuszczała, była pełna. Mimo to Marek dostał stolik tuż przy barze z napisem służbowy.
-Masz jakieś układy z właścicielem? - pytała, gdy nikt z obsługi nie zaprotestował, gdy usiedli.
-Właścicielem jest Aleks Febo mój przyrodni brat- wyjaśnił krótko. —To na co masz ochotę?
-Dwunasta pozycja-rzekła, przeglądając tablicę menu. —Salami, pieczarki i mozzarella.
Na pizzę długo też czekać nie musieli, bo jak można było zauważyć dostali ją bez kolejki. Do tego na koszt firmy colę. Pierwszy, drugi i trzeci duży kęs Uli szybko zginął w przełyku. Przy kolejnym zawartość ust wylądowała na stoliku.
-Ryba. Tu jest ryba Marek. Ja mam uczulenie na ryby. I nie wiem czy nie zjadłam już jakiegoś kawałka. Smak coli mógł mnie zmylić. Chociaż na pewno zjadłam. Muszę wyjść na powietrze- mówił dławiącym głosem. —Muszę na pogotowie- dodała jeszcze.
Marek nie pytając o nic więcej, wyprowadził ją na zaplecze i do tylnych drzwi. W międzyczasie zadzwonił na pogotowie i przedstawił sytuację. 
-Jak to możliwe, że była tam ryba Marek?  - pytała tymczasem Ula, oddychając głęboko.
-Nie wiem. Zamówiłem, to co chciałaś. Może w zamówieniu coś się zamieszało. Sama widziałaś, jaki był ruch na sali. I przepraszam.
-Nie twoja wina Marek. Przypadek.
Karetka pojawiła się dość szybko i lekarz zaaplikował lek w zastrzyku. Musiała również pojechać do szpitala, a to wiązało się z powiadomieniem ojca i jego przyjazdem. Była bowiem niepełnoletnia i lekarz zajmujący się nią potrzebował zgody na leczenie.
 Rozmowa z ojcem była krótka, w czasie której Ula wytłumaczyła ojcu, co się stało i gdzie jest. Chwilę później w sali segregacji pojawił się Marek. Gdy wszedł na salę, to Ula podłączona była do tlenu, kroplówki oraz aparatury pokazującej pracę serca.  
-Dobrze to nie wygląda Ula- zagadnął, patrząc na popuchnięte i zaczerwienione usta i policzki. —Jest chyba gorzej niż parę minut temu.
- Spokojnie to tylko tak wygląda. Leki muszą zadziałać w pełni.
-A na te twoje uczulenie nie da się nic zrobić?
-Można. Muszę unikać ryb i owoców morza.
- Tych zodiakalnych ryb również -zapytał podchwytliwie.
- Niekoniecznie, ale kto wie Marek. Lepiej na zimne dmuchać- mówiła równie przewrotnie. —I na szczęście na nic innego nie stwierdzono u mnie uczulenia. Narobiłam niezłego bigosu- dodała usprawiedliwiająco.
-Tym się nie martw- wtrącił uspokajająco. —Nikt z gości nie wiedział, co się stało, a Aleks to spoko gość. Coś ci potrzeba Ula?
-Tylko towarzystwa Marek.  Tato już jedzie, a znając go, to jedzie z torbą zapakowana na pobyt w szpitalu. 
-W takim razie posiedzę z tobą do czasu jego przyjazdu- odparł.



Ojciec Uli pojawił się w szpitalu po półgodzinie i już na pierwszy rzut oka wyglądał Markowi na miłego i życzliwego. Taki też był, bo w czasie krótkiej rozmowy można było to odczuć. Wiekowo zaś dawał mu tyle samo lat co swojemu ojcu, czyli około pięćdziesięciu. Jednakże jego ojciec ze względu na pracę umysłową wyglądał znacznie młodziej. Krótko po jego pojawieniu się Marek pożegnał się z Ulą i Cieplakiem i opuścił szpital. Prosto stamtąd pojechał na spotkanie z przyjacielem i opowiedział mu o wydarzeniach z pizzerii.
- Szkoda, że tak się to skończyło Seba- mówił, idąc z nim do Klubu 18- skierowanego do niepełnoletniej młodzieży. —To był dobry moment na rozpoczęcie czegoś więcej niż koleżeństwo.
-Ale, gdyby ci zemdlała na amen, to mógłbyś zrobić jej usta- usta i poczuć ich smak- stwierdził Olszański.
-Wolałbym, aby Ula była przytomna przy czymś takim- odrzekł klarownie.   
-Jak nie teraz to będzie kolejna okazja- pocieszał. —Poza tym tak troskliwie zająłeś się Ulką, a niektóre dziewczyny lubią takich rycerzy.
-Oby ona należała do nich. Jest inna niż Klaudia i Dominika- mówił z rozmarzeniem. —Ma tak rozsądnie poukładane w głowie. Do tego jest słodka i sympatyczna. Ja i ona to może być coś na dłużej.
-No proszę Marek. Jeszcze trochę a zakochasz się na zabój.
Ula tymczasem została przeniesiona z sali segregacji na ogólną salę i dowiedziała się, że dla bezpieczeństwa powinna zostać w szpitalu przynajmniej do niedzieli. To zaś krzyżowało jej plany rodzinne i szkolne. Razem z Majką miały bowiem pisać nazajutrz referat z polskiego i teraz cała praca spadła na Olkowicz. Późnym wieczorem zadzwonił do niej również Marek i obiecał odwiedzić ją nazajutrz.
Następnego dnia rano tak jak obiecał, pojawił się u niej z czekoladkami. Gdy wszedł do sali miała zamknięte oczy, to mógł się jej przyjrzeć. Po szybkich oględzinach stwierdził, że wygląda lepiej niż poprzedniego dnia. Ula tymczasem myślała właśnie o Marku i o tym jaki jest dojrzały i opiekuńczy. Zastanawiała się też czy jest słowny i dotrzyma słowa o przyjściu w odwiedziny. Z myśli wybiły ją ciche słowa Marka.
-Cześć Ula. Śpisz?
-Cześć. Nie śpię i miło, że jesteś. Strasznie nudzę się, a do domu dopiero jutro wyjdę.
-Tak szybko- palnął bez zastanowienia.
-Spokojnie nie jestem umierająca ani nie zarażam. Miło jest jednak wiedzieć, że się martwisz.
-Empatia, ofiarność, usłużność to moje drugie imię Ula- mówił przewrotnie. —Nie wiedziałaś o tym?
-Gdybym cię nie znała, to pomyślałabym, że jeszcze zarozumiałość- rzuciła ripostą.
W szpitalu długo nie pozostał, bo pojawiła się Majka, aby razem z Ulą ułożyć szkic referatu.

 W poniedziałek pomimo tego, że mogła zostać w domu, to poszła do szkoły.  Marek natomiast przyniósł zaproszenia na swoją osiemnastkę. Ula, choć znali się dopiero dokładnie dwa tygodnie, również została zaproszona. Z pójściem na imprezę roku jak o niej mówili inni, miała opory.
-Trzeba będzie dziewczyny postarać się o jakieś kreacje, żeby nie wyglądać jak ostatnie dziecko stróża- rzekła Wiola, czytając swoje zaproszenie.
- Zwłaszcza w porównaniu z Dominiką i Klaudią- dodała Majka.
-Ja raczej nie pójdę. Ciągle mam żałobę po mamie- oznajmiła im Ula. —I druga rzecz to co takiemu kupić, skoro wszystko ma.
-To akurat najmniejszy kłopot Ula- odparła Julia. —Marek nigdy nic nie chce tylko drobne kwoty wpłacone na konto fundacji jego mamy. Ewentualnie jakieś drobiazgi typu kubek, breloczek, magnes na lodówkę, czy zwykłą kartkę.
-I nie odmawiaj Ula- prosiła Wiola. —Cała nasza klasa będzie i sporo innych osób.
-Pomyślę jeszcze- obiecała.
Po powrocie do domu opowiedziała ojcu i babci o zaproszeniu.
-Córciu nic złego by się nie stało, gdybyś poszła- przekonywał ojciec. —Marek tak troskliwie zajął się tobą w szpitalu.
-Tata ma rację- poparła go babcia Helena. —Tyle ostatnio robiłaś dla Jaśka i Beatki, więc zasłużyłaś na chwilę zabawy. A mama na pewno nie chciałaby, żebyś rezygnowała z życia towarzyskiego.
- I to dobra okazja na lepsze poznanie nowego otoczenia- dodał Cieplak.  —Ciągle jesteś tą nową z drugiej b humanistycznej. Tak Maciek mówi.
-Macie chyba rację- odparła po namyśle. Powinnam zacząć wychodzić.

Kolejne dni w szkole mijały spokojnie, a Ula dzieliła czas na lekcje i pracę w redakcji. Relacje z koleżankami i kolegami były również coraz lepsze, a grono znajomych z każdym dniem wzrastało. Sam Marek zachowywał się bardzo koleżeńsko i dalej pomagał jej w nadrobieniu materiału z informatyki.
Tydzień przed osiemnastką Marka poszła na zakupy. Musiała kupić sobie sukienkę i drobiazg dla niego. Wybór drobiazgu prosty nie był i dopiero w czasie kupowania biżuterii trafiła na szufladę ze szczęśliwymi kamieniami. Pod napisem ryby znalazła piękny kamień kwarcu różowego i opis.


Kwarc Różowy
Wspiera czułość i miłość zodiakalnym rybom. Stają się bardziej subtelni. Daje im możliwość poznania piękna natury, sztuki, poezji, muzyki. Ożywia siłę twórczą. Łagodzi emocje. Uspokaja, równoważy energię i neutralizuje kłopoty. Poprawia ogólnie nastrój i przywraca optymizm.
 Tego właśnie szukałam- pomyślała.


W sobotni wieczór tuż po szesnastej Ula, Majka, Wiola i Julia pojawiły się w  posiadłości Dobrzańskich. Była ona znacznie większa niż myślała Ula i przylegała do ogrodu, który zielenił się pierwszymi wiosennymi kwiatami. Dom zaś bardziej przypominał mały pałacyk. Pukania do wejściowych drzwi oszczędziły sobie, bo te ciągle otwierały się i zamykały, a i muzyka dobiegająca z domu i tak by wszystko zagłuszyła. Drzwi wejściowe prowadziły niemal prosto do salonu zatłoczonego już młodzieżą i jak zauważyła Ula trzema ochroniarzami. Obecnością ich nawet nie zdziwiła się, bo choć salon wydawał się, że na czas zabawy był pozbawiony obrazów i innych drobiazgów to i tak mógł ulec zniszczeniu. Przy ścianie zaś stał długi stół z półmiskami sałatek, owoców, ciasta i picia. Alkoholu Ula nie zauważyła, ale nie oznaczało to, że nie jest gdzieś schowany. Po szybkich oględzinach bawiących się stwierdziła, że w każdym miejscu salonu w strojach i fryzurach króluje szpan i ekstrawagancja. Było chyba też znacznie więcej chłopaków niż dziewczyn. W tym tłumie tańczących, rozmawiających i przechodzących osób próbowały znaleźć jubilata. Odnalazł się szybko, bo wystarczyło znaleźć największą grupę dziewczyn. Patrząc na niego z daleka, Ula pomyślała, że nic dziwnego, że uchodzi za ciacho szkoły.



Przeciśnięcie do Marka było kolejnym wyzwaniem, bo ciągle ktoś potykał je albo same potykały tańczących. Gdy dotarły już do niego, to do złożenia życzeń musiały ustawić się w kolejce.
- Marek życzę ci dużo zdrówka, spełnienia marzeń, znalezienia miłości, żebyś był zawsze sobą i naprawdę szczęśliwy- rzekła Ula, gdy przyszła jej kolej. —A to mam nadzieję, że ci w tym pomoże- dodała, podając małą ozdobną torebeczkę.
-Co to? -zapytał, wyjmując kamyk. —Jest piękny.
-Kwarc różowy twój szczęśliwy kamień. Coś w rodzaju amuletu. Poczytasz sobie w Internecie. A tak w skrócie to dodaje czułości, subtelności, uspokaja i chroni od kłopotów.
-Same pozytywy. Wielkie dziękuję Ula.
Przypieczętowaniem każdych życzeń i prezentu był uścisk i pocałunek w policzek. Tym razem w udziale Uli przypadło coś więcej, bo ktoś Marka potrącił i musnął usta Uli. Był to jednak bardzo krótki moment i wiele osób tego nie zauważyło.
Zabawa trwała już na dobre, gdy Ula miała okazję zatańczyć z Markiem. Pojawił się obok niej i dziewczyn i to ją jako pierwszą poprosił do tańca.  Didżej puścił akurat wolniejszy kawałek, to było romantycznie. Przytulił bardziej i poczuł ładny zapach jej włosów, a nie odurzającego zapachu perfum. Podobał się mu również jej uśmiech, który posłała mu na komplement, że dobrze tańczy. Na kolejny kawałek zatrzymał sobie ją również. Później z racji, że Majka, Julia i Wiola tańczyły z kimś innym, zaproponował coś do picia. Wyszli również na chwilę na dwór. 
-Potrzebowałam świeżego powietrza Marek- mówiła usprawiedliwiająco. —Zrobiło się strasznie duszno w salonie.
- Nic dziwnego, bo upchnąłem tam osiemdziesiąt dwie osoby. Nie licząc trzech ochroniarzy, didżej i w kuchni dwóch osób z obsługi cateringu. A do tej pory najwięcej było tam około pięćdziesięciu osób.
-Twoi rodzice muszą mieć do ciebie wielkie zaufanie- zagadnęła.
-Fakt dostałem kredyt zaufania i listę uwag. Żadnego palenia w domu, narkotyków, szlajania się po górze, wrzasków, żeby domu mi nie roznieśli, nie nabrudzili i wiesz czego.
-Żadnych zabaw w lekarza i rozbieranego pokera- odparła wesoło.
-Coś w tym rodzaju- rzekł, rozbawiony jej stwierdzeniem. Podoba mi się, jak się śmiejesz i uśmiechasz Ula- dodał nieoczekiwanie. —Tak szczerze.
Komplement spowodował chwilę nieuwagi Uli i na śliskiej alejce zachwiała się, a Marek powstrzymał ją od upadku. Przechodzili akurat obok okien, to mogła widzieć też, że ich twarze są blisko siebie. W pewnej chwili Marek pochylił się i pocałował w policzek. Moment później ponownie pocałował. Tym razem był to pocałunek w usta. Ula nigdy dotąd nie miała okazji całować się i było jej cudownie. I choć były, to tylko delikatne muśnięcia, to i tak trudno było jej łapać oddech.
Na zawsze zapamiętam ten wieczór jako ten, gdy poczułam smak pocałunku- myślała. I chyba jestem uczulona i na te ryby.
Pocałunek jednak równie nieoczekiwanie skończył się, co rozpoczął i nie była pewna czy to dobrze, czy źle.  
-Przepraszam Ula- usłyszała nad swoim ustami. —Nie powinienem.
-Lepiej wracajmy- odparła cicho.
Do końca zabawy zostały trzy godziny, a Ula ciągle czuła smak pierwszego pocałunku i myślała, jakie to cudowne uczucie i że mogłaby znowu to zrobić z Markiem. Marek również myślał o tym, co się stało na dworze. On jednak żałował, że nie wykorzystał szansy i nie powiedział jej, że chciałby umówić się z nią na randkę. Zamiast tego przyglądał się jej z daleka. W jego mniemaniu była najładniejszą dziewczyną na jego osiemnastce. 




Niedziela Uli głównie minęła na wspomnieniach o imprezie, pocałunku, a Markowi wraz z wynajętą ekipą na sprzątaniu. W poniedziałek rano natomiast, gdy tylko pojawiła się w klasie, od razu dopadły ją Wiola, Julia i Majka. 
-Słyszałaś już ostanie newsy z osiemnastki Marka- zaczęła Julia. —Chociaż jak nie masz konta na fb, to raczej nie słyszałaś.
-A co się działo? Byłam i coś przeoczyłam?
-Ty i Marek jesteście bohaterami Ulka- odparła Wiola. —Ktoś widział, jak się wymknęliście w połowie zabawy.
-No i ? -pytała z lekkim zdenerwowaniem. 
- Po powrocie podobno Marek miał umazane policzki pomadką. Sama zobacz- dodała Kubasińska, pokazując na telefonie owe zdjęcie Marka z podpisem Całuśny i komentarze pod nimi. Godzinę temu ktoś opublikował i krąży po necie.
-I niby ja miałam go całować- mówiła, wysilając się na spokojny ton.
-Tak mówią Ula.   Tylko to nie wszystko. Podobno Marek kiedyś tam założył się z Kacprem, że umówi się z tobą jako pierwszy i wygrał zakład.
-Marek by tak nie postąpił- mówiła, ale bez wiary. —Nie założyłby się o coś takiego.
Rozmowę przerwał im sam bohater sobotniego wieczoru.
-Ula możemy porozmawiać?  Chcę wytłumaczyć to zamieszanie ze zdjęcie i ze zakładem- wyjaśniał nerwowo.  —Proszę Ula.
-Sam chcę to wyjaśnić- rzekła, ku jego uldze.
-Dzięki- odparł, wyciągając na korytarz. —Te zdjęcie to nieporozumienie- zaczął od pierwszej i łatwiejszej sprawy.  
- Czyli zdjęcie ktoś spreparował? -wtrąciła kpiąco pytanie.
-Nie Ula. Po prostu po rozstaniu z tobą poszedłem na chwilę na górę i tam dopadła mnie Klaudia i pocałowała. I fakt paradowałem chwilę ze śladem ust na policzku. Dopiero Seba powiedział mi, że jestem umazany. Zdjęcie zaś wyszło od takiego Marcina z trzeciej klasy. Opublikował je, nie wiedząc, że taką burzę wywoła. Uwierz mi Ula.
- Ok Marek. Mogę w to uwierzyć. A zakład?
-To prawda Ula. Było coś na rzeczy- wyznał szczerze. —Po tym jednak, gdy naprawdę chciałem lepiej cię poznać i po kinie.  Żadna dziewczyna do tej pory mi nie przywaliła i to spodobało mi się w tobie. Taka twoja zadziorność. Pomijając to, że masz klasę i inteligencję. Nie cierpię pustych i głupkowatych dziewczyn. Dlatego też tak bardzo lubiłem pracować z tobą w redakcji, nadrabiać materiał z informatyki, rozmawiać. I chyba tylko z głupoty powiedziałem Kacprowi, że umówienie się z tobą to kwestia paru dni. Na osiemnastce rozmawialiśmy o tym znowu i musiał nas ktoś usłyszeć. Ula wiem, że było to głupie, ale uwierz mi, że chciałem naprawdę umówić się z tobą.
-Dla mnie nie ma to znaczenia Marek czy chciałeś się umówić, czy nie, bo i tak jak dla mnie jesteś skreślony- mówiła z rozczarowaniem. —Nie zamierzam mieć nic wspólnego z kimś, kto tak postępuje- dodała, odchodząc.
Na długiej przerwie idąc przez korytarz do redakcji, czuła, że ściąga na siebie uwagę i czuła się z tym źle. Gdzie tylko by nie spojrzała, to widziała bowiem wrogi wzrok dziewczyn. Do tej pory była też nieznaną wielu osobom w szkole a teraz stała się tą, która w miesiąc poderwała przystojniaka szkoły. Ktoś inny może i były z tego zadowolony, ale nie ona. Pod koniec lekcji było gorzej, bo sprawa zakładu rozniosła się po szkole, a żądni sensacji uczniowie rozdmuchali ją do sensacji roku. W dodatku jedne dziewczyny ciągle zazdrościły jej znajomości z Markiem, a inne współczuły. 

poniedziałek, 22 października 2018

Dama i wieśniaczka 6/6

Spotkanie z Febo przyniosło niespodziewany efekt, bo Marek zaczął rozmyślać nad zdaniem, które sam wypowiedział.
Może po związku z tobą takie kobiety jak Ula zaczęły mnie interesować Paulino.
Mógł przekonać się o tym już tego samego dnia, gdy po pracy był z nią we fundacji mamy, która zajmowała się dziećmi z najuboższych i wielodzietnych rodzin oraz zaniedbanych przez rodziców.  Pojawiał się tam wystarczająco często, aby poznać problemy fundacji i dzieci objętych opieką. Teraz po wyjeździe rodziców do sanatorium przyjechał, aby zobaczyć, jak sekretarka radzi sobie z prowadzeniem rachunkowości i spotkać się z podopiecznymi. W czasie, gdy on zajmował się sprawami papierkowymi, Ula wraz z wolontariuszami zajęła się dziećmi. Poszła do świetlicy i tam bawiła się nimi i pomagała w odrabianiu lekcji. Jej łagodność i podejście do dzieci spowodowały, że szybko wokół niej pojawiła się gromadka dzieci.  Taką też zastał Marek. Przystanął w drzwiach i przyglądał się Uli i kilku dziewczynkom, które z zapałem słuchały jej opowieści o programie Damy i wieśniaczki.  Przypominała w tym jego matkę, która nie ograniczała się tylko do siedzenia za biurkiem i szefowania fundacja, ale i przychodziła do świetlicy. Paulina również pojawiała się we fundacji, ale głównie wtedy, gdy działo się coś ważnego i nigdy nie widział jej, aby któremuś z dzieci poświęciła choć trochę czasu na zabawę czy rozmowę. Z racji, że było jeszcze dość wcześnie, to poszedł w drugi koniec sali, gdzie stał stół do futbolu i razem z chłopcami zagrał partyjkę meczu. Gra nie przeszkadzała mu, aby raz po raz spoglądać na Ulę i słuchać jej łagodnego i szczerego śmiechu. Po dwóch godzinach pobytu we fundacji pojechali do Latchorzewa. 
-Skradłaś ich serca Ula- rzekł, jak tylko wyszli z fundacji.  
-To po prostu miłe i grzeczne dzieciaki. Potrzebują tylko zainteresowania i miłości.
-Moja mama mówi to samo. Zawsze chciała mieć więcej dzieci, ale nie wyszło i swoją miłość przelewa na podopiecznych.
-Bardzo szlachetne. A ja chętnie na stałe zgłoszę się do pomocy. Popołudniami i tak nie mam nic ciekawego do roboty. Ala jest dwa razy starsza ode mnie to i tematów do rozmowy za bardzo nie ma. Tam się przynajmniej przydam.
-Dziękuję Ula w imieniu mamy. Na pewno ucieszy się z kolejnej kompetentnej osoby. A ja służę swoim samochodem. Musiałabyś dojeżdżać prawie pół Warszawy dwoma autobusami do fundacji.
-Zapamiętam sobie. Możemy wybrać się tam ponownie w piątek. Jutro ogarnę mieszkanie, zrobię sobie pranie i zakupy, a na piątek nie mam nic zaplanowane.
-Może być piątek Ula- odparł.
Ostatni wieczór pobytu Uli w Latchorzewie był równie udany co dwa poprzednie. Razem zajęli się kolacją i sprzątaniem. Później był czas na zażycie trochę ruchu i wybrali grę w badmintona. Marek lubił tę grę i już prędzej zaopatrzył się w siatkę, paletki i lotki. 


-A ty możesz tak się forsować po operacji- zapytała troskliwie, kiedy zaproponował krótką grę. —Rano jogging a teraz paletki.
-Spokojnie Ula. Piętnaście minut gry mi nie zaszkodzi. Konsultowałem się zresztą z lekarzem. Pierwsze dwa tygodnie musiałem spasować, a później zacząć delikatnie trenować. Rano ciągle też nie biegam, tylko chodzę. Ale miło, że się martwisz Ula.
-Po prostu jesteś moim ulubionym, najlepszym i ukochanym szefem i nie chciałabym, żeby coś ci się stało- stwierdziła wesoło.
-Oprócz donosicielstwa nie lubię podlizywania się Ula- odparł, wysilając się na powagę. —Którą stronę wybierasz?
-Prawą.
Ula w umiejętnościach gry w badmintona nie ustępowała Markowi i choć na początku chciał dać jej fory, to grał jak z równym.  Z Pauliną oczywiście na takie spędzanie czasu nie mógł pozwolić sobie, bo nie znosiła męczyć się, a jedynym jej sportem było chodzenie po sklepach. Podobnie było z troską o niego, a przykładem mogło być to, kiedy ważniejsze były zaręczyny od jego zdrowia.
 Po grze zajęli się rabatami, trawnikiem i ogródkiem. Podlali kwiaty i warzywa, wyrwali parę chwastów. Gdy był już prawie ciemno, to wrócili do domu. Przed snem był czas na obejrzenie dobrej polskiej komedii Kochaj albo rzuć. Ula również miała czas, aby się spakować. Rano natomiast, gdy tylko usłyszała, że Marek poszedł pobiegać, zajęła się przygotowaniem śniadania. Chciała, aby był to również rodzaj podziękowania za gościnę, to postarała się o coś specjalnego. Na stole pojawił się omlet i tosty na bagietce.  Marek do domu wrócił w chwili, gdy wyciągała tosty z piekarnika.
-Zrobiłam śniadanie Marek- rzekła, jak tylko pojawił się w drzwiach. —Chciałam odwdzięczyć ci się za te trzy dni gościnności.
-Naprawdę nie musiałaś Ula. Było mi miło cię gościć.
- Nie musiałam, ale chciałam- wtrąciła. —Ja tak nie potrafię Marek. Brać, a nie odwdzięczyć się w żaden sposób.
-Cała ty. Dobrze, chociaż że mówisz w kategoriach śniadania podziękowania, a nie pożegnania.
-Widzisz Marek. We wszystkim można znaleźć jakieś pozytywy. Masz żelazko? – pytała, nakładając omleta. —Chcę wyprasować sobie bluzkę.
-Zostało na Siennej i dopiero jutro odzyskam je z innymi rzeczami. Nie zamierzam zostawiać Pauli ani żelazka, ani kina domowego, pościeli czy firanek. Zresztą żelazka nie używała, a firanki w oknach uważała za oznakę zacofania i nigdy nie kupowała i nie zawieszała.
-To trochę inaczej niż u mnie. Nie lubię gołych okien. Muszą być firanki, żaluzje niekoniecznie i do ozdoby kwiaty albo jakieś drobiazgi. Figurki, świeczniki.
- U mamy w oknach zawsze tak było i za zacofanie mama tego nie uważała. Będę musiał kupić sobie coś takiego tutaj Ula- mówił, patrząc na puste okna. —Może w sobotę znalazłabyś czas na większe zakupy ze mną? –zaproponował nieoczekiwanie. —Nie znam się na kupowaniu firanek.
-Ok. Marek- odparła, siadając przy stole. —I tak nie mam nic w planach.

Po śniadaniu Marek zapakował walizkę Uli do samochodu i pojechali do pracy. Popołudniem zaś, po przywiezieniu przez Maćka kluczy, odwiózł do mieszkania Ali, a sam pojechał do Latchorzewa.  Czwartkowe samotne popołudnie dłużyło się mu i brakowało kogoś, do kogo mógłby się odezwać. Z nudów wraz z sąsiadem postawił kojec dla psa, który miał wkrótce pojawić się w jego gospodarstwie. W piątek było znacznie lepiej, bo po pracy razem z Ulą wybrali się do fundacji i spędzili razem kolejne trzy godziny. Wieczorem zaś wybrał się z Sebastianem do klubu, ale żadna dziewczyna nie potrafiła zainteresować go. Sebastian z racji, że był z Wiolettą i był jej wierny, to również łasy na wdzięki dziewczyn nie był. Długo w klubie więc nie zostali. Marek za to zaprosił go wraz z Wiolettą na weekend do Latchorzewa.  
W sobotę rano Marek pojawił się pod blokiem, gdzie mieszkała Ula i pojechali na zakupy. Oprócz działów przemysłowych odwiedzili i dział spożywczy. Zakupy z Ulą przebiegły szybko, bo dokładnie wiedziała co kupić i ile, aby Marek nie wyrzucał resztek do kosza. Obiecała również pomóc mu w przygotowaniu grilla dla Wioli i Sebastiana. Sama również została zaproszona na weekend. W podzięce za wszystko, co robiła Ula dostała mały prezent. Pozytywkę w kształcie czterolistnej koniczyny.


-Nie musiałeś mi nic kupować- mówiła, ale mało przekonująco,  bo drobiazg podobał się jej.
-Wiem Ula, ale chciałem. Ty kiedyś podarowałaś mi kamień księżycowy mój szczęśliwy amulet, to chciałem odwdzięczyć ci się w podobny sposób. Oby przyniosła ci szczęście tak jak mi przyniósł twój kamyk.
-Na pewno Marek- mówiła z wiarą. Będę nakręcała ją zawsze, gdy będzie mi smutno. I dziękuję. 
-To ja dziękuję, że pomagasz mi i we fundacji. 

W drodze do Latchorzewa wstąpili do schroniska po psa. Wybór padła na brązowego niedużego psa Bruna, który swoją obecność ogłosił wesołym szczekaniem. Od jednego z opiekunów dowiedzieli się też, że poprzedni właściciel zmarł i pozostawił po sobie czteroletniego pieska i dwuletniego kota Jakuba. Oba zwierzaki żyli ze sobą w zgodzie i dobrze byłoby zaadoptować je razem. Kotek okazał się przytulnym mruczkiem i od razu zaczął łasić się do Uli, wyczuwając w tym szansę dla siebie. Godzinę później po załatwieniu wszystkich spraw, dokupieniu kuwety, żwirku, misek i jedzenia dla kota jechali we czwórkę do Latchorzewa. Na miejscu Bruno od razu trafił do kojca a Jakub na czas adaptacji do nieużywanego jeszcze pokoju. 



Po nakarmieniu kur, królików, psa i kota zajęli wypakowywaniem sprawunków i zajęli się przygotowywaniem obiadu oraz sałatki i mięsa i na grilla. Wiola i Sebastian pojawili się natomiast o piętnastej.
-Dom pobudowałeś, drzewo zasadziłeś, to pozostało ci spłodzić syna Marek- stwierdził Sebastian, rozglądając się po pomieszczeniu.
-A my kobiety później musimy sprzątać, podlewać i wychowywać- odparła mu Ula. —Reguła stara, jak świat.
- Nie zapomnij Ula, że ich trzeba również wychowywać- odezwała się Wioletta.
-Do tego jesteście stworzone- odparł Sebastian.
-Typowe męskie myślenie- oburzała się Kubasińska. —Najlepiej zrobić z kobiety kurę domową, żeby was obsługiwała.
-Dla mnie lepsza kura domowa Wioluś, niż taka, która nie umie włączyć pralki automatycznej. 
-A później idziemy w odstawkę, bo harując jak te dzikie mrówki w domu i pracy starzejemy się, a nasze miejsca zajmują piękne i młode kobiety. Tyle mamy z poświęcania się za prowadzenie domu. Dobrze mówię Ula.
-Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka- odparła dyplomatycznie, nie chcąc wchodzić między nich. —Twoi rodzice i Marka są wiele lat ze sobą i jest dobrze. I nie ma tak, żeby tylko jedna strona była winna.
Marek tymczasem przysłuchując się ich rozmowie i patrząc, jak Ula krząta się pomiędzy częścią kuchenną i jadalnią, ponownie przypomniał sobie ostatnie spotkanie z Pauliną.  Słuchając ich, zazdrościł również przyjacielowi miłości i że ma kogoś koło siebie z kim może toczyć spory.
-Ula dobrze mówi- kontynuował Olszański. —Z biegiem lat z czarodziejek zmieniacie się w czarownice i stąd te nieporozumienia i kłótnie- mówił, patrząc na Wiolettę. —Prawda Marek?
-Nie obraź się Seba, ale mi życie jeszcze miłe- odparł, widząc mściwe miny dziewczyn. 
-Faceci- odezwała się ponownie Wioletta.  —Z biegiem lat oni nie dziecinnieją Ula, tylko zmieniają się z misiaczka w prosiaczka. 

Popołudnie i wieczór spędzony we czwórkę upłynął im już bez zgrzytów i w przyjemnej atmosferze. Wiola i Sebastian jako goście odpoczywali, a Ula z Markiem zajęli się grillem i resztą potraw. Głównie to Ula krążyła od kuchni do dworu i pilnowała, aby wszystko było na czas na stole. Sebastian przywiózł również zgrzewkę piwa dla siebie i Marka oraz wino dla Wioli i Uli.  Wypite trunki dały o sobie znać i zrobiło się również wesoło. Przed dziesiątą, aby nie przeszkadzać sąsiadom, z ucztowaniem przenieśli się do domu. Tam Marek i Sebastian zajęli się oglądaniem siatkówki a Ula z Wiolą swoimi babskimi sprawami.
Następnego dnia rano, gdy Marek pojawił się w kuchni Ula już tam była. Stała przy oknie z kubkiem kawy, patrzyła na wschód słońca i wyglądała przepięknie tak zamyślona. Z urody zawsze mu się podobała i miał ochotę na znacznie inne relacje niż służbowe i koleżeńskie. Teraz dodatkowo ubrana była w błękitny szlafroczek, który odsłaniał jej zgrabne łydki, a pasek w talii podkreślał jej kibić. Chwilę później odwróciła się do niego i posłała uśmiech. W tym krótkim momencie poczuł, że na jej uśmiech i powitanie, serce zabiło mu mocniej.
-Cześć Marek. Obudziłam cię?
-Cześć. Nie, nie obudziłaś.  
Może po związku z tobą takiej kobiety zaczęły mnie interesować i potrzebuję takiej kury domowej- kołatały mu w głowie własne słowa. A we czwartek brakowało mi Uli, a nie kogoś do rozmowy. I pasuje tutaj jak ulał.  Te trzy dni pod wspólnym dachem były wspaniałe. Tak jak nasze wizyty we fundacji. Ani razy nie miała focha. Nawet najmniejszego niezadowolenia. Nie wiedziałem nawet, że tak może być.
Kolejne godziny niedzieli jeszcze bardziej utwierdzały go w przekonaniu, że czuje do Uli znacznie więcej niż koleżeństwo czy przyjaźń. Z wyznaniami tego, co czuje postanowił jednak poczekać tydzień, aż sprawa pokazu się nie zakończy. Bał się reakcji Uli i że przeszkodzi, to w przygotowaniu do pokazu. A to, o czym mówił mu Sebastian od paru dni, Paulina załatwiła jedną wizytą.  


Po weekendzie na Marka spłynęło sporo niespodzianek. Już rano w poniedziałek zadzwonił do niego Aleks i oznajmił mu, że poznał piękną Peruwiankę i chce swój pobyt w Ameryce przedłużyć. Przy okazji dowiedział się, że babcia Pauli wyrzuciła ją z domu w Mediolanie, bo ta przyprowadziła znajomych, którzy wynieśli parę cennych rzeczy.  Z góry zastrzegł również, że Paulina nie ma korzystać z jego mieszkania. Krótko po jego telefonie odwiedziła go w biurze Julia i opowiedziała o wspólnym nieudanym mieszkaniu z Pauliną. Okazało się bowiem, że Paulina godzinami zajmuje łazienkę, nie sprząta po sobie, nie robi zakupów i tylko rozkazuje jej pomocy domowej i chodzi niezadowolona z powodu hałasu, bo Julia mieszkała na pierwszym piętrze obok ruchliwej drogi.  Z braku lepszego pomysłu na uwolnienie Julii od Pauliny Marek postanowił zakwaterować ją na tydzień w hotelu, a później wysłać ją na dwa tygodnie do Tunezji. Z takiego obrotu sprawy Febo była jak najbardziej zadowolona. Szybko jednak spotkała ją niemiła niespodzianka, bo Marek opłacił jej tylko nocleg, a za inne usługi hotelowe musiała płacić ze swojej kieszeni. Podobnie było z Tunezją. Dał jej tylko bilet, foldery i wytyczne hotelu, a kwestia finansów było jej sprawą. O tym, co będzie później z Pauliną na razie nie myślał, bo miał ważniejsze sprawy.



On tymczasem mógł ze spokojem przygotowywać się do pokazu, który miał odbyć się w najbliższą sobotę. To zaś powodowało, że musiał zostawać z Ulą po godzinach w pracy. Obojgu to jednak nie przeszkadzało, bo oznaczało dłuższe przebywanie w swoim towarzystwie. We środę wrócili z sanatorium Dobrzańscy i Marek razem z Ulą pojechali do nich przywitać się i opowiedzieć o przygotowaniach do pokazu. Gdy już rozsiedli się, to Helena nie wypuściła ich bez kolacji, tylko posadziła obok siebie i dogadzała. Widziała bowiem, jak patrzą na siebie i że Ula pomagała Markowi w domu i we fundacji. Zwłaszcza to drugie było dla niej miłe.



W piątek po pracy spotkała Ulę miła niespodzianka. Marek bowiem zaprosił ją na kolację do Książęcej.  Chciał podziękować jej w ten sposób za pomoc w przygotowaniu pokazu i uczcić koniec przygotowań. Tuż po wyjściu z lokalu, gdy przechodzili przez park pojawiła się obok nich dziewczynka z koszyczkiem z kwiatami.
-Kwiaty dla ładnej pani, proszę pana- zagadnęła.
-Chętnie- odparł, wręczając dziewczynce dwadzieścia złotych. —Proszę Ula to dla ciebie- dodał po chwili, wręczając jej bukiecik fiołków.
-Dzięki Marek. Są słodkie- mówiła, wąchając kwiatki.
-Ula to dobry moment, aby, aby- zaczął, próbując znaleźć odpowiednie słowa.
-Na co? -zapytała, nie doczekawszy się dokończenia zdania.
-Może usiądziemy tutaj na chwilę? -spytał, prowadząc w stronę jednej z ławek. —Chciałem powiedzieć ci dopiero jutro po pokazie, ale teraz jest odpowiedniejszy moment Ula- mówił, biorąc za rękę. —Chciałbym, żeby między nami było inaczej- wyrzucił z siebie. —Ostatnie dni były takie cudowne. I wiele zrozumiałem. Jesteś dla mnie kimś ważniejszym niż przyjaciółką. Zakochałem się w tobie. Dasz mi szansę na bycie twoim chłopakiem? -zapytał prosto. —Chciałbym spotykać się z tobą, po pracy, patrzeć na ciebie, słuchać cię, rozmawiać. Czuję, że wiele nas łączy.
-Zaskoczyłeś mnie- odparła z bijącym sercem.
-Nie musisz odpowiadać od razu Ula- wtrącił. —Tylko pomyśl o tym.
-Nie muszę myśleć, bo czuję to samo i chcę tego samego- rzekła, patrząc mu w oczy.
-Czyli mam szansę? -zapytał niepewnie.
- Tak Marek. Zakochałam się w tobie tuż przed twoimi niedoszłymi zaręczynami. Chciałam nawet odejść z pracy, aby nie musieć cierpieć. Później, gdy nic nie wyszło z zaręczyn, zaczęłam znowu marzyć. Zwłaszcza po tym, jak zabrałeś mnie do Latchorzewa. Zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia.
- I pasujesz tam jak żadna inna Ula- stwierdził, gładząc po brodzie. —A ja byłem chyba ślepy przez te miesiące, gdy już poznałem cię, a dalej byłem z Pauliną. Później po rozstaniu z Paulą lepiej też nie było. Dopiero w ostatnią niedzielę, gdy byłaś u mnie, zrozumiałem swoje uczucia. Stałaś przy oknie i nie mogłem oderwać oczu od ciebie. A gdy spojrzałaś na mnie, to moim ciałem przeszedł dreszcz i wiedziałem, że się zakochałem. Nigdy do tej pory nie kochałem i było to dla mnie coś nowego Ula.
-Pamiętam. Patrzyłeś wtedy tak dziwnie na mnie- mówiła drżącym głosem, a spowodowanym pieszczotą Marka i wyznaniami. — Myślałam, że rozbierasz mnie w myślach, a nie, że się zakochałeś.
-Poniekąd też rozbierałem Ula- przyznał się szczerze.  —Do tej pory tylko to mnie interesowało. Jak zaciągnąć dziewczynę do łóżka, a zakochałem się bez tego i nawet bez pocałunków. Tak szczerze. Kocham i jestem kochany- mówił, tuląc ją do siebie. —Ostatnie dni bez ciebie w Latchorzewie były takie puste-dodał, wpatrując się w jej twarz. —Brakowało mi wspólnych śniadań, wspólnie spędzonych popołudni i wieczorów.
-Wiem o czym mówisz- mówiła cicho.
-Mogę Ula? – zapytał, pocierając kciukiem wargę Uli.
Chwilę później, gdy kiwnęła głową, muskał Ulę w usta.
Ula całowała się już w swoim życiu, ale nigdy nie przeżywała coś takiego przyjemnego. Usta Marka były słodkie i pieściły jej usta, jakby robili to już wiele razy, a nie pierwszy raz.
Do mieszkania Ula wracała bardzo szczęśliwa. Marek bowiem odprowadzał ją, trzymając za rękę, a przed blokiem pożegnał się kolejnym delikatnym pocałunkiem. Tego wieczoru też Ula długo nie mogła zasnąć. Słuchając pozytywki, podarowanej przez Marka, myślała, że marzenia się spełniają. Tak jak i amulety przynoszą szczęście. Jej szczęście przyniosła pozytywka z koniczyną a Markowi kamień księżycowy, bo otworzył serce na miłość.



EPILOG

Dzień później odbył się pokaz kolekcji F&D Gusto. Kolekcja okazała się strzałem w dziesiątkę, bo tuż po zakończeniu na projektanta spływały gratulacje. W czasie bankietu natomiast Marek i Ula wyjawili sekret o łączącym ich uczuciu.  Kolejne dni zaś wypełnione były miłością, czułościami, spotkaniami i pocałunkami. Z oświadczynami Marek długo nie czekał, bo oświadczył się jej dwa tygodnie później, gdy poszli na kolejną przechadzkę po Latchorzewie. Miał to być ich dzień i ich szczęście, to odpuścili sobie organizowania hucznych zaręczyn. Uczcili je tylko szampanem i pierwszą wspólną nocą.
Ze ślubem postanowili poczekać do kwietnia, bo listopad był zbyt przygnębiającym miesiącem, później wypadał Adwent, w karnawale nie można było znaleźć wolnych terminów, a na kolejne tygodnie przypadał Wielki Post. W kwietniu natomiast dni były dłuższe i lepsza pogoda, aby udać się z Warszawy w podróż do panny młodej. To w rodzinnych stronach Uli zaplanowali sobie te najważniejsze dla nich chwile. Sam ślub miał mieć miejsce w kościółku w Rysiowie, a na wesele Marek zarezerwował zajazd, w którym niegdyś pomagała Ula. Wynajął go wraz z pokojami na sobotę i niedzielę, aby goście mieli, gdzie spać.

Paulina tymczasem w dalekiej Tunezji poznała bogatego Szkota. Mężczyzna był wdowcem po pięćdziesiątce z dorosłymi dziećmi, miał dużą posiadłość w Szkocji i tytuł lorda. Taki kąsek był dla niej zbawieniem i szybko zakręciła się obok mężczyzny. Zaręczyny, ślub i podróż poślubna były jak z bajki. Później nastała codzienność, bo na luksusy musiała zapracować. Stada, owiec i krów, przetwórstwo oraz hektary pól potrzebowały nakładu pracy. W dodatku posiadłość mieściła się z dala od dużych aglomeracji i otaczał ją jedynie wiejski krajobraz, wiejska sielanka i rozrywka.



Życie Uli Dobrzańskiej u boku męża w Latchorzewie było zgoła inne, bo żyła jak dama. Marek rozpieszczał ją i mieli sporo okazji na wspólne wyjścia, wyjazdy, spotkania z przyjaciółmi. Taki życie nie zrobiło z niej jednak zarozumiałej i leniwej kobiety, bo Ula miała czas na pracę, prowadzenie domu, zajmowaniem się mężem i córeczką Igą. Do tego ciągle wyglądała pięknie i zawsze była uśmiechnięta i życzliwa.